Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blabla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blabla. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 września 2023

Moj top na dzisiaj.

 Smetno mi jakos bo ... dostalam niemila wiadomosc z Polski. Kolezanka , trzy lata mlodsza ode mnie, odeszla z tego swiata ... tak nagle. I jakos smetnie mi sie zrobilo, bo ludzie z mojego rocznika znikaja. 

Najlepsza ksiazka na dzisiaj:

"Pozegnanie z Afryka" Karen Blixen. 

Najlepszy film:

"Foprtepian" w rezyserii Jane Campion. Jak dla mnie jest to romans wszechczasow. 


Najlepsza muzyka na dzisiaj:



Najlepszy glos na dzisiaj: KLIK. Niewatpliwie znacie te arie ( zaskakujaca). Znana jest z jednego z filmow. Z ktorego?

Najlepsze wspomnienie na dzisiaj: KLIK.

Najlepsze cytaty z filmow- powalajaca "yntelygencja". Mina Rewinskiego bezcenna:)


                                                                                                                                                                         Macie jakies wlasne "topy" na dzisiaj?


czwartek, 7 września 2023

Ciemno wszędzie. Głucho wszędzie...

 Siostra do mnie przyjechała. Na jeden dzień z noclegiem.

Bardzo nam fajnie ze sobą było. Siostra jest wielbicielką dreszczowców, kryminałów, horrorów...

Brrrrrrr,  ja tym klimatom nie za specjalnie kibicuję, no ale... gość w dom, więc i jego zwyczaje w dom.

Wybrałyśmy się na wspólny spacer. Dokładniej mówiąc pojechałyśmy na późny spacer. 

Dawno już tam nie byłam, a wieczorkiem miejsce owo wygląda nastrojowo.

Psa z sobą wziełyśmy, coby nas mój brytan chronił...  powątpiewam jednak w ochronę mojej Luny. Śmiem twierdzić, że gdyby coś się wydarzyło to mój pies łasiłby się do sprawcy.





Obeszłyśmy to jeziorko.  Powoli ciemniało, ciemniało.... w końcu słońce zaszło. Mijali nas pojedyńczy, spóźnieni spacerowicze i... dziewczyna z dziecięcym wózkiem. Mogła mieć od 16 do 25 lat. Trudno było ocenić. 

Była lekko poddenerwowana kiedy się do niej zbliżałyśmy. My skonsternowane, no bo co może robić ktoś (sam) z niemowlęciem w wózku tak późno (!!!!) i w tak jeziorno- leśnym- przyciemnionym klimacie? 

Jak to w życiu bywa, zanim oceniłyśmy prawidłowo sytuację, było w sumie po ptakach. Dziewczyna się oddaliła. Widziałyśmy jak mijają ją spóźnieni młodzi ludzie, trzy wpatrzone w siebie parki... cała nadzieja w dwóch paniach wyprowadzających psa. Poszły w jej kierunku. 

Potem przejechałam samochodem wzdłuż jeziora mając nadzieję, że gdzieś ową kobietę z wózkiem wypatrzę. 

Jak myślicie? Co robiła tam owa pani?


niedziela, 13 sierpnia 2023

Chcialam.

 Chcialam wlaczyc sobie cos na cda, ale wciagnal mnie tytul na TVP Kultura. "Pozegnanie z Afryka" w roli glownej z Meryl Streep, Klausem Maria Brandauerem i Robertem Redfordem. Film nagrodzony 7 Oscarami, Zlotymi Globami ... 

Same achy i ochy. Dla mnie zas "Pozegnanie z Afryka" to jedna z ksiazek top na mojej liscie ulubionych. Znajduje sie chyba nawet na pierwszym miejscu w pierwszej dziesiatce. Piekna. 

Jak to jest, ze jedni potrafia tak operowac slowem, iz czlowieka ciagnie i chocby byl to przydlugawy opis to i tak od czytania  odciagnac nas  nie moze. Opisy przyrody w "Pozegnaniu z Afryka" bardzo mi sie podobaly zas te  w "Nad Niemnem" niekoniecznie . Bywa,  ze te rodzime opisy nie dzialaja na nas az tak, jak te egzotyczne.  A moze to pioro pisarza tworzy taki czar?

  Chcialam wrocic do szkolnej poezji: Szymborska, Herbert, Pawlikowska Jasnorzewska, ale .... nie jestem pokoleniem czytajacym poezje. Ci 10 lat starsi ode mnie. Ci tak... to jest pokolenie wychowane do czytania wierszy, rozumienia ich.... z mojego raczej nieliczni. A juz generacja mojej corki ... nawet nie wiem czy oni w ogole jakas poezje biora w szkolach na warsztat. 

Dzien Zywych. 

W Dniu Zywych 

umarli przychodza na ich groby

-zapalaja neony

i przekopuja chryzantemy anten 

na dachach wielopietrowych grobowcow

z centralnym ogrzewaniem.


Potem 

zjezdzaja windami 

do swojej codziennej pracy:

do smierci. 

Ewa Lipska. 


To zas dla mlodszego pokolenia ( moje sie jeszcze zalapuje). 


Erotyk Stanislawa Grochowiaka w takiej stylistyce i aranzacji tez bardzo mi sie podoba.



I chcialabym odwiedzic Luwr i Wersal.



 

sobota, 22 lipca 2023

Napalic sie jak szczerbaty na suchary.

 


Zegar niemilosiernie tyka. Koniec urlopu zbliza sie wielkimi krokami... 

Po powrocie do niemieckiego domu niewiele robilam. Oddawalam sie lenistwu. Podlewalam kwiaty. Przegladalam blogi, a poza tym laba. Spedzanie czasu ze zwierzetami domowymi. 

                            Prosze Panstwa oto mis. Mis jest bardzo grzeczny dzis. Chetnie Panstwu lape poda...

Marie nazywa swojego psa "Micho" (misiek). Luna na Micho nie reaguje, reaguje na swoje wlasciwe imie. 

Mam jeszcze inne zwierzeta.... bardzo powazne zwierzeta. Nie wolno sie ich pozbywac. Nalezy im ustepowac z drogi i czynic honory. Za ukatrupienie tego zwierzecia groza w Niemczech dotkliwe kary. To zwierze znajduje sie tutaj pod ochrona. 

Wystarczy aby maz z zona nie za bardzo sie dogadywali. Jezeli ktores z nich pozbedzie sie pszczoly z domowych pieleszach to wredny wspolmalzonek moze pojsc na skarge i uklepac donos, ze : " Pszczole ubila/ ubil.... ukarajcie ja/go!"

Ja dbam o nasze domowe pszczolki, jak moge najlepiej...



I "muchi" posiadamy. Duzo much. Nie zazdrosccie.  Moge sie z Wami podzielic tym milusim domowym stworzonkiem. Dla zainteresowanych bede przeslylac poczta ... pudelkami... czekam na namiary na maila. Tylko prosze- nie pchajcie sie! I miejscie cierpliwosc, bo lowienie troche trwa. 

Ok, swiruje. Mam muchi, ale ... na wysylke paczkami troche ich za malo:). I nie wiem jak przyspieszyc produkcje. 

Przed urlopem zakupilam szafe do sypialni. Miala przyjsc hen, hen po urlopie a tu niespodzianka. Napisano nam ze sklepu, ze towar jest gotowy do odebrania. Przebywalismy akurat w Polsce. Po powrocie eM zwiozl szafe do domu. Oczywiscie szafe w kawalkach. Trzeba ja zlozyc. I tak sobie myslalam, ze zanim wroce do pracy uporzadkuje sprawy zwiazane z nowym meblem. Przepakuje i te inne. 

Niestety. Napalilam sie jak szczerbaty na suchary i zapomnialam, ze wszystko zalezy od podwykonawcy. To on decyduje , kiedy bedzie szafe skrecal. Mebel zwiozl w poniedzialek, a za skrecanie mial sie zabrac dzisiaj ( sobota). 

Kurna no!! Dlugo jakos. Podwykonawca mial w tym tygodniu pare spraw do ogarniecia. Mi sie zas wydawalo, ze bedzie zalatwial a nogami przy okazji skrecal, coby czasu nie marnowac. Moj plan wzial w leb. 

Uzbroilam sie wiec w cierpliwosc, bo coz innego mi pozostalo? 

Dzisiaj zrobilam obiad na czas. Nawet z Marie pownosilysmy z garazu na gore mniejsze czesci zapakowanej szafy, te wieksze gabarytowo zostawilysmy eMowi. Wlasciwie zostala mu jakas 1/3 noszenia. Wszedl po pracy do domu, od reki obiadzik na stol. Po obiadziku kaweczka i .... "Do roboty brachu!" wypowiadane przez mnie jak mantra w myslach.

I nic.

 eM oznajmil mi abym sie nie wystraszyla , bo sypialnia bedzie przez dwa dni zawalona. Jutro skreci. 

No zeszzzzzzzz....!!!!! 

 Jutro? Naprawde? Co sie stalo z tym chlopakiem? Taki raczy byl... jeszcze pare lat temu podobna  robota bylaby wykonana w mig. Wrocilby z pracy. Zjadl. Wniosl czesci na gore i w dwie godziny skrecil. 

Teraz? 

Teraz musi sie mentalnie przygotowywac. Pomyslec. Nabrac oddechu. Znowu pomyslec. Znowu odetchnac... 

Nie mam leniwego meza. Mam starzejacego sie meza. 

Wzial przygotowana przez mnie kawe i poszedl na gore... 

" No, no." Pomyslalam. " I ty chcesz w Polsce dom budowac? Oj czarno to widze." Domu nie bedzie! Postanowilam. 

Pogodzilam sie z sytuacja. Siedze . Popijam herbate mocy i pisze posta. A tam na gorze....?

 Cos szura... cos jest przesuwane... i znowu przesuwane.... o ... teraz jest cos rozrywane... a teraz wali ... i znowu szuranie... 

Dzieki Ci Panie! Nadzieja na budowanie domu wlasnie zapowrocila sie byla! 

niedziela, 16 lipca 2023

Blogie lenistwo.

 Wcale nie takie blogie... nie lubie wyjazdu na urlop i powrotu do domu, bo nie da sie wsiasc do pociagu byle jakiego. Nie dbac o bagaz , nie dbac o bilet... 

Trzeba ogarnac chate na wyjazd aby wrocic do czystego. Zadbac o bagaz. Czasami zadbac o podroz i o bilet. Z reguly po powrocie robi sie wielkie pranie... Jest przy tym wszystkim troche zamieszania. Mnie zas zaczyna interesowac swiety spokoj... blogi spokoj... 

O taki:.... 






  Moze tylko z ta roznica, ze nie na stole. Juz sobie wyobrazam ludzi nie lubiacych kociego szlajania sie, jak wzdychaja. " O rety! Na stol wlazl i mu na to pozwalaja." Trudno sie mowi... kota nie upilnujesz. Wlasciciele kotow ( kociarze) musza sie na niektore kocie posuniecia zgadzac. 

Za rok przespie caly urlop w niedzwiedziej gawrze. :) 

No dobra, nie marudze juz. Bylo fajnie - Jastarnia, Hel. I sredni fajnie, kiedy bujalam sie przy sprawach pozostalych po smierci mamy. 

Jak juz zauwazyliscie, znowu odwiedzilam koty. Heniek musial sobie przypominac kim jestem. Co za dran! Zobaczyc... wykorzystac ( niech mnie mizia, a co?!) .... i zapomniec!



Chowal sie za drzwiami. A przez glowe galopowaly mu mysli: " Kurna. Co to za jedna? Skad ja ja znam? Gdzies ja juz widzialem? Nie pamietam kiedy mielismy przyjemnosc ... zaraz, zaraz...". 

No pewnie ... miec przyjemnosc i ... zapomniec. 

Potem pamiec mu sie zapowrocila byla... przymilal sie i nie nawiewal. Co by jednak nie powiedziec Heniek to kot, o wzgledy ktorego trzeba zabiegac. 



Siostrzeniec znalazl sobie nowe hobby. Na razie poczatkuje. Zaliczyl kilka sparingow. Skupuje sobie ciuchy Wikingow... jezdzi z nimi na imprezy... Eh mezczyzni, czasami lubia sie tak, jak i te koty gdzies "pomechac". W zapasy pobawic. Mieczykami pomachac... Juz teraz wiem skad u siostrzenca parcie, aby nazywac Henka Ragnar. 

Wszystkie hobbystyczne zajecia bliskich popieram.



Koty , jak na dobrze wychowane przystalo, goscia zegnaly. 
Nosami kleily sie do oknien i innych powierzchni szklanych. 
 





Zreszta kto tam wie co kotom po glowie chodzi? Moze chcialy sie upewnic, ze faktycznie sie zmywam? 

wtorek, 20 czerwca 2023

Adrenalina.

 Prawdopodobnie kazdy z nas potrzebuje zycia od czasu do czasu podjaranego odpowiednia dawka adrenaliny...

 Ja juz chyba coraz mniej tego potrzebuje. Cenie stablilizacje. Adrenalina? No chyba , ze wybranie sie bez GPS do nieznanego miasta, albo pytanie ludzi na ulicy, w erze komorek i zycia wirtualnego, o czas: " Przepraszam. Ktora mamy godzine?"

Ostatnio szwagier mi opowiadal, ze jego bratanek wybral sie z kumplem do Tokio ( miasto 35 milionowe- w jednym miescie ludzi tyle co w calej Polsce). Nie zamowili hotelu. Polecieli bez celu, adresu ... ot tak- spakowali sie i w droge... dla mnie to szczyt ryzyka. 

Uwazam, ze obecnie najlepiej jest polec na kanapie .... z psem lezacym u mojego podnoza ( ma swoje piernaty, ale i tak wybiera miejsce niedaleko nas... na chlodnej posadzce... trzeba latac za nia z jej poduchami , a i tak polozy sie jak sobie sama umosci- ryzykantka) 



Piesio odwiedza psiego fryzjera z 3 miesieczna reguralnoscia. 

Ja ? Od przypadku do przypadku.... Ostatni raz bylam przed wyjazdem do USA , czyli w pazdzierniku przeszlego roku. 

Chyba troche zaburzylismy proporcje... nie uwazacie? 




Jedyny rodzaj adrenaliny ( nie mylic z przemoca) jaki jeszcze preferuje to w piosenkach i filmach. 

poniedziałek, 19 czerwca 2023

Niedlugo...

 ... urlop. Jeszcze troche. Jeszcze moment... a potem 3 tygodnie wolnego. Czy czekam? 

A kto nie czekalby na urlop? I pomimo tego, ze plany sie zmieniaja, nie sa jeszcze sprecyzowane to i tak fajnie, ze przyjdzie czas, ktorego bede pania i moge go roztrwonic na co mi sie tylko podoba. 

Z tym roztrwonieniem to nie jest pelna prawda gdyz musze ogarnac pare rzeczy - brrrrrrr.... Udac sie  w pare miejsc- chociazby do notariusza, u ktorego mam zamiar  upowaznic siostre w zwiazku ze sprawami spadkowymi pozostalymi po mamie. 

Przezyje tez , podczas urlopu, kolejne urodziny... nie bede wam zdradzala ktore, bo czy to istotne? 

Pamietacie swoje prezenty urodzinowe? Nie wszystkie pamietam, ale jeden, ktory mi rodzinka podarowala posluzyl wszystkim. 

Mi, poniewaz milo spedzilam czas i nauczylam sie czegos nowego. Im, bo korzystaja z tego do tej pory. 



Kurs kuchni gruzinskiej w Torunia. Nauczyli nas tam czterech potraw, z ktorych dwie regularnie goszcza na naszym stole. Sa swietne!  

Chaczapuri.

Zrobcie ciasto drozdzowe takie jak na pizze. Nie chce podawac przepisu, bo kazda/ kazdy z Was ma na pewno swoj wlasny sprawdzony. Ja do tego ciasta dodaje suszony czosnek niedzwiedzi i sole go tak, jakbym miala piec chleb, ale konsystencja niech bedzie pizzowa. 


Moja nieodzowna niebieska miseczka. Rety, ilez ona ma lat (!)... jakos trudno mi sie z nia rozstac. 

Dajcie ciastu podrosnac. 

Zetrzyjcie trzy rodzaje serow. Moze byc ementaler, gouda i mozzarella. Ja scieram kawalek goudy, kulke mozzarelli i dodaje pol opakowania sera fetta z mleka krowiego , bo koziego nie znosze. 

Sery te wymieszac ze soba. Mozna doprawic tak, jak kto lubi, ale trzeba uwazac na sol , bo fetta jest slona- doprawic papryka mielona, galka muszkatolowa... albo tak, jak uwazacie za sluszne. Mozna tez nie doprawiac wcale, wszak ciasto zostalo posolone. 



Utarte sery zbic w kulke ( dacie rade bo feta i mozzarella polacza serowe skladniki). I teraz... wszystko zalezy od tego  ile takich chaczapuri chcecie wypiec ... jaka macie patelnie... dla ilu gosci potrawe robicie. 

Z ciasta urywamy kawalek - taki jak na bulke ( okolo 150gr.) .  Rozplaszczamy . Z sera tez "urywany" spory kawalek- robimy z tego porzadna kulke, ale taka, ktora moglaby zmiescic sie w ciescie. Ukladamy ja na rozplaszczonym surowym placku. 





Zamykamy ser w ciescie drozdzowym , tak jabysmy kleili kulistego pieroga, a potem wszystko ponownie rozplaszczamy dlonmi, walkiem.... ostroznie aby ciasto nie popekalo i ser potem nie wyplywal ( jezeli gdzies peknie nalezy to miejsce skleic ponownie)..., czyli delikatnie obchodzimy sie chaczapuri. Im lepiej rozwalkujemy calosc, tym wypiek bedzie delikatniejszy. 

Przygotowujemy patelnie. Na kursie nie zalecali nam smarowania patelni olejem czy tez maslem, ale ja w domu patelnie lekko olejem traktuje. Tylko tak, aby bylszaczala. Nagrzewam patelnie i klade na nia  placek . Pieke jakbym piekla podplomyk. Z obu stron. Czasami ser moze sie  w trakcie pieczenia jednak wydostawac- trudno, nie przejmujcie  sie tym ...  potem wszystko wyczyscicie. 



Stopien "zarumienienia" zalezy od Was. Placek moze byc mniej , moze byc bardziej wypieczony- w zaleznosci od gustu... wazne aby ciasto doszlo a ser w nim sie rozpuscil. 

W internecie znajdziecie chaczapuri jako drozdzowa lodeczke z jajem sadzonym. Robilam raz i takim sposobem, ale  mi odpowiada jednak wersja z kursu.

Chlebek ow powinien wystarczyc na dwie osoby. Niestety eM jest serowy i wciaga sam powyzsza porcje.  



Troche niewyrazne zdjecie. 


 
Mamy w pracy kolege Gruzina. Zagaduje z nim... rozmawiamy ze soba. Kolega ow zna jezyk swoich sasiadow. Posluguje sie nim plynnie. Czuje sie dzieki temu w danym srodowisku dobrze, ale czy oni obdarzaja go podobna sympatia? Watpie. Nie raz zdarzalo mi sie slyszec ich niepochlebne opinie na jego temat. Nie odwdzieczaja mu sie podobna kolezenskoscia jaka on obdarza dawnych kumpli. Jak to  w robocie- ludzie nagaduja na siebie. Czuje sie widocznie chlop sam i brak mu wsparcia grupy. Moze z braku laku trwa w starym? 

Mam w pracy kolezanke z Ukrainy. Nie ukladalo sie nam za specjalnie. Dla niej bylam obca, az do momentu.... Wiecie jak jest teraz... pomimo wszystko jestem ostrozna. Nie raz sie juz nacielam. Pomagam jej. Nie robie jej nic zlego.... dmucham jednak na zimne. Kolezanka owa  wydaje sie byc zagubiona. Nie chce ci ona porzucac swoich dawnych przyjaciol, a niektorzy z nich zrobili wobec niej obrot o 135 stopni , jak nie o cale 180.  
Ona zas sama tez urywa pewne znajomosci, bo nie wyszyscy rozumieja ichnie ( jej) wolnosciowe dazenia. Potem do tych znajomosci powraca, bo nagle ktos z tych odwracajacych sie obdarzyl ja usmiechem... coz za skomplikowane relacje. Nikt nie chce byc sam. Kazdy szuka swojego stada. 
Wszystko sie pokomplikowalo. 

A ja mam zamiar za niedlugo wybyc na urlop.


 

sobota, 3 czerwca 2023

Rudy, szary i biala.



 

Dzisiaj zawitalismy u mojej siostry na kawe urodzinowa. Niedawno obchodzila swoje kolejne 18 urodziny. 


Ta to ma dobrze. Maz piecze i na dodatek te wypieki sa super w smaku. Lekki , smietankowy torcik. 

Ludzka , mila  impreza- niestety... zdominowana przez zwierzyniec. 

Dlaczego niestety? Bo zwierzeta powinny znac swoje miejsce i nie przeszkadzac doroslym. Zajac sie wlasnymi sprawami i kulturalnie czekac na odpowiedni moment. A moze one oczarowuja , podatne na ow czar , ludzkie zgromadzenia? 

Szwagier byl przeciwnikiem zwierzyny w domu. Tupal i nie zgadzal sie na takowych lokatorow. Zwierzaki go kupily. Spia z nim, laza za nim, przygladaja sie  mu ... a on odwdziecza sie dbaniem, pielegnacja i tyraniem na ich potrzeby. 


Rudy, Borys- jak na imie przystalo prawdziwy zakapior, mysliwy. Niczego sie nie leka. Pierwszy wsadza lape pomiedzy drzwi. Niech Was nie zmyli ten niewinny pyszczek. 



Szary, Heniek vel Ragnarok. Reaguje na oba imiona. Blizej mu do Stefka Burczymuchy. Ma ciagle okragle oczy... bo ten swiat taki dziwny i przerazajacy. Uwazajcie, bo moze Was omamic kocim spojrzeniem. 



A oto biala... wszedzie sie pcha. Wszedzie weszy. Jak na  wyemancypowana obecnie kobiete przystalo, zero skromnosci. Realcje z facetami rozpoczyna pierwsza , nie czeka az ja przedstawia. Lata za chlopakami - no az mi wstyd, ze nie wykazuje powsciagliwosci. Jest tak wyluzowan, ze potrafi im michy opylic, oblizac sie i nie miec z tego powodu wyrzutow sumienia. 

Siedzi na forsie, tzn na mojej torbie z portfelem zamiast na wlasnych poduchach, i to niewatpliwie dodaje jej pewnosci siebie w kontaktach z plcia przeciwna. Wlos rozwiany, przymglone spojrzenie... jest swiadoma wlasnej atrakcyjnosci. Troche szpanuje. 



Martwi mnie jej gust, bo jest poza gatunkowy... choc w czasach gender byc moze to ujdzie. 


Przyjrzyjcie sie prosze. Czy tym kawalerom dobrze z oczu patrzy? Toz to bonzowie. Typki spod ciemnej gwiazdy. 

Pisalam. Nie dajcie sie zwiesc ich milej powierzchownosci. Biala zainteresowal rudy... dlaczego kobiety wybieraja trudnych osobnikow? 


Szary spokojny, myslacy... obserwator. Prawdziwy humanista. Poszedl w literature. Ostatnio ma na tapecie ksiazki kucharskie. 



Spokoj, cieplo, stabilizacja... czasami dobry posilek... a biala zaczepia rudego. Rudy chyba odwzajemnia zainteresowanie bo tez potrafi ja lapa tryknac. 

Jak juz pisalam szary to domator lubiacy ksiazki. Rudemu blizsze sa inne zagadnienia. Ten jest techniczny.





Pociagaja go tez wojskowe klimaty. Tutaj w moro stringach.


Poszlam za jego przykladem i sprawilam sobie ... nie, nie ... nie moro stringi, ale moro klapki ogrodowe. Nowka. Zakupione w drodze powrotnej. 


Sie czlowiek napatrzy na kota , a potem malpuje. 


Ja bym stawiala na stabilizacje, spokoj i oczytanie ... choc ow spokojny, i oczytany szary lubi czasami patrzec na ludzi z gory. Ceni sie. 




wtorek, 30 maja 2023

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia.


 Ledwo przezylam. Wiem, ze dzielna jestem... niczego sie nie boje, ale to co mnie dzisiaj spotkalo do codziennych zdarzen nie nalezy. 

Od poczatku jednak. Z rana zalatwilam sprawy u lekarza. Dalam znac Marie, ze wlasnie od niego wyjezdzam i niech czeka na mnie pod domem, bo mi sie wychodzic z samochodu nie chce, zakupy zrobimy. Mloda czekala z siatami coby zakupy w nie powkladac- dzieciaki w naszym landzie nie maja dzisiaj lekcji. Po powrocie ze sklepu rozpoczal sie rozgardiasz. Nie lubie tych godzin w domu. Godzin wychodzenia do swoich zajec, czy tez przychodzenia z pracy, ze szkoly... eM buszowal w kuchni, robil sobie cos do zjedzenia. Mloda tez zachciala sie posilic...kazdy sie krzatal . Probowalam w miedzyczasie zakupy troche  poukladac... ale wszyscy sobie nawzajem przeszkadzalismy. Ktos musial wiec ustapic. Poczekalam. Domownicy wzieli sobie to, czego potrzebowali i ... do dzialania moglam przystapic ja. Po chwili znowu ruch w domu... pakowanie plecaka przez eMa, biegajaca i robiaca halas Luna... trzeba bylo, jak zwykle przeczekac. 

W koncu nastala bloga cisza. Kazdy na swoim miejscu. eM w robocie. Marie na gorze uczy sie do testu z matematyki. Luna lezy pod moimi nogami lub szuka sobie miejsca na wlasnych piernatach... cisza, spokoj,... ciepla kawa na stole ... 

...i.... lekki stukot przypominajacy pazury Luny na podlodze. 

Nagle stanal przede mna takowy stwor...


On sie gapi... ja sie gapie... on lypie okiem... ja lypie okiem....

Zamarlismy i jakos tak niezrecznie sie zrobilo.  

Kiedy w koncu oszacowalam szanse i dotarlo do mnie, ze zycia raczej nie strace, postanowilam sie poruszyc, a wtedy zwierze oszalalo... stalo sie niebezpieczna bestia.... zaczelo walczyc o przezycie. Latac, szarpac sie,  leciec na oslep w szybe (jak nic ptak Hitchcocka)... posralo sie przy okazji.... 

-Ha!Ha!Ha! Srulisz co? 

Przywolywalam Lune aby TOTO pozarla, toz to dla niej jeden sus. Za gardlo i po sprawie, ale kurcze.... moj brytan obronny spierniczyl. Zaszyl sie gdzies....

Wolalam Mloda, ktos musial podac mi miotle ( przypuszczam, ze miotla bedzie moim nieodlacznym atrybutem na stare lata) , a ona ze sluchawkami w uszach , zaszyta na gorze,  nie wiedziala jakaz to tragedia na dole sie odgrywa. Jaka walka! Jakie emocje! 

Probowalam otworzyc ptaszorowi okno, ale ptaszysko szturmowalo caly czas to miejsce. Wbilo sie w koncu pomiedzy szybe a krzeslo. Przysiadlo ciutke odpoczac i .... patrzy. 



... i ja patrze...

-Spokojnie. Pojde po miotle. Otworze okno. Miota naprowadzi Cie jak GPS do wyjscia. Tylko sie znowu nie posraj i przypadkiem nie zaszywaj w jakims kacie .... obiecuje , ze bedzie dobrze. -Tlumacze ptaszorowi. 

Nie wiem, czy zrozumial, ale czekal. Nie szarpal sie ...dal sie naprowadzic i ... pofrunal. 

Pisze do eMa, ze przezycie mialam. Z reguly zlewa te moje przezycia i odzywa sie wtedy, kiedy ma czas, a tym razem zareagowal natychmiast. 

- Pewnie sie ten ptaszek wystarszyl co nie miara? - Zapytal.- Dla niego to takie starcie jak Goliata z olbrzymem. 

-A ja to sie nie przestraszylam? - Odpisalam dajac do zrozumienia, zem wazniejsza. Wnerwil mnie tym olbrzymem.  O mnie to juz nic nie zabiegaja... ja to sobie przeciez poradze . 

- Luna nie chciala mi pomoc, gdzies nawiala.- Nadal zdaje relacje, probujac odwrocic uwage meza od Goliata i olbrzyma i naprawdzic na mysl, ze przeciez biedna jestem. 

- Bo sie boi ptakow i pszczol. 

Hm... o pszczolach wiedzialam, o ptakach nie. Czyzbym nie znala wlasnego psa? 

No coz. Malzonek nie domyslil sie, nie spelnil moich oczekiwan zwiazanych z moja niedola i pomnika zaslug chyba sie od niego nie doczekam. Nie spoczne w alei zasluzonych. 




sobota, 20 maja 2023

To co ja mam robic?

 Wczoraj doszlo do starcia z moim eMem. Poszlo o ten kawalek przydomowej zieleniny. 


Spedzal mi on sen z powiek, bo wlasciwie do 15 maja posesja powinna byc przygotowana na sezon letni. Wypielona, wysprzatana. To co potrzebuje wyciecia powinno byc wyciete. I  inne przydomowe roboty powinny byc zakonczone. Kiedy zyli tesciowie bylo jeszcze trudniej, bo oni uznawali termin do 1 maja. Plotek byl dzielem tesciowej, wiec i ona o niego zabiegala. Jako rencisci, tescie  czasu mieli niemalo, mogli wiec narzucac sobie treminy takie, jakie uznawali za sluszne. 

W tym roku sie nie wyrobilam. Przydomowy plotek czekal do wczoraj. Zbieral przez jesien i zime zeschle liscie. Jakies pety  paletajace sie czasami po ulicy. Z reguly przycinajac go i wyczesujac po sezonie, zbieram dwa wiadra smieci. Ten jasniejszy rand przy plotku to pokaz ile zielonego trzeba bylo z przydomowego chodnika wyciapac. 

Wczoraj postanowilam zakonczyc dreczenie sie myslami, ze mam jeszcze cos do zrobienia, uspokoic sumienie  i ... wzielam sie za robote. eM dzialal na ogrodku, ja przy chacie. Chyba nawet nie zauwazal, ze obrabiam schede. Liscie , przy podmuchu wiatru, szalaly na posesji, ja zas probowalm je moja miotla ( bo mam swoja ulubiona jak na czarownice przystalo) ogarnac aby nie lecialy na posesje sasiadow. Akurat sasiadka z naprzeciwka zmiatala ulice przed domem. Moje liscie, lecace w jej kierunku, dodawaly jej tylko roboty. Odbylo sie wszystko  na spokojnie... milczala rozumiejac moje zmagania. Nie mogac tego ogarnac przypomnialam sobie, ze eM ma takie ustrojstwo co jezdzi i zamiata. On ma w sumie wszystko tylko czasami nie wie gdzie to ma. Albo wie tylko mu sie nie chce wiedziec. Albo zona przyszla w nieodpowiednim momencie. Nie powiem, moment nie byl zbyt fortunny. Za jakas godzine pan maz mial wyruszyc do roboty i zapodal sobie chwile ciszy przed owym wiekopomnym wydarzeniem, a tu czarownica z miotla dobija sie aby sprzet jej przygotowal. 

Rzecz toczyla sie o to czerwone. Jeszcze do wczoraj zakurzone, bo schowane. Po sezonie jesiennym nie wyciagane. 


Jezdzisz czlowieku tym czyms i zamiatasz. O miotlach wszelakich mozesz zapomniec. Od razu wieksza plaszczyzne smieci sie sciaga. Pare ruchow i spraw zalatwiona. 

-Po co ci to?

-Obrabiam plot przy posesji i stare listowie zanieczyszcza srodowisko.

-Na zwolnieniu jestes. Sciegno ci padlo.

-Wlasnie probuje czy juz odpadlo, czy jeszcze nie. Przeciez wiesz, ze od poniedzialku chce do pracy wrocic. Nie powinnam? To co ja mam robic? 

-Zwariowalas? Jak cie ktos zobaczy z firmy to bedziesz miala dopiero pozamiatane... do domu wracaj!

-Ale ja nie chodze, tylko sie schylam... probuje czy juz moge... czy bedzie dobrze. 

Uwzial sie i zaczal chrobotac nerwowo sprzetem pod weranda... z zacisnietymi zebami cos tam mamrotal, a ja kurna chata,  poczulam ciezkosc jego przepowiedni. Troche sie w srodku ze strachu przytrzeslam. Pozbieralam poslusznie grabki, nozyczki, lopatke i wiaderko i zapowrocilam sie, jak cora marnotrawna do domu. Powcinalam paznokcie ze strachu... po czasie dolegliwosc strachowa ustapila, ale dolegliwosc nozna zapowrocila sie. 

Niemcy maja tak, ze o swoje sie dba. Uklada, zadasza aby nie stalo i nie marnialo. W ich mentalnosci zwrocenie komus uwagi, ze powinien dosprzatac, albo ze cos pominal jest jak nabardziej ok, choc do milych rzeczy nie nalezy. Kiedys sasiadka przechodzac obok mojego domu zwrocila mi uwage, ze ktorys z kwiatow domaga sie podlania. Nie wiem jak byloby to odebrane w Polsce ale mysle, ze jako wtracanie sie w nieswoje sprawy. I jako cos niezbyt grzecznego. Razu pewnego znajoma myla okna. Przechodzaca wlasnie pani zatrzymala sie, zagadala ( to jest calkiem normalne przystanac przy pracujacych i z nimi  ciut pogadac) i przy okazji wytknela, ze okna w piwnicach tez od czasu do czasu nalezy myc. Dala do zrozumienia, ze dostrzega pewne niedociagniecia i wedlug niej nie sa one w porzadku. Moja tesciowa zwracala uwage sasiadowi, ze silnik jego samochodu dosc glosno pracuje, mowiac mu w ten sposob, ze chyba powinien udac sie do warsztatu. Zapytac o zdanie mechanika.

Oni ciagna siebie w gore. Nie ma, ze przewrocilo sie i niech lezy. 

Dbaja o swoje werandy, posesje.  Nie musi byc na bogato, ale niech bedzie czysto. 

Oczywiscie , ze i tu mozna znalezc takich, ktorzy sie wylamuja. Mamy sasiada po skosie, ktory ma calkiem inne podejscie do spraw zwiazanych z porzadkiem. eM go nie lubi. Wkurza sie na niego. Osobiscie wole aby ten gosc nie sprzatal czegokolwiek, bo kiedy kosi trawnik przed domem, wtedy  zafajdana jest polowa ulicy. Mozna brac miotly do reki i wymiatac spod pobliskich domostw swiezo skoszona trawe. 

Wyrozumialosc ma sie zas do dzieci. Kiedys zauwazylam kawalek porzuconej bulki lezacy przy naszym domu.

-E tam...  to z pewnoscia jakies dziecko.-  Spolegliwie zareagowal eM. 

Male dzieci sa tu holubione. Rodzic idzie z nimi na spacer i dzieciak wraca ze spaceru obejdzony po szyje. Na miesnym panie wreczaja malemu klientowi plasterek kielbaski, w piekarni jakas niewielka buleczke... taki klient jest ceniony. Dzieci to przeciez skarb narodu a malo ich tutaj sie rodzi. 

Razu ktoregos latem, maly synek mojej chinskiej kolezanki uciekl  o 4 nad ranem w pizamie na pobliski plac zabaw, oddalony o trzy domy dalej. Wybudzil sie. Wszyscy w domu spali. Przerzucil noge przez rame  lozeczka. Znajomi wtedy jeszcze  zamykali drzwi wyjsciowe na skobel. Jakos sobie z tym skoblem maluch poradzil. Otworzyl i poszedl sie bawic. Okolica wiedziala, ze niedawno wprowadzili sie tu  Azjaci, ale nie wszyscy wiedzieli, w ktorym dokladnie domu mieszkaja. Bawiacego sie o 4 nad ranem chlopca wypatrzyl ktos przechadzajacy sie z psem. Maly... sam... w pizamie... tak rano? Wezwano policje. Policja odszukala domostwo przynalezne dziecku. Wybudzila jego mieszkancow. Oddali syna rodzicom zastrzegajac, ze tym razem uracza ich tylko pouczeniem, ale jezeli zdarzy sie to ponownie beda zmuszeni zawiadomic jugendamt. To niezbyt mila instytucja dla ludzi posiadajacych dzieci i majacych z tym jakies niepowodzenia. 

Kiedy autochtoni widza nieporzadek na ulicy czy tez w okolicy np.: powstala dziure w asfalcie, skrzypiaca za glosno hustawke na pobliskim placu zabaw, melduja to wladzom, a one sa zobowiazane do wlasciwego reagowania. Nie zlewania obywatelskich postaw. 

To sa pozytywne cechy Niemcow. Takie cos chetnie przenioslabym na polski grunt, ale my mamy inne podejscie. Boimy sie ingerencji w nasza wolnosc- moga byc nimi sprawy zwiazane z porzadkiem na posesji, myciem wlasnych okiem ... Takie zachowanie byloby uznane za ingerowaniem w nasza osobista przestrzen.  Jako zachowanie niegrzeczne i zbyt wymagajace. 


Prywatnie zas...

Marie jest znowu na wyjezdzie i walczy. W tamtym tygodniu dzieci wiozl eM. W tym pojechal  inny rodzic. Rodzic i przy okazji ich coach. Nie wiemy co sie dzieje... wiem, ze bedzie moje Dziecie startowac pozno. Nie ma pokazu walk w internecie... czekamy na informacje od corki. Nie sa to zawody na poziomie krajowym, jest to impreza o mniejszym zasiegu, ale jakby nie bylo denerwujemy sie.  

eM dziala i skuwa. Kilka razy zima przejechalismy sie tylkiem po  schodach. Uznalismy, ze nalezy to zmienic. 



eM zamierza wymienic tez porecz , bo wedlug niego sie chybocze. Niech wymienia... na cos nowoczesniejszego. Nie zglaszam sprzeciwu.

A ja ? Co ja mam robic? 


Mocze w mleku stare buly na mielone. Cos przeciez trzeba robic. 

Pies nic nie robi. Ten to ma zycie. Wcina ( pilka do "szczotkowania" zebow).  Lezy i pachnie... dekoruje nam domostwo, umila czas... 

  


Ps. 
DADAM!!!!!! Jest final . Trzymajcie kciuki aby bylo zloto!!! 

Ps 2. 
No coz nie ma zlota, jest srebro. Tez dobrze. Dziecko jeszcze nie dojechało, ale zdjęcie medalu już nam przysłało:) Innych fotek jak na razie nie posiadamy.



niedziela, 14 maja 2023

Dzien ...

 ...dzien jak co dzien. Moze odrobine inny niz zwyczajnie, bo Dzien Matki w Niemczech obchodza. Druga niedziela maja jest wlasnie tym swietem. 

Dostalam od Mlodej bukiet zasponsorowany przez tate. Pochwale, sie. Serpentyna tez swoje cudne kwiaty pokazywala. Idac wiec jej przykladem , bo chyba dusilam gula, pokazuje moje.... 


Caly zolty. Jak to sie ma w mowie kwiatow? Zolc to zazdrosc, albo komunikacja. Chciala mi widocznie zakomunikowac, ze mnie kocha. 

Nie wszystkie matki obchodza owe swieto. Raz kolezanka w pracy pomimo posiadania dwojki doroslych  dzieci, oznajmila, ze ona tego nigdy nie swietowala. Znalazlo sie tez pare podobnych osob.  

Maja  prawo. Kazdy swietuje wtedy, kiedy mu wygodnie, albo wcale.

Kocham moja Mloda bo... hm... wlasnie czy ktos kto kocha musi wiedziec za co kogos kocha? Czasami nie wiadomo za co, ale ja mam takich pare punktow .... 

Za jej dorastanie i niecierpliwosc z tym zwiazana. Tak bardzo chce odkryc swiat. Zasmakowac go... jest pelna zycia. Nawet kiedy kloci sie ze mna o prawko na 125 ( czytaj hundratfynfzwanziga). To w konsekwencji jej argumentacja mnie rozbawia. 

-Bedziesz za dwa lata chciala powtorzyc prawko na motor i wyludzisz od nas podobna , jak nie wieksza kase. To marnowanie forsy. 

- Nie bede chciala. Nie lubie motorow...

-No... juz sobie wyobrazam sytuacje jak twoje pelnoletnie kolezenstwo pomyka na motorach , a ty za nimi na wypasionym skuterku, ktory moze osiagnac zawrotna predkosc max 80km/h bedziesz ich gonila. Coz za cudny widok!

Ma tez lepsza, bardziej wypasiona argumentacje. Dostala sie na wyjazd do Stanow na 4 tygodnie aby szlifowac jezyk. Jak dla mnie super sprawa i zyciowa szansa dla kogos zakochanego w Ameryce, ale... wybrala inna opcje. Tydzien w Finlandii, tydzien we Francji... coz sie nie robi ze wzgledu na grupe rowiesnicza. Kolezanki do Ameryki sie nie zakwalifikowaly, ale pojada do Finlandii i Francji, wiec Marie poszla w ich slady.

-Fajnie , nie powiem. Taka szanse spitolic.

-Dobra matko. Ja wiem , ze sie chcialas pozbyc na 4 tygodnie bachora. Chata wolna.. tylko ty i tata... Waw! Dzieciaka nie ma w domu co to sie bedzie dzialo!! 

Tego "bachora" to ja nauczylo kuzynostwo w Polsce. Maja jakies takie dziwne odzywy. 

- Chrzanisz corko. Mi chodzi tylko o szanse. W Stanach masz jezyk jak zloto. Podany na tacy...  akcent , slang.. wsio

-Co tam mamo opowiadasz. Pamietasz ten amerykanski akcent w Dunkin Donuts nieopodal naszego hotelu? Amerykanski w indyjskim wydaniu. Sami siebie nie rozumieli, a co dopiero klienci. Pojade tam gdzie pojade... bo chodzi o sama komunikacje. Jak  sobie poradze w swiecie, w ktorym nie ma niemieckiego. O to chodzi. Uczyc mozna sie wszedzie. 

A jednak troche mi zal. Uznalam , ze odpowiedz byla rezolutna. 

- Daj sie sfotografowac. Dzisiaj jest taki dzien, kiedy mozesz choc raz ukazac swoje piekne oblicze na moim blogu. 

-Nie , nie pozwalam. Wklej tam Lune. Ona lubi robic za modelke.



Pies nam znowu zarosl. 

Lubie Mloda za to, ze dochodzi swego. Ojciec , pomimo, ze wszystko by jej dal, robi czasami dziwne eksperymenty wychowawcze. Dlaczego dziwne? Bo nie moje. Zachciala Dziecina komorke wypas. Dolozyl jej sporo kasy, ale pod warunkiem, ze mu jakas czesc odda.  Jezdzi wiec Mloda z tata rozwozic gazety. On jest szefem tego przedsiewziecia,  podwozi ja i to ona musi wyskakiwac i biegac po ulicy ( a teren gorzysty i ulica dluuuuuga), i rozdzielac prase. Kiedys wkurzona wyznala:

- Tata sobie siedzi, a ja biegam jak szalona od skrzynki pocztowej do skrzyniki pocztowej... 

Nic nie odpowiedzialam, ale takie sa skutki wchodzenia z rodzicielem plci meskiej w uklady. 

-Ja juz dawno mu ten dlug chyba splacilam. On mi nie placi calej gazy. 

-"Chyba" czy jestes "pewna" , ze splacilas?

- Tak na oko to juz splacilam. 

- Na oko to nic nie wiadomo. Dlaczego nie zapisujesz dlugu?

Rozmawiam z eMem jak to jest z tym corczanym kredytem u niego.

- Nie doliczyla za paliwo, ktore zuzywam kiedy ja woze do roboty i ... chyba jakies odsetki niewielkie tez sie mi naleza? 

Uczy ja twardego finansowego zycia. 

Kupuje mlodej to czego potrzebuje. eM tez to robi, ale na ekstra wyposazenie komorkowe, ktorego miec przeciez nie musi, niech wniesie, wedlug niego,  jakis wklad. 

Ja nic nie mialam. Czekalam co skapnie od rodzicow i siedzialam cicho... sprzedawalam butelki szklane, aby podreperowac skarbonke. 

piątek, 12 maja 2023

Garsc nowosci ( wiadomosci z wielkiego swiata).

 Pierwsza pozytywna wiadomosc to taka, ze wlasnie eM odebral moj samochod z naprawy. Druga pozytywna wiadomosci - dobrze, ze mam u boku meza zalatwiacza, ktory ogarnal dany temat, bo mi sie nie chcialo lazic po woz.  Mozna pomyslec: " Coz za baba len!" Spokojnie... ja tez swoje robie na tym lez padole. 


Nie przypominam sobie, zebym kiedys tak czysty samochod miala. Mylismy go, ale zeby glancowac to ... jakos ... nie pamietam. Znaczy tego blysku nie pamietam. 

eM uwaza, ze od czasu do czasu, ze wzgledu na jakosc mycia samochodu w warsztacie VW, powinnam dawac sie puknac. Teraz moze z boku? 

Raczej wole brudasem jezdzic. Czy tez umytym bez polysku, niz przechodzic stres zwiazany, mowiac jezykiem eMa , z puknieciem. Niech sam sie daje pukac, jak mu sie to podoba. 

Kolejna w miare pozytywna wiadomosc, ale uszczuplajaca portfel... zamowilam urlop na pazdziernik. Pojedziemy z Marie do Wenecji. Jeszcze nas tam nie bylo. W wielu miejscach nas nie bylo. Nie bylysmy w Swionujsciu, w Bialymstoku ( chcialabym to miasto zobaczyc), Olecka tez nie widzialysmy jako i Sandomierza . Nie mowiac nic o Chicago, ale w Wenecji dotychczas rowniez sie nie pojawilysmy wiec pora sie tam wybrac. 

Chyba nie brzmi to jak przechwalanie sie? 


I to by bylo chyba na tyle. Taki post nic... pierdu, pierdu.

A z ambitniejszych wiadomosci. Sledze w necie 41 Festiwal Szkol Teatralnych Klik. Niektore z przedstawien szkol sa emitowane na youtube. . Mlodzi, zdolni, starajacy sie ... fajna sprawa. Ogladam bo syn kolezanki konczy jedna z polskich szkol teatralnych . 

Ps. Dopisze jeszcze male co nieco, bo jest sie czym chwalic. Znalazlam w okolicy sklep z ziolami i przyprawami. Kupilam w nim sfermentowany czosnek. Tylko teraz problem powstal. Do czego sie go uzywa? Nie smierdzi, nie jest kwasny a slodziutki. Moze do chleba? 


Mozna tutaj dostac prawie wszystko. Sol wedzona, zasuszone male glowki roz do napojow, wszelkiej masci ziola, olejki.... Po prostu wypas!

Ps 2. Szukajac czegos w necie, w Wielkiej Historii natknelam sie na tekst mowiacy o tym,  jak Caryca Anna Romanowa upokarzala ksiecia Michaila. Nienawidzila malzenstwa i ludzi z tego powodu szczesliwych. Ksiaze Michail zgrzeszyl, bo zakochal sie we Wloszce i dla niej zmienil wyznanie na katolickie. Dla carycy bylo to jeszcze  gorsze niz samo szczesliwe malzenstwo Michaila. Wkrotce po slubie Wloszka odeszla z tego swiata a Caryca zamienila ksiecia Michaila w nadwornego blazna. Kazala mu udawac kure. Musial siedziec w kurzym gniezdzie, w sali w ktorej przyjmowala gosci i udawac, ze wysiaduje jajka. Klik. 

Okrutne, nieprawdaz?

środa, 3 maja 2023

Prysly zmysly...

 ... Po raz kolejny. Tyle tylko, ze uscislajac, tym razem to raczej nie o zmysly szlo, a o wyobrazenia i przekonania. 

Otoz wiecie, ze mialam stluczke. Troche o owej stluczce jeszcze przymarudze, bo to wlasnie w tym temacie wyszlo szydlo z worka, albo w koncu to szydlo nabralo ksztaltow, albo w koncu to szydlo zauwazylam... 

Szydlem jest nie kto inny jak moj pan maz, krotko mowiac eM. Zyjesz z czlowiekiem pod jednym dachem prawie 20 lat i dopiero teraz widzisz kto to i co to... co to za szydlo. 

Wiecie rowniez , ze jestem , przynajmniej tak mi sie wydaje, zagorzala ( raczej ogorzala) feministka. Robilabym droge kobietom wszedzie gdzie tylko chcialyby  przejsc. eM tego profilu mojej osobowosci chyba jeszcze nie odkryl, albo.... udaje, ze nie dostrzega. 

Wczoraj przed poludniem, kiedy powolutku rozkrecalam sie do wyjscia do pracy, a eM bawil w sklepach budowlano- ogrodniczych, zadzwonil do mnie adwokat od stluczki. Standardowa rozmowa z informacja, ze teraz on przejal sprawy zwiazane z wypadkiem, ze jakbym miala jakies pytania to mam sie do niego kierowac. Poinformowalam pana adwokata, iz otrzymalam list od ubezpieczyciela tej pani, ktora mnie najechala. Pan na to, ze chcialby ow list zobaczyc i mam przeslac mu go na maila, albo podrzucic do kancelarii. Podalam namiar internetowy na siebie i tak rozmowe zakonczylismy. 

Jakies piec minut po rozmowie wkroczyl do domu pan maz, samiec alfa i omega oraz gama i beta... 

Zapytalam czy mamy w naszej drukarce mozliwosc skanowania dokumentow bo.... i tu wyjasnilam mu cala wczesniejsza rozmowe w sprawie samochodu. Pan maz na to, ze kiedys tam ( za krola Cwieczka)  skaner mielismy, ale uzylismy go moze ze dwa razy, wiec przy kolejnym zakupie sprzetu zrezygnowal z tej mozliwosci, czyli wychodzi na to, ze skanera nie mamy. Ale, ale .... nie tak prosto kochani... co z tego , ze jakiegos ustrojstwa w domu brak skoro ma sie domowego opiekuna, pana i zalatwiacza. Ow opiekun, zalatwiacz i pan zabral sie za ogarnianie mojej korespondencji z adwokatem.

-Bo to sie robi tak....- Jak powiedzial, tak tez zaczal robic.

Wykonal komorka zdjecie tresci listu. Wklepal  w swojego maila. Napisal w moim imieniu, bo ja przeciez chora na reke jestem- pisac nie umiem. I zalatwil.... 

Dziwny chaos zapanowal. Wrocil chlop do domu i chaotycznie zaczelo sie robic. Podalam urzednikowi jeden adres email a dostal ci on korespondencje z drugiego- sobie nieznanego. 

Lekko mnie cisnionko sie podnioslo. Widze jednak ze ten facet przede mna nie ogarnia dlaczego.

-Co tak ci sie zylka na czolku wyostrzyla?- Pyta niemadrze... a mi jeszcze bardziej w srodku pulsuje i zyleczka skacze. 

Na domiar zlego pani od warsztatu dzwoni i probuje umowic sie ze ma na termin dostarczenia auta do naprawy. Albo moj telefon byl na glosnomowiacym ( bo czasami cos robie i wlaczam na glosnik aby moc dwie rzeczy wykonywac np.: gadac i ukladac towaru w lodowce), albo eM ma tak wysmienity sluch, ze w lot wychwytuje wszelkie dzwieki. 

Ja tu z pania pierdu, pierdu zas w tle ... 

-Nie , nie umawiaj sie na srode. W srode nie mozesz ... o tak ... wez ta druga opcje . W poniedzialek. Poniedzialek to dobry czas!

-Niech pani pozdrowi meza.- Odzywa sie pracownica warsztatu.- Zauwazylam, ze bierze czynny udzial w naszej rozmowie. 

-Slyszales? Pani cie pozdrawia.

eM odklonil sie glowa. Ja zas,  nie chcac robic sita, potwierdzilam poniedzialek, wszak zgodne malzenstwo jestesmy. Po rozmowie z warsztatem  zwrocilam uwage panu mezowi, ze to ja musze sie organizowac w danej sytuacji, nie on i niech mi zostawi wolna reke. Wiem , ze ma w sobie nieprzebrane poklady energii potrzebnej do zalatwiania spraw. Na dodatek czuje sie opiekunem domu, ale jak na razie az tak nieporadna nie jestem aby nie moc podjac pewnych decyzji. 

Gadaj sobie zdrow. 

Adwokat odeslam na jego maila podziekowania za przeslany dokument i poinformowal mnie, ze przysluguje mi prawo do samochodu zastepczego na czas trwania prac przy moim samochodzie.  

eM odpisla, wszak to teraz on przejal piecze nad poczynaniami zwiazanymi z moim samochodem.  Z policja dalam sobie rade, z ludzmi w warsztacie sie dogadalam... a eM nie odpusci. 

"Hallo

Dziekuje za pana odpowiedz. Samochod odstawimy w poniedzialek do warsztatu. Samochodu zastepczego nie potrzebujemy. 

Z przyjacielskimi pozdrowieniami ( tak sie tu pisze) 

Anna Blablabla"

I co z nim zrobic? On mi rujnuje wizje mojego niezaleznego feminizmu. Opinie mi psuje. Image nadszarpuje. Jak ja kolezankom w oczy spojrze?  

Ot-  i tak sie mniej wiecej przedstawia ow chalupniczy feminizm. Na zewnatrz jestesmy  pewne swego, a w domu czasami nie wychodzi, bo ten drugi probuje przejac stery. Nie powiem to jest dosyc wygodna sytuacja, ale .... mnie nie satysfakcjonuje. 

Prysly moje wyobrazenia zem feministka i to przez duze ( pogrubione i podkreslone)  F. To nie jestem "ja", ale "my". To nie ja odstawie samochod ale my. To nie ja nie potrzebuje samochodu a  my nie potrzebujemy.... 😂😂😂

Ostatnio tluke ten film. Nie wiem nawet dlaczego mi sie podoba.  Moze dlatego, ze jak na tamte czasy Emma jest dosc smiala w odpowiedziach do pana Knightley´a. Klik.


środa, 26 kwietnia 2023

Jeden post

 .... a tyle mysli wokol niego mi sie kreci. Tyle za jednym zamachem chcialabym z siebie wyrzucic ,  zanim to jednak zrobie musze chyba troche temat podrazyc, pokluczyc.... powspominac. 

Matko jedyna! Kto to wytrzyma? 

Kiedys, kiedy jeszcze pracowalam w Polsce mialam taki dzien , w ktorym szlam na dwie godziny lekcyjne  do roboty i potem laba. Swietnie to wygladalo na grafiku. Caly tydzien zawalony, a ten jeden dzien tygodnia luz. Luz byl to jednak pozorny, bo mialam dwie godziny lekcyjne w meskiej klasie, z wyrosnietymi chlopakami i czasami czulam sie tak, jakby te dwie godziny to bylo oranie ugoru. Slabo zainteresowani byli samym przedmiotem do tego robili mi rozniaste psikusy. Kolowali wskaznik i kiedy bylam odwrocona tylem do nich a przodem do tablicy podnosili mi bluzke ( nie czulam), pod pozorem zerkniecia na metke na spodniach nad tylna kieszenia. Male , niby nic nie znaczace figle.. ale... 

Mialam w tej klasie ucznia, ktory wiodl dosc ryzykowny styl zycia: alkohol, papierosy i narkotyki. Trudny byl to dzieciak z zapelnionym po brzegi zeszytem uwag,  kartkami ktorego wycieral sobie tylek w toalecie. Poniewaz byl trudny, czesto tez goscil na kozetce u szkolnej pani pedagog i psycholog.  W sumie czul sie tam jak u siebie w domciu. Panie sobie z nim rozmawialy, on sie zwierzal... grube to bywaly zwierzenia bo przyznawal sie  co wciagal, od kogo towar bral- czy tez kupowal. One wiedzialy, ale nie mogac nadszarpnac wyrobionego zaufania u dziecka , milczaly czekajac kiedy chloptas odpali numer w szkole, wtedy dopiero mogly zabrac sie za konkretne dzialania. 

Uczniowi temu odbilo wlasnie na moich zajeciach. Zazyl jakis specyfik na piec minut przed wejsciem do klasy i w trakcie trwania lekcji zaczal sie rozkrecac. Zawalalam pedagog. Weszla ... rozejrzala sie...  wyszla i po 15 minutach wmaszerowal na prowadzona przeze mnie lekcje  policyjny team. Zgarneli delikwenta, w miedzyczasie dotarl do szkoly wezwany rodzic, byl to ojciec. Prosilysmy ojca aby zgodzil sie na wykonanie przez policje testu na obecnosc narkotykow u syna. Ojciec chcial wspolpracy ze szkola, wszystko zas stopowala matka. Dzieciak byl jedynakiem. Dlugo wyczekiwanym. Matka uwazala , ze syn jest  dobrym chlopcem tylko ow otaczajacy,  podly swiat sie na niego uwzial.  W trakcie drogi na komisariat ojciec wykonal telefon do zony i ... ta zaparla sie aby  testow synkowi nie robic. Facet postapil tak, jak jego kobieta sobie zazyczyla. 

Na drugi dzien spotkalam na korytarzu ojca trudnego ucznia. Z troska zapytalam jak cala sprawa sie zakonczyla. Dostalam jakies zdawkowe odpowiedzi, ze X przyznal sie iz wypalil tylko jointa  i na co ten caly ambaras? Po godzinie w pokoju nauczycielskim dowiedzialam sie tez , ze ojciec dzieciaka przybyl na skarge, chcac zwalic wine za cale zajscie na mnie. Dyrektorka dosc spolegliwa wobec rodzicow i przyznajaca im z reguly racje, tym razem postawila weto: " Co pan opowiada. Niech pan pojdzie porozmawiac z innymi nauczycielami, naslucha sie pan niezlych historii na temat syna". 

Matka chlopaka byla bardzo cichutka, uczynna kobieta. Wychowywala syna pod kloszem i za nic nie dopuszczala do siebie niezbyt przyjemnej informacji zwrotnej ze swiata na temat wlasnego dziecka. 

Sprawa zostala niezalatwiona. Pamietam jak wtedy psycholog z nami rozmawiala, ze trudno... nie mamy wsparcie ze strony rodzicow.... musimy poczekac na skutki jej wychowywania, ze ona ( matka) sama je odczuje... potrzeba czasu. 

Bylam juz wtedy mezatka, jakies 2, moze 3 lata po slubie. Szlam do mieszkania mamy . Przy bloku rodzicielki znajdowal sie trzepak osiedlowy i wlasnie przy owym trzepaku ujrzalam mojego bylego problemowego ucznia, ktory trzepal matce dywan. Matka dzieciaka szla pare metrow przede mna, przystanela przy synu, a ja dochodzac uslyszalam rozmowe toczaca sie pomiedzy nimi: " Tylko przynies mi qrwa w koncu jakies dobre piwo, a nie te siki co ostatnim razem przytargalas!". 

No i prosze jak rozowo. Ladne zwroty syna do matki. Matka potulnie obecala przyniesc cos porzadnego. 

Pomyslalam sobie wtedy , ze w zyciu wraca do nas to , co temu zyciu dajemy. Nie ma sensu narzekac na dzieci, meza, najblizszych bo oni sa wypadkowa naszych wyborow i naszego postepowania. Tak umiemy zyc i tak jak postepujemy tak tez otrzymujemy ( nie jestem tylko przekonana czy zawsze (?)). A ta cala powracajaca fala to nie zemsta bostw wszelakich ( dla tych, do ktorych cos zlego powraca), ani przecudnej urody wrozek ( dla tych, ktorzy widza na wlasne oczy sile fali- "no nareszcze wyszlo na moje"- czy tez plawia sie wlasnie w odbieraniu powracajacego dobra) a najczystsza psychologia. 

Ta fala to nic innego jak skutek naszych wczesniejszych zachowan, bledow, nieumiejetnosci wspolpracy, braku madrosci, uporu, niecheci do refleksji... 

Idac tym tropem... 

Zastanawialam sie przedwczoraj: "Czy warto byc uprzejmym?" Mialam znowu wypadek. Tym razem ktos wjechal mi w tyly samochodu. Za pierwszym razem nie bylo nic - unbezpieczenie sie nie odezwalo ( klient ( poszkodowany) nie zglosil wypadku), tak tym razem bez prostowania i lakierowania tylnego zderzaka sie nie obejdzie.  Po sekundach zaskoczona wyszlam do sprawczyni calego zamieszania i ... kiedy zobaczylam  obraz malujacego sie na jej twarzy nieszczescia wzielam sprawy we wlasne rece. Wezwalam policje i uspokajalam kobiete, ze najwazniejsze iz nic sie nie stalo. Obie zyjemy. Mamy sie dobrze... tylko blachy potluklysmy. Dawalam do zrozumienia, ze nie mam nic przeciwko niej. Wypadek sie po prostu zdarza  i po to sa  owe ubiezpieczenia samochodowe aby nam ulatwic to stresujace wydarzenie. 

Czekalysmy prawie godzine na policje. W miedzyczasie przyjechal maz  roztrzesionej pani, ktora nabrala przy nim niebywalej pewnosci siebie. Wypadek mial miejsce przy zwezeniu drog, tuz przed przejsciem dla pieszych. Wyhamowalam aby przepuscic samochod z naprzeciwka i wtedy wydarzyl sie ow BUM! Pani przy mezu odzyskala rezon i rzekla zadziornie, ze powinnam kupic sobie mniejszy samochod skoro obawiam sie przejechac obok jakiegos szerszego wozu.  O matko ty moja! Przeciez po to sa wlasnie owe zwezenia aby sie nie pchac, aby w miare pojedynczo przejezdzac . I na co mi bylo to uspokajanie i wyciszanie  sprawczyni wypadku? Pani pokazala pazury. eM stwierdzil po fakcie, ze zle do spraw podchodze. Ona winna, wiec to ja powinnam przybrac poze obrazonej ksiezniczki, zero odzywania sie i wchodzenia w pogaduszki... niech druga strona sie gimnastykuje. I ze on na moim miejscu, znajac go zrobil by to na pewno, powiedzialby przy policji, ze sie musial nasluchac dziwnych porad zwiazanych z gabarytami wlasnego samochodu. 

I tak sobie rozmyslalam wczoraj, ze nie ma sensu rzucac perel przed wieprze... ze te biblijne slowa maja dosc uniwersalny wydzwiek... nie tylko zwiazany ze sprawami wiary, modlitwy, ale i naszego codziennego zycia. 

Wczoraj a wlasciwie dzisiaj w nocy kolezanka pokazala mi swoje prawdziwe oblicze. I mowiac slowami piosenki spiewanej przez M.Bajora 

"Gdy w ludzkie serca lodem skute

daremnie wcieram uczuc masc.

Gdy mi po cichu szyje buty ten, 

z ktorym konie moglem krasc. 

Gdy usmiech karze wietrzyc zdrade,

gdy szukam falszu w kazdej lzie.

Gdy dzien po dniu nasiakam jadem.....

Milosci nie opuszczaj mnie". 



P.S

Ludzie sa przez genetyke i zycie tak poksztaltowani, ze jezeli ktos jest zazdrosny to kazdy kto sie do niego zblizy zazna owej zadrosci- doswiadczy jej na wlasnej skorze. To nie jest tak, ze przy jednym czlowieku zazdrosnik jest zazdrosny, a przy innym juz nie bo to wina nie czlowieka, ktorego sie spotyka a tego co mamy w srodku w sobie. Zazdrosnik bedzie zadrosnikiem i przy X i przy Y i przy Z. 

Ktos agresywny bedzie agresywny nie tylko do jednej osoby ( no chyba , ze to zdarzenie zwiazane z jakimis prowokacjami), ale bedzie swoja agresja obdarzal wszystkich napotkanych mu ludzi. 

Ktos kto obgaduje bedzie obgadywal nie jedna okreslona osobe, ale tych wyszstkich, z ktorymi sie blizej lub dalej zetknie.  Wystarczy poczekac, aby i inni go poznali .... ale mnie to niestety nie pociesza. 


środa, 29 marca 2023

Ambitne plany.

 Zainspirowal mnie post u Szarabajki, bede wiec czasami robila odniesienia do jej wpisu. 

Zakonczylam wlasnie moj tydzien pracy- po 6:00 wrocilam do domu i ... mam labe do piatku rano. Wiadomo , najpierw trzeba bylo odespac swoje i tak sie zlozylo, ze spalam dzisiaj dlugo. 

Robilam od kilku dni ambitne plany na to moje wolne. Zamierzalam dzisiaj sprzatac kuchnie. Za tydzien Wielkanoc, wiec owe domowe miejsce wypadaloby doprowadzic do ladu. Nie, nie mam w domostwie syfozy. Jest przyzwoicie, ale .... znam wlasne katy i wiem gdzie przydaloby sie wsadzic rece. Trudno sie mowi i zyje sie dalej. Wybralam postawe biblijnej Marii. Siadlam i, z ludzkiego punktu widzenia, oddaje sie nierobstwu. 

  Siedze, pije kolejna herbate, dochodze do siebie i nawet palcem w kapciu nie chce mi sie kiwnac. Pisze glooopi tekst na blogu i delektuje sie jednym z odcinkow "Ukrytej Prawdy" w TVN. To dopiero odmozdzacz jak te wszystkie seriale srednich lotow. Mnostwo tego w ofercie programowej polskiej telewizji ( w niemieckiej nie lepiej). Chyba glupiejemy. Stajemy sie coraz mniej wymagajacym intelektualnie spoleczenstwem. 

Maria to choc madrosci zyciowych w meskim kregu sluchala , a ja mam tego typu madrosci , szczegolnie meskie, w glebokim powazaniu. Sama sobie poczytam , o ile bede chciala, i to mezczyzni skorzystaja , jesli beda chcieli posluchac. To ci dopiero czasy nastaly aby "baba" rownala sie w wiedzy z meskimi umyslami:) 

Plany ambitne tez mielismy aby na Wielkanoc zawitac do mamy. Plany byly czynione przed jej smiercia, teraz stracily sens. 

Istnieje  taka jedna biblijna Marta  w mojej rodzine. Ambitna kobieta. Jak ona cos zrobi, to nie ma bata we wsi. Zapobiegliwa, pracowita, martwiaca sie o to, o co nikt jej nie prosil... Ciotka, zona mamy brata, ktora od momentu pogrzebu mojej rodzicielki chyba oszalala. Nasze kurtki nie przystajace do pogrzebowej okazji wypomina gdzie sie tylko da. Maci, placze i dojsc do siebie nie moze . Gdybysmy posluchaly tylko jej madrych porad, pogrzeb bylby jak ta lala, a tak (?) wyszlo jak wyszlo, czyli "bylejak".  Zarzuca mi i rozpowiada po rodzinie jakiz to ja nietakt popelnilam zmawiajac za rodzicielke, i to publicznie, czesc rozanca. Niepojeta jest zapobiegliwosc  naszej rodzinnej Marty, ale najprawdopodobniej szlo jej o to, ze nie okazywalam rozpaczy a bylam na tyle przytomna na ciele i umysle, ze rozaniec przed pogrzebem ( jedna dziesiatke) prowadzilam. Nie uchodzi po prostu. Zamiast godnie cierpiec, to ja sie modlilam. 

Nie mam na nia sily. Jest nieustepliwa i tak pewna swych racji, ze to trzeba pozostawic chyba w spokoju i poddac sie procesowi rodzinnego obgadywania. Kto madry, zrozumie. Kto nie- ten pojdzie za nasza rodzinna Martusia:) 

Martusia przyjezdza na grob naszej rodzicielki ( a ma jakies 30 km) i przestawia nam wience. Jej , przepiekny i okazaly ciagle sie przewracal,  wiec siostra go polozyla na grobie. Hm... nie polezal tam dlugo,bo ciotka przyjechala i go postawila, a ze sie WLASNIE przewracal ,  wkopala go w ziemie i oparla o krzyz. Za kazdym podmuchem wiatru wieniec napiera na krzyz i go przewraca. Mamy dosc. Trzeba bedzie montowac pomnik bo inaczej ciotka nas zajezdzi. 

I nagorsze jest to, ze, z reguly,  te wszelkie okoliczne, rodzinne  Martunie dzialaja w dobrej wierze. Nie mozna im zarzucic pewnej zapobiegliwosci, przewidywalnosci ... a przy okazji dreczenia innych. 

Powiem teraz cos, co dla wielu moze okazac sie niesprawiedliwym osadem, ale bezdzietne kobiety maja czasami tyle opiekunczych uczuc w sobie, ze przelewaja je na sytuacje w dalszej rodzinie. Maja czas. Nie sa zajete mysleniem o swych pisklakach, jak je ogarnac, jak zorganizowac im dzien i  wpierdzielaja sie  innym w zyciorys. Cierpia na nadmiar wolnego i brak zaprzatniecia  glowy czyms intelektualnym. Zyja na zewnatrz a nie w sobie. No i mamy lekki , rodzinny dramat. Az  chce sie im powiedziec: " Usiadz kobieto na dooopsku i poczytaj cos. Moze zaloz bloga i sie rozerwij?"