Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2022

Mam.

 Mam w moim niemieckim domu cztery obrazki miniaturki przywiezione z Polski. Jak do tego doszlo, ze zawedrowaly one z nami do Niemiec, za chwile.  

Na poczatku chce Wam cos polecic. 

Na terenach , na ktorych sie w Polsce wychowalam nie ma wielkiego przemyslu, bo i teren w zloza naturalne nie za specjalnie bogaty. Lasow i jezior tam kupa i to jest bogactwo tamtejszej ziemii. Rolnictwo na Warmii i Mazurach krolowalo i nadal kroluje... tartaki mozna spotkac gdzie niegdzie. W wiekszosci, w mijanych miejscowosciach, przemysl spozywczy. 

Moje miasto znajduje sie w czesci mazurskiej , ale 20 km na wschod wchodzi sie na teren bylej Warmii. Olsztyn to Warmia, zas maly Olsztyn czyli Olsztynek to ponoc Mazury. Mowi sie , ze jest ci on granica pomiedzy tymi dwoma regionami. Brama wjazdowa dla tych, ktorzy przybywaja na polnocno -wschodnie tereny w ramach turystyki. Brama to moze Olsztynek jest dla Warszawiakow, bo np.: dla Gdanszczan brama bedzie inna warminsko- mazurska miejscowosc. 


zaznaczony powiat Olsztynek 


Z Olsztynka pochodzilo kilku slawnych ludzi chociazby owa pani Basia, nasza sasiadka, od ktorej przepis na nalesniki zgapilismy. 

Uff... natrudzic sie musi czlowiek nieprzecietnie zanim zdolnych i slawnych ludzi pochodzacych stamtad znajdzie. Powinniscie przyznac mi jakis blogowy medal uznania, bo jakby nie bylo dla konkurencji teraz robie. Zamiast moje rodzinne miasto polecac bawie sie w polecanie malucha z okolicy. Przewyzszamy ich liczba mieszkancow- no i od razu mi lepiej-duma lokalna we mnie rozkwita:) 

No dobra, jacyz slawni ludzie tam mieszkali... nie wypada przeciez sasiada tak sucho potraktowac. 

Emil von Behring, pierwszy uczony w dziedzinie medycyny odznaczony w 1901 r. Nagroda Nobla,  konczyl gimnazjum w Olsztynku. Potem, po otrzymaniu nagrody, zainwestowal w uruchomienie prywatnego zakladu farmaceutycznego, ktory rozrosl sie do wielkiego kombinatu. Jedna z tamtejszych  szkol srednich, o ile nie jedyna, nosi imie tego pana.  

Feliks Klikowicz. Tez w Olsztynku sie nie urodzil a przeniosl sie do tej miejscowosci z wielenszczyzny. Osiadl 5 km za Olsztynkiem na drodze wiodacej do Ostrody ( i od tego momentu mozna uznac, ze zaslynal, bo madrze postapil- dobre miejsce wybral). Chcial polaczyc prace na roli z medycyna. To byl slynny w okolicy lekarz. Bezinteresowny. Pracowal bodajze do 86 roku zycia, na pelnym etacie nie pobierajac emerytury. Zmarl w  1980 roku w wieku 93 lat. 

Ech tam... jeszcze jeden ( i ostatni)  znany z tamtej miejscowosci. Nie bede przeciez tak rozpieszczac tych z Olsztynka. 

Marcin Filipowicz. Przybysz z wielenszczyzny. Znany  rzezbiarz. W Olsztynku osiadl w 1950 r. Na terenie tamtejszego skansenu mial swoja pracownie. Jego wyroby, czy tez tworczosc, zdobywaly wiele nagrod na miedzynarodowych wystawach . Byl najlepszym tworca ludowym na terenie wojewodztwa olsztynskiego. Pracowal w bursztynie. Otrzymywal zamowienia od waznych osobistosci np.: od prezydenta Finlandii. 

Co za duzo to nie zdrowo... nie wychwalajmy dnia przed zachodem slonca. 

Olsztynek slynie ze swojego muzeum budownictwa ludowego. Ze skansenu, na terenie ktorego odbywa sie wiele ciekawych eventow. Dzialaja tam bardzo preznie... repertuar kulturalno- muzealniczy slynie na okolice. 


Nie wiem kiedy to dokladnie bylo, chyba w 2014 zawitalismy tam na impreze... jak sie ona zwala (?)  juz nie pamietam. eM wytropil to wydarzenie na plakacie w dawnym olsztynskim PTTK. Zdziwilo mnie dlaczego takiego plakatu nie ma wywieszonego w mojej miejscowsci?

 Informowali w zaproszeniu, ze beda pogadanki  o ziololecznictwie, o kulturze dawnych autochtonow.... a tak na serio byl to festyn wielu mniejszych lokalnych firm , ktore na tym wydarzeniu reprezentowaly wlasne produkty. 

Baaardzo ciekawe. Gral zespol ludowy- moja dawna znajoma z grupa muzykow,  z placowki w ktorej uczylysmy.  Wielka wielbicielka oraz zbieraczka muzyki ludowej. Pogadanki tez byly... Msza w starym kosciolku, ze swieceniem palm, bo uroczystosc w niedziele palmowa wypadla.  Straganow niemalo... chleb pieczony w dawnych piecach. Samodzielnie - rzemieslniczo-wytapiany smalczyk ... pajda chleba posmarowana smalcem i oblozona ogorkiem kiszonym kostowala jakies 5 zl. Piwo wyrabiane w lokalnych browarach.  Twarogi z ziolami... lokalne wedliny. Miod. Bylo tez pare malych  firm z Wilna. Nie moge zapomniec ich kindzuku... 

Byli tez lokalni artysci, strugajacy swoje rzezby....haftujace panie  i byla jedna pani malujaca farbami olejnymi minaturki na desce. 


Nie potrafie ich ladnie sfotografowac. Do fotografowania obrazow trzeba miec statyw. Odpowiedni sprzet...a to co zamiescilam, komorka potraktwalam. Krzywo mi zdjecie wyszlo. 







Pani miala takich minaturek troche. Wszystkie juz oprawione. Zadala sobie kobiecina trud. Opowiadala w emocjach, ze malowanie to jej odskocznia od trudnego zycia. Chorowala na raka , co zreszta widac bylo. Juz nie chce opisywac po jakich to symptomach sie zauwaza. Pozolkla od chemii cera, brak wlosow, no i oczy... jedno oko wypychal guz...

Podziwialam te miniaturki ale ich ramki nie pasowaly  do naszego wnetrza. Nie mialam nic ciemno zielonego w domu. eM troche nalegal... pomyslam ok.... najwyzej ramki przemaluje, ale zostawilam tak, jak kupilismy.  Powiesilismy na bocznej scianie w kuchni. Z czasem , na Teneryfie, dokupilam zielony wieszak na kuchenne sciereczki. Bywa, ze patrze na te obrazki i mysle o tej pani. Czy jeszcze zyje? Maloprawdopodobne. Nie tylko ze wzgledu na chorobe, ale i wiek. Wtedy miala juz chyba 70 lat. A moze to tylko zludzenie spowodowane wycienczeniem organizmu przez chorobe? 


I na zakonczenie chce Wam Olsztynek i tamtejsze skansenowe imprezy jak najbardziej polecic. Warto:) 



niedziela, 1 września 2019

Wzbogacilam sie.

Zaczne moze od tego, ze urlop mi sie konczy i … No wlasnie , co za "i"? Nie ma zadnych "i". Wniosek o koncu urlopowania jest taki, ze nalezy zbierac sie do roboty, ale… Co znowu za "ale"?
Ciesze sie , ze mam prace, ze jest co do gara wlozyc i to z okladem, ale nie cieszy mnie atmosfera owego miejsca. Spotkanie kilku nadetych, wiecznie niezadowolonych, szukajacych dziury w calym geb.  Zdarza sie Wam, cos takiego , czy tez wszyscy tak zwawo i rzesko pomykacie do codziennego trudu?

Dobra skonczmy o tym, bo nie ma o czym nawijac...

Po powrocie z urlopu stwierdzilam , ze "my", czyli ja, moj maz i dziecko …. kolejnosc nalezaloby chyba przestawic: moj maz, dziecko i ja, wzbogacilismy sie. Stalismy sie posiadaczami olbrzymiego telewizora. Takiego na pol sciany. Telewizor jest obrzydliwy- tez jestem baba o wiecznie niezadowolonej, szukajacej dziury w calym gebie. Wku…, przepraszam , zdenerwowal mnie ten nabytek.
     I to tak, zaraz na wejsciu. Wchodzisz i widzisz skrzynie … Jechalam cala noc. Umordowana, umeczona … i zastalam TAKIE zmiany w wystroju naszego domostwa. Absolutnie nie bylam na nie przygotowana. Ma sie, to sie kupuje, nieprawdaz? Dzieki temu zakupowi poprawila sie jakos naszego widzenia! Horyzonty nam sie poszerzyly! Ludzie, mowie Wam!  Bez okularow mozna telewizje ogladac. Zaproponowalabym tylko pewna modernizacje, otoz….  wybilabym sciane do sasiada  … niech gosc tez korzysta.  Musze przyznac, iz ta sciana troche przeszkadza. Kiedy siedze pod owa sciana, na wprost odbiornika TV, nie obejmuje wzrokiem calego ekranu. Gubie sie...ratunku!!
No ale, no ale…. nie czepiajmy sie szczegolow. Wczoraj maz odpalil sprzet. Ulozyl sie wygodnie, ja zas zasiadlam - taka ze mnie sierotka Marysia, nie wiedzialam co ze soba poczac, to usiadlam. To nie bylo przypadkowe odpalenie. Akurat pilke kopala druzyna, ktorej malzonek  kibicuje… Te zblizenia, to zatrzymywanie kadrow . To zagladanie gleboko w oczy trenerowi przezywajacemu gola…. wymiata!

Poniewaz wscibska nie bywam i nie wlaze ludziom do ich wnetrz, jezeli sami nie uchyla rabka tajemnicy, to zwinelam zabawki - poszlam sluchac muzyki i …. nawet ubogacilam sie . A moze tylko tak mi sie wydaje?
Rosjanie. Oni sa dobrzy w popie. Maja tego swojego Dime Bilana, zdobywce nagrody eurowizji w 2008 roku. Nie jest najgorszy, znalazlam jednak kogos o niebo lepszego.



Przyjrzyjcie sie chinskiej widowni. Takie mialam odczucie, przygladajac sie temu wystepowi, ze to ktos w stylu wschodniej Lary Fabian, ktora uwazam za mistrzynie przekazywania, wydobywania, ukazywania ….emocji.

Tutaj zas , jeden z utoworow uznany chyba za przeboj roku, tylko nie wiem ktorego. Fajna muzyka taneczna.



To zas podoba mi sie  najbardziej. Polina Gagarina - ma dziewczyna kawal glosu.


Wzbogacilam sie w Polsce o jeden bardzo wartosciowy dla mnie prezent. Moja ciocia, najmlodsza siostra mojego ojca, bardzo dobrze maluje. Obdarowala mnie swoim dzielem. Dzielo znalazlo juz swoje miejsce. Lubie takie prezenty.



Mamy na scianie dziadka eMa, teraz przybyla moja ciocia. Bardzo sie ciesze i dziekuje.

Spadam, przygotowywac sie mentalnie na jutro.

wtorek, 26 marca 2019

Na goraco.

Musze od razu, bo jutro emocje mi opadna. Za dwa dni bedzie ich jeszcze mniej.  A ja tego typu spraw nie potrafie opisywac na zimno i po czasie. Tak tez owialam milczeniem kilka wydarzen w moim zyciu, ktore na opowiedzenie by zaslugiwaly. Minal ich czas i ochota na opisy wszelakie.  Zycie toczy sie dalej.

Poltorej godziny temu wrocilismy z przedstawienia Mazowsza w Paderborn. Mazowsze obchodzi 70 lecie swego istnienia i jezdzi z wystepami jubileuszowymi po Europie zachodniej. Nie ma tych wystepow full. Takie czasy nastaly, ze artysci w trasy koncertowa wyjezdzaja obecnie na pare dni. Nie opuszczaja domostw na dlugie miesiace. W kazdym badz razie, nasi bohaterowie wystepowali wlasnie w Holandii, Francji… obecnie maja wystepy ( tylko dwa) w Niemczech. Dzisiaj w Paderborn, jutro w Kiel. W Kiel goszcza juz ktorys raz z rzedu i skoro wracaja to  musi byc im tam dobrze:)  No i niech tak pozostanie, gdyz zasluguja na to w pelni. 

Obczytalam sprawe, dobrych pare miesiecy temu. Przypadkiem trafilam na informacje o wystepie tych artystow i pomyslalam sobie, ze dobrze by bylo, gdyby moja polsko- niemiecka rodzina  wziela w owym przedsiewzieciu udzial jako widzowie. Chcialam eMowi pokazac nasz folklor , a okazja ku temu wydarzyla sie przednia. eM zgodzil sie bez wiekszych oporow. Jedyny opor jaki mogl zaistniec to data przedstawienia. Niestety -  poniedzialek. Ludzie pracuja. Wystep moze trwac do pozna. Po wszystkim trzeba dotrzec do domu, a rano do pracy. Marie zas pare miesiecy temu, kiedy bilety zakupowalismy byla na tak, zas kilka dni przed przedstawieniem zaczela szukac powodow,  aby z nami nie jechac. Bo z pewnoscia nudno bedzie i to dla starych. 
Cora ma dojrzewa. Niby dziecko z niej jeszcze, ale nie do konca... Od paru dni siedzi i ogarnia swoj pokoj. Pozbyla sie wszystkich zabawek, maskotek, pluszakow, ksiazeczek z dziecinstwa, za malych ciuchow ze swej szafy. Tak wysprzatala pomieszczenie, ze ...lyso sie w nim zrobilo.  Czyzby definitywnie pozegnala sie z okresem dziecinstwa? Zakupila  lampki  led i owinela nimi rame od lozka- nastroj se tworzy dziewczynka. 
Dziecie me obawialo sie nudy. Pomimo obaw zdecydowala sie jechac. Troche nadasana, no coz- trudno sie mowi. 
Kiedy przedstawienie sie zaczelo, nadasanie poszlo sie pasc. Z minuty na minute robilo sie coraz ciekawiej, a po czasie Marie zaczela sie dopytywac: 
-A te stroje… o te , ktore teraz maja, to z jakiego regionu Polski? 
I tak to pytanie powtarzala za kazdym razem, kiedy tancerze  i spiewaczki wychodzili w nowych ciuchach. 
Wystep Mazowsza to wystep wysokiej klasy profesjonalistow. Oni na prawde nas rozslawiaja. Jezeli na cos takiego trafi Niemiec, Holender, Francuz, Anglik… nie ma bata, nawet gdyby nie lubil tego typu muzy, docenic ich kunszt powinien. 

Spiewaja perfekcyjnie,  z olbrzymia kultura spiewania ( wyraznie, czysto, brzmia szlachetnie…). Taniec… niektore wyczyny wymagaly od tancerzy umiejetnosci akrobatycznych. Szczegolnie mezczyzni duzo elementow akrobatyki zawierali w swym tancu. 
Nawet pewna refleksja mnie naszla, ze ogolnie chodzi o to, aby  panie niezle wygladaly ( bez feministycznych podtekstow, tak to w naszej kulturze sie przyjelo), ladnie sie ozdobily, dobrze sie prezentowaly… a te wszystkie wygibasy to jednak faceci. Nie wyobrazam sobie , w czasach zamierzchlych,  sytuacji, kiedy kobieta fikolki w tancu wyczynia i pokazuje majtki. One mialy krecic kiecami, ale pewnych ram przyzwoitosci nie przekraczac. 
Mazowsze posiada niesamowicie barwne stroje. Nie potrzebuje dekoracji. Odpowiednia kosmetyka  w postaci swiatla i starczy. Nawet nie wiem kiedy zlecialy dwie godziny. 
eM po przerwie wybyl pod scene, czyli … wzielo go. Juz wiem dlaczego , bo niczego sobie dziewczyny byly. 
Podspiewywalam  z Mazowszem co niektore kawalki. Marie probowala mnie uciszyc, bo wedlug niej robilam sito- wstydliwa nastolatka. 

Cyt, cyt ..  mruczalam nie ja jedyna.



Przed przerwa moja sasiadka ( zagadnela po niemiecku), spytala czy znam te piosenki. Ja na to, ze tak...
-Wszystkie?
-Tak.- Odpowiedzialam.
-Nie wszystkie sa polskie.
Zgadza sie , spiewacy zaspiewali dwa niemieckie ludowe  kawalki. Trudno bylo ich zrozumiec. Marie sie do mnie nachylila i stwierdzila, ze nie wie po jakiemu oni teraz mowia.  Podobny do niemieckiego, ale nie niemiecki.
Calkiem mozliwe ze spiewali w staroniemieckim. Nie wiem o co mojej sasiadce chodzilo z tym, ze nie wszystkie piosenki z repertuaru Mazowsza sa polskie? Wydaje mi sie, ze to taki mily gest w kierunku autochtonow- zaspiewac cos ich, w ich jezyku. Calkiem mozliwe, ze kiedy wystepuja we Francji to wykonuja ze dwa ludowe kawalki francuskie, ale czy te utwory znajduja sie w ich scislym repertuarze? Watpie. 
Cos owej pani przeszkadzalo we mnie. Calkiem mozliwe ze moj glos, w kazdym badz razie zamienila sie z kolezanka miejscami. A moze stwierdzila, ze ja oklamuje mowiac, iz znam caly repertuar Mazowsza?

Ponadto naszla mnie jeszcze jedna refleksja, ze ludzie, kiedy czegos nie osiagaja to win szukaja wszedzie gdzie sie da. Bo mieli kiepskie warunki, malo kasy, niewlasciwy system, paskudne otoczenie, zla pogode…. Kiedy ktos czegos bardzo chce. Zyje pasja. Ma ja w sobie to … przeszkody z czasem pekaja i czlowiek osiaga to czego pragnie. Takim przykladem sa dla mnie pasjonaci: Mira Ziminska -Sygietynska i Tadeusz Sygietynski. 


piątek, 18 maja 2018

Wczoraj w Köln.

O Köln ( Kolonii ) pisalam na blogu juz nie raz. Chociazby tutaj i tutaj... i w wielu innych momentach, kiedy chodzilo o wypady na koncerty. Przy okazji, przewalilam bloga. Wrocilam do starych wpisow. Odnalazlam stare zdjecia Malej i ... wzruszylam sie.
Zostawilam w tym miejscu kupe swych prywatnych chwil...kupe zycia. Szkoda byloby to zarzepascic. Nie chce tego zrobic, bron mnie przed tym Panie, ale... stracilam tez serce do blogowania. Ilez to lat mozna powtarzac tematy , ktore dawno sie poruszalo i ktore  ktos znowu rusza na nowo? Ilez mozna na ten temat bezowocnie gawedzic? Pisanie o problemach spolecznych jest meczace i jak juz wspomnialam bezowocne. Natomiast pisanie o swoim zyciu prywatnym i zapraszanie w to innych , nieznanych nam z imienia i nazwiska ludzi, jest chyba glupie, jest wielka nieostroznoscia.
Bloga zamknelam, ale .. nie chce mi sie pisac. Nie jestem ciekawa osoba i nie mam Wam nic ciekawego do powiedzenia.
Nie mam zamiaru pisac Wam o moich ( z reszta nie tylko moich) problemach z pania od egzaminow na licencje.  O jej chaosie i nic nie robieniu w tym wzgledzie "wierchuszki". Nie mam zamiaru pisac Wam o moich kolezenskich relacjach, czesto dosc trudnych. Nie mam zamiaru pisac Wam o moich dylematach zwiazanych z Polska i jak postrzegam nasz kraj po ponad 10 latach mieszkania za granica. Nie ma sensu. Kazdy ma swoje przekonania, widzenie spraw i podejscie do problemow. Kazdy broni swojego i chce za wszelka cene swoje utrzymac. Nic wiec  ciekawego nie mam Wam do przekazania , ani nic wartego uwagi.

Jedno ciekawe co sie ostatnio wydarzylo to wczorajszy koncert w kolonskiej filharmonii. Kiedys w pewnym wywiadzie Marek Kondrat powiedzial cos w stylu, ze Polacy maja w sobie pewna dziwna ceche. Przerzucaja swoje zainteresowania z pola, na ktorym nie odnosimy sukcesu na to poletko, na ktorym w danej chwili sukces odnosimy. Mowiac oglednie. Wszyscy nagle stajemy sie fanami skokow narciarskich, sledzimy je z zapalem w tv. Jezdzimy tam gdzie sie one akurat odbywaja,  bo wlasnie Malysz odnosi sukcesy. Kiedy zaczyna odnosic sukcesy Kubica, wtedy wiekszosc naszych rodakow staje sie nagle fanami Formuly 1 porzucaja np.: Malysza bo ow spada ze swojego skoczkowego piedestalu. Leszek Mozdzer staje sie popularny, mowi sie o nim w mediach i nagle Polacy staja sie wielbicielami muzyki jazzowej, choc wczesniej byli na nia wypieci, nie krecila ich zbytnio.
Wczoraj w kolonskiej filharmonii odbyl sie koncert Leszka Mozdzera wraz z Atom String Quartet i Dominikiem Bukowskim. Piekne, czyste, szlachetne brzmienie. Podczas suchania koncertu mialam poczucie chwil wolnosci... odpuszczenia... niewaznosci tylu spraw, ktorym miano waznych nadajemy czy tez nadawalam. Super sprawa, ale... to bylo wczoraj a dzisiaj jest dzisiaj i stare wrocilo. Trzeba zakasac rekawy i isc do roboty na nocna zmiane. Stac sie niewolnikiem  ludzkich potrzeb i pragnien, ludzkiej zaleznosci, oraz hierarchii... niewolnikiem zarabiania kasy, bo ma sie bliskich, ktorych sie kocha i chce sie im stworzyc dobre (podstawowe) warunki do rozwoju.  W sumie sobie samemu tez chce sie stworzyc takie warunki. Zeby bylo dostanio, zeby nie kapalo na glowe, zeby bylo w co sie odziac.....
Przewazajaca wiekszosc koncertowej  publiki to jednak Polacy,  Autochtoni tez byli, wiadomo. Rozsmieszyl mnie komentarz jednej z autochtonek. No jak nic- typowe dla nich... Nie mozna rzeczy chwalic. Pochwala... no coz , nie powiem , ze sie im nie zdarza, ale jest rzadka. Mozdzer to wirtuoz fortepianu. Techniczny i artystyczny geniusz. Kladl, to jego znana metoda, rozne przedmioty na struny fortepianu aby wydobyc z instrumentu dosc ciekawe dzwieki. Czlowiek orkiestra, a jeden fortepian. To bylo ciekawe doswiadczenie. Wydawalo mi sie, iz artyste  otacza mnostwo   grajacego sprzetu. Poradzilby sobie , bez watpienia,  bez smyczkowego quartetu... choc ow quartet robil niezla robote.

Zachlysnelam sie duzym miastem. Z wiekiem staje sie wrazliwa na male spolecznosci. Na to, ze wszyscy wszystkich znaja... zaczyna mi sie to nie podobac. Zdaje sobie tez sprawe, ze aninimowosc wielkich aglomeracji to rowniez nie rarytas. Ale za to mozliwosc uczestniczenia w kulturze i czerpanie to niezly plus wiekich miast.

wtorek, 4 lipca 2017

Wszyscy jestesmy Hiobami.

Jest taki film Koterskiego "Wszyscy jestesmy Chrystusami". Dobry film. Ja bym jednak powiedziala, ze wszyscy jestesmy Hiobami. Chrystus przeniosl kazdego , Hiob poradzil sobie tylko sam ze soba. Wez tu czlowieku ogarnij samego siebie, to ci dopiero zadanie.... Bycie Chrystusem zostawmy temu wlasciwemu. Temu, ktory za miliony...


Wczoraj obchodzilam urodziny. Przygotowania do obchodow poczynilym jednak duzo, duzo wczesniej, bo w listopadzie ubieglego roku. Przegladajac oferte dortmundzkiego teatru,  naszla mnie chetka na cos z ich repertuaru i znalazlam , bo kto szuka ten przeciez znajduje. Dopasowac musialam  gosci do owego wydarzenia. Kogos kogo kultura, w ogolnym pojeciu,  zajmuje. Kogos kto chetnie chadza na  kulturalne imprezy. No i kogos, kto mi odpowiada , kogo chetnie chcialabym miec tego dnia przy boku. I wiecie co? Moj wybor absolutnie nie padl na meza, bo... choc jest mi bliski , to jest niesamowicie lakoniczny w wyrazaniu emocji zwiazanych ze sztuka. Go po prostu kreci sport. On sztuke recenzuje w dwoch, maksimum czterech dosc trafnych zdaniach i ma zakonczony proces zwacy sie: mietoleniem tematu.  Tzn.: moze proces  "przezywczy" sie w nim nie zakonczyl, ale nie czuje moj malzonek potrzeby obnoszenia sie z tym i omawiania tego w nieskonczonosc. A ja potrafie dluzej, czyli trzeba bylo zawodnikow do siebie dobrac. Takich, ktorzy dorownaja mi w orgazmie....Przyznam sie, ze dlugo szukac nie musialam. ONE ( bo to jednak kobiety do kobiet dorastaja w takim momencie) nie wiedzialy w czym beda uczestniczyc i ze reka losu wskazala akurat na nie.
Zaprosilam siostre z mezem na sobote, podpowiedzialam zeby sie jakos odziali. Dziwne to dla mojej sis bylo, bo dotychczas nigdy sie im do ciuchow nie wtracalam i wsio mi odpowiadalo , a tu gryps polecial, ze odziac sie maja jakos tak- no wiecie- lepiej. Zaprosilam kolezanke z Polski,  z ktora  trzymalysmy sie  w pracy, rozumialysmy sie niezle i ktora podtrzymuje kontakt ze mna , bo te inne polskie kontakty, po tak dlugiej mojej bytnosci w Niemczech, trzeba od czasu do czasu reanimowac. I meczy mnie , ze to z reguly ja jestem owym reanimatorem.
No dobra, czyli wybor padl juz w listopadzie 2016, na siostre, ktora mieszka w Niemczech i na Jolke, ktora uczyla matmy w szkole , w ktorej i ja pracowalam. Jolka ma scisly umysl oraz wrazliwe serce i dobra  sztuke ceni bardzo.



Czyli te dwie powyzej zabralam, a one jechaly i nie mialy pojecia  dokad. Dopytywaly sie ,... a jakze ... dopytywaly.  Uzyskaly wiadomosci, ze beda tam fajni faceci.  Kojara zadzialala im tak, ze wiecie co sobie wyobrazily (!)...nawet sie pod nosem na mozliwosc tak spedzonego wieczorku usmiechaly. Ale... nie dla psa kielbasa. Dwoch sprawnych facetow w domu zostawionych, tzn jeden zostawiony a drugi jechal z nami , wiec nie ma co sie slinic na innych. Nie sklamalam jednak . Faceci byli zajebisci. Zwlaszcza ucharakteryzowany na Mephisto Hiroaki Ishida.
Wyladowalysmy na balecie "Faust I - Gewissen"- ( Faust I- Sumienie). Goethe napisal dwie czesci Fausta w odstepie kilku lat. Dortmundzki balet podjal temat. Rezyserowal cale przedsiewziecie Chinczyk, notabene dyrektor artystyczny ( baletu) , no i podolal. Dziwne. Obcokrajowcy tancza niemiecki temat. Obcokrajowiec, ktos wychowany w innej kulturze, z innymi problemami, podejmuje sie rezysrowania calego spektaklu i wychodzi im to przednie... Dlugo trwaly owacje na stojaco.



Nie chce opowiadac fabuly, bo raczej jest Wam ona znana. Przedstawienie , ksiazka , rozpoczyna sie rozmowa Boga z szatanem. Przebiega ona w zarysie tak, jak rozmowa w Biblii pomiedzy  Bogiem i szatanem o Hiobie. Mephisto czuje sie pewny, lekcewazy Boga... wie, ze sobie z zamieszaniem poradzi. Toz zna nature ludzka jak nikt inny. Wie jak podejsc, wie czym zanecic, jaka marchewke wystawic. Jak nie podda sie czlowiek jednej zanecie to przy kolejnej peknie... I peka. Swietnie odtanczony temat. Swietnie pokazany. Opowiadac by o tym dlugo. Biedni ci nasi faceci.
Jak to swtierdzila Jolka do meza mej siostry?
-Widzisz ? Dwie godziny ogladania, a cztery gadania i to w trzech wersjach.

Emocje nas po prostu wymiotly. I o to chodzi, o to chodzi...sztuka ma poruszac, a jezeli sie o czyms mysli dlugo "po",  to zadanie jest spelnione na 1000%. eM nie bardzo kumal ta nasza polska bablanine, wiozl nas chlopina tylko na owe wydarzenie i czekal cierpliwie pod teatrem, wiec w drodze powrotnej pozwolil sobie na gaz do dechy a my? A my nawet nie zauwazylysmy, ze droge powrotna pokonal w ciagu 26 minut, tak bylysmy zajete dyskusja i wymiana mysli.
-Jak cie ktos w Polsce zapyta jak daleko mamy do Dortmundu, to powiedz, ze 26 minut.-Zwrocil sie eM do Jolki.
I tymi 26 minutami wybil mnie z torow i przeniosl na inna orbite, bezczelnie przerwal i wprowadzil w inny tok myslenia, ze jak to tak...to on tak pedzil a ja nic?! Zero pouczenia, ze nie mozna, ze ten wiatr we wlosach to nam za mocno fryzury potargal i te inne... No normalnie zero moralizowania z mojej strony. Niepojete. Jeszcze  sie facet oduczy i co?

We mnie zas,  podczas owego przedstawienia, pewna refleksja sie narodzila, ze jestesmy rozni Polacy i Niemcy, bo na innym chlebie wyroslismy, na innej duchowej strawie. Nasz polski romantyzm to romantyzm zaangazowany w walke narodowo wyzwolencza. Konrad Wallenrod, Dziady...nawet Mloda Polska wracajaca korzeniami do romantyzmu to "Wesele"... wszystko nastawione na walke przy wykorzystaniu regul ,trendow danego nurtu. Oni- Niemcy- zajmuja sie sprawami uniwersalnymi. Niespelniona miloscia, niespokojnym ludzkim duchem, ktory nie spocznie dopoki nie znajdzie...czego? Wedlug mnie jest tak, jak powiedzial sw. Augustyn, iz nie spocznie ludzkie serce poki nie spocznie w Bogu. Tam jest ukojenie, wyciszenie, spokoj i blogosc....  Romantyzm niemiecki zapoczatkowal owa literacka epoke w calej Europie, w calym owczesnym swiecie... polski romantyzm, to co dzialo sie w naszym kraju, nigdy -nidzie- nic by nie zapoczatkowalo. Wojny maja to do siebie, ze sie zaczynaja i koncza a wraz z nimi konczy sie dany problem, chyba ze ... powraca on co jakis czas, bo nowe zarzewie konfliktu sie pojawilo.  Uniwersalne sprawy zawsze maja wziecie, bo czy to czas biblijny, czy wspolczesny. Czy to Niemcy czy Polacy, Japonczycy.... wszyscy przezywamy podobnie, egzystencjonalnie nurtuje nas jednakowo. Faust jest ponadczasowy. I tak jak powiedzial  wprowadzajacy nas w przedstawienie moderator, Fausta nie mozna odlaczyc od niemieckiej kultury. To tak jakby pozbyc sie korzenia w roslinie.


Ps.
Poza tym Luna okazala sie byc  Lunem. Marie nie przyjmuje tej informacji. Musi jej to chyba wet powiedziec dobitnie...

Corka ma wystapila pierwszy raz , w koncercie organizowanym przez szkole muzyczna. Grala w duecie z kolezanka. Mialy krotki wystep ( okolo 2 minut), ale bylo bez wpadek i pomylek. Super! Jestem dumna.




poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Kulinarnie, choc nie tylko...

Wielkimi juz krokami nadchodzi godzina "W", czyli dzien , w ktorym Dziecie me przystapi do sakramentu Komunii Sw. I jakos tak nie wiem... nie chodzi o to, ze mam jakies ciemnosci wiary i szukam po omacku kontaktu aby swiatelko w tunelu zapalic, ale .... nie wiem co mam robic? Jak zabrac sie , w tym okresie "wielkich krokow "  za przygotowania do owego, jakby nie bylo wyjatowego dnia? Kiecka zakupiona- wisi. Miejsce w gospodzie gdzie przywitaja nas chlebem i sola sie kisi- czeka. Ciasta zepchnelam troche ze swych barkow, na barki kogos innego... tzn. podzielilam sie  robota. Ktos upiecze dwa i ja dwa. Musze ogarnac chalupe- wiele chyba nie trzeba. Przygotowac sie na najazd gosci z Polski . Zajac sie nimi. No i Marie dopilnowac w przygotowaniach.

W ramach pieczenia owych ciast- nie czuje sie w danym temacie dobrze i bezpiecznie.  Mam dwa -  trzy dyzurne, ktore serwuje jak  ktos ma przybyc i to wszystko. Polazilam wiec ostatnio po necie w poszukiwaniu przepisow na cos dobrego. Znalazlam, upieklam, sprobowalam i ...fajne, nie powiem. Dla smakoszy orzechow jak znalazl. Wygrzebalam na jednym z blogow ciasto Prince Polo. Myslalam, ze wypiek ow przerosnie moje mozliwosci. Udalo sie,  i tak, jak autorka pisze na swym blogu, najlepiej smakowalo na drugi- trzeci dzien.
    Nie wiem, ktora z wersji wypieku Wam zapodac...taka?






A moze taka ?



Albo taka ?


Dobra- konczmy ow kulinarny watek. Nie chce meczyc Was zarciem. Dodam  moze, ze pomimo iz ciacho da sie zjesc , jest ciekawe w smaku, jezeli chodzi o slodkosc w sam raz, to ja go jednak nie zapodam na komunijnym stole, bo nie wiem czy bede dysponowala czasem. Piecze sie go etapami, a mi na etapy czasu moze nie starczyc.


W ramach owego ogarniania posesji na najazd gosci to siadlam se razu ktoregos i obejrzalam "Ide" Pawla Pawlikowskiego. Film zakupiam w okolicznym sklepie prowadzonym przez benedyktynow. Polski film nagrodzony Oscarem. Mam mieszane uczucia. Projekt ow daje miesamowite mozliwosci popisow aktorskich, co tez Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska czynia  wysmienicie.  Trzebuchowska gra wylacznie twarza, nalezy w tym momencie pochwalic robote operatorow. Kulesza gra twarza, soba .... jest  autentyczna. Obraz konczy sie, dla mnie, w momencie popelnienia samobojstwa przez Wande Gruz odtwarzana przez wychwalana tu przez mnie Kulesze. Jak dla mnie ciecie- historia skonczona.  Powojenny dramat  ludzkich losow  dotknietych okupacja, wypelnil sie. Natomiast watek tytulowej Idy Lebenstein, przyszlej siostry zakonnej... niedokonczony, nieopowiedziany, splycony. Tzn.: opowiedziany, ale jednak splycony. Ida pod wplywem stylu zycia ciotki, po jej samobojczej smierci, probuje cielesnych uciech. Jak sama mowi figurce Jezusa ustawionej w zakonnym ogrodku - nie jest gotowa na zlozenie  wiazacych ja slubow. Ciekawe co traci? Jaka czesc ludzkiej egzystencji bedzie jej niedostepna? Wiadomo, ze sluby zakonne uderzaja mocno w seksualne rozyrywki i mozliwosc seksualnego spelniania sie, rozmnazania. Ida probuje, ale czy oby bedzie ci ona wiedziala jak to jest, albo moze byc gdyby... (?)  No wlasnie gdyby co? Co mozna wiedziec o seksualnym barabara po jednaj upojnej nocy z kochankiem? Po nocy z facetem, z ktorym zamienilo sie kilka zdan, troche sie pogadalo na hotelowym balkoniku, albo w hotelowej restauracji? Nic , kompletnie nic. Zaspokoilo sie cialo, albo sie nie zaspokoilo ciala, wszak dziewice zanim zaskocza sa trudne.  To nie jest latwy material , na taki material trzeba czasu. Laska sie ledwo z chlopakiem musnela i ... ok, ona wie co i jak, teraz moze podjac decyzje. Smieszne to troche i splycone. Mnie zasmucilo.  No ale wedlug tworcow filmu, to ona juz teraz wlasnie wie. Przezyla przygode zycia i wie,
 E tam .... gowno wie. Chyba lepiej nie ruszac ciala i isc w mysl zasady, ze taki styl zycia obieram. Z zalozenia obieram. Nie chce  rozmnazania ,  rozbudzania , zahulaszczania sfery seksualnej, bo ona mi w mojej koncepcji swiatopogladowej nie jest do niczego potrzebna. Walcze z tym, zmagam sie z tym, pomijam, probuje przejsc pewien etap zwiazany z praca hormonow, ktory zaprogramowal mnie na seksualne spelnienie, a przy okazji na rozmnazanie, albo na odwrot- czyli na rozmnazanie, a przy okazji na seksualne spelnienie. Ignoruje czerpanie przyjemnosci w taki sposob. Szukam czegos innego, glebszego. trwalszego, Z walki tej wychodzi sie roznie. Jednym udaje sie dziewictwo zachowac, drugim nie. Bywa tez tak, ze  po seskualnym napaseniu sie ,  chec mija i teraz ludzie mogliby pojsc do zakonu- w temacie naboru do zakonow wszelakich wtrace, ze  ludzie chcacy sie  dostac za klauzule musza byc zdrowi szczegolnie pod wzgledem seksualnym. Czyli wlasciwie spolaryzowani i nie impotenci. Nie moze ponoc byc tak, ze kierownicze stanowisko w kosciele obejmuje ktos, komu walki duchowe w zwiazku z potrzebami w tej dziedzinie nie daly w kosc. Jak ktos taki moze   potem kierowac tymi, w ktorych cielesnie sie kotluje? Przeciez nie doradzi niczego sensownego- nie bedzie kumal problemu.  
Jak to moja kolezanka kiedys w pracy swierdzila, kobieta starsza ode mnie o dyche, ze jak to dobrze, ze ona w mlodosci sie puszczala, bo teraz to ja ta sfera zycia nie kreci, wrecz meczy... Ona zaprzestala sie modlic  : "Panie spraw, aby mi stal jak najdluzej i abym mogla sie bawic w taki sposob jak najczesciej".
Coz wiec ta biedna Ida mogla wiedziec o tym co traci, co jej bedzie odebrane, jezeli nie pojdzie ta droga a wybierze inna? Ano nic. W koncowce filmu szla se dzieweczka dokads. Moze do zakonu? Raczej tak, bo gdzie niby miala sie podziac, skoro w mieszkaniu zmarlej ciotki tez siedziec nie zamierzala, a kolezanek nie miala oprocz tych w zakonie?

Jednak jakby nie bylo, wizerunek Oscara na opakowaniu pudelka od filmu wrazenie robi. A ja bym zyczyla sobie, aby wszelkie nagrody przyznawane artystom byly odpolitycznione. Niezwiazane z tym,  co dzieje sie na scenie politycznej swiata. Z drugiej zas strony, polityka niemozebnie miesza w naszej codziennosci. Nasze zycie nie jest odpolitycznione, jak wiec maja byc odpolitycznione filmy, dzialalnosc artystyczna czlowieka?

Chcialabym Wam jednak polecic inny film. Mamy w naszej polsko-zydowskiej historii aktorke, ktora w 1967 roku nominowano do Oscara za role w slowacko-czeskim filmie "Sklep przy glownej ulicy". Byla to pierwsza w historii aktorka nominowana z krajow socjalistycznych. Przgrala wyscig z Elizabeth Taylor. Aktorka owa nazywala sie Ida Kaminska. Na uroczystosc oscarowa pojechala wraz z wnuczka Erika, ktora studiowala anglistyke i przy okazji byla tlumaczka babci. Ida Kaminska nie znala angielskiego. Na dzien przed rozdaniem nagrod wraz z wnuczka wybrala sie na jedno z 16 przyjec, ktore organizowano w tym czasie w miescie. Kiedy starsza  pani weszla do sali, wszyscy wstali i zaczeli jej bic brawa. Aktorka odezwala sie ponoc do wnuczki slowami, ze musi tu byc ktos znaczacy, skoro ludzie wstaja i klaszcza. Wnuczka zas odrzekla: "Babciu, oni ciebie tak witaja".
 Polecam KLIK- musicie tylko wejsc w ustawienia i ustawic sobie polskie napisy.


niedziela, 20 listopada 2016

Nie z tego swiata.

Anno Domini 18 listopada 2016 roku!

Ha!   Od poczatku moze, co?

Otoz chce Wam powiedziec, ze nasze zyczenia, nie mowie nic o marzeniach , bo to ciut grubsza sprawa, ale... nasze zyczenia wypowiedziane glosno lub czasami cicho, czasami jeszcze ciszej,  spelniaja sie. Nie wierzycie?! SPELNIAJA SIE!
Do spelnienia zyczen potrzebnych jest pare skladnikow.

-Po pierwsze.

Zyczenie jest potrzebne - przemyslcie sprawe doglebnie i nie rzucajcie slow na wiatr. Nie miejcie zyczen typu: "Chce zobaczyc mecz Bayer Leverkusen", kiedy chodzi o sam stadion... no zeby pobyc na stadione i se popatrzec jaki on duzy. Mecz by nas ( kobiety )  zanudzil, ale stadion? Hm...czemu nie. Zobaczyc mozna, nieprawdaz?

- Po drugie.

Uwazny sluchacz obok. Taki, ktory podchwytuje pomysl. Z reguly to powinna byc osoba nam bliska. Zaangazowana w nas ( matka, partner, siostra, dobra pisola... corka, syn...) , bo tylko taka osoba jest wsluchana  w nasze potrzeby. Zna nas, jestesmy dla tego kogos wazni i ... te inne. 
- Zyczenia nie wypowiada sie z premedytacja, ze moze noz widelec, ktos w koncu uslyszy i radoche nam sprawi. Ot tak- sponatnicznie sie je wypowiada..... przy dogodnych warunkach zewnetrznych. Bez kalkulacji : "Podpowiadam! Bilet na mecz, ktory mnie inetresuje, mozna nabyc dla mnie ...." - podajemy w tym momencie, dokladny adres kasy biletowej.

-Po trzecie.

Trzeba umiec poczekac. Jak to powiedzial mistrz ks. Jan Twardowski? Powiedzial on, ze nie modl sie czlowieku, jezeli czekac nie umiesz. Czyli czekajmy ludzie!!!  Tak  jednak czekajmy, aby  nie czekac. Nie wiem czy czaicie? A tam.... nie wazne.

Za siedmioma gorami...za siedmioma lasami zyla sobie ksiezniczka....  STOP! To nie ta bajka przeciez!

Dawno temu wypowiedzialam zyczenio- marzenie. Pogadalam sobie z eMem o tym, ze istnieje na scenie niemieckiej pewien artysta, ktory ma piekny glos, madrze spiewa i ciekawe jak on brzmi na zywca . TUTAJ o nim pisalam. No i marzenio -zyczenie, czy tez zyczenio- marzenie sie spelnilo:)

Chyba wiecie? Dostalam bilet na koncert tego artysty. Pisalam o tym raz na blogu. Bilet dostalam, ale ... poczekac trzeba bylo jeszcze troche. To czekanie sprawia, ze cale rozwiazanie smakuje o wiele lepiej , albo... totalna kicha nas zastaje, bo marzac przeroslismy rzeczywistosc. Pamietajmy! Marzmy realnie! Nie bierzmy marzen z kosmosu.






18 listopada anno domini 2016 roku.... zrobilam sie na bostwo. No w koncu jade na spotkanie z Xavierem Naidoo. To nie wazne, ze 6 rzad, ze 3 miejsce...zawsze lepsze to niz 7 rzad i 1 miejsce.... Szosty rzad... przeciez to tak blisko, ze wystarczy reke wyciagnac. Czyli...drogie panie- Wy to przeciez rozumiecie, nieprawdaz? Zalozylam, ze z cala pewnoscia bede rozpoznawalna, wiec trzeba zrobic sie na bostwo. Zrobilam sie... dwie serie maseczek. Najpierw peeling, potem maseczka regenerujaca, potem odpowiedni krem, a potem make -up......  Jedno co mnie meczylo to to,  ze za stary model torebki posiadalam. Z drugiej strony swiatlo przeciez zgasza i .... na co komu ta torebka? Przezornie oddala mezowi kluczyki do samochodu i domu, portmonetke...tylko pare drobniakow w kieszeni mi sie ostalo. Oskubal mnie maz jednym slowem. i...

.. Obwiozl jakimis dziwnymi drogami do Köln. Czasu jednak starczylo, aby cos przed koncertem wspolnie zjesc i uraczyc sie kieliszkiem czerwonego wina. Nie zawsze moze sie czlowiek poczuc jak Krystle Carrington, ale w takim momencie czemu nie.

Los nam tego dnia sprzyjal. Szybko znalezlismy wolne miejsce do parkowania. Z wyjazdem po koncercie byl problem, ale przed  "no problemo amigo!"





-Pokaz mi sektor, w ktorym bede siedziec.-Poprosilam eMa.
Ten pospiesznie wyjal komorke. Wpisal w google Lanxess Arena i pokazalo mi gdzie, co i jak.
-Skoro to szosty rzad, czyli ... chyba blisko, jak myslisz?
-Scena ustawili na srodku areny...  cena biletu jest odznaczona na zolto, a zolty to tu, czyli.... siedzisz blisko. Nie martw sie. -Uspokajal eM.
Nie martwilam sie dopoki przed wejsciem nie zaczeli kobietom sprawdzac torebek. Hm... musialam pozbyc sie flaszki wody. Dziwna sytuacja, ale z drugiej strony zrozumiala. W Europie ostatnio niespokojnie. Dwa lata temu na koncercie Davida Garretta w ogole nas nie sprawdzano. Ludziom udalo sie wniesc male falszeczki wody mineralnej, aby choc spragnione usta umaczyc. Znam to pragnienie z przeroznych koncertow. Nawet tych napowietrznych, gdzie klimatyzacji nie potrzeba bylo...Pragnienie potrafi byc dokuczliwe. Nie znosze w trakcie przerw stac w kolejce za woda. Piwo, wino, szampan...to sprzedawcy  roznosza miedzy rzedami  hojnie, dostatnio, lecz wody.....nie uswiadczysz. Czyzby ludzie na koncertach nie pili wody? Po wode musisz sie ruszyc, odstac... No dobra...nie bede narzekac. Najwyzej umre z pragnienia...wyniosa me zwloki jak sie do wodopoju nie dorwe. eM chyba sie przyzna, ze to jego polowica? I godny pogrzeb sprawi?  Najwyzej uracze sie piwem- dobrze gasi pragnienie .

Miejsce koncertowe mialam niezle, ale byly jeszcze lepsze...takie za 169 euro za osobe. Loze nad lozami. Siedzisz se wysoko czlowieku. Pijesz, jesz ile chcesz, full service. Wstajesz kiedy chcesz, zapalasz swiatlo, lub gasisz kiedy chcesz. Nikomu nie przeszkadzasz... no chyba , ze komus ze swej druzyny.
-To tak  samo, jak na meczach.- Orzekl eM.- Sa miejsca i MIEJSCA. Masz krzeslo w trzecim , albo w czwartym rzedzie i ...to jest COS (! ), albo loze dla prominentow, wiec  dajmy sobie na luz...

Loze: dadam!




A potem? A potem wszedl ON!

Powital swa 16 tysieczna publicznosc zgromadzona na koncercie...
I sie zaczelo.... i milo bylo, i fajnie bylo, i ekscytujaco bylo.....
Xavier Naidoo nie nalezy do tworcow poprawnych politycznie. Mowi, tzn. spiewa sporo o uczuciach, ale tez i o tym co mu sie nie podoba w danej rzeczywistosci. Podpadl kilkoma wypowiedziami tym, ktorym podpasc nie wypada i zrobil sie szum wokol jego osoby. W tym roku mial reprezentowac Niemcy na koncercie Eurowizji, ale gdzies tam, ktos tam uznal, ze nie moze i tyle w temacie. Wedlug mnie, to jeden z najlepszych tworcow niemieckiej sceny. Z pewnoscia znajduje sie na szpicy tej szpicy. Przedwczoraj byl liryczny, rapujacy, wychodzil z przeslaniem do sluchaczy np.: o nie stosowaniu przemocy. Powinnismy byc ostatnim pokoleniem , ktoremu wojny jeszcze  sie przytrafiaja. Powinnismy zakonczyc stosowanie przemocy poczynajac od takich malych spolecznosci jakimi jest chociazby rodzina.

Ten koncert to super sprawa. Wystarczylo aby towarzyszacy Xavierowi muzyk zagral pierwszych kilka dzwiekow na pianinie, wprowadzajacych do kolejnego utworu, a na widowini od razu szal i krzyki, ze to piekne,...ludzie po pierwszych tonach rozpoznawali utwor. To sie nazywa bycie fanem i to sie nazywa przebywanie w atmosferze fanow. Co tu gadac, jakas dziwna aura spowijala Lanxess Arene.

W przerwie pomyslalam sobie, bo powrocilam do rzeczywistosci,  ze jakby tu cos jednak pizglo, to by po nas smrod nie zostal.  Coz- najwazniejsze to odgonic zle mysli i ... nie bac sie.
Siedzialam blisko. Fanki krzyczaly: "Xavier kocham Cie!"- wiadomo dziewczyny sa emocjonalne i one szybko w takich momentach wywalaja to na zewnatrz, ale co tam fanki... nie starszne mi byly, jestem przeciez bezkonkurencyjna...
- Kiedy artysta zaspiewal ku czci Leonarda Cohena "Halleluja" to odjechalam. Zostal na sali tylko Naidoo i ja.- Opowiadalam siostrze zasluchanej w Halleluja na mojej komorce.
-Wiesz co? - Usmiechnela sie siostra.- Ci artysci to maja przejebane.-Dokonczyla.
I tym optymistycznym akcentem zakonczymy owa opowiesc, bo.... z pokoju obok dochodza odglosy odrabianych przez Marie lekcji . Odrabia je z tata, a tata nie posiada mnostwa cierpliwosci i ... CZEKAC nie umie.

Poniewaz koncert nosil nazwe : "Nie z tego swiata" ... zagrajmy wiec:



czwartek, 9 czerwca 2016

Co lepsze?

Wiadomo, to sprawa gustu, ale ... ktora wersja lepsza, albo co lepsze? A Wasi faworyci? Podzielicie sie swoim?:)




A moze taka wersja?




To...


...moze jednak to?


Albo to:


Moze ktos polubi:







Chyba, ze to:




I tak w nieskonczonosc....

piątek, 25 marca 2016

Modlitwa, ktora lubie.

Czas Meki i Zmartwychwstania Panskiego, a ja zamierzam do tematu podejsc z innej strony. Zajac sie nie Jezusem, choc posrednio z pewnoscia nim takze, a kims calkiem innym. Kims stojacym na poczatku jego dzialalnosci, zycia,  meki na uboczu.
Bywaja tacy ludzie w naszym zyciu, ktorzy niby nic nie znacza, a ciagle wokol nas gdzies sa, kreca sie. Graja w  filmie, tyczacym sie nas, epizod. W sumie zas, z czasem, okazuja sie byc dosc znaczacymi postaciami, zaslugujacymi na plan pierwszy.
Nie, to nie bedzie o Pilacie i jego zwiazku z procesem Jezusa. O Pilacie powiedziano juz sporo. Jego dylematy zwiazane z tym, czy Jezus jest winny czy niewinny, chec uwolnienia  oskarzonego powodowala, ze w literaturze apokryficznej i hagiograficznej byla to postac ubarwiana i przedstawiana w lepszym swietle. W pewnych nurtach tradycji chrzescijanskiej byl nawet czczony jako swiety. Zona Poncjusza Pilata, Prokula, wymieniona raz w Ewangelii sw. Mateusza (27; 19)- niestety nie  wspomniano jej z imienia, zostala uznana przez prawoslawie za swieta.  W sredniowieczu zas byla uwazana za czarny charakter, bo mniemano, ze chcac ostrzec meza, aby nie mieszal sie w skazywanie niewinnego, sprzeciwiala sie bozemu planowi zbawienia swiata, chciala ow plan powstrzymac
Coz - co epoka to inne tlumaczenie tematu, inne podejscie do problemu.  Co epoka to inna mentalnosc ludzka. Inne spojrzenie na swiat i wyjasnianie sobie tego swiata.

    O Maryji , matce Jezusa, mowilo sie i mowi wiele. W Pismie Sw. jest o niej sporo. Pojawia sie tam dosc czesto. Wedlug mnie, choc nie tylko, jest wazniejsza postacia niz sw. Jozef. Jozef przyjmuje poslanie od  aniola. Walczy ze soba, czy poslubic brzemienna ( toz to dopiero byl skandal- brzemienna przed slubem) Maryje, ktora w stanie takim znalazla sie za sprawa ducha swietego, czy tez wypisac sie  z tego calego obyczajowego syfu. Syfu przeczacemu ludzkiemu rozsadkowi, logice.... Walczy, bo choc poslaniec pochodzi od Boga, to jednak czlowiek posiada wolna wole i tej, sam Bog nic narzucic nie moze.
Matka Jezusa jest postacia znaczniejsza, jezeli tak w ogole mozna powiedziec. Przewyzsza wiele biblijnych postaci, pomimo tego, ze przebywa ciagle w cieniu facetow ( przebywanie w cieniu kogos nie wyklucza znaczenia i waznosci danej osoby). Kobieta odwazna, nie bojaca sie przekroczyc obyczajowych granic. Przyjmuje poslanca bozego i mowi mu swoje "tak". Ilez dziewczat w jej wieku i sytuacji narobiloby z wrazenia i strachu w ...... Mowie o jej odwadze, bo jakzesz by inaczej, przeciez kobiety spodziewajace sie dziecka przed slubem byly kamieniowane. Kosciol mowi zas o jej posluszenstwie wobec woli bozej. Czy posluszenstwo wyklucza odwage, a odwaga wyklucza posluszenstwo? Mysle, ze nie. Jest to kobieta mezna, poniewaz siedzi po smierci Jezusa z zaleknionymi i kryjacymi sie przed lapankami i aresztowaniami, apostolami. Wytrwale wierzy, ufa, ma pewnosc wiary, ze wszystko potoczy sie dobrze, czyli wedlug bozych zamierzen. Jest z apostolami w momencie zstapienia na nich Ducha Sw.: ducha pokoju, wyciszenia, odwagi, prawdy, umiejetnosci.....  Jest z synem do konca. To jej trwanie pod krzyzem bylo dla mnie zawsze pocieszajace. Jezeli los Jezusa odzwierciedla i nasze ziemskie zycie ( nie chodzi mi o to, ze wszyscy musimy skonczyc na krzyzu, ale czyz nie przezywamy  momentow zyciowych pelnych zwatpien, rozpaczy, smutku.... ze czujemy sie tak, jakbysmy konali na krzyzu?), to tak, jak Jezus nie byl do konca sam, pomimo tego, iz wolal : "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Mt 27, 46 oraz Mk 15, 34),  tak i my sami rozpieci na naszych krzyzach rowniez nie jestesmy.- ktos obok zawsze stoi i wspolcierpi, czyli kocha.
Mam szacunek do tej kobiety i lubie  rozaniec, ktorego na poczatku mojej drogi nie znosilam. Ignorowalam. Lekcewazylam ta modlitwe. Potem, kiedy mnie dobilo do ziemi tak, ze podniesc sie nie moglam, wzielam paciorki do reki.-  "Nie zaszkodzi"- Dywagowalam. Przeciez tonacy brzytwy sie chwyta, nieprawdaz? Przyjmie kazde kolo ratunkowe. Zmawiajac "Zdrowaski", czulam sie jak pobozna i ciut nawiedzona babcia rozancowa, ktorej z czasem pomiesza sie , od tych modlow, w glowie. Wydaje mi sie, ze zaczelo sie wlasnie wtedy wiele rzeczy i spraw prostowac, wyjasniac. Przychodzil pokoj i oddzielanie waznych  zyciowych wydarzen, od tych nieistotnych, szkodliwych dla mnie.....

Forme modlitwy koralikowej, rozaniec przyjal ostatecznie w XV wieku za sprawa dominikanina Alamusa a la Roche, wczesniej jednak przechodzil wiele przeobrazen. Podzialow na czesci i tajemnice. W 2002 roku Jan Pawel II poszerzyl rozaniec o nowa czesc, tajemnice swiatla- moja ulubiona. Tajemnica swiatla to czesc mowiaca o dzialalnosci publicznej Jezusa. Jest bardzo optymistyczna, pelna cudow, lekka....Lubie ja nie ze wzgledu na to, ze rozpropagowal ja nasz, polski papiez, ale wlasnie ze wzgledu na jej charakter.
Modlitwa : "Zdrowas Maryjo ..." ma poczatek w Pismie Sw. Sa to slowa, ktorymi pozdrowil Maryje aniol przychodzacy z poslaniem., oraz Elzbieta, ktora brzemienna matka  Zbawiciela  odwiedzila (Lk 1-28; 1-42). Papiez Pius V w 1566 roku kazal umiescic dodatkowe slowa do tej modlitwy w brewiarzu rzymskim i tak poswtala cala, znana nam  obecnie, wersja  "Zdrowas Maryjo..."
 Rozaniec jest silna modlitwa wstawiennicza, poprzez nia mozna wiele wyzebrac u Boga, bo nie oszukujmy sie, wiekszosc z nas, porazajaca wiekszosc, potrzebuje czegos . Wyciaga rece po prosbie: "spraw abym znlazla (znalazl) dobrego meza ( zone).... prosze o zdrowie dla chorej corki/syna/matki.....  aby zona szczesliwie urodzila....pomoz mi znalezc prace.... daj przychylnosc szefow.....pomoz mi wychowac dzieci......uzbierac na wlasny dach nad glowa....". Jestesmy zebrakami, przychodzacymi po prosbie i nie ma co sie spinac i mowic, ze tak wcale nie jest. I nie ma co sie unosic, i myslec, ze : "Jak to? Ja zebrakiem?". To tak gwoli jakby nas zaczelo rozpierac poczucie bycia lepszymi, bo np.: wierzymy i mamy wstawiennictwo.

Czy warto sie modlic? Dla wierzacych jest to pyatnie pozbawione sensu. Pewnie, ze warto, a nawet trzeba.... Modlitwa to rozmowa i nie musi przybierac formy rozanca.
"... Miejcie ufnosc w Bogu! Zaprawde  powiadam wam: Jesliby ktos powiedzial tej gorze; podnies sie i rzuc sie w morze, a nie watpil w to, ale wierzyl, ze stanie sie to, co mowi, to tak bedzie. Dlatego mowie wam: Wierzcie, ze otrzymacie wszystko, o co sie modlicie i o co prosicie, a stanie sie wam. A kiedy zabieracie sie do modlitwy, a macie cos przeciwko komus, przebaczcie mu, aby i wasz Ojciec w niebie przebaczyl wam wasze winy."
Mk 11;22-25
Klik






czwartek, 7 maja 2015

Kulturalnie i mniej kulturalnie.

W Polsce prawdopodobnie wybory. I jak zwykle troche sie dzieje. Kiedys w sprawie polityki gadalam z jednym tutejszym czlowiekiem. Rzadkie to, gdyz Niemcy nie politykuja publicznie i glosno ( w sobie politykuja). On uwaza, ze w polskiej polityce jest nawet fajnie, ciekawie. Pobija sie, nagadaja, podniosa ludziom cisnienie, a w Niemczech spokoj, bez emocji, poprawnie...nuda! Nie wiem, czy to takie ciekawe? Pokazywanie swiatu domowych brudow. Z reguly to sie je pod dywan zamiata.
Na wybory, jak co roku nie pojde z wiadomych wzgledow...ale zagrajmy pod wybory.

Kukiz - wiadomo dlaczego , a piosenka z sentymentu do wujka. Niespiewajacy byl. Czasami jednak czlowiek musi, bo inaczej sie udusi, wtedy jedyne co spiewal, to byly utwory o rezerwie.
Podoba mi sie artystyczne wydarcie Kukiza ..zaczyna sie tak jakos od 2 minuty i 56 sekundy, konczy okolo 3 minuty i 2 sekundy. Jak dlugo spuszczal powietrze? 6 sekund ? No coz....bywa lepiej. Nas na studiach uczyli do 11 "drzec jape":) Potem sie nie raz przydalo, nie powiem.... dobra, praktyczna umiejetnosc:)

Wroce moze po krotce do tematu, ktory poruszylam dosc skromnie w poprzednim moim poscie, a mianowicie szlo o fazy dzieci, kiedy to szantazuja rodzicow emocjonalnie i oznajmiaja im , ze opuszczaja zacne domostwo. Biora cos, co jest pod reka i teatralnie wychodza..... Mi tak statystycznie wynika (ludziom roznie wynika, jakies tam badania przeprowadzaja, ankiety na blogach umieszczaja, statystyke tworza...potem listy obok, pod , nad umieszczaja kto, jaki i z kim , i powiedzmy sobie, ze na pieciu wypowiadajcych sie wyszla im srednia dla wiekszosci blogerow ..) biorac trzy przypadki pod rozwage, iz: dzieci opuszczajace rodzinna schede z tornistrem z ksiazkami szkolnymi (ja tak robilam ) maja zaciecie naukowe, lubia sie uczyc. Sztalugi , bloki , kredki, olowki to dzieciak artysta. Torba z biedronki, lidla, aldiego to...pener, lump. Sorry psiolo:) Tak wyszlo jakos...

A teraz kulturalnie...Moze nie wiecie, ale ja czasami cos czytam. Nawet bloga osobnego o ksiazkach zalozylam. Nic tam sie jednak nie dzieje, bo ...recenzje mi nie wychodza. Przezywam dzielo, powinnam je na goraco opisac. Z reguly zas odkladam. Emocje opadaja i ...po ptakach. Nic mi sie napisac nie chce. Zatrzymuje dla siebie.
Przeczytalam, odlozylam niedawno, jeszcze goracy to ebook, "Corke polarnika" Kari Herbert. Od jakiegos czasu urzekaja mnie miejsca odludne. Nieskazone ludzka obecnoscia, dziewicze...Nie musza to byc plaze, slonce i lezenie pod palmami. Wole kraje umiarkowane. Ostatnio zesmy z eMem o naszych urlopach gawedzili. Ogolnie to my gnamy do "dziewiczej" Polski. Mama, siostra, siostrzency, psiola....ale czasami chce sie poganc dalej, gdzies indziej. Mamy kilka palnow, zbieramy forse, ja przynajmniej zbieram, a w oszczedzaniu niezla bywam. Te chociazby wypady do Holandii to moje ciulanie wlasnie...
Wracajac- ksiazka nie zachwyca bogactwem przemyslen. Nazwala bym ja ksiazka podrozniczo -techniczna, nie psychologiczna. Brak mi glebi przezyc i omowienia mentalnosci autochtonow, ale nie musza przeciez o tym traktowac wszelkie ksiazki swiata. Ta ksiazka jest pomocna. Przybliza kulture Inuitow, nich zwyczaje, dzien powszedni, wierzenia.... Mowi dlaczego do dziecka w rodzinie zwracaja sie czesto bliscy uzywajac okreslen: "dziadku", "wujku", "mamo". Autorka opowiada o wychowywaniu dzieci na Grenlandii....o podejsciu do seksu. Jezeli tam kiedys pojade, to bede bogatsza w wiadomosci. Nawiazalam nawet kontakt ( moze jednak "kontakt" to zbyt szumne slowo) z Polakiem mieszkajacym w tym zakatku swiata. Organizuje wycieczki, przyjmuje gosci za oplata u siebie na Grenlandii

Slicznie, nieprawdaz? Trzeba o czyms marzyc... czasami bywa , ze samo marzenie jest lepsze niz wtedy, kiedy sie je zrealizuje.

OK...wiadomo nie od dzisiaj, ze nie samym chlebem zyje czlowiek...czasami tez do szczescia potrzeba mu igrzysk. I nie mowie tu tylko o blogowych potyczkach. ktos kogos znowu obsmarowal, ktos kogos wyrzucil, tamtemu morde sprali.... ktos w zciaszu swego pamietniczka dopisal do listy tych, ktorzy go denerwuja- zaiste smieszne to, tym bardziej , ze owe listy rosna, oj rosna i niedlugo przerosna..... Dobra nie wazne..zostawmy dorosych fizycznie ludzi z mentalnoscia dziecka w spokoju. Niech se siedza w bamboszach, w zaciszu domowym i niech sie ucza na bledach innych. Niech sie dowiaduja z opowiesci innych jak smakuje zycie, bo zdobywanie wlasnego smaka, probowanie zycia za bardzo boli. Taki minimalizm...nie garsciami, a lyzeczka od herbatki i to najlepiej z cudzej szklaneczki:)
Jedziemy dalej z potrzebami. Czasami tez ogladam teatr telewizji. Opisywalam raz na blogu Florence Foster Jenkins, a tutaj dadam.... mistrzostwo. Polecam!!.

Polecam tez, w wolnych dla WAs chwilach ( do poznania, lub ponownego obejrzenia):
1 Herbatka u Stalina.
2.Udreka zycia
3.Chcialam polecic "Wizyte starszej pani". Niestetynie ma jej juz na youtube.


A co Wy czytacie? Co byscie polecili: muzycznie, ksiazkowo, filmowo, fotograficznie, wystawowo....?
PS. Wiecie chyba, ze Janerka dostal Fryderyka za caloksztalt?

piątek, 27 lutego 2015

Bede opowiadac...

Niedawno, w rodzinie naszej mialo miejsce pewne wiekopomne wydarzenie.


Z okazji tej, rodzina ( z obu stron), ta ktora mogla, pojawila sie u solenizanta
Jeny, jaki on 18 lat temu byl malutki, a teraz chlopie niczego sobie (p).

Ja tam tez bylam ( w koncu do rodziny sie zaliczam) miod i wode pilam...ogolnie udana rodzinna imprezka. A poza tym...Marie w objeciach "brachola", wspolne klikanie w nintendo.

Przepychanki, przewalanki....


Toffik

Oswajanie siebie nawzajem. Przyjrzyjcie sie dobrze. Pod stolem widac lape psa. Probowal zajsc Marie od "dolu":))

Julia na balkonie.

Pozniej poszlo lepiej...Marie czeka, kiedy Toffi sie obudzi. Waruje przy psie:)

Wyczekiwany spacer z Toffim:)


Znacie , ogladaliscie film "Diabolina", czy tez raczej "Czarownica" z Angelina Jolie? Jezeli znacie to bardzo dobrze, jezeli nie to zle, bo.... bede go opowiadac. Raz sie do tego filmu przymierzylam, ale nie poszlo mi dobrze. Wylaczylam w 1/3 seansu...drugi raz byl bardzo owocny. To taka bajka o spiacej krolewnie, troche podrasowana efektami specjalnymi, troche inaczej opowiedziana. Bolesna bajka.... majaca cos do przekazania. Maleficent jest czarownica. Dorasta sobie owa niecodzienna dziewczynka na ustroniach wraz ze swoimi skrzatami, elfami i tymi innymi gadzetami bajkowego swiata. Ma moc ...jest przyjazna i nie czyni, jak to dzieci, roznic wsrod tych, ktorzy ja otaczaja bo np.: sa brzydcy, maja, albo nie maja skrzydel, sa klotliwi, sa ludzmi, czy tez skrzatami...po prostu jej swiat, swiat, ktory widzi i czuje, jest przyjazny, zyczliwy, dobry. Natura wyposazyla Maleficent w rogi jak u diabola i potezne, silne , czarne, piekne skrzydla. Mloda diabolica zaprzyjaznia sie z krolewskim synem Stefanem. Dorastaja sobie owe nietypowe dzieciaki wsrod bajkowych zarosli i z czasem.... wydawac by sie moglo, ze maja sie ku sobie. Ze strony Czarownicy niewatpliwie bylo to czyste uczucie. Ufala Stefanowi, czula sie w jego obecnosci bezpiecznie, Stefan zas oplatany mania wladzy ( tatus obiecal temu, kto upora sie ze skrzydlami diaboliny krolestwo, czy tez jakas jego czesc) , oplatany rodzinnymi powinnosciami zdradza Maleficent. Upaja ja trunkiem, obcina skrzydla i zanosi do zamku. Maleficent czuje sie zdradzona, upokorzona, jest fizycznie i duchowo obolala. Koniec z fruwaniem ku gwiazdom....byc mmoze jest to rowniez koniec z umiejetnoscia szybkiego i sprawnego odpierania atakow wroga. Dwa swiaty , ten z elfami i ten ludzki, pograzyly sie na jakis czas w wojnie. Nie wiem jak wojna ustala, ale ustala....jak to z wojnami bywa. Wybuchaja .... i kiedys tam sie koncza. Pomiedzy zwasnionymi stronami pozostal kwas i swad. Po latach , krolewski synek rzezimieszek Stefan zaklada rodzine. Normalne...rzezimieszki meskie szybko sie z uczucia otrzasaja, o ile w ogole o uczuciach mozna tu mowic i szukaja kolejnej przytulanki pocieszanki. Oby tylko mila i miekka byla. Rodzi sie Stefciowi przecudana ( jak to z kazdym bobasem bywa- kazdy jest przecudny) coreczka Aurora. Oczko w glowie mamusi i tatusia. Rodzice wyprawiaja huczne chrzciny...spraszaja gosci...wrozki....zapominaja, wydaje mi sie, ze specjalnie, o Maleficent. Maleficent zas nie dala o sobie zapomniec. Zjawia sie nieproszona w kulminacyjnym momencie, w momencie, w ktorym wrozki rozdaja hojnie malutkiej Aurorze dary. Nie chce byc gorsza. Ona rowniez przynosi ze soba cos dla malucha... przynosi klatwe. Wiecie jaka..ze bedzie sobie spokojnie dziecie roslo i zylo do 16 wiosny a potem wrzeciono ja zalatwi na amen w pacierzu....Stefek Burczymucha, zuch nad zuchy, wydusza z siebie slowo "blagam", czarownice to cieszy i przystaje na blaganie samca...w sumie ma litosciwe serce... postawa Stefcia ja pociesza, jest jak plaster miodu na jej zbolale serce. Ot, skoro blagasz to masz... robi wiec klauzule w swojej klatwie, ze moze byc ona cofnieta tylko wtedy, kiedy ktos biedna Aurore pocaluje, ale pod wawunkiem ze bedzie to ktos, kto ja pokocha szczerze, gleboko i uczciwie. No coz przyszlo robic. Tatus Stefek ( nie lubie goscia i tyle w temacie- kutas jeden), chroniac swa pocieche wyslal ja wraz ze "stadem" wrozek na wies. Dal malej przednia opieke. Mala nie mogla pojawic sie na zamku wczesniej, niz po 16 urodzinach. Sam zas spakowal manatki i ruszyl na posiadlosci czarownicy...dokopac jej chcial porzadnie- no kurcze, jak w nieudanym zwiazku- ale czarownica zadbala o swoje bezpieczenstwo. Otoczyla sie poteznym murem z cierni...murem nie do zdarcia.
Latka plynely...Aurora dorastala na wsi pod okiem bardzoooo nieudolnych, niekompetentnych wrozek , kiedy o wychowywanie i opieke nad dzieckiem chodzi. Maleficent nie spuszczala z oka mlodej ksiezniczki. Sama ja tez czesto chronila przed niebezpieczenstwami. Przychodzila do malej paskudy, jak ja nazywala, w nocy i dbala o jej sny. Razu ktoregos dorastajaca Aurora zapuscila sie niespodziewanie w gaszcza, na ziemie czarownicy i ...spodobalo sie dziewczynie tam bardzo. Rozpoznala w czarownicy swoja matke chrzesna, opiekunke i aniola. Wniosla w zycie diaboliny radosc i optymizm. Nadszedl moment, ze Maleficent zapragnela cofnac klatwe, ale...klatwa to klatwa. Z nia nie ma zartow. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Dorastajaca Aurora zaprzyjaznila sie z pewnym mlodym ksiazatkiem. Mieli sie ku sobie, w razie co, w nim, w jego pocalunku, glebokosci i szczerosci jego uczuc ku wybrance lezala cala nadzieja. Naszedl ow wiekopomny moment. Nie wazne w jakiej scenerii. Nie wazne kto, co i jak, ale.... Aurora zapadla w sen, gleboki i nie do wybudzenia....Ojciec w rozpaczy, krolestwo w rozpaczy...Obled zlych , niepoprzebaczanych uczuc... Nie pomogl i mlody ksieciunio. W momencie zlozenia pocalunku na ustach spiacej, zainteresowal sie, czy przypadkiem sie nie zarazi? Przyznajcie sami, to dopiero glebia i szczerosc uczuc. Posmutniala Maleficent i przygnebila sie jeszcze bardziej, obdarta do ostatecznosci ze zludzen bezinteresownej , glebokiej milosci mogacej zaistniec pomiedzy kobieta i mezczyzna. W sumie to nie wierzyla w taka milosc od momentu obdarowywania klatwa. Wiedziala w czym bedzie tkwila moc klatwy, w tym , ze nie moze moze zaistniec glebokie, szczere uczucie pomiedzy odmiennymi plciami.
No coz....pochylila sie czarownica nad spiaca na amen w pcierzu Aurora. Przeprosila ja.... pokajala sie, przyznala do zaslepienia, przyznala ze mloda dziewczyna poruszyla jej serce do glebi i ...zlozyla na czole spiacej pocalunek. No i wiadomo co bylo potem....Okazalo sie, ze szczera milosc Diaboliny cofnela zlo.
I jaki z tego moral? Czy prawdziwa gleboka milosc istnieje? A jezeli tak to czy jest mozliwa pomiedzy osobnikami odmiennej plci? Kiedy mozna pokochac kogos gleboko i bezinteresownie...czy wtedy, kiedy wmieszane jest w te sprawy cielesne zainteresowanie i pozadanie? Normalnie gender jakich malo w tej bajce pokazali. Oczywiscie gender taki jakim go pojmuje 90% ludzkich burakow.
Angelina Jolie jest rewelacyjna w roli Diaboliny. I czy wiecie, ze film ten byl nominowany do Oscara? Jezeli wiecie to moze powiecie w jakiej kategorii i kto konkretnie byl nominowany?

wtorek, 3 lutego 2015

Mamo, tato poczytaj mi.

Cala Polska czyta dzieciom. Mojemu Dziecku moze nie cala Polska tylko ja. Czasami mi sie nie chce, bo te nasze czytania to nie sa takie zwykle czytania. One sa bardzo emocjonalne i ilustracyjne...bardzo aktorskie w moim wydaniu. No co? Chce aby Marie pokochala tekst, ktory jej zapodaje. Jezeli przezyje, pokocha go to i zapamieta.... poczuje jego piekno itd. Chce aby z tego czytania same plusy wynikaly. Kiedy bierzemy "Lokomotywe" J.Tuwima na tapete, to nie jest to zwykla Lokomotywa. Ona bucha, swiszczy kiedy rozruch rozpoczyna, sapie....przyspiesza kiedy kola "tak lekko, tak gladko tak tocza sie w dal, jak gdyby to byla pileczka nie stal". Niestety, pomimo tego, ze "Lokomotywe" mozna dzieciom swietnie glosowo zilustrowac (ona jest pelna dzwieku, pedu...jest dynamiczna) tak Corka moja niezbyt za utworem owym przepada. Lubi nie powiem, ale nie szaleje. A uczeni przeze mnie czwartoklasisci zawsze szaleli. "Lokomotywa" Tuwima byla hitem! U nas w domu hitem sa co prawda wiersze Tuwima ( Tuwim pany- przewyzsza Brzechwe) ale sposrod wszystkich tych wierszy prawdziwym hiciorem jest "Rzepka". Kiedy czytam "Rzepke" musze Marie ciagnac tak, jak dziadek ciagnal to cholerstwo z ziemii... Marie zapiera sie tak, jak to cholerstwo sie zapieralo, a ja musze prosic innych o pomoc aby mi pomogli rzepe z ziemii wydostac. Ubaw Mloda ma nieprzecietny. Najgorszym dla mnie jest , po trzecim albo czwartym czytaniu, uslyszec : "Mamo! Jeszcze raz!".
-Moze bysmy tak Hilarego poczytaly?- Proponuje czasami.- Albo "Warzywa", "Abecadlo", "Idzie Grzes przez wies" ?
-Nie! Chce "Rzepke".
-Wiesz co? Naucze cie "Rzepki" na pamiec i bedziesz sobie sama opowiadala.
-To ja ci teraz opowiem. - Marie bierze ksiazke w reke i ...wymsla tekst.- Moge troche fantazjowac?
-Mozesz. Byleby na temat.
No i fantazjuje z tekstem. W sumie to opowiada po swojemu tekst wiersza.

Dzisiaj przed snem tez naszlo Marie na czytanie, a ze pozno juz bylo wiec uderzylam w ton , ze .... ja jej ten wiersz opowiem, bo niby znam na pamiec....niby- tak mi sie wydawalo.
-Mamo? Czy ty cos zujesz?- pyta Marie. Akurat gume z jej pudelka sobie wyjelam.
-Tak gume od ciebie.
-To idz wypluj, bo wiesz ze mozesz sie zakrztusic? Ja poczekam.
- Daj spokoj, juz polknelam. - Przykleilam do podniebienia. Nie bede sie zrywala i gumy wypluwala. Tu szlo o czas...szybko "wyrecytowac" tekst, uspic Mloda i zajac sie swoimi sprawami.

Recytuje, gadam cos tam...ogolny zarys tekstu posiadam, ale szczegoly mi umykaja...
- Wydaje mi sie, ze to nie tak bylo.... najpierw wnuczek zawolal psa, a potem dopiero przyszedl kot....cos pomylilas.
-No dobrze, czyli pies a potem kot
-Tak...zacznij jeszcze raz.
O matko ty moja...juz 1/5 opowiesci miala za soba a tu od poczatku? Od poczatku....
-Mamo ale to nie tak bylo.... czy ty cos zujesz?
-Chyba ci sie wydaje.- Mielnelo mi sie jezykiem kilka razy przy wierszowaniu. Gume z podniebienia przezulam. Matka bajeruje- no NIELADNIE matko, nieladnie!!!
-A dalczego ty mowisz "przydalby sie ktos na przyczepke" na koncu kazdego nowego, ktory musial sie przyczepic do ciagniecia?

Zmeczylo mnie moje Dziecie kochane, jedyne...mialo byc torpedowo z tym wierszem....zrobilo sie dluuuugo. Wreszcie Marie padla...spi...i niech spi do rana:))

niedziela, 25 stycznia 2015

Pasja.

Chcialaby aby moja Corka miala jakas pasje. Mala jest, swiat stoi przed nia otwarty. Przed nia tyle jeszcze decyzji do podjecia ksztaltujacych jej droge zycia. Chcialabym aby te decyzje trafialy wszystkie w dziesiatke. Poczawszy od wyboru szkoly, a zwiazane z tym jest dobre rozpoznanie swoich mocnych stron ...zainteresowan, do wyboru zyciowego partnera. Zycze memu Dziecku jak najlepiej. Jak do tej pory Marie zglosila tylko jedno swoje pragnienie- byc moze to za mocne slowo "pragnienie", byc moze lepiej mowic "zachcianke". Chce sie uczyc gry na gitarze. Szukamy wiec szkoly muzycznej. Instruktora muzyki, u ktorego moglaby pobierac lekcje. Szukamy w okolicy. Nie musi to byc ktos z papierami dobrymi do filharmonii....chcemy tylko pedagoga muzyka. Znalezlismy szkole mzuzyczna w masteczku obok. Maja sekcje gitary....Nie chcialabym byc walnieta mamuska, ktora zapisuje swoje Dziecie na wszystkie mozliwe kursy i chce z niej wydusic mistrza. Niech bedzie szczesliwa...fajnie by jednak bylo, gdyby miala cos w zanadrzu, cos wiecej, albo cos rownoleglego do rodziny, do bliskich...jakiejs miejsce, zajecie, ucieczke przed monotonia codziennych zajec.

Bylismy dzisiaj na przedstawieniu. Balet na lodzie, rewia na lodzie...Holiday on Ice w Dortmundzie. Rewia owa ma bardzo dluga historie. Wziela swoje korzenie ze Stanow. Byl to najpierw maly, hotelowy lyzwiarski spektakl ( wystartowal 25. 12.1943 roku), ktory rozrosl sie do rozmiarow wspolczesnej rewii. Co roku show ow przedstawia nowy, swiezy repertuar. Zalapalismy sie na musical na lyzwach z 2014, czyli bylo to akurat koncowe tournee ze starym programem pod nazwa "Passion". Wzruszylo mnie to widowisko.... wzruszylo bo mowilo tez o gorzkich momentach tego zawodu. Wystepuja w nim mlodzi ludzie. Nie widzialam nikogo kogo moznaby bylo oszacowac jako lyzwiarza artysty czterdziestoletniego, albo zaraz przed czterdziestka. Ludzie mlodzi dwudziestoparoletni. Swietni tancerze i lyzwiarze. Jako solistow zatrudniono miedzy innymi pieciokrotna mistrzynie Niemiec w lyzwiarstwie figurowym. Zdobywcow zlotych olimpijskich medali ze Stanow, Kanady. Udzial w spektaklu brali laureaci mistrzostw swiata z Rosji, Estonii. Sklad miedzynarodowy. W przedstawienie wplecione byly watki osobiste artystow. Ich zmaganie sie, walka z materia lodu ....przelykanie gorzkich slow wypowiadanych wobec nich przez choreografow, rezyserow...np.: " Nie jestes wystarczajaco ladna...dobrze zbudowana....", ale takze mowiono o ich chwilach sukcesow, momentach szczescia. Mowiono o tych, ktorzy przyczynili sie do tego, ze ludzie ci znajduja sie tam gdzie sie znajduja. To trzeba kochac. Bez milosci normalny, przecietny czlowiek nie moglby tego wszystkiego przejsc. Pamietam wypowiedzi niektorych artystow w swoich zawodach. Peja raz stwierdzil , ze on kocha hip-hop....ta milosc daje chyba zaparcie, sile do wytrzymwania trudnych momentow. Pamietam rozmowe z moja kolezanka po fachu.
-Nie wyrabiam. Mam dosc...papiery, niezadowoleni rodzice, wystrachana, chora dyrekcja...- Skarzyla sie raz.
- Dlaczego w tym tkwisz?- Zapytalam...Zamilkala...po chwili uslyszalam
-Ja to kocham. Kiedy wchodze do klasy i zaczynam wykladac czuje sie w swoim zywiole.

Wracajac do baletu. Zainterseowal mnie jako konsumenta dosc wczesnie. Mialam chyba jakies 14 lat. Corka przyjaciolki mamy konczyla szkole baletowa w Gdansku. Rzadko bywala w domu. Jej matka kiedys wyplakiwala sie do mojej mamy, ze obawia sie o corke. Jest najlepsza na roku, ale ilez ona w to wklada wysilku. Raz matka zajechala do niej, a ona cala spocona jak gornik w kopalni, sapiaca wypadla tylko na chwilke przywitac sie z rodzicami i dawaj z powrotem na cwiczenia. Nie miala dla nich czasu. Irena skonczyla szkole baletowa z wyroznieniem. Dostala angaz we Wroclawiu. Tam poznala swojego przyszlego meza tancerza. Urodzila dwoje dzieci. Przerwa w zawodzie zwiazana z porodami wykluczyla ja jako solistke baletu. Nie udalo sie jej nadrobic zaleglosci. Nic to...maz zrobil kariere. Obecnie zyja w Ameryce i maja swoja wlasna scene wraz ze szkola baletowa. Akurat im sie powidlo, ale ilu jest takich, ktorym nie wychodzi? Ilu jest takich, ktorzy po przekroczeniu 35 roku zycia obawiaja sie o angaz na nowy sezon, bo moga uslyszec dosc oglednie od dyrektora, ze...niestety ale dla nich rol na nowy rok juz brak? Malo ktory moze liczyc na kariere rozmiarow Barysznikowa, tanczacego w dojrzalym wieku w wypelnionych po brzegi salach.
W Polsce mamy prawdopodobnie 600 zawodowych tancerzy. Sytuacja w tym zawodzie jest zastraszajaca. Niewielu tancerzy krotko przed czterdziestka lub zaraz po, moze liczyc na zatrudnienie. Z reguly sa zwalniani. Odebrano im prawo zejscia na wczesniejsza emeryture. Kobietom wydluzono czas emerytalny do 55 roku zycia. Mezczyznom do 60 tego. Wysluzone konie w stajni i rob co chcesz czlowieku. Sylszalam , ze wielu z nich aby doczekac lub tez "zasluzyc" na emerytalne swiadczenia zatrudnia sie jako oswietleniowcy, garderobiani.... Coz za niewdzieczny zawod! Coz za twardosc serc naszych rzadzacych i calkowity brak zainteresowania ta grupa zawodowa.

Mala u boku jednej z lyzwiarek. U taty w komorce jest lepsze zdjecie. To zrobilam z mojej perspektywy.

Marie zadowolona wraca po kurtke. Oczywiscie, Dziecie chce startowac w przyszlosci w Holiday on Ice:))

A tutaj dadammmm...sam mistrz. Coz za lekkosc ruchow.

wtorek, 9 grudnia 2014

Niegrzeczny.

Razu pewnego przeczytalam na jednym blogu ciekawy komentarz. Przyznam , ze zainspirowal mnie... Kobieta emigrantka z Polski pisala w jaki sposob uswiadamia swoich klientow Amerykanow, ze nie zyja w demokratycznym panstwie. Mowi im prawde, bez sciemy, zaprzeczajac typowym propagandowym haselkom, ktore rozpowszechniane w mediach wbijaja sie przecietnemu mieszkancowi Ameryki Polnocnej w glowe i zyja potem wlasnym zyciem. A jakim zyciem? Ano takim, ze uwazaja oni siebie za ostoje demokracji, dostatku, praworzadnosci. Wiekszego raju niz ich podworko nie znajdziecie.
Cos w tym jest. Kraje, w ktorych jest sporo emigrantow maja takie wlasnie mniemanie o sobie: "Jestesmy super, wszyscy sie do nas drzwiami i oknami pchaja. Gdyby tu tak zle bylo to nikt by sie u nas nie chcial osiedlic". Zachod ma roznie, inaczej...co wedlug mnie nie oznacza lepiej, czy gorzej po prostu inaczej. Raju na ziemi nie ma nigdzie. Kraje pretendujace do owego miana maja niewatpliwie lepiej pod wzgledem materialnym i tylko dlatego ludzie do nich ciagna. Wala aby poprawic swoje warunki bytowe. Oczywiscie, ze nalezy wziasc pod uwage tych nawiewajacych z obszarow wojennych, ale to juz cos calkiem innego. Wydaje mi sie, ze ci poszukujacy pokoju to nie az taki odstetek jak ci, ktorzy poszukuja chleba.
Mniemanie owo powoduje, ze w rozmowach z przecietnym autochtonem powinno sie unikac porownan typu: " A w moim kraju to chlebus sie w ustach rozplywal...", bo mozna absolutnie nie otrzymac zrozumienia zas riposte w postaci "To po co tu przybyles , skoro u ciebie chlebus byl taki miam, miam?". Autochtoni nie chca sluchac,ze u nich moze cos nie grac w porownaniu do innych. A przeciez wiadomo jak jest. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Chlebus nie smakuje jak domowy, ale w audi jedzie sie lepiej niz w polskiej syrence. Ludzie tesknia za miejscami ktore opuscili, za smakami, ktorych na obczyznie brak.... tesknia za przyjaciolmi z dawnych lat, za innym rodzajem goscinnosci.... A juz w ogole autochtoni nie lubia kiedy krytykuje sie ich system gospodarczy, prawny, polityczny. Niby krytyka tutaj gdzie przebywam uwazana jest za cnote, ale....

Wczoraj w pracy rozgorzala dyskusja na temat slow politykow CSU z Bayern ( Bawaria), ktorzy uwazaja ze obcokrajowcy mieszkajacy w Niemczech powinni w swoich rodzinach rozmawiac po niemiecku.

„Wer dauerhaft hier leben will, soll dazu angehalten werden, im öffentlichen Raum und in der Familie deutsch zu sprechen”. Kto chce zyc tutaj na stale, powinien byc zachecany do rozmow po niemiecku w przestrzeni publicznej i w swojej rodzinie.
Chodzilo najprawdopodobniej o lepsza integracje.

No i sie zaczelo. Obcokrajowcy podczas przerwy, czujac sie zacheconymi do owej integracji, poczeli nawzajem uczyc sie swoich jezykow:
- Chleb? A jak to bedzie po wlosku?
-A po rosyjsku?
-Hej Max, a jak to bedzie brzmialo w waszym?
Oczywistym jest, ze jezykiem podstawowym naszego porozumiewania sie byl niemiecki.

Niektorzy nie ukrywali oburzenia:
-No tak. Rozumiem, przestrzeganie tutejszego prawa, postepowanie tak, jak nalezy w pracy, mowienie po niemecku w urzedach, w szkolach... Tak byc powinni, to sie rozumie, ale zeby mi ktos mowil co mam we wlasnym domu robic??? Niepojete.

Co na to Niemcy? Martin uderzyl w ton, ze to jakies okropne nieporozumienie, ze w sumie koncepcja jest niezla, ale moze nie tak przedstawiona jak nalezy.... ze przeciez nikt nikomu nic nie bedzie w tej dziedzinie narzucal, to malo prawdopodobne. Tesciowa stwierdzial, ze wypowiedz owej partii byla troche nieszczesna, bo to tak, jakby wszystkich Niemcow nagle jezykowo ujednolicic i przerzucic na Hohdeutsch. Zabronic im ich dialektow, a sa oni z nich dumni i kazdy land dba o swoj odcien niemieckiego, szczyci sie nim , pielegnuje.... Pozostale wypowiedzi sa rozne. Starsze pokolenie z reguly wychodzi z zalozenia, ze jezeli ktos zyje w danym kraju powinien perfekt poslugiwac sie danym jezykiem, wiec rozmowy w owym jezyku w domu powinny byc jak najbardziej wskazane. Mlodzi z zas w wiekszosci krytykuja bawarskich politykow i uwazaja ich wypowiedz za bzdurna.
W zwiazku z jezykiem. Przypomniala mi sie tegoroczna anegdota z Marie w tle. Wiecie juz, ze Mloda spedzila w tym roku wakacje w Polsce. Ponad dwa tygodnie bez mamuski i tatuska, pod czulym okiem cioci i babci. Tata przyjechal ja odebrac. Pobyl tam przy okazji tydzien. Raz Mala cos przeskrobala. Tata ja wzial na bok i opierdzielal. Marie sluchala, sluchala... po czym wziela sie pod boki i odparowala:
-Tutaj jest Polska i masz mowic po polsku. - Wiadomo, ze zadaniu rodziciel by nie podolal, czyli jednym slowem, skoro nie umiesz to zakoncz opierdol:))

I tak jeszcze w temacie polityki i ogolnie w temacie, ktory poruszam. Zniknal z przestrzeni publicznej Xavier Naidoo- wiecie o kogo chodzi, pisalam o nim kiedys. Byl trenerem w programie "Voice of Deutschland". Jest znana twarza niemieckiej sceny muzycznej . Ostatnio niewiele go w mediach poza internetem. Myslalam, ze urlop sobie zrobil albo inne cosik. Zaczelam poszukiwac i ...kto szuka ten znajduje. Niegrzeczny to chlopczyk, niepoprawny politycznie.
W Dniu Niemieckiej Jednosci (3 pazdziernika) wyskoczyl z tekstami, ze Niemiecka Republika Federalna jest jak duzej skali Truman Show. Zachecal publicznosc do myslenia. O amerykanskim 11 wrzesnia powiedzial, ze ten kto wierzy w oficjalna wersje wypadkow ten ma po prostu opaske na oczach. Mowi sie, iz racjonalna krytyka systemu jest dzisiaj pilniejsza niz kiedykolwiek: nierowny podzial bogactw, nieludzka polityka wobec uchodzcow, postepujace ocieplenie albo inteligentny nadzor.... i ludzi typu Naidoo trzeba po prostu cenic.

Nie wiem, czy otworzycie...dajcie znac czy mozecie zapodany teledysk odtworzyc. Xavier Naidoo:



"Uzmyslow sobie, ze to co jest obiecywane moze zostac niedotrzymane.
Za wyjatkiem tych, ktorych sie kocha. Za wyjatkiem tych, ktorych sie nienawidzi.

"Polityka nie jest wszystkiemu winna"- to jest oczywiscie brednia. Pozbawiona winy ci ona nie jest, a niektore jej bledy sa razace.
Nikt z nas nie bedzie z pewnoscia utrzymywal, ze jest bezbledny i nie robi czasami gnoju.

Chce tylko jasno powiedziec, tak aby nikt tego nie zapomnial, ze piosenki z tego albumu zaprowadza wielu przed sad. A beda nimi ci, ktorzy nas zwodza. A beda nimi ci, ktorzy nam groza. A beda nimi ci, ktorzy nas oszukuja.

Ta wojna nie jest przegrana. Dlatego spiewamy , po to sie urodzilismy, dlatego dzwieki z tych instrumentow przebijaja sie do waszych uszu.

Iz On- znaczy tyle co "dosc".
Iz On- nie siedz z zalozonymi rekoma.
Iz On- znaczy, chlopaki odpieramy.
Iz On- znaczy, ze zwierz staje sie grozny ( obudzi sie w nas zwierze, zwierz urosnie).
Iz On- znaczy, ze bestia otrzyma dodatkowy smiertelny cios.
Iz On- przyniesie to, na co czekalismy tak dlugo.

To, co wydawalo sie nam wazne zapakowalismy w muzyke. Ale przetestujcie ( zrecenzujcie) nas lepiej dwa razy, czy poprowadzi was to do prawdy (czy sluzy to prawdzie).
Jestesmy tylko ludzmi i z pewnoscia nie jestesmy nieomylni. Takie prawo rosci sobie papiez, a ze nie jest ono prawda, to jasne....."