Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codziennosc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codziennosc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2022

Zmarzlam.

 


Macie swoje wlasne jedzenie takie na szybko? Wpadacie do domu ... makaron, twarog, cukier i potrawa jak ta lala? Albo makaron, truskawki , smietana, cukier i jedzenie wypas?

W Niemczech tez maja swoje szybkie przepisy. O jednym Wam opowiem teraz , drugi zachowam na jakas inna opowiesc. 

Tez mi cos- jakaz to opowiesc? To przynudzanie o codziennosci. 

Zmarzlam dzisiaj na cmentarzu w Düsseldorfie. Spedzilismy tam duzo czasu. eM walczy z wystrojem grobu, tzn zmienia go. Najpierw nabroil. Wycial porastajacy grob bluszcz. Grob stal sie lysy jak kolano. Teraz probuje to naprawic. Czekaja nas, byc moze, jeszcze dwa wypady na tamtejszy cmentarz. 

W kazdym badz razie zmarzlismy. Temperatury wieczorne i nocne spadaja do minusowych. Pora wyciagnac cieple kurtki i buty. Ja mam ciepla, zimowa  torebke zakupiona w NY. Z pewnoscia mnie ogrzeje, kiedy ja na ramie naciagne. 

Dobra... ale co z tym zarciem na szybko? Kobieto streszczaj sie!

Wpadlam do domu zmarznieta a tam godno i chlodno. Nikogo kto by cos nam upichcil. Trzeba bylo samemu zakasac rekawy. Ten przepis pochodzi od mojej tesciowej. Nie jest pracochlonny. 

- Sredniej wielkosci cebula. Posiekac. Zrumienic na oleju. 



- Mieso mielone. Jakies 300 g. Moze byc wieprzowina. Moze byc pol na pol, czyli 150g wieprzowiny, 150 g wolowiny. Moze byc sama wolowina jezeli macie takie zyczenie. Ja nie lubie mielonej wolowiny wiec... w Niemczech kroluje pol na pol. Dodac mieso do cebuli. 

 



-Dolozyc zielona, mrozona fasolke. Podsmazyc a potem przykryc pokrywka i dusic. Mozna tez dolac odrobine wody jezeli  jest jej za malo. Posolic, popieprzyc... ja zioluje jeszcze czabrem i majorankiem ( nie jest to konieczne) .  Potem w osobnym garnku ugotowac makaron . Zmieszac fasolke z makaronem.... jesc i sie rozkoszowac. 




eMowi na drugiej patelni zrobilam to samo ale bez dodatku miesa. Eh to upierdliwe gotowanie na dwa gary. 

Marie wrocila do domu poltorej godziny po nas. Zawody taekwondo  w miejscowosci Trophy w Niedersachsen. 


To tak jakby sparly sie dwa wojewodztwa. Polnocna Westfalia z Niedersachsen. Dziewczyny zdobyly w swojej kategorii puchary ( I miejsca). Chlopcy przyjechali z medalami ( II miejsce). 

Ciezkie to dzielenie zycia sportowego z nauka. Marie wstala dzisiaj o 4 nad ranem. O 5:00 musiala znalezc sie na miejscu zbiorki. Nie wziela kanapek - nigdy nie bierze.  To tak jakby chciec jej wmusic lyzeczke kaszki za mamusie, za tatusia, za babcie...  Dostaje kase, ale roznie bywa z kupieniem przez nia  czegokolwiek, bo jak jest zajeta przezywaniem i nerwami to zywi sie  chyba tym stresem przed walka. 

Wpadla glodna jak wilk. Fasola z makaronem jej podpasowala. No coz- tak jadaja mistrzowie. Musze te jej wyjazdy pod wzgledem zywieniowym inaczej zorganizowac. Za tydzien kolejne zawody- juz ja jej cos  przygotuje i wmusze do zabrania. 

Prawdopodobnie trener nie byl zadowolony z Maryski wystepu. Jakby nie bylo przytargala do domu zloto, tzn. puchar -I miejsce. Nie wiemy o co chodzilo z tym brakiem trenerskiej satysfakcji.



Rodzinka krtykuje moja domowa tworczosc. 

Probuje upiekszyc ich srodowisko zycia. Wiecej tlenu dostarczyc, a oni mi tu z tekstami wyjezdzaja , ze chwasty w domu uprawiam.

 


-Przeciez to zielsko mamo. - Stwierdzila Marie. 

Podobne zielsko wycial eM z grobu, ktorym sie opiekujemy i skonczylo sie na tym, ze teraz trzeba tam jezdzic i probowac naprawic. Dalby zieleninie rosnac i byloby git. Moglby w sobote brzuchem do gory lezec i pilota na kanalach sportowych wyciskac, a tak... trzeba mu bylo  z wygodnego poslania  sie zwlec  i dzialac. 

Tego chyba nawet nie zauwazaja:) Rosnie to rosnie... nie ma nad czym sie rozczulac. 





Bardzo podobaja mi sie ukwiecone lazienki. Juz ja ich urzadze. Drzyjcie narody. Dotlenie ich. Gdzie sie tylko da ustawie donice z zielskiem, regulujace tlen w pomieszczeniu, a przy okazji w naszym mozgowiu:) 


piątek, 18 listopada 2022

Tu i tam, czy tez tam i tu.

Nie wiem jak pisac. Czy moje "tu" to moj dom, czy moje "tam" to moj dom?  Na emigracji przebywam 18 lat- poszedl mi juz 19 rok  poza ojczyzna i ... nie wiem czy to jeszcze obczyzna, czy juz nie ... czy na odwrot? 

W kazdym badz razie  dwa narody, wsrod ktorych przyszlo mi egzystowac sa jak ogien i woda, czy tez jak  woda i ogien... roznimy sie. Inne ideologie nas ksztaltowaly. 

Niemcy sa blizej natury. Bilzej czego sa Polacy? Polakom blizej do nierzeczywistosci. Polacy potrzebuja walki jak kania dzdzu. Wystarczyly dwa zablakane pociski uderzajace w polski silos, w jednej z przygranicznych miejscowosci, a rodacy w ojczyznie  zaczeli mowic wspolnym jezykiem. Nawet politycy przeciwnych partii potrafili w danej sprawie sie porozumiec i zawiesic bron. 

Przykre to... bylismy tacy zawsze... odkad pamietam lekcje historii. Jakie jest tego zrodlo? Etos sarmacki? Nawet jezeli to okropnie wstrzymuje ci on nasz rozwoj jako narodu. 

Jestesmy "przejsciem" ze wschodu do zachodu. Wschod mowi o nas, ze jestesmy inni ale nie calkowicie zachodni. Zachod jest jeszcze bardziej zachodni. 

Bylam dzisiaj na zakupach. W sklepach zostawiam wiecej kasy niz wczesniej. Paragony zaczynaja mnie przerazac. Ziemniaki - 2 kg siatka- cenowo roznia sie w sklepach bardzo. Trzeba kupowac u rolnikow. Tam srednio kilogram ziemniakow wychodzi jakies 1 euro. Pojechalam wiec do jednego takiego. Trzeba sie bylo dobre 20 km przemiescic. Powiadaja , ze najzdrowsza dla nas zywnosci to ta produkowana  do 30 km liczac od miejsca naszego zamieszkania. Czyli cytryny nie z Hiszpanii, a od rolnika z pobliza:) Podobnie z arbuzami, mandarynkami i brzoskwiniami.... o baklazanach nic nie wspominajac. Poza tym powinnismy jadac sezonowo. To co w danym okresie zbiera sie z pol. 

Pojechalam po te ziemniory, ale troche musialam nakolowac, bo drogi w naprawie. Uwielbiam te pore roku kiedy na dodatek swieci slonce. Jest przepieknie kolorowo. Cudnie.


Dojechalam do rolnika a on  jak zwykle zajety sprawami w obejsciu. Nawet nie wiem  jak ten chlop wyglada. Poza tym jest to rodzinny interes i czasami nie wiadomo czy to szef po podworku przemknal , czy syn szefa, czy ziec... Najechalo sie troche klientow. Zawartosc jego przydomowego sklepiku prezentuje sie nastepujaco:


Nie maja tylu ludzi w tym domowym biznesie aby posadzic jednego i czekac na przyjezdnych po sprawunki. Niech kazdy obsluguje sie sam. Niech sobie bierze co chce. Ceny sa wypisane na kazdym towarze i niech placi, pobiera reszte... 
Aby Wam to bardziej uzmyslowic. Na stoliku stoi skrzyneczka z forsa. Calkiem mozliwe, ze gospodarz co jakis czas oproznia "kase" z grubszego nominalu. Zawsze lezy tam troche drobniakow, aby ludzie mogli sobie reszte wydac. 

Szkatulka na forse: 


Widziala to kiedys moja polska kumpela, przybywajaca do mnie w odwiedziny.

-Nie. W naszym narodzie taki sposob kupowania by nie przeszedl. Przeciez to trzeba miec niesamowite zaufanie do ludzi. A i ludzie musza byc  ku temu wychowani. 

Nie wiem czy w Polsce teraz by to przeszlo, czy by nie przeszlo. Zdaje sobie sprawe, ze takiemu sprzedawcy worek  ziemniakow , czy tez dwa  ktos zawsze podprowadzi. Wlasciciel tych dobr tez zdaje sobie z tego sprawe, ale to chyba funkcjonuje ( w mysleniu) tak, jak  widzialam w USA: " Jezeli ktos jest potrzebujacy a nie ma pieniedzy.... niech wezmie. Nie ma o co kruszyc kopi." 

Niewatpliwie zmienilby sprzedawca zdanie, gdyby wszyscy stali sie nagle potrzebujacy i podpierniczaliby mu towar nagminnie.  

W Stanach widzialam niejedna scenke, kiedy to bezdomny wchodzil do sklepu. Rozgladal sie a potem buchal kanapke, piwo, salatke. Ekspedient cos tam krzyknal za wychodzacym, ale to nie bylo nic groznego... ot po prostu: " Trzeba sie w takim srodowisku liczyc z pewnymi stratami". Nikt nikogo nie gonil. Nikt na nikim nie wieszal psow. Nikt sie zbytnio nie bulwersowal. W jednym ze sklepow sprzedawczyni probowala nie patrzec w kierunku wchodzacego bezdomnego. 

Mialysmy tam tez takie zdarzenie, kiedy to po zakupach ciuchowych, objuczone torbami ze sklepow firmowych weszlysmy do baru przy hotelu... wypatrzyla nas jakas potrzebujaca niewiasta. Wpadla za nami i zaczela prosic,  ze w domu ma trojke dzieci. Musi miec 20 dolarow aby zrobic im kolacje. Nie wierze, ze w Stanach dzieci gloduja, ze rzad danego kraju do czegos podobnego by dopuscil. 

Ona mnie tu naciska na te 20 dolcow. Chlopak stojacy za lada prosi ja ladnie aby zostawila klientke- daje jej w sumie przyzwolenie na cisniecie, bo nieskutecznie prosi, bez przekonania w glosie, flegmatycznie. Zwraca sie do niej bardzo kurtuazyjnie... widac, ze mi pozostawia decyzje w tej calej dziwnej sytuacji. Ja zas podeszlam do sprawy tak, jak widzialam to tu, gdzie obecnie przyszlo mi zyc: " Dam ci polowe, do twojego biznesu".  W Niemczech  tak robia czesto. Chociazby w rodzinach do dzieci:" Chcesz na klasowa wycieczke to pokaz mi , ze polowe kasy na nia uzbierales, doloze ci wtedy drugie pol." 

Moja Maryska ( Marie) z tata w podobny uklad weszla. eM kupil jej ajfona, ale kase  za niego musi corka  zwrocic. Nie wiem ile procent jej dolozyl. Wiem tylko , ze roznosi dziecie nasze  w tej intencji gazety i robote zakonczy w styczniu. Mysle, ze cos jej eM odpalil. Nie wnikalam w ten uklady finansowy. Cieszac sie, ze to nie ja musialam sie owa sprawa zajac i podejmowac decyzje o wybuleniu na nowy model komorki.  Ja w tych sprawach ( corczano matczynych)  jestem miekka. Dobrze, ze maz wzial to na siebie. 

 Wracajac do sprawy ziemniaczanej. Kupilam tez dynie pizmowa -wszak to dyniowy sezon- jutro zrobie z ryzem. Po czym obrocilam sie i poszlam po mleko. Tutejszym rolnikom nie wolno otwierac kadzi. Ilez musial ow rolnik zainwestowac, aby sprzedawac ludziom mleko prosto od swoich krow ?



Tu juz obsluga na automat. Trzeba wrzucic monete. 

Pojechalam tylko po jedno a wrocilam z dynia , mlekiem.... i pelnym bagaznikiem. Jutro zabieram sie za zmiane dekoracji kwiatowej przed domem. Kwiaty letnie jeszcze kwitna, jeszcze dysza... ale widac , ze czas ich swietnosci minal. 


Panie spraw, abym z zakupow wracala tylko z potrzebnymi rzeczami!


środa, 5 maja 2021

Misz- masz.

 Czyli robisz misz i ... masz.  Cienkie, wiem... tandety nie powinno sie czasami unikac:) 

Ogolnie dzisiaj... wszystko i nic. 

Spodobal mi sie,  na blogu To przeczytalam, pomysl z robieniem zdjec fragmentom ksiazek, ktore  chce sie  ludziom  przedstawic. Lubie leniuchowac. Lenistwo nie musi byc od razu, az tak zle postrzegane.  Powiem za moja nauczycielka od matmy : "Matematyk to leniuch i szuka najprostszych drog dotarcia do celu." . Meczyla nas kobieta  poszukiwaniem najprostszych drog w rozwiazywaniu zadan matematycznych.  Wtedy niewiele z matmy rozumialam. Nie wiedzialam, w ktorym kosciele dzwoni i bywalo, ze rwalam sie na wyliczanie np.: tangensem ( za taka pracowita i pilna chcialam uchodzic, niewatpliwie mialam na celu podlizanie sie). Babka podchodzila.  Skreslala moje wypociny komentujac:  "Prosciej prosze, prosciej". Reasumujac, na zalinkowanym blogu jest o wiele  prosciej. 

Strzelilam dwie fotki przypadkowych, tzn. moich przypadkowych,  polek z ksiazkami. Ksiazki sa ulozone chaotycznie pod wzgledem kategorii. Staram sie ukladac wszystko wielkoscia pozycji ( chodzi o gabaryty, nie wielkosc - czy tez sile-  przekazu), a potem szukam jak dzika. 

Co z tego czytaliscie? 




Zdaje sobie sprawe, ze to tematyczny ksiazkowy misz- masz ( zdjecia mozna powiekszyc). Przy okazji pomyslalam: "(...) ... kurna chata... niebezpiecznie jest ot tak, nieprzemyslanie pokazywac wlasna polke. Teraz wszyscy beda wiedziec czym sie interesuje i ( co gorsza)  co mi , lub nam dolega. " Niestety ...poszlo i niech juz tak pozostanie. Zamiast ulozyc  celowo ksiazki w stylu: "Jestem piekna i ladna", "Makijaz po trzydziestce" ( nie po piecdziesiatce), "Jak podrasowac i tak juz podrasowany na maksa mozg", "Kosmetyki dla idealnie pieknej- zrob to sama"... to ja sie odkrywam niemozebnie i wstrzelam cos w stylu : "Kochajac osobe z demencja". Dementuje. Nie mam demencji. Maz tez z umyslem w porzadku, dziecko tym bardziej... ot tak, na przyszlosc. Jak zaistniej potrzeba , to bedzie jak znalazl. 
Obecnie zabralam sie za spore tomisko.


I od samego wstepu ( przedmowy) zapowiada sie ciekawie. 

Staruszka krolica to niezmordowana dziewczyna. Ona sie ciagle urzadza. Ciagle mosci sobie legowisko. Zamiast uwalic sie i polezec ( to tez robi) , w koncu emerytka, jej non stop cos nie pasuje. Moze to tez jest zwiazane z wiekiem emerytalnym? Wyszlam na werande toche krolice obfotografowac i .... zamarlo zwierze. Znieruchomialo. Zero pozowania i wdzieczenia sie do kamery. Gdybym sie zblizyla niewatpliwie polkneloby  kamere wraz z sianem, ktore trzymalo w pyszczku. 





Poza tym slucham:



Kwestia Janka Traczyka jestem wrecz poruszona ( pierwszy spiewajacy). Coz za "czystosc" , szlachetnosc,  podejscia mezczyzny do kobiety. Tych dwoch pozostalych ( oczywiscie postaci nie spiewajacych artystow, bo jako artysci wywiazali sie pierwsza klasa) spuscilabym w klozecie. Fajnie gdyby moja Mloda trafila i nie przeoczyla kiedys takiego jak ow pierwszy. Ech... mamusia sie rozmarzyla i juz chce urzadzac zycie Coreczce... juz mamuska wie co i jak. Cholerna tesciowa sie szykuje. A jak Cora przyjdzie i wprowadzi kogos takiego jak go przedstawia ostatni spiewajacy? O drugim mowy byc nie moze.   Zostanie sie tylko pochlastac, czy jak? Albo mowiac slowami eMa ( wypowiedzianymi przy innej  okazji) : "To by znaczylo, ze spierniczylismy cos w wychowaniu". Jak zwykle wina rodzicow. Ja ja rozloze po polowie.  Odezwa do narodu bedzie: "Kochane mamy! Matki synow! Dobrze wychowujcie swoich chlopcow. Uczcie ich sprzatac, gotowac, wynosic smieci, prac, cerowac, dzwigac ciezary, myc zeby, naprawiac gniazdka elektryczne, zbierac skarpety,  szanowac Was.... bo moja Corka dojrzewa i jakby co, bedziecie miec ze mna do czynienia."

Trzeba odwrocic mysli. Tych lubie i ... tyle w temacie. 



Slyszeliscie kiedys te piosenke? Stary  niemiecki hit: "Theo wir fahren nach Lodz" ( Teo jedziemy do Lodzi)  w wykonaniu Vicky Leandros. 




Hm... nawet niezly misz- masz wyszedl. 

środa, 28 kwietnia 2021

Bieda biedzie nierowna.

 " Nowakowski, przybywszy z Polski do Niemiec, odniosl wrazenie, ze "przyjezdza do kraju ladu i porzadku, od ktorego mozna uczyc sie solidnej roboty, do kraju po prostu wzorowego". Oczywiscie nie zawsze porownania wychodzily na korzysc Polski i Polakow. Znajdziemy w tekscie i takie wyznanie: "Och, jakzebym chcial, aby nasi mieszkali jak tutejsi "nedzarze", ktorych domy sa jeszcze palacami w porownaniu z domami u nas!". Tak jak przed nim Boleslawa Prusa, zachwycily Nowakowskiego dorodne, silne i zdrowe niemieckie dzieci. " Przypomnialy mi sie-napisze- dzieci naszych szkol wiejskich i miejskich, patrzylem wiec upokorzony, smutny, zly. Pelen zazdrosci, ktorej miejsce wreszcie zajela irytacja." ". 

Z przedmowy do " Za zamknietymi drzwiami. Reportaze z Niemiec 1933. " Zygmunt Nowakowski. 

Nie, nie bedzie o wojnie i o swiadomosci historycznej Niemcow. Jako wstep do przemyslen wcisnelam ow fragment z reportazy Nowakowskiego. Moja tesciowa, kiedy rozmawiala ze mna o czasach wojny, o tym jak to sie stalo, mowila o panujacej wowczas biedzie. Ta bieda miala byc niejako jednym z wielu argumentow na usprawiedliwienie owczesnego zachowania jej narodu. Blad owego argumentu byl taki, ze nie znali wowczas ludzie realiow zycia gdzie indziej. Nie przemieszczali sie, nie podrozowali. Mieli mala wiedze. Byli ksenofobiczni, zamknieci w sobie. Dla nich calym swiatem byla ich miedza. Wydawalo sie im, ze tylko u nich jest tak zle, niedobrze. Caly glob oplywa w zbytku a oni co? Nie mieli punktu odniesienia. To co dla Niemcow w tamtych czasach bylo doskwierajaca bieda- ojciec mojej tesciowej przez 6 lat nie mogl znalezc pracy- gdzie indziej jawilo sie jako nadmiar. 

Punkt widzenia  zmienia sie w zaleznosci od miejsca siedzenia. Pamietam, co prawda rzadkie,  opowiesci mojego ojca. Nie chce tu przytaczac calej historii jego rodziny. Byla ona niewatpliwie podobna do  wielu historii polskich rodzin zza Buga. Ojciec nie opowiadal chetnie. Wiecej rodzinnych historii sprzedawaly nam jego siostry, ale razu pewnego ojca wzielo na wspomnienia. 14 letnia gowniara wtedy bylam. Mowil o tym jak czekali na przednowek, na pierwsze pokrzywy. Mozna bylo wowczas gotowac tzw kapusniak.  Ten "kapusniak" gotowalo sie w sumie tylko z pokrzyw, bo kapusty nie bylo. Wychodzi mi na to, ze ludziska cierpieli glod. 

-Nie mogliscie pozyczyc kapusty od sasiadow?

-Nie moglismy , bo wszyscy mieli to samo, czyli nic. Nikt nie mial kapusty. Pokrzywy , jak sie tylko pojawily, byly wyciete w pien. 

Ojciec jako pierwszy z rodziny i nie najstarszy, po skonczeniu szkoly ( dorobieniu sie matury) i osiagnieciu wieku 19 lat, wyemigrowal z powodu danej sytuacji gospodarczej do Polski. Za nim podazyla reszta rodziny. 

Wspomnialam o tym, razu ktoregos pewnej Polce narzekajacej na biede w czasach komuny i ktora to ( owa nedza)  spowodowala, ze rozmowczyni ma uciekla do Niemiec.

-Przynajmniej byli zdrowi, jak sie tych pokrzyw objedli. - Lekcewazaco odniosla sie do przypadku mojego ojca. 

Przestalam o tym komukolwiek mowic. Wychodzi mi na to, ze bieda biedzie nierowna. I kazdy widzi tylko czubek wlasnego nosa. 

Z czasem przyszlo mi pracowac w osrodku, gdzie miala przyjemnosc uczyc sie mlodziez i dzieciaki w 90% wywodzace sie z rodzin tzw "niewydolnych wychowawczo" ( nie mam pojecia czy obecnie tego slowa mozna wobec tego typu rodzin uzywac (?)). Biednie u nich bylo, ze hej! Przypominam sobie sytuacje, kiedy matki wysylaly swe pociechy pod sklepy po tzw.  prosbie. Dzieci owe byly czesto odstawiane do szkoly poprzez przypadkowych ludzi  zbulwersowanych dana sytuacja. 

-Dziecko co ty tu robisz?- Zapytala raz naszego wychowanka pewna babcia wychodzaca ze sklepu.- Nie powinienes byc wlasnie w szkole na lekcjach?

-Nie... nie mamy lekcji. Odwolane. Da pani na chleb? 

Wzywalismy potem matke dziecka, a ona...

-Co mialam poczac? Co by pani zrobila na moim miejscu? Nie mialam co do garnka wlozyc. Mi juz nie dadza. Ja nie wzbudze zalu, litosci. Beda kazali mi sie do roboty ruszyc, ktorej notabene nie ma... a jemu ktos jeszcze cos da. 

Pamietam te czasy. Czasy konca lat 90. Pewnej stagnacji. Wolnej amerykanki w gospodarce. Agresywnego kapitalizmu. Jedni sie szybko dorabiali, drudzy szybko biednieli... Przedsiebiorstwa upadaly jak grzyby po deszczu, likwidowano PGRy. Wyprzedawana wszystko co panstwowe i dalo sie wyprzedac. 

Pamietam cwaniactwo naszych uczniow, ktorym dyrektor zalatwil sponsora na zimowe , cieple odzienie. Bo i takie sytuacje przezywalismy w naszym osrodku, ze matka przywozila dziecko do szkoly. Stawiala pod sciana i mowila: 

-Pani. Dzieciak nie ma butow na zime. Zalatw.

Po czym sie odwracala i wychodzila. 

Dyrektor zalatwil sponsora na ciepla odziez. Pedagozka sukcesywnie brala kilkoro uczniow ze soba na zakupy. Wracali obkupieni w ciepla kurtke, czapki, buty, rekawice, szaliki.... a po dwoch dniach psuli suwaki w kurtkach. Domagali sie reklamacji. Mysleli, ze dostana druga nowa kurtke. Stara , z zepsutym suwakiem zatrzymaja dla siebie, nowa sie opchnie. Dzwigajac w ten sposob rodzinny budzet. 

Bieda rodzi cwaniactwo. Jest niemoralna. Jestesmy w nia wkrecani przez system. Czasami zdarza sie ludziom z powodu ich niewydolnosci, nieumiejetnosci, uzaleznien... czasami ludziom wychodzi tak , jak wychodzi i rodza sie w tego typu srodowisku. Niejako zycie skazuje ich na biede. 

Jestem za wysmiewanym i wyklinanym przez czesc polskiego spoleczenstwa 500+ . Jestem za polityka socjalna, ktora w Polsce latami kulala. Pamietam jak raz tlumaczylam eMowi o co ten caly szum z powodu 500+ w mojej bylej ojczyznie i malzonek nie mogl zalapac powodu niezadowolenia. Przeciez socjal jest normalny w krajach demokratycznych. Trzeba pomoc tym, ktorym nie wychodzi. Co prawda ludzie tutaj zzymaja sie na niepracujacych, nie darza leniow sympatia, ale sa za jako taka pomoca socjalna. 

Natknelam sie dzisiaj na tekst na jednym z blogow traktujacych o Kubie ( tutaj).  Autorka to Polka, ktorej maz pochodzi z Kuby.  Tekst bardzo szczery i dajacy w pysk wszelkiej masci nieprzygotowanym turystom. Jedno jest pewne. Odwiodl mnie bardzo mocno od odwiedzenia tej wyspy. Wole jezdzic tam gdzie wiem, ze moje pieniadze nie pojda do kieszeni politycznych prominentow. Rozwalily mnie tez komentarze pod danym postem. Jest tam biednie, a bywaja i tacy, ktorzy mowiac slowami autorki komentarza: "Chca pojechac na Kube zanim Fidel umrze". Skansen komunizmu i atrakcja turystyczna sama w sobie. Ech ludzie! 

Nie nie jestem za tym, zeby dawac sie skubac. Nie znosze byc skubana, ale wiem rowniez ze pomagac trzeba umiec. Jezeli umiesz to powinienes pomagac, a nie zlewac sytuacje, czy tez opierac sie na stwierdzeniu : "sami sobie winni". 

Ogladam tez vlogi ludzi, ktorzy przybyli do Polski np.: z Ukrainy. Oni mowia, ze odnalezli tu spokoj, ze moga planowac swa przyszlosc. Niepojete , nieprawdaz? Kiedy sie slucha tych wszystkich wqrwionych Polakow, to tego typu wypowiedzi sa jak nie z tej ziemii. Kto tu moze znalezc spokoj, stabilizacje? Bo pogda nie taka, bo uksztaltowanie terenu nie takie, bo nawietrznienie nie takie, bo rzad nie taki, " bo sie qr*a dzisiaj rano obudzilem".  Moja sis sama stwierdzila po fakcie wynajecia przez ukrainskie malzenstwo mieszkania pietro nizej: "Matko jak u nich musi byc zle, skoro oni do takiej Polski sie rwa?". 

Klik

Tak kiedys mowilismy o roznicach pomiedzy zachodem i Polska. Kiedys... nie teraz. Polska sie  zmienia-zmienila. 

wtorek, 27 kwietnia 2021

Zakupy.



Nie lubie, bardzo nie lubie robic zakupow, ale ...czasami musze ( nie chcem, ale muszem). Chetnie zepchnelabym ow obowiazek na malzonka. Niestety- tak sie nie da. Mam inne oko do produktow, on tez inne. Pietruszke od kopru odrozni, ale jak ma sam sie obsluzyc i np.: przyniesc pietruszke karbowana, albo naciowa to zaczynaja sie schody. Tak samo z selerem : seler korzen i seler naciowy. No i  inne takie... nie wazne. Czasami po prostu musze wybyc sama. A nie znosze zakupow ... 
choc moze inaczej to ujme- kupowac to ja lubie, tylko ten moment przy kasie bywa tragiczny, kiedy widzi  sie rachunek.  Poza tym takie czasy nastaly, ze lepiej nabrac towaru  na zapas, coby za czesto po sklepach nie lazic, niz za malo i znowu ciagac sie z maseczka po boskich przybytkach konsumpcji. 
A potem ? Potem trzeba to czesto na przymus przerobic, zeby sie nie zepsulo. Zaplacilo sie to nie mozna zmarnowac. Poza tym , kiedys jechalo sie we dwojke i zapelnianie wozka szlo szybciej. Teraz kazdy musi wziasc oddzielny wozek. Rodzinka ciaga sie z kilkoma koszami na kolkach, a jaki korek przy kasie robia (?) - szkoda gadac. My jezdzimy pojedynczo. 
Czasami tylko Mloda chce sie przewietrzyc. Coz za niebywala forma wietrzenia, nieprawdaz?  Pyta wowczas:
- Jedziesz do duzego marketu, czy tutaj w okolicy do tych mniejszych? 

Sama obskoczyla bym te mniejsze, okoliczne, ale z Marie wybywam do tych wiekszych. Nie marudzi wtedy, ze zostaje w samochodzie, bo nie bedzie snula sie po sklepie z dwoma koszami. W tych duzych bierze drugi wozek i ... towarzyszy, pomyka tam , gdzie znajduje towar dla siebie. Lubi tez jezdzic do  marketow z polsko-rosyjskimi produktami. Tam dzieciaki do 14 roku zycia sa zwolnione z przymusu przebywania w sklepie z koszykiem. Sa traktowane jako osoby przy rodzicach. 
W piatek ruszylysmy na lowy do miejscowosci oddalonej od nas o dobre 50 km. Daleko, ale  sklep maja dobrze zaopatrzony. Produkty polsko- rosyjskie, znalezc mozna tez tureckie, zas wlascicielem , jak sie okazalo , jest Turek. 

Podczas jazdy Mloda raczy mnie powyzszym przebojem. Pomidorowej u nas nie bylo od wiekow. Szkoda, bo dobra robie. 



W wozku laduja wtedy kisiele- w Niemczech ksielu nie znaja. I kupa innych produktow. Lubie pieprz w potrawach jako przyprawe. Czasami sypnie do zupy, albo do sosu niezmielone ziarna. W danym sklepie, sprzedaja tego typu produkty niemal hurtowo. Pieprz czarny w opakowaniu pol kilogramowym. Maja wszelkie bliskowschodnie przyprawy... po prostu maja tam to, co lubie i potrzebuje. 



Zdarza sie, ze probujemy tez czegos nowego. Jeszcze probujemy, bo za jakies 10 lat , jak mi sie uloza w glowie odpowiednie smaki to za nic nowosci nie rusze. Bede przywiazana do tradycji i koniec. Bede meczyla wszystkich, ze tego nie zjem, tamtego nie tkne.... to zle wyglada. Ograncze przypawy bo to szkodzi, tamto szkodzi , a tego nigdy na oczy nie widzialam  i eksperymentowac juz nie mam zamiaru. Ogolnie rzecz ujmujac nalezy korzystac dopoki mozna. 
    Mam kolezanke, ktora jest obecnie po szescdziesiatce. Umeczyla mnie podczas ostaniej wizyty, wlasnie owym :
-Co to jest? Na czym gotowalas? O nie, tego mi nie podawaj ... nie lubie. Dlaczego nie dodalas ziela angielskiego? Bez ziela? Co za bieda! A te banany to skad? 
 
Zawsze mnie zastanawialo dlaczego na tych wszystkich urlopach all inclusive serwuja niedoprawione  jedzenie. Skoro pokazuja wlasna kuchnie to powinni nam smakowo "dokopac". Potem przyjrzalam sie owym urlopowiczom, wsrod nich jest przewaga ludzi we wspomnianym wieku , czyli: zeby soli nie bylo za duzo bo cisnienie, zeby nie bylo za piernie bo problemy gastryczne... 
Slyszalam jak w  programach kulinarnych zawodowi kucharze apelowali : "Nie bojcie sie przyprawiac!". Smakuja jakas potrawe i komentuja: "Och ta kuchnia amatorska"- czytaj  slabiutko doprawiona. W kuchni plus omawiaja przepis i zapowiadaja " Odrobina soli", a ta odrobina to na moje oko lyzeczka od herbaty. 
Zostawmy jednak ow temat, kazdy orze jak moze. Mowiac prosciej- niech kazdy gotuje tak, jak lubi. 

Kuchnia mnie inetresuje. Kiedys od jednej z blogerek uslyszalam i uznalam to za lecewazace: " A o czym mam pisac? O gotowaniu?". Jakby rozmowa o wlasciwie przyrzadzonym  kotlecie byla nudna i nic nie wnoszaca w zycie. W sumie, niejako- tak wlasnie jest. Natomiast te wszelkie polityczne zatargi, slowne bijatyki z innymi blogerami to dopiero adrenalina! Przypieprzenie jak w niezlej kuchni:)  Jedzenie to bardzo wazna czesc naszego bytowania. Jak to okreslila w pewnym  z wywiadow Maria - jurorka The voice of Poland.  (?), ze ucza w szkolach tylu malo przydatnych rzeczy, a cos tak istotnego jak umiejetnosc wlasciwego odzywiania sie jest ignorowana. Dodam od siebie, ze przy tak zmieniajacym sie  swiecie, takze pod wzgledem zywieniowym, uwazam tego typu nauczanie za bardzo cenne. 

Wracajac jednak do tematu. Po sutych zakupach, tradycji musiala stac sie zadosc i uderzylysmy na Piroschki ( po polsku pierozki, Rosjanie i miejscowi mowia "pirozki"). Zaraz po drugiej stronie ulicy. Rosjanie serwuja tu swoj delikates. Ponoc Wareniki i Piroschki sprzedaja tez na transsyberyjskiej trasie, podczas postoju pociagu. Babki robia to domowym sposobem, a potem  serwuja turystom na stacjach. 



Akurat w tym miescie, smakuja najlepiej pierozki ( to jest spory kawal ciasta drozdzowego, z roznym rodzajem farszu, przerabiany na frytkownicy) z pieczarkami. Widocznie jedna z kucharek posiada dobry przepis . Ja zas, przy innych sklepach ze wschodnia zywnoscia,  lubie ow produkt z posiekanym  jajkiem i szczypiorem. Jest dobry tez miesny z kolendra. 

Przy tego typu wycieczce, oprocz naszego rytualu jedzeniowego,  zaliczamy jeszcze ksiegarnie. W tym celu nalezy dotrzec do centrum. Bez ksiegarni, z Mloda u boku, sie nie obejdzie. Ksiegarnia musi byc i tyle w temacie. Teraz, przy owych obostrzeniach, nie jest latwo do danego przybytku sie dostac. Ilosc koszykow swiadczy o ilosci kupujacych znajdujacych sie wewnatrz. Jezeli zabraknie koszyka, trzeba stac i czekac przed sklepem. No coz- czekamy. 
Ostatnio natknelam sie na polkach na ksiazki Marty Dymek wydane po niemiecku. Uwazam ta pania za super klasy veganska kucharke. Wyprobowalam niejeden jej przepis. Fachu uczyla sie w Berlinie. Polecam. Mam kilka jej pozycji po polsku, poza tym regularnie odwiedzam jej bloga. 









środa, 1 lutego 2017

Faceci i ich wielkie sprawy.

W Polsce kupilam ksiazke... w sumie nic wielkiego. Zawsze , kiedy jestem w Polsce kupuje jakies ksiazki.  Laze po ksiegarniach i przebieram, wybieram i zastanawiam sie, i wzielabym wszystko , niestety, na wszystko  kasy mi brak.
Zeby tak placili ludziom za to, ze czytaja. Slyszalam, iz w temacie czytelnictwa obywateli Polski, choc nie tylko Polski , tragedia sie dzieje. W Stanach czyta jakies 5% spoleczenstwa. Ludzie lubia krotkie niusy, duzo obrazkow... ogolnie kaszana. Trzeba moze zaczac tworzyc ksiazki obrazkowe dla doroslych?  Ci,  ktorzy czytaja sa jak mamuty na wymarciu. Trzeba ich objac ochrona. Moj siostrzeniec chadza podobno do biblioteki miejskiej z plecakiem. Za jednym zamachem realizuje wypozyczenie ksiag na karty wszystkich czonkow rodziny. Wybiera oczywiscie ksiazki, ktore mu sprawia przyjemnosc. Siostra uwaza , ze jej syn nie czyta, on wciaga ksiazki nosem.....pochlania, pozera...czy jak to tam...

W kazdym badz razie ja jeszcze czytam.  Naleze do tych mamutow, ktorym grozi wyginiecie. Nie zadawalam sie pismem obrazkowym. Natknelam sie w olsztynskim empiku na ksiazki Slawomira Kopra. "Zycie artystek w PRL", "Najbogatsze", "Zycie prywatne elit w drugiej Rzeczypospolitej".... Wybralam  jego "Zony bogow".

Pozycja miala traktowac o zonie Gombrowicza, dwoch zonach Mrozka, dwoch zonach Milosza, zonie Iwaszkiewicza. Niestety nie wyszlo. Ksiazka traktuje w 80% o bogach,  a nie o ich gwardii przybocznej.
Szkoda, bo ciekawa bylam jakiez to kobiety zajely miejsce u boku naszych wielkich, znanych na swiecie tworcow?  Gombrowicz ,  homoseksualista, . Tak wspomina swoje seksualne eskapady po powrocie z Ameryki Polnocnej do Europy. Znajdowal sie wowczas na rocznym stypendium w Berlinie Zachodnim:

"Witold byl zadowolony z warunkow, jakie zastal na miejscu, i gorliwie zajal sie swoim zyciem erotycznym. Tak zapamietal sie w uciechach seksualnych, ze chwilami przerazaly go jego wlasne wyczyny. Nawiazywal znajomosc za znajomoscia , mial nawet problem z identyfikacja partnerow, co zreszta nie powinno dziwic, skoro ich imiona sie powtarzaly (...) "Tutaj okropne rzeczy - pisal do Jelenskiego- entre nous soit dit ( miedzy nami mowiac) okropnego ataku pederastii dostalem, nic innego nie robie, tylko to wlasnie z czterema na razie Niemczykami , boj sie Boga, w moim wieku! "

Zycia dopelnil u boku,  mlodszej od niego o 31 lat, Rity Labrosse.

 "Pierwsza wzmianka o Ricie w intymnym notatniku Gombrowicza byla wzmianka o pewnej "Kanadyjce". Wystepuje tam ona jeszcze bez imienia, ale z pewnoscia zrobila na pisarzu duze wrazenie. Panna Labrosse byla wyjatkowo urodziwa dziewczyna, o nieco "chlopiecym uroku", co dla czlowieka o homoseksualnych sklonnosciach musialo miec pewne znaczenie."

Rita zostala jego asystentka, kochanka, kucharka potem  opiekunka i  wypelnila  jego testament.

Kobieta domowa, choc poznajac Gombrowicza pisala prace doktorska. Jakby nie bylo, kobiety szybciej rezygnuja ze swoich ambicji i aspiracji ...zostaja w cieniu. Spelniaj te zmudne, codzienne czynnosci domowe,  bez ktorych zycie nie mialaby smaku.
Do Gombrowicza przyjechal razu ktoregos Mrozek. Rity nie bylo wowczas w domu. Wyjechala do Saint -Tropez. Panowie poczuli sie glodni:
"-Kolacje zrobimy sami- dysponuje gospodarz.- Slawomirze poszukaj makaronow. Sa gdzies na polce.
-Sa - znalazl Mrozek.- Ale jak je gotowac?
-Jak to jak? Rzuc do wody.
-A jak poznac, ze  juz sa ugotowane?- drazyl Mrozek.
-Zwyczajnie. Trzeba sprobowac.- uczy Gombrowicz."

 Faceci i te ich wielkie dziela.
 Przyziemnosc...no coz,  niektorzy z nich nie sa do tego stworzeni. Zreszta sporo panow ucieka od owej zmudnej codziennosci.Oni nie sa do prania, do gotowania, nianczenia dzieci....

Raz w tv polskiej ogladalam  program o wielkich Polakach. Reporterzy, dziennikarze wystawili w dyskusjach na czolo pare - Danuta i Lech Walesa. Ona napisala i wydala  wtedy ksiazke  "Danuta W." Kto z nich wazniejszy? Ona, czy on? Oczywiscie, pomimo wielkiego poswiecenia sie pani Danuty dla rodziny to jednak jej maz byl dla wypowiadajacych sie wazniejszy, bo to on byl tym, ktory tworzyl wielkie rzeczy.

A mnie zastanowil fragment wywiadu z Krystyna Janda, ktora zabierala sie wlasnie za adaptacje ksiazki  , w celu wystawienia jej jako sztuki u siebie w teatrze. Zainteresowalo aktorke jak wygladalo ich zycie rodzinne. Dwa pokoje , osemka dzieci, ktore musialy odrobic lekcje,  trzeba bylo polozyc dzieciaki spac, wykapac, nakarmic, oprac..... spotkania partyjne, mnostwo luda krecacego sie non stop po chacie, faceci dyskutujacy i palcy papierosy....
 Czyz Danuta W. nie byla heroska?

Cytowane fragmenty pochodza z ksiazki "Zony bogow" Slawomir Koper.

czwartek, 12 stycznia 2017

Wlasciwie...



Wlasciwie to moglabym sie odezwac, ale.... lepiej mi w ukryciu. Nie chce mi sie pisac. Nie mam o czym pisac, choc dzieje sie sporo. Jak to w zyciu. Zycie nie stoi, zapiernicza, ze nadazyc nie mozna. Dlatego zasiadam w fotelu ( poki jeszcze moge, poki urlop trwa) i przybieram role obserwatora. Fizyka kwantowa opowiada cos o obserwatorze, mi z tego wychodzi Wielki Kreator. Oni ( fizycy kwantowi) sa w tym temacie ostrozni, ale ja .... no coz moi drodzy, napawam sie rola Wielkiego Kreatora. Kreuje Was poprzez moj sposob patrzenia na Was z pozycji mojego fotela w ...hm... nazwijmy to szumie , salonie, ktory za chwil kilka ma przejac role pokoju dla Malej. Czyli z mojego centrum zarzadzania Was obserwuje i ... kreuje. Kreuje tez obejscie wokol siebie. Dekoruje  wnetrza. Tego oczywiscie nie da rady zrobic siedzac w fotelu, czyli zdarza sie, ze Wielki Kreator musi sie podniesc i chwycic za miotle lub za cos tam. Nie wazne, wazne ze chwyta, ze jeszcze moze poszczycic sie  zdolnoscia chwytania czegokolwiek.

Wlasciwie to jak zwykle jestem rozwalona po pobycie w Polsce. Rozwalona tym, ze ...nadal nie wiem gdzie , co i jak? Ze chcialabym wiedziec, a opini jest tyle, ilu ludzi je wyrazajacych. Ciezko podjac decyzje , choc w sumie zycie, na razie, jej ode mnie nie wymusza. Coraz czesciej slysze od znajomych, ze warto sie zastanowic , w moim przypadku , nad niemieckimi papierami. Nawet ci zaczynaja to przebakiwac, ktorzy wczesniej mowili mi, ze :" Polska, Polska ponad wszystko!". Ale zeby nie bylo mi tak latwo z decyzja to ...  jeden znajomy wlasnie wyrusza na stale do Polski. Kupuje sobie w Polsce mieszkanie i nosi sie z mysla powrotu do kraju. Ja nic nie mysle, Nie chce myslec choc  decyzji zwiazanych z przeprowadzka nie mozna odkladac na ostatnia minute, trzeba sie mentalnie szykowac. Wyrabiac w sobie odpowiednia postawe. Postawe sukcesu trzeba se wyrobic... na razie siedze na pozycji Wielkiego Kreatora... ano wlasnie...czy Wielki Kreator moze byc osoba przegrana? Kims bez sukcesu? Nijak mi sie to nie sklada do kupy.

Wlasciwie to Polska pachnie inaczej niz Niemcy. Polska pachnie zapachem niespotykanym w Europie zachodniej. Ta nuta zapachowa jest przynalezna tylko Polsce, a moze calej Europie wschodniej? Polska pachnie palonym weglem. To jest niesamowite! Przekraczasz granice , wjezdzasz jakies 50 km w glab i juz czujesz!
Znajoma ze Stanowe, ktora czasami jeszcze nawiedza nasz kraj mowila , ze .... ona w Polsce sie dusi. No dobra, niech jej bedzie. Niech sie dusi. Mozna sobie w glowie wykreowac inna imaginacje i nie bedzie to duszenie, a np. lesny zapach starego stechlego drzewa. Polska dzungla... samo czyste powietrze.
Ostatnio jechalismy z eMem po meble i z pobliskiej, w lini prostej to jakies 50 km, elektrowni atomowej wypuscili  pare. Dzien byl sloneczny, przepiekny, przejrzysty i szklisty, a na widnokregu potezna biala chmura . Zawialo groza!
-Wiesz co? Niech oni zaczna te elektrownie powoli zamykac, bo strach sie bac.- Zagadalam filozoficznie i naukowo do eMa. -Taki przepiekny dzien i taki bialy kruk na niebosklonie.
-Cos ty mamo! To konik morski.- Wtracila sie Mala.

Wlasciwie moi drodzy ,  nie mam Wam o czym nawijac, choc w sumie mam, ale nie chce mi sie. Ide zasiasc w fotelu Wielkiego Kreatora i poobserwuje w TV jak to amerykanscy obywatele zmieniaja miejsca zamieszkania i kupuja sobie piekne domy nad oceanami. I te ich wybory jakiez sa zawile, trudne, meczace... Na swiecie istnieje tylu ludzi bez domow, tylu potrzebujacych chleba, tylu potrzebujacych pokoju, a sa i tacy, dla ktorych jedynym dylematem jest zmieszczenie sie w budzecie i ilosc posiadanych sypialni i lazienek.
-Macie jedna lazienke i przyjmujecie gosci? -Zaciekawila sie razu ktoregos kolezanka w pracy przysluchujaca sie jak druga kolezanka, nie autochtonka, bedzie musiala przezyc  najazd gosci. -Przeciez to takie niehigieniczne.

No wlasnie , kogo nie stac na higienicznosc, nie powinien przyjmowac gosci.


wtorek, 1 listopada 2016

Bigos.

Swieto zmarlych. Nie mam tu swoich zmarlych. Wszyscy "moi" zmarli leza w Polsce. Grob tesciom, jak na kochajaca i teskniaca za nimi synowa przystalo, sprzatnelam tydzien temu. Poza tym cmentarz odwiedzam  dosc czesto. Dzisiaj nie i koniec....  Dzisiaj niech reprezentacyjnych obowiazkow dopelni eM.
  Byl, odwiedzil z Mala grob rodzicow. Swieczki zapalil.....

Ogolnie zas, to dzien jak co dzien. Mloda byla na chinskim, bo pan od chinskiego wolnego jakiegokolwiek nie uznaje. Dla niego bolem sa wakacje, kiedy dzieciaki na zajecia nie przychodza.  Tydzien temu nauczyciel od chinskiego byl chory, nie mogl sie z lozka zwlec...zajecia wiec wypadly. No trudno, czasami kazdemu sie zdarza. Rozczarowania z tego powodu nie przezylismy, ale wczoraj na zajeciach zagail do Marie, ze mogliby odrobic ta lekcje, ktora jej wypadla. Odrobic oczywiscie dzisiaj. Chinczycy nie obchodza swieta zmarlych. Mala powiedziala, ze zapyta rodzicow.
My na to nie jak na lato, dalismy wybor Dziecku, ktore stwierdzilo, ze pojdzie ...odrobi.... eM zawiadomil wiec nauczyciela, ze Mala przybedzie.
-Kurcze jaki on gorliwy.- Stwierdzil odkladajac komorke.
-Nie gorliwy, tylko u nich tak jest. Pamietasz ten program o Japonii? Jak Japonczycy pracujacy w domu starcow przepraszali zaloge , ze ida na dwa dni urlopu? Przezywali rozterki, ze ludzi w robocie zostawiaja. Tamci musza pracowac a oni (?) ... , a oni sie dwa dni urlopuja. I tam tak jeszcze jest, ze maja tylko  7 dni urlopu w roku i go nie wykorzystuja.

Znam to od Audrey. Jej maz ma wypas, kiedy chodzi o prace. Ona sama siebie i dzieci spycha na dalszy plan, kiedy w gre wchodzi harowka  Xianga. Xiang zarabiac musi.... praca na pierwszym miejscu. Nie powie mu . "Kochanie, a mozebys wzial sobie ze dwa dni wolnego?" . Z drugiej strony Audrey korzysta ze swojego faceta ile sie da, zostawiajac go z dzieciakami w jego chwilach na  odpoczynek. Xiang z powodu  podejscia do  roboty w Chinach nie chce wracac do kraju przodkow. Pomimo wszystko chce miec troche spokoju, chce miec normalne urlopy, chce miec po zamknieciu drzwi biura swiety spokoj, chce miec pewnosc, ze komorka od szefa nie bedzie dzwonic i wzywac go natychmiast z powrotem.
- Jak wy tam w rodzinach zyjecie? Nie macie w ogole czasu na zycie rodzinne. - Zdziwilam sie raz.
-Dlatego bez dziadkow bysmy nie dali rady.... dzieci w Chinach wychowuja dziadkowie. Matka Xianga byla/ jest naukowcem. Xiang wcale jej nie znal. Wychowywal sie u rodzicow matki. Matka kiedys do niego przyjechala, a on jej nie poznal.


Podczas naszej wyizyty w Polsce ( mojej i Audrey) odwiedzilam cmentarz. Zawsze odwiedzam grob ojca, kiedy jestem w Polsce i takoz samo stalo sie, kiedy bylam w kraju z Audrey, a ze ona wszedzie szla ze mna to i na cmentarz zaszla, ale byla bardzo niespokojna. Zastanawiala sie, czy jakiegos licha do domu nie zwiezie. Bo u nich smierc to rozpacz i tragedia...to koniec. O tym najlepiej nie myslec, a  jak sie juz wydarzy  to  ludzie ( rodzina blizsza i dalsza) dyskutuja o doczesnosci, o podziale majtku. Kto i co zgarnie. Dzieci sie na tego typu imprezy nie zabiera. Ludzie obawiaja sie aby zmarly nie zechcial ktoregos z uczestnikow pogrzebu zabrac ze soba.
Pomimo tego, ze moja egzotyczna kolezanka wierzaca nie jest, to zauwazylam , ze w cos tam jednak wierzy. W duchy wierzy, w swiat pozagrobowy wierzy , w jakies moce wierzy. Opowiadala mi, ze jej mama podczas pierwszego, trwajacego 10 godzin lotu do Europy zalozyla na siebie cale posiadane zloto, aby odstraszyc zle duchy i szczesliwie wyladowac.

Z innych spraw. News dla rodzinki, ale dla Was tu zachodzacych tez....
Remont stanal gdzies posrodku. eM grzebie w pradzie. Instaluje kontakty pod kuchnie, ktora ma przybyc pod koniec listopada. O tym jak kupowalismy meble kuchenne musialabym napisac odrebny post. Temat godny uwagi...
Teraz jest juz tak:

Fierany powieszone, dotarly po reklamacjach i innych perypetiach.






Niemcy lubiuja sie w ozdobach okiennych. W dekorowaniu parapetow.... no wiec udekorowalismy:





Podlogi polozone, sciany wyszlifowane i pomalowane, drzwi wstawione...






A poza tym ...pusto i przestrzennie. Kase musimy zbierac na meble. Forsa nas wlasnie wstrzymuje, uwala....






Na werandzie zmienione...Stare kwiaty poszly sie pasc, ale reka mnie swierzbila i posadzilam nowe, dajac tez niekotrym starym dogorzec, przekwitnac do ostatniego platka...








Marie zaliczyla test z matematyki na dwa, czyli polskie ,chyba 5. Z niemieckiego dostala 3, czyli polskie 4 i przezywa to bardzo, bardzo....ze tak malo.  Na basenie zaliczyla egzamin praktyczny na brazowa odznake, teraz przykuwa teorie, ale poradzi....

I to by bylo na tyle, tego chaotycznego bigosu.



Ps. Najnormalniejszy hit radiowy, ale ...przypadl mi bardzo do gustu. Kiedy zagraja w radio w pracy, wszyscy , bez wzgledu na wiek, podspiewuja.



Prawdopodobnie wideo w Polsce sie nie otwiera to moze TO, albo TO - tyle tylko, ze to wideo mi sie nie podoba:(

środa, 19 października 2016

Akrobatka.


Kiedy wyjezdzamy na urlop, wowczas kroliki zmieniaja swa siedzibe z willi na wiejska chate. Ida do zaprzyjaznionego rolnika, do klatki, a ten nie bawi sie w zrywanie im mleczu, koniczyny, dostarczaniu swiezej trawy, wypuszczaniu na pastwisko, bo potem nie ma ochoty bic sie z Milka, a ta bitna jest, i zapedzac ja ponownie do klatki. Pasie nasze kroliki zmieszanym ziarnem zboz no i..... krolicy nawet zasmakowalo. Dokupimy im wiec wor tego czegos na ciezkie, zimne czasy.

Milka ostatnio skoczyla na eMa.
-Widzialas?! Widzialas?!...- Krzyczal ku mnie zaskoczony. Pewnie, ze widzialam. Skoczyla mu na uda, chciala dziabnac.... eM w szoku i nerwach, zdecydowanie nie lubi bawic sie z krolica w ganinego, nie dla niego jej gry wstepne, zalapal ja jednym ruchem reki bez uzycia rekawic spawalniczych. Naklada te rekawice, kiedy trzeba Milce porzadek w chalupie zrobic i przesunac laske z jej domostwa, kiedy trzeba ja do kufra zamkac i przewiezc do lekarza.... Grube rekawice spawalnicze to jedyna ochrona w tego typu sytuacjach, a tu prosze wystarczy chlop w szoku i Milka pokonana jednym zdecydowanym chwytem. I o dziwo, wtedy to chyba ona jest zaskoczona, wystraszona, bo nawet nie drgnie. Nie w glowie jej, aby podniesc tylna lape i sprobowac swego "usciscicela" drapac i mu sie wyrywac, a nogi to ona potrafi podniesc wysoko, nie mowiac nic o szpagacie.

Wczoraj na pol dnia slonce wyjrzalo zza chmur. eM postanowil szybko, prowizorycznie ogrodzic kawalek zielonego jeszcze trawnika i wypuscic kroliki na zer. Ogrodzil, zabezpieczyl.... wypuscil zwierzyne...wraca po chwili, a Milka w takiej oto pozycji wisi na plocie. Leb wcisniety pomiedzy szczebelki. Lapami tylnymi probowala sie chyba uwolnic i tylna lapa utkwila w kratce..... Czlowieku ! Ratuj zwierzaka!
Niestety! Bez litosci. 

eM obfotografowal Milke. Schowal komorke i zly, wkurzony poszedl zajac sie swoimi sprawami. W samochodzie poczal dlubac, a glupie, ciekawskie swiata babsko mialo sie samo uwolnic.... 
-Kark mogla se dziewczyna skrecic.- Biadolilam.
-Ona ma kark jak dab... -ripostowal -a kly jak wampir..... Wroc! Nie jak wampir. Ona wampirowi kark przegryzie. Poradzi se. Wrocilem po 10 minutach sprawdzic, czy skruszala, a ona kica se po drugiej stronie plotu. Dopiela swego. Jak sie uwolnila? Ktoredy przeszla? Nie pytaj...to jej  wielka tajemnica. 
-Po co biedaczke w tak niefortunnej, dla niej sytuacji fotografowales?
- Po to,  abys ja w necie obgadala. Sie wzial babiszon i skompromitowal. 
Moze sie czegos przez to doswiadczenie nauczy?

Powiedzcie mi. Czego ma sie krolik przez takie doswiadczenie nauczyc? Sama nie wiem:) 




piątek, 14 października 2016

O dziecku i nie tylko.

Wiecie , ze mam... Dostalam w bardzo wartosciowym depozycie od Boga, losu, zycia.... na wychowanie, zaopiekowanie sie, czuwanie nad tym kims do konca mojego zycia. Wierze, ze dzieci sobie nas wybieraja, oczywiscie my tez musimy byc na owe wybranie  pozytywnie nastawieni.
Pisalam Wam juz o moim pewnym snie, nieprawdaz?  Jasne, ze pisalam,... kiedys tam pisalam. Dwa lata po urodzeniu Marie zaszlam w kolejna ciaze. Wiadomosc poprzedzil sen. Przysnila mi sie osoba, dziecko, dziewczynka- jak wygladala, nie pamietam, ale mialam swiadomosc, ze to dziewczynka. Przedstawila sie. Mowila, ze nazywa sie Elwira i bede jej mama.
Dziwaczny , pokretny sen .... po dwoch tygodniach dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy. Opowiedzialam to eMowi, a on na to, ze imie dla dziecka plci zenskiej juz w takim razie posiadamy.  Spodobalo mu sie. Jezeli chodzi o gust w zwiazku z imionami, nie dowierzam mojemu mezowi, poniewaz mu sie podobalo swego czasu imie Rebeka dla dziewczynki, bo tak ladnie brzmi z tym przednim "r". Juz sobie wyobrazilam jak dzieciaki w Polsce beda "spieszczac" to imie na "beka". Elwira to nie Rebeka, moze byc, ale ...

   Niestety , ciazy nie donosilam, typowy moj problem. Donosic ciaze. Kiedy sie dowiedzialam, ze w ciazy jestem, szczesliwa z tego faktu nie bylam, kiedy sie dowiedzialam, ze poronilam szczesliwa tez nie bylam. Wez dogodz kobiecie... Nie da sie. Raz nie chce, potem chce....

Wyszlo wiec tak, jak wyszlo. Jestesmy rodzicami  jedynaczki... rozpieszczonej jedynaczki. Jeszcze jestesmy na topie, jeszcze interesuje ja nasze zdanie, jeszcze jestesmy zyciowymi guru dla niej. Napawajmy sie wiec....ja sie napawam....ze swiadomoscia, ze wszystko co takie mile szybko sie konczy. Mala nie jest wcale taka mala. Mierzy sobie, jak na trzecia klase szkoly podstawowej, 143 cm wzrostu. Akurat sie sparla z miarka na scianie , bo dostala nowy pamietnik. W pamietniczku musi  to byc zapisane. No jakzeszby inaczej? Musi i tyle. Spora z niej dziewczynka. Z wygladu daja jej ludzie jakies 10-11 lat. Chlopaki nastolatki , ostatnio w kinie,  sie za nia ogladali. Matka na takie sprawy zwraca juz uwage, w razie co trzeba byc w pogotowiu. Esa, esa... liga widzi, liga radzi, liga nigdy cie nie zdradzi. Ojcu tego sie, na razie, nie mowi, bo ojciec reaguje za bardzo emocjonalnie, jakby to juz, za moment, ktos mialby mu wyrwac skarb z sejfu. Niech  jeszcze tata pozyje sobie w spokoju. Przeciez go potrzebujemy, nie mozemy dopuscic aby zszedl na zawal. Musi dolozyc do rodzinnego portfela (p).  :)  Nie, no! Teraz na powaznie- jakby ktos tu zagladajacy nie zalapal. Kochamy eMa!

Dla Malej, plec przeciwna jeszcze nie istnieje. Wedlug niej dziewczynki sa inteligentniejsze. Mozna sie z nimi fajnie bawic, jest o czym pogadac, a chlopaki sa "glupie" oprocz taty, ma sie rozumiec i Marcina. Zauwazylam, ze eM miewa taka latwosc wyciagania Marie z jej malutkich  smuteczkow z powodu tego, ze kolezanka sie z nia nie bawila, ze cos powiedziala nie tak, jak nalezy... On potrafi to swietnie zbagatelizowac, zagaic jakims smiesznym slowem, wyprowadzic na prosta. Ojcowie, faceci ( mowimy o w miare normalnych ojcach) wnosza element rozrywki , wesela w zycie dzieci.

 Mala slucha sporo muzyki dorastajacej mlodziezy. Zaczyna sie powoli. Mama podziela zainteresowanie corki, tata niekoniecznie.
  Disco wykonawczyni. Zdobywczyni wielu muzycznych nagrod ostatniego roku. "Dla ciebie umre".... hm... nie wiem czy juz zaczac sie martwic?



eM zalamal sie razu ktoregos. Slucha w pracy radia Paloma. Przyszedl mlody szef i zagail:
- O rety! Znam to radio, muzyka jak u mego ojca.

Zaczal sie wiec Em edukowac w muzyce mlodziezowej. Nawet ostatnio nie zaprotestowal , kiedy zakupowalam niemieckich raperow- hiphopowcow. Przesluchal ze dwa razy, potem poprosil, abysmy jednak zrezygnowali z tej muzyki,  kiedy razem przyjdzie nam jechac. No nie wiem, nie wiem...on jeden , nas dwie (?)....wykorzystuje swa slaba plec, przeciwko nam. Mamy sie poddac?


Marie lubi w tym kawalku watek, jak chlopak przyznaje sie matce, ze jest raperem i ... z ocen spadl, co prawda,  w dol ...  za to teksty ma lepsze. :)

- Bedziesz geil ( niemieckie slowko w stylu "Wow!", "zaskoczysz wszystkich!" w pozytywnym sensie, "cool") kiedy wejdziesz do firmy a z glosnikow  poplyna "Beginner". Wobrazasz sobie mine mlodego szefa? Do tego po pracy "zimny lokiec". Szyba samochodu w dol, oparty o nia lokiec, guma do zucia, czarne okulary, pisk opon startujacego na parkingu   wozu i .......jeeeeeeedziesz! Hammer! ( niemieckie powiedzonko w stylu "geil", stosowane jednak czesciej przez mlodych. Slowo to znaczy w polskim "Mlot", czyli wykosiles wszystkich. Nie ma na ciebie mocnych).

-Szczena by mu opadla, nie powiem. Mam jednak za slabe auto. Pisku to ja z opon smarta nie wycisne. - Tlumaczyl sie eM. - Musze kupic lepszy woz.



-Nie , nie... Pozostanmy w takim razie przy starym wizerunku. Przemeczysz sie jakos do smierci.- Okulary wymienic, gume kupic, plyte CD - damy rade, ale .... aby z tego powodu woz zmieniac? Za drogi interes.

  Przy okazji zalatwie moje potrzeby muzyczne.
Nasz polski, .... odwazny szaleniec...  intrygujacy. Jak dla mnie Hammer! Co on z Chopinem zrobil?




Nie weszlo za pierwszym razem. Meski glos wymiata!



środa, 31 sierpnia 2016

Jak to z trawnikiem bylo...

Mielismy w tym roku posiac trawe w ogrodku. Zrezygnowac z ogrodka warzywnego- nie poradzimy po prostu...mielismy se fajnie urzadzic wypoczynek w ogrodzie, ale...nie wyszlo, takie zycie. Zajeci jestesmy remontem w domu i to on pochlonal wiekszosc naszego czasu.
Nie chcialam jednak aby ziemia odlogiem lezala i nie pracowala. Niepracujaca ziemia to, przy okazji niepracujacy na niej czlowiek. Wzielam i cos tam posadzilam. W calym ogrodku ziemniaczano  sie zrobilo.

Wykopuje ziemniaki z ziemi, kiedy mam chwile. Dzisiaj bylo tak:




-Zostaw te kartofle w spokoju .- Mowila kolezanka z pracy.- Zrobisz jak bedziesz miala czas. Pozniejsza odmiana moze w ziemi polezec. Sciagnij tylko te zielone farfocle z gory, ta nac i zostaw....
To samo mowila mi mama. W kazdym badz razie nie zabijam sie. Co jakis czas cos tam ukopie. Kawalek schedy obrobie. Dzisiaj wyszly z tego dwa kosze.

Nac wyladowala na kompostowniku:



- Nie myj zeimniakow. Wykop. Zostaw zeby polezaly....ziemia sama sie obsypie, potem zbierz.- Niezla mam ta kolezanke w pracy. Gadamy ot tak sobie, nie za czesto. Chce mi kobieta zaoszczedzic dodatkowej pracy.

Ziemniaki czekaja na mycie.





U nas w domu promujemy gender. Widly kobiecie tu nieobce. Nie ufam eMowi...polowe zbiorow zostawi w ziemi. Nie lubi ziemniakow, gdyby tak szlo o wykopanie makaronu z gruntu...oj oj...nie zostawilby zadnego.






Wzielam kilka umytych do domu. Reszta lezy i jeszcze sie moczy ...niech eM dokonczy dziela- trzeba mu dac szanse... Niech zniesie plony do piwnicy.

Obskrobalam.





Starlam ziemniaki i cebule na tarze. Odsaczylam.




Zlalam wode po odsaczeniu i wydobylam ziemniaczany krochmal.





Dodalam go do ziemniaczanej masy.

 
 Dodalam tez trzy jaja, lyzeczke soli , lyzke jogurtu naturalnego- aby ziemniaki nie zmienialy koloru. Powinno dodac sie tez lyzke maki lub bulki tartej, ale moja odmiana tego warzywa jest scisla. Bardzo kaloryczna, wiec po odsaczeniu obylo sie bez maki. Niemcy maja kilka odmian ziemniaka, kiedy chodzi o jego miekkosc, konsystencje. Moje sa festkochende... malo kto robi z nich placki ziemniaczane lub puree. To kartofel na ugotowanie w osolonej wodzie, na kopytka, salatke ziemniaczana....

Dadam....
Niebo w gebie.

Zwa sie te posadzone przeze mnie kartofle Granola. Jest to ziemniak roku 2014. Z pewnoscia jakas nowa odmiana, a jak nowa to niewatpliwie krzyzowka...genetycznie zmodyfikowana.

Nic naturalnego i prawdopodobnie nic zdrowego.






Jedne powojniki juz przekwitly, drugie pokazuja pelna krase. Lubie powojniki... i roze:)





piątek, 15 lipca 2016

Znalazlam.

"Szukajcie w czytaniu, a znajdziecie w rozmyslaniu; pukajcie w modlitwie, a otworza wam w kontemplacji".
Slowa Swiatla i Milosci. Przestrogi.
sw. Jan od Krzyza.

"Lepsze jest opanowanie jezyka, niz post o chlebie i wodzie".
Slowa Swiatla i Milosci. Przestrogi.
sw. Jan od Krzyza.


"Jezeli dusza ma wiecej cierpliwosci w trudach i wiecej stalosci w wyzbywaniu sie pociech, jest to znakiem wiekszego postepu w cnocie".
Slowa Swiatla i Milosci. Przestrogi.
sw. Jan od Krzyza


Ps. Poza tym, komu w droge temu czas. Za niedlugo ruszam, tylko jeszcze prasowanie, resztki prania, pakowanie....chata jako tako ogarnieta, podworko tez ujdzie.
Udanych wakacji.



sobota, 18 czerwca 2016

Niecodzienny gosc.

Juz od dluzszego czasu dzieciaki z grupy taekwondo, do ktorej nalezy Marie przezywaly, planowany przyjazd na ich trening  niecodziennego goscia. Gosciem tym miala byc i wlasnie byla, bo trening akurat sie odbyl, mistrzyni swiata w taekwondo z 2012 roku.
-Mamo!- Od paru dni nawolywala Mloda.- Znajdz moj stary tobok. Poprosze aby mi sie na nim podpisala.
Nie za bardzo mi sie perspektywa szukania starego taekwondowego wdzianka usmiechala, ale zrobilo sie. To znaczy zrobilo sie prawie na ostatnia chwile, gdyz wiecie jak to jest...praca, chata, rodzina i tak w kolko i mnostwo domowych spraw do ogarniecia, i czlowiek mysli w duchu : "Wez zdjecie dziecie i daj sie kobiecie na nim podpisac."
Na trening z mistrzynia pojechal z Marie nikt inny  tylko tata. Mama nie mogla...mama jak zwykle w pracy i juz pod nosem zaczelam gledzic, ze w tej rodzinie to kobieta pracuje tak, jak facet, a facet w tej rodzinie pracuje tak,  jak kobieta. Chodzilo mi o wolne soboty i niedziele, swieta wszelakie, dluzsze przerwy miedzy swietami. Maz wiec jezdzi z dziecina,  a ja organizuje wypranie, wyprasowanie, zlozenie ciucha i napawam sie potem tylko zdjeciami, albo filmem zrobionym na komorce. Od teraz jednak powiedzialam sobie dosc. Nadgodziny sa? Sa! To bede korzystac. Inni nie maja skrupulow , korzystaja , wiec zaczne i ja. Trace te najlepsze momenty z Marie poprzez owe pomaganie mezowi w zarobieniu na rodzine, ale tez nie moge byc taka zolzowata i nie doceniac wkladu mezczyzny w to nasze stadlo., gdyby on nie wszedl w "kierat". Nie przeorganizowal zycia, to bysmy nie wyrobili i o mojej pracy moglibysmy zapomniec. Sporo moj maz pomaga w domu.

Do rzeczy jednak. Mala wraz z kolezanka, przerabialy wczoraj poprzez zabawe emocje zwiazane z majacym nastapic treningiem. Kurcze, Mala jest mala jeszcze, pomimo tego, ze duza. Jeszcze potrzebuje przerabiania rzezcywistosci i przezywania rzeczywistosci poprzez zabawe. Bawily sie obie panny w restauracje i obslugiwaly ....no kogoz mogly one obslugiwac? Obslugiwaly sama mistrzynie.

Zdjecia z dzisiaj:


-Co tutaj robiliscie?
-Zadawalismy jej pytania. Yanna mowila, ze zna Polske i byla w Polsce. Na pewno byla tam, gdzie mieszka babcia.
- Na pewno.- Przytaknelam. Po co rozczarowywac dziecie.- Kto pytal ja o Polske?
-Mamo wez, no.... no kto? Ja!

Mala nie znosi nowego pasa. Jest za gruby i nie ukalda sie tak, jak powinien. Na treningi zabiera wiec stary, zolty pas...wczoraj dostala "zjebke" od drugiego trenera, ze tak nie mozna. Oczywiscie, ze to nie byla "zjebka", jak znam tutejszych wychowawcow, trenerow i nauczycieli to bylo zwykle zwrocenie uwagi, ale dzieciaki tutaj nienawykle. Marie powiedziala : "nakrzyczal"...ha,ha, ha...juz sobie to wyobrazam:)))  Ledwo ja musnal skrzydlem komara. Poza tym, dla niej te wszelkie pasy, pioropusze nie maja jeszcze znaczenia...nie kojarzy, lub tez kojarzy ale ma wyrabane...na pewno kojarzy bo na treningach ustawiaja ich rzedami w pewnej hierarchii. O stanieciu w okreslonym rzedzie decyduje posiadany pas. Na razie, w swojej grupie wiekowej,  Marie stoi w pierwszym rzedzie.
Poprawianie pasa. Dadam! Sama mistrzyni zostala do tego zaangazowana.


A tutaj juz trening. Zdjecia nie  ostre...nie ja robilam, poza tym w ruchu.


Marie kopie:)




Zdjecia za jakis czas wykasuje.

Marie zapragnela jeszcze jednej dyscypliny sportowej. Zaczyna nas naciagac na pilke nozna dla dziewczyn. Meczy, prosi... nie zaluje jej, niech i tym sie zajmnie, ale problem w tym, ze ona niedlugo czasu dla siebie samej miec nie bedzie. Przed wakacjami ma stanac jeszcze do turnieju na zielony pas.