czwartek, 16 lutego 2012

Mamuśka.

Właściwie to nie o mamuśkach będzie. No dobrze..... w sumie, to jednak coś o mamuśce skrobnę, ale "ona"-matka- stanowi w tym poście drugi plan. W ogóle to... świetnie jest mieć mamuśkę. Ja swoją mam i ...sama nią jestem. Chciałabym kiedyś usłyszeć z ust Marie, że fajnie jej ze mną było....
Kiedy zaszłam z Małą, to się lekko cykałam, że za stara na matkę jestem, że najlepiej to do trzydziestki, a nie po trzydziestce...ot, takie tam stereotypy mnie dopadły. Chociaż z drugiej strony trzeba też, dla swojego własnego dobra i dobra dziecka, wiedzieć do kiedy powinno się zachodzić, bo przypuśćmy, że dzieciak ma jakieś 25 latek a tu , na kark, 70 letni rodzice się mu zwalają, którym trzeba pomagać... Młodośc w rozpędzie i może zostać uwalona kwękającymi staruszkami.
Wiadomo, że i przykłady na "tak" znaleźć można, na "tak" za starszym macierzyństwem. Wydaje mi się jednak, że dla własnego dobra, dla dobra własnego organizmu, nie ma co szaleć z ciążą po pięćdziesiątce, albo krótko przed. Z drugiej zaś strony , nie powinnam za dużo w tym temacie pleść bzdetów, gdyż zycie jeszcze przede mną ( mam nadzieję) i nie wiadomo jakie karty ma ono dla mnie w rękawie. Kto wie, jakie rozdanie mi zafunduje?
Moja ginekolog, prawiła raz, a urodziła syna mając 43 lata, że to świetna sprawa. Człowiek młodnieje.
-Zobaczy pani sama, jakie będzie pani akrakcje dziecku wymyślała. Wycieczki organizowała. Jakimi rzeczami zacznie się pani interesować.- Tłumaczyła.- Życie nabiera innych obrotów- szybszych, lepszych....

No i nabiera.
W Niemczech rusza pełną parą zakończenie karnawału. Młoda nie mogła doczekać się dzisiejszego dnia.
-Jeszcze tylko jedna noc i przyjdzie do nas książe Tomek.- Cieszyła się wczoraj. Książe Tomek to taki gość, który jest raz w roku wybierany i dowodzi tym całym zamieszaniem.
Mała w tym roku wypadła dośc standardowo, bo nie w głowie jej były smoki i inne straszydła typu krokodyl...w tym roku chciała być przebrana za księżniczkę. I tak też się stało.
Ponieważ księżniczka usnęła wczoraj z mokrą głową, więc dzisiaj każdy włos żył swoim życiem i leżał jak mu się podobało. Trzeba było księżniczkę do wałków przekonać, ot tak, żeby włosy choć jako tako wyglądały...a poza tym, aby siano zlikwidować.



Ciut później, poszła do przedszkola i ...bawiła się świetnie. Nie można jej było zrobić "normalnego" zdjęcia, bo jak się "wszystkie" księżniczki przedszkolne zaczęły w ganianego bawić, to nie wiedział człowiek gdzie jego Pociecha biega...aparat "nie mógł" uchwycić.



Pora do domu...obdrapane glany i korona na czapie...no co? Kreację trza pokazać:)) Miejscowość musi zobaczyć co i jak:))


No i kieckę należy na maxa wykorzystać, bo taki dzień zdarza sie raz w roku i drugi raz, prawdopodobnie się owego kostiumu nie założy.



Zwyczaj tu takowy panuje, że w dniu tym, poprzebierane dzieci pukają do drzwi (ludziska są przygotowani), śpiewaja piosenki i dostaja za to przysłowiową "graść" słodyczy. Marie nie chciała...więc nie zmuszałam, ale wieczorem około 18.00 się jej zachciało. Poszłyśmy...Młoda kombinowała, że ona śpiewa cicho, a ja głośno.
-Daj spokój. Ludzie się ubawia takim widokiem. Ty masz śpiewać głośno, a ja cicho..takie mruczando w tle, jakby ci się głos łamał.
-Ale ja nie pamiętam słów.
- To coś wymyśl.

Poszło nienajgorzej.


Mała nie chciała "łupem" się dzielić...nie uznawała moich zasług...Nie przekonywało ją, że musiałam się troche nagadać by jej niechęc do śpiewu wytłumaczyć i w zwiazku z tym zasługuję na moją działkę. Wyrolowała mamuśkę.

13 ale jazda :):

  1. Dla każdej z nas jest inny czas na zostanie mamą , można sobie planować a życie i tak zweryfikuje te plany. Ja mama zostałam też dość późno i bardzo sie z tego cieszę, był czas na naukę i szaleństwa;)) a potem był czas na macierzyństwo , w moim przypadku bardzo świadome i odpowiedzialne. To były piękne czasy... teraz moja córka jest nastolatką ale to też ma swoje plusy. Jeszcze chwila i zamiast chodzić z Marie i śpiewać , będziecie miały wypady do" innych" lokali, typu fryzjer, kawiarenka, wspólny obiad w mieście. Dzieciaki są cudowne. Grunt to umieć się porozumieć, a Ty to potrafisz...)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ja mamą zostałam później niż Ty i pomimo tego, że w sumie chcieliśmy i teoretycznie wiedzieliśmy o co biega to ....zycie jest życiem iidzie swoimi torami:))) Człowiek ma coś takiego w sobie, że to co minęło uważa za niezły czas, choć natrudzić musiał się sporo:)) Ale kiedy o dziecko biega to fakt, pamiętamy tylko te najwspanialsze momenty:))) No mam nadzieję, że za jakiś czas sobie połazimy po innych miejscach, o ile.... znowu mamuśki nie wyroluje (p)> Mam nadzieję, ze jednak nie:)))

      Usuń
  2. Trochę śmiać mi się chciało, jak czytałam co piszesz :) Teraz ludzie rodza dzieci dużo później niż kiedyś, ba koleżanka mojej mamy urodziła zdrowego siódmego chłopca w wieku 52, czy 53 lat, a ty się swoją trzydziestką przejmujesz. Oj Aniu, Aniu. Cudowne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko droga!!! :))) 53 i siódme dziecię, toż ta kobieta może się zaorać...Te porody i nianczenie młodych. CAłe życie w peiluchać z niewielkimi przerwami. :)) Wiem, że ludzie teraz później decydują się na dziecko...tylko popatrz na to też z innej strony. Masz 40 lat i chciałoby sie tak wygodnie na kanapie z gazeta uwalić a tu dzieciak przychodzi i piosenki z nim trzeba spiewać:))) Albo skacze Ci po plecach...albo zainteresowałpo się czy jej baby z nosa sa podobne do Twoich i chce se podłubać w twoim nosie...kurde, a kysz!!!

      Usuń
  3. A! Moja koleżanka urodziła córę ostatnio w wieku 28 lat :) To jej koleżanki z pracy powiedziały "Czy ty się za bardzo nie śpieszysz?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 28 to może trochę wcześnie, najlepiej to tak od razu po trzydziestce w dzieci wejść:))

      Usuń
  4. Jak rodziłam pierwszą córkę to byłam pierworódką w wieku 35. Nie powiem, że tak do końca z wyboru, bo trochę naczekaliśmy się na potomstwo, ale dziś to sobie chwalę :).
    Moja starsza córka była w tym roku na balu karnawałowym przebrana za... konia. Długo wybrzydzała w wypożyczalni strojów, aż w końcu pani pyta się jej; - Jak masz na imię? Krysia zarżała - Ichacha. I wtedy kobieta przyniosła z zaplecza przebranie konia. I to był strzał w dziesiątkę. 3 dni chodziła w tym stroju po domu. Ledwie dało się wytłumaczyć, że koń musi wrócić do swojej stajni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtym roku problemu nie bylo. Marie wiedziala, w co chce byc ubrana. Kostium zostal dobrany od reki...w tym roku tez byla zdecydowana. Pytac i dopytywac sie nie trzeba bylo. Ale Twoja Corka ma bardzo oryginalne pomysly:)))

      Usuń
  5. Moze o tym pisalas kiedys wczesniej, ale nie wiem, interesuje mnie w jakim jezyku rozmawiasz z corką? Bardzo jestem zainteresowana jezykowymi umiejetnosciami dzieci miedzynarodowych rodzicow, ktorzy czasami nie mieszkaja w kraju rodzicow i uczą sie rownoczesnie trzech jezykow np.
    A ja zaluje , ze młodszą corkę miałam po 30-tce, bo potem nie mialam siły znosic jej gimnazjalnych wybryków. Ale styl zycia sie zmienia teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowie do MArie po polsku kiedy jestesmy same, kiedy jestesmy we trojke przewaza niemiecki. MArie odpowiada mi po niemiecku. Po polsku rozumie wszystko....
      Podgladam dzieci znajomych. np.: dwoje rodzicow Polakow. Mowia do dzieci po polsku, a dzieci niechetnie na ten jezyk sie przerzucaja, bo w "pisakownicy" mowia po niemiecku, slysza wszedzie niemiecki. Czuja sie w tym jezyku lepiej niz w jezyku swoich rodzicow. Znajomi mi mowili, ze dzieciaki przerzucaja sie automatycznie na polski kiedy spedzaja wakacje w Polsce...ale potem po powerocie znowu kroluje niemiecki.

      Inni moi znajomi "przegrali" w nauce polskiego ich dzieci mowia po polsku fatalnie, natomiast rozumieja wszystko. Ci znajomi aklurat nastawili sie na integracje z tubylcami i stalo sie. jezyk polski zostal tam zaniedbany...sa tez tacy, ktorzy pomimo tego, ze w obcym kraju zyja "wieki" mowia w tym jezyki tylko dzien dobry i dziekuje, wtedy ich dzieci sila rzeczy musza porozumiewac sie z rodzicami w taki sposob w jaki rodzice poptrafia mowic....
      Roznie to z tym bywa.

      Usuń
  6. Boa noite!!Muito lindo seu blog,já estou te seguindo beijos.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moi znajomi i rodzina stosują podobne zasady, jak ty. Dzieci swietnie opanowują jezyk swojej ojczyzny dzieki szkole. W Polsce z dziadkami mowią po polsku z bardzo wyraznym obcym akcentem. Corka ma w Anglii kolezanki w zwiazkach z przystojnymi, brazowymi mężczyznami ze Wschodu, zawsze sie zachwyca, ze dzieci bezbłędnie po angielsku, dzieki przedszkolu i szkloe, rodzice to zalezy od rodzaju wykonywanej pracy. I te urocze dzieciaczki mowią sobie w trzech językach, wiecej rozumieją niz mówią.
    Mam u siebie w Pepieux parę niemieckich artystow, uroczy ludzie,pisalam kiedys o nich post o kulturalnych sciezkach w Minervois, ich coreczka mowi po francusku i niemiecku, tez i po angielsku, bo z kolei rodzice, szczegolnie ojciec porozumiewa sie we Francji po angielsku.
    Zawsze mi sie marzy zięć obcokrajowiec, tak dla wielojezycznego wnuka :) i o malo co, by byl, ale corka wrocila z Anglii.

    OdpowiedzUsuń