środa, 19 lipca 2023

Mam marzenie.

 




Od popoludnia zabieram sie za napisanie tej notki, bo mi sie po glowie paleta, ale ile razy sie do niej dosiadam , tyle tez razy odpuszczam. 

Odpuszczam, bo wiem, ze ludzie w Polsce, szczegolnie ci zasiedziali, niewyjezdzajacy, nie wysciubiajacy nosa poza swoj region kochaja to co widza i w czym zyja. Kochaja to co maja... sa przyzwyczajeni. Skoro zas przyzwyczajeni wiec wszystko co wokol nich sie znajduje i co jest im znane jest po prostu najlepsze. Czuja sie obrazani najmniejsza chocby krytyka ich miejsca i sposobu na zycie. Bo przeciez polska kuchnia najlepsza, polskie krajobrazy najpiekniejsze, polska mowa najsensowniejsza, polska literatura najbardziej chwytajaca za serca... 

Jestem- bylam - przywyczajona do polskiego krajobrazu, ale widzialam tez inne piekne. Chetnie czytam polskich autorow ale znam tez nie polskich, ktorych chetnie pochlaniam i dzialaja nieziemsko na moja wyobraznie. Slucham polskiej muzyki, ale doceniam i ta obca. Wprowadzilam do mojej kuchni polskie potrawy, ale zwracaja tez moja uwage smaki cudzoziemskie. Kocham brzmienie polskiego jezyka, wypoczywam przy nim, ale zdarza mi sie wciskac w te polskosci zwroty z jezyka , ktorym przyszlo mi poslugiwac sie w drugiej ojczyznie, bo jeden zwrot a taki opisowy, ze w polskim musialabym wiecej sie nagadac... 

Co chcialam przez to powiedziec? Ze niektorzy starsi, znani mi rodacy slabo znosza chwalenie przy nich obcosci. Wsciekaja sie. Rozdraznia ich to. Bywaja wtedy niemili. 

Nie chcialabym tez dojsc do takiego momentu, w ktorym wszystko w Polsce by mnie wkurzalo. Kiedy wszystko uznawalabym za godne zmiany i nie tak. Nie chcialabym stac sie taka, jaka jest jedna moja rodaczka zyjaca na obczyznie, nie znoszaca Polakow i uwazajaca ich za najgorszych z jakimi przyszlo jej miec stycznosc... no ale ona ma pewne podstawy aby wykazywac podobna zlosc. Zostala dwa razy w Polsce, przez swoich, okradziona. I to byli ludzie z kregu jej znajomych. Dwa razy stracila w Polsce dobre samochody. Raz w klapkach plazowych, bez papierow i ubran z malymi wtedy dziecmi wracala do domu w Niemczech. 

W Polsce wiele sie zmienia. Kraj ten przechodzi transformacje. To nie jest obecnie to miejsce, ktore pozostawilam kiedys tam i wyprowadzilam sie do nowego. Wydaje mi sie, ze gdyby znowu przyszlo mi powrocic do Polaki przechodzilabym mozolna droge przyzwyczajania sie do obcych juz dla mnie  warunkow zycia. 

Nigdy z Polska nie stracilam kontaku. Zawsze mnie losy tego kraju mocno zajmowaly ale... nie jest tam jeszcze dobrze i przyjaznie. Nieprzyjaznie ze wzgledu na panujace wsrod ludzi nastroje. Niedobrze ze wzgledu na biurokracje. 

W lutym zmarla mama. Chcemy sprzedac mieszkanie po niej. W sumie to  sprzedac jak najszybciej, bo ciagnie ono  pieniadze. Kazda z nas  oplaca jeden miesiac czynszu. Bedac teraz na urlopie odebralam jakies niedoplaty za wode, rachunki za swiatlo. Oplat dodatkowych nazbieralo sie okolo 700 zl. i nie wiadomo co bedzie z miesiaca na miesiac. Teraz wprowadzono  przepis, ze jezeli chce sie sprzedac mieszkanie nalezy miec wyrobiony certyfikat energetyczny takiego lokalu. Bez tego certyfikatu nie mozna tez dac takiej miejscowki pod wynajem. Biegalam troche za tym certyfikatem. Skoro przyjechalam na urlop trzeba bylo sanki zwazane z zalatwianiem spraw w Polsce pociagnac. Niedoinformowanie urzednikow. Odsylanie petenta od Annasza do Kajfasza. 

W Spoldzielni z powodu tego dokumentu znalazlam sie jednego dnia trzy razy. Raz podano mi namiary na podwykonawce, ktory  zajmuje sie wyrabianiem papieru dla potrzeb administratora budynku. Pan ow odeslal mnie ponownie do Spoldzielni, bo potrzebowal od nich rzutu mieszkania mojej mamy i rzutu zwiazanego z charakterystyka energetyczna bloku, w ktorym mama mieszkala... tyle madrych slow, tyle nowych zarzadzen.... pisanie wniosku o wydanie odpowiednich papierow  i odsylanie do kolejnych urzednikow w sprawie: " Czy te papiery moze odebrac w moim imieniu siostrzeniec?" Potem w odpowiednim burze odsiedzenie swojego w sprawie licznika na prad. I tez nie zalatwilam owej sprawy od reki. O dziwo nie zyczyli sobie aktu zgonu mamy, a jej pesel. I przy peselu sie namieszalo, bo nie wiedzielismy skad go wziasc. Na akcie zgonu takowej informacji brak, a na pamiec nie znalysmy.  Zmeczylo mnie to. 

W sadzie tez idzie powoli... nierozumiem, zbyt skomplikowane to wszystko zaczyna sie robic.... z wielu powodow sprawy ze sprzedaza mieszkania beda sie niewatpliwie przeciagac. 

Nic to... co kraj to obyczaj. Musimy to przejsc. 

Mam marzenie o tym aby spokojnie sobie zyc. Wsrod zyczliwych ludzi. Bez wiekszych problemow ... miec kase na chleb z okladem... eM ma marzenie na emryturze przeniesc sie do Polski, bo lubi ten kraj. Chce tam budowac dom. Coraz mocniej sie zastanawiam czy to dobry pomysl. Beda mnie  postrzegac jako paniusie, ktora przyjechala kolic innych swoja kasa ( dodam od siebie, ze ciezko wypracowana) z mezem Niemcem przy boku. Ciekawe czy zaakceptuja tam kiedys Marie? No i te sprawy urzedowe zwiazane z budowa chyba mnie wykoncza... a poza tym , nie buduje sie domu na odleglosc. 

Maryla Rodowicz? Bo tak chce...



49 komentarzy:

  1. Wszystko, co napisałaś to prawda. Certyfikat energetyczny, to jak na mój nos, dodatkowa praca dla znajomków ze spółdzielni, bo nie wiem, czemu to ma służyć. Takich kwiatków jest zatrzęsienie. Syn sprzedawał niedawno mieszkanie, ale ominęło go to jeszcze. Żyjemy w chaosie.
    Wspomniałaś kiedyś, że sytuację odbiera się w zależności od miejsca zamieszkania. I to prawda. Za "starej Polski" na Śląsku mówiło się (pejoratywnie) o "polskich porządkach". Kiedy premier ogłaszał "Polski Ład" aż parsknęłam ze śmiechu, bo na Śląsku znaczy to coś zupełnie odwrotnego do ładu. Nawiasem mówiąc premier jest posłem ze Śląska, co samo w sobie jest dość zabawne ;)
    Pocieszyć mogę Cię tylko tym, że u Ciebie to przejściowy kłopot, a my musimy się z tym mordować każdego dnia. I szybko się to nie zmieni, bo sprzątanie po PiSie będzie bolesne, niestety nie dla niego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tez uwaza i moja siostra, ze to dodatkowe miejsce pracy dla kogos znajomego.
      "Polskie porzadki" ja tutaj raz usyszalam od tesciowej , ze jak cos komus nie wychodzi to oni tutaj mowia "bo to jest polskie gospodarstwo", czy tez "polskie gospodarowanie". Chciala mnie ugryzc i ugryzla, bo madrzylam sie na temat papieza Polaka i jej sie to madrzenie nie podobalo, wiec dostalam odpowiedz... potem pomyslalam, ze to byla najzwyklejsza zlosliwosc, ale skoro Ty w jakis tam sposob potwierdzasz to powiedzenie, wiec najwidoczniej za tutejszymi kuluarami tak sie o nas mysli.
      Nigdy w Polsce nie bylo fajnie ... zawsze cos tam ludziom dokuczalo, ale teraz jakos tak w ogole nie jest w starej ojczyznie milo. Z ludzmi cos sie dzieje- za nerwowi.

      Usuń
    2. Dziwisz się? Ja też jestem nerwowa. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro i to dosłownie. Zaznałaś tego "miodu" tylko przez chwilę, my go mamy od 8miu lat.

      Usuń
    3. Hm... nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro... ja tak mialam, kiedy mieszkalam w Polsce, czyli nic sie nie zmienilo. Nie zaznalam tego miodu tylko przez chwile.

      Usuń
    4. Przypomnij sobie szarabajko to co Ci pisalam o moich, miedzy innymi pracowniczych doswiadczeniach... to byly czasy kiedys tam.... mialam ten miod na codzien.

      Usuń
    5. Upieram się jednak, że to nie jest to samo. Zmiany, często zbędne i szkodliwe społecznie, pojawiają się nie tylko w sferze zawodowej, ale i obyczajowej, konsumpcyjnej, finansowej. Nagle orientujemy się, że nie ma jakiś zewnętrznych regulacji i jak kiedyś, działa zasada kombinuj bracie, jak możesz. Podam Ci przykład, taki pierwszy z brzegu. Kiedy proszę syna, żeby mi coś kupił, to nie mam bladego pojęcia o cenach - każda suma jest prawdopodobna. Także stałe opłaty, robione będą na innych zasadach, nie jak dotychczas, ale jak, nie wiem. I tak dalej. Brakuje mi już, a myślę, że i innym, sił adaptacyjnych. Jeśli jeszcze coś działa, to dzięki determinacji Polaków, na przekór durnej polityce państwa.

      Usuń
    6. Nie bede sie licytowac, ale dla mnie lata 90 siate to byla totalnie wolna amerykanka i koszmar. Po wejsciu do Uni jakos zaczelo sie normalizwac, ale ten okres 1989/2004 to byla maniana.

      Usuń
  2. A co najbardziej podoba się eM w Polsce, że chciałby na emeryturze tu zamieszkać?
    Może Aniu podczas Waszego pobytu w Polsce Ty nie pokazywałaś Polski prawdziwej tylko takiej z "ładnego obrazka"?
    A dom może łatwiej byłoby kupić gotowy niż samemu budować od podstaw, zresztą teraz chyba są firmy, które potrafią to zrobić, tyle, że więcej to zapewne kosztuje ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wlasnie jest Mario... pokazywalam mu niewlasciwy obrazek. No bo jak tak pokazac to wszystko i zle mowic o swojej ojczyznie? Nie wypada. Nalezy ja pokazywac z tej dobrej, pochlebnej strony....
      Tez mysle, ze najlepiej gotowy kupic:) A moze to jest wlasnie jakies tam rozwiazanie?

      Usuń
  3. A ja, krótko mówiąc, nie przepadam za aktualną Polską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od smierci mamy zaczelam sie tam dziwnie czuc.

      Usuń
  4. Cetryfikat energetyczny obowiazuje w calej Unii Europejskiej. W Niemczech zostal wprowadzony 2 lata temu i jest wymagany przy sprzedazy /wynajmie domu lub mieszkania.
    Pozdrawiam
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech sobie wprowadzaja jaki chca certyfikat. Dla mnie moze byc nawet certyfikat kolorystyczny, wazne w tym wszystkim jest to, ze w Niemczech weszlabym do jednego urzedu i po polgodzinie / czterdziestu minutach wyszlabym z plikiem potrzebnych dokumentow. Z oplaconym tym, co oplacic nalezy i mialaby swiety spokoj. W Polsce nie ma tak latwo... trzeba swoje wychodzic. Calkiem mozliwe, ze w Niemczech nawet nie musialabym w danej sprawie tylka z domu ruszyc tylko przyslali by mi potrzebne rzeczy do domu.

      Usuń
    2. Znam troche urzedy niemieckie. Mieszkam w Niemczech od ponad 40 lat.
      Anita

      Usuń
    3. Tak? I mialas zawsze pod gorke? Co za pech... ja mam, jezeli o urzedy chodzi z gorki. Mi tam nic nie odrzucaja, a kiedy widze ludzi idacych cos zalatwic i to ich narzekanie, ze cos trwa pol godziny to mi sie smiac chce.)) Wyslalabym chetnie wszystkich do Polski, niech zalatwia taki certyfikat w spoldzielni. Kieds moj malznek narzekal na procerure wymeldowania samochodu w Niemczech ( przewozilismy go mojemu ojcu do Polski). Wsio trwalo godzine z hakiem a to z tego powodu, ze w urzedzie poproszoino meza, aby udal sie do domu i podjechal z tym samochodem pod urzad- chcieli sprawdzic numery podwozia. I go juz zaczelo meczyc, ze on przeciez pracuje, jak tak mozna od pracujacego czlowieka ... on musi za dwie godziny do pracy ( niektorzy faceci tak maja z ta cierpliwoscia w urzedach)... pomyslalam sobie wtedy: " Poczekaj, kiedy przejedziemy na polska strone. Zobaczysz jak sie sprawy zalatwia". To byly czasy godzinnych kolejek do cla, aby woz oclic. Potem skarbowka , ktora dawala sobie czas do 3 miesiecy na nie wiem co... i tam tez kolejki, a potem na deser wydzial komunikacyjny...
      Nauczyl sie malzonek pokory. Juz nie marudzi i docenia swoj rodzimy system biurokracyjny:)
      Anitka zasiedziala w Niemczech? W necie, konkretnie na blogach, nie ma nowych osob. Sa stare, zasiedziale, ktore czesto aby cos komus... uzywaja takiego wlasnie sposobu komentowania. Anonim- byle nie pod wlasnym nickiem i jakies imionko:)

      Usuń
    4. Prawde mowiac, nie wiem o co Ci chodzi. Moja odpowiedz odnosila sie do Twojego wyjasnienia, ze w Niemczech zalatwilabys to szybciej i byla tego potwierdzeniem.
      Przepraszam, ze pozwolilam sobie na komentarz na Twoim blogu. Nigdzie nie komentuje pod wlasnym nickiem, bo go nie mam.
      Pozdrawiam
      Anita

      Usuń
    5. Dzieki za komentarz, ale w necie troluje sie okrutnie latwo... jestem przewrazliwona i kiedy pojawia sie ktos tak, jak ty od razu zapala mi sie lampka, ze co jest? Zaloguj sie prosze i mniej stalego nicka:)

      Usuń
  5. Wczoraj rozmawiałam ze znajomą i mówiła mi o tym certyfikacie. Ona nie sprzedaje domu ale do czegoś był potrzebny. Pewnie liczą od powierzchni domu, zapłaciła 1500 zł. Dali jej namiary w urzędzie miasta na jakiegoś pana który to robi. Przypuszczam że w niektórych miastach jest pewnie lepiej to zoorganizowne ale sama opłata za coś takiego to chyba z sufitu ceny.
    Jedni wiem że jak się jest emigrantrm to nie wolno ci nic krytykować w Polsce. Chwalić też nie za bardzo bo od razu ci powiedzą że to ty nie mieszkasz tutaj i nie wiesz jak naprawdę jest 😂. Wie. Ja zawsze mówię nie znam się, nie wiem ja tutaj tylko przejazdem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam takie wrazenie, ze przy tym certyfikacie ( fachowcu , ktory rzuci na plan okiem i zajrzy do mieszkania- potem nie wiem co on dalej z tym robi) pobor pieniedzy jest prywatny. Ten ktos od owego dokumentu sam ustala sobie stawke ile wezmie, bo mi powiedziano w urzedzie cos takego, ze oni maja kogos, kto to dla nich robi- dali mi na niego namiary i ceny nie chcieli powiedziec, bo to on sam ustala . Od ludzi zas dowiedzialam sie ile ten ktos sobie nalicza i smialo do tej kobietki w urzedzie, ze slyszalam o sumie i ja podalam. Wtedy ona na to, ze to najtanszy gosc w miescie , bo sa tacy, ktorzy potrafia wziasc to co on bierze, ale podwojnie.
      Czyli tu nie ma urzedowego cennika, wszystko pan moze ustalic spojrzawszy na czlowieka i wpierwej go wyceniwszy ile moze od niego sciagnac. Bardzo mi sie to nie podoba, bo z tego taki moral dla mnie, ze ode mnie ( za niemieckie blachy na samochodzie, albo niemiecko brzmiace nazwisko na rachunku) brano zawsze w matce ojczyznie podwojnie. Wole urzedowe cenniki. Dla Polakow taki urzedowy cennik to znowuz zadna gratka, bo a noz widelec ktos znajdzie tanszego pana od certyfikatu, a tak jest ograniczony konkretna suma- nie ma w danym momencie wolnosci cenowego wyboru fachowca. Polacy nie znosza jak sie im wolnosc w jakikolwiek sposob ogranicza.

      Z tym problemem, ze emigrant nie powinien narzekac na kraj ktory go przyjal, jest wszedzie podobnie. Najlepiej sie ludziom slucha, ze : " U nas to bylo okropnie, u was jest bosko". Z ta tylko roznica, ze w Polsce zbytnio chwalic nie mozesz ekonomii- poziomu polskiego zycia , bo Polak tego nie doslucha, nie zdzierzy.

      Usuń
  6. Tak, to są osoby prywatne, ten pan który im robił wycenę to chyba przyjechał ż innego miasta, więc opłacać się mu musi.
    Mówię ci że ja nie wypowiadan się na temat życia w Polsce do Polaków . Mówię, nie wiem nie mieszkam tutaj od lat, z pozycji obserwatora wygląda wszystko lepiej niż kiedyś. 🤷.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w Polsce jeszcze siostre. Ona mi opowiada o podwyzkach , o tym, ze ciezko. Byl taki moment ponoc, na poczatku rzadow PiS, kiedy ludziom lekko sie poprawilo, ale to byla w sumie chwila. Jezdze czesto do kraju , robie tam oplaty i widze te skoki cen. Ale i w Niemczech ceny podskoczyly.
      Ja mam w Polsce jeszcze grono znajomych. Sa rozni i stoja po roznych stronach dlatego najgorzej jest wtedy, kiedy przyjdzie nam zasiasc w tym roznym skladzie do jednego stolu. Ja sie wtedy nie odzywam a oni potrafia sie pospierac. Wlasne zdanie jednak mam i wypowidam je czasami na blogu. No i kiedy przyjdzie ktos z odmiennym to... ze skaly nie jestem i potrafie stracic cierpliwosc.
      A taka postawa, ze nic nie wiem, jestem juz nietutejsza to wcale nieglupie zachowanie, bo po co sie nadstawiac?

      Usuń
    2. Sama na ta postawę nie wpadłam, tylko koleżanka która żyje 10 lat dłużej w USA niż ja, uświadomiła mnie😂.
      Tutaj też wszystko drożeje, prąd, najbardziej to chyba widać po jedzeniu. W sumie jak w Polsce ma nie drożeć jak idzie non stop minimalna pensja w górę🤷. Kwestia czasu i wprowadza euro w Polsce.

      Usuń
    3. Osoby zyjace dluzej niz my w nowym dla nas miejscu moga wiele podpowiedziec, ale tez wazne aby trafic na kogos madrego. Z drugiej strony latwiej jest odciac sie komus od kraju przodkow, kiedy ow ktos nie zaglada do niego zbyt czesto. Jest w sumie gosciem i widzi zmiany, ktorych nie mogl zaobserwowac np.: przez 10 lat a widzi je od razu. Latwiej tez mu wymowic sie innym, ze jest nietutejszy.
      Ja jezdzilam czesto do Polski. Zaangazowana bylam w zycie mojej mamy jej finasowe problemy zycia w Polsce. Bylam niejako na biezaco, wiec ode mnie znani mi ludzie nie chca przyjac wyjasnienia "Nie znam sie, jestem nietutejsza". z reguly slasze wtedy: "sciemniasz":)
      No i Polacy lubia ponarzekac jak nie na wlasna sytuacje ekonomiczna , bo powiedzmy, ze nie wypada w przypadku posiadania dwoch domow, to choc na problemy zdrowia swojego albo bliskich.
      My mamy cos takiego w mentalnosci- moze to wynikac wlasnie z owego cwaniakowania tych, ktorzy mogli cwaniakowac i na cwaniactwie sie dorabiac bo jezeli ci sie uklada tos cwaniak, wiec lepiej ( profilaktycznie) miec zawsze cos na co mozna jojczyc i biadolic, zeby inni nie mysleli zes w czepku urodzony ale swoje problemy dotkliwe posiadasz. Zeby czlowieka przytulili jak swojego czyli takiego, ktory ma zawsze pod gorke. Swojak po prostu:)
      Ale to sie zmieni, kiedy dzieci naszych dzieci zaznaja innych mentalnosci. I sami stworza sobie nowy sposob myslenia.

      Usuń
    4. Jak sie jezdzi czesto do kraju do w sumie jest sie na biezaco. Amerykanie przy blizszym poznaniu tez sobie lubia ponarzekac, starczy zreszta wejsc na jakies forum typu quora i samemu zobaczyc. W rozmowie tez narzekaja ale to juz przy wyzszym stopniu znajomosci:) Ja dostaje nagminnie pytania w ojczyznie: gdzie lepiej, tu czy tam. Zalezy komu, jednemu lepiej tutaj, a drugiemu w Polsce. Znam takich co wrocili do Polski po 20 latach w USA pomimo ze mieli dobra prace tutaj. Czasami nawet jakby sie chcialo wrocic to nie ma za bardzo jak. Z tym narzekaniem to racja, jak nie moga narzekac na fiananse to chociaz na sluzbe zdrowia. Jakby tutaj byla taka idealna...

      Usuń
    5. Polacy pytają Ciebie gdzie lepiej, bo porównują własne warunki życia do tych gdzie indziej. Ludzie, którzy wyjechali nie będą przecież w rozmowach z nimi pokazywać, że sobie pogorszyli. Podjęli np.: niewłaściwą decyzję.
      Nie wszystkim wyjeżdżającym musi się w życiu udać. Też ich wiele problemów i gdzie indziej dopada.
      Ludzie patrzą jednak na ten wymiar materialny. Co człowiek posiada.
      Wiem, że niełatwo jest wrócić i na nowo układać sobie życie. Dla ludzi w pewnym wieku jest to w ogóle trudne i logistycznie i trzeba się ponownie adaptować.

      Usuń
    6. W pewnym momencie powrot zupelanie nie ma sensu. Jezeli komus zostalo np. 10 lat do emerytury, ma dzieci ktore nie odnalazlyby sie w Polsce... Juz widze jak ktos ma np. 50+ i wraca po 25 latach nieobecnosci w kraju i znajduje sobie prace...

      Usuń
    7. Malo prawdopodobne ze ktos 50+ znajdzie sobie w Polsce atrakcyjna prace. Chyba , ze cos swojego chce otworzyc ( sprobowac).
      Znam dwa przypadki powrotow z USA do Polski. Jeden to byl starszy pan, ktoremu w USA zmarla zona i pozostal chyba sam. Jakas tam rodzina wypiela sie na niego i czekla go za jakis czas dom starcow. On bardzo tego doswiadczenia nie chcial. Nawiazal kontakt z rodzina w Polsce. Jedna z kuzynek przyjechala do niego na jakis czas. Potem musiala wrocic do Polski i znowu przyjechala, ale obmyslili plan, ze on przeprowadzi sie ponownie do Polski, a ona miala sie nim zajac do jego smierci w zamian za jego pozniejsze dobra. Kupili dom na osiedlu, na ktorym mieszkala moja babcia. I dochowali dziadka do jego konca.
      Drugi przxpadek to dziewczyna z Krakowa pracujaca w USA w korpo na jakims stanowisku. To bylo z dobre 15 lat temu. Rozwazala powrot do Polski. Chciala wrocic bo wychodzilo na to, ze zarobkowo doganiala ja Polska. Na jej stanowisku i z jej umiejetnosciami wychodzilo finansowo lepiej niz w Stanach- byl taki czas, byc moze calkiem krociutki, ale slyszalam jak ktos uzalal sie, ze musi dziecku do USA kase podeslac, bo cos tam sie nachrzanilo i chwilowo ledwo przeda.
      Wrocila ta dziewczyna do Krakowa... kupila sobie super schede i dostala robote od reki. Jak ulozylo sie jej pozniej? Nie mam pojecia.

      Usuń
    8. Znam takich co sie odnalezli w Polsce, ale znam tez takich co wracali tutaj dosc szybko.
      Co do pracy w korpo, to wiem ile sie zarabia w Polsce z pierwszej reki, sa to bardzo dobre pieniadze w Polsce. Tutaj niestety szalu by nie bylo z taka pensja. Wiem tez ile sie sie zarabia tutaj w korpo i mysle ze takich pieniedzy w Europie sie nie zarabia. Tylko wlasnie sa inne rzeczy w Europie ktore moga sie wydawac bardziej atrakcyjne niz pieniadze.

      Usuń
    9. Mi znajoma z USA powiedziala, ze ona i maz pracuja oboje na dwa etaty. Zyja dobrze. Mozliwe, ze calkiem dobrze. Nie wyobrazam sobie jednak takiego zycia. Zycie spedzone w pracy. Nie wiem jak mozna byc w takim ukladzie wydajnym pracownikiem? Tutaj wymagania sa dosc wysokie i kazdy wyczekuje upragnionej emerytury , kiedy w koncu uwolni sie od koniecznosci tyrania. Zycie na dwa etaty byloby w tym ukladzie wykanczajace. Kiedys starczyl jeden etat ( meza) aby zapewnic na zachodzie godny byt rodzinie. Teraz kobiety musza wspomagac rodzinny budzet wlasna praca, ale zycie dwojga ludzi na dwoch etatach to bylby koszmar.
      Oczywiscie, ze nie zyje w Stanach i nie doswiadczam tamtejszej codziennosci, ale byl taki czas za ktoregos prezydenta, kiedy to ekonomia troche w Stanach siadla. Potracili domy, cos tam bylo. To wlasnie wtedy znajoma musiala wspomagac tam swoje dziecko.
      I chyba to byl wlasnie ten moment, kiedy owa dziewczyna z Krakowa zdecydowala sie na powrot do Polski. Znam tylko dwa przypadki osobiscie. Reszta to ze slyszenia, a opinie sa rozne. Od totalnego zachwytu, do obdzierania ludzi z mitow.

      Usuń
    10. W sumie to nie znam nikogo kto pracuje na dwa etaty, no może nauczycielki dorabiają sobie jako kelnerki w weekend. W tygodniu byłoby ciężko bo nie ma kiedy. I to raczej młode dziewczyny, zaraz po studiqch. Tutaj wbrew pozorom dużo kobiet siedzi w domu z dziećmi. Dla mnie to był szok, że tyle kobiet nie pracuje. Na pewno to idzie koszmarnymi kosztami opieki nad dziećmi To że w USA się pracuje dużo to chyba nigdy nie było tajemnicą. Jest mniej też urlopu niż w Polsce, ale z kolei finansowo to jest tutaj dużo lepiej.

      Usuń
    11. Wszystko zalezy od sytuacji w jaka los nas rzuci. Niekoniecznie od kraju, w ktorym zyjemy.
      Polacy maja cos takiego , ci zyjacy w kraju, ze kiedy wyprowadzisz sie za granice to oni wypytuja sie czy juz jestes tam na nowym miejscu np.: dyrektorem, albo kierownikiem...
      Ja mam taka kolezanke sluchajaca od innych jak to na zachodzie jest i wiecznie porownujaca sukces swoich kolezanek, ktore wyjechaly do stanowiska jakie na zachodzie zajmuja.
      Nagadali jej rodacy, ze produkcja to najgorszy poziom zycia i te inne. Pewnie, ze tak ale jest produkcja i produkcja, zaklad zakladowi nie rowny. U nas ludzie z produkcji jezdza czasami lepszymi wozami, niz szef - kierownik linii, bo ten tylko w okreslonych godzinach dziennych pracuje, bez taryfy godzinowej w stylu dzien, poobiedzie, noc... zero dodatkow za prace w dni swiateczne. Bo w takie dni nie pracuje, a jego podwladny z linii produkcyjnej przewyzsza go jakies 30 lub 40% z wyplata. Nie ma co prawda prestizu kierownika- nie klaniaja mu sie na odleglosc jako czlowiekowi sukcesu , ale ma niezly grosz.
      Ja na zachodzie nigdy nie stalam na zmywaku. Nie sprzatalam kibli, a w Polsce jako nauczycielka, kiedy chcialam kupic mieszkanie w starym budownictwie dorabialam podczas wakacji w restauracjach na zmywaku. Co za bieda nieprawdaz? Mialam to w dooopie. Nie kradlam, nie szlam pod latarnie... pracowalam uczciwie.

      Kiedy tutaj zawitalam to uderzyla mnie tutejsza filozofia zycia. Tych niepracujacych kobiet, ktore majac male dzieci zostawaly przypisywane do domu i domowego zycia. To byl oczywiscie stary model zycia. Swiadczyl wczesniej tez o stopie zycie rodziny. Mezczyzna pracujacy i siedzaca w domu kobieta zajmujaca sie dziecmi to standard i swiadectwo, ze rodzine stac na to. Niestety wszystko pierdyknelo, bo mlode kobiety albo nie chca miec dzieci jezeli tak musza zyc, jak ich mamusie. Wchodza w zwiazki, biora sluby, ale dzieci zero, bo ona nie zaryzykuje pozycji w pracy zajsciem w ciaze, jezeli bedzie musiala zrezygnowac i siedziec w domu. Albo zaczynaja miec stary model zycia tam gdze slonce nie dochodzi i ida zarabiac. Zdarzaja sie jeszcze takie co ewentualnie na pare godzin dziennie wybywaja z domu, ale coraz mniej takich, bo rodziny nie daja po prostu finansowo rady.
      Ja mam w pracy dziewczyny z dwojka dzieci ( dwojka to z reguly max) i pracuja. Kiedy tu przybylam 19 lat temu, zlobki byly w Niemczech w powijakach. Dziewczyna kiedy zachodzila w ciaze juz zapisywala nienarodzone dziecko do zlobka, bo potem trzeba bylo isc do pracy. Zlobkow bylo malo... pamietam jak przedszkola zaczely wychodztic rodzinom na reke przyjmujac 2 letnie, 2,5 letnie dzieci, bo matki musialy wyjsc z domu:)
      Jest tutaj finansowo lepiej jezeli ma sie dobra prace i dwoje ludzi w rodzinie pracuje.
      Ale ja i w Polsce znam rodziny, ktore dorobily sie dwoch domow- wlasnie kolega skonczyl budowac drugi dom. Moj wuj weterynarz zyje jak paczek w masle, co trzy lata wymieniajac samochody, inwestujac w swa hacjende i fajne urlopy ... mam kolezanke wydaje mi sie, ze nie bogaczke, ktora ma dwa mieszkania... w sumie to wiecej takich znajomych posiadam.,czasami wchodzac do nich nie czuje roznicy finansowej pomiedzy nimi a mna zyjaca w Niemczech. Sa i tacy co pod gorke maja, nie przecze, ale niekoniecznie wszystkim w Polsce finansowo musi byc zle.

      Usuń
    12. Dla mnie różnica jest taka że tutaj łatwiej jest kupić dom, samochody mając zwykła pracę. Łatwiej mi było dostać pracę tutaj w zawodzie, nie mając znajomosci niż w Polsce. Nie mając pomocy od rodziców . Weterynarze, lekarze to chyba wszędzie żyją jak paczki w maśle. Mi bardziej chodzi o to że zwykly Smith ma łatwiej. Kiedyś się spyyalam studentów czy woleliby więcej wolnego ale mniejsze zarobki. Ani jedna osoba nie chciała, powiedzieli że wolą pieniądze. Albo put znajoma czemu bierze godziny w niedzielę, a ona na to ale co robić w domu. Ja tego pojąć nie mogłam.

      Usuń
    13. Niemcy nie maja duzych domow- te starsze domy bywaja duze. Drogi koszt budowy. Nieduze dzialki.
      Teraz mlode malzenstwo z dwojka dzieci kupilo sobie obok nas dom. I tak sobie myślę, ze to jest kurna inwestycja na całe ich zycie. Beda splacac dosc długo. Moze do jakiegos 60 roku zycia? Tylko te stopy procentowe sa jak na razie przyjazne.
      Kolezanka zas zbudowala nowy dom. Wyglada to wszystko niezle, ale czy oni dadza to rade splacic do konca swojego zycia?
      Normalny, standardowy dom. W nowoczesnym stylu. Działka przy ulicy więc tańsza. Ponoć milion im pękł. Słabo widzę tę ich spłatę do końca ich zycia.
      A tu jeszcze źyc trzeba.

      Usuń
    14. Niemcy cenią sobie baaaaardzo czas wolny. Ale w pracy wymagania mają niemałe.U nich wszystko jest na wczoraj.

      Usuń
    15. U nas jak dwie osoby pracują to spłacisz dom w 15 lat, zwłaszcza jeżeli stopy są niskie. Dużo osób najpierw bierze kredyt na 30 lat a potem z czasem refinansuja na 15. Tylko że ttusj to jest bardzo wyskoki podatek od domu. W moim stanie akurat jest niski i my płacimy tylko jakieś 2 k na rok. W Chicago za taki sam dom byśmy płacili 6/7 k na rok. Ale Niemcom się tutaj bardzo podoba. Wujek pracował z Niemcem, ten pan był inżynierem, żona pracowała dla firmy samochodowej i zachwyceni życiem w USA.wydaje mi się że im się te pieniądze bardzo podobają 😂.Ściągają często rodziców do opieki nad dziećmi. W tych lepiej płatnych pracach i na tzw salary, czyli po naszemu umowie o pracę, to pracuje się i po 10 h dziennie.

      Usuń
    16. Dawniej, kiedy z praca dla dzieciatych kobiet bylo jeszcze siermiezniej i pracowal powiedzmy tylko mezczyzna. Ludzie tutaj brali sie za budowe domow. Ryzykowali. Mieli przed soba wizje wieloletnich splat, ale kazdy tutaj dazyl do swojego domku. Kobiety jezeli juz to pomagaly tym facetom dorywczo swoimi finansami. Szly gdzies posprzatac. Na pare godzin gdzies do jakiegos kiosku sprzedawac. Moja tesciowa dwa lata meza wspomagala a potem wzieli dzieci i zero wspomagania. Za to zalapali sie na jakis program wspolpracy z miastem i podnajmowania pokoi. Dzieki temu troche to wszystko przyspieszyli - splaty znaczy sie. Ale latwo im nie bylo. Domy stawiano nieduze. Tak zeby byly dwie lazienki i kazdy mial swoja sypialnie (malzenstwo wspolna). Bez dodatkowej sypialni goscinnej. Ziemii tez wokol nie za wiele, bo trzeba potem o to wszystko dbac, a i podatki potem rowniez wieksze. Choc ja bym te ziemie wokol naszego domu zmniejszyla i tak. No ale nie jest to tyle co znajomi swego czasu na budowe domu w Polsce zakupili.
      Teraz to nawet sobie nie wyobrazam jak mozna z jednej pensji wybudowac dom. Siostra kupila dom (spory jak na tutejsze warunki) na spolke z synem. Trzeba remontowac . Oni wszyscy czterej pracuja i tez nie bywa tam lekko z ta kasa i remontami. No ale powiedzmy, ze maja swoje. Tego w Polsce byc moze by nie mieli.
      Mlodzi ludzie nie biora sie wcale za budowe czegos nowego, bardzo rzadko. Z reguly kupuja stare i siedza w remontach, ale potrafia czasami niezle to odpacykowac.
      I tak plotkujac jeszcze, dom czy to budowa, czy do remontu to spory wysilek finansowy dla ludzi. Raz pewnw remontujace w okolicy dom malzenstwo wypozyczylo u mojego meza sprzet potrzebny im do remontu. To nie byla prywatna pozyczka a cos na rodzaj pozyczki spoldzielczej. Moj malzonek charytatywnie ( czy tez spolecznie) udziela sie w takim sasiedzkim przedsiewzieciu. Powiedzial im ile taki wynajem kosztuje tygodniowo ... no i ludzie dosc dlugo tego uzywali i peklo im jakies 5 stow. Oddawanie tej kasy ciagnelo sie i ciagnelo... jakimis ratami to splacali.... dlatego jak dla mnie kupno domu niezle przyciska i wyciska. Kiedy inwestuje sie we wlasna hacjende, nie ma potem luzackiego finansowo zycia.

      Usuń
    17. A w pracach bywa czesto tak, ze wymagania sa spore... to ma byc dobra, solidna robota. Nie tak, jak kiedys, ze czlowiek przyszedl , dostal zadanie , pokminil jak to ulozyc sobie logostycznie i cyk zrobione. Teraz wszystko przyspieszylo... ma byc solidnie, sprawnie i na wczoraj.
      Dlatego tez ludzie mysla obecnie na zasadzie ; zrobie tak jak chca, podstepluje, wyjde i zapomne ze bylem... bede odpoczywal.

      Usuń
    18. Tutaj ziemi jest sporo więc ziemia w porównaniu z Europa jest tańsza. Nie ma przywiązania ani do ziemi ani do domu. Ja wiem że na pewno nie będziemy tutaj mieszkac do końca życia. Jiz planujemy przeprowadzkę do innego stanu, tak przeciętnie yo Amerykanie kupuja dom oko 3 razy. Pierwszy tzw starter house, potem ten w którym się wychowuje dzieci, a potem na emeryturę. Albo nie sprzedają drugiego domu i kupują małe condo na Florydzie w dzielnicy gdzie mieszkają starsze osoby. Pewnie że w robocie są wymagania. Skoro płacą np. inżynierowi ponad 100 k dolarów rocznie to przecież mają wymagania.

      Usuń
    19. Tylko, że Niemcy uchodzą za dość solidnych, wiec te wymagania bywaja czasami cisnące. I sporo od siebie nawzajem sami pracownicy wymagają.

      Usuń
  7. Taki certyfikat można uzyskać w 24 godz. on-line, podobno.
    Chyba, że to znowuż jakieś polskie oszustwo?
    Droga Aniu!
    Ilu znasz takich "zasiedziałych ludzi"w Polsce?
    Jesteś Kobietą światową, podróżniczką, znawczynią ludzkiej mentalności-to chyba dociera do Ciebie, że również "zasiedzieli ludzie" są na całym świecie. Chorwaci, Niemcy, Grecy itp.
    Były lata, kiedy w sezonie ogórkowym przyjeżdżały (w nasze "zasiedziałe"okolice) setki(!) ludzi, którzy wybrali drugą ojczyznę, bo w Polsce czuli się skrzywdzeni przez swoich rodaków-najeźdźców powojennych-to ta generacja? Obcy na obcej ziemi?
    Tak, tak, piszę o Warmiakach(a częściowo o Mazurach)-Polska komuna przegrała pozbywając się dziesiątki tysięcy pracowitych, uczciwych ludzi. Zresztą, może znasz lepiej historię tych nacji z lektury?(np.Kruka). A może z autopsji?
    Pytanie, na które nie oczekuję odpowiedzi- skąd pochodzi Twój Ród? Nie pytam o miejsce Twojego urodzenia.
    Nie wiem, czy masz takie doświadczenie życiowe- chociaż raz w roku zjeżdża się cała rodzina(z różnych krajów świata) do "zasiedziałych" z dziada pradziada wieśniaków(obecnie wiochmenów) i odbywa się rodzinne święto pod orzechem(jabłonią, gruszą), którą sadził jeszcze pradziad?
    Ciebie w Polsce już nic nie trzyma(wyrazy współczucia). Mieszkanie rzecz nabyta, też bym sprzedał ruinę(spółdzielczą) i kupił chałupę w Szwajcarii, albo dawnym NRD..., a lampkę na cmentarzu "zapalił" przez internet.
    Oczywiście, że opisuję przypadek indywidualny, podobnie, jak inni. Nie będę się silił na przytaczanie jakiś przykładów(po co podkręcać?).
    Był czas, że chciałem kupić chałupę na wsi białoruskiej, bo ceny były b. atrakcyjne i ludzie życzliwi, bliscy kulturowo , ale...
    Kłaniam się nisko i ...
    Nie próbowałaś pisać notek w dwóch językach? Podszkoliłbym się w nieprzetłumaczalnych idiomach j. niemieckiego.
    Jestem człowiekiem otwartym na wiedzę z zachodu...
    cdn?
    Anonim
    p.s. chcę podziękować za wizytę i inspiracyjny bolec.
    Z biblio przytargałem trzy pozycje.
    1. E. J. Osmańczyk "Wisła i Kraków to Rodło"
    2. B. Czajkowski "wszystko o ...Rodło"
    3. H. Kapiszewski "Związek Harcerstwa Polskiego w Niemczech"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zalatw mi takowy certifikat w Polsce online. Nasza ( moja) sprawa spadkowa miala sie odbyc w Polsce online. Mialam mozliwosc takiego uczestnictwa. Pisalam wnioski i nikt nie zareagowal. Nie dostalam na nie odpowiedzi.
      A na reszte nie wiem jak sie ustosunkowac... przykro mi.

      Usuń
    2. Myślę, że taki certyfikat on-line będzie fałszywką, ponieważ prawdziwy certyfikat wymaga jednak przeprowadzenia audytu i przeanalizowania wielu danych z obiektu, którego będzie dotyczył przez upoważnionego specjalistę ("z papierami"), najpewniej budowlańca. Ocenie podlega wielkość domu, z jakich materiałów wybudowany, czy jest ocieplony i czym, jakiej klasy są okna i ile ich jest, drzwi, ogrzewanie, wentylacja itd.
      Trochę się orientuję, bo parę lat temu przez to w uproszczonym trybie (na tzw. świadectwo charakterystyki energetycznej budynku) przechodziliśmy. To są co prawda "doświadczenia" sprzed paru lat, ale wątpię, żeby teraz aż tak bardzo to uproszczono, zwłaszcza, że wtedy tzw. certyfikat był czymś więcej niż takie świadectwo ...
      Ale wtedy dla naszych celów świadectwo było wystarczające (i 3 razy tańsze od certyfikatu).
      Dla wszystkich nowo budowanych domów jest to już od paru lat wymóg prawny, bez spełnienia którego dom nie może być oddany do użytku.

      Usuń
    3. :) No i wszystko Mario jasne:)

      Usuń
  8. Moge skomentowac na podstawie wlasnych doswiadczen bo przeciez jasnym jest ze kazdy emigrant ma troche inne. Zaczne jednak od tego iz obecnej Polski nie znam bo jej nie odwiedzam a nie majac w niej rodziny nie mam rowniez rodzinnych doniesien.
    Pierwsze to - Polacy mieszkajacy na polnocy USA, w metropoliach jak Chicago, Boston, N. York, sa inni niz ci zamieszkujacy mniejsze miasta ktore jak moje ma ich malo ( u mnie jest moze 30 polskich rodzin a charakteryzuja sie tym iz tylko rodzice maja wspomnienia, dzieci i wnuki sa calkiem zamerykanizowane), i prowadza tryb zycia kazdy sobie. Ci na polnocy lubuja sie w polskich klubach, poza tym majac dostep do uslug uzywajacych polski jezyk obracaja sie glownie w tej polskiej atmosferze, utrzymujac polskie zwyczaje, tradycje na czele z przestrzeganiem koscielnych swiat i rytualow. U mnie jak wspomnialam, kazda rodzina zyje swoim zyciem i jest bardziej zasymilowana z "amerykanskoscia". Niemniej kazda chwali zycie w USA, chociaz widzi obecne zmiany jakie narzucila pandemia i rzady Bidena. Co by nie bylo zawsze powiem ze w USA jest latwiej i swobodniej. Mieszkam tu 40ty rok wiec sila rzeczy tez jestem bardziej amerykanska niz polska i wydaje mi sie to naturalne. Nigdy nie myslalam o powrocie a takze nie znam rodziny ktora by wrocila choc moze i sa takie. A jesli slysze narzekania to milcze choc w duchu pomysle ; skoro tak to co tu robisz, wracaj do Polski. Ty masz w Polsce rodzine wiec przerozne odczucia i rozterki, ja nie mam wiec dla mnie ta sprawa nie istnieje a takze wyjezdzajac zawsze od poczatku wiedzialam iz na stale i tak zostalo - i nigdy nie zalowalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich emigrantow z 40 letnim stazem zycia na obczyznie rzadko obchodzi powrot do kraju przodkow i rozmyslania czy dobrze zrobilem , czy zle... to juz poza nimi. 40 lat zycia w Ameryce to wiekszosc Twojego ogolnego zycia, wiec wiecej tego czasu spedzilas za oceanem ( 40 lat) , niz w kraju przodkow ( moze jakies 30(?) ). Mysle tez, ze emigranci polskiego pochodzenia mieszkajacy w Stanach sa inni ( inaczej uksztaltowani) niz emigranci polskiego pochodzenia zamieszkujacy w Niemczech, albo Francji, a jeszcze inni sa ci z Ameryki Poludniowej. Kazdy z nas mial inne warunki zycia, inne mentalnsci nas otaczaly, czyms innym nasiakalismy.
      Teraz, podczas tego pobytu... po smierci mamy mialam dosc dziwne odczucia zwiazane z tamtejszymi miejscami. Niby tak samo, ale jednak inaczej. Mysle ze to bedzie sie z roku na rok poglebiac.
      Tu nie chodzi o jakis zal, ze sie wyjechalo... w zadnym przypadku. Do powrotow sklaniaja ludzi rozne rzeczy. Np.: lepszy przelicznik dolara na zlotowki- ktos ma slaba emeryture , a poza tym w Stanach czekalaby go dom starcow, siedzienie we wspolnym pomieszczeniu z innymi, niekoniecznie milymi staruszkami. Nie daj panie pokoj dwuosobowy z niemilym wspollokatorem. Nie kazdy ma przeciez emeryture wypas. Wtedy zdarza sie, ze ludzie na starosc podejmuja decyzje powortu do ojczyzny, bo tam jakis kuzyn pozostal i obiecal sie nim za jakies finansowe wsparcie zajac.
      Bywa, ze dzieciaki takowych emigrantow nie widza dla siebie rozwoju w Stanach,bo wszystko juz szczelne- obsadzone- trzeba sie niezle natyrac na finasowa kariere, a w Polsce specjalisci obcojezyczni sa mile widziani, wiec czemu nie sprobowac?
      I nie oszukujmy sie. Nie wszystko w Ameryce jest rozowe i sprawne, wiec kiedy jest powod niech ponarzekaja. Nie znosze tej filozofii sukcesu, ze chocby ci ktos w twarz plul to usmiechnij sie i mow ze slonce swieci. Nie lubie zbyt wybujalego narzekania ( czuje sie w tym zle), ale tez tego usmiechu przyklejonego do twarzy, kiedy faktycznie chcialoby sie poryczec gdzies w kacie i tesknota za polskim chlebem dlawi:)) Lubie prawdziwosc uczuc .

      Usuń
  9. Och, wiem o czym mówisz, a już na pewno nie obrażę się za krytykowanie, bo kto przeszedł taką drogę, to wie. Mam rodzinę za granicą i wiem jak wygląda załatwianie tam spraw, a jak u nas.
    Podobno urzędnik to stan umysłu. wałkujemy to od dekad i mam wrażenie, ze żadna transformacja tego nie zmieni. Mój syn już niebawem jak rok mieszka w nowym domu, a nie może się doprosić zmiany taryfy energetycznej z budowlanej na indywidualna, bo jakiś urzędnik się pomylił i szukaj wiatru w polu! I nie pomaga pismo dewelopera, że budowa dawno zakończona!
    matrix normalnie...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta nowa, młoda generacja urzędników jest na uczelniach już inaczej wychowywana. Oni mają coś takiego w sobie jak myślenie, że oni służą obywatelowi, a nie rządzą.
      I kiedy dwa razy miałam styczność z takimi ludźmi ( opłacałam w urzędzie miasta podatek gruntowy) wtedy młody pan jeszcze sprawdził mi , czy tam czegoś nie należy dopłacić abym dwa razy nie chodziła za sprawą, pomyślał niejako za mnie, która w danej rzeczywistości na codzień nie tkwi.To było bardzo pozytywne. Młoda dziewczyna w banku nie przyjęła mi zlecenia, bo wykonanie tego u nich byłoby dla mnie nieopłacalne. Zatroszczyła się o moje pieniądze. Podała mi namiar gdzie najtaniej. To było super! Zmnienia się, w urzedach trochę, ale najtrudniejsza jest ta stara gwardia urzędników. Pani od certyfikatu dając mi namiar na podwykonawcę nie powiedziała czegoś w stylu:" On będzie od pani potrzebował tego i tamtego. To dostanie pani u nas po napisaniu wniosku i dwutygodniowym odczekaniu. "
      Dała mi tylko namiar i :" co tam, najwyżej wróci jeszcze raz."

      Usuń
  10. W pierwszej chwili pomyślałam, że przesadzasz, ale potem przypomniało mi się, że też czasami myślę, dlaczego tutaj wszystko musi być takie trudne? Oczywiście nie wszystko (na przykład wydawanie kart EKUZ działa teraz super; czasami - jak w przypadku paszportu - wystarczy wybrać mało oblegany punkt i też człowiek czasu nie traci; rejestracja samochodu zależy od urzędu, bo u mnie w mieście można to załatwić błyskawicznie, w mieście wojewódzkim jest dużo interesantów i to zawsze trwa; w sprawach mieszkaniowych też nie pamiętam trudności - ale jak mi się skończyła umowa, to opcji, którą uznałam za najbardziej opłacalną, nie mogłam wybrać przez internet, podczas gdy na infolinii automat zachęcał do załatwiania spraw online i mi działał na nerwy), ale jeśli coś takiego się trafi, to nie ma takiego podejścia, że należy ułatwić. Chociaż powiem Ci, że na przykład jak pewien Meksykanin chciał mieć polskie prawo jazdy, to łatwiej mu było iść na kurs i zdawać egzamin niż załatwiać papierologię, i to bynajmniej nie z powodu polskich urzędów - tak że punkt widzenia zależy od tego, jakie się ma odniesienie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj.
      I punkt widzenia zależy od tego na jakich trafia się urzędników. Prawdopodobnie załatwienie podobnych spraw może krócej i bezstresowo trwać w powiecie A., a w powiecie B. spotykają petenta schody.
      Pamiętam moment, jak raz musiałam wyciągnąć w moim mieście w Polsce akt ślubu. Najpierw odesłano mnie do jakiegoś pokoju. Tam wysłano mnie do drugiego pokoju abym opłaciła wniosek, po czym wróciłam do tego pierwszego miejsca . Napisałam i złożyłam urzędniczce wniosek. Ona to razem złączyła i kazała przyjść za trzy dni. Wróciłam po trzech dniach. Pani nie podnosząc się z fotela wyciągnęła rękę na stojący przy niej regał. Wyjęła teczkę z aktami z roku w którym brałam ślub. Przewertowała, znalazła moĵ dokument. Od reki przepuściła to przez kompa i wydała wydrukowany odpis aktu ślubu. Trwało to jakieś 5 minut. Nie rozumiem dlaczego stworzyła z tego 3 dniową procedurę? Dlaczego klient miał ponownie wracać, skoro mógł to mieć za pierwszym razem? A jak ludzie jeszcze pracują to muszą się chyba z pracy zwalniać.
      To prawda. Ułatwień dla petenta nie ma.

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.