Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smierc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smierc. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 września 2023

Moj top na dzisiaj.

 Smetno mi jakos bo ... dostalam niemila wiadomosc z Polski. Kolezanka , trzy lata mlodsza ode mnie, odeszla z tego swiata ... tak nagle. I jakos smetnie mi sie zrobilo, bo ludzie z mojego rocznika znikaja. 

Najlepsza ksiazka na dzisiaj:

"Pozegnanie z Afryka" Karen Blixen. 

Najlepszy film:

"Foprtepian" w rezyserii Jane Campion. Jak dla mnie jest to romans wszechczasow. 


Najlepsza muzyka na dzisiaj:



Najlepszy glos na dzisiaj: KLIK. Niewatpliwie znacie te arie ( zaskakujaca). Znana jest z jednego z filmow. Z ktorego?

Najlepsze wspomnienie na dzisiaj: KLIK.

Najlepsze cytaty z filmow- powalajaca "yntelygencja". Mina Rewinskiego bezcenna:)


                                                                                                                                                                         Macie jakies wlasne "topy" na dzisiaj?


środa, 10 maja 2023

Chodzi o zasade i o tworzeniu wlasnych teorii na zycie.

 Nawet nie wiem jak zaczac, bo mam w srodku emocjonalny chaos. 

Zaczne wiec normalnie... no wlasnie, ale co to jest to "NORMANIE, NORMALNY, NORMALNA...?" . To ma chyba zwiazek z jakas norma, ogolnie przyjetymi zasadami postepowania ... to co dla wiekszosci normalne, to jest owa norma i normalnosc. 

Normalnie to jest tak, ze przezywam jeszcze zalobe po mamie. Udalo mi sie WYDUSIC  za nia AZ jedna KROPLE LZY w swieta Wielkanocne. Nie rozpaczalam nad grobem nie dlatego, że mamy nie kocham. Pogrzeb byl traktrowany przeze mnie zadaniowo. Trzeba to bylo organizowac i na tym sie skupiac. Nie moglam wiec lac lez, bo nie mialam ku temu warunkow. Zadnego wspomagacza w postaci ciszy, wewnetrznej zadumy tylko akcja... refleksje nadeszly potem. Wspominam mame czesto. Nie zawsze te wspomnienia sa pozytywne, ale kiedys  gdzies wyczytalam, ze to sa ponoc prawa zaloby. 

W kazdym badz razie siedzi to we mnie i chyba dlawi. Nie wiem czy przechodze wszystko tak, jak powinnam przejsc, ale tez... ostatnio nie wiem  czy nasz swiat jest taki, jaki byc powinien. Przerabiam tyle dziwnych refleksji, ze az mdli od nich... i czasami chwytam sie nadzieji jak ostatniej deski ratunku. 

Moze po prostu mam taki moment w zyciu. 

W zwiazku z zaloba wyrobilam sobie nastepujaca teoryje, ze ... kiedy bliski zmarly od nas odchodzi to jego energia, ktora tutaj jeszcze pozostaje - takie lawirowanie pomiedzy swiatami- wspomaga nas, nasze decyzje i plany. Nie wiem dlaczego ale niesamowicie sprawnie, jak na polskie warunki, ida nam formalnosci zwiazane z pozbywaniem sie rzeczy po mamie. Mysle sobie wlasnie, ze tuz po uroczystosciach pogrzebowych wykonalysmy kupe roboty zwiazanej z mama i urzedami. Nie ma zadnych dlugow, niedoplat, utrudnien.... siostra szybko ogarnela jej mieszkanie... ale im dluzej mamy przy nas nie ma ( moja teoria na zycie, ze energia sie wyczerpuje) tym pojawia sie coraz wiecej innych utrudnien. Chociazby spadek  moich dobrych notowan w pracy. Nawet ostatnio mam takie mysli, ze tyramy, tyramy, tyramy... gonimy kroliczka a za to nalezec sie nam bedzie na koniec pudelko metr na dwa. Nie wazne czys ty krol, czy sprzataczka. Ze goly przyszedles na ten swiat i nagi z niego odejdziesz ( slowa w jednej z ksiag Pisma Sw.). 

Co jednak zrobic? Tak zycie tutaj jest urzadzone i wpadamy za innymi w ow trans gonienia kroliczka. Ktos nas kiedys tego nauczyl i do tej pory nie potrafimy z transu sie wydostac dopoki emerytura, albo smierc nas z tego nie zwolni. 

Znam co prawda takich zwolnionych juz za zycia. Wypadli z systemu. Siedza pod kosciolem lub na ulicach z wyciagnieta reka po datek... widzialam ich na ulicach NY. I Wy ich tez widzicie. Kiedys nawet slyszalam jak w niemieckiej telewizji pracownicy socjalni wspomagali tych spiacych na chodnikach i jeden z nich wyrazil sie, ze on do zadnej noclegowni nie da sie namowic. Nigdzie z nikim nie pojdzie, bo takiej wolnosci jakiej doswiadcza spiac w spiworku na swiezym powietrzu nigdy i u nikogo nie zaznal i nie widzial.. 

Pewnie, to sa jakies plusy. Minus  zas jest taki, ze moga tak koczujacego  spiacego latwo zadzgac. Okrasc z jego smieci. Zrobic mu krzywe. A zdrowia i zycia nikt nam nie zwroci. 


Nie, choc gonienie kroliczka coraz bardziej mnie zniecheca i zniesmacza, to ulicznego stylu zycia tez sobie nie wyobrazam.  Wychodzi na to, ze musze jednak gonic... Kazdy z nas pojecie wolnosci nosi w sobie i dla kazdego jest to cos innego. Jeden goni bo chce wolnosci finansowej, drugi nie goni bo chce wolnosci polegajacej na tym, ze nikt nie bedzie mu dyktowal kiedy ma wstawac bo budzik do roboty wzywa, klasc sie, myc zeby... wolnosci od systemu. 

O co chodzi z tymi teoriami na zycie? Mowi sie np.: ze prawda zawsze zwycieza. Nie powiem necacy to przysmak dla kogos, kto w prawdzie zyc chce, ale ... powiedzmy sobie, ze kazdy owa prawde ma inna. Spor o prawde powstal juz  w Nowym Testamencie podczas rozmowy Jezusa z Pilatem. Przyznam sie Wam, ze to jeden z cytatow Swietej Ksiegi nie dajacych mi wczesniej dlugo  spokoju,  dopoki jakos tego w sobie nie ogarnelam.

 "Pilat zatem powiedzial do niego : " A wiec jestes krolem?" (Odpowiedzial Jezus) "Tak, jestem krolem. Ja sie na to narodzilem i na to przyszedlem na swiat, aby dac swiadectwo prawdzie. Kazdy, kto jest z prawdy, slucha mojego glosu." Rzekl do Niego Pilat: " Coz to jest prawda?" To powiedziawszy, wyszedl ponownie do Zydow i rzekl do nich : " Ja nie znajduje w nim zadnej winy."

Jan 18; 37-38

Prawda jest, ze Pilat nie widzial w Jezusie winy. Prawda dla  pobratymcow Jezusa bylo to, ze wine w nim jednak  widzieli. Chociazby stawianie sie na rowni z Bogiem. Dla nich Jezus byl najzwyklejszym czlowiekiem. A stawianie sie czlowieka na rowni z Bogiem zaslugiwalo w tamtej spolecznosci  na ukaranie kamieniowaniem.  I co z tym zrobic? Zetknely sie jakies dwa swiaty. Starly sie ze soba dwie prawdy? 

Nie bede mowic chlopcu, ktory w robocie donosi, ze ... tak sie nie robi, ze to nie jest prawda, to, co on rozpowiada, bo albo celowo nie zrozumial przekazu danej informacji i celowo ja podkrecil dla wzmocnienia negatywnego  wizerunku osoby, o ktorej gledzi, albo nie zdaje sobie sprawy z tego co klepie?  Dla zasady nie powinien, ale ... tamten (przeciwnik) tez nie przestrzega zasad. 

Co powiedziec? Cos w stylu: " Rybko nie rob tak, bo krzywidzsz te osobe, o ktorej rozsiewasz ploty?". Ow rozpowiadajacy  ktos nosi inna prawde w sobie, ze ow obgadywany przez niego czlowiek zasluguje na to. Dorobil sie, bo kiedys o nim wpowiedzial sie niepochlebnie. Ot i taka prawda. 

Razu ktoregos kolezance Wandzi powiedzialam, a chcialam ja przestraszyc, zeby nie mielila jezorem wraz z tlumem, bo powroci do niej to mielenie i bedzie bolalo. Wandzia na to, ze nie biore pod uwage, iz jej mielenie jest li tylko powrotem zla, na ktore obmielana osoba sobie zasluzyla.  Czyli swieta Wandzia jest narzedziem w reku Opatrznosci i oddaje to, co ludziom sie slusznie  nalezy. 

Choc staram sie nie obgadywac i karma nie powinna do mnie powracac, to biore pod uwage fakt , ze bywam obgadywana. 

Kolejna teoryjka, ze dobro zawsze zwycieza. Wiara w bajki, ze zlo zawsze przegrywa. Wierzacy beda mi mowic, ze tam w niebiosach jest wlasciwa odplata. A jak nie ma owej odplaty? Takie czekanie na odplate moze byc postrzegane w kategoriach zapieklosci: " No nareszcie dojechali cie bratku", w kategorii nieumiejetnosci przebaczania. Moze swiadczyc zle o tym, kto w dana doktryne swiecie wierzy. 

 Po lekturze "Dzeci nazistow" dochodze do wniosku, ze niekoniecznie zlo jest karane. Mengele nigdy nie odpowiedzial za popelnione zbrodnie. Dobrze sie skryl i dozyl pelni lat w spokoju i dostatku zaszyty gdzies w Ameryce Poludniowej. 

Jak powiedziec komus: " Nie idz po trupach do zwyciestwa", skoro zycie pokazuje, ze niekoniecznie uczciwa praca ludzie sie bogaca ? Jak powiedziec komus, ze dany czlowiek jest pracowity, kiedy za moment pojawi sie ilus niekoniecznie wiarygodnych swiadkow, ktorzy beda klepac, ze absolutnie to nie prawda, bo widzieli jak szedl iles razy podczs roboty do toalety i ... ktorys z tych razow to bylo stanowczo za wiele- i najprawdopodobniej migal sie ow ktos w robocie, z tego wiec wniosek, ze nie jest pracowity. 

Jak powiedziec komus : " Nie dojezdzaj dziewczyny, bo czyz nie widzisz, ze ma tendencje do chlastania siebie?", a reszta "specjalistow"nieukow powie, ze to wina jej rodziny. Moze i tak byc, ale niekoniecznie taka jest prawda o danej osobie. 

Czekanie zas na Boza odplate, nieublagany sad... kojarzy mi sie z pewna zapiekloscia, a moze pragnieniem sprawiedliwosci? Pragnienie sprawiedliwosci-. to akurat dobrze swiadczy o osobie zlaknionej, oby nie bylo w tym jednak owej drobiny zapieklosci. 

Wszyscy wierzacy - powinniscie wziasc  pod rozwage, ze koncepcja nieba "waszego" nieba, to moze byc  tylko pewna hipoteza . Ja biore taka mozliwosc pod uwage. W koncu to jest wiara, a wiec nic pewnego. 

sobota, 11 lutego 2023

Po...

Zyje sobie czlowiek, zyje i ... przestaje zyc. Chodzi po ziemii i nagle przestaje chodzic. Zostaja po nim buty i telefon gluchy. Dokladnie tak- buty i telefon ... i pare innych drobiazgow. 

Nie pierwszy ci to czlowiek i z pewnoscia nie ostatni. Swiat wokol na moment sie zatrzyma. Zwolni. Odda mu ostatnia powinnosc i powroci do wlasnych spraw. Ziemia bedzie sie nadal krecic. 

Mama miala dobry, katolicki pogrzeb. Choc burze mozgow byly, oj byly, ale nie otarly sie w zadnym momencie o klotnie. Wszystkie trzy, jak na komende, wracalysmy z wielkiego swiata. Kazda z innej jego czesci. Towarzyszyly nam telefony od rodziny z pytaniami gdzie akurat sie znajdujemy. W okolicach Poznania przywital nas snieg i sliskie szosy. Pare wypadkow na drogach. Nic ci to... byle do przodu. 

Mama czula, ze odchodzi. Mi mowila, ze nie boi sie smierci, a smierc stala tuz za progiem. Dzwonila do swojej ulubionej kuzynki. Miedzy wierszami wyznala: " Marysia,  umieram". 

Firme pogrzebowa wybrala siostra. Ja sceptyczna, ale w sumie dobrze sie stalo. Dosc solidny zaklad pogrzebowy. Szefowa to byla sasiadka mojej siostry. Moze stad ten moj sceptycyzm? Siostry sklanialy sie do kremacji zwlok, ja zas nie bylam do pomyslu przekonana. Stanelo na trumnie. Dobrze stanelo. Poparly mnie wnuki twierdzac, ze babcia mowila im zawsze, iz chce byc tak wlasnie pochowana. Ceny  trumien rozne. Nie dziwie sie, ze ludzie przystaja na kremacje. Jest po prostu tansza. 4 tysie z ZUS nie pokryja wszystkich pogrzebwych oplat. No chyba ze robi sie pogrzeb bez ksiedza, bez  swieckiego celebransa, bez stypy, wybiera sie kremacje ... wtedy moze. 

Jezdzilysmy od Anniasza do Kajfasza. Od zakladu pogrzebowego, do ksiedza, poprzez urzad komunalny, urzad miasta i restauracje od stypy, organizujac osobny poczestunek dla sasiadow w klatce, w ktorej mama latami zyla- zrobilysmy go w mamy mieszkaniu .... kwiaty, ubrania dla mamy, ludzie do rozanca ( to akurat ogarnely dziewczyny z mojej dawnej wspolnoty- pieknie bylo). Sporo wszystkiego. Wyszlo... dalysmy rade... 

Dzien pogrzebu i niezadowolona ciotka, ktora pokazala nam  ostre zeby nie przychodzac na stype i ostentacyjnie wylaczajac telefon. Nie korzystalysmy z jej drogocennych rad. Nie ubralysmy mamy tak, jakby chciala ona. Wybralysmy dupiasta firme pogrzebowa, bo na koncu pogrzebu nad grobem zamiast jakiejs kratki wylozyli zielony dywanik. Bo nie zatroszczyli sie o jej wielkich rozmiarow wieniec ( nie wyniesli go z samochodu do kosciola i nie ustawili obok naszego). No i ja, ktora powinnam zatrzymac Msze Sw. i biec w poszukiwaniu tego wienca. Jednym slowem nawalilam na calej linii. Pracownicy zakladu pogrzebowego tlumaczyli, ze czesto maja wytyczne od kaplanow aby nie zawalac przejscia do oltarza kwiatami. Sa i tacy kaplani, ktorzy pozwalaja na wylozenie glownego wienca, tego od rodziny i starczy, bo maja za malo miejsca w kaplicach. Na dodatek siostra, ktora na drugi dzien rozmawiajac z ciocia przez telefon wyrazila sie, ze z powodu glupich kwiatow taka afera! Jak smiala mowic, ze problem z kwiatami byl glupi? I tak ponizyc kwiatowy gest. Potwarz. My nieubrane stosownie do sytuacji. Ja mialam zielona kurtke, sis czerwona. To byly nasze najcieplejsze na dana pogode odzienia. Moja czarna kurcina za cienka. Siostra na antybiotyku wiec tez wybrala cieplejsza, czerwona wersje, bo zdrowia nikt jej nie zwroci. I inne drobiazgi udreczajace ciotce zycie, chociazby ulubiona piosenka mamy puszczona na koniec uroczystosci na cmentarzu. 

Kocham Cie Mamo. 

wtorek, 13 września 2022

Spieszmy sie...

 Mowiac za ks J. Twardowskim : 

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą

zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze

najważniejsze tak prędkie że nagle się staje"

Nie chce patetyzmu. Nie chce wielkich slow.  Twardowski jest prosty. Mowil zwiezle i zrozumiale. Wiem, ze nie pisal tego z mysla o ludziach, ktorych nagle smierc od nas oddziela.  Spieszmy sie kochac ludzi tych przy nas,  bo za moment, z roznych powodow, moze ich nie byc... odchodza do swoich zajec, ida swoja droga, wyfruwaja z gniazda.... 

DeLu -Kornel- tez od nas odfrunal. Zostawil blogowe gniazdo. Uwolnil sie? Porzucil nas? 

 Poszedl swoja droga. 

Coz rzec... taki przeciez jest nasz czlowieczy los. 

Jak pisac o czlowieku, ktory nie znosil hipokryzji? Weszyl ja i tepil. Nalezy pisac o nim zgodnie z prawda. Uszanowac ow rys jego osobowosci. Tyle tylko, ze ja mam swoja prawde... ktos obok swoja. I te prawdy niekoniecznie musza sie zbiegac. 

DeLu toczyles zaciete dyskusje. Dyskusje z pasja. Czasami mialam wrazenie, ze stajesz sie adwokatem diabla... po to, aby wspolrozmowce ciagle stawiac przed nowymi dylematami. Nie przecze bywalo meczaco, ale nigdy nie bywalo nudno. W sumie na blogach szuka sie takich dyskutantow. Kogos kto rozpali ogien... rzuci temat na forum... postawi sprawy na krawedzi. Przy Tobie nie mozna bylo spoczac. 

Wiekszosc z nas wypracowala sobie takie blogi, na ktore sie wpada i gada w sumie o pogodzie. Choc wejscie na  kazdy znajomy blog to jak przybycie do przyjaciela na smaczna kawe i pogadanie chociazby o nowej fryzurze ( tak maja kobiety). Kawa, ktora zapodawales swoim Czytelnikom niekoniecznie bywala slodka. Niekoniecznie bywala smaczna. Zawsze sie jednak do Ciebie wracalo. U Ciebie sie po prostu zawsze cos dzialo. 

Nie znosiles nudy. Szarpales nerwy... Raj kojarzyl ci sie z monotonia. Prowokowales , ze wolisz pieklo, bo jest ciekawsze. Nie bede z tym dyskutowala. Ilu ludzi, tyle rajow. Miejsc pojmowanych przez nich za raj. Twoj z pewnoscia nie zieje marazmem, a jesli tak jest to mam nadzieje, ze wnosisz tam odrobine zamieszania. 

Poznales. Wiesz jak jest po drugiej stronie. My nadal przypuszczamy, wierzymy, albo i nie. W cos zawsze sie jednak wierzy. I juz brakuje mi Twojego zaprzeczenia, ze przeciez nie musimy w cokolowiek wierzyc i wiercenia nam ( wierzacym) dziury w brzuchu, ze przeciez wcale nie musi tak byc... Mam nadzieje, ze w cos jednak wierzyles. Z ta mysla czuje sie lepiej. 

Pamietam rozmowe u Ciebie. Otworzyles sie i pogadalismy krotko o tym, czym moze byc owe "po". Doszlismy do pewnego konsensusu. Niebyt, rozplyniecie sie, nirwana (?). 

Ufam,  ze znajdujesz sie tam- lub tez stalo sie tak, jak uwazales... jak chciales... 

Nie znosiles, nie ceniles  muzyki pop. W sumie kazdej muzyki , ktora nie byla opera. Uwielbiales ja. Dostarczala Ci wielu duchowych wzruszen i doznan... Nie znam sie na tego typu muzyce. Jestem totalnym laikiem, ale ... moze to choc odrobine Ciebie zadowoli. 



Strasznie mi przykro dobry kumplu. Niewatpliwie uczyniles wielkie pustki w naszym blogowym domu. Zegnaj DeLu!



poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Chcialam cicho odejsc.

 Bo wszystko ma swoj koniec. Najwet najlepszy zwiazek dochodzi do kresu, chociazby z powodu smierci partnera. Chcialam zakonczyc pisanie bloga po 777 wpisie. Dojechac do okraglej cyferki i zadac blogu smierc. Taka cyferka miala miejsce przy poprzednim wpisie. O czym tam bylo?  Zapomnialam.  Nie pamietam wlasnej pisaniny, czyli pisze o nieistotnych sprawach. Choc z drugiej strony zycie jest przeciez istotne i nie wazne w tym wszystkim, ze  tylko siedzimy i kupe walimy:) Obserwator z boku nie moze ocenic naszego zycia wlasciwie, bo nie siedzi w naszym wnetrzu... a tam moze sie wiele rozgrywac:) Z drugiej strony nasze wewnetrzne rozgrywki powinny miec przelozenie na zycie zewnetrzne, czyli jako takie rozpoznanie naszego pieknego, czy tez niepieknego wnetrza otoczenie posiada, o ile jest to madre otoczenie, a nie przecietne, nijakie... 

Milka odeszla przedwczoraj. Nie bylo z niej wielkiej pociechy, bo nie dala sie przytulic. Na glaskanie fukala, a kiedy byla okazja to i dziabnela. Znalazl ja eM. Chcial jej zmienic wode. Smierc musiala byc szybka ( serce), bo w pyszczku miala jeszcze resztki nieprzegryzionej karmy. Nie tam abym jakos z jej powodu rozpaczala. Ona nas nie tolerowala. Nie potrzebowala nikogo. Dozyla  starosci,  mam nadzieje, ze w godnych warunkach, i tak, jak samotnie zyla, tak tez samotnie odeszla. 

Z drugiej strony zwierzaczek ow dal nam  chwile zadumy, obserwacji, zastanowienia, zaciekawienia... a wydawalo sie , ze tylko wcina, fuka i wydala:) Poza tym wiekowa byla, wiec z mysla, ze niedlugo moze sie To stac,  bylismy niejako obyci. 


Przechodze trudny okres. Wiosna zawsze byla moja ulubiona pora roku, ale i trudna. Brak mi sily.  Moze to miec zwiazek z Hashimoto, ktore wykryto u mnie po ciazy. Cholernie wredne chorobsko. Zyjesz czlowieku, ale bywaja okresy, ze brak ci pary. Jest sie zmeczonym, chlapnietym... apatia, deprecha. I (?) ... lekarze za bardzo w to nie wchodza. Podaja leki  i sami zbytnio nie wiedza, co z tym dalej poczac, a ty czleku zyjesz jak za jakas szyba, w przytlumieniu:) 

Powod drugi to praca. Moze nie sama robota jako taka, bo zla nie jest i placa niezle, ale .... ludzie. To ludzie ludziom... 

Zmeczona jestem a do emerytury pozostalo mi jakies 17 latek. 

Czym jestem zmeczona? 

Pisalam Wam kiedys, czy tez napomknelam, o kolezance, ktora stracila dziecko i meza?  Zyje od wielu lat samotnie. Mysle, ze nawet z krewnymi ( siostrami) utrzymuje sporadyczne kontakty. Skupia sie na swojej przyszlej emeryturze i wyjezdzie w rodzinne strony tam, gdzie ma kolezanki, przyjaciol i spedza urlopy. Ta sama, ktora stwierdzila, ze "tutaj" nie ma zycia. Idziesz do pracy, wracasz, jesz, spisz  i tak w kolko. Poza tym uznala, ze europejska pogoda jej nie rozpieszcza. Trudna to kobieta. Udupiajaca. Nie zalezy jej na dobrych stosunkach z innymi, choc ma ich kilka, ale te sa jeszcze z okresu przed utrata bliskich. Mialam z nia przygody w robocie (ktoz nie mial (?) , tak przyjmuje wszystkich nowych), ktore zakonczyly sie dla mnie zwyciesko. Odnosze wrazenie, ze jej na niczym zbytnio nie zalezy. Dobra opinia? Ma to gdzies. Ubior? Totalny olew... Pali jak smok. Lyka chyba jakies antydepresanty. Mniejsza z tym. 

Nasze stosunki ostatnio lekko sie ocieplily. Nawet dostaje od niej, od czasu do czasu, podarunki. W samochodzie ma  istny magazyn. Jezdzi po promocjach i wykupuje. To chyba jedyna jej rozrywka. Czasami wyciagnie z bagaznika, ze zgrzewki, promocyjne mleko, chleb z przeceny... jakies ciastka.  Nie wypada nie wziasc, choc zaklopotana bywam ta jej nagla dobrocia, bo pomimo wszystko jest to kobieta , na ktora nalezy uwazac. Nie wiadomo czy sie jej za moment cos nie odmieni. 

E - nazwijmy ja pierwsza literka jej imienia- ma w naszym zespole kumpele, wlasnie z czasow przed przezyta tragedia. E. jest wobec kumpeli niesamowicie lojalna. Co by nie bylo, nie pisnie na nia  nawet slowkiem, chyba ja kocha , tak po siostrzanemu. A kumpela (?)... no coz... nie odplaca sie trudnej E. tym samym.  Ostatnio  bylam swiadkiem jak do kogos innego obrabiala tyly naszej biednej kolezanki , a potem na parkingu wyciagnela reke po promocyjne mleczko, czy chleb z przeceny... Wiem, wiem... jak to w zyciu.  Normalka. Czesto nie zdajemy sobie sprawy, ze mielimy ozorem bez sensu, robiac innym krzywde. Bywa tez, ze mielimy specjalnie robiac komus krzywde z premedytacja w ramach zemsty, spuszczenia nagromadzonych zlych emocji, powodem ktorych byla obgadywana przez nas osoba. Mi jest coraz trudniej pogodzic sie z sytuacjami tego typu. Jakie wspomnienia pozostawimy po sobie ? Zmarly ksiadz Kaczkowski na pytanie Tomasza Lisa: " Co w zyciu jest najwazniejsze?"- uznal po glebszym namysle, ze relacje, ktore tu tworzymy. Wazne jest, aby ich nie schrzanic. 


To co mnie doluje to nie tylko uklad E. vel stara kumpela. 

Przed wojna rosyjsko- ukrainska, ukrainskie dziewczyny czuly sie jak jedna wielka rodzina z Rosjankami. Mialy swoje tajemnice. Byly zobligowane do wzajemnej wymiany informacji na tematy dotyczace tego, co dzieje sie na dziale. Dopisze, ze tymi informacjami byly takie z zakresu: kto z kim, co kto powiedzial o tym drugim, albo nie daj panie o nich samych lub braciach ze wspolnego sojuszu,  a jak nie powiedzial to, co ewentualnie mogl pomyslec:) Nie wazne, ze i oni w owym swoim kregu nie wszyscy sie lubili, obgadywali nawzajem do tych na zewnatrz... ale jesli ktores z nich wiedzialo, ze o kolezance ktos cos nieprzychylnego pisnal,  trzeba bylo to natychmiast przekazac do adresata w ich jednej wielkiej rodzinie.:) Smieszne to, bo po latach zycia w tego typu warunkach kazdy czlowiek wiedzial co i jak i ogolnie zamyka sie wtedy gebe na klodke, coby sobie biedy nie napytac. Ale pamietam pewne zdarzenie, ktore zranilo  mnie okrutnie. Kolezanka Rosjanka nagadujaca do mnie, w chwili slabosci, na druga rosyjsko- jezyczna kumpele. Przyjelam to jako chec oczyszcenia sie, wypowiedzenia (?) i bylam strona sluchajaca  (taka "intymna" sytuacja zaistniala na przerwie) ,a po czasie odkrylam, ze wokol owego , w sumie monologu nagadujacej, narosly jakies mity, ze to niby ja cos, kiedys, gdzies (?),... Ludzie kochani! Strach sie bac! Przelknelam to. Intrygantka przezywala trudny czas w  swoim zyciu. Rozwodzila sie z ukochanym mezem, ktory jej nie chcial ( teraz jestem oczywiscie zlosliwa). I polala zolcia na prawo i lewo. Najgorsze jest jednak to, ze zdusilam te sprawy w sobie, ale pomimo wszystko po latach wylaza one bokiem. I najgorsze jest jeszcze to, ze aby nie zdradzic mojego donosiciela, siedze nadal  z owa intrygantka na przerwach robiac dobra mine do zlej gry, a z tylu glowy, przy kazdym wypowiadanym zdaniu, zapala mi sie lampka : " Uwazaj co mowisz!"

Nadarzyla sie ostatnio dobra okazja do "zemsty". Intrygantka uraczyla mnie wypowiedzia, ze ich wodz dazy do pokoju. Wojna to nie jego wynalazek. Matko ty maja ilez Ukrainek z naszej roboty, z ktorymi kiedys spijaly sobie owe panie z dziobkow i wspieraly sie,  czuloby sie urazonymi  podobna wypowiedzia!? Juz sobie wyobrazilam jak zareagowalyby na taki donos, ale.... nie potrafie, przelknelam znowu. Zakopalam gdzies w sobie na dnie. Niech panuje zgoda! 

sobota, 18 grudnia 2021

O grobach bedzie...

 ...a konkretnie o sposobach pochowkow. 

Wiem, temat nieprzystajacy do majacego niebawem nadejsc Bozego Narodzenia, ale co zrobic kiedy mnie akurat  natchlo? A natchlo mnie, bo poplotkowalismy o tym w robocie. Poza tym depresja jesienna mnie dopada i zamiast cieszyc sie nadchodzacymi ( radosnymi) swietami, mysli zbaczaja na inne tematy i atmosfery swiat nie czuje. Dawnej lubilam robic prezenty biskim. Myslec o nich... myslec w trakcie szukania prezentu o osobie, ktora chcialabym nim obdarzyc . Teraz? Zycie na zachodzie albo mnie rozleniwilo,  albo splaszczylo. Rozleniwilo, bo co bede sie starala, chodzila po roznych sklepach , tracila czas. Przeciez po swietach sklepy sa zawalone stojacymi w kolejkach osobami z reklamacjami. Splaszczylo? Bo ludzie tutaj niedostatku raczej nie maja. Pozwolic moga sobie na wiele, wiec  na co im moj prezencik? Calkiem mozliwe, ze nikogo nie ucieszy. Calkiem mozliwe, ze ich to wkurzy, bo co potem poczac z chybionym prezentem? Wywalic nie wypada. Trzeba szukac kogos kto to przyjmnie. Tak dziala ( mysli) wiekszosc ludzi tu, gdzie mieszkam. Ucieszy ich kasa. 

Czyli pozostalo rozmyslanie  o pochowku? E... nie, ale ... ostatnio wlasnie ktos w pracy

-Moja Mutti ( mamusia) tak zrobila. Wiedziala, ze rozjechalismy sie w rozne zakatki kraju i podjela decyzje, ze chce byc pochowana w grobie anonimowym. 

- Mam podobne zdanie. Tez tak chce. Po co robic mlodym problem?

Zastanowilo mnie, bo druga rozmowczyni dzieci ma w sumie na miejscu. Relacje z nimi dosc dobre. Dlaczego anonimowy  grob? Bardziej sie przysluchiwalam niz  wtracalam wlasne trzy grosze. Przyznam sie bez bicia, ze mysl i podejscie do sprawy bardzo awangardowe. Ostatnio tak wlasnie naszego sasiada dalsza rodzina  pochowala. Nikt nie zostal powiadomiony o dacie pochowku. Znajomi  udali sie na poszukiwania miejsca jego spoczynku i znalezli wielkie nic. Ponoc jest na naszym cmentarzu, od niedawna, jakas sciana pamiatkowa, z ogolnym mottem dla wszystkich,  pod ktora  chowaja anonimowo zmarlych. 

No ok. Ktos, kto nie ma rodziny , zyl sam. Ktos kto tak dokuczyl bliskim, iz wie, ze nikt na jego grob nie zawita. Spierniczyl swoje wiezi. Ale ludzie ktorzy dzieci maja na miejscu, nie zyli samotnie , relacje z nimi ukladaja sie  w miare poprawne i skad u nich decyzja o anonimowych pochowkach? Troche dziwi. 

Ogladalam dobrych pare lat temu reportaz o kremacjach w Szwecji. Prawdopodobnie zaklad kremacyjny podlaczony jest do cieplowni miejskiej. Spalanie i przy okazji grzanie innych. Niech ludzie korzystaja. Wiele urn  z prochami stoi na polkach i ... nikt sie do nich nie przyznaje. Nie ma chetnych na odbior prochow matki, dziadka, cioci... 

Jak jest napisane w gazecie :

https://www.wochenanzeiger.de/article/101642.html

Coraz wiecej osob chce pozostawic swoje zycie bez sladu... 

"Projektowanie miejsc takich pochowkow podaza roznymi drogami. (...)  (W Taufkirchen)  Anonimowe urny zakopywane sa w trzech obramowanych kamieniami kregach, na lace przy wejsciu na cmentarz. W centrum kregow znajduja sie byliny i mniejsze krzewy. W srodku umieszczono kamien pamiatkowy, na ktorym wyryte sa nazwiska pochowanych." 

To cos na styl grobu zbiorowego. Rodzina nie musi myc pomnika, pielic , zgrabiac lisci... dla bliskich jest to wygodne rozwiazanie. Przyjda raz na jakis czas. Zapala swieczke i nic ich wiecej nie obchodzi. Niewatpliwie taki styl pochowku jest o wiele tanszy, niz wykupienie miejsca na cmentarzu, zorganizowanie calej ceremonii zwiazanej z pogrzebem. Indywidualne opalcenie zakladu pogrzebowego...

 " Zwykle to ludzie starsi i chorzy decyduja sie na bezimienne groby. Na ich decyzje maja wplyw wzgledy finansowe lub brak bliskich. Ludzie ci rozumuja w taki sposob, ze nawet jesli sa krewni, czesto mieszkaja za daleko  lub nie powinni byc obarczeni opieka nad grobem."

Daleko, brak krewnych... rozumiem ow tok myslenia, ale: " bliscy nie powinni byc obarczeni opieka nad grobem". Wiem, ze czlowiek zachodu, poprzez swoje posiadanie, stal sie samowystarczalny, niezalezny, nie potrzebuje nikogo. Nie musi do nikogo wpadac po szczypte soli. Prosic kolegi zza miedzy aby mu w niedziele pomogl zerknac w szwankujacy samochod. Sa do tego warsztaty samochodowe. "Sol sam sobie zabezpiecz. Pomysl o niej przed zamknieciem sklepu. Zapisz na kartce. Nie zrobiles tego? Twoj problem." Aby tylko nie obciazac innych i okazywac, ze nie umiemy sobie radzic. 

Wracajac do rozmowy kolezanek  Pierwsza z nich, ktora tytulowala matke "Mutti" ( mamusia),  mowila o niej tak cieplo, bo owa Mutti, decydujac sie na anonimowy pochowek wykazala sie miloscia wobec tych, ktorych pozostawiala na tym ziemskim padole. Po co maja miec z jej powodu finansowe obciazenia zwiazane z organizacja jej miejsca spoczynku. Po co maja  wydawac kase na dojazdy na cmentarz, stac w korkach, pielic, zabiegac  o dane miejsce.... ludziom,  ktorych sie kocha,  nalezy ulzyc i nie zwalac sie im na leb. 

Widocznie Mutti swym postanowieniem przyniosla reszcie ulge ?

" Zdarza sie , ze ludzie starsi zawieraja umowy prewencyjne z zakladami pogrzebowymi w sprawie anonimowych pochowkow. (...) Nawet jesli bliscy woleliby inna forme pochowku, zmiana jest prawie niemozliwa."

Nachodza mnie refleksje. W tamtym roku jezdzilam z Marie po dalszej, blizszej i sredniobliskiej okolicy pokazujac jej rodzinne groby. Prababcia od strony dziadka, prababcia od strony babci... pradziadkowie i w miare bliscy krewni. Po co to? W koncu pochowki anonimowe to moze byc nasza przyszlosc, a ja ucze ja o rodzinnych miejscach pamieci. Coz za nadgorliwosc.   

"Pochowki anonimowe sa czesto bardzo problematyczne dla osob pograzonych w zalobie, poniewaz zazwyczaj nie dowiaduja sie, gdzie i kiedy pochowek bedzie mial miejsce. Pozbawia sie ich zarowno mozliwosci ostatecznego pozegnania, jak i wizyty przy grobie.  Barbara Mallmann, kierownik operacyjny i koordynator okregu hospicyjnego w Ottobrunn zna trudna sytuacje wyjsciowa do pracy z ludzmi w zalobie. Wolontariusze grupy hospicyjnej od osmiu lat towarzysza umierajacym i ich bliskim w trudnym czasie pozegnania. "Ludzie potrzebuja miejsc i rytualow, aby pogodzic sie ze strata"- wyjasnia Mallmann. Bardzo pomocne sa takze spotkania i rozmowy z innymi zalobnikami na cmentarzu. Bez grobu osoby pograzone w zalobie beda pozbawione tych mozliwosci. "

"W Unterhaching lokalizacja anonimowych grobow jest pilnie strzezona tajemnica. Groby o glebokosci ponad 3 metrow sa wykopywane znacznie glebiej niz zwykle, aby pomiescic duza liczbe urn. Chowane sa w tego typu grobach nie tylko anonimowe urny, pochowki spoleczne, pochowki ubogich mieszkancow gminy, a takze doczesne szczatki z opuszczonych imiennych grobow po wygasnieciu prawa do korzystania ze strefy na mogile. (...) W takim zbiorowym grobie jest miejsce na ponad 100 urn." 

Ile w takim ukladzie kosztuje anonimowy pochowek? Znalazlam strone w necie , ktora oferuje zajecie sie owymi  pogrzebami. Dla zainteresowanych tutaj KLIK. Zaklad ma w swej ofercie: 

1. Ekonomiczny pochowek w morzu. Zmarly jest odbierany przez zaklad z domu. Pielegnowany i kremowany w pobliskim krematorium, po czym nastepuje transfer do firmy zeglugowej na morzu polnocnym. Tam popiol zgodnie z marynarskim zwyczajem kapitan przekazuje falom. Krewni otrzymuja wspolrzedne pogrzebu . 

Koszt 1195 euro. 

2. Rodzina pozegnala sie ze zmarlym w szpitalu. Pochowek ma sie odbyc w sposob naturalny w lesie. W lesie grobowym w Holandii prochy sa rozsypane miedzy drzewami. Rodzina otrzymuje dowod potwierdzajacy czas pochowku i zdjecie miejsca. 

Koszt 1230 euro

3. Zmarly chcial byc pochowany anonimowo "na zielonym polu". Krematorium oferuje piekne i niedrogie miejsce pochowku z zadbanym trawnikiem i centralnym kamieniem pamiatkowym. Groby nie sa tu indywidualnie rozpoznawalne. W obszarze pamieci mozna umiescic kwiaty, znicze ( lampki) i figurki. 

Koszt 1230 euro. 

Niewatpliwie tansze to o wieeele , niz groby indywidualne. Czy jednak wszystko nalezy sprowadzac do pieniedzy? 

piątek, 19 marca 2021

Jak zmierzyc cierpienie?

 Nie wiem jak. Trudno to wszystko oceniac. Kazdy ma swoja indywidualna wytrzymalosc. Jednego boli zadrapanie, ktos inny wytrzymuje, bez wydania jeku,  bole porodowe. 

Wczoraj odszedl nasz krolik Hoppel. 



Wedlug kroliczej metryki byl staruszkiem. Kroliki zyja od 5 do 10 lat, w zaleznosci od rasy.  Nasze  mieszcza sie w przedziale 7 lat zycia. Tyle tez staruszek dal rade. Skonczyl wlasnie owe 7 lat. Mysle, ze zycie mial dobre. Zbytnio zesmy sie w owe krolicze stadlo nie mieszali, bo Milka ( towarzyszka zycia Hoppla) nam nie pozwalala. Spokoj zaklocala im czasami , kiedy byla mala, Marie , bo Hoppelusia kochala miloscia bezwarunkowa. Niestety przegrala konkurencje ze slodka Milka. Zostala odstawiona na bocznice. Hoppel podporzadkowal sie Milce, lamiac w ten sposob serce Marie. Krolica nie pozwalala sie nam zbytnio ze swoja rodzina zaprzyjaznic. Tolerowala nas przy sprzataniu klatki, podawaniu jadla. Poza tym gryzla i kopala. Obserwowac moglismy ich z pewnej odleglosci. 

Nic nie wskazywalo na to, ze krolik choruje. W srode podbiegl jeszcze do podanych im przeze mnie marchewek. Wczoraj eM mnie zawolal, bo cos w kroliczej zagrodzie mu nie pasowalo. Hoppel gdzies w rogu swej posesji ( szukal niewatpliwie miejsca sprzyjajacego spokojnemu odejsciu), z opuszczona glowa, brudnym od ziemii nosem ( Milka non stop ryje krolicza posesje- ciagle jej cos nie odpowiada) , siedzial i nie reagowal. eM samczyka poglaskal po glowie, a ja w tym widzialam uscisk lapy lodolamacza. 

-Nie dotykaj go. Chyba cierpi... zostaw go w spokoju!

-Nie dotykam.

-Jak nie dotykasz, jak dotykasz. 

Marie przeniosla milusinskiego do koszyka. Jej rece wydawaly mi sie odpowiednie. To z pewnoscia nie uscisk kulturysty. I zaczelismy wydzwaniac do weterynarzy. Nasz , ten od krolikow, nie odpowiadal, wiec zaczelo sie poszukiwanie kogos w poblizu. Znalezlismy, ale czas ...  wet mial czas tuz przed 14.00. Ok, przystalismy. Niestety- odeszlo sie naszemu podopiecznemu jeszcze przed dotarciem do specjalisty.  Nie jest to mile przezycie.  Jedyny raz w zyciu kroliki wydaja ze swych strun glosowych dzwiek. Robia to w momencie konania.  Nasz ledwo piszczal, wydal kwik, podobny do kwilenia ptakow. 

Rozwalilo mnie to wydarzenie. Rozwalilo chyba kazdego z nas. Rozeszlismy sie kazde do swoich obowiazkow, czyli my do pracy, a Marie zapomniala ze wlasnie trwaja jej lekcje online.

-Zostan w domu z Marie, nie idz do pracy.- Proponowalam eMowi. On ma nadgodziny. Sporo urlopu, moglby dzien na posiedzenie z dzieciakiem w takiej sytuacji wykombinowac. 

-Nie dam rady. Pracuje z facetami, kiedy zaczne opowiadac wydarzenie z krolikami, to... pukna sie w glowe i beda na boku niewybrednie komentowac. Juz sobie wyobrazam: " Zalamal sie z powodu smierci krolika  i musial siedziec w chacie". 

Ja zas nie przecze, troche sie podlamalam, ale w tak skonstruowanym spoleczenstwie kobiety maja prawo byc nieco slabsze. Nam mozna "zalamac sie", czy tez obnosic sie ze swa slaboscia. I ja z tego skorzystalam. Obnioslam sie. W pracy opowiedzialam szefowi co sie wydarzylo, ze nie moge sie skoncentrowac, no i najwazniejsze: " W domu pozostala  pograzona w zalobie,  po smierci zwierzecego przyjaciela, corka". Szef zrozumial. 

Najbardziej wkurzyla mnie Milka. Kiedy jej towarzysz  szukal miejsca, bo czul nadchodzaca chwile, ta spokojnie oddawala sie przyjemnosci jedzenia naci od marchewy. Zero empatii:) Co za babiszon:)) Luna nie lepsza. Zwierzak dogorywa a ta szczeka i domaga sie przyslugujacej jej porcji karmy. 

Perypetii jednak nie koniec. Milka biega dzisiaj po klatce,  i  po swej zrytej posesji i nie moze znalezc tego, czego szuka. Niewatpliwie szuka Hoppla. Wkurzona lekko. Zdawac by sie moglo, ze mowi: " Juz on bure ode mnie  dostanie, kiedy do domu po wojazach wroci". 

eM wczoraj przysiedzial na jakims forum traktujacym o krolikach i wyskoczyl z rewelacyjna propozycja:" Milke trzeba oddac do kogos, kto oferuje zwierzetom miejsce do przezycia godnej starosci". Dobil mnie tym pomyslem. Jak to? Ona juz jest stara i owa starosc ma u nas  godna, tak mi sie przynajmniej do dzisiaj wydawalo. Otoz on wyczytal, ze jezeli kroliki zyly ze soba tak dlugo  jak nasze to wielkim cierpieniem dla jednego z nich jest pozostanie samemu. To akurat wiem. Zdaje sobie sprawe, iz krolicy nie bedzie teraz  wesolo, ale takie bywa to zycie. "Pozostawienie krolika w takim cierpieniu jest  okrucienstwem": tak eMowi gdzies tam napisali.

Szczerze mowiac, nie wiem do czego malzonek zmierzal. U niego chyba nikt nie moze cierpiec, bo cierpienie to zlo i trzeba sie go pozbywac jak niechciana szmate. Umyslil sobie, ze napisze do owego goscia, od godnego dozycia zwierzat z prosba o rade - moze lepiej byloby dla Milki gdyby dolaczala do innego kroliczego stada? 

-Teraz na starosc? Chyba zartujesz. Ona u nas zyje od 7 lat i niech tu pozostanie. Tu jest jej dom. Nie oddaje sie nikogo w takiej sytuacji. Kroliki to zwierzeta terytorialne. Nasz zwierzak ten teren zna. Ten teren nalezy do niej. Nie zmieniaj tego.

- A jezeli ona niesamowicie cierpi? I jest to okrucienstwo z naszej strony pozwolic jej na takie cierpienie? 

- Nie wiesz tego. Nie wiesz jak ona cierpi, bo nie jest w stanie ci tego zakomunikowac. Stary krolik w nowym stadzie... nie wyobrazam sobie. Ona bedzie  probowala tam ustawic wszystko tak, jak miala w domu i bedzie toczyla bojki... wojny o wladze. Chcesz ja narazac ponownie na stres? Od nowa ma sobie ukladac zycie? 

Wzielismy ja na werande. Na szybko sklecilismy ogrodzenie. Otoczylismy skrzynkami z woda- prawie jak zasieki. Niech siedzi przy nas. 



Kolezanka mi opowiadala, ze jej pies, trojnogi piesio ( znaleziony na cmentarzu) nie czuje sie dobrze. Razu ktoregos wyszla ze zwierzakiem na spacer i przy okazji pogawedzila  z pewnym napotkanym panem.

- O jaki mily. On tak od urodzenia, czy z wypadku?

- Z wypadku.

-I pani sie nim zajmuje? 

-Dlaczegoz by nie. Radzi sobie. Jest chyba przyzwyczajony. Chodzi na trzech lapach tak, jakby mial cztery. 

-Bo widzi pani ja mam sasiadke, ktorej pies w wypadku stracil noge. Weterynarz mowil, ze bedzie dobrze, ze pies sobie poradzi, ze bedzie normalnie. Sasiadka zas postanowila zwierzaka uspic, bo po co ma cierpiec. Mi sie wydaje, ze ona nie chciala wyprowadzac na spacery trojnogiego psa. 

sobota, 13 marca 2021

Co na obiad?

 Nie, spokojnie... nie bedzie o zarciu i pichceniu, choc... troche bedzie. Tak, jestem typowa kobieta i nie potrafie jednoznacznie ulozyc wlasnych mysli, czyli ... nie bedzie o jedzeniu, a jednak bedzie:) 

Niektorzy, byc moze juz wiedza, ze malzonek moj od dwoch lat nie jada miesiwa. Zrobil to ze wzgledow zdrowotnych, nie ideologicznych. Ja zas zrezygnowac z miesa nie moge bo w moim przypadku jest ono wskazane. Powinnam zas, jako kobieta z przypadloscia Hashimoto, zrezygnowac z glutenu ( obecnego w mace, kaszach...), laktozy... powiem Wam tez, ze kiedy poczytalam o diecie zwiazanej z chorobami autoimmunologicznymi ( Hashimoto do nich nalezy) to repertuar zywieniowy niesamowicie mi sie zawezyl. Mi prawie wszystko szkodzi oprocz miesa i ryb . Powinnam zrezygnowac z ziemniakow, pomidorow, baklazana, papryki, czeresni, agrestu.... uwazac z przyprawami.  Dobra, zostawie to, bo sie tylko przygnebie.  Jedzenie ma niesamowity wplyw na nasze samopoczucie. To podczas jedzenia i uprawiania seksu nastepuje w ludzkim organizmie fuzja ( eksplozja, polaczenie) wszystkich zmyslow. Pozostaja one ze soba w totalnej harmonii... Inny sposob na osiagniecie wewnetrznej harmonii to cwiczenie ommm... czyli mowiac tekstem piosenki Marii Peszek , pozostaje  tylko "nakurwiac zen" ( klik). 

Przechodzenie na jakakolwiek diete do latwych spraw nie nalezy. Mlodzi ludzie maja w sobie pewna elastycznosc. U nich wszelkie procesy, zmiany z jednego w drugie, choc latwe nie sa,  przebiegaja sprawniej. U ludzi w pewnym wieku? No coz, ich  w rezygnacji ze starego modelu zycia motywuje z reguly zle samopoczucie, slabe wyniki badan. Zmienic cokolwiek  jest im o wiele trudniej bo nawyki swoje robia. Im wiecej ma sie lat, tym bardziej jestesmy zakorzenieni chociazby w zywieniowych przyzwyczajeniach. 

Pochwala sie chyba mojemu malzonkowi nalezy, ze dal rade. Problem w tym, ze ja, jako osoba odpowiedzialna za przygotowanie upolowanej zwierzyny do spozycia, musze tez zmienic wlasne przepisy. Nauczyc sie inaczej kupowac. A mi sie nie chce. Kostnieje. Czy to zycie musi nas ciagle  zmuszac do uczenia sie?  Ciagle stawiac przed nami nowe wyzwania? Ktos teraz z pewnoscia machnie reka i powie, : " No tez mi problem, toz to problemik. Baba robi larum z niczego". Niestety, problem... bo zamiast lezec i czytac "Opowiadania Bizarne" Olgi Tokarczuk, studiuje "Nowa Jadlonomie" Marty Dymek.  

Powiem Wam, ze cenie sobie te autorke i jej przepisy. Marta Dymek to weganska marka. Uczyla sie fachu  prawdopodobnie w Berlinie. Wykonalam kilka rzeczy wedlug jej przepisow i nigdy nie byly to zmarnowane pieniadze. 

Matko jaka ja przyziemna sie zrobilam. Zamiast gornolotnie, to ja o glebe... kasa i czy wydanie pieniadze na nowe zywnosciowe produkty sie oplaci. Czy domownikom bedzie odpowiadac? Bizneswoman , nie poetka. Gdzie sie podziala ta zwiewna, wyluzowana, nawet przy gotowaniu, dziewczyna? I ten chlopak, ktoremu wszystko co zona przygotowala, smakowalo? 

Ostatnio zrobilam , wedlug przepisu M. Dymek,  roladki baklazanowe. 


eM nigdy nie spozywal baklazana. Nie jest przyzwyczajony do jego smaku. Roladki wypalily i nie wypalily... tzn. maz rozwinal makaron, ktorym baklazan byl nadziany i wyjadl ow makaron z sosem, zas warzywo odstawil na bok. A sos byl przedni! Prosty, nieskomplikowany , zarabisty. Nie przepadam za spaghetti,  to zas bylo grzechu warte... Ustalilismy, ze nastepnym razem zawine to wszystko w liscie kapusty i zrobie cos w stylu golabkow. Kapuste eM zna. Nie musi sie zbytnio przestawiac. 

Ja tu gadu, gadu o pierdolach. Zmarla moja kumpela , dobra przyjaciolka. Rownolatka. Zmarla dzien po wyjsciu ze szpitala. Powiklania po covid ja zalatwily. Dostala w nocy zawalu i ... nie moge, zabijam mysli, laze i szukam miejsca. Wieczny odpoczynek racz jej dac Panie... 

Ciagle przypominam sobie nasze wspolne dziecinstwo. Bojki i zabawy . Czas spedzony w podstawowce i ogolniaku ( chodzilysmy do rownoleglych klas)... Agniecha byla fajna. I "jest" nadal fajna... 

Matko, chyba trzeba "nakurwiac zen"!

niedziela, 7 lutego 2021

Porozmawiajmy o smierci.

 Za oknem buro. Pogoda nie sprzyja spacerom, tylko otulic sie i .. przespac, albo usiasc i cos napisac. 


Siadam wiec i pisze. 
Czytam ksiazke " Porozmawiajmy o smierci..." pod redakcja Beaty Antoszewskiej i Jozefa Binnebesela. Nie wiem kim jest Beata Antoszewska , wiem zas kim jest profesor Binnebesel. Pracuje na UMK w Toruniu i zajmuje sie tanatologia. 
Ksiazka dobra jak kazda inna. Znajduja sie w niej felietony dotyczace smierci w roznych jej wymiarach. Jest w niej spojrzenie na smierc z perspektywy umierajacych, kosciola, mediow,  naukowcow badajacych temat, ludzi pracujacych w hospicjach, ludzi pograzonych w zalobie... 
Rozne podejscia: bardzo ciekawe, mniej ciekawe... po prostu rozne. Jako i rozne jest nasze zycie i nasze odchodzenie. 
 Co tu duzo gadac, temat nalezy do kategorii trudnych.  Nielatwo sie o danym zjawisku rozprawia, choc... niekoniczenie tak musi byc, bo jak powiedzial ksiadz Twardowski w wierszu : "Spieszmy sie ..." , ze : "(...)  wiekszym ryzykiem rodzic sie niz umrzec". Skoro smierc to nie takie ryzyko jak przyjscie na swiat , to moze ow lek przed smiercia jest zbyt wydumany? I czy w ogole jest sie czego bac?
 
Pamietam slowa jednej ze znajomych, ktorej rodzic zmarl niespodziewanie , ze kiedy zaczela przerabiac zalobe po zmarlym, kiedy zaczela rozmyslac doszla do wniosku, ze to nic takiego, ze ojciec przeszedl juz owa droge i niejako wyznaczyl im ewentualny szlak. Przedarl sie przez gaszcz tajemnicy, a  oni ( reszta osob z nim zwiazanych, kochajcych go) tylko podaza za nim. 
Spodobala mi sie razu ktoregos wypowiedz profesor Marii Szyszkowskiej, ktora powiedziala, ze zdolni jestesmy do wykonywania codziennych obowiazkow, znoszenia trudow zycia, mierzenie sie z nim dlatego, ze nie wierzymy we wlasna smierc. Dla nas samych jestesmy niesmiertelni. 
Wydaje  mi sie, ze cos w tym jest.  Umiera matka kolezanki, ciocia, babcia, sasiad, czytamy o smierci  w gazecie... ale nie my- my jestesmy niesmiertelni. Powtarzamy frazesy , ze kazdego spotka podobny los, ale czy wierzymy, iz nas tez? 

Babcia moja, kiedy dobijala do siedemdziesiatki wertowala w gazetach strony z nekrologami. Wtedy mnie to draznilo. Teraz rozumiem , ze ona kalkulowala, obliczala ... porownywala swoj wiek do wieku tych, ktorzy rozstali sie z ziemia. Jakby szukala odpowiedzi na pytanie: " ile jeszcze czasu mi pozostalo?".  Kochala zycie. Pamietam jak rok przed jej smiercia siedzialysmy nad jeziorem. Pogoda cudna, widok przesliczny , swiatlo mienilo sie w wodzie. Dostrzegalam to, ale ... uwazalam, ze nie ma sie czym ekscytowac. Otaczajacy mnie pejzaz byl mi obojetny, bo swoje wewnetrzne mazgaje i tragedie przezywalam. Takie, ktore pieknem nie pozwalaly sie napawac. Babcia zas  nieswiadoma tego co sie ze mna dzieje, rozpromieniona rzekla:
-Popatrz. Jakiez to wszystko cudne ...az szkoda odchodzic z tego swiata. 
W danym momencie dotarlo do mnie, ze w tym samy czasie, o tej samej godzinie moga dziac sie  w czyims zyciu  tragedie, a drugi moze przezywac najwznoslejsze minuty swego  istnienia. 

Pamietam tescia walczacego o kazda sekunde swej ziemskiej bytnosci. Pragnacego zyc i majacego swiadomosc, ze odchodzi. Zrozumialam,  ze jest to droga, ktora kazdy z nas musi przejsc samotnie. Nie moglam wejsc w jego polozenie. Male dziecko, kupa obowiazkow. Czy moglam wspolodczuwac? Wspolodczuwaja ci, ktorzy dana osobe kochaja- to ponoc jeden z wyznacznikow milosci. Umiejetnosc wspolodczuwania, zaangazowania emocjonalnego w los tego obok.  Tak, moglam wspolodczuwac. Chociaz moze inaczej to nazwe... jezeli nie potrafilam wspolodczuwac to rozumialam. Zastanawiala mnie zas tesciowa. Rownolatka tescia, ktora najprawdopodobniej zamierzala swoimi wypowiedziami go uspokoic. 
-Przezylismy tyle pieknych lat. Mamy za co dziekowac Bogu ( losowi). Tyle nam sie udalo. Powinnismy cieszyc sie tym co posiadamy , do czego doszlismy i ....
Nie pamietam co ona mu dalej nawijala, ale czulam , ze jej zamierzenia wcale go nie wyciszaja. Tylko odwarcaja uwage od rozmyslania o smierciu i strachu przed nia. Tesc bardzo sie bal. Nie chcial byc sam.  Dostawal atakow paniki, kiedy musial choc przez sekunde pobyc bez bliskich. Tesciowa nie mogla ruszyc sie do ogrodka bo tesc wzywal ja z powrotem w ataku strachu. Nie chcial umierac samotnie. Odszedl o 4.00 nad ranem w szpitalu. Bardzo swiadomie. Poprosil o ostatnia rozmowe telefoniczna z zona. Ona ... nie zdazyla dojechac na czas. 

Tesciowa i moj dziadek umierali nieswiadomie. Mieli tylko krotkie przeblyski swiadomosci. Dziadek w owym przeblysku przeprosil babcie za to, czym jej w zyciu dokuczyl badz zranil. Nie czarujmy sie. Wspolne zycie to tez momenty wzajemnego ranienia sie. 
"Zanim ludzie sie dotra  i poznaja jak dwa lyse konie, musza z soba beczke soli zjesc."- Tak mawiala matka mojej kolezanki. Wyobrazam sobie, ze spozywanie beczki soli do luksusow nie nalezy. Matka owa tworzyla z mezem niezwykle udane malzenstwo. Im nie bylo nikogo wiecej do szczescia potrzeba. Szczescie owe zakonczyla smierc jednego z nich i ... okazalo sie, ze ta druga strona, tak wpatrzona w partnera nie potrafi nawet samodzielnie oddychac. Nie wyrobila sobie zadnych innych wartosciowych relacji poza malzenskimi.  W momencie, kiedy doszlo do rozstania, nie miala nic poza. Nikogo, kto moglby wesprzec, oprocz corki uwiklanej we wlasne zyciowe problemy. 

Ojciec moj, kiedy o nim rozmyslam , jawi mi sie jako czlowiek bardzo samotny i tak tez odszedl. Mowia: "Jakie zycie taka smierc". Rodziciel moj zycie wiodl samotne, nie dopuscil nas do siebie. Sam trwal na posterunku bez pisniecia slowkiem. Cicho , po spowiedzi ... powiedzmy, ze duchowo przygotowany. Po pewnym rytuale. Choc za zycia nie wykazywal przywiazania do kosciola. Caly czas poszukiwal i wydaje mi sie, ze nie przyniosl mu ow czas odpowiedzi. Pozegnal sie  ze mna, na miesiac przed smiercia: " widzimy sie ostatni raz". I bylo to faktycznie nasze ostatnie widzenie sie. 

Dla chcacych- o smierci pisalam :
... i w kilku innych postach. 

wtorek, 12 maja 2020

Statystyka.

Szczerze powiedziawszy, kiedy w TV podaja jak covid 19 ma sie w statystykach , za nic nie potrafie tego ogrnac. Potrzebuje wynikow  na papierze. Potrzebuje to zobaczyc. Wychodzi mi na to, ze nie jestem typowa kobieta ( sluchowiec). Nie dam sie nabrac na piekne slowka, ale na piekny wyglad, sylwetke ( wzrokowiec) juz tak. Zawsze podejrzewalam , ze jestem facetem:))

Codziennie, kiedy nie musimy do pracy, maz lub ja , robimy kawe i nastawiamy telewizornie na wiadomosci, a tam glowny temat to korona wirus. Dziennikarze i rzecznicy podaja jak sprawa wyglada statystycznie , porownuja do innych krajow etc.
Ludzie w Niemczech zaczynaja sie burzyc. W trzech duzych niemieckich miastach odbyly sie wczoraj demonstracje przeciwko ograniczeniom zwiazanym z wirusem. Mialy one miejsce w Monachium, Berlinie… zabijcie- trzecie miasto wylecialo mi z glowy, bodajze Stuttgart. Wiadomo jak jest, prowincja nie ma takiej sily przebicia. Ludzie maja dosyc. Pomimo tego, ze Niemcy to kraj stawiajacy na bezpieczenstwo, to jednak ludzie zaczynaja poczucie wolnosci przestawiac nad poczucie bezpieczenstwa. Co prawda owe ograniczenia sa i tak juz poluzowywane, ale mali przedsiebiorcy pekaja. Wlasciciele pensjonatow, hotelikow, kawiarni, restauracji, klubow fitness, fryzjerzy, kosmetyczki….
Mali przedsiebiorcy maja dosc, bo nie zarabiaja. Ludzie maja dosc, bo nie moga skorzystac z ich uslug. Poluzowano ograniczenia wobec zakladow fryzjerskich. Dziewczyny w pracy od razu porobily sobie w owych zakladach rezerwacje, ale udalo sie im zalapac na dosc odlegle terminy. Ja na razie nawet nie probuje. Jakos przezyje do momentu, kiedy sytuacja sie jako tako wyklaruje. Kiedys w koncu musi. Wielu pracownikow dotknal tzw Kurzarbeit, praca krotkoterminowa, krotkotrwala… Pracodawcy orzekaja , ze firma przechodzi na taki tryb i od teraz pracownik zamiast  35 godzinnego tygodnia pracy bedzie mial np.: 30 godzinny, albo jeszcze mniejszy. Ludzie na tym trybie traca kupe kasy. Wyplaty sa nizsze niz normalnie. Ogolnie nie ma sie z czego cieszyc.
Kara za nieprzestrzeganie zasad zwiazanych z korona wirusem, moze tutaj dobic do maksimum 25 tysiecy euro. Jak dotychczas nie zetknelam sie z przypadkiem, ktory taka kare by wylapal. Ludzie sa nastawieni,pomimo wszystko, na wspolprace… staraja sie zyc podlug wytycznych.
Mowi sie, ze nastepny problem to urlopowe poluzowania. Jak dotychczas, w okresie urlopow, w Niemczech przemieszczalo sie okolo 32 miliony ludzi. 16 milionow spedzalo urlop w kraju nad morzem, w gorach, lub w jakims innym wypoczynkowym miejscu. Drugie tyle podrozowalo za granice. Oczywiscie nie wszyscy w jednym terminie. Teraz ta cala masa przypuszczalnie pozostanie w kraju i Niemcy nie posiadaja ponoc takiego zaplecza, aby tyle luda przerobic. Czy autobany poradza, czy poradza pensjonaty, restauracje, hoteliki….?
Niemiecka gospodarka obawiala sie  ostatnio problemu zwiazanego z rolnictwem. Niemieckie rolnictwo moze nie wydolic bez pomocy z zewnatrz, bez sezonowych pracownikow pochodzacych czesto z Europy Wschodniej. Ponoc byly toczone rozmowy pomiedzy poszczegolnymi panstwami, aby pozwolono na przeplyw ludzi potrzebnych do pracy w tym sektorze. Przedwczoraj kupowalam szparagi, sa dosc drogie.
Zarzadzenia zwiazane z pandemia nakazuja nam robienie zakupow w maseczkach. Nie wazne w jakich : kupionych, uszytych samodzielnie, czy w szalikach zawiazanych na twarzy… Maseczki obowiazuja w przestrzeni publicznej, tam gdzie styka sie wiele ludzi np.: w srodkach komunikacji miejskiej. Otworzono podstawowki. Jak sie ucza, jak sa rozsadzane dzieciaki? Trudno mi powiedziec. Szkoly ponad podstawowe nadal sa zamkniete. Mamy trzymac odstep, stosowac sie do zasad higieny. Niby niewiele, ale jednak to niewiele robi zycie innym niz wczesniej. Te odstepy, te maseczki ( oby tylko nie zapomniec)… no i to patrzenie na  wozki sklepowe, jako siedlisko wszelkich zarazek, na dotykane towary w sklepach… Marie mi powiedziala, ze w autobusach obecnie jezdzi sie za darmo- zaznaczam jednak, ze kazdy niemiecki land moze kierowac sie innymi regulami. Kierowcy nie otwieraja przednich drzwi. Nie moga zachowac wytycznych zwiazanych z odstepem pasazerow od siebie. Tutaj bilety nabywa sie u szofera. Nie mam tez najmiejszego pojecia, jak oni uregulowali sprawy finansowe z poszczegolnymi miastami, do ktorych woza ludzi.  Wypada tylko korzystac.
Pokazywali dzisiaj w TV , wlasnie na swiezo obejrzalam, film o sytuacji w Szwecji zwiazanej z pandemia. Oni tam nie robia ponoc w zwiazku z covidem wielkich ceregieli. Namawiaja ludzi do zachowywania odstepow. Czestego mycia rak. Kwarantanna obieli domy starcow. Nie pozamykali jednak szkol, restauracji. Nie ma nakazu noszenia maseczek. Lekarze nie musza odziewac sie w ubrania kosmonautow, kiedy maja do czynienia z chorymi na ta chorobe. Maja maski i fartuch ochronny, oraz rekawiczki, ale bez przesady. Testuja tylko tych, ktorych zatrzymuja w szpitalach. Reporterzy pokazywali jedna z restauracji , w ktorej jak na moj gust, bylo pelno luda. Klienci , ktorzy chcieli zjesc tam kolacje musieli wczesniej rezerwowac stolik. Zycie toczy sie u nich normalnie i nie zalewa ich fala choroby…. tak bylo ponoc kiedy ow material powstawal, bo w dziszejszych statystykach sprawa ze Szwecja przedstawia sie calkiem inaczej. Niesamowicie rosnie liczba chorych. Klik. Dla porownania Niemcy. Klik . No i statystyki dla Polski. Klik.
Czyzby otwarcie sie i ograniczenia nie mialy zbyt wielkiego wplywu na rozwoj choroby? A moze jednak? 

Niemcy:

- zachorowan 172 576, plus dane z godziny 11.20 przybylo  697 osob; 
-przypadkow smiertelnych 7661, plus dane z godziny 11.20 przybylo  92 smiertelnych przypadkow;
-wyzdrowialo zas 143 237, plus wyzdrowien z godziny 11.20 to 3239. 
Niemcy maja 83 miliony ludnosci.

Szwecja:
 

-zachorowan 26 670, plus dane z godziny 11:30 przybylo 348 przypadkow;
-przypadki smiertelne 3 256; plus dane z godziny 11:30 przybylo 31;
- wyzdrowialo 4971.
Szwecja ma ponad 10 milionow obywateli. 

Polska:

-zachorowan 16 326, plus dane z godziny 11:40 przybylo 330 przypadkow;
- przypadki smiertelne 811, plus dane z godziny 11:40 przybylo 11;
-Wyzdrowialo 5 816, plus dane z godziny 11:40 przybylo 118 osob. 
Polska ma ponad 38 milionow mieszkancow. 

Na Ukrainie zas , panstwie zajmujacym nastepne miejsce pod wzgledem ludnosci za Polska:
-zachorowan 16 023, plus 376 nowych przypadkow ( godzina 11:50);
-zmarlo 425, plus 17 nowych przypadkow ( godzina 11:50);
- wyzdrowialo 3 373 plus 85 nowych przypadkow ( dane z godziny 11:50) 
Ukraina ma ponad 46 milionow ludnosci. 

Irak;

-zachorowalo 2 818 plus 51 nowych przypadkow ( dane z godziny 11:50);
-zmarlo 110 plus 1 nowy przypadek ( dane z 11:50);
- wyzdrowialo 1790, plus 56 nowych przypadkow ( dane z godziny 11:50) 
Irak ma ponad 26 milionow mieszkancow. Zajmuje w licznie ludnosci miejsce przed Polska. 

Ow stosunek ludnosci jest liczony do powierzchni jaka dany kraj zjamuje. Polska znajduje sie pomiedzy Irakiem a Ukraina.  Wedlug danych z Wikipedii.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Co nowego.

Chcialam  juz od jakiegos czasu cos naskrobac , ale jak zapal mnie nachodzil tak i szybko gasl. Rece opadaly i wena przechodzila, poza tym stracilam serce do tego miejsca.
Wypadaloby chyba lepiej to wyjasnic. Wzruszam mnie kiedy czytam o moich zamierzchlych sprawach, kiedy ogladam zamieszczone tu zdjecia Malej, teraz juz duzej dziewczyny, kiedy czytam komentarze niezyjacych juz, a odwiedzajacych mnie drzewiej blogowiczow. To jest ok, ale przeszla mnie chec dzielenia sie z kimkolwiek tym co przezywam, uwazam, mysle, bo…. kogo to kurwa obchodzi? Komu to do szczescia potrzebne? Odpowiem bez Waszej koniecznosci wypowiadania sie na dany temat- NIKOMU!
Terapii nie potrzebuje, nie mam z czego sie wynurzac. Anonimowa osoba juz raczej nie jestem, wiec nie wypada pisac tego, co slina na jezyk przyniesie. Blogi odchodza w nicosc… przezytek sie z tego robi. Odchodza tez ludzie, z ktorymi zaczelam blogowac.  A moje poczatki byly bardzo sympatyczne. Byl Maciek , od ktorego zaczelam, niestety Macka juz nie ma i nawet nie mozna sobie nic z tego co kiedys stworzyl przeczytac, bo onet wyrzucil blogowiska w przepasc. Nie mozna powspominac tekstow niezyjacej juz Magdy - kyswa "Podpisano Odrecznie". Pozostala mi po niej ksiazka "Nowicjusz". Cos z jej klimatu przetrwalo. Dobrze, ze mam te ksiazke. Odejscie Magdy, a stalo sie to tego roku we wrzesniu, wstrzasnelo chyba wszystkich, ktorych znala. Choc moze sie myle…. Wiedzialam , ze choruje. Wiedzialam , ze sprawa nalezy raczej do tych powaznych. Napisalam do niej we wrzesniu z zapytaniem jak sie czuje , co slychac… no wszystko niby dobrze, a pod koniec wrzesnia ...ups!!!! Stalo sie.
Ludzie tak szybko odchodza. I nie chodzi mi o odchodzenie za sprawa smierci, ale i … ot tak... ida sobie po prostu.
O Magdzie chcialabym jeszcze. Bo Magda to lodzianka byla. Znacie ja prawie wszyscy- ci co tu dluzej zachodza , a zachodzili i do niej, wiedza. Moje pokolenie z pewnoscia ja zna. Moje pokolenie widzialo ja w TV nie raz. Pamietacie serial "Rodzina Lesniewskich" ? No to ona grala tam Babla. I potem tez grala …
Swietna dziewczyna, swietny kumpel… nie powiem, ze kolezanka, bo ona raczej kumplem byla. Wrazliwa, taka ze lzami pod powiekami. Z super poczuciem humoru, dowcipem …. Pamietam jak gadalysmy sobie o odejsciu Macka i ze nie przyznal sie, iz byl juz dwa razy reanimowany… ze tak nie mozna, ze.... Z drugiej strony w czym moglybysmy mu pomoc? W niczym. Magda potem postapila podobnie.... bo z drugiej strony w czym ten swiat moglby jej pomoc? Ja bym sie li tylko ze zdwojona sila modlila. Nie wiem czy to duzo, czy to w ogole cos? Dla niektorych na pewno nic… dla innych cos bezcennego.


I co tu wiecej pisac? Ze bylam w pazdzierniku na Teneryfie? Ze w listopadzie Marie skonczyla 12 lat? Albo ze wczoraj wrocilam z koncertu "Night of the proms" z Dortmundu i ze wieczor byl udany? Albo ze pruje sie tu i tam? Albo , ze dzisiaj czeka mnie impreza swiateczna w robocie? Na to co Wam?





piątek, 3 listopada 2017

Dzien jak co dzien.

Swieto zmarlych?  Przezylam tak, jak kazdy dzien powszedni, scislej to ujmujac, pracowalam. Dzien wczesniej- w swieto reformacji- tez pracowalam choc  w Niemczech bylo wolne. W swieto zmarlych , pod koniec zmiany przyszedl do mnie szef ( nowy szef) i zaproponowal :
-Nie chialabys zostac jutro w domu?
- Dlaczego?
-Wiem, ze to glupie, bo musialas wczoraj przyjsc do firmy i dzisiaj, kiedy akurat wiekszosc w domu siedziala... Pomyslalem o tobie bo masz najwiecej nadgodzin. Bedziemy w 150% komplecie, wiec ten , kto ma nadgodziny moze skorzystac, o ile chce.
-Chce, poniewaz dziecko me ma ferie . Co prawda koncowke juz. Fajnie by bylo jednak zrobic z nia jakis wspolny wypad.- Wkurzona bylam , ze te wszystkie swieta musialam spedzic w robocie, a z drugiej zas strony wizja zostania w domu troche mnie pokrzepila.
- Czyli... do piatku. -Pozegnal mnie szef. Po czym , po 10 minutach wrocil i znowu zagadal.- Jezeli nie zrobi ci to roznicy to mozesz  wrocic do pracy w niedziele. Na niedziele nie ma ludzi.

No jasne! W zwykle dni, kiedy inni zaginaja,  nasi z zalogi nie mysla o wolnym, ale kiedy inni odpoczywaja, nasi ludzie tez tego chca. Podoba mi sie podejscie nowego szefa. Wczesniej bylo tak, ze  kto pierwszy ten lepszy. Bardzo czesto zglaszali sie na ochotnika swietowania ci (szybcy , zwinni, lepiej poinformowani niz reszta...), ktorzy nie mieli nic na koncie, zadnych nadgodzin. Zero! Ale skoro chcesz czlowieku,  to masz. Twoj biznes, twoje godziny i pensja. Ludzie z reguly dzialaja na zasadzie, ze okazja czyni zlodzieja...
Ten nowy tak nie postepuje. Sprawdza kto moze i do tego idzie z propozycja.

Kolega w pracy, Polak pracujacy na innym dziale, na przerwie pochwalil sie mi, swoim nowym nabytkiem, czy tez inwestycja. Wyjal komorke i zaprezentowal:
- Zobacz jaki sobie  dom w Polsce postawilem.
Na zdjeciach byl uwieczniony grob. Rodzinny grobowiec. Posesja na dwie osoby. Obgranitowana, obmarmurowana....
-Widzisz . To jest galaxy zloto. Takie czarne marmurowe plyty ze zlotym polyskiem. - Kolega z  duma prezentowal swoja nowa  posesje.
-Okazale.- Bo co mialam powiedziec? Mnie jeszcze ten temat  nie kreci. Dziwie sie jednak, ze kumpla kreci. Nie stary to gosc. Nie dobil nawet do 60 siatki.
-Mowie ci, piekne miejsce. Cisza, polanka, ptaki ciwerkola...Cala okolica przygladala sie na to, co   stawialismy...-
Tak , najwazniejsze jest zainteresowanie innych. Zaspokojenie potrzeby podziwu i bycia waznym
- Tylko..- Zagadnelam.- W zyciu nie ma sensu  tak wszystkiego dokladnie planowac.
-Wiem, ale sama widzialas jak szybko zwinal sie Martin.
Martin to tez Polak. Kumpel z pracy. Skonczyl 41 lat i poszedl do piachu.... Wiem cos na ten temat, bo mnie tako samo zaskoczyla smierc naszego blogowego kolegi Macka. No kurde, jakos nie moge tego do konca przejsc.... Tak bez pozegnania? Nikomu nic nie powiedzial i se poszedl w sina dal zaswiatow.... Tak samo poszla sobie w to inne miejsce moja 50 letnia kuzynka. Niestara kobieta jeszcze, z glowa pelna pomyslow na zycie, na inwestycje. Nie pogodzona z tym, co sie jej przytrafilo ( rak).
I to nie jest tak, ze o smierci nie mysle i chce ja oddalic od siebie poprzez brak refleksji i zadumy nad tym zjawiskiem. Refleksja we mnie budzi sie czesto, natomiast nie potrafie myslec o owym wydarzeniu w kategorii znalezienia miejsca dla mych szczatkow. Moze starosc zaczyna sie  w momencie, kiedy budujemy sobie  miejsce ostatniego spoczynku? Kiedy sledzimy z zapartym tchem nekrologi w gazetach...? Nie nabijam sie z postawy kumpla, bo wydaje sie on byc  czlowiekiem bardzo praktycznym, przezornym. Oszczedza bliskim kupy zachodu i problemow zwiazanych z wlasnym  pochowkiem. Bywa tak, ze rodzina stoi nad trumna i zastanawia sie skad wziasc na pogrzeb. Ogladalam ostatnio Papusze i ona miala podobny dylemat. Jak pochowac  starego, kiedy bida w domu az piszczy? Kto pomoze? Kto wylozy? Komu zwalic sie z ostatnia przysluga na glowe?

U mnie przed domem dzisiaj tak? My budujemy jeszcze cos innego i w cos innego inwestujemy. Robimy porzadki przed domem.

Zmeczona jestem jesiennie i zapracowana. Meczy mnie ta ciagla obrobka chalupy. Remont w domu na parterze, w garazu, w ogrodku...ciagle cos i mam dosc! A potem .... a potem wystarczy nam tylko kawalek. Dobrze jak mamy sile i kieszen na owe zloto galaxy. Chcialabym umiec dobrze inwestowac pieniadze. Chce umiec korzystac dobrze z forsy. Chce korzystac jeszcze z zycia!!!
W ramach tego korzystania, zamiast ciulac do skarbony na grob, kupilam bilety na Mozdzera. Pojde na koncert z siostra.
Chcialabym zobaczyc Tine Dico, ale nie wyrobie z wolnym...Chcialabym to, chcialabym tamto i owamto tez bym chciala......







Wczoraj w ramach wolnego wstalam przed jedenasta. eM od razu wyjechal z propozycja sniadania na miescie. Kasy brak... zawsze chcialoby sie miec wiecej niz sie ma, ale ...dobra jedziemy. Tylko  szybko, bo menu sniadaniowe serwuja do 12.00. Obylo sie bez make upu. Tak na swiezyne. Zaczesalam wlosy .... no, niekoniecznie nic ze soba nie zrobilam, bo serum chanel na twarz poszlo ( dostalam w Douglasie probke), krem tez poszedl, ale reszta to tak, aby nie capic i jako tako do ludzi wyjsc... Ogolnie to jednak blado bylo,  bez koloru. ale co tam... czasami mam pewne sprawy w tyle. Wybralam w restauracji miejsce, ktore eMowi sie nie podobalo. Nie bede szla do "wodopoju"- buffetu-  kilometr. Poswiecilam pieknosc miejsca na korzysc wygody. W trakcie zamienilam sie z eMem miejscami, bo musialam przechodzic kolo lasek, ktore mnie jako kobiety nie krecily i wypinac na ich stolik tylek- przejscie bylo waskie. Siadlam natomiast na przeciwko lustra i ...... JA PIERDZIELE!!!  TO JA ?! Przestraszylam sie wlasnego odbicia,. Mala zwrocila mi uwage , ze cos bialego wsi mi na twarzy... Krem sie zwalkowal. Trzeba bylo zastosowac reczny peeling. Sypalo sie,  a jakze!
-Przyniesiesz mi miseczke jogurtu z tym czyms co mialas?- Ozwal sie malzonek.
Super!! Wystawil mnie. Ja wiem, ze przejscie waskie, ze te laski obok i nie chce sie im spokoju zaklocac i na nie wypinac, ale ja taka nieubrana. Z wszacym kremem na twarzy...nie uczesana...blada...mizerna. Z czym do ludzi!? Wstalam jednak. Zrobilam swoje wejscie smoka. Przyniosam eMowi to czego potrzebowal. Poswiecilam sie ... w koncu zwiazek to tez swiadczenie sobie drobnych uslug (p). Na parkingu zaczepilam zadem lusterko wypasionego mercedesa. Poprawilam, ze niby nie ja i moj zad. Mloda popadla w lekuchna panike.
-E... wez mama! No co ty... Dzisiaj ciagle cos zaczepiasz? Cos ci wisi ... sprawiasz, ze innym tez wisi.- Nieswiadomo swych slow , Marie strzelala.
- Corcia . Wyluzuj! Takas luzacka a tu prosze...matka obciach sieje? Nie zdzierzysz?
Corka mi dojrzewa. Ludzie zlitujcie sie...humorzasta taka...troche wstydliwa... obciachowi starzy i te inne.

Powiadaja, ze w pewnym wieku czlowiek traci poczucie taktu. Moze to juz ten wiek? Moze warto zastanowic sie nad posesja dla dwoch?


poniedziałek, 29 maja 2017

Umarl krol, niech zyje krol !

Felix zdechl... nie zyje, wzial sie i ..... przeniosl do innego swiata. My zas, szczegolnie Mala, pograzeni zostalismy  w zalobie. Felix umarl na rekach u eMa przed drzwiami do weterynarza. eM przywiozl go do domu i ...nie pochowal, bo nie mogl. Emocjonalnie go przycisnelo. Mala wrocila ze szkoly ( wraz ze mna), zobaczyla otulone  w kocyk zwloki pieska i zaczela sie tragedia. Pochowalam Felixa. Chyba jestem baba bez uczuc- juz sama nie wiem - albo ze wzgeldu na Marie dostalam takiej sily, ze ciala psiaka, najszybciej jak to bylo mozliwe ,"pozbylam sie " z zalem do eMa, ze on tej sily nie mial.

Siedzielismy potem  caly tydzien i analizowalismy co bylo nie tak. Dluga podroz i choroba lokomocyjna? Byl juz chory, kiedy go kupowalismy, przy czym wlasciciel zwierzecia nie mial o tym zielonego pojecia? Omawiajac procedure zakupu psinki wujek wet stwierdzil, ze wszystko bylo przeprowadzone poprawnie. Zdezorientowalo nas troche to, ze hodowca nie zaprosil mnie i eMa do pomieszczenia, gdzie znajdowaly sie szczeniaki na sprzedaz. Wuj uwaza, ze postapil wlasciwie, ze nie wpuszcza sie obcych do takiego miejsca, ze wzgledu na ostroznosc, na bakterie, wirusy, ze hodowcy sa tego uczeni. Szkoda tylko, iz nie wyniosl nam wiekszej ilosci szczeniakow. Pokazal nam tylko tego jednego.  Sam zadecydowal, ktorego nabyc powinnismy. No i nabylismy.
-Moze tylko ten zostal?- Przypuszczal eM.
Uwazam, iz w takich sytuacjach,  mowi sie ludziom, ze to juz ostatni i nie maja  wyboru, a my takiej informacji nie otrzymalismy.

eM postepuje albo typowo po niemiecku, nie znosi bolu rozlaki, albo to taki typ. Smiem przypuszczac, ze postepuje raczej typowo po niemiecku, choc moze nie jest to typowe li tylko dla Niemcow, a dla ludzi nowej generacji. Umarl pies, niech zyje nowy pies! Przezywamy rozpacz po Felixie, a malzonek szanowym juz zaciga jezyka, gdzie mozna nabyc drugiego podobnego psiaka. Dziecko przeciez nie moze cierpiec! Malzon nie rozumie, ze jego dziecko dostaje zyciowa nauke radzenia sobie z zalem po utracie. Ze tego typu sytuacje beda ja spotykac, ze najpierw przechodzi owa nauke na kroliczkach, piesku, babci, ale ...beda ja dotykac, byc moze, jeszcze inne, dotkliwsze straty. I trzeba umiec to przetrwac, dac sobie czas na zalobe, aby z powodu jej braku nie ranic innych , z ktorymi potem w zyciu los nas zetknie. " Nie ten, to inny!", "Nie w lewo, to w prawo!", "Podskoczyles troche to ...spierdalaj!", "Nie dostajesz do moich marzen to ...spierdalaj!". Skads sie takie postawy u ludzi rodza, biora. Skads sie je nabywa: " Zepsulo sie , to wywalic, po co reperowac? Maz na lozu smierci to ... rozejrzyj sie dobrze, moze juz ktos inny czeka u progu". 

Opisywalam raz na blogu historie kuzyna eMa. Zona mu umierala, a on w koncowej fazie jej choroby nie kryl sie wcale z tym, ze ma juz  nastepczynie. Kobiete rowniez po przejsciach, ktorej maz zmarl na raka. Oboje samotni, oboje  zblizeni w doswiadczeniach zyciowych. Wszyscy to odebrali jako sytuacje wsparcia, zas dzieci owego kuzyna odbieraly owe zdarzenie jako zdrade pamieci po matce.

Kiedys?.... Kiedys... Kiedys ludzie nie byli szczesliwsi. Obyczajowo zylo sie im o wiele trudniej. Mieli takie same problemy rodzinne jakie przezywaja ludzie obecnie. Im tez umierali zyciowi partnerzy. Bywalo, ze mezowie  pili , bili...robili dzieci, a zony - uwiazane do domu i obyczajow nic nie mogly z tym zrobic. Ludzie kiedys byli wierniejsi. Mieli jakies idealy. Wiare...bez tego ani rusz. Pokolenie obecne to ...papierowe marionetki. Szybko plona. Szybko zyja. Szybko kochaja. Przerabiaja wielu facetow lub kobiet przez cale zycie. Dlaczego zostawac przy jednym? Skoro nie idzie to...nie reperowac, mozna sie przeciez kulturalnie rozstac. Uczy sie ludzi obecnie tluc, usypiac, zamrazac emocje i uczucia. Najwazniejsze, aby zycie nie bolalo. Ma nam byc przyjemnie. A zycie to nie tylko przyjemnosci, to tez trudy, bol, znoj...bez trudow nie wzrastamy. Nie ma procesu nauki- ewoluowania. No ale...po co o tym przypominac? Bez tego zyje sie przeciez o wiele latwiej. Sumienie zasypia i ... fajnie jest. Dobrze jest.

Razu ktoregos ogladalam program Drzyzgi. Jeden z jej "tokszokow". Zaprosila ludzi zmienajacych swoj wyglad i non stop niezadowolonych ze zmian jakie przeprowadzili na sobie. Pamietam chlopaka, ktory robil na swym ciele tatuaze majace go upodobnic do pantery. Ekspertka w programie, pewna pani psychlog, nie wytrzymala i pojechala po facecie. Szlo jej o to, ze wspolczesni ludzie- mezczyzni- to dupki. Ze kiedys chlopak ,  skonczywszy 7 lat szedl pod opieke ojca i mial szkole zycia. Spal byle jak, z siodlem pod glowa. Walczyl, dzwigal ciezkie miecze, cwiczyl cialo, polowal aby nie zdechnac z glodu. Znosil mroz , deszcz, upaly.... i rosl z niego chlop na schwal. A obecnie? A obecnie to wygodne mamisynki, mezczyzni, ktorzy  z nudow rysuja, chociazby,  swe ciala. Do roboty sie nie kwapia. Popadaja w nalogi, bo  z cierpieniem sobie nie radza.....cierpienie trzeba uspic. No i w zyciu musi sie cos dziac.

W kazdym badz razie moi drodzy- umarl pies niech zyje pies!
Nowy nabytek. Dziewczynka -Luna. Zdrowa , zdrowiusnienka. Ma czym oddychac i na czym usiasc:)  Kupilismy ja w dwunastyn tygodniu jej zycia. Podroz zniosla przednie. Jest bardzo bystra, ale jeszcze obsikuje nam katy. Jeczy o 4 nad ranem bo jej nudno. Jeczy o 22.00 zaraz po wyprowadzeniu na spacer, kiedy wsadzamy ja do "kojca" na noc ( spi w domu ale jest ogradzana). Slucha sie mnie, no choc ona. Na eMa nie zwraca najmniejszej uwagi. Marie traktuje jak kolezanke, siostre, ktora tuli , czesze, daje podgryzac swe nogi, biega z psiakiem.




Moral dla mnie z tego nastepujacy, ze jakby eM zostal sam , to szybko zastapi jedna samice druga, bo skoro w malych rzeczych jest  sie  takim, to  czemu nie byc  podobnym w tych wiekszych, wazniejszych sprawach?
                                                                                                                                                                        



poniedziałek, 1 lutego 2016

Dobra smierc.

"Pilat, jak opisuja to kroniki, nie przepadal za procesami. W ciagu dziesieciu lat sprawowania urzedu gubernatora Jerozolimy wyslal na krzyz tysiace ludzi podpisem skrzypiacej trzciny na kawalku papirusu. Niewiarygodny jest pomysl, zeby Poncjusz Pilat- czlowiek slynacy z nienawisci do Zydow, zupelnego braku poszanowania dla zydowskich rytualow i tradycji, gubernator tak skwapliwie podpisujacy rozkazy egzekucji, ze zlozono nan skarge w Rzymie- mogl chocby przez chwile zastanawiac sie nad losem kolejnego podzegacza. 
Ukrzyzowanie bylo powszechna i nadzwyczaj czesto stosowana metoda egzekucji w starozytnosci, korzystali z niej Persowie, Hindusi, Asyryjczycy, Scytowie, Rzymianie i Grecy. Nie stronili od niej tez Zydzi; kare te wymienia sie w zrodlach rabinicznych wiele razy. Krzyzowanie bylo tak powszechne, poniewaz bylo tanie. Moze sie odbywac praktycznie wszedzie; i wystarczy tylko drzewo. Meczarnie moga trwac wiele dni i nie jest do nich potrzebny oprawca. Szczegoly ukrzyzowania- sposob powieszenia ofiary- zostawiano katowi. Niektorych krzyzowano z zaslonieta glowa. Niektorych przybijano glowami do dolu. Niektorym przebijano genitalia. Wiekszosc krzyzowano nago. To Rzym skonwencjonalizowal ukrzyzowanie jako forme kary panstwowej, ujednolicajac jego przebieg, zwlaszcza w kwesti przybijania rak i stop do krzyza. Ukrzyzowanie bylo w imperium rzymskim tak czeste, ze Cyceron nazwal je "zaraza". Wsrod mieszkancow wyraz "krzyz" (crux) stal sie popularna i szczegolnie wulgarna drwina, ktora znaczyla mniej wiecej : "Idz sie powies". (...) Celem ukrzyzowania bylo nie tyle zabicie przestepcy ile odstraszenie innych potencjalnych buntownikow. Z tego powodu krzyzowano zawsze publicznie- na rozdrozach, w amfiteatrach, na wzgorzach, na wzniesieniach- wszedzie gdzie mieszkancy nie mieli wyboru i musieli byc swiadkami okrutnej sceny. Przestepce zawsze zostawiano na krzyzu dlugo po smierci; krzyzowanych prawie nigdy nie chowano. Poniewaz celem bylo upokorzenie ofiary i przestraszenie swiadkow, zwloki zostawiano, zeby zjadly je psy i rozdziobaly drapiezne ptaki. Kosci wyrzucano na sterte i wlasnie stad wziela sie nazwa Golgota, miejsce ukrzyzowania Jezusa: miejsce czaszki. Kare ta stosowano tylko w przypadku najciezszych przestepstw politycznych; zdrady, rebelii, wichrzycielstwa i bandytyzmu. 
Nawet gdyby ktos wiedzial o Jezusie z Nazaretu  tylko tyle, ze zostal ukrzyzowany z rozkazu Rzymu, to wiedzialby praktycznie wszystko, co trzeba by wiedziec, zeby odkryc, kim byl i dlaczego zginal przybity do krzyza. Jego przestepstwo , z punktu widzenia Rzymian, jest oczywiste. bylo wyryte na tabliczce i umieszczone nad jego glowa na widoku wszystkich: Jezus z Nazaretu, krol zydowski. Zostal skazany za ambicje krolewskie.
Prawda jest, ze w cesarstwie rzymskim Zydzi nie mieli prawa wykonywania egzekucji ( choc nie powstrzymalo to ich przed zabiciem Sczepana). Ale nie mozna zapomniec o podstawowym fakcie: Jezus nie zostal ukamieniowany przez Zydow za bluznierstwo; zostal ukrzyzowany przez Rzym za wichrzycielstwo.
Pilat odnotowal przestepstwo w dzienniku i Jezus zostal wyprowadzony z fortecy Antonia na dziedziniec, rozebrany do naga i, po przywiazaniu do pala, okrutnie wychlostany, co bylo stala praktyka stosowana wobec wszystkich skazanych na ukrzyzowanie. Potem Rzymianie umiesciliby mu na  karku belke poprzeczna krzyza, by objal ja ramionami- zgodnie ze zwyczajem- i tak Mesjasz, ktory obiecywal zdjac jarzmo okupacji z karkow Zydow, sam zostalby poprowadzony jak zwierze na rzez.
  Jak wszyscy skazani na ukrzyzowanie, Jezus musialby zaniesc belke na wzgorze za murami Jerozolimy, tuz przy drodze prowadzacej do bram miejskich. Tym samym kazdy wchodzacy do Jerozolimy na obchody swieta pielgrzym musialby byc swiadkiem jego meki, przypomnienia, co sie robi z tymi, ktorzy sprzeciwiaja sie Rzymowi.  Belke przyczepiono by do rusztowania lub pala, a nadgarstki i kostki Jezusa zostalyby przybite trzema zelaznymi szpikulcami. Krzyz zostalby podniesiony. Smierc przyszlaby szybko. Za kilka godzin pluca Jezusa bylyby tak zmeczone, ze nie moglyby dluzej oddychac.
Wlasnie tak, na wzgorzach pokrytych krzyzami, na ktorych rozbrzmiewaly krzyki i jeki agonii setek konajacych przestepcow, a stado wron krazylo czujnie nad jego glowa, czekajac, az wyzionie ducha, Mesjasza zwanego Jezusem z Nazaretu  spotkalby ten sam sromotny koniec , ktory czekal wszystkich innych mesjaszow, tych przed i po nim.

Tylko, ze w odroznieniu od nich on nie zostal zapomniany."   

Zrodlo: "Zelota. Zycie  i czasy Jezusa z Nazaretu."- Reza Aslan.

Klik. Rozne sa rodzaje smierci. Strzez nas Panie przed tymi opisanymi powyzej i w zalinkowanym materiale. Czlowiek u skraju swoich dni musi jakos ten swiat opuscic, ale oby nie byly to meczarnie. Ludzie wierzacy modla sie ( z czasem) o wlasna dobra smierc.



poniedziałek, 26 października 2015

Ziemia Obiecana.

Tak naprawde to nie wiem o czym chce tutaj, dzisiaj, napisac. Jezeli nie wiem, to wyjdzie mi raczej groch z kapusta. Z pewnoscia nie chce tykac tematu wyborczego. Polityka pomimo tego , ze wplywa na moje osobiste zycie w sposob, ktory jest przeze mnie bezposrednio niezauwazalny, niewatpliwie gmatwa mnie - jednostke- w swoje postanowienia, ustawy i reguluje kierunek mojej jazdy to poprzez swoje metody, gadulstwo bez pokrycia, klamstewka zniecheca mnie do siebie coraz bardziej. I o dziwo oni, ludzie robiacy w tym sektorze, musza sie TEGO uczyc! Uczyc sie robic polityke. Hm....

Inaczej moze, byl w historii pewien wodz obskornego plemienia. Plemienia bez ziemii, ktore pomieszkiwalo katem to tu , to tam, wykonujac dla wladcow danych ziem w sumie prace niewolnicze. Taki czas byl...czas polityczny, ktory bez niewolnictwa ani rusz. Choc i teraz mamy ponoc to samo tylko w innej scenerii, inaczej nazwane, obwarowane prawami...
Otoz ow wodz niemowleciem bedac zostal przez matke wsadzony do wiklinowego koszyka i poslany z pradem rzeki do.... Sytuacja byla w rzeczy samej wyrezyserowana przez jedna ze stron. Matka owego niemowlecia byla mamka na faraonskim dworze, wykarmiala swoim mlekiem faraonskie dzieci. Wiedziala, ze corka krolewska cierpi bardzo z powodu braku potomstwa. Podrzucila wiec owa zydowska mamka, jak kukulka, swoje niemowle w dobre, bo palacowe rece, ratujac je w ten sposob od smierci ( cos sie faraonowi przysnilo i w zwiazku z tym nakazal wybic niemowleta plci meskiej). Dodac nalezy, ze potem mamka zajmowala sie wlasnym dziecieciem , czyli kontakt nie zostal zerwany i dobrze wiedziala co z jej synem sie dzieje. Moze nawet wychowywala go na kogos w stylu Konrada Wallenroda- ktoz to wie? Oczywiscie nie specjalnie. Uczulala Mojzesza, bo o Mojzeszu tu mowa, na los swego ludu.
Mojzesz pobieral w palacu wszelkie mozliwe nauki, byl niezmiernie wyksztalcony i czuly na ludzka krzywde, szczegolnie Izraelitow. Pobil sie razu ktoregos z nadzorca okladajacym batami Izraelite i zaczelo sie. Uciekl....schronienie znalazl u Madianitow, tam mial objawienia...Zapowrocil sie wiec do Egiptu i probowal sie dogadac z faraonem, chcial zabrac swoj lud ze soba do Ziemii Obiecanej. Przekonywali sie na czary mary, ktory z nich jest potezniejszym magiem. Mojzesz nie uwazal siebie za maga, a za kogos kto ma wsparcie Boga Prawdziwego. Wygral Mojzesz....a potem wiadomo jak mniej wiecej historia sie potoczyla. Izraelici bladzili po pustyni jakies 40 lat szukajac kawalka terenu dla siebie. Wszystko bylo zajete. Na danym obszarze znalezli sie w sytuacjach , gdzie ziemia byla juz podzielona i zasiedlona.... Lazili wiec tak, lazili i szukali owej Ziemii Obiecanej. W koncu niektorzy z Izraelitow zaczeli nie ufac swojemu wodzowi: "Czy aby on wie, dokad nas prowadzi? W Egipcie ciezko pracowalismy ale przynajmniej mielismy pelne brzuchy. Tutaj nie dosc, ze lazimy bez celu to i glod cierpimy bo non stop towarzyszy nam nieurodzajna pustynia". Oddawali przez moment, dopoki Mojzesz tego nie nakryl i sie nie wkurzyl, hold egipskim cielcom, bozkom- bo zaczeli ich uwazac za bardziej skutecznych niz Boga Mojzesza. Czlowiek to interesowne stworzenie, jestes skuteczny przydatny to ci nawet hold oddam. Nie dajesz mi nic, za dlugo czekam to...spierniczaj. Mojzesz zas wierzyl objawieniu i temu co Bog obiecal...obiecal , ze Izraelici dostana swoj kawalek schedy. No i dostali tyle tylko, ze Mojzesz do niej nie wszedl. Zobaczyl z daleko co i jak i mu sie zmarlo.

Iluz z nas tak wlasnie zyje? Blakamy sie po pustyniach roznych dziwnych sytuacji....przycupniemy na dluzej lub na krocej przy jakims czlowieku. Nie udaje sie to szukamy kolejnej ziemii obiecanej. Takiej naszej, takiej przystajacej do naszej wyobrazni....No i po czasie patataj, znowu szukamy tej zielonej, rajskiej, zyciodajnej przystani. I mozemy nigdy nie zanlezc.
Albo iluz z nas mowi sobie, ze jak cos sie wydarzy, wtedy beda mieli czas dla siebie. O chciazby , ze kiedy zejda na emeryture to beda nareszcie zyc- o ile kasa pozwoli. Beda wolni od obowiazkow, ciaglego rozwiazywania problemow, wychowywania dzieci .....dopiero raj ich czeka. Albo sytuacja z odchudzaniem. Odchudzamy sie zawzse od poniedzialku....zyjemy w przyszlosci a nie w tym co jest teraz i tu. Teraz i tu jestesmy martwi. Automaty idace przed siebie wedlug wytyczonego grafika. A czas na nabranie powietrza pelnymi plucami? A to jutro, pojutrze, kiedys tam....

Mocna mna potrzasnela smierc Macka z blogow. W pozytywnym tego slowa znaczeniu. Smierc tesciowej pokazala mi tylko, ze nigdy nie bedziemy przygotowani do majacych nastapic sytuacji. Tesciowa nie zdawala sobie sprawy, ze odchodzi.....pod tlenem, ledwo oddychajac zastanawiala sie co zrobic z jablkami, jak je przetworzyc. Myslala, ze wroci. Zostawila tyle niedokonczonych spraw, tak jakby jutro miala znowu za nie sie zabrac. Moze wlasnie tak powinnismy odchodzic? W sumie tak zawsze odchodzimy. Nigdy nie w pore....

wtorek, 13 października 2015

Memento mori.

Memento mori....
Zebralam jablka... spadaja z lomotem na ziemie. Ich czas sie konczy. Urodzaj zycia, ktory dojrzewa i nieporzerobiony zmienia sie w zgnilizne. Ciagle ich przybywa. Zadne nie chce pozostac na drzewie. Nawet te najbardziej uparte i tak kiedys dotkna zimnej ziemi. Zebralam pomidory. Trzymaly sie zawziecie na krzakach. Nie poddawaly sie przymrozkom, jakby mialy nadzieje, ze przetrwaja....
Memento mori....
W ziemi zostala jeszcze marchew. Trzeba ja wykopac i przerobic, albo dac krolikom...Tyle jeszcze do zrobienia, a czas goni. Pogoda nie jest dla mnie zyczliwa.... nie wspolpracuje ...Utrudnia.
Memento mori...
-"Dlaczego placzesz? Przeciez nie bedziesz musiala ubierac sie sama. Pomoge ci. Czy cos cie boli?"-Odor moczu wbija mi sie mocno w nos. - "Pomoge ci zmienic bielizne....patrz tu sa swieze slipki....Dlaczego placzesz?...Jak to co tu robie? Wrocilam z nocnej zmiany, slysze ze budzik u ciebie dzwoni, wiec przyszlam ci pomoc. Chodz, zmienimy bielizne...Pozwol, prosze...Nie bedziesz musiala tego robic sama. A w ogole to dokad sie tak spieszysz? Potrzebujesz budzika? Nie musisz wstawac, na okreslona godzine...NIC JUZ NIE MUSISZ.
Memento mori...
Meczy mnie zly sen. ... gleboka studnia , bardzo gleboka, z czarna , brudna woda. W myslach obawiam sie o dziecko. Most nad studnia jest slaby, kamienny ale slaby. Obok przechodzi dwoch usmiechnietych panow...Oby Marie nie wpadla do studni...WPADA! Krzycze! NIE MA NADZIEI.... Budze sie. Mala lezy obok i spokojnie czyta ksiazke.
Memento mori...
Marie ma szkarlatyne...
Memento mori...
Szaro, buro...kopie w ogrodku...Chce sie wyrobic, musze sie wyrobic. Odrywaja mnie od pracy. Mam przyjsc do domu..."Musimy wezwac pogotowie. To nie wyglada dobrze."- Slysze lekarska diagnoze. Pakuje torbe: -"Nie, nie...to nie te skarpetki, te drugie, te luzniejsze...a zreszta..."- Waha sie. Przyglada zapakowanym przeze mnie skarpetom: "- Sama je dziergalam"-mowi z sentymentem i odklada skarpety z powrotem do torby.
Memento mori...
"-Bo nie chce sie dowiedziec wszystkiego z gazety, albo od ludzi...w koncu jestesmy rodzina...mamy prawo wiedziec"- Kati jest pelna pretensji, a my nie mamy dla niej czasu. "-No tak - od ludzi, albo z gazety"- tlumaczy sie eM."-Co tez wygadujesz? Wiadomo przeciez , ze was zawiadomimy". W sumie mogla sie pofatygowac i nawiedzic nasz dom w ten weekend.
Memento mori...
Jade do sw. Idy. Musze znalezc cisze. Chce tej ciszy....a moze zostac i dokonczyc pranie, kopac dalej w ogrodku? Jade. Myle droge. Przejezdzam przez jakies dziwne pipidowy...w koncu wjezdzam na wlasciwy trakt. Docieram do celu... Zapalam swieczki. Mantruje, modle sie, medytuje....Przychodza mi na mysl nieciekawe momenty przezyte z tesciowa. Sporo ich bylo. Nie odganiam wspomnien...Pozwalam myslom plynac. Przewijaja mi sie przed oczyma sceny jak z filmu obyczajowego. Niech sie przewijaja...
Memento mori...
Wracam... Dziwna drogowa sytuacja. Moj pas jazdy jest zamkniety. Brak sygnalizatora, ktory regulowalby jazde z ewentualnymi nadjezdzajacymi z naprzeciwka samochodami. Zadnego zakazu, ani znaku objazdu. Wjezdzam wiec na rownolegly pas, ten obok i.... jade kilka metrow, za mna podazaja inne samochody...Prowadze ten korowod. Po chwili pojawia sie mysl, ze pas "ten wlasciwy" ten moj, jest calkiem ok dlaczego wiec mialabym po nim nie jechac? Zjezdzam na oddzielony slupkami pas obok, ten w normalnej sytuacji drogowej wlasciwy.... Samochody z tylu zjezdzaja za mna. "Kurcze, a moze jednak to nie tak? Z pewnoscia nie bez przyczyny oddzielili te pasy od siebie, czyli....chyba trzeba zjechac z powrotem na ten niewlasciwy"- Klebia sie moje mysli. Zjezdzam ....Samochody z tylu poslusznie wykonuja to, co ja....tylko jeden przytomny ( zauwazylam go w tylnym lusterku) jechal caly czas tak, jak nalezy. trzymal sie wyznaczonego- "pod prad" -pasa jezdni. Slalom powtorzylam kilka razy, a reszta kierowcow za mna...no coz, zesmy sobie pojezdzili.
Memento mori...
Mowimy Marie o chorobie babci i ze nie zapowiada sie aby wrocila do domu. Babcia umiera. Mala przyjmuje to dzielnie. Zadaje pytania i dziwi sie dlaczego babcia nie moze dozyc setki, istnieja przeciez stuletni staruszkowie.
Memento mori...
Zrodlo:http://www.swiatobrazu.pl/100-najwazniejszych-zdjec-swiata-kevin-carter-21029.html

Autorem zdjecia jest Kevin Carter. W 1993 roku Carter pojechal do Sudanu, aby fotografowac ofiary kleski glodu. Szukajac ulgi od widoku setek umierajacych ludzi, wybral sie w glab buszu, gdy nagle zauwazyl chudziutka dziewczynke , starajaca sie dotrzec do punktu , w ktorym rozdawano zywnosc. Gdy dziewczynka zatrzymala sie, aby odpoczac, Carter zaczal robic jej zdjecia. W tym momencie tuz obok dziecka wladowal tlusty sep. Nie chcac sploszyc ptaka, fotograf w bezruchu fotografowal scene i czekal przy umierajacej w sloncu kilkuletniej dziewczynce, by przycupniety obok niej sep wreszcze rozwinal skrzydla. Zdjecie zyskalo range symbolu konfliktu w Sudanie, przynislo autorowi Nagrode Pulitzera.
Rok po owym wydarzeniu Carter, nie mogac zniesc wspomnien i nekajacych go koszmarow, popelnil samobojstwo.

...Smierc przyczaila sie jak sep i czeka na zniwo.....