wtorek, 7 lutego 2012
O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna...
Marzy o odrobinie szczęscia w miłości, sądzę, że mężczyna, kiedy już zdobędzie "doświadczenie", też o tym marzy. Problem w tym, że te chwile na miłośc nie zbiegaja się u potencjalnych partnerów. Ona juz, już...slubny kobierzec, on niekoniecznie już i ..niekoniecznie z tą. Tyle fajnych lasek po swiecie krąży, dlaczego akurat teraz.... Nie ta chwila, nieakuratna chwila, czyli brak miłości i po ptokach.
Kiedyś, nie tak dawno kiedyś, albo mi się tylko wydaje, że to nie tak dawno było...kiedy kończyłam studia, a byłam wtedy bez konkretnego faceta przy boku, rozpacz babcię ogarnęla, żem "stara dupecnja" zegar bilogiczny tyka, a ona, babcia znaczy się, juz by prawnuków chiała, i w ogóle somsiadki nagabują co ze mną? Cóż, pokolenie babci inaczej na te sprawy patrzyło. Jezeli się uczysz, bo przydatne w zyciu może sie to okazać, nie zapomnij kochana- na studiach- o konkretny pierścień zaręczynowy się wystarać. I tak sobie myslę, ile moich koleżanek sie wystarało, bo właśnie ów zegar biologiczny tykał, bo somsiadki, babcie i rodzice? Nie, nie chce uogólniac, były tez związki z miłości. No były...ciekawe ile?
Pamietam raz jak, niejaki Jacek i Placek, chłopacy z mojego roku pouczali się wzajemnie z jakimi dziewczynami lepiej nie iśc do łóżka, bo sprawa może się skomplikować. Wychodziło na to, że do drugiego roku, nie ważne jakiego kierunku (bo i z kierunkami były czasami problemy), dupencje są bezpieczne. Nie chodzi im o złapanie męża. W głowach mają jeszcze ostatnie podrygi zabawy...potem robi się juz ślisko. Lepiej spadać. Uch.........
Uwarunkowania kulturowe, nacisk społeczeństwa, to nie przelewki. Dziewczyna była, jest wsadzona w dziwny, zaklęty krąg obrączki, w zaklety krąg dzieci i to najlepiej w określonym czasie, gdyz potem, w związku z nową generacją, przybywaniem nowych ciał, sprawa nie wygląda na łatwą..... czyżbyśmy zapominali w tym wszystkim o miłości?
Z drugiej zaś strony przeciętnej kobiecie chodzi własnie o rodzine, dzieci, obrączkę, ale.... niestety, ostatnimi czasy nie tylko o to.
Nie wiem co temu jest winne i czy jest coś temu winne. Uswiadamiaja nas za bardzo? Dojrzewamy? Widzimy inne przykłady, przykłady wyzwolonych, robiacych karierę kobiet? Sama nie wiem. Bo z jednej strony wszystkiego mieć nie można ,a z drugiej czemu niby nie mozna? Może da sie to pogodzic?
Róznie z tym godzeniem bywa. Jedne realizuja wszelakie pragnienia, drugiem się to nie udaje. Jestesmy genetycznie "uwalone" rodzeniem dzieci, chcemy sie jako zony i matki realizować...facet takiego "uwalenia" nie ma. Kobieta w ciąży, kobieta nie pracująca jest zdana na łaske i niełaske swojego męża. Jeżeli jest to kolo w porzo , to i spoko zycie sie układa...jezeli kolo nie jest w porzo i wygaduje, że musi na nią tyrać to i zycie do bani (forsa to niesamowita władza, nawet w rodzinie). Nie dziwne więc, że kobieta chce miec swoja forsę. I ma rację, bo jakby cos poszło w zwiazku nie tak, zostaje na finansowym lodzie, i jedno co jej pozostaje to "ołupić" byłego ile wlezie. Poza tym praca w domu dla większości ludzi sie nie liczy. Nie zastanawiają sie ile wysiłku trzeba włożyć w tworzenie dobrej atmosfery w rodzinie, ile wysiłku wkłada sie w utrzymanie domu i wychowanie dzieci.... wielu uważa takie coś za zajęcie mało ambitne, a poza tym to nie zajęcie.
Leniwa baba, bo siedzi w domu. Można poswięcać się rodzinie, czemu nie, ale w zamian oczekuje się szacunku, skoro go brak, trzeba iść z duchem czasu. Pokazać "faketom", że my nie gęsi i swój język mamy i zaczyna sie kolejne kółko graniaste. Zabawa w dorosłość. Kobiety udawadniają, że potrafią sprostac mężczyznom, że na wielu stanowiskach dorównują im, a nawet ich prześcigają. Bywaja lepiej wykształcone....na serio ostatnio to istna "plaga". Kobiety uczą sie szybciej, są inteligentniejsze, piorunem zdobywają wykształcenie ...faceci zostają w ogonie. Co im pozostaje? Zalać robaka.
Mój raz mi zakomunikował,że on nie miałby nic przeciko gdybym to ja podołała finansowemu utrzymaniu rodziny. Chętnie zostałby w domu.....Taaaaaa...nie wie co mówi. Zman go, nie wyrobiłby. Postawię mu konia z rzędem, jeżeli wytrzyma rok:)))
Mężczyźni nawiewaja przed laskami, które są mądrzejsze, bardziej wykształcone, zaradne . Znajdzie się zaraz kupa takich co będzie twierdziła, że oni wcale tacy nie są, że szanują, rozumieją, że im to nie przeszkadza....hm....tere fere, a głupiemu radośc. Bardzo to im przeszkadza.
Z drugiej zaś strony kobiety robią krzywdę same sobie. Pragną ślubnego kobierca, mężczyzny dorównującego im, takiego co by kochał, ale takich dorównujących jest coraz mniej.... Co to za związek z siłaczką? Kobieta "kulturystką", która podoła wszystkiemu? A niestety, często gęsto tak bywa...radzą se same kobitki, radzą....
Nawet podejście kobiet do seksu, zaczyna robic się męskim podejściem do tych spraw. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ja zawsze unikałem za głupich bab... chwila wspólnej zabawy, owszem, ale na dłuższą metę robi się to nudne... na dłuższą metę zawsze wymagałem pewnego poziomu umysłowego, zaradności /formalne wykształcenie akurat nie miało dla mnie nigdy znaczenia/... myk polega na tym, że nonsensem jest mówić o kobiecie "mądrzejszej"... istotne jest "w czym?" mądrzejszej... ja jestem mądrzejszy w tym, ona w tamtym... i nie ma problemu... problem zaczyna się w momencie, gdy kobieta z powodu swojej mądrzejszości w jakiejś dziedzinie zaczyna się uważać za mądrzejszą "w ogóle" i na różne /czasem dość subtelne/ sposoby to okazuje... od takich rzeczywiście lepiej trzymac się z dala...
OdpowiedzUsuńpozdrawiać...
To bardzo skomplikowane. Ja nie zanm siechociazby na srubach, pradzie, gazie, kladzeniu kafelek, spawaniu, skrecaniu szaf, ale zdarza mi sie czasami powiedziec mezowi zeby odkrecil jakas srube bo chyba blokuje i ona sie wkurza, bo to on jest od tego, wiec odchodze, a za chwile patrze a on ta srube odkreca....albo na kompie sie nie znam i czasami kiedy on ma problem z czyms mowie, to wcisnij to...oczywiscie sie wkurza znowu, potem wciska i...wychodzi na to, ze chyba w 80% trzeba wlasnej kobiety sluchac, bo ma jakiegos pieprzonego nosa , czy jak? A tak ogolnie to nie ma ludzi madrych we wszystkim. :))
Usuńa jeszcze o tym seksie, co napisałaś na końcu... pojęcia nie mam, co znaczy owe "męskie podejście" do sprawy, ale ja to widzę tak, że kobiety /w sensie statystycznym/ odkryły frajdę z seksu, przestały "odbywać stosunki", bo "tak robiła mama, babcia, więc tak się robi", tylko zaczynają się bzykać jak należy... więc po co tracić na czas na przerost "rytuałów wstępnych"?...
Usuńnatomiast zabawne jest, że wielu kolesi jest tym faktem zblokowanych... bo przyzwyczajeni do owych rytuałów, próbują je celebrować, do zaplanowanej w scenariuszu chwili, aż kobieta zdejmie majtki i oni sobie zwalą z krzyża... a co kobieta wtedy czuje?... a kogóż to obchodzi... tylko potem mają jakiś "niedosyt"... no cóż, tak są uwarunkowani... i wyobraź sobie takiego gościa, on dobiega, stara się myśląc, że swoje trzeba "odstarać"... a ona mu nagle loda w windzie... i pełne portki strachu, bo nastąpiło wyłamanie z ramek...
:)))))...
W tym meskim podejsciu do seksu chodzi mi o to, ze traktuja to , co niektore kobiety jak sport...nie mozna przy okazji miec uczucia, wiec niech juz bedzie- szybko, na jedna noc i albo bylo fajnie i moze spotkamy sie jeszcze, albo nastepny prosze.....
UsuńWlasnie bez tej gry wstepnej, bez przyjrzenia sie, czy kolo robi na mnie jakies wrazenie,czy lepiej niech sie nie odzywa. na drugi dzien ma sie ewentualnie lekkiego kaca moralniaka, ale.... w ledzwiach ulga. Bo w sumie wiekszosc lasek chce miec kogos pewniejszego, niz facet na jedna noc.
Nie mam nic przeciwko sekoswi w windzie, z partnerem jednak mi znanym...z moim.
Wlasnie i ow fakt blokowania sie facetow kiedy stykaja sie z kobieta, ktora jest nietypowa...to mnie smieszy i powinno byc w sumie dla mezczyzn, to ich zaklamanie, zenujace. Tak mi sie nasunelon podczas pisania tego postu, ze faceci nie nadazaja za tym co sie dzieje z mkobietami, za tym ich wyzwoleniem. Mi sie wydaje, ze i musza mezczyzni, w zwiazku z tym, sie zmienic.....
Poza tym szybki bezpruderyjny numerek w windzie z kims slabo zanym, wybacz, ale ja nie wierze w kobiecy orgazm wtedy...Kiedys napisalam posta na onecie o seksie malolatow, wakle oni tacy niedoswiadczeni, natomiast dziewczyny- rozpacz- srodowisko "wymusza" ( wypada mkiec pewne juz doswiadczenia za soba kiedy ma sie te 16 latek)aby miec juz to za soba....kosza´mar robia to w kiblach na disco, i wcale one takie nie uszczesliwione...jednak co udany zwiazek to udany. Mowia, ze satysfakcjonujacy czlowieka seks to jednak w stalym zwiazku, a nie przy ciagle zmieniajacyxch sie partnerach.
"i jednak nie sa uszczesliwone" sie myslnie zwichnelam...wcale te maloletnie laski nie takie szczesliwe z seksu w kioblu na disco.
Usuńja się zgadzam, że najlepszy jest seks stałym związku /i powodów jest tego kilka/... ale żeby ten związek był stały, potrzeba sensownego seksu... kółko się zamyka...
Usuń/oczywiście pisząc związek, mam na myśli związek, a nie parę ludzi żyjących ze sobą "z rozpędu" podpisawszy wcześniej umowę cywilno-prawną/...
.....
ja w te orgazmy wierzę, a raczej wiem, że bywają :P :))...
.....
rzeczywiście małolatki często zabierają się za seks niejako pod "naciskiem społecznym" i często je to potem do seksu zraża... trzeba przyznać, że rozrzut wiekowy dziewczyn gotowych do seksu jest strasznie duży... bywają napalone siusiary, a bywają kobiety o długo nierozbudzonym libido, które nagle potrafią "odkryć" seks w wieku np. 25 lat... szczerze mówiąc, pojęcia nie mam, dlaczego tak jest...
Czyli w Twoim przypadku zaczyna sie od seksu. Bywa, sa tacy faceci...zaangazuje sie ale pod wplywem udanego seksu. Inaczej nie ma szans.
UsuńHm...u kobiet dziala to chyba inaczej, nie wiem czy u wszystkich kobiet, ale najpierw musi byc to cos...musi zainteresowac facet intelektualnie (?) , no czyms musi zainteresowac.
Kobieta odkrywa seks, a nie ze sie tylko przewala z w lozku z gosciewm, wtedy kiedy uczuciowo jej przy danym faceci gra...u nas jednak stawiam na uczucia....choc nie powiem znalam ze dwie, ktore niekoniecznie wstrzemiezlwe byly, a potem uprzedzaly mnie, zebym tylko pary nie puscila z geby z iloma ona to juz nie byla, bo akuratny sie jej wlasnie trafil.
maloletni facei rqczej wszyscy saz sesku jakiegokolwiek zadowoleni , w tych komentarzach na onecie nie bylo zadnego niezadowolonego chlopaka, natomiast dziewczyny rozpacz...
za bardzo uprościłaś z tym "zaczyna się od seksu"... to jest bardziej skomplikowane... ja nie traktuję seksu jako jakąś oddzielną kategorię, ale jako pewną integralną część całości... poza tym to się dzieje spontanicznie... czy podczas seksu myśli się o tym, że ma być z tego związek?... bzdura!... może być, może nie być... zaiskrzy, nie zaiskrzy... inne elementy jeszcze grają rolę, niż tylko seks... takich spraw się nie planuje /co najwyżej kontroluje, by się nie wpuścić w kanał, ale nie zawsze ten kanał się widzi/... poza tym do zaistnienia związku trzeba czegoś jeszcze, niż kompatybilności w seksie /inna sprawa, że są związki tzw. "seks plus kumplowanie", swego rodzaju kompromis/...
Usuńwyobraź to sobie tak... na wejściu do "czarnej skrzynki" dwoje ludzi... na wyjściu stan udanego związku /z udanym seksem jako warunkiem koniecznym/... a pomiędzy tymi stanami "czarna skrzynka"...
zresztą, co to znaczy tak naprawdę "udany seks"?...
wyobraź sobie parę ludzi o niskim libido, dla których seks jest mało istotny... np. takie ultrakatole, co to raz na pół roku, jako zło konieczne w celu poczęcia... żadne z nich nie ma na tym tle problemu, są seksualnie kompatybilni czyli mają udany seks... tak?...
A ja znowu, wiem że takie układy istnieją, nie rozumiem bycia ze soba na zasadzie seks i kumplowanie.... potrzebuje jednak innego fudamentu...
UsuńJak Ty tych katolików lubisz:)) Nie wiesz przeciez jaki oni seks uprawiają. Bys sie może zdziwił P :)))
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuńjeszcze raz, bo kulawo sformułowałem :)))...
Usuń"seks plus kumplowanie"?... to proste... jesteśmy kumplami /czyli lojalnymi wobec siebie ludźmi/ i jesteśmy kompatybilni w temacie 'seks'... takie stadium pośrednie pomiędzy związkiem, a jakimś tam bzykaniem się dla sportu... różnica polega po prostu na tym, że większe są obszary życia, w które się sobie nawzajem nie wpieprzamy... nie są to zbyt trwałe związki /tak mi się wydaje/, ale czy o 'trwałość dla trwałości' chodzi?... sam byłem /przed 'epoką CR'/ w takim układzie i było zajebiście... się zakończyło tak, że moja Kumplacha /która dziwnym trafem była "bi"/ zabujała się w innej Pani /wzięła nawet z nią ślub w Holandii/... no i gitara...
co Ty chcesz od katoli?... napisałem 'ultrakatole', to istotna różnica... akurat CR jest katolką, ale tak to swoje katolstwo realizuje, że no problem /pamiętasz fotkę z dwoma krzyżami u mnie na blogu?/... ja wiem, ze dla wielu ludzi jest to niepojęte, ale nas to wali :p :))...
Nie ma czegos takiego jak "ultrakatole", "minikatole", "maxitatole"...sa katole i nie katole, czyli wsrod niekatoli sa tacy, ktorzy mowia, ze nimi sa, jakies tam nauki im odpowiadaja ,ale nie realizuja tego, bo nie....bo jednak to ich nie przekonuje, albo w zyciu jakos tak nie wychodzi. kiedys tak fajnie pewien Raz79 napisal, szlo o to, ze katolik, ktory nie wypelnia nauk KK to jak wege wpieprzajacy hamburgery po kryjomu:)))
Usuńniedawno słyszałem coś podobnego... ktoś mi tłumaczył, że muzułmanin odrzucający wybiórczo zakaz jedzenia prosiaków nie jest muzułmaninem... a może to jest tak, że taki katol, czy muslim załapał meritum swojej religii i zlewa centralnie takie bzdety, jak nie jedzenie prosiaka lub jakieś katolskie peryferyjne regułki /np. dotyczące seksu/?...
Usuńkojarzysz serial /kreskówkę/ Ed, Edd, Eddie?... jeden z bohaterów, Edd /w polskim tłumaczeniu "Chudy Ed"/ ma jazdę na oklejania etykietkami wszystkiego, co ma w domu... na stole jest etykietka "stół", na szafie "szafa"... i sraczki dostaje, jak któraś etykietka odklei się i zgubi...
zaprawdę, uważam że większe mam pojęcie o tych wszystkich religiach /choć ich nie wyznaję/, niż ta cała szara masa "wyznawców pierdoł, bzdetów i etykietek"...
Jezeli ktos etykietuje li tylko, czyli czyni praktyke bez pojecia o co biega to jest takim chudym Edem ... praktyka jest wazna i jest niewatpliwie tylko wstepem , moze doprowadzic do prawdziwej rfeligijnosci, odkrycia religijnosci w sobie, ale nie musi... wszystko zalezy od czlowieka. :))
Usuńno, i zeszło na religię i okolice... a było o seksie :)))... zresztą jedno z drugim nie koliduje /chyba że w "religiach księgi"/...
Usuńja podsumuję to tak... jeśli baba nie jest na mnie napalona, to dyskusja się szybko kończy... bo o czym ta dyskusja?... tak zawsze działałem w okresach "między związkowych" i zajebiste związki z tego wynikały... jeśli się rozwalały, to nie z powodu seksu...
a kobieta będąca ze mną w związku nie ma powodu dostawać sraczki, gdy obejrzę się za inna dupą /a robię to bez krępacji/... jestem jak leniwy kocur, jak mu przy jednej dziurze dobrze, to inne zlewam...
wiem, że jest to nietypowe...
typowego kolesia zadowala jakikolwiek seks, byle tylko był... ja tam nigdy nie narzekałem na jego /seksu/ brak... i może dlatego jestem wybredny... co najciekawsze, ja wcale nie jestem i nie byłem /moim zdaniem/ zbyt atrakcyjny... no, może podczas wczesnej młodości, gdy laski sikały po nogach na widok "anioła o diabelskim spojrzeniu z fryzurą a la Robert Plant"... ale to szybko minęło...
mnie kiedyś CR powiedziała:
- jesteś idiota i paskudny dziad, ale masz "to coś"...
pojęcia nie mam na czym to "coś" polega, samo się jakoś zrobiło... może to genetyczne?... ojciec był babiarz, dziadek ponoć też...
Tak mi sie wydaje, ze w pewnym wieku facet moze sobie popatrzec, ale chce raczej tej stalej kobiety...
UsuńCzyli co Piotr? Rwales dziewczyny jak winogrona? :))) Tylko troche uwazaj, jako taka rada ciotki dewotki, bo ja takowego wuja raz mialam, tzn. wuja babiarza... on sie zle zestarzal.Laski go przyjmowaly i chcialy, ale on sie okropnie monotematyczny zrobil...nie mowie, ze u Ciebie musi byc podobnie, ale miej to pod kontrola. O owe "cos" powinienes podrazyc CR...ona wie najlepiej co to za "cos" i dobrze by bylo gdybys to wiedzial:))) Tak, dla samego siebie...ot ciut ego pokarmic:)))
jakie winogrona?... to nie tak... jak pamiętam, kiedy chadzało się za małolata z kumplami na tzw. "podryw", to przeważnie nigdy z tego podrywu nic nie wychodziło... u mnie to było zawsze tak, że "jest sytuacja i się dzieje"... skąd ta sytuacja, pojęcia nie mam... się porobiło i już...
Usuńz tym "coś" to jest tak, że gdy drążysz myślą to "coś", to umyka, kurczy się i znika... ZEN... więc nie zawracam tym "cosiem" sobie tyłka... może jedynie czasem, tak dla żartu, w ramach niezobowiązującej do niczego intelektualnej zabawy...
zaś Twój wujek wpuścił się w kanał...
bywa tak czasem...
natomiast z tą "stałością"... hm... z jednej strony chodzi o to, by szczęście było stale i człowiek nie musiał szukać /przysłowiowego/ "chuja do dupy"... ale z drugiej strony nie róbmy ze "stałości" boga... i znowu ZEN :)))...
No dobra. A co z miloscia w tych zwiazkach? Czy to chodzi przede wszystkim o to, zeby kogos miec, zeby sie nie meczyc seksualnie? Z drugiej strony chyba uczucie milosci jest Ci znane, co? A jezeli milosc- to i stalosc, wiernosc, przebaczanie i te inne wazne motywy, z powodu ktorych jest sie z tym danym czlowiekiem:)))
Usuńmiłość to ma być stałość?... hogwash!... owszem, im mocniejsza miłość, tym większa szansa na stałość, ale zmuszanie się do miłości, by było "stale"?... to jakieś nieporozumienie... ze swoją Byłą nadal się 'kochamy'... jako kumple... i Jej wróg jest moim /i vice versa/...
Usuńkwestię wierności wyjaśniłem Ci wcześniej... dodam tylko, że wierność nie polega jedynie na nie bzykaniu się z kimś innym... to chodzi też o lojalność...
zaś wybaczanie?... to już są kwestie, które dwoje ludzi reguluje między sobą...
Zastanawiam się nad tym komentarzem troche, bo tak... Byłą kochasz nadal, co prawda jak kumpelke, ale kochasz...czyli uczucie nie zniknęło, tylko przeszło metamorfozę. Na pewno pozbawione jest części łóżkowej. Kochasz CR i tam jest ta częśc której brak w kumpelstwie z Byłą....czyli miłośc to fajny stan, mający wiele odcieni. Tylko jest, powinna byc w tej miłości osoba, persona wiodąca, taka na piedestale...stojąca ciut wyżej niż pozostali, niz mama, tata, koleżanka z pracy, która świetnie rozumiem i lubię się jej zwierzać.... O wierności mądre to, co napisałeś:)))
UsuńChyba jest coś w tym, że facet źle się czuje, gdy kobieta ma lepszą pracę czy lepsze wykształcenie lub gdy więcej zarabia niż on... I nie wiem, czy taki gość może coś na to poradzić. Ma z tym problem i już.
OdpowiedzUsuńOczywiście nie twierdzę, że każdy, żeby nie było :)
No ma z tym problem i juz, ale...jeżeli juz tak Cię zycie urządziło, że jesteś tą madrą kobietą, to trzeba z tym zyć i nawet na sekundę nie próbowac udawać "słodkiej idiotki", aby się mężczyźnie przypodobać...byc soba i znajdzie się może taki, co to doceni, ta mądrość:))))
UsuńKażda kobieta jest mądra :) Ale w sytuacjach, gdy ma ona lepszą pracę czy lepsze wykształcenie lub gdy więcej zarabia niż jej mąż, powinna przejawić tę swoją mądrość w rozegraniu tej sytuacji, powinna niejako pomóc mężowi przełknąć taki fakt, a przede wszystkim nie wykorzystywać tegoż faktu do poniżania go. Jeśli się kochają, to nie ma problemu. Niemniej facet musi to po prostu przeskoczyć.
UsuńNie każda jest mądra, albo inaczej, w jakims zakresie każda z nas jest idiotką:)) Ja jak nie lubie takich podchodów. Ty wiesz, że powinno byc tak, a nie inaczej... powinien pogodzic się z faktem, że zarabia kobieta więcej, ale ...trzeba mu pomóc to przejść. Kurde, jakie to okropnie uciązliwe. Jak ci faceci są ustawieni w zyciu,że im wszystko trzeba ułatwiać. A jeszcze inna uciązliwośc to taka, kiedy ona zarabia więcej, czasami musi w robocie dłużej zostać, a on nie przejmuje obowiazków domowych, bo ona od tego.....
UsuńTeż to znam z autopsji, że moje wykształcenie, wiedza i inteligencja odstraszają mężczyzn. Chętnie zapraszają mnie do współpracy przy różnych inicjatywach, ale nie ma ochotnika, który chciałby być przy mnie na dobre i na złe. A wcale nie jestem szpetna i nie wydaje mi się też, żebym była wyniosła. Z mojej klasy z podstawówki wszystkie dziewczyny, które skończyły studia, są pannami (dopiero jedna ma od niedawna narzeczonego), a te, które nie inwestowały w wykształcenie, mają rodziny (niektóre już drugich mężów). Nie zgrywam bohaterki, płacę wysoką cenę za "radzenie sobie w życiu" - samotność, depresja.
UsuńA połowa chłopców z klasy została kawalerami-alkoholikami.
Aha - rocznikowo mamy 30 lat, było nas w klasie 16 (8 dziewczyn, 8 chłopaków). Taka mini statystyka.
Pokaż mi takiego i taką co nie marzy o szczęściu...
OdpowiedzUsuńNo własnie nie znajdę..tylko mam takie wrażenie, że przewaga ludzkości chce być bezwarunkowo kochana, czeka na ta jedna jedyna miłochę, ale sami innych nie potrafia tak bezwarunkowo pokochać:)) Wszyscy chcemy byc kochani, ale kochać nie umiemy:))))
UsuńO czym marzą dziewczyny w DE? Jeszcze jak mieszkałam w BS to oglądałam film dokumentalny porównujący życie kobiet w DDR i RFN (pozycja w społeczeństwie). Te za wschodu były daleko bardziej wyemancypowane, w większości pracowały zawodowo. Dla tych z zachodu, strażniczek domowego ogniska, najważniejsze było odpowiedzieć sobie codziennie na 2 zasadnicze pytania (jest to cytat z autentycznego filmu propagandowego z epoki) 1. Co na siebie włożyć żeby podobać się mężowi oraz 2. Co ugotować na obiad żeby mężowi dogodzić. Nie przypadkiem więc pierwsza w historii Kanclerin pochodzi ze wschodnich Niemiec. Te różnice utrwalone są ponoć po dziś dzień w Niemczech. Też to zauważasz?
OdpowiedzUsuńO czym marzą dziewczyny w PL? Wśród najbliższych koleżanek jestem jedyna zamężna, niejedyna dzieciata, jak każda pracująca zawodowo (chwilowo na macierzyńskim) i jak żadna z nas nie marzę o ślubnym kobiercu (co kojarzy mi się tylko ze ślubem kościelnym), poprzestając na USC.
Wiesz? Byłam cholernie zaskoczona własnie tym, że nam się zachód kojarzył z taką emancypacją i wolnościa i w ogóle, a tu ups!
UsuńMoże pod względem obyczajowym, tzn. seksualnym było to bardziej wyemancypowane, ale ogólnie podział obowiązków na męskie i kobiece dru=zgoczący. ona w domu przy dzieciach, on na zewnatrz zarabiajacy kasę na nich. Puffff....
NA serio i ten brak zrozumienia mnie, szczególnie ze strony starszego pokolenia, chęci pogodzenia mozliwości pracy z wychowywaniem Marie. Według nich nie da się i koniec. Brak żłobków mnie zaskoczył ...potem zaczęłam się zastanawiac, że nie powinni narzekać na brak dzieci, bo jeżeli nie ma mozliwości pracy dla kobiet dzieciatych to nie dziwota, że laska zarabiająca nie pójdzie na układ, że teraz to ona rodzi:))))
CZyli marzym o spełnionej milości, nie wazna długość, ani szerokość geograficzna:))))
tak ogólnie masz dużo racji Aniu...w sumie nic dodac ,nic ując.Ja teraz,jak patrze na związek,z pozycji lat,twierdzę,że to sztuka kompromisów.Kobiety za bardzo starają sie dorównac facetom,co czasem robi z nich babochłopa,odbiera kobiecośc,a tego faceci nie lubią.Owszem,boją się mądrych kobiet,ale nie lubia...przemądrzałych.Najlepiej,gdy tak oboje się dobiorą,że po prostu..uzupełniają się...w swoich "mądrościach",ale przede wszystkim są wielkimi przyjaciółmi,kochają ze sobą rozmawiac i przebywac...Bo miłośc i przyjaźń w jednym...to dla mnie idealny związek.
OdpowiedzUsuńNajgorsze są zwiazki,gdzie kobieta to dawna matka-polka,narzekająca wiecznie,stojąca przy garach...zdziwiona,że mąż się nia przestał interesowac...a ona się tak stara dbac o dom...Na szczęście...takich Matek-Polek już jest coraz mniej.
Teraz Matka-Polka nabrała innego znaczenia...
I te Matki Polki wychowuja chłopców na święte krowy a dziewczynki na usługujące tym krowom. Nie widuje na imprezach w polskich domach usługujących gościom panów donu, to żony się uwijają...on ma imprezę, ona robotę....a tutaj taki miły widok jak faceci przy stole zaginają. ona wszystko przygotowała, a oni do piwnicy po napoje, drugi raz , kawy parzą, podają, odnoszą, znoszą....po imprezie sprzatają i za ujmę tego nie biorą. Mi sie podoba na imprach, że eM z Małą siedzi i biega za nią, tzn biegał, bo teraz to ona tak już ściśle starych nie potrzebuje...a ja miałam luz:)))
UsuńMam wrażenie, że teraz nacisk jest inny, "poczekaj", "pobędźcie sobie jeszcze taką o parą", ba, jak dziewucha w moim wieku wychodzi za mąż, głosy niedowierzań i rad "poczekaj". Chyba przyszła moda na czekanie :) Może i lepiej, patrząc na rosnącą liczbę rozwodów po 2 latach od ślubu...
OdpowiedzUsuńNie, teraz jest w ogole inaczej, no wlasnie ....najpierw trzeba cos osiagnac, bo jak wejdzie sie w rodzine to przepadl w butach...:)))
Usuńtak widzę...partnerstwo...Aniu.Wymiana,wtedy nikt się nie przemęcza,na pysk nie pada...i zgoda panuje...i takie tam...:P)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam miło:)
Tak to partnerstwo, ale bzwa, ye cyasami to ona ciagnie wozek dluzej i wiecej niz on, bo on cos tam ma , albo cos go czasami gryzie, albo w robocie nie idzie, a czasami on powinien ja dluzej znosic , bo jej cos tam dolega wewnetrznie lub meczy lub nie lezy...to taka trochwe nierwna z reguly wymiana, ale wazne, zeby oboje byli przy wozie:))
UsuńNiby cieszę się, że osiagnęłam stan, kiedy moim jednym zmartwieniem jest, gdzie pójdziemy na lunch albo kolację i co zjemy. Nie umiem też mężowi odpowiedzieć na pytanie " dlaczego tak wczesnie wstałaś i czy ty nie umiesz nic robić?"
UsuńDuzo pracowałam wczesniej i chociaz byłam specjalistką od delegowania obowiązków, to teraz nicnierobienie jest jakby ambiwalentną radością dla mnie. Oddaje sie swoim pasjom, o których kiedys marzylam, muszę coś robić. Bo i tak domem on się zajmuje. A moje wygodne,juz dorosłe córki, ktore obserwowały mamusię, postępują podobnie. W nawiązaniu do seksu, o ktorym wczesniej bylo tyle mówienia, jestem przekonana i znam to z autopsji, że mozna sobie doskonale małżonka " ustawić" w tym względzie, a on wszystko zrobi za udany seks z ukochaną żoneczką:))
hahaha...dokladnie, moze tak nie wypada publicznie tego mowic ardiolo, co? O seks ... udany mi chodzi.... fakt, jak tu zagra to "oni" robia sie slodcy jak wata cukrowa...znalam takie malzenstwo, w ktorym ona nawet palcem w domu nie kiwnela, miala wypoczywac, on robil wszystko, zeby jej sie wieczorem chcialo, zeby ja glowa nie bolala i zeby zmeczona nie byla:))))
Usuńmanipulacja dupcią?... paskudny grzech, u mnie to nie przechodzi... no, ale "grzech" to pojęcie względne... są rzeczywiście związki /małżeństwa/ niepartnerskie, sado-maso i tym podobne... co ciekawe, bywają bardzo trwałe...
Usuńrację masz Ardiolu, że dziewczyny przejmują wzorce od matek i próbują je w swoich związkach realizować... zresztą nie tylko dziewczyny i dotyczy to wielu innych spraw... "dziedziczenie kulturowe" się to nazywa...
a tak wracając do tematu... miałem kiedyś znajomą, kumpelę... swojego chłopa traktowała jak ostatnią szmatę przy ludziach /wypominając mu także kwestie wykształcenia/ i mnie, jako kibicowi z boku nie za bardzo się to podobało... kiedyś ją nawet zagadnąłem o to, na tyle się dobrze znaliśmy, że nie było to nietaktem... odpowiedziała mi tak:
- nic nie rozumiesz... żebyś ty wiedział, jak on mnie genialnie potrafi zerżnąć...
no i tak to właśnie jest... ludzie dobierają się w pary według różnych, różnistych kryteriów i od dawna wiem, że stawianie sobie pytania "dlaczego oni właściwie ze sobą są" nie ma żadnego sensu... zresztą, po jaką cholerę sobie to pytanie zadawać i znać odpowiedź?...
pozdrawiać :))...
Chyba nie rozumiem. Ona go publicznie ponizala, bo on to lubil, a za to miala w domciu niezapomniane rzniecie? Jezeli tak to swietna z nich para:))
Usuńskoro było im z tym dobrze?... "czarna skrzynka"... nie wnikniesz i nie pojmiesz... ja nie próbowałem...
Usuń/trochę się międoli z tymi komentarzami, nie jest ten blogspotowski układ do końca friendly... ale może to i dobrze... wymusza czujność... naturalna pedagogika, nie dla idiotów :)))/...
Znam tez przypadek kiedy to ona w zwiazku byla bita i poniewierana, facet mial problemy sam ze soba. Ile razy jej kumpele doradzaly, aby olala faketa i dala se z nim spokoj...no i kiedys po kilku glebszych oan sie przyznala, ze po takim "wiperdoliku" kiedy zaczyna go sumienie gryzc wynagradza jej to na rozne sposoby i jak ja niedyz innymi przeleci to ona o bozym swiecie zapomina:)) Przykre to, ale ...ludzie godza sie na rozne zwiazkowe konfiguracje.
Usuńsą różne konfiguracje... kiedyś chłop lał babę w bramie... to się z kumplem wpieprzyliśmy w temat, bo "kobietę biją"... chłop dostał w trąbę i nawet nie pisnął, ale baba skoczyła nam do oczu... "a co was to, kurwa obchodzi? to są nasze sprawy"...
Usuńno to podnieśliśmy chłopa z gleby... otrzepaliśmy z kurzu i...
- a rób se z nią co chcesz... skoro to są wasze sprawy...
bo w tej sytuacji nic lepszego nie można zrobić... myśmy się tylko wpieprzyli bez sensu, źle odczytując sytuację...
i tu mamy problem... baby dostają po ryju i nie ogarniesz tego zdecydowanym ruchem... to jest dokładnie tak, jak z narkomanem... on chce się wyrwać z sytuacji... ale spróbuj zabrać mu towar...
No wlasnie... nie wiadomo jak do niektorych spraw podejsc, bo w 1 przypadku na 20 mozna zadupic. Taka sasiadkie mielismy, ze jak ja lal to kilka razy ludzie policje wezwali, a ona otworzyla policji drzwi i zaczela nadawac, ze jak to sie ludzie wtracaja w zycie innych, oni tylko dyskutowali.
Usuńprzyznam, że jest w takich sytuacjach pewien problem... socjalistyczne podejście do sprawy jest takie, że powołuje się np. "rzecznika do spraw bitych chłopów"... i efekt jest taki, że ona mu da klapsa w tyłek /bo oboje to lubią/, po czym oboje idą do pudła... ona za czyn, on za podżeganie... oczywiście przeginam z tym przykładem, ale tak to działa, "da yz da socyalyzmus"... pojęcia nie mam zielonego, jak zareaguję, gdy znowu chłop w bramie będzie lał babę po buzi... po prostu koan... rozwiązanie przychodzi samo w momencie zaistnienia sytuacji...
Usuń....
to ja, PKanalia... wywaliło mnie z Gugli i nie chce mi się bawić w procedury...
JA chyba, kiedy zobaczę bitego człowieka to jednak zareaguje, bez znaczenia czy dostanę reprymendę,czy nie>:)))
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPiszę nie ze swojego komputera i zanim sie zaloguje, to mi napisany komentarz znika:(
UsuńTak krotko napiszę, ludzie w związku muszą byc dopasowani potrzebami i to taka banalna prawda. Moja mama spała do południa i tak zawsze ojciec mowił, ze "matka rządzi" i był z tego zadowolony. Chociaz ja uwazalam, ze ojciec byl decyzyjny. Odgłosy ich igraszkow czesto dochodzily do mojego pokoju i cieszylam ,ze mam takich fajnych Rodzicow, a nie jakichs bogobojnych, jak niektore moje kolezanki. Mój kochany mąż ciagle powtarza " you are the boss", poprzedni tez tak mowil, chociaz nie zawsze sie z tym zgadzal. Rodzice mnie bardzo rozpiescili/ urodzilam sie po tragicznej smierci mojej malej siostrzyczki/, i szukam u mezczyzn mojego ojca, ktory mnie uwielbial. I takiego uwielbienia stale od mezczyzn oczekuje i dostaje, co chcę. Na inne osobniki nie zwracałam uwagi.Takie rady daje moim corkom i robić to, co sie lubi w malzenstwie. Nieograniczony seks z ukochanym to najprzyjemniejsza strona malzenstwa i w kazdym wieku!
Wiesz? Mój też mi mówi, że ja rządzę, ale .... bywa, że czasami on, kiedy nie chcę byc odpowiedzialna za podjęcie jakiejs decyzji zwalam na niego ...niech podejmuje. Zastanawiałma sie własnie nad tym dostawaniem od mężczyzn tego czego sie oczekuje...mój mi w bardzo wielu ( dobrych punktach) przypomina mojego ojca...kurde, jednak te nasze wybory są okropnie uwarunkowane, tym, co nam znane:)))
Usuń