No bo jak ma on być równy, kiedy kobietom w różnych częściach naszego globu różnie się powodziło i przędło. Róznią nas mentalności, uwarunkowania kulturowe, historyczne, gospodarcze, polityczne i inne.
Czego innego, innego zrównania z facetami pragnie Luise z Prowansji, innego Zośka z Beskid, innego Divin z Kongoo, innego Hatma z Indii.... bardzo dziwiło mnie na poczatku przenoszenie haseł feminizmu zachodniego na nasz rodzimy, polski grunt. Przeciez róznimy się sposobem w jaki byłysmy wychowywane, tym jak zostały ukształtowane nasze babcie, prapra babcie, ojcowie, wujowie i dziadowie... na całokształt składa się przedcież wsio.
Nie należy jednak pomniejszać i odwracać sie od tzw. feminizmu akademickiego, który wszystko "to" zapoczątkował. Pomimio tego, że w realia życia polskiej kobiety trafiał czasami jak kulą w płot. Ważne jednak , że zaistniało chociażby samo: " kobieta ma prawo...", można se w miejsce kropek wpisać to, co kazdej kobiecie najbardziej odpowiada i to, czego jej w zyciu społecznym, obyczajowym, politycznym najbardziej brakuje i doskwiera.
Polki dość szybko otrzymały prawa wyborcze. W 1918 wraz z odzyskaniem niepodległości. Uznano nasz wkład i zaangazowanie w sprawy ojczyzny. Nie byłysmy bierne podczas wszelakich historycznych zwieruch. Nie pamietam kto i kiedy...szło chyba o jakiegos niemieckiego dygnitarza, ktory stwierdził, a były to czasy zaborów, że jeżeli chcesz osiagnąc "coś" od Polaków, chcesz aby "coś" zafunkcjonowało poprawnie, zacznij od ich kobiet. Wejdź w dialog z ich kobietami. Jest to nie tylko przykład na posiadanie przez polską kobietę władzy w rodzinie, ale tez przykład na to, że byłyśmy solidne, oddane rodzinie . Oczywiście to tylko i wyłacznie pewne uogólnienie, ale.... nie bez kozery gadamy o sobie: "Matki Polki", czyli matki siłaczki, Kaśki Kariatydy... poradzimy, udźwigniemy, oby do przodu.
Wracajac do owych praw wyborczych, dla porównania: Francuzkom przyznano je 26 lat później niż Polkom, zaś obywatelki Liechtensteinu prawa wyborcze otrzymały w 1984. Dlatego też nie dziwota, że feminizm klasyczny, akademicki był dla kobiet w róznych krajach, niezrozumiały. Odżegnywano sie od niego. Swoje zaś zrobił, bo zrobić miał.
Amerykanki walczyły ze stereotypem przykładnej zony czekającej na powrót męża z pracy do domu, lub z wprowadzaniem ich w rolę kobiety oczekującej powrotu bohatera z frontu. Polki akurat w podobna rolę chyba spokojnie by weszły.
Zachód wpracował w swoich mężczyznach zrozumienie ważności zadań domowych wykonywanych prze kobiety. One nauczyły facetów, że kobieta może byc zmęczona wychowywaniem dzieci, praniem, prasowaniem, sprzataniem, a praca w ogródku to nie relax (choć akurat mój eM ma własnie takie podejście traktujące moje wyczyny z zielenina jako hobby). Że nie mozna bic pokłonów panu i władcy bo przyszedł utyrany z roboty. One w sumie tez pracują... Tworząc przytulny dom- pracują. I szacun za to! Jakos nigdy nie usłyszałam od znajomych mi tutejszycgh facetów, że oni tyrają a baba w domu lezy i jeszcze zrzędzi. Jeżeli zrzędzi tzn., ze jej za cięzko i potrzebuje luzu- popuszczenia smyczy.
W domu robi się party i tutejszy mężczyzna jest bardzo często zaangazowany w przygotowania owego party.
Doskwierało mi na początku wtrącanie sie eMa, chociazby, w menu dla gości. Wychodziłam z założenia, że jestem kobieta i wiem lepiej, na co mi on do tego? Bo np.: jego pomoc w kuchni przynosiła mi ulgę, ale wtrącanie się w kolor fieranek w salonie draznił, a facet zachodni czuje sie często współodpowiedzialny za funkcjonowanie i wystrój chaty....tak wyuczyły , tak mają.
Pamiętam scenkę przeżytą raz w Polsce.
- Umyłem ci naczynia.- Mówi mąż do zony.
-Nie umyłeś mi, tylko nam, w tym i sobie...łapiesz róznicę?- Odparowuje żona
-Łał! Cóż za feministyczne zacięcie.- Wtrącam sie w dialog.
-Co? Jakie feministyczne?- Kuli sie w sobie owa żona, a moja kolezanka.
-Spokojnie, to nie obelga. Dlaczego przyjmujesz to jako obelgę? Uswiadamiasz swojego mężczyznę, no nie? Według mnie super!
Kurcze. Ona określenie "feministka" przyjeła jako cos negatywnego. Bo ono w sumie urosło i nabrało negatywnych barw. Feministka to kobieta nie znosząca facetów i chetnie by im jaja obcieła za lata poniewierki i przykucia do kuchennego blatu. Pozbawiona orgazmów i "zmuszana " do rodzenia, albo pozbywania się niechcianych, kolejnych ciąz. Takie to przykre...kobiety chca zmian, ale kiedy sie ich domagają to kulą się w sobie, bo jedno określenie- "feministka"- zniecheca je do wszystkiego. Wiadomo, że feminizm nie powinien być walka z facetem za lata dołowania, ale czyms w rodzaju uswiadamiania. Uświadamiania ich o naszych potrzebach. Wiem, ze spora część z nas samych nie wie czego potrzebuje. Musiał znaleźć sie ktoś, kto pierwszy zaczął te potrzeby nam - kobietom- uświadamiać.
Zdaje sobie sprawę, że trudno czasam nie wejśc w rolę krzyczacej feministki. Raz, na pewnym forum myslałam, że wyjde z siebie. Facet mówił mądrze, ze przeciez róznice pomiędzy nami bedą...no zgoda- facet nie rodzi dzieci, a kobieta nie sika na stojąco...ale cholera mnie wzięła, kiedy on przyznał, że zajęcia w domu ( nazywał to zajęciami nie pracą) sa za nudne i nie "stworzone" dla faceta, dlatego też musi sie nimi zajmować kobieta. "Stworzenie" nas do konkretnych rodzajów zadań, mnie wzdrygneło...tez nie lubie nudy i powtarzalności prac domowych. Też wolałabym postawic piec i miec spokój na parę lat. Kobiety zachodnie udawadniają, że one również i stawianiu pieców poradzą, więc niech się facet nie wymiguje boskością podziału ról, tylko bierze ścierkę i jedzie.....
Mozna byc kobieta domową. Mozna prać, sprzątac, gotować, wychowywac dzieci, ale... powinno sie być za to, co się robi, szanowaną.
Odniosłem wrażenie, że odczuwasz pokusę podniesienia sztandaru femninizmu i rozpoczęcia walki. Tylko za bardzo nie wiesz o co. W naszej współczesnej cywilizacji obowiązki domowe podzielone są między żonę i męża w zależności od specyfiki ich sytuacji. Czy chcesz w te indywidualne uzgodnienia wkroczyć z taranem feminizmu?
OdpowiedzUsuńPrzeciz nie znam Twojej sytuacji domowej, i że co? Ze sztandaremmam do Ciebie wkroczyć, bo czuję obawę u Ciebie o Twa własna skórę:)))
Usuńjezeli kobiecie dobrze w Waszym zaciszu domowym to co mi do tego. Jednak ze znajomości owych dospodarstw domowych wiem, że ogólnie to podzial obowiazkow jest bardzo nierówny. i znam dziewczyny, które poprzez to, ze same na siebie nie pracuja maja kazda złotówe wyliczona i wypomnianą i znaczenia nie ma, ze mu gacie piorą.
Świetnie napisany post...
OdpowiedzUsuńŚwietne przemyślenia.
Nie widzę w Tobie żadnej pokusy podniesienia sztandaru feminizmu , jak pisze eeeee przedmówca ?? :-)))
Dobra, jak pisze Dibelius...
Mi sie wzdaje, że faceci na hało "feminizm" reagują wysypką:)) Źle sie im kojarzy. Zastanawiam się czy zona mówiaca mężowi, że od dzisiaj wejdzie grafik ma sprzątasnie, pranie i gotowanie nie jest muż feministką i to w ostrym wydaniu:))
UsuńA większośc facetów reaguje na pisania o tym, że oni cos tam nie tak postepuja na zasadzie stoła i nozyc:))
jak wiesz /a może nie/, jestem entuzjastą feminizmu... z czysto naturalnych, egoistycznych powodów... niewolnice są po prostu nudne... w łóżku /czasem na pralce lub na klatce schodowej/, w domu i zagrodzie... szacunek do kobiet mam od urodzenia, a jeśli czasem mówię "fajna suka", to jest to wyraz podziwu, nie pogardy...
OdpowiedzUsuńtak naprawdę, feminizm jest bardzo pojemnym pojęciem... ale jeśli baba mówi publicznie chłopu, że ma małego siurka, niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale żeby mu dowalić, to nie jest to żadna feministka, tylko sfrustrowana "feminazistka", która się nacięła na jakimś kolesiu i próbuje to odreagować na męskim rodzaju...
pozdrawiać :))...
Feminizm jest pojemnym pojęciem..jeżeli baba mówi chłopu, że ma małego to niekoniecznie musi byc feministką... może byc zwykla kobieta, której słowo feminizm obił się kilka razy o uszy, i gada bo jej facet dokuczył...
UsuńA tak naprawdę - sam wiesz- nie o rozmar w tym wszystkim biega. I kiedy facet tez to wie, wie, a nie, że słyszał, ze tak jest...to mu podobne teksty zwisają:))
walka o wladze. nawet miedzy kobieta i mezczyzna. nie bedziesz mi mowila, nie bedziesz mi mowil, kto tu jest.... nie wiem , moze ciagle w meskiej glowie sprzatanie jest zajeciem niemeskim :-)))) mozna by o tym dyskutowac godzinami. jednak zadna kobieta nie powinna sobie pozwolic na brak szacunku, badz dac sie zaszufladkowac i po pracy kluski robic i sprzatac ( nie mowie o kobietach bedacych w domu, to chyba jest oczywiste, ze kochajacy sie ludzie uzupelniaja sie wtedy bezproblematycznie)ja jestem z moim lubym 30lat i do dzisiaj nie robi on w domu porzadkow, ale za to swietnie gotuje, a na sprzataczke dal mi pieniadze, bo stwirdzil, ze on wszystko, ale szmaty do reki nie wezmie ;-))))) no to mu wybaczam i milosc w rodzinie wielka - pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńMoj kiedy uslyszal, ze bedzie mi pomagal w zmywaniu naczyn to kupil zmywarke. Wilk syty i owca cala:)) Niestety, moj maz, nie ugotuje, a jezeli juz to tylko makaron...za to w sprzataniu bije mnie na glowe...w takim praktycznym rozplanowaniu przestrzeni, poradzi bibelotom:)) Drugie niestety- sprzata rzadko.:)) No i tez mu to wybaczam:))
Usuńi o to chodzi, nalezy sobie pomagac dostosowujac to do osobowosci dwoch bedacych ze soba ludzi, nawet gdy odchodzi to od norm ogolnie stosowanych ;-)pozdrawiam
UsuńZgoda;)) Najweazniejsze zeby sie oboje dogadali:)))
UsuńI właśnie o ten szacunek cały ambaras z feminizmem:)
OdpowiedzUsuńNo bo własnie...przyznali by w końcu chłopaki racje, ale tak wewnetrznie w sobie i zewnetrznie- nam, że nie ten jest "panem" kto kasę na chate przynosi...i związek to w sumie partnerstwo a nie walka o wladzę i ... dali nam ten szacunek za robotę w domu:))
UsuńJa to nie wiem, jak tak można być jedyną służącą u siebie w domu, kiedy np. też pracuje się zawodowo. Ale , jak Ania powiedziala, wiele rzeczy wynosi się z domu. Mój ojciec, zupelnie inne pokolenie, wszystko robł w domu , bo chcial mamie zrobic przyjemnosc, ona tez pracowala, ale on lubił gotowac, piec mięso, załatwiac cos do domu. Pamietacie, kiedys sie zalatwialo, nie kupowało. Moi obydwaj mężowie nawet piekli ciasta i drugi nadal piecze, nie mówiąc o innych czynnościach domowych. Oni mieli swoje " pasje trochę awanturnicze" i tez chcieli mi to czyms wynagrodzić. Ponadto rzeczywiscie uwielbiali gotowac, sprzatać, ukladac i nie nalezeli do tzw.pantoflarzy, zawsze zrobili, to, co chcieli, a nie ,że ja cos nakazałam.
OdpowiedzUsuńTu na zachodzie rzeczywiście mężczyźni inaczej podchodzą do obowiązków w domu i podziału finansow. Ja nieraz sama mówię, tak mi głupio, że nie mam swoich pieniedzy, ze nie zarabiam tutaj, a mąż, o co ci chodzi? to są twoje pieniądze, wskazując na konto wypracowane przez niego.
Wszystko jest kwestią kiepskiej sytuacji ekonomicznej, jak brakuje, to się wtedy wymawia. Normalnie, mężczyzna jest bardzo zadowolony , gdy stać go na utrzymanie rodziny.
Nie ma co kobiet uszczęśliwiac na siłę, bo one same wiedzą, co dla nich dobre. Ja mam przyklady swoich kolezanek w srednim wieku, ktore absolutnie nie mogą powiedziec, ze jakies matki-Polki, czasami bardziej to ci ojcowie tacy święci tatusiowie, szczególnie , gdy w domu były córki, dzwonią bez przerwy do swoich córeczek, już mężatek i zamienili sie rolami z kobietami, jak sie czyta w komentarzach psychologow.Bo juz ich mniej interesują funkcje seksualne, to z córkami się pocieszają rozmową i narzekają na swoje żony.
I wiadomo, ze nie mozna uogolniac, kazdy sam sobie buduje swoje relacje. U moich kuzynek wszedzie jest inaczej, ksztaltuje to wyksztalcenie, pozycja spoleczna, czytaj finansowa, miejsce zamieszkania, nawyki z domu rodzinnego i własne ambicje tworzenia modelowej rodziny takiej czy innej.
Wiem jedno, nie na swoim przykładzie niestety, gdzie w domu tzw. Matka- Polka to rodzina zdrowsza psychicznie i to w ostateczności jest najważniejsze. Dla kogo? Dla społeczeństwa.
Bo to bywa tak, ze a znam takowy przypadek z sasiedzkiego podworka: facet zonce posprzatal, ugotowal, okna pomyl, fierany pozuawieszal, zeby jej sie chcialo wieczorem barabra i zeby< sie bolem glowy i zmeczeniem nie wymigiwala, ale kiedy sie jej zdarzylo wymigac to udupial ja forsa...i wez tu badz madrfym jezeli o to rownouprawnienie biega, nawet nie ma prawa cie glowa bolec i nie masz prawa miec zlego dnia i po prostu nie chciec.
UsuńKto ma forse ten rzadzi i dyktuje warunki, a ze to wlasnie faceci maja najlatwiejszy do niej dostep. Nie rodza dzieci, nie ida na macierzynski, nie siedza z dzieciakami w domu na urlopach wychowawczych, wykonuja czesciej trudniejsze zadania i zawody niz kobiety, wiec oni ta forse posiadaja i ....sluchaj pana:)))
I zebys ta MAtka Polka byc mogla, to musisz miec poczucie bezpieczenstwa w tym finansowego. I mozesz wtedy rodzuic te dzieci, ciagnac je za uszy, byc podpora dla faceta...o ile sily miec bedziesz:)))
Moja droga, już kobieta może sikać na stojąco, przecież są stosowne lejki :) czy jak to inaczej nazwać. Podoba mi się definicja z książki "Jak być kobietą" - choć całość była średnia, tak ten tekst jest wart powtarzania. Jeśli masz pochwę i chcesz o niej decydować, tak jak o swoim życiu - jesteś feministką. Proste i wszystko jasne.
OdpowiedzUsuńAle niby po co ma sikac na stojąco? Tak jakby to sikanie mialo na szrównac z facetami, albo...udowodnić, że jesteśmy lepsze, bo oni jednak dzieci raczej nie urodzą.
UsuńMoja macica i mogę o niej decydować. no więc decyduje. nie sypiam z kazdym, i mam zasadę, że skoro doroslam do uprawiania seksu, a wiadomo że wiąże się to nie tylko z przyjemnościa, ale i mozliwościa posiadania potomstwa, to jestem dorosla do przyjęcia życia poczętego. Do wychowywania dzieci, których przyjście na swiat sama w jakis sposób inicjuje. I to wszystko...z tym wiąże się, wedłu mnie, dorosłość i dojrzałość.
Dlaczego wielu ludziom, tak mężczyznom jak i kobietom feminizm kojarzy się z czymś złym? Z walka? Feminizm to nie musi być sztandar niesiony na pole walki. To może być po prostu szacunek oddany kobietom. Kobiety często boją się być uznane za feministki bo to jakoś tak łączy się z babkami nie lubiącymi facetów lub lesbijkami. Mężczyźni na hasło feminizm od razu repetują broń, spodziewając się ataku. Dla mnie feministka to kobieta świadoma swoich praw. Czyli świadoma tego, że naczynia są zmywane nie dla niej a dla nich. Czyli, że obiad może ugotować mężczyzna. Czyli, ze ma prawo realizować swoje pasje. Czyli, że obydwoje pracują zawodowo i ona też może odpocząć z gazetą przed telewizorem...no i że ma takie samo prawo do pójścia na piwo jak facet.:-))))
OdpowiedzUsuńBo zobacz. Facet wraca do domu, bierze gazetę i czyta. Kobieta po pracy wraca do domu i wrzuca pranie do praliki, nastawia obiad, ogarnia chatę- taki seteotypowy model, wcale nierzadki jeszcze. Teraz temu czytającemu gazete żona ja odbiera i zagania do obierania ziemniaków, wywieszenia prania, wyskoczenia po sól do sklepu-dlaczego mu to robi? Bo on pracowal przecież i ma prawo odpocząć? Bo gdyby sam chciał sobie sprzatac i gotowac to by sie nie hajtał przecież (p) :))
UsuńKtos mu nagle zabiera ta gazete sprzed nosa, kapcie wklada pod szafkę ....toz człowiek walczy wtedy o to co dla niego dobre było. A kto temu winny? feminizm, bo nagadal kobietom głupot, rozjasnił im w głowach....po co? No i9 sie zaczyna kobiety feministki szkalowac wtedy, wysmiewać a inne udaja ,że wsio gra bo nie chcą być wysmiane:))
Ale jak ona będzie chodzila sobie z koleżaqnkami tak często jak on z kolegami to w domu nikogo juz nie będzie, a kto wtedy przy dzieciach?
Dla mnie jest oczywistym, że różnice między kobietami i mężczyznami dotyczą również umysłowości i psychiki. Kobiety są bardziej spostrzegawcze, jeśli chodzi o szczegóły najbliższego otoczenia - to przystosowanie ewolucyjne - i bardziej zwracają uwage na estetykę - to może wpływ kulturowy, nie spieram się - więc możliwe, ze sprzątały, sprzątają i będą sprzątać, bo działalność mężczyzn w tym zakresie ich nie zadowala. I stąd blisko do konkluzji, że mężczyźni nie są do tych prac stworzeni, a kobiety owszem; czyli wpływ kulturowy dodatkowo pogłębia to, co jest wpisane w biologię i ewolucję. Z drugiej strony trudno się upierać, ze jesteśmy ewolucyjnie przystosowani do siedzenia 8 godzin przy biurku albo przy taśmie, a mogą to być zajęcia równie "nudne" jak prace domowe. Szacunek, owszem, należy się każdemu, kto swą pracą - w domu czy poza domem - na niego zasługuje.
OdpowiedzUsuńWitaj :))
UsuńKulture mozna zmieniac...niegdy nie upieralam sie, ze jestesmy tacy sami, to byloby glupota. Z tym sprzataniem to wiesz, roznie bywa i spostrzegawczoscia. Moj maz sprzata lepiej, ale tego nie robi, bo wlasnie....mu nie przeszkadza, albo inaczej , nie lubi i koniec.
Stawiam na to, ze kiedy kobieta bedzie czula sie poszanowana za to co robi i zabezpieczona finansowo na przyszlosc, to nie bedzie problemu z wykonywaniem tych nudnych codziennych, powtarzalnych czynnosci. Niestety na ten czas liczy sie to co wykonujemy poza domem. Szkoda ze nie zauwaza sie tego, iz dzieci wychowuje sie, w sumie, dla spoleczenstwa i zadne instytucje tego nie zalatwia.
Ja to zawsze bylam inna, bo to ja po pracy czytalam i bylam zmeczona,nawet gdy nie bylam. wieczorem szlam na fitness, kolacji nie jadalam. Garnki w zlewie mi nie przeszkadzaly, a prania nie umialam nastawic i do tej pory udaję, ze cos nie wiem, bo te pralki takie skomplikowane, a kuchenki mikrofalowe jeszcze bardziej. O ciescie mowie, ze sie odchudzam i nie bede nic piekla, przy prasowaniu mi za gorąco, a odkurzacz nie ciągnie, chociazby byl nowy.Natomiast na ekscesy łózkowe zawsze mialam ochote, dlatego normalny, porzadny facet by mnie nie chcial,nie z powodu tego seksu:)) trafialam na takich innych facetow, ktorzy, tak teraz mysle z perspektywy,robili wszystko za mnie, tez, zeby usprawiedliwic swoje jakies nieprawidlowosci. Ale tak sie dobieralismy i bylismy nawet czasami bardzo szczesliwi. A feministka? ja to chcialam byc "taka mala",ale za bardzo bylam ambitna w pracy i moje udawanie slodkiej idiotki wychodzilo tylko w domu.
OdpowiedzUsuńAle udawawanie z czasem bokiem wychodzi...ja to mialam zawsze problem z udawaniem slodkiej idiotki, nigdy mi nie wychodzilo, ale czasami tak samo z siebie cos sie dzialo co mnie w takim swietle stawialo i wtedy zla bylam na niewiadomo kogo, ze przeciez ja taka byc nie chce!
UsuńO chociazby stanie za parkujacymi samochodami, albo gubienie okularow na basenach, albo robienie "rabanu", ze mi sie pilot do samochodu zacial a nie zauwazylam , ze samochod mozna z klucza otworzyc, albo...nie, nie to moze opisze na blogu i nie dlatego aby pokazac zem slodka blondy...w sumie nie znosze kiedy moj eM na boku z czuegos rechocze co jest wynikiem braku czasami mojej koncentracji a nie przypadloscia slodkiej idiotki.
Nie lubie piec i mi nie wychodz. mam dwa ciasta dyzurne. miesiwa robie niezle i ogolnie gotuje dobrze ( bleeeee, ale ze mnie chwalipieta). A faceta mam takiego co mu to nie wadzi z tymi ciastami:)) A kiedy mnie najdzie niechec na niesprzatanie i zaczynam, ze posprzatac trzeba to on mi mowi, ze wszystko jest ok, czysto i w ogole mi odbija z tym porzadkiem...czyli w sumie pelna akceptacja:))