piątek, 18 października 2013

Nieprawdziwosc.

Lubimy sie w swoim prywatnym zyciu czegos uczepic. Znalezc sobie jakas stala wartosc i .... budujemy na tym wlasne zycie. Po czasie okazuje sie , ze ta stalosc, na ktorej budowalismy wcale stala nie jest...cos sie wali, cos sie pali i burzy nam caly obraz naszej doczesnosci. Trzeba znalezc kolejny grunt pod nogami.
Roznie ludzie sobie zycie ustawiaja. NADZIEJA- to ona umiera ostatnia. Gdyby nie nadzieja.....

Ogladalam kiedys program "Bezludna wyspa" Niny Terentiew. Prowadzaca zaprosila J. Nowickiego, bodajze M. Danca, A. Grabowskiego. Gawedzili sobie goscie na rozne prywatne, i nie tylko, tematy. W koncu padlo pytanie: " Czy istnieje jakas sentencja, jakies motto, na ktorym opieracie swoje zycie?"- jakos tak to szlo. No i zaczelo sie.... najlepszy byl, oczywiscie ( jezeli to dla kogos oczywiste nie jest, to niech wie, ze to jest oczywiste), J. Nowicki. Jako drugi w kolejce zaczal od tego, ze on sie zadnych powiedzonek i mott zyciowych nie trzyma, bo np.: co tez prawdziwego moze byc w powiedzeniu:" najlepsze jeszcze przede mna"? Coz moze byc najlepszego przed czlowiekiem, ktory zmierza nie ku mlodosci, ale z kazdym dniem sie starzeje? Przed nim slabsze zdrowie, wzrok i sluch, byc moze problemy z potencja.... Zastanowilo mnie to wtedy. Racja i nie racja. Nowicki w momencie, w ktorym to wypowiadal nie wiedzial co go czeka w przyszlosci. Przed nim akurat byla nowa milosc. Znalazl przeciez swoja ksiezniczke i dla niej zostawil dlugoletnia partnerka. Mysle, ze tego typu sprawy- zakochanie sie- naleza raczej do dobrych rzeczy mogacych nas spotkac. Natomiast inaczej przedstawialo sie to wszystko dla jego dlugoletniej partnerki. Dla niej akurat powiedzenie: "Przede mna wszystko to, co najlepsze" nie mialoby sensu. Starosc, samotnosc, porzucenie...to raczej do najlepszych rzeczy, ktore moga spotkac czlowieka, nie nalezy.

Mamy pogrzeb w rodzinie. Zmarl bratanek mojego meza. 35 letni chlopak. Zmarl nagle. Rok temu jego mama uporala sie z pewna trudnoscia zyciowa. Moglaby sobie wtedy powiedziec: "przede mna juz teraz tylko to, co najlepsze...pozyje sobie w spokoju". No i stalo sie..... Po prostu przed nami nieznane. Wszystko moze sie zdarzyc i musimy sie liczyc z tym, ze owe wszystko to niekoniecznie "wszystko najlepsze".

Znacie jeszcze jakies nieprawdziwe powiedzenia, przyslowia , sentencje, na ktorych ludzie buduja swoje przekonania, zycie, nadzieje?
Znam jeszcze jedna:
"To nie przysięga sprawia, że wierzymy człowiekowi, to człowiek sprawia, że ufamy przysiędze ". Bzdura! Slowa sa stale, niezmienne. Tak sie umowilismy, tak chcemy aby bylo. Natomiast czlowiek? Czlowiek jest bardzo slaby , niedoskonaly i z pewnoscia wypowiadajac owe przysiegi czesto nie wie, co robi, co obiecuje...nie zna swojej przyszlosci i sytuacji, ktore moga spowodowac, ze przysiegi jednak nie dotrzyma.





25 komentarzy:

  1. dużo jest racji w tym co piszesz Aniu,chociaż to można od tej drugiej strony też "chwycic",a mianowicie: to co?mamy w nic nie wierzyc,w pewnym wieku siąśc i już nie liczyc na to,że będzie dobrze,albo lepiej?Ja znam przypadki,że ktoś miał młodośc nieudaną,ale właśnie potem,stanął mu na drodze ktoś,kto diametralnie zmienił jego życie o 180 stopni...na lepsze
    Każdy z nas jest na jakimś etapie życia,ktoś porzucony będzie utyskiwał,ale porzucający może właśnie zaczął w tej chwili "oddychac"?
    Jest jedna bardzo mądra maksyma i ja w nią wierzę:KAŻDY TAK NAPRAWDĘ JEST KOWALEM SWOJEGO ŻYCIA .Siedzisz,narzekasz,to tak masz...i to jest w większości prawda.Sami przyczyniamy się do swojego nieszczęścia w większości przypadków.Nie we wszystkich,ale w większości...bo na niektóre nie mamy wpływu i jesteśmy bezsilni.
    Masz rację,co do tego,że lubimy składac przysięgi,których tak naprawdę możemy nie dotrzymac z różnych względów,niekoniecznie z naszej winy,bo życie samo pisze zaskakujące scenariusze.Tu odrzucam przypadki świadomego łamania przysięgi.To inna bajka...
    Może to,o czym piszesz,to też i taka nasza ...wewnętrzna chęc ,żeby dużo dobrego w życiu było wartością stałą?i podpieramy się mądrościami?...nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym kowlastwem to bym tez przemyslala. Bo sytuacje, ktore nas spotykaja sa niezalezne od nas samych. I nie chodzi mi o takowe ekstrema jak takie, ze pil i dorobil sie marskosci watroby. Skor pil to se wykul taki, a nie inny los. Chodzi mi o cos innego.

      To co nas spotyka to nie tylko nasza bajka, to tez bajka tych, z ktorymi jestesmy zwiazani, w mniejszym lub wiekszym stopniu. Nie masz dzieci, nie cierpisz z powodu ewentualnej utraty dziecka, ale skoro je masz to roznie moze sie potoczyc i on ma jakies zdarzenia, ktore na zwiazanych z nim ludzi oddzialywuja. Choroby, wypadki, nieudane malzenstwa...to tez spedza kochajacym rodzicom sen z powiek...a wykul sobie ow rodzic taki, a nie inny los tylko dlatego, ze kiedys tam postanowil, zgodzil sie zostac owym rodzicem- czyli przyjal swiadomie lub tez nie cala game problemow nie swoich bezposrednio a zwiuaznych z jego dzieckiem. To moze byc w odniesieniu do innych osob w naszym zyciu i w zwiazku z ich wplywem na nasze zycie. Nie sami sobie to wszystko wykuwamy.

      Natomiast Ty mowisz o patrzeniu na sprawe. - tak mi sie wydaje. sa ludzie,ktorzy na +wet na problem zwiazany z jakas choroba dziecka sie nie poddaja a walcza i sie jakos mniej zaglebiaja w depresje, a sa tacy co pomimo walki o dziecko jada resztka sily i sa w glebokiej depresji...To podaje jeako przyklad, moga byc inne konfiguracje

      Ja zas mowie o takich powiedzonkach, ktorych sie chwytamy i chcemy tak bardzo, bardzo aby one sie w naszym zyciu prawda okazaly. czyli co najlepsze jeszcze przede mna. A tak prawdzie w oczy patrzac, to to co przed nami jest jedna wielka niewiadoma, czyli moze byc dobrze, ale tez wcale nie musi, i nie wiem czy zalezne jest ( owo najlepsze) od tego czego oczekujemy. Jestes typem myslacym pozytywnie to moze starczy Ci wiecej pary na ewentualna walke z problemem niz temu ktory optymista zyciowym nie jest, ale.... oboje cierpicie. Bo przyznasz sama , ze i optymiste zycie boli:))

      Chodzi mi raczej o te wszelakie powiedzonka na kartkach pocz´towych, ktore robia na nas olbrzymie wrazenie- czepiamy sie rozmaitych sentencji, a zycie to po prostu zycie i wiele rzeczy weryfikuje:))

      Usuń
    2. ale właśnie Aniu te powiedzonka dużo wpływają na nasze postrzeganie problemów,tak mi się wydaje...My doskonale wiemy,że życie jest nieprzewidywalne,ale dlaczego mamy mówic,że to co przed nami to tylko starzenie się i glowa na dół?A może będzie lepsze to co przed nami niż dla kogoś to gorsze,co już za nim?
      Ja myślę,że na pewno życie weryfikuje,że optymiści wcale nie maja dobrze,za każdym razem,sama jestem optymistką,a życie mi ciągle daje pstryczka w nos,jakby chciało zobaczyc dokąd będę jeszcze głowę wysoko nosic,ale...wole myślec pozytywnie,niż tę głowe zwiesic,bo można właśnie coś sobie "przytargac" tymi złymi myślami i następne powiedzonko:nie wywołuję sobie wilka z lasu"...haha.
      Tak już zawsze będzie Aniu,sentencje pozwalają nam wyrażenie się poprzez ładne zdania,które kryją pewne mądrości nieraz...bo nie zawsze przecież jest źle...musi bilans wyjśc na zero,jak kto mówią...i jest cierpieni i jest...radośc.Na przemian...

      Usuń
    3. Te powiedzonka daja ludziom zludna nadzieje, przede wszystkim o to w tym wszystkim biega, aby byla nadzieja, aby bylo sie czego uczepic. A wlasnie zycie jest nieprzywidywalne...jezeli juz jakies zyciowe bilanse powinnismy robic ( o ile w ogole powinnismy) to chyba wypadaloby tego dokonac na lozu smierci i wtedy mozna sobie powiedziec, ze najlepsze momenty mialo sie wtedy, wtedy, i wtedy.....

      A zycie to ciagla zmiana. jest czas zabawy, rodzenia, zaloby, smutku, wesela i ...wszystkiego doswiadczamy. Calej gamy doswiadczen i zdarzen. JEden sie smuci ,a drugi w tym czasie cieszy. Ktos inny przezywa wlasnie najdramatyczniejsze zdarzenie w swoim zyciu ,a ktos inny szczytuje. A czy my to co nas spotyka przechodzimy z pochylona glowa, czy tez z wypieta piersia? A co to ma za znaczenie? I tak musimy przejsc to, co przejsc musimy. Pochyleni, wypieci, optymistyczni, pesymistycznie...? I tak przejsc musimy. nikt za nas naszego zycia nie przezyje. Poza tym chyba lepiej nie wiedziec co przed nami:))) Czlowiek kreci sobie swoj film, a w zyciu z reguly i tak jest inaczej:))

      Usuń
  2. Pomyślałem o tej życiowej sentencji i miałem pustkę w głowie. W końcu przypomniałem sobie sentencję, którą wygłosił mój kolega w wojsku. Było to w okresie początkowego szkolenia, było bardzo ciężko, można było tego nawet nie przeżyć, ostra zima, a kolegów z ciężkim przeziębieniem wojskowy lekarz nie przyjmował, a kiedy w końcu przyjął wyganiał jako parszywych symulantów. Kiedy wspólnie oddawaliśmy mocz w plenerze, kolega stwierdził:

    Każdy leje, najlepiej jak potrafi.

    I przynajmniej tego staram się trzymać w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki Ty masz przepis, badz tez regule na "nqjlepsze" lanie?
      Wniskuje, ze naczarniejszy moment Twojego zycia juz za Toba...co za duren to wojsko wymyslil:))

      Usuń
    2. Ja bym tę sentencję tłumaczył - róbmy dobrze to na co sytuacja pozwala. Wszelkie szersze plany, marzenia, wizje są ułudne i nie należy się do nich przywiązywać, bo to przywiązanie jest źródłem cierpienia.

      Usuń
    3. Nie przywiazywac sie...latwo powiedziec, trudniej zrobic. chyba trzeba sporo medytowac, moze sie wtedy uda:)))

      Usuń
  3. Ja mam takie powiedzonko " gorzej już być nie może"...ale ono też nie działa. I chyba to jedyne najprawdziwsze "nadzieja umiera ostatnia" jest jedynym w które wierzy kazdy z nas. W temacie smierci... zawsze, w takich sytuacjach uderza mnie to, że kurcze pomimo, że gdzieś tam mamy to przeświadczenie, że to co spotkało Michaelę i resztę bliskich zmarlego może trafić w każdego z nas. Choć wiemy to i mamy tego świadomośc to tak naprawdę ta "nadzieja umiera ostatnia" i wciąż w glowach siedzi nam butne - mnie coś takiego nie spotka...i oby nigdy.
    Można rzec, że " wiele przeszliśmy a wciąż tak wiele na nas czeka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nie myslimy, dokladnie tak, jak piszesz...butne przeswiadczenie, ze mnie cos takiego nie spotka. Ona sie miota, a moze i nie...moze miotanie przyjdzie po czasie, bo teraz to sie dzieje, a my...jemy swoje ciastka, pijemy kawe, powzdychamy i ja pozalujemy, po czym przerzucimy sie na temat o butach, torebkach, kupach dzieci...ona, oni zrobiliby najprawdopodobniej podobnie gdyby ich sytuacja nie dotknela. Gdyby nagle nie stali sie "wybranymi" w zyciowej ruletce.....
      Dziwne jest to, ze kiedy mamy tego typu info o ludziach z pobliza to odczuwamy cos na styl ulgi, ze to nie my...zas kiedy inni przezywaja cos cool, chociazby wygrana w lotka , spora wygrana i sa z naszego pobliza to wtedy pojawia sie z reguly zazdrosc, ze dlaczego to nie my...

      Ale w sumie w jednej , jak i w drugiej sytuacji wychodzi nasz ludzki egoizm i egocentryzm. rzadko placzemy z placzacymi i cieszymy sie z tymi, ktorzy sa zadowoleni. No chyba , ze to przezywaja TO COS ludzie obdarzani przez nas uczuciem:))

      Usuń
  4. to ten program /"Bezludna wyspa"/ jeszcze funkcjonuje na antenie?... w sumie był niegłupi, jak pamiętam...
    ostatnio zacytowałem gdzieś swoje ulubione "niczego się bać, niczego nie wstydzić, niczego nie żałować" i się dowiedziałem, że jestem psychopata...
    zaś co do przysiąg, to zawsze mnie śmieszyła taka rytualizacja wypowiedzi... skoro coś mówię, to mówię i to już nie mój problem, czy ktoś moim słowom wierzy... czy staną się one prawdziwsze, gdy wypowiadając je stanę na rękach i dokonam aktu uwolnienia wiatrów?...
    pozdrawiać :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bezludna wyspa" juz nie funkcjonuje, ale .... ja nie mam tych wszystkich wypasionych polskich programow co Wy i czasami na jakies powtorki sie zalapuje w TVP Polonia.
      Twoje powiedzenie jezeli chodzi o piewrsza jego czesc: "niczego sie nie bac..." wskazywaloby na pewne elementy psychopatycznej osobowosci (P), ale nie wierze, ze niczego sie nie boisz:)) Jakis poziom leku posiadac powinienes i z pewnoscia posiadasz- bo akurat w twoja psychopatie nie wierze- przynajmniej nie do konca. Moze poprzeczka jest u Ciebie zawyzona niz u przecietnego osobnika ludzkiego, ale nie ma bata. Tylko przemysl to doglebnie:)) Nawet wydaje mi sie, po analizie Twoich postow, ze pewne poletko leku by sie u Ciebie dalo odkryc:)) Gdybys skaldal slub wiernosci dozgonnej , czyli tej do smierci kobiecie i przy tym stal na rekach i puszczal wiatry, to bym od razu stwierdzila, jako swiadek, ze.... gowno z tego wyjsc moze. Poza tym , kiedy patrze na te wszystkie przysiegi skladane gdzies tam to i tak w ciszy serca uwazam, ze ci ludzie nie wiedza co robia i gowno z tego wyjsc moze, choc oczywiscie nie musi:)) Czyli z tego wniosek, ze bez znaczenia jest postawa cielesna przy skladaniu przysiegi, bo i tak wiatr to poniesc moze:))

      Usuń
    2. tak sobie właśnie skojarzyłem z TVP Polonia... lubię czasem zajrzeć, bo zdarza się prof. Miodek lub ten drugi z brodą /wciąż zapominam nazwiska/...
      co do lęku... niedawno to już komuś tłumaczyłem... wspomniana dewiza jest sformułowana "żyletą po bandzie" i nie chodzi w niej o pozbycie się zdolności do przeżywania strachu bynajmniej... chodzi o lęk, czyli strach przed zagrożeniami urojonymi... odrobina lęku nie zaszkodzi, jest to naturalny mechanizm, gdyby nie on, to drapieżna małpa z ciekawości pchałaby łapę w każdą ciemną dziurę, w której niejedno paskudztwo może siedzieć i jako gatunek by nie przetrwała... pisząc o lęku mam na myśli jego nadmiar, który większość ludzi przejawia i z którego większość /a może nawet całe?/ zła na tym świecie się rodzi... czyli zwrot "niczego się nie bać" de facto znaczy "nie tworzyć sobie w głowie zbędnych paranoi"...
      tu się plasuję grubo poniżej średniej krajowej /światowej/, co ze statystycznego punktu widzenia może dawać przesłanki, by mnie zaszeregować do tzw. "psychopatów"...

      Usuń
    3. Nie tworzyc sobie w glowie zbednych paranoi...Powiem szczerze, ze nie twoorze sobie w glowie zbednych paranoi, ale widze schylek zycia , widzialam schylek zycia kilku otaczajacych mnie ludzi i ....no roznie to z tym bylo. Kiedy mysle o przyszlosci, a wydaje mi sie, ze kazdego z nas takie mysli czasami dopadaja, to obawiam sie starosci. Starosci ulomnej, zaleznej od innych, starosci wrednej dla otoczenia....

      Wydaje mi sie , ze pewnego rodzaju fobie ( nie zanczy to o tym, ze nas pewne rzeczy przesladuja , miazdza nasze myslenie, ale ot tak- w lzejszym wydaniu, lekkiej formie) mamy wszyscy:))

      Wiem o ktorego profesora Ci chodzi, ale tez nie moge sobie jego nazwiska przypomniec:))

      Usuń
    4. piszesz o lęku przed starością... no cóż, do starości jeszcze nam daleko, ale ten proces jest na tyle powolny, że jest czas nabrać do tego dystansu...
      jak na razie ilość seksu przerabiam na jakość, zaś wlać na ulicy sobie nie dam, choć "twimyo pandae tollyo chagi" już nie kopnę, by byłoby to samobójstwo /a co najmniej zrobienie z siebie idioty/...
      jedyne, czego się tak naprawdę boję, to jakieś nagłe i trwałe okaleczenie... utrata nogi, wzroku lub coś w tym guście... pomimo całej wiary w siebie, pomimo oświecenia /w sensie zen/, pomimo odporności psychicznej i umiejętności zachowania się w sytuacjach nietypowych, to tu miewam wątpliwości, jeśli chodzi o siebie... choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ten lęk jest bez sensu...
      co można z tym zrobić?... po prostu robić swoje... życie nie ma celu, jedynym celem jest sama czynność życia... czasem mawiam, że umrę ze śmiechu podczas swojego pogrzebu... ale po co tym sobie zawracać tyłek, tak na poważnie?... chce mi się siku, idę sikać /zresztą nikt za mnie tego nie zrobi/... ot, i to cała filozofia...

      Usuń
    5. już wiem... telepały mi się elektrony po mózgu: gralik, bralik, sralik, jebalik i mi wytelepały nazwisko Bralczyk... niewiele to wniosło do mojego życia, ale przynajmniej jest jakiś "orjentir" /po rosyjsku: punkt odniesienia pomocny w skupieniu uwagi/...

      Usuń
    6. Bo czlowiek to jedyne zwierze, ktore rozroznia pojecia "przeszlosc-terazniejszosc- przyszlosc". I ta przyszlosc go bardzo interesuje. A ze wiaze fakty w kupe, wyciaga wnioski... wiec sobie wyswietla film o przyszlosci. Czyli i tobie, pomimo oswiecenia, sie zdarza czegos lekko obawiac:)) faqjnie, ze nie zaklamujesz...tzn. ze nie zaklamujesz i mowisz prawde na tyle, na ile mozesz i ja rozrozniasz:))

      Niech sie te powiedzonka ida pasc:)) Wysikaj sie, bo ja za Ciebie to wiesz.... zreszta na stojaco mi nie idzie:)) chociaz faceci moga , oprocz pisuarow, na siedzaco tez to robic:))

      Usuń
    7. No jasne , ze Bralczyk. ja go chyba bardziej lubie niz Miodka. miodek za duzo gestykuluje, recyma macha, choc nierozciagliwy jest i trzyma sie kupy w wypowiedziach:))

      Usuń
    8. lubię obu... choć przyznam, że Miodek ma swój swoisty urok w ekspresji swojej egzaltacji /Bralczyk jest bardziej "suchy" w wypowiedziach/, do tego więcej mówi o pochodzeniu niektórych słów i zwrotów... a mnie takie historyczne wnikania kręcą...
      co do sikania, to pozycja na stojący nie jest wyłącznie męskim atrybutem, widywałem baby na wsi, które schodziły z drogi, unosiły kieckę i lały na stojąco /z czego wniosek, że nie nosiły majtek, wychodząc z założenia, że lepiej się wietrzyć, niż myć/... zaś w męskich kryminałach bywa praktykowana zasada, że w nocy wolno tylko na siedząco... rzecz w tym, że po ciemku czasem trudno wcelować... aha, jeszcze dochodzą autobusy dalekobieżne, tam sprawa polega na tym, że na stojąco można głową o kant zaliczyć, stąd zalecenie, by jednak usiąść...
      ale nam się temat trafił :D... no cóż, nic co ludzkie nie powinno być nam obce... ale detali na temat własnych wypróbowanych technik może już sobie oszczędźmy :D...

      Usuń
    9. Slyszalam o babach co na stojaco, nigdy jednak nie mialam przyjemnosci ani sprobowac, ani to zaobserwowac. Jezeli chodzi o spraw wietrzenia sie. zamiast mycia to...nie przemawia to do mnie. raczej nie z oszczedzania mydla ten sposob sie u bab wzial, a ze wzgledow oszczedzania kiecki, co to by jej nie obsikac siedzac ( ilez to falban trzeba by bylo zebrac). Wolaly widocznie stopy ochlapac, niz kiecke zmoczyc...przy okazji na majtkach sie oszczedzalo i szybszy dostep byl (p). Takie wiesz... gotowe od razu, to i podnieta , chyba, wieksza ( nie podniecam sie na widok, mysl o dostepnych od reki babach, wiec pisze "chyba").

      Na siedzaca w autobusie dalekobieznym? O zesz Ty...bron Panie...przeciez tam syf. Kazdy tam leje najlepiej jak umi- to z Dibiego:)))

      Pozycja na siedzaco u facetow jest bardzo cenna. eMa monter grzejnikow "wyedukowal" na ten temat, Powiedzial mu, ze jak bedzie lal na stojaco to nam grzejnik umieszczony blisko klopa zardzewieje. To swinstwo zrace jest, mocz przenosi sie na grzejnik droga kropelkowa i ...po grzejniku:))
      eM teraz taki "mondry" jest, ze jak wchodzi gdzies do meskiej toalety i widzi zardzewialy grzejnik to stwierdza:" no i leja na stojaco...". Choc ja przypuszczam, ze on tez tak robi w kazdym publicznym miejscu, choc nie dociekam:)))

      Usuń
    10. Dodam tylko, ze robie wszystko aby w autobusie dalekobieznym nie korzystac z toalety...jak juz co to na postajach- czasami w las lepiej pojsc:))

      Usuń
  5. zaczęłaś moderować?... dziwne... odkąd pamiętam, to na Twoim forum nie było nigdy ani rzeźni, ani grubiaństw...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bylo bo ja mantrowaniem odpycham grubianstwo od siebie, tzn. od tego forum. Kazdy z Was zalapuje mantre za siebie u mnie (p). Bez wyjatku:))

      Inna spraw, ze wynikly pewne smrody w okolicy w ktroej mieszkam, wynikiem czego byla chec zamkniecia owego bloga. Po prostu aby wchodzili tylko zaproszeni. Zachodni czlowiek to element kultury, nie natury i ....zdarzyc sie moze, ze komus plot na zdjeciu uchwyciles i moze sie zaczac:)) na razie moderuje.

      Usuń
    2. :)) dobrze, ze nie musze rozwijac:))

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.