Wczoraj doszlo do starcia z moim eMem. Poszlo o ten kawalek przydomowej zieleniny.
Spedzal mi on sen z powiek, bo wlasciwie do 15 maja posesja powinna byc przygotowana na sezon letni. Wypielona, wysprzatana. To co potrzebuje wyciecia powinno byc wyciete. I inne przydomowe roboty powinny byc zakonczone. Kiedy zyli tesciowie bylo jeszcze trudniej, bo oni uznawali termin do 1 maja. Plotek byl dzielem tesciowej, wiec i ona o niego zabiegala. Jako rencisci, tescie czasu mieli niemalo, mogli wiec narzucac sobie treminy takie, jakie uznawali za sluszne.
W tym roku sie nie wyrobilam. Przydomowy plotek czekal do wczoraj. Zbieral przez jesien i zime zeschle liscie. Jakies pety paletajace sie czasami po ulicy. Z reguly przycinajac go i wyczesujac po sezonie, zbieram dwa wiadra smieci. Ten jasniejszy rand przy plotku to pokaz ile zielonego trzeba bylo z przydomowego chodnika wyciapac.
Wczoraj postanowilam zakonczyc dreczenie sie myslami, ze mam jeszcze cos do zrobienia, uspokoic sumienie i ... wzielam sie za robote. eM dzialal na ogrodku, ja przy chacie. Chyba nawet nie zauwazal, ze obrabiam schede. Liscie , przy podmuchu wiatru, szalaly na posesji, ja zas probowalm je moja miotla ( bo mam swoja ulubiona jak na czarownice przystalo) ogarnac aby nie lecialy na posesje sasiadow. Akurat sasiadka z naprzeciwka zmiatala ulice przed domem. Moje liscie, lecace w jej kierunku, dodawaly jej tylko roboty. Odbylo sie wszystko na spokojnie... milczala rozumiejac moje zmagania. Nie mogac tego ogarnac przypomnialam sobie, ze eM ma takie ustrojstwo co jezdzi i zamiata. On ma w sumie wszystko tylko czasami nie wie gdzie to ma. Albo wie tylko mu sie nie chce wiedziec. Albo zona przyszla w nieodpowiednim momencie. Nie powiem, moment nie byl zbyt fortunny. Za jakas godzine pan maz mial wyruszyc do roboty i zapodal sobie chwile ciszy przed owym wiekopomnym wydarzeniem, a tu czarownica z miotla dobija sie aby sprzet jej przygotowal.
Rzecz toczyla sie o to czerwone. Jeszcze do wczoraj zakurzone, bo schowane. Po sezonie jesiennym nie wyciagane.
Jezdzisz czlowieku tym czyms i zamiatasz. O miotlach wszelakich mozesz zapomniec. Od razu wieksza plaszczyzne smieci sie sciaga. Pare ruchow i spraw zalatwiona.
-Po co ci to?
-Obrabiam plot przy posesji i stare listowie zanieczyszcza srodowisko.
-Na zwolnieniu jestes. Sciegno ci padlo.
-Wlasnie probuje czy juz odpadlo, czy jeszcze nie. Przeciez wiesz, ze od poniedzialku chce do pracy wrocic. Nie powinnam? To co ja mam robic?
-Zwariowalas? Jak cie ktos zobaczy z firmy to bedziesz miala dopiero pozamiatane... do domu wracaj!
-Ale ja nie chodze, tylko sie schylam... probuje czy juz moge... czy bedzie dobrze.
Uwzial sie i zaczal chrobotac nerwowo sprzetem pod weranda... z zacisnietymi zebami cos tam mamrotal, a ja kurna chata, poczulam ciezkosc jego przepowiedni. Troche sie w srodku ze strachu przytrzeslam. Pozbieralam poslusznie grabki, nozyczki, lopatke i wiaderko i zapowrocilam sie, jak cora marnotrawna do domu. Powcinalam paznokcie ze strachu... po czasie dolegliwosc strachowa ustapila, ale dolegliwosc nozna zapowrocila sie.
Niemcy maja tak, ze o swoje sie dba. Uklada, zadasza aby nie stalo i nie marnialo. W ich mentalnosci zwrocenie komus uwagi, ze powinien dosprzatac, albo ze cos pominal jest jak nabardziej ok, choc do milych rzeczy nie nalezy. Kiedys sasiadka przechodzac obok mojego domu zwrocila mi uwage, ze ktorys z kwiatow domaga sie podlania. Nie wiem jak byloby to odebrane w Polsce ale mysle, ze jako wtracanie sie w nieswoje sprawy. I jako cos niezbyt grzecznego. Razu pewnego znajoma myla okna. Przechodzaca wlasnie pani zatrzymala sie, zagadala ( to jest calkiem normalne przystanac przy pracujacych i z nimi ciut pogadac) i przy okazji wytknela, ze okna w piwnicach tez od czasu do czasu nalezy myc. Dala do zrozumienia, ze dostrzega pewne niedociagniecia i wedlug niej nie sa one w porzadku. Moja tesciowa zwracala uwage sasiadowi, ze silnik jego samochodu dosc glosno pracuje, mowiac mu w ten sposob, ze chyba powinien udac sie do warsztatu. Zapytac o zdanie mechanika.
Oni ciagna siebie w gore. Nie ma, ze przewrocilo sie i niech lezy.
Dbaja o swoje werandy, posesje. Nie musi byc na bogato, ale niech bedzie czysto.
Oczywiscie , ze i tu mozna znalezc takich, ktorzy sie wylamuja. Mamy sasiada po skosie, ktory ma calkiem inne podejscie do spraw zwiazanych z porzadkiem. eM go nie lubi. Wkurza sie na niego. Osobiscie wole aby ten gosc nie sprzatal czegokolwiek, bo kiedy kosi trawnik przed domem, wtedy zafajdana jest polowa ulicy. Mozna brac miotly do reki i wymiatac spod pobliskich domostw swiezo skoszona trawe.
Wyrozumialosc ma sie zas do dzieci. Kiedys zauwazylam kawalek porzuconej bulki lezacy przy naszym domu.
-E tam... to z pewnoscia jakies dziecko.- Spolegliwie zareagowal eM.
Male dzieci sa tu holubione. Rodzic idzie z nimi na spacer i dzieciak wraca ze spaceru obejdzony po szyje. Na miesnym panie wreczaja malemu klientowi plasterek kielbaski, w piekarni jakas niewielka buleczke... taki klient jest ceniony. Dzieci to przeciez skarb narodu a malo ich tutaj sie rodzi.
Razu ktoregos latem, maly synek mojej chinskiej kolezanki uciekl o 4 nad ranem w pizamie na pobliski plac zabaw, oddalony o trzy domy dalej. Wybudzil sie. Wszyscy w domu spali. Przerzucil noge przez rame lozeczka. Znajomi wtedy jeszcze zamykali drzwi wyjsciowe na skobel. Jakos sobie z tym skoblem maluch poradzil. Otworzyl i poszedl sie bawic. Okolica wiedziala, ze niedawno wprowadzili sie tu Azjaci, ale nie wszyscy wiedzieli, w ktorym dokladnie domu mieszkaja. Bawiacego sie o 4 nad ranem chlopca wypatrzyl ktos przechadzajacy sie z psem. Maly... sam... w pizamie... tak rano? Wezwano policje. Policja odszukala domostwo przynalezne dziecku. Wybudzila jego mieszkancow. Oddali syna rodzicom zastrzegajac, ze tym razem uracza ich tylko pouczeniem, ale jezeli zdarzy sie to ponownie beda zmuszeni zawiadomic jugendamt. To niezbyt mila instytucja dla ludzi posiadajacych dzieci i majacych z tym jakies niepowodzenia.
Kiedy autochtoni widza nieporzadek na ulicy czy tez w okolicy np.: powstala dziure w asfalcie, skrzypiaca za glosno hustawke na pobliskim placu zabaw, melduja to wladzom, a one sa zobowiazane do wlasciwego reagowania. Nie zlewania obywatelskich postaw.
To sa pozytywne cechy Niemcow. Takie cos chetnie przenioslabym na polski grunt, ale my mamy inne podejscie. Boimy sie ingerencji w nasza wolnosc- moga byc nimi sprawy zwiazane z porzadkiem na posesji, myciem wlasnych okiem ... Takie zachowanie byloby uznane za ingerowaniem w nasza osobista przestrzen. Jako zachowanie niegrzeczne i zbyt wymagajace.
Prywatnie zas...
Marie jest znowu na wyjezdzie i walczy. W tamtym tygodniu dzieci wiozl eM. W tym pojechal inny rodzic. Rodzic i przy okazji ich coach. Nie wiemy co sie dzieje... wiem, ze bedzie moje Dziecie startowac pozno. Nie ma pokazu walk w internecie... czekamy na informacje od corki. Nie sa to zawody na poziomie krajowym, jest to impreza o mniejszym zasiegu, ale jakby nie bylo denerwujemy sie.
eM dziala i skuwa. Kilka razy zima przejechalismy sie tylkiem po schodach. Uznalismy, ze nalezy to zmienic.
eM zamierza wymienic tez porecz , bo wedlug niego sie chybocze. Niech wymienia... na cos nowoczesniejszego. Nie zglaszam sprzeciwu.
A ja ? Co ja mam robic?
Mocze w mleku stare buly na mielone. Cos przeciez trzeba robic.
Pies nic nie robi. Ten to ma zycie. Wcina ( pilka do "szczotkowania" zebow). Lezy i pachnie... dekoruje nam domostwo, umila czas...
Ps.
DADAM!!!!!! Jest final . Trzymajcie kciuki aby bylo zloto!!!
Ps 2.
No coz nie ma zlota, jest srebro. Tez dobrze. Dziecko jeszcze nie dojechało, ale zdjęcie medalu już nam przysłało:) Innych fotek jak na razie nie posiadamy.