Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balet. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2018

Klasyka pany!

Powiadaja, ze Polacy, ci ktorzy nie mieli okazji zrobic tego w ojczyznie,  dopiero na emigracji zapoznaja sie z cala nasza klasyczna literatura. Czytaja Trylogie, Pana Tadeusza, Krzyzakow, Quo vadis, Balladyne...
Przyznam sie bez bicia, ze trylogie jako tako,   w szkole sredniej ogarnelam. Quo vadis to byla moja przedogolniakowa milosc ksiazkowa. W liceum zmusili mnie do przeczytania:  Konrada Wallenroda, Dziadow, Balladyny, Zemsty, Lalki, Wesela, Granicy.... i wielu innych, ale jedno do czego nie udalo sie im mnie naklonic to byl "Pan Tadeusz". Braki mialam niemozebne. Pamietam,ze w podstawowce nasza polonistka wymagala od nas w 8 klasie przeczytania tej lektury. Dobilam do siodmej ksiegi i...... stop. Ani grama wiecej. W szkole sredniej historia sie powtorzyla- 7 ksiega i zero motywacji do dalszego czytania. Najgorsze bylo to, ze psorka od polskiego dusila nas ze znajomosci lektur okropnie. Robila nam klasowki, ale byly one tak wredne, ze za cholere, pomimo tego,  ze sie czytalo mozna bylo nie zaliczyc. Ktos nieuwazny mial przerabane.
Moja znajomosc "Pana Tadeusza" polegla . Do tej pory nie wiem, co znajdowalo sie na wazie weselnej Tadeusza i Zosi. Skoro przebywam na emigracji , wypadaloby pojsc sladami rodakow i ... nadrobic lekturowe braki. Cos nawet w kierunku nadrabiania poczelam robic. Przywiozlam sobie z Polski, zgarnietego z rodzicielskich polek , "Pana Tadeusza". Olbrzymie i niezachecajace tomisko. Nawet mialam szczytne cele,aby siasc i zaczac i jakos.... nie idzie mi.
Z pewnoscia winna jest pogoda, nieprawdaz?

Rok temu, no dobra- niecaly rok temu, obchodzilam swe urodziny raczac sie przedstawieniem baletowym "Faust I- Gewissen". O wydarzeniu pisalam tutaj.
Skoro powiedzialo sie "a" to nalezaloby isc za ciosem i powiedziec "b". Skoro ogladalo sie Fausta I , wypadaloby udac sie na Fausta II.
Poszlysmy, tzn juz nie we trzy, ale dwie. Siostra i ja. Ot tak- bez swietowania jakiegokolwiek. Zadnych urodzin, zadnych imienin, zadnego dnia matki.... po prostu wybylysmy.
Siostra ma na wydarzenie przygotowala sie perfekcyjnie. Chciala wygladac super w takim miejscu i w takiej atmosferze. Nawet przedsiewziecia odchudzeniowe powziela... troche jej wyszlo. Zdradze Wam jeszcze ( kurcze wkurzy sie moja sis na mnie,... trudno) , ze ona tak sie meczyla bo krecil ja odtworca roli Mephisto. Jednym slowem diabel sie jej podobal. Tak, jakby mial ja siedzaca w piatym rzedzie na miejscu 139 ( po srodku) zobaczyc:))  Ubrana byla zajebiscie. Fajna , krotka, ale nie kusa kieca. Buty na obcasie. Wygladalam przy niej jak biedna siostra z .... ach , nie wazne juz skad. W kazdym razie co ja tam moglam ze swoimi butami typu baleriny, dzinsami i bluzce koszulowej? Nic....
Ha! W zyciu bywa jednak tak, ze .... no coz- nie wszystko zloto co sie swieci. Ubranie mej siory bylo zajefajne, ale niefunkcjonalne. Zar lal sie z nieba. Przybylismy dwie godziny przed przedstawieniem. Co przez te dwie godziny mozna bylo robic? Ja chcialam  na piwo, ona chciala zostac w podziemnym parkingu i czekac az sie zacznie. Wtedy jak Afrodyta miala wynurzyc sie z odmetow na swiatlo dzienne i przybyc pod drzwi dortmundzkiej opery:))
Ja pitole!!! No ludzie trzymajcie mnie!!! Dwie godziny w dusznym , nieklimatyzowanym podziemiu???  To trzeba miec zaparcie. Ulegla jednak i postawila swa wytworna stope na dortmundzkim bruku. Ja jej wierze. Obcasy, upal... nie chce sie... poci sie czlowiek. Kostium niewygodny- najgorsze, oczywista, buty.... zamkniete i ... ten obcas. Po raz pierwszy zerknela na mnie z gory. Dziwne uczucie. Mlodsza siostra, patrzy na mnie z gory:)))
Cala droge mi medzila, ze juz dalej nie zrobi ani kroku, ze ja wrobilam, ze ona mial tylko wejsc i wyjsc, ze nogi se polamie....
Dobrze, ze nie jestem jej mezem, jakos nie bardzo mnie to obchodzilo... spokojnie znosilam. Potem jak juz przysiadlysmy na kawiarnianym skwerku to ja obsluzylam. Udalam sie do srodfka aby zlozyc zamowienie, bo siostzra inwalidka na obcasach... przynioslam jej pic, jesc.... ale popielniczki jej nie przynioslam.
-Co nie gadasz?- Zdziwilam sie
-Musze najpierw zapalic aby gadac. Przyniesc mi popielniczke to bede gadala... jak najeta bede bablala.
- Nie ma zmiluj sie. Ruszysz sie sam i sobie popielnice  zalatw.
-Przeciez wiesz, ze nie moge....
Ja sie nie ugielam, ale ... co nalog z czlowiekiem robi... Siostra sie ruszyla i jak po wode nie za chetnie , tak za popielniczka pomknela.

Przedstawienie bylo dobrze zrobione. Kulturalnie, ciekawie. Technicznie wymiatalo. Do roli Heleny Trojanskiej zatrudnil dortmundzki balet Lucie Lacarra. Balerine pochodzaca z Hiszpanii. Kobieta tanczyla na deskach polowy europejskich baletow. Nagradzana prestizowymi nagrodami baletowymi. Mysle, ze kariera jej przygasa. W koncu ma skonczone 43 lata, a to czas w zawodzie tancerza, kiedy nalezaloby powoli myslec o emeryturze.
Nie wazne jednak. Lacarra jest technicznie bardzo dobra. Swiadoma swojego ciala i ruchu tancerka. Kiedy chce postawic noge w danym punkcie to ma sie wrazenie, ze dokladnie tam ja stawia. Nie ma mowy, aby noga sie jej obslizgnela, albo zeby postawila ja o milimetr dalej lub milimetr blizej. Byly momenty, kiedy towarzyszacy partner byl jej zbedny. Odtanczylaby to samo, tak samo perfekcyjnie, z kijem od miotly, albo z rura. Jak dla mnie swietna. Siostra ma podziwiala kunszt warsztatowy baleriny, ale ... uwage jej absorbowaly  bardziej anorektyczne ksztalty tancerki.  Ja patrzylam na sprawe inaczej. Chudzina z niej byla, ale pokryta miesniami i uwydatnionymi od wysilku sciegnami.



Fausta gral inny, niz w czesci pierwszej,  tancerz. Wedlug mnie nadawal sie do owej roli swietnie. Byl miekki, elastyczny... jasny! Natomiast Mephisto... no coz...rola istotna. Bardzo ciekawa. Moze to przyzwyczajenie, nie wiem, ale... mi sie podobal w tym przedsiewzieciu , nie tanczacy juz w Dortmundzie,  Hiroaki Ishida. Wedlug mnie to bylo cos "napisana" dla niego. Rola na miare:)
No coz,  Hiroaki Ishida  tanczy teraz w Szwecji, w Royal Swedish Ballet.
No i na co bylo sie tak stroic , siostro ma? Bedziesz musiala jechac do Szwecji, aby spotkac swego ulubienca:))

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Ciesze sie...

...ze zamknelam bloga. Na ten czas sie ciesze, bo byc moze za moment nie bede owym faktem zachwycona. Uswiadomilam sobie, iz to jest nie fair pisac iles tam lat, kazdy moze wejsc, rozsiasc sie.  Moze latami podgladac czyjes zycie i nie ujawniac sie, nie pisnac ani slowa. Wole chyba znac moich komentatorow. Chce wiedziec kto przychodzi, co mysli, co go nurtuje....nie chce przypadkowych podgladaczy. Z tym zamknieciem bloga to moze byc tez wielki pic na wode, fotomontaz....Jak to mawial Maciek ( notabene informatyk), ze nam sie wydaje, ze cos w sieci jest niedostepne, zamkniete, ale.... nie dla wszystkich.

Wczoraj bylam z Marie na balecie "Dziadek do orzechow". Temat typowo dzieciecy. Sporo straszych ludzi przybylo na przedstawienie. Przedsiewziecie, jak zwykle, zrobione z rozmachem scenograficznym. Tanecznym tez...aplauz byl,  a jakze, ale nie na stojaco. Nie bylo tak, jak np.: na  Fauscie., na ktorym publicznosc nie chciala wypuscic artystow- tancerzy ze sceny. Temat odtanczony poprawnie. Kolorami bil po oczach- w koncu robiony byl chyba  z mysla o mlodych. Starsi krytykowali przedstwienie. Krytykowali za nowoczesnosc. Za scene przedstawiajaca wigilijna wieczerze.... ze to taki chaotyczny , roztanczony tlum... Wedlug mnie, w pierwszym akcie dzialo sie sporo, tak wlasnie jak podczas  wigilijnych wieczorow w rodzinach o duzej ilosci czlonkow przy stole: dwoje dzieci sie pobilo, ktos je uspokajal i wyprowadzil do kata. One w tym kacie zajmowaly sie podgladaniem doroslych, wierceniem, gadaniem...Ktos spozniony przyszedl, ktos akurat zbieral sie  do wyjscia...Ludzie jedli, bawili sie, gadali, zartowali, lulki palili.......  Za tym nie nadarzali starsi widzowie. Kolory, ruch ( taniec) choru baletowego...za duzo tego wsyzstkiego- mnogosc bodzcow.

Siedzialysmy dosc blisko sceny - niezle.



Marie przygladala sie z rozdziawiona buzia. Lubi tanczyc. Z kolezankami wymysla rozmaite uklady choreograficzne. Zapytana czy sie jej podobala, stwierdzila, ze tak i ze mozemy cos takiego powtorzyc, oczywiscie przy okazji innej sztuki. Ja zas odjechalam przy muzyce , do ktorej tanczyli artysci. Czajkowski stworzyl muzyczne dzielo. Piekne to bylo, az nabralam ochoty na koncert w filharmonii. Musze sie rozejrzec w repertuarze i w moim wolnym czasie.



Poza tym robie prezenty swiateczne dla bliskich, tzn.: dla Marie i eMa. W sumie uporalam sie z problemem. Dziecko me dostanie prostownice do wlosow, farby do wlosow zmywajace sie przy pierwszym myciu, lakier do paznokci, puzzle 3D dla mlodziezy od 15 roku zycia -byc moze, podczas skladania,  bedzie potrzebowala pomocy, obrazek do malowania, ksiazke o przygodach blizniakow, laboratorium chemiczne....i dosc! Miala nie dostac nic. Umowa mowila, ze swiecaca decha do jezdzenia to prezent urodzinowo- Bozonarodzeniowy ale ....
Z eMem , jak co roku mam problem, tj. z prezentem dla niego. Ciuchow ma ci on dostatek, sporo koszulek firmowych zakupowanych wlasnie w prezentach urodzinowo- choinkowych. Maz moj to fan sportu. Moze bilet na mecz? Chcialam, bardzo chialam, ale kiedy przy zamawianiu biletu  wyskoczyla informacja do potwierdzenia, ze zdaje sobie sprawe iz cena wydrukowana na bilecie moze roznic sie od tej, ktora teraz mam zaplacic,  to odpuscilam. Bilet z przesylka mial kosztowac 150 euro. Nie lubie  podwojnego zarabiania na ludziach. Wiem, ze posrednicy musza z czegos zyc. Na mecze drugiej , trzeciej ligi mozna kupic bilety bezposrednio w kiosku danej druzyny. Natomiast te wszelkie czempionskie ligi...tu jest problem. Jezeli nie jestes w ich fan klubie to, czlowieku (!)- szans raczej  nie masz, aby kupic od nich bilet bezposrednio. Trzeba korzystac z uslug wszelakich internetowych firm posredniczacych w sprzedazy, a te ustalaja ceny inne. Do tego aby zapisac sie do fan klubu np.: Bayern München trzeba podac niemiecki adres mailowy. Wtedy , niestety,  eM dostalby na komorek info  o dokonanym zamowieniu. I nicic z niespodzianki. Mam tez swoja niemiecka skrzynke pocztowa,  ale zapomnialam hasla
Znalazlam cos innego . Niedaleko od nas, jakies 40 minut drogi znajduje sie Willingen.  W tym roku, w lutym, beda sie tam odbywac miedzynarodowe zawody w skokach narciarskich. Willingen to, miejscowosc jak nasze Zakopane. eM lubi wszelkie sporty zimowe. Weszlam na strone miejscowosci, znalazlam przekierowanie na zawody i ....zakupilam bilet z podaniem polskiego maila...Hura!!!! Bilet na jeden dzien z miejscem siedzacym kosztuje wraz z przesylka jakies 60 euro. Lubie tak. Oby tylko zdarzyli nam to dostraczyc na czas.
Jest jednak jedno ale...
- Fajnie tak patrzec na zywo, na zmagania sportowcow w biathlonie, co?- Zagaduje eMa lezacego na kanapie i wlepionego w monitor tv, obserwujacego zmagania biathlonczykow.
-Co mowisz?- Odpowiada eM wybity z koncentracji. Powtarzam wiec swa kwestie.
-E...nie... tam stoisz. Zimno. Musisz czekac az dobija do miejsca, w ktorym stoisz.  Nie wiesz co dzieje sie na trasie. W domu moge se polezec, cieplo i widocznosc nam lepsza niz tam....
No i ups! Bo w Willingen tez bedzie musial czekac az skoczkowie zjada. Moze byc zimno i ...widocznosc moze byc nie ta:)))




czwartek, 12 października 2017

O kwiatkach, praniu i ludzkim gadaniu.

Na mojej werandzie stoja jeszcze kwiaty. Nie pozbywam sie ich, bo po co, skoro sa oblepione kwieciem. Lubie ten herbaciany kolor...jestem w nim zakochana.




Dobrze, ze to ja moge decydowac jakie kwiaty, jaki odcien i nikt mi sie w to nie wtraca :)

Dzisiaj robie duuuuuuuze pranie....jeszcze wieksze niz jestescie sobie w stanie wyobrazic. Reczniki , posciele, 5 metrowa flage, ktora wisiala przed domem podczas obchodow 60 lecia ulicy,  ciuchy- w tym ubarnia sportowe Malej. Mala nie jest wcale taka mala. Powinnam jej zmienic ow przydomek.

    Wracajac do prania. Kobiety to wiedza, ze trzeba pranie rozdzielic kolorystycznie, czyli pralka chodzi dzisiaj do upadlego.
-Jakie tam u was sa dobre proszki.- Stwierdzial moja mama.- Biale skarpety jak nowe, albo nie uzywane?
-Dobre, albo wlasnie niedobre, bo zawieraja zbyt duzo  szkodliwych dla srodowiska srodkow,  za to wpaniale wybielajacych plamy.- Mruknal eM.

No coz, musze przyznac, ze skarpet Mlodej bez odpowiedniego programu do prania i niezlego proszku nie daloby sie tak latwo wyprac. Ona potrafi w skarpetach latac po podworku, po trawie, przeleciec sie w nich do krolikow.... niby duza to dziewczynka, chce sie juz podobac, ale tez chcialaby zachowac jeszcze dziecieca beztroske w zwracaniu uwagi chociazby na plamy ,i wszelkie zabrudzenia. Ma  fajne, ulubione  T-Shirt`y ,  zas ze swiadomoscia , ze powinna je jakos chronic, kiepsko u niej.


-Za duzo wody uzywasz.- Strofowala mnie tesciowa.
Ona tez duzo wody zuzywala kiedy zyl jej maz, bo jak dziadek sie tylko zaplamil od razu ladowalo wszystko w pralce. Tesc palmil ciuchy czesto i sporo. No ale, co wolno wojewodzie to nie tobie....
Z tych gadan wiele sobie nie robilam, po prostu pralam i tyle. Wpadlismy  z eMem na pomysl, ze moznaby bylo troche tej wody jednak zaoszczedzic nie tylko z powodow finansowych, bo miastu tak, czy siak trzeba odprowadzac podatek za wode deszczowa, ktora splywa po dachu... ogolnie za powierzchnie sie placi.
Zaczelismy  deszczowke  zbierac i zakupilismy specjalna pompe , ktora na dodatek filtruje.  Nie dosc , ze pierzemy w deszczowce to i , na poziomie piwnicy, splukujemy nia  toalete.




Ciekawe jeszcze czy mozna zejsc w dol z ilosci uzywanego proszku? Okazuje sie, ze mozna.  Sa specjalne kulki piorace, ktore dzialaja tak na wode, tak ja  zmiekczaja, jonizuja, ze w sumie,  uzywajac  tych kulek, mozna dosypywac do prania 1/5 dotychczasowego  proszku. Kulki te po polsku nazywaja sie kulkami Molli. Polecam- wejdzcie i poczytajcie. 
Uzywam ich, ale nie we wszystkich momentach zdaja one egzamin. Nie mozna stosowac ich przy temperaturach wyzszych niz 60 stopni celcjusza. Dwie kulki z tego powodu stracilam. Rozsypaly sie. Teraz zakupilam inne. Z wymienianymi wkladami.




W przypadku, kiedy dziecko bardzo zabrudza swoje ubrania, trzeba przed praniem ta metoda, natrzec lub posmarowac plamy odplamiaczem, albo zrezygnowac z kulek na rzecz proszku. 
Natomiast flage, ciuchy sportowe ( sa z reguly tylko przepocone), ubrania ludzi doroslych..... mozna spokojnie prac kulkami. 

Kurcze , nikt mi za reklame nie placi , wiec po co ja to robie? Szarpnieta jestem, czy co?  

Nie wiem czy wiecie, ze chadzam czasami do teatru? No i czytam ksiazki (p). I nie piszcie mi, ze  nie ma sie czym chwalic. Ludzie gadaja, iz w biznesie ksiazkowym panuje zastoj. Przeczytalam ostatnio statystyki czytelnictwa na swiecie. W czytaniu przoduja kraje zwane przez nas- cywilizowanych- krajami trzeciego swiata. Indie sa na pierwszym miejscu, potem Tajlandia, Chiny, Filipiny , Egipt, Czechoslowacja , Rosja. My plasujemy sie na "zaszczytnym" 13 miejscu. Przed nami Szwecja, Francja, Wegry, Arabia Saudyjska...  po nas zas Anglia i Ameryka. Polak spedza tygodniowo na czytaniu 6 godzin i 30 minut, czyli niecala godzine dziennie. Do tego spada jakosc czytanych pozycji. Ponoc za czsow PRL-u, wartosciowe ksiazki byly pieknie wydawane, na bogato. Wszystkie czytadla, romansidla, notabene  pisane dobrym jeyzkiem , byly  wydawane na papierze gazetowym- nie wkladano w tego typu serie zbyt wiele wysilku. Natomiast obecnie wartosci sie odwrocily. Dobrze sprzedajace sie romanse sa wydane na bogato, zas cos wartosciowego jak najnizszym kosztem, bo popytu na to zbyt wielkiego nie ma. 
I jak my mamy zachowac ta nasza europejska kulture? Nie czytamy . Spadamy z poziomu wymagan , kiedy chodzi o sztuke, dosc nisko. Nie znamy wlasnej kultury. Wchodzimy w masowki. Masowe zabawy na placach.... jak uda sie nam obronic, chociazby kulturowo przed czyms nam obcym i niekoniecznie nam sluzacym?

Mloda zapisala sie do biblioteki. Czyta "Dziadka do orzechow", bo w grudniu mamy ochote wybyc na balet pod tym samym tytulem. 




wtorek, 4 lipca 2017

Wszyscy jestesmy Hiobami.

Jest taki film Koterskiego "Wszyscy jestesmy Chrystusami". Dobry film. Ja bym jednak powiedziala, ze wszyscy jestesmy Hiobami. Chrystus przeniosl kazdego , Hiob poradzil sobie tylko sam ze soba. Wez tu czlowieku ogarnij samego siebie, to ci dopiero zadanie.... Bycie Chrystusem zostawmy temu wlasciwemu. Temu, ktory za miliony...


Wczoraj obchodzilam urodziny. Przygotowania do obchodow poczynilym jednak duzo, duzo wczesniej, bo w listopadzie ubieglego roku. Przegladajac oferte dortmundzkiego teatru,  naszla mnie chetka na cos z ich repertuaru i znalazlam , bo kto szuka ten przeciez znajduje. Dopasowac musialam  gosci do owego wydarzenia. Kogos kogo kultura, w ogolnym pojeciu,  zajmuje. Kogos kto chetnie chadza na  kulturalne imprezy. No i kogos, kto mi odpowiada , kogo chetnie chcialabym miec tego dnia przy boku. I wiecie co? Moj wybor absolutnie nie padl na meza, bo... choc jest mi bliski , to jest niesamowicie lakoniczny w wyrazaniu emocji zwiazanych ze sztuka. Go po prostu kreci sport. On sztuke recenzuje w dwoch, maksimum czterech dosc trafnych zdaniach i ma zakonczony proces zwacy sie: mietoleniem tematu.  Tzn.: moze proces  "przezywczy" sie w nim nie zakonczyl, ale nie czuje moj malzonek potrzeby obnoszenia sie z tym i omawiania tego w nieskonczonosc. A ja potrafie dluzej, czyli trzeba bylo zawodnikow do siebie dobrac. Takich, ktorzy dorownaja mi w orgazmie....Przyznam sie, ze dlugo szukac nie musialam. ONE ( bo to jednak kobiety do kobiet dorastaja w takim momencie) nie wiedzialy w czym beda uczestniczyc i ze reka losu wskazala akurat na nie.
Zaprosilam siostre z mezem na sobote, podpowiedzialam zeby sie jakos odziali. Dziwne to dla mojej sis bylo, bo dotychczas nigdy sie im do ciuchow nie wtracalam i wsio mi odpowiadalo , a tu gryps polecial, ze odziac sie maja jakos tak- no wiecie- lepiej. Zaprosilam kolezanke z Polski,  z ktora  trzymalysmy sie  w pracy, rozumialysmy sie niezle i ktora podtrzymuje kontakt ze mna , bo te inne polskie kontakty, po tak dlugiej mojej bytnosci w Niemczech, trzeba od czasu do czasu reanimowac. I meczy mnie , ze to z reguly ja jestem owym reanimatorem.
No dobra, czyli wybor padl juz w listopadzie 2016, na siostre, ktora mieszka w Niemczech i na Jolke, ktora uczyla matmy w szkole , w ktorej i ja pracowalam. Jolka ma scisly umysl oraz wrazliwe serce i dobra  sztuke ceni bardzo.



Czyli te dwie powyzej zabralam, a one jechaly i nie mialy pojecia  dokad. Dopytywaly sie ,... a jakze ... dopytywaly.  Uzyskaly wiadomosci, ze beda tam fajni faceci.  Kojara zadzialala im tak, ze wiecie co sobie wyobrazily (!)...nawet sie pod nosem na mozliwosc tak spedzonego wieczorku usmiechaly. Ale... nie dla psa kielbasa. Dwoch sprawnych facetow w domu zostawionych, tzn jeden zostawiony a drugi jechal z nami , wiec nie ma co sie slinic na innych. Nie sklamalam jednak . Faceci byli zajebisci. Zwlaszcza ucharakteryzowany na Mephisto Hiroaki Ishida.
Wyladowalysmy na balecie "Faust I - Gewissen"- ( Faust I- Sumienie). Goethe napisal dwie czesci Fausta w odstepie kilku lat. Dortmundzki balet podjal temat. Rezyserowal cale przedsiewziecie Chinczyk, notabene dyrektor artystyczny ( baletu) , no i podolal. Dziwne. Obcokrajowcy tancza niemiecki temat. Obcokrajowiec, ktos wychowany w innej kulturze, z innymi problemami, podejmuje sie rezysrowania calego spektaklu i wychodzi im to przednie... Dlugo trwaly owacje na stojaco.



Nie chce opowiadac fabuly, bo raczej jest Wam ona znana. Przedstawienie , ksiazka , rozpoczyna sie rozmowa Boga z szatanem. Przebiega ona w zarysie tak, jak rozmowa w Biblii pomiedzy  Bogiem i szatanem o Hiobie. Mephisto czuje sie pewny, lekcewazy Boga... wie, ze sobie z zamieszaniem poradzi. Toz zna nature ludzka jak nikt inny. Wie jak podejsc, wie czym zanecic, jaka marchewke wystawic. Jak nie podda sie czlowiek jednej zanecie to przy kolejnej peknie... I peka. Swietnie odtanczony temat. Swietnie pokazany. Opowiadac by o tym dlugo. Biedni ci nasi faceci.
Jak to swtierdzila Jolka do meza mej siostry?
-Widzisz ? Dwie godziny ogladania, a cztery gadania i to w trzech wersjach.

Emocje nas po prostu wymiotly. I o to chodzi, o to chodzi...sztuka ma poruszac, a jezeli sie o czyms mysli dlugo "po",  to zadanie jest spelnione na 1000%. eM nie bardzo kumal ta nasza polska bablanine, wiozl nas chlopina tylko na owe wydarzenie i czekal cierpliwie pod teatrem, wiec w drodze powrotnej pozwolil sobie na gaz do dechy a my? A my nawet nie zauwazylysmy, ze droge powrotna pokonal w ciagu 26 minut, tak bylysmy zajete dyskusja i wymiana mysli.
-Jak cie ktos w Polsce zapyta jak daleko mamy do Dortmundu, to powiedz, ze 26 minut.-Zwrocil sie eM do Jolki.
I tymi 26 minutami wybil mnie z torow i przeniosl na inna orbite, bezczelnie przerwal i wprowadzil w inny tok myslenia, ze jak to tak...to on tak pedzil a ja nic?! Zero pouczenia, ze nie mozna, ze ten wiatr we wlosach to nam za mocno fryzury potargal i te inne... No normalnie zero moralizowania z mojej strony. Niepojete. Jeszcze  sie facet oduczy i co?

We mnie zas,  podczas owego przedstawienia, pewna refleksja sie narodzila, ze jestesmy rozni Polacy i Niemcy, bo na innym chlebie wyroslismy, na innej duchowej strawie. Nasz polski romantyzm to romantyzm zaangazowany w walke narodowo wyzwolencza. Konrad Wallenrod, Dziady...nawet Mloda Polska wracajaca korzeniami do romantyzmu to "Wesele"... wszystko nastawione na walke przy wykorzystaniu regul ,trendow danego nurtu. Oni- Niemcy- zajmuja sie sprawami uniwersalnymi. Niespelniona miloscia, niespokojnym ludzkim duchem, ktory nie spocznie dopoki nie znajdzie...czego? Wedlug mnie jest tak, jak powiedzial sw. Augustyn, iz nie spocznie ludzkie serce poki nie spocznie w Bogu. Tam jest ukojenie, wyciszenie, spokoj i blogosc....  Romantyzm niemiecki zapoczatkowal owa literacka epoke w calej Europie, w calym owczesnym swiecie... polski romantyzm, to co dzialo sie w naszym kraju, nigdy -nidzie- nic by nie zapoczatkowalo. Wojny maja to do siebie, ze sie zaczynaja i koncza a wraz z nimi konczy sie dany problem, chyba ze ... powraca on co jakis czas, bo nowe zarzewie konfliktu sie pojawilo.  Uniwersalne sprawy zawsze maja wziecie, bo czy to czas biblijny, czy wspolczesny. Czy to Niemcy czy Polacy, Japonczycy.... wszyscy przezywamy podobnie, egzystencjonalnie nurtuje nas jednakowo. Faust jest ponadczasowy. I tak jak powiedzial  wprowadzajacy nas w przedstawienie moderator, Fausta nie mozna odlaczyc od niemieckiej kultury. To tak jakby pozbyc sie korzenia w roslinie.


Ps.
Poza tym Luna okazala sie byc  Lunem. Marie nie przyjmuje tej informacji. Musi jej to chyba wet powiedziec dobitnie...

Corka ma wystapila pierwszy raz , w koncercie organizowanym przez szkole muzyczna. Grala w duecie z kolezanka. Mialy krotki wystep ( okolo 2 minut), ale bylo bez wpadek i pomylek. Super! Jestem dumna.