Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zyciowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zyciowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2022

Rzucanie slow na wiatr.

 Na goraco bedzie. Musze sie wygadac. Moze tez byc chaotycznie.... choc kiedy sie wypisze to calkiem mozliwe, ze chaos  sie ulotni. 

Na poczatku pytanko. Mieliscie tak, szczegolnie jako dzieci, ze czasami rodzice robili Was w ciula? Chodzi mi o to, czy nie przezywaliscie czegos na podobe, ze obiecywali Wam np.: kino, a kiedy termin owego wyjscia do kina sie zblizal , Wy oczywiscie napaleni, wowczas matka, albo ojciec oglaszali Wam, iz nici z wyprawy bo ich glowy bola? Czy tez ciocia Wandzia  przed chwila zapowiedziala sie z wizyta? 

Z mojego doswiadczenia : rodzice nam wiele nie obecywali, czyli niewiele musieli dotrzymywac. Pamietam tylko ciotke- musialo to byc dla mnie wazne skoro sytuacje i uczucia wowczas mi towarzyszace pamietam do tej pory. W sumie juz teraz nie wiem o jaka konkretnie rzecz szlo- pamiec owa rzecz  zatarla , ale sytuacji i uczuc nie wymazala... ciotka zrobila mnie w ciula. Obiecala i nie dotrzymala. 

Ludzie wypuszczaja slowa z ust jak pare wodna... niech se leca. Gledza nie zaprzatajac sobie glowy tym co mowia i jakie te slowa na wspolrozmowcy robia wrazenie. 

Ot tak pomiedzy gadka o pogodzie a gotowaniem obiadu. Czasami cos zaslyszeli i puszczaja to dalej nie sprawdzajac czy informacja ma sens, czy to prawda, czy kogos tym nie krzywdza. Totalny brak odpowiedzialnosci za slowo. 

Obiecalam Marie wyjazd do Stanow wiec solennie wywiazuje sie z obietnicy. Slowo sie rzeklo. Bez powaznego powodu nie mozna sie ot tak- bo glowa boli- wycofac. Lista spraw zalatwionych zmniejsza sie z dnia na dzien. Pozostaly drobnostki i ... pewne wyjasnienia. 

Paszporty zalatwione. Wizy turystyczne zalatwione. Szczepienia porobione. Oczywiscie lot i hotel oplacone. UBEZPIECZENIE wykupione. Pieniadze juz leza i sie grzeja na wydawanie ( e tam... nie bede przesadzala z wydatkami - wiadomo jak jest, na jedzenie trzeba miec). Nowe karty sim na Stany dzisiaj dotarly, bo ponoc na naszych europejskich kartach nie bedziemy mogli telefonowac i korzystac z internetu. Adapter na amerykanska wtyczke do pradu doszedl wczoraj... The New York Pass zaladowany do komorki- bez tego zwiedzanie miasta  wyniesie nas podwojna cene. Dzieki New York Pass nie trzeba kupowac biletow na miejskie atrakcje i do muzeow.

 Powoli idziemy z wyjazdem do przodu. 

Przedwczoraj dostalam cynk z biura podrozy, ze mam wypelnic formularz zdrowotny. Amerykanie sobie zycza. Wydrukowalam owe formularze- 5 stron tekstu po angielsku  z fachowymi medycznymi sformuowaniami. Posiedzialam i z tego co zrozumialam, nie ma sie czego obawiac jesli jest sie  zaszczepionym. Wystarczy  zaznaczyc odpowiednia kratke. Podpisac sie i sprawa zalatwiona. Problem maja tylko ci, ktorzy z roznych powodow sa ze szczepien zwolnieni. Ci musza cale stronice wyjasnien wypelniac. 

No dobrze... ciagle jednak przychodzi cos nowego np.: wiadomosc o tym, ze kiedy przyjmuje sie stale leki ( ja i tarczyca) powinno sie miec zaswiadczenie od lekarza, ze dany lek jest mi niezbedny i musze go ze soba zabrac. Czyli wyprawa do lekarza i prosba o odpowiedni kwit. Ci biedni lekarze niekoniecznie tez wiedza jakiz to kwit powinni pacjentowi zapodac. Co druga strone zadowoli? Tak sie zlozylo, ze moj pan doktor  byl na wycieczce w NY i z tematem jest troche obeznany. Sam cos z soba zabieral. Wystawial sobie kwity. 


Wracajac jednak do tematu rzucania slow na wiatr. UBEZPIECZENIE. 

Wykupilam ponoc takie wypasione. Boje sie chorob w podrozy. Wypadkow. Nieprzewidzianych zdarzen. Panie zachecaly, ze to najlepsze z mozliwych, bo w konsekwencji otrzmam karte z chipem i jakby co ( odpukac w niemalowane) wreczam karte lekarzowi ( w recepcji u lekarza) i nic mnie wiecej nie obchodzi. Firma ubezpieczajaca jest dosc znana na rynku, wiec skusilam sie. W razie co musze wykonac tylko jeden telefon ( podali mi go) i karta bedzie aktywowana

Owa obiecana chipowa karta pod wskazany ( domowy) adres nie dotarla, wiec  lekko zaczelo mnie to niepokoic. Odezwalam sie do pan z biura. Te zapewnily, iz sprawa sie zajma. Po czym dostalam e-mail z wiadomoscia brzmiaca mniej wiecej tak: "Niestety. Karty nie otrzymam, bo firma ubezpieczeniowa ma obecnie problem z tymi, ktorzy dany towar im produkuja. Moga mi zaoferowac apke na telefon, dzieki ktorej szybko odnajde potrzebnego mi lekarza, z ktorym dana firma w miejscu, do ktorego sie udaje, wspolpracuje".  

Baju, baju... wzielam papiery i dzisiaj wyladowalam osobiscie u pan sprzedajacych mi ten towar cud, czyli u pan, ktore organizowaly moj wyjazd.  

No i zaczelo sie. Mojej, bezposrednio wspolpracujacej ze mna pani, nie bylo. Byla za to jej kolezanka. No i co, ze kolezanka mi nie sprzedawala skoro takimi sprzedazami dla podrozujacych klientow tez sie przy okazji zajmuje. 

Probowalysmy owa apke zaladowac - czulam caly czas , ze nie na reke moja wizyta im dzisiaj byla. Doszlysmy do pewnego momentu . Do momentu, w ktorym trzeba bylo wprowadzic w komorce  na liste moja firme ubezpieczeniowa ( znana w koncu) i system odrzucal ow wpis. Apka nie chcial tego przepuscic. 

-Moja komorka nie jest byc moze najnowsza, ale najstarsza tez nie jest.- Rzeklam.- Nie wiem co sie dzieje.

Pani asystentka sprobowala na swoim sprzecie  i ... tez sie jej nie udalo. Poczela wiec dzwonic pod takie numery, do ktorych ja zwykly klient dostepu nie mam. Nie podali mi ich. 

Dzwoni kobieta , dzwoni ... dzwoni... muzyczka w tle leci... dzwoni... niech sobie jeszcze podzwoni, co jej bedziemy zalowac.  

W koncu ktos sie odzywa. Ale on bidak niekompetentny. Trzeba zadzwonic pod inny numer, ktory nam (jej) ow bidak podal i ... bujaj sie czlowieku sam. Czyli bujamy sie.... dzwonimy.... dzwonimy.... dzwonimy.... muzyczka w tle leci... a my dzwonimy. 

Jest! Ktos sie odzywa. Informuje, ze w takim ukladzie musimy na apce nacisnac opcje "inne" i wtedy wyskoczy poletko, w ktore bedzie mozna wpisac mojego ubezpieczyciela.

Wykonujemy zalecana czynnosc i .... dupa blada.... juz sie nam "atrament w dlugopisie" konczyl od tego wpisywania . Jak nic nie bylo, tak i nic nie udalo sie nam wpisac. 

Dzwonimy.... dzwonimy.... dzwonimy.... a czas leci... a my dzwonimy..... a asystentka zartuje. Z pokerowa twarza probuje sytuacje wyluzowac.... wlasciwie to po co ja z tym tutaj, kiedy zadnego zdarzenia (wypadku) nie ma. Wszystko bedzie dobrze. Przeciez zawsze jest dobrze.... 

Postanowilam sie z towarzyszka pomagajaca mi rozwiazac problem podzielic pewnym spostrzezeniem, ze gdyby cos sie nam w podrozy przytrafilo to utknelybysmy na tym wlasnie momencie, a czas by sobie beztrosko plynal dalej. Osmielilam sie tez wyrazic wlasna opinie, ze to faktycznie super ubezpieczenie i jestem bardzo rozczarowana, bo siedzimy nad tematem juz ponad 40 minut i nic konkretnego nie udalo sie nam ustalic. Wstawke o niezadowoleniu wypuscilam z siebie chyba jeszcze ze trzy razy i ze nigdy wiecej z ta firma.  Zachowalam sie nieprofesjonalnie- to nie ladnie tak zbijac z tropu kogos wspolpracujacego ze mna. Psuc mu dzien pracy. Z drugiej strony ow ktos sprzedaje takie wlasnie rzeczy to niech choc uswiadomi sobie co sprzedaje i z czym to sie mowiac potocznie "spozywa"... ile to stresu trzeba przezyc. Niech zrozumieja jaka jest rozbieznosc z tym co opowiadaja klientom i jak to sie ma do realiow. 

.... dzwonimy..... dzwonimy..... w koncu ktos sie odzywa i podaje nam inny numer. Tam mamy sprobowac szczescia. Probujemy .... wiadomo .... dzwonimy.... 

Nie wiem po ktorym to bylo telefonie, dowiedzialysmy sie w koncu, ze jesli cos mi lub corce sie przydazy mam zadzwonic pod numer ( podali nowy numer) i wtedy oni przysla mi link na e-mail z nazwami lekarzy, z ktorymi  maja podpisane umowy. Jesli bede chciala skorzystac z jakiegos innego lekarza musze wizyte opalcic sama. Pomyslalam sobie wowczas, ze niech sie nie daj Panie przytrafi nam cos na Mnahattanie a oni podadza mi link do lekarza na New Jersey albo Brooklyn- a to nie sa male odleglosci- to lekko nie bedzie. 

Dowiedzialam sie, ze apka do niczego nie jest przydatna, bo nic nie zalatwia ( no to po kiego przysylali e-mail z propozycja wrzucenia sobie jej na komorke?) . I dlaczego podali mi jakis dziwny numer, ktory okazalo sie , ze tez niczego nie zalatwia i trzeba bylo wykonyc tyle telefonow aby uzyskac ow wlasciwy? 

No i ostatnie... dlaczego pani siedzaca w danym biurze, pomagajaca mi dzisiaj wszystko ustalic nie wziela wlasciwego numeru dla ewentualnych klientow na przyszlosc? 

Wkurzona jestem!

niedziela, 25 września 2022

Blizsze kontakty z Henrykiem.

 No... jakby tu zaczac. Wiadomo w zyciu bywa roznie. Raz sie lubi eMa innym razem... serce i umysl anetkuje Henryk. A ze zyje sie raz to trzeba sobie na takowe aneksje pozwolic , bo kiedy jak nie teraz? 

Milo by Wam bylo gdybyscie przyjechali do kogos w odwiedziny, a jeden z czlonkow danej rodziny spierniczal by przed Wami w najdalsze zakamarki domu? Nie godzi sie pokazywac komus ostentacyjnie, ze nie jest w danym miejscu mile widziany.  Trzeba to bylo  uniesc i popracowac nad jakoscia zwiazku Henryk vel ja. Rola unosiciela przypadla mi. Druga strona nie wykazywala zadnej inicjatywy tylko.... czmychal po angielsku. 

Henryk... teraz to juz mlody pan Henryk... moze zapomniec, ze bede don Ragnarok sie zwracala. W moim mniemaniu nie zasluguje ci on na tak powazny i powazany przydomek.

Otoz pan Henryk to bardzo bojazliwy kot. Wiem, wiem... wlasciciel pragie postrzegac go inaczej, ale fakty mowia same za siebie. Strachajlo  z niego nieprzecietne...


A to jego meta, kiedy byl jeszcze dziecieciem, czy tez jedna z wielu jego met. 





Obecnie Henio wyrosl na powaznego kocura i nie powinien  nadal w dziecinnosci trwac. 
 



Przbylam do siostry , bo... no wlasnie, czy do siostry nalezy przybywac w jakims konkretnym celu? Chce sie pogadac to sie przybywa, nieprawdaz? Przybylam do siostry a Heniek na moj widok uciekl na strych i z bezpiecznej odleglosci przygladal sie calej sytuacji. Nie to co Borys. Ten wchodzi. Nie ma dla niego zamknietych drzwi, kazdym poradzi. Wlazi sobie gdzie chce. Rozsiada sie rowniez tam gdzie mu sie zywnie podoba. Omizia czlowieka zostawiajac mu na garderobie kawalek siebie. Widac, ze angazuje sie w kontakt kocio ludzki. I potem albo przysluchuje sie naszym rozmowom , albo ma na nie totalnie wywalone i idzie do swoich spraw. Czujesz jednak czlowieku, ze Borys ciebie akceptuje. Przychodzi sie przywitac. Z Henkiem sprawy przedstawiaja sie jak widac na zalaczonym obrazku, czyli inaczej sie przedstawiaja. 

Robilysmy z siostra serowe placki, tzn ja robilam z jej synem. Ona zas byla zajeta ogladaniem serialu-  o mafii w Niemczech. Nie powiem - dotrzymywala nam kroku ... siedziala z nami w kuchni, ogladala  i komentowala ow serial. A my, ja i jej synio ( tez mi synio 25 latek) lepilismy. Jako wtret to Wam cos powiem dziewczyny: ta to ma  mezczyzn wokol siebie wychowanych na tip top. Tylko patrzec i sie od niej  uczyc 😀 Siedzi - zajmuje sie soba- a oni wykonuja prace domowe 😋. 

Henio zas przepadl jak kamfor.  Ani widu, ani slychu.... w koncu siostra ruszyla na poszukiwania, bo ani nie wyjdzie sie czegos napic. Jest lakomczuchem, ktory ciagle pilnuje michy. Wiecznie glodny- w tym przypadku i miche osierocil. 
Wyciagnela go z jakiegos jego schowka i przyniosla z soba. No, no.... Henio sie wyrywal . Zobaczyl mnie to jeszcze bardziej zaczal sie szamotac, ale ... wyciagnelam dlon ku niemu i .... zwabil go widocznie zapach sera. Zapach byl ciekawy, godny poznania i poswiecenia mu odrobiny czasu.  Kot sie uspokoil i wyciszyl obwachujac moja dlon. Tak sie zatracil w tym zajeciu, ze poglaskac tez sie go dalo. Najpierw byl zdziwiony, a potem coraz bardziej przystepny. 



Henio to kocur potrzebujacy adoracji.  Adorowalam wiec.... za uchem... po lapkach.... na karku.... na brzuchu. Siostra sobie poszla a Henio zostal. Poczal sie kulac po podlodze- nadstawiac do glaskania. Mruczec mruczando... zaszczycil mnie omizianiem. Przechodzeniem pomiedzy moimi nogami. Zmarzliny miedzy nami sie roztopily. Kumple z nas jak trzeba.  

Pozwolono mi tez, ku wiekszemu wkradnieciu sie w laski zwierzakow, nakarmic je. 




Odhacze to jak moj sukces. Nawiazanie dobrych kontaktow z Heniem. 

niedziela, 26 marca 2017

Jak u mamy w domciu!

Zesz cholera by to wziela. Post, czas skupienia przed najwazniejszym chrzescijanskim swietem a ja zamiast rozmyslac, odprawiac gorzkie zale, zamulam neta. Mialam sie zamknac i bywac od czasu do czasu w eterze , nadaje zas jakbym dopiero co rozpoczela blogowanie. No i wez tu czlowieku ucisz babe - marne szanse ....czy tez: " Gdzie diabel nie moze tam babe posle" ... albo jeszcze inaczej.
Serio jednak mowiac to... my- kobiety jestesmy stworzeniami nad wyraz wyjatkowymi w pozytywnym tego slowa znaczeniu...

Wzielam sie i poklocilam z eMem. E tam- nic wielkiego, nie pierwszy i nie ostatni to raz... Mialam byc w miejscu A i odebrac malzonka, a pojawilam sie w miejscu B. On uwaza, ze nie sluchalam, ja uwazam , ze nie zostalam nalezycie poinformowana o miejscu odbioru przesylki. Jakos tak sie zrobilo, ze zamiast obrocic owe wydarzenie w  zart, to zesmy sie zacietrzewili na siebie. Spadly gromy z jasnego nieba. Niestety mam lepszy repertuar, polski w tym zakresie daje niesamowite mozliwosci. eM aby mi dorownac musialby byc bardzo kreatywny a w emocjach ogolnie kreatywnosc idzie sie pasc. No i cisza, cisza , cisza.... kto teraz kogo pierwszy przeprosi? No wlasnie....byc albo nie byc- oto jest pytanie. Chociaz pierwsze symptomy powrotu do rodzinnej harmonii mozna juz powoli wyczuc...jaskolki, wiosna i te inne...
    Mala sie glupio bawi. Podchodzi do mnie, chce sie przytulic po czym w burzy smiechu probuje wytrzec nos o moj policzek, rekaw, ramie... Zbywam ja , zartuje , odpycham przy kolejnej probie robienia sobie z mojego ramienia chusteczki do nosa. W koncu kategorycznie mowie, ze kazda zabawa musi miec swoje granice.  Mala zas stala sie rozochocona na maxa  i co krok to dalej.... W konsekwencji  tata wkracza do akcji:
-Marie! Troche szacunku dla mamy...Skoncz!
Wow! Coz za  rycerskie posuniecie! Coz za obronca! Powinien sam klate na Marie nos nadstawic. Nie ...faceci sie tak nie poswiecaja.
Ja zas ...hm... no tez trzeba jakis gest w kierunku swiatelka w tunelu poczynic, wiec.... zabralam sie za niedzielny obiad, taki aby wilk byl syty i owca cala, czyli wszyscy nakarmieni. No i zeby  nie bylo, ze juz wszystko od razu wiadomo.
Wybor padl na rosol. Ogolnie jak mnie pamiec nie myli ( dziecieciem bedac),  rosol jawil mi sie jako niedzielne pierwsze danie. Babcia gotowala go bardzo czesto. Wydawalo mi sie zawsze, z powodu owego niedzielnego gotowania rosolu, ze jest to dosc skomplikowana i wymagajaca umiejetnosci zupa. Wymaga ona umiejetnosci, ale nie karkolomnych...wymaga  posiadania  pewnej wiedzy gastronomicznej i gotowe.  Zrobilam rosol w wydaniu niemieckim. Kazdy kraj, no prawie kazdy, zna rosol. W polskim wydaniu wiadomo jaki jest...w chinskim jadlam go z dodatkiem gozdzikow , anyzu i jeszcze kilku azjatyckich przypraw, oraz z jajkiem ugotowanym na twardo, ktore po obraniu bylo maczane, czy tez podgrzewane w sosie sojowym. Nabralo dzieki temu brazowego odcienia i sojowego smaku. Niemiecki rosol...hm... jest inny. Baza taka sama jak w Polsce. Rozne miesiwa gotowane dlugo, na wolnym ogniu, bez przykrywki  z dodatkiem liscia laurowego, ziela angielskiego, pieprzu w kulkach ( wiekszosc ludzi  z mlodego pokolenia zapomina o wolnym gotowaniu- potrawa najlepiej jakby byla zrobiona  w 15 minut) . W koncowej fazie doklada sie warzywa: por, cebula, korzen pietruszki ( w Niemczech korzen pietruszki nie jest zbyt popularny, nac robi wieksza furore, ja korzen pietruchy nabywam zawsze na rynku bo w sklepach wystepuje rzadko), sluszny kawalek selera, ze trzy marchewki, mozna tez dolozyc zabek czosnku...


Warzywa sa bardzo istotnym elementem naszej diety. Wyczytalam ostatnio, ze np.: jedna spozywana dziennie marchewka moze obnizyc o polowe ryzyko zachorowania na nowotwor. Dolozylam wiec sporo marchewek, dwa pory, dwie cebule pomimo , ze to ta sama rodzina warzyw.....

I niech se  jeszcze troche popyrczy. W miedzyczasie zabralam sie za ta czesc menu, ktora miala je definiowac jako rosol niemiecki. Wazna to czesc dzisiejszego wpisu, bo .... kiedy zawitalam do Niemiec i po raz pierwszy mialam mozliwosc sprobowania rosolowych roznic, wowczas  okazalo sie, ze owa rosolowa roznica pomiedzy Polska a Niemcami to nie przelewki. No bynajmniej tak wlasnie zapowiadalo sie to w moim poczatkujacym stadle. eM i tesci pokolcili sie przy stole o ow dodatek:
- On dostal wiecej niz ja!- Zwrocil sie tesc do tesciowej wypominajac jej w ten sposob cholubienie syna.
-Wcale nie mam wiecej! Przeciez jeszcze masz ...wez sobie. Nie wszystko mama rozdzielila
-Nieprawda. Ja mam piec ty masz siedem.
-Dobra to bierz moj talerz ja wezme twoj... i zamknij sie , bo normalnie wystyd. Taki wystep urzadzasz, ze az zoladek zaciska. Ale obciach! Dzieciak...nic wiecej.
- Co niby nic wiecej...mowie tylko...to juz sie upomniec nie mozna?!

Zrozumialam wtedy, ze gotowanie rosolu w mojej rodzinie to bedzie wyczyn. Moze nie o samo gotowanie rosolu chodzi, jak wlasnie o ow dodatek, o owe rosolowe kluski.

Potrzebujemy -  wedlug mnie, po polsku, chodzi o suchary, po niemiecku zas o... - "Zwieback".


Bierzemy okolo 5 kromek. Przekladamy do mozdzierza ( mozdzierza jeszcze nie posiadam, ale sie dorobie...) i parcelujemy ... na pyl, na pyl....




Moje skladniki sa wszystkie na tzw.oko. Dokladam do tego plaska lyzke stolowa masla, szczypte- dwie- soli, dwie trzy sluszne szczypty galki muszkatolowej, cale , nieduze jajo ...



Z podanych skladnikow ucieram mase ( latwo sie ja uciera, skladniki szybko sie lacza) i odstawiam na chwile- niech smaki sie zmieszaja.


Formuje z owej masy, wilgotnymi ( nie mokrymi) rekami,  kulki wielkosci przepiorczego jaja.




Kiedy rosol jest juz gotowy, odcedzony i te inne... zmniejszam jeszcze bardziej gaz, czy tez prad... rosol nie powinien bulgotac i wrzucam do goracego garnka kluski. Lekko mieszam, aby nie uszkodzic delikatnej struktury rosolowego dodatku . Po niecalej minucie kluski powinny wyplynac na powierzchnie zupy.  Gotowe. Nalezy ostroznie nakladac je chochla , wraz z zupa,  do talerza z makaronem. Jezeli kluski zostana,  rosolu do ponownego serwowania ( o ile wystygl) nie zagotowywac, pogrzewac tylko .





Dadam!

Nie moge powiedziec czy z rosolem bywa tak w kazdym regionie w Niemczech. Z tego co sie orientuje nikt takich rzeczy oprocz owego starszego pokolenia Niemcow juz raczej nie wyrabia. Ludzie kupuja wszystko w gotowcach.


-Co to jest?- Zapytala Marie
Hm... Marie  nie zna rosolu w takowym wydaniu. Ma 9 lat... wychodzi na to, ze okolo 9 lat nie wyrabialam kluch, czyli eM powinien danie docenic...no i docenil: "Jak za dawnych czasow!" wymamrotal jedzac druga porcje. Na dodatek nie musial z nikim o jadlo rywalizowac.



sobota, 18 marca 2017

Przemyslenia znad talerza zupy.

Nie mam nastroju. Wczoraj mialam lepszy. Dzisiaj nie mam dobrego nastroju z kilku powodow:
- nie udalo mi sie odebrac w Dortmundzie biletow na balet, bo przybylismy za pozno ( te cholerne korki i ludzie podrozujacy nie wiadomo dokad i gdzie....) . Musze  pojechac jeszcze raz
-odebralismy za to sukienke komunijna dla Marie. Sukienka, wedlug  mnie,  zostala lekko spierniczona. W sklepie tego nie zauwazylam, tzn.: zauwazylam ale myslalam, ze to kwestia niedporasowania przodu, w domu okazalo sie, ze to kosmetyczna niedorobka, ktora schrzania z boku wyglad kiecki.

eM poszedl na to konto szybciej spac - faceci przesypiaja problemy... mnie ponioslo. Trzeba bedzie reklamowac, albo samej cos improwizowac. A sukienka niebagatela, swoje kosztowala. W ogole drogi mamy rok przed soba.


Lubicie smakowac zycie? Jak je smakujecie? Jakie macie na to metody?

Gotowalam wczoraj zupe rybna. Mam w domu prawdziwego, wytrawnego zupiarza. Kotlet schabowy niewazny i przegrywa rywalizacje z zupa.  Zupy gotuje oczywiscie na wywarze z miesa i warzyw. Gotuje go dlugo, bo podstawa w tym dziele jest dobry, gotowany na malym ogniu wywar z kilku rodzajow mies ( skrzydelko kurczaka, skrawek wolowiny- antrykot, moze byc kawalek wieprzowiny- choc ja wieprzowine pomijam). Gotuje dlugo, bez przykrywki ale, nie dluzej niz 4 godziny. Zupy owe sa ponoc pracochlonne, choc- czy ja wiem? Nastawiam wszystko w garze. Dodaje lisc laurowy, ze trzy kulki ziela angielskiego, i lyzeczke czarnego pieprzu w kulkach. I tak pyrka sobie zupina, a ja w tym czasie robie rzeczy zgola inne.... Oddaje sie szalenstwu sprzatania, prania, prasowania... czytania .... maseczkowania  lub blogowania.  Jezeli zrobisz dobra baze do posilku, to reszta jest fraszka.
    Najlepsza zupa, wedlug Marie,  jest szczawiowa, ktorej ja w dziecinstwie nie znosilam ze wzgledu na jej kwaskowaty posmak. Mala zas za nia przepada. I choc tyle serca wkladam w ugotowanie owego pelnowartosciowego posilku to.... nie moge wygrac rywalizacji szczawiowkowej z babcia, bo babcia..... no wlasnie, co ta babcia takiego robi, czego nie potrafie zrobic ja? Otoz babcia sieka  jajko tak drobno, ze moje jajo posiekanie na drobno nigdy nie bedzie jajem babcinym. Koniec i kropka. Taki tam szczegolik, a  do idealu nie doskocze. Jajo do szczawiowej, jako dodatek, jest zarezerwowany  w wykonaniu babci. Matka ma robic owa potrawe bez jaj...czy tez precyzyjnie powiedziawszy: bez jaja.
Poniewaz mam w domu wytrawnego smakosza zup-  Dziecie me odziedziczylo owa przypadlosc po polskim dziadku, tak wiec czasami szukam nowych przepisow kulinarnych w tym zakresie. Doszkalam sie- samoksztalce ... ogolnie- jakos wlasnie tak to idzie.... Znalazlam ostatnio w necie przepis na wegierska zupe rybna podany przez Magde Gessler. Przepis znajdziecie tu. Za pierwszym razem nie miksowalam warzyw, tylko drobno je skroilam i zesmazylam, po czym przelalam zawartosc  patelni do garnka. Nie posiadalam rowniez wedzonej,  sproszkowanej papryki- nawet nie wiedzialam gdzie ja znalezc. Dodalam normalna , slodka sproszkowana papryke i zupa byla wysmienita. Wczoraj zrobilam ja wedlug scislych wskazowek w przepisie, lacznie z dodaniem wedzonej papryczki , niestety zamiast dwukolorowej papryki postawilam na dwie papryki w tym samym kolorze, czyli zolte, ktore zdominowaly kolor potrawy, ale ...czy to az takie wazne(?) . Zupa wyszla swietna. Wedzona papryka podkrecila caly smak. Mala podchodzila do mojego nowego kulinarnego wyrobu jak diabel do swieconej wody. Za pierwszym razem w ogole tej zupy nie tknela. Dzisiaj szamala az sie jej uszy trzesly. Znawcy zup powinni docenic smak tej potrawy.

Wracajac do przepisu- najpierw ugotowalam baze, czyli wywar. Rybe zakupilam w rosyjskim sklepie. Tylko Rosjanie tu, gdzie mieszkam, posiadaja ryby cale, nie wyfiletowane. W sklepach niemieckich spotkac mozna wyfiletowane ryby, lub wyfiletowane mrozonki, ryby w calosci ( glowa, pletwy, ogon...) wystepuja w Niemczech rzadko- zreszta Niemcy nie maja takich zupnych tradycji....
Wywar gotowalam z bardzo duzej czesci karpia, ktorego i tak podzielilam na dwa razy, wiec zamiast w dwoch litrach wody wyszedl mi 5 litrowy gar. Nic to - troche sie wygotowalo, troche ubylo kiedy przecedzilam etc... Zupa rybna smakuje lepiej kiedy gotujemy ja z kilku rodzajow ryb, choc oczywiscie nie musimy tak robic...  Pierwsza zupe gotowalam z moiwy ( blekitek). Kosztowala grosze i  smakowala przednio.
Czyli wywar z ryby ( na wolnym ogniu i niech sie troche pogotuje, co prawda nie 4 godziny , ale poltorej spokojnie moze)  z dodatkiem czterech lisci laurowych i trzech ziaren ziela angielskiego oraz jednej cebuli...



Pomidory ( duze, duze..) obrac ze skorki, pozbyc sie gniazd nasiennych z papryki, cebula, seler naciowy...zamiast sproszkowanej chilli dodalam jedna papryczke chilli....  skroilam warzywa i podsmazylam na dwoch lyzkach smalcu...





Nastepnie warzywa zmiksowalam a wywar rybny przecedzilam... Zmiksowana papke przelozylam do wywaru...




To czerwone to wedzona papryka. Niesamowicie podkreca smak... czuje sie wedzonke w zupie- fajne smakowe doznanie.

Kosztuje to nie malo, tzn.: nie 100 zl , ale 20 chyba juz tak- ( moja tyle kosztowala). Jest to papryka wytwarzana przez Hiszpanow... co tez ludzie nie wymysla. I nie zapomnijcie o soli... doprawcie do smaku. Polecam!

Ja tu sobie gadu, gadu o zupce Maryny, a gdzie te przemyslenia zawarte w temacie? Ano chyba poszly sie pasc. Otoz.... kiedy skrobalam rybe to odpadaly z karpia ogromne jak zlotowy luski. Uswinilam sobie troche zlew, wiadomo jak to bywa podczas gotowania. Przypomnial mi sie wowczas ojciec. On przestrzegal jednego zabobonu. Kiedy oskrobywal wigilijnego karpia, wtedy zbieral z niego luski, owijal w chusteczke higieniczna i kilka takowych lusek nosil w portfelu. Mialy mu one zapewnic finansowy dostatek. W sumie to ojcu memu wiodlo sie finansowo nienajgorzej. Byl rozchwytywanym fachowcem. Z finansow owych rodzina raczej nie korzystala- w niewielkiej tylko czesci, bo ojciec nalezal do osob lubiacych panienkowe rozrywki. Inaczej mowiac, tracil kase na baby. Kiedys bylam na niego bardzo zla;  wtedy, kiedy dorabialam w Polsce, w wakacje na zmywaku, staralam sie zebrac pieniadze na  kupno mieszkania, a stary nie chial mi pomoc w oplacie czegos tam. Nawet nie prosilam go aby mi kase dal, prosilam rodzica o pozyczke, ktora deklarowalam sie w odpowiednim terminie zwrocic i ...  zobaczylam fige. Jak wiesc gminna niesie, mial wowczas moj rodziciel jakas nowa kobiete. Starsza ode mnie o cztery lata rozwodke z dwojka dzieci. Rozwodka owa przygotowywala akurat swej latorosli impreze komunijna i jej wydatki wygraly z moimi. Zreszta ... bylo minelo. Dosc dodac, ze pani owa zostawila po dwoch latach mego ojca i odeszla do jego "bogatszego" kolegi. Dobrze, ze mialam uczciwa, solidna , pracowita matke... ktora pokazywala nam zycie z innej strony. Szkoda, w zwiazku spelniona osoba moja mama nie byla.
Hm... w Polsce pracowalam, pomimo wyksztalcenia i posiadanego mgr przed nazwiskiem, na zmywaku, a nigdy nie musialam tego robic na zachodzie. Wsrod Polakow kraza przeciez anegdotki, o tym, ze ktos jest dobrze wyksztalcony, a na zachodzie gary w restauracjach zmywa. Ponoc zadna praca nie hanbi, oprocz tej jednej...  Skoro chcesz "cos" osiagnac, to zakasujesz rekawy. Wiecie co? Nie, nie chce sie chwalic, ale mnie posiadanie kasy satysfakcjonuje. Daje poczucie bezpieczenstwa i o dziwo, to musi byc moja kasa, a nie mezowska. Choc eM nigdy mi grosika nie wypomnial, czasami slyszalam wypowiadane przez niego ze zniecierpliwieniem slowa: "no i po co mi mowisz co chcesz kupic? Potrzebujesz to kupuj." , to jednak fajnie jest miec swoja kase. Glupia jestem- wiem... Wiekszosc kobiet nie ma takich objekcji. I czuje sie spelniona, bo eM wrocil z podatkowych rozliczen i wyszlo, ze zarobilam w tym roku o pare tysiecy wiecej niz on. Przewyzszam mego malzonka w zarobkach. A przeciez jak wiesc gminna niesie , wiesc gminna z ust parszywych, zawistnych rodakow na obczyznie, to my Polki czesto hajtamy sie z autochtonami dla kasy, awansu spolecznego i ...qrwa, za przeproszeniem, nie wiadomo jeszcze dlaczego. Te mierne parszywce nie biora wcale pod uwage czegos takiego jak uczucie.

Poza tym dzisiaj w Dortmundzie widzialam cmentarz dla zwierzat.
Myslalam, ze takie rzeczy to w Ameryce tylko, a tu prosze.... pieknie ozdobione groby, ze swieczkami, kwiatami...no normalnie wypas. Nie dziwie sie, ze Pawlak chcial brata na takowym cmentarzu pochowac...Marie miewa czasami  hopla, aby ustroic miejsce pochowku swych pierwszych kroliczkow, ktore znajduje sie pod ogrodowa jablonka. Mala kupuje wtedy kolorowe kamyki, bratki za 45 centow i idzie dekorowac grobik swych milusinskich- bawi sie  dosc makabrycznie, ale i ja pamietam jak, jako dziecko, sprawialam pogrzeby zdechlym, niedozartym przez koty ptakom.
Nie jestem przekonana do cmentarzy dla zwierzat. To musi byc wielka milosc, ktora nakazuje sporzadzic swemu zmarlemu zwierzakowi grob na takowym cmentarzu. Na wszystkim da sie zarobic...wszystko to towar-podaz i popyt....
I ta nasza ludzka przebrzydla konsumpcja. Pamietacie czasy, kiedy sklepy byly w sobote zamkniete? Czlowiek szedl z siatami zrobic zakupy w piatek  i co robil w sobote? Odpoczywal....ale jak odpoczywal? Teraz ludzie nie potrafia odpoczywac. Obecnie w ramach rozrywki lazi se po galeriach handlowych. Dzisiaj w Dortmundzie nie moglismy znalezc wyjscia z centrum handlowego. Luda mnostwo, multum, multiko... i Audrey mi mowi, ze w Europie nie ma ludzi na ulicach. Ulice sa puste... ja pitole! Jestem jednak wiesniakiem... umeczyl mnie ten roznobarwny, roznorodny tlum....i chocbys czlowieku nie chcial kupowac to specyfika takowych miejsc powoduje, ze wychodzisz stamtad z czyms w lapach. ja np.: wyszlam dzisiaj z galerii handlowej z nowa ksiazka.



środa, 15 marca 2017

Piekna i bestie.

Lamis jest piekna. Pieknie zrobiona. Mloda, czarnowlosa, zgrabna i nieposluszna. Chlopaki sie za nia ogladaja, czyli ...jest dobrze. Nie jest to typ ( w sumie to o jakim typie tu nowa(?) wszystko idzie, w zwiazku z tradycja, nieuchronnie ku nowemu- mam nadzieje, ze ku nowemu)  mlodej muslimki wychowanej w tradycyjnej islamskiej rodzinie, a ze w tradycyjnej to mozna latwo sie zorientowac. Pracuje z jej matka, wierzaca, ale nie noszaca hidzabu muzulmanka. Matka Lamis przestrzega ramadanu, odprawia tradycyjne modly, nie jada niewlasciwych potraw, czyli na kawe i ciasto upieczone przez nas nie da sie skusic- czasami o tym gadalysmy. Hidzabu nie musiala nosic, bo ojciec nie byl jego fanem. Hm...ojciec- miala widocznie ( jeszcze ma)  ok ojca. Jest dumna ze swoich trzech pieknych corek- dwie juz mezatki i syna nicponia. Lamis uwaza brata za glupka, leniucha i prostaka. No coz- w stosunku do niej, to jeszcze mlodzik, ktorego rozpieraja hormony, a ona to laska szukajaca kogos na stale. Glupi braciszek, ze swoimi glupimi zachowaniami wobec niej ( beka, pierdzi i sra... jak to ona uwaza)  ja drazni. Lamis miala problemy z nauka. Jak prawie kazdy mlody czlowiek uwazala, ze wystarczy cos w stylu naszej polskiej zawodowki i jazda w swiat zarabiac kase ( w swym sposobie myslenia nie rozni sie zbytnio od tutejszej mlodziezy)  .  Nie ma co tracic czasu na siedzenie w szkole, ale...  plan na zosatnie po "zawodowce" milionerka sie jej nie powiodl. Zycie zmusilo dziewczyne do dalszej nauki, co tez czyni w obecnej  firmie pod czulym okiem  matki. Matka owa bywa chorowita, czesto laduje na zwolnieniach . Dlugie  jej nieobecnosci,  czasami uskuteczniaja rozmowe z Lamis na temat stanu zdrowia rodzicielki.
-Co slychac u mamy?
- A ... jakos tak ...roznie. Na razie lekarze sa na etapie szukania co jej z tym barkiem dolega. Padla propozycja operacji ...zobaczymy co z tego wyniknie.
- Cierpi?
- Hm... raczej tak. Trudno powiedziec, ale.... moglaby juz wrocic do domu. Tyle prania czeka, sprzatania, bo ...jak matki w domu nie ma to wiesz ...jakos tak chlodno jest i w ogole....

    Szczena mi opadla i pozostalym, przysluchujacym sie rozmowie osobom tez.
-Kto wam gotuje?
-Babcia.
Ot zeznania czpiotki. Strasznie sobie owym wywiadem na temat stanu zdrowia matki owa czpiotka nagrabila.
- Tak. Zero wspolczucia dla rodzica. Tylko sie malowac, stroic i znalezc chlopa.... - Obrobily jej za plecami dupe zlosliwe, starsze , posiadajace potomstwo kolezanki.
No i gdzie te muslimskie posluszne,  siedzace w chatach, skromnie spuszczajace wzrok niewiasty... oddane tradycji i w ogole?

- Jezdzisz na urlopy do ojczyzny?- Pyta ktos Lamis.
- Do jakiej ojczyzny?- Dziwi sie zapytana.
-No do domu, tam skad pochodza twoi rodzice.
-Ja mam dom tutaj.  W tamte strony nie jezdze, mam to gdzies. Bieda... wiocha... zero dyskotek. Zeby na cos fajnego ( chodzi o rozrywke)  trafic to trzeba sie ruszyc i poszukac. Te wszystkie ciotki i pociotki, ktore czekaja, ze ich odwiedzisz, a jak ktoras pominiesz to obraza , ze hoho.... chrzanie to. To nie moje zycie.



Fuad jest 27 letnim mlodziencem. Swietnie sie z nim rozmawia. Nie czuje sie roznicy wieku. Chlopak jest niesamowicie kontaktowy. Pierwszy pozdrawia, czeka w drodze,  z parkingu do firmy, kiedy widzi znajomego . No ogolnie bardzo dobrze ulozony mlody mezczyzna. Koledzy nazywaja go dresiarzem bo nie nosi dzinsow. Woli wygodniejsze spodnie, czasami zdarza sie dres. Idealem kobiecej urody jest dla niego Scarlett Johansson. Ma ja w sumie wszedzie. Miec wszedzie w obecnych czasach znaczy miec w aplikacjach i gadzetach telefonow komorkowych.
-Przeciez ona jest starsza od ciebie- Zaczepiaja Fuada koledzy i starsza o jakies 20 lat kolezanka Wloszka.
-Wiek nie gra zadnej roli.- Odcina sie Fuad.
Odpowiedz Fuada chyba zachecila  kolezanke Wloszke, bo zaczela z chlopakiem na przerwach flirtowac. On w to wchodzi, ale .... do granic, sam je ustala. Nie przekracza pewnych "terenow" w owym flirtowaniu, choc Wloszka  bardzo sie stara, aby to wszystko polamac, przekroczyc, aby wydobyc z ust Fuada cos sprosnego. Wydaje mi sie czasami, ze kolezanka owa posuwa sie za daleko, ale.... raz powiedzial ktos obeznany z wloska kultura, ze Wloszki tak maja. Na ile to prawda o jakims typowym zachowaniu danego folku, a na ile to przypadek, trudno mi powiedziec.
Wczoraj rozmawialam sobie z Fuadem. Szlismy razem po pracy na parking.
- Gdzie wyjezdzasz w tym roku na wakacje? Do Turcji?
-Moze wpadne tam na dwa tygodnie, ale nie na dluzej. Urlop mam w porze ramadanu, a ramadan w krajach islamskich to " tote Hose" ("zdechle ( niezywe) spodnie", czyli okreslenie w mlodziezowym jezyku na cos co nie wychodzi, co sie nie udalo, co nie jest cool.... czyli kraj w czasie ramadanu nie jest atrakcyjny). Po co mam tam jechac, kiedy oni akurat beda poscic?
-Ty tez przeciez poscisz.- Znam go i wiem, ze scisle przestrzega muzulmanskiego postu.
-Prawda, ale tam lato to lato, czyli temperatura powyzej 30 stopni celcjusza...goraco. Chce sie pic, a do zmierzchu nie mozesz nic. Poza tym jak juz jechac gdzies  to po to, zeby  korzystac, chocby z tamtejszego jedzenia a ja nie bede przeciez mogl. Nie oplaca sie. Pojade w innym terminie.

Wiem, ze lubi on kraj swych przodkow. Lubi jego kulture, historie, wiec kazdy jego urlop od razu podpowiada mi, ze chlopak powinien tam wlasnie sie udac..... Fuad jest lubiany. Swobodnie gada  z szefami, ktorzy uchodza za spietych i niedostepnych.
Razu ktoregos jeden z nich zasiadl z nami przy stole, chyba nie mial innego wyjscia. Wyjal swoj prowiant i zaczal go konsumowac.
- Ho, ho, ho... jak to sie dobrze powodzi tym na stolkach. Zywia sie odpowiednio. Truskawki w zimie ...  winogrona, kiwi.... no jak basza....- Komentuje nasz islamski kolega zawartosc sniadaniowego pudelka szefcia. - A ja musze wpieprzac ogorki z matki ogrodka.
Nie, nie...absolutnie  w niemieckim small talking nie popelnil gafy- oczywiscie trzeba sie jako tako z dana osoba juz znac, aby tak gadac. Wyluzowywal li tylko atmosfere...
Szefcio sie lekko usmiecha i odcina :
-Twoja matka ma niezly ogrodek. Ogorki jej w zimie rosna... niezle cie karmi. Szacun za jej zdolnosci.
Rodzice Fuada poslubili sie mlodo. Ona miala jakies 17 lat, on- ojciec -18.
- Kicha. Totalna kicha...na pewno przed slubem sie nie widzieli, co?- Zagaja ktos.
- Widzieli, ale z pewnoscia nie laczylo ich gorace uczucie. Toz w koncu....czasu na to trzeba.- Odpowiada rezolutnie Fuad.- Teraz zas, po latach, rozlaczyc ich nie mozna. Zakochani sa w sobie po uszy. Ojciec by chyba bez mamy nie przezyl, a mama bez niego.... wszystkie decyzje podejmuja razem, rozumieja sie czasami bez slow, wszystko o sobie wiedza i sie kochaja.
Piekna rodzina. Dziewczyny!!  To bedzie w przyszlosci dobry maz, wiem co mowie.... czasami warto, przed zamazpojsciem,  dobrze poznac rodzine swego wybranka. Jakie tam panuja relacje, stosunki.... A wy chlopaki, przyjrzyjcie sie dobrze  tesciowej, bo to w przyszlosci bedzie wizerunek waszej zony.  Ot takie tam przesady, a moze jednak nie?

Ps. Muzyka w wykonaniu mlodych ludzi, ktorych korzenie wywodza sie z krajow bliskiego wschodu. Rap, hiphop jest popularny w krajach arabskich. Znajdziecie tego mnostwo w necie, ale ... poniewaz nie wiadomo o czymoni tam  spiewaja, wiec nie wkleje nic stamtad, bo ....hiphop jest ulubionym komunikatorem w werbowaniu mlodziezy.

poniedziałek, 6 marca 2017

Uprzedzenia, stereotypy.

Poniewaz mi sie po glowie czesto sporo kolata- niekoniecznie wazne i wazkie sprawy, ot takie tam...rozne sprawy, postanowilam sie z Wami czyms tu podzielic.
Z drugiej zas strony powinna uspokoic swa szczekaczke - tak jeden z mistrzow buddyjskich nazwal nadajacy wciaz mozg ( umysl) -  wejsc w ommmmmm....  napawac sie otaczajaca natura, cisza ( ta w umysle przede wszystkim) i zobaczyc rzeczy takimi jakimi sa.

No to zobaczymy jak te rzeczy sie przedstawiaja.

Ciesze sie, ze jestesmy w Uni. Ciesze sie, ze ludzie sie na siebie otwieraja, poznaja, lamia bariery kulturowe, ucza sie siebie nawzajem.... Ciesze sie, ze Polska wyglada ladnie, zadbanie, ze pod wzgledem image zaczyna dorownywac krajom zachodu. Cieszylo mnie, kiedy moja kuzynka sedzina, wypowiadala takowe slowa: "Wiesz? Kiedy pierwszy raz bylam na zachodzie to zaczelam sie wstydzic mojego domu i obejscia. Ludzie na zachodzie mieli tak ladnie zrobione wokol domow i w domach ... teraz kiedy jade na zachod absolutnie takiego poczucia nie mam." Ciesze sie kiedy droge do domu rodzinnego moge pokonac o 1/3 czasu mniej niz to mialo miejsce wczesniej...  Ciesze sie , ze zamierzchle czasy poszly w pizdu! Ciesze sie, ze starsze pokolenie , nadajace ton obyczajom, zachowaniu sie, kulturze  zaczyna byc w mniejszosci.... Z drugiej zas strony to mlode pokolenie tez z dnia na dzien sie starzeje i nie wiadomo co z niego wyrosnie. 

Pamietam taki motyw w filmie amerykanskim nominowanym ktoregos roku do Oscara. "Sluzace" nosil takowy tytul. Film mi sie szalenie podobal. Jedna z czarnoskorych sluzacych zwierzala sie swojej kolezance po fachu, ze te male, biale dzieciaczki, ktorymi one sie obecnie opiekuja, podcieraja tylki, przewijaja, karmia... teraz sa takie miluskie, bez uprzedzen. Kochaja swoje czarniskore nianie. Przychodza sie przytulic, kiedy upadna.  Chca aby otrzec im lzy, a potem? A potem wyrastaja z nich uprzedzone osobniki, takie same jak ich mamusie. Traktujace czarnych tak,  jak owczesne spoleczenstwo amerykanskie czarnych traktowalo. Jak czarnoskorych mieszkancow Ameryki kiedys traktowano, wszyscy chyba wiemy? Przypominac raczej nie trzeba.
Pamietam tez jak razu ktoregos kolezanka w pracy opowiadala mi jak to bylo, kiedy dobre 30 lat temu przyjechala jako emigrantka do Niemiec. W przestrzeni publicznej jezyk ojczysty danego delikwenta nie byl milo i przyjaznie postrzegany. W sklepach, na dworcach, na ulicy nalezalo poslugiwac sie jezykiem niemieckim.... to bylo, ponoc,  jej usprawiedliwianie sie wobec zarzutu jaki postawila przed nia  polska rodzina.  Szlo o to,  ze rodzinka owa przewidywala, przepowiadala jej  "zaplate"  ( nie wiem w jaki sposob mialaby niby kolezanka  kiedys za to zaplacic)  za to, ze nie nauczyla swych dzieci  mowienia po polsku. Slowa o zaplacie wpowiadal nie jakis burek z zapadlej gminy, ale chlopak wyksztalcony. Z duzego miasta.  Z mgr przed nazwiskiem. Wychodziloby na to, ze to ktos z otwartym umyslem a tu ups!
Wracajac do kolezanki i jej zwierzen, pominmy owego wyksztalciucha....Kolezanka mowila jeszcze, ze na posiadanie telewizji satelitarnej, aby odbierac programy z ojczyzny, trzeba bylo miec pozwolenie. Nie mozna bylo sobie ot tak zainstalowac tego ustrojstwa. W malzenstwach mieszanych typu Polak -Niemka, Niemiec- Wloszka,  Niemka -Wloch... autochton mogl zakazac wspolmalzonkowi nauki dzieci mowienia w jego jezyku ojczystym , w jezyku innym niz niemiecki. Dodajmy do tych kolezankowych zwierzen fragmenty z filmu nakreconego w kooperacji wlosko -niemieckiej. Pewien , nazwijmy go dla potrzeb tekstu, Giuseppe opowiadal swemu przyszlemu zieciowi, notabene Niemcowi, jak traktowano jego zaloty do pewnej niemieckiej dziewczyny. Miejscowi chlopacy wszczynali wowczas bojki. Przyjezdzala policja i co by nie bylo,  miejscowi mieli zawsze racje, a dla obcokrajowca uczestniczenie w czyms takim grozilo wydaleniem . Giuseppe w koncu ozenil sie ze swa niemiecka  ukochana, ale kiedy wieszal wizytowke na drzwiach wynajmowanego przez nich mieszkania wowczas wasciciel tego mieszkania wydlubywal owa wizytowke mowiac, ze :" Niech se ow Giuseppe tutaj mieszka, ale...czy wszyscy musza o tym wiedziec?"
  W sumie powinien, ow nakreslony przeze mnie obrazek,  podobac sie tym wszystkim, ktorzy sa przeciwni otwieraniu sie na innych. No coz, jedna z blogerek stwierdzila  kiedys, ze wjezdzasz do obcego kraju wiec musisz przyjac zasady danego kraju. Decydujesz sie  w takim kraju  zyc i finito. Cos za cos. Pozamiatane.
  Cierpialabym bardzo gdyby eM zabronil mi nauczenia Marie mowienia po polsku. Jak to tak? Kiedy decydowalam sie na slub z eMem i zamieszkanie w  Niemczech nie wiedzialam o tego typu sprawach absolutnie nic. Poza tym, to byly juz inne czasy, nie te tak zamierzchle. W Polsce zostala babcia, ciocie i Marie mialaby sie z nimi w przyszlosci nie dogadac? eM nigdy nie wymowil slowa zabraniajacego nam porozumiewania sie  w jego obecnosci po polsku, ale ...gdybym zamiast eMa miala za meza mojego tescia to gwarantuje Wam, ze Marie nie umialaby wladac polskim. Takie pokolenie, tak wychowane. Wychowane w ciasnocie swych granic. W domku najlepiej. Ja wiem, ze w domku najlepiej...nic w tym przeciez dziwnego. W ojczyznie zyje sie nie zawsze dobrze, ale z pewnoscia latwiej chociazby pod wzgledem obyczajowym, komunikacyjnym....
Pamietam tez taka jedna rozmowe z tesciowa, o tym jak to podczas II wojny swiatowej ona i osoby zatrudnione u pewnego bogatego rolnika , oczekiwali na przyjazd przymusowych robotnikow ze wschodu. Od gadki do skladki wyszlo mi, ze oni obawiali sie innosci przybyszow. Nowi ich ciekawili a zarazem informacja o ich przybyciu wprowadzala obawy, leki, niepokoje- "jak to bedzie, jak to bedzie...?". Wyobrazali sobie ich roznie. Wypowiedzialam wowczas do tesciowej  tekst: " Czyzbyscie spodziewali sie, ze przyjada do was ludzie z kopytami zamiast nog? Z lapami zamiast rak?" Tesciowa jakos dziwnie spuscila wzrok i ... nic nie odpowiedziala. Ciesze sie, ze czasy zamkniecia granic poszly sie pasc. Ze ludzie staja sie coraz bardziej wyksztalceni. Kultury sie przenikaja.... ze te ciasne , zastraszone propagandami umysly odchodza gdzies precz. Mam nadzieje, ze kajdany lekow opuszcza w koncu ludzi.

Wczoraj bylam z Mloda w kinie na filmie "Bibi und Tina". Marie jest zagorzala fanka tej serii. Poruszano tam watek uchodzcow. Na poczatku mnie zemdlilo. "Znowu?"- pomyslalam, ale potem przyszla refleksja. Refleksja przyszla w momencie przedstawiania ludzi z bliskiego wschodu. Nie spodobalo mi sie, ze nakresla sie ich jako niewychowanych prostaczkow- tak jawili mi sie dwaj chlopacy, ktorzy przyjechali ze swym ojcem naklonic siostre/kuzynke  do powrotu do domu. Siostra nawiala, bo choc pochodzila z kraju ( Albania), w ktorym wojny nie bylo, to miala plan na  przyszlosc - chciala studiowac medycyne, a stary ( czyt. ojciec, czy tez opiekujacy sie nia wujek)  chcial ja wydac za maz. Malzenstwo z przymusu, aranzowane...wziela wiec dziewczyna nogi za pas. Stary  bil swych synow klapka na muchy.  Wszystko co powiedzial bylo swiete. Do tego byl uparty na maxa. Zawziecie dazyl do realizacji planu odzyskania uciekinierki. Chlopaki zas, jego synowie, to takie niewychowane typki. Myslace o jedzeniu, o zyciu w luksusie, o robieniu dziwnych interesow. Nawet sposob przedstawiania ich w piosenkach byl wlasnie taki standardowy. Obwieszeni zlotymi lancuchami, obok krecace dupkami panienki... ladne fury, skory, komory...



Wtedy sobie pomyslalam, ze to jest troche wyolbrzymiony obrazek. Nie wszyscy ci oni tacy. No dobrze- w filmie posluzono sie stereotypami. Tworcy chcieli dzieciakom "cos" pokazac....
Pojechali rowniez po swym wlasnym folku. Nakreslajac rowniez obraz takiego stereotypowego autochtona. Byl to pewien hrabia "von cos tam". Remontowal swa posiadlosc ( cholera, film mial sporo wstawek , tracal polityka... niezle sie na nim usmialam, wrocilam jakas taka lzejsza wewnetrznie). Syn nawiozl ojcu  do domu na wakacje dziwnego towarzystwa- ( och ci ojcowie i ci ich synowie...). Syn  hrabiego "von cos tam" przywiozl  do rodzinnej schedy obcokrajowa grupe artystyczna.  Do tego dojechala Bibi i Tina z trojka uchodzcow. Hrabi/hrabiemu zaczelo byc duszno i ciasno we wlasnym domu. Koniecznie chcial pozbyc sie niechcianych gosci. Byl nieuprzjmy, zdystansowany, arogancki.... glosno oznajmial swa niechec.: przeciez nie zna  jezyka swych gosci, przeciez tu jest za ciasno, jest remont,  sami domownicy maja malo miejsca a tu jeszcze dodatkowi goscie. Niemcy bardzo cenia sobie spokoj i cisze- to jest dla nich luksus. Zycie na tzw.: " kupie" odbiera ow luksus.... Poza tym pojecie luksusu dla kazdego jest inne. Inne dla Albanczykow, inne dla Niemcow.... Film fajnie zrobiony. Byla w nim walka o prawa  kobiet,  o miejsce dla uchodzcow. Ja widzialam w nim jeszcze pokazanie sporych roznic kulturowych, roznice pomiedzy kobietami i mezczyznami wschodu i zachodu, lamanie stereotypow....Film konczy sie dobrze. Strony dochodza do porozumienia. Ojciec-  wujek mucho,  lamie sie i zezwala podopiecznej na dalsza nauke. Chlopaki prostaki maja w sumie serce na tzw dloni. Graf czy tez hrabia "von cos tam" przekonuje sie do uchodzcow..... W sumie wszystko pozytywnie. Z pozytywnym przeslaniem. A probemy? Problemy w tak zroznicowanych kulturach i ich wzajemnym wspolzyciu zawsze beda.
Zycze Wam otwartych serc i zero strachu.

czwartek, 9 lutego 2017

Wszystko w zyciu kiedys sie konczy.




Prowadze bloga juz od 10 lat. 10 lat temu w lutym zaczelam blogowac. Na poczatku, przez jakies 3 lata na onecie- niestety blog ow poszedl w kosmos, przesilenie blogowe mnie wowczas dopadlo. Po czym zaczelam kontynuowac wpisy w tym miejscu. Pierwszy moj nick to maran, teraz podpisuje sie wlasnym imieniem. Zakladajac , ze dozyje 70 lat, lub ciut ponad, zostawilam w necie 1/7 mojego nedznego zywota. I w sumie po co? Sama nie wiem po co. Chyba dla siebie samej, dla wspomnien, o ile te wpisy, w takiej czy innej formie, przetrwaja. Dla rodziny? Moze dla rodziny....

Pamietacie Macka? Kojarzycie Macka? Dla tych co nie kojarza: Maciek to jest taki cwaniula , fifarafa, ten.... przedstawiciel Bebiko, co ma sluzbowe "pikaczento". No to teraz juz kojarzycie.

Chodzi mi o tego Macka z Warszawy, ktory bloga swego czasu na onecie prowadzil,  i ktory tak z dnia na dzien odszedl z blogow. Umarl zostawiajac swych Czytelnikow z opadnieta do podlogi szczeka. Osierocil ludzi, tak nagle, tak z dnia na dzien.....  Kiedy wypierniczylam onetowego bloga , wtedy mi powiedzial, ze szkoda, bo mozna se bylo wrocic i powspominac, poczytac ... Kurcze. Postrzegam swiat przez pryzmat siebie. To co napisalam to napisalam i .... zostawiam. Omowiona sprawa lub nie omowiona i ...jedziemy z koksem dalej. Zdziwilo mnie  podejscie Macka, ale to byl wlasnie Maciek. Wazni bylismy dla niego. Bardzo to w nim cenilam, albo inaczej...docenilam to w nim po tym, jak mi zwrocil uwage, ze glupote strzelilam. Mysle o nim dosc czesto- tylko nie donoscie mojemu  mezowi. Nie mysle o Macku w sposob, ktory podpadalby pod podejrzenie, ze cos bylo na rzeczy- nie, absolutnie nie, ale barkuje mi jego poczucia humoru. I tekstow. Stalo sie....
Kazdy z nas jest wartosciowy, kazdy z nas wnosi cos fajnego w blogowe zycie- choc moze akurat przesadzilam, nie kazdy. Bywaja tacy, ktorzy wnosza chaos, wojne, nienawisc.... Maciek ( poniewaz to byl jeden z pierwszych blogow, na ktorym udzielalam sie jako czytelniczka i komentujaca) pokazal mi oblicze dojrzewajacego faceta. Zalozyl bloga w momencie, kiedy zaczal przezywac rodzinny kryzys. Potrzebowal widocznie wywalic z siebie to i owo, oczywiscie, ze nie biadolil tak, jak to maja w zwyczaju ,w tego typu sytuacjach, czynic kobiety, i ze on taki fajny koles,  a trafila mu sie tylko zla partnerka. Wlasnie nie, on ja kochal do konca i .... przerabial swoje zycie, pomylki, bledy, egoizm- wszystko  na blogu, czesto w komentarzach.... To byl/ jest silny KTOS. Wlasnie taki, jakim facet byc powinien. Wyrosl z niego uroczy mezczyzna. Mezczyzna przez duze "M" i...odszedl. Szkoda:)
Wszystko, niestety w zyciu kiedys sie konczy...nawet samo zycie kiedys sie konczy, wiec nie bojmy sie koncow, zakonczen, odejsc....
Nie chce wymieniac Was wszystkich; dzieki ze byliscie, jestescie, ze odwiedzacie.
Czuje potezne zmeczenie zyciem blogowym. Czuje w kosciach, ze juz nic nie mam Wam do powiedzenia. W ogole czy ja kiedykolwiek mialam Wam cos do powiedzenia? Prowadzilam cos w stylu Big Brothera. Mieliscie mozliwosc popodgladac  moje wynurzenia. A teraz powoli odczuwam przesyt.
I nie chce przez to powiedziec, ze sie z Wami zegnam, odchodze...bo kto wie- moze za jakis czas skrobne tu znowu cos? Nic sobie nie ograniczam. Niczego nie przewiduje i nie zakladam...


niedziela, 5 lutego 2017

Ciulam.

Kiedys pisalam Wam o moich skarbonkach?  Pisalam, przeciez pamietam. Ta butla zostala wlasnie zapelniona. Ma pojemnosc 5 litrow i jest okropnie ciezka. Nie idzie jej przestawic, kiedy sie chce odkurzyc.. Przeciagam ja- to takie info dla zlodzieji, jakby chcieli mnie okrasc. Nie chodzi, oczywiscie, o Was- jakzesz bym smiala, ale....  po blogach kreca sie rozni ludkowie, a ja tu o kasie nawijam, ktorej nie da sie wyniesc. Rety jakaz ja nierozwazna jestem!
Otoz do butli tej zbieralismy miedziaki i te zlote centy. Mialo/ma byc na paliwo do Medjugorje
- no i juz jest, ale paradoks sytuacji polega na tym, ze nie mamy czasu tam pojechac. Tak mamy z urlopami pogmerane, ze kiedy ja moge wziasc caly miesiac to eM nie moze, a jak juz mozemy to ...jedziemy do Polski, do mamy, bo przeciez familia swieta rzecz. Marie drze sie, ze ona chce do rodziny i tyle w temacie. Sami zreszta tez chcemy, ale czasami mialoby sie ochote  inaczej spedzic urlop.

Razu ktoregos zaprzyjazniony ksiadz dal nam namiar na kwatere w Medjugorje. Zadzwonilismy , tak orientacyjnie i jak najbardziej... powinnismy przyjechac,  najlepszy jednak termin to luty, bo pogoda nie za upalna i nie za zimna. Taka w sam raz.  OK luty,  .... co jednak z Mloda? Ona do szkoly musi i nie ma mowy aby dostala w tym czasie wolne. Tu chodzenie do szkoly jest traktowane tak samo,  jak praca, czyli .... tyko zwolnienie lekarskie wchodzi w rachube.
Zielona swinia tez pelna . Przeliczylam...jest na wyjazd jednej osoby na Grenlandie. Jednej, ale nie dwoch, czyli...ciulac trzeba nadal. Bilet na samolot dla jednej osoby tam i z powrotem kosztuje okolo 1000 euro. Do tego drugie tyle trzeba by bylo doliczyc na tygodniowy pobyt na Grenlandii. Mieszka tam pewiem Polak i organizjje ludziom pobyt na owej wyspie. Ma zone Innuitke .
Nie interesuja mnie kraje upalne. Nie interesuje mnie lezenie na plazy i popijanie drinkow. Nie lubie w taki sposob  spedzac urlopow.

Mala tez ciula...ciula na laptopa. Nie ciula tylko eM. Nie musi,  toz w koncu kobiety  w jego domu ciulaja.

 Dziecie me przynioslo oceny semestralne. Srednia ma dobra. Ogolnie nie jest zle , tylko... z religi dostala troje. bo.... wydaje mi sie, ze jest - bywa humorzasta- raz ma ochote, raz nie wykazuje zadnych checi do przedmiotu.... dojrzewa - mamy to potwierdzone medycznie. Chce Wam powiedziec, ze trudne jest zycie z dojrzewajaca dziewczynka. Co by nie bylo przejdziemy to.
Mala przeszla tez kolejny egzamin na kolejny pas w taekwondo. Obecnie nosi zielono niebieski . W sporcie idzie jej pierwszorzednie.


Poza tym ? Poza tym zmeczona jestem blogowym, niezgodnym, nierozumiejacym sie nawzajem swiatkiem.  Ludzie bywaja dokuczliwi.


czwartek, 12 stycznia 2017

Wlasciwie...



Wlasciwie to moglabym sie odezwac, ale.... lepiej mi w ukryciu. Nie chce mi sie pisac. Nie mam o czym pisac, choc dzieje sie sporo. Jak to w zyciu. Zycie nie stoi, zapiernicza, ze nadazyc nie mozna. Dlatego zasiadam w fotelu ( poki jeszcze moge, poki urlop trwa) i przybieram role obserwatora. Fizyka kwantowa opowiada cos o obserwatorze, mi z tego wychodzi Wielki Kreator. Oni ( fizycy kwantowi) sa w tym temacie ostrozni, ale ja .... no coz moi drodzy, napawam sie rola Wielkiego Kreatora. Kreuje Was poprzez moj sposob patrzenia na Was z pozycji mojego fotela w ...hm... nazwijmy to szumie , salonie, ktory za chwil kilka ma przejac role pokoju dla Malej. Czyli z mojego centrum zarzadzania Was obserwuje i ... kreuje. Kreuje tez obejscie wokol siebie. Dekoruje  wnetrza. Tego oczywiscie nie da rady zrobic siedzac w fotelu, czyli zdarza sie, ze Wielki Kreator musi sie podniesc i chwycic za miotle lub za cos tam. Nie wazne, wazne ze chwyta, ze jeszcze moze poszczycic sie  zdolnoscia chwytania czegokolwiek.

Wlasciwie to jak zwykle jestem rozwalona po pobycie w Polsce. Rozwalona tym, ze ...nadal nie wiem gdzie , co i jak? Ze chcialabym wiedziec, a opini jest tyle, ilu ludzi je wyrazajacych. Ciezko podjac decyzje , choc w sumie zycie, na razie, jej ode mnie nie wymusza. Coraz czesciej slysze od znajomych, ze warto sie zastanowic , w moim przypadku , nad niemieckimi papierami. Nawet ci zaczynaja to przebakiwac, ktorzy wczesniej mowili mi, ze :" Polska, Polska ponad wszystko!". Ale zeby nie bylo mi tak latwo z decyzja to ...  jeden znajomy wlasnie wyrusza na stale do Polski. Kupuje sobie w Polsce mieszkanie i nosi sie z mysla powrotu do kraju. Ja nic nie mysle, Nie chce myslec choc  decyzji zwiazanych z przeprowadzka nie mozna odkladac na ostatnia minute, trzeba sie mentalnie szykowac. Wyrabiac w sobie odpowiednia postawe. Postawe sukcesu trzeba se wyrobic... na razie siedze na pozycji Wielkiego Kreatora... ano wlasnie...czy Wielki Kreator moze byc osoba przegrana? Kims bez sukcesu? Nijak mi sie to nie sklada do kupy.

Wlasciwie to Polska pachnie inaczej niz Niemcy. Polska pachnie zapachem niespotykanym w Europie zachodniej. Ta nuta zapachowa jest przynalezna tylko Polsce, a moze calej Europie wschodniej? Polska pachnie palonym weglem. To jest niesamowite! Przekraczasz granice , wjezdzasz jakies 50 km w glab i juz czujesz!
Znajoma ze Stanowe, ktora czasami jeszcze nawiedza nasz kraj mowila , ze .... ona w Polsce sie dusi. No dobra, niech jej bedzie. Niech sie dusi. Mozna sobie w glowie wykreowac inna imaginacje i nie bedzie to duszenie, a np. lesny zapach starego stechlego drzewa. Polska dzungla... samo czyste powietrze.
Ostatnio jechalismy z eMem po meble i z pobliskiej, w lini prostej to jakies 50 km, elektrowni atomowej wypuscili  pare. Dzien byl sloneczny, przepiekny, przejrzysty i szklisty, a na widnokregu potezna biala chmura . Zawialo groza!
-Wiesz co? Niech oni zaczna te elektrownie powoli zamykac, bo strach sie bac.- Zagadalam filozoficznie i naukowo do eMa. -Taki przepiekny dzien i taki bialy kruk na niebosklonie.
-Cos ty mamo! To konik morski.- Wtracila sie Mala.

Wlasciwie moi drodzy ,  nie mam Wam o czym nawijac, choc w sumie mam, ale nie chce mi sie. Ide zasiasc w fotelu Wielkiego Kreatora i poobserwuje w TV jak to amerykanscy obywatele zmieniaja miejsca zamieszkania i kupuja sobie piekne domy nad oceanami. I te ich wybory jakiez sa zawile, trudne, meczace... Na swiecie istnieje tylu ludzi bez domow, tylu potrzebujacych chleba, tylu potrzebujacych pokoju, a sa i tacy, dla ktorych jedynym dylematem jest zmieszczenie sie w budzecie i ilosc posiadanych sypialni i lazienek.
-Macie jedna lazienke i przyjmujecie gosci? -Zaciekawila sie razu ktoregos kolezanka w pracy przysluchujaca sie jak druga kolezanka, nie autochtonka, bedzie musiala przezyc  najazd gosci. -Przeciez to takie niehigieniczne.

No wlasnie , kogo nie stac na higienicznosc, nie powinien przyjmowac gosci.


niedziela, 20 listopada 2016

Nie z tego swiata.

Anno Domini 18 listopada 2016 roku!

Ha!   Od poczatku moze, co?

Otoz chce Wam powiedziec, ze nasze zyczenia, nie mowie nic o marzeniach , bo to ciut grubsza sprawa, ale... nasze zyczenia wypowiedziane glosno lub czasami cicho, czasami jeszcze ciszej,  spelniaja sie. Nie wierzycie?! SPELNIAJA SIE!
Do spelnienia zyczen potrzebnych jest pare skladnikow.

-Po pierwsze.

Zyczenie jest potrzebne - przemyslcie sprawe doglebnie i nie rzucajcie slow na wiatr. Nie miejcie zyczen typu: "Chce zobaczyc mecz Bayer Leverkusen", kiedy chodzi o sam stadion... no zeby pobyc na stadione i se popatrzec jaki on duzy. Mecz by nas ( kobiety )  zanudzil, ale stadion? Hm...czemu nie. Zobaczyc mozna, nieprawdaz?

- Po drugie.

Uwazny sluchacz obok. Taki, ktory podchwytuje pomysl. Z reguly to powinna byc osoba nam bliska. Zaangazowana w nas ( matka, partner, siostra, dobra pisola... corka, syn...) , bo tylko taka osoba jest wsluchana  w nasze potrzeby. Zna nas, jestesmy dla tego kogos wazni i ... te inne. 
- Zyczenia nie wypowiada sie z premedytacja, ze moze noz widelec, ktos w koncu uslyszy i radoche nam sprawi. Ot tak- sponatnicznie sie je wypowiada..... przy dogodnych warunkach zewnetrznych. Bez kalkulacji : "Podpowiadam! Bilet na mecz, ktory mnie inetresuje, mozna nabyc dla mnie ...." - podajemy w tym momencie, dokladny adres kasy biletowej.

-Po trzecie.

Trzeba umiec poczekac. Jak to powiedzial mistrz ks. Jan Twardowski? Powiedzial on, ze nie modl sie czlowieku, jezeli czekac nie umiesz. Czyli czekajmy ludzie!!!  Tak  jednak czekajmy, aby  nie czekac. Nie wiem czy czaicie? A tam.... nie wazne.

Za siedmioma gorami...za siedmioma lasami zyla sobie ksiezniczka....  STOP! To nie ta bajka przeciez!

Dawno temu wypowiedzialam zyczenio- marzenie. Pogadalam sobie z eMem o tym, ze istnieje na scenie niemieckiej pewien artysta, ktory ma piekny glos, madrze spiewa i ciekawe jak on brzmi na zywca . TUTAJ o nim pisalam. No i marzenio -zyczenie, czy tez zyczenio- marzenie sie spelnilo:)

Chyba wiecie? Dostalam bilet na koncert tego artysty. Pisalam o tym raz na blogu. Bilet dostalam, ale ... poczekac trzeba bylo jeszcze troche. To czekanie sprawia, ze cale rozwiazanie smakuje o wiele lepiej , albo... totalna kicha nas zastaje, bo marzac przeroslismy rzeczywistosc. Pamietajmy! Marzmy realnie! Nie bierzmy marzen z kosmosu.






18 listopada anno domini 2016 roku.... zrobilam sie na bostwo. No w koncu jade na spotkanie z Xavierem Naidoo. To nie wazne, ze 6 rzad, ze 3 miejsce...zawsze lepsze to niz 7 rzad i 1 miejsce.... Szosty rzad... przeciez to tak blisko, ze wystarczy reke wyciagnac. Czyli...drogie panie- Wy to przeciez rozumiecie, nieprawdaz? Zalozylam, ze z cala pewnoscia bede rozpoznawalna, wiec trzeba zrobic sie na bostwo. Zrobilam sie... dwie serie maseczek. Najpierw peeling, potem maseczka regenerujaca, potem odpowiedni krem, a potem make -up......  Jedno co mnie meczylo to to,  ze za stary model torebki posiadalam. Z drugiej strony swiatlo przeciez zgasza i .... na co komu ta torebka? Przezornie oddala mezowi kluczyki do samochodu i domu, portmonetke...tylko pare drobniakow w kieszeni mi sie ostalo. Oskubal mnie maz jednym slowem. i...

.. Obwiozl jakimis dziwnymi drogami do Köln. Czasu jednak starczylo, aby cos przed koncertem wspolnie zjesc i uraczyc sie kieliszkiem czerwonego wina. Nie zawsze moze sie czlowiek poczuc jak Krystle Carrington, ale w takim momencie czemu nie.

Los nam tego dnia sprzyjal. Szybko znalezlismy wolne miejsce do parkowania. Z wyjazdem po koncercie byl problem, ale przed  "no problemo amigo!"





-Pokaz mi sektor, w ktorym bede siedziec.-Poprosilam eMa.
Ten pospiesznie wyjal komorke. Wpisal w google Lanxess Arena i pokazalo mi gdzie, co i jak.
-Skoro to szosty rzad, czyli ... chyba blisko, jak myslisz?
-Scena ustawili na srodku areny...  cena biletu jest odznaczona na zolto, a zolty to tu, czyli.... siedzisz blisko. Nie martw sie. -Uspokajal eM.
Nie martwilam sie dopoki przed wejsciem nie zaczeli kobietom sprawdzac torebek. Hm... musialam pozbyc sie flaszki wody. Dziwna sytuacja, ale z drugiej strony zrozumiala. W Europie ostatnio niespokojnie. Dwa lata temu na koncercie Davida Garretta w ogole nas nie sprawdzano. Ludziom udalo sie wniesc male falszeczki wody mineralnej, aby choc spragnione usta umaczyc. Znam to pragnienie z przeroznych koncertow. Nawet tych napowietrznych, gdzie klimatyzacji nie potrzeba bylo...Pragnienie potrafi byc dokuczliwe. Nie znosze w trakcie przerw stac w kolejce za woda. Piwo, wino, szampan...to sprzedawcy  roznosza miedzy rzedami  hojnie, dostatnio, lecz wody.....nie uswiadczysz. Czyzby ludzie na koncertach nie pili wody? Po wode musisz sie ruszyc, odstac... No dobra...nie bede narzekac. Najwyzej umre z pragnienia...wyniosa me zwloki jak sie do wodopoju nie dorwe. eM chyba sie przyzna, ze to jego polowica? I godny pogrzeb sprawi?  Najwyzej uracze sie piwem- dobrze gasi pragnienie .

Miejsce koncertowe mialam niezle, ale byly jeszcze lepsze...takie za 169 euro za osobe. Loze nad lozami. Siedzisz se wysoko czlowieku. Pijesz, jesz ile chcesz, full service. Wstajesz kiedy chcesz, zapalasz swiatlo, lub gasisz kiedy chcesz. Nikomu nie przeszkadzasz... no chyba , ze komus ze swej druzyny.
-To tak  samo, jak na meczach.- Orzekl eM.- Sa miejsca i MIEJSCA. Masz krzeslo w trzecim , albo w czwartym rzedzie i ...to jest COS (! ), albo loze dla prominentow, wiec  dajmy sobie na luz...

Loze: dadam!




A potem? A potem wszedl ON!

Powital swa 16 tysieczna publicznosc zgromadzona na koncercie...
I sie zaczelo.... i milo bylo, i fajnie bylo, i ekscytujaco bylo.....
Xavier Naidoo nie nalezy do tworcow poprawnych politycznie. Mowi, tzn. spiewa sporo o uczuciach, ale tez i o tym co mu sie nie podoba w danej rzeczywistosci. Podpadl kilkoma wypowiedziami tym, ktorym podpasc nie wypada i zrobil sie szum wokol jego osoby. W tym roku mial reprezentowac Niemcy na koncercie Eurowizji, ale gdzies tam, ktos tam uznal, ze nie moze i tyle w temacie. Wedlug mnie, to jeden z najlepszych tworcow niemieckiej sceny. Z pewnoscia znajduje sie na szpicy tej szpicy. Przedwczoraj byl liryczny, rapujacy, wychodzil z przeslaniem do sluchaczy np.: o nie stosowaniu przemocy. Powinnismy byc ostatnim pokoleniem , ktoremu wojny jeszcze  sie przytrafiaja. Powinnismy zakonczyc stosowanie przemocy poczynajac od takich malych spolecznosci jakimi jest chociazby rodzina.

Ten koncert to super sprawa. Wystarczylo aby towarzyszacy Xavierowi muzyk zagral pierwszych kilka dzwiekow na pianinie, wprowadzajacych do kolejnego utworu, a na widowini od razu szal i krzyki, ze to piekne,...ludzie po pierwszych tonach rozpoznawali utwor. To sie nazywa bycie fanem i to sie nazywa przebywanie w atmosferze fanow. Co tu gadac, jakas dziwna aura spowijala Lanxess Arene.

W przerwie pomyslalam sobie, bo powrocilam do rzeczywistosci,  ze jakby tu cos jednak pizglo, to by po nas smrod nie zostal.  Coz- najwazniejsze to odgonic zle mysli i ... nie bac sie.
Siedzialam blisko. Fanki krzyczaly: "Xavier kocham Cie!"- wiadomo dziewczyny sa emocjonalne i one szybko w takich momentach wywalaja to na zewnatrz, ale co tam fanki... nie starszne mi byly, jestem przeciez bezkonkurencyjna...
- Kiedy artysta zaspiewal ku czci Leonarda Cohena "Halleluja" to odjechalam. Zostal na sali tylko Naidoo i ja.- Opowiadalam siostrze zasluchanej w Halleluja na mojej komorce.
-Wiesz co? - Usmiechnela sie siostra.- Ci artysci to maja przejebane.-Dokonczyla.
I tym optymistycznym akcentem zakonczymy owa opowiesc, bo.... z pokoju obok dochodza odglosy odrabianych przez Marie lekcji . Odrabia je z tata, a tata nie posiada mnostwa cierpliwosci i ... CZEKAC nie umie.

Poniewaz koncert nosil nazwe : "Nie z tego swiata" ... zagrajmy wiec:



wtorek, 1 listopada 2016

Bigos.

Swieto zmarlych. Nie mam tu swoich zmarlych. Wszyscy "moi" zmarli leza w Polsce. Grob tesciom, jak na kochajaca i teskniaca za nimi synowa przystalo, sprzatnelam tydzien temu. Poza tym cmentarz odwiedzam  dosc czesto. Dzisiaj nie i koniec....  Dzisiaj niech reprezentacyjnych obowiazkow dopelni eM.
  Byl, odwiedzil z Mala grob rodzicow. Swieczki zapalil.....

Ogolnie zas, to dzien jak co dzien. Mloda byla na chinskim, bo pan od chinskiego wolnego jakiegokolwiek nie uznaje. Dla niego bolem sa wakacje, kiedy dzieciaki na zajecia nie przychodza.  Tydzien temu nauczyciel od chinskiego byl chory, nie mogl sie z lozka zwlec...zajecia wiec wypadly. No trudno, czasami kazdemu sie zdarza. Rozczarowania z tego powodu nie przezylismy, ale wczoraj na zajeciach zagail do Marie, ze mogliby odrobic ta lekcje, ktora jej wypadla. Odrobic oczywiscie dzisiaj. Chinczycy nie obchodza swieta zmarlych. Mala powiedziala, ze zapyta rodzicow.
My na to nie jak na lato, dalismy wybor Dziecku, ktore stwierdzilo, ze pojdzie ...odrobi.... eM zawiadomil wiec nauczyciela, ze Mala przybedzie.
-Kurcze jaki on gorliwy.- Stwierdzil odkladajac komorke.
-Nie gorliwy, tylko u nich tak jest. Pamietasz ten program o Japonii? Jak Japonczycy pracujacy w domu starcow przepraszali zaloge , ze ida na dwa dni urlopu? Przezywali rozterki, ze ludzi w robocie zostawiaja. Tamci musza pracowac a oni (?) ... , a oni sie dwa dni urlopuja. I tam tak jeszcze jest, ze maja tylko  7 dni urlopu w roku i go nie wykorzystuja.

Znam to od Audrey. Jej maz ma wypas, kiedy chodzi o prace. Ona sama siebie i dzieci spycha na dalszy plan, kiedy w gre wchodzi harowka  Xianga. Xiang zarabiac musi.... praca na pierwszym miejscu. Nie powie mu . "Kochanie, a mozebys wzial sobie ze dwa dni wolnego?" . Z drugiej strony Audrey korzysta ze swojego faceta ile sie da, zostawiajac go z dzieciakami w jego chwilach na  odpoczynek. Xiang z powodu  podejscia do  roboty w Chinach nie chce wracac do kraju przodkow. Pomimo wszystko chce miec troche spokoju, chce miec normalne urlopy, chce miec po zamknieciu drzwi biura swiety spokoj, chce miec pewnosc, ze komorka od szefa nie bedzie dzwonic i wzywac go natychmiast z powrotem.
- Jak wy tam w rodzinach zyjecie? Nie macie w ogole czasu na zycie rodzinne. - Zdziwilam sie raz.
-Dlatego bez dziadkow bysmy nie dali rady.... dzieci w Chinach wychowuja dziadkowie. Matka Xianga byla/ jest naukowcem. Xiang wcale jej nie znal. Wychowywal sie u rodzicow matki. Matka kiedys do niego przyjechala, a on jej nie poznal.


Podczas naszej wyizyty w Polsce ( mojej i Audrey) odwiedzilam cmentarz. Zawsze odwiedzam grob ojca, kiedy jestem w Polsce i takoz samo stalo sie, kiedy bylam w kraju z Audrey, a ze ona wszedzie szla ze mna to i na cmentarz zaszla, ale byla bardzo niespokojna. Zastanawiala sie, czy jakiegos licha do domu nie zwiezie. Bo u nich smierc to rozpacz i tragedia...to koniec. O tym najlepiej nie myslec, a  jak sie juz wydarzy  to  ludzie ( rodzina blizsza i dalsza) dyskutuja o doczesnosci, o podziale majtku. Kto i co zgarnie. Dzieci sie na tego typu imprezy nie zabiera. Ludzie obawiaja sie aby zmarly nie zechcial ktoregos z uczestnikow pogrzebu zabrac ze soba.
Pomimo tego, ze moja egzotyczna kolezanka wierzaca nie jest, to zauwazylam , ze w cos tam jednak wierzy. W duchy wierzy, w swiat pozagrobowy wierzy , w jakies moce wierzy. Opowiadala mi, ze jej mama podczas pierwszego, trwajacego 10 godzin lotu do Europy zalozyla na siebie cale posiadane zloto, aby odstraszyc zle duchy i szczesliwie wyladowac.

Z innych spraw. News dla rodzinki, ale dla Was tu zachodzacych tez....
Remont stanal gdzies posrodku. eM grzebie w pradzie. Instaluje kontakty pod kuchnie, ktora ma przybyc pod koniec listopada. O tym jak kupowalismy meble kuchenne musialabym napisac odrebny post. Temat godny uwagi...
Teraz jest juz tak:

Fierany powieszone, dotarly po reklamacjach i innych perypetiach.






Niemcy lubiuja sie w ozdobach okiennych. W dekorowaniu parapetow.... no wiec udekorowalismy:





Podlogi polozone, sciany wyszlifowane i pomalowane, drzwi wstawione...






A poza tym ...pusto i przestrzennie. Kase musimy zbierac na meble. Forsa nas wlasnie wstrzymuje, uwala....






Na werandzie zmienione...Stare kwiaty poszly sie pasc, ale reka mnie swierzbila i posadzilam nowe, dajac tez niekotrym starym dogorzec, przekwitnac do ostatniego platka...








Marie zaliczyla test z matematyki na dwa, czyli polskie ,chyba 5. Z niemieckiego dostala 3, czyli polskie 4 i przezywa to bardzo, bardzo....ze tak malo.  Na basenie zaliczyla egzamin praktyczny na brazowa odznake, teraz przykuwa teorie, ale poradzi....

I to by bylo na tyle, tego chaotycznego bigosu.



Ps. Najnormalniejszy hit radiowy, ale ...przypadl mi bardzo do gustu. Kiedy zagraja w radio w pracy, wszyscy , bez wzgledu na wiek, podspiewuja.



Prawdopodobnie wideo w Polsce sie nie otwiera to moze TO, albo TO - tyle tylko, ze to wideo mi sie nie podoba:(