piątek, 1 czerwca 2012

Galimatias.

Chciałam spłodzic coś "większego". Nie tam, że rodzinka, dzieciak, ja pośrodku...ale mi nie wyszło. Wszystkie moje "wypasione" mysli uleciały po przeczytaniu, a właściwie obejrzeniu, posta u dr. Bruneta.
Kaszana...nastrój mi siadł. No cóz...nikt nam nie obiecywał, że żyć tu będziemy w świetnym samopoczuciu.

W ogóle to...emocjonalna bywam...ponosi mnie, kiedy czytam o bezmózgich ludziach. Najlepiej chyba zając się dzieciakiem, praca , ogródkiem i ...miec w tyle problemy świata. Własnych człowiek rozwiązac czesto nie potrafi, a co dopiero innych...
Nie zmienię swiata, nie zmienię. Nie mam żadnych złudzeń. To nie uda się nikomu, choc rewolucje sa dla ludzi.
No własnie. Po co nam rewolucje. I tak nie zmienimy świata. Bo świat zmienia sie poprzez zmiane siebie samego. To w sobie trzeba dokonac rewolucji.

Remontujemy...zanosi się , że będzie trwało. Marie obchodziła dzisiaj Dzień Dziecka, pomimo tego, że dzieciaki tutaj czegos takiego nie obchodzą.


Nakryłam ja w przedszkolu jak se buziaka dawała z niejakim "Julkiem Szczerbcem". To znaczy on jej dawał. Ona go tylko po przyjacielsku objęła, a on wykorzystał moment. Taki mały, pół głowy niższy od niej... ona sie zawstydziła, on nie. Mi zwisało, a ojcu nie zwisało. Moje zycie zapowiada się odrobinę spokojniej, niż zycie eMa.

Poza tym.... kwiatki mi w ogrodku kwitną i chcę sie nimi pochwalić.
Pnąca róża- "Indigoletta", tegoroczny nabytek. Nie jest jeszcze wielka, ale kilka kwiatow wydała.


Ha! A to zakupiłam w oddalonym o jakies 30 kilosow sklepie ogrodniczym. Powojnik. Zwie się " Warszawska Nike". Czyż nie jest piekny?




To warto, dziewczyny, nabyć. Nazywa sie to "cuś" męska wiernośc. Nie wtajemniczajcie zbytnio swoich facetów. Jeżeli kwitnie i nie schnie tzn. że kolo jest w porzo...jeżeli z kwiatkiem coś nie teges to...zastanówcie się, przemyslcie...(p):)
U nas kwitnie, że hej... i mozna z ulga odetchnąc, że w związku wszystko gra.


poniedziałek, 28 maja 2012

Krzyż mnie rozbolał.

Mówią, że życie przynosi nam problemy na naszą miarę. Takie, z którymi powinniśmy sobie poradzić...ja, niestety, wysiadam. Prawdopodobnie faceci mają pewna fajną metodę na życiowe trudności, pora, chyba, się od nich tego nauczyć. Nie, nie chodzi mi o zalewanie robaka...oni przeczekują. Niech sie samo "jakos" rozwiąże. To "jakoś", to z reguły ich kobiety rozwiązują.

Pewna moja kolezanka z dawnej pracy, w Polsce, ma córkę i syna. Olgę i Olgierda. Nie wiem jak tym dzieciakom sie obecnie układa. Kiedy je widziałam, Olga kończyła liceum, a Olgierd szedł do gimnazjum. Koleżanka owa mówiła, że w rodzinie u nich trudny czas nastał, bo maz nie akceptuje kolegi, bliższego kolegi, ich córki.
-A co ten łosiu chce? .... To co? Od dzisiaj go karmimy? .... Dlaczego "poczęstowałaś" go fajką? Niech se kupi...- Tego typu teksty wysłuchiwała córka i żona o nowym mężczyźnie, który pojawił się w "obsikanym" przez starszego samca rewirze.
-Albo jest zazdrosny o córeczkę, albo fuka, bo poczuł zagrożenie, że mu ktos wejdzie w układ rodzinny. Przyzwyczaił sie i lepiej niech nikt tego nie rusza i nie zmienia.- Spekulowała koleżanka.
- Poczekaj, poczekaj...zaraz do twojego Olgierda zaczna schodzic sie dziewczyny. Zobaczysz jaki to "ból". -Przewidywały, starsze stażem w przezywaniu, psióły wizjonerki.
A potem było wesoło, tak, jak prognozy starszych mówiły.

Marie ma koleżanke zza płotu. Dziewczynka ma jakieś 12 lat, ale umysłowo to Marie i ona są na tym samym poziomie. eMowi znajomośc owa do gustu nie przypada, a nie przypada bo dzieciak z sąsiedztwa nie słucha jego "świętych" słów, no i najgorsze jest to, że Młoda bierze przykład z owej dwunastolatki. Kto to widział?! Kto to słyszał?! Nie powiem, bywa to wkurzające, ale są metody, którymi je obie mozna jeszcze przechytrzyć, przeciagnąc na swoja strone, trzeba tylko używać słów "proszę", ćwierkac przyjaznym tonem...i ogólnie jakos pokojowo to rozwiązywać ,a nie na zasadzie "powiedziałem i ...koniec".
-Marie do domu, już czas!- Wzywa Pociechę eM.
-Nie idź, nie idź...co go będziesz słuchała.- Podpowiada koleżaneczka.Nie pierwszy z resztą raz i nie tylko to jej podpowiada. Czasami zdarza się usłyszeć; "Nie bądź mięczakiem, nie rób tak, jak ci mówi".
- O żesz ty!!! Słyszałaś?- Pyta oburzony eM.
- Słyszałam. Czekaj- inaczej to trzeba....Marie, proszę, chodź do domu. Już czas spać. Jutro nie wstaniesz do przedszkola, a przeciez chcesz D. zobaczyć i F. i bawić sie z H. ... Chodź , proszę.- Wołam.
- Ale, mamo...buh,buh, buh...bu, bu, bu,- Beczy Młoda.- Bo ja chce jeszcze ten zamek z piasku dokończyć...bu, bu, bu...i chcę sie jeszcze z S. pobawić....buh, buh, bu, bu, bu- Ten płacz jest troche wymuszony, ale jest.
-No dobrze...pobaw się pięć minut i kiedy zawołam ponownie , to bardzo proszę bez płaczu wrócic do domu.- Wchodzę w układ.
- Co to znaczy: "ponownie"? Powiedziałas i ma posłuchać.- Podpowiada urażony eM.- Ta cała S. ma zły wpływ na Marie. Jak ona tak może powiedzieć; " co go będziesz słuchała.". Co ona sobie mysli, że ja to kto? Kumpel z piaskownicy?- Pieni sie eM.
-Może nie ma najgorszego wpływu na naszą Małą, ale....nie jest to dobry wpływ , nie powinna autorytetu rodzica naruszać. Eh ten dzieciak tego nie kuma. U niej wystepuje coś na zasadzie buntu młodzieńczego.
-Trzeba ta znajomość zakończyć.
- Nie damy rady, to dzieciak z sąsiedztwa. Nie przejdzie. Tym bardziej , że Marie ją lubi. Tęskni za nią, kiedy długo jej nie widzi. Nie jest tak źle...nauczyła Marie lalkami sie bawić, bo wiesz, ze mną to za stare teksty szły przy tej zabawie... Teraz pojawił sie książe Ken w tej grze. Lalki się zakochują, całują...ogólnie interesujaco.
- No pewnie, Keny, całusy...nie, nie ...ta dziewczyna jest bezczelna...zobaczysz, zobaczysz...nie pozbędziesz sie jej tak łatwo.
- Wiesz co? W zyciu jest tak, że kiedy wystepujesz z pozycji "władzy", to wymagaj od podwładnych tylko takich rzeczy, o których wiesz, że są dla nich do spełnienia. W "Małym Księciu" tak szło.
-Nie wiem, nie znam gościa.
-To nie gość, to postać z książki i ostatnio bajka leciała na podstawie tej książki w TV, czyli, żeby sie nie zbłaźnić trzeba od niej wymagać tylko tego, co jest mozliwe przez nia do spełnienia. A zerwanie tej znajomości ma jakieś 20% szansy na powodzenie.
- One wiekowo do siebie nie pasują.- Drązy temat eM.- Co może mieć wspólnego 4 latka z 11, 12 latką?
- W normalnych warunkach nic, z tym, że one umysłowo do siebie pasuja jak ulał.
- Nawet nie chce myslec co to się stanie, kiedy tamta będzie miała jakieś 20 lat, a nasza 13...sprowadzi ją jak nic na złą drogę...zamieszka u nas...
-A co tam... popuśćmy wodze fanatzji.- Proponuję.- Na pewno sie hajtna i będą miały dzieci.
- Ale pieprzysz....nie chodzi o to... o cos innego chodzi. Obawiam się, że całkowicie stracimy wtedy autorytet, a na nasze miejsce wejdzie S.
- No coś ty. Marie ja prześcignie i nie bedzie to juz wtedy dla niej partnerka do zabaw... znam te dzieci, one osiagają pewien pułap i ....koniec pieśni. Stoją w miejscu. Ciesz się, że mamy zdrowe dziecko. Zobacz jaki problem mają rodzice S. ...Wszyscy w jej wieku ją omijają... to musi boleć. - Rozczulam się.
- No dobrze, więc ja zaadoptujmy. -Wpada na szaleńczy pomysł eM.- Nie jestem św.O.Pio i mam nadzieje , że nie poślubiłem Matki Teresy z Kalkuty. Wymiękam. Mnie interesuje tylko moje poletko...znajomość tych dwóch mi nie leży i ....koniec.

No i do porozumienia nie doszliśmy. Mu sie nie podoba. Problem musi się jakoś rozwiązać, czyli....kobieto zrób cos z tym. Albo przeczekajmy...przejdzie im, albo ojcu. Ciekawe kto silniejszy. Krzyż mnie z tego wszystkiego rozbolał, bo prawdziwą kobietę globus nie dopada. Chce do mamy- tylko ona mnie rozumie. Poza tym Marie nagle zachciała rodzeństwa. W sumie, w jakiś sposób by to sprawę załatwiło. Miałaby kumpla lub kumpelkę.
Nie, nie, nie...a co ja jestem? Wróżką spełniającą wszystkie życzenia? ...Krzyż mnie rozbolał i... nici z tego.

środa, 23 maja 2012

Młoda.

Przezyłam pierwszy, publiczny występ mojej Pociechy. Tanczyła na Dniach Miasta. Nie był to skomplikowany repertuar. Taniec kangura, a mi klata i emocje do zenitu rosły. Fajnych przezyc, jak na razie, dostarcza mi moje Dziecię. Chciałam film z jej wystepem wmontowac na bloga. Niestety sprzęt odmówił posłuszeństwa i nici z tego. Zdjęc też nie moge wkleić. Nie wiem, co się dzieje.

Poza tym Ona rośnie i ..bardzo mnie zadziwia. Czasami sie zastanawiam, czy mam jako rodzic jeszcze jakis wpływ na nią, a jeżeli tak to czy jest on pozytywny. Kurcze nie wiem.... czasami jestem zmęczona jej pomysłami i byc może za bardzo pobłażam, innym zas razem za mocno ściagam lejce.... e tam, sama nie wiem.

Miałyśmy wyjść na spacer do miasta...Córka mnie czasami "zadręcza" takimi oczywistymi sprawami, które dla niej oczywiste nie są, lub tez potrzebuje nakreślenia tej oczywistości.
- Pójdziemy do miasta.-Mowię.
- Do miasta?- Zastanawia się Młoda.- Nasza pani Z. spiewa nam piosenkę o naszym mieście i mówi, że my mieszkamy w pieknym mieście, to do jakiego miasta chcesz iść? Jestesmy przecież w mieście.
No i zaczyna się tłumaczenie, że to takie okreslenie, że kiedy chce sie pójśc do centrum miasta, do samego jego serca, to sie tak gada, że idziemy do miasta.

Przed tym naszym wyjściem zbieralam rzeczy do torebki. Flaszke z piciem dla Małej, bo skoro tylko przekraczamy próg domu to od razu słyszę:" Chce mi sie pić...chce mi sie jesć...kupe ...siku....". Trzeba więc zabrać picie, jedzenia "furę" i komórę, i chusteczki higieniczne i ..... no i tak sie krzątam, nagle spostrzegam, że Dziecie me maluje se ręce pisakiem. Od ramion po czubki palców.
-O rety! Teraz będę musiała cie szczota wyszorować. Musiałas akurat teraz? I co to jest w ogóle?!- Ględze.
- Tatuaż. Bo mężczyźni z tatuażem są cool.- Pada spokojna odpowiedź, po czym Dziecię "tatuuje" się dalej.
-Kto ci to powiedział?
-Nikt. Sama wiem.
-Ale ty nie jesteś mężczyzną...a poza tym dziwne...twój tata nie ma tatu.
-No wiem...powinien se zrobić.

Dzisiaj przed snem, po obejrzeniu serii bajek dla maluchów, Marie wymusza na mnie jeszcze jeden serial taki dla 14-15 latków. Mysle se: " spoko film, o dziewczynach syrenach, a co tam ...może podczas ogladania zaśnie". Ta , marzenia ścietej głowy...patrzyła jak sroka w gant. Jedna scena troche mnie zaniepokoiła...nie dlatego, że niecenzuralna była ( pacałunki małolatów), ale... niepokój sie we mnie wzbudził, że może potem gdzies w krzaczorach będzie chciała z niejakim Larsem scene wypróbowac i...zebysmy się problemów nie doczekali. Próbowałam przewidywać...co może się wydarzyć. Żeby znowu jakiegos zakazu zabaw w kąciku dla lalek nie zarwała.
-Oni chyba nie robia dobrze, co?- Wiem, ze to głupie, ale... pytam.
-Tak, tak... najpierw trzeba miec męża, a potem się całować.
Z ręka na sercu, mówie Wam, że nigdy jeszcze jej takich nauk nie udzielałam i ...myslałam, że jeżeli już , z czasem kiedyś.... to nie tak jej to wytłumaczę.

poniedziałek, 21 maja 2012

Rutyna.

Istnieje pewien rodzaj rutyny zawodowej. Niektórzy wolą to nazywać profesjonalizmem, umiejętnoscia wyłączenia uczuć w określonych sytuacjach, sytuacjach emocjonalnie trudnych. Inni nazwą to znieczulicą.
Bo np.: lekarz, który obcuje ze śmiercią... lekarz onkolog, który napatrzył się na niejdną tragedię ludzką i łzy rodzin...to nienormalny jest, a może normalny, a może rutyniarz, a może profesjonalista kiedy przyjmuje wieści o śmierci kolejnego swojego pacjenta na chłodno?

Bo np.: taki terapeuta mający do czynienia z trudnymi ludźmi, niech będzie, że z uzaleznionymi, albo z ich rodzinami. Nasłucha się o ich problemach, nasłucha o tragediach, biciach... i przyjmuje to na zimno. Normalny jest, czy nienormalny?

Ja wiem, że higiena pracy, że oni też mają swoje problemy, które muszą wziąść na klatę. Że im dzieci chorują, a żony, lub męzowie zrzędzą...ja wiem, ale....

Bo dzisiaj w TV facet opowiadał o "słabości" tutejszego prawa. O tym, że badania dzieci na bilansach powinny byc obowiązkowe ( zreszta nie tylko to). W ten sposób lekarze mogliby pomóc w wykrywaniu rodzin, które biją dzieci, albo rodzin, z którymi coś nie teges....bo bywaja rozmaite, tragiczne przypadki. Chociażby takowy, kiedy rodzina wykorzystuje swoją uposledzona córke i zmusza ją do prostytucji- nagania jej klientów i mota jej w głowie, że to, co jej panowie robia nie jest złe. Dzięki temu pomaga przetrwac rodzinie. W końcu sprawa się rypie. Dziecko im zabierają. Dziewczynka zaś ma poczucie winy- co teraz jej bliscy bez niej poczną? Jak se dadzą radę? Facet opowiadał to jako jeden z przypadków dysfunkcji w rodzinie. Z podobnymi dysfunkcjami, niewatpliwie, spotkał się nie raz. Opowiadał o tym, jako o kolejnym numerze sprawy, a innym szczeny z wrażenia opadały. Mi szczena nie opadła.

Bo na początku mojej pracy nie mogłam się pogodzic z losem niektórych wychowanków..."co za niesprawiedliwośc i skurwysyństwo życiowe"-myslałam. Z biegiem czasu i lat przeszło mi. Co za sukinsyństwo zabierać dzieciaka do siebie przez 8 lat na soborty i niedziele, oraz wakacje. A kiedy dziecię zbliża się do wyfrunięcia z ośrodka i byc może trzeba by było sie nim, jako dobry, przyszywany wujek lub ciocia zająć dalej to....ludziska sie wycofują. Nie chcą takiej kuli u nogi. Toż czynili dobrze przez 8 lat, a teraz? A teraz im sie odwidziało. To tak samo jak z braniem pieska , albo kotka do domu, a potem... bo zwierzyna przeszkadza, pozbywanie sie jej w dyskretny sposób.... Na początku tego typu zachowania wprowadzały mnie w osłupienie. Z czasem ...normalka. A co ja mogę? Pozbierać te wszystkie bezdomne "kotki" i "pieski"? Sama wtedy własnego mieszkania nie miałam.
Cóż to za sukinsyństwo życiowe kiedy ojciec wykorzystuje własna córkę i ...potem wraz z żona wmawiają dziewczynce , że to jej wina, bo za ładna z niej dupencja. I nie można było dzieciakowi pomóc , bo sie zacieło i nie chciało zeznawać. Bo sie bało. Bo się czuło winne, że jest za ładne i wzbudza w ojcu żądzę. Na poczatku dziwiło i bolało, a potem....bezradność. Co ty możesz czlowieku?
Co za sukinsyństwo życiowe, bo matka uprawia z kochasiem seks na podlodze, a trójeczka dzieci siedzi na tapczanie w tym samym pokoju i ogląda bajki w TV, i słucha stęków kochającej sie parki. I ciebie człowieku, z czasem, ta tragedia zyciowa już nie rusza..tzn. rusza, ale...nic nie możesz.
Możesz tylko pozwolić, aby X. wyspał się po nieprzespanej nocy na ławce podczas lekcji historii. Mozna spróbować odebrać takim rodzicom prawa rodzicielskie, ale...to kamienista i długa droga, i niekoniecznie kończy się szczęśliwie, sukcesem....
Bo w sumie...nic nie możesz.