wtorek, 27 grudnia 2011

Ojciec Pio.



50 ale jazda :):

  1. Okropnie długie te filmy, nie ma żadnych streszczeń na YT? ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. mało o gościu wiem, więc co ja się będę mądrzył?... zajrzałem do Wiki... może to nie jest najlepsze źródło wiedzy, ale jakieś jednak jest... i odrzuciło mnie po przeczytaniu zdania: "Już jako dziecko rozpoczął zadawać sobie pokutę"... jest coś chorego w tym...
    coś chorego jest dla mnie w samym zjawisku 'stygmatyzmu'... wierzę w to, bo umysłem można naprawdę zrobić wiele... wiele złego... sobie...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Smurffie:) Ten pierwszy 22 minutowy to sterszczenie bardzo tresciwe dosc dlugiego zycia O. Pio. Nic krotszego na YT nie znalazlam:))

    Pkanalio:) mysle ze w tym temacie Wiki nie jest zbyt dobrym zrodlem...zalezy kto redagowal notke o O. Pio. Pokuta Cie odrzucila:)) matko, skoro ten czlowiek wierzyl w moc ekspiacji to pozwol mnu tak zyc. nie kazdy katolik nadaje sie do pokutowania. Nie wymaga sie od ludzi wlosiennicy i kleczenia na grochu...nawet za grzeszne uznaje sie szukanie umartwien na sile, ale jezeli niezaleznie od Ciebie nachodzi Cie cierpienie to....mozna je przejsc ofiarujac je w intencji innych, lub w intencji waznych dla tego, ktory cierpii. Chrzescijanim powinien cale zycie uczynic modlitwa. Czyli wszystko co robisz masz kierowac do gory...nawet kiedy masz czas bolu, kieruj to jako modlitwe za cos co chcesz do gory....wszystko co dobrze przezyte moze byc wspaniala modlitwa. A skoro Pio tak czy owak cierpial to..... dlaczego nie mogl sobie tego jako ekspiacji potraktowac. ekspiacji za swiat chociazby? Jego zycie, jego piwo:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. dobra... Aniu Moja Ozdobna... wiesz, że lubię przegiąć w przeginaniu, ale wiesz, że czasem gadam poważnie... tak?...
    dla mnie akurat filozofia polegająca na martwieniu się nad światem, zamiast cieszenia się bytem jest po prostu CHORA... zamiast odcinać sobie fiuta w imię jakiejś jebanej idei, wolę go oddać we władanie kobiecie, która to spożytkuje dla obopólnego dobra...
    ale nie podpalę nikogo na stosie, bo woli blondynki od brunetek /żeby było śmieszniej, to babę ma rudą/... a katole /te 80%/ plus zapałki równa się pożar... tu tkwi tak naprawdę jądro konfliktu...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Nie wiem jak to jest...tzn. wydaje mi sie , ze jestem w stanie zrozumiec tych, ktorzy odrzucaja seks, seks jako przeszkode, rozproszenie, dogadzanie cialu i brak skupienia sie na istocie naszego istnienia. Nie kazdy potrafi sobie to wyobrazic, bo nie kazdy ma taki wewnetrzy ped. Przypuszczam, ze potezna wiekszosc go nie ma... Ale kosciol nie wyklucza ludzi pragnacych seksu i nie oghranicza im drogi do "swietosci". jest ok. nie kazdy ma dar celibatu... ba! nie kazdy slubujacy "czystosc" seksualna go posiada. I ...czesto zawraca w swoim przypadku kijem Wisle- nie zawsze mu sie tez to udaje.
    Ale jest cos dziwnego, cos w biografi swietych, nawet malzenstw posiadajacych dzieci, a z czasem idacych na maxa do Boga, ze rezygnuja z seksu. Nie wiem jak to dziala. Wezmy takiego Osho, ktrory uwazal , ze sex jest ok. jest czyms radosnym, czyms na styl zabawy. Ale dochodzil do pewnego punktu swoich rozwazan, ze kiedys musi nastapic w tej dziedzinie tez stop. Bo? Bo za mocno trzyma ludzi seks przy ziemii...i im dluzej uprawiany tym wieksze przyzwyczajenie i tym trudniejsie "uniesc". Mowil tez ze seks moze byc zalazkiem uciszenia mozgu, wewnetrznej szczekaczki, zaznaniem blogiej wewnetrznej ciszy, ale nie jest to jedyna i najlepsza metoda na szukanie Boga. Jest niewatpliwie poczatkiem, moze byc pomocne, ale potrafi cialo od tego sie uzaleznic, a nie w tym rzecz.
    Mowisz o obcinaniu sobie czegos tam. Widocznie u Ciebie nie tedy droga. I w porzo, ale bywaja tacy co chca inna droga.... czuja ze nie tedy wiedzie zrozumienie spraw. no tak maja i juz. Pio szlo to niezle, chociaz o baby byl posadzany...zreszta mamy takie spoleczenstwo w ktorym przewazajaca wiekszosc nie jest sobie w stanie takiego dziwolaga wyobrazic...odstaje od motlochu, a to trzeba tak, jak wszyscy. :))
    Bo Piotrek za czesto wszystko do seksu sprowadzasz....jakby to jakas najwazniejsza ludzka potrzeba byla, a ludzie sa tak cholernie ciekawi i rozni, ze szok.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. No cóż, skoro tak, to siadłem za kompem i obejrzałem ten pierwszy film ;)
    Nie negując powszechnie znanych faktów, w trakcie oglądania zacząłem się zastanawiać, jak to jest, że spośród milionów ludzi chodzących po ziemskim padole, zaledwie kilku zostaje tymi wybranymi /bez wnikania, kto o tym decyduje/. Interesuje mnie teraz coś innego - czy takie było ich przeznaczenie, czy też zasłużyli się swoim wcześniejszym życiem? W przypadku Ojca Pio trudno nawet mówić, że to był jakiś szczególny zaszczyt, skoro przez całe życie cierpiał i to nie tylko z powodu stygmatów.
    Podobnych pytań jest zresztą więcej, bo nie sądzę, aby cała rzecz była związana z jedną określoną religią. Mamy przecież przypadek Rasputina, który także wykazywał niesamowite właściwości. Mamy też przypadki czarowników, szamanów, itp. gości, którzy także wiele potrafią/potrafili, chociaż nie jest to aż tak dobrze udokumentowane jak w przypadku tych dwóch pierwszych gostków.
    Czyli nasuwa się tutaj pytanie zasadnicze, co tak naprawdę decyduje o tym, że niektórzy ludzie potrafią więcej niż inni i czy czasem nie jest tak, że w pewnych określonych warunkach każdy z nas może przejawiać niezwykłe zdolności/właściwości, ale ponieważ nie rozwijamy się w tym kierunku, więc stajemy się zwykłymi zjadaczami chleba, pozbawieni tej całej otoczki niezwykłości, czy też niesamowitości.
    Widzisz Aniu, jak już post staje się dla mnie jasny i zrozumiały, to stać mnie nawet na pogłębione refleksje, a nie tzw. "ślizganie się po temacie" ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Odnosząc się zaś do Twojej dyskusji z Ptr-em, nie wydaje mi się, że chodzi tutaj wyłącznie o seks - Kanalia użył go tylko jako przykładu.
    Pytanie jest jednak szersze, a mianowicie, co w tym jest fajnego, że gość przez całe życie cierpi, nosi krwawiące rany na ciele, o które przecież nie prosił, a wręcz przeciwnie - prosił aby znikły /o czym jest mowa w filmie/. Szczerze mówiąc, ja też chrzanię takie życie pełne udręki, wolę pić piwo, laski bajerować i robić takie tam typowo ziemskie pierdoły, a myślę, że Kanalia tym bardziej to lubi ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. "Nie negując powszechnie znanych faktów, w trakcie oglądania zacząłem się zastanawiać, jak to jest, że spośród milionów ludzi chodzących po ziemskim padole, zaledwie kilku zostaje tymi wybranymi /bez wnikania, kto o tym decyduje/."
    Sam Pio mowil, ze byl dla siebie tajemnica. Sam nie rozumial tego wszystkiego. Nie potrafil ogarnac i samemu sobie odpowiedziec.
    Ten drugi z fimow to film fabularny o O.Pio, ale bardzo wiernie przedstawijacy cuda, ktore za posrednictwem tego czlowieka sie dzialy. Pio byl w koscile katolickimk rowniez przesladowany. Mial grono swoich zwolennikow, ale tez niemale grono przeciwnikow. te zabraniania odprawiania mu Mszy, ktora on uwazal za centrum naszego zycia, bylo dla niego jak dotkliwe wiezienie. przelozeni twierdzili tak ( sami nie wiedzieli, co z tym Pio zrobic. zastanawiali sie czy to saookaleczajacy sie warchol, czy faktycznie cos z Bogiem tam jest na rzeczy) jezeli jest w tym boska reka i dla im klucze do krolestwa niebieskiego to O. Pio dostasuje sie do zarzadzen, bedzie poslusznywa- Bog dziala ale jezeli czlowiek zlozyl sluby poddal sie to On to uszanuje, znajduje inny sopob dzilania, utrzyma takiego czlowieka w posluszenstwie w mysl slubiowi posluszensta, w mysl temu co ten czlowiek zdecydowal sie przestrzegac..jezeli Pio bedzie sie stawial, to nic z boskoscia to nie bedzie mialo wspolnego, raczej z satanizmem. Szatan jest ojcem nieposluszenstwa, buntu etc.
    Oni na serio mieli z nim problem. Wielu obawialo sie ze Pio cofnie kosciol do sredniowiecza. A Pio bylo posluszny pomimo tego ze przez zapodane mu restrykcje cierpial. Uwazal, ze to jest jedyna droga. Wiernosc postanowieniom i przelozonym. Teraz ci szamani, Rasputin .... okazuje sie, ze i szatan ma takie umiejetnosci,bilokacja, uzdrawianie ( mowia, ze krotkotrwakle i bardzio czesto zostaje uzdrowione jedno a po czasie czlowiek zaczyna chorowac na cos innego), lewitacja...ale nie ma jednego. nie poddaje sie. Nie potrafia ludzie tego typu byc "posluszni". Nawet kiedy idzie o takie sprawdzenie jak u Pio, skad te dary, z jaka sila ten chlop i kosciol ma do czynienia. jak go zarzucisz nakazami to czy wytrzyma i jak dlugo. kosciol nawet i do O. Pio uznawanego przez maluczkich za swietego za zycia odnosil sie z rezerwa. Oni zawsze maja czas. Przelozeni kosciola zawsze maja czas. Nawet jezeli idzie o uznanie jakichs objawien za prawdziwe pomimo tego, ze ludzei tam pedza, to kosciol milczy, ma czas- mija jakies 100, 200 lat i wtedy po zebraniu odpowiedniej ilosci dowodow oglaszaja swoje zdanie.

    "Czyli nasuwa się tutaj pytanie zasadnicze, co tak naprawdę decyduje o tym, że niektórzy ludzie potrafią więcej niż inni i czy czasem nie jest tak, że w pewnych określonych warunkach każdy z nas może przejawiać niezwykłe zdolności/właściwości, ale ponieważ nie rozwijamy się w tym kierunku, więc stajemy się zwykłymi zjadaczami chleba, pozbawieni tej całej otoczki niezwykłości, czy też niesamowitości."
    Kazdy z nas to moze, ale nie wszyscz maja odpowiedzialnosc,,,i dzieki Bogu, ze ci, ktorzy jej nie posiadaja nie moga uruchomic tych darow w sobie. Jest jeszcze jedna droga na uruchomienie tych zdolnosci- wejscie w konszachty ze zlem... tam tez mozna sie udzielac, jak najbardziej i potrafic, ale zlo idzie droga nie sluzby innym , a sobie...a takie dary to przede wszystkim poprzez sluzbe innym, sluzenie tez sobie. Ale nie zapominanie o innych.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Z Piotrem i jego przykladami jest pewien maly szkopul. Ja wiem, ze mu chodzi o sprawy szersze, ale poprzez swoje komentarze i posty ustawia czytelnika i odpowiadajacego w waskim spektrum przykladow ograniczajacych sie do kobiecej cipki:)) I zaczynasz w rozmowach z nim uzywac jego jezyka:))

    Ja tez boje sie cierpienia, ale ...ono jest nieodlacznym elementem naszej tu egzystencji. W sumie bez niego nie ma rozwoju. Spotkaj czlowieka, ktory nic nie przezyl i nie mial szansy zadupic...niezbyt to madry ludz. zdarza sie ze i zadupil i zabolalo nawet, ale wnioskow nie wyciagnal, takie widac uposleduzenie duchowe.....Sama nie wiem jak to jest. My cierpienia nie kochamy, uciekamy przed nim. zas tego typu ludzie jak Pio, Kolbe, Faustyna.... brali jej na klate....moze wlasnie dlatego zebys Ty, Pkanalia ..mogli pic to piwko w spokoju i bajerowac zony swoje dziewczyny, zebym mogla w spokoju wychowywac dziecko.....a co my mozemy wiedziec jakiego typu rzeczy i sprawy potrafili tym co robili wywalczyc i ochronic przed zlem.

    W jednym z filmow o Pio, ale nie tym zalinkowanym przeze mnie ( poza tym to fakt) jest mowa o malzenstwie. On wlazl w gowno. jakies tam rytualy przeszedl szatanskiew. ona pobozna niewiasta modlaca sie manietnie i wierzaca w cudownosc Pio. nawet nie wiedziala z kim pod bokiem zyje. Postanowila pojechac do Pio. Zreszta ten czlowiek za zycia nie mial chwili spokoju. Tlumy go nawiedzaly. W konfesjonale siedzial po 10, 12 godzin dziennie. Przyjechala z mezem. No i Pio sie na niego, tego meza napatoczyl i wypierniczyl go z kosciola, wykopal go...krzyczal ( bywal porywczy, szczegolnie gdy szlo o diabolo) ze ma sie ten syn szatanski, ktorego rece sa splamione krwia wynosic z domu Bozego. Facet nawial wystraszony i przejety, bo ludziska patrzyly....a ze Pio ten dar bilokacji mial wiec cala noc sapedzil z owym gosciem ( niezauwazony przez niego w lesie), w "popiele" sie gosciu pograzal. na drugi dzien z ranca wali do Pio i prosi o rozmowe, ze ...on to planowal w drodze powrotnej zone ubic, i mkial caly plan w glowie i sam nioe wie co go do tego podpuszczalo. Nawrocil sie gostek i zyli z ta zona potem po Bozemu, tzn. probowali:))
    Pio wstydzil sie sygmatow. nie na takiej zasadzie, ze to obciach i co mu przyszlo znosic, ale wstydzil sie, ze on nie drosl Jezusowi do piet i lepiej chyba jakby Jezus naznaczyl kogos innego. Skrzetnie je ukrywal.... Sam nie wiedzial dlaczego i po co to wszystko:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. dobrze gada Smurff... używam seksualnych nawiązań bo wolę cipkę od przechadzki po lesie /choć najchętniej obie te sprawy naraz/, ale generalnie rzeczywiście chodzi mi o coś szerszego niż owa cipka...
    rozumiem istotę odmawiania sobie tego czy owego, rozumiem istotę zadawania sobie bólu, cierpienia w ramach pewnego, nazwijmy to 'treningu'... co więcej, uważam to za bardzo potrzebne elementy życia, bo inaczej wpada się w kanał 'niekontrolowanego hedonizmu'... natomiast sorry, ale robienie sobie z tego cierpienia treść życia jest czym dla mnie niestrawnym, chorym...
    niejaki Buddha poszedł do lasu i katował się tak, że mało się nie przekrecił... i w porę się opanował, bo zobaczył, że nic twórczego z tego katowania się nie wynika...
    asceza jako element treningu umysłu, 'ducha' - tak...
    asceza jako element zabiegu magicznego - tak...
    ale asceza dla samej ascezy?... mnie takie podejście do życia mnie pasuje... są na świecie ludzie, którym "jest dobrzy, gdy jest im źle"... no i fajnie, niech sobie żyją w takiej bajce... nie jest ona moja...
    skatować się do białej kości /np. na pakerni/?... pogłodować dla zdrowia?... wbić sobie igłę w tyłek w ramach hartowania odporności na ból?... no problem... ale dla mnie to tylko narzędzia... istotą życia jest dla mnie owa /szeroko, metaforycznie rozumiana/ cipka...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. "rozumiem istotę odmawiania sobie tego czy owego, rozumiem istotę zadawania sobie bólu, cierpienia w ramach pewnego, nazwijmy to 'treningu'... co więcej, uważam to za bardzo potrzebne elementy życia, bo inaczej wpada się w kanał 'niekontrolowanego hedonizmu"

    To akurat Pio tez rozumial, wiec przyjmowal zimne cele, o ile we Wloszech mozna o zimie mowic- prawdopodobnie w czesci z Alpami bywa zimniej, przyjmowal "trening" malych porcji zywnosci...on to wsio kumal. Poddawal sie temu. Wiedzial, ze w konsekwencji ma to go zahartowac. Zreszta wtedy ludzie az tak wypasiono, jak dzisiaj, nie zyli. Ogolnie to wieksza biedy byla.

    " natomiast sorry, ale robienie sobie z tego cierpienia treść życia jest czym dla mnie niestrawnym, chorym..."
    Osho byl zwolennikiem pozwalania ludziom na wszystko, bo kochal ludzi. Uwazal, ze Ziemia jest miejscem poteznego cierpienia, wiec zlikwidowac wszystko to, co ludziom cierpienia przysparza. Chociaz ...tez nie do konca tak, bo jego porady byly bardzo indywidualne. nie spisal zadnej ksiazki ogolnie traktujacej o sprawach. Przychodzili do niego klienci, on sluchal i do konkretnego przypadku sie wypowiadal. Czyli cierpisz, bo za duzo cipki w twoim zyciu, ty zas cierpisz bo tej cipki za malo etc. Uzyj srodkow antykoncepcyjnych, pozwol se na orgazm, usun ciaze...... Ale ogolnie byl zwolennikiem czegos na styl "robta co chceta". Ja to sobie przemyslalam....niestety mistrzu Osho ograniczenia musza byc, bo ja sobie zrobie cos co innego zaboli...o chociazby wypieprze kumpele ze stolka dyrektora i posluze sie niewybrednymi metodami , spale ja wrecz na stosie, no bo ile mozna czekac na jej emeryture, a z powodu braku uznania i wladzy cierpie i juz mam dosc, wiec musze se ulzyc. Tamta jak dostanie w kosci ode mnie to sie nie pozbiera.
    Moj bol, moj problem....no i ogolnie w takim ukladzie jestem chodzaca bomba zegarowa, bo czekam tylko kogo i gdzie mozna podmienic, niekoniecznie poslugujac sie czystymi metodami. Niekoniecznie liczac sie z tym, ze innych moje postepowanie moze bolec. ( Przyklad wziety z zycia, rozgrywki dyrektorskie u mnie w dawnej robocie...to byl szal, w ktory, w pewnym momencie, zostali wciagnieci pracownicy...jeny jakie to bylo niesmaczne i niestawne i w ogole....). Zadajemy sobie to cierpienie nawzajem...tutaj jest tego full. Co nie znaczy, ze kazdego poranka czekasz na pale od blizniego. Niech tej paly uzyje ow blizni raz na jakis czas. tez wystarczy, aby zycie zabolalo.

    Kiedys przeszlam przez pewien " rytual" w KK. Hm...za duzo powiedziane "rytual", chociaz elementy czegos tam w sobie mial, tak jak chrzest, bierzmowanie....moze tylko nie tak "spektakularne". Jest tam pewien moment zastanowienia sie jakimi darami chcialbys czlowieku POSLUGIWAC (pisze wielkimi literami, bo tu jednak o sluzbe innym biega) we wspolnocie . I wtedy mozesz sobie na serio pofantazjowac i o duzo prosic. I...uwazaj bo dostaniesz. Przede wszystkim na poczatku dostaniesz w dupe...musisz dorosnac do odpowiedzialnego poslugiwania sie darem. W niektorych przypadkach to duchowy koszmar, ale co cie nie zabije to cie wzmocni- prawdopodobnie.... co prawda nikt od miecza Michala Archaniola nie zginal. Nikt nikomu celowo tortur nie zadawal.... to dzialo sie jakby na skutek tego czego zachciales, wewnetrzne dojrzewanie. Nagle zaczynales siebie widziec tak jakos "prawdziwiej" , jaki jestes , co ci duchowo doskwiera i to bolalo jak cholera ( na zewnatrz nic sie nie dzieje, wszystko gralo, wykonywalo sie swoje obowiazki, ale w srodku meczarnie, nagle widzisz jak na dloni dlaczego, chociazby, kolezanka jest taka dobra dla ciebie, i kurcze niezbyt to bezinteresowne- to byl taki czas, w ktorym mi sie wydawalo, ze minimum sil w wykonywana robote wkladam, stawiam na przetrwanie, a dostalam za ten czas nagrode za wzorowa robote)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. do tego dochodzila praca nad soba , tak dluga praca az sie gowniszcza pozbedziesz- zrozumiesz. Takie oko gdzies ci sie otwiera kiedy widzisz jak ludzie klamia, jak sie zdradzaja, jak sam czlowieku klamiesz etc, cos co kiedys uznawales za nieszkodliwe, ot tam dotknelo innych, wazne ze nie ciebie. Zaczyna ci doskwierac niechlujstwo duchowe swoje i innych....I to tezu nie tak, ze magle wiesz o ludziach wszystko, takie tam pewne elementy postzepowania ludzkiego zostawaly obdzierane z uludy i wszechobecnego klamstwa. Nie powiem, byli tacy co odchodzili, bo.....wolna wola.

    Kiedy juz jako tako okrzepniesz. Staniesz na nogi zaczynasz nagle zauwazac, ze dar sie uruchomil...jestes przygotowsany na poslugiwanie. U mnie pierwsze mantry ( nie pisze modlitwy, zeby nie prowokowac zlych skojarzen) to byla taka robota wewnetrzna jakbym tone wegla przewalila. I tak sie czulam. jeny! rozaniec!? Nie no kaszana. Myslalam , ze nie uda mi sie przejsc nigdy pierwszego w calosci...a potem poszlo, ale wysilek w tym byl niemaly.
    Nazwijmy to umownie, ze dostalam dar modlitwy. No i kiedys postanowilam oprocz takiego zwyklego mantrowania , pomoc tym komus z "dalekich" mi bliskich. Dziewczyna z dzieckiem, samotna, dzieciak dwa latka, a ona w poteznej depresji, z myslami samobojczymi i nawet kilkoma probami dokonania czynu na sobie. Jeny...dzieciak, zyc trzeba, wychowywac...myslalam . Przejelam sie troche, a ze innych mozliwosci pomocy nie mialam jak modlitwa to weszlam w to , i zaczelam dw razy w tygodniu poscic w jej intencji. No i sie dorobilam....zaczelam wspolodczuwac? Czy jak? Rozpacz taka , ze glowa mala...Po miesiacu poszlam do znajomego ksiedza i mu mowie co i jak. No i mi wyjasnil, ze weszlam w cos na co sil mi brak i drugim razem mam nie przeceniac wlasnych mozliwosci, bo tytanem duchowym jak Pio, lub inni swieci nie jestem. Pomogl mi ...dolozyl sie swoja modlitwe. Rok czasu to trwalo. Dziewczyna z problemu wyszla. nie wiem czy jest szczesliwa, bo nadal jest sama z dzieckiem, ale materialnie i duchowo tam lepiej. Moze , to tylko zbieg okolicznosci? calkiem mozliwe, ale jak dla mnie nie.
    Teraz , kiedy wchodze w modlitwy za kogos, a niestety wchodze, to licze sie z mozliwoscia zadupienia, ale jak do tej pory nie bylo wielkich zadupien.
    Cierpienie to nie jest sens istnienia, co dla niektorych. Ono po prostu jest, a niektorzy potrafia przyniesc innym ulge, niekoniecznie na sposob Osho. Cchociaz u Osho mozna znalezc bardzo ciekawe "stwierdzenie"- przyznal sie, ze cale jego zycie to bylo pasmo wielkiego cierpienia...czy chcial, czy nie...kiedy idzie sie ta droga, wchodzi sie na menadry cierpienia. tylko....chrzescijanim uczyni z teego wartosc modlitewna, pomoc innym, a inne religie jako element istnienia ludzkosci, bez jakiejklowiek znaczacej wartosci...i wtedy sa proby ucieczki przed tym, a Jezus nie uciekal.... przyjal. nie uciekniesz. chyba ze smierc cie wyzwoli:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. sto osiem klapsów w Twoją /niewątpliwie/ śliczną pupę i sto osiem buziaków w samo Jej centrum...
    jesteś zaistnie Piękna w swoim goniosłowomatyzmie /jeszcze Dory do kompletu brakuje i strzelam w portki czystym białkiem z witaminami/...
    no dobra... chwila powagi teraz /takiej nietantrycznej/...
    o co Ci w ogóle centralnie chodzi?...
    że taki Pio jest cudowny, bo sobie w kroku gmerał drutem kolczastym /z dodatkiem szkła syfonowego gwoli cudowniejszego orgazmu/?... no i fajnie, każdy ma swoje rozrywki... ja sobie grzebię tak, Ty owak, jak się dogadamy /i wyniknie no z całokształtu sytuacji/, to pogmeramy sobie pospołu... wchodzę w ten temat, jakby co...
    cierpienie uszlachetnia, wzbogaca, wzmacnia, uczy... ale czy bawi?... zapewne kontrolnie jakoś tam bawi /jak mnie baba harata pazurami po plecach, to jest mi dobrze/...
    ale czy to ma być CEL?...
    żyć, by cierpieć?...
    to chyba coś tu nie tak /w moim pojęciu przynajmniej/...
    kiedyś chadzaliśmy z kumplami pobić się z żulami... w ramach treningu, w końcu gęba nie szklanka... /jednemu za bardzo się ten sport spodobał i nie żyje nieborak/... a ja żyję i wiem, umiem co robić w razie "gdy przyjdą podpalić mi dom" /przynajmniej wierzę w to/... tak naprawdę jestem człowiekiem łagodnym, dobrotliwym i nie lubię się bić... tamte doświadczenia były jednak ważne, przydatne...
    cierpienie po prostu JEST i musimy z tym BYĆ... ale to nie znaczy, by "bogowi cierpienia" stawiać ołtarze...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Teraz nie mam czasu...musze z mezem pojechac, tzn. chce z nim pojechac, a on chce ze mna, ale....jak wroce to Cie pazurami poharatam...ubije i nie wiem co jeszcze.
    z Bogiem (p) :)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Poniekąd zgadzam się z Kanalią, że zaczynasz "krążyć w kółko" Aniu. Z jednej strony gloryfikujesz potrzebę wyrzeczeń, cierpienia i ascezy, jako warunek konieczny /?/ poprawy czyjegoś tam bytu/losu, z drugiej zaś strony co chwila podpierasz się teoriami Osho, który głosił między innymi, cytuję "(...)Leżenie na gwoździach nie wzbogaca życia, nie czyni go piękniejszym. Głodówka nie jest aktem twórczym — jest czymś destruktywnym, czymś samobójczym. Nie chodzi tu tylko o gwoździe i głodówkę. Jestem przeciwko wszelkim przejawom ascezy, gdyż stanowią one chorobę, wskazują, że jest w tobie coś samobójczego(...)"
    /cytat pochodzi z "racjonalista.pl"/.
    Ogarnij to jakoś i pozbieraj do kupy /o ile w ogóle się da/, bo jedno z drugim ma się niemal jak pięść do nosa ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. mi się wydaje Aniu, że trochę namąciłaś wspominając o tej modlitwie za ową samotną mamę... owszem, magia, pewne magiczne zdolności, 'umiejętności' bywają efektem praktyk ascetycznych... tylko co to ma dorzeczy?... rozlałaś temat niczym zupę pomidorową po stole...

    mało się Smurff'ie znam na Osho, ale chyba wiem o co mu chodziło... kiedyś byłem na spotkaniu z Dae Seung Sahnem... była taka rundka "zapytajmy Mistrza"... pewna panienka go zapytała: "nie mam czasu praktykować zen, bo mi dzieciak japę w domu drze i ta sytuacja mi nie pozwala na ową praktykę"... i dziadek jej odpowiedział tak /ujmę to po swojemu/: "to nie zawracaj sobie dupy praktyką zen, tylko BĄDŹ z dzieciakiem... i to jest twoja praktyka zen"...
    ja to sobie tłumaczę po 'laveyańsku': "najlepszym treningiem życia jest samo życie, ale nie przeszkadza to wcale, by zrobić rano sto pompek, albo /np./ poleżeć kwadrans na desce z gwoździami, co by stać się lepszym /w sensie silniejszym, odporniejszym, mądrzejszym itp/"... czyli nie rzecz w desce z gwoździami... kiła /według mnie/ zaczyna się wtedy, gdy owa deska stanie się rdzeniem mojego życia...

    a największa kiła tkwi w tym, że w chrześcijańskich praktykach ascetycznych zawarty jest element 'pokuty', 'kary'... tego już nie trawię... jeśli robię sobie 'źle', to robię to dla wzmocnienia ciała+ducha... ale na Teutatesa, nie jest to żadna kara... niby za co ta kara?... za fakt zaistnienia na tym świecie?... hogwash!...

    pozdrawiać :))...
    aha, Aniu... tym razem nie było nic o cipce... to ja poproszę za to o haratnięcie ekstra... tylko ja Ci pokażę gdzie... na plecykach mam mechaszerszenia, jeszcze mi go zepsujesz... a to 'piniendze' kosztowało... osiem sesji w studiu tatuażu :P :)))...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. Dobra niech bedzie...rozlalam temat, a Wy wolicie tresciwie. Czyli malo slow, a wiele tresci.
    Zostawmy sobie ta mame.
    Osho w swojej autobiografi przy ktoryms tam pytaniu powiedzial, ze Jezus sie do niego w cierpieniach nie umywa...za jakis czas ( nie wiem czy jeszcze dzisiaj, odnajde to i zacytuje doslownie; ale szlo wlasnie o to,ze Jezus i jego cierpienie , to prawie to ssamo co Osho i jego cierpienie, a moze Jezus ze swoim krzyzem, to pestka do tego co musial zniesc Osho) Jezus nikomu cierpiec nie nakazal. Osaho tez. W kosciele wspolczesnym twierdzi sie ze poszukiwanie umartwien i asceza na sile sa grzeszne...takie tam kiedys gadki na kazaniu slyszalam i katechezie w kosciele.
    Natomiast inna sprawa jest to, kiedy te cierpienia przychodza na nas ot tak nieproszone. I lezysz i kwiczysz. No i co teraz zrobic? Lezec i kwiczec w samotnosci - tak tez bywa, czy moze ktos ci pomoze poniesc krzyz? jezeli trafi sie "duren" to moze tak, jak Cyrenejczak Jezusaowi, tak on tobie troche pomoze poniesc. Osho i Jezus niewatpliwie pomagali dzwigac ludziom ich cierpienia...gdyby im ludzie zwisali nigdy nie byliby nauczycielami, prorokami itd. Za to co robili dostali jeden krzyz, a drugi trucizne.
    Teraz tak...moje prywatne i,...sam Piotrek pisales kiedys, ze w naturze jest tak, ze jak gdzies przybywa czegos ( materii chociazby), to gdzie indziej musi ubyc- nic nie bierze sie z niczego, zasada rownowagi etc. Jezeli ktos cierpi ( jak tak mama z dzieckiem i probuje sobie zycie odebrac) i pomagasz to moze trzeba zalozyc, ze jezeli temu komus ujmniesz to tobie przybedzie. Teraz do tematu, zeby utrudnic, wmieszam Kolbego, a chodzi mi o uzmyslowienie ujecie i przybywania, nawet w sprawach cierpienia. Gajowniczkowi ujeto, a Kolbe sobie dolozyl w zamian za Gajowniczka. Nie powiedziano, no ok, niech bedzie , zyjcie obaj...tylko zycie za zycie. Ziemskie prawo?
    Czyli Gajowniczek powinien potem pic piwo i cieszyc sie, ze duren sie znalazl i poszedl do celi w zamian za niego. Ta matka powinna sie cieszyc , ze jelen sie znalazl i jej ulzyl w cierpieniu. Przyjal ciut na siebie.
    Moje prywatne zdanie, jest takie...jest takich kilku szurnietych masochistow- zdarza sie paru w jednym czasie na swiecie, ktorych potem KK okrzykuje swietymi, ktorym udaje sie ratowac dupy innych w zamian za ciegi na sobie. Dlaczego to robia? A oni sami nie wiedza skad u nich ten , nazwijmy to dar. Oni mowia, ze ludzi kochaja. Jezus tez to mowil, ze on kochal ludzi. A poniewaz uwazal ze przed cierpieniem nie uciekniesz to skonczylo mu sie tak, a nie inaczej. Co podobnego jest u Osho? Tez go zalatwili, zatruli go w amerykanskim wiezieniu. Osho tez kochal ludzi i nie przestawal im gadac....widzicie jakie to sa skutki kochania ludzi?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. Dobra , nie zgadzacie sie na cierpienie....to nie tak...kara i pokuta i inne duperele. Troche kosciol w nazewnictwie kiedys tam namieszal, aby wiernych miec w szachu.Teraz niestety sie tak z ludzmi nie da. Wypaczano ciut zywoty swietych, i nazywano inaczej rzeczy, ktore oni robili chopciazby w samodoskonaleniu sie i stawiano to za wzor do nasladowania.
    Mozecie sie nie zgadzac na pokuty itd, a jezeli zasada jest wlasnie taka? Ktos bierze na siebie, zeby inny nie musial, albo zeby odetchnal? Krwawy Bog? Nie , nie krwawy Bog. Bog krwawy nie jest. Jezus powiedzial cos o panie tego swiat. W trakcie Pasji , albo przed Pasja jakos to poszlo..... tez musze odszukac fragmentu w Pismie. Jest pan tego swiata, ja uwazam, ze inny niz Bog, w ktorego wierze....ktos moze nami niezle tutaj zarzadza-...ale to tylko moja prywatna teoria, absolutnie w to nie mozna wchodzic, w te moje spekulacje. Slowa Jezusa bywaja i teraz tajemnicze:)))
    Jezeli znowu cos namieszalam to trudno....Nie gadajmy juz o tym wiecej. kazdy ma swoje zdanie. Dla mnie Pio jest cool. co nie znaczy , ze szukam cierpien na jego miare. ja nie lubie cierpiec i jakby byla jakas metoda to bym sie chetnie trudnych momentow w moim zyciu pozbyla, Ale jak na razie nikt metody na bol zycia nie podal. jak do tej pory, pokazano tylko, ze trzeba je przyjac.... Ale.....jest w KK mowa o tym, ze pokochaj cierpienie, tak jak wszystko, tak jak wroga kaza kochac, a bedzie ponoc lzej.:)))
    Znowu namieszalam? No coz...ja bez mieszania widocznie nie potrafie:)))

    Ja Ci tego mechaszerszenia nie dam rady z plecow zeskrobac...toz to pazurami niewykonalne, wiec spokojna glowa:)))

    No i bledy cholerne. "Ujmiesz"* i inne,ktorych mi sie poprawiac nie chce.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. No i to ze niby glosze koniecznosc wyrzeczen i cierpienia itd.... Nie glosze, w zyciu kazdego z nas sie cierpienie zdarza, nie ma czlowieka, ktory by tu nie cierpial. nasi "wrogowie", ci co nam kuku kiedys tam zrobili tez cierpia. Wyrzeczenia sa chyba konsekwencja cierpienia....wyrzekam sie prawie wszyscy czegos tam dla kogos kogo kochamy. milosc to chyba wyrzeczenie co? Kobieta kiedy ma dziecko nie zyje tak jakby chciala...wyrzeka sie pewnych spraw, bo obowiazki wobec malucha sa wazniejsze niz chociazby bal karnawalowy.
    Z drugiej strony cytuje Osho, ktory mowil to ludziom co mowil, ale,,,,nie uniknal cierpienia, nie popieral go, a i tak byl jego "ofiara". Nie udalo mu sie. Probowal pomoc innym, a ...czyz nie lepiej powiedziec: "nie uda sie wam nie cierpiec". Nie ma innej opcji.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  20. Ale terazto musze sie zastanowic co palnelam...wyrzeczenia to konsekwencja cierpienia...hm...i tak i nie. Mozna cierpiec i sie z tego powodu czegos wyrzec...a mozna z powodu ze sie kogos kocha, czegos sie dla tej osoby wyrzec....ale to akurat nie wazne.
    Aceza nie jest dla wszystkich...wyrzeczenia zas , tak jak i cierpienia dopadaja wszystkich:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  21. Dobra mieszam, ale...z drogi jestem i mi ciezko pisanie idzie....poza tym to nie sa latwe sprawy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  22. http://youtu.be/E00arnXlcc4
    http://youtu.be/zKtC8ADTdKA

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  23. Chyba zgodzisz się ze mną, że zupełnie czym innym jest cierpienie, które nadsyła nam los "w prezencie", a zupełnie czym innym cierpienie, które bierzemy na siebie niejako na własne życzenie... ojciec Pio wydaje mi się przykładem raczej dobrowolnym, a nawet jeśli nie do końca, to nikt mu nie kazał tego kontynuować, to był już jego wybór.
    Generalnie sporo pytań mi się nasuwa, począwszy od tamtej naszej lipcowej dyskusji w sprawie nieuchronności przeznaczenia, a skończywszy na kwestii "odkupienia czyichś win" poprzez składanie własnej dobrowolnej ofiary, czy choćby odmawianej modlitwy... tutaj brniemy w coś, co nazwę "nieodgadnione wyroki losu", a co wymyka się wszelkim teoriom i regułom. Mam na myśli to, że nie wszystkie ponoszone ofiary przynoszą pożądane skutki i nie wszystkie modlitwy zostają wysłuchane... jak jest jakiś spektakularny sukces w tej dziedzinie, ludzie chętnie nazywają to "cudem", ale przecież zdarza się to rzadko, nie bez kozery jest więc zapytać "a może jest to efekt zwykłego przypadku, czyli bez ponoszonej ofiary lub bez modlitw i tak by to nastąpiło"?
    Wszak tego typu "cuda" także się zdarzają, prawda?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  24. No...zgoda, calkiem czyms innym jest cierpienie, zeslane przez zycie, a calkiem czyms innym cierpienie, ktore ktos na siebie bierze dobrowolnie.
    Czym innym jest cierpienie dziecka chorego na raka, a czym innym cierpienie jego matki proszacej aby maluch przestal cierpiec i chorowac i zeby to na nia lepiej przeszlo, ze ona to uniesie, ona sie nazyla i inne..... Trudno jest rozstrzygnac w takiej sytuacji czy ta matka to masochistka i niepotrzebnie cos tam temu Bogu gledzi i uprasza. Czy bardzo rzeczowa kobieta i chwyta sie nawet takiej mozliwosci jak wlasna smierc w zamian za dziecko. Pewnie ze czym innym jest cierpienie kogos kto lezy w szpitalu i prosi o nowa nerke, a czym innym cierpienie tego, kto umiera w wypadku i mu ta nerke odbieraja, albo tego kto dobrowolnie godzi sie oddac mu swoja jedna nerke....widzialam raz w TV program jak zona podzielila sie jedna z umierajacym mezem. tak zrobila prawdopodobnie kobieta , z ktora Niki Lauda zyje. oddala mu jedna swoja, zdrowa.
    Nie znamy powodow dla ktorych ludzie podstawiaja sie za innych, ja jestem jednak sklonna uwazac, ze powody sa jak najbardziej szlachetne i wyplywajace z kochajacego serca...ten kto nie kocha nie jest zdolny do wielkich poswiecen. Wiadomo ze w rodzinie tego typu sprawy wychodzac jako cos normalnego...natomiast za idiotow ma sie tych, ktorzy przychodza z zewnatrz i nagle daja ci siebie...to NIENORMALNe, tak swiat nie dziala.
    Jezeli chodzi o Pio to mi jest trudno ustalic na ile i co bylo dobrowolne. On sie po prostu modlil za ludzi. Przeczytalam kiedys zdanie, ze czysty czloweik, czlowiek bez wenetrznej zawisci, zazdrosci, zaborczosci, lubieznosci potrafi swoja czysta intencja modlitewna otworzyc serce Boga. Nic mu sie po prostu nie odmawia. Intencja jest czysta jak lza. Ja mysle ze Pio po porostu sie modlil, bez wypowiadania konkretnych intencji. On ufal Bogu, ze Ten wie dokladnie kto czego potrzebuje. I powiedzmy przychodzila niewidoma dziewczynka. Zmowil Pio modlitwe za nia i nagle zaczynala widziec. Nie bylo modlitw nie wysluchanych, bo on modlil sie za czlowieka , a nie w konkretnej intencji typu: "przywroc jej wzrok", "oczysc go z rozpusty"....po prostu sie modlil i ufal, ze Bog wie co temu czlowiekowi dac i czego on potrzebuje. Nie bylchyba rozczarowany,ze dziecko po jego modlitwie nie widzi, bo nie kial takiej intencji....chociaz w rzeczywistosci po takowej modlitwie dziecie odzyskalo wzrok i ludzie go okrzykiwali swietym, a on, ze to nie jego zasluga....Modlil sie o oszczedzenie chociazby owej Klary od gwaltu, Klare oszczedzil, ale w jej miejsce pojechala inna i Pio katusze przezywal, kiedy "widzial", co dziewczynie gwalciciele robia....wspolcierpial.

    Modlitwy niewysluchane to z reguly takie , kiedy ktos prosi o uwolnienie chociazby kogos bliskiego od nalogu. modlitwy niewysluchane to z reguly modlitwy w konkretnych intencjach. Tu rozpoczyna sie cienka linia wchodzenia w czyjas wolna wole. Ok. modlisz sie o uwolnienie meza z nalogu, ale...on tego nie chce. Bog nie moze wejsc w poletko wolnej woli ´drugiego czlowieka. Chyba ze ten czlowiek podswiadomie chce jednak wyjsc z bagienka....ale jezeli nie to i Bog kijem Wisly nie zawroci.
    Nie wiem czy bez ofiray i modlitwy cos tam by nastapilo....na serio nie wiem:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  25. Przyklad o modlitwie Pio zwiazanej z Klara ( tak sie chyba ona nazywala, ale pewna nie jestem) wstawilam jako przyklad modlitwy Pio w konkretnej intencji. Zostala wysluchana, ale nie udalo mu sie bezbolesnie tego przejsc.
    Mowia, ze JPII zdejmowal ludziom choroby z karku. Konkretna intencja modlitewna. Rodzice do niego przyszli z prosba o ratowanie chiorego na raka syna. Dostal audiencje u papieza....JPII modlil sie za niego, Dzieciak wyzdrowial a JPII w krotkim czasie nabawil sie podobnej przypadlosci. podobnie bylo z siostra chora na perkinsona.....tak mowia:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  26. "To wizja sentymentalno-nostalgiczna, zapatrzona w przeszłość, kiedy z Kościołem się nie dyskutowało, tylko się go czciło i kochało."
    Cyt. z wywiadu z bp. Michalikiem

    "Troche kosciol w nazewnictwie kiedys tam namieszal, aby wiernych miec w szachu.Teraz niestety sie tak z ludzmi nie da."

    Dlaczego "niestety" Aniu?
    To że ludzie pytają, dociekają, patrzą na ręce głoszącym jest czymś złym? Katolicy mają wierzyć w Boga czy kościół? Mam niestety wrażenie, że Bóg w kościele jest jego wyrobnikiem.
    Zastanawiam się ilu katolików oddało życie za współbraci, ilu ryzykowało życie, czasami całych rodzin, jednak ołtarze postawiono wybiórczo. Dlaczego? Brakowało im cudownych uzdrowień współbraci.
    Wiesz Aniu, dopóki mówisz o wierze w Boga to Ciebie rozumiem. Kiedy jednak optujesz za wiarą w kościół to przestaję cokolwiek pojmować. Tu można mówić jedynie o sposobach trzymania w szachu wiernych. A jest ich sporo.
    O Pio kiedyś czytałem książkę, i nie podobała mi się. Dla mnie zbyt tendencyjna. Filmy niestety ciężko mi się otwierają.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  27. A w ktorym momenci-fragmencie mowie o wierze i zachecam do wiary w kosciol? Mowie o jezusie, byla mowa o Osho, jest mowa o cierpieniu i o O. Pio.
    Poniewaz TAK WIELU wspolbraci nie jest zwolennikami oddawania zycia za wspolbraci, za innych dlatego tez tak niewielu nazywanych jest swietymi. Kosciol to masa nieswietych i male grono, w porownaniu do tych nieswietych, swietych....i ci swieci sa jeszcze rewidowani co jakis czas. szczegolnie ci z "zamierzchlych czasow", bo w zamierzchlych czasach dawalo sie ten tytul niekoniecznie tym, ktorym powinien on przyslugiwac.
    Kacper:) ja nic nie poradze, ze Ty kosciola nie lubisz i nawet slowo "niestety", ktore uzylam przekornie bierzesz zbyt serio i doslownie:))) Dobrze, ze niestety sposoby trzymania w szachu sie ukrocily.
    Bog jest traktowany przez ludzi jak dojna krowa ( w Twoim nazewnictwie jako wyrobnik). kochaja go ze wzgledu na pomoc jaka im daje. O wiele trudniej jest go kochac kiedy nie daje...i to sa tez proby dla wierzacych, kiedy modla sie, modla sie, mnodla.....a odpowiedzi brak:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  28. bardzo nam się temat rozlał... dlatego nie będę się specjalnie znęcał nad wspomnianym przez Ciebie Aniu "trzymaniu w szachu"... to jest skomplikowana sprawa... jedni nie chcą być trzymani w szachu, szukają dróg indywidualnego rozwoju w którym to temacie chrześcijaństwo wiele do zaproponowania nie ma... ludzie odchodzą od instytucji religijnych, ale pozostają przy idei /tzw. "wierzący po swojemu"/... inni nawet ideę odrzucają, szukają czegoś całkiem innego... kiedyś trendy był "Daleki Wschód" /ze względu na atrakcyjne narzędzia/, obecnie można zaobserwować powrót do korzeni prechrześcijańskich...
    ale jednocześnie obserwuje się zjawisko odwrotne... wielu ludzi zwraca się ku religiom bardziej trzymającym "w szachu" z islamem na czele...
    stop, ględzę już i nic z tego nie wynika :))...

    chcę się teraz zatrzymać na uwadze Smurff'a, że może być cierpienie, które nam funduje życie, a może być takie, które sami sobie zadajemy... możemy tak się "przeprogramować" w środku, że to pierwsze przestaje być problemem, a jednym z patentów na to jest "cierpienie", które sami sobie zadajemy... czyli różne praktyki ascetyczne, trening deprywacji itp... tylko tu pojawia się problem... jeśli przegniemy, to zamiast się rozwijać, będziemy się niszczyć... moim skromnym zdaniem Pio się niszczył...

    na temat Kolbego i Gajowniczka to ja się w ogóle nie wypowiadam... uważam, że żaden człowiek, nawet taki "oświecony", 'przepracowany wewnętrznie" pojęcia nie ma, jak się zachowa w sytuacji ekstremalnej... jest to "obszar nieoznaczoności", które poznać nie możemy do końca...
    niejaki Rosi Maezumi, Mistrz Zen, oświecony nauczyciel, "superancki" koleś w każdym calu /w języku chrześcijańskim "święty"/, wpadł kiedyś ni z gruchy, ni z pietruchy w alkoholizm... co się stało w jego umyśle, że tak się stało?... to wie już tylko on sam... trwało to kilka lat, potem w końcu stanął na nogi /'kapitał psychiczny' zaprocentował/, ale co w tym czasie narobił gnoju sobie i innym, to narobił...

    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  29. jeszcze o tych 'wyrzeczeniach'... czasem się czegoś wyrzekamy, odmawiamy sobie z czystej wewnętrznej, świadomej i podświadomej kalkulacji /nieraz bardzo skomplikowanej, złożonej/... czasem się wyrzekamy, bo prostu coś jest dla nas nieosiągalne... niezaspokojone pragnienie skutkuje cierpieniem... co można z tym zrobić, by nie cierpieć?... po prostu przestać pragnąć... wcale nie twierdzę, że jest to takie proste, "pstryk i już" :))...
    /tu się nasuwa stara opowiastka o 'niemyśleniu o małpach'/...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  30. Wczoraj sobie przemyslalam sprawe...temat sie nie rozlal ani grama. Po prostu nic "konkretnego" nie napisalam. Wkleilam film o Pio, jeden dokumentalny, hjeden fabularny. Smurff obejrzal, a to temat rzeka i poszlo. Tu sie moze kazdemu kojarzyc jak chce. Moga go nachodzic mysli i przemnyslenia na roznorodne sprawy. Mozna patrzec na temat z roznych perspektyw....Nic nam sie nie rozlalo. Dobrze jest. Dyskusja , ktora niby nagle zbacza na Osho, ktora nagle zbacza na rodzaje cierpienia, lubienie lub nielubienie kosciola, Bog jako wyrobnik vel dojna krowa.... jest jak najbardziej w porzo....

    Piotr ja mysle, ze my po prostu ogolnie mowimy...juz nawet abstrahujac od glownej postaci postu. Mysle, ze o O. Pio cos tam kiedys Ci sie ewentualnie o uszy obilo. Ten facet modlil sie i dostawal, ale przy okazji cierpial. On tez nie prosil o cierpienie...nie prosil o stygmaty. Zauwaz co napisal Smurff. On stygmatow nie chcial, modlil sie aby zostaly zabrane. Jak to wiec jest w przypadku tego "swietego". Domagal sie i szukal cierpien, czy same przyszly? Co mial zrobic? Wypiac sie? No ale nawet samo wypinanie sie nie wiem czy by cos bylo w stanie zmienic. Po prostu sa takie dusze, ktore widocznie maja takie a nie inne "zadanie", predyspozycje, aby "dzwignac" ludkow ciut do gory.
    Mi sie wydaje, ze glodzenie sie dla samego wyczynu jest chore, obijanie sie batami jest chore, o ile na serio w zyciu czlowieka cos tam prywatnie nie zaistnieje takiego, kiedy to obijanie sie na jakis sens. Ja wsroce do przykladu Franciszka z Asyzu. Idiota, bo rzucal sie w krzaki cierniowe, aby pokusa seksualna przeszla....no ale z drugiej strony Twoj szanowny kolega tez idiota, bo sobie z gumki strzelal, kiedy mu sie zafajczyc chcialo- mogl ulec , toz zycie jest jedno, bo co sie mordowac...stalo sie , niech bedzie. No ale jest to widocznie jakas metoda skoro pomagala tym ludziom z czyms czego nie chcieli. Twoj znajomy nie chcial fajki, a tamtem kobiety do lozka....Ich zycie, ich prawo. Kosciol moze niepotrzebnie tylko nakreslal te przyklady i o nich gadal. Ci swieci wiedza dlaczego i po co...natomiast nie kazdy zrozumie takie metody i nie kazdy pochwali. przestraszy sie jeszcze, ze od teraz kiedy mu sie zachce to krzaki cierniowe, albo gumka na reku :))
    Teraz to ja znowu zboczylam, niby zboczylam...mi jest chyba latwiej spojrzec na rzeczy tego typu, ze tak moze byc, niz wiekszosci mezczyznom:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  31. To powyzej to byl wtret do poprzednich Twoich komentarzy, nie do tego ostatniego: Musze Piotr zaznaczyc ze mi teraz rozmawia sie z Toba o wiele lepiej , niz w momentach "cipkowych" okreslen.

    Z islamem nie gledzisz...,nasunelo Ci sie po prostu. Nikt z nasw tutaj nie gledzi. W seminarich tez zauwazono pewien dziwny "fenomen". Chlopaki nie chca do szkol ( szczegolnie na zachodzie) gdzie basenik pod bokiem , wiecej swobody i niewtracania sie oprzelozonych. jezeli juz ida ta droga, to wziecie maja obecnie seminaria o obostrzonym "rygorze" o ile w ogole mozna mowic o jakims obostrzonym rygorze obecnie." Luksus" tez potrafi znudzic:)))Wszystko mozna, wszystko maja...i niektorych to nie bawi:))

    Jezeli chodzi o te rodzaje cierpienia to zgoda, ja juz Smurffowi pisalam, ale kosciol nikogo w tych czasach z kopyta za swietego nie uznaje. SA procesy beatyfikacyjne...ktore sie czasami ciagna niemozliwie. Zbiera sie dowody, czeka sie i ustala jakiemuz to rodzajowi cierpienia byl poddany ow cierpiacy. Jednym z kryterium ustalenia czy sprawa byla ludzkla, czy boska jest wlasnie to jak to z tym cierpieniem bylo.....szukal na chama, czy ...jezeli na chama to z takiego rodzaju cierpienia nic nie wynika. nie bedzie uzdrowien, pomocy innym tylko samobiczowanie siebie i kolo odpada. Juz pisalam, ze kosciol zwolennikiem szukania cierpien na sile nie jest, o ile to nie jakies postepowania majace na celu ewentualnie ciut zahartowac organizm, ale teraz i od tego sie bardzo mocno odchodzi, bo okazuje sie , ze dla niektorych wstawanie skoro swit to juz wspolczesne niezle umartwienie sie:))
    Nie wiem czy Pio sie niszczyl. mu zarzucano, ze stygmaty to sprawa jego psychiki, w koncu pewien lekarz poradzil drugiemu intensywnie myslec o tym, ze jest bykiem....jezeli mu rogi, albo kopyta wyrosna to znaczy ze se Pio stygmaty umyslowo tez zalatwil, jak tamtem owe rogi.

    Gajowniczek i Kolbe. tez mysle , ze Kolbe ...chociaz nie...nie do konca tak. Kolbe wiedzial ze zywy z obozu nie wyjdzie. Na procesie beatyfikacyjnym zeznawali wiezniowie, ktorzy dobrze go znali, bo prawie ze na jednej pryczy z nim byli i ci co po ulge przychodzili. Jeden z nich "znany" malarz, mowil, ze Kolbe wiedzial dokladnie, ze z obozu nie wyjdzie a mu ( temu malarzowi) powiedzial wlasnie, ze oboz przezyje i se zycie jeszcze ulozy. Tak, jakby Kolbe nie tylka za tego Gajowniczka poszedl do celi smierci.... mowili, ze Kolbe byl dziwolagiem tam, bo pomagal wspolwiezniom, pomimo batow, kopniakow i w ogole ...oddawal swoje racje zywnosc innym.... on byl niesamowicie swiadomy. swiety to czlowiek swiety, a nie doskonaly...czyli czasami zakret zyciowy i bledy moga sie zdarzyc, tak, jak u ludzi zwyklych- sa konieczne..... widocznie temu mistrzowi zen doswiadczeenie alkoholizmu bylo potrzebne.... potrzebne mu cierpienie co nie wyklucza jego swietosci.
    o wyrzekaniu sie moze jeszcze cos potem skrobne...teraz mala mi na klacie lezy...obowiazki wzywaja:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  32. aj tam... czasem wplączę jakiś dowcip w kontekst, czasem nie, jeśli uznam, że byłby zbyteczny... i tyle...

    "doświadczenie alkoholizmu było /Maezumi'emu/ potrzebne"... to zdanie trochę kręci się koło tematu "przeznaczenia", w które ja akurat nie wierzę... ja to widzę tak, że miał chłop chwilę słabości i się obsunął... mistrzowie zen to nie supermani, bo zen, jakby nie było, to sztuka normalności... fakt, że wymaga się od nich więcej, ale z drugiej strony wymaga się też owej "normalności"... zen to codzienny umysł... jak w takim dialogu:
    - co to jest zen?...
    - jadłeś śniadanie już?...
    - jadłem...
    - to idź pozmywać miski po sobie...
    natomiast Maezumi zapewne jakąś naukę z tego doświadczenia wyciągnął, na zasadzie "co nas nie zabije... itd"...

    a tak już odbijając od tematu, to czytałem z kolei o innym mistrzu zen, który był notorycznym moczymordą i nauczał będąc na permanentnym rauszu... taki "pijany mistrz", tyle że ponoć autentyczna postać...

    to jeszcze dorzucę ciekawostkę... ponoć w Japonii żyła mistrzyni /!!! - wtedy to rzadkość była/ zen, która żeby było zabawniej prowadziła małą "agencję towarzyską", sama też aktywnie pracowała w niej... wizyty u niej były jednocześnie tzw. "dokusan"-em /tzw. "spotkanie formalne z mistrzem"/ i ponoć miała wyniku nw nauczaniu... czego używała jako "pomocy naukowej", to się możemy jedynie domyślać...
    /i teraz dostanę zjebę :)))/...

    tak więc z tymi mistrzami i samym zenem różnie bywało /i bywa/ do tej pory :))...

    jeszcze co do owych praktyk... rzeczywiście wskakiwanie w kolczaste krzaczory w chwili przypływu niepożądanej chuci wydaje mi się chore i destrukcyjne... bardziej twórcze wydaje mi się /z braku chwilowej możliwości tej chuci zaspokojenia/ zrobić sto pompek, odgarnąć śnieg lub przekopać ogródek... ale trzeba wziąć pod uwagę, że Franciszek podjął zobowiązanie niezaspakajania tej chuci w ogóle... o Szymonie Słupniku opowiadają, że jeszcze drastyczniejszy środek przedsięwziął...
    no dobrze, ale tu już wjeżdżamy w osobny w temat, na ile takie zobowiązania /szczególnie dożywotnie/ mają w ogóle sens...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  33. Potrafisz wierzyć w Boga bez instytucji kościół? "Troche kosciol w nazewnictwie kiedys tam namieszal, aby wiernych miec w szachu.Teraz niestety sie tak z ludzmi nie da."
    Nie bez przyczyny zacytowałem tu Twój tekst. A powszechnym jest, że kościół utożsamia się z Bogiem. Powszechnym jest, że przykazania kościelne stają się ważniejsze niż boskie, boskich (no powiedzmy Jezusowych) nawet księża nie przestrzegają. Natomiast wybierają sobie swoich świętych i stawiają im ołtarze.
    Każde zdanie odbiegające od powszechnej linii kościoła traktowane jest jak atak na tenże. To nie ja nie lubię kościoła-ów. To ich brak powszechnej tolerancji na inne powoduje, że takich jak my uważa się za wrogów.
    Ostatnio jakiś biskup grzmiał, że mówienie źle o kościele to jakby mówienie źle o swojej matce:-) Gratuluje przenikliwości umysłu. Aniu, ja nie jestem zły na kościół. Mnie on śmieszy. Jest lepszy od kabaretu. I całe szczęście bo kabarety ostatnio trochę zmarniały.
    "Bog jest traktowany przez ludzi jak dojna krowa ( w Twoim nazewnictwie jako wyrobnik). kochaja go ze wzgledu na pomoc jaka im daje. O wiele trudniej jest go kochac kiedy nie daje...i to sa tez proby dla wierzacych, kiedy modla sie, modla sie, mnodla.....a odpowiedzi brak:))) " Może do złych bogów się modlą:-)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  34. Kacprze:) Nie dasz rady krytykowac wszystkich wiernych i "Bogow", w ktorych wierza, bo nie znasz poziomu ich swiadomiosci, ani nie znasz ich wnetrz...
    Nie chce o tym z Toba gadfac, bo Ty wszystko, nawet wnetrze czlowieka ( 0 ktorym akurat nic nie wiemy, sasiada obok z lawki) uczestniczacego we Mszy Sw. i przezywajacego to co przezywa ,wierzacego w tych "niewlasciwych Bogow", sprowadzisz do poziomu kosciol i jego brudow. Biskupi ...sa rozni. Kwadratowi i podluzni...akurat wylapujesz tych , ktorzy mowia bzdety i na tym sie skupiasz, a ja akurat wypuscilabym to uchem, bo mnie to nie kreci... Ja poslucham innego, madrzejszego wedlug mnie biskupa. Ja gadam, Ty gadasz a kazudy slucha i tak tego, kogo chce. Kto mu akura do jego wnetrza pasuje.
    Dosatjesz od Twojego, Wlasciwego Boga, wszystko czego zapragnuiesz? Czy na tym to ma polegac?:))
    Przykazania koscielne nie sa zle a Boskie? Jezus powiedzial konkretnie kochaj.... czy to zle przykazanie? jezeli kochasz to cudzolozysz? jezeli kochasz to zabijasz? Jezeli kochasz to plotkujesz? jezeli kochasz to nie szanujesz ojca i matki?.... Co Ci nie lezy? :))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  35. Intryguje mnie w tej dyskusji kwestia cierpienia zadanego "ręką opatrzności" /tak to na roboczo ujmę/, więc może na tzw. dobry początek pozwolę sobie zacytować fragment Twojej wcześniejszej wypowiedzi Aniu...
    "Mozecie sie nie zgadzac na pokuty itd, a jezeli zasada jest wlasnie taka? Ktos bierze na siebie, zeby inny nie musial, albo zeby odetchnal? Krwawy Bog? Nie , nie krwawy Bog. Bog krwawy nie jest. Jezus powiedzial cos o panie tego swiat. W trakcie Pasji , albo przed Pasja jakos to poszlo..... tez musze odszukac fragmentu w Pismie. Jest pan tego swiata, ja uwazam, ze inny niz Bog, w ktorego wierze....ktos moze nami niezle tutaj zarzadza-...ale to tylko moja prywatna teoria, absolutnie w to nie mozna wchodzic, w te moje spekulacje. Slowa Jezusa bywaja i teraz tajemnicze:)))"
    A ja jednak wejdę "w to" na moment /bo niby dlaczego nie można w to wchodzić - czyżby były tutaj jakieś tematy tabu? A jeśli nawet, to ja się do tego nie zastosuję, bo nie widzę takiej potrzeby :P/
    Ale nie będę Cię ciągnął za język, w jaki sposób w takim razie postrzegasz "szefostwo tego świata", a więc czy światem rządzi Szatan /no bo skoro nie Bóg, to kto?/, czy też jeszcze jakaś inna cholera :P
    Ale ja to tylko tak na chwilę "swoje pięć groszy" w tym temacie wtrąciłem, bo generalnie uszanuję Twoją, dla mnie dość widoczną niechęć, do zagłębiania się w omawianą kwestię.
    Pomijając więc ww. zagadnienie, kto jest owym "kierownikiem zamieszania", skoncentruję się na samym łańcuchu przyczynowo - skutkowym, bo jak wcześniej napisałem, akurat ta sprawa dość mocno mnie intryguje.
    A więc mamy, dajmy na to, chłopca chorego na raka... lekarze nie dają mu już wielkich szans... oprócz tradycyjnego leczenia pozostaje więc modlitwa i... no właśnie... trudno mi to jakoś konkretnie i treściwie ująć, bo jeśli dobrze Cię zrozumiałem, to w grę wchodzi jakaś kwestia odkupienia... czyli ktoś miałby odkupić jakieś "zło" wyrządzone temu chłopcu... ale w grę może wówczas wchodzić niebezpieczeństwo, że to "zło" może się przenieść na "odkupiciela"...
    Nie piszę tego bynajmniej ironicznie, raczej staram się pójść Twoim tokiem rozumowania...
    Sęk w tym, że ja staram się być na ogół do bólu logiczny, a tutaj szereg pytań się nasuwa. Pomijając kwestię zasadniczą, a więc "kto tak zarządził?", pozostaje nam odpowiedzieć na kilka pytań uzupełniających, a mianowicie - dlaczego akurat ten chłopiec, czym "się naraził", a skoro już "się naraził" to dlaczego w ogóle w grę wchodzi możliwość odkupienia?
    No i wreszcie, dlaczego to "zło" w takich okolicznościach przenosi się na "odkupiciela", a nie zostanie po prostu "wykasowane z rejestru"?
    Bynajmniej nie oczekuję odpowiedzi na te pytania /bo przecież nikt z nas nie zna odpowiedzi/, raczej staram się przedstawić moje własne rozterki i wątpliwości związane z tym tematem.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  36. ... I jeszcze parę słów nt. O. Pio...
    Może faktycznie świętych ludzi poznaje się po tym, że potrafią z godnością przyjąć swój krzyż na plecy i go wlec na jakąś swoją Golgotę ze świadomością, że tam ten krzyż posłuży głównie do przysparzania dodatkowych cierpień... czyli vide Jezus, O. Pio i jeszcze kilku innych gości /ale Osho bynajmniej bym tutaj nie zaliczał, wbrew temu, co sam o sobie w tym kontekście mówił/.
    Pomyślałem sobie mianowicie, że gdybym ja sam postawił się w roli O. Pio, to chyba głównie skoncentrowałbym się na własnej niedoli, a nie na niedoli innych ludzi, czyli w praktyce wyglądałoby to tak, że jakby ludziska do mnie zaczęli gromadnie napływać i się żalić, to bym im powiedział mniej więcej tak... "rozumiem was ludziska, ale co ja mogę zrobić, mnie samemu jakieś dziwne rany zaczęły krwawić i nic z tym począć nie mogę, więc tym bardziej wam nie mogę pomóc...".
    Czyli reasumując, różnica chyba polega w sile wiary - tacy ludzie chyba wierzą, że to co ich spotyka jest słuszne i bynajmniej nie chcą się tego pozbyć, "cierpią za miliony", ale wbrew temu, co ich samych dotknęło, pragną pomóc innym ludziom... i chyba dobrze, że tacy ludzie czasem zostają świętymi, w końcu jest to też pewna forma pośmiertnej nagrody za to ich niebywałe poświęcenie...
    Na razie to tyle, ale chyba od teraz bardziej skoncentruję się na czytaniu innych wypowiedzi, bo ileż można w kółko na te same tematy nawijać?
    :P
    Pozostaje mi życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, czyli Roku Pańskiego 2012... no i widzisz Aniu - jednak "Pańskiego", chociaż nie bardzo wiadomo, kto tym "Panem" tak naprawdę jest :P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  37. Skupiaj sie Smurffie na czym chcesz: ja sie nie wypowiadam, swoje juz powiedzialam. tak uwazam, tak mi moje doswiadczenia zyciowe zagraly i tak na mnie wplynela, ze uwazam jak uwazam...

    tzakie, a nie inne mam przemyslenia i dobruze, ze kazdy ma inne. Kiedys bylam na etapie skupiania sie na syfioe kosciola i to mi cholernie "utrudnialo", alke syf jest bwszedzie i jedno co mozna jednostkowo zrobic to byc ponad to i tylko swoim zyciem udowadniac cos innego. nie ukozsamiam Boga z kaplanami. natomiast kiedy idzie o pewien rodzaj swietosci jest mi on zrozumial i czuje ku temu sympatie i to tyle na rzeczy.
    njezueli ktos chce przypinac mi latke typu "masochistka" niech to robi na zudrowie. Do masochizmu mi chyba daleko. szczegolnie do masochizmu za caly swiat....Nie matakiego , nazwijmy to "powolania " w sobie. Mi wystarczy jednak bliskoc moich bliskich i ewentualnie pomaganie im w niesieniu ciezarow...choc rozumiem tych, co to za caly swiat:)))
    Amen.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  38. Smurff:) Pierwszej czesci Twojego komentarza nie zobaczylam, od razu weszlam na druga. Nie ustosunkuje sie, bo ...nie widze takiej potrzeby (p). po prostu mi sie nie chce i nuwazam to za malo interesujace...ilez to mozna w kolko gadac o tym samym, no nie? :))
    Mam tylko jedno pytanie i w sumie...na odpowiedz nie czekam...Pojdziesz z zona w niedziele na Msze...za raczke? :))))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  39. Rozterek masz na serio full....czy z tym daje sie zyc? (p) Znajdz swoje prywatne odpowiedzi. takie ktore Ciebie zadowola...rzeczy podane na tacy, nie posiadaja w tym "temacie" zadnej wartosci....:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  40. Ptr:) Nie dostaniesz zjebki, bo napisales to w sposob do przyjecia:)) bez fizjologi i innych:) Mistrzow jest wielu i posluguja sie roznymi metodami...trzeba znalezc swojego, takiego, ktory nam odpowiada....albo i nie:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  41. Mój komentarz musiałem rozdzielić, bo okazał się on za długi, aby mógł się zmieścić w jednej części.
    Trochę mi przykro, że napisałem to wszystko jak najbardziej serio i bez żadnych uszczypliwości z mojej strony, a Ty zaczęłaś jakieś jaja z tego robić, ale cóż, widocznie nastąpiło coś w rodzaju "zmęczenia materiału" ;)
    Czasem tak bywa.
    Mimo wszystko dziękuję za /wg mnie ciekawą/ dyskusję.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  42. To po co te jezory wstawiales "(P)", jezeli serio , to serio:)))
    Moze innym razem o cierpieniu i "pochodnych"- typu wspolodkupiciele, wspolodkupienie.
    Ja wierze ze mozna tym pomoc, bo poczulam na wlasnej skorze...
    Smurff, Ty w temacie "nieglupi" jestes( nie chodzi mi o to, ze ktos tutaj stawial glupie pytania. nie bylo takich, tylko przy Twoich nie bylo zaprzeczen typu "bzdura", odpadalo np.:udawadnianie faktow, bo bywaja i takie sytuacje, ze nawet jezeli cos niewairygodnego sie wydarzylo i sa swiadkowie to trzeba ludziom - wspolrozmnowcom udawadniac, ze faktycznie tak bylo...wtedy jest kompletna rozpierducha), wiec wierze, ze logiczne, zadawalajace Cie odpowiedzi znajdziesz ....dotkniesz ich sam:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  43. Bo ja mam zazwyczaj taki styl, nawet gdy piszę serio, to w sposób żartobliwy, a nie śmiertelnie poważny. Ale trzeba umieć odróżnić zwykłe dowcipkowanie /w tym przypadku nie mam żadnych cipek na myśli, zresztą to nie jest mój styl, czyli akurat w ten sposób w ogóle staram się nie "dowcipkować"/ od pisania na serio, ale w żartobliwym stylu - lubię jedno i drugie, ale wyraźnie to rozgraniczam, widocznie nie znasz mnie jeszcze na tyle, aby umieć to rozróżniać.
    Co do tych pytań... już w pierwszym komciu napisałem, że nie będę podważał dość powszechnie znanych faktów, skoncentrowałem się natomiast na tym, co mnie nurtuje. Ja swoje poglądy na te tematy przedstawiłem w trzech postach, które później nazwałem "Tryptyk eschatologiczny", możesz tam zajrzeć jeśli jesteś tego ciekawa.
    Owszem, nurtują mnie te i inne pytania, ale nie sądzę, abym za życia znalazł na nie odpowiedzi, albo może inaczej, nie nastawiłem się psychicznie na to, że je odnajdę, co wcale nie oznacza, że przestałem ich poszukiwać ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  44. OK Przepraszam. Nie było moim celem denerwować kogokolwiek, (a już na pewno nie Ciebie) tylko dyskusja. A, że tak widzę...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  45. Smurffie:) Dokladnie, kazdy z Was ma inny styl. Co nie znaczy, ze jak sie "cipkowego" slownictwa nie uzywa, to styl jest lepszy..kazdy z nas jest inny i moze na poletku swojego slownictwa tez niezle mieszac, z rownowagi wyprowadzac, ale tak na serio nie chodzi mi o wyprowadzanie z rownowagi. Z rownowagi wysprowadzamy sie sami, bez znaczenia co robi i pisze druga strona:))
    Tak na prawde nie moge nazwac Waszych komentarzy wyprowadzajacych z rownowagi....po prostu tak, jak pisales...zmeczenie tematem...nie chce mi sie juz...moze innym razem wroce do tego i wtedy jeszcze pogadamy, albo i nie:)))

    Kacprze:) Twoje zdanie znam , wydaje mi sie, ze swietnie, na te tematy:))Nie zdenerwowales mnie. gdzie Ci napisalam cos w stylu :" gon sie leszczu"? Nie napisalam...tez tylko dyskutowalam. Wydaje mi sie jednak ze mieszamy cos. Ja mowie o nazwijmy to " glebi", Ty o sprawach technicznych...o funkcjonowaniu kosciola. Moze powinienes przyjac do wiadomosci, ze w tym kosciele istnieje grupa ludzi ubolewajaca nad tym, co tam sie dzieje....a przy okazji, bez wzgledu na zaklocenia "techniczne", zaznajaca tam glebi duchowej. pomimo, ze "obslugujacy" Msze kaplan to "zdzira"...ktos podczas sprawowanej przez niego mszy zaznaje pokoju, radosci, wyciszenia, skupienia ....:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  46. Nie można być jednocześnie ponad, (jak radzisz) będąc w środku. Możesz co najwyżej tolerować to co nazywasz "zakłócenia techniczne", jeśli się sprzeciwisz, spróbujesz naprawić, dostaniesz zakaz mówienia jak Boniecki, albo sami się Ciebie pozbędą, bo walczysz z kościołem.
    Możemy sobie wspominać wspaniałe postacie, wykorzystywać ich wiedzę, uczyć się od nich, analizować, traktować jako przykład dla siebie, czy wreszcie naśladować. Co wynika z takiej postaci jak O. Pio? Modlić się do niego, bo jakaś organizacja postawiła mu ołtarz? Do tego nie muszę być w organizacji.
    Kiedyś pracowałem w Caritas, i poznałem tam Opata, który zachowywał się jak psychiczny, ale msze to miał... no mód cud. I co ciekawe całkowicie odwrotnie do tego co mówił. To wtedy zacząłem przyglądać się organizacji. Okazało się, że cała organizacja jest taka zakłamana. Trochę tak jakby uczyła nowych kierowców jeździć prawą stroną, bo to jest dobre. (masz coś przeciw jeździe prawą stroną) A sami robili na jezdni co im się podoba, bo przecież ich przepisy nie obowiązują, przecież sami ich uczą, to wiedzą najlepiej.
    Dlatego ważnym jest ten przez kogo i z kim się wyciszam.
    Może dlatego wychodzący z kościoła najczęściej plotkują, bo fachowcy od wyciszenia są złymi rzemieślnikami;-)
    Cholera a miałem się nie odzywać:-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  47. A znasz jakies miejsce na Ziemii "czyste"? Takie gdzie nie ma korupcji, ludzie to co mowia to czynia, nie sa egoistyczni i mysla o innych...dziela sie zdobyczami uczciwie? Gdzie nie wejdziesz tam bonanza. Szkola, praca, polityka, kosciol, wojsko...ba! Nawet dom rodzinny! Skupny sie na domu rodzinnym...na tej najmniejszej komorce spolecznej (p), od ktorej wszystko sie zaczyna. Pobierasz pierwsze lekcje zycia, uczciwosci, szacunku etc....
    Twoj komentarz spowodowal, ze sobie zaczelam drazyc, kopac i sie doszukiwac...analizowac ( ja mam okropnie analityczny umysl).
    Pamietam pewne kolonie charytatywne organizowane przez kosciol. Absolutnie nic wtedy z ta instytucja nie mialam wspolnego, u mnie sie pozniej zaczelo. Po studiach pedagogicznych akurat bylam i szewedalam sie bez zajecia. Matka mnie "wkrecila". Poszukiwali "jeleni", ktorzy charytatywnie zajma sie dziecmi.Troche ich znalezli, wiekszosc to ludzie ze wspolnot typu neokatechumenta, oazy i inne. Organizatorem przedsiewziecia byl pewien pan Bolek, blisko stojacy przed oltarzem, jak sie potem okazalo ...on nakrecil ksiedza na kolonie dla biednych dzieci. Mial sie wszystkim zajac, poszukac sponsorow...ksiadz mial byc sponsorem zywnosci i widniec na "szyldzie" tej, jakze szczytnej ideii.
    Pan Bolek znalazl miejsce, ludzi do roboty, zwolal biedne dzieciaki i ruszylo....
    Pamietam pierwsza zmiane w kuchni ( kuchnie obsadzal neo)...trwalo to piec dni. trzy kobiety, ktore rano przygotowaly bulki, dzem, ogorki i pomidory, ser i maslo...my , wychowawczynie , kroilysmy te buly dzieciakom, zbieralysmy naczynia, zmywalysmy po kazdym posilku ( a dzieciaki pod stolowka, czekajac kiedy skonczymy sie nawalaly)...Myslalam ze oszaleje! Kuchnia i grupa 20 dzieci! Zapytalysmy kiedys, dlaczego dzieciaki nie maja dwoch dan na obiad. Zupa, zupa, zupa, zupa..."niech sie ciesza, ze choc to maja" - Padla odpowiedz-" W domu czesto nawet tego nie maja". Pomyslalam, ze budzet jest ograniczony.
    Po pieciu dniach kuchnie zaczela reprezentowac pani X ze swoja ekipa. Mialo tak byc od poczatku, ale pani X konczyla akurat prace w kuchni na koloni w A. i te piec dni musial ja ktos inny podmienic. No i zaczal sie raj. Do kuchni mialysmy nawet reki nie przykladac. Obiady dwudaniowe, zero zmywania, sniadania niezle, wedlina sie nawet pojawila....no gra gitara...tylko w nocy, tak jakos o 2- 3 nad ranem budzim mnie rumor silnika samochodowego...ktos regularnie o tej godzinie wyjezdzal z terenu kolonii.
    Po dwuch tygodniach przyjechal ksiadz. I zaczal panu Bolkowi tlumaczyc, ze sporo przekroczylismy budzet, szczegolnie jezeli o wyzywienie chodzi. Czy nie moznaby bylo nie marnowac zywnosci? troche to przemyslec? I tak sobie kombinowac zaczelam, a pomogla mi kolezanka z boku, ktora to i owo przyuwazyla, ze ekipa pani X niezle kradla. W sumie obie ekipy wywozily, tylko pierwsza robila to kosztem dzieciakow, a duga kosztem ksiedza.
    Tacy ludzie, tak wychowani....ci kaplani, politycy, nauczyciele z jakis domow przeciez pochodza. jakies srodowisko ich kszatltuje na poczatku...no nie? To nie dlatego wierni plotkuja bo ksiadz zle naucza. Ksiadz tez z jakiegos domu jest gdzie bylo tak, a nie inaczej. Jezeli w malej rzeczy nieuczciwy bedziesz to i w duzej tez. zauwaz, ze nie ma mowy najpierw o tym, ze jezeli w wielkiej rzeczy nieuczciwy bedziesz to i w malej tez....zawsze zaczyna sie od malej.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  48. Widzialam wielu kaplanow, slyszalam wiele nauk.... Roznie to bywa. Ogolnie kondycja ludzkosaci jest zla. Czlowiek gdzie nie przylozy reke idzie mu nieciekawie. Teoretycznie wiemy jak i co, prawda w sercu na dnie naszym lezy, ale wedlug niej nie postepujemy. Za siebie jednostkowo odpowiadamy.....
    Pamietam ksiedza, ktory popijal niezle...w czasach stanu wojennego sie zalatwil, wszedl w to...dla robotnikow Msze sprawowal...po byla chec ugoszczenia go...taka slowianska , zakrapiana...bratal sie za bardzo z bracmi. Msze odprawial super, po dzialo sie , zapijal sie na umor.... Ogrodek przyklasztorny prowadzil , dziubal w nim, podlewal, hakal, kopal...wyzywial tych z klasztoru, ale i pobliskie biedne rodziny, niestety nie wszystkie...bywali tacy co chlali, a potem o salaty, pomidory, ogory prosili i na stolku pod sklepem na nastepne wino sprzedawali. wtdedy ksiadz sie zezili i zaczal im kanapki robic. jestes glodny? To siadaj i jedz? Oj roznie to bywalo. A najgorsz moment nastapil wtedy, kiedy tym okolicznym nieznanym, se biednym kazal , lub proponowal w zamian za zywnosc prace w ogrodku...No to wtedy sie nasluchal, ze co tu pijak bedzie nimi rzadzil.

    Pamietam tez takiego, ktory kazania prawil takie, ze baby w kosciele mdlaly, ale po kazaniu zdejmowal sutanne i nie stosowal tego co gadal do swojego prywatnego zycia. Ja powiedzialem, wierni niech robia. I na poczatku sie na niego zzynalam, wkurzal mnie bardzo... Okazalo sie, ze jego dziecinstwo to byla trauma. Chowal sie przed nawalonym ojcem w pobliskim kosciele, dokladnie kosciol mial za plotem. ksiadz sie nim zajal. zeby go od domu odizolowac wyslal go do swminarium mniejszego...nieopodal ich miejsca zamieszkania...no i tak chlopakowi zostalo. nie wiadomo ile w tym powolania bylo. Widocznie chlopak nie rozumial tego, co reprezentowal.
    Moj dobry znajomy ksiadz, z rodziny wielodzietnej, nigdy nie bal sie ciezkiej pracy..ot taki "prawdziwy franciszkanin", z buta pomykal, kolonie uczciwe organizowal...bo taki mial wzor w rodzinie. Natomiast pamietam kleryka, ktory na propozycje kolezanek, ktore zaprosil do siebie do domu na herbate, ze pomoga jego matce, odpowiedzial: "Siedz! Niech sama robi".... rozny ci chlopcy przyklad biora, rozne maja podstawy....To nie my z nich, tylko oni z "nas" z ludu sie biora:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze