środa, 5 sierpnia 2026

Dokąd , gdzie, którędy....

 Nie lubię robić zakupów.... nie cierpię. To rodzaj polowania we współczesnym stylu. Polujemy na promocję, na dobry towar, a że jesteśmy teraz w większości zmechanizowani to jeździmy od sklepu do sklepu, aby tylko taniej było,  bo ceny idą ciągle w górę. Tanio i dobrze wyżywić rodzinę toż to rodzaj wyższej wiedzy. 

Wszechogarniająca konsumpcja. Obrzydliwa konsumpcja.... nie powiem - jestem jej ofiarą. 

Zerwałam się wczoraj rano aby zrobić zakupy...takie większe. Z mięsem na obiady. Dziecię moje, które obecnie pracuje wakacyjnie, stwierdziło, że w domu nie ma co jeść. Hm..... no bo nie było. Lodówa ( a dużej nie mamy),  mniej więcej trzyosobowa, ziała chłodem. Tzn. była zapełniona słoiczkami różnego rodzaju. Ktoś wziął łyżkę pesto i odstawił  słoik do lodówki. Ktoś poczęstował się ogóreczkiem i reszta do lodówki...po czym zapomniał, że te ogórki są już otwarte  i otworzył nowy słoik i też ten słoik skończył jak poprzedni. A to dżem ... a to słoiczek kukurydzy . Baaaaardzo mnie to drażni zaś rodzinka nie daje się wyuczyć. Jest odporna na ten rodzaj wiedzy. 

Suma sumarum faktycznie nie było co spożyć, bo unikam zakupowania jak mogę. Wieczorem przed zakupami ostukałam ostatnią, czerstwą kromkę chleba ( ważne żeby pleśni nie było) i nie licząc się z innymi domowymi żarłokami, egoistycznie wszamałam.  eM znosi towar tak, abyśmy przetrwali. Chleb , mleko, pare jogurtów... pomidory są już w szklarni.... skromnie, bez szału. Bo gdy on jedzie na zakupy i mówię mu , że potrzebujemy sera,  od razu przywozi kilogram. Na mięsie go oszukują. Współczesny chłop to nie ten silny, dawny myśliwy. To zagubiony pomiędzy półkami i wystraszony chłopina 😋. Tu baby trzeba. On może ewentualnie pchać wòzek i pakować towar do bagażnika. 

Wczoraj pojechałam sama, bo małżonek oprócz tego, że emeryt to jeszcze dwa dni w tygodniu pracuje . Dorabia. No i właśnie wczoraj był ten dzień. 

Pojechałam rano, tuż po otwarciu sklepu, żeby uniknąć kolejek, tłoku.... Matko ty moja, ileż tam ludzi w środku było. Co prawda większość starsi, ale jednak tłok robili. Ja rozumiem: pogoda, upały... lepiej pozałatwiać sprawy z rana. Nie spodziewałam się jednak, że tak dużo ludzi w sklepie będzie. 

Ogarnęłam tam co trzeba. Nachapałam się...ekskluzywnie arbuza kupiłam i to całego, a Dziecię oznajmiło mi, że ono nie będzie dzisiaj w domu jeść, bo do koleżanki po robocie jedzie. No i gula mi stanęła. I myśli poleciały w niewłaściwym kierunku: "... że dooopska mają dzieciaki teraz pełne, że nie wiedzą co to bida, że żyją w dostatku. Przelewa się im.... " 

Bo wiecie ja jestem z czasów niedoboru. Kiedy to matka szła do pracy a nas  (trójeczka pociech) stawiała w kolejce , bo masło w sklepie po południu rzucą. Któraś z sąsiadek miała nas mieć na oku i tak.... stałyśmy boży dzień.

 Albo na kisiel i budyń....też człowiek polował. 

To nie były dobre czasy. Dzisiaj jest w pewnych częściach świata zaspokojony, przelewający się konsumpcjonizm, w niektórych głód. 

Wtedy były nasze potrzeby niezaspokojone.  Pamiętam te kolejki, ale o dziwo, moja najmłodsza siostra, która w nich też stała, nie pamięta . A ile razy sprzedawczynie nas oszukiwały, szkoda gadać. 

Tak żle i tak niedobrze. Człowiekowi nie dogodzisz. 

Tyle tylko, że  nadmiar też bywa męczący. Człowiek musi żyć w optymalnych warunkach. Nie za dużo i nie za mało. 

Niemcy np.: ograniczają w dziedzinie kosmetyków wybór. Tutaj nie wybierze się tak, jak w Polsce, kremów z niewiadomo ilu firm. Podstawa to Loreal, Nivea, Balea, Isana,  Garnier i ... chyba to wszystko. Inne, ekskluzywne, można kupić w Douglasie. W rodzimych drogeriach tylko te pięć firm i nie ma bata. 

Hm.... wybrałam się jeszcze do mojego sklepu. Sklepu, w którym wiem co i gdzie jest ułożone, w którym nie muszę szukać towaru, czyli do netto. Według Marie to penerski ( meliniarski)  sklep, no też znawczyni mi się znalazła. Tam jest tanio. Trafiłam akurat na czas, kiedy  poranna zmiana , po otwarciu sklepu robiła porządki po poprzedniej.

Faktycznie, nie pozbierane puste kartony na półkach, towar pomiędzy półkami pozostawiony do rozpakowania. I tylko dwoje ludzi z obsługi na sklepie. Trochę penersko. Wszędzie tnie się ilość pracowników.  

Ciężkie czasy. Z jednej strony krzyczy się, że demografia siada. Ludzi do pracy nie będzie. Wydłuża się nam wiek emerytalny. Z drugiej firmy robią cięcia personalne, bo tylu ludzi do roboty nie potrzebują. Niefajne czasy . 

46 komentarzy:

  1. Oh, na zakupy tracę ze trzy godziny, też odwiedzam ze trzy, cztery sklepy. Nie pamiętam stania w kolejkach, chyba tylko raz kupowalam mięso na kartki. Mama raz że była bardzo zaradna, a dwa wszystko robiła sama, bo było zrobione lepiej. Bardzo mi to wtedy opowiadało, a po ślubie okazało się że nie mam zielonego pojęcia o prowadzieniu domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że zakupy zabierają kupę cennego czasu. Kiedyś człowiek szedł i kupował to, co akurat było w sklepie. Nie było w czym przebierać, więc i zakupy szły szybko. Większość miała ogródki działkowe. Wszelkiego rodzaju zieleninę uprawiali sami i mieli swoją.
      I to się wszystko zmieniło. Nagle stsło się nieopłacalne. Bo po co tyle gazu zużywać na wekowanie. Tego cukru ...tyle tego stania przy kuchni aby to wszystko przetworzyć.
      Nagle przestało się ludziom opłacać. Ale latanie po sklepach molochach jest też wykańczające. Podczas remontu w Polsce myślałam, że odsiwieję. Nie tylko ze zmartwienia , żeby ekipa dobrze wszystko zrobiła, ale i od tego latania po sklepach. Zaczęłam kochaĉ zakupy internetowe. Niestery, farbę, tapetę, beton dekoracyjny, kafelki, podłogę....najlepiej wybrać widząc towar własnymi oczyma. Mnie skręcało.
      Moja mama angażowała nasxw prace domowe. Nie pozwalała nam się w nic wtrącać. Miałyśmy pomagać, ale nie próbować decydować.
      Wydaje mi się, że dopiero życie na swoim uczy gospodarzenia.

      Usuń
  2. Oj tez nie lubię zaczętych i marnujących sie słoiczków.
    U syna mają wielka lodówkę, w której czasem cos ginie.
    Kiedyś w czasie spaceru u syna dzwoni dziecię: mama kup szczypiorek.
    O.K. poszukałam, kupiłam, w domu zaglądam do lodówki, a tam 3 pęczki kiedyś kupione w Lidlu i zapomniane.
    Mój robi ciężkie zakupy i zawsze przynosi za dużo, ale żąda pochwał, jaki to zaradny był ;-)
    Obserwacje sklepowe mam podobne, do tego klienci bałaganiarze, wczoraj korzystałam z przymierzalni, a tam koty kurzu nie zamiatane od dawna!
    Mnie wkurza u moich młodych wyrzucanie produktów, bo jeden dzień po dacie, bo w lodówce sie zawieruszyło, bo apetyt inny...za dobrze mają, to fakt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra ma bardzo dziwny nawyk, że -szczególnie mięso, którego nie lubi- wszystko po dacie wyrzucałaby do śmieci.
      Od razu jej to mięso niby śmierdzi.
      Kiedyś przy mnie wyrzuciła jakąś kiełbasę, która według mnie była dobra i nic mi się po niej nie stało, a według niej śmierdziała...no bogaczka pełną gębą. Chociaż teraz warzywa są już też e cenie mięsa.
      Mało co żeśmy się nie pokłóciły o tą kiełbasę.
      W końcu to jej lodówka to i odpuściłam.
      Ja kiedyś nie postrzegałam źle marnotrawienia żywności. Z wiekiem zaś wiem, że skoro marnujemy to świadczy, że źle zarządzamy gospodarstwem domowym.

      Usuń
  3. My żyjemy we dwoje i ja muszę i chcę panować nad zakupami i lodówką :)
    Zakupy wolę robić sama, z kartka, ale wybieram zdrowsze produkty, tańsze, czasem przecenione, większe opakowania żeby podzielić i zamrozić.
    Naturalnie trwa to dłużej, ale jadę po południu i traktuje to jak spacer.
    Maksimum dwa supermarkety :)
    Facet w sklepie jest jak dziecko, bez zastanowienia chwyta to co kolorowe :)))) potem w lodowce mamy więcej plastiku niż jedzenia :(
    Gotuje też sama, tak żeby resztek nie było, ale jeżeli są to zamrażam.
    Wywalczyłam spora lodówkę i dodatkowo zamrażarkę, żeby mieć luksus nie marnowania jedzenia.
    Owszem sama zrobilam z siebie kurę domową, przejęłam na siebie ogarnianie życia domowego, ale:
    Wydajemy mniej forsy na jedzenie, nic się nie marnuje, a ja nie mam ambicji żeby być nowoczesną feministką :)))
    Nie obchodzi mnie funkcjonowanie wody, prądu, samochodów, remontów, itd. Mogę spokojnie paluszkiem pokazywac, że to czy tamto trzeba zreperować, no i robić awantury, że coś nie działa :))))
    I mam duuuuzo czasu na swoje sprawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym to panowanie nad lodówką i zakupami chętnie oddała w ręce męża, ale właśnie on nie panuje nad tematem. Kupuje oczami....Raz spróbował jskiegoś jogurtu. Bardzo mu zasmakował i na drugi dzień poszedł do sklepu po zgrzewkę tego jogurtu. Z tej zgrzewki zjadł może 5 sztuk i miłość jogurtowa się skończyła. Jogurt potem zalegał w lodówce. Jedliśmy i płakaliśmy aby tylko produkt zstedł.
      Ogólnie zarządzanie gospodarstwem domowym to sztuka. Kiedyś kobiety się tego uczyły Teraz uczą się na własnych błędach , kiedy idą na swoje. Jak Cię ktoś zapyta kim jesteś, możesz spokojnie odpowiadać, że menadżerką od spraw konsumpcji.

      Usuń
  4. Ja akurat kocham zakupy-zwłaszcza ciuchy czy jedzenie.
    Hej a jednak do Głogowa nie jadę prawdopodobnie-jadę do Opola do znajomego gdzie mogę poczuć się jak Znachor bo mój znajomy ma na nazwisko Prokop i ma syna z powyłamywanymi nogami jaki jest po wypadku i ma wnuczkę chorą na padaczkę.
    Będę tam jeździła i mogę bawić się w Znachora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciuchy... mogą być. Choć ostatnio nauczyłam się kupować odzienie przez internet. W domu przymierzam i jeśli nie pasuje to odsyłam.
      No i proszę jak to plany mogą się szybko zmienić.

      Usuń
  5. Rozumiem Cię w pełni. Ja jestem sama, a mam tak fartownie,że do EDEKI takiej naprawdę niedużej mam od chaty 400m i właściwie jest to jedyny tego typu sklep w moim kawałku Berlina.Do drugiego to mam 1,5 km więc tam nie docieram - latem bo upały, zimą bo śnieg i ślisko. Wyćwiczyłam się w robieniu zakupów raz w tygodniu, a że odżywiam się w stylu mojego znajomego weterynarza, to jedynie wtedy mam problem, gdy to co stale kupuję nagle z bliżej nie znanego mi powodu zmieni lokalizację w sklepie. Moi też funkcjonują na zasadzie zakupów na cały tydzień, ale oni jadą wtedy razem do odległej od nas "dużej EDEKI" tej trzeciej, której tu jeszcze nie wymieniłami też robią zakupy na cały tydzień. W tej "dużej" jest lepsze zaopatrzenie. W Warszawie to miałam luksusowo, bo do bardzo dobrze zaopatrzonego sklepu spożywczego ze sporym wyborem mięsa i wędlin i wielu innych produktów to miałam aż 70 metrów do przedreptania od swego mieszkania. Moja córka wyszkoliła swoich 3 domowych facetów dość szybko (trochę na zasadzie jak coś schrzaniłeś bo zapomniałeś to zjesz to co schrzaniłeś) i na przyszły raz będziesz pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, kiedy w sklepach robią przemeblowania. Muszę się wtedy naszukać, naszukać...a czas leci i leci.
      Oni celowo zmieniają położenie towaru aby klientów zmusić do przyjrzenia się innym produktom niż te, które klienci zwykle kupują.
      Edeka to dość ekskluzywny sklep. Jeżdżę tam gdy chcę wyszukanych rzeczy, chociażby wędzonego czosnku, albo rzadkich przypraw jak kozieradki, albo suszony czosnek niedźwiedzi...kozieradki nie znajdzie się w netto, czy w lidlu.
      Na dodatek mają w Edece półki z żywnością z Europy wschodniej i tu mogę znaleźć nasz twaróg, nasz kefir...rosyjskiego nie lubię....kiszoną kapustę. Wielbiciele kuchni azjatyckiej znajdą prawie wszystkie oleje , przyprawy i wszelkie dodatki właściwe tej kuchni. My mamy większą Edekę 5 km od nas. Bez samochodu się nie poradzi.
      U mnie w domu to nie przejdzie, to co u twojej córki. eM po operacji żołądka uważa na to, co je. Spieprzy i zostawi. Choviaż muszę przyznać, że bardzo stara się nie spieprzać. Jego potrawy są bardzo ubogie w przyprawy. Tego czasami, jak po swojemu nie doprawi człowiek, to nie może zjeść.
      Nie mówię już o soli i pieprzu, ale jakość tego jedzenia można podnieść ziołami. A on jakoś nie jest do tego przekonany.
      O dziwo kiedy ja gotuję eM je to bez szemrania ii też jest dobrze.

      Usuń
    2. Ja po prostu mam tylko tę Edekę blisko a z kolei do tak zwanych "żarłoków" nie należę, więc dużo na jedzenie nie wydaję. Z tym, że ponieważ praktycznie stale kupuję to samo, to zauważyłam,że jednak nie wydaję na cały tydzień tak jak kiedyś 25-30 euro bo niezbyt oszczędzam na jedzeniu, ale już z 10 euro więcej. Łatwo mi to było uchwycić, bo ja naprawdę jem stale to samo. I naprawdę takie wytyczne dostałam od zaprzyjaźnionego weterynarza, który kiedyś mnie namówił na to bym po prostu powtarzała cały swój tygodniowy jadłospis, jeśli mój organizm dobrze to przyswaja. Zresztą w kwestii żywienia mego psa na samym początku kazał mi przyuważyć co on lubi i jak jego wnętrzności na to reagują i stale go tym samym karmić a nie zmieniać co chwilę jego jadłospis. I fakt- psina nie miała kłopotów z jelitami. Całe swe życie spędził na suchej importowanej niemieckiej karmie i bardzo niewielkiej ilości sparzonego mięsa.

      Usuń
    3. Ja lubię Edeke, bo tam jest wszystko właściwie ogarnięte, ale chodząc między półkami potrafię skusić się na jakiś droższy towar i to potem w rachunkach wychodzi.
      Choć najlepsze promocje kawy ma, według mnie Edeka.
      W Edece można też znaleźć tańsze rzeczy ale są tak położone, że człowiek musi ich trochę poszukać. Dlatego do tego sklepu jadę kiedy najpierw w tańszym ogarnę podstawowe zakupy. Po kawę tam jadę i przyciąga mnie tam jeszcze stoisko Tchibo. Mają niezłą bieliznę.
      Edekę lubię też dlatego, bo kiedy uczę się nowej potrawy tam zawsze znajdę potrzebne mi produkty.
      Nie wiem czy bym zniosła taką monotonię jedzenia, ale nie przeczę, że w takim jedzeniu może być metoda.

      Usuń
  6. tak, skomasowane zakupy powodują, że codziennie chce się spróbować czegoś innego, czyli napocząć opakowanie... i w efekcie jest tak, jak piszesz, że lodówka jest zawalona takimi napoczętymi słoiczkami, pudełkami, tubkami etc, z czego część, mimo że w lodówce, traci przydatność po jakimś czasie i w końcu trzeba to wywalić... tu potrzeba ostrej dyscypliny, reżimu, który można ująć tak: "dopóki tego nie zjemy, to następnego nie otwieramy, i chuj!"...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wudocznie nie umiem dyscyplinować moich ludzi a oni sami siebie też nie zdyscyplinują ( zresztą to zależy w jakich dziedzinach) . A kobieta to albo powinna prowadzić dom albo pracować na zewnątrz. Teraz kobiety robią i jedno i drugie, i z reguły coś siądzie. ;)

      Usuń
    2. nie wiem czemu, ale teraz skojarzył mi się pewien mistrz brydżowy /RIP/, który podczas gry palił papierosy marki Carmen /wtedy najdroższe/ taki oto systemem... przypalał jednego, zaciągał się dwa, trzy razy, po czym gasił i zostawiał w popielniczce... po chwili przypalał drugiego i dalej tak samo... po skończonej grze popielniczka była pełna i niejeden bezdomny zabiłby drugiego za taki skarb znaleziony w koszu na przystanku... to tak, jak kupić pudło pączków i każdego ugryźć tylko raz podczas Tłustego Czwartku... albo pójść na randkę z gromadą panienek i każdą tylko pomacać po cyckach...

      Usuń
    3. Taka niedokładność...w paleniu....jedzeniu i ....randkowaniu.
      Powinno być raz a dobrze:)

      Usuń
  7. Ja tez nie lubie robic zakupow ale z innego powodu niz Ty - przez koniecznosc wnoszenia na drugie pietro. Na sklepy nie moge sie zalic bo zawsze sa dobrze zaopatrzone, otwarte caly tydzien czyli soboty-niedziele tez, tlumow nie ma moze oprocz okazji zblizajacego sie kilkudniowego swieta czyli rodzinnych grillowan i piknikow, obsluga jest super gdyz nie tylko skanuja ale pakuja tez plus oferuja podwiezienie wozka do samochodu. Gdyby wiec nie schody zakupy moglyby byc bezproblemowe. By sie nie przemeczac wnoszeniem robie drobniejsze a czestsze zakupy z tym ze ciezkie rzeczy zamawiam na dostawe pod drzwi - wode zrodlana do picia, mrozona herbate, plyn do prania itp. Super wygoda a oplata tak niska ze az smieszna.
    Mam tak jak Twoja siostra - co przelezane, podejrzane to wyrzucam w imie tego ze lepiej byc ostroznym niz poszkodowanym.
    Mieszkam sama wiec sama sobie rzadze tym co kupic i zjesc i niezmiernie mi to odpowiada.
    Mocno Cie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Ameryce życie wygląda mi na cho lernie wygodne :)
      Tutaj też czerpiemy wzorce, ... srarsi ludzie mają busika. Zapisują się i ten busik podjeżdża pod dom zbiera tych ludzi i wozi na zakupy. Mają jakąś godzinę na ogarnięcie tematu....po czym busik rozwozi ich do domów z usługą wniesienia towaru do domu. Nie wiem nawet czy to coś kosztuje...czy to nie jest w ramach akcji czerwonego krzyża albo maltesy ? Tego nie wiem na pewno.
      Płacę rocznie na czerwony krzyż 50- 60 euro. Ot tak, sama z siebie. Może kiedyś, oczywiście nie chciałabym aby było mi to potrzebe, będę mogła skorzystać z ich usług.

      Usuń
  8. Wygląda na to, że jesteśmy pi razy drzwi w podobnym wieku. Ja też z dziecięciem w kolebce będąc... chyba się zagalopowałam, nie miałam kolebki.... No więc, dziecięciem będąc, stałam w tych kolejkach od rana do 15.00, a potem, wracając z pracy, zmieniała mnie mama. I żyjemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jesteśmy. 🫠Wiesz...kolejki nas nie zabiły a co nas nie zabije, to nas wzmocni. 😉

      Usuń
    2. Sama nie wiem co lepsze? Wzmocnienie czy wkurzenie?
      Wiem, że pod względem oczekiwań od życia, jestem innym człowiekiem niż mój mąż, czy córka. Oni to ludzie dobrobytu .

      Usuń
    3. Mnie z pewnością wkurzy, a nie wzmocni. Mogę dać sporo przykładów z życia. Jeżeli chodzi o oczekiwania życiowe, mój brat twierdzi, że mam wysoko ustawioną poprzeczkę. No, pewnie mam. Raz w życiu obniżyłam i natychmiast się to na mnie zemściło. Wychodząc za mąż, popełniłam umysłowy i emocjonalny mezalians, wkopując się dodatkowo w przemoc psychiczną.

      Usuń
    4. Czyli nie obniżaj poprzeczek. One ratują cię przed wariatami.

      Usuń
    5. Tak, tylko że z tymi wysoko zawieszonymi nie da się być szczęśliwą, bo nic nie chce przeskoczyć i wskoczyć na miejsce.

      Usuń
    6. Jesteś po prostu niestandardowa.
      Myślisz, że wśród 8 miliardów ludzi nie ma kogoś kto mógłby sprostać? :)

      Usuń
  9. Ja z powodu nowej sytuacji życiowej zaopatrzyłam sobie lodówkę i zamrazarkr w fajne, smaczne i zdrowe rzeczy, I teraz musze zacząć to konkretnie jeść. Codziennie mam ciepły obiad, ale jem też dwa dni pod rząd to samo, bo gotuję jakby dwie porcje, logiczne.
    Zakupy nawet lubię robić, nie lubię szukania w sklepach. Noszę po trochu, I tak wychodzę z Mirką, sklepy blisko, to zakupy automatycznie.
    Stanie w kolejkach w czasie minionym... szczególnie piekarnię pamiętam, z samego rana, w zimie ciemna noc byłam wysyłana, ale pieczywo było smaczne, nie to, z Domu Chleba.
    Za wszystkim innym też byłam stawiana. Ile ja w tych kolejkach książek przeczytałam, to moje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w zamraźalce trochę rzeczy ginie. Szczególnie warzywa mrożone. Potem kiedy rozmnażam i czyszczę zamrażalkę to się dziwię: " O fasolka mrożona, jak mogłam przegapić? O... zioła do zupy. "
      Fajne rzeczy, a giną w zamrażalkowej przestrzeni i się o nich zapomina.
      No i kolejna kolejkowiczka ❤️. Trzeba chyba jakiś klub założyć. :)

      Usuń
    2. Ja jestem rocznik 1968, czyli dziecko socjalizmu jak się patrzy, z calym jego niedoborem, sposobami na życie, po tym niewiele już jest mi straszne 😋
      Czasy były, że nikt ci nie uwierzy, ale te czasy ukształtowały nas, silnych ludzi, nie mazgai. Ja tam bardzo o te czasy zła nie jestem, a z troska obserwuję dekadencję.

      Usuń
    3. Jestem trochę młodsza. Dziecko końcówki socjalizmu, ale pamiętam te socjalistyczne niewygody. Choć czasami postrzegałam to jako przygodę.
      Raz wuj chciał zaopatrzeć swoją właśnie poślubioną małżonkę w skórzany płaszcz. Rodzinka stała całą noc pod sklepem w kolejce na zapisy🤣. Pamiętam, że babcia wzieła nas około dwunastej w nocy do tej kolejki.... zmieniała wujka, albo matkę synowej. To była przygoda!
      Na drugi dzień ludzie tak się pchali ( wpuszczano po 10 osób do sklepu) , że wybili szybę w sklepie. Miasteczko żyło tą kolejką.

      Usuń
  10. Również nie przepadam za zakupami. Wyjątkiem są tylko takie, które sobie faktycznie wymyślę - wymarzę. Martwi mnie ta wilcza konsumpcja. Jeżeli wiem, co chcę kupić, to parę chwil i gotowe. Nie potrafie chodzić i szukać okazji. Nic mnie nie kręci. Z kolei jak mam kupić coś droższego, np nowy komputer albo telefon to bardziej się stresuję, niż jest to dla mnie rozrywka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był taki czas, że kiedy znajdowałam się w markecie to słabłam, głupiałam i omdlewałam... to minęło, ale tłok nadal słabo znoszę.

      Usuń
  11. Ja lubię robić zakupy, pod warunkiem że jestem sama. Idę sobie spokojnie, z listą w ręce, sprawdzam ceny, przeliczam czy mi się opłaca kupić nawet jeśli jest w promocji itp. 🙂 I nienawidzę kiedy ktoś mi proponuje pomoc przy pakowaniu, bo ja mam swoje metody, żeby mi było potem łatwiej poustawiać torby w bagażniku i żeby strat nie było. Nigdy też nie zamawiam jedzenia przez internet, bo zawsze sprawdzam daty przydatności. Lubię też zmieniać co jakiś czas sklep, nawet jeśli muszę jechać dużo dalej niż do tego za winklem.
    Mam za to totalną awersję do kupowania ubrań 🤦‍♀️ Kupuję tylko wtedy kiedy już naprawdę potrzebuję, albo kiedy coś mi wpadnie w oko przypadkiem, ale mam pewność że będę nosić 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się próbuję jeszcze przed kartką z zakupami bronić, jjak niektórzy ludzie przed balkonikiem ( chodzikiem).
      Postanawiam sobie, że dam sobie czas na zakupach a potem ogarnia mnie pęd, żeby tylko szybciej bo tyle innych ( fajnych lub potrzebniejszych) rzeczy mogłabym w tym czasie zrobić.
      Sklep zmieniam raczej z ciekawości, ale w sumie te sklepy wiele się od siebie nie różnią. Natomiast dział mięsny w tych sklepach to inna sprawa. Różnicę w wyrobach czuć. I ze względu na rzeźnika jedne sklepy omijam , do drugich jadę.
      Przed zakupami przeglądam gazetki promocyjne gdzie, co dają i w jakiej cenie. Porównuję i jadę tam gdzie bardziej się opłaca.

      Usuń
  12. Nadmiar jest męczący. Skąd tyle ludzi wszędzie?
    Wspominacie pewnie kolejki z lat 80. mnie to ominęło, bo miałam zapobiegliwego ojca i on wszystko wystal lub załatwił. Pracował w sezonie w cukrowni, bo trafiło się być młodym emerytem. Wtedy cukier był towarem wymiennym, a on miał też deputat 👍👏
    Teraz nie ma problemu z zakupami. Ja na ogół mieszkam sama i dużo nie kupuję, same smakołyki, wszystko na co mam ochotę.Nic nie marnuję, bo mam małą lodówkę. Zapasów nie robię, bo stałe wyjeżdżam gdzieś. Myślę, że teraz mam najlepsze życie.
    Czasami do galerii chodzę na spacer i wtedy trafiają się jakieś ubrania, gdy potrzeba. Mam dwie córki w podobnym rozmiarze. Ciągle mi coś dają.
    Pozdrowienia ze Szczecina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtych czasach, osiemdziesiątych ale to były czasy kartkowe ( ja mówię w poście o tym staniu w kokejkach jeszcze bez kartek) moja mama pracowała w kiosku i fakt. To było na zasadzie : " Ja ci pastę do zębów, szampon, podpaski ty mi mięso"
      Czasami kupuję za dużo, bo chcę uniknąć częstego jeżdżenia na zakupy. To jednak nie jest dobra metoda.

      Usuń
  13. Mnie najbardziej rozczarowuje w zakupach spożywczych globalizacja asortymentu. Dlatego nie lubię zakupów, bo są nudne. Jak jadę za granicę to zawsze szukam lokalnych nieznanych mi marek. Nie jestem może osobą osobą, która lubi eksperymentować w kwestii doznań smakowych, jednak tak jak lubię często zmieniać krem do twarzy, tak samo chciałabym mieć możliwość próbowania co rusz to innych białych serów.

    A kremów to w Polsce mamy dostatek... jeden producent często ma kilkadziesiąt serii.

    Niedawno dowiedziałam się, że w Polsce rzadkością jest żywność sztucznie konserwowana. Mam na myśli rodzimą produkcję. My po prostu po transformacji zainwestowaliśmy w nowe linie produkcyjne, które tego nie potrzebują. I pewnie dlatego zawsze po czasie tęsknię do tych smaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te zakupy za granicą też bardziej kręcą. Bo to faktycznie coś nowego choć nie wszystko.
      Poza tym w sklepach można dostać teraz wszystko i ... nudzi nas to.
      W sprawie kosmetyków w Polsce jest przeładowanie: rodzime firmy, zagraniczne do wyboru i do koloru. W Niemczech tak nie ma..
      Pamiętam teorie głoszone kiedyś, że kremy trzeba zmieniać. Teraz jest metoda na trzymanie się jednego , sprzyjającego nam kremu. Bo skoro coś ma zadziałać to musi być wcierane- wklepywane dłużej a nie po jednym opakowaniu zmiana.
      W pewiem sposób teorię tę potwierdzają twarze pań od lat wiernych jednej marce. Chociażby Nivei
      A z tą rodzimą produkcją to nie wiedziałam. Przyznam jednak, że wędliny bardziej smakują mi w Polsce.

      Usuń
  14. A teraz taka ciekawostka :). Byłam 2 tygodnie temu w Monachium w Muzeum Techniki. Stamtąd pochodzi moje zdjęcie profilowe, sprzed jakiś 20 lat. Muzeum po przebudowie. Wspaniała, ciekawa ekspozycja. Jakież jednak było moje rozczarowanie kiedy mojego kadru tam nie znalazłam! Wymienili sufit, wymienili lampy i mojego lica już tam nie zobaczysz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęciłaś mnie do wizyty w Muzeum Techniki w Monachium...podąże śladem ( poszukiwaniem) Twojego oblicza:)

      Usuń
  15. Aniu, zrobiłam straszną rzecz i natychmiast przeczytaj maila!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma strasznych rzeczy. To jest tylko niedopatrzenie. :)

      Usuń
  16. Bardzo trafnie napisane. Z jednej strony pamiętamy czasy, kiedy człowiek polował na masło, mięso czy budyń, a z drugiej żyjemy dziś w świecie, w którym półki uginają się od wszystkiego, a nadmiar również potrafi męczyć. Chyba rzeczywiście najtrudniej znaleźć ten złoty środek – mieć wystarczająco, ale nie żyć tylko po to, żeby kupować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.
      Bo powiadają, że ta prawdziwa droga jest wąska. Tylko jak ją odnaleźć? Można się pogubić. :)

      Usuń
  17. Tytuł twojego postu skojarzył mi się z tytułem filmu amerykańskiego Wszystko wszędzie na raz😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam. Muszę go poszukać. I może obejrzę :)

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.