Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Audrey. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2017

Przemyslenia znad talerza zupy.

Nie mam nastroju. Wczoraj mialam lepszy. Dzisiaj nie mam dobrego nastroju z kilku powodow:
- nie udalo mi sie odebrac w Dortmundzie biletow na balet, bo przybylismy za pozno ( te cholerne korki i ludzie podrozujacy nie wiadomo dokad i gdzie....) . Musze  pojechac jeszcze raz
-odebralismy za to sukienke komunijna dla Marie. Sukienka, wedlug  mnie,  zostala lekko spierniczona. W sklepie tego nie zauwazylam, tzn.: zauwazylam ale myslalam, ze to kwestia niedporasowania przodu, w domu okazalo sie, ze to kosmetyczna niedorobka, ktora schrzania z boku wyglad kiecki.

eM poszedl na to konto szybciej spac - faceci przesypiaja problemy... mnie ponioslo. Trzeba bedzie reklamowac, albo samej cos improwizowac. A sukienka niebagatela, swoje kosztowala. W ogole drogi mamy rok przed soba.


Lubicie smakowac zycie? Jak je smakujecie? Jakie macie na to metody?

Gotowalam wczoraj zupe rybna. Mam w domu prawdziwego, wytrawnego zupiarza. Kotlet schabowy niewazny i przegrywa rywalizacje z zupa.  Zupy gotuje oczywiscie na wywarze z miesa i warzyw. Gotuje go dlugo, bo podstawa w tym dziele jest dobry, gotowany na malym ogniu wywar z kilku rodzajow mies ( skrzydelko kurczaka, skrawek wolowiny- antrykot, moze byc kawalek wieprzowiny- choc ja wieprzowine pomijam). Gotuje dlugo, bez przykrywki ale, nie dluzej niz 4 godziny. Zupy owe sa ponoc pracochlonne, choc- czy ja wiem? Nastawiam wszystko w garze. Dodaje lisc laurowy, ze trzy kulki ziela angielskiego, i lyzeczke czarnego pieprzu w kulkach. I tak pyrka sobie zupina, a ja w tym czasie robie rzeczy zgola inne.... Oddaje sie szalenstwu sprzatania, prania, prasowania... czytania .... maseczkowania  lub blogowania.  Jezeli zrobisz dobra baze do posilku, to reszta jest fraszka.
    Najlepsza zupa, wedlug Marie,  jest szczawiowa, ktorej ja w dziecinstwie nie znosilam ze wzgledu na jej kwaskowaty posmak. Mala zas za nia przepada. I choc tyle serca wkladam w ugotowanie owego pelnowartosciowego posilku to.... nie moge wygrac rywalizacji szczawiowkowej z babcia, bo babcia..... no wlasnie, co ta babcia takiego robi, czego nie potrafie zrobic ja? Otoz babcia sieka  jajko tak drobno, ze moje jajo posiekanie na drobno nigdy nie bedzie jajem babcinym. Koniec i kropka. Taki tam szczegolik, a  do idealu nie doskocze. Jajo do szczawiowej, jako dodatek, jest zarezerwowany  w wykonaniu babci. Matka ma robic owa potrawe bez jaj...czy tez precyzyjnie powiedziawszy: bez jaja.
Poniewaz mam w domu wytrawnego smakosza zup-  Dziecie me odziedziczylo owa przypadlosc po polskim dziadku, tak wiec czasami szukam nowych przepisow kulinarnych w tym zakresie. Doszkalam sie- samoksztalce ... ogolnie- jakos wlasnie tak to idzie.... Znalazlam ostatnio w necie przepis na wegierska zupe rybna podany przez Magde Gessler. Przepis znajdziecie tu. Za pierwszym razem nie miksowalam warzyw, tylko drobno je skroilam i zesmazylam, po czym przelalam zawartosc  patelni do garnka. Nie posiadalam rowniez wedzonej,  sproszkowanej papryki- nawet nie wiedzialam gdzie ja znalezc. Dodalam normalna , slodka sproszkowana papryke i zupa byla wysmienita. Wczoraj zrobilam ja wedlug scislych wskazowek w przepisie, lacznie z dodaniem wedzonej papryczki , niestety zamiast dwukolorowej papryki postawilam na dwie papryki w tym samym kolorze, czyli zolte, ktore zdominowaly kolor potrawy, ale ...czy to az takie wazne(?) . Zupa wyszla swietna. Wedzona papryka podkrecila caly smak. Mala podchodzila do mojego nowego kulinarnego wyrobu jak diabel do swieconej wody. Za pierwszym razem w ogole tej zupy nie tknela. Dzisiaj szamala az sie jej uszy trzesly. Znawcy zup powinni docenic smak tej potrawy.

Wracajac do przepisu- najpierw ugotowalam baze, czyli wywar. Rybe zakupilam w rosyjskim sklepie. Tylko Rosjanie tu, gdzie mieszkam, posiadaja ryby cale, nie wyfiletowane. W sklepach niemieckich spotkac mozna wyfiletowane ryby, lub wyfiletowane mrozonki, ryby w calosci ( glowa, pletwy, ogon...) wystepuja w Niemczech rzadko- zreszta Niemcy nie maja takich zupnych tradycji....
Wywar gotowalam z bardzo duzej czesci karpia, ktorego i tak podzielilam na dwa razy, wiec zamiast w dwoch litrach wody wyszedl mi 5 litrowy gar. Nic to - troche sie wygotowalo, troche ubylo kiedy przecedzilam etc... Zupa rybna smakuje lepiej kiedy gotujemy ja z kilku rodzajow ryb, choc oczywiscie nie musimy tak robic...  Pierwsza zupe gotowalam z moiwy ( blekitek). Kosztowala grosze i  smakowala przednio.
Czyli wywar z ryby ( na wolnym ogniu i niech sie troche pogotuje, co prawda nie 4 godziny , ale poltorej spokojnie moze)  z dodatkiem czterech lisci laurowych i trzech ziaren ziela angielskiego oraz jednej cebuli...



Pomidory ( duze, duze..) obrac ze skorki, pozbyc sie gniazd nasiennych z papryki, cebula, seler naciowy...zamiast sproszkowanej chilli dodalam jedna papryczke chilli....  skroilam warzywa i podsmazylam na dwoch lyzkach smalcu...





Nastepnie warzywa zmiksowalam a wywar rybny przecedzilam... Zmiksowana papke przelozylam do wywaru...




To czerwone to wedzona papryka. Niesamowicie podkreca smak... czuje sie wedzonke w zupie- fajne smakowe doznanie.

Kosztuje to nie malo, tzn.: nie 100 zl , ale 20 chyba juz tak- ( moja tyle kosztowala). Jest to papryka wytwarzana przez Hiszpanow... co tez ludzie nie wymysla. I nie zapomnijcie o soli... doprawcie do smaku. Polecam!

Ja tu sobie gadu, gadu o zupce Maryny, a gdzie te przemyslenia zawarte w temacie? Ano chyba poszly sie pasc. Otoz.... kiedy skrobalam rybe to odpadaly z karpia ogromne jak zlotowy luski. Uswinilam sobie troche zlew, wiadomo jak to bywa podczas gotowania. Przypomnial mi sie wowczas ojciec. On przestrzegal jednego zabobonu. Kiedy oskrobywal wigilijnego karpia, wtedy zbieral z niego luski, owijal w chusteczke higieniczna i kilka takowych lusek nosil w portfelu. Mialy mu one zapewnic finansowy dostatek. W sumie to ojcu memu wiodlo sie finansowo nienajgorzej. Byl rozchwytywanym fachowcem. Z finansow owych rodzina raczej nie korzystala- w niewielkiej tylko czesci, bo ojciec nalezal do osob lubiacych panienkowe rozrywki. Inaczej mowiac, tracil kase na baby. Kiedys bylam na niego bardzo zla;  wtedy, kiedy dorabialam w Polsce, w wakacje na zmywaku, staralam sie zebrac pieniadze na  kupno mieszkania, a stary nie chial mi pomoc w oplacie czegos tam. Nawet nie prosilam go aby mi kase dal, prosilam rodzica o pozyczke, ktora deklarowalam sie w odpowiednim terminie zwrocic i ...  zobaczylam fige. Jak wiesc gminna niesie, mial wowczas moj rodziciel jakas nowa kobiete. Starsza ode mnie o cztery lata rozwodke z dwojka dzieci. Rozwodka owa przygotowywala akurat swej latorosli impreze komunijna i jej wydatki wygraly z moimi. Zreszta ... bylo minelo. Dosc dodac, ze pani owa zostawila po dwoch latach mego ojca i odeszla do jego "bogatszego" kolegi. Dobrze, ze mialam uczciwa, solidna , pracowita matke... ktora pokazywala nam zycie z innej strony. Szkoda, w zwiazku spelniona osoba moja mama nie byla.
Hm... w Polsce pracowalam, pomimo wyksztalcenia i posiadanego mgr przed nazwiskiem, na zmywaku, a nigdy nie musialam tego robic na zachodzie. Wsrod Polakow kraza przeciez anegdotki, o tym, ze ktos jest dobrze wyksztalcony, a na zachodzie gary w restauracjach zmywa. Ponoc zadna praca nie hanbi, oprocz tej jednej...  Skoro chcesz "cos" osiagnac, to zakasujesz rekawy. Wiecie co? Nie, nie chce sie chwalic, ale mnie posiadanie kasy satysfakcjonuje. Daje poczucie bezpieczenstwa i o dziwo, to musi byc moja kasa, a nie mezowska. Choc eM nigdy mi grosika nie wypomnial, czasami slyszalam wypowiadane przez niego ze zniecierpliwieniem slowa: "no i po co mi mowisz co chcesz kupic? Potrzebujesz to kupuj." , to jednak fajnie jest miec swoja kase. Glupia jestem- wiem... Wiekszosc kobiet nie ma takich objekcji. I czuje sie spelniona, bo eM wrocil z podatkowych rozliczen i wyszlo, ze zarobilam w tym roku o pare tysiecy wiecej niz on. Przewyzszam mego malzonka w zarobkach. A przeciez jak wiesc gminna niesie , wiesc gminna z ust parszywych, zawistnych rodakow na obczyznie, to my Polki czesto hajtamy sie z autochtonami dla kasy, awansu spolecznego i ...qrwa, za przeproszeniem, nie wiadomo jeszcze dlaczego. Te mierne parszywce nie biora wcale pod uwage czegos takiego jak uczucie.

Poza tym dzisiaj w Dortmundzie widzialam cmentarz dla zwierzat.
Myslalam, ze takie rzeczy to w Ameryce tylko, a tu prosze.... pieknie ozdobione groby, ze swieczkami, kwiatami...no normalnie wypas. Nie dziwie sie, ze Pawlak chcial brata na takowym cmentarzu pochowac...Marie miewa czasami  hopla, aby ustroic miejsce pochowku swych pierwszych kroliczkow, ktore znajduje sie pod ogrodowa jablonka. Mala kupuje wtedy kolorowe kamyki, bratki za 45 centow i idzie dekorowac grobik swych milusinskich- bawi sie  dosc makabrycznie, ale i ja pamietam jak, jako dziecko, sprawialam pogrzeby zdechlym, niedozartym przez koty ptakom.
Nie jestem przekonana do cmentarzy dla zwierzat. To musi byc wielka milosc, ktora nakazuje sporzadzic swemu zmarlemu zwierzakowi grob na takowym cmentarzu. Na wszystkim da sie zarobic...wszystko to towar-podaz i popyt....
I ta nasza ludzka przebrzydla konsumpcja. Pamietacie czasy, kiedy sklepy byly w sobote zamkniete? Czlowiek szedl z siatami zrobic zakupy w piatek  i co robil w sobote? Odpoczywal....ale jak odpoczywal? Teraz ludzie nie potrafia odpoczywac. Obecnie w ramach rozrywki lazi se po galeriach handlowych. Dzisiaj w Dortmundzie nie moglismy znalezc wyjscia z centrum handlowego. Luda mnostwo, multum, multiko... i Audrey mi mowi, ze w Europie nie ma ludzi na ulicach. Ulice sa puste... ja pitole! Jestem jednak wiesniakiem... umeczyl mnie ten roznobarwny, roznorodny tlum....i chocbys czlowieku nie chcial kupowac to specyfika takowych miejsc powoduje, ze wychodzisz stamtad z czyms w lapach. ja np.: wyszlam dzisiaj z galerii handlowej z nowa ksiazka.



wtorek, 1 listopada 2016

Bigos.

Swieto zmarlych. Nie mam tu swoich zmarlych. Wszyscy "moi" zmarli leza w Polsce. Grob tesciom, jak na kochajaca i teskniaca za nimi synowa przystalo, sprzatnelam tydzien temu. Poza tym cmentarz odwiedzam  dosc czesto. Dzisiaj nie i koniec....  Dzisiaj niech reprezentacyjnych obowiazkow dopelni eM.
  Byl, odwiedzil z Mala grob rodzicow. Swieczki zapalil.....

Ogolnie zas, to dzien jak co dzien. Mloda byla na chinskim, bo pan od chinskiego wolnego jakiegokolwiek nie uznaje. Dla niego bolem sa wakacje, kiedy dzieciaki na zajecia nie przychodza.  Tydzien temu nauczyciel od chinskiego byl chory, nie mogl sie z lozka zwlec...zajecia wiec wypadly. No trudno, czasami kazdemu sie zdarza. Rozczarowania z tego powodu nie przezylismy, ale wczoraj na zajeciach zagail do Marie, ze mogliby odrobic ta lekcje, ktora jej wypadla. Odrobic oczywiscie dzisiaj. Chinczycy nie obchodza swieta zmarlych. Mala powiedziala, ze zapyta rodzicow.
My na to nie jak na lato, dalismy wybor Dziecku, ktore stwierdzilo, ze pojdzie ...odrobi.... eM zawiadomil wiec nauczyciela, ze Mala przybedzie.
-Kurcze jaki on gorliwy.- Stwierdzil odkladajac komorke.
-Nie gorliwy, tylko u nich tak jest. Pamietasz ten program o Japonii? Jak Japonczycy pracujacy w domu starcow przepraszali zaloge , ze ida na dwa dni urlopu? Przezywali rozterki, ze ludzi w robocie zostawiaja. Tamci musza pracowac a oni (?) ... , a oni sie dwa dni urlopuja. I tam tak jeszcze jest, ze maja tylko  7 dni urlopu w roku i go nie wykorzystuja.

Znam to od Audrey. Jej maz ma wypas, kiedy chodzi o prace. Ona sama siebie i dzieci spycha na dalszy plan, kiedy w gre wchodzi harowka  Xianga. Xiang zarabiac musi.... praca na pierwszym miejscu. Nie powie mu . "Kochanie, a mozebys wzial sobie ze dwa dni wolnego?" . Z drugiej strony Audrey korzysta ze swojego faceta ile sie da, zostawiajac go z dzieciakami w jego chwilach na  odpoczynek. Xiang z powodu  podejscia do  roboty w Chinach nie chce wracac do kraju przodkow. Pomimo wszystko chce miec troche spokoju, chce miec normalne urlopy, chce miec po zamknieciu drzwi biura swiety spokoj, chce miec pewnosc, ze komorka od szefa nie bedzie dzwonic i wzywac go natychmiast z powrotem.
- Jak wy tam w rodzinach zyjecie? Nie macie w ogole czasu na zycie rodzinne. - Zdziwilam sie raz.
-Dlatego bez dziadkow bysmy nie dali rady.... dzieci w Chinach wychowuja dziadkowie. Matka Xianga byla/ jest naukowcem. Xiang wcale jej nie znal. Wychowywal sie u rodzicow matki. Matka kiedys do niego przyjechala, a on jej nie poznal.


Podczas naszej wyizyty w Polsce ( mojej i Audrey) odwiedzilam cmentarz. Zawsze odwiedzam grob ojca, kiedy jestem w Polsce i takoz samo stalo sie, kiedy bylam w kraju z Audrey, a ze ona wszedzie szla ze mna to i na cmentarz zaszla, ale byla bardzo niespokojna. Zastanawiala sie, czy jakiegos licha do domu nie zwiezie. Bo u nich smierc to rozpacz i tragedia...to koniec. O tym najlepiej nie myslec, a  jak sie juz wydarzy  to  ludzie ( rodzina blizsza i dalsza) dyskutuja o doczesnosci, o podziale majtku. Kto i co zgarnie. Dzieci sie na tego typu imprezy nie zabiera. Ludzie obawiaja sie aby zmarly nie zechcial ktoregos z uczestnikow pogrzebu zabrac ze soba.
Pomimo tego, ze moja egzotyczna kolezanka wierzaca nie jest, to zauwazylam , ze w cos tam jednak wierzy. W duchy wierzy, w swiat pozagrobowy wierzy , w jakies moce wierzy. Opowiadala mi, ze jej mama podczas pierwszego, trwajacego 10 godzin lotu do Europy zalozyla na siebie cale posiadane zloto, aby odstraszyc zle duchy i szczesliwie wyladowac.

Z innych spraw. News dla rodzinki, ale dla Was tu zachodzacych tez....
Remont stanal gdzies posrodku. eM grzebie w pradzie. Instaluje kontakty pod kuchnie, ktora ma przybyc pod koniec listopada. O tym jak kupowalismy meble kuchenne musialabym napisac odrebny post. Temat godny uwagi...
Teraz jest juz tak:

Fierany powieszone, dotarly po reklamacjach i innych perypetiach.






Niemcy lubiuja sie w ozdobach okiennych. W dekorowaniu parapetow.... no wiec udekorowalismy:





Podlogi polozone, sciany wyszlifowane i pomalowane, drzwi wstawione...






A poza tym ...pusto i przestrzennie. Kase musimy zbierac na meble. Forsa nas wlasnie wstrzymuje, uwala....






Na werandzie zmienione...Stare kwiaty poszly sie pasc, ale reka mnie swierzbila i posadzilam nowe, dajac tez niekotrym starym dogorzec, przekwitnac do ostatniego platka...








Marie zaliczyla test z matematyki na dwa, czyli polskie ,chyba 5. Z niemieckiego dostala 3, czyli polskie 4 i przezywa to bardzo, bardzo....ze tak malo.  Na basenie zaliczyla egzamin praktyczny na brazowa odznake, teraz przykuwa teorie, ale poradzi....

I to by bylo na tyle, tego chaotycznego bigosu.



Ps. Najnormalniejszy hit radiowy, ale ...przypadl mi bardzo do gustu. Kiedy zagraja w radio w pracy, wszyscy , bez wzgledu na wiek, podspiewuja.



Prawdopodobnie wideo w Polsce sie nie otwiera to moze TO, albo TO - tyle tylko, ze to wideo mi sie nie podoba:(

wtorek, 3 maja 2016

Zmeczenie.

Czujecie wiosenne przesilenie? W tym roku (pfu, pfu...odpluc na psa urok) nie czuje. Zauwazylam tylko, ze z tym odpluwaniem  zachowuje sie jak .... no jak kto? Zaboboniara? A moze jak ... niby niewierzacy a jednak wierzacy. Przypomiala mi sie opowiesc Audrey jak jej mama przed pierwszym przylotem do corki, do Europy, a lot mial trwac 10 godzin, nakladala na siebie wszystkie posiadane zlote ozdoby. Nie wiem o co szlo doglebnie, bo nie dopytalam...   zas niedoglebnie szlo o to, ze to jakies buddystyczne czary majace odstraszyc zle demony,  probujace ewentualnie spowodowac awarie samolotu. Hm.... brak jakiejs uporzadkowanej , usystematyzowanej wiary prowadzi do lekow i zaboboniarstwa. Trzeba wtedy swoje leki odczyniac,: odpluwac przez lewe ramie, pic wode w nocy podnoszac szklanke prawa reka. Swedzenie prawego oka oznacza lzy, a lewego  smiech- gdyz prawe jest krwawe, a lewe smiewe. Slyszalam jeszcze o takowym zapobieganiu czarom przy swedzeniu prawego oka:  nalezy  sie schowac  lub zakryc reka oko przed ludzmi i pokazac mu fige. Tak moje kolezanki z  czasu  studiow odczynialy swedzenie prawego oka zwiastujacego oblanie egzaminu.  Gdybym tak fige tutaj, w Niemczech pokazala, to ogolnie znaczyloby, ze ....chetna jestem na seksualne zblizenie i gdyby w poblizu znajdowal sie jakis  facet, moglby  odczytac owe pokazanie figi jako sygnal dla siebie i mielibysmy problem, albo... nie mielibysmy .

Nie o tym jednak... Ma byc o tym, ze pieknie jest. Pogoda swietna, to se wczoraj pojechalam. Co prawda w Niemczech dzisiejszy dzien jest normalnym dniem pracy,  ale ja mam wolne i obchodze polskie narodowe swieto ustanowienia Konstytucji 3 Maja.
Pojechalam  do Soest.
 Z czego slynie Soest?
Z tego, ze jest to siedziba naszego powiatu. Miejscowosc  nieolbrzymia, liczaca jakies 46 tysiecy mieszkancow i zarzadza miastami od niej wiekszymi, na co burza sie mieszkancy owych wiekszych siedzisk. Nie chca byc zarzadzani przez malucha. Nie zamierzam pisac, ze Soest jest znany z pieknej starowki, poniewaz znam niemieckie miasta o piekniejszej starowce. Natomiast Soest ma jedne z piekniejszych uliczek bocznych. Jego Gassen sa przepiekne














Soest slynie z tego, ze tutaj urodzila sie moja Corka. Skonczylam w tym miescie kurs integracyjny z jezyka niemieckiego. Byl to swietny czas poznawania ludzi o roznych mentalnosciach....
W Soest znajduje sie katedra, ktora barok  ze swoimi zdobieniami i swoim hoplem na punkcie przerabiania  wnetrz zabytkowych  budowli, nie tknal. Zostala surowa taka, jaka ja zbudowali przodkowie. Wzmianki o  tym miescie datuje sie na rok okolo 800. Audrey byla szalenie zaskoczona, ze w Europie byle miescina ma dluga historie, ze powstanie tych miescin datuje sie na hen, hen do przodu, bo Szanghaj na ten przyklad, to miasto metropolia ale z historia trzystuletnia li tylko. Byla to osada rybacka skladajaca sie z kilku chalup. Nie powinna jednak narzekac, moze i niektore z tych ich wielkich metropolii historii pieknej nie maja- tzn dlugiej, bo ludzie wschodu klaniaja sie jej, maja do niej szacun, to jednak chinska historia jest przebogata.

Surowa swiatynia w Soest


Gdyby okna witrazowe nie byly az tak drogie to bym chyba zareflektowala na jedno male okno u siebie w domu.















Lubie tutaj kupowac pieczywo. W Soest istnieje pewna  piekarnio jadlodajnia...trudno to nazwac.




Sami pieka chleb, sprzedaja i prowadza mala restauracje. Rano proponuja menu sniadaniowe, poobiedzie obiadowe. Okolo 15-16 ciasto i kawa, no i wieczorem kolacje..... Bylam z rana wiec zastalam menu sniadaniowe. Klasyczne europejskie sniadanie.





Soest slynie rowniez z najwiekszego jarmarku konskiego w Nord Westfalen. Byl to najwiekszy konski rynek tego regionu, obecnie zas pozostala tradycja- koni brak, ale lud sie bawi. Odbywa sie on  na poczatku listopada i trwa tydzien. Ulice sa zastawione. Ludzie konsumuja, lulki pala, kreca sie na karuzelach. Miod i wino pija i ja kiedys na tej imprezie sie pojawilam.

















niedziela, 4 października 2015

Mistrz Jedi Qui-Gon Jinn.




Wrocilam z urlopu w Polsce. Z urlopu dosc nietypowego, bo spedzilam go z Audrey. Kobiety wziely sobie wolne od rodzin, wypoczely, nabraly nowych sil . Bardzo sie Audrey Polska spodobala, a najbardziej ludzie. Zabytki, moze i starsze niz te, ktore jej pokazalam, miala mozliwosc widziec w Czechach, Niemczech, Francji, Holandii...natomiast tak otwartych, normalnych i nieskomplikowanych ludzi jak w Polsce nie miala, jak dotychczas, przyjemnosci spotkac. W niewielkiej mazurskiej miejscowosci Audrey jawila sie dosc egzotycznie, przykuwala wiec uwage przechodniow. Dzieciaki byly chinska dziewczyna zauroczone, bo pisala im po chinsku. Polskie jedzenie okreslil moj gosc jako ciekawe, ale ciezkie. Nie dziwi wiec fakt, ze do japonskiej restauracji w Olsztynie leciala wrecz na skrzydlach.
Rozbawilo nas zdarzenie w muzeum w Toruniu. Zainteresowalo nas pieterko z "oryginalnymi" obrazami polskich malrzy, ale nie tylko. Audrey odkryla tam polke z zabytkami chinskimi i japonskimi. Wazy, zabytkowe pudelka, wazony, filizanki. Pan odpowiedzialny za owe pietro- mlody chlopak- bardzo chetnie udzielal nam informacji, wrecz razem z nami zwiedzal, robil za przewodnika. Widac bylo, ze wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu, nie tylko pospolity ciec. Audrey nie mogla uwierzyc, ze to wszystko co ogladamy to oryginaly. Nie byly wyjatkowo zabezpieczone. Nie znajdowaly sie za szybami, ani pod jakimkolwiek alarmem. Przy jednym , nie polskim malarzu ( znanym swego czasu Holendrze), zapytalam o aukcyjna cene owego dziela:
-Mam wam powiedziec w polskich pieniadzach, czy w euro?
- W polskich . Jestesmy dobre w przeliczaniu, poradzimy sobie.
-Jakies milion zlotych.
-Waw! Audrey rob zdjecie! Pokazemy twojemu mezowi. On z Holandii, to go zainteresuje.
"Coz za nieskomplikowani, prosci, normalni ludzie!" -spointowala moja kolezanka- "We Francji w Luwrze, tego typu dziela znajdowaly sie za szybami pod alarmem, a w Polsce jeszcze informacji pracownicy udzielaja o danym zabytku". Nie powiedzialam jej tylko, ze tu, oprocz wycieczek szkolnych, przychodzi moze troje ludzi na dzien. Nie ma sie wiec czego obawiac. Poza tym polskie muzea nie maja tyle kasy co Luwr.
Zainteresowal ja tez sklep typu "Alkohole swiata". Dla mnie normalka, ona nie miala mozliwosci tego nidzie zaobserwowac.

Ogolnie byl to przyjemny czas. Myslalysmy sporo o dzieciach. Audrey zostawila trojke drobiazgu. Najstarsze dziecie w wieku Marie, czyli 8 lat, a reszta wiekowo w dole. Kobiece prace w domu odstawilysmy na tip top. Przygotowalam Marie ciuchy na kazdy dzien, bo tata w te klocki niezbyt dobry jest. Nie zna sie na dziewczynskiej modzie. Kiedys, kiedy byla mlodsza, odstawil ja do przedszkola, w slotny jesienny dzien, ubrana jak kalwaryjskiego dziada. Dzieciak na gorze ubrany byl na cebulke. Kilka podkoszulek aby nie zmarzla. Dresy - spodnie do ogrodka, a na nogi sandaly bez skarpet. Panie w przedszkolu przygladaly sie Mlodej podejrzliwie. "O kurcze!"- zdebialam przy odbiorze Corki. Przedszkolanka podeszla do wspolpracownicy i: "Widzisz? Wiedzialam, ze to nie ona Marie ubierala"- zrelacjonowala.

Audrey zas opowiadala mi jak musiala w to upalne lato wybyc na dwa dni. Zostawila meza z dzieciakami. Wraca i.... oczom jej ukazala sie nastepujaca scenka. Na stole rozpierniczone jedzenie, w sumie to jakies suche sojowe przekaski- "posilajcie sie dzieci tym, czym chcecie". Stol zawalony. Starsza corka rozebrana do polowy, mlodszy syn tez tako jako i ojciec. Najmlodszy zas siedzail w lozeczku. Twarz mial zielono- zolto- brazowa. Pod nosem lecial mu gil. Swedzialo go to sobie raczka rozmazywali owe gile, ktore zasychaly mu na twarzy przybierajac kolory: te swiezsze zoltawy, a potem szlo w zielen i braz.....a tata ze specjalnym elektrycznym mieczem ubijal probujace sie dostac do domu muchy. Porazal je pradem, te padaly w konwulsjach a sredni synek stal i z podziwem patrzyl na ojca. Pokazywal mamie palcem drgajaca , swiezo ubita muche i mowil: "O, o..! Mama patrz! Tata, tata...!"
Maz Audrey pracuje ciezko. Jest w stanie zapewnic super dostatni byt zonie i dzieciom. Mam nadzieje, ze teraz doceni jej prace w domu, w sumie to nigdy nie slyszalam aby nie docenial, ale zrozumie byc moze ile wysilku kosztuje zostawanie z tym calym kramem, kiedy on leci w dwutygodniowe delegacje.

piątek, 10 kwietnia 2015

Pojecie dobra.

Razu ktoregos przyjechala do mnie Audrey z mezem i dzieciakami. Po ich wizycie co niektorzy ciekawscy sasiedzi uderzyli z pytaniami. Kto to? Co to? Skad to? Moi goscie przyjechali na holenderskich blachach.... on pracuje w firmie pochodzacej z Holandii.
-To musza byc dobrzy ludzie....- stwierdzila jedna z mlodych sasiadek -.... bo mercedesem jezdza.

Marie uzbierala w skarbonce troche kasy. Ferie ma dziecie i sie nudzi....
-Chodz. Sprawdzimy ile masz forsy w swince. Pojedziemy i kupimy ci rolki.- Zaproponowalam. Widzialam reklame Inline Skates ( tak sie one tutaj nazywaja) w Lidlu. Marie miala wlasnie uzbierane 30 euro, czyli tyle ile mialy kosztowac rolki w owym sklepie. Niestety nie zalapalysmy sie. Promocja na dany towar byla w srode, a jakze, ale nie w ta srode, a w poprzednia- ja tak zyje, ze dni z jednego tygodnia myle z dniami z innego tygodnia. Wszystkiemu winne jest to tempo pracy. No coz. Pojechalismy do sklepu sportowego i .... wrocilismy z Inline Skates o polowe drozszymi. Mama- rodzice dolozyli.
Podczas zakupu sprzetu zdarzyl sie cud. Dziecie wybralo buty z pomaranczowymi dodatkami...Jak to? Dlaczego nie z rozowymi? Mloda jest zaparta ...nauka sprawia jej przyjemnosc. Potkniecia ja nie zniechecaja...
-Mamo. To musial byc dobry czlowiek.
-Kto? O kim mowisz?
-O tym, ktory wymyslil te buty.


Cwiczylo Dziecko me caly dzien. Wczoraj byla moja zmiana, dzisiaj tata z Mloda pojechal na drogi dla traktorow. Na razie tam spokojnie, wiec moga cwiczyc do bolu. Wczoraj Marie nie omieszkala pochwalic sie krolikom swoim nawym nabytkiem.
Akurat Milka obwachuje sprzet. Milka to wredna zaba, wedlug Mlodej ma sie rozumiec. Brumczy, rzadko sie zdarza aby krolik wydawal z siebie jakies dzwieki, ale Milka faktycznie brumczy, kiedy chce nas nastraszyc. Atakuje skubana nasze rece- no to ci dopiero, panska reke, ktora tuczy chce podziabac. Niespelna rozumu, czy jak?


Hoppel zas to mily, DOBRY kroliczek, oczywiscie rowniez wedlug Marie. Nie dziabie, daje sie przytulac, sadzac na kolana i glaskac....a to, ze zwierzak stresa ma, kiedy Mloda sie zbliza to szczegol. Od razu jest: "Moj ty Hoppelusiu kochany....ty malutki grubasku....". Oczywiscie to wszystko jest glosne, szturmujace.... -
-Zobacz mamo! Hoppel juz nie mogl sie mnie doczekac!
Mala wlazi krolikom do klatki. Nie moze tam stanac wyprostowana, ale siedziec z nimi moze.... przechodzi kroliczymi zapachami.
-O rany! Ty je calujesz!- Odkryl kiedys i zdegustowal sie tym odkryciem, tata.

niedziela, 28 grudnia 2014

Fotoreportaz.

W okresie swiatecznym zalatwilismy dwie wazne wizyty. Odwiedzilismy moja siostre i urodzonego miesiac temu synka Audrey.
W drugi dzien swiat, "skoro swit"- w sumie to byla 9.30- ruszylismy w droge ...na poludnie, do landu zwanego Rheinland-Pfalz. Jechalismy droga krajowa, wiec i za oknem samochodu pejzazowo tez sie cos dzialo...mozna bylo popodziwiac, a nie jak na autobanie ( autostradzie ) samochody z prawej, samochody z lewej, samochody z przodu, samochody z tylu......



Troche "pedzilismy", przyznajcie sami...wiatr we wlosach i te inne ....


Kawalek, okolo 10 km, autobana....

Dojechalismy. Komitet powitalny. Siostra ma bardzoooo spokojne widoczki za oknem, anielsko i sielsko- po prostu swojsko:))

Buzi, buzi.... plaszczyki, kurteczki, czapeczki....wszystko sciagac:)

Mloda zostala obdarowana.....


Siostra i szwagier.


Dzieci zajete soba. Najstarsze dzieciatko w rodzinie i najmlodsze.


Siostra miala tez gosci ze strony swojego meza, ktorzy przyjechali z psem Toffim. Marie sie go na poczatku bala, obawiala, uciekala na kanape...chowala sie za meblami, tzn.: probowala sie chowac.
-Mamo.-Orzekla.- Cos mi sie wydaje, ze bede musiala sie dzisiaj wykapac, bo Toffi mnie polizal.


W koncu jakos doszlo pomiedzy Marie a Toffim do "porozumienia"


W sobote zas ruszylismy w droge na zachod. Do Audrey i jej noworodka.
Pogoda byla obrzydliwa i jazda autobana, czyli monotonnie:



Rozpoznajecie ( pytanie powinno byc skierowane do dlugoletnich bywalcow mojego bloga) kamienice Audrey?



W ramionach u babci. Nie wiem co to, jak to wyjasnic ale dzieci zaraz po urodzeniu roztaczaja jakas taka dziwna aure-"czystosc", pokoj. Maja moc skupiania ludzi wokol siebie- cos jest na rzeczy, bo matki niedospane, zmeczone placzami swych pociech potrafia znalezc nagle konska sile, aby to wszystko przejsc. Dziecko daje moc...potem jakos to sie wykrusza.... ginie...wypromieniowuje:)


W ramionach u mamy.


A za oknem pruszylo, pruszylo....


Marie w prezencie od chinskiej "babci".