Nawet nie wiem jak zaczac, bo mam w srodku emocjonalny chaos.
Zaczne wiec normalnie... no wlasnie, ale co to jest to "NORMANIE, NORMALNY, NORMALNA...?" . To ma chyba zwiazek z jakas norma, ogolnie przyjetymi zasadami postepowania ... to co dla wiekszosci normalne, to jest owa norma i normalnosc.
Normalnie to jest tak, ze przezywam jeszcze zalobe po mamie. Udalo mi sie WYDUSIC za nia AZ jedna KROPLE LZY w swieta Wielkanocne. Nie rozpaczalam nad grobem nie dlatego, że mamy nie kocham. Pogrzeb byl traktrowany przeze mnie zadaniowo. Trzeba to bylo organizowac i na tym sie skupiac. Nie moglam wiec lac lez, bo nie mialam ku temu warunkow. Zadnego wspomagacza w postaci ciszy, wewnetrznej zadumy tylko akcja... refleksje nadeszly potem. Wspominam mame czesto. Nie zawsze te wspomnienia sa pozytywne, ale kiedys gdzies wyczytalam, ze to sa ponoc prawa zaloby.
W kazdym badz razie siedzi to we mnie i chyba dlawi. Nie wiem czy przechodze wszystko tak, jak powinnam przejsc, ale tez... ostatnio nie wiem czy nasz swiat jest taki, jaki byc powinien. Przerabiam tyle dziwnych refleksji, ze az mdli od nich... i czasami chwytam sie nadzieji jak ostatniej deski ratunku.
Moze po prostu mam taki moment w zyciu.
W zwiazku z zaloba wyrobilam sobie nastepujaca teoryje, ze ... kiedy bliski zmarly od nas odchodzi to jego energia, ktora tutaj jeszcze pozostaje - takie lawirowanie pomiedzy swiatami- wspomaga nas, nasze decyzje i plany. Nie wiem dlaczego ale niesamowicie sprawnie, jak na polskie warunki, ida nam formalnosci zwiazane z pozbywaniem sie rzeczy po mamie. Mysle sobie wlasnie, ze tuz po uroczystosciach pogrzebowych wykonalysmy kupe roboty zwiazanej z mama i urzedami. Nie ma zadnych dlugow, niedoplat, utrudnien.... siostra szybko ogarnela jej mieszkanie... ale im dluzej mamy przy nas nie ma ( moja teoria na zycie, ze energia sie wyczerpuje) tym pojawia sie coraz wiecej innych utrudnien. Chociazby spadek moich dobrych notowan w pracy. Nawet ostatnio mam takie mysli, ze tyramy, tyramy, tyramy... gonimy kroliczka a za to nalezec sie nam bedzie na koniec pudelko metr na dwa. Nie wazne czys ty krol, czy sprzataczka. Ze goly przyszedles na ten swiat i nagi z niego odejdziesz ( slowa w jednej z ksiag Pisma Sw.).
Co jednak zrobic? Tak zycie tutaj jest urzadzone i wpadamy za innymi w ow trans gonienia kroliczka. Ktos nas kiedys tego nauczyl i do tej pory nie potrafimy z transu sie wydostac dopoki emerytura, albo smierc nas z tego nie zwolni.
Znam co prawda takich zwolnionych juz za zycia. Wypadli z systemu. Siedza pod kosciolem lub na ulicach z wyciagnieta reka po datek... widzialam ich na ulicach NY. I Wy ich tez widzicie. Kiedys nawet slyszalam jak w niemieckiej telewizji pracownicy socjalni wspomagali tych spiacych na chodnikach i jeden z nich wyrazil sie, ze on do zadnej noclegowni nie da sie namowic. Nigdzie z nikim nie pojdzie, bo takiej wolnosci jakiej doswiadcza spiac w spiworku na swiezym powietrzu nigdy i u nikogo nie zaznal i nie widzial..
Pewnie, to sa jakies plusy. Minus zas jest taki, ze moga tak koczujacego spiacego latwo zadzgac. Okrasc z jego smieci. Zrobic mu krzywe. A zdrowia i zycia nikt nam nie zwroci.
Nie, choc gonienie kroliczka coraz bardziej mnie zniecheca i zniesmacza, to ulicznego stylu zycia tez sobie nie wyobrazam. Wychodzi na to, ze musze jednak gonic... Kazdy z nas pojecie wolnosci nosi w sobie i dla kazdego jest to cos innego. Jeden goni bo chce wolnosci finansowej, drugi nie goni bo chce wolnosci polegajacej na tym, ze nikt nie bedzie mu dyktowal kiedy ma wstawac bo budzik do roboty wzywa, klasc sie, myc zeby... wolnosci od systemu.
O co chodzi z tymi teoriami na zycie? Mowi sie np.: ze prawda zawsze zwycieza. Nie powiem necacy to przysmak dla kogos, kto w prawdzie zyc chce, ale ... powiedzmy sobie, ze kazdy owa prawde ma inna. Spor o prawde powstal juz w Nowym Testamencie podczas rozmowy Jezusa z Pilatem. Przyznam sie Wam, ze to jeden z cytatow Swietej Ksiegi nie dajacych mi wczesniej dlugo spokoju, dopoki jakos tego w sobie nie ogarnelam.
"Pilat zatem powiedzial do niego : " A wiec jestes krolem?" (Odpowiedzial Jezus) "Tak, jestem krolem. Ja sie na to narodzilem i na to przyszedlem na swiat, aby dac swiadectwo prawdzie. Kazdy, kto jest z prawdy, slucha mojego glosu." Rzekl do Niego Pilat: " Coz to jest prawda?" To powiedziawszy, wyszedl ponownie do Zydow i rzekl do nich : " Ja nie znajduje w nim zadnej winy."
Jan 18; 37-38
Prawda jest, ze Pilat nie widzial w Jezusie winy. Prawda dla pobratymcow Jezusa bylo to, ze wine w nim jednak widzieli. Chociazby stawianie sie na rowni z Bogiem. Dla nich Jezus byl najzwyklejszym czlowiekiem. A stawianie sie czlowieka na rowni z Bogiem zaslugiwalo w tamtej spolecznosci na ukaranie kamieniowaniem. I co z tym zrobic? Zetknely sie jakies dwa swiaty. Starly sie ze soba dwie prawdy?
Nie bede mowic chlopcu, ktory w robocie donosi, ze ... tak sie nie robi, ze to nie jest prawda, to, co on rozpowiada, bo albo celowo nie zrozumial przekazu danej informacji i celowo ja podkrecil dla wzmocnienia negatywnego wizerunku osoby, o ktorej gledzi, albo nie zdaje sobie sprawy z tego co klepie? Dla zasady nie powinien, ale ... tamten (przeciwnik) tez nie przestrzega zasad.
Co powiedziec? Cos w stylu: " Rybko nie rob tak, bo krzywidzsz te osobe, o ktorej rozsiewasz ploty?". Ow rozpowiadajacy ktos nosi inna prawde w sobie, ze ow obgadywany przez niego czlowiek zasluguje na to. Dorobil sie, bo kiedys o nim wpowiedzial sie niepochlebnie. Ot i taka prawda.
Razu ktoregos kolezance Wandzi powiedzialam, a chcialam ja przestraszyc, zeby nie mielila jezorem wraz z tlumem, bo powroci do niej to mielenie i bedzie bolalo. Wandzia na to, ze nie biore pod uwage, iz jej mielenie jest li tylko powrotem zla, na ktore obmielana osoba sobie zasluzyla. Czyli swieta Wandzia jest narzedziem w reku Opatrznosci i oddaje to, co ludziom sie slusznie nalezy.
Choc staram sie nie obgadywac i karma nie powinna do mnie powracac, to biore pod uwage fakt , ze bywam obgadywana.
Kolejna teoryjka, ze dobro zawsze zwycieza. Wiara w bajki, ze zlo zawsze przegrywa. Wierzacy beda mi mowic, ze tam w niebiosach jest wlasciwa odplata. A jak nie ma owej odplaty? Takie czekanie na odplate moze byc postrzegane w kategoriach zapieklosci: " No nareszcie dojechali cie bratku", w kategorii nieumiejetnosci przebaczania. Moze swiadczyc zle o tym, kto w dana doktryne swiecie wierzy.
Po lekturze "Dzeci nazistow" dochodze do wniosku, ze niekoniecznie zlo jest karane. Mengele nigdy nie odpowiedzial za popelnione zbrodnie. Dobrze sie skryl i dozyl pelni lat w spokoju i dostatku zaszyty gdzies w Ameryce Poludniowej.
Jak powiedziec komus: " Nie idz po trupach do zwyciestwa", skoro zycie pokazuje, ze niekoniecznie uczciwa praca ludzie sie bogaca ? Jak powiedziec komus, ze dany czlowiek jest pracowity, kiedy za moment pojawi sie ilus niekoniecznie wiarygodnych swiadkow, ktorzy beda klepac, ze absolutnie to nie prawda, bo widzieli jak szedl iles razy podczs roboty do toalety i ... ktorys z tych razow to bylo stanowczo za wiele- i najprawdopodobniej migal sie ow ktos w robocie, z tego wiec wniosek, ze nie jest pracowity.
Jak powiedziec komus : " Nie dojezdzaj dziewczyny, bo czyz nie widzisz, ze ma tendencje do chlastania siebie?", a reszta "specjalistow"nieukow powie, ze to wina jej rodziny. Moze i tak byc, ale niekoniecznie taka jest prawda o danej osobie.
Czekanie zas na Boza odplate, nieublagany sad... kojarzy mi sie z pewna zapiekloscia, a moze pragnieniem sprawiedliwosci? Pragnienie sprawiedliwosci-. to akurat dobrze swiadczy o osobie zlaknionej, oby nie bylo w tym jednak owej drobiny zapieklosci.
Wszyscy wierzacy - powinniscie wziasc pod rozwage, ze koncepcja nieba "waszego" nieba, to moze byc tylko pewna hipoteza . Ja biore taka mozliwosc pod uwage. W koncu to jest wiara, a wiec nic pewnego.