W okresie swiatecznym zalatwilismy dwie wazne wizyty. Odwiedzilismy moja siostre i urodzonego miesiac temu synka Audrey.
W drugi dzien swiat, "skoro swit"- w sumie to byla 9.30- ruszylismy w droge ...na poludnie, do landu zwanego Rheinland-Pfalz. Jechalismy droga krajowa, wiec i za oknem samochodu pejzazowo tez sie cos dzialo...mozna bylo popodziwiac, a nie jak na autobanie ( autostradzie ) samochody z prawej, samochody z lewej, samochody z przodu, samochody z tylu......
Troche "pedzilismy", przyznajcie sami...wiatr we wlosach i te inne ....
Kawalek, okolo 10 km, autobana....
Dojechalismy. Komitet powitalny. Siostra ma bardzoooo spokojne widoczki za oknem, anielsko i sielsko- po prostu swojsko:))
Buzi, buzi.... plaszczyki, kurteczki, czapeczki....wszystko sciagac:)
Mloda zostala obdarowana.....
Siostra i szwagier.
Dzieci zajete soba. Najstarsze dzieciatko w rodzinie i najmlodsze.
Siostra miala tez gosci ze strony swojego meza, ktorzy przyjechali z psem Toffim. Marie sie go na poczatku bala, obawiala, uciekala na kanape...chowala sie za meblami, tzn.: probowala sie chowac.
-Mamo.-Orzekla.- Cos mi sie wydaje, ze bede musiala sie dzisiaj wykapac, bo Toffi mnie polizal.
W koncu jakos doszlo pomiedzy Marie a Toffim do "porozumienia"
W sobote zas ruszylismy w droge na zachod. Do Audrey i jej noworodka.
Pogoda byla obrzydliwa i jazda autobana, czyli monotonnie:
Rozpoznajecie ( pytanie powinno byc skierowane do dlugoletnich bywalcow mojego bloga) kamienice Audrey?
W ramionach u babci. Nie wiem co to, jak to wyjasnic ale dzieci zaraz po urodzeniu roztaczaja jakas taka dziwna aure-"czystosc", pokoj. Maja moc skupiania ludzi wokol siebie- cos jest na rzeczy, bo matki niedospane, zmeczone placzami swych pociech potrafia znalezc nagle konska sile, aby to wszystko przejsc. Dziecko daje moc...potem jakos to sie wykrusza.... ginie...wypromieniowuje:)
W ramionach u mamy.
A za oknem pruszylo, pruszylo....
Marie w prezencie od chinskiej "babci".
Mała się bała Toffika a on taki słodziutki ;)))) ale ją jednak do muru przyparł nie miała żadnej drogi ucieczki:)))))
OdpowiedzUsuńOn chcial tylko nawiazac z nia kontakt, a ona taka ...jakas. Ale potem lody puscily:))
UsuńPiekny świąteczny czas...
OdpowiedzUsuńPiekny to prawda i zarazem meczacy:)))
UsuńDawno mnie tu nie było, córka ci urosła, wiele czasu minęło...Pozdrawiam :))
OdpowiedzUsuńSwietnie, ze wstapilas! :)))
Usuńsuper wycieczka,taki rodzinny post Aniu...dzieciątko śliczne, a Twoja Marie na luzie,po tym,jak doszła do porozumienia z psiakiem...hahaha
OdpowiedzUsuńNo, no...potem piesek sie zmeczyl i nie biegal za nia, to go zaczepiala, probowala zwrocic na siebie uwage. dziwila sie dlaczegoz to on zaprzestal i nie okazuje jej swojego zainteresowania. No bo caly w tym ambaras aby dwoje chcialo na raz:))
UsuńToffik byl caly dziki, bo to taki wychuchany psiak. Gdyby tak wszystkie psy trafialy mialyby taki pieski raj za zycia. Mala glaskala go jak ktos go na rekach trzymal, ale tak sama bez eskorty to nie, i bardzo dobrze sa rozne psiaki i roznie moga reagowac na glaskanie. Czasem moze sie to zle skonczyc dla glaszczacego kocham psy ale nie kazdemu ufam. fajny to byl czas i taki jaki powinien byc zawsze rodzinny.
OdpowiedzUsuńLubie tez psy, ale wolalabym aby piesek znal swoje miejsce i nie byl dziki a obyty (p) A ze on ma pieski raj na ziemi to fakt. Wejdz sobie na chata magota ( u mnie w linkach) i poczytaj o psie trzymanym 10 lat na krowim lancuchu.:(
UsuńOpowiadalas o tym psie ... steaszne. Ludzie sa oktrutni nie tylko dla zwierzat ale tez dla samych siebie. Teraz mieszkam na wsi i mialam wielokrotnie okazje zaobserwowac zachowannie krow, tych malych co sie rodzily. Powiem jedno te zwierzatka jak kazde inne mysla i pewnie czuja a my je jemy. Okrutni jestesmy.
UsuńDlatego tez od dawna ( jakies 10 lat) staram sie przejsc na wegetarianizm, ale ....na mysleniu o tym sie konczy.:(
UsuńNo wlasnie ja tez ale jestem uzalezniona od miecha, krow nie jem ale inne owszem, bede sie w piekle smazyla. Dobranoc sis:)))
OdpowiedzUsuńOj prawda z tym noworodkiem ;-) Dziecko daje moc.
OdpowiedzUsuńCzy ta twoja kolezanka nie rodzila jakies 3 lata temu i miala dlugi porod? Ja wtedy czekal na Livke ;-)
Najlepszego w nowym roku! Duzo zdrowia!
Tak to ta. Teraz zostala mama trzeciego dziecka:)
UsuńDzieki za zyczenia. I Wam udanego nowego roku:)
A moją uwagę przykuła..miseczka! Kiedyś całą kolekcję miałam w domu. Zastanawiam się czy to naprawdę ta cenna chińska porcelana, czy po prostu "taka tam" :)
OdpowiedzUsuńSuper, że Święta udane :) Choć dojazdy pewnie męczące..
Wszystkiego dobrego w nowym roku!
Audrey jest z wyksztalcenia znawca rynku. Firm i ich produktow, wyrobow. Jest fanka markowych rzeczy i sporo ma ich w domu. Nie sprawdzalam nigdy spodniej strony jej miseczek, ale z tego co sie zorientowalam to nie takie przecietne szklo, czy tez porcelana...jest cienka i przejrzysta - tak bym to mogla opisac , ja laik w te klocki.
Usuńmysle, ze oni maja tak, jak my. lepsze zastawy na swieta inne na co dzien. A o tym, ze raczej uzywane przez nas miseczki byly tego lepsiejszego gatunku swiadczy fakt, ze ona mi kiedys tak zdiagnozowala moj zestaw obiadowy ( swiateczny) i zwrocila mi uwage na detale mowiace o tym czy produkt jest owej wyzszej jakosci:))) Te ich lyzki sa okropnie niewygodne w uzyciu, my europejczycy nienawyklim, ot i tyle:))
W sumie fajnie bylo. I wiesz, na zachodzie, przy dobrych drogach, odleglosc 150 km to nie daleko:))
Dzieki . Wam zycze rowniez super swietowania dzisiaj:))
Te moje (Mamy właściwie) miseczki miały od spodu chińskie znaczki, więc i tak nie wiedziałabym :) U nas się tego nie używało - były ozdobą jedynie. Nawet sobie nie wyobrażam jeść tymi łyżkami :)
UsuńLyzkami to jeszcze, jeszcze..jakos dasz rade, ale tymi paleczkami to za cholere...uczyc sie trzeba i czlowiek jej jak lamaga. Marie sie uczy, kiedy Patrycja uzywa paleczek to i ona przy niej...ja nie posiadam takich ambicji:))
UsuńNo wlasnie...jak czlowiek nie wie do czego cos moze sluzyc to ...tylko zawala miejsce. :))