Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosciol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosciol. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2023

Koleżanka poprosiła to napisałam i jej przesłałam oraz na blogu wkleiłam.

 „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.” (Dzieje Apostolskie 4,31)



Córka moja, 16 latka, przyjmowała niedawno Sakrament Bierzmowania. Jak już wspomniałam, niełatwo jest wychować współcześnie dziecko w wierze. Nie tylko dlatego, że obecna młodzież opiera się w większym stopniu na wiedzy. Cierpi na brak autorytetów, ale też ze względu na panujący obecnie kult młodości, w którym starsi niewiele mogą owym młodym zaproponować. Tak sie przynajmniej im wydaje. W dyskusjach nie wiek współrozmówcy gra pierwszą rolę i świadczy o jego mądrości, ale jakość użytych argumentów jest dla młodych przekonywującą siłą. Na dodatek wśród nastolatków to grupa rówieśnicza i jej zdanie staje się ważniejsze niż to, co powie rodzic. Dlatego ważnym jest aby nasze dzieci trafiały na mądre rówieśnicze środowisko.

Od 14 roku życia nie można w Niemczech przymusić dziecka do uczestniczenia w religijnych rytuałach. To ono samo decyduje czy chce pójść do kościoła na Msze, wziąść udział chociażby w pogrzebie członka rodziny. Samo decyduje czy przyjmie Sakrament Bierzmowania... Oczywiście tyczy się to nie tylko religii katolickiej ale jakiejkolwiek istniejącej. Tak samo nastolatka wychowywana w rodzinie islamskiej na prawo niezgodzić się na założenie hidżabu, a jeżeli ktokolwiek z rodziny będzie na nią naciskał, może taką sprawę zgłosić w odpowiednim urzędzie. Dzieci pouczane są na temat swoich praw na lekcji polityki. Nauczyciel jest zobowiązany przekazać im odpowiednią wiedzę. Proszę nie myślcie sobie, że w takim układzie w tutejszych rodzinach panuje jeden wielki donos. Nie jest aż tak źle, ale prawdą jest też to, że wielu rodziców nie nalega. Nie chcą łamać prawa i nie przymusza. W końcu w Niemczech uczy się obywateli przestrzegania regulacji. 

Nie naciskałam, choć bardzo mi zależało aby moja nastolatka została ochrzczona w Duchu Św. Ona zaś po otrzymaniu zaproszenia z parafii mającego przygotować ją na to wydarzenie orzekła, że zapyta koleżanek. Jeżeli nie będzie miała z kim na spotkania chodzić to też nie weźmie w nich udziału. Wszystko zawisło więc na zdaniu bliskich jej sercu rówieśnic. 

Do bierzmowania przekonała moją córkę koleżanka z dość pogmatwaną domową sytuacją, kiedy chodzi o sprawy wiary. Ojciec katolik pozostawił żonę i córkę dawno temu i zaniechał kontaktu. Mama ewangeliczka żyła od lat w drugim związku. Dziewczynka miewała od czasu do czasu kontakt z babcią- matką swojego ojca. Całkiem możliwe, że to ona wymodliła wnuczce bierzmowanie. 

- Skoro E. idzie to i ja pójdę. We dwie będzie nam raźniej.- Stwierdziła moja córka. 

Przygotowania trwały rok. Ogólnie było to jakieś 6-7 spotkań. 

Świadkiem na bierzmowaniu u mojej córki był syn mojej siostry. To nie ważne, że mężczyzna. Ważne aby był bierzmowany. W przypadku świadka wystarczyła jego deklaracja, że sakrament takowy przyjął. Nie trzeba było zwozić kwitów. Dzieci nie wybierały sobie imion. Biskup pytał o ich własne imię i takim się do nich zwracał wypowiadając regułę namaszczenia. 

Myślę, że owe zrezygnowanie z nadawania sobie kolejnego imienia podczas bierzmowania może wiązać się z tym, że młodzież tak czy siak nie wybrałaby sobie imion świętych tylko takie jakie by się im podobały. A w kraju, w którym niemieckie dziecko jest chrzczone jako Sasza, dziewczynka jako Tanja, Tanja to swego czasu było dość popularne imię dla dziewczynek w Niemczech, trudno jest uzmysławiać jakie imiona nosili święci. 

Syn moich niemieckich sąsiadów nosi imię Janek. Trudno by było komuś, kto chciałby takie imię przybrać na bierzmowaniu, wyjaśnić, że świętego Janka nie było. Jeżeli już to Jan, albo z niemieckiego Johannes. 

Tak. Dla Niemców imię Janek i Jan to dwa odrębne imiona. Tak samo jest z Anną, którą my zdrobniany na Ania lub stwardniamy na Anka. U nich są to trzy ròżne imiona: Anna, Anka i Anja. Przekonaj  teraz bierzmowanego, że imienia Anja nie powinien sobie nadawać, a jeżeli już to Anna. A jeżeli wpadnie na pomysł nazwania siebie Fatimą. No to jak to tak? Od nazwy świętego miejsca, czy imienia z islamskim rodowodem?



czwartek, 2 listopada 2023

Przyszłość.

 Przyszłość jest przewidywalna i dla każdego ta sama. Drewniana skrzynka i dół. 

Wiem, że dopóki żyjemy układamy sobie plan przynajmniej na jakiś bliżej określony czas. Wiemy mniej więcej jak będzie wyglądać nasze jutro, pojutrze i popojutrze...

Potem? Zależny jakie potem. Takie za dwa lata- no coż każdy coś tam kombinuje. Czegoś by chciał. 

Byłam dzisiaj na pogrzebie. Wczoraj święto zmarłych. Dzisiaj pogrzeb.

 Chodził sobie człowiek i .... nagle się zmył. Szybko się zmył. Trwało to może dwie minuty(?).  Z pewnością nie planował tego wydarzenia. Za młody chyba był na tego typu planowanie. Tzn nie aż tak młody aby sobie te sprawy olać, ale też nie aż tak stary aby się nadchodzącą minutą zadręczać.   

Moja mama dążyła do przegadania  z nami własnego pogrzebu. Chciała pozostawić wytyczne: jaka trumna, jaka firma pogrzebowa powinna ją pochować, jak zorganizować stypę...

Wiecie już jak powinien wyglądać ów Wasz wiekopomny  dzień? 

Zajrzałam jeszcze raz ( wczoraj przecież byłam) do teściów. 

I stwierdziłam, że chyba mieli farta. Mają wspólny grob. 

Bo od jakiegoś czasu chowa się ludzi na naszym cmentarzu tak:



Z jednej strony słupka znajdują się jeszcze wolne miejsca na kolejne nazwiska. Wokół słupka są wkopane urny.  

Prawdopodobnie to najtańsza forma pochówku. Tradycyjny pogrzeb kosztuje sporo. Są też  na naszym cmentarzu ściany na urny. To jest droższe. 

No cóż wychodzi na to, że tego typu pochówki to nasza przyszłość. I nie ma co wierzgać i tupać nóżkami, że " Nie zgadzam się! Nie, nie, nieeeee, never...!"

niedziela, 28 maja 2023

O co chodzi?

 Za moment na polskiej ziemii dojdzie do kolejnych wyborow. Jak zreszta co jakis czas. Nic w tym wyjatkowego. Nie raz przezywalismy owe polityczne chwile. Jak wybrac aby bylo dobrze, bo dotychczas te wybory pokazuja, ze co /kogo bysmy nie wybrali, dobrze wcale nie jest. Nic sie nie polepsza a tylko sie spieprza. Komuna byla spieprzeniem , a od czasu jej upadku to tylko lawina postepujacych po sobie mniejszych lub wiekszych wyborczych tragedii. Takie przynajmniej odnosze wrazenie czytajac polskie blogi. Polacy nie pisza o tym co dobrego dzieje sie na ich scenie politycznej, a pisza tylko jak to nie znosza jednych albo drugich, dokuczajac sobie tym niemozebnie, klocac sie i plujac na siebie. 

Mam dziwne wrazenie, ze ci mieszkajacy w kraju nie potrafia spojrzec na siebie z pewnej perspektywy, a nie potrafia bo siedza we wlasnych grajdolach, nie umiejac wysciubic nosa poza obreb lokalnych spolecznosci piejacych pod ich muzyke, lub dla odmiany pod przeciwna i wedlug nich falszujac okrutnie. Czasami dzieci, ktore wybyly na zachod wpadna, zadzwonia i dadza powiew nowosci , innego stylu zycia. Czasami  nasi rodacy tam zawitaja bo dzieci zaprosily i na podstawie malutkich obserwacji tworzy sie obraz calosci zycia gdzie indziej. Tam gdzie trawa jest zielensza, a ludzie szczesliwsi. Choc wcale tak byc nie musi. Czasami nie  zauwaza sie podczas owych pobytow owej zielenszej trawy ( moja mama tak patrzyla, ona gdzie indziej-poza Polska -zyc by nie mogla i nie chciala). Czasami jest ta zielen  wlasnie brzydsza a trawniki nie przyciete tak, jak w kraju rodzinnym. No ale coz nie robi sie dla chleba... niech te dzieciaki znosza owe brzydoty, aby tylko byt ( ekonomia) byl zapewniony. 


Powiadaja jednak, ze nie samym chlebem czlowiek zyje. Choc pan z powyzszego teledysku spiewa, ze nie potrzeba  mu nic wiecej, jak do pracy rece dwie... i jest to , wedlug mnie, prawdziwe stwierdzenie. Potem, kiedy juz zaspokoi sie podstawowe potrzeby ( chleb najlepiej z okladem, silka, niezly woz, super laska u boku...) zacznaja pojawiac sie potrzeby troche inne. Bardziej wysublimowane i drazaco- drazniace. Gdyby wykonawcy bylo faktycznie dobrze z danym fudamentem zycia, to na co pisac teksty, spiewac, realizowac sie w jego przypadku artystycznie? Cos mu widocznie wiecej w duszy gra . Niewatpliwie jednak podstawa jest najwazniejsza i to z jej powodu, z powodu niemoznosci zaspokojenia finasowych aspiracji, ktore nie musza byc specjalnie wygorowane, mlodzi, lub ten kto moze, wybywaja z kraju. 

To nie jest zdrowa sytuacja. Kazdy moralny, dbajacy o obywatela rzad powinien mu podstawy zapewnic. Czy polskie rzady zapewniaja to wlasnym obywatelom? Nie. Zaden z nich nie zapewnial i nie zapewnia. Mlodzi jak nawiewali, tak nawiewaja nadal. Zadna fala migracyjna nie zostala od lat zastopowana. Pozbawiamy sie bardzo wartosciowych fachowcow czy tez ludzi wyksztalconych, myslacych, bo kazdy chce miec najpierw pelna miche. Czy to pracownik fabryki, czy doktor filozofii na uniwersytecie. Ci drudzy maja gorzej... nie moga ot tak wyjechac i wlasna swiatla mysla wspierac rozwoju innych panstw. Myslicieli na swiecie nie potrzeba az tak wielu. Poza tym pracuja oni w okreslonym srodowisku kulturowym, bazujac na znanym im  kodzie srodowiskowym. Sa cenni dla swojego obszaru kulturowo-obyczajowego bedac przy okazji bezuzytecznymi dla innych. Mieli ci oni lepsze perspektywy wyjazdu w czasach komuny jako ci niezrozumiani przez wladze, jako jej wrogowie, ale teraz kiedy mowic mozna wszystko co sie zywnie podoba, pisac wszystko co sie chce, tego typu ucieczki z kraju stracily racje bytu. Teraz emigruje sie z powodow ekonomicznych, aby ulzyc sobie w zwiazku z byciem finasowym niewolnikiem. Idzie sie tam, gdzie to niewolnictwo bywa lzejsze do zniesienia. 

Czy istnieje w Polsce jakas opcja polityczna, ktora zadbalaby o te sfere ludzkiego zycia? Ktos mi powie, ze przeciez obecnie rzadzacy stawiaja na chleb dla ludu. Moze i tak to w mediach wyglada, ale wiadomo, ze tak przeciez nie jest. Nie wszyscy sa zadowoleni z tych datkow rzucanych w tlum. Oni nie chca zaspokoic sie datkami. Maja zdolne do pracy rece dwie i jakos nie moga dorobic sie z tych rzucanych ( szczegolnie przed wyborami) ochlapow: wlasnego dachu nad glowa, jakiegos porzadnego pojazdu w garazu, i wakacji co rok za granica.... 

Boli mnie, kiedy grupka blogerow , zaslepiona wyborczymi walkami stajac sie przy okazji orezem jednej ze stron, broni swoich racji bo... ich duma zostala urazona, honor ponizony, bo jeden ze swietych zostal dotkniety. Jezeli to jest ta Polska - duma, honor i swieci;  i tym chca nakarmic kolejne pokolenia to calkiem mozliwe , ze dojedziemy do poziomu Polnocnej Korei. No bo po co pelen zoladek, skoro byli swieci, ktorzy zyli tylko Komunia Sw. ? Absolutnie nie neguje takich przypadkow i solennie w nie wierze, nie wyszycy jednak potrafia zyc na modle wielkich swietych. Nie kazdy chce zyc ciezko orajac i przy okazji nic z tego nie miec. Przymierac glodem na przednowku, a dzieki temu przypodobac sie Bogu i dorobic sie miana meczennika. Nalozyc korone meczenska w niebie, nobilitujaca go posrod innych ktorzy tam sie dostali. 

Mysle, ze nie tedy droga. 

Ale co ja moge wiedziec. W koncu od 19 lat zyje gdzie indziej i patrze juz na to wszystko z innego  punktu siedzenia. Polskie realia moga byc dla mnie niezrozumiale. 


środa, 20 lipca 2022

Skandali ciag dalszy (?)

 Takich z gruntu mojej lokalnosci. 

Do kosciola chodze rzadko ze wzgledu na zmiany  w pracy. Jakby ktos z Was nie wiedzial , zdarza mi sie pracowac w niedziele. Stop inaczej - zdarza mi sie jedna niedziele w miesiacu miec wolna. To brzmi prawdziwiej. Nie znam nowego- starego w sumie juz- proboszcza. Jest u nas od 5 lat. Nigdy go na oczy nie widzialam, bo nie mialam przyjemnosci do lokalnego kosciola wdepnac. W tygodniu Msze Sw. sa rozstrzelane. Raz w piatek, raz w czwartek, raz wcale... nie polapiesz sie, a do kosciola - choc w sumie niedaleko mam- nie zachodze i gazetki z wypisem jak to koscielne uroczystosci na dany tydzien sie zapowiadaja nie biore. Rozrozniam, juz sie nauczylam, koscielne dzwony. Wiem, ktory dzwoni z informacja, ze zmarl parafianin. Z reguly pietnascie minut przed dwunasta odzywa sie dzwon zalobny. Dzwoni jakies 10 minut.... potem przerwa i o dwunastej w poludnie, odzywa sie dzwon na Aniol Panski. 

Kiedy chce... kiedy dusza zaczyna potrzebowac, wsiadam w samochod i jade 13 km dalej. Do klasztoru Benedyktynow. Oni  odprawiaja codziennie Msze Sw. wieczorna wraz z kompleta. 

Cudnie choraly gregorianskie im wychodza. Mozna zasiasc i odjechac..... wyciszyc sie ile wlezie. Duchowego SPA zaznac. 

Niestety choral nie z kosciola, do ktorego zajezdzam. Nic w necie nie znalazlam, a szkoda. 
 

Ta muzyka w zalozeniach ma wyciszac. Uspokajac... wzniesc ... a pewne sprawy powinny przy niej opasc i pozostac na ziemskim padole. Chociazby seksualne dreczenia. Kiedys slyszalam taka teoryje, ze muza ta oparta jest na dzwiekach , ktore w zalozeniu maja wyciszyc sfere seksualna. Czyli panowie i panie majacy w planach pograsowac dzisiejszej nocki.... nie sluchajcie tego. 

W opowiesci mojej zmierzam do punktu, ze nie jestem przywiazana do miejscowego kosciola. Nie znam za bardzo ludzi... nie wiem jak dzialaja , wszak spolecznctwo jest u Niemcow wyznacznikiem pewnego rodzaju swietosci. Nie mozna tylko kleczec . Modlic sie. Prowadzic pustelnicze zycie. Czlowiek musisz pokazac sie w dzialaniu na rzecz lokalnej spolecznosci. 

 Tutejszy  kosciol mnie nie trzyma i to stanowilo zgryzote  rodzinnej starszyzny: " Tam dom wasz, gdzie kosciol wasz!"- Suchalismy. 

No niestety , nie udalo sie nas przywiazac. 

Ocknelam sie niedawno, ze przeciez Mloda, w mysl zamyslu zwiazanego z jej wiekiem, powinna chyba w tym roku bierzmowanie zaliczyc, ale ze nic nie zglaszala to jakos  i to umknelo nam w potoku codziennych zajec. A moze Ona nas po prostu kolowala? Nie chce to i nie opowiada co na religii sie dzieje. Musze sprawie sie przyjrzec. 



Ostatnio siedzac na przerwie w pracy przeczytalam w komorce wiadomosc z lokalnej gazety o odwolaniu z parafii nieopodal; ksiedza, ktory na stolku danej gminy zasiadal od 12 lat. Skoro odwolali- kosciol , tzn. biskup miejsca sie wypowiedzial, pokazali twarz kaplana w lokalnej gazecie i ujawnili jego dane ... to znaczy , ze sprawa jest gruba. 

Tak po polsku od razu mi sie nasunelo: " Chyba cos w temacie seksu", bo Polacy tylko takie skandale  uznaja... inne lagodniej przechodza. Nie emocjonuja sie az tak. 

Od nitki do klebka okazalo sie, ze duszpasterz mial  problemy na tle behawioralnym-  czyli zaburzenia w zachowaniu. Poczytalam dalej...  no tak... behawioralne - podlegaja temu  uzaleznienia typu hazard, komorka .... 

"Moze dlugow narobil w kasynach?"- przeszlo mi przez mysl.  Dlugi to jest skadnal na miare zachodnich spolecznosci. Nie toleruja krzywdzenia dzieci, nieuczciwosci finansowej.... natomiast sprawy lozkowe- hm.... jezeli rzecz dzieje sie pomiedzy dwojka doroslych ludzi , nie wnikaja. Niech to rozsadzaja odpowiednie instytucje, zas opinia publiczna sie nie miesza. Co nie znaczy, iz nie brak takich, ktorzy z przekasem wyraza wlasne zdanie. 

Glebiej jeszcze sprawe sledzac doszlam do informacji, ze bylo cos nie tak z traktowaniem grupy kaplanow z Indii i jakiegos innego azjatyckiego kraju.... no coz- to tez jest zachowaniem nie przystajacym stanowi kaplanskiemu. 

Linkow nie podam, wybaczcie... 


Dzisiaj sennie pod wzgledem muzycznym... czasami i tak musi byc. 


poniedziałek, 12 lipca 2021

Pionier.

 Czytam, ... mam czas to czytam... no co? Kto bogatemu ( w czas) zabroni? Czytam "Zrozumiec Polske szlachecka" Sebastiana Adamkiewicza. Jestem z tych, ktorzy uwazaja, ze aby dobrze poznac mentalnsc danych ludzi nalezy wejsc w ich historie. Najlepiej ta tyczaca sie codziennosci zycia dawniej i probowac dogrzebac sie najglebiej jak sie da. 

Mozemy uwazac, ze polska mentalnosc znamy, wszak z niej sie wywodzimy, i nie musimy niczego w danym temacie dociekac- nic bardziej mylnego. Co innego jest urodzic sie w danej mentalnosc, a co innego umiec spojrzec na nia z boku i na dodatek zrozumiec dlaczego tacy jestesmy.  Do tego jednak  znajomosc historii jest niezbedna. 

Pamietacie posla Sicinskiego? Uczylam sie o nim w komunistycznej podstawowce, choc ... w sumie co  komunizm ma z tym wspolnego? Chyba to, ze komunisci nie znosili wszystkiego co dzialo sie wczesniej. Chcieli, jako zwyciezcy,  napisac historie od nowa. Stworzyc wlasna narracje. Wytlumaczyc ludziom na wlasne kopyto, to co dzialo sie drzewiej. Sluchajac pewnych ludzi, wydaje mi sie, ze komuna zrobila im olbrzymia krzywde i kiedy chodzi o propagande namieszala w glowach nieprzecietnie. Mamy potem zwroty wytrychy w postaci: "kultura judaistyczno - chrzescijanska" oczywiscie w pojeciu , ze to bleeee, "ciemnogrod chrzescijanski", "zascianek".... 

Wracajac do posla upickiego z ziemii trockiej. Sicinski w dziejach zaistnial jako zdrajca. Przerwal sejm , krzyczac:  "Nie pozwalam na prolongate". Opuscil sale obrad. Ponoc obrady przedluzaly sie niemilosiernie i  niezgodnie z owczesnym  prawem. Podpuszczony, czy tez zmeczony niekonczacymi sie dyskusjami krzyknal to, co krzyknal i pozamiatal sobie na dobre. Od niego , oficjalnie, zaczal sie upadek Rzeczypospolitej. 


W tamtych czasach: 

"Inne tez bylo rozumienie demokracji. Nie pojmowano jej jako rzadow wiekszosci, gdyz te interpretowano jako dazenie do absolutyzmu. Przypominano wszak, ze krol- dzieki swoim prerogatywom rozdawniczym- moze latwo zbudowac wiekszosc, ktora zagrozi wolnosci. Odnoszac sie do tradycji chrzescijanskich ( pogrubienie moje) uznawano, ze demokracja polega na wspolnej zgodzie obywateli i uwzglednianiu zdania mniejszosci . (...) Do 1652 roku do protestow pojedynczych poslow nie dochodzilo. Nie oznacza to, ze kazdy sejm konczyl sie podjeciem konkretnych decyzji. Sejmy nie dochodzily do skutku juz w czasach Zygmunta Augusta, lecz dzialo sie to wtedy na podstawie decyzji wiekszej grupy poslow. Byla tez tradycja ( kultywowana dzis m.in w czasie konklawe), ze jesli liczba protestujacych byla mala, to zazwyczaj podporzadkowywali sie oni zdaniu wiekszosci. (...)  Dlaczego wiec w 1652 roku sejm zerwalo veto jednego posla? Po pierwsze tak, jak wspominalem bylo to w interesie nie tylko Sicinskiego, ale wszystkich zebranych. Byc moze, gdyby te interesy byly sprzeczne, mowilibysmy dzis o zabawnym epizodzie w historii sejmu, a nie o tragedii. (...) Coraz wazniejsza byla polaryzacja sceny politycznej. O ile jeszcze w XVI wieku izba poselska byla  przedstawicielstwem okreslonej grupy spolecznej, o tyle w wieku XVII miotaly nia interesy poszczegolnych moznowladcow i stronnictw. (...) Nie jest pozbawiona racji opinia historykow, ktorzy wskazuja na problem , jakim bylo zapisane w artykulach henrykowskich ograniczenie czasu trwania sejmow ordynaryjnych do szesciu tygodni. Wczesniej sejmy trwaly miesiacami , co uniemozliwialo ucieranie kompromisow. Ze wzgledu na ogrom problemow , jakie poruszano na sejmie, ograniczony czas obrad czesto uniemozliwial dochodzenie do jednomyslnosci. (...) Niezaleznie od przyczyn i legalnosci postepowania Sicinskiego stwierdzic nalezy, ze jego czyn byl smutnym precedensem, ktory pozwolil na utrwalenie w tradycji politycznej zrywania sejmu przez pojedyncza osobe. "

Sie chlopu trafilo! Pionier. Popularny sie stal. Jak to trzeba uwazac co sie klepie. Co sie krzyczy i gdzie sie krzyczy. Jedno "ups!" i mozna byc zalatwionym na cacy. Choc obecnie, przy istneniu tylu platform spolecznosciowych, w dobie lajkow wielu chcialoby, byc moze, takiej popularnosci jaka zablysnal dany polityk? Dzisiaj nie wazne jak sie o kims mowi, wazne, ze sie o nim w ogole mowi. 

A mnie znowuz zastanowila ta tradycja chrzescjanska w wydaniu przodkow. Milo jest przeczytac, ze w zwiazku z chrzescijanska tradycja uwzgledniano zdanie mniejszosci, bo sa tacy, ktorzy namietnie dbaja o to aby tradycja chrzescijanska kojarzyla sie nam ze wstydem, ciemnota, brakiem politycznej kultury.  Chrzescijanie tez maja rozne mentalnosci, w zaleznosci od spolecznosci w jakiej sie wychowywali. Chrzescijanie roznia sie miedzy soba. Inny bedzie wyznawca Jezusa  wychowany na podlozu kultury islamskiej, a inny ten wychowany w kultrurze wschodnioeuropejskiej, czy zachodnioeuropejskiej. 

Lubie ten kosciol. 



W kosciele na Mszy nie bylam, w zwiazku z pandemia, chyba wieki, ale czasami bez okazji zajezdzam do tej swiatyni. Ladna jest, przytulna. Nie obwieszona wotami tak, jak polska Czestochowa, pomimo tego, ze jest uznana za miejsce okolicznych pielgrzymek. Podoba mi sie w niej to, ze dekoracja jest gra swiatel. Na srodku wisi krzyz- czesty wstroj katolickich przybytkow na terenie , w ktorym mieszkam- zas swiatlo powoduje, iz widze dwa dodatkowe krzyze. Po lewej i po prawej stronie Jezusa. Dwoch dodatkowych skazancow. W Niemczech jest prosto, bez przepychu, no ale oni mieli pioniera Lutra, ktory kosciolem troche potrzasnal i powytykal mu miedzy innymi zycie ponad stan.  

wtorek, 11 maja 2021

Katolicyzm katolicyzmowi nierowny.

 Z katolicyzmem bywa tak, ze jego wyznawcom wydaje sie, iz jest on jednolity na calym swiecie. Tak chyba powinno byc, ale... niestety roznimy sie bardzo. Z katolicyzmem jest tak samo, jak z islamem i jak z kazda inna religia. Inny jest islam w Turcji, inny w Arabii Saudyjskiej jeszcze inny w Afryce. Jedna religia. Jeden Mahomet ( zalozyciel), ale w kazdym z krajow podleglym danej religii islam przybiera inne oblicze.  

Podobnie sprawa sie ma z katolicyzmem. 

Kiedy przyjechalam do Niemiec wydawalo mi sie, na samym poczatku, ze moj maz i ja nalezymy do roznych kosciolow. Czas kiedy wyjezdzalam z Polski to byl zmierzch krytyki ( debaty toczacej sie w naszym kraju) przyjmowania  Komunii na reke. W Niemczech 90% wiernych wyciaga reke po Hostie . Przyjmowanie Oplatka do ust praktykuja osoby chore, niesprawne, ktore nie moga posluzyc sie rekoma. I nie przecze, bywaja tacy, ktorzy  z przyzwyczajenia lub konserwatywnych zapatrywan nie wyobrazaja sobie innego przyjmowania Komunikantu jak ten tradycyjny. Tesciowa opowiadala, ze kiedy  ow pomysl w  kosciele zaswital- papiez zezwolil- tutejszy proboszcz byl przeciwny nowej modzie . Zapowiedzial, ze swoim parafianom niczego w nowomodny sposob podawal nie bedzie. Wowczas parafianie ostrzegli,  ze do kosciola nie przyjda. Pasterz ustapil. 

Praktyka spowiedzi. 

Powiem szczerze, ze tam gdzie ja chadzam nie widze takiej spowiedzi jak w Polsce. Nie ma kleczenia w konfesjonale.  Ponoc, jezeli ktos znajduje sie  w potrzebie, moze zadzwonic i umowic sie na spotkanie.  Standardowym zas obrazkiem sa konfesjonaly zarastajace pajeczyna. Spowiednik siedzacy i czekajacy przed Msza Sw na pokutnika to tylko w Polskiej Misji Katolickiej. Moja tesciowa u spowiedzi byla prawdopodobnie raz w zyciu. Zmarla w wieku 89 lat. Chodzic do obcego czlowieka i opowiadac mu o wlasnych slabosciach, albo przewinieniach? Nie do pomyslenia:) 

W Polsce ksiazki o Harrym Potterze sa palone na stosie przed parafia, w Niemczech sprzedawane w parafialnej ksiegarnii. 

Nie o tym jednak chcialam. 

Na zachodzie w katolickim kosciele , nie wiem dokladnie od kiedy, praktykuje sie blogoslawienstwo par jednoplciowych. Nie jest to rownorzedne z sakramentem malzenstwa, tego akurat tlumaczyc nie trzeba, ale jest znakiem uczynienia kroku ku parom gejow i lesbijek. 

Na Watykanie zawrzalo, konkretnie zawrzalo w marcu , w kregach Kongregacji Nauki i Wiary i powiedziano "nie" owym praktykom. 

Jak uzasadniono owe stanowisko?  (Tutaj) Jak to na Watykanie: " Kochamy Was, ale jednak lepiej by bylo, gdyby Waszego stylu zycia nie blogoslawiono". Jakie jeszcze slogany mozna w to wmontowac (?)

 -  "Nie lekajcie sie Bog jest Miloscia!" , 

-" "Nie" dla blogoslawienstwa zwiazku, nie oznacza "nie" dla osoby" ? 

Z tym ostatnim moze nawet moglabym sie zgodzila, bo kosciol w sumie nie mowi "nie" dla blogoslawienstw poszczegolnych homoseksualistow, ale ... no wlasnie musi byc jakies "ale",  objeci nim powinni byc  homoseksualisci ( lesbijki) bierni. Czyli osoba LGBTQ, idaca droga wstrzemiezliwosci seksualnej, moze byc obdarzona takim dobrodziejstwem. 

Kosciol niemiecki postrzegany jest jako katolicka awangarda. Uznawany jest za kosciol silny, tzn. idacy jednym frontem, choc i tu zdarzaja sie patriarchowie wylamuajcy sie z szeregu. Liczne katolickie stowarzyszenia i ponad 280 profesorow teologii ( Zeit Online mowi o ponad 280 )  z krajow niemieckojezycznych protestowalo przeciwko watykanskiemu stanowisku. 

  W ostatnia niedziele w okolo 100 niemieckich parafiach odbyly sie nabozenstwa , ktorym przyswiecalo motto:  " Milosc zwyciezy". Podczas nabozenstw mialo miejsce blogoslawienstwo par bez znaczenia czy sa to pary gejowskie, lesbijskie, czy hetero. 

Zakaz blogoslawienstw popiera konserwatywny kardynal z Kolonii i zapowiedzial rozmowy z ksiezmi, ktorzy owego zakazu nie przestrzegaja. Komitet Katolicki w Köln byl zdziwiony taka postawa konserwatywnego hierarchy szczegolnie po tym, jak usprawiedliwial on awans pewnego kaplana wmotanego w seks z 17 letnia prostytutka. 

Ksiadz Urlich Hinzen, ktory odprawial takie nabozenstwo w kolonskiej parafii Zmartwychwstania Chrystusa, powiedzial, ze oczekuje reakcji ze strony zwierzchnika i ze zmierzy sie z tym. Nie boi sie rozmowy i nie obawia sie sankcji. Uwaza, iz "seksualnosc jest cennym darem roznorodnosci Bozego dziela".  Mowi: "Nasz kosciol powinien zapytac siebie krytycznie (spojrzec na siebie krytycznie), czy sztywna koscielna moralnosc seksualna nie przyczynila sie rowniez do niedojrzalosci seksualnej niektorych ksiezy wykorzystujacych dzieci i mlodziez". Moralnosc seksualna podlega zmianom zwiazanym z przeobrazeniami zycia , z uplywem czasu i Kosciol tych zmian nie moze po prostu uniknac.

Za : https://www.wz.de/politik/inland/akt-des-ungehorsams-priester-segnen-homosexuelle-paare_aid-58027623


niedziela, 27 grudnia 2020

Objawienia.


Podoba mi sie ta piosenka. Jest wykonywana przez wielu artystow i za kazdym razem milo mi sie jej slucha. Kazde wykonanie jest, wedlug mnie, super. 

Gietrzwald lezy niedaleko miejscowosci, z ktorej sie w Polsce wywodze. Jakies 17 km od mojego dawnego miejsca  zamieszkania i 20 km od Olsztyna. W dziecinstwie o Gietrzwaldzie nie slyszalam, a jezeli nawet ktos cos, to nic mi w pamieci z tego nie pozostalo. Rodzice nas tam nie wozili, pomimo dobrego  polaczenia autobusowego i pomimo tego, ze mieli prywatny samochod. U mnie w domu rodzinnym sie nie wierzylo. Rodzice byli letni. Z kosciolem mieli tyle wspolnego, co doprowadzenie dzieci do podstawowych sakramentow.  Sami do kosciola chadzali slabo i slabo korzystali z ofiarowywanych tam "uslug". 
Miejsce dawnych objawien odkrylam bedac tuz przed trzydziestka. Zajezdzalam tam dosc czesto, zbaczajac z drogi powrotnej z Olsztyna. W sumie to nawet nie zbaczajac, ale wysiadajac, po drodze, z autobusu.  Pobylam w sanktuarium chwile , po czym zabieralam sie kolejnym transportem PKS do domu. 

Dwa lata temu zakupilam w gietrzwaldzkiej przykoscielnej ksiegarni : "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie. Przedruk wydania z 1883 roku" Warminskie Wydawnictwo Diecezjalne Olsztyn 2012. 
Zainteresowala mnie owa pozycja. Podczas lektury budzily sie we mnie rozmaite mysli i uczucia. Zaznacze moze, ze owe mysli i uczucia niekoniecznie byly pozytywne, choc nie zaprzecze, iz pozytywow tez doznalam. 
Wierzenie w objawienia, przekazy swietych, nie jest warunkiem koniecznym do zbawienia. Ma tylko wspomoc wiare, ale jezeli potraktujemy je lekko, jako cos malo znaczacego; nie czekaja nas z tego powodu piekielne ognie. Oczywiscie sprawa tyczy sie tylko wierzacych, niewierzacym i tak to zwisa. 

Mieszkajac przez cale zycia blisko jedynego miejsca w Polsce, ktorego objawienia zostaly uznane przez Watykan, warto bylo zapoznac sie z jego historia  i z tym, co tam sie wydarzylo. Matka Boska nawiedzala kosciol, dokladnie mowiac - klon przy kosciele- okolo 3 miesiecy. Od 27 czerwca 1877, do wrzesnia tego samego roku.
Trzynastoletnia Justyna Szafrynska po egzaminie przygotowujacym do pierwszej Komunii Sw.  wracala z rodzicielka, okolo 21.00 do domu. Zrobily jeszcze zakupy w Gietrzwaldzie i odwiedzily brata matki. Udawaly sie do pobliskiej wioski, w ktorej mieszkaly,  zwanej Nowymlyn. Przy kosciele rozlegl sie akurat dzwon wzywajacy na Aniol Panski ( drzewiej Aniol Panski byl odmawiany trzy razy w ciagu dnia: rano , w poludnie i na wieczor). Matka idac poczela odmawiac pacierz , Justyna zas zwrociwszy twarz  ku kosciolowi rzekla: "Poczekajcie, matko, az zobacze, co to jest to biale tam na drzewie i gdzie sie podzieje." Zniecierpliwiona matka ponaglala corke, chciala ja jeszcze raz wezwac, ze czas ruszac gdy doszedl do nich, wracajacy ze spaceru, proboszcz parafii ks. Weichsel.   Chcial zagadac, zapytac dziecko, czy jest zadowolone ze zdanego egzaminu, ale dziewczynke niewiele interesowaly slowa ksiedza. Dowiedziawszy sie od rozdraznionej matki ze  Justyna: "nie chce ruszyc sie z miejsca, ze sie ciagle na klon przy plebanii obraca twierdzac, ze widzi wielka jasnosc i biala jakas postac.", ksiadz, po krotkim namysle, wprowadzil Justyne do swego ogrodu, aby mogla sie widzeniu lepiej przyjrzec i opisac. Gdy Justyna po okolo 10 minutach wrocila do czekajacej w pewnym oddaleniu matki, ta zapytala ja : "Co zes tam teraz takiego widziala?" "O mateczko"-odpowiedziala Justyna-" bardzo piekna panne i byla zywa. Spogladala na mnie i na ks.proboszcza, a taka byla nad nia jasnosc, takie jasne promienie, ze wytrzymac nie moglam (...)".
Wiesc o tym, co Justyna widziala szybko rozeszla sie wsrod miejscowych, tak ze wieczorami ludzie zaczeli zbierac sie przy klonie na odmawianie modlitw. 1 lipca do widzacej dolaczyla jej kolezanka, zarazem dalsza kuzynka,  mlodsza o rok ( dwunastoletnia) Barbara Samulowska. To, co opowiadaly dziewczynki podczas widzen bylo bardzo zbiezne... nie roznily sie w zeznaniach. Byly rozdzielona i podczas widzen i w zyciu codziennym. Chciano miec pewnosc, ze nie spotykaja sie gdzies potajemnie i nie ustalaja wersji wydarzen.  Raz tylko doszlo do pewnej niescislosc, po ktorej ks. Weichsel chcial zakazac dziewczynkom przychodzenia pod klon i modlenia sie. Chcial jak najszybciej sprawe ubic. A ze rzecz zwiazana z Gietrzwaldem rozniosla sie po okolicy, wiec zaczely schodzic sie tu tlumy potrzebujacych, chorych i zwyklych gapiow, ciekawskich podgladaczy. Ksiadz przywolal do siebie niektorych z obecnych pielgrzymow i zalecil im , aby w jego imieniu powiadomili swoich duchownych , ze w skutek zaszlych watpliwosci maja zakazac swym parafianom, az do czasu, odbywac pielgrzymki do Gietrzwaldu.   
Niescislosc , ktora spowodowala ostra reakcje proboszcza, polegala na tym, ze podczas jednego z przesluchan Justyna stwierdzila, ze  Matka Boska rzekla do niej: "Tu maja byc podczas Rozanca choragwie i krzyz". Barbara zas oswiadczyla, ze widziala przy Matce Boskiej krzyz i dwie chorogwie. Jedna slyszala  gdzie krzyz i choragwie maja sie znajdowac, druga to widziala. Ks. Weichsela, podczas gietrzwaldzkiego zamieszania, przeciwnicy wyszydzali i wysmiewali. Przyjaciele zas ostrzegali aby byl przezorny i ostrozny, pomny na nauke i zwyczaj Kosciola Sw. Owa niescislosc uznal proboszcz za oznake wczesniejszego dogadywania sie dzieci ,  w tym zas przypadku widocznie panny sie niedogadaly i niescislosc wyszla na jaw lub , ze ktos nimi sterowal i podpowiadal co maja zeznawac. 
Postanowienia proboszcza wplynely przygnebiajaco na parafian, dotknely ich... Dziewczynki nie nalezaly do dzieci rozrabiakow, nie byly dzieciakami szukajacymi sensacji- trzeba tez wziasc pod uwage czasy w jakich owe nastolatki byly wychowywane. Wowczas wychowywano mlodziez w wiekszej dyscyplinie i posluszenstwie niz wspolczesnych nam ich rownolatkow. Jak na tamte czasy, byly najnormalniejszymi, zdyscyplinowanymi, szanujacymi doroslych dziecmi. Poza tym zauwazono, ze zeznania dzieci roznily sie tylko na pozor. W gruncie rzeczy nie zawieraly w sobie prawdziwej, istotnej sprzecznosci. 

Z zeznan dzieci wywnioskowac mozna, ze Postac z widzenia nie nalezala do rozgadanych. Po prostu byla. Odpowiadala , kiedy ja o cos pytano. Na zapytanie : "Kto Ty jestes?", udzielila odpowiedzi: "Jam jest Najswietsza Marya Panna, niepokalanie poczeta." , zas zapytana w ojczystyn jezyku ( gwara warminska) przez Justyne czego chce, w tym samym jezyku odpowiedziala: "Zadam, abyscie codziennie odmawiali rozaniec." 
Z ta modlitwa, osobiscie uwazam ja za jedne ze zrodel przynoszacych wewnetrzny pokoj, spokoj. Za cos,  co wyznawcy buddyzmu uzyskuja przez swoje ommmmmmm... a wyznawcy innych religii przez jakies inne praktyki modlitewno- medytacyjne. Gdyby ludzie znalezli sposob na wyciszenie wewnetrznej wojny w sobie, chyba zapanowalby wowczas swiatowy pokoj w kazdym zakamarku naszej planety. 
Inna sprawa przekonywujaca mnie do danych objawien jest niepodburzanie ludzi do dzialania, zycia w nieposzanowaniu danych zwyczajow, obyczajow, a nawet wladz ( nie mieszanie sie do tzw. polityki) . Choc owczesne wladze uznawaly Objawienia za cos groznego. Niepodobaly sie wladzom pruskim pielgrzymki. To, ze Postac przemawia gwara ( jezykiem ojczystym) wiesniakow, ktora probowano za wszelka cene wyrugowac. Chciano ludnosc danego terenu zgermanizowac. Takie zas zgromadzenia , a okoliczni pielgrzymi, i nie tylko oni, walili do Gietrzwaldu drzwiami i oknami, uwazano  za zarzewie mogacego nastapic buntu. 
Ks. Weichsel nie mial latwego zycia w zwiazku z obajwieniami. Zarobiony byl na maksa, obserwowany, wyszydzany i oddany niesamowicie przybywajacym do parafii pielgrzymom. 
12 lipca do widzacych ( zeznala, ze tez ma widzenia)  dolaczyla 45 letnia wdowa Elzbieta Bylitewska, a rownoczesnie z nia 24 letnia panna Katarzyna Wieczorek. 
Widzacych poddano badaniom lekarskim, aby ustalic czy sa zdrowymi - pod wzgledem psychicznym- osobami, czy w ich rodzinach nie bylo przypadkow chorob psychicznych, padaczek ...
Badania przeprowadzalo trzech niezaleznych i pochodzacych z roznych miejscowosci  lekarzy: Dr. Dittrich, Dr. Poschmann i Dr. Sonntag z Olsztyna. Badania wykonywano osobno, kazdy lekarz przybywal innego dnia. "Uznali oni,- o co tu glownie chodzilo,- cztery widzace osoby jako calkiem zdrowe, i nie znalezli, o ile to podczas krotkich wprawdzie, ale nieprzerwanych zadna miara wizyi, bylo niemozliwem, zadnego sladu katalepsyi, kurczow lub innej jakiej ukrytej choroby. Objawienia te zatem nie mogly miec swego zrodla w osobliwej kompleksyi ciala lub zludzeniach zmyslowych."

Teraz zas bedzie ciutke skandalicznie o Gietrzwaldzie. O pozniejszych losach widzacych - najwiecej wiadomo o najmlodszej wizjonerce Barbarze Samulowskiej. Mozna kupic w gietrzwaldzkiej ksiegarni ksiazki , czy tez informacje o jej pozniejszych dziejach. Z tego chyba powodu, ze tylko ona jedyna zostala objeta patronatem kosciola- o ile tak mozna to nazwac. Zmarla  w 1950 roku, jako ponad 80 siecioletnia staruszka w klasztorze w Gwatemalii, w ktorym pelnila bodajze funkcje matki przelozonej. Obie dziewczynki po zakonczeniu objawien, zostaly umieszczone u Siostr Milosierdzia w Lidzbarku Warminskim. Potem wraz z siostrami zostaly przeniesione do Chelmna i tam  w 1883 wstapily do Zgromadzenia Siostr Milosierdzia. Po zamknieciu seminarium przeniesiono je do domu zakonnego w Paryzu. Justyna Szafrynska zostala przypisana do pracy z  sierotami. Codziennie odmawiala - zgodnie z poleceniami w Objawieniach Gietrzwaldzkich- rozaniec, natomiast miala powazne braki w zwiazku z pokora i oglada, ponoc byla uparta. Najprawdopodobniej miala problem z zakonna dyscyplina. Zostala przyjeta jako aspirantka do Stowarzyszenia Dzieci Maryi. Z nieznanych przyczyn w 1897 wystapila ze zgromadzenia. Od tego momentu niewiele wiadomo o losach Szafrynskiej. Podobno w wieku 33 lat wyszla za maz za jakiegos Francuza. Zyla w skrajnej nedzy i tak tez zmarla, niedoczekawszy poznej starosci. 

Inaczej sprawy przedstawialy sie z Elzbieta Bylitewska i Katarzyna Wieczorek. Po objawieniach Bylitewska zaczela miec wizje zwiazane ze sw. Jozefem. Przychodzila do proboszcza i o nich opowiadala. Do widzen dolaczyla  Katarzyna Wieczorek... po czasie okazalo sie, ze obie kobiety spotykaly  sie poznymi wieczorami i ustalaly wersje swoich nowych objawien, ktorymi raczyly ks. Weichsela. Kosciol uwaza, ze jezeli cos pochodzi od czlowieka ( chociazby owe widzenia, objawienia)  wczesniej czy pozniej upadnie, wyda sie... Wieczorek dreczona wyrzutami sumienia powiedziala o wszystkim proboszczowi parafii. Wladze kosciola nakazaly wymazac ich nazwiska  z nazwisk  widzacych. Ks. Weichsel wstawial sie za Katarzyna Wieczorek, mowiac, ze  byla prosta , zwykla dziewczyna, do ktorej zaczely podczas obajwien przybywac wazne damy, panie i traktowac ja niemalze jak ksiezniczke. Widocznie ustanie zainteresowania przeszkadzalo Bylitewskiej i Wieczorek i dopuscily sie pozniejszego klamstwa tyczacego sie objawien zwiazanych ze sw. Jozefem. Wieczorek, po rekomendacjach proboszcza Gietrzwaldu zostala przyjeta do klasztoru, zas o Bylitewskiej nic konkretnego nie wiadomo. Wiadomo tylko, ze jedna z jej corek ( a moze to byla jej wnuczka(?))- Jozefa -wstapila do klasztoru Siostr Milosierdzia w Srodzie Wielkopolskiej. 


czwartek, 22 lutego 2018

Wkurzylam sie...o radosci bedzie...

Wkurzylam sie wpisem u Asmodeusza. Wydaje mi sie, ze nie ma co u ciebie Asmodeuszu sie wypisywac, bo owe wypisywanie sie jest bez sensu - BEZOWOCNE. Trzeba stworzyc cos u siebie, a ze blog zamkniety to z grubej rury pociagnac moge. Jezeli kiedykolwiek bloga otworze, wtedy wpis ow skasuje. Nie dla wszystkich ci on ...

Asmo stworzyl zacny post o RADOSCI. Ogolnie ludziom jej brak, no bo skad owa radosc brac skoro usposobienie odziedzyczylo sie smutne, a nawet jezeli nie odziedziczylo sie pesymistycznego podejscia do zycia,  to otaczajaca rzeczystosc i walka o dzien codzienny nie nastraja nas do bycia super zadowolonym z tego co nas spotyka. Ale nie tylko to nie nastraja nas optymistycznie. Nie wazne , sprobuje to jednak jako tako omowic....
Asmo uwaza, ze ludziom brakuje radosci poprzez katolicka indokrynacje w naszym zyciu. I szczerze powiedziawszy nudnosci we mnie wezbraly, bo do jasnej ciasnej ilez to mozna tak w kolko przypierdalac sie do katolikow, szukac winnych w innych a nie w sobie, w swoich wyborach , w ukladach zyciowych jakie nas zastaly czy tez spotkaly. To zaczyna byc  niesmaczne. Jakos dziwne, ze kosciol nie przeszkadzal ludziom w czasach komuny, ze nie przeszkadzal im wczesniej...dopiero teraz,  kiedy wszystko wolno zaczyna sie walka z kosciolem , ktory uwaza, ze  wszystkiego nie wolno, ze sa sprawy i rzeczy, ktore przynosza szkode czlowiekowi,  ze pod przykrywka pseudowolnosci robi sie kupe krzywdy nie tylko innym ale i sobie samemu.  Trzeba zburzyc ostatnie bastiony tych, ktorzy twierdza, ze czlowiekowi nie wolno wszystkiego! Ktorzy uwazaja , ze to nie czowiek jest Bogiem.
Do rzeczy jednak, bo sie nigdy z tego nie wygrzebie, mam na mysli owe dygresje...

W moim domu rodzinnym trudno bylo o radosc. Trudno, bo ojciec pil, przepijal, bil, kurwil sie... Matka to pczciwa kobieta, ale bardzo slabo radzila sobie z problemami z mezem. Zbudowala swoja twierdze meczenstwa i cierpietnictwa na dziwnych przeslankach, typu:
-"slub koscielny to swietosc, nikt w rodzinie sie nie rozwodzil"- Blad w jej mysleniu polegal na tym, ze slub jest swietoscia, ale kosciol dopuszcza separacje z czlowiekiem, ktory uwala nam zycie. Ona swoj lek, strach przed samotnoscia..."co to bedzie jak meza nie bedzie, jak ja sobie poradze !" skrywala za misternie ulozonymi haselkami. Zawsze to cos, ktos , nie ona.

- "...zeby o was nie mowiono, ze jestescie dziecmi z rozbitej rodziny".- Przeciez ta rodzina byla i tak rozbita. Nalog ojca do tego doprowadzil, wiec czego matka sie obawiala, czyzby rozbitego rozbicia?  Chciala zachowac pozory przed ludzmi, bo razu pewnego moja wychowawczyni omawiajac przypadek jednego z uczniow wyrazila sie na wywiadowce z rodzicami, ze: "... ten dzieciak tak ma, bo pochodzi z rozbitej rodziny".

- "... dokad niby mialam z wami sie udac?"- Blad, bo miala gdzie sie udac. Dziadek i babcia oferowali jej schronienie.

-"... tak, tak... wiem jakby to wygladalo...  na poczatku, gdybym przeprowadzila sie do rodzicow wszystko byloby ok, ale potem bysmy zaczely im przeszkadzac."- Calkiem mozliwe, ze i tak by bylo, ale dziadkowie czesto udzielali mojej mamie wsparcia.

W domu nie bylo radosci, ale nie bylo tez w tym wszystkim kosciola, wiary, milosci, nadzieji.... nie bylo nic.  Ot takie tam przykrywanie humorem, co niektorych wyczynow ojca, ale w srodku , w kazdej z nas panowal potezny smutek, przygnebienie, brak perspektyw na przyszlosc... i kazda z nas czula sie w tym stadle sama. Ojca nie interesowalysmy wcale. Z czasem przestal dokladac sie do wspolnej domowej kasy, zrzucaja ow obowiazek z wielka checia i szczodroscia na usamodzielnajace sie dzieci.
-A na co ja was mam?-  Powiadal.- Abyscie mi sluzyly.

Jebaka z niego byl nieprzecietny. Mial gosc spore  potrzeby, a ze matka urabana zyciem z nim, zakrecala kurek, w sumie ja na jej miejscu tez  bym zakrecala, bo co to za przyjemnosc pojsc do lozka z napranym, nieprzytomnym, wyzywajacym cie od kurew czlowiekiem? Ojciec wiec znajdowal sobie babki na boku. Ostatnia jaka udalo mu sie wykosic to byla rozwodka, z dwojka dzieci, o cztery lata starsza ode mnie.

Ojciec schodzil na psy, choc zewnetrznie to byl szanowany pan urzednik, ktory jak to moja rodzicielka mawiala, szedl rano wyperfumowany, wygolony, super odziany do pracy, a wracal nawalony diabel, ktory nie pozwalal, nie dawal nam sposobnosci spokojnego spania, odrabiania lekcji, bo .... dzialo sie , oj dzialo!

W takim otoczeniu nic, ale to nic nie zacheca czlowieka do bycia radosnym. Z czego masz owa radosc czerpac? Z pustego to i Salomon nie naleje. Z pewnoscia to byl powod katolickiego wychowania mojej matki, ktora ponoc jako dziecko lazila do kosciola, ale  rzeczy tam odbywaly sie po lacinie, wiec nikt nic nie wiedzial co w kosciele piszczy. Gdyby, jako mezatka, chadzala do spowiedzi to byc moze trafila by w koncu na kaplana, ktory dalby jej sile do zostawienia meza. Opowiedzialby jej o mozliwosci  separacji , ktora jest uznawana przez kosciol katolicki. Niestety matka sie razu ktoregos na kaplana podczas spowiedzi obrazila i zaniechala owego sakramentu na kupe lat... z pewnoscia na dobrych 20 lat. Obrazila sie z powodow typowo dzieciecych, tak na owe sprawy obecnie patrze. . Ojciec kosciol uznawal tylko podczas  chrztow, komunii, slubow i pogrzebow. Do kaplanow zwracal sie "prosze pana", pil z nimi wodke, na panienki z nimi nie chadzal bo niewatpliwie nie omieszkalby sie tym pochwalic.

Matki jako wsparcia nie mialam nigdy, wsparcia od ojca tez nie doswiadczylam, bo ojca w sumie poza awanturami, zdradami i wyzwiskami w naszym zyciu nie bylo. Na starosc probowal sie jakos z grzechow wykupic. Cos tam ktorejs z siostr zasponsorowac, ale ....
Pamietam czas, a bylam juz dorosla dziewczyna, mialam jakies 27 lat, kiedy strasznie potrzebowalam matki. Matka ma zas, tez potrzebowala wsparcia matki.  Swoja oszczedzala bo chorowita byla, wiec szukala matki we mnie. Coz za paranoiczna sytuacja, dzieciak, ktory musi dziwigac rodzica... zreszta mialam tak caly czas, tylko nie uswiadomialam tego sobie.
I wiecie co? Nie wiem co by ze mna sie stalo, gdyby nie wspolnota w kosciele katolickim. Niewatpliwie bylabym zrzedliwa, zakompleksiona, mam nadzieje ze bez nalogow, zmurszala stara panna w tym zlym tego slowa znaczeniu, bo ja w sumie nic do starych panien nie mam. Moga byc swietnymi, super realizujacymi sie kobietami. Mi natomiast skrzydla do samorealizacji bardzo mocno podcinal domek, to , co sie w nim dzialo.

Mnie kosciol uwolnil. Nabralam tam oddechu. Mi tam nikt nic nie nakazywal, nie narzucal, nie zmuszal, nie nakladal ciezarow. Dopiero tam zdjelam okowy i ciezary... popuszczaly wszystkie gorsety ukrywania, skrywania czegos ...

"Przyjdzcie do Mnie wszyscy, ktorzy utrudzeni i obciazeni jestescie, a Ja was pokrzepie."
Mt 11, 28

W kosciele, we wspolnocie trafilam  na ludzi wierzacych i praktykujacych.
Spotkalam tam zatwardziala  Olge, ktora rozwiodla sie z mezem alkoholikiem ( uwazam, ze w Polsce to jedna z glownych przyczyn braku radosci w rodzinach, wsrod ludzi... alkoholizm jest uznany w Polsce za chorobe spoleczna, a nie katolicyzm wierzacych). Olga to kobieta, ktora swoim synom probowal zrekompensowac brak ojca. Byla zatwardziala, ortodoksyjna i z sercem na dloni... To ona wspierala moj remont starego mieszkania, ktore zakupilam za uciulane z trudem pieniadze. Pozyczala kase i mowila, ze terminow splat mi nie wyznacza... zawierzala moje splaty Bogu, a ja staralm sie z nich szúmiennie wywiazywac. Wyklocala sie w moim imieniu z robotnikami, ktorzy probowali robic mnie w konia.
Tam spotkalam Wiesie, ktora miala super meza, za to kosmiczne problemy z synem recydywista. Wychodzil z wiezienia. pobyl na wolnosci jakies trzy miesiace i znowu cos zmajstrowal.
-"Wiecie, to ta boziulka z kosciola, co ma synka w kiciu"- Mawiali o niej  inni, owi niedzielni katolicy, albo i tacy co z kosciolem mieli tyle wspolnego co nic.
- "Taka modlaca sie rodzinka, pierwsze lawki w kosciele i prosze jaki syf w rodzinie"- Komentowano o Wiesi. A Wiesia nie zrazajac sie niosla ow krzyz upokorzenia dalej, bo jak go zdejmiesz, kiedy inni dbaja abys go nigdy nie zdjela? Szkoda tylko, ze ci inni , niewierzacy, lub uwazajacy sie za wierzacych, a komentujacy nie przyjrzeli sie  swoim rodzinnym syfkom czesto i gesto zamiatanym , dla ludzkiego oka,  pod dywaniki wszelakie.  Maz Wiesi rowniez angazawal sie mocno w moje problemy remotowe. Na rodzicow zbytnio liczyc nie moglam. Za slabi byli. Ojciec , fachowiec w dziedzinie remontow i budownictwa, wszedl do zakupionej przeze mnie schedy , zerknal z lekka. Stwierdzil: "-Ales sie wpierdolila"- i wyszedl. I tyle moglam liczyc na jego pomoc.Nie polecil mi fachowcow, a znal ich mnostwo. Nie stanal jak na faceta- ojca przystalo i nie powiedzial czegos w stylu:
-"Chlopaki te rurki sa o roznej grubosci i nie laczy sie ich razem"- a byl przeciez specem od jakosci robot budowlanych. Byl panem kierownikiem.

Dopiero tam, w kosciele,  odczulam co to znaczy miec ludzi przy sobie...ludzi sprzyjajacych czlowiekowi. Dopiero wtedy odetchnelam i nauczylam sie dziekowac Bogu za te pomoce, radosci jakich mi dostarczal przez innych. Dlatego nikt mi nie bedzie pieprzyl, ze katolicy to smutasy, ze katolicyzm odbiera czlowiekowi radosc zycia. Mojejmu ojcu niewatpliwie takowa radosc by odebral, bo powiedzialby mu ow katolicyzm cos w stylu:
 "-Sluchaj brachu. Odrzuc alkohol. Niszczysz tym siebie i rodzine!"- Toz to dopiero byly  by dla niego szatanskie wersety. Zasmucilby sie niewatpliwie.
 "- Przestan pieprzyc sie po alkoholu . Przestan pieprzyc sie, dojdz do porozumienia z zona, zacznij ja szanowac"-  To dopiero by bylo! To tak, jakby kazali mu z diablem w konszachty wejsc.

Dlatego tez wierze w ten kosciol, pomimo tego, ze spotkalam tam kaplanow alkoholikow. Trafil sie rowniez taki, ktory zdefraudowal i przepuscil parafialne pieniadze. Bywali tacy, ktorzy lubili panienki.... Trafialam na takich, ktorzy namawiaja "oddaj na tace wszystko co masz, a dostaniesz jeszcze wiecej". Oczywiscie, ze jestem odporna na tego typu namowy, daje tyle ile uwazam za sluszne. Ostatnio zostawilam w Gdansku puszke z pieniedzmi, z ktorych to oplacamy przejazdy autobana. Moglo tam byc drobniakami jakies 80 zl. Niech maja :)  Tym bardziej , ze z tej kasy sa finasowane rekolekcje dla tych, ktorzy chca a nie maja za co na nie sie udac. Wiem, ze tak bywa, bo i ja,  dawno temu,  z takowej pomocy skorzystalam. Natomiast nie wydebia ze mnie ani grosza wiecej jezeli nie jestem do tego grosza przekonana. Wole swoja dziesiecine oddac blizniemi w postaci chociazby zafundowania mu bietu do teatru.

Amen.


poniedziałek, 5 lutego 2018

Czego Jas sie nie nauczy, Jan nie bedzie umial.

Do Polski pojechalam w konkretnym celu. W sumie to tylko wpadlam i wypadlam. Pojechalam na rekolekcyjna sesje weekendowa do Gdanska do fanciszkanow. Czlowiek tyle rzeczy sie obawia. To czy dojade do Polski, do domu rodzinnego, absolutnie mnie nie stresowalo, bo droge owa i to sama, pokonalam samochodem juz kilka razy. Stresowala mnie mysl, jak odnajde ow dom rekolekcyjny w Gdansku. jak tam sie znajde?  Po polskich miastach jezdzi sie zle. Rozkopane, slabo oznaczone. Dojechalam jednak bez wiekszych wpadek. Przy okazji, z rekolekcji skorzystala kolezanka, ktora przezywa problemy z synkiem. Synek jest mlodym chlopaczkiem ,13 letnim, a za skore potrafi zajsc okrutnie. Zabralam ja ze soba...
Obawialam sie jazdy, a w krzeslo wbil mnie przyklad  80 letniej pani, ktora przyjechala do franciszkanow z Lublina. Dwa razy musiala sie przesiadac. Pomyslalam  wtedy, ze czlowiek boi sie czasami niepotrzebnie, na wyrost.
Rekolekcje zatytuowane byly "Perla ukryta w roli", skierowane do osob szukajacych swojej wartosci , lub  do tych, ktorzy owa wartosc utracili. Na poczatku dywagowalam, ze to problematyka dla mlodych, zakompleksionych, niesmialych... Pomylilam sie. W grupie znajdowaly sie rozwiedzione kobiety ,w tym piekne , mlode laski...ktore bily sie z myslami: "Co ze mna jest nie tak, ze nie moglam utrzymac przy sobie, lub nie mam partnera na zycie?". Dla mnie to  nie do pomyslenia. Przeciez to nie musi byc cos w tobie kobieto. Po prostu wynosimy wiele rzezczy fajnych i niefajnych z wlasnego rodzinnego, uwazanego czesto przez nas samych za "swiety" ( a takowym nie jest) srodowiska i rzeczy nas spotykajace   sa  wypadkowa naszych uwarunkowan rodzinnych. Z tym, jak radzimy sobie wewnetrznie z trudnymi doznaniami, przezyciami, spotykajacymi nas sytuacjami. A baza owego "radzeni sobie"  jest nasza rodzinna scheda. To, co wynieslismy z domu.

W zwiazku z owymi rozwiedzionymi kobietami takowa  naszla mnie tez takowa mysl, ze ...pomimo uplywu lat, czasu, zmian w obyczajowosci, nadal mezczyzna jest dla kobiety tym, kto nadaje jej wartosc. Posiadanie faceta to skarb!!! Moja tesciowa czesto mi powtarzala, ze mam dziekowac  Bogu za to, ze mam meza. Uwazalam ja wowczas za osobe staromodna , ktora bez faceta nie umialaby istniec. Mezczyzna nadawal jej wyzszy,  w jej mniemaniu, spoleczny status. Pomimo tego, ze czasy sie zmienaja to problem bycia sama, bez mezczyzny istnieje. "Co ze mna jest nie tak, ze nie moge utrzymac przy sobie faceta?"- zadawaly sobie pytanie kobiety. Przypomniala mi sie moja sasiadka z Polski, ktora na sylwestra, a mialam wtedy 19 lat, skladala mi zyczenia jak najszybszego zamazpojscia, bo przeciez czas ucieka, mlode pokolenie nadchodzi, a ja bez chlopaka, narzeczonego przy boku... mlode mnie wymiota. Wyszlam za maz w  wieku 34 lat. Okropnie bilam sie z myslami , czy dobrze robie, czy dobrze wybieram. Mysle, ze moj maz przezywal podobne dylematy. I jak powiedziala moja mama:

-Jeszcze sie nazyjesz i tego miodu bedziesz miala pod dostatkiem.-  Nie oszukujmy sie, czasami kazda z nas ma owego miodu pod dostatkiem. Pomimo tego, ze nie przezywam wyjatkowych malzenskich problemow, to czasami az sie chce od siebie nawzajem odpoczac. Z drugiej strony nie dziwie sie owym samotnym , porzuconym ludziom.

Wszystkich tych, ktorzy uwazaja, ze to sprawa wyksztalcenia kobiety, jej sposobu zycia, bogactwa zainteresowan;  chcialabym jak najszybciej wywiesc z bledu. To doytka kazda kobiete i ta super wyksztalcona i ta niewyksztalcona. Ta , ktora jezdzi konno, ma samochod, jest samodzielna i niezalezna, jak  i taka, ktora nie potrafi gwozdzia w sciane wbic,  nie ma kasy na konie, a do pracy chadza z buta... Oczywiscie, ze znajdziemy mase kobiet, ktore powiedza, ze one czegos podobnego nie przezywaja a sa samotne. Zamim jednak nauczyly sie z tym zyc, to niewatpliwie przezywaly. Nie ma sie co oszukiwac.

Na rekolekcjach byli obecni tez ludzie , ktorzy mieli trudne doswiadczenie zwiazane z poszukiwaniem pracy.

Ja zas zmagam sie z wartoscia czlowieka jako taka. W czasach kiedy moze niespodziewanie przyjsc do firmy nowy menadzer i zwalniac ludzi na zasadzie rosyjskiej ruletki., albo jak  opowiadal kolega w Polsce, ze firma chce sobie zakupic pare mercedesow, wiec...trzeba zwolnic troche ludzi aby znalezc oszczednosci na nowe samochody. Oni samochody, a w domach zwolnionych pracownikow tragedia sie dzieje... Mam takie poczucie , ze wszystko jest szalenie niestabilne. Dzisiaj masz,  jutro mozesz nie miec. Wiele rekolekcyjnach tresci odnosilam do moich reacji z dzieckiem. Jak sprawic aby corka  wyszla z naszego domu z sila.... poczuciem bezpieczenstwa...?
Trzeba kochac, umiec wychowywac i nie mowic dziecku wprost czy tez podtekstami ze ZNOWU cos schrzanilo, ze nie nadaje sie, ze jest slabe..... nalezy uwazac na jezyk ( slowa) jakim rozmawiamy z naszymi Pociechami.

Zawsze warto jest na cos takiego sie udac. Pogadac z kierownikami duchowymi , z psychologami ....

Pomimo tego, iz myslalam ze sesja weekendowa bedzie nie dla mnie, okazala sie sesja dla mnie.


Ledwo przyjechalam w czwartek z wywieszonym jezorem do Niemiec, a w niedziele jazda do Dortmundu. Z Marie pojechalam na rodzinny koncert do filharmonii. Wieksze miasta to i wieksze mozliwosci, choc ja tutaj, gdzie mieszkam, staram sie prowadzac Mloda na wszelkiego rodzaju kulturalne wydarzenia. Czego Jas sie nie nauczy, Jan nie bedzie umial. Muzyka klasyczna , kurcze jakie to bogactwo! Wielu jej nie rozumie, a jest piekna. Opowiada piekne historie i to w sposob wypasiony, na bogato.
Dzieciaki mialy ubaw... ja w sumie tez:)






Realizatorom chodzilo o przyblizenie dzieciom muzyki Hauke Berheide. Trudny to kompozytor, ale akcja byla tak obmyslona, ze maluchy i mlodziez piala z zachwytu. Moja Corka chce jeszcze wiecej takich koncertow. I dostanie!


poniedziałek, 18 września 2017

Roznie pojmowana swietosc, albo rozne rodzaje swietosci.

Niemcy maja swojego swietego. Takiego ich... domowego, ktorego wiekszosc swiata z pewnoscia nie zna. Co prawda, nie zostal on oficjalnie wpisany przez kosciol katolicki do spisu swietych, ale wsrod autochtomow zmarl w takiej wlasnie opini. W 1991 roku Jan Pawel II wyniosl go na oltarze i nadal miano blogoslawionego. Dosc pozno, wziawszy pod uwage, ze Adolf Kolping, bo o nim tu mowa , zmarl w Kolonii w 1865 roku.
To byl ksiadz spolecznik. Bronil praw ubogich, robotnikow, ubogiej ludnosci miejskiej w czasach rozwijajacego sie kapitalizmu. Zalozyl kolonski zwiazek katolickich czeladnikow. Organizowal biedakow tak, jak wspolczesnie w Polsce robi to  siostra Chmielewska.
Ktoz, z wierzacych Niemcow, nie znalby Kolpinga? Znaja go wszyscy. Maja swoje grupy koscielne pod kolpingowskim patronatem. Sporo domow Kolpinga, w ktorych kiedys, w czasach swiatowego kryzysu, mogli znalezc schronienie biedni znajdujacy prace daleko od  stron rodzinnych. Dzielo Kolpinga trwa wsrod Niemcow do dzisiaj
I tacy wlasnie, wedlug mnie, sa Niemcy w pozytywnym patrzeniu na nich. ( bo minusow tez mozna przeciez zawsze sporo wywalic na wierzch- ale innym razem moze). Sa spolecznikami. Dla nich swiete zycie, to zycie spoleczne. Robienie czegos dla lokalnej spolecznosci. Dzieki temu zyskuje sie szacunek wsrod ludzi- sprawa bardzo istotna dla autochtonow. Szacunek zyskasz dzieki lojalnosci, uprzejmosci i pomaganiu innym. Moze w tym tkwi roznica w podejsciu do ludzi ze szczytu na wschodzie i zachodzie, do  tych bedacych na dole?
To ja- ten na gorze- dzieki cechom jakie powinien rozwinac w sobie spolecznik, pelnie wobec tych na dole role sluzebna. To nie oni mi sluza , ale ja im. Stad , byc moze, rzady zachodnie przejawiaja wieksza troske o obywatela?  Dba sie o swoj prestiz- choc w dobie wladzy mediow , prestizem, czyli wizerunkiem spolecznym mozna manipulowac , jak sie tylko chce.  Ale kiedys przeciez tak nie bylo i to "kiedys" pozostalo chyba jeszcze w mentalnosci ludzi zachodu. Swoje funkcje, chociazby w rzadzie,  traktuja jako sluzenie, a nie jako dorwanie sie do koryta i napasienie sie ile wlezie. Choc nie ukrywajmy, koryta z reguly tucza. Wazne jest chyba zachowanie proporcji, ktorych "wschodni spolecznicy" nie potrafia zachowac.

Kiedy opowiadalam moim tesciom o sw. ojcu Pio , nie powiem, byli zainteresowani. W koncu przywracanie slepym wzroku. Powodowanie, ze chorzy wstaja to nie takie znowuz nic. Ale mieli problem ze sw. Faustyna.
-Co ona robila dla ludzi, dla ubogich?- Pytali.
-Sama byla uboga. Dzielila sie z nimi zywnoscia z klasztornej kuchni.
- Tak. Tak to i ja sie podziele kiedy proszacy zapuka do moich drzwi, a za swietego sie nie uwazam.
-Miala wizje. Prosta kobieta, ktora dala swiatu przekaz o Bozym Milosierdziu.
-Aha... miala wizje?
I na tym rozmowa z reguly sie konczyla. Nie rozumieli.

Wracajac do Adolfa Kolpinga. Zwiazki kolpingowskie powziely kiedys,  akcje pomocy meksykanskim rolnikom. Sprowadzaja od nich kawe. Staraja sie, aby jak najwiecej kasy z tego handlu trafilo w rece meksykanskich chlopow . Kawa jest super dobra . Nie znajdzie sie jej na polkach w sklepach. Rozprowadzana jest pocza pantoflowa lub sprzedawana w kolpingowskich domach. W naszej miejscowosci jest taka domowa kanciapa, ktora jest czynna  godzine dziennie. Ktos to prowadzi poza godzinami swej pracy , spolecznie, wiec nie jest to "interes" otwarty cala dobe.
Kiedy chce zrobic kawoszowi mily prezent, kolpingowsko- meksykanska kawa nigdy mnie jeszcze nie zawiodla.

W ramach owego spolecznego udzielenia sie....  eM, po smierci rodzicow, odzyl.  Staje sie bardzo aktywny spolecznie. Poniewaz uwazany jest przez okolicznych za zlota raczke, to wszedl  (zostal polecony) w cos na styl , wypozyczania ludziom  sprzetu do obrabiania swoich ogrodkow, domow etc. Nie masz kosiarki? Dzwonisz do eMa i masz za niewielka oplata. Nie masz sprezarki do czyszczenia kamieni na posesji, dzwonisz i masz....  oczywiscie wszystko jest ksiegowane. Idzie na reperacje sprzetu- choc drobne naprawy eM potrafi zrobic sam...
Maz zaczal wciagac w to co robi Marie. Mala cieszy sie, bo prowadzi ojcu ksiegowosc- oczywiscie pod kontrola.

- Jak ty sie udzielasz spolecznie?- Zagadnela mnie raz "somsiadka".  No bo przeciez eM taki juz prawie  z aureola na glowie, Mala powoli tez... tylko ja ogony ciagne.
-Dbam, aby ci dwaj swieci w naszej rodzinie mieli poprane , wyprasowane gacie, ciepla miche, czysto i ...dorzucam pelna, szczodra reka kase do domowego budzetu,  abysmy mogli miec na chleb z okladem.

Polecam Wam kawe Kolpinga.

środa, 30 listopada 2016

Sacrum.



Nie wierze. Ludziom nie wierze. Najlepiej opierac sie chyba, przynajmniej w moim przypadku, na wewnetrznej intuicji, sluchac siebie. Jak to powiedziala mi kiedys zaprzyjazniona pani psycholog, z ktora kilka razy gadalam w sprawie trudnych uczniow? Powiedziala cos, co chodzi za mna latami. Byla widocznie glosem proroka. Czasami zwykli, niepozorni ludzie gledza cos, co  zapada nam w duszy. Pani psycholog powiedziala, ze trzeba sluchac samego siebie, bo w nas jest madrosc i wszystkie odpowiedzi znajduja sie w nas- pod warunkiem, przynajmniej ja tak to widze, ze nie oszukujemy samych siebie. Nie wprowadzamy sami siebie, na wlasnie rzadanie, w swiat iluzji. Bo w swiecie zludzen, iluzji jest tak fajnie i bezpiecznie...tak znajomo! Tak po prostu po naszemu. Obdarcie sie ze zludzen to staniecie nago. Przed samym soba jakos ta nagosc przelkniemy,  przed ludzmi niekoniecznie latwo sie ja przelyka.
Nie wierze.... ostatnio zaczynam niedowierzac kosciolowi katolickiemu. Pomimo calej checi owej wiary, ze wiedza co czynia, dokad ida,i gdzie nas prowadza, zaczynam niedowierzac. Pomimo przebogatej tradycji mistycznej, pomino tego co zrobili dla kosciola meczennicy...niedowierzam. Bo tam tez jest polityka. Sluchalam ostatnio info o soborze watykanskim drugim...wypowiadali sie rozmaici historycy, hobbysci w temacie "kosciol", pasjonaci tematem.... Jak to sie stalo, ze "ojcowie kosciola" na soborze watykanskim II nie potepili komunizmu? Jeden z papiezy tak chcial budowac jednosc z rozmaitymi chrzescijanskimi odlamami, ze zaczelo mu ( czy tez im- reszcie braci..braciom...) zalezec na ludziac z prawoslawia. Na rozmowach z tymi z Moskwy, a ci z Moskwy zaznaczyli, czy tez przypomnieli, ze sa synami i corkami swojego kraju i zarliwie kochaja swoja ojczyzne, wiec nic co jest, lub bedzie wymierzone w ich kraj nie poprawi wzajemnych stosunkow....

     Drodzy moi! Wchodzicie w rozmowy z patriarchatem moskiewskim , wiec zero rozmow na temat ich kraju, a w zawiazku z tym, ja tak przynajmniej to rozumiem, zero rozmow o lamaniu tam praw czlowieka o tamtejszym systemie niesprzyjajacym ludziom...Usta zamknac, a skoro zamnkac to...  odciac sie od slow glow kosciola , ktore w latach 20 przeszlego wieku system komunistyczny jednak potepily. Kosciol nie jest nieomylny, ale ....  otoczka owej nieomylnosci ciagle sie do kosciola katolickiego klei. I prosze , w razie co, nie tlumaczcie mi, ze z ta nieomylnosci to tylko papiez ma cos wspolnego, i tylko w sprawach wiary, i tez tylko wtedy kiedy staje ex cathedra. Jak do tej pory w calej historii kosciola zostalo to wykorzystane przez papiezy moze dwa, czy trzy razy. Nie jest to nagminnie zjawisko. Do mnie to nie dociera- teraz nie dociera.

     Nie wierze, bo ostatnio przegladam sobie w necie sprawe tzw. "tw Bolek". Skoro historycy dysponuja faktami, a ludzie mitem to ...jak do tego doszlo, ze dosc dlugo na tym micie jechalismy? Poza tym ten mit potrwa jeszcze, bo ludzie nie lubia obdzierac sie ze zludzen. Czy kosciol nie wiedzial who ist who? Ponoc wiedzial, ale tez prowadzil swoja polityke i obstawial swoich kandydatow. I jak mial do wyboru tradycje to wszedl w kogos kto reprezentowal swym zyciem tradycyjne wartosci. Sakramentalny zwiazek, co rok to prorok..... Kosciol.... alez kosciol swiety nie jest, pomimo tego ze znajduja sie w nim swiecie- boje sie sluchac tego typu wypowiedzi. A poza kosciolem, nie mozna byc swietym? Ho, ho... sprobuj byc swietmy poza kosciolem. Przeciez tylko oni ( hierarchowie instytucji maja "narzedzia, prawo, srodki, metody...." ) maja patent na przyznawanie swietosci, uznawanie czyjejs swietosci. Swieci sa w kosciele, ale nie poza kosciolem. Choc owe nieswiete masy poza kosciolem moga miec przeciez swietych, nieprawdaz? Nieswiety kosciol ma swych swietych, ale nieswiete zewnetrze  mozliwoscia posiadania swietych nie dysponuje?

Nie wierze w mezczyzn feministow. Nie ma takich. Jezeli wchodza w feminizm to z powodu wlasnych interesow. Nie dowierzam facetowi feminiscie obok. Wystarczy zakrecic mu kurek z seksem a zacznie nazywac feministki feminazistkami. Bo feminizm dla kogos takiego jest git, kiedy wyzwala kobiety na plaszczyznie  seksualnej i o to feminista bedzie walczyl wraz z kobietami. Bedzie wspieral je w tej walce. Bredzil cos w stylu: "Niunie dobrze robicie", w podtekscie majac na wzgledzie wlasna wygode seksulana, ze babeczki pozbawione koscielnych badz jakichkolwiek ( moga byc spoleczno- obyczajowe)  pasow cnoty oddadza sie chetniej lozkowym figlom sprawiajac radoche takiemu feminiscie. Niech se kobietki pokorzystaja z tej czesci zycia...niech sie popasa na tym pastwisku- przeciez trawa tam niezle smakuje.  Sprobujcie jednak panie feninistki odebrac takiemu facetowi inne przywileje...oj bedzie niezadowolenie i dobrze by bylo gdyby kobieta zajela sie jednak dziecmi i kuchnia.
Ow wyzwolony obyczajowo zachod, coz za sciema. Zwolnili u nas ostatnio dwie kobiety. Dobre pracownice. Zostawili faceta, ktory czesto bierze sobie wolno, bo albo zona mu zemdlala, nagle natychmiast, ... albo dzieci sa chore ( coz za wzorowy tatus) , albo cos tam... normalnie mdli nas juz od tych jego przypadkow.
-Tu tak przeciez jest. - Wyjasniala mi kolezanka na przerwie.- U nas facetow sie cholubi. Maja wszedzie zielone swiatlo, bo to wlasnie owi opiekunowie rodzin. To nic, ze niedociagaja na wielu polach...przeciez to mezczyzni.
Szczena mi opadla na dol i zadzwieczalo w okolicznych okolicach, bo.... jednak wierzylam gdzies tam, ze swiat jest inny.!!!! Ze uczciwa, solidna praca ma pierwszenstwo przed plcia. Ze instytucja, ktora pietnuje grzech ma jego wieksza swiadomosci i  z zalozenia nie wspiera grzechu, klamstwa, oszukiwania, tworzenia niestworzonych mitow ....

Tak mnie jakos nosi, bo wczoraj odbylam wywiadowke w szkole. Marie nalezy do tej grupy lepszych uczniow. Ma sporo wiedzy na temat otaczajacego swiata- humanistycznie jest mocno do przodu. Matma, tej musi poswiecic sporo czasu, ale ..... angielski- niechetnie slucha polecen. Z religii wiecj niz polskie 3 pani jej nie postawi bo, z tego co sie zorientowalam nie wykazala nalezytej postawy, nie interesuje sie posiadaniem zeszytu, czy czegos tam..... Marie nie moze sobie zdarzenia przypomniec, ale ...jak juz wczesniej zaznaczylam- nie wierze. A z angielskim to prawdopodobnie poklocila sie z kolezanka na przerwie. Obgadaly obie sprawe z pania wychowawczynia, po czym kolezanka uznala chyba, ze kara , ktora spotkala Marie jest za mala, nieadwekwatna do wykroczenia, wiec udala sie na ponowna skarge do pana od angielskiego. Ten prawdopodobnie przywolywal Mloda, ale ta odgarnela sie twierdzac, ze na dany temat nie ma zamiaru ciagnac dyskusji, bo sprawa zostala juz raz przegadana z jej wychowawczynia. Odwrocila sie i odeszla.Nie wiem czy wierzyc? Moze sie zawiode?
Dostala tez Mala reprymende na swietlicy, bo nie wyplula gumy do zucia, na ktora mnie notabene naciagnela.
-K. nie wkladaj swoich wlosow do ust bo tam sa bakterie.- Pani profesor Marie pouczyla kolezanke. Ta zas odwrocila sie ( dodam, ze to ta sama kolezanka od wczesniejszego konfliktu) i pobiegla do pani od swietlicy oznajmiajac:
- Marie zuje gume!

-Dlaczego nie wyplulas?
-To glupia zasada. Nie rozumiem jej. - Odpowiedziala mi Mloda.

Nie wierze.

Wychowywanie dzieci to nielatwa sprawa.


poniedziałek, 17 października 2016

O poczuciu winy bedzie.

Zainspirowal mnie post jednej z blogerek- fajnej dziewczyny. Zainspirowal mnie jej tekst i .... Musze cos z siebie wyrzucic. Traw mnie to od jakiegos czasu.  Napisala ona, ze kosciol wzbudza poczucie winy wsrod ludzi. Szlo o Wielka Pokute, calodniowa modlitwe przeblagalna za grzechy narodowe, ktora odbywala sie na Jasnej Gorze. Za GRZECHY NARODOWE . Prosze Was o prawidlowe zrozumienie okreslenia, idzie o to, co jest syfowatego w naszym narodzie, a nie w jakiejs grupie ludzi.  Kaplani  za grzechy narodowe uznali:
 Pijanstwo ( wedlug mnie 100% racji i oczywiscie, ze znam kaplanow alkoholikow, oni tez wchodza, chyba, w sklad naszego narodu . no nie (?)).
Zawisc- ohoho...alez sobie wymyslili, nieprawdaz? My zawistni? A gdzie tam.
Aborcja- ostatnio ta sprawa narodowa wisiala na wokandzie.
 Uwiklanie w komunizm- w to akurat nie chce mi sie wnikac. Sami wiecie jak jest.
Co jednak w postepowaniu kosciola jest nie teges? Ano... nie teges jest to, ze szubrawcy jedni mogliby lepiej spojrzec na siebie a nie na innych. Wzbudzaja w narodzie poczucie winy. Fuj... nieprzystoi, niech sie sami wezma za siebie. Kosciol jest swietny w manipulowaniu poczuciem winy! A pedofilia w kosciele? Zaklamani pedofile.

Nie chce kosciola takiego , jaki jest na zachodzie. Wystraszonego. Przelykajacego kazde slowo. Takiego, ktory boi sie, ze straci ... Pieprzyc to. Niech kosciol mowi prawde. Niech na kazaniach bedzie mowione o grzechu, a nie dyplomatycznie przelykane, bo moze ludzie sie obraza i pojda sobie. To niech ida. Wzbudzanie poczucia winy jest fuj!  Coz to za ordynarna oblicze kosciola! Ludzie sa tak zaklamani, ze az niedobrze sie od tego robi. Beda probowali uciszac wszystko i wszystkich : wlasne sumienie, ludzi wokol, aby tylko pozbyc sie tego paskudztwa. Czlowiek unika, stara sie uciec przed tym co przynosi mu nieprzyjemne doznia, uczucia, emocje....

Jestem doroslym dzieckiem alkoholika- w skrocie DDA. Moj ojciec nie byl alkoholikiem totalnie zmelinialym. On byl zadbanym alkoholikiem. Alkoholikiem z wyzszych sfer..... Wracal z pracy nadziabany ( powiedzenie mojej mamy: "mamy siedem dni w tygodniu, a ojciec jest 8 dnia w tygodniu pijany). Rano zas  wychodzil wymyty, wygolony, dobrze odziany, wyperfumowany... szedl do pracy, do biura- dzierzyl stanowisko kierownicze. A po pracy? No coz rodacy- po pracy to sie wracalo nawet i pozna noca  i sie rozpetywalo pieklo. I ta znieczulica ludzi wokol. Ludzi niechcacych sie wtracac. Alkoholik robi ze swej rodziny chodzace zombie.
Pamietam te poddenerwowania i narastajace nieprzyjemne emocje, kiedy zblizala sie  pora oznaczajaca, ze stary za moment wtoczy sie do chaty. Moj zyciorys nie jest wyjatkiem. Sporo jest w Polsce DDA. Nie wiem czy nadal to obowiazuje, ale alkoholizm byl uznany swego czasu w naszym kraju za chorobe spoleczna, a skoro to choroba spoleczna- czesto sie przytrafiajaca- wiec taki pijaczyna ze zniszczonym zdrowiem, mogl domagac sie renty. I nawet niektorym z nich udawalo sie rente otrzymac. Przechlal zycie i jeszcze mu za to zaplacono- niezly uklad, nieprawdaz?
Kiedy sie skonczylo nasze ( moje i siostr)  piekielko domowe? Wtedy, kiedy doroslysmy. Kiedy stalysmy sie bardziej swiadome i kiedy moglysmy w koncu cos zadzialac. Za moich czasow ludzie wokol nie bardzo problem rozumieli, bo przeciez w Polsce istnialo przekonanie, ze mezczyzna musi troche wypic. Trudno tez jest przyznac sie przed samym soba, ze jest sie DDA, ze ma sie ojca ( rodzica) alkoholika. Bardzo to trudny etap do przebrniecia, ale jezeli juz zrobi sie ten krok, to potem idzie wszystko do przodu.

Po co ja to w ogole opisuje? Czyzby dlatego, ze zachcialo mi sie odrobiny ekhibicjonizmu? Pragne czyms zaszokowac, zablysnac? Absolutnie nie.  Przeciez zaraz najda sie rozmaite paskudy, ktore owa informacje o moim zyciu moga wykorzystac przeciwko mnie..... Chodzi li tylko o to zawarte we wstepie, pierdolone poczucie winy. Jest to tak destrukcyjne i uwalajace ludzi odczucie, ze czasami lepiej jest sie znieczulic, uspic, zapomniec, niz to przezywac, bo slabe jednostki, a takimi sa wlasnie alkoholicy, moga tego nie przejsc. "Jak mnie zaczelo to nachodzic we wspomnieniach..."- opowiadal jeden z bylych pijakow.- "  jak bilem ciezarna zone, ciagalem ja za wlosy, sikalem na nia.... to chcialo mi sie ze soba  skonczyc".
No i w takich momentach, u owego pijaczyny, wchodzil z reguly terapeuta na scene i zamrazal gosciowi sumienie, wspomnienia, odwracal sytuacje. Dawal pacjentowi poczucie bycia pokrzywdzenym przez alkohol, odbieral mu we wspomnieniach role kata, a wciskal go w jakas inna rolke. Pomagal mu wyjsc na prosta. Czesto po tego typu seansach ze slabego, nekanego poczuciem winy biedaka wychodzil gosc co sie zowie. Silacz, ktorego zadne pretensje ludzi wokol nie byly w stanie z nog zwalic. Po prostu odpierdolcie sie wy wszyscy pokrzywdzeni.
    Razu ktoregos od pewnego bylego, pokreconego jak swinski ogon alkoholika uslyszalam ze DDA to chory wymysl. To nie istnieje. Co to w ogole jest? Pokurcz slowny. Zlepek nieistniejacego badziewia. Biedne byly dzieci owego trzezwiejacego dupka.... ciekawe czy kiedykolwiek ojciec uslyszal, ze bylo im z nim zle, podle, syfowato? Mysle, ze nie uslyszal. Z czasem dupek takowy wypiera z siebie to co zlego zrobil innym, nie zadoscuczynia, pasie swoje ego, a na starosc mozna uslyszec z jego ust historyjke jakimz to on byl swietym czlowiekiem. 

Przepedzmy to cale poczucie winy w pizdu! To tylko zludzenie,  maya , maligma, nieprawda.
Wydaje mio sie, ze nie mozna zaklamywac swego zycia. Nie mozna lekcewazyc ludzi, ktorym uczynilo sie cos zlego. Nie mozna dla swego wasnego dobra i psychiczno-duchowej wygody lekcewazyc ofiar, pomniejszac ich bol, cierpienie  i wartosc. Najgorsze chyba w naszym zyciu, kiedy chodzi o sprawy duchowe, to miec spieprzone relacje z ludzmi nam bliskimi.

Niezyjacy juz ksiadz Jan Kaczkowski opowiadal o takich wlasnie ludziach z popieprzonymi relacjami z bliskimi. Zdarzalo sie mu miec w hospicjum  chorych na raka, ktorzy tak dochrzanili kiedys  swoim, ze owi swoi polozyli na nich przyslowiowy krzyzyk.  A potem? .... A potem nie nadrobisz straconego, zwichrowanego czasu w piec minut.... nie sprawisz aby wszyscy staneli na wysokosci zadania i przebaczyli, bo lezysz na hospicjowym lozu. Czasami trzeba umiec, nad tym co sie zrobilo, zaplakac.

Moja tesciowa nigdy nie chciala przyjac do wiadomosci informacji o zbrodniach jej narodu podczas II wojny swiatowej. A jezeli juz doszlo do sytuacji podbramkowych to wybierala sobie role pokrzywdzonej przez system, niz kogos kto ow system wspieral ( w sumie byla wtedy dzieckiem, coz niby mogla wspierac, ale ta jej nieugietosc w zaprzeczaniu, ze to nieprawda, ze co ja tu bede gadala , skoro nic o wojnie nie wiem);   albo, ze sprawcami tych calych nieszczesc byli oni- nazisci...w sumie nikt.  Lekcewazyla tez czesto cierpienie ofiar: " ej tam...gadasz"- odpowiadala, kiedy juz dochodzilo miedzy nami do wymiany zdan- "nie mieli ci przymusowi robotnicy wcale tak zle". "A chcialabys zyc tak, jak oni? Chcialabys zamienic sie  z nimi miejscami? "- pytalam w takich momentach . Zawsze dostawalam wymijajace odpowiedzi. 

Jestem za  ... niech kosciol gada w dogodnym ku gadaniu momencie i w niedogodnym...




niedziela, 2 października 2016

Zawalilismy.




Zawalilismy drugi termin komunijny Mlodej. Mam dosc. Zapominam o terminach...Dzien ucieka mi za dniem... Mala wczoraj cos tam przebakiwala , ze ona chyba musi do kosciola, ale przebakiwala na poltorej godziny przed, a do domu daleko... Marie pamieta, niestety przyzwyczajona jest, ze rodzice wszystko ogarna. Nie ogarnelismy. Przykro i zarazem glupio, nie powinno sie tego typu  terminow przegapiac.
Ksiadz na pierwszym spotkaniu komunijnym lekuchno zaznaczyl, ze totalna, obecnie,  porazka kosciola jest brak w nim dzieci. Maja widocznie puste Msze dzieciece. Starzy przychodza...
A maja tak, gdyz porzadek byc musi. Msze dla doroslych to Msze dla doroslych. Swego czasu i na takich Msza z Mala bywalismy, co prawda nudne dla niej one sie zdawaly. Nie moglismy jednak inaczej postapic ze wzgledu na nasz wolny czas. Moda byla wyuczona zachowywac sie cicho w konkretnych momentach Mszy, w tych innych bywalo roznie.
     Mala jest  nastawiona na przestrzeganie zasad, a nie na lamanie ich. Na wspolprace, a nie na obchodzenie regul i dostosowywanie ich pod siebie. Dzialaja na nia  teksty typu: " to jest zabronione". Na razie nie drazy dlaczego cos jest zabronione.
Zamontowalismy jej WhatsApp w komorce. Niech se powysyla buziaczki, chociazby do cioci do Polski. Zdarza sie tez , ze Mala musi zostac chwile sama w chacie, wiec  kontakt z nia  musimy miec. Uslyszalo me Dziecie w TV, ze WhatsApp dozwolony jest od 13 roku zycia i sie przejelo. Dozwolony ze wzgledow bezpieczenstwa, ze wzgledu na przychodzace tam reklamy, ktore czasami kosztuja rodzicow kupe kasy, jezeli dziecie w to wejdzie. Cos tam jeszcze tlumaczyli dlaczego i w ogole. Mloda bierze te tlumaczenia bardzo do serca. Przejmuje sie dziewczynka tym swiatem.

Wracajac do Mszy. Msza dla doroslych, to w Niemczech Msza dla doroslych, przeszkadzajace dzieci nie sa na nich mile widziane. Niech ida na swoja. Ostatnio cos tam w kosciele drgnelo. Kaplani na kazaniach zaczeli pouczac wiernych, ze Jezus chetnie przyjmowal dzieci, nie zabranial im przychodzic do siebie. Starsze panie po takowym kazaniu stajaly. Coz za moc kaplanskiego pouczenia:)

 Zdziwilo mnie jeszcze cos na owym komunijnym spotkaniu. Kosciol na zachodzie w ogole niczego od ludzi nie wymaga. Po prostu przyjdzcie, a ludzie ...o matko ilez oni roszczen maja wobec kosciola. Nie moze byc nudno ( moze popcorn i cole, i seans filmu o Batmanie?). Nie moze byc przymusu i przymuszania- przeciez tego w kosciele zachodnim nie uswiadczysz. Zadnych  karteczek do podpisu, sprawdzania obecnosci...Ulatwiaja jak moga. Nie chcesz spowiedzi? Nie musisz. Przyjdz. Moja tesciowa wierzaca katoliczka, jeszcze przed soborowa, nigdy sie nie spowiadala. Kiedy po latach uslyszala w Lourd o grzesznosci ludzi i pomagajacej w tym spowiedzi to sie obruszyla i udala sie do   kaplana aby o tym podyskutowac. Musial sie mocno ow kaplan za nia pomodlic, bo zaczelo sie dziac troche po jej powrocie z Lourd.
A swiat jest grzeszny, kiedy mowimy poslugujac sie terminologia koscielna. Mordy, wojny, ludobojstwa, handel zywym towarem, bieda i obojetnosci na nia, uzaleznienia, niemoralnosc w rodzinach.... to nie bierze sie spoza nas. Nie szukajmy winnych.



piątek, 23 września 2016

Tak sie jakos zainteresowalam...



...objawieniami Matki Boskiej. Zadziwiajacy to fakt. Niesamowity.
Kupilam w Gietrzwaldzie "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie" Przedruk wydania z 1883r. Zainteresowal mnie temat. Wynika z tego wszystkiego, z tych objawien, ze Matka Boska nie bywa gadatliwa. Kazde jej slowo, gest ma znaczenie. Zasila, tak to ujme,  ludzi na danym terenie swa moca. Przekazuje istotne dla swiata badz otoczenia informacje. Nie wpiernicza sie w polityke. Robi obok swoje.
Zainteresowalam sie Objawieniami rowniez po przeczytaniu ksiazki "Tajemnice Jana Pawla II" Antonio Socci. Pociagajacy temat.

Matka Boska ukazala sie w  Gietrzwaldzie  27 czerwca 1877 r. Justynie Szafrynskiej. Dziewczyna wracala z rodzicielka do domu po odbyciu egzaminu z katechizmu . Egzamin ow poprzedzal przystapienie dzieci do pierwszej komunii swietej. Justyna Szafrynska miala wowczas 13 lat. Zobaczyla najpierw cos dziwnego na klonie obok kosciola. Jasnosc jakas wyjatkowa. Pierwsze widzenie bylo niewyrazne i ...dosc pobiezne. Matka dziecka stala nieopodal i pospieszala corke, zdziwiona jej zagapieniem sie. Chciala zdarzyc przed zmrokiem do domu. Potem poszlo prawie jak z platka. Nie chce opisywac wygladu postaci, ktora zobaczyla Justyna Szafrynska. Jest to piekna Pani i bardzo realna- tak twierdza wszyscy widzacy, czy to w Gietrzwaldzie, czy w Fatimie, Medzugorje, Kibeho, La Salette, Guadelupe, ....  Druga widzaca -Barbara Samulowska - zapytana kiedys na misjach  przez postulantke:

 "" Czy to prawda, ze siostra, bedac mloda dziewczyna, widziala Matke Najswietsza?" Siostra Stanislawa (vel Barbara Samulowska) usmiechnela sie dobrotliwie i odpowiedziala pytaniem: "O, jaka panienka jest ciekawa. Kto panienke zdazyl juz tak szybko poinformowac o tym?".
Postulantka widzac na biurku siostry asystentki piekna figurke Niepokalanej Dziewicy, pytala dalej: "Czy Maryja Dziewica, ktora widziala siostra, byla podobna do tej na biurku i byla tak piekna jak na Cudownym Medaliku?". Wtedy siostra Samulowska przeczaco pokrecila glowa i nadal zachowujac usmiech, odparla: "Jakze panienka jest natarczywa. Przygotuj sie, abys z gorliwoscia odprawiala postulat i kiedys zasluzyla sobie na laske zobaczenia Najswietszej Dziewicy". I, spogladajac na sliczna figurke na biurku, powiedziala to, co od dziecka nosila w swoim sercu jako najwiekszy skarb i tajemnice:"Niepokalanie Poczeta jest niewyslowiona pieknoscia". Tylko tymi slowami pozwolila sobie zdradzic swoja tajemnice siostra Stanislawa Barbara Samulowska. Tylko tyle, i az tyle. "

"Barbara Samulowska. Z gietrzwaldzkich objawien". Sanktuarium Matki Bozej Gietrzwaldzkiej.

Wyglad Matki Bozej nie jest w tym wszystkim moze, az tak bardzo istotny. Bo jezeli to AZ TAKIE PIEKNO, wtedy slowa sa zbedne, nijakie i marne...mozna opisac cos niecos, ale oddac slowami realnego piekna sie nie da.  Dla tych, ktorzy rozeznaja objawienie, ma to z pewnoscia znaczenie, tak, jak i wiele innych szczegolow. Dla nas zwyklych , nie jest to chyba az tak istotne. Dla mnie istotne jest- bylo to, w jaki sposob Matka sie przedstawila,  dala sie poznac, kim Ona jest. Imie mowi wiele. Kiedy Justyna Szafrynska zapytala (poproszona wczesniej przez proboszcza parafii) : "Kto ty jestes?" (...) uslyszala odpowiedz: "Jam jest Najswietsza Maryja Panna, niepokalanie poczeta". Justyna zapytala jeszcze przed pytaniem o imie czego zada postac, ktora sie jej, a po czasie i innym ukazywala. Najswietsza Maryja Panna przemowila do Justyny jezykiem, ktorym dziewczyna zapytala ( po polsku, z pewnoscia gwara warminska) : "Zadam, abyscie codziennie odmawiali rozaniec".

Wypadaloby chyba zaznaczyc, ze czasy objawien gietrzwaldzkich to czasy rzadow pruskich na terenach Warmii ( Gietrzwaldu). Czas ostrego germanizowania tamtejszej ludnosci. Przemowienie do ludzi w jezyku polskim- jezyku, ktory byl zwalczany przez sprawujacych wowczas wladze to ...no jakby na wiesc o objawieniu takowym zareagowali wspolczesni dygnitarze, gdyby na dokladke dowiedzieli sie , ze widzenie przemawia w jezyku, ktorego sie zakazuje, probuje wyplenic? Najpiewniej stwierdziliby, ze to prowokacja, prowokacja roztropnych chlopkow, ktorzy sa tak szczwani, ze nawet Boga ( kosciol) probuja w swa walke wmontowac. Los widzacych do latwych nie nalezy. Oni sa po prostu uwazani za swirnietych, sa poddawani badaniom psychiatrycznym, dziwnym testom ( i to w sumie kazdy widzacy mial tak pod gore) , a w miejscach gdzie rzady sprawuja rezimy, widzacy czesto zaliczaja wiezienia. Tak bylo w przypadku dzieciakow w  Medzugorje zas Barbara Samulowska nawiala daleko od domu....do konca zycia nie powrocila do rodzinnej schchedy, pomimo tego, ze nastal czas kiedy juz mogla i miala ku temu okazje. Przebywajac w klasztorze w Gwatemalii, gleboko trzymala swoja tajemnice, aby siostry w otoczeniu za bardzo sie nie orientowaly w czym rzecz- jak jednak bywa (?) ludzie niosa wiesci na jezykach.
 Tak mi sie wydaje, ze gdyby to nie bylo prawda,  to widzace dzieciaki by w koncu pekly. Podpisalyby wszystkie podstawione im do podpisu papiery....poddalyby sie, ot i tyle w temacie. Chcialyby pod pierzyne do cyca matki, do domu.  Widocznie bylo (jest) to, co mialy okazje doswiadczyc, prawda.
Dlaczego Matka Boska ukazuje sie w takim czasie w pipidowie na Warmii? Byl to czas goracy. Wrzalo wowczas na Warmii. Ludnosc w miazdzacej wiekszosci polska, nie chciala poddac sie germanizacji i...czyzby dostala wsparcie? Najpewniej tak. Pokoj , brak rozlewu krwi zapewnia modlitwa, jak na dodatek jest to zgodna modlitwa tlumow, to .... nie ma bata. Jest to jedyny duchowy sposob na nierozlewanie krwi, na powstrzymanie cierpienia i lez wielu.

Owe objawienia nie sa tez , wedlug mnie, sprawa przypadku. Ot nagle tutaj w Gietrzwaldzie, bo tak sobie Matka chciala, taki kaprys miala, albo w Medzugorje, tez kaprys ja naszedl, albo Kibeho.... Ona przychodzi tam, gdzie niedobrze sie dzieje.
Kibeho to dla mnie najbardziej dramatyczne objawienia. Dzieciaki widzace mialy oprocz przepieknego odczuwania obecnosci Maryji rowniez niezachecajace wizje. Wizje, ktore z czasem sie wyjasnily...dzieciaki widzialy rzeki krwi, rozpaczy... Ostrzegala je Matka Boza o majacej nadejsc przyszlosci. Przyszlosc nie jest zdeterminowana, to co zle mozna uniknac, a unika sie go poprzez nawrocenie, czyli zmiane sposobu myslenia...Pomoca, orezem jest modlitwa. Widocznie w Kibeho zabraklo ludziom powaznego potraktowania tych objawien. Pare lat pozniej Ruande niszczyla bardzo krwawa i okrutna wojna domowa.
Dla czlowieka wierzacego spotkanie  Matki Bozej, bycie jej wyslannikiem, wybranie- bo to jest wybranie- moze okazac sie nie lada zaszczytem. Jest to w pewien sposob zaszczyt, wyroznienie, ale nie takie jak to pojmuje wspolczesny swiat. Nie jest to gwiazdrostwo. O ludziach tych nie pisze sie na pierwszych stronach gazet. Nie fotografuje na czerownym dywanie. Przesluchuje sie ich, niedowierza, wysmiewa, wysyla na badania psychiatryczne, czesto do wiezien...czy tak mozna wyobrazc sobie kogos cool? Gwiazde? Na pewno nie. Gwiazda ma medialne przebicie, kazde jej slowo, wydarzenie z zycia prytwanego szeroko sie komentuje, podglada- co moze byc i upierdliwe, ale w sensie uwielbienia, wystawania pod drzwiami takich ludzi....nasladowania ich zycia, wyczekiwania autografu....Widzacy maja inaczej. Z drugiej strony, kiedy dzielo sie wypelnia nikt ( poza Bogiem)  nie interesuje sie nimi czy cierpieli, kiedy np.: oddzielono ich od rodzicow, albo nakuwano- tak zachowywano sie wobec widzacej w Kibaho, sprawdzano reakcje na bodzce wtedy, kiedy dziewczynka miala widzenia.
A sam wybor? Wydaje mi sie, ze ktos taki ma w sobie to "cos"...to "cos" czego szuka, ceni Bog. To "cos" , co Go przyciaga. To nie musi byc najlepszy uczen w klasie, prymus wzorowo sie zachowujacy.  Alphonsine Mumureke prosila Matke Boza, aby znalazla sobie kogos innego, bo pomimo tego, ze przebywanie z Matka jest piekne, ekstatyczne to... wszyscy sie z niej nasmiewaja, nie wierza w to, co mowi. Alphonsine nie uczyla sie najlepiej, nie byla skoncentrowana, interesowalo ja wiele, miala temperament po prostu, nie nalezala do najgrzeczniejszych i najbardziej ukladnych dziewczat szkoly i internatu. Matka Boza spelnila jej prosbe i .... zamiast wymienic dziewczynki dolaczyla jeszcze kogos, kto wydawal sie otoczeniu bardziej wiarygodny. W Fatimie zas za pierwszym razem wybor byl , byc moze ( choc nie wydaje mi sie aby Ona tego nie wiedziala) nietrafiony. Oprocz Lucji zobaczylo zjawisko jeszcze dwoje dzieci, ktore poza Lucja zaczely grac na siebie:" A my widzimy cos, czego nie widzicie wy." Nadawaly sobie ziemska waznosci i znaczenia. Przestaly wiec widziec, a ich miejsce zajely Hiacynta i Franciszek.
Mirjana z Medzugorje powiedziala kiedys, ze mocno ja uderzylo razu ktoregos zrozumienie tego, co czyni i jak mowi Maryja. Ona mowi nie do samych widzacych, ona mowi do nas wszystkich. To jest tak, jakbysmy byli dla niej jedno... wyjatkowe jedno. Przeslanie odnosi sie do  kazdego  z nas.

Mlodzi w kosciele... spiewaja roznie. Kazdy chwali, jak umie.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jak to z jedna z ksiazek bylo.

Dzisiaj wielka rocznica. Warto pamietac, nalezy pamietac, trzeba pamietac... Nie powinno sie mieszac zdarzen, dodawac watkow.
    Nie chcialabym przezywac wojen, jakichkolwiek wojen, wojenek. Trudno mi o tym czesto sluchac, bo przychodzi mi na mysl czas mojej mlodosci. Meczenie nas na wszelkiego rodzaju akademiach szkolnych lub poprzez lektury tematyka wojenna. Komunisci byli bardzo narodowi. Dbali o patriotyczne wychowanie mlodziezy. Pamietam, ze wojna czesto mi sie snila. Balam sie jej ...  Kiedys powiedzialam sobie dosc! Dosc sluchania, dosc zamartwiania sie, ze czasy moglyby sie powtorzyc.

Do wielu tematow czlowiek musi dorosnac. Dorosnac aby zrozumiec, wlasciwie ocenic.

-Nie znosze czasami mojej rodzinki. Oni bywaja okropni. Kloca sie o spadki, ziemie...nie potrafia normalnie zyc. Niezgodni ludzie.
-Moja rodzinka tez nie jest rozowa. Kiedys myslalam, ze jest wspaniala, ale... zawiodlam sie - Odrzekla psiola.- Kazda rodzinka ma cos za uszami. Tylko wiesz jak jest. Kazdy pierdzi pod wlasna pierzyna i dusi aby smrod nie wyszedl na zewnatrz.

Prababcia miala 16 lat i zostala zareczona z ponad 40 letnim wdowcem z 8 dzieci. Najstarszy jego syn byl starszy od prababci o dwa lata. Jak dla mnie byla to legalna pedofilia. Prababcia przyszlego meza nie chciala i oznajmila to razu ktoregos swoim rodzicom. Akurat cala rodzinka mlocila zboze i cepy sluzace do mlocenia wyladowaly na prababcinym karku. Dostala wpiernicz, tak kiedys uciszalo sie  bunty swoich pociech. Ksiadz w Licheniu, podczas jednej z moich ostatnich spowiedzi w Polsce, wychwalal do mnie, pod wzgledem obyczajowym, zamierzchle przedwojenne czasy. Fajne czasy, nie powiem...niczego sobie. Kobieta w swych prawach nie roznila sie niczym od wspolczesnych islamskich kobiet. Z pewnoscia wiele zalezalo od faceta, z ktorym  miala szczescie lub nieszczescie sie polaczyc. Od tego jak rodzinka  ja wyposazyla. Kto mial chrapke na jej posag, lub ktory z kawalirow byl ja w stanie jako bezposagowa przyjac . Wydaje mi sie, ze prababcia wiele z domu rodzinnego nie dostala, wiec ow stary wdowiec okazal sie dla jej rodzicow niezlym rarytasem.

   Prababcia urodzila swojemu mezowi kolejnych 8 dzieci. Z pewnoscia duzo do powiedzenia w tym stadle nie miala. Pradziadek zmarl sporo przed II wojna swiatowa pozostawiajac po sobie  wdowe z 16  dzieciorow. Synowie z pierwszego malzenstwa mojego pradziadka i synowie z drugiego malzenstwa mojego pradziadka po czasie zaczeli walczyc pomiedzy soba o ziemie. Pieciu chlopakow z pierwszego malzenstwa zdecydowalo sie ,w poszukiwaniu chleba, wyemigrowac do Stanow. Przysylali, jeszcze do komunistycznej Polski,  rodzinie paczki. Potem kontakt sie zerwal. Zestarzeli sie, ich dzieci kraju swoich przodkow nie znaly, wiec nie mialy powodu, aby utrzymywac paczkowa znajomosci z nieznanymi im wujami i ciotkami.
 
Prababcia przed wojna dostala od synow pozwolenie na dozywotnie mieszkanie w jednej z przydomowych izdebek. Zamieszkala w niej wraz z moim dziadkiem, najmlodszym synem, ktory w podziale rodzinnej ziemi nie byl w ogole brany pod uwage. Dziadek pracowal u braci jako parobek. Byl bity, nie dostawal jesc...po prostu jak przybleda, dopoki nie nabral sil i nie wyrwal razu ktoregos bratu bata z reki. Skonczylo sie. Zostawili go w spokoju. Kiedy wybuchla wojna dziadek mial 21 lat. Zostal zolnierzem AK. Nie wiem dlaczego, ale 3 razy wyskakiwal z transportu wiozacego go do niewiadomo dokad. Dziadek chyba wiedzial dokad, ale ja jako dziecko i mloda dziewczyna nie dopytywalam, poza tym dziadek niewiele opowiadal. Teraz zaluje, ze nie wiem.
Prabacia, ta cicha kobieta., nie majaca wiele do powiedzenia ani swoim synom, ani pasierbom ukrywala w czasie wojny trzy zydowskie kobiety. Kim byly te panie? Jak znalazly sie u prababci? Nie wiem. To byla taka historia, ze prababcia nie wtajemniczala w nia nikogo. Dziadek tylko opowiadal, ze czasami dziwil sie, dlaczego zywnosc z domu tak szybko schodzi i dlaczego matka zwala to na swoj apetyt, skoro chudzina z niej byla. Zreszta oni w tamtych czasach czesto glodowali. Dziadek znal, tak samo jak i moj ojciec meke glodu. Obaj mieli ze soba cos wspolnego- nikt nie powinien w ich domu glodowac.
  Bohaterstwo niejedno ma imie.

Prababcia uratowala te trzy kobiety, ktore zaraz po wojnie  zdecydowaly sie na wyjazd do Izraela. Stamtad slaly paczki. Podarowaly prababci ksiazke. Ksiege te dostal w spadku po matce moj dziadek. Pozyczyl ja do poczytania pewnemu lekarzowi weterynarii, ktory zaniosl ja pospiesznie do ksiedza proboszcza.  Ksiega do domu juz nie wrocila. Dziadek poszedl na parafie, proszac o zwrot, bo to jedyna pamiatka po  matce, ale nie otrzymal jej.
-Nie dla ciebie jest ta pozycja. To nie dla takich maluczkich ludzi jak ty.- Twierdzil proboszcz.
- Nic mnie to nie obchodzi. To jedyna rzecz jaka mi po matce pozostala. Zadam zwrotu!- Kategorycznie domagal sie dziadek.
-Nie dostaniesz. Jestes przeciez katolikiem. Dam ci w zamian  50 innych ksiazek.

Ciekawe, bardzo ciekawe....moze ksiega byla zbyt wartosciowa? Dziadek nie poszedl na milicje sie poskarzyc. Musialby, byc moze, tlumaczyc w jaki sposob stal sie posiadaczem ksiegi, nie chcial miec klopotow. Zreszta ludzie wtedy siedzieli cicho, bali sie wladzy. I to chyba wykorzystal ksiadz.