- nie udalo mi sie odebrac w Dortmundzie biletow na balet, bo przybylismy za pozno ( te cholerne korki i ludzie podrozujacy nie wiadomo dokad i gdzie....) . Musze pojechac jeszcze raz
-odebralismy za to sukienke komunijna dla Marie. Sukienka, wedlug mnie, zostala lekko spierniczona. W sklepie tego nie zauwazylam, tzn.: zauwazylam ale myslalam, ze to kwestia niedporasowania przodu, w domu okazalo sie, ze to kosmetyczna niedorobka, ktora schrzania z boku wyglad kiecki.
eM poszedl na to konto szybciej spac - faceci przesypiaja problemy... mnie ponioslo. Trzeba bedzie reklamowac, albo samej cos improwizowac. A sukienka niebagatela, swoje kosztowala. W ogole drogi mamy rok przed soba.
Lubicie smakowac zycie? Jak je smakujecie? Jakie macie na to metody?
Gotowalam wczoraj zupe rybna. Mam w domu prawdziwego, wytrawnego zupiarza. Kotlet schabowy niewazny i przegrywa rywalizacje z zupa. Zupy gotuje oczywiscie na wywarze z miesa i warzyw. Gotuje go dlugo, bo podstawa w tym dziele jest dobry, gotowany na malym ogniu wywar z kilku rodzajow mies ( skrzydelko kurczaka, skrawek wolowiny- antrykot, moze byc kawalek wieprzowiny- choc ja wieprzowine pomijam). Gotuje dlugo, bez przykrywki ale, nie dluzej niz 4 godziny. Zupy owe sa ponoc pracochlonne, choc- czy ja wiem? Nastawiam wszystko w garze. Dodaje lisc laurowy, ze trzy kulki ziela angielskiego, i lyzeczke czarnego pieprzu w kulkach. I tak pyrka sobie zupina, a ja w tym czasie robie rzeczy zgola inne.... Oddaje sie szalenstwu sprzatania, prania, prasowania... czytania .... maseczkowania lub blogowania. Jezeli zrobisz dobra baze do posilku, to reszta jest fraszka.
Najlepsza zupa, wedlug Marie, jest szczawiowa, ktorej ja w dziecinstwie nie znosilam ze wzgledu na jej kwaskowaty posmak. Mala zas za nia przepada. I choc tyle serca wkladam w ugotowanie owego pelnowartosciowego posilku to.... nie moge wygrac rywalizacji szczawiowkowej z babcia, bo babcia..... no wlasnie, co ta babcia takiego robi, czego nie potrafie zrobic ja? Otoz babcia sieka jajko tak drobno, ze moje jajo posiekanie na drobno nigdy nie bedzie jajem babcinym. Koniec i kropka. Taki tam szczegolik, a do idealu nie doskocze. Jajo do szczawiowej, jako dodatek, jest zarezerwowany w wykonaniu babci. Matka ma robic owa potrawe bez jaj...czy tez precyzyjnie powiedziawszy: bez jaja.
Poniewaz mam w domu wytrawnego smakosza zup- Dziecie me odziedziczylo owa przypadlosc po polskim dziadku, tak wiec czasami szukam nowych przepisow kulinarnych w tym zakresie. Doszkalam sie- samoksztalce ... ogolnie- jakos wlasnie tak to idzie.... Znalazlam ostatnio w necie przepis na wegierska zupe rybna podany przez Magde Gessler. Przepis znajdziecie tu. Za pierwszym razem nie miksowalam warzyw, tylko drobno je skroilam i zesmazylam, po czym przelalam zawartosc patelni do garnka. Nie posiadalam rowniez wedzonej, sproszkowanej papryki- nawet nie wiedzialam gdzie ja znalezc. Dodalam normalna , slodka sproszkowana papryke i zupa byla wysmienita. Wczoraj zrobilam ja wedlug scislych wskazowek w przepisie, lacznie z dodaniem wedzonej papryczki , niestety zamiast dwukolorowej papryki postawilam na dwie papryki w tym samym kolorze, czyli zolte, ktore zdominowaly kolor potrawy, ale ...czy to az takie wazne(?) . Zupa wyszla swietna. Wedzona papryka podkrecila caly smak. Mala podchodzila do mojego nowego kulinarnego wyrobu jak diabel do swieconej wody. Za pierwszym razem w ogole tej zupy nie tknela. Dzisiaj szamala az sie jej uszy trzesly. Znawcy zup powinni docenic smak tej potrawy.
Wracajac do przepisu- najpierw ugotowalam baze, czyli wywar. Rybe zakupilam w rosyjskim sklepie. Tylko Rosjanie tu, gdzie mieszkam, posiadaja ryby cale, nie wyfiletowane. W sklepach niemieckich spotkac mozna wyfiletowane ryby, lub wyfiletowane mrozonki, ryby w calosci ( glowa, pletwy, ogon...) wystepuja w Niemczech rzadko- zreszta Niemcy nie maja takich zupnych tradycji....
Wywar gotowalam z bardzo duzej czesci karpia, ktorego i tak podzielilam na dwa razy, wiec zamiast w dwoch litrach wody wyszedl mi 5 litrowy gar. Nic to - troche sie wygotowalo, troche ubylo kiedy przecedzilam etc... Zupa rybna smakuje lepiej kiedy gotujemy ja z kilku rodzajow ryb, choc oczywiscie nie musimy tak robic... Pierwsza zupe gotowalam z moiwy ( blekitek). Kosztowala grosze i smakowala przednio.
Czyli wywar z ryby ( na wolnym ogniu i niech sie troche pogotuje, co prawda nie 4 godziny , ale poltorej spokojnie moze) z dodatkiem czterech lisci laurowych i trzech ziaren ziela angielskiego oraz jednej cebuli...
Nastepnie warzywa zmiksowalam a wywar rybny przecedzilam... Zmiksowana papke przelozylam do wywaru...
To czerwone to wedzona papryka. Niesamowicie podkreca smak... czuje sie wedzonke w zupie- fajne smakowe doznanie.
Kosztuje to nie malo, tzn.: nie 100 zl , ale 20 chyba juz tak- ( moja tyle kosztowala). Jest to papryka wytwarzana przez Hiszpanow... co tez ludzie nie wymysla. I nie zapomnijcie o soli... doprawcie do smaku. Polecam!
Ja tu sobie gadu, gadu o zupce Maryny, a gdzie te przemyslenia zawarte w temacie? Ano chyba poszly sie pasc. Otoz.... kiedy skrobalam rybe to odpadaly z karpia ogromne jak zlotowy luski. Uswinilam sobie troche zlew, wiadomo jak to bywa podczas gotowania. Przypomnial mi sie wowczas ojciec. On przestrzegal jednego zabobonu. Kiedy oskrobywal wigilijnego karpia, wtedy zbieral z niego luski, owijal w chusteczke higieniczna i kilka takowych lusek nosil w portfelu. Mialy mu one zapewnic finansowy dostatek. W sumie to ojcu memu wiodlo sie finansowo nienajgorzej. Byl rozchwytywanym fachowcem. Z finansow owych rodzina raczej nie korzystala- w niewielkiej tylko czesci, bo ojciec nalezal do osob lubiacych panienkowe rozrywki. Inaczej mowiac, tracil kase na baby. Kiedys bylam na niego bardzo zla; wtedy, kiedy dorabialam w Polsce, w wakacje na zmywaku, staralam sie zebrac pieniadze na kupno mieszkania, a stary nie chial mi pomoc w oplacie czegos tam. Nawet nie prosilam go aby mi kase dal, prosilam rodzica o pozyczke, ktora deklarowalam sie w odpowiednim terminie zwrocic i ... zobaczylam fige. Jak wiesc gminna niesie, mial wowczas moj rodziciel jakas nowa kobiete. Starsza ode mnie o cztery lata rozwodke z dwojka dzieci. Rozwodka owa przygotowywala akurat swej latorosli impreze komunijna i jej wydatki wygraly z moimi. Zreszta ... bylo minelo. Dosc dodac, ze pani owa zostawila po dwoch latach mego ojca i odeszla do jego "bogatszego" kolegi. Dobrze, ze mialam uczciwa, solidna , pracowita matke... ktora pokazywala nam zycie z innej strony. Szkoda, w zwiazku spelniona osoba moja mama nie byla.
Hm... w Polsce pracowalam, pomimo wyksztalcenia i posiadanego mgr przed nazwiskiem, na zmywaku, a nigdy nie musialam tego robic na zachodzie. Wsrod Polakow kraza przeciez anegdotki, o tym, ze ktos jest dobrze wyksztalcony, a na zachodzie gary w restauracjach zmywa. Ponoc zadna praca nie hanbi, oprocz tej jednej... Skoro chcesz "cos" osiagnac, to zakasujesz rekawy. Wiecie co? Nie, nie chce sie chwalic, ale mnie posiadanie kasy satysfakcjonuje. Daje poczucie bezpieczenstwa i o dziwo, to musi byc moja kasa, a nie mezowska. Choc eM nigdy mi grosika nie wypomnial, czasami slyszalam wypowiadane przez niego ze zniecierpliwieniem slowa: "no i po co mi mowisz co chcesz kupic? Potrzebujesz to kupuj." , to jednak fajnie jest miec swoja kase. Glupia jestem- wiem... Wiekszosc kobiet nie ma takich objekcji. I czuje sie spelniona, bo eM wrocil z podatkowych rozliczen i wyszlo, ze zarobilam w tym roku o pare tysiecy wiecej niz on. Przewyzszam mego malzonka w zarobkach. A przeciez jak wiesc gminna niesie , wiesc gminna z ust parszywych, zawistnych rodakow na obczyznie, to my Polki czesto hajtamy sie z autochtonami dla kasy, awansu spolecznego i ...qrwa, za przeproszeniem, nie wiadomo jeszcze dlaczego. Te mierne parszywce nie biora wcale pod uwage czegos takiego jak uczucie.
Poza tym dzisiaj w Dortmundzie widzialam cmentarz dla zwierzat.
Myslalam, ze takie rzeczy to w Ameryce tylko, a tu prosze.... pieknie ozdobione groby, ze swieczkami, kwiatami...no normalnie wypas. Nie dziwie sie, ze Pawlak chcial brata na takowym cmentarzu pochowac...Marie miewa czasami hopla, aby ustroic miejsce pochowku swych pierwszych kroliczkow, ktore znajduje sie pod ogrodowa jablonka. Mala kupuje wtedy kolorowe kamyki, bratki za 45 centow i idzie dekorowac grobik swych milusinskich- bawi sie dosc makabrycznie, ale i ja pamietam jak, jako dziecko, sprawialam pogrzeby zdechlym, niedozartym przez koty ptakom.
Nie jestem przekonana do cmentarzy dla zwierzat. To musi byc wielka milosc, ktora nakazuje sporzadzic swemu zmarlemu zwierzakowi grob na takowym cmentarzu. Na wszystkim da sie zarobic...wszystko to towar-podaz i popyt....
I ta nasza ludzka przebrzydla konsumpcja. Pamietacie czasy, kiedy sklepy byly w sobote zamkniete? Czlowiek szedl z siatami zrobic zakupy w piatek i co robil w sobote? Odpoczywal....ale jak odpoczywal? Teraz ludzie nie potrafia odpoczywac. Obecnie w ramach rozrywki lazi se po galeriach handlowych. Dzisiaj w Dortmundzie nie moglismy znalezc wyjscia z centrum handlowego. Luda mnostwo, multum, multiko... i Audrey mi mowi, ze w Europie nie ma ludzi na ulicach. Ulice sa puste... ja pitole! Jestem jednak wiesniakiem... umeczyl mnie ten roznobarwny, roznorodny tlum....i chocbys czlowieku nie chcial kupowac to specyfika takowych miejsc powoduje, ze wychodzisz stamtad z czyms w lapach. ja np.: wyszlam dzisiaj z galerii handlowej z nowa ksiazka.





























