" Nowakowski, przybywszy z Polski do Niemiec, odniosl wrazenie, ze "przyjezdza do kraju ladu i porzadku, od ktorego mozna uczyc sie solidnej roboty, do kraju po prostu wzorowego". Oczywiscie nie zawsze porownania wychodzily na korzysc Polski i Polakow. Znajdziemy w tekscie i takie wyznanie: "Och, jakzebym chcial, aby nasi mieszkali jak tutejsi "nedzarze", ktorych domy sa jeszcze palacami w porownaniu z domami u nas!". Tak jak przed nim Boleslawa Prusa, zachwycily Nowakowskiego dorodne, silne i zdrowe niemieckie dzieci. " Przypomnialy mi sie-napisze- dzieci naszych szkol wiejskich i miejskich, patrzylem wiec upokorzony, smutny, zly. Pelen zazdrosci, ktorej miejsce wreszcie zajela irytacja." ".
Z przedmowy do " Za zamknietymi drzwiami. Reportaze z Niemiec 1933. " Zygmunt Nowakowski.
Nie, nie bedzie o wojnie i o swiadomosci historycznej Niemcow. Jako wstep do przemyslen wcisnelam ow fragment z reportazy Nowakowskiego. Moja tesciowa, kiedy rozmawiala ze mna o czasach wojny, o tym jak to sie stalo, mowila o panujacej wowczas biedzie. Ta bieda miala byc niejako jednym z wielu argumentow na usprawiedliwienie owczesnego zachowania jej narodu. Blad owego argumentu byl taki, ze nie znali wowczas ludzie realiow zycia gdzie indziej. Nie przemieszczali sie, nie podrozowali. Mieli mala wiedze. Byli ksenofobiczni, zamknieci w sobie. Dla nich calym swiatem byla ich miedza. Wydawalo sie im, ze tylko u nich jest tak zle, niedobrze. Caly glob oplywa w zbytku a oni co? Nie mieli punktu odniesienia. To co dla Niemcow w tamtych czasach bylo doskwierajaca bieda- ojciec mojej tesciowej przez 6 lat nie mogl znalezc pracy- gdzie indziej jawilo sie jako nadmiar.
Punkt widzenia zmienia sie w zaleznosci od miejsca siedzenia. Pamietam, co prawda rzadkie, opowiesci mojego ojca. Nie chce tu przytaczac calej historii jego rodziny. Byla ona niewatpliwie podobna do wielu historii polskich rodzin zza Buga. Ojciec nie opowiadal chetnie. Wiecej rodzinnych historii sprzedawaly nam jego siostry, ale razu pewnego ojca wzielo na wspomnienia. 14 letnia gowniara wtedy bylam. Mowil o tym jak czekali na przednowek, na pierwsze pokrzywy. Mozna bylo wowczas gotowac tzw kapusniak. Ten "kapusniak" gotowalo sie w sumie tylko z pokrzyw, bo kapusty nie bylo. Wychodzi mi na to, ze ludziska cierpieli glod.
-Nie mogliscie pozyczyc kapusty od sasiadow?
-Nie moglismy , bo wszyscy mieli to samo, czyli nic. Nikt nie mial kapusty. Pokrzywy , jak sie tylko pojawily, byly wyciete w pien.
Ojciec jako pierwszy z rodziny i nie najstarszy, po skonczeniu szkoly ( dorobieniu sie matury) i osiagnieciu wieku 19 lat, wyemigrowal z powodu danej sytuacji gospodarczej do Polski. Za nim podazyla reszta rodziny.
Wspomnialam o tym, razu ktoregos pewnej Polce narzekajacej na biede w czasach komuny i ktora to ( owa nedza) spowodowala, ze rozmowczyni ma uciekla do Niemiec.
-Przynajmniej byli zdrowi, jak sie tych pokrzyw objedli. - Lekcewazaco odniosla sie do przypadku mojego ojca.
Przestalam o tym komukolwiek mowic. Wychodzi mi na to, ze bieda biedzie nierowna. I kazdy widzi tylko czubek wlasnego nosa.
Z czasem przyszlo mi pracowac w osrodku, gdzie miala przyjemnosc uczyc sie mlodziez i dzieciaki w 90% wywodzace sie z rodzin tzw "niewydolnych wychowawczo" ( nie mam pojecia czy obecnie tego slowa mozna wobec tego typu rodzin uzywac (?)). Biednie u nich bylo, ze hej! Przypominam sobie sytuacje, kiedy matki wysylaly swe pociechy pod sklepy po tzw. prosbie. Dzieci owe byly czesto odstawiane do szkoly poprzez przypadkowych ludzi zbulwersowanych dana sytuacja.
-Dziecko co ty tu robisz?- Zapytala raz naszego wychowanka pewna babcia wychodzaca ze sklepu.- Nie powinienes byc wlasnie w szkole na lekcjach?
-Nie... nie mamy lekcji. Odwolane. Da pani na chleb?
Wzywalismy potem matke dziecka, a ona...
-Co mialam poczac? Co by pani zrobila na moim miejscu? Nie mialam co do garnka wlozyc. Mi juz nie dadza. Ja nie wzbudze zalu, litosci. Beda kazali mi sie do roboty ruszyc, ktorej notabene nie ma... a jemu ktos jeszcze cos da.
Pamietam te czasy. Czasy konca lat 90. Pewnej stagnacji. Wolnej amerykanki w gospodarce. Agresywnego kapitalizmu. Jedni sie szybko dorabiali, drudzy szybko biednieli... Przedsiebiorstwa upadaly jak grzyby po deszczu, likwidowano PGRy. Wyprzedawana wszystko co panstwowe i dalo sie wyprzedac.
Pamietam cwaniactwo naszych uczniow, ktorym dyrektor zalatwil sponsora na zimowe , cieple odzienie. Bo i takie sytuacje przezywalismy w naszym osrodku, ze matka przywozila dziecko do szkoly. Stawiala pod sciana i mowila:
-Pani. Dzieciak nie ma butow na zime. Zalatw.
Po czym sie odwracala i wychodzila.
Dyrektor zalatwil sponsora na ciepla odziez. Pedagozka sukcesywnie brala kilkoro uczniow ze soba na zakupy. Wracali obkupieni w ciepla kurtke, czapki, buty, rekawice, szaliki.... a po dwoch dniach psuli suwaki w kurtkach. Domagali sie reklamacji. Mysleli, ze dostana druga nowa kurtke. Stara , z zepsutym suwakiem zatrzymaja dla siebie, nowa sie opchnie. Dzwigajac w ten sposob rodzinny budzet.
Bieda rodzi cwaniactwo. Jest niemoralna. Jestesmy w nia wkrecani przez system. Czasami zdarza sie ludziom z powodu ich niewydolnosci, nieumiejetnosci, uzaleznien... czasami ludziom wychodzi tak , jak wychodzi i rodza sie w tego typu srodowisku. Niejako zycie skazuje ich na biede.
Jestem za wysmiewanym i wyklinanym przez czesc polskiego spoleczenstwa 500+ . Jestem za polityka socjalna, ktora w Polsce latami kulala. Pamietam jak raz tlumaczylam eMowi o co ten caly szum z powodu 500+ w mojej bylej ojczyznie i malzonek nie mogl zalapac powodu niezadowolenia. Przeciez socjal jest normalny w krajach demokratycznych. Trzeba pomoc tym, ktorym nie wychodzi. Co prawda ludzie tutaj zzymaja sie na niepracujacych, nie darza leniow sympatia, ale sa za jako taka pomoca socjalna.
Natknelam sie dzisiaj na tekst na jednym z blogow traktujacych o Kubie ( tutaj). Autorka to Polka, ktorej maz pochodzi z Kuby. Tekst bardzo szczery i dajacy w pysk wszelkiej masci nieprzygotowanym turystom. Jedno jest pewne. Odwiodl mnie bardzo mocno od odwiedzenia tej wyspy. Wole jezdzic tam gdzie wiem, ze moje pieniadze nie pojda do kieszeni politycznych prominentow. Rozwalily mnie tez komentarze pod danym postem. Jest tam biednie, a bywaja i tacy, ktorzy mowiac slowami autorki komentarza: "Chca pojechac na Kube zanim Fidel umrze". Skansen komunizmu i atrakcja turystyczna sama w sobie. Ech ludzie!
Nie nie jestem za tym, zeby dawac sie skubac. Nie znosze byc skubana, ale wiem rowniez ze pomagac trzeba umiec. Jezeli umiesz to powinienes pomagac, a nie zlewac sytuacje, czy tez opierac sie na stwierdzeniu : "sami sobie winni".
Ogladam tez vlogi ludzi, ktorzy przybyli do Polski np.: z Ukrainy. Oni mowia, ze odnalezli tu spokoj, ze moga planowac swa przyszlosc. Niepojete , nieprawdaz? Kiedy sie slucha tych wszystkich wqrwionych Polakow, to tego typu wypowiedzi sa jak nie z tej ziemii. Kto tu moze znalezc spokoj, stabilizacje? Bo pogda nie taka, bo uksztaltowanie terenu nie takie, bo nawietrznienie nie takie, bo rzad nie taki, " bo sie qr*a dzisiaj rano obudzilem". Moja sis sama stwierdzila po fakcie wynajecia przez ukrainskie malzenstwo mieszkania pietro nizej: "Matko jak u nich musi byc zle, skoro oni do takiej Polski sie rwa?".
Klik
Tak kiedys mowilismy o roznicach pomiedzy zachodem i Polska. Kiedys... nie teraz. Polska sie zmienia-zmienila.