środa, 8 maja 2019

Ludziom zawsze chodzi o cos innego.

Nie bardzo lubie wielkie hasla symbole. Takie wiecie:  rzucisz slowko, a kazdemu w glowie zapala sie odpowiednia lampka i … oni juz wiedza, o co chodzi.
Potem okazuje sie, ze to nie tak mialo byc. Nie o to szlo...mialo byc inaczej, z reguly piekniej, bo to, co otrzymali nie dorasta do tego co sobie na dany temat wyobrazali, wiec... to nie jest to. To nie moze byc TO.

Mojzesz wyprowadzil lud zydowski z egipskiej niewoli. Od tego momentu jego towarzysze niedoli, przestali cieszyc sie statusem  niewolnikow-  niewolnik ,  coz za oszalamiajace wowczas miejsce w spolecznej hierarchii, nieprawdaz? Na poczatku czemu nie. Pasowalo,  niezla euforia- udalo sie, powiodlo, ale …. ale potem zaczely sie schody, bo oni nie bycie niewolnikiem nie tak sobie wyobrazali. W Egipcie chociaz chleba bylo pod dostatkiem, a wloczac sie po pustyni musieli non stop zabiegac o pozywienie. Pierwsze powazne utrudnienie i … "E tam,  my wracamy na chate". Co z tego ze baty, praca ponad sily, upokarzajace miejsce w spolecznej drabinie, chleb byl i tyle na temat.

W literaturze obozowej mowi sie, ze bardzo wielu wiezniow obozow, wlasnie po otrzymaniu wolnosci popelnialo samobojstwa . Nie w momencie przezywania owego piekla, a wlasnie po przejsciu owego piekla.  Znamy  w literaturze obozowej opowiesci o  ludziach rzucajacych sie na druty, pomimo tych opisow okazuje sie , ze statystycznie sprawa miala sie inaczej. Wiecej wiezniow  po uzyskaniu wolnosci odbieralo sobie zycie niz w trakcie bycia w obozie.  Coz za dziwne zjawisko.

Ogladalam pare dni temu Matrix. Jest tam pewna epizodyczna postac zdrajcy- Cypher`a. Cypher nie wytrzymuje warunkow zycia po polknieciu pigulki prawdy. Ma wybor , bo Morfeusz zawsze zaznaczal, ze nie moze nikomu nic innego dac jak tylko PRAWDE. Masz wybor- czerwona tabletka poznasz owa prawde i nie bedzie odwrotu. Niebieska - wracasz do stanu wyjscia, do tego co stare.  Cypher lyknal tabletke czerwona, dowiedzial sie w czym rzecz, pozyl ta rzecza na statku Morfeusza i …. zachcialo mu sie powrotu do inkubatora. Jednak sen, uspienie bylo lepsze, niz realne zycie.

19 komentarzy:

  1. Tylko czemu tu się dziwić? Powiedzenie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, ale najlepiej w domu” nie wzięło się z niczego. Ale to nie tylko cecha ludzi. Wypuść na wolność zwierzę całe życie przebywające w ZOO, na sto procent na wolności nie przeżyje.

    Mam natomiast problem z tymi samobójstwami byłych więźniów obozów. To nie są osoby, które cały czas żyły w obozach, one wcześniej znały, czym jest życie na wolności. Rodzi się więc proste pytanie: jakie były przyczyny tych samobójstw? Nie poznamy prawdziwych, ale jestem przekonany, że to nie tęsknota za życiem za drutami. Prędzej koszmary z tymi obozami związanymi. To ma też swoje przełożenie na depresję żołnierzy po ostatnich wojnach w Wietnamie czy na Bliskim Wschodzie, kiedy to pierwszy raz zjawiska zaobserwowano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temu sie dziwic, ze ludzie wiecznie sa niezadowoleni. Ze chca czegos , ale bywa ze nie wiedza czego chca, bo to czego pragna nie bywa takie jak ich wyobrazenia. Kiedy tyczy sie to mlodych, niedoswiadczonych to nie dziwi to tak, jak przy ludziach , ktorzy juz w zyciu cos przezyli, wnioski pow<yciagali , z niejednego pieca chleb jedli.
      Nie lubie hasel "nic" typu : wolnosc, sprawiedliwosc, rownosc… bo dla kazdego z nas oznacza to cos innego.

      Problem z samobojstwami jest ponoc taki, ze ocaleni czesto mieli wyrzuty sumienia , ze przezyli. Ze tylu innych zaslugiwalo na to i jednak zostali zgladzeni, zas oni ( ci, ktorzy przezyli) nie czuli sie lepszymi, bardziej zaslugujacymi na wybawienie. Takie ponoc dzialanie ludzkiej psychiki. Primo Levi opisywal miedzy innymi owe zjawisko. I jego to dopadalo, myslenie, ze przeciez nie byl nikim wyjatkowym , nikim kto mial nieskazitelna moralnosc ( choc z mojego punktu widzenia nie byl tez nikim niemoralnym, wlasnie on przemysliwal wszystko pod wzgledem moralnosci, egzystencjalizmu, humanizmu…) a jednak przezyl. Byli tacy, ktorzy z jego punktu widzenia zaslugiwali na to bardziej niz on.
      Niepojete to, ale niestety wielu doprowadzilo do samobosjtw.
      W chwili przezywania owych udrek czlowiek tak, jak zwierze nastawiony byl na przezycie, potem zas, kiedy sie uspokoilo, przyszly inne perspektywy patrzenia na te sprawy. Inne przemyslenia. Przemyslenia o sobie samym itd.

      Inna rzecz, ktora mnie jeszcze w literaturze obozowej zadziwila, to taka, ze kiedy wiezli owych wiezniow ( czas likwidacji obozow , bo Rosjanie po pietach im deptali) na platformach , pociagiem w glab Rzeszy i zdarzaly sie bombardowania. Pociag ponoc stawal w polu, a ludzie sie rozpierzchiwali. Uciekali gdzies sie skryc, aby nie zostac zbombardowanymi. Po bambardowaniu wielu wracalo z powrotem do pociagow, jakby to bylo jedyne miejsce , do ktorego mogli sie udac. Wybierali to, co znane. Straznikow z karabinami, pejczami… niz obcy teren i nie wiadomo dokad sie udac. Bywalo, ze straznicy strzelali do tych powracajacych. Na co oni im teraz? Wszystko w chaosie , rozgardiaszu, rozwalce… na dodatek kupa wiezniow do przewiezienia, a oni ( straznicy) sami musieli teraz porzadnie dbac o swoje cztery litery. A jednak ryzykowali owi wiezniowie powrot.

      Usuń
    2. A mnie się wydaje, że cały urok człowieczeństwa polega na tym, że człowiek wciąż jest niezadowolony. Kiedy już coś osiągnie, dochodzi do wniosku, że jeszcze coś można poprawić. Nic tak nie deprawuje jak stagnacja. Ja też tych haseł nie lubię, jeśli jest w nich zawarty nic nieznaczący patos. Jeśli zaś odnoszą się do konkretów, są warte wszystkiego, jeśli nawet mają różne znaczenie dla poszczególnych ludzi.

      Nie neguję tego, co doświadczył ten Primo Levi, ale nie dam sobie wmówić, że wie, dlaczego ktoś popełnił samobójstwo, skoro on sam pewnie nawet nie spróbował. Nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego mam czuć się winny za coś, co mnie nie spotkało, tym bardziej, za to, że mnie nie spotkała śmierć. A może chodzi o to, że ten ktoś dopuścił się nieprawości w obozie? Ukradł komuś ostatni kawałek chleba, nie chciał się podzielić tym, co miał (jeśli miał) i ten ktoś umarł, o donosicielach już nie wspomnę.

      Mnie nie dziwi, że ludzie wracali do platform, czy do kolumny. W tamtych czasach każdemu za ucieczkę groziła śmierć, bez możliwości tłumaczenia. Podam Ci przykład. Mój ojciec miał kumpla, Holendra, obaj służyli w tej samej jednostce Wermachtu. Ojcu udało się zbiec do gen. Maczka. Po wojnie usiłował odnaleźć tego kumpla. Okazało się, że choć miał przepustkę, zabili go dzieciaki z Hitlerjugend, bo uważali go za dezertera, choć był w mundurze niemieckim i tę przepustkę im okazał. Jaki los czekał kogoś w więziennych łachmanach, w dodatku bez papierów?

      Usuń
    3. Kurna chata tyle sie napisalam i nie weszlo.

      Jeszcze raz wiec.
      No tak wracali, bo gdzie niby mieli sie udac? W nieznane? Choc mi wydaje sie , ze szanse na przezycie mieli takie same, jak te po wyladowaniu ich w nowym miejscu.
      Moze ow powrot do platform dzialal na takiej samej zasadzie jak u Pawlaka, ktory jechal pociagiem z dobytkiem na ziemie odzyskane. Cale zycie , tam na wielenszczyznie , klocil sie z sasiadem, ale jak z pociagu zobaczyl pasaca sie Kargulowa krowe nakazal rodzinie wypakowywac dobytek, bo nareszcie znalezli swoje miejsce na ziemi. Po co wloczyc sie po swiecie w poszukiwaniu wroga, skoro starego sie odnalazlo?
      Moja mama rowniez tak samo zartobliwie odpowiadala na pytania, dlaczego nie rozwiodla sie z ojcem. Ze niby po co miala szukac nowego wroga, jezeli stary, przewidywalny i znany siedzial pod bokiem?

      Sprawa samobojstw po odzyskaniu wolnosci. Wybacz, ale Primo Levi jest dla mnie pod danym wzgledem, wiekszym autorytetem i znawca niz ty. Tym bardziej iz istnieje przypuszczenie, ze pomogl sobie zejsc z tego swiata.

      Tez tak kiedys myslalm, ze jakimz to musialo sie byc czlowiekiem ( agentem, iluz to ludzi musialo sie miec na sumieniu) aby strzelic samoboja. Teraz zas wydaje sie mi, ze kazdy z ludzi tam zyjacych mial rozmaite przewinienia na koncie, bo aby przezyc trzeba bylo w takowych warunkach niezle kombinowac, organizowac, zajmowac komus miejsce....

      Sluchalam razu pewnego wywiadu z byla wiezniarka obozu. Trafila do niego jako mloda dziewczyna. Opowiadala ona, ze w obozie w Birkenau wiele do powiedzenia ( ze wzgledu na wyrobione wejscia, uklady) mialy wiezniarki pochodzenia zydowskiego ze Slowacji. Dobrze bylo wkreci sie w ich towarzystwo, zdobyc ich zaufanie… Dzieki nim owa opowiadajaca zaczela pracowac przy segregacji zlota. Kontrolowaniu ciuchow , rozpruwaniu szwow i wydobywaniu z nich zaszytych zlotych kosztownosci. Ponoc na bloku panowala atmosfera pelna humoru, bo owe Slowaczki byly babkami pogodnymi. Essesmani ( meska czesc zalogi) zachodzila do nich czesto na pogaduchy. Trzeba bylo uwazac, ale mozna bylo sobie tez sporo podczas takich pogawedek ugrac. Razu ktoregos essesmani nakryli wiezniarki ze zlotem za pazucha- ponoc spuszczaly to zloto w kloace. Zbieraly , wychodzily na siku i spuszczaly w gowno. Zrobila sie ponoc niezreczna, niezbyt przyjemna sytuacja, no ze: " Kobiety drogie gaz was za to czeka". Wchodzili, wychodzili owi notable z pejczami, nie wiedzieli jak do sytuacji sie ustosunkowac, naradzali sie. W ktoryms momencie jedna ze Slowaczek wypalila, ze przeciez owi essesmani moga to zloto pomiedzy siebie rozdzielic. Rzekla cos takiego, ze : "Panie kochany. Idz i zabaw sie z kumplami za ta kase". No i przez tydzien , w czesci cyganskiej obozu, panowie swiata niezle za skonfiskowane zloto sie bawili: wino, muzyka, Cyganie i spiew.

      Usuń
    4. Opowiadala tez owa mloda wowczas wiezniarka, ze razu ktoregos powstal krzyk w obozie, bo zaczeto segregowac nowy transport wziezniow. Z jednej strony ludzie przezywaja tragedie. Z drugiej, gdzies nieopodal, inni pracuja segreguja te cichy , rozpruwaja, wydobywaja kosztownosci… czuja sie bezpiecznie i ... zartuja ( nie z nowo przybylych, ale z jakichs tam swoich smiesznych sytuacji). W pewnym momencie jeden z essesmanow nie wytrzyma i zagadal, ze jak moga miec tak dobre humory skoro inni krzycza , placza…
      "To nie nasze, to Holendi"- odpowiedziala na to Slowaczka.
      Moze po wyjsciu na wolnosc tego typu sytuacje nie daja sumieniu spokoju? Takie niby nic, a jednak? Tez sobie posegregowaly w glowie to i owo.
      Levi zas opowiadal, ze w obozie mial dwoch kumpli, z ktorymi sie wzajemnie wspierali. Razu pewnego pracowali w potwornym upale i okropnie chcialo im sie pic. Levi odkryl wystajacy ze sciany kran, z ktorego po odkreceniu wydobywaly sie krople zgrzanej wody. Zawolal kumpla. Najpierw jeden sie podkladal pod kran. Odkrecal, lykal pare kropel, drugi pilnowal. Potem zmieniali sie miejscami. Pilnujacy lykal, a lykajacy pilnowal… po czasie odkryli, ze przygladal sie im ow trzeci spragniony kumpel, o ktorym zapomnieli lub celowo go nie wolali. Cala trojka przezyla oboz, ale zdarzenie z woda nie dawalo Leviemu dlugo spokoju. Niekalo jego sumienie , nie dawalo spokoju.
      Tego typu "grzeszki", niemoc przebaczenia samemu sobie, mogly doprowadzac ludzi do samobojczych mysli.
      Opisalam ci tylko dwa zdarzenia, myslisz ze tego typu rzeczy nie zdarzalo sie w obozie o wiele wiecej?

      Usuń
    5. Nie neguję prawdziwości tych opowiadań z życia obozowego, ale i one dowodzą, że ludzie nie popełniali samobójstw, bo ich wyrwano z obozów, ale dlatego, że tam coś się nie tak działo. Podobnie jest dziś z żołnierzami wracającymi z wojen. Oni nie tęsknią za wojną, oni popadają w depresje dlatego, że tam działo się coś, pewnie za ich sprawą, co skutkuje wyrzutami sumienia.

      Przypadek Kargulów i Pawlaka ma zupełnie inne podłoże. Szukali czegoś, co przypominało im ojcowiznę. Pamiętasz ten woreczek ziemi, który przechowywali z takim namaszczeniem? Otóż z treści dalszych odcinków wynika, że i pamięć o ojcowiźnie i ten woreczek ziemi są w gruncie rzeczy bez znaczenia. W pewnym momencie, pewnie sami nie wiedząc kiedy, ważniejsze jest dla nich „tu i teraz”. To „tu” jest ważniejsze i cenniejsze niż cała powoli zapominana przeszłość.

      Tym, że coś Tobie nie wyszło, w ogóle się nie przejmuj. Optymistyczny akcentem: nasze przekonania, wraz z nami, i tak odejdą w nicość ;)

      Usuń
    6. Moze wiec inaczej Asmo.
      Nie przecze, ze samobojstwo polelnia sie nie z dobrobytu psychicznego a z powodu czegos meczacego czlowieka w srodku.
      Chodzi mi o to, ze byc moze tak psychicznie jestesmy skonstruowani, tak genetycznie uwarunkowani, ze nie moze nam byc dobrze?
      Kiedy siedzieli owi ludzie w obozie to wytrzymywali ow ciezar i jakosc zycia, dreczenia myslac byc moze , ze jak wyjda na wolnosci to dopiero bedzie fajnie, normalnie, przepieknie, na pewno piekniej niz w tym obozowym piekle. A tu ups. Bo pomimo pieknosci scenerii w jakiej przyszlo czlowiekowi zyc ( przyroda, krajobrazy, pejzaze…), nie wychodzilo im, aby bylo "pieknie" wewnetrznie.
      Oczekujemy zawsze czegos innego. Chcemy zawsze czegos innego.
      Pieklo wytrwali, pomimo, ze bylo koszmarnie. Wolnosci nie wytrzymali pomimo, ze nadziej spora na zycie sie przed nimi rysowala.
      Jakos tak inaczej.

      Usuń
    7. I ja się tu z Tobą w jednej kwestii zgodzę. Tak jesteśmy skonstruowani, że jak już coś osiągniemy, to cieszy nas to wyjątkowo krótko, krócej niż sobie to wyobrażaliśmy. Ratunek z tej opresji jest tylko jeden, szukać innego celu. Ale to ma pewne konsekwencje, które niejako przeczą Twoim dalszym dywagacjom. Bo jeśli ktoś miał w sobie tyle sił by przetrwać w najgorszych do wyobrażeniach warunkach, trudno mi sobie wyobrazić, że załamuje się po pierwszym niepowodzeniu. Przecież każda sytuacja po obozie jest lepsza od obozowej. Ludzie wytrzymywali śmierć bliskich czy przyjaciół, wytrzymywali własne upodlenie i nagle mieliby się poddać tylko dlatego, że na wolności nie zastali raju? Dla mnie to zbyt mało przekonywujące, bo raz nabytego hartu ducha, odporności na zdecydowanie najgorsze zło, nie pozbędziemy się tylko dlatego, że zamiast ośmiorniczek mamy tylko jajecznicę, zamiast pałacu, niewyszukany kąt w suterynie lub na poddaszu.

      Usuń
    8. "Tak jesteśmy skonstruowani, że jak już coś osiągniemy, to cieszy nas to wyjątkowo krótko, krócej niż sobie to wyobrażaliśmy. Ratunek z tej opresji jest tylko jeden, szukać innego celu. "

      Nie Prawda. Nie wszyscy tak maja. Mam bardzo bliska kolezanke, w sumie moge ja nazwac przyjaciolka, sporo raze przeszlysmy. Ona nie wstawia sobie celow, nie wyznacza szczytow. Bardzo lubi siedziec na dupie i jest zadowolona monotonia zycia. Kiedy cos zaczyna sie wokol zmieniac wtedy jest okropnie niezadowolona. jest moim totalnym przeciwnienstwem. Cieszy sie tym, co ma… nie posiada jakichs wygorowanych ambicji, pragnien.

      Usuń
  2. Bo czasami problem polega na komunikacji lub zatajeniu jak pewne rzeczy będą w rzeczywistości przebiegały. Bóg powiedział, że da Żydom wolność i kraj mlekiem i miodem płynący, ale nie spełnił tego. Pomógł wydostać się im z Egiptu i kazał tułać się 40 lat po pustyni wodził ich za nos a jak doszli do Izraela te tereny były już zajęte, więc musieli walczyć o zajęcie tych terenów. Mojżeszowi nie pozwolił wejść do tego wymarzonego raju ziemskiego. A Żydzi chcieli wierzyć w lepszy los a potem wiele wieków później zafundował narodowi wybranemu Holokaust i wylatywanie przez komin…Jakoś boskiej reakcji nie było…
    Rząd PIS zawierzył Polskę Jezusowi i Maryi i temu samemu Bogu, co Żydzi i powiem szczerze, że to zawierzenie to nie jest dobry krok, to jest zła magia, nie skończy się to dobrze dla Polski i Polaków. Obyśmy nie skończyli jak Żydzi, bo zawierzamy los temu samemu Bogu a to się dobrze nie skończy. Znam się trochę na magii i ezoteryce to wiem, co mówię i piszę.

    Temat obozu to skomplikowany temat, ale z tego, co wiem, jeśli o coś walczysz o zdrowie i przeżycie to walczy człowiek do końca, ale kiedy osiąga cel bywa ze się załamuje. Może jest to spowodowane tym, że gdy walczysz o przeżycie nie myślisz i nie analizujesz to, co się z tobą dzieję, jakie masz doświadczenia a kiedy już nie musisz walczyć to zaczynasz analizować, co się z tobą wdziało, co robili z tobą inni ludzie . Wtedy zaczynasz dostrzegać swoją traumę i dochodzi do załamania i samobójstw..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odnieść do Twojego komentarza.

      Aż takiego porównania bym nie użył. Oczywiście, i mnie razi to zawierzenie Maryi i Jezusowi naszego kraju, ale nie dlatego, że może nam grozić los Żydów. Na dobrą sprawę my już też mieliśmy swój „holokaust” za sprawą niemieckich i rosyjskich okupantów i to bez udziału rządów PiS. Inna sprawa, że w przedwojennej Polsce chyba też zawierzano nasz naród Bogu(?) Ale co mają powiedzieć miliony Rosjan i Ukraińców, umierających za sprawą nie tylko Niemców ale i własnych watażków w czasie Wielkiego Głodu? To tak nie działa.

      Usuń
    2. Masz racje Asmodeuszu, ale Ania jest osobą wierzącą w Boga Chrześcijańskiego a to nie jest dobra droga, nie jest dobrą afirmacją.
      Wiara jest jak afirmacja, jeśli tworzysz złą afirmację twoje życie nie będzie szczęśliwe ani udane, będziesz podejmował złe decyzje i swoimi myślami i wiarą w złą mitologię, będziesz niezbyt dobrze kierował swoim losem. Bo będziesz się do tej złej mitologii w swoim życiu odnosił ,
      Jeśli jednak wierzmy w dobre rzeczy, które dają nam szczęście nasze życie staje się lepsze. Dajmy na to, gdy przejdziesz na Buddyzm łatwiej osiągniesz harmonie w życiu i bardziej będziesz umiał pokonywać trudy życia, ale jak przejdziesz np. na Islam to twoje życie będzie raczej jedną wieczną wojną, nie zbudujesz niczego dobrego.
      Dajmy na to, że wierzysz w Aresa boga wojny, Afrodytę bogini miłości, Atenę bogini mądrości będziesz szedł w kierunku, w którym będziesz rozwijał swoje umiejętności bronienia siebie, sztuk walki, rozwijał umysł czy też dbał o swoje wewnętrzne i zwentrzne piękno i zdrowie. Ta mitologia i wiara przyniesie ci korzyści, ale jeśli zawierzysz złej mitologii to może cię to zaprowadzić do dużego cierpienia, bo tak będziesz wybierał swoje ścieżki w życiu, aby na ten krzyż w swoim życiu trafisz , na nim zawiśniesz . Dotyczy to zwykłych obywateli, państw i narodów. Rzeczywiste istnienie bytów lub w ich nie istnienie nie ma żadnego znaczenia.

      Usuń
    3. Znów zaprotestuję ;)

      Nie pisz, że wybór wiary w Boga jest złą drogą. Tego nie sposób tak jednoznacznie oceniać. Mimo, że sam jestem niewierzącym z wyboru, nie ośmieliłbym się wyborów innych oceniać takimi kategoriami. Jeśli ktoś bierze na serio założenia religii chrześcijańskiej, a nie da się zmanierować otoczką dodatków, ma wszelkie zadatki być człowiekiem dobrym w uniwersalnym tego słowa znaczeniu, niepodzielnym jak w przypadków mnogości bogów starożytnych czy bóstw buddyzmu. Bądźmy szczerzy, politeizm jest tak samo iluzoryczny ja monoteizm, przy czym pierwszy dodatkowo cechuje pewien prymitywizm.

      Nie ma takiej wiary (mitologii), która uchroni Cię przed krzyżem, rozumianym metaforycznie, życie samo w sobie jest niesieniem krzyża. Ale to dotyczy też każdej ideologii. Jeśli ktoś ma szczęście, trafi na lżejszy, ale paradoksalnie, dzięki wierze, mitologii, znajdzie sobie podpórkę. Wtedy nie ma znaczenia, czy jest iluzoryczna, ważne, że pomaga nieść.

      Usuń
    4. "Ania jest osobą wierzącą w Boga Chrześcijańskiego a to nie jest dobra droga, nie jest dobrą afirmacją. "
      A owi Rosjanie sa w wiekszosci niewierzacy, tam wiara wytrzebiona i ich tez nie uchronilo nic. Po prostu takie olozenie geopolityczne , ktore z afirmacjami nic wspolnego nie ma. Takie sasiedztwo i takie ideologie panujace w swiecie.

      "Nie ma takiej wiary (mitologii), która uchroni Cię przed krzyżem, rozumianym metaforycznie, życie samo w sobie jest niesieniem krzyża. "
      Brawo Asmo. Tak czy siak cierpimy.Z wiara czy bez wiary. Dzwigamy wszyscy wspolny los:))

      "Wtedy nie ma znaczenia, czy jest iluzoryczna, ważne, że pomaga nieść."

      Dokladnie:))

      Usuń
    5. Aniu:
      Nie wspólny, każdy niesie swój krzyż. Jeśli już to podobny ;)))

      Usuń
    6. Pewnie, ze kazdy ma swoje zmartwienia, kazdy ma swoje bole… ale jest to cecha, czy tez przypadlosc wspolna- jednaka nam wszystkim… poprostu zycie boli.

      Usuń
    7. @ Asmodeusz
      Nigdzie nie napisałam, że wiara w Boga jest złą drogą, Napisałam jedynie, że wybór określonej religii może być złą drogą dla człowieka, narodu, państwa Dajmy na to Islam. Starożytny Egipt był wielką i wspaniałą kulturą i cywilizacją, ośrodkiem nauki i rozwoju. Kobiety w starożytnym Egipcie miały wiele praw, o których Greczynki i Rzymianki mogły tylko pomarzyć. Ich sytuacja zmieniła się, gdy islam zapanował na tych terenach, kobiety straciły prawa a kultura i sztuka, obyczaje coraz bardziej się degradowały. Tak samo było z przed islamską Turcją i innymi krajami, które Islam zdegradował. Dziś Egipcjanie żyją w chaosie mając kompleks kultury amerykańskiej i zachodniej, religia, którą wyznają ich zniszczyła nie potrafią pracować, nie potrafią niczego stworzyć. Z wielkiej cywilizacji stali się niewolnikami własnej religii, która nie pozwala im się rozwijać, Islam np. zabrania malarstwa i rysunku a także tworzenia muzyki, ogranicza możliwość pracy.
      Religia i wiara deternimike nasze zachowania, styl myślenia a to wpływa na nasze życie. Oczywiście zawsze nosimy jakiś krzyż w swoim życiu ( mam na myśli metaforyczny krzyż, czyli trudy życia), ale ten krzyż można zniwelować a nawet go porzucić. Religie monoteistyczne tej szansy raczej nie dają i piętnują tych, którzy rezygnują z niesienia ciężaru życia, rezygnują z trudów na rzecz szczęśliwszej egzystencji. Tu mogę podać taki jaskrawy przykład aborcji. Religia chrześcijańska zakazuje kobietom prawa do decydowania o własnym życiu jęśli kobieta wyrwie się z macek anty choice –owej religii, tego stylu myślenia będzie szczęśliwą kobietą, która spełnia swoje marzenia, plany, jeśli tego nie zrobi może np. zniszczyć sobie do końca życie wychowując np. kalekie dziecko, Wybory, które daje nam religia bywają ograniczające i determinują losy jednostki i społeczeństwa, więc lepiej nie zawierzać i nie kierować się typem myślenia pewnych religii, bo może się to skończyć dla nas nie najlepiej,
      Nie ma bóstw buddyjskich. Religia zwaną Buddyzmem nie zajmuje się wiarą w żadnego Boga czy bogów zajmuje się jedynie rozwiązywaniem problemów ludzi przez system różnych technik medytacyjnych natomiast pogaństwo ma także swój kodeks moralny np. prawo Wicca cokolwiek zrobisz wróci to do ciebie po trzykroć. Takie jest prawo wszechświata, Magii itd.

      Usuń
    8. @ Ania
      Rosja miała okres laicki w systemie komunistycznym. Teraz wrócili do chrześcijaństwa i konserwatyzmu , antydemokracji. Zobacz sobie stronę Nocnych Wilków gangu motocyklowego Putnia ( Jest strona polska tego niby klubu motocyklowego) Walczą oni z zachodnią cywilizacją, prawami kobiet, satanizmem ( nie wiadomo, o jaki satanizm im chodzi ) ,z homoseksualizmem i prawami LGBT, walczą o chrześcijańskie wartości i te chrześcijańskie wartości nie przeszkadzają im np. brać udział w walkach na Ukrainie, czy pomaganiu w Aneksji Krymu.
      Religia chrześcijańska może cie ukrzyżować w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wystarczy popatrzeć na chrześcijan, katolików na Filipinach, co roku się krzyżują, … co prawda kościół, jako instytucja tego nie pochwala, ale mimo to nadal dokonują aktu ukrzyżowania.
      Nie widzę tutaj wśród chrześcijan jakieś harmonii duszy, spokoju, czy oświecenia widzę miotanie się i trud. Nie oceniam osobistych wyborów każdy robi jak uważa za stosowne tylko nie za bardzo mi się podoba, że rządy w Polsce zawierzają cały naród i państwo chrześcijańskiej magii, co powoduje podążanie naszego państwa i losów obywateli na przysłowiowy krzyż metaforyczny lub realny.

      Usuń
    9. Ivana:

      Mam się za inteligentnego człowieka, więc jeśli ktoś pisze o religii jako o złej drodze (cytat: „Ania jest osobą wierzącą w Boga Chrześcijańskiego a to nie jest dobra droga, nie jest dobrą afirmacją”), dla mnie jest to jednoznaczne z określeniem, że człowiek wierzący w Boga wybrał źle. Niemal ze wszystkimi Twoimi argumentami mógłbym się zgodzić, gdyby nie prosty fakt, że piszesz o swojej, w pełni subiektywnej ocenie, nie uwzględniając oceny tych, którzy są osobami wierzącymi danej religii. Spytaj muzułmankę, chrześcijankę, świadomą ograniczeń jakie nakłada na nią wiara, czy zechce się z tej wiary wypisać? Możesz się srodze rozczarować...

      Jestem zwolennikiem aborcji w ramach takiego prawa jakie mamy, ale uważam, że naiwnością jest sądzić iż wyzwolenie aborcji ze wszystkich ograniczeń uszczęśliwi wszystkie kobiety, mężczyzn dołączając. Wybacz moją ocenę, ale wydaje mi się, że uprawiasz pewną demagogię. Prawdą jest, że wiara i religia determinują życie wiernych, ale czy aby brak wiary wyzwala nas ze wszystkich determinacji? Ciebie będzie determinować kultura i społeczeństwo w takim samym stopniu jak ich. Nie uciekniesz od wszystkiego, nawet gdybyś znalazła bezludną wyspę. Nie da się uciec od uwarunkowań społeczno-kulturowych, jeśli już, to tylko przez śmierć.

      PS. Buddyzm jest, a raczej był, filozofią bez bóstw. Dziś istnieje tam pojęcie „dewy” – wiara w istnienie istot nadprzyrodzonych. To z oczywistych powodów nie jest tożsame z wiarami monoteistycznymi, ale de facto niczego nie zmienia.

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.