Mam w moim niemieckim domu cztery obrazki miniaturki przywiezione z Polski. Jak do tego doszlo, ze zawedrowaly one z nami do Niemiec, za chwile.
Na poczatku chce Wam cos polecic.
Na terenach , na ktorych sie w Polsce wychowalam nie ma wielkiego przemyslu, bo i teren w zloza naturalne nie za specjalnie bogaty. Lasow i jezior tam kupa i to jest bogactwo tamtejszej ziemii. Rolnictwo na Warmii i Mazurach krolowalo i nadal kroluje... tartaki mozna spotkac gdzie niegdzie. W wiekszosci, w mijanych miejscowosciach, przemysl spozywczy.
Moje miasto znajduje sie w czesci mazurskiej , ale 20 km na wschod wchodzi sie na teren bylej Warmii. Olsztyn to Warmia, zas maly Olsztyn czyli Olsztynek to ponoc Mazury. Mowi sie , ze jest ci on granica pomiedzy tymi dwoma regionami. Brama wjazdowa dla tych, ktorzy przybywaja na polnocno -wschodnie tereny w ramach turystyki. Brama to moze Olsztynek jest dla Warszawiakow, bo np.: dla Gdanszczan brama bedzie inna warminsko- mazurska miejscowosc.
Uff... natrudzic sie musi czlowiek nieprzecietnie zanim zdolnych i slawnych ludzi pochodzacych stamtad znajdzie. Powinniscie przyznac mi jakis blogowy medal uznania, bo jakby nie bylo dla konkurencji teraz robie. Zamiast moje rodzinne miasto polecac bawie sie w polecanie malucha z okolicy. Przewyzszamy ich liczba mieszkancow- no i od razu mi lepiej-duma lokalna we mnie rozkwita:)
No dobra, jacyz slawni ludzie tam mieszkali... nie wypada przeciez sasiada tak sucho potraktowac.
Emil von Behring, pierwszy uczony w dziedzinie medycyny odznaczony w 1901 r. Nagroda Nobla, konczyl gimnazjum w Olsztynku. Potem, po otrzymaniu nagrody, zainwestowal w uruchomienie prywatnego zakladu farmaceutycznego, ktory rozrosl sie do wielkiego kombinatu. Jedna z tamtejszych szkol srednich, o ile nie jedyna, nosi imie tego pana.
Feliks Klikowicz. Tez w Olsztynku sie nie urodzil a przeniosl sie do tej miejscowosci z wielenszczyzny. Osiadl 5 km za Olsztynkiem na drodze wiodacej do Ostrody ( i od tego momentu mozna uznac, ze zaslynal, bo madrze postapil- dobre miejsce wybral). Chcial polaczyc prace na roli z medycyna. To byl slynny w okolicy lekarz. Bezinteresowny. Pracowal bodajze do 86 roku zycia, na pelnym etacie nie pobierajac emerytury. Zmarl w 1980 roku w wieku 93 lat.
Ech tam... jeszcze jeden ( i ostatni) znany z tamtej miejscowosci. Nie bede przeciez tak rozpieszczac tych z Olsztynka.
Marcin Filipowicz. Przybysz z wielenszczyzny. Znany rzezbiarz. W Olsztynku osiadl w 1950 r. Na terenie tamtejszego skansenu mial swoja pracownie. Jego wyroby, czy tez tworczosc, zdobywaly wiele nagrod na miedzynarodowych wystawach . Byl najlepszym tworca ludowym na terenie wojewodztwa olsztynskiego. Pracowal w bursztynie. Otrzymywal zamowienia od waznych osobistosci np.: od prezydenta Finlandii.
Co za duzo to nie zdrowo... nie wychwalajmy dnia przed zachodem slonca.
Olsztynek slynie ze swojego muzeum budownictwa ludowego. Ze skansenu, na terenie ktorego odbywa sie wiele ciekawych eventow. Dzialaja tam bardzo preznie... repertuar kulturalno- muzealniczy slynie na okolice.
Nie wiem kiedy to dokladnie bylo, chyba w 2014 zawitalismy tam na impreze... jak sie ona zwala (?) juz nie pamietam. eM wytropil to wydarzenie na plakacie w dawnym olsztynskim PTTK. Zdziwilo mnie dlaczego takiego plakatu nie ma wywieszonego w mojej miejscowsci?
Informowali w zaproszeniu, ze beda pogadanki o ziololecznictwie, o kulturze dawnych autochtonow.... a tak na serio byl to festyn wielu mniejszych lokalnych firm , ktore na tym wydarzeniu reprezentowaly wlasne produkty.
Baaardzo ciekawe. Gral zespol ludowy- moja dawna znajoma z grupa muzykow, z placowki w ktorej uczylysmy. Wielka wielbicielka oraz zbieraczka muzyki ludowej. Pogadanki tez byly... Msza w starym kosciolku, ze swieceniem palm, bo uroczystosc w niedziele palmowa wypadla. Straganow niemalo... chleb pieczony w dawnych piecach. Samodzielnie - rzemieslniczo-wytapiany smalczyk ... pajda chleba posmarowana smalcem i oblozona ogorkiem kiszonym kostowala jakies 5 zl. Piwo wyrabiane w lokalnych browarach. Twarogi z ziolami... lokalne wedliny. Miod. Bylo tez pare malych firm z Wilna. Nie moge zapomniec ich kindzuku...
Byli tez lokalni artysci, strugajacy swoje rzezby....haftujace panie i byla jedna pani malujaca farbami olejnymi minaturki na desce.
Nie potrafie ich ladnie sfotografowac. Do fotografowania obrazow trzeba miec statyw. Odpowiedni sprzet...a to co zamiescilam, komorka potraktwalam. Krzywo mi zdjecie wyszlo.
Pani miala takich minaturek troche. Wszystkie juz oprawione. Zadala sobie kobiecina trud. Opowiadala w emocjach, ze malowanie to jej odskocznia od trudnego zycia. Chorowala na raka , co zreszta widac bylo. Juz nie chce opisywac po jakich to symptomach sie zauwaza. Pozolkla od chemii cera, brak wlosow, no i oczy... jedno oko wypychal guz...
Podziwialam te miniaturki ale ich ramki nie pasowaly do naszego wnetrza. Nie mialam nic ciemno zielonego w domu. eM troche nalegal... pomyslam ok.... najwyzej ramki przemaluje, ale zostawilam tak, jak kupilismy. Powiesilismy na bocznej scianie w kuchni. Z czasem , na Teneryfie, dokupilam zielony wieszak na kuchenne sciereczki. Bywa, ze patrze na te obrazki i mysle o tej pani. Czy jeszcze zyje? Maloprawdopodobne. Nie tylko ze wzgledu na chorobe, ale i wiek. Wtedy miala juz chyba 70 lat. A moze to tylko zludzenie spowodowane wycienczeniem organizmu przez chorobe?
I na zakonczenie chce Wam Olsztynek i tamtejsze skansenowe imprezy jak najbardziej polecic. Warto:)




















