Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 września 2023

Dzien rencisty.

 Jak wyglada taki dzien? Rencisci wiedza. W Niemczech na emeryta mowi sie Rentner- mezczyzna, Rentnerin- kobieta. Nie ma rozroznienia na rencistow i emerytow tak, jak to ma miejsce w Polsce. Czlowiek schodzacy na zasluzona emeryture jest nazywany rencista, zas ten, ktory schodzi na rente zdrowotna ( baaaardzo rzadkie przypadki) tez jest takim mianem okreslany. Renta zdrowotna sie tutaj nie oplaca i dosc trudno cos takiego uzyskac. 

Przedwczoraj widzialam w firmie dziewczyne chyba po wylewie, pociagajaca noga z niedowladem jednej ze stron ciala , ktora pomykala z jakims sprzetem po firmowych, kretych korytarzach. Widzialam kobiete w przebieralni ze zmianami w bodrach- chodzila kolyszac sie. Nie ma ze boli, chcesz zyc czlowieku na jako takim poziomie musisz pracowac.  Z drugiej strony praca osob z orzeczeniem o inwalidztwie jest tutaj lepiej oplacana.

No dobrze. Pozostawmy te zawilosci. 

Zakonczylam moj nietypowy tydzien pracy i dzisiaj zeszlam na zasluzony, krotki co prawda odpoczynek. 


Dziecie me raz mi zarzucilo, ze ono to juz pozytku z matki nie ma prawie wcale, bo albo matka pracuje, albo odsypia. 

Odespalam dzisiaj swoje, a po otworzeniu oczat postanowilam byc dla Dzieciecia mego. 

Kurcze mam juz  swoje lata , a tu mloda kozica pod bokiem. Ludzie, jezeli jestescie zdecydowani na bycie rodzicami to nie zwlekajcie w czasie. Przechodze chyba menopauze... wroc... nie chyba ale na pewno przechodze. W tym celu  udalam sie kilka razy do pani ginekolog z prosba o takie cukierki ( tabletki hormonalne), ktore uczynilyby owe zmiany szczesliwszymi. Starsza pani ginekolog usmiala sie moimi dolegliwosciami. Raczej z moich opowiesci o tych dolegliwosciach, jak to w praktyce wglada. 

Nie ma sie z czego smiac... kobieta sie meczy... prosi o cucu, a druga  babka ma mozliwosc ulzyc jej w niedoli i .... nie robi tego. 

Poszlam wiec znowu i  trafilam na mloda pania ginekolog. Ta po rozmowie przepisala mi odpowiednia recepte. Mowiac, ze sa lekarze, ktorzy wstrzymuja sie przed tego typu decyzjami, bo... specyfiki te moga dzialac jako odpalacze np.: przy sklonnosciach u niektorych  pan do raka. Same w sobie nie sa rakotworcze, ale w niektorych organizmach moga dzialac jako zapalnik. 

No i masz ci los? Pomagaja, ale i szkodza... a ja juz po prostu nie moge dluzej. 

Dostalam to, po co przyszlam z zaznaczeniem, ze moze nawiedzic mnie zwiekszone laknienie. Nie powiem... przez pierwszy tydzien meczylo mnie obzarstwo. Potem zas jakos tak mi sie dni ukladaly, ze zapominalam o jedzeniu ... do dzisiaj tak mi sie owe dni ukladaly. 

Dzisiaj wybralam sie z Corka do tezni. Teznie sa od nas oddalone jakies 17 km. Od 6 lat tam nie bylysmy. W czasie pandemii wszystko pozamykano. Nie myslalysmy o spedzaniu tam czasu. 

Teren jest super zorganizowany - laweczki do posiedzenia a nawet do polezenia z ksiazka u boku... masa zieleni, mimi golf, basen, zdrowe wody, kawiarenka.... teraz doszly miejsca zabaw dla dzieci, silownie na swiezym powietrzu. 

Pojechalysmy. 


Uwielbiam ta mniejsza teznie. Jest jeszcze jedna - wieksza. Tamtej wiekszej nie darze sympatia, ale ta mala jest ok. 

Usiadlysmy na laweczce i wdychalysmy powietrze nosem, wydychalysmy ustami. Robilysmy glebokie oddechy, tzn ja robilam, bo jak Mloda to powietrze wciagala (?), nie mam pojecia. 

W ktoryms momencie zauwazylam , ze Dziewczynka ma lekko sie nudzi. 

-Co? Nudno?

-No... popatrz. Widzisz tu mlodych ludzi? Sami rencisci.  

Faktycznie. Mlodzi przy tezniach nie tkwili, co nie znaczy, ze ich w ogole nie bylo. 

Naszprycowalysmy sie zdrowym ( solonym) powietrzem i ruszylysmy dalej przed siebie. 

Tym razem na wyzerke. Do innego miasteczka. Lubie te boczne, male uliczki starego miasta w S. 





Chcialysmy tam, gdzie te parasolki. 


Na to


W drodze powrotnej moje duze  Bobo  sie rozgadalo. Ogolnie nasze ciekawe rozmowy tocza sie  podczas jazdy autem. Choc miewamy tez momenty  ciszy i sluchamy tylko muzyki.




Tym razem Mloda sie rozkrecila . Zaczela wspominac pobyt w Finlandii. Wrocila w piatek. Najpierw dwa dni milczala. Chyba wrazenia sie jej w glowie ukladaly, a teraz nadejszla owa wiekopomna chwila aby nimi sie podzielic. Kiedy siedzielismy na zebraniu w szkole traktujacy o wyjezdzie naszych Pociech , nauczyciel organizujacy wyjazd tlumaczyl nam , ze w Finlandii jest drozej niz w Niemczech. Ludzie nie maja wielkich domow .  Ogladam czasami program na Canal+DOMO HD, w ktorym to Skandynawowie swoje domy probuja przystosowac do powiekszajacach sie rodzin. Tym bardziej zdziwil mnie fakt, ze Mloda miala mieszkac u jednej z rodzin wraz ze swoja kolezanka. I ze coraz wiecej ludzi wycofuje sie z przyjmowania dzieci jako gosci pod swoj dach. Zaczelam wiec cieplo myslec o tych, ktorzy zdecydowali sie przyjac dwie dziewczynki do jednego domu, sami majac troje wlasnych pociech.  

"Coz za wyrzeczenie."- Pomyslalam. "Moze dziewczynki beda spaly w jednym pokoju na materacach?". Z drugiej strony to mlode dzieciaki i materacowe spanie powinny przyjac jako przygode. Przypominalismy jej kilka razy, aby ladnie podziekowala za goscine, a ona nam odpisywala, ze ja  tym przypominaniem meczymy. 

Dzisiaj dowiedzialam sie, ze Corka ma wyladowala u dosc nadzianych ludzi. Ojciec rodziny odebral je samochodem tesla. Chata znajdowala sie w lesie. Cztery auta w garazu. Wlasna linia brzegowa - dostep do jeziora i prywatny, zacunowany na przystani jacht. Dziewczynki  mialy do dyspozycji pietro domu. Kazda otrzymala swoj pokoj. Matka rodziny duzo pracowala. Cale dnie chodzila ze sluchawkami na uszach i mikrofonem. Wieczorem troche czasu  z nimi spedzala- przy kolacji ( co w sumie nie robilo Mlodej i jej kolezance zbyt wielkiej roznicy, bo mialy program zapelniony przez szkole). On w srodku tygodnia wylecial na golfa do Szkocji. 

Dzieciaki zakosztowaly finskiej sauny i skoku do jeziora, ze tez im serca nie stanely deba! Helsinki, wedlug mojej Corki , wygladaja tak samo jak Warszawa. No i ... niemieckie dzieciaki codziennie chodzily do tamtejszej szkoly. Matma ponoc na nizszym poziomie niz w Niemczech, czyli na jeszcze nizszym niz w Polsce. Zajecia z literatury to bylo porownywanie brzmienia jakiegos zdania w kilku jezykach... nie za specjalnie przypadalo to przyjezdnym do gustu.  Za to zajecia jezykowe-nauka jezyka-  wymiataly. 

-Oni tam wszyscy mowia po angielsku. Dla nich to jak drugi jezyk rodzinny. Ogolnie po finsku nawijaja, ale jak zapytasz po angielsku od razu jak rodowici Anglicy odpowiadaja. Filmy w telewizji maja w oryginalnej angielskiej ( amerykanskiej) wersji. Bez dubblingu, bez tlumaczenia. Kazdy jest w stanie to obejrzec i zrozumiec. - Mloda perrorowala jak znawczyni zycia Finow. 

A ja? Sluchalam z uwaga i odgrzebalam na czytniku daaaaawno zakupiona, zakurzona i zapomniana ksiazke. 

  



Nocna cisza - czas sprzyjajacy lekturze. 

 



piątek, 25 sierpnia 2023

Dzieje sie.

 Sporo dzieje sie obecnie w moim zyciu i nie sa to sprawy latwe, czasami niemile. Nie dotyczy mnie to bezposrednio ale bloto bryzga.  A  mi zalezy na swietym spokoju. Zaszyc sie... przespac... i obudzic sie kiedy burze mina. Niestety, nie da sie... 

W sumie wygrywam (?)- coz za wzgledne okreslenie.  Po ludzku wygrywam, ale tez dostaje za to po dooopie. Wygrana nie cieszy mnie,  bo zdaje sobie sprawe, ze Łaska Panska na pstrym koniu jezdzi i za jakis czas moze byc inaczej. Wszystko moze sie poodwracac. Przyjdzie nowa sytuacja, ktora powywraca wszystko do gory nogami. 

A  mi zalezy na swietym spokoju. Zaszyc sie w pieleszach domowych nie moge, bo mam zobowiazania wobec swiata. Trzeba zwlec sie z wyra. Udac sie do pracy. W domu trzeba ogarnac to i owo, choc od tygodnia nie gotuje i rodzina przystaje na taki uklad. Zywia sie czym popadnie. Zazdroszcze eMowi, ktory przyklada glowe do podusi i zasypia snem sprawiedliwego. 

Trafilam na niezle kazanie Mistrza Eckharta. O wygnaniu kupcow ze swiatyni. Znacie te Ewangelie. Nie trzeba jej przypominac. Eckhart byl pozno sredniowiecznym chrzescijanskim kaznodzieja. Wykluczonym ze wspolnoty kosciola przez Watykan. Wowczas obowiazywala metoda szukania Boga na zewnatrz w pieknie swiata, w jego  stworzeniu, w widzeniu swojej marnosci i te inne ( metoda sw Augustyna) . Eckhart prawil o porzadkowania wlasnego wnetrza. Szukaniu Boga w sobie. No, no.... niebezpieczna teoryjka, bo moglaby zachecic czlowieka do stawiania siebie samego na rowni z Bogiem. 

Nie wazne juz kto komu , co i jak... dawno to bylo. Teraz kosciol przywraca Eckharta do lask. Kaznodzieja ow jest chrzescijanska odpowiedzia na zagrazajace nam praktyki wschodu. 

Wracajac do rzeczy. Eckhart mowi o grzebaniu w sobie, nie w swiecie. Na zasadzie , ze jezeli zmienisz cos w sobie to tak jakbys troche ulepszyl swiat. 

Podoba mi sie jego podejscie do wyrzucenia kupcow ze swiatyni. Swiatynia to nasze wnetrze. Jezus chce tam wejsc ale w miejcu tym panuje ciagly chaos. Kupcza, sprzedaja odpusty, na oltarzu jajca licza ( to z jakiegos wczesniejszego naszego pisarza) ... jezeli wpuscisz Faceta do swego przybytku zacznie strzelac batem i robic porzadki. Wypierniczac te kupczenia i dupczenia z nas. Chce w tej swiatyni pozostac sam w ciszy. 

"Kupcami sa ci wszyscy, ktorzy wystrzegaja sie wiekszych grzechow, chcieliby byc ludzmi dobrymi i spelniaja na chwale Boza roznego rodzaju dobre uczynki: posty, czuwania, modlitwy i tym podobne. Ale pelnia je po to , by Pan im za nie dal cos w nagrode albo zeby Bog w zamian uczynil im cos milego. Wszyscy oni sa kupcami. Musimy tym slowom nadac takie najprostsze znaczenie, gdyz ludzie tacy chca dawac jedna rzecz w zamian za inna i w ten sposob kupczyc z Panem. I przez to wlasnie bladza. Bo nawet gdyby zlozyli w ofierze wszystko co posiadaja, i zrobili, co lezy w ich mocy, gdyby oddali Bogu wszystko i czynili wszystko ze wzgledu na Niego, On wcale nie bylby zobowiazany cos im dac i dla nich uczynic- chyba ze chcialby sam, z wlasnej woli i za darmo." 

Kupcze, bo chodzi mi o rozwoj duchowy w zamian za tzw. swiety spokoj. Cos na zasadzie, ze ok chwyce te marchewke zwaca sie "rozwoj duchowy" bo ona bedzie dostarczycielka mojego upragnionego pokoju. A tu klops. Figa z makiem. Cos na zasadzie : " Rozwijaj sie kobieto duchowo, ale to Ja musze zechciec owa marchewka cie uraczyc". 

Rozwoj duchowy to droga, az do konca naszego istnienia na tym lez padole bedziemy w drodze. Dopoki zyjemy i czegos sie uczymy, raczej spokojnie nie bedzie. Musze sie wiec przygotowac, ze niepokoje, problemy to staly element towarzyszacy rozwojowi. 

Marie wczoraj sie rozkleila. Plakala dwie godziny przed moim wyjsciem do pracy. Nazbieralo sie jej problemow. Boi sie nowych egzaminow. W tym roku beda jakies unowoczesnienia w szkole. Sa pierwszym rocznikiem, ktory musi zdac egzaminy koncowe- choc to jeszcze nie matura a przedsionek. Nauczyciele nie wiedza jak to bedzie wygladac. Uczniowie nie maja kogo podpytac jak to bedzie przebiegac. Jedni i drudzy boja sie i nakrecaja nawzajem, czyli jest nerwowo. Mloda przejmuje sie ( po mamusi) i czuje sie osamotniona. Do tego dorastajace kolezanki. Kloca sie miedzy soba. Nie chca ze soba gadac, a za piec minut biegaja i probuja nazwiazac kontakt. Mloda nie wie jak sie w tym wszystkim odnalezc ... odsuwa sie i zostaje sama - samotnosc z wyboru. Oj ciezkie jest to dojrzewanie. Juz chyba zapomnialam jak to bylo. Na zajeciach fakultatywnych z literatury dosiadla sie do niej kolezanka z sasiedniej klasy. Ponoc caly czas obgaduje innych. Innego tematu nie idzie z nia rozpoczac.... Dziecie me wymieka. 

Hm... pochwalilam droge, ktora wybrala. W momentach obgadywania pouczylam aby sie wylaczala i myslala wtedy o przyjemnych rzeczach, ktore przezyla. Przenosila sie w myslach do zdarzen, ktore sie jej podobaly. 

Eh to zycie.... 

PIEKNY film. Zachecam. Doborowa obsada. Pokazuje jak to ludzkie losy potrafia sie platac. KLIK. Po kliknieciu trzeba przycisnac przycisk na ikonce, potwierdzajacy , ze ma sie ukonczone 18 lat. 

środa, 19 lipca 2023

Mam marzenie.

 




Od popoludnia zabieram sie za napisanie tej notki, bo mi sie po glowie paleta, ale ile razy sie do niej dosiadam , tyle tez razy odpuszczam. 

Odpuszczam, bo wiem, ze ludzie w Polsce, szczegolnie ci zasiedziali, niewyjezdzajacy, nie wysciubiajacy nosa poza swoj region kochaja to co widza i w czym zyja. Kochaja to co maja... sa przyzwyczajeni. Skoro zas przyzwyczajeni wiec wszystko co wokol nich sie znajduje i co jest im znane jest po prostu najlepsze. Czuja sie obrazani najmniejsza chocby krytyka ich miejsca i sposobu na zycie. Bo przeciez polska kuchnia najlepsza, polskie krajobrazy najpiekniejsze, polska mowa najsensowniejsza, polska literatura najbardziej chwytajaca za serca... 

Jestem- bylam - przywyczajona do polskiego krajobrazu, ale widzialam tez inne piekne. Chetnie czytam polskich autorow ale znam tez nie polskich, ktorych chetnie pochlaniam i dzialaja nieziemsko na moja wyobraznie. Slucham polskiej muzyki, ale doceniam i ta obca. Wprowadzilam do mojej kuchni polskie potrawy, ale zwracaja tez moja uwage smaki cudzoziemskie. Kocham brzmienie polskiego jezyka, wypoczywam przy nim, ale zdarza mi sie wciskac w te polskosci zwroty z jezyka , ktorym przyszlo mi poslugiwac sie w drugiej ojczyznie, bo jeden zwrot a taki opisowy, ze w polskim musialabym wiecej sie nagadac... 

Co chcialam przez to powiedziec? Ze niektorzy starsi, znani mi rodacy slabo znosza chwalenie przy nich obcosci. Wsciekaja sie. Rozdraznia ich to. Bywaja wtedy niemili. 

Nie chcialabym tez dojsc do takiego momentu, w ktorym wszystko w Polsce by mnie wkurzalo. Kiedy wszystko uznawalabym za godne zmiany i nie tak. Nie chcialabym stac sie taka, jaka jest jedna moja rodaczka zyjaca na obczyznie, nie znoszaca Polakow i uwazajaca ich za najgorszych z jakimi przyszlo jej miec stycznosc... no ale ona ma pewne podstawy aby wykazywac podobna zlosc. Zostala dwa razy w Polsce, przez swoich, okradziona. I to byli ludzie z kregu jej znajomych. Dwa razy stracila w Polsce dobre samochody. Raz w klapkach plazowych, bez papierow i ubran z malymi wtedy dziecmi wracala do domu w Niemczech. 

W Polsce wiele sie zmienia. Kraj ten przechodzi transformacje. To nie jest obecnie to miejsce, ktore pozostawilam kiedys tam i wyprowadzilam sie do nowego. Wydaje mi sie, ze gdyby znowu przyszlo mi powrocic do Polaki przechodzilabym mozolna droge przyzwyczajania sie do obcych juz dla mnie  warunkow zycia. 

Nigdy z Polska nie stracilam kontaku. Zawsze mnie losy tego kraju mocno zajmowaly ale... nie jest tam jeszcze dobrze i przyjaznie. Nieprzyjaznie ze wzgledu na panujace wsrod ludzi nastroje. Niedobrze ze wzgledu na biurokracje. 

W lutym zmarla mama. Chcemy sprzedac mieszkanie po niej. W sumie to  sprzedac jak najszybciej, bo ciagnie ono  pieniadze. Kazda z nas  oplaca jeden miesiac czynszu. Bedac teraz na urlopie odebralam jakies niedoplaty za wode, rachunki za swiatlo. Oplat dodatkowych nazbieralo sie okolo 700 zl. i nie wiadomo co bedzie z miesiaca na miesiac. Teraz wprowadzono  przepis, ze jezeli chce sie sprzedac mieszkanie nalezy miec wyrobiony certyfikat energetyczny takiego lokalu. Bez tego certyfikatu nie mozna tez dac takiej miejscowki pod wynajem. Biegalam troche za tym certyfikatem. Skoro przyjechalam na urlop trzeba bylo sanki zwazane z zalatwianiem spraw w Polsce pociagnac. Niedoinformowanie urzednikow. Odsylanie petenta od Annasza do Kajfasza. 

W Spoldzielni z powodu tego dokumentu znalazlam sie jednego dnia trzy razy. Raz podano mi namiary na podwykonawce, ktory  zajmuje sie wyrabianiem papieru dla potrzeb administratora budynku. Pan ow odeslal mnie ponownie do Spoldzielni, bo potrzebowal od nich rzutu mieszkania mojej mamy i rzutu zwiazanego z charakterystyka energetyczna bloku, w ktorym mama mieszkala... tyle madrych slow, tyle nowych zarzadzen.... pisanie wniosku o wydanie odpowiednich papierow  i odsylanie do kolejnych urzednikow w sprawie: " Czy te papiery moze odebrac w moim imieniu siostrzeniec?" Potem w odpowiednim burze odsiedzenie swojego w sprawie licznika na prad. I tez nie zalatwilam owej sprawy od reki. O dziwo nie zyczyli sobie aktu zgonu mamy, a jej pesel. I przy peselu sie namieszalo, bo nie wiedzielismy skad go wziasc. Na akcie zgonu takowej informacji brak, a na pamiec nie znalysmy.  Zmeczylo mnie to. 

W sadzie tez idzie powoli... nierozumiem, zbyt skomplikowane to wszystko zaczyna sie robic.... z wielu powodow sprawy ze sprzedaza mieszkania beda sie niewatpliwie przeciagac. 

Nic to... co kraj to obyczaj. Musimy to przejsc. 

Mam marzenie o tym aby spokojnie sobie zyc. Wsrod zyczliwych ludzi. Bez wiekszych problemow ... miec kase na chleb z okladem... eM ma marzenie na emryturze przeniesc sie do Polski, bo lubi ten kraj. Chce tam budowac dom. Coraz mocniej sie zastanawiam czy to dobry pomysl. Beda mnie  postrzegac jako paniusie, ktora przyjechala kolic innych swoja kasa ( dodam od siebie, ze ciezko wypracowana) z mezem Niemcem przy boku. Ciekawe czy zaakceptuja tam kiedys Marie? No i te sprawy urzedowe zwiazane z budowa chyba mnie wykoncza... a poza tym , nie buduje sie domu na odleglosc. 

Maryla Rodowicz? Bo tak chce...



czwartek, 29 czerwca 2023

Alimenty.

 Jak to powiadaja punkt widzenia zmienia sie w zaleznosci od miejsca siedzenia. Na wiele rzeczy, zyciowych spraw, zmienilam zapatrywanie przeprowadzajac sie do Niemiec. Chociazby na sprawy zwiazane z alimentowaniem dzieci. 

W Polsce mialam kilka kolezanek, sasiadek, ktore samotnie wychowywaly potomstwo , bo facet z roznych powodow ( nalog, inna kobieta, brak milosci w zwiazku...) zwinal zagle i poszedl szukac szczescia na laweczce w parku lub pod inna strzeche i pod owa inna strzecha zostal przyjety z otwartymi ramionami. 

Przyjezdzajac do Polski czesto slyszalam narzekania znanych mi samotnych matek na brak kasy... na to, ze: " Stary nie placi... ze wdal sie w inny zwazek i tam zrobil dwojke dzieci ( coz za bezmyslnosc) a przez to ich dzieci , ze zwiazku z nia, nie moga liczyc na godne alimenty. Trzeba sie dzielic. I na pewno stary kitra gdzies lewe pieniadze nie chcac dzieciakom  dac nawet zalmanego grosza. "

Takie myslenie, byc moze wcale nie bezzasadne, dawalo sie wsrod moich polskich kolezanek wyczuc. Mialam jednak wrazenie, ze owe znajome puscily by  bylych w skarpetkach, a najbardziej bolal je fakt, ze kiedy ex znalazl inne schronienie natychmiast odwrocil sie tez od rodzonych dzieci. Nie znosil ich matki wiec i nie znosil potomstwa, ktore z nia splodzil i szedl ojcowac czesto gesto trzodce obcych mu biologicznie pociech.  Jako matka rozumiem to w 100%. Oj ... chyba bym okrutnie przezywala cos podobnego. 

Znalam tez panie przyjmujace pod dach nowa milosc, ale ich nowa milosc miala zobowiazania np.: wobec dzieci z poprzedniego zwiazku. I pamietam narzekania owych pan, ze skoro facet jest z nia to dlaczego musi lozyc ( i to tyle kasy) na stare wtopy! 

Gdzie czlowiek nie posluchal szlo o kase. Gadanie , ze znalazl nowa dooope i chce sie wykrecic od alimentow, czy tez gledzenie, ze skoro jestem ta nowa, lepsza .... to kiedy te  inne, obce juz przeciez dzieci, przestana go doic? 

Nierzadko teksty takie lecialy z ust kobiet, ktore swego czasu przylgnely do kosciola. 

Nie pisze tego dlatego, gdyz mam zamiar napietnowac kosciolkowych ludzi. Chce raczej pokazac , ze  w sprawach kasy, materii,  ludzkie przylgniecie do Boga nie czyni roznicy. Nie stajemy sie wyrozumialymi, cierpliwymi istotkami, nie zaczynamy myslec na zasadzie : " Widzialy galy co braly. Toz to facet z ciagnaca sie za nim przeszloscia a ja jestem kobieta po przejsciach".

Moj sposob patrzenia na te problemy zmienil sie po przyjezdzie do Niemiec. Poznalam tutejsza samotna matke. Co prawda, tu gdzie kobieta owa zyje, ze swoim zawodem- wyksztalceniem,  dawala rade nastarczyc na podstawe dla siebie i Malej. Ojciec dziecka dokladal  tak, jak widelki prawne przewidywaly, niezaleznie od tego, ile zarabial. Gdzies tam wyliczono, ze dziecko w wieku takim i siakim kosztuje rodzicow okreslona sume pieniedzy i dzielono ja na dwoje. Nie wazne, ze pan jezdzil mercedesem, ze mial niezle platna prace... po prostu dziecko w danym wieku potrzebuje okreslonej  sumy na godna egzystencje i tylko te sume rozkladalo sie na dwoje rozwiedzionych rodzicow. 

Zero pretensji ze strony owych matek. Prawda tez jest i to, ze ci ojcowie , nie wiem czy dla opini publicznej, ludzkiego oka, czy faktycznie tak im w sercu gralo, czesto dofinansowywali, w miare swoich mozliwosci, pewne plany wlasnych pociech. Wszystko jednak szlo przez konta. Bylo latwe do udowodnienia, ze ojciec czy tez matka sie nie migaja.... i nigdy nie uslyszalam narzekan tych matek, ze stary kreci, albo dlaczego tamte jego dzieci nadal z niego doja, kiedy to akurat ich corka potrzebuje ojcowskiej mamony. Ustalone przez prawo i nie przeskoczysz. A prawo to swieta rzecz. 

Dwa lata temu rozwodzila sie moja dobra polska znajoma. Rozwodzila sie w kraju nad Wisla. Doila exa ile wlazlo, bo jak sama mowila : " Znam jego stan posiadania i wiem na ile moge sobie pozwolic". Zawsze miala problem z praca. Wiele zadan jej nie odpowiadalo, w zakladach  nie umiala utrzymac miejsca pracy. Wydebila podczas rozwodu roczne alimenty na siebie. Roczek minal. Kasy nie ma. Trzeba bylo isc do roboty ... slysze teraz tu i owdzie jak ludzie plotkuja, ze lata sprzatac exowi... kto wie? Moze za moment rozgosci sie u niego ponownie? 

poniedziałek, 19 czerwca 2023

Niedlugo...

 ... urlop. Jeszcze troche. Jeszcze moment... a potem 3 tygodnie wolnego. Czy czekam? 

A kto nie czekalby na urlop? I pomimo tego, ze plany sie zmieniaja, nie sa jeszcze sprecyzowane to i tak fajnie, ze przyjdzie czas, ktorego bede pania i moge go roztrwonic na co mi sie tylko podoba. 

Z tym roztrwonieniem to nie jest pelna prawda gdyz musze ogarnac pare rzeczy - brrrrrrr.... Udac sie  w pare miejsc- chociazby do notariusza, u ktorego mam zamiar  upowaznic siostre w zwiazku ze sprawami spadkowymi pozostalymi po mamie. 

Przezyje tez , podczas urlopu, kolejne urodziny... nie bede wam zdradzala ktore, bo czy to istotne? 

Pamietacie swoje prezenty urodzinowe? Nie wszystkie pamietam, ale jeden, ktory mi rodzinka podarowala posluzyl wszystkim. 

Mi, poniewaz milo spedzilam czas i nauczylam sie czegos nowego. Im, bo korzystaja z tego do tej pory. 



Kurs kuchni gruzinskiej w Torunia. Nauczyli nas tam czterech potraw, z ktorych dwie regularnie goszcza na naszym stole. Sa swietne!  

Chaczapuri.

Zrobcie ciasto drozdzowe takie jak na pizze. Nie chce podawac przepisu, bo kazda/ kazdy z Was ma na pewno swoj wlasny sprawdzony. Ja do tego ciasta dodaje suszony czosnek niedzwiedzi i sole go tak, jakbym miala piec chleb, ale konsystencja niech bedzie pizzowa. 


Moja nieodzowna niebieska miseczka. Rety, ilez ona ma lat (!)... jakos trudno mi sie z nia rozstac. 

Dajcie ciastu podrosnac. 

Zetrzyjcie trzy rodzaje serow. Moze byc ementaler, gouda i mozzarella. Ja scieram kawalek goudy, kulke mozzarelli i dodaje pol opakowania sera fetta z mleka krowiego , bo koziego nie znosze. 

Sery te wymieszac ze soba. Mozna doprawic tak, jak kto lubi, ale trzeba uwazac na sol , bo fetta jest slona- doprawic papryka mielona, galka muszkatolowa... albo tak, jak uwazacie za sluszne. Mozna tez nie doprawiac wcale, wszak ciasto zostalo posolone. 



Utarte sery zbic w kulke ( dacie rade bo feta i mozzarella polacza serowe skladniki). I teraz... wszystko zalezy od tego  ile takich chaczapuri chcecie wypiec ... jaka macie patelnie... dla ilu gosci potrawe robicie. 

Z ciasta urywamy kawalek - taki jak na bulke ( okolo 150gr.) .  Rozplaszczamy . Z sera tez "urywany" spory kawalek- robimy z tego porzadna kulke, ale taka, ktora moglaby zmiescic sie w ciescie. Ukladamy ja na rozplaszczonym surowym placku. 





Zamykamy ser w ciescie drozdzowym , tak jabysmy kleili kulistego pieroga, a potem wszystko ponownie rozplaszczamy dlonmi, walkiem.... ostroznie aby ciasto nie popekalo i ser potem nie wyplywal ( jezeli gdzies peknie nalezy to miejsce skleic ponownie)..., czyli delikatnie obchodzimy sie chaczapuri. Im lepiej rozwalkujemy calosc, tym wypiek bedzie delikatniejszy. 

Przygotowujemy patelnie. Na kursie nie zalecali nam smarowania patelni olejem czy tez maslem, ale ja w domu patelnie lekko olejem traktuje. Tylko tak, aby bylszaczala. Nagrzewam patelnie i klade na nia  placek . Pieke jakbym piekla podplomyk. Z obu stron. Czasami ser moze sie  w trakcie pieczenia jednak wydostawac- trudno, nie przejmujcie  sie tym ...  potem wszystko wyczyscicie. 



Stopien "zarumienienia" zalezy od Was. Placek moze byc mniej , moze byc bardziej wypieczony- w zaleznosci od gustu... wazne aby ciasto doszlo a ser w nim sie rozpuscil. 

W internecie znajdziecie chaczapuri jako drozdzowa lodeczke z jajem sadzonym. Robilam raz i takim sposobem, ale  mi odpowiada jednak wersja z kursu.

Chlebek ow powinien wystarczyc na dwie osoby. Niestety eM jest serowy i wciaga sam powyzsza porcje.  



Troche niewyrazne zdjecie. 


 
Mamy w pracy kolege Gruzina. Zagaduje z nim... rozmawiamy ze soba. Kolega ow zna jezyk swoich sasiadow. Posluguje sie nim plynnie. Czuje sie dzieki temu w danym srodowisku dobrze, ale czy oni obdarzaja go podobna sympatia? Watpie. Nie raz zdarzalo mi sie slyszec ich niepochlebne opinie na jego temat. Nie odwdzieczaja mu sie podobna kolezenskoscia jaka on obdarza dawnych kumpli. Jak to  w robocie- ludzie nagaduja na siebie. Czuje sie widocznie chlop sam i brak mu wsparcia grupy. Moze z braku laku trwa w starym? 

Mam w pracy kolezanke z Ukrainy. Nie ukladalo sie nam za specjalnie. Dla niej bylam obca, az do momentu.... Wiecie jak jest teraz... pomimo wszystko jestem ostrozna. Nie raz sie juz nacielam. Pomagam jej. Nie robie jej nic zlego.... dmucham jednak na zimne. Kolezanka owa  wydaje sie byc zagubiona. Nie chce ci ona porzucac swoich dawnych przyjaciol, a niektorzy z nich zrobili wobec niej obrot o 135 stopni , jak nie o cale 180.  
Ona zas sama tez urywa pewne znajomosci, bo nie wyszyscy rozumieja ichnie ( jej) wolnosciowe dazenia. Potem do tych znajomosci powraca, bo nagle ktos z tych odwracajacych sie obdarzyl ja usmiechem... coz za skomplikowane relacje. Nikt nie chce byc sam. Kazdy szuka swojego stada. 
Wszystko sie pokomplikowalo. 

A ja mam zamiar za niedlugo wybyc na urlop.


 

czwartek, 18 maja 2023

Oplaca sie, nie oplaca sie.

 Zastanawiam sie ostatnio, czy oplaca sie pisac na blogu o wlasnym prywatnym zyciu? Uchylam tutaj tylko rabeczek wiadomosci o sobie, ale pomimo wszystko ludzie wyciagaja wnioski takie, jakie im sie podobaja. Maja jakies wyobrazenia i na tym buduja wlasna rzeczywistosc. 

Kiedys pokazywanie siebie slabo mnie obchodzilo, ale teraz... zaczynam uwazac , ze to nierozwazne. Nierozwazne z mojej strony. Wystawiam sie na oceny i porownania niekoniecznie uczciwe. 

Uchyle jednak jeszcze male co nieco. Ota moja weranda. Przygotowana do sezonu- tylko kawalek, zeby nie bylo... 


Mama miala zawsze duuuuuzo kwiatow na balkonie i taki chyba styl zycia przejelam... po rodzinie. Uwielbiam kwiatowy przepych. 

Pojade jeszcze kulinarnie zanim do sedna dobije. Zamarynowalam na styl Bliskiego Wschodu baklazana. Nie przepadalam za tym warzywem, czy tez owocem... nie bylam nauczona go jesc. W domu sie go nie przyrzadzalo. Zaznajomila sie z nim tu w Niemczech. W duzych marketach po odejsciu od kasy mozna natknac sie na stoiska z zywnoscia z roznych czesci swiata. Azja w tym Indie,  sprzedaja swoje makarony, kurczaki w curry z ryzem...Wlosi oliwki nauralne ,ale tez nadziewane,  nadziewane pomidory, marynowane w oleju pomidory, przyprawione owoce morza. Turcy rozmaicie nadziewany börek, pasty twarogowe, papryki... W zwiazku z tym przyszlo mi sie zetknac z przyrzadzonym w tamtejszym stylu baklazanem. Nie wiem czy on turecki, czy syryjski. W kazdym badz razie pochodzi z tamtej czesci swiata. Kupuje u nich czasami trzy sztuki i zachwycam sie w domu  jego smakiem. Jest pikantny, uwaga- czosnkowy i jeszcze jakis , ale trudno mi bylo to odgadnac az ... sama  w koncu go zamarynowalam i wyszedl podoby, jak nie lepszy. 


Nie wyglada to moze zachecajaco, bo stylistka jedzenia nie jestem, ale smakuje przednio. Wyjscia nie macie- musicie uwierzyc mi na slowo. 

Skladniki:

Baklazan,

dobra oliwa, 

zmielone chili ( ostrosc sami uregulujcie, moje jest ostre),

trzy zabki czosnku starte na tarce albo rozgniecione nozem na miazge,

suszone oregano ( lyzeczka od herbaty),

suszone , marynowane w oleju pomidory ( akurat mialam w lodowce); nie trzeba duzo ze trzy , cztery platki drobno pokrojone, dolalam tez troche zaprawy z pomidorow do mojej marynaty, 

opcjonalnie ze dwie lyzki soku z cytryny, ale to nie jest konieczne- ja nie mialam,

sol. 

Wykonanie:

Baklazana pociac w paski o grubosci 1 cm. Polozyc na tacce, lub kuchennym papierze i posypac z dwoch stron sola. Odczekac jakies 10 minut, az baklazan pusci wode. Osuszyc baklazany kuchennym recznikiem lub czysta sciereczka. Nastawic piekarnik na funkcje grila i grliowac  z kazdej strony jakies 7 minut. Jezeli nie posiada sie grila, wtedy mozna warzywo usmazyc w niewielkiej ilosci oleju. W miedzyczsie przygotowujemy marynate. Mieszamy oliwe ( zalezy od ilosci baklazana 1/3 , 1/2 szklani oliwy), z oregano, zmiazdzonym czosnkiem, zmielonym chili, pomidorami i zaprawa z nich, opcjonalnie z sokiem z cytryny i dodatkiem soli. Z sola nalezy uwazac, bo baklazany byly juz solone w celu puszczenia wody. Zaprawe mieszany. Cieple baklazany ukladany warstwowo w jakims naczyniu. Kazda warstwe  smarujemy marynata . Zostawiamy na jakis czas ( najlepiej na noc w lodowce) aby smaki sie przemieszaly a marynata weszla w warzywo. Ja dalam im jakies trzy godziny ( bez lodowki) i probowalam. Jak dla mnie super. Dzisiaj sa jeszcze bardziej wyraziste smakowo. 

Na razie jem to tylko ja. eMowi przeszkadza czosnek. Marie zbyt duza ilosc oleju. Powiedzmy sobie, ze od czasu do czasu mozna czyms takim sie uraczyc. Chociazby kanapka z baklazanem. 

A teraz do sedna. Ktos pomysli, ze tyle sie tutaj naprodukowalam i jeszcze zamierzam do jakiegos sedna isc? 

Otoz tak.... mam taki zamiar. 

Kiedys, w polskim kosciele w Niemczech poznalam pewna Gosie. Gosia jest ode mnie jakies 10 lat starsza. Ma dorosle dzieci. Pracuje kobieta ciezko. Maz Franek rowniez... maja zadbane , wynajete mieszkanko i ... okrutnie bylo mi ich szkoda poniewaz  przychodza do nich firmy energetyczne aby wylaczyc im prad. Nie placa regularnie rachunkow. Nie maja kasy. Franek w czasie kiedy trzeba bylo pracowac i dorabiac sie emerytury, pracowal od przypadku do przypadku. Zaciagal sie na jakies budowy a poniewaz mial tendencje do nie wylewania za kolnierz, wiec nie utrzymywal sie w robotach zbyt dlugo.  Zaczal na prosta wychodzic, kiedy spotkal Gosie, ale swiadczen emerytalnych nie ma tutaj powalajacych. Musi dalej pracowac choc krzyz i stawy mu siadaja. 

Razu ktoregos Franek sie zwierzyl: "Wiesz, glupi bylem. Smialem sie z mojego szefa bo starym, wylinialym golfem jezdzil. Co to za szef? Szef powinien miec wypasiona fure ... robic wrazenie. A to byl chlopak w dzinsach. Siedzacy w starym samochodzie i mnie to bawilo. Kiedys po wodeczce odkrylem moje mysli o nim przy nim i uslyszalem wtedy, ze dla niego wazne jest, aby najpierw poplacic ludziom  naleznosci, a na dobry samochod przyjdzie jeszcze czas. Robote tam stracilem. Nie utrzymalem sie w siodle."

To wlasnie takie dziwne myslenie. Nie wiem czy nasze rodzime, czy tez swiatowe, gdyby tak bylo przynajmniej w tej dziedzinie mielibysmy cos ze swiatowcow. 

Siostra mi opowiadala, ze u niej w firmie  sa takie stanowiska , do ktorych nie trzeba znac dobrze, a nawet w ogole  jezyka niemieckiego. Czasami zatrudniaja tam Polakow, ktorzy przybyli i szukaja szczescia. Po jakims czasie Polacy kupuja sobie quady. Jezdza, robia halas... popisuja sie a niemieccy koledzy pukaja sie w glowe i pytaja: "Stac ich na to?"

Mysle, ze raczej ich stac. Wynajmuja w kilku pokoj i rozkaldaja oplaty na wieksza ilosc osob. Zywia sie jako tako. Nie zarabiaja oszalamiajaco, ale... quadow sie dorobili. W sumie to kazdy ma to, do czego dazy. Nigdy tego w Polsce by nie mieli a tutaj prosze , po osmiu miesiacach roboty ... Poza tym sprawa z tego typu pojazdami to rzecz sezonowa. Ludzie biora to na sezon a po sezonie parkingi przy salonach samochodowch zapelniaja sie tym sprzetem. Oddaja. Chca sprzedac... 

Oczywiscie, nie wszyscy tacy jestesmy. 

Tak. Jade do Wenecji, bo ciezko na takie cos pracuje. Tak- stac mnie na to i byc moze w Polsce nie mialabym takich atrakcji. Dobrego samochodu ( swojego) dorobilam sie niedawno, choc mi nie przeszkadzalo jezdzenie smartem prawie na zdechu- wazne , ze jezdzil.  W sumie to potem eM nim jezdzil, ja jezdzilam naszym glownym wozem. W Polsce ciulalam grosz do grosza na stara kawalerke i tutaj tez ciulam. Jestem ciulaczem. Dusigroszem. Wstaje rano o czwartej do roboty, chodze tez na nocne zmiany... ucze sie zycia tutaj  i ciezko pracowalam aby dostac sie do mojej firmy. Nie, eM niewiele w sprawie mojej roboty mi pomogl, bo on staroswiecko chcial zamknac mnie w domu przy dziecku. Tak jego mama zyla, tak widzial i czyms takim nasiakl. Nie opieralam sie na jego znajomosciach, bo ich w danej firmie nie mial. Potem zmadrzal i pomagal duzo przy malej Marie, obym tylko mogla w firmie zaistniec. 

Kazdemu tak, jak chce. 

środa, 26 kwietnia 2023

Jeden post

 .... a tyle mysli wokol niego mi sie kreci. Tyle za jednym zamachem chcialabym z siebie wyrzucic ,  zanim to jednak zrobie musze chyba troche temat podrazyc, pokluczyc.... powspominac. 

Matko jedyna! Kto to wytrzyma? 

Kiedys, kiedy jeszcze pracowalam w Polsce mialam taki dzien , w ktorym szlam na dwie godziny lekcyjne  do roboty i potem laba. Swietnie to wygladalo na grafiku. Caly tydzien zawalony, a ten jeden dzien tygodnia luz. Luz byl to jednak pozorny, bo mialam dwie godziny lekcyjne w meskiej klasie, z wyrosnietymi chlopakami i czasami czulam sie tak, jakby te dwie godziny to bylo oranie ugoru. Slabo zainteresowani byli samym przedmiotem do tego robili mi rozniaste psikusy. Kolowali wskaznik i kiedy bylam odwrocona tylem do nich a przodem do tablicy podnosili mi bluzke ( nie czulam), pod pozorem zerkniecia na metke na spodniach nad tylna kieszenia. Male , niby nic nie znaczace figle.. ale... 

Mialam w tej klasie ucznia, ktory wiodl dosc ryzykowny styl zycia: alkohol, papierosy i narkotyki. Trudny byl to dzieciak z zapelnionym po brzegi zeszytem uwag,  kartkami ktorego wycieral sobie tylek w toalecie. Poniewaz byl trudny, czesto tez goscil na kozetce u szkolnej pani pedagog i psycholog.  W sumie czul sie tam jak u siebie w domciu. Panie sobie z nim rozmawialy, on sie zwierzal... grube to bywaly zwierzenia bo przyznawal sie  co wciagal, od kogo towar bral- czy tez kupowal. One wiedzialy, ale nie mogac nadszarpnac wyrobionego zaufania u dziecka , milczaly czekajac kiedy chloptas odpali numer w szkole, wtedy dopiero mogly zabrac sie za konkretne dzialania. 

Uczniowi temu odbilo wlasnie na moich zajeciach. Zazyl jakis specyfik na piec minut przed wejsciem do klasy i w trakcie trwania lekcji zaczal sie rozkrecac. Zawalalam pedagog. Weszla ... rozejrzala sie...  wyszla i po 15 minutach wmaszerowal na prowadzona przeze mnie lekcje  policyjny team. Zgarneli delikwenta, w miedzyczasie dotarl do szkoly wezwany rodzic, byl to ojciec. Prosilysmy ojca aby zgodzil sie na wykonanie przez policje testu na obecnosc narkotykow u syna. Ojciec chcial wspolpracy ze szkola, wszystko zas stopowala matka. Dzieciak byl jedynakiem. Dlugo wyczekiwanym. Matka uwazala , ze syn jest  dobrym chlopcem tylko ow otaczajacy,  podly swiat sie na niego uwzial.  W trakcie drogi na komisariat ojciec wykonal telefon do zony i ... ta zaparla sie aby  testow synkowi nie robic. Facet postapil tak, jak jego kobieta sobie zazyczyla. 

Na drugi dzien spotkalam na korytarzu ojca trudnego ucznia. Z troska zapytalam jak cala sprawa sie zakonczyla. Dostalam jakies zdawkowe odpowiedzi, ze X przyznal sie iz wypalil tylko jointa  i na co ten caly ambaras? Po godzinie w pokoju nauczycielskim dowiedzialam sie tez , ze ojciec dzieciaka przybyl na skarge, chcac zwalic wine za cale zajscie na mnie. Dyrektorka dosc spolegliwa wobec rodzicow i przyznajaca im z reguly racje, tym razem postawila weto: " Co pan opowiada. Niech pan pojdzie porozmawiac z innymi nauczycielami, naslucha sie pan niezlych historii na temat syna". 

Matka chlopaka byla bardzo cichutka, uczynna kobieta. Wychowywala syna pod kloszem i za nic nie dopuszczala do siebie niezbyt przyjemnej informacji zwrotnej ze swiata na temat wlasnego dziecka. 

Sprawa zostala niezalatwiona. Pamietam jak wtedy psycholog z nami rozmawiala, ze trudno... nie mamy wsparcie ze strony rodzicow.... musimy poczekac na skutki jej wychowywania, ze ona ( matka) sama je odczuje... potrzeba czasu. 

Bylam juz wtedy mezatka, jakies 2, moze 3 lata po slubie. Szlam do mieszkania mamy . Przy bloku rodzicielki znajdowal sie trzepak osiedlowy i wlasnie przy owym trzepaku ujrzalam mojego bylego problemowego ucznia, ktory trzepal matce dywan. Matka dzieciaka szla pare metrow przede mna, przystanela przy synu, a ja dochodzac uslyszalam rozmowe toczaca sie pomiedzy nimi: " Tylko przynies mi qrwa w koncu jakies dobre piwo, a nie te siki co ostatnim razem przytargalas!". 

No i prosze jak rozowo. Ladne zwroty syna do matki. Matka potulnie obecala przyniesc cos porzadnego. 

Pomyslalam sobie wtedy , ze w zyciu wraca do nas to , co temu zyciu dajemy. Nie ma sensu narzekac na dzieci, meza, najblizszych bo oni sa wypadkowa naszych wyborow i naszego postepowania. Tak umiemy zyc i tak jak postepujemy tak tez otrzymujemy ( nie jestem tylko przekonana czy zawsze (?)). A ta cala powracajaca fala to nie zemsta bostw wszelakich ( dla tych, do ktorych cos zlego powraca), ani przecudnej urody wrozek ( dla tych, ktorzy widza na wlasne oczy sile fali- "no nareszcze wyszlo na moje"- czy tez plawia sie wlasnie w odbieraniu powracajacego dobra) a najczystsza psychologia. 

Ta fala to nic innego jak skutek naszych wczesniejszych zachowan, bledow, nieumiejetnosci wspolpracy, braku madrosci, uporu, niecheci do refleksji... 

Idac tym tropem... 

Zastanawialam sie przedwczoraj: "Czy warto byc uprzejmym?" Mialam znowu wypadek. Tym razem ktos wjechal mi w tyly samochodu. Za pierwszym razem nie bylo nic - unbezpieczenie sie nie odezwalo ( klient ( poszkodowany) nie zglosil wypadku), tak tym razem bez prostowania i lakierowania tylnego zderzaka sie nie obejdzie.  Po sekundach zaskoczona wyszlam do sprawczyni calego zamieszania i ... kiedy zobaczylam  obraz malujacego sie na jej twarzy nieszczescia wzielam sprawy we wlasne rece. Wezwalam policje i uspokajalam kobiete, ze najwazniejsze iz nic sie nie stalo. Obie zyjemy. Mamy sie dobrze... tylko blachy potluklysmy. Dawalam do zrozumienia, ze nie mam nic przeciwko niej. Wypadek sie po prostu zdarza  i po to sa  owe ubiezpieczenia samochodowe aby nam ulatwic to stresujace wydarzenie. 

Czekalysmy prawie godzine na policje. W miedzyczasie przyjechal maz  roztrzesionej pani, ktora nabrala przy nim niebywalej pewnosci siebie. Wypadek mial miejsce przy zwezeniu drog, tuz przed przejsciem dla pieszych. Wyhamowalam aby przepuscic samochod z naprzeciwka i wtedy wydarzyl sie ow BUM! Pani przy mezu odzyskala rezon i rzekla zadziornie, ze powinnam kupic sobie mniejszy samochod skoro obawiam sie przejechac obok jakiegos szerszego wozu.  O matko ty moja! Przeciez po to sa wlasnie owe zwezenia aby sie nie pchac, aby w miare pojedynczo przejezdzac . I na co mi bylo to uspokajanie i wyciszanie  sprawczyni wypadku? Pani pokazala pazury. eM stwierdzil po fakcie, ze zle do spraw podchodze. Ona winna, wiec to ja powinnam przybrac poze obrazonej ksiezniczki, zero odzywania sie i wchodzenia w pogaduszki... niech druga strona sie gimnastykuje. I ze on na moim miejscu, znajac go zrobil by to na pewno, powiedzialby przy policji, ze sie musial nasluchac dziwnych porad zwiazanych z gabarytami wlasnego samochodu. 

I tak sobie rozmyslalam wczoraj, ze nie ma sensu rzucac perel przed wieprze... ze te biblijne slowa maja dosc uniwersalny wydzwiek... nie tylko zwiazany ze sprawami wiary, modlitwy, ale i naszego codziennego zycia. 

Wczoraj a wlasciwie dzisiaj w nocy kolezanka pokazala mi swoje prawdziwe oblicze. I mowiac slowami piosenki spiewanej przez M.Bajora 

"Gdy w ludzkie serca lodem skute

daremnie wcieram uczuc masc.

Gdy mi po cichu szyje buty ten, 

z ktorym konie moglem krasc. 

Gdy usmiech karze wietrzyc zdrade,

gdy szukam falszu w kazdej lzie.

Gdy dzien po dniu nasiakam jadem.....

Milosci nie opuszczaj mnie". 



P.S

Ludzie sa przez genetyke i zycie tak poksztaltowani, ze jezeli ktos jest zazdrosny to kazdy kto sie do niego zblizy zazna owej zadrosci- doswiadczy jej na wlasnej skorze. To nie jest tak, ze przy jednym czlowieku zazdrosnik jest zazdrosny, a przy innym juz nie bo to wina nie czlowieka, ktorego sie spotyka a tego co mamy w srodku w sobie. Zazdrosnik bedzie zadrosnikiem i przy X i przy Y i przy Z. 

Ktos agresywny bedzie agresywny nie tylko do jednej osoby ( no chyba , ze to zdarzenie zwiazane z jakimis prowokacjami), ale bedzie swoja agresja obdarzal wszystkich napotkanych mu ludzi. 

Ktos kto obgaduje bedzie obgadywal nie jedna okreslona osobe, ale tych wyszstkich, z ktorymi sie blizej lub dalej zetknie.  Wystarczy poczekac, aby i inni go poznali .... ale mnie to niestety nie pociesza. 


wtorek, 4 kwietnia 2023

Fragment Biblii, ktory mi sie nie podoba.

 Zgodzic sie z nim musze, ale bardzo mi sie on nie podoba. Jest to Ksiega Estery traktujaca o  losie nieposlusznej krolowej Waszti. Waszti byla piekna kobieta i dzieki urodzie, niewatpliwie tez koneksjom dorobila sie miejsca przy krolu Achaszweroszu. Awansowala ze zwyklej naloznicy haremu na jego zone. Krolowie wowczas mieli multum kobiet w tych swoich stajniach  i okrutnie trudno bylo wybic sie jakiejs zwyklej haremowej dziewczynie na pierwsza krolewska naloznice. Naloznica musiala byc wladcy jakos zaprezentowowana, wyrozniona, zarekomendowana przez sponsora bo inaczej nawet nie wiedzialby , ze takowy kon w jego stajni sie znajduje. One wszystkie byly wowczas balsamowane, olejkowane, fryzowane... piekne, ktora wiec wybrac? Czyli taka babka musiala miec niesamowite plecy. Dogadywac sie niezle z jednym z eunuchow dogladajacych stajni... moze wejsc w uklady z jakims pochlebca krola, kory odpowiednia panienka chcial jeszcze bardziej wkrasc sie w laski tronu? Musialy tamte niewiasty niezle meskiemu swiatkowi slodzic , komplementowac, rozsiewac czar.... byc na kazde skinienie. 

Krol Achaszwerosz wydal dla swoich poddanych, czyli facetow stojacych przy nim i pomagajacych mu rzadzic krolestwem niezla bibe. Zaproszeni byli na nia wszyscy, ktorzy cos znaczyli... bardziej lub mniej. Panowie bawili sie juz kilka dni. Podchmielony ( dopiszmy sobie nietrzezwiejacy) krol chwali sie swym bogactwem, zlotymi zastawami, super zarciem... Chcial sie jeszcze czyms pochwalic i zapragnal zaprezentowac zgromadzeniu  swoja cudnej urody malzonke. Poslal po Waszti a ta odmowila przybycia. Naprawde musialo byc cos na rzeczy, bo one wtedy nawet nie smialy sie podobnie zachowac. Moze miala dosyc pijakow? Zmeczona byla mezem cuchnacym gorzala? Poza tym takowy rozbawiony krol moze kazalby jej tanczyc, aportowac, kto tam wie  ... zapragnalby pokazywac jaka ma nad nia wladze? A moze kobieta byla utrudzona, bo sama wydawala przyjecie dla kobiet w kobiecej czesci palacu i chciala odetchnac choc chwile? 

Przyczyn nie znamy , w kazdym badz razie kobieta otrzymala dotkliwa kare. Meski swiat skazal ja na potepienie i wydalenie sprzed krolewskiego oblicza. Waszti utrwalila sie w Biblii jako zla niewiasta. Oczywiscie krol samotnie pozostac nie chcial, nie mogl... poczal poszukiwac kolejnej partnerki i tu znalazl sie madry, czy tez inteligentny Mardocheusz pragnacy od dluzszego czasu stac sie blizszym powiernikiem i zaufanym krola . Podsunal mu wiec kobitke - Estere- wlasna wychowanice. No i od tej pory Esterka zaslynela w Biblii jako madra, ratujaca  i pomagajaca swemu ludowi wladczyni. 

Nie mam pretensji o wskoczenie Estery na miejsce Waszti. W koncu te kobiety robily tylko to, co nakazywali im ich protektorzy. Estera spelniala poslusznie polecenia wuja Mardocheusza nie wiedzac byc moze w jakie plany jest mieszana. Kazal isc powiedziec to co kazal, wiec byc moze szla i mowila to, czego wuj sobie zyczyl bez glebszych refleksji nad sprawa. 

 Niezle intrygi odchodzily na tych krolewskich dworach,  a ja odnosze czasami wrazenie, ze u siebie w pracy mam taki wlasnie intrygancki dwor. Jestem jedna z postaci tego dworu. 

Mamy mlodego chlopaka w zespole. Bardzo kompetentny, znajacy sie na robocie, posiadajacy niemala wiedze, ale .... nie wylewa za kolnierz. Potrafi byc slodki , ale potrafi tez zalezc za skore. Jest bardzo chybotliwy emocjonalnie. U niego emocje moga sie  zmienic z minuty na minute- jak u kobiety w okresie przekwitania. Pewnie, ze sie ludzie skarza. On probuje to okielznac, ale najpierw powinien okielznac wlasna milosc do trunkow. Przedwczoraj zachowalam sie wobec niego jak taka krolowa Waszti. Nie zareagowalam na cos, co nakazywal mi robic. A on poczal trenowac na mnie wlasna sile persfazji. Ulegalam, musialam w koncu ulec, a on pomimo wszystko zakonczyl swoje tyrady groznie brzmiacym : " Mowie do ciebie na serio!". To zabrzmialo w stylu : "Pilnuj sie!", czy tez : " Sprobuj tylko tego nie zrobic!" . Cos tam odszczeknelam , ale poszlam ze sprawa do  kogos rownorzednego mu stanowiskiem. Nakreslilam lekko problem. Chcialam uzyskac informacje, czy z danego powodu moge miec klopoty. Czy cwiczacy mnie koles moze narobic mi syfu. Okazalo sie, ze absolutnie nie. Nie przekraczam zadnych granic. Wszystko jest w normie. Znajac jednak zycie wiem, ze cala sprawe ten drugi, wtajemniczony przez mnie moze rozdmuchac, bo ten drugi grywa na dwa fronty. Przelicza czy oplaca mu sie zatrzymac rzecz dla siebie, czy puscic ja w obieg. Wszystko zalezy od jego osobistych kalkulacji. 

Sprawa zainteresowala sie kolezanka Polka, ktora niesamowicie chce zostac kims wyzej. Robi obu chlopcom dobrze. Milutko do jednego, milutko do drugiego... bierze ich pod wlos. Z pijakiem tez jakos sie dogaduje, a pijak lasy jest milego, kobiecego traktowania. Ma dziewczyne- zyja wspolnie od paru lat, ale jak kiedys zazartowalismy, ze niedlugo chyba zaprosza nas na slub to grubiansko stwierdzil : " Taki glupi to ja nie jestem!". Cwaniaczyl, ze jeszcze sie taka nie narodzila co by go do slubnego kobierca sklonila. Mnie wtedy zastanowilo, ze po co w taki razie tkwi w danym zwiazku? Skoro to nie jest kobieta jego marzen. Nie wyraza sie o niej cieplo... po co wiec? 

W kazdym badz razie kolezanka Polka dziala. Nie ma w jej zachowaniu solidarnosci kobiecej. Oby jej bylo dobrze i oby mogla zrealizowac wlasne plany. Jest trudna. Jestem na naszym dziale prawie 10 rok. Na poczatku podsylano mnie do niej abym jej to i owo wyjasnila, ale kiedy uslyszalam jak rozpowiada wszem i wobec, ze ma dosc, bo ... jeden uczy ja tak, drugi inaczej, a trzeci jeszcze inaczej, wtedy zrezygnowalam. Poszlam do chlopakow i dalam im do zrozumienia aby obrali jednego szkoleniowca na konkretna osobe, a nie wszystkich trzech, bo ludziom w glowach sie miesza. 

Uczylam sie od czterech osob i od kazdej wyciagnelam cos pozytywnego. Kazda zwracala uwage na cos innego - miala bzika na wyjatkowym sprawdzaniu konkretnej rzeczy a ja scalilam owe obraz do kupy i widze wszystko co nalezy. Niech bedzie, ze rodaczka uczy sie inaczej. 

Nie jest to glupia gaska, ale wredna gaska. Jedzie po kobietach na dziale jak zloto. "Ta leniwa i tylko dupa zamiata, ona gdyby byla szefem inaczej wszystko by zorganizowala.. Emilia, ktora biega za kolezanka Polka  jak piesek, wedlug niej popelnia najgorsze bledy. Tamta znowuz byla kims technicznym i jakim cudem to sie stalo skoro niczego nie umie. Inna znowuz sie szarogesi.... "

Myslalam, ze skoro jestesmy rodaczkami to sie jakos dogadamy, ale ... nie idzie. Na dodatek weszla pomiedzy nas potezna rywalizacja i to nie z mojej winy. Ona po prostu nie znosi tego, ze czasami wiem wiecej. A juz podejscie do mnie i zapytanie jak cos rozwiazac nie przeszloby jej przez usta. Ostatnio koles pijaczek postawil ja na dzieleniu materialem. 

Dnia tego przyszedl do nas szef z dzialu pietro nizej i podszedl do mnie aby pogadac czy dostana od nas "zielone swiatlo" na produkcje pewnej rzeczy i ze bardzo tego swiatla potrzebuja. Przyszedl do mnie, bo mnie znal. Bylam najstarsza i nikogo starszego doswiadczeniem w okolicy nie zobaczyl. Zaczelam mu tlumaczyc, ze dzisiaj nie ja zajmuje sie organizacja pracy na dziale. Przywolalam kolezanke Polke , a on przy nas rozpoczal rozmowe o "zielonym swietle". Kolezanka Polka, ze ona by mu chetnie takie pozwolenie dala ( eh ten przycisk Boga na konsoli) ale nie moze bo znowuz nam czegos tam brakuje- to z reguly zawsze tak wyglada. Ja zas sluchajac lekko podpowiadalam jak sprawe rozwiazac, jak przeksiegwac material, bo mozna bylo tak wlasnie uczynic. W zamierzeniach mialam chec niesienia pomocy tym z dzialu pietro nizej. Nie przyswiecala mi idea pograzenia kolezanki.  Myslalam, ze zna ona metode i tylko zapomniala. Okazalo sie, ze dziewczyna tego nie zna. Nigdy nie robila i ... sprawa zakonczona. Rozeszlismy sie. Nikt nie naciskal. Na przerwie zobaczylam w jej oczach lzy jak grochy. Foch w moim kierunku.... po prostu wymieklam. 

Ona czeka na taka chyba lojalnosc z mojej strony, ze ze wszystkim nowym co bede wiedziala powinnam przybiegac do niej. Sytuacja ze wczesniejszych szkolen z nia mnie zdezorientowala. Nie wiem co wie, czego nie wie. O czym juz slyszala a o czym nie slyszala. A  moze przed moim pouczeniem juz sie dowiedziala- to bardzo drazliwa osoba ... i po co mam sie wtracac, skoro ona nie cierpi tylu ludzi wokol ja pouczajacych?

Gimnastykuje sie kolezanka Polka  jak moze, aby pozyskac ludzi wokol. Chce pozyskac chlopakow na dziale. Milusia jest az boli. A mi w uszach swiszcza te jej teksty o naszych laskach zamiatajacych sale dupami. Nie, nie chcialabym aby zostala szefowa. Bo moze nawet  niezle by pracowala, ale okrutnie  myslala by i wyrazala sie o ludziach wokol. Wytoczyla wielkie dziala przeciwko mnie , a ja nawet nigdy nie wspomnialam, ze chcialabym pretendowac do stanowiska, na ktore chrapke ma ona. 

Czuje sie jak  krolowa Waszti, mierzaca sie z Estera:) 

niedziela, 19 marca 2023

Co to znaczy zyc?

 "Kazdy umiera, lecz nie kazdy zyje."

Chris Bradford. "Mlody Samuraj. Droga Wojownika."

Przeczytalam chyba cos podobnego u kogos z Was, na blogu. Spodobalo mi sie, ale zbytnio cytatem owym sie nie nakrecalam. Wrocil do mnie jak bumerang z powodu tego, co ostatnio dzieje sie wokol mnie i nadaje kierunek moim myslom ... po kolei jednak.

Kiedys, kiedy sie regularnie spowiadalam, mialam pewna konfesjonalowa sesje, ktora wbila mi cwieka. Krazyla wokol moich mysli, krazyla... kielkowala i ... nie wiem czy plon wydala? W kazdym badz razie wraca od czasu do czasu i krazy ponowie. 

Petent , idac do spowiedzi powinien zajac sie swym wewnetrznym smietnikiem. Nie powinien isc w dane miejsce w sprawie innych ludzi. Mowiac oglednie nie moze plotkowac w stylu: "Moja tesciowa to mi tak za skore zalazi, bo ciagle powtarza to samo i smeci o swym zmarlym mezu. Cos sie jej w glowie chyba popierdaczylo , a poza tym to kobieta nieporzadna, chaotyczna, nie dalabym jej wlasnego kota pod opieke, nie mowiac nic o dziecku, a maz sie ze mna kloci dlaczego mamusi nie podrzucamy  naszego bobasa? Ona chetnie spedzilaby z nim  choc chwilke sam na sam. O nie! Takiej kobiecie nigdy w zyciu az tak bym nie zaufala, zeby dzieciaka podrzucac..." 

Ze niby co? Malo prawdopodobne? Ze mlodzi jak sepy kraza wokol, szukajac  kogos komu moznaby bylo wlasne jajo do gniazda podrzucic?  

Mialam kumpele, ktora za nic w swiecie tesciowej pisklaka by nie oddala nawet na sekunde, ale wlasnej mamusi jak najbardziej. Problem w tym, ze ta "wlasna mamusia" niechetna byla na siedzenie z najmlodszym potomkiem rodu. 

Wracajac jednak do glownego watku. Staram/staralam sie byc, podczas konfesjonalowych sesji zawsze rzeczowa i skupiac sie na tym co we mnie, a nie na tym co u innych. Razu ktoregos, musialam chyba ostro po sobie pojechac- w koncu to  takie miejsce, do  ktorego idzie sie czlowiek obnazyc... pokazac czy sie widzi samego siebie realnie ( czy znasz siebie i jak masz uksztaltowane sumienie). Uslyszalam wtedy od spowiednika. "Jestes szczesliwa ( zadowolona) ze swojego zycia?"

No i rozwalil mnie ten spowiednik. Odpowiedzialam, ze: " Tak, jestem szczesliwa", po czym odeszlam a pytanko zaczelo mnie drazyc i od czasu do czasu drazy nadal. No bo co to niby ma zaczyc? Piore, sprzatam, gotuje, czytam ksiazki, dziele sie przemysleniami z ludzmi wokol, wychowuje dziecko, urzadzam dom, chodze do pracy- zarabiam na zycie..... 

Kurcze no! Ale czy ja to lubie?! Nie wiem... zyje tak,  bo chyba tak musze. Gdybym nie posprzatala to... posprzatal by eM, albo Marie ( oni tez sprzataja), jednak zastanawiam sie, ze gdybym calkowicie zlozyla w danej materii bron, czy tolerowali by taki moj sposob na zycie? Brud, smrod, trzeba matke oprac, ogarnac, ugotowac, podac.... zarobic na nia. Ewidentnie nie jestem typem, ktory potrafi sie zyciowo ustawic. eMowi pomagam rodzine utrzymac, chociaz ... chetnie przesypialabym poranki i nie szla uzerac sie z ludzmi w robocie. Rano wstawilabym obiad, wytarla kurze, zrobilabym sobie kawe i usiadla z dobra ksiazka lub haftowala. Zajmowalabym sie samorozwojem... zapomnialam- co to znaczy "samorozwoj"? Praca, dom, dom, praca.... czasami wyjazd na urlop i znowu orka. I prosze... nie sciemniajcie, ze zyjecie tak, jak lubicie, bo zycie sklada sie z mnostwa upierdliwych rzeczy, ktore zatruwaja nam codziennosc i chetnie zwalilibysmy je na barki blizniego naszego. 

Jedna z takich czynnosci zwalilam wlasnie eMowi. Myje piekarnik, myje pochlaniacze... a Mloda potrafi piekarnik przypiec az milo. Trzeba sie naszorowac... no to ojciec szoruje. Mloda natomiast sprzata "kibel" na gorze- utrzymanie gornej lazienki w czystosci to jej zadanie. 

Nie lubie miejsca mojej pracy, ale kasa trzyma mnie tam mocno- oj mocno. I to nawet nie jest tak, ze nie lubie tego co robie, ale nie lubie ludzi, z ktorymi przychodzi mi miec stycznosc. Trzeba uwazac, trzeba sie nagimastykowac aby nie powiedziec czegos co mogloby ich urazic. Od jakiegos czasu urazam, bo... stwierdzilam, ze to nie ja czuje sie urazona, a druga strona wyniosla takie odczucie, wiec niech sie z tym buja (?), niech daje temu rade (?). Nie lubie tamtejszych plot, bo sa tacy, ktorzy nawet z tego co jadlas na kolacje potrafia zrobic dym.  Ostatnio poszlo o to, ze jedna z kolezanka po wspolnym posilku ( bylismy w sumie wszyscy na luzie) maznela sobie przy stole- nie wyszla do toalety- usta szminka. Nie zauwazylam sytuacji choc siedzialam nieopodal zas babki siedzace dalej zauwazyly i zaczelo sie, ze to obrzydliwosc! Coz za fauxpas!

Wszyscy pracujacy mysla o czasie emerytury. O tym czasie wiecznej i niezmaconej niczym szczesliwosci, ktora dopada wiekszosc emerytow bo nie musza jak konie w kieracie wstawac do roboty. Och ilez to cudownych rzeczy moza zrobic na emeryturce! Jak to mozna w KONCU ZYC!

eM ma plan za rok zejsc na emeryture pomostowa. I jak sam stwierdzil. " Wyjezdzamy do Polski!". On mysli chyba, ze w Polsce bedzie mial wieczny urlop. Mi do emerytury jeszcze hektar pozostal, wiec slabo widze owa przeprowadzke. Czytam blogi ludzi z ojczyzny i ... kupa tam nieszczesnikow- nieszczesliwych nieszczesliwa styuacja polityczno-finansowa panujaca w kraju. Tak przynajmniej to opisuja i zaczynam sie bac. Odwodze eMa od pomyslu, a z drugiej strony musi ci on byc tez nieszczesliwy tutaj, skoro tak bardzo chce zmienic miejsce pobytu. Przeciez moze u siebie korzystac z urokow emerytury, ale nie... on tu nie chce. 

Zastanawiam sie - co to znaczy zyc? Zyjecie..., halo.... wolam Was!


sobota, 11 marca 2023

Po burzy wychodzi slonce.

 Czasami zdarza sie jeszcze i tecza. Tak samo jak w zyciu. Po chmurnych, burzliwach dniach daje nam ono odpoczac i sprowadza chwile wytchnienia, ale zebysmy sie zbytnio nie rozleniwili po tych slonecznych chwilach przychodza znowu zyciowe zawieruchy. I tak w kolko Macieju... chyba az do grobowej deski. Cwiczy nas to zycie, uodparnia, nie pozwala spoczac na laurach. 

Do nas przyszla ponownie zima. Zdjecie ponizej pochodzi sprzed 4 dni. 


Po czym temperatury wzrosly do 6 stopni celcjusza. Wczoraj wieczorkiem wybieralam sie z Marie do kosciola, do oddalonych o 13 km benedyktynow. Chcialam wpakowac sie w moj samochod, bez opon zimowych, ale cos mnie tknelo. Przeczucie jakowes jak u Kassandry i pomyslalam, ze lepiej nie. Lepiej jest wziasc, STOJACY NA POSESJI, woz eMa. I dobrze zrobilam/(lysmy), gdyz w przeciagu godziny temperatura spadla do -0,5 stopnia. Zaczal zacinac snieg. Widocznosc zerowa... 

W pracy dzieja sie dziwne rzeczy. Czytaliscie moj post o tym jak doszlo do konfliktu pomiedzy mna a moim szefem? Pewnie, ze czytaliscie. Jak dziwil sie, ze co mnie obchodza inni? Jak Metroseksualny podpowiadal mi abym choc na jedno kolano przykleknela i przyznala szefowi  50% racji? 

Wyobrazam sobie, ze gdybym padla na dwa kolana to bylo by 100% racji dla niego, a jak bym jeszcze zgiela grzbiet  wowczas byloby to oznaka ugiecia sie pod ciezarem wlasnej glupoty. Nie.... nie na kolanko i nie w danej  sytuacji. Uslyszalam od zwierzchnika, ze mam zmienic  grupe jesli  sposob zarzadzania nia mi  nie odpowiada. 

Wiecie , ze tego nie zrobilam, nie zgielam kolana, nie zmienilam na wlasne rzadanie grupy, ale ... zrobilam cos innego. 

Nie poszlam tez do glowego szefa na skarge, ale zaczelam troche rozpowiadac o moim bezposrednim przelozonym wcale nie zmyslone a prawdziwe rzeczy. Nigdy, przenigdy tego nie robilam- bo nagadywanie na innych to baaardzo sliski grunt. Mozna sie niezle przejechac. Nie stalam z owym rozglaszaniem na kazdym miejskim skrzyzowaniu. 

Ba !  Nie wszystkim  w grupie, w ktorej pracuje to opowiadalam , ale wtajemniczylam w zdarzenie dwie osoby, ktore byc moze moglyby rzecz z lekka tam gdzie nalezy naswietlic.  

Nie wiem jak potoczyly sie sprawy, w kazdym badz razie moj szef nie jest juz moim szefem. Zostal przeniesiony do innej grupy i nie odbylo sie to na jego wlasne zyczenie.  Obecnie wlada innymi ludzmi. Facetami i .... uwazam osobiscie, ze do meskiego srodowiska, z ta swoja wrazliwoscia, pasuje  on jak ulal. 

Dostalismy w to miejsce rowniez faceta. Mlodego.  Jeden plus to taki, ze nie trzeba żebrac u niego o informacje. Wszystko co jest nam przydatne, albo za takowe uwaza, przesyla nam na maila. Za poprzednika w skrzynce mailowej panowal przeciag, a u nowego skrzynka sie zapelnia. 

To wielce pozytywna zmiana. Zobaczymy co zycie jeszcze przyniesie. Na razie wypada odczekac. 

Rozbawil mnie Metroseksualny. 

-Wiesz, ze on nie ma zamiaru w sytuacjach konfliktowych jechac po ludziach?- Orzekl, czy tez zapytal zdziwiony.

 Padlam w zwiazku ze zdziwieniem sie Metroseksualnego. Szczena mi z zawiasow opadla. No wlasnie. Jak tak moze byc? Slaby ten nowy, czy jak? Jak mozna nie wyrazac niezadowolenia  podniesieniem  glosu? Swiat sie chyba konczy. 



sobota, 11 lutego 2023

Po...

Zyje sobie czlowiek, zyje i ... przestaje zyc. Chodzi po ziemii i nagle przestaje chodzic. Zostaja po nim buty i telefon gluchy. Dokladnie tak- buty i telefon ... i pare innych drobiazgow. 

Nie pierwszy ci to czlowiek i z pewnoscia nie ostatni. Swiat wokol na moment sie zatrzyma. Zwolni. Odda mu ostatnia powinnosc i powroci do wlasnych spraw. Ziemia bedzie sie nadal krecic. 

Mama miala dobry, katolicki pogrzeb. Choc burze mozgow byly, oj byly, ale nie otarly sie w zadnym momencie o klotnie. Wszystkie trzy, jak na komende, wracalysmy z wielkiego swiata. Kazda z innej jego czesci. Towarzyszyly nam telefony od rodziny z pytaniami gdzie akurat sie znajdujemy. W okolicach Poznania przywital nas snieg i sliskie szosy. Pare wypadkow na drogach. Nic ci to... byle do przodu. 

Mama czula, ze odchodzi. Mi mowila, ze nie boi sie smierci, a smierc stala tuz za progiem. Dzwonila do swojej ulubionej kuzynki. Miedzy wierszami wyznala: " Marysia,  umieram". 

Firme pogrzebowa wybrala siostra. Ja sceptyczna, ale w sumie dobrze sie stalo. Dosc solidny zaklad pogrzebowy. Szefowa to byla sasiadka mojej siostry. Moze stad ten moj sceptycyzm? Siostry sklanialy sie do kremacji zwlok, ja zas nie bylam do pomyslu przekonana. Stanelo na trumnie. Dobrze stanelo. Poparly mnie wnuki twierdzac, ze babcia mowila im zawsze, iz chce byc tak wlasnie pochowana. Ceny  trumien rozne. Nie dziwie sie, ze ludzie przystaja na kremacje. Jest po prostu tansza. 4 tysie z ZUS nie pokryja wszystkich pogrzebwych oplat. No chyba ze robi sie pogrzeb bez ksiedza, bez  swieckiego celebransa, bez stypy, wybiera sie kremacje ... wtedy moze. 

Jezdzilysmy od Anniasza do Kajfasza. Od zakladu pogrzebowego, do ksiedza, poprzez urzad komunalny, urzad miasta i restauracje od stypy, organizujac osobny poczestunek dla sasiadow w klatce, w ktorej mama latami zyla- zrobilysmy go w mamy mieszkaniu .... kwiaty, ubrania dla mamy, ludzie do rozanca ( to akurat ogarnely dziewczyny z mojej dawnej wspolnoty- pieknie bylo). Sporo wszystkiego. Wyszlo... dalysmy rade... 

Dzien pogrzebu i niezadowolona ciotka, ktora pokazala nam  ostre zeby nie przychodzac na stype i ostentacyjnie wylaczajac telefon. Nie korzystalysmy z jej drogocennych rad. Nie ubralysmy mamy tak, jakby chciala ona. Wybralysmy dupiasta firme pogrzebowa, bo na koncu pogrzebu nad grobem zamiast jakiejs kratki wylozyli zielony dywanik. Bo nie zatroszczyli sie o jej wielkich rozmiarow wieniec ( nie wyniesli go z samochodu do kosciola i nie ustawili obok naszego). No i ja, ktora powinnam zatrzymac Msze Sw. i biec w poszukiwaniu tego wienca. Jednym slowem nawalilam na calej linii. Pracownicy zakladu pogrzebowego tlumaczyli, ze czesto maja wytyczne od kaplanow aby nie zawalac przejscia do oltarza kwiatami. Sa i tacy kaplani, ktorzy pozwalaja na wylozenie glownego wienca, tego od rodziny i starczy, bo maja za malo miejsca w kaplicach. Na dodatek siostra, ktora na drugi dzien rozmawiajac z ciocia przez telefon wyrazila sie, ze z powodu glupich kwiatow taka afera! Jak smiala mowic, ze problem z kwiatami byl glupi? I tak ponizyc kwiatowy gest. Potwarz. My nieubrane stosownie do sytuacji. Ja mialam zielona kurtke, sis czerwona. To byly nasze najcieplejsze na dana pogode odzienia. Moja czarna kurcina za cienka. Siostra na antybiotyku wiec tez wybrala cieplejsza, czerwona wersje, bo zdrowia nikt jej nie zwroci. I inne drobiazgi udreczajace ciotce zycie, chociazby ulubiona piosenka mamy puszczona na koniec uroczystosci na cmentarzu. 

Kocham Cie Mamo. 

piątek, 18 listopada 2022

Tu i tam, czy tez tam i tu.

Nie wiem jak pisac. Czy moje "tu" to moj dom, czy moje "tam" to moj dom?  Na emigracji przebywam 18 lat- poszedl mi juz 19 rok  poza ojczyzna i ... nie wiem czy to jeszcze obczyzna, czy juz nie ... czy na odwrot? 

W kazdym badz razie  dwa narody, wsrod ktorych przyszlo mi egzystowac sa jak ogien i woda, czy tez jak  woda i ogien... roznimy sie. Inne ideologie nas ksztaltowaly. 

Niemcy sa blizej natury. Bilzej czego sa Polacy? Polakom blizej do nierzeczywistosci. Polacy potrzebuja walki jak kania dzdzu. Wystarczyly dwa zablakane pociski uderzajace w polski silos, w jednej z przygranicznych miejscowosci, a rodacy w ojczyznie  zaczeli mowic wspolnym jezykiem. Nawet politycy przeciwnych partii potrafili w danej sprawie sie porozumiec i zawiesic bron. 

Przykre to... bylismy tacy zawsze... odkad pamietam lekcje historii. Jakie jest tego zrodlo? Etos sarmacki? Nawet jezeli to okropnie wstrzymuje ci on nasz rozwoj jako narodu. 

Jestesmy "przejsciem" ze wschodu do zachodu. Wschod mowi o nas, ze jestesmy inni ale nie calkowicie zachodni. Zachod jest jeszcze bardziej zachodni. 

Bylam dzisiaj na zakupach. W sklepach zostawiam wiecej kasy niz wczesniej. Paragony zaczynaja mnie przerazac. Ziemniaki - 2 kg siatka- cenowo roznia sie w sklepach bardzo. Trzeba kupowac u rolnikow. Tam srednio kilogram ziemniakow wychodzi jakies 1 euro. Pojechalam wiec do jednego takiego. Trzeba sie bylo dobre 20 km przemiescic. Powiadaja , ze najzdrowsza dla nas zywnosci to ta produkowana  do 30 km liczac od miejsca naszego zamieszkania. Czyli cytryny nie z Hiszpanii, a od rolnika z pobliza:) Podobnie z arbuzami, mandarynkami i brzoskwiniami.... o baklazanach nic nie wspominajac. Poza tym powinnismy jadac sezonowo. To co w danym okresie zbiera sie z pol. 

Pojechalam po te ziemniory, ale troche musialam nakolowac, bo drogi w naprawie. Uwielbiam te pore roku kiedy na dodatek swieci slonce. Jest przepieknie kolorowo. Cudnie.


Dojechalam do rolnika a on  jak zwykle zajety sprawami w obejsciu. Nawet nie wiem  jak ten chlop wyglada. Poza tym jest to rodzinny interes i czasami nie wiadomo czy to szef po podworku przemknal , czy syn szefa, czy ziec... Najechalo sie troche klientow. Zawartosc jego przydomowego sklepiku prezentuje sie nastepujaco:


Nie maja tylu ludzi w tym domowym biznesie aby posadzic jednego i czekac na przyjezdnych po sprawunki. Niech kazdy obsluguje sie sam. Niech sobie bierze co chce. Ceny sa wypisane na kazdym towarze i niech placi, pobiera reszte... 
Aby Wam to bardziej uzmyslowic. Na stoliku stoi skrzyneczka z forsa. Calkiem mozliwe, ze gospodarz co jakis czas oproznia "kase" z grubszego nominalu. Zawsze lezy tam troche drobniakow, aby ludzie mogli sobie reszte wydac. 

Szkatulka na forse: 


Widziala to kiedys moja polska kumpela, przybywajaca do mnie w odwiedziny.

-Nie. W naszym narodzie taki sposob kupowania by nie przeszedl. Przeciez to trzeba miec niesamowite zaufanie do ludzi. A i ludzie musza byc  ku temu wychowani. 

Nie wiem czy w Polsce teraz by to przeszlo, czy by nie przeszlo. Zdaje sobie sprawe, ze takiemu sprzedawcy worek  ziemniakow , czy tez dwa  ktos zawsze podprowadzi. Wlasciciel tych dobr tez zdaje sobie z tego sprawe, ale to chyba funkcjonuje ( w mysleniu) tak, jak  widzialam w USA: " Jezeli ktos jest potrzebujacy a nie ma pieniedzy.... niech wezmie. Nie ma o co kruszyc kopi." 

Niewatpliwie zmienilby sprzedawca zdanie, gdyby wszyscy stali sie nagle potrzebujacy i podpierniczaliby mu towar nagminnie.  

W Stanach widzialam niejedna scenke, kiedy to bezdomny wchodzil do sklepu. Rozgladal sie a potem buchal kanapke, piwo, salatke. Ekspedient cos tam krzyknal za wychodzacym, ale to nie bylo nic groznego... ot po prostu: " Trzeba sie w takim srodowisku liczyc z pewnymi stratami". Nikt nikogo nie gonil. Nikt na nikim nie wieszal psow. Nikt sie zbytnio nie bulwersowal. W jednym ze sklepow sprzedawczyni probowala nie patrzec w kierunku wchodzacego bezdomnego. 

Mialysmy tam tez takie zdarzenie, kiedy to po zakupach ciuchowych, objuczone torbami ze sklepow firmowych weszlysmy do baru przy hotelu... wypatrzyla nas jakas potrzebujaca niewiasta. Wpadla za nami i zaczela prosic,  ze w domu ma trojke dzieci. Musi miec 20 dolarow aby zrobic im kolacje. Nie wierze, ze w Stanach dzieci gloduja, ze rzad danego kraju do czegos podobnego by dopuscil. 

Ona mnie tu naciska na te 20 dolcow. Chlopak stojacy za lada prosi ja ladnie aby zostawila klientke- daje jej w sumie przyzwolenie na cisniecie, bo nieskutecznie prosi, bez przekonania w glosie, flegmatycznie. Zwraca sie do niej bardzo kurtuazyjnie... widac, ze mi pozostawia decyzje w tej calej dziwnej sytuacji. Ja zas podeszlam do sprawy tak, jak widzialam to tu, gdzie obecnie przyszlo mi zyc: " Dam ci polowe, do twojego biznesu".  W Niemczech  tak robia czesto. Chociazby w rodzinach do dzieci:" Chcesz na klasowa wycieczke to pokaz mi , ze polowe kasy na nia uzbierales, doloze ci wtedy drugie pol." 

Moja Maryska ( Marie) z tata w podobny uklad weszla. eM kupil jej ajfona, ale kase  za niego musi corka  zwrocic. Nie wiem ile procent jej dolozyl. Wiem tylko , ze roznosi dziecie nasze  w tej intencji gazety i robote zakonczy w styczniu. Mysle, ze cos jej eM odpalil. Nie wnikalam w ten uklady finansowy. Cieszac sie, ze to nie ja musialam sie owa sprawa zajac i podejmowac decyzje o wybuleniu na nowy model komorki.  Ja w tych sprawach ( corczano matczynych)  jestem miekka. Dobrze, ze maz wzial to na siebie. 

 Wracajac do sprawy ziemniaczanej. Kupilam tez dynie pizmowa -wszak to dyniowy sezon- jutro zrobie z ryzem. Po czym obrocilam sie i poszlam po mleko. Tutejszym rolnikom nie wolno otwierac kadzi. Ilez musial ow rolnik zainwestowac, aby sprzedawac ludziom mleko prosto od swoich krow ?



Tu juz obsluga na automat. Trzeba wrzucic monete. 

Pojechalam tylko po jedno a wrocilam z dynia , mlekiem.... i pelnym bagaznikiem. Jutro zabieram sie za zmiane dekoracji kwiatowej przed domem. Kwiaty letnie jeszcze kwitna, jeszcze dysza... ale widac , ze czas ich swietnosci minal. 


Panie spraw, abym z zakupow wracala tylko z potrzebnymi rzeczami!


sobota, 5 listopada 2022

Mam.

 Mam w moim niemieckim domu cztery obrazki miniaturki przywiezione z Polski. Jak do tego doszlo, ze zawedrowaly one z nami do Niemiec, za chwile.  

Na poczatku chce Wam cos polecic. 

Na terenach , na ktorych sie w Polsce wychowalam nie ma wielkiego przemyslu, bo i teren w zloza naturalne nie za specjalnie bogaty. Lasow i jezior tam kupa i to jest bogactwo tamtejszej ziemii. Rolnictwo na Warmii i Mazurach krolowalo i nadal kroluje... tartaki mozna spotkac gdzie niegdzie. W wiekszosci, w mijanych miejscowosciach, przemysl spozywczy. 

Moje miasto znajduje sie w czesci mazurskiej , ale 20 km na wschod wchodzi sie na teren bylej Warmii. Olsztyn to Warmia, zas maly Olsztyn czyli Olsztynek to ponoc Mazury. Mowi sie , ze jest ci on granica pomiedzy tymi dwoma regionami. Brama wjazdowa dla tych, ktorzy przybywaja na polnocno -wschodnie tereny w ramach turystyki. Brama to moze Olsztynek jest dla Warszawiakow, bo np.: dla Gdanszczan brama bedzie inna warminsko- mazurska miejscowosc. 


zaznaczony powiat Olsztynek 


Z Olsztynka pochodzilo kilku slawnych ludzi chociazby owa pani Basia, nasza sasiadka, od ktorej przepis na nalesniki zgapilismy. 

Uff... natrudzic sie musi czlowiek nieprzecietnie zanim zdolnych i slawnych ludzi pochodzacych stamtad znajdzie. Powinniscie przyznac mi jakis blogowy medal uznania, bo jakby nie bylo dla konkurencji teraz robie. Zamiast moje rodzinne miasto polecac bawie sie w polecanie malucha z okolicy. Przewyzszamy ich liczba mieszkancow- no i od razu mi lepiej-duma lokalna we mnie rozkwita:) 

No dobra, jacyz slawni ludzie tam mieszkali... nie wypada przeciez sasiada tak sucho potraktowac. 

Emil von Behring, pierwszy uczony w dziedzinie medycyny odznaczony w 1901 r. Nagroda Nobla,  konczyl gimnazjum w Olsztynku. Potem, po otrzymaniu nagrody, zainwestowal w uruchomienie prywatnego zakladu farmaceutycznego, ktory rozrosl sie do wielkiego kombinatu. Jedna z tamtejszych  szkol srednich, o ile nie jedyna, nosi imie tego pana.  

Feliks Klikowicz. Tez w Olsztynku sie nie urodzil a przeniosl sie do tej miejscowosci z wielenszczyzny. Osiadl 5 km za Olsztynkiem na drodze wiodacej do Ostrody ( i od tego momentu mozna uznac, ze zaslynal, bo madrze postapil- dobre miejsce wybral). Chcial polaczyc prace na roli z medycyna. To byl slynny w okolicy lekarz. Bezinteresowny. Pracowal bodajze do 86 roku zycia, na pelnym etacie nie pobierajac emerytury. Zmarl w  1980 roku w wieku 93 lat. 

Ech tam... jeszcze jeden ( i ostatni)  znany z tamtej miejscowosci. Nie bede przeciez tak rozpieszczac tych z Olsztynka. 

Marcin Filipowicz. Przybysz z wielenszczyzny. Znany  rzezbiarz. W Olsztynku osiadl w 1950 r. Na terenie tamtejszego skansenu mial swoja pracownie. Jego wyroby, czy tez tworczosc, zdobywaly wiele nagrod na miedzynarodowych wystawach . Byl najlepszym tworca ludowym na terenie wojewodztwa olsztynskiego. Pracowal w bursztynie. Otrzymywal zamowienia od waznych osobistosci np.: od prezydenta Finlandii. 

Co za duzo to nie zdrowo... nie wychwalajmy dnia przed zachodem slonca. 

Olsztynek slynie ze swojego muzeum budownictwa ludowego. Ze skansenu, na terenie ktorego odbywa sie wiele ciekawych eventow. Dzialaja tam bardzo preznie... repertuar kulturalno- muzealniczy slynie na okolice. 


Nie wiem kiedy to dokladnie bylo, chyba w 2014 zawitalismy tam na impreze... jak sie ona zwala (?)  juz nie pamietam. eM wytropil to wydarzenie na plakacie w dawnym olsztynskim PTTK. Zdziwilo mnie dlaczego takiego plakatu nie ma wywieszonego w mojej miejscowsci?

 Informowali w zaproszeniu, ze beda pogadanki  o ziololecznictwie, o kulturze dawnych autochtonow.... a tak na serio byl to festyn wielu mniejszych lokalnych firm , ktore na tym wydarzeniu reprezentowaly wlasne produkty. 

Baaardzo ciekawe. Gral zespol ludowy- moja dawna znajoma z grupa muzykow,  z placowki w ktorej uczylysmy.  Wielka wielbicielka oraz zbieraczka muzyki ludowej. Pogadanki tez byly... Msza w starym kosciolku, ze swieceniem palm, bo uroczystosc w niedziele palmowa wypadla.  Straganow niemalo... chleb pieczony w dawnych piecach. Samodzielnie - rzemieslniczo-wytapiany smalczyk ... pajda chleba posmarowana smalcem i oblozona ogorkiem kiszonym kostowala jakies 5 zl. Piwo wyrabiane w lokalnych browarach.  Twarogi z ziolami... lokalne wedliny. Miod. Bylo tez pare malych  firm z Wilna. Nie moge zapomniec ich kindzuku... 

Byli tez lokalni artysci, strugajacy swoje rzezby....haftujace panie  i byla jedna pani malujaca farbami olejnymi minaturki na desce. 


Nie potrafie ich ladnie sfotografowac. Do fotografowania obrazow trzeba miec statyw. Odpowiedni sprzet...a to co zamiescilam, komorka potraktwalam. Krzywo mi zdjecie wyszlo. 







Pani miala takich minaturek troche. Wszystkie juz oprawione. Zadala sobie kobiecina trud. Opowiadala w emocjach, ze malowanie to jej odskocznia od trudnego zycia. Chorowala na raka , co zreszta widac bylo. Juz nie chce opisywac po jakich to symptomach sie zauwaza. Pozolkla od chemii cera, brak wlosow, no i oczy... jedno oko wypychal guz...

Podziwialam te miniaturki ale ich ramki nie pasowaly  do naszego wnetrza. Nie mialam nic ciemno zielonego w domu. eM troche nalegal... pomyslam ok.... najwyzej ramki przemaluje, ale zostawilam tak, jak kupilismy.  Powiesilismy na bocznej scianie w kuchni. Z czasem , na Teneryfie, dokupilam zielony wieszak na kuchenne sciereczki. Bywa, ze patrze na te obrazki i mysle o tej pani. Czy jeszcze zyje? Maloprawdopodobne. Nie tylko ze wzgledu na chorobe, ale i wiek. Wtedy miala juz chyba 70 lat. A moze to tylko zludzenie spowodowane wycienczeniem organizmu przez chorobe? 


I na zakonczenie chce Wam Olsztynek i tamtejsze skansenowe imprezy jak najbardziej polecic. Warto:)