eM kima na rozkładanym fotelu. Marie maluje. Maluje na serio swietnie. Wyprzedza równolatków sporo ( pochwały dostaje od fachowców). Coś z tym malowanie, rysowaniem na rzeczy u niej jest. W momentach, kiedy jest trochę stresująco, albo ogólnie jakos tak, niedobrze jej na dusz to mówi:" Mami, ja sobie pomaluje". Teraz jest jej akurat dobrze. Siedzi w swoim dziecięcym raju i ....maluje:))
*
eM znosił i znosił z piwnicy popakowane prezenty. W tym roku to on był głównym pakowaczem. Dziwniłam się skąd tego az tyle.Powinny byc trzy paczki. Dwie dla Małej , jedna dla jego matki. Ustaliliśmy, że sobie nic nie kupujemy. Potem zaczęłam kombinowac, że popakował każdy najgłupszy nawet prezent oddzielnie i wyszło sporo.
Marie, koń i jego przeurocza grzywa.
Granie graniem, ale nie ma to, jak kawał czekolady w ręku.
Co za czasy! Nawet biżuterię można konsumować, co tez Dziecię leżąc, późnym wieczorem, w łóżku uczyniło. Podgryzało sobie słodka branzoletę.
Wczesnym rankiem....
Dziecięcy raj... a raczej pobojowisko, oraz koń z rozwichrzoną już nieco grzywą. Umówmy się, że to koń w pędzie.
Mi tez przypadło cos od Mikołaja. Marie sypnęła, że to nie od Mikołaja tylko to ona i tata kupili. No i jak tu dziecku legendy do głowy wkładać, kiedy potem nie mają one rąk i nóg? Kupy się nie trzymają. Zaskoczył mnie małżonek- ustalwenia były inne.
Garrett jest boski. Młody człowiek tak fajny fizycznie, ubierający sie w wykwintna marynarę i rapowe spodnie i mistrzowsko grający na skrzypcach. Taki ktoś kto obecnie zachęca młodych do klasyki i udawadnia, że to wcale nie musi być nudne.
ja nie czaję tego fenomenu wigilii... nigdy nie ma 12-tu dań /to taka ekspresja artystyczna jedynie/, ale potem wazon pełen szczęścia... nic z tego nie rozumiem...
OdpowiedzUsuń na zawszepozdrawiać :))...
To już tak chyba musi być...sami na własnym podwórku możemy zmieniać rzeczy. A ludzie chcą zjeśc, pogościć się, pogadać...popróbować różności. Najgorsze jednak jest to, że jak zajdziesz do kogoś (oczywiście nie tutaj), ale w Polsce, a tam stół się nie ugina na przyjęcie gości to kaszana. :))) Myślę jednak , że ludnośc pod względem jedzenia mądrzeje:))
OdpowiedzUsuń na zawszenumer polega na tym, że stół się wcale nie uginał... ja opendzlowałem śledzia /wszystko, co było na stanie/... bo ja śledzia mogę dużo... ale żebym jakoś mądrzejszy się od tego stał?... a może już osiągnąłem swój pułap 'mądrzejszości'?... było, nie było, śledź jest śledź /w dni powszednie też lubię/ :)))))))
OdpowiedzUsuń na zawszeCzyli kiedy idzie o sledzia, madrosc zywieniowa, tudziez sprawy wlasciwych porcji zwiazanych z pochlanianiem ida na bok?
OdpowiedzUsuń na zawszeU mnie tak jest z makowcem, ktorego tutaj brak a moze inaczej- nie, ze brak, tylko nie szaleja za nim, a sama nie potrafie i to mnie ratuje:))
W wigilie to sa jednak takie potrawy, ktorych nie je sie codziennie typu barszcz z uszkami, albo sledzie z rodzynkami...u nas w domu to bylo tylko w wigilie i wtedy czlowiek "szaleje", bo nastepne tego typu rzeczy dopiero za rok:)))
U mnie nie było chętnych na sałatkę, więc z ogromną michą musiałam sobie sama poradzić :) Ale do obżarstwa świątecznego to mi daleko - chyba ;)
OdpowiedzUsuń na zawszeŚwięta , święta i po świętach. Można by rzec że wiele hałasu o nic;)
OdpowiedzUsuń na zawszeNa szczęście zawsze coś z nich pozostaje w pamięci:)
Kuutamo:) Czyli masz bardzo dobra przemiane materii:)))
OdpowiedzUsuń na zawszeNivejko:) Nastepne, podobne za rok:)))
Musieliscie byc wyjatkowo grzeczni w tym roku;)Albo Mikolaj sie pomylil i zamiast do Italii to w De wyladowal:((( My w sumie podobne,moglo tak byc:)
OdpowiedzUsuń na zawszeTeraz jeszcze sylwek,male obzarstwo i od nowego roku mozna zaciskac pasa...
Pozdrawiam serdecznie.
Emilko:) Szczerze? To ja ostatnio okropnie marudna bylam wobec mojego eM, wiec sie sprezyl.....:)))
OdpowiedzUsuń na zawsze