środa, 14 marca 2012

Wredne?

- Gadam z nią, a ona zazczyna przypinać jakieś dziwne teksty do mojej córki...No wiesz, że mężczyźni nie mają teraz łatwo z kobietami.
-Bo kobiety obecnie łatwe nie są. Współżycie z nimi staje się wymagające.
-No tak, ale czekaj... gada, że mąż Marleny nie ma wcale tak super z nią. A ja na to, że niech zajmie się swoimi córkami, jak to ich mężowie z nimi mają. I niech uważa na słowa, bo jeszcze się ku niej zwrócą.
-Hm... cóż za przeciwniczka kobiet. Kto by pomyślał.
- Mówię ci. Trochę ograniczyłam kontakty z nią. Dość mam. Zęby se na dziewczynach piłuje, bo Wioletta- jej synowa- pusciła się. Nakrył ją Artur z facetem w ich sypialni.
-Taaaa???
-Yhy. Zwichnęła sobie Wioletta nogę. Założyli jej szynę. Artur miał nocna zmianę, ale nic sie nie działo, to se pomyślał, że wpadnie do domu i dołozy do pieca w piwnicy i coś Wiolce do wszamania zaniesie, po czym znowu do roboty. Wchodzi do chaty i ...uderzyło go szkło na stole. Dwa kieliszki...otwarte wino, cos mu kolacją we dwoje zapachniało. Do sypialni chce, a Wiolka na to, że niech nie wchodzi, po co ...jakieś bzdety zaczęla mu wkręcać. No i zastał faceta nagiego w ich pościeli i wypierniczył go nagusieńkiego na dwór. Do niej zaś z tekstem wyjechał, że wróci za pół godziny i ma jej już nie być.
- Coś ty?! Jak w tanim filmie. Niespomplkiowany scenariusz.
-Cyrk, cyrk... Wiolka zwinęła parę rzeczy i poszła z gościem. Niefajnie, że o dzieciach nie pomyślała, zostawiła Arturowi dziewczynki.
-Może pomysli za jakąś chwilę?
-Może, nie wiem. Jego matka jaka oburzona...Arturek nie radzi sobie z tym, na terapie chodzi.
-Buhahahahahah...
-Hahahahahahah
- Dobra nie śmiejmy się, bo sie jeszcze odwróci.
-A co tam. Śmiejmy się. Jak to z nim było? Pamiętasz?
-Pamiętam. Mówili na niego w dawnej firmie "pierwszy ogier".
-No widzisz. Zdradzał Wiolettę, aż wióry szły. Założę się, że za cholerę nie rozumiał jak to jest być tym po drugiej stronie...no i w końcu zarwał swoją lekcję.

Zasłyszałam kiedyś, coś co mi się bardzo podoba, ale jak jest pojęcia nie mam. Przychodzimy tutaj po to,aby uczyć się radzenia sobie z trudnymi uczuciami i emocjami. Aby doszło do procesu nauki musi być ktoś kto nam lekcji dostarczy.
Wychodzi na to, że Wioletta i Artur swietnie się z tego wywiązali. Najpierw on jej zafundował lekcję radzenia sobie z emocją, która występuje u zdradzanej, a potem ona mu to oddała. Zaznali posmaku bycia zdradzanym i posmaku zdradzania. Na jaką ocenę zaliczyli? Nie mnie to osądzać.



- A jak tam u tej twojej Miśki?
-Ona próbuje wyjść na prosta, a on się buja. Nie wie, z która zostać.
- E... skoro on się buja to i ją będzie ściągał. Takiego rozhuśtanego najlepiej jest zostawić. Niech sam se na tej hustawce radzi.
-No i ona po wielu próbach i chęciach pomocy mu stwierdziła, że jedyne co może zrobic to pomóc sobie...chce to gówno zaliczyć. Uporządkować emocje..
-Dopóki z nim będzie, czarno widzę to porzadkowanie emocji.
-Może się jej uda.
-Może.

33 komentarze:

  1. Ale ludzie se komplikują życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Nadrobiłam zaległości w lekturce :)

      Usuń
    2. No bywa:) Bo to zawsze mysli sie, ze inni tak nie maja jak my, albo, ze my to nie ranimy, tylko nas rania....takie tam prostackie zycie prowadzimy. Na powrozie emocji, pragnien....:))
      I jak Ci sie lektura podobala? :))

      Usuń
    3. Toż skomentowałam :))
      Wiesz, Aniu, ja jednak jestem nie z tego świata i wielu rzeczy po prostu nie rozumiem. Ludzi nie rozumiem. A raczej tego, że tak sobie - sami! - życie komplikują... Czytam, słucham, ale nie rozumiem - po co, dlaczego se to życie tak komplikują. Może ja też se komplikuję i tylko mi się wydaje, że idę prostą wyznaczoną oczywistościami. Toż też mam kłopoty czy tęsknoty, no ale to tym bardziej nie będę se ich dokładać...
      Tylko nie pytaj mnie o konkrety :) Podzieliłam się wrażeniem - bo tylko ono mi pozostaje po zetknięciu się z czymś, czego nie rozumiem. Chyba musiałam to z siebie wyrzucić - i padło na Twój blog. Sorki :)

      Usuń
    4. Zeby dojsc do takiego wniosku, ze najlepiej to isc prosto, nie komplikowac sobie, trzeba najpierw bardzo duzo przezyc...dostac mocno w skore...no wiec oni dostaja. Oni nie wiedza tego co wiesz Ty, bo oni sie jeszcze ucza tego, co Ty juz przerobilas.... Trzeba pozwolic im to przejsc, pobabrac sie, zaznac, zasmakowac, aby wiedzieli co z czym...Normalny proces dojrzewania, dorastania, popelniania bledow.
      Moja mama kiedysprobowala od czegos odwiesc moja siostre. Ta jej na to, ze ma juz dosc tych rad. mama, ze z pewnoscia jej nie wyjdzie, bo od podstaw mysli blednie. Siosta na to, ze ona tego nie wie, nie rozumie, musi zaznac, zeby zurozumiec, a na bledach mojej matki nie da rady sie nauczyc, bo to nie jej skora, wiec trzeba ludtziom pozwolic popelnic ich bledy...
      W ogolnym rozrachunku, co by nie bylo realnie, wyjdzie z tego dobro:))) Niekoniecznie na zasadzie, ze zyli dlugo i szczesliwie. moze nie dlugo, ale ciut madrzej niz przed, mam nadzieje:)))

      Usuń
    5. Pełna zgoda. Skoro nie wierzę, że piec jest gorący - muszę go dotknąć. I się sparzyć.
      A jednak... Może miałam mniej takich czy innych dylematów i dlatego dziwią mnie rozmaite kombinowania. Ale oczywiście pozwalam ludziom kombinować, toż są dorośli :)
      Kto wie, czy i ja czegoś jeszcze nie wykombinuję - może to jeszcze przede mną... Ale by mi było łyso :)))

      Usuń
    6. Oczywiscie, obys sie nie uniosla. Nie wiem, czy zdrade przezylas, to nie wazne. Wazne, ze jestes w doswiadczeniach zyciowych pieterko wyzej, bo tego i owego, co zwie sie trzepaniem skory zaznalas...wiecej zaznalas niz oni...lekcje swoje przerobilas i doszlas do wniosku, ze idzie sie prosta droga...oni jeszcze tego nie czacza:)))

      Usuń
    7. Dlatego, na zyciowe konfiguracje nie ma mocnych. A znasz to powiedzenie, ze kiedy Pan Bog chce kogos ukarac to mu rozum odbiera? Oczywiscie nie idzie tu o karanie, tylko, ci , ktorzy maja sie za madrych, bo rozumowo wiele rzczy, na logike biora, to nie tak, a tak....inaczej piejakiedy ich uczucia dopadaja i moga nawet nie komplikowac sobie zycia poprzez niewlasciwe decyzje, ale i tak,kiedy uczucia trzepia to sie wiele spraw w srodku w nas komplikuje.,... a uczucia to´nie ksiazkowe przyklady.
      Kiedys znajoma zakochala sie w zonatym mezczyznie i nie weszla w ten romans, ale co sie wewnetrznie natarmosila, ile jej sie nakomplikowalo, lacznie z utrata "porzadnego" faceta to glowa mala...niezle ja zycie przeciagnelo po glebie, ale jak to uslyszalam kiedys...narodzilo sie w niej dzieki temu "dziewictwo duszy".
      W Tobie tez, zaloze sie, takowe dziewictwo sie narodzilo (p) :))))))

      Usuń
    8. Skąd wiesz, że narodziło się we mnie "dziewictwo duszy", Anka? I co to właściwie oznacza? No zaciekawiłaś mnie :))
      A co do przetrzepania przez życie... Nie chcę wykrakać, ale chyba nie mogę powiedzieć, że mnie przetrzepało... A może lekko przechodzę takie trzepanki?
      O, przepraszam! Tak, przetrzepało mnie. Miałam jeden trudny etap - byłam wtedy po prostu nieszczęśliwa... Ale wyszłam z tego... Wiele mnie to doświadczenie nauczyło i to jest wielki plus, ale nie chciałabym przeżyć tych paru lat jeszcze raz...

      Usuń
    9. TAk sobie mysle, bo w chrzescijanstwo glebiej, czyli nie niedzielne kazania i tydzien zaliczony, wchodza Ci co niezle w skore zarwali, ktorzy tam znalerzli sens tego co wycierpieli. Nikt z "normalnych", niedzielnych katolikow nie ma takiego rozeznania i takiego bloga, oraz komentarzy nie pisze, jezeli wczesniej nie zarypal porzadnie i trzepania skory nie zaliczyl. Czyli reasumujac: Leszek, Dixi, Ty, Alba....to ludzie po przejsciach, ktorzy na dodatek te przejscia "zalatwili, rozgrzebali je sobie" w KK. Zostali przy nauce KK, ta nauka sporo im wyjasnila. Stein chociazby...szukala, szukala, i dopiero w katolicyzmie znalazla swoje odpowiedzi na dreczace ja pytania i poszla w to, az do konca...co nie znaczy, ze nie ma takich, ktorzy swoje odpowiedzi znajduja w islamie, albo judaizmie....

      A teraz przykladem pojade. Opisana przez mnie Wioletta nie dala sobie szansy na przejscie czegos co, powsoduje, ze rodzi sie w czlowieku dziewictwo duszy...gdyby go spotkala, tego swojego nowego. No i powiedzmy zapala sie jej swiatlo, ze moze z nim sie jej ulozy ( w co watpie) , ale przeciez jeden jest maz i jedna zona, komus cos obiecywala, ze na dobre i na zle....zym zlym byly zdrady meza, ale w konsekwencji obiecuje sie, ze na dobre i na zle,czyli obiecujemy cos, ze wytrwamy w czyms czego sobie nawet nie jestesmy w stanie wyobrazic .... no i chce byc wierna temu co powiedziala, szamocze sie z uczuciem, walczy z nim i wygrywa.....staje sie mocniejsza, zmogla pokuse, dziewictwo duszy:))))

      Moja kolezanka, jej sytuacja jest cytowana powyzej w drugim dialogu. ja jej tego oczywiscie nie mowie....ale ona idzie ta droga dziewictwa duszy. Ostatnio gadalysmy ,i wczesniej mowila mi ona o checia odejscia od meza, uciecia tegozwiazku, uwolnienia sie, znalezienia sobie kogos....A teraz dochodzi do wniosku, ze to tak nie funkcjonuje, ze wszyscy jestesmy powaleni, ze nawet jezeli znajdzie innego, ktory bedzie chcial z nia a ona z nim to przyjda inne lekcje do przewalenia, ktore jej ten czlowiek dostarczy. Bo my sie tutaj nawzajem ranimy. Czyli dostanie innego, ktory byc moze nie bedzie mial tych pogmatwan, ktore funduje jej maz, ale bedzie mial inne, ktore trzeba bedzie z nim przewalic, wytrwac...dlatego tez sensu wiekszego nie ma wchodzenie i szukanie drugiego czlowieka, zeby przezyc z nim piec minut w chmurach, a potem ponowna orke.....jezeli juz nie zdzierzy to odejdzie od meza i sprobuje zyc sama z dzieciakami, nie potrzebne jej kolejne przewalanki.
      I o to w tym wszystkim biega. O zrozumienie kim jestesmy, nie ma idealow, drugi czloswiek to odrebna historia zycie i jego poranienia....i tak na serio nie ma sensu skakac z kwiatka na kwitek...ona idzie drioga "prosta"- dziewictwo duzsy:))))

      Usuń
    10. Nie wiem, czy dobrze Cię rozumiem, Aniu, ale jeśli tak - to się zgadzam.
      Cała filozofia życia to wiedzieć, czego się chce, być wiernym sobie, cieszyć się życiem i tym, co ono daje, a smutki przełykać, trudności pokonywać - i otwierać się na innych ludzi.
      Nie-kom-pli-ko-wać-so-bie-ży-cia.
      Ani innym :))

      Usuń
    11. Tak, o to chodzi, ale zanim się do tego dojdzie ( do zrozumienia tego i zastosowania) trzeba ponieść krzyż.:)

      Usuń
    12. A potem to już nie trza go nieść? Nie ma tak lekko...

      Usuń
    13. TAk..ten pierwszy Krzyż boli, bo sie uczysz, jak zyc po Bożemu...ten drugi też jest nielatwy, bo walczy sie o to aby wytrwać w tym Bozym zyciu....non stop przypominac sobie co jest ważne i w sytuacjacj,które czlowieka niejako stawiaja przed wyborem drogi, trzeba walczyc o to aby wybrac tą własciwą...o chcoiazby nie zakochac się w zonatym, i nie rozbić komus małżęństwa, albo przebaczyc temu kto zdradza...przebaczyc komus świństwo wobec nas i nie oddać mu tym samym etc, etc...utrzymac sie w dobrym...:)))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. JA bym w to Boga chyba nie mieszala...zasada jest taka, tak mysle, co my ludziom to oni nam:))) Niekoniecznie trzeba zarwac od tego samego czlowieka, ktoremu dokuczylismy....to dziala chyba na zasadzie powracajacej fali, co to ja Prus w jednej ze swoich nowelek opisal. A zasada w Nowym Testamencie jest taka, ze czyncie ludziom to co byscie chcieli aby wam czyniono. Widocznie ow kolo tak chcial...chcial bycia zdradzonym doswiadczyc:))

      Usuń
  3. "wet za wet" jest naturalne i bardzo zdrowe, ale stosowane z wyczuciem, bo inaczej się robi eskalacja vendett...
    natomiast kompletnie nie pojmuję idei "zdrada za zdradę"... jeśli baba mnie zdradzi, mówię "cześć" i tyle /mam też świadomość, że będzie vice versa/... a taka "wymiana ciosów", jak opisana powoduje, że związek zamienia się w jakiś chory układ ludzi grających ze sobą w jakąś dziwną grę...
    ale to jest moje podejście, bo słyszałem też o przypadkach, gdzie po "epizodzie zdradowym" obie strony odbierały to jako lekcję i związek się jakoś prostował... ludzie są różni...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On zdradzal wczesniej i nie bez podstawy dorobil sie takowego przydomka. Ona ciierpiala, dzieci , dom, ciewrpiala, az w koncu to przewalila w sobie, ze nie warto...jakos po tylu zdradach trudno do faceta odzyskac ponowne zaufanie. Myslala, byc moze, ze odsunieta bedzie jednak zyla, bo dzieci wspolne, bo chata wcale nie mala...jak to pilowac i sie dzielic? No i w koncu jej serducho zapikalo mocniej, mysle , ze nie specjalnie szukala, bo iles tam latek w koncu minelo od tego kiedy on poszedl po rozum do glowy i sie postaral. Po prostu zapikalo i sie nie opierala, weszla w to, chociazby z tego powodu, ze on by takowych oporow nie mial, co jejniejednokrotnie udowodnil....no i stalo sie, ze zobaczyl, nakryl, dowiedzial sie...bo bez tego elementu nie nastapilo by zyciowe uczenie sie:))))
      Fakt, ludzie sa rozni:)))

      Usuń
  4. Tak właśnie wygląda życie pozbawione opieki duszpasterza. Zdrady małżeńskie i wymiany partnerów są usprawiedliowione i niezbędne w życiu gwiazd Hollywood, ale u zwykłych ludzi są jakąś smutną parodią. Mam nadzieję, że ten wygnany golas się nie przeziębił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze "dobrodzieja" do szczęścia brakuje... zaraz by wmówił dziewczynie, że jest... jak to się nazywa?... aha... ladacznicą, bo nie wybaczyła...

      Usuń
  5. Sie usmialam z Was Panowie:)))))
    Moze jej nie powie, ze jest ta, no ladacznica....trudno mi to sobie wyobrazic. Mi np.: ksidz nadawal, zebym nigdy w zyciu nie pogrywala sobie ze swoim mezem na tylku, na zasadzie nagrody i kary....czyli z meskiego punktu widzenia madry. Znajomej, ktora zdradzal maz ksiadz uswiadamial, ze powinna byc konsekwentna wobec niego do bolu. A kiedy kobiety gadaja, ze maz nie chce, ale....to oni koncza, ale ty chcesz i to jest wazne....Spoko, spoko nie jest tak zle. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niegłupi ksiądz /zdarzają się/...
      baba pogrywa, bawi się "w kary i nagrody"?... nie wchodzę, nigdy nie wchodziłem w takie gierki...
      nie chce, nie dostanie... nie potrzebuje?... to co my razem ze sobą robimy?...
      u mnie krótka piłka w temacie...
      aha, żeby nie było... ani mi w głowie odwracanie tego na drugą stronę...
      to też nie tak...

      Usuń
    2. Hm.... mi tez nie w glowie odwracanie komus, czyli, a masz pieknym za nadobne, ale czasami , no coz zdarza sie,ze ktos kto postepuje wobec nas tak, a nie inaczej...w sposob ktory nas rani, dostaje od nas to co nam daje, bo nas nauczyl takiego schematu zachowania sie wobec siebie.
      Kiedys pamietam jak kumpel zwracal sie do swojej dziewczyny, ktora mu nawsadzala. " ale ty to masz morde", niezadowolony z tego byl. A mi lampa w glowie od razu i mysl, no przeciez na poczatku nie miala, zwiazek z toba ja tak wycwiczyl, bo jak ty miales morde do niej to, ona nabyla tego wobec ciebie:)))

      A pogrywanie tylkiem... kurcze Piotrek to czasami jedyny sposob aby do was dotrzec, bo niekumaci jestescie. Kiedy kobieta czegos potrzebuje, a ma obok "idiote", to czasami innego sposobu nie ma (p).

      Ostatnio ktos mi opowiadal. Para sie rozwodzi...kilka dni nawet na spoko sobie pogadali. On zaczal sie przymilac na pozegnalny numerek. Ona odmowila i mowi mi; " no niedobrze mi sie zrobilo. Czym oni mysla? Tyle razy byly klotnie, tyle zesmy sobie jobow nawsadzali, ja nie moge, a mu to nie przeszkadza..." A na drugi dzien po propozycji wreczyli jej jego pismo (pismo napisane wczesniej) do sadu szkalujace ja okrutnie. Sa faceci, ktorzy traktuja kobiety jak szmaty, wiec na inne traktowanie tez nie zasluguja:)))) Tylek to kobieca bron wobec idiotow. :)))

      Usuń
    3. zgoda, są związki typu "ona + idiota" /"on + idiotka"/, ale mnie coś takiego po prostu nigdy nie interesowało...
      kiedyś miałem taką historię... chciała mnie babeczka "ukarać", potem od słowa do słowa zupa się wylała, że jej o chatę chodzi, nie o mnie /studiowała zaocznie, przyjeżdżała do Wawy na kilka dni zajęć co jakiś czas/...
      eksmisja była natychmiastowa, 2-ga w nocy, zima...
      "nieładnie" to było, nie po dżentelmeńsku, ale należało się...
      nie przechodzi to u mnie... nawet jak się od razu nie połapywałem, to była tylko kwestia krótkiego czasu...
      /to nie znaczy oczywiście, że jestem z kamienia... gdy zajmowałem się handlem, to ładnej dziewczynie prędzej opuściłem z ceny, niż chłopu... albo jak za młodu bramkowałem za młodu na koncertach, to fajne laski wchodziły nieraz za darmo... i takie tam inne sytuacje codzienne... ale to już trochę inna historia/...

      Usuń
    4. Troche mnie wstrzachnelo, kiedy czytalam o tej chacie na zjazdy....wstrzachnelo z niesmaku.
      Nie wiem, ale ( nie idzie mi zem moralnie wyzej stojaca, bo byc moze nie zrobilabym tego co ona, ale moze zrobilabym cos innego, czego ona by mnie potrafilaby zrobic) to tak na prostytucje wyglada. ZA chate seks...bleeeeee....a prostytucja troche sie brzydze, napisalam troche , bo sa przypadki kiedy kobieta nie ma innego wyjscia, ale to akurat odnosi sie do jakiegos 0,99% kobiet zajmujacych sie tymi sprawami.
      Ale, ale z drugiej strony powinienes sie zastanowic dlaczego na taka trafiles...chociaz w sumie nie wazne:))))

      Usuń
    5. prostytucja jest okay, jeśli od początku jest jasne dla obu stron, w co grają i godzą się na to... ale jeśli prostytutka udaje, że nią nie jest, staje się kurwą... czasem udaje tak dobrze, że facet daje się wkręcić... nie zawsze da się stwierdzić tak od razu z kim ma się do czynienia... ja się zorientowałem szybko, mam intuicję i swoje patenty... ale są kolesie, którzy potrafią się wpuścić nawet w małżeństwo i do końca nie wiedzą o co chodzi :)))...

      Usuń
    6. Prostytucja nie jest ok. Jest ona czymś co druzgocze psychicznie i emocjonalnie te babki...żeby sie przed tym uchronic trzeba w końcu "zamrozić" uczucia.
      Jeny jak one mylą miłośc z przelotna emocją. na jakich chwiejnych podstawach budują związki "emocjonalno- uczuciowe" , jeżeli w ogóle się cos zbudować im uda....Większośc z nich to okropnie rozklekotane emocjonalnie kobiety. Tak samo jak ich klienci zadawalają się namiastką.
      |Seks dla kobiety to sprawa ucuć....one sobie kuku robia wchodząc w to....to dziadostwo powinno zniknąc.seks nigdy nie powinien byc płatny. Jako mężczyzna czułabym się, chyba, cholernie ponizona gdybym musiała za to zapłacić, ale nie wiem, bo mężczyzna nie jestem....

      Tu trzeba całej przemiany ilus stuleci,aby sprawy seksu odkręcić:)))

      Usuń
  6. jakoś oboje są siebie warci...tak mi na to tu wygląda..:P)))
    Facet jakoś zawsze gorzej przeżywa zdradę...może nie,źle pisze...od razu do rękoczynów często dochodzi...a mógłby tak niejeden pomyślec chwilę...a nie wyrzucac golasa na mróz...:P)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chlopcy nie mysla (p). Wywalil nagusa na dwor, a moze zapalenia pluc sie ow nagus nabawic i zona tego,ktory wywalal bedzie musiala oklady z piersi choremu robic, wiec wlasnie....nie pomyslal, tylko zadzialal:)))) A na pewno z tych okladow nie bylyby zadowolony....babeczki jakos tak w ogole, kiedy sie filmy oglada, to pochylaja sie nad tymi, ktorzy na ziemii leza bo zarwali od konkurenta, wiec nie wiem czy warto byc silnym facetem:)))

      Usuń
  7. Peter,
    Znowu przedstawiasz swoją koncepcję małżeństwa jako prostytucji. Związek kobiety i mężczyzny opiera się na wymianie i zaspokajaniu potrzeb. Według ciebie tylko wymiana symetryczna seks za seks jest słuszna. W rzeczywistości jest wiele modeli wymiany asymetrycznej. Prostytucja to wyłącznie wymiana seks za pieniądze z przypadkowym partnerem, bez stałego związku. Rozszerzanie tej definicji to czysta ideologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każda wymiana seksu za dobra materialne to prostytucja, niezależnie od tego, czy na jednorazowe zlecenie, czy dłuższy, nawet bezterminowy układ...
      oczywiście to nie jest takie proste... znałem kiedyś dziewczynę z agencji, która zakochała się w kliencie, rzuciła robotę i wzięli nawet ślub... sama wtedy twierdziła, że nie chodzi o kasę, bo gość groszem nie śmierdział... nie wiem, co teraz u nich, ale jak ostatnio pamiętam, ich związek miał się dobrze...
      kontakty i więzi międzyludzkie to bardzo skomplikowany temat, ma miejsce w nich wiele "wymian"...
      i jeszcze jedno, bo widzę, że się nie rozumiemy... to, że mnie prywatnie seks z kasą się kłóci, to jedna sprawa... ale nie potępiam moralnie prostytucji, to słowo nie jest u mnie pejoratywem bynajmniej...
      jak sam napisałeś, jest wiele różnych modeli wymiany i są tak samo "słuszne", jak ten, który ja sam preferuję...

      Usuń
  8. Zawsze uważałem, że jak jedna strona łamie zasady, automatycznie daje pozwolenie na to samo drugiej. Myślę, że gdyby więcej zwracano uwagi na zasady życia z ludźmi, zamiast wmawiać nam od małego, że każde uniesienie serca to miłość, cieszylibyśmy się o wiele większą ilością szczęśliwych małżeństw.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.