niedziela, 16 sierpnia 2026

Mam dosyć...

.. tych ludzi. A ci ludzie mogą powiedzieć, że dosyć mają tej starej, zrzędzącej Anki.

Coraz bardziej dosyć. 

Moja teściowa w wieku 85 lat stwierdziła, że ona  nie pasuje już do tego świata. Bo ten świat nie pasował  do jej wspomnień. Pod koniec, po śmierci teścia, teściowa żyła w przeszłości.

Lubiła rozpamiętywać zamierzchłe czasy. Opowiadała o dzieciństwie, w którym panowała bieda, ale wszyscy ponoć byli szczęśliwi. Hm...trudno mi w to uwierzyć. Szczęśliwi ludzie nie wszczynają wojen. 

Opowiadała o wiejskich festynach, kiedy to idąc z rodzicami na imprezę, dostawały ( ona i jej siostry) po cukierku lakrycowym.  Przyklejały go sobie na rękę i lizały przez czas trwania festynu. Było na co czekać. Choćby na tego cuksa. Rarytas. 

Drażnił ją przesyt Marysinych zabawek . 

- Nam ciotka przywoziła po słodkiej bułce z cukierni z miasta. Zajadałyśmy się, aż nam się uszy trzęsły. - Zwykła mawiać.

To był podtekst do nadmiaru prezentów robionych przez moje siostry dla Marie. 

Jeszcze nie żyje wspomnieniami, ale pewnych spraw mam dość.... 



Nie lubię arogancji. Drogi na skróty. I mnóstwa innych ludzkich cech, które powodują, że życie staje się czasami nie do zniesienia. 

I nie chcę powiedzieć, że jestem przezroczysta jak kryształ, pozbawiona tych chol**ernych przywar. Wszak wszyscy jesteśmy tacy sami. Mama nigdy nie pozwoliła nam myśleć o sobie w kategorii wyjątkowości. 

Raz chciałam się jej poskarżyć na matematyczkę,  w zamian dostałam reprymendę że mam się uczyć. Zostać taką matematyczką i wtedy mogę coś w danym temacie powiedzieć. Ogólnie szło jej o to, że powinnam zrównać się z tym kimś doświadczeniem skoro mam zamiar go oceniać. 

Zmęczona jestem. 

U nas w pracy są zatrudnione 32 narodowości. Mix i misz masz... 

Jestem otwarta. Lubię słuchać opowieści jak ludzie się tutaj znaleźli. Lubię , jeszcze lubię, próbować innych kuchni. Słuchać róźnorodnej muzyki... Nie przeszkadza mi, kiedy ludzie mówią przy mnie innymi językami. Oceniam po sobie. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś mówiący przy mnie niezrozumiałą dla mnie mową, mógłby mnie akurat obgadać. Niestety jesteśmy różni i różnie pojmujemy pewne zjawiska... Bywa, że w tym  temacie dochodzi tutaj pomiędzy ludźmi do scysji

Okazuje się, że mamy odmienne pojęcia o  dobrej pracy, pracowitości. Nie dość, że większość chce przyjść do pracy i się nie narobić- wszak życie jest jedno- to jeszcze inaczej to " nienarobienie się" rozumieją. 

Weźmy pod lupę ludzi z Azji. Oni urodzili się dla pracy. Niegrzecznie jest wychodzić z roboty przed szefem. Szef wychodzi pierwszy, reszta po nim. Niemcy pracują logicznie ( mi to akurat odpowiada). Nie przerabia się rzeczy, które są zatrzymane...stoją i czekają na decyzję z góry. Nie zawala się innych działów niepotrzebnymi w danym momencie produktami. Rosjanie pracują ilościowo. Akord to ich ulubiony system pracy.  Dużo ...aby liczby rosły, więc wezmą na warsztat i to, co jest odstawione na później. Coś co będzie przeszkadzać komuś, gdzieś indziej. Przecież to nic złego. Ważne, że zrobione. 

Raz byłam z koleżanką na dziale i ... pracowałyśmy , według mnie, logicznie. Na co skomentowali nas koledzy ze wschodu, że z nami się źle pracuje. 

Nie dogodzisz...każdy ciągnie w swoją stronę. I to mnie męczy. 

Co mnie jeszcze osłabia? Dzisiaj osłabiła mnie koleżanka (nie ważne skąd). Stwierdziła, że gdyby jeszcze tak ze dwa dnia popracowała, jak pracuje dzisiaj, to schudłaby z 50 kg. 

Matko ty moja.... przerobiła jedną grupę przez całe 8 godzin, kiedy normalnie ludzie przez godzinę robią to, co ona przez cały dzień. No ale w końcu .... niedziela. I trzeba się oszczędzać. Jej zadaniem było jeszcze podejść do nowej pracownicy i poinstruować ją w dokumentach. Jak prawidłowo odczytywać skróty. Inni nie robią z tego zagadnienia. Instruują nowych niejako pomiędzy.  Koleżanka po tych inskruktażach wykorzystywała czas na pogaduchy na innych działach. Do szefów zaś podnosiła wartość swego zaganiania i przepracowania. Wiem .... kto się nigdy nie obijał niech pierwszy rzuci kamieniem  Tyle tylko, że kiedyś znosiłam tego typu sytuacje spokojniej a teraz nie. Bo są kobiety, które uważają, że faceci, którzy mają w zadaniach zarobić na rodzinę, powinni być im dozgonnie wdzięczni za to, że one pomagają im w ich obowiązkach. Szkoda, że ci panowie nie pomagają swoim połowicom - partnerkom w pracach domowych.  Poza tym w mentalności, co niektórych kobiet w robocie zarobkowej należy dawać z siebie jakąś 1/3 gwizdka, bo właśnie w chacie czeka na nie  sterta do przerobienia. 

Czego jeszcze mam powyżej dziurek w nosie? Lekceważenia....starzeję się. Młodzi chyba łatwiej to znoszą i raczej nie czynią z tego zagadnienia. Starsi są bardziej wrażliwi. 

Pod koniec zmiany miałam awarię na rentgenie. Przerobiłam to, ustawiłam na poprawny bieg. Zajęło mi to jakieś 40 minut i .... zmęczyło. Chciałam dziewczynie, która będzie mnie zmieniać o tym opowiedzieć, żeby nie była zaskoczona kiedy i jej to się przytrafi. Zaczynam gadkę. Jestem w połowie zdania, ona zaś zobaczyła kogoś zaprzyjaźnionego i nie mówiąc :" Poczekaj chwilę. Zaraz przyjdę." odwróciła się i odeszła. Zagotowało się we mnie. Typowe zachowanie ludzi z tej zmiany. 

Dokończyłam robotę a przechodząc obok niej i jej szefa zatrzymałam się i zagadałam:" Słuchaj kochana. Ja wiem, że wasza zmiana wie wszystko zanim wejdzie na dział, ale ... tamta maszyna ma problem. Ja zaś mam ochotę iść już do domu". 

Szłam i mlełam w duchu, żeby jej ta machina dzisiaj dała w dooopę. 

Oj Anka, oj.... człowiek, który mantruje nie powinien mleć takich słów. Nie wyszkoliłaś się koleżanko. 

Wiem ... wszystko bez ładu i składu. 


37 komentarzy:

  1. To, co napisałaś, wcale nie brzmi jak marudzenie starej, zrzędzącej Anki. 😉 Wręcz przeciwnie — jest w tym sporo samoświadomości i, chyba przede wszystkim, uczciwości wobec siebie.

    Bo przecież łatwo jest wytykać innym arogancję, lenistwo, lekceważenie czy chodzenie na skróty. Znacznie trudniej w tym samym momencie powiedzieć: „ja też nie jestem bez winy”. A Ty właśnie to robisz.

    I chyba dlatego tak dobrze czyta się Twoje obserwacje o tych wszystkich ludziach. Różnych narodowościach, temperamentach, sposobach pracy, myślenia i patrzenia na świat. Nie piszesz przecież, że „oni są źli, a ja dobra”. Raczej próbujesz zrozumieć, dlaczego tak trudno nam się czasem ze sobą dogadać. I przy okazji pokazujesz, że mimo całego zmęczenia nadal jesteś ciekawa ludzi — ich historii, języków, jedzenia, muzyki, tego, skąd przyszli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Miły jest twój komentarz. Może dlatego warto czasami coś niecoś nabazgrać aby .... poczuć powiew wsparcia )

      Usuń
  2. Zaintrygowały mnie cukierki lakrycowe. Ki czort? Czy chodzi o lukrecję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to lukrecja. Jadłaś kiedyś? Zachód to lubi. :)

      Usuń
    2. KOCHAM lukrecję od dziecka! W dodatku mam stałe źródło zaopatrzenia w nią, bo mój brat mieszka w Norwegii, a Norwegowie też się nią zajadają. No i przywozi mi ją na tony 😀

      Usuń
    3. Gdy byłam dzieckiem, w PRL nie było lukrecji, ale w Niemczech były już Haribo i tam mi rodzice kupowali. Haribo to wielka rzecz, te "ślimaki" z lukrecji i te mieszanki z kwadratowymi cukierkami wyglądającymi jak poprzekładane ciastko... 💖💖💖💖💖

      Usuń
    4. Tak... csły zachód to lukrecja.
      Ja jadam to okazyjnie. Jedne cuksy lubię bardziej, inne są bleeee....ogólnie jednak to nie mój smak. To coś co poznałam jako dorosła kobieta i lukrecja i ja nie pokochałyśmy się. Bo przyznaj, to dość specyficzny smak:))

      Usuń
    5. Islandczycy też uwielbiają lukrecję. Przywoziłąm alkohole o tym smaku i częstowałam na swoich prelekcjach. To była atrakcja. Mnie nie smakują, ale przywożę kuzynce.

      Usuń
    6. Lukrecja jest w tej czesci swiata bardzo popularna:)

      Usuń
  3. Hej ja też jestem starej daty i żyję często przeszłością. Na samą myśl o przyszłości robi mi się niedobrze.
    W przeszłości to chociaż możemy wiedzieć co nas spotkało.
    Co do Lukrecji to jest takie imię i powieść córki twórcy serii o Mikołajku.
    Pozdrawiam z Nadodrza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przeszłości to chociaż możemy wiedzieć co się stało.... sympatycznie powiedziane 🤣. I możemy to jeszcze ulukrować, upudrować w naszych wspomnieniach tak, aby nam się podobało. Nad przeszłością panujemy w myślach ...przyszłość to niewiadoma i niektórych przeraża.
      Trzeba po prostu żyć.

      Usuń
  4. Niby bez ładu, ale wszystko to bolączki, które Cię męczą, więc dałaś upust, może przyniesie ulgę.
    Takie zmiany pokoleniowe to chyba normalka, ile my godzin przegadałyśmy w pracy na temat : my starsze koleżanki i młodsze pokolenie.
    A propos teściowej - ludzie bywali szczęśliwi, bo to politycy i generałowie wszczynali wojny, a nie prości ludzie, którzy chcieli żyć po prostu.
    W rozmowach denerwuje mnie, gdy ktoś opowiada przy stole ciekawą historię, a tu nagle inny biesiadnik głośno wtrąca się nie na temat, przerywając i zmieniając uwagę wszystkich , bo jemu akurat pić się zachciało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałaś: " ludzie bywali szczęśliwi", bo szczęśliwym się bywa .
      Nie sądze jednak aby bieda tak im nie doskwierała, że nie stała się dla prostych, przeciętnych ludz zaczątkiem do wojny.
      To z powodu biedy wybrali takiego a nie innego człowieka. On sam nie miał takiej siły sprawczej aby się wybrać. Obiecywał gruszki na wierzbie a oni tych gruszek widocznie chcieli. To ludzkie wybory powodują taki a nie inny bieg historii. Pamiętasz filmy dokumentalne z tamtych czasów? Toż niektóre z pań słuchających na stadionach przemówień swego wodza zachowywała się tak , jak w larach sześćsiesiątych fanki The Beatles. Mdlały.

      No i podałaś przykład na aroganckie zachowanie. Też nie lubię, kiedy ktoś przerywa innym totalnymi pierdołami.

      Usuń
  5. Czasami cieszy mnie, że jestem chorobliwie introwertyczna, unikam kontaktów z ludźmi chociaż oczywiście spotyka się wrednych I w biurach I sklepach. Narzekanie pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzekanie niezbyt pomaga. Potrafi z czasem bardzo negatywnie nastawić nas do otaczającej rzeczywistości. Do świata.
      Pomaga wygadanie się komuś bliskiemu. Komuś kto nas rozumie. :)))

      Usuń
  6. lakryco???... aha, lukrecjowym... akurat nie lubię, choć podobno zdrowe dla wnętrza dzioba...
    a panienka od maszyny faktycznie nie zachowała się zbyt ładnie i tu podzielam Twoje zagotowanie, bo też nie lubię takich akcji... chcesz komuś pomoc, a ta/ten ktoś ma na to wywalone...
    za to lubię NiNi posluchać i popatrzeć...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czytałam, że lukrecja podnosi ciśnienie, czyli nie jest to specjał zdrowy dla nadciśnieniowców.
      Ja tego nie lubiłam, bo to nie mój smak z dzieciństwa. Dla mnie chleb posypany cukrem i pokropiony wodą byłby atrakcyjniejszy. Taka słodycz dla bidoków ze wschodu, z czasów kartkowych:))
      Natomiast kiedy chodzi o lukrecję to oni mają te cuksy np.: otoczone solą albo obtoczone w kwasku cytrynowym, z karmelem... Pomysłów na lukrecję multum:)
      Mój mąż to fan lukrecji, więc się trochę znam.

      Usuń
  7. Gdzieś trzeba wywalić, co na wątrobie leży. Ja tam Ameryki nie odkrywam, po prostu zgadzam się z wcześniejszymi odkryciami, gdy sama do nich dotrę, jak np. 1zdanie. :-)
    Przeszłość wspomina się ,,dobrze,, bo jest przeszłością i wybiera się zwykle bardziej smakowite , pod jakimś kątem, kąski, jak te cuksy.
    Też tak mam, ale raczej unikam wspominek, bo i tak nikogo one nie interesują. Chyba, że ktoś ma jakiś ukryty cel do realizacji w teraźniejszości.
    Niby w pracy odpowiada się za swój kawałek, ale nie każdy -jak w podanym przykładzie-jest zainteresowany pracą zespołową. Brak świadomości wzajemnej zależności i poczucia odpowiedzialności . Różnica w podejściu też mnie potrafi czasem ,,zbić z tropu,,...
    Arogancja czy pewność siebie wynikająca z tego, że jesteśmy w czymś dobrzy?
    Za arogancję uważam raczej zachowania mające sprawiać wrażenie, że jesteśmy w czymś ,,guru,, i siłowe (usilne)przekonywanie o tym otoczenia.Także to nie arogancja...często przez nas przemawia,.a pewność siebie wynikająca z doświadczenia życiowego.
    Jedni to docenią inni ......i tak odejdą z poczuciem swojej wyższości ( wszak kilka inkarnacji jeszcze na nich czeka z otwartymi wrotami :-)
    Pozdrawiam cieplutko. Dobrego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod względem wspomnień, wydaje mi się, że mam wymazany dysk. Pamiętam urywki. Moja średnia siostra wspomina czasami a ja nie pamiętam tego o czym ona mówi. Ogólnie to dzieciństwo mam wspomnieniowo wystrzelone w kosmos.
      Pamiętam pewne obrazy. Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, kiedy siedzę sama w piaskownicy. Dłubię tam jakąś dziurę do środka ziemii, podchodzą do mnie dwie sąsiadki i pytają ile mam lat. Miałam niecałe 5, ale z dumą, palcami, ręką, pokazałam im, że pięć. Zapamiętałam moją pierwszą iluzję. 😉 W tamtym wieku biologicznym chciało się mieć więcej niż się faktycznie miało :) Niewiele pamiętam. Wiem, że było ciężko, dlatego może mózg się sam zresetował?
      Z nauczycielstwa, pracy typowo indywidualnej- każdy odpowiada za swój kawałek podłogi- weszłam na pracę zespołową. I ... pracuje się szalenie trudno w zespołach wielonarodowościowych.
      Arogancja to raczej forma wqrwu na świat . Wynik tego wqrwu:" Będę chamem i...co mi zrobicie? Wszyscy pierniczą tylko o sobie, więc ja będę pierniczył podobnie, ctyli o sobie".
      Pewność siebie nie musi być złą cechą charakteru- może brać się z wiedzy , którą człowiek posiada i ona utwierdza go w danej rzeczywistości. Ludzie mogą to czytać jako arogancję, ale tak wcale być nie musi.
      Ostatnio coś nam się psuło. Dziewczyny nie umiały tego nastawić. Czekały na chłopaków. W sumie coś im tam dzwoniło w mózgowych zwojach , jak z tego wybrnąć, ale uznały, że faceci znają się lepiej i zrobią to lepiej. A tak naprawdę trzeba było wejść pod maszynę i ustawić odpowiednio sensory. Panie w białych kombinezonach nie będą się przecież kładły. I nie umiały sensorów odpowiednio rozpoznać. Weszłam pod tą maszynę i sensory ustawiłam. Trochę czasu mi to zajęło, bo dawno już tego nie robiłam. Już też wolę czekać na facetów. Zrobiłam się wygodna. Maszyna "pipsnęła" dwa razy i... zaskoczyła. Podchodzi do mnie koleżanka Polka i zagaja: " Ciekawe jak to długo będzie funkcjonować ?". A ja na to, że :" Będzie , bo jest dobrze zrobione".
      Byłam pewna, że zrobiłam robotę dobrze...ona mogła to odebrać jako moją arogancje. Samochwalstwo. Brak pokory.
      Tyle tylko, że ja odróżniam dobrze pewność siebie od arogancji.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Czujniki w maszynach to jak nasze zakończenia nerwowe. Nie odbierasz bodźca- nie reagujesz. Jak to przełożyć na nasze reakcje, żeby nie wkurzać się niepotrzebnie? To zagadka do rozwiązania indywidualnie. Chcąc się ,,uodpornić, (znieczulić) trzeba uważać, żeby nie przebodźcować ...bo psyche siada. To wiem z własnego doświadczenia.

      Usuń
    3. Znieczulenie skojarzyło mi się z pewnym terminem w psychoterapii :" mrożenie uczuć". To niedobra dla pacjenta przypadłość, kiedy to ktoś żyjący z osobą dysfunkcyjną ( alkoholikiem/;alkoholiczką, seksoholikiem/ seksoholiczką, hazardzistą/: hazardzistką....) nie chcąc cierpieć, nie chcąc odczuwać bólu mrozi swoje uczucia...usypia je w sobie na amen w pacierzu....taki system obronny. Potem trzeba to terapeutyzować.

      Usuń
    4. Mrożenie uczuć -doskonale to ujęłaś. Wielokrotność pewnych doświadczeń powoduje ,,znieczulice,, na dany bodziec. Ale nie u wszystkich, bo niektórzy szukają pomocy w zachowaniach ucieczkowych - i często popadają w swoje ,,uzależnienia,,.
      Trudne tematy....

      Usuń
    5. To nie ja 😉...to terapeuci tak to nazwali a ja za nimi używam takowego określenie.
      I mrożenie uczuć to przypadłość ludzi żyjących w specyficznych warunkach emocjonalno- uczuciowych. Niesprzyjających warunkach, w długotrwałej traumie .... bo ileż można żyć w bólu emocjonalno- uczuciowym, w którym na dodatek końca nie widać? Trzeba się "zamrozić" . Przykre to ale zdarza się.

      Usuń
  8. To Twoja teściowa jest tylko o 2 lata starsza ode mnie. Pociesz Ją, że ja też miałam kiepściunie dzieciństwo bo jej rodacy napadli w 1939 r na Polskę a nie Polska na nich. Teściowa mojej córki też jest z tego rocznika co Twoja i też opowiadała, jak to okropnie było po wojnie, bo strasznie głodowali (ona wtedy mieszkała chyba w Dusseldorfie).Z tym ,że nigdy nie opowiada tego przy mnie, bo chyba zdaje sobie sprawę, że to nie my rozpętaliśmy wojnę. I trzeba sobie szczerze powiedzieć, że Niemcy po wojnie dostali ogromną pomoc od Amerykanów i to, że stanęli jednak na nogi to zasługa właśnie Ameryki a nie ich własna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja teściowa to rocznik 26. Gdyby żyła obchodziłaby w tym roku 100 lat. Była 13 latką kiedy wybuchła wojna.
      Trudno nam się o tym czasie rozmawiało, bo ja psułam jej polukrowany obrazek młodości- jednego z fajniejszych etapów życia. Moja babcia była o rok od teściowej starsza i kiedy przywoływałam teściowej obrazek życia moich dziadków , ona twierdziła, że albo kłamię ja a najprawdopodobniej kłamali moi dziadkowie .
      Biegała po okolicy i przestrzegała ludzi przed moimi ewentualnymi opowieściami.
      Raz mi zarzuciła, że skąd ja mogę cokolwiek wiedzieć o tamtym okresie, przecież nie żyłam w tamtych czasach. Ja zaś zarzuciłam jej, że jest mądralińska, bo nie będąc w wielu miejscach wie jak przebiegała okupacja w Polsce, w sumie wie jak to było w każdym zakątku okupowanej Europy.
      Na dodatek jej niektóre wspomnienia to była, według mnie, totalna ignorancja. Były nie na miejscu

      Usuń
  9. Ja to chyba jestem nietypowa, bo staram się nie opowiadać jak i co było kiedyś, bo zdaję sobie (jeszcze) sprawę z faktu że dopóki się żyje trzeba żyć tym co tu i teraz a to co było jest tylko dla mnie przestrogą by nie popełniać tych samych błędów co kiedyś. Póki co to te moje 83 lata to mnie jakoś nie "mordują", ale wzbudzają tylko moje ogromne zdziwienie, że nadal jestem i że nadal jeszcze funkcjonuję samodzielnie ( jeśli tylko nie muszę używać języka niemieckiego), bo choć codziennie staram się go uczyć to słabiutko to wypada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuść sobie ten niemiecki , choć piątka z plusem dla Ciebie, że jeszcze próbujesz i ćwiczysz mózg. Może otwartość na uczenie się sprawia, że jesteś samodzielna. Pokonujesz , czy też próbujesz pokonywać trudności.
      Ja też mam taką teorię, że póki tu jesteśmy to nadal mamy coś do przerobienia w naszym życiu i do pobrania jakiejś nauki. nie możemy spocząć na laurach wszystkowiedzy. )))

      Usuń
  10. Może ta maszyna popsuła się ich zmianie😆. Nie pracuje z młodymi to nie wiem jakie to jest doświadczenie.
    A co do lukrecji, dziękuję, postoje. To są smaki na których trzeba się wychować. W USA wszyscy lubią macaroni cheese, łącznie z moimi dziećmi i mężem. Ja spróbowałam to raz i starczy mi na wieki wieków amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... popsuła się na ich zmianie. Praca z młodymi nie jest żłym doświadczeniem, ale z młodymi i leniwymi już tak i ze starymi leniwymi podobnie )
      Ja też za niektóre smaki podziękuję. Nie wszystko lubię. Raz zaprzyjaznionz Japończk poczęstował mnie kiszonymi mirabelkami. jego mama mu zakisiła i przywiozłą... nie dziękuję bardzo. Do tego trzeba być przyzwyczajonym od dziecka. ))

      Usuń
    2. Mirabelki kiszone, brzmi smakowicie 😆. Kiedyś w końcu spróbowałam pomidorów kiszonych czy konserwowanych, w sklepie rosyjskim można kupić. Wywaliłem cały słoik, nikt tego nie chciał jeść. Chyba też trzeba od małego to jeść żeby lubić.

      Usuń
    3. Mi te pomidory kiszone w końcu podeszły. Nie wszystkich firm, ale są dwie firmy, które chętnie kupuję i pomidor kiszone od nich są bardzo smaczne.
      Natomiast kiszonego arbuza...nie, nie dam rady. Chyba, że ktoś pokaże mi jakąś smaczną potrawę z kiszonych arbuzów, bo tak ze słoika to ...ja dziękuję, ja postoję. :)

      Usuń
  11. A ja bardzo tęsknię za ludźmi. Przebywam tu na wsi już od marca z krótkimi wyjazdami w różne miejsca. Ale wreszcie wyjeżdżam. Zostawiam dom w odpłatnej opiece u sąsiadów. Wracam do swojego miejskiego życia. Będę rozmawiała z wieloma ludźmi w końcu i też pójdę do pracy. Żałuję, że nie znam tylu narodowości, ale kilka się zbierze.I przychodzą do nas uczyć się polskiego.
    Ty od lat doskonale sobie radzisz w tym wielonarodowym społeczeństwie.
    Nie znoszę, jak ktoś przerywa i zmienia temat. Ludzie chcą się dorwać do głosu i mówiący tylko o sobie.
    Przyznaję, że też mam egocentryczną naturę, przyzwyczajoną, że ludzie mnie słuchają od czasów nauczycielskich, i różne prelekcje. Ale słucham i zadaję pytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och....mnie obdarto i obdziera nadal życie z tej nauczycielskiej mariery, że ja tu mówię.
      Ludzie nie chcą słuchać tych, którzy niby lepiej wiedzą co i jak... no chyba, że muszą bo szef, bo kontroler, bo lekarz....policjant itd.
      Od lat sobie radzę i był czas mojej sporej otwartości na to, co inne, bo to było ciekawe, nieznane...ale teraz to gaśnie i zaczyna to pokrywać kurz zmęczenia. Nie oszukujmy się - w grupach wielonarodowościowych dochodzą nowe problemy do rozwiązania i one potrafią być właśnie nie do rozwiązania. Turcy nie rozmawiają z Kurdami, Kurdowie z Turkami, Grecy nie darzą sympatią Turcji. Ukraincy odsunęli sie od Rosjan. Rosjanie lekceważą Gruzinów..... dopisz sobie co chcesz.

      Usuń
  12. Mam czesciowo podobne refleksje na obecny "swiat" i ludzi co bardzo wyraznie widzi sie wlasnie w miejscach pracy ktore pomalu przejmuje mlodsze pokolenie. Widze coraz mniejsza solidnosc - jesli sie chce to zjawisko okreslic jednym slowem. Niestety prawda jest bo przeciez widze na wlasne oczy iz ta niesolidnoscia charakteryzuje sie imigracja - nie przestrzegaja naszych amerykanskich poziomow. Mowi mi to ze nie chca sie dostosowac do tutejszych kryteriow przynoszac luz i swobode nabyta tam skad pochodza.
    Moze jestem nadwrazliwa bo jakze inaczej ja i moja rodzina latwo dostosowala sie do nowych kryteriow i postepowania a one sa przeciez dobre, obecna emigracja nie asymiluje sie latwo i plynnie. Na szczescie bedac emerytka omijaja mnie sytuacje w pracy, jednak pamietam ze gdy jeszcze pracowalam to bylam kompletnie "zamerykanizowana " i dostosowana wiec nie odstawalam od innych. Jakos samo przez sie rozumialam ze to ja mam sie dostosowac do USA a nie Ameryka do mnie - teraz jest na odwrot.
    Aniu - ja tez mam wspomnienia z mlodosci, z czasow zupelnie niepodobnych do obecnych i widze ze choc technologia ulatwia zycie to jednak mentalnsc ludzi stala sie inna i wcale nie na lepsze. Moze Twoja tesciowa ma wlasnie to na mysli pamietajac bardziej przyjaznych, bardziej milych ludzi, bardziej spokojny bezpieczny swiat? W tym ja popieram i nie uwazam za marudzenie starej osoby tylko takiej ktora niejedno widziala wiec ma porownanie. Mlodzi, jak na przyklad moje wnuki nie odczuwaja tego, nawet nie rozumieja bedac urodzonymi w 21 wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj temat jest bardzo trudny....i trzeba uważać, choć w sumie uważamy, na język jakim się mówi o innych nacjach.
      Z mojego punktu widzenia jest tak, że te nacje wschodnie ( Europa wschodnia) są nauczone pracy w tzw. przemyśle ciężkim: w stoczniach , w metalurgii, hutach, kopalniach... rolnictwie. Tego u nas było do wyboru i koloru. Zachodnie nacje też to potrafią , ale trochę w innym stylu. Oni pracują- dobrze...są wyuczeni solidności pracy, wywalczyli sobie wiele praw i szef, dbając o swój image, musi tego przestrzegać. Na wschodzie zaś ludzie przyzwyczajeni są, czy też byli, że szef niekoniecznie się z nimi liczył. Niekoniecznie dbał o ich potrzeby.
      Piszesz, że byłaś zamerykanizowana, bo byłaś po prostu , ja to nazwę " posłuszna" , czy też " pokorna" , zdyscyplinowana. Nie wywracałaś systemu do gór kołami, nie musiałaś walczyć, bo i tak pod wieloma względami było ci lepiej niż w ojczyźnie. Poza tym nie pochodziłaś z jakiejś kryminogennej rodziny, w której sposobem na zaspokojenoe swoich potrzeb było poważne kombinowanie i przekręty. Ludzie ze wschodu potrafią tyrać. Ale abyśmy nie urośli w piórka to...każda emigracja wnosi do danego kraju też i chaos. Niestety emigrują nie tylko młodzi, piękni, porządnie wykształceni, zdrowi, ale też chorzy- obciąrzając poważnie kasy chorych. Ludzie bez wykształcenia , ludzie często- gęsto nie umiejący czytać i pisać. Emigrują też ludzie po więzieniach.
      Polacy w Niemczech dorobili się opini złodzieji. W latach pierwszych fal emigracyjnych w stanie wojennym i po przewijały się po Niemczech polskie gangi złodziejskie specjalizujące się w kradzieży samochodów. Swojego czasu przysparzaliśmy Niemcom nie tylko zysków ale i strat. No i przylgnęła do nas tutaj opinia złodzieji.
      Tak samo można powiedzieć schematycznie o ludziach z bliskiego wschodu, że od momentu kiedy się pojawili Europa stała się niespolojna. Zmalało poczucie bezpieczeństwa. Coraz więcej ataków. Wjazdów samochodami w ludzi i temu podobne historie.
      Znam jednak sporo ludzi z tamtej xzęśco świata, którzy porządnie i ciężko pracują, bo chcą zapeqnić przyszłość swoich dzieci.

      Prawdą jest to, że to młodsze pokolenie inaczej pracuje. Lojalność nie jest ich mocną stroną. Mają mocne parcie na stanowiska. Zrudne to wszystko

      Usuń
  13. Z jednym sie nie zgodze - ze bylam pokorna czy posluszna. Nie musialam byc taka bo mnie traktowano na rowni a wymagano tylko jednego - byc w zgodzie z powszechnym prawem kazdego obywatela USA obowiazujacym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te słowa napisałam używając cudzysłowia, bo nie mogłam znaleźć innych odpowiadających mi określeń.
      Ale o to mniej więcej chodzi. Nie dobijałaś się , być może, o sranowiska. Wszystkiego dorabiałaś się swoją ciężką pracą. Bywało, że nie szłaś na skróty... to jest mniej więcej coś co skojarzyło mi się z pokorą. Nie wywracałaś systemu do góry nogami.
      Toż przecież nie wprowadziłaś tam swojej mafii. Nie organizowałaś przestępczości. Nie omijałaś prawa tylko szłaś z nim ręka w rękę.
      Ale z przybyszami bywa różnie.

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.