Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2023

Koleżanka poprosiła to napisałam i jej przesłałam oraz na blogu wkleiłam.

 „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.” (Dzieje Apostolskie 4,31)



Córka moja, 16 latka, przyjmowała niedawno Sakrament Bierzmowania. Jak już wspomniałam, niełatwo jest wychować współcześnie dziecko w wierze. Nie tylko dlatego, że obecna młodzież opiera się w większym stopniu na wiedzy. Cierpi na brak autorytetów, ale też ze względu na panujący obecnie kult młodości, w którym starsi niewiele mogą owym młodym zaproponować. Tak sie przynajmniej im wydaje. W dyskusjach nie wiek współrozmówcy gra pierwszą rolę i świadczy o jego mądrości, ale jakość użytych argumentów jest dla młodych przekonywującą siłą. Na dodatek wśród nastolatków to grupa rówieśnicza i jej zdanie staje się ważniejsze niż to, co powie rodzic. Dlatego ważnym jest aby nasze dzieci trafiały na mądre rówieśnicze środowisko.

Od 14 roku życia nie można w Niemczech przymusić dziecka do uczestniczenia w religijnych rytuałach. To ono samo decyduje czy chce pójść do kościoła na Msze, wziąść udział chociażby w pogrzebie członka rodziny. Samo decyduje czy przyjmie Sakrament Bierzmowania... Oczywiście tyczy się to nie tylko religii katolickiej ale jakiejkolwiek istniejącej. Tak samo nastolatka wychowywana w rodzinie islamskiej na prawo niezgodzić się na założenie hidżabu, a jeżeli ktokolwiek z rodziny będzie na nią naciskał, może taką sprawę zgłosić w odpowiednim urzędzie. Dzieci pouczane są na temat swoich praw na lekcji polityki. Nauczyciel jest zobowiązany przekazać im odpowiednią wiedzę. Proszę nie myślcie sobie, że w takim układzie w tutejszych rodzinach panuje jeden wielki donos. Nie jest aż tak źle, ale prawdą jest też to, że wielu rodziców nie nalega. Nie chcą łamać prawa i nie przymusza. W końcu w Niemczech uczy się obywateli przestrzegania regulacji. 

Nie naciskałam, choć bardzo mi zależało aby moja nastolatka została ochrzczona w Duchu Św. Ona zaś po otrzymaniu zaproszenia z parafii mającego przygotować ją na to wydarzenie orzekła, że zapyta koleżanek. Jeżeli nie będzie miała z kim na spotkania chodzić to też nie weźmie w nich udziału. Wszystko zawisło więc na zdaniu bliskich jej sercu rówieśnic. 

Do bierzmowania przekonała moją córkę koleżanka z dość pogmatwaną domową sytuacją, kiedy chodzi o sprawy wiary. Ojciec katolik pozostawił żonę i córkę dawno temu i zaniechał kontaktu. Mama ewangeliczka żyła od lat w drugim związku. Dziewczynka miewała od czasu do czasu kontakt z babcią- matką swojego ojca. Całkiem możliwe, że to ona wymodliła wnuczce bierzmowanie. 

- Skoro E. idzie to i ja pójdę. We dwie będzie nam raźniej.- Stwierdziła moja córka. 

Przygotowania trwały rok. Ogólnie było to jakieś 6-7 spotkań. 

Świadkiem na bierzmowaniu u mojej córki był syn mojej siostry. To nie ważne, że mężczyzna. Ważne aby był bierzmowany. W przypadku świadka wystarczyła jego deklaracja, że sakrament takowy przyjął. Nie trzeba było zwozić kwitów. Dzieci nie wybierały sobie imion. Biskup pytał o ich własne imię i takim się do nich zwracał wypowiadając regułę namaszczenia. 

Myślę, że owe zrezygnowanie z nadawania sobie kolejnego imienia podczas bierzmowania może wiązać się z tym, że młodzież tak czy siak nie wybrałaby sobie imion świętych tylko takie jakie by się im podobały. A w kraju, w którym niemieckie dziecko jest chrzczone jako Sasza, dziewczynka jako Tanja, Tanja to swego czasu było dość popularne imię dla dziewczynek w Niemczech, trudno jest uzmysławiać jakie imiona nosili święci. 

Syn moich niemieckich sąsiadów nosi imię Janek. Trudno by było komuś, kto chciałby takie imię przybrać na bierzmowaniu, wyjaśnić, że świętego Janka nie było. Jeżeli już to Jan, albo z niemieckiego Johannes. 

Tak. Dla Niemców imię Janek i Jan to dwa odrębne imiona. Tak samo jest z Anną, którą my zdrobniany na Ania lub stwardniamy na Anka. U nich są to trzy ròżne imiona: Anna, Anka i Anja. Przekonaj  teraz bierzmowanego, że imienia Anja nie powinien sobie nadawać, a jeżeli już to Anna. A jeżeli wpadnie na pomysł nazwania siebie Fatimą. No to jak to tak? Od nazwy świętego miejsca, czy imienia z islamskim rodowodem?



piątek, 22 lipca 2022

Zimno i krwawo.

 

Tak goraco, ze zaczelam o krajach Skandynawskich czytac i mnie wciagnelo. Przewodnik ( gruby) turystyczny przerabiam. Cytowac bede co ciekawsze tresci historyczne o danym zakatku. Cytaty powiazuje z niektorymi problemami wspolczesnosci. 

Np.: taki zwiazany z naszym globalnym ociepleniem. 

"Zycie w Norwegii zawsze zalezalo od uksztaltowania terenu i klimatu. Pierwsi mieszkancy na norweskiej ziemii skupiali sie na wybrzezu. Wplyw cieplego Pradu Zatokowego sprawial, ze codziennosc byla tu znosniejsza niz w glebi ladu (...) Po wielkiej odwilzy zapanowal klimat tak lagodny, jak jeszcze nigdy dotad, ale okolo 500 r. p.n.e., w okresie , w ktorym zelazo zaczelo wypierac braz, a Atenczycy  gotowali sie do budowy Partenonu, klimat z niewyjasnionych przyczyn sie zmienil. Skutki naglego ochlodzenia i podniesienia wilgotnosci okazaly sie dramatyczne."

Za slaby przemysl mieszkancy Skandynawii mieli, stad to nagle oziebienie. Za malo gazow cieplarnianych emitowali.  O dziwo, owe oziebienie klimatu spowodowalo, ze ludzie zamiast wiesc polkoczownicze zycie osiedli. Skupili sie na gromadzeniu zapasow dla siebie i zwierzat, prowadzeniu gospodarstw. Prawdopodobnie z tego powodu budowano domy dwuizbowe. Z jednej strony ludzie , z drugiej zwierzeta... takie wspoistnienie zapewnialo cieplo, choc do higienicznych sie nie zaliczalo. 

"Podobnie jak prawie w calej Europie, klimat w Norwegii ochlodzil sie ponownie w XIV w., co pociagnelo za soba zapasc gospodarcza. Wkrotce potem okrutne zniwo zebrala czarna smierc, czyli dzuma. Liczba rycerzy w Norwegii  zmniejszyla sie wowczas z 270 do 60."

Zaiste , panstwa w tamtych czasach byly zaludnione po brzegi. Slyszalam kiedys od mojego historyka, ze 10 jezdnych na drodze to bylo multum luda. A powiadaja , ze czasy te sprzyjaly plodnosci i dzieciorobstwu. Ciemny koscielny czas. Moze i tak , sprzyjaly, ale nie za bardzo ludziom owe robienie dzieci wychodzilo. Ciezko zaludnialo sie ow swiat. Ciagle jakies przeszkody. 


Cywilizowany swiat lekcewazyl Polwysep Skandynawski do konca VIII w. Najwiekszym postepem dokonanym przez Skandynawow w izolacji byla ewolucja lodzi. Fenicjanie mieli juz niemaly dorobek w podejmowaniu zdumiewajacych podrozy morskich, ale byly to podroze zwiazane z trzymaniem sie wod przybrzeznych. Mieszkancy dzisiejszej  Norwegii pracowali nad lodziami , ktorymi mozna sie bylo wypuszczac na otwarty ocean. 
Niezle. Izolacja nie musi oznaczac zastoju. 
Wikingowie, morscy rozbojnicy , po raz pierwszy dali o sobie znac w 793 roku pladrujac klasztor na wyspie Lindisfarne ( dzis polnocna Anglia). W nastepnym roku podobny los spotkal osade monastyczna w Jarrow. Przez 40 lat wikingowie kierowali swa aktywnosc ku Irlandii, a to z tego powodu, ze angielski krol dawal rade odeprzec ich ataki. 

"Slowo "wiking" dla ofiar agresji pod koniec IX i w X w. jednoznacznie kojarzylo sie z rozlewem krwi i utrata mienia. (...) Mieszkancy Norwegii byli wiecznie glodnymi ziemii poszukiwaczami przygod. Nie mieli zadnych skrupulow mordujac mnichow , w swoim rozumieniu postrzegali chrzesciajnstwo jako heretyckie zagrozenie dla wlasnych odwiecznych wierzen (...) Male najezdzcze oddzialy wikingow sialy zniszczenie i dopuszczaly sie okrucienstw, ktore dobrze sluzyly zalozonemu celowi- wrog wolal raczej uciec z placu boju niz stawac do walki z bezwzglednymi rozbojnikami. Taktyce zastraszenia sluzyly tez "dzikie wybuchy triumfujacej radosci", ktorym towarzyszylo przebijanie dzieci wloczniami i picie z czaszek zabitych wrogow."
 Opisywany czas, to czas poganstwa.  Powtarzanie jak mantra, ze chrzescijanstwo przynioslo swiatu wojny, mordy nie ma sensu. Tacy byli wowczas ludzie bez wzgledu czy byli poganinami, czy chrzescijanami. Tak tamtejszy czlowiek umial zalatwiac sprawy. Swiat byl prosty- to wrog, to przyjaciel . Wrogow sie uniecestwialo. Wojny? Na nich stal owczesny porzadek ekonomiczny. Dawal zarobek, byt, gwarantowal przetrwanie grupie-choc to akurat, z tym przetrwaniem, dziwnie brzmi. 

Moralnosc poganska. W tej branzy daleko nie odskoczylismy. Natura ludzka jest jaka jest.

"Normanskie kobiety pod pewnym wzgledem byly wyemancypowane. W 844r.  norweski krol wladajacy na zamku w Dublinie wymienil poselstwo z emirem Abderrhamanem II, mauryjskim przywodca ( dzisiejsza Hiszpania). Na dublinski dwor przybyl poeta Alghazal, a tam oczarowala go krolowa. Chetnie posunalby sie dalej w znajomosci, ale powstrzymywala go obawa przed tym, co zrobi krol, gdy sie dowie. Krolowa zapewnila wowczas poete: "Zazdrosc nie lezy w naszym zwyczaju. Nasze kobiety zostaja ze swoimi mezami tylko tak dlugo, jak same maja ochote, a opuszczaja ich wedle wlasnego wyboru" . Najwyrazniej nie dodala, ze mezowie postepuja tak samo . Gdy znudzila im sie zona, wowczas sprzedawali  ja lub obdarowywali przyjaciela". 

Jakos  dziwnie sie czuje. Byc oddana kumplowi jako towar przechodni, albo sprzedana... hm... no faktycznie. Ciekawe czy ona mogla go sprzedac, albo oddac przyjaciolce? 

No coz i w mojej naturze zazdrosc nie lezy, ale ... powiadaja , ze przezorny zawsze ubezpieczony. Ja sie zabezpieczam. "Toc gupia nie jestem", nieprawdaz?  Yntelygencja na kilometry tryskam. Moj malzonek siedzi sobie z dzieckiem na urlopie.... ja w domciu sama... przy komputerze ... z nudow juz nie wiem co robic... Ciekawe co on tam wyczynia? Zeby po powrocie nie sprzedal mnie na targu niewolnikow. 
Mam sposob. Barometr taki... Kobiety patrzcie i uczcie sie. 

Widzicie ten niebieski, przecudnej urody kwiatuszek?  Nie wiem jak on sie po polsku  nazywa. Tlumaczac luzno  z niemieckiego  zwie sie on " meska wiernosc". 
O tu, dla lepszego obadania mam cale wiadro- wiadomo.


Obsluga tegoz urzadzenia namierzajacego jest prosta jak drut. Kwiecie rosnie ladnie- chlop wierny.
 Rosnie byle jak,  przyjrzyj sie uwaznie chlopu.   

Zrodlo: Norwegia. Podroze marzen- Biblioteka Gazety Wyborczej. 

poniedziałek, 12 lipca 2021

Pionier.

 Czytam, ... mam czas to czytam... no co? Kto bogatemu ( w czas) zabroni? Czytam "Zrozumiec Polske szlachecka" Sebastiana Adamkiewicza. Jestem z tych, ktorzy uwazaja, ze aby dobrze poznac mentalnsc danych ludzi nalezy wejsc w ich historie. Najlepiej ta tyczaca sie codziennosci zycia dawniej i probowac dogrzebac sie najglebiej jak sie da. 

Mozemy uwazac, ze polska mentalnosc znamy, wszak z niej sie wywodzimy, i nie musimy niczego w danym temacie dociekac- nic bardziej mylnego. Co innego jest urodzic sie w danej mentalnosc, a co innego umiec spojrzec na nia z boku i na dodatek zrozumiec dlaczego tacy jestesmy.  Do tego jednak  znajomosc historii jest niezbedna. 

Pamietacie posla Sicinskiego? Uczylam sie o nim w komunistycznej podstawowce, choc ... w sumie co  komunizm ma z tym wspolnego? Chyba to, ze komunisci nie znosili wszystkiego co dzialo sie wczesniej. Chcieli, jako zwyciezcy,  napisac historie od nowa. Stworzyc wlasna narracje. Wytlumaczyc ludziom na wlasne kopyto, to co dzialo sie drzewiej. Sluchajac pewnych ludzi, wydaje mi sie, ze komuna zrobila im olbrzymia krzywde i kiedy chodzi o propagande namieszala w glowach nieprzecietnie. Mamy potem zwroty wytrychy w postaci: "kultura judaistyczno - chrzescijanska" oczywiscie w pojeciu , ze to bleeee, "ciemnogrod chrzescijanski", "zascianek".... 

Wracajac do posla upickiego z ziemii trockiej. Sicinski w dziejach zaistnial jako zdrajca. Przerwal sejm , krzyczac:  "Nie pozwalam na prolongate". Opuscil sale obrad. Ponoc obrady przedluzaly sie niemilosiernie i  niezgodnie z owczesnym  prawem. Podpuszczony, czy tez zmeczony niekonczacymi sie dyskusjami krzyknal to, co krzyknal i pozamiatal sobie na dobre. Od niego , oficjalnie, zaczal sie upadek Rzeczypospolitej. 


W tamtych czasach: 

"Inne tez bylo rozumienie demokracji. Nie pojmowano jej jako rzadow wiekszosci, gdyz te interpretowano jako dazenie do absolutyzmu. Przypominano wszak, ze krol- dzieki swoim prerogatywom rozdawniczym- moze latwo zbudowac wiekszosc, ktora zagrozi wolnosci. Odnoszac sie do tradycji chrzescijanskich ( pogrubienie moje) uznawano, ze demokracja polega na wspolnej zgodzie obywateli i uwzglednianiu zdania mniejszosci . (...) Do 1652 roku do protestow pojedynczych poslow nie dochodzilo. Nie oznacza to, ze kazdy sejm konczyl sie podjeciem konkretnych decyzji. Sejmy nie dochodzily do skutku juz w czasach Zygmunta Augusta, lecz dzialo sie to wtedy na podstawie decyzji wiekszej grupy poslow. Byla tez tradycja ( kultywowana dzis m.in w czasie konklawe), ze jesli liczba protestujacych byla mala, to zazwyczaj podporzadkowywali sie oni zdaniu wiekszosci. (...)  Dlaczego wiec w 1652 roku sejm zerwalo veto jednego posla? Po pierwsze tak, jak wspominalem bylo to w interesie nie tylko Sicinskiego, ale wszystkich zebranych. Byc moze, gdyby te interesy byly sprzeczne, mowilibysmy dzis o zabawnym epizodzie w historii sejmu, a nie o tragedii. (...) Coraz wazniejsza byla polaryzacja sceny politycznej. O ile jeszcze w XVI wieku izba poselska byla  przedstawicielstwem okreslonej grupy spolecznej, o tyle w wieku XVII miotaly nia interesy poszczegolnych moznowladcow i stronnictw. (...) Nie jest pozbawiona racji opinia historykow, ktorzy wskazuja na problem , jakim bylo zapisane w artykulach henrykowskich ograniczenie czasu trwania sejmow ordynaryjnych do szesciu tygodni. Wczesniej sejmy trwaly miesiacami , co uniemozliwialo ucieranie kompromisow. Ze wzgledu na ogrom problemow , jakie poruszano na sejmie, ograniczony czas obrad czesto uniemozliwial dochodzenie do jednomyslnosci. (...) Niezaleznie od przyczyn i legalnosci postepowania Sicinskiego stwierdzic nalezy, ze jego czyn byl smutnym precedensem, ktory pozwolil na utrwalenie w tradycji politycznej zrywania sejmu przez pojedyncza osobe. "

Sie chlopu trafilo! Pionier. Popularny sie stal. Jak to trzeba uwazac co sie klepie. Co sie krzyczy i gdzie sie krzyczy. Jedno "ups!" i mozna byc zalatwionym na cacy. Choc obecnie, przy istneniu tylu platform spolecznosciowych, w dobie lajkow wielu chcialoby, byc moze, takiej popularnosci jaka zablysnal dany polityk? Dzisiaj nie wazne jak sie o kims mowi, wazne, ze sie o nim w ogole mowi. 

A mnie znowuz zastanowila ta tradycja chrzescjanska w wydaniu przodkow. Milo jest przeczytac, ze w zwiazku z chrzescijanska tradycja uwzgledniano zdanie mniejszosci, bo sa tacy, ktorzy namietnie dbaja o to aby tradycja chrzescijanska kojarzyla sie nam ze wstydem, ciemnota, brakiem politycznej kultury.  Chrzescijanie tez maja rozne mentalnosci, w zaleznosci od spolecznosci w jakiej sie wychowywali. Chrzescijanie roznia sie miedzy soba. Inny bedzie wyznawca Jezusa  wychowany na podlozu kultury islamskiej, a inny ten wychowany w kultrurze wschodnioeuropejskiej, czy zachodnioeuropejskiej. 

Lubie ten kosciol. 



W kosciele na Mszy nie bylam, w zwiazku z pandemia, chyba wieki, ale czasami bez okazji zajezdzam do tej swiatyni. Ladna jest, przytulna. Nie obwieszona wotami tak, jak polska Czestochowa, pomimo tego, ze jest uznana za miejsce okolicznych pielgrzymek. Podoba mi sie w niej to, ze dekoracja jest gra swiatel. Na srodku wisi krzyz- czesty wstroj katolickich przybytkow na terenie , w ktorym mieszkam- zas swiatlo powoduje, iz widze dwa dodatkowe krzyze. Po lewej i po prawej stronie Jezusa. Dwoch dodatkowych skazancow. W Niemczech jest prosto, bez przepychu, no ale oni mieli pioniera Lutra, ktory kosciolem troche potrzasnal i powytykal mu miedzy innymi zycie ponad stan.  

wtorek, 11 maja 2021

Katolicyzm katolicyzmowi nierowny.

 Z katolicyzmem bywa tak, ze jego wyznawcom wydaje sie, iz jest on jednolity na calym swiecie. Tak chyba powinno byc, ale... niestety roznimy sie bardzo. Z katolicyzmem jest tak samo, jak z islamem i jak z kazda inna religia. Inny jest islam w Turcji, inny w Arabii Saudyjskiej jeszcze inny w Afryce. Jedna religia. Jeden Mahomet ( zalozyciel), ale w kazdym z krajow podleglym danej religii islam przybiera inne oblicze.  

Podobnie sprawa sie ma z katolicyzmem. 

Kiedy przyjechalam do Niemiec wydawalo mi sie, na samym poczatku, ze moj maz i ja nalezymy do roznych kosciolow. Czas kiedy wyjezdzalam z Polski to byl zmierzch krytyki ( debaty toczacej sie w naszym kraju) przyjmowania  Komunii na reke. W Niemczech 90% wiernych wyciaga reke po Hostie . Przyjmowanie Oplatka do ust praktykuja osoby chore, niesprawne, ktore nie moga posluzyc sie rekoma. I nie przecze, bywaja tacy, ktorzy  z przyzwyczajenia lub konserwatywnych zapatrywan nie wyobrazaja sobie innego przyjmowania Komunikantu jak ten tradycyjny. Tesciowa opowiadala, ze kiedy  ow pomysl w  kosciele zaswital- papiez zezwolil- tutejszy proboszcz byl przeciwny nowej modzie . Zapowiedzial, ze swoim parafianom niczego w nowomodny sposob podawal nie bedzie. Wowczas parafianie ostrzegli,  ze do kosciola nie przyjda. Pasterz ustapil. 

Praktyka spowiedzi. 

Powiem szczerze, ze tam gdzie ja chadzam nie widze takiej spowiedzi jak w Polsce. Nie ma kleczenia w konfesjonale.  Ponoc, jezeli ktos znajduje sie  w potrzebie, moze zadzwonic i umowic sie na spotkanie.  Standardowym zas obrazkiem sa konfesjonaly zarastajace pajeczyna. Spowiednik siedzacy i czekajacy przed Msza Sw na pokutnika to tylko w Polskiej Misji Katolickiej. Moja tesciowa u spowiedzi byla prawdopodobnie raz w zyciu. Zmarla w wieku 89 lat. Chodzic do obcego czlowieka i opowiadac mu o wlasnych slabosciach, albo przewinieniach? Nie do pomyslenia:) 

W Polsce ksiazki o Harrym Potterze sa palone na stosie przed parafia, w Niemczech sprzedawane w parafialnej ksiegarnii. 

Nie o tym jednak chcialam. 

Na zachodzie w katolickim kosciele , nie wiem dokladnie od kiedy, praktykuje sie blogoslawienstwo par jednoplciowych. Nie jest to rownorzedne z sakramentem malzenstwa, tego akurat tlumaczyc nie trzeba, ale jest znakiem uczynienia kroku ku parom gejow i lesbijek. 

Na Watykanie zawrzalo, konkretnie zawrzalo w marcu , w kregach Kongregacji Nauki i Wiary i powiedziano "nie" owym praktykom. 

Jak uzasadniono owe stanowisko?  (Tutaj) Jak to na Watykanie: " Kochamy Was, ale jednak lepiej by bylo, gdyby Waszego stylu zycia nie blogoslawiono". Jakie jeszcze slogany mozna w to wmontowac (?)

 -  "Nie lekajcie sie Bog jest Miloscia!" , 

-" "Nie" dla blogoslawienstwa zwiazku, nie oznacza "nie" dla osoby" ? 

Z tym ostatnim moze nawet moglabym sie zgodzila, bo kosciol w sumie nie mowi "nie" dla blogoslawienstw poszczegolnych homoseksualistow, ale ... no wlasnie musi byc jakies "ale",  objeci nim powinni byc  homoseksualisci ( lesbijki) bierni. Czyli osoba LGBTQ, idaca droga wstrzemiezliwosci seksualnej, moze byc obdarzona takim dobrodziejstwem. 

Kosciol niemiecki postrzegany jest jako katolicka awangarda. Uznawany jest za kosciol silny, tzn. idacy jednym frontem, choc i tu zdarzaja sie patriarchowie wylamuajcy sie z szeregu. Liczne katolickie stowarzyszenia i ponad 280 profesorow teologii ( Zeit Online mowi o ponad 280 )  z krajow niemieckojezycznych protestowalo przeciwko watykanskiemu stanowisku. 

  W ostatnia niedziele w okolo 100 niemieckich parafiach odbyly sie nabozenstwa , ktorym przyswiecalo motto:  " Milosc zwyciezy". Podczas nabozenstw mialo miejsce blogoslawienstwo par bez znaczenia czy sa to pary gejowskie, lesbijskie, czy hetero. 

Zakaz blogoslawienstw popiera konserwatywny kardynal z Kolonii i zapowiedzial rozmowy z ksiezmi, ktorzy owego zakazu nie przestrzegaja. Komitet Katolicki w Köln byl zdziwiony taka postawa konserwatywnego hierarchy szczegolnie po tym, jak usprawiedliwial on awans pewnego kaplana wmotanego w seks z 17 letnia prostytutka. 

Ksiadz Urlich Hinzen, ktory odprawial takie nabozenstwo w kolonskiej parafii Zmartwychwstania Chrystusa, powiedzial, ze oczekuje reakcji ze strony zwierzchnika i ze zmierzy sie z tym. Nie boi sie rozmowy i nie obawia sie sankcji. Uwaza, iz "seksualnosc jest cennym darem roznorodnosci Bozego dziela".  Mowi: "Nasz kosciol powinien zapytac siebie krytycznie (spojrzec na siebie krytycznie), czy sztywna koscielna moralnosc seksualna nie przyczynila sie rowniez do niedojrzalosci seksualnej niektorych ksiezy wykorzystujacych dzieci i mlodziez". Moralnosc seksualna podlega zmianom zwiazanym z przeobrazeniami zycia , z uplywem czasu i Kosciol tych zmian nie moze po prostu uniknac.

Za : https://www.wz.de/politik/inland/akt-des-ungehorsams-priester-segnen-homosexuelle-paare_aid-58027623


niedziela, 27 grudnia 2020

Objawienia.


Podoba mi sie ta piosenka. Jest wykonywana przez wielu artystow i za kazdym razem milo mi sie jej slucha. Kazde wykonanie jest, wedlug mnie, super. 

Gietrzwald lezy niedaleko miejscowosci, z ktorej sie w Polsce wywodze. Jakies 17 km od mojego dawnego miejsca  zamieszkania i 20 km od Olsztyna. W dziecinstwie o Gietrzwaldzie nie slyszalam, a jezeli nawet ktos cos, to nic mi w pamieci z tego nie pozostalo. Rodzice nas tam nie wozili, pomimo dobrego  polaczenia autobusowego i pomimo tego, ze mieli prywatny samochod. U mnie w domu rodzinnym sie nie wierzylo. Rodzice byli letni. Z kosciolem mieli tyle wspolnego, co doprowadzenie dzieci do podstawowych sakramentow.  Sami do kosciola chadzali slabo i slabo korzystali z ofiarowywanych tam "uslug". 
Miejsce dawnych objawien odkrylam bedac tuz przed trzydziestka. Zajezdzalam tam dosc czesto, zbaczajac z drogi powrotnej z Olsztyna. W sumie to nawet nie zbaczajac, ale wysiadajac, po drodze, z autobusu.  Pobylam w sanktuarium chwile , po czym zabieralam sie kolejnym transportem PKS do domu. 

Dwa lata temu zakupilam w gietrzwaldzkiej przykoscielnej ksiegarni : "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie. Przedruk wydania z 1883 roku" Warminskie Wydawnictwo Diecezjalne Olsztyn 2012. 
Zainteresowala mnie owa pozycja. Podczas lektury budzily sie we mnie rozmaite mysli i uczucia. Zaznacze moze, ze owe mysli i uczucia niekoniecznie byly pozytywne, choc nie zaprzecze, iz pozytywow tez doznalam. 
Wierzenie w objawienia, przekazy swietych, nie jest warunkiem koniecznym do zbawienia. Ma tylko wspomoc wiare, ale jezeli potraktujemy je lekko, jako cos malo znaczacego; nie czekaja nas z tego powodu piekielne ognie. Oczywiscie sprawa tyczy sie tylko wierzacych, niewierzacym i tak to zwisa. 

Mieszkajac przez cale zycia blisko jedynego miejsca w Polsce, ktorego objawienia zostaly uznane przez Watykan, warto bylo zapoznac sie z jego historia  i z tym, co tam sie wydarzylo. Matka Boska nawiedzala kosciol, dokladnie mowiac - klon przy kosciele- okolo 3 miesiecy. Od 27 czerwca 1877, do wrzesnia tego samego roku.
Trzynastoletnia Justyna Szafrynska po egzaminie przygotowujacym do pierwszej Komunii Sw.  wracala z rodzicielka, okolo 21.00 do domu. Zrobily jeszcze zakupy w Gietrzwaldzie i odwiedzily brata matki. Udawaly sie do pobliskiej wioski, w ktorej mieszkaly,  zwanej Nowymlyn. Przy kosciele rozlegl sie akurat dzwon wzywajacy na Aniol Panski ( drzewiej Aniol Panski byl odmawiany trzy razy w ciagu dnia: rano , w poludnie i na wieczor). Matka idac poczela odmawiac pacierz , Justyna zas zwrociwszy twarz  ku kosciolowi rzekla: "Poczekajcie, matko, az zobacze, co to jest to biale tam na drzewie i gdzie sie podzieje." Zniecierpliwiona matka ponaglala corke, chciala ja jeszcze raz wezwac, ze czas ruszac gdy doszedl do nich, wracajacy ze spaceru, proboszcz parafii ks. Weichsel.   Chcial zagadac, zapytac dziecko, czy jest zadowolone ze zdanego egzaminu, ale dziewczynke niewiele interesowaly slowa ksiedza. Dowiedziawszy sie od rozdraznionej matki ze  Justyna: "nie chce ruszyc sie z miejsca, ze sie ciagle na klon przy plebanii obraca twierdzac, ze widzi wielka jasnosc i biala jakas postac.", ksiadz, po krotkim namysle, wprowadzil Justyne do swego ogrodu, aby mogla sie widzeniu lepiej przyjrzec i opisac. Gdy Justyna po okolo 10 minutach wrocila do czekajacej w pewnym oddaleniu matki, ta zapytala ja : "Co zes tam teraz takiego widziala?" "O mateczko"-odpowiedziala Justyna-" bardzo piekna panne i byla zywa. Spogladala na mnie i na ks.proboszcza, a taka byla nad nia jasnosc, takie jasne promienie, ze wytrzymac nie moglam (...)".
Wiesc o tym, co Justyna widziala szybko rozeszla sie wsrod miejscowych, tak ze wieczorami ludzie zaczeli zbierac sie przy klonie na odmawianie modlitw. 1 lipca do widzacej dolaczyla jej kolezanka, zarazem dalsza kuzynka,  mlodsza o rok ( dwunastoletnia) Barbara Samulowska. To, co opowiadaly dziewczynki podczas widzen bylo bardzo zbiezne... nie roznily sie w zeznaniach. Byly rozdzielona i podczas widzen i w zyciu codziennym. Chciano miec pewnosc, ze nie spotykaja sie gdzies potajemnie i nie ustalaja wersji wydarzen.  Raz tylko doszlo do pewnej niescislosc, po ktorej ks. Weichsel chcial zakazac dziewczynkom przychodzenia pod klon i modlenia sie. Chcial jak najszybciej sprawe ubic. A ze rzecz zwiazana z Gietrzwaldem rozniosla sie po okolicy, wiec zaczely schodzic sie tu tlumy potrzebujacych, chorych i zwyklych gapiow, ciekawskich podgladaczy. Ksiadz przywolal do siebie niektorych z obecnych pielgrzymow i zalecil im , aby w jego imieniu powiadomili swoich duchownych , ze w skutek zaszlych watpliwosci maja zakazac swym parafianom, az do czasu, odbywac pielgrzymki do Gietrzwaldu.   
Niescislosc , ktora spowodowala ostra reakcje proboszcza, polegala na tym, ze podczas jednego z przesluchan Justyna stwierdzila, ze  Matka Boska rzekla do niej: "Tu maja byc podczas Rozanca choragwie i krzyz". Barbara zas oswiadczyla, ze widziala przy Matce Boskiej krzyz i dwie chorogwie. Jedna slyszala  gdzie krzyz i choragwie maja sie znajdowac, druga to widziala. Ks. Weichsela, podczas gietrzwaldzkiego zamieszania, przeciwnicy wyszydzali i wysmiewali. Przyjaciele zas ostrzegali aby byl przezorny i ostrozny, pomny na nauke i zwyczaj Kosciola Sw. Owa niescislosc uznal proboszcz za oznake wczesniejszego dogadywania sie dzieci ,  w tym zas przypadku widocznie panny sie niedogadaly i niescislosc wyszla na jaw lub , ze ktos nimi sterowal i podpowiadal co maja zeznawac. 
Postanowienia proboszcza wplynely przygnebiajaco na parafian, dotknely ich... Dziewczynki nie nalezaly do dzieci rozrabiakow, nie byly dzieciakami szukajacymi sensacji- trzeba tez wziasc pod uwage czasy w jakich owe nastolatki byly wychowywane. Wowczas wychowywano mlodziez w wiekszej dyscyplinie i posluszenstwie niz wspolczesnych nam ich rownolatkow. Jak na tamte czasy, byly najnormalniejszymi, zdyscyplinowanymi, szanujacymi doroslych dziecmi. Poza tym zauwazono, ze zeznania dzieci roznily sie tylko na pozor. W gruncie rzeczy nie zawieraly w sobie prawdziwej, istotnej sprzecznosci. 

Z zeznan dzieci wywnioskowac mozna, ze Postac z widzenia nie nalezala do rozgadanych. Po prostu byla. Odpowiadala , kiedy ja o cos pytano. Na zapytanie : "Kto Ty jestes?", udzielila odpowiedzi: "Jam jest Najswietsza Marya Panna, niepokalanie poczeta." , zas zapytana w ojczystyn jezyku ( gwara warminska) przez Justyne czego chce, w tym samym jezyku odpowiedziala: "Zadam, abyscie codziennie odmawiali rozaniec." 
Z ta modlitwa, osobiscie uwazam ja za jedne ze zrodel przynoszacych wewnetrzny pokoj, spokoj. Za cos,  co wyznawcy buddyzmu uzyskuja przez swoje ommmmmmm... a wyznawcy innych religii przez jakies inne praktyki modlitewno- medytacyjne. Gdyby ludzie znalezli sposob na wyciszenie wewnetrznej wojny w sobie, chyba zapanowalby wowczas swiatowy pokoj w kazdym zakamarku naszej planety. 
Inna sprawa przekonywujaca mnie do danych objawien jest niepodburzanie ludzi do dzialania, zycia w nieposzanowaniu danych zwyczajow, obyczajow, a nawet wladz ( nie mieszanie sie do tzw. polityki) . Choc owczesne wladze uznawaly Objawienia za cos groznego. Niepodobaly sie wladzom pruskim pielgrzymki. To, ze Postac przemawia gwara ( jezykiem ojczystym) wiesniakow, ktora probowano za wszelka cene wyrugowac. Chciano ludnosc danego terenu zgermanizowac. Takie zas zgromadzenia , a okoliczni pielgrzymi, i nie tylko oni, walili do Gietrzwaldu drzwiami i oknami, uwazano  za zarzewie mogacego nastapic buntu. 
Ks. Weichsel nie mial latwego zycia w zwiazku z obajwieniami. Zarobiony byl na maksa, obserwowany, wyszydzany i oddany niesamowicie przybywajacym do parafii pielgrzymom. 
12 lipca do widzacych ( zeznala, ze tez ma widzenia)  dolaczyla 45 letnia wdowa Elzbieta Bylitewska, a rownoczesnie z nia 24 letnia panna Katarzyna Wieczorek. 
Widzacych poddano badaniom lekarskim, aby ustalic czy sa zdrowymi - pod wzgledem psychicznym- osobami, czy w ich rodzinach nie bylo przypadkow chorob psychicznych, padaczek ...
Badania przeprowadzalo trzech niezaleznych i pochodzacych z roznych miejscowosci  lekarzy: Dr. Dittrich, Dr. Poschmann i Dr. Sonntag z Olsztyna. Badania wykonywano osobno, kazdy lekarz przybywal innego dnia. "Uznali oni,- o co tu glownie chodzilo,- cztery widzace osoby jako calkiem zdrowe, i nie znalezli, o ile to podczas krotkich wprawdzie, ale nieprzerwanych zadna miara wizyi, bylo niemozliwem, zadnego sladu katalepsyi, kurczow lub innej jakiej ukrytej choroby. Objawienia te zatem nie mogly miec swego zrodla w osobliwej kompleksyi ciala lub zludzeniach zmyslowych."

Teraz zas bedzie ciutke skandalicznie o Gietrzwaldzie. O pozniejszych losach widzacych - najwiecej wiadomo o najmlodszej wizjonerce Barbarze Samulowskiej. Mozna kupic w gietrzwaldzkiej ksiegarni ksiazki , czy tez informacje o jej pozniejszych dziejach. Z tego chyba powodu, ze tylko ona jedyna zostala objeta patronatem kosciola- o ile tak mozna to nazwac. Zmarla  w 1950 roku, jako ponad 80 siecioletnia staruszka w klasztorze w Gwatemalii, w ktorym pelnila bodajze funkcje matki przelozonej. Obie dziewczynki po zakonczeniu objawien, zostaly umieszczone u Siostr Milosierdzia w Lidzbarku Warminskim. Potem wraz z siostrami zostaly przeniesione do Chelmna i tam  w 1883 wstapily do Zgromadzenia Siostr Milosierdzia. Po zamknieciu seminarium przeniesiono je do domu zakonnego w Paryzu. Justyna Szafrynska zostala przypisana do pracy z  sierotami. Codziennie odmawiala - zgodnie z poleceniami w Objawieniach Gietrzwaldzkich- rozaniec, natomiast miala powazne braki w zwiazku z pokora i oglada, ponoc byla uparta. Najprawdopodobniej miala problem z zakonna dyscyplina. Zostala przyjeta jako aspirantka do Stowarzyszenia Dzieci Maryi. Z nieznanych przyczyn w 1897 wystapila ze zgromadzenia. Od tego momentu niewiele wiadomo o losach Szafrynskiej. Podobno w wieku 33 lat wyszla za maz za jakiegos Francuza. Zyla w skrajnej nedzy i tak tez zmarla, niedoczekawszy poznej starosci. 

Inaczej sprawy przedstawialy sie z Elzbieta Bylitewska i Katarzyna Wieczorek. Po objawieniach Bylitewska zaczela miec wizje zwiazane ze sw. Jozefem. Przychodzila do proboszcza i o nich opowiadala. Do widzen dolaczyla  Katarzyna Wieczorek... po czasie okazalo sie, ze obie kobiety spotykaly  sie poznymi wieczorami i ustalaly wersje swoich nowych objawien, ktorymi raczyly ks. Weichsela. Kosciol uwaza, ze jezeli cos pochodzi od czlowieka ( chociazby owe widzenia, objawienia)  wczesniej czy pozniej upadnie, wyda sie... Wieczorek dreczona wyrzutami sumienia powiedziala o wszystkim proboszczowi parafii. Wladze kosciola nakazaly wymazac ich nazwiska  z nazwisk  widzacych. Ks. Weichsel wstawial sie za Katarzyna Wieczorek, mowiac, ze  byla prosta , zwykla dziewczyna, do ktorej zaczely podczas obajwien przybywac wazne damy, panie i traktowac ja niemalze jak ksiezniczke. Widocznie ustanie zainteresowania przeszkadzalo Bylitewskiej i Wieczorek i dopuscily sie pozniejszego klamstwa tyczacego sie objawien zwiazanych ze sw. Jozefem. Wieczorek, po rekomendacjach proboszcza Gietrzwaldu zostala przyjeta do klasztoru, zas o Bylitewskiej nic konkretnego nie wiadomo. Wiadomo tylko, ze jedna z jej corek ( a moze to byla jej wnuczka(?))- Jozefa -wstapila do klasztoru Siostr Milosierdzia w Srodzie Wielkopolskiej. 


czwartek, 22 lutego 2018

Wkurzylam sie...o radosci bedzie...

Wkurzylam sie wpisem u Asmodeusza. Wydaje mi sie, ze nie ma co u ciebie Asmodeuszu sie wypisywac, bo owe wypisywanie sie jest bez sensu - BEZOWOCNE. Trzeba stworzyc cos u siebie, a ze blog zamkniety to z grubej rury pociagnac moge. Jezeli kiedykolwiek bloga otworze, wtedy wpis ow skasuje. Nie dla wszystkich ci on ...

Asmo stworzyl zacny post o RADOSCI. Ogolnie ludziom jej brak, no bo skad owa radosc brac skoro usposobienie odziedzyczylo sie smutne, a nawet jezeli nie odziedziczylo sie pesymistycznego podejscia do zycia,  to otaczajaca rzeczystosc i walka o dzien codzienny nie nastraja nas do bycia super zadowolonym z tego co nas spotyka. Ale nie tylko to nie nastraja nas optymistycznie. Nie wazne , sprobuje to jednak jako tako omowic....
Asmo uwaza, ze ludziom brakuje radosci poprzez katolicka indokrynacje w naszym zyciu. I szczerze powiedziawszy nudnosci we mnie wezbraly, bo do jasnej ciasnej ilez to mozna tak w kolko przypierdalac sie do katolikow, szukac winnych w innych a nie w sobie, w swoich wyborach , w ukladach zyciowych jakie nas zastaly czy tez spotkaly. To zaczyna byc  niesmaczne. Jakos dziwne, ze kosciol nie przeszkadzal ludziom w czasach komuny, ze nie przeszkadzal im wczesniej...dopiero teraz,  kiedy wszystko wolno zaczyna sie walka z kosciolem , ktory uwaza, ze  wszystkiego nie wolno, ze sa sprawy i rzeczy, ktore przynosza szkode czlowiekowi,  ze pod przykrywka pseudowolnosci robi sie kupe krzywdy nie tylko innym ale i sobie samemu.  Trzeba zburzyc ostatnie bastiony tych, ktorzy twierdza, ze czlowiekowi nie wolno wszystkiego! Ktorzy uwazaja , ze to nie czowiek jest Bogiem.
Do rzeczy jednak, bo sie nigdy z tego nie wygrzebie, mam na mysli owe dygresje...

W moim domu rodzinnym trudno bylo o radosc. Trudno, bo ojciec pil, przepijal, bil, kurwil sie... Matka to pczciwa kobieta, ale bardzo slabo radzila sobie z problemami z mezem. Zbudowala swoja twierdze meczenstwa i cierpietnictwa na dziwnych przeslankach, typu:
-"slub koscielny to swietosc, nikt w rodzinie sie nie rozwodzil"- Blad w jej mysleniu polegal na tym, ze slub jest swietoscia, ale kosciol dopuszcza separacje z czlowiekiem, ktory uwala nam zycie. Ona swoj lek, strach przed samotnoscia..."co to bedzie jak meza nie bedzie, jak ja sobie poradze !" skrywala za misternie ulozonymi haselkami. Zawsze to cos, ktos , nie ona.

- "...zeby o was nie mowiono, ze jestescie dziecmi z rozbitej rodziny".- Przeciez ta rodzina byla i tak rozbita. Nalog ojca do tego doprowadzil, wiec czego matka sie obawiala, czyzby rozbitego rozbicia?  Chciala zachowac pozory przed ludzmi, bo razu pewnego moja wychowawczyni omawiajac przypadek jednego z uczniow wyrazila sie na wywiadowce z rodzicami, ze: "... ten dzieciak tak ma, bo pochodzi z rozbitej rodziny".

- "... dokad niby mialam z wami sie udac?"- Blad, bo miala gdzie sie udac. Dziadek i babcia oferowali jej schronienie.

-"... tak, tak... wiem jakby to wygladalo...  na poczatku, gdybym przeprowadzila sie do rodzicow wszystko byloby ok, ale potem bysmy zaczely im przeszkadzac."- Calkiem mozliwe, ze i tak by bylo, ale dziadkowie czesto udzielali mojej mamie wsparcia.

W domu nie bylo radosci, ale nie bylo tez w tym wszystkim kosciola, wiary, milosci, nadzieji.... nie bylo nic.  Ot takie tam przykrywanie humorem, co niektorych wyczynow ojca, ale w srodku , w kazdej z nas panowal potezny smutek, przygnebienie, brak perspektyw na przyszlosc... i kazda z nas czula sie w tym stadle sama. Ojca nie interesowalysmy wcale. Z czasem przestal dokladac sie do wspolnej domowej kasy, zrzucaja ow obowiazek z wielka checia i szczodroscia na usamodzielnajace sie dzieci.
-A na co ja was mam?-  Powiadal.- Abyscie mi sluzyly.

Jebaka z niego byl nieprzecietny. Mial gosc spore  potrzeby, a ze matka urabana zyciem z nim, zakrecala kurek, w sumie ja na jej miejscu tez  bym zakrecala, bo co to za przyjemnosc pojsc do lozka z napranym, nieprzytomnym, wyzywajacym cie od kurew czlowiekiem? Ojciec wiec znajdowal sobie babki na boku. Ostatnia jaka udalo mu sie wykosic to byla rozwodka, z dwojka dzieci, o cztery lata starsza ode mnie.

Ojciec schodzil na psy, choc zewnetrznie to byl szanowany pan urzednik, ktory jak to moja rodzicielka mawiala, szedl rano wyperfumowany, wygolony, super odziany do pracy, a wracal nawalony diabel, ktory nie pozwalal, nie dawal nam sposobnosci spokojnego spania, odrabiania lekcji, bo .... dzialo sie , oj dzialo!

W takim otoczeniu nic, ale to nic nie zacheca czlowieka do bycia radosnym. Z czego masz owa radosc czerpac? Z pustego to i Salomon nie naleje. Z pewnoscia to byl powod katolickiego wychowania mojej matki, ktora ponoc jako dziecko lazila do kosciola, ale  rzeczy tam odbywaly sie po lacinie, wiec nikt nic nie wiedzial co w kosciele piszczy. Gdyby, jako mezatka, chadzala do spowiedzi to byc moze trafila by w koncu na kaplana, ktory dalby jej sile do zostawienia meza. Opowiedzialby jej o mozliwosci  separacji , ktora jest uznawana przez kosciol katolicki. Niestety matka sie razu ktoregos na kaplana podczas spowiedzi obrazila i zaniechala owego sakramentu na kupe lat... z pewnoscia na dobrych 20 lat. Obrazila sie z powodow typowo dzieciecych, tak na owe sprawy obecnie patrze. . Ojciec kosciol uznawal tylko podczas  chrztow, komunii, slubow i pogrzebow. Do kaplanow zwracal sie "prosze pana", pil z nimi wodke, na panienki z nimi nie chadzal bo niewatpliwie nie omieszkalby sie tym pochwalic.

Matki jako wsparcia nie mialam nigdy, wsparcia od ojca tez nie doswiadczylam, bo ojca w sumie poza awanturami, zdradami i wyzwiskami w naszym zyciu nie bylo. Na starosc probowal sie jakos z grzechow wykupic. Cos tam ktorejs z siostr zasponsorowac, ale ....
Pamietam czas, a bylam juz dorosla dziewczyna, mialam jakies 27 lat, kiedy strasznie potrzebowalam matki. Matka ma zas, tez potrzebowala wsparcia matki.  Swoja oszczedzala bo chorowita byla, wiec szukala matki we mnie. Coz za paranoiczna sytuacja, dzieciak, ktory musi dziwigac rodzica... zreszta mialam tak caly czas, tylko nie uswiadomialam tego sobie.
I wiecie co? Nie wiem co by ze mna sie stalo, gdyby nie wspolnota w kosciele katolickim. Niewatpliwie bylabym zrzedliwa, zakompleksiona, mam nadzieje ze bez nalogow, zmurszala stara panna w tym zlym tego slowa znaczeniu, bo ja w sumie nic do starych panien nie mam. Moga byc swietnymi, super realizujacymi sie kobietami. Mi natomiast skrzydla do samorealizacji bardzo mocno podcinal domek, to , co sie w nim dzialo.

Mnie kosciol uwolnil. Nabralam tam oddechu. Mi tam nikt nic nie nakazywal, nie narzucal, nie zmuszal, nie nakladal ciezarow. Dopiero tam zdjelam okowy i ciezary... popuszczaly wszystkie gorsety ukrywania, skrywania czegos ...

"Przyjdzcie do Mnie wszyscy, ktorzy utrudzeni i obciazeni jestescie, a Ja was pokrzepie."
Mt 11, 28

W kosciele, we wspolnocie trafilam  na ludzi wierzacych i praktykujacych.
Spotkalam tam zatwardziala  Olge, ktora rozwiodla sie z mezem alkoholikiem ( uwazam, ze w Polsce to jedna z glownych przyczyn braku radosci w rodzinach, wsrod ludzi... alkoholizm jest uznany w Polsce za chorobe spoleczna, a nie katolicyzm wierzacych). Olga to kobieta, ktora swoim synom probowal zrekompensowac brak ojca. Byla zatwardziala, ortodoksyjna i z sercem na dloni... To ona wspierala moj remont starego mieszkania, ktore zakupilam za uciulane z trudem pieniadze. Pozyczala kase i mowila, ze terminow splat mi nie wyznacza... zawierzala moje splaty Bogu, a ja staralm sie z nich szúmiennie wywiazywac. Wyklocala sie w moim imieniu z robotnikami, ktorzy probowali robic mnie w konia.
Tam spotkalam Wiesie, ktora miala super meza, za to kosmiczne problemy z synem recydywista. Wychodzil z wiezienia. pobyl na wolnosci jakies trzy miesiace i znowu cos zmajstrowal.
-"Wiecie, to ta boziulka z kosciola, co ma synka w kiciu"- Mawiali o niej  inni, owi niedzielni katolicy, albo i tacy co z kosciolem mieli tyle wspolnego co nic.
- "Taka modlaca sie rodzinka, pierwsze lawki w kosciele i prosze jaki syf w rodzinie"- Komentowano o Wiesi. A Wiesia nie zrazajac sie niosla ow krzyz upokorzenia dalej, bo jak go zdejmiesz, kiedy inni dbaja abys go nigdy nie zdjela? Szkoda tylko, ze ci inni , niewierzacy, lub uwazajacy sie za wierzacych, a komentujacy nie przyjrzeli sie  swoim rodzinnym syfkom czesto i gesto zamiatanym , dla ludzkiego oka,  pod dywaniki wszelakie.  Maz Wiesi rowniez angazawal sie mocno w moje problemy remotowe. Na rodzicow zbytnio liczyc nie moglam. Za slabi byli. Ojciec , fachowiec w dziedzinie remontow i budownictwa, wszedl do zakupionej przeze mnie schedy , zerknal z lekka. Stwierdzil: "-Ales sie wpierdolila"- i wyszedl. I tyle moglam liczyc na jego pomoc.Nie polecil mi fachowcow, a znal ich mnostwo. Nie stanal jak na faceta- ojca przystalo i nie powiedzial czegos w stylu:
-"Chlopaki te rurki sa o roznej grubosci i nie laczy sie ich razem"- a byl przeciez specem od jakosci robot budowlanych. Byl panem kierownikiem.

Dopiero tam, w kosciele,  odczulam co to znaczy miec ludzi przy sobie...ludzi sprzyjajacych czlowiekowi. Dopiero wtedy odetchnelam i nauczylam sie dziekowac Bogu za te pomoce, radosci jakich mi dostarczal przez innych. Dlatego nikt mi nie bedzie pieprzyl, ze katolicy to smutasy, ze katolicyzm odbiera czlowiekowi radosc zycia. Mojejmu ojcu niewatpliwie takowa radosc by odebral, bo powiedzialby mu ow katolicyzm cos w stylu:
 "-Sluchaj brachu. Odrzuc alkohol. Niszczysz tym siebie i rodzine!"- Toz to dopiero byly  by dla niego szatanskie wersety. Zasmucilby sie niewatpliwie.
 "- Przestan pieprzyc sie po alkoholu . Przestan pieprzyc sie, dojdz do porozumienia z zona, zacznij ja szanowac"-  To dopiero by bylo! To tak, jakby kazali mu z diablem w konszachty wejsc.

Dlatego tez wierze w ten kosciol, pomimo tego, ze spotkalam tam kaplanow alkoholikow. Trafil sie rowniez taki, ktory zdefraudowal i przepuscil parafialne pieniadze. Bywali tacy, ktorzy lubili panienki.... Trafialam na takich, ktorzy namawiaja "oddaj na tace wszystko co masz, a dostaniesz jeszcze wiecej". Oczywiscie, ze jestem odporna na tego typu namowy, daje tyle ile uwazam za sluszne. Ostatnio zostawilam w Gdansku puszke z pieniedzmi, z ktorych to oplacamy przejazdy autobana. Moglo tam byc drobniakami jakies 80 zl. Niech maja :)  Tym bardziej , ze z tej kasy sa finasowane rekolekcje dla tych, ktorzy chca a nie maja za co na nie sie udac. Wiem, ze tak bywa, bo i ja,  dawno temu,  z takowej pomocy skorzystalam. Natomiast nie wydebia ze mnie ani grosza wiecej jezeli nie jestem do tego grosza przekonana. Wole swoja dziesiecine oddac blizniemi w postaci chociazby zafundowania mu bietu do teatru.

Amen.


niedziela, 2 października 2016

Zawalilismy.




Zawalilismy drugi termin komunijny Mlodej. Mam dosc. Zapominam o terminach...Dzien ucieka mi za dniem... Mala wczoraj cos tam przebakiwala , ze ona chyba musi do kosciola, ale przebakiwala na poltorej godziny przed, a do domu daleko... Marie pamieta, niestety przyzwyczajona jest, ze rodzice wszystko ogarna. Nie ogarnelismy. Przykro i zarazem glupio, nie powinno sie tego typu  terminow przegapiac.
Ksiadz na pierwszym spotkaniu komunijnym lekuchno zaznaczyl, ze totalna, obecnie,  porazka kosciola jest brak w nim dzieci. Maja widocznie puste Msze dzieciece. Starzy przychodza...
A maja tak, gdyz porzadek byc musi. Msze dla doroslych to Msze dla doroslych. Swego czasu i na takich Msza z Mala bywalismy, co prawda nudne dla niej one sie zdawaly. Nie moglismy jednak inaczej postapic ze wzgledu na nasz wolny czas. Moda byla wyuczona zachowywac sie cicho w konkretnych momentach Mszy, w tych innych bywalo roznie.
     Mala jest  nastawiona na przestrzeganie zasad, a nie na lamanie ich. Na wspolprace, a nie na obchodzenie regul i dostosowywanie ich pod siebie. Dzialaja na nia  teksty typu: " to jest zabronione". Na razie nie drazy dlaczego cos jest zabronione.
Zamontowalismy jej WhatsApp w komorce. Niech se powysyla buziaczki, chociazby do cioci do Polski. Zdarza sie tez , ze Mala musi zostac chwile sama w chacie, wiec  kontakt z nia  musimy miec. Uslyszalo me Dziecie w TV, ze WhatsApp dozwolony jest od 13 roku zycia i sie przejelo. Dozwolony ze wzgledow bezpieczenstwa, ze wzgledu na przychodzace tam reklamy, ktore czasami kosztuja rodzicow kupe kasy, jezeli dziecie w to wejdzie. Cos tam jeszcze tlumaczyli dlaczego i w ogole. Mloda bierze te tlumaczenia bardzo do serca. Przejmuje sie dziewczynka tym swiatem.

Wracajac do Mszy. Msza dla doroslych, to w Niemczech Msza dla doroslych, przeszkadzajace dzieci nie sa na nich mile widziane. Niech ida na swoja. Ostatnio cos tam w kosciele drgnelo. Kaplani na kazaniach zaczeli pouczac wiernych, ze Jezus chetnie przyjmowal dzieci, nie zabranial im przychodzic do siebie. Starsze panie po takowym kazaniu stajaly. Coz za moc kaplanskiego pouczenia:)

 Zdziwilo mnie jeszcze cos na owym komunijnym spotkaniu. Kosciol na zachodzie w ogole niczego od ludzi nie wymaga. Po prostu przyjdzcie, a ludzie ...o matko ilez oni roszczen maja wobec kosciola. Nie moze byc nudno ( moze popcorn i cole, i seans filmu o Batmanie?). Nie moze byc przymusu i przymuszania- przeciez tego w kosciele zachodnim nie uswiadczysz. Zadnych  karteczek do podpisu, sprawdzania obecnosci...Ulatwiaja jak moga. Nie chcesz spowiedzi? Nie musisz. Przyjdz. Moja tesciowa wierzaca katoliczka, jeszcze przed soborowa, nigdy sie nie spowiadala. Kiedy po latach uslyszala w Lourd o grzesznosci ludzi i pomagajacej w tym spowiedzi to sie obruszyla i udala sie do   kaplana aby o tym podyskutowac. Musial sie mocno ow kaplan za nia pomodlic, bo zaczelo sie dziac troche po jej powrocie z Lourd.
A swiat jest grzeszny, kiedy mowimy poslugujac sie terminologia koscielna. Mordy, wojny, ludobojstwa, handel zywym towarem, bieda i obojetnosci na nia, uzaleznienia, niemoralnosc w rodzinach.... to nie bierze sie spoza nas. Nie szukajmy winnych.



środa, 29 czerwca 2016

Pontyfikat.

Pontyfikat kazdego z papiezy przebiega pod znakiem trudnosci. W zyciu kogokolwiek nie bywa latwo, czy to bogacz, czy biedak, wyksztalcony lub  bez wyksztalcenia, zolty, bialy czerwonoskory, piekny , brzydki..... Wszyscy cos niesiemy, jakies zyciowe  klocki- kamienie, ktore rozmaicie przez pryzmat doswiadczen, wyznawanej religii lub niewyznawanej religii, swiadomosci  beda przez nas  interpretowane. "Taka karma, zasluzyles w poprzednim zyciu, ciagnie sie za toba czlowieku cos nieprzerobionego, albo spieprzonego ...", "Efekt kuli snieznej, powracajacej fali....kiedys  cos podobnego blizniemu zadales, teraz powrocilo abys przejrzal na oczy jak boli, zrozumial jak potrafisz ranic i w konsekwencji dokonal zmiany jakosci swego zycia...", " Cierpienie ktore ma cie zmusisc do retrospekcji zycia, przerobienia tematow zamiecionych pod dywan. Nie odrobiles lekcji w szkole zycia a teraz bolesna pala.", "Cierpienie za innych, aby przeszli do lepszej pod wzgledem duchowym i realnym przestrzeni swego bytowania. Odkupienie".
Ten ostatni przypadek jest bardzo ceniony w chrzescijanstwie, a szczegolnie w jego odlamie katolicyzmie. I nie zdarza sie czesto. Katolicy jako i inni sa poddawani takim samym prawom natury, czyli wygrywa lub przezywa silniejszy, walki o swoje , walki o zaspokojenie podstawowych potrzeb zyciowych, walki o chwale, o tron chocby w takim malym kurniku jakim jest rodzina...... To wszystko w nas tkwi. Taka natura, karma , zycie killera..... Dopiero laska z gory, pomoc Boza podnosi nas troche wyzej, pozwala zrozumiec, ze bycie czlowiekiem to cos wiecej niz jedzenie, wydalanie, spanie, walka o przewodzenie w stadzie, blyszczenie na firmamencie, seks....

Pontyfikat JPII to walka ze zlem w postaci komunizmu. Dzwigal ciezar przez 27 lat. Benedykt XVI zmagal sie z pedofilia w kosciele. Franciszek ma tez niezly orzech do zgryzienia- islam w Europie. Dziwnym trafem wierze, ze ludzie ci dzwigaja niezly ciezar, ktory wyraza sie niewatpliwie poprzez cierpienie duchowo cielesne. Zainteresowal mnie  pontyfikat jednego z poprzednikow JPII, PawlaVI. Papiez Pawel VI wydal swego czasu emcyklike  "Humanae vitae", byla ona niezwykle bulwersujaca dla postepowego srodowiska. Opublikowano ja w momencie eksplozji swiatowej rewolucji seksualnej. O dziwo postawa owczesnej glowy kosciola i wyrazone w niej zdanie znalazlo poparcie  niektorych liberalnych intelektualistow, ale tez narazilo papieza na dezaprobate mediow, dominujacej wowczas menatlnosci i sprzeciw postepowej inteligencji klerykalnej. Autor przeciwstawial sie sterowaniu boomem demograficznym Trzeciego Swiata poprzez kolonialny system masowej dystrybucji srodkow antykoncepcyjnych.  Uwazal, ze demografia steruje sie  poprzez rozwoj gospodarczy i sprawiedliwosc.  Sposob w jaki probowal to rozwiazac konsumpcyjny swiat doprowadzil w konsekwencji do zaniku wiezi rodzinnych, dewaluowania wartosci ludzkiego zycia, wzroszu chorob przenoszonych droga plciowa. Wsrod inspiratorow papieskiej encykliki stanal Mahatma Ghandi.
W 1968 roku sytuacja Kosciola rysowala sie w najczarniejszych barwach. "Humanae vitae" byla najbardziej krytykowanym dokumentem papieskim XX wieku. I tak Pawel VI znalazl sie osamotniony, niezrozumiany i zaatakowany do tego stopnia, ze myslal nawet o zlozeniu dymisji.

Inspirujaca papieza Pawla VI wypowiedz Mahatma Ghandi
"Moim zdaniem szczytem ignorancji jest twierdzic, ze akt seksualny jest niezalezna potrzeba ciala, analogiczna do potrzeby snu czy jedzenia. Istnienie swiata zalezy od prokreacji i jako ze swiat jest domena Boga i odbiciem jego chwaly, akt prokreacji powinien byc kontrolowany, aby swiat mogl planowo wzrastac. Czlowiek, ktory to rozumie, za wszelka cene stara sie opanowac swoje pozadanie, aby uzyskac wiedze umozliwiajaca jego potomkom prawidlowe prowadzenie fizycznego, mentalnego i duchowego zycia, jak rowniez przekazac korzysci plynace z tej wiedzy nastepnym pokoleniom". W innej czesci swojej biografii Ghandi stwierdzil, ze dwa razy w swoim zyciu ulegl wplywowi propagandy, ktora zalecala sztuczne srodki antykoncepcyjne, by wykluczyc prokreacje. Jednak doszedl do przekonania, "ze nalezy dzialac poprzez sile wewnetrzna, panujac nad samym soba, czyli poprzez samokontrole". 

Opracowane na podstawie "Tajemnice Jana Pawla II" Antonio Socci. 

niedziela, 7 lutego 2016

Nie, kobieta nie prowadzi.

Zeby sie kobietom na swiecie polepszylo, facet musi chciec ustapic. Z tym ustapieniem odrobiny pola kobiecie to trudna sprawa, bo jezeli ma sie pewne przywileje zwiazane ze swoja plcia, pewien obraz siebie wyrobiony przez spoleczenstwo trudno wtedy zrezygnowac z wygody. Niefajnie jest sie posunac. Walczy sie wowczas o swoj urojony, utworzony przez kulture, obyczajowosc, polityke, religie swiatek. Nawet jak owa religia, polityka nie interpretuje spraw na korzysc danej plci to i tak nasze spoleczne, tradycyjne uwarunkowanie zrobi swoje i zinterpretuje sie rzeczy tak, jak wygodnie bedzie rzadcom swiata. Rzadcami porzadku swiata w porazajacej wiekszosci sa faceci. Oni dzierza klucze.....
Obejrzalam wlasnie na TVN Style bardzo ciekawy program o Arabii Saudyjskiej. Niektore sceny byly krecone ukryta kamera, np.: koncert, na ktorym wspolnie bawili sie mezczyzni i kobiety. Data , miejsce koncertu byly zmieniane 4 razy. Panstwo nie wydaje na podobne zabawy zezwolenia. Natomiast jezeli jest to uroczystosc prywatna, wtedy moze sie udac.  Organizatorzy musza byc jednak  nad wyraz ostrozni. Gdyby na przedstawienie zawitala policja religijna wtedy 200 osob uczestniczacych w przedsiewzieciu poszloby siedziec.
  W duzych centrach handlowych istnieja sklepy tylko dla kobiet i dzieci, i sklepy dla facetow. W  restauracjach rowniez obowiazuje rozroznienie  pomieszczen  ze wzgledu na plec....  Panowie, mlodzi chlopacy uwazaja, ze tak jest ok. Wiekszosc z nich zareczona jest z kuzynkami, no bo nie maja  innej mozliwosci poznania przyszlej malzonki.
Sa tam kobiety, ktore probuja cos w danej sytuacji zmienic. Pionierki. Nie podwazaja religijnych zasad, ale staraja sie wyjasnic, wytlumaczyc spoleczenstwu, wplynac na nie w taki sposob aby zycie kobiet stalo sie, wedlug mnie, bardziej znosne. Byla mowa o pani, ktora szerzy wsrod swoich rodaczek idee uprawiania sportu. Koedukacyjne sa zajecia dla dzieci do 12 roku zycia. Starsze dziewczynki musza trenowac oddzielnie  w tradycyjnych nakryciach glowy, odziane w dlugie sportowe spodnie i bluzki na dlugi rekaw.  Panny swietnie sobie radzily i figury mialy takie, ze mucha nie siada.
Im bardziej cos zakazane, tym bardziej ciagnie...
tamtejsze kobiety  szybciej beda mogly  uporac sie z uzyskaniem wiekszych praw dla siebie, jezeli beda mialy wsparcie swoich facetow. Niewielu panow wspiera tam panie, o chociazby ci z teledysku, wykorzystujacy bicz  satyry.


Rozsmieszyla mnie sytuacja z najlepszym w tatmytm rejonie projektantem mody-Yahya Al Bishri. Zaczynal w latach 90.  Nasiedzial sie za swoje projekty nie raz w wiezieniu i nie raz niszczono jego dorobek. Nauczyl sie fachu we Wloszech. Zawziecie projektuje dla Saudyjek, chociaz nigdy nie zobaczyl na wlasne oczy zaprojektowanego przez siebie ciucha na ktorejs z nabywajacych owe ubrania pan. A mnie dziwi, ze one przychodza- kupuja  kreacje tylko gdzie sie w nich pokazuja? Na wieczorze panienskim? Jedna z klientek wybierala odzienie  na swoj slub. Suknie zas byly niczego sobie, warte skuszenia sie i wywalenia sporej kasy.

Dobrze, ze mieszkamy w kraju przyjaznym kobietom. Nie musimy zaslaniac twarzy i mamy jako tako wyrobionych mezczyzny. Mozemy byc aktywne do starosci, o ile zdrowie pozwoli. Lazic na pokazy mody. Zyc z facetami lub bez nich...miec dzieci lub tez nie... 
Zachecam do obejrzenia galerii najpiekniejszych, dojrzalych modelek swiata. Sa tam panie i po osiemdziesiatce.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Czary, czy cuda?

Jaka istniej roznica miedzy tymi okresleniami? Trudno powiedziec, chociaz mi, jako chrzescijance nie wypada tak do sprawy podchodzic. Czary wiazane sa z poganstwem, cuda z Bogiem, z jego interwencja, tak po krotce wyjasniajac- z punktu widzenia chrzescijanina. Poganin, lub tez uzywajac okreslenia "wierzacy inaczej", powie, ze ich czary to nie czary a cuda i pochodza z tego samego zrodla co i chrzescijanskie abra kadabra. Mozna sobie latki przypinac non stop. Chrzescijanie wierza, ze nadprzyrodzone rzeczy, ktore sie dzieja za posrednictwem chrzescijanskich charyzmatykow to znak Bozej interwencji, natomiast we wszystko inne najlepiej sie nie angazowac. Nie tykac sil czlowiekowi obcych i nieznanych, gdyz moga sie okazac bardzo niekorzystne, zniewalajace, wiazace, wymagajace, Chrystus zas nigdy nie zniewala. Pozostawia czlowieka wolnym. Pomaga...

Zawsze zastanawialy mnie slowa Starego Testamentu, kiedy to Mojzesz probuje uzyskac od faraona przyzwolenie na opuszczenie przez jego lud Egiptu. Mowi o swoim Bogu, jedynym prawdziwym i godnym chwaly. Byly to czasy, kiedy ludzie uznawali istnienie roznych bozkow i nie wykluczali istnienia Boga Mojzesza. Nie zaprzeczali tez temu, ze Bog Mojzesza ma moc, ale ....ktory z nich jest najwiekszy, ktorego posadzic na olimpijskim tronie? Mojzesz chcac udowodnic moc swego Boga mierzy sie z egipskimi magami- medrcami. Z jednej strony Bog izraela zabrania swym wyznawcom, miedzy innymi sluchania wrozbitow , wywolywania umarlych, ale z drugiej strony kaze swoim slugom uprawiac czary, zeby dowiesc jego mocy. I tak Mojzesz zamienia przed faraonem laske w weza, to samo czynia magowie faraona, ale ci drudzy zostaja pogardliwie nazwami czarownikami. Oczywiscie Mojzesz ich w owym magicznym pokazie w koncu przewyzsza, pomimo wszystko trudno jest uznac faraonowi zwierzchnosc Boga Izraela. Nie przekonaly go wyczyny Mojzesza.
Moc ZRODLA, z ktorego sie czerpalo, za sprawa ktorego dzialy sie cuda, przewazala w sprawie uznania prawdziwosci tegoz Zrodla.
Z drugiej zas strony moznaby bylo zapytac czy istnieje jakies jedno Prawdziwe Zrodlo mocy, sily,uzdrawiania- mysle, ze tak.

Pierwsi chrzescijanie dbali bardzo o to, aby Jezus nie zostal uznany za maga. Dbali o to, aby jego cuda nie zostaly sprowadzone do poziomu sztuczek. Zamiana wody w wino byla prawdopodobnie zanana juz w starozytnosci, w czasach egipskiej swietnosci. Cud Jezusa w Kanie Galilejskiej wsrod swiatowcow, bo wiadomo, ze prosty lud lyka z reguly wszystko, mogl szalu nie uczynic.
Przeciwnicy Jezusa tamtych czasow, nigdy nie podwazyli prawdziwosci jego czynow. Nie podwazali zdarzenia ze wskrzeszeniem Lazarza, zamiany wody w wino, nie podwazali uzdrowien- nie bylo o tym mowy. W czasach Jezusowi wspolczesnych wielu wedrownych egzorcystow i cudotworcow chodzilo po ziemi izraelskiej. Magowie, walesajacy sie nauczyciele byli na porzadku dziennym. Kiedy do wioski zawital taki cudak, to tak jakby zawital ktos u kogo za oplata mozna bylo kupic odrobine zdrowia. Magicy, cudotworcy, egzorcysci, uzdrowiciele to byly w starozytnej Palestynie dobrze oplacane zawody. Nie kazdego biedaka bylo stac na odwiedzenie kogos takiego. Jezus zas czynil cuda za friko. Nie pobieral oplat. Kiedy sie gdzies pojawial przynosili do niego wszystkich chorych z okolicy. Nie mogac sie dostac do cudotworcy rozbierali dachy w domach i spuszczali chorych na noszach do pomieszczenia, w ktorym siedzial Mistrz. Jezus nie mial przy sobie magicznych akcesoriow typu obcegi do wyciagania zlego ducha przez nos, proszki ale, zawsze musi byc jakies ale... przy uzdrowieniu niewidomego posluguje sie glina i wlasna slina, robi z tego papke. Smaruje nia oczy choremu, modli sie i wypowiada slowa "otorz sie", czyli przeciwnicy Jezusa cudotworcy moga twierdzic, ze to byl wlasnie magiczny rytual. Istnieje ewangelia o kobiecie cierpiacej na krwotok. Nie mogla bidula dostac sie do Mistrza, zewszad otaczaly go tlumy. Postanowila, ze dotknie sie jego plaszcza i z pewnoscia wyzdrowieje. Tak tez sie stalo. Jezus zas POCZUL, ze MOC wyszla od niego. Mozna z tego wyciagnac wnioski, ze Jezus byl kims na styl przewodnika, przez ktory przeplywala uzdrawiajaca moc niczym prad elektryczny. Sprawca owego cudu nie przypisuje jednak sobie chwaly, mowi zas, ze to ludzka wiara uzdrawia, ocala: "Corko, twoja wiara cie ocalila". Szly za nim tlumy. bo widzialy w bliskosci z Jezusem korzysc, ochrone, syty brzuch ( rozmnozenie chleba)....szkoda, ze te tlumy nie okazaly sie wierne w momencie meki swego nauczyciela. Oskarzyciele Jezusa przed sadem Pilata, zarzucali mu: bluznierstwo, wichrzycielstwo, grozby wobec swiatyni, odmowe zaplaty daniny, ale nigdy nie zarzucili mu, ze jest magiem.
W grupach chrzescijanskich , poslugujacych modlitwami w sprawach uzdrowienia, wsrod chrzescijanskich charyzmatykow poslugujacych uzdrawianiem nie ma mowy o pobieraniu za to co robia oplat. W mysli zasady : "Darmo otrzymaliscie, darmo dawajcie".

Z pewnoscia Jezus byl postacia nietuzinkowa. Postacia budzaca kontrowersje do dzisiaj.


Magik, czy uzdrowiciel?

piątek, 18 września 2015

Czerwonej kapusty ciag dalszy....

Moze najpierw film. Wiem, wiem...najlepiej krotki post, ale czasami warto wejsc na glebie. Tknac tematu ciut mocniej. Nadal sie obawiam. Problem jest tak zlozony, ze az glowa boli. To moze byc faktycznie gora nie do przejscia. Bo muzulmanie sami, pomiedzy soba, sa zwasnieni, i wojny ze swoich terenow przenosza na nowe panstwa. Dochodzi do tego wszystkiego rosnaca niechec autochtonow. Ludzie zaczynaja sie gubic. Sa przybysze, ktorzy chca normalnie, spokojnie funkcjonowac, ale i sa tacy, ktorzy nadal zyja wojna miejsc, ktore opuscili. Sprawa moze byc na serio ciezka.... Jedyne rozwiazanie to sprawniejsza kontrola, wiekszy przesiew, ale.... jak temu podolac przy takim naplywie ludzi?

POLECAM.

1. Tutaj.
2. Klik.
3. Klik.

Nie wszystkie filmiki sa dlugie.
Zyje sobie w jakiejs tam pipidowie i nawet nie wiem, co sie w wielkim swiecie dzieje.

Czytam od kilku dni w necie rozmaite rzeczy, przegladam, doksztalcam sie....... i chyba kupie Koran aby tez poczytac. Znac go lepiej.

Wafa Sultan- islamska apostatka- murtadd

"Starcie, którego jesteśmy świadkami na całym świecie, nie jest starciem religii albo starciem cywilizacji. To jest kolizja między dwoma przeciwieństwami, między dwiema erami. To jest starcie między umysłowością, która należy do średniowiecza i inną umysłowością, która należy do XXI stulecia. To jest starcie między cywilizacją a zacofaniem, między cywilizacjami i prymitywizmem, między barbarzyństwem a racjonalnością".

Zrodlo; Wikipedia

Europejczycy, Amerykanie...te wszystkie kraje cywilizowane "inaczej" pracowaly na swoja demokracje LATAMI.... to byl mozolny proces. Dlugotrwala ewolucja systemu, ktora dla nas nadal doskonala jeszcze nie jest- jest tak doskonala na ile doskonali sa tworzacy ja ludzie. Jest odzwierciedleniem naszego sposobu myslenia, naszych historyczno- politycznych doswiadczen i tradycji.... nie mozemy prawdopodobnie zintegrowac naszej cywilizacji, demokracji z tymi, ktorzy do nas naplywaja..... na zmiane myslenia spoleczenstw potrzeba mnostwa czasu. Poteznej przemiany ideowej, mentalnosciowej...Ciekawe jednak czy uda sie nam koegzystowac? Czego bardzo bym swiatu i sobie zyczyla.

Jedyny ratunek dla swiata to PRZEBACZANIE sobie nawzajem. Crzescijanstwo ze swym przebaczaniem moze i jest naiwne, ale niewatpliwie to jedyne lekarstwo na zwasniony ziemski glob.
My, ludzie innego swiata , mieszalismy w polityce krajow muzulmanskich. Muzulmanie stamtad moga miec wobec nas poczucie zalu, cierpiec z powodu wyrzadzonych przez nas krzywd....ale caly swiat cierpi z powodu otrzymanych od innych lub wyrzadzonych innym krzywd. Jedyne wyjscie to WZAJEMNE PRZEBACZENIE. Temu, ktory przebaczyc na dana chwile nie moze, nie potrafi, bo to tez proces, tego typu sprawy nie dzieja sie natychmiast, pomoc moze postawa tego, ktory krzywdzil. Umiejetnosc do przyznania sie, ze postepowal zle. Umiejetnosc zadoscuczynienia. Moze wiec CzYNMY ZADOSC?

KLIK. -Ten material jest przekonywujacy.


niedziela, 12 lipca 2015

Swiat zwariowal. Cz 2

Bede linkowala sporo materialu, nie musicie go ogladac calego na teraz. Mozecie sobie dawkowac, ale sprobujcie choc jeden zalinkowany obejrzec. Zachecam, nie przymuszam.

Na zachodzie ludzie pomagaja. Roznie to bywa, bo kiedy oglada sie programy charytatywne w tv z duza iloscia celebrytow, prominentow, ludzi znanych to nie powiem, pomagaja. Skladaja datki przez internet i na wizji wyswietla sie suma , ktora na dany moment udalo sie uzbierac, a na dolnym pasku telewizora leca nazwiska dawcow. Nie wszystkich ma sie rozumiec. Wybranych losowo. Mozna dac 2 euro i znalezc sie na wyswietlaczu, mozna dac 1000 i nie byc wyswietlonym, choc przypuszczam , ze tacy dawcy na pasku wyswietlacza w tv jednak sie znajda. Takich sie raczej nie pomija, bo to duza kasa. Warto tego typu ludzi wyroznic.
Zachod w prownaniu do wschodu jest bagaty , zasobny... ich sposob oszczedzania ( a mowi sie ze to ludzie oszczedni i dzieki temu posiadaja sporo) mnie powala. Wedlug mnie roznimy sie rozumieniem pojecia "oszczedzac". Oni jada do Lidla na jakies drobne, podstawowe zakupy i przywoza przy okazji zestwa garow za 100 euro ( sytuacje coraz rzadziej obecnie spotykane- co nie znaczy, ze calkowicie niespotykane- jednak i ich kryzys zaczal dotykac), bo byl w promocji a takie wlasnie gary w innym sklepie kupiloby sie za 200 euro. Zaoszczedzili. Wschod nie kupi takich garow bo po prostu ludzie na tego typu sprawunki musza najpierw zaoszczedzic. Nie jest to rzecz pierwszej potrzeby i ... nalezy sie dobrze zastanowic zanim sie tego typu zakup zrobi, bo moze w pierwszej kolejnosci trzeba nabyc kurtki dla dzieci, buty, oplacic prad.... a wiele rodzin w Polsce stoi przed dylematem co w danym miesiacu zawalic: moze nie oplacic pradu a kupic dzieciom kurtki, czy jednak ten prad oplacic a dzieciaki bez kurtek wytrzymaja, beda zima chodzily w jesiennych odzieniach?
Swiat zwariowal bo ludzie wyrzucaja tyle rzeczy, tyle jedzenia sie marnuje. Przekarmieni ludzie w dobrobycie ( mowie o tych skrajnych przypadkach) i niedokarmiona bieda. I w tym wszystkim brak organizacji aby jakos to jadlo z jednej czesci swiata przerzucic na druga, bo za drogo, bo kto jest wlascicielem prawnym jedzenia, ktore wyrzuca sie np.: z marketow do kontenerow na smieci. Gora problemow prawnych zabijajaca odruchy serca.
Swiat zwariowal bo w misjach pokojowych ( lub wojennych ) wysylaja wojska do krajow islamskich, gdzie panuje przemoc i sa gwalcone prawa czlowieka, a zapominaja o Korei Polnocnej. Tam jakos niechetnie wprowadzaja swoje podwaliny demokracji i niechetnie mysla o dbaniu o prawa czlowieka. Bo Korea Pn jest nieatrakcyjna kiedy chodzi o mineraly, niz taki napakowany ropa Afganistan, Irak wiec w Afganistanie, Iraku, warto dbac i szerzyc demokracje, a w Korei niekoniecznie- niech se tam jakos radza. Polityka, pieniadze ... oplaca sie, nieoplaca. Jakby wprowadzanie demokracji mialobyc zajwiskiem u jednych oplacalnym a u drugich nie. Jedni zasluguja drudzy jakos nie zasluzyli.

Juz to kiedys na blogu pokazywalam


Pamietam opowiesc Montekiego umieszczona u niego. Nie potrafie odnalezc tej historii, ale miejsce, choc Monteki nic tam obecnie nie publikuje, polecam. Monteki posredniczyl w prosbach tych osob, ktore wsparcia potrzebowaly, a byly one kierowane do pewnego nieprzecietnie nadzianego goscia. Monteki posredniczyl ze wzgledu na znajomosc z tym gosciem i prace w fundacji. Zawsze slyszal ta sama spiewke, niech zainteresowani przysla opis choroby, kontakt do lekarzy i .... z reguly nic sie nie dzialo, wsparcia nie bylo. Razu ktoregos pewne chore dziecko otrzymalo jednak finanse od owego bagacza, na dosc droga operacje. I zdziwienie ogarnelo niektorych. To tak, jakby zdarzyl sie cud. A dziecko dostalo li tylko pieniadze, bo bylo wlascicielem jamnika, zas ow bogacz bedac dziecieciem marzyl o piesku. Jamnik tak go wzruszyl, ze posiadacz jamnika dosfinansowany zostal. Jakiez to kaprysy moga rzadzic naszym zyciem. Na jakich szczegolach moze wisiec nasze byc albo nie byc.
Swiat zwariowal bo ludzie traca wrazliwosc.
Kolezanki w pracy, kiedy zejdziemy na temat datkow dla biednych mowia cos w stylu: " nie daje, mi tez nikt nic nie da jak mi sie cos przydarzy", albo: "stan sie bogatym, a od razu u twoich drzwi pojawia sie rozni dziwni potrzebujacy przyjaciele". Totalone zamkniecie, odcinanie sie. Moze to prawda, ze syty nie zrozumie glodnego?

Pamietam tez wywiad z pewnym starym recydywista. Nawroconym juz czlowiekiem, ktory zajmuje sie teraz pomaganiem podobnym sobie ludziom. Mowil on, ze kiedy byl dzieckiem i zyl w totalnej nedzy z powodu niewydolnosci i alkoholizmu rodzicow, to nikt z doroslych obok nie zainteresowal sie jego losem, a wigilje spedzal czesto z bratem pod balkonami innych ludzi, przeganiany z miejsca na miejsce i jadl to co udalo mu sie ukrasc z tychze balkonow. Mordercow, zlodzeji , psychopatow mozna tez wychowac tego nie trzeba koniecznie miec w genach.
Uwazam biede za patologie i gdybym byla wladna zlikwidowalabym to swinstwo od reki. To z biedy sprzedaje sie slabszych , wystawia sie dzieci na ulice, z biedy czlowiek uczy sie klamac, z biedy mozna zakladac gangi zebracze, ktore wykorzystuja w nich tych najslabszych. Bieda jest niemoralna. A swiat zwariowal bo staje sie na biede niewrazliwy.
Uczmy sie wspierac ludzi. Niekoniecznie tych w Afryce, ale tych obok nas. Potrzebujacych wsparcia znajduja sie wszedzie.

środa, 8 lipca 2015

Swiat zwariowal. Cz.1

Swiat zwariowal, a moze jednak nie? Moze wszystko idzie w dobrym kierunku? Moze musi byc , NA RAZIE, taki zwariowany? Moze, moze, moze.... a odpowiedzi , jak zwykle, jednoznacznej brak. Zofia Nalkowska w motcie do "Medalionow" napisala: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". I miala sporo racji. Ludzie ludziom zgotowali obozy koncentracyjne, bo wierzyli, ze tak trzeba rozprawic sie z tymi co rasowo i ideologicznie odstaja.... a wiara gory przeciez przenosi...i przeniosla wspolczesny wtedy swiat do piekla obozow koncentracyjnych, na rozmaite fronty. Wiara czyni cuda. Kto powiedzial , ze wiara jest tylko samym dobrem? Moze byc to wiara w cos co przyniesie w konsekwencji ludziom zlo. Z powodu wiary chrzescijanie szli w krzyzowych wyprawach, wierzac wtedy swiecie, ze maja racje- toz grobowi Jezusa i rzeczom ( relikwiom) naszego kultu grozilo niebezpieczenstwo. Dla wiary wysadzaja sie w powietrze aby zabrac w zaswiaty ze soba innych- tych zlych, islamscy fundamentalisci. Kto jest w stanie szalenstwa wspolczesnego swiata pojac? Na co nam to? W gruncie rzeczy wszyscy marzymy , bez wyjatku, bez wzgledu na kolor skory i wyznanie o dostatnim i spokojnym zyciu. A tak potrafimy to zycie innym uwalac, bo swiat, jak to powiedzial ktorys tam Ludwik, krol francuski (?), ze swiat to on ( swiat to ja) i kazdy ma swoj wlasny swiatek. Niszczymy innych w imie jakiegos dobra. To nie musi byc niszczenie strikte wojenne, to moze byc niszczenie ekonomiczne, psychiczne. Milczenie moze byc tez wyrazem agresji i nieakceptacji, moze byc forma walki. To nie musi byc niszczenie na skale narodow, panstw to moze byc mikro niszczenie, juz w samej rodzinie, kiedy to jeden z jej czlonkow stawia sie wyzej niz pozostali. Nadaje sobie jakies przywileje, rangi ( matka, ojciec, rozpieszczony dzieciak), tytuly. Jestem mezczyzna, jestem silniejszy, jestem ojcem, rzadze, nalezy mi sie szacun...moge wiecej, wypada mi wiecej niz innym. Agresja zawsze zaczyna sie od malutkiego pulapu od piaskownicy, domu , pomiedzy dwojgiem dojrzalych ludzi, w lawce szkolnej i promieniuje dalej, mocniej, silniej......
Czasami sobie mysle, ze wojny sa nam potrzebne do rozwoju duchowego, jak chleb dla rozwoju fizycznego....ze to podstawa naszego wskoczenia na grzede wyzej. Moze dzieki temu, kiedy sie juz tak umordujemy na maksa ( siebie i innych) dojdzeimy do wniosku ze nie tedy droga i z jaskini duchowej wyjdziemy w koncu na prosta?
Wszystko to jedno wielkie "moze", bo skoro zyjemy w przestrzeni wolnej woli, sami nadajemy kierunek naszemu rozwojowy, obieramy ewolucyjny azymut. Nikt za nas niczego nie zalatwi. SAMI i juz!
A jak pomagac tym, ktorzy gdzies sie zakrecili, wedlug nas ( powinnam dodac) zakrecili, na tych sciezkach ewolucji? Wlasnie pomagac, czy zostawic ich decyzji i ich wolnej woli obieranie azymutu? Wydaje mi sie, ze to tylko my jako jednostki, potem my jako grupa ludzi podobnie myslacych wladni jestesmy i odpowiedzialni jestesmy za nasza ewolucje, nie za ewoluuowanie innych. Inni moga potrzebowac innego tempa, innego czasu...inaczej zostali uksztaltowani, poddawani byli innym praczom mozgu, innym niz my swiatopogladom i religiom...Oni musza zrobic to wlasnymi silami, na gruncie , na ktorym wzrastali. Mozemy pomoc tylko wtedy, kiedy ktos bedzie tej pomocy potrzebowal. Da znac, ze jej potrzebuje. Wtedy nie mozna owych ludzi zostawic samych sobie.

Duzo opowiada sie o kobietach w islamie. Biedne istoty. Uwiezione przez religie, panstwo, mezow- czyli mocno zhierarchizowane relacje w rodzinach. Kobieta to cos stojace wraz z dziecmi na szarym koncu. Nadmiar wladzy i przywilejow jednych nad drugimi moze powodowac potezne cierpienia tych, ktorzy z rangi swojej przynaleznosci plciowo- spolecznej sa w drabinie herarchii stawiani na jej szarym koncu. Prawo sie nimi nie zajmuje w mysl zasady, ze zajma sie nimi kochajacy czlonkowie rodzin, a wiadomo jak z ta miloscia w rodzinach bywa. Znam kilka muzulmanek. Kobiety te chwalily swoj sposob zycia. I ja takich wyzwalc nie mam zamiaru. Moge z nimi koezystowac, ale na moich warúnkach, wedlug moich zyciowych przyzwyczajen i zapatrywan. Moge tylko pomoc wlasnym przykaldem zycia, ale nie moge wejsc jej do domu i powiedziec: " E sluchaj zdejmij to homonto, jak ty kobieto wygladasz? Odslon wlosy bo to niezdrowe w takiej chuscie przy 40 stopniach pomykac". To byloby niegrzeczne, aroganckie i gburowate. Mozna te kobiety, a nawet powinno sie je edukowac, oczywiscie musza tez same tego chciec. Edukacja, wiedza= wyzwolenie. Nie wcisnie sie wtedy czlowiekowi wielu kitow. Na zachodzie, np. na kursy jezykowe, przychodzili rozmaici psycholodzy, pedagodzy i nie mowiac duzo zapoznawali kobiety z tych obszarow kulutrowych z ulotkami o przemocy domowej i gdzie ewentualnie taka kobieta moglaby sie zglosic. Wystarczy rzetelna informacja, z ktorej dana osoba skorzystac moze ale nie musi, uznajac, ze razy od meza to li tylko jej droga ku swietosci- zabrzmialo troche po starochrzescijansku:) One musza same uczynic krok. Nikt za nich ( za nas) nic nie zrobi. Filmy krecone przez zachod o kobietach stamtad sa w sumie informacja dla nas, jak one tam zyja. Zaloze sie, ze to nie bohaterki owych obrazow sa odbiorczyniami tego typu przedsiewziec kinowych. Tam to nie dociera i pozamiatane. To tak samo jak Niemcy kreca niezle, bardzo madre i poruszajace filmy o II wojnie swiatowej, ale niewiele z nich puszczanych jest w pierwszym kanale tv niemieckiej i to w godzinach najwiekszej ogladalnosci. Ja te filmy widuje w polskiej telewizji, a oni zyja se nadal na swoim poziomie wiedzy historycznej, nienaruszajacej ich spokoju- jezeli ktos chce wiedziec wiecej, musi sam szukac.
Czy cos jednak robia kobiety stamtad w celu polepszenia swoich warunkow egzystencji, zmiany swiadomosci i obyczajowosci, w ktorej egzystuja? Wydaje mi sie, ze tak, ze te panie, ktore doszly do jakiegos poziomu, z ktorego moga nadawac czynia to, nadaja....o chociazby taka mloda raperka z Afganistaniu. Wiecie jaka moc ma w przewalaniu swiadomosci i obyczajowosci chociazby muzyka, ogolnie pojeta ludzka tworczosc? Uwierzcie mi, ze czyms takim dotrze sie szybciej do ludzi, niz uskuteczniajac polityczno- religijne przemowy lub UZYWAJAC BRONI




piątek, 22 maja 2015

Rodzina, taniec, strach..... towarzysz i dziecko kwiat.

Takie sobie gadu gadu wyczyniamy pod poprzednim postem, ze mnie natchnelo...pomieszalo mi sie i .... cos teraz Wam przedstawie.

Czym jest rodzina? Odpowiedzi bedzie niewatpliwie multum. Kazdy z nas moze stworzyc swoja wlasna definicje. Dla jednych to podstawowa wylegarnia milosci,ciepla, dobra, wsparcia. Dla innych traumatyczne przezycia dziecinstwa zwiazane z toksycznymi doroslymi obecnymi w danej rodzinie. Dla jeszcze innych taka ot norma. Bywaja tez i tacy, dla ktorych rodzina to obciazenie..... ale , na poczatku, przymajniej zanim nie dorosniemy, nie przewalimy tego zycia, nie zrzucimy autorytetow rodzicow z barkow, jest to najwazniejsza otaczajaca nas spolecznosc ludzka. Dziecko kocha ludzi bliskich mu bezinteresownie...bez kombinowania, az do czasu, kiedy sie tego nauczy. Po prostu co by ci dorosli mu nie robili, wedlug niego jest to jego swiat, taki byc powinien. Ogladalam raz w TV przypadek uopsledzonej dziewczynki, na ktorej rodzice zarabiali jak na prostytutce. Sprowadzali jej klientow, brali za to pieniadze, a ona traktowala to jako norme. Poza tym wierzyla i ufala "swoim" doroslym. Kryla ich kiedy zaczely dobierac sie im do dupy odpowiednie instytucje. Nie zdawala sobie sprawy, ze jej zycie mogloby inaczej wygladac, ze na czyms innym polega milosc rodzicow do dziecka.

Razu pewnego dziadkowie moi zawitali na jakims weselu. Zaproszeni byli, zeby nie bylo, ze wpadli sobie ot tak...bez pozwolenstwa jakowegos. Na weselu tym zawitala tez moja mama z mezem a moim ojcem i z dwojeczka malutkich dzieciorow, czyli mna i siostra. Byla tam obecna siostra mamy z rodzinka...no i wujek, najmlodszy ( wtedy facet 26 letni) w tej najmniejszej i jakzesz podstawowej z podstawowych komorek spolecznych. Wesele sie rozkrecalo...ludzie dobrze sie bawili...wiadomo jak sie bawili: tanczyli , gawedzili, kawaly sobie opowiadali, pili...takie tam- standard. W ktoryms momencie wujo wyszedl na parkiet, a tancerz z niego niestety nie powalajacy byl ( no i jest ma sie rozumiec), ale no co? Zatanczyc sie zachicalo wujkowi...uderzyl w mlodziezowy tan ( czasy tacow bez pary, dlugie wlosy u faceta - wujek takie tez nosil, buty na koturnach ...czyli zdajecie sobie sprawe mniej wiecej, jakie to klimaty). Taniec ow swoja estetyka nie przemowil do mojego dziadka. Syn nie zyskal w oczach ojca aprobaty. Typowy konflikt pokolen. Inne pojecia o pieknie. Odmienne gusta....
-Dziewczyny. Sprzatnijcie go z parkietu.- Zwrocil sie dziadzio do corek. A corki poslusznie spelnily wole ojca. Ruszyly w tany do brata. Jedna z jednej strony, druga z drugiej...i chlopie w tanecznym kroku z parkietu wybylo.
I tak sie zastanowilam kiedys, kiedy juz dorosla sie stalam na tyle, aby poddawac krytyce pewne rodzinne sytuacje, aby krytycznie spojrzec na pewne ludzkie zachowania, kiedy okres dzieciecego chloniecia wszystkiego i nie poddawania tego glebszej refleksji minal, ze smieszne jest to poddanstwo rodzinie. Rodzina jest silna, ma niesamowicie silny wplyw na czlowieka. Ma to oczywiscie swoje plusy i minusy. Z dogodnego- pobocznego, bezemocjonalnego- punktu obserwacyjnego to ...w rodzinie nie mam miejsca na indywidúalnosc. Przyjmujesz zdanie lub pozycje taka, jaka nakazuje ci serce a takze interes rodziny. Broni sie ludzi bliskich sobie emocjonalnie i nie przemawiaja do czlowieka argumenty, ze ojciec i matka nie maja racji. Moga swoim zachowaniem krzywdzic kogos, niesprawiedliwie sie zachowywac wobec ludzi nam obcych np.: wobec sasiadow. Tak jak Kargul z Pawlakiem. W sumie Jadzka i Wicia w jakims tam sposob polaczyli zwasnione rody, ale latwo im nie bylo...i kiedy ojciec Wici atakowal ojca Jadzki to i mlodzi na poczatku od siebie odstawali jak na komende. Z drugiej strony czy tak wlasnie byc nie powinno? Wszelkie dziwne ugrupowania probuja rozbic czlowieka uczuciowo, emocjonalnie...oslabic spoleczne wiezi, bo czlowiek outsider jest slaby, w razie co, nikt sie za nim nie stawi. Nie bedzie oporu. Taki ktos jest latwym lupem do sprzatniecia. A moze to wspieranie i nie wspieranie rodziny powinno miec jakies swoje granice? No wlasnie, jezeli tak, to jakie?

Jest pewna biblijna przypowiesc. Pokazuje Jezusa nauczyciela. Jezus chodzi i naucza. Na poczatku Mistrz i jego zwolennicy spotykaja sie po domach...zbieraja sie ludzie w jakiejs chalupie i Jezus wyglasza swoje nauki. Wiesc o jego poczynaniach dociera do rodziny. Ludzie roznie gadaja, z reguly bardzo krytycznie. Wywieraja tym krytycyzmem parcie na bliskich Jezusowi, ktorzy postanawiaja cos z tym zrobic. Wstydza sie najnormalniej na swiecie. Sa prostymi ludzmi
kuzyni orza pola, ojciec byl ciesla....ot normalka, a tu jakis medrzec im sie trafil. Medrzec, ktory odstawal od reszty, nie rownal do szeregu. Orzel, ktory nie chcial byc kura w tym kurniku. Bliscy wyslali delegacje do mornotrawnego syna, akurat syn mial zebranie a oni tak bez pardonu, ze ma wylezc na slowo bo czekaja. Czasy byly siermiezne. Ojcu, starszyznie rodzinnej, nalezne bylo posluszenstwo i szacun, bez rodziny nie przezylo sie. Bez dyskusji posluszny Jezus powinien opuscic zgromadzenie i wysluchac z czym do niego przybyli, a Jezus na wiesc , ze matka i bracia stoja na dworze i chca go widziec odpowiada: "Ktoz jest moja matka i (ktorzy ) sa bracmi? I spogladajac na siedzacych dokola Niego rzekl: "Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pelni wole Boza, ten Mi jest bratem, siostra i matka". Rodzina nic nie wskorala. Na tamte czasy stwierdzenie, ze wiezy rodzinne sa mniej wazne niz wiezy wspolnoty w wierze bylo prawdziwie rewolucyjne. Takich wczesniejszych wypowiedzi Jezusa o rodzinie mozna znalezc w Pismie SW. wiecej. Pozniejsza Ewangelia , Ewangelia sw.Jana probowala jakos ten stosunek Jezus- rodzina wylagodzic. Mowiac slowami Pawla Janiszewskiego, specjalisty w dziejach poznego antyku: " A zatem ( pol zartem, pol serio) i dziecko kwiat z komun milosci, i "towarzysz" zespolony ze wspolbracmi- nie ziemska rodzina- nowa idea...".

Kurcze coz za niebezpieczny kierowca taksowki, tanca mu sie przed klientem zachcialo:)



czwartek, 14 maja 2015

środa, 22 kwietnia 2015

Kosmologia a religia.

" Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie."
Ewangelia wedlug sw. Jana 14; 1-6


Wiele zastanwiajacych watkow, fragmentow i wypowiedzi Jezusa znajduje sie w NT. Ludzie interpretuja to kazdy na swoj sposob, bo pomimo tego, ze kanon interpretacyjny zostal ustalony juz dawno i sciezki jakimi powinien isc rozum wierzacego zostaly juz wytyczone, to i tak nie da sie powstrzymac samego siebie i slepo zawierzyc w interpretacje tych, ktorzy uwazaja, ze zostali natchnieni, albo tez prowadzeni przez Ducha Swietego w ustalaniu owego kanonu interpretacyjnego. Czasami mysl zastanawia, tworzy pewne refleksje, idzie sobie nie po tych scezkach jakimi nakazuja isc autotytety kosciola. Nie mozna w zyciu brac wszystkiego na wiare, ale tez nie mozna brac wszystkiego na rozum. Trzeba to zespolic. Umiec obrac owa waska droge prowadzaca do PRAWDY, owa waska droge pomiedzy i nie obijac sie o bandy.

" W domu Ojca mego jest mieszkań wiele."
O jakie mieszkania szlo Jezusowi? Mowil jezykiem odbiorcow, uzywal uzywanych przez nich okreslen, uzywal terminologii tamtego czlowieka. Nie mogl wyskoczyc z fizyka kwantowa, albo filozofia troche taka, troche inna.... Cala Apokalipsa nafaszerowana jest dziwnymi opisami... potworow, wieloglowych besti, masieznych postaci.....bajki, fantazje, wizjonierstwo, iluzje....a moze prawda? Trudno powiedziec. Jako wierzaca i identyfikujaca sie z KK nie powinnam miec watpliwosci, a jednak....



Tak , wedlug Josefa Blumrich`a- niezyjacego juz inzyniera z agencji NASA, wygladal Rydwan Bozy w Ksiedze Ezechiela.


Wiedza, nasze poznanie nie tylko siebie samych, miejsca na ziemi, ale i w kosmosie ewoluuje. Nie mozemy byc abnegatami szczegolnie ci, ktorzy wierza, i nadal twierdzic, ze Ziemia jest plaska, podtrzymywana przez olbrzymie slonie. Kiedys odkryciem nad odkryciami bylo udowodnienie przez Kopernika, ze Ziemia krazy wokol Slonca. Zdetronizowal Ziemie, ten pepek. Teraz mamy jeszcze lepsze informacje:


Ba ! Oby tylko to:) Mowi sie dzieciom w szkolach na fizyce, ze mamy trzy stany skupienia cial: staly, ciekly i gazowy...pieknie zaiste , a co z plazma? Z czwartym stanem skupienia cial? Ah tam, pominmy...kiedys sie jakos dowiedza. Ci co pojda na fizyke moze poszerza swe wiadomosci w szkole sredniej, a jak nie to na studiach trafi ich to na pewno:) Gdybym nie robila teraz w tego typu sprawach to bym o plazmie chyba do tej pory nie wiedziala. Na co nam, zwyklym zjadaczom chleba taki nadmiar wiedzy....moze sie nam pomieszac w mozgownicy, wiec ...odpuscie sobie ludzie. A w ogole na co przecietnemu zjadaczowi chleba wiedza na temat czterech stanow skupeinia cial? Nie przyda mu sie ta wiedza do obliczania rachunkow domowych i gotowania.... ale w takim momencie jest ow zwykly pozeracz chleba na poziomie wiedzy o tym, ze ziemia jest plaska i na jej koncach czeka go niesamowity koniec. Zginiecie w przepasciach, wiec lepiej siedziec i nigdzie sie nie ruszac, nawet mysli powinny pozostac w bezruchu.

Niektore z dziwnych zjawisk da sie wyjasnic, ale multum nie mozna na tym etapie wiedzy jaka posiadamy, rozwiklac. Musimy czekac..moze kiedys...
film dla zainteresowanych:) Polecam.


Polacy tez maja na tym gruncie doswiadczenia.


wtorek, 31 marca 2015

Masochisci, pedaly, wariaci....kalectwa sprzezone- czy jak?

"Nie umiem
byc srebrnym aniolem-
ni gorejacym krzakiem-
tyle Zmartwychwstan juz przeszlo
a serce mam byle jakie

Tyle procesji z dzwonami-
tyle juz alleluja-
a moja swietosc dziurawa
na cwiartce wloska sie buja"

(Wielkanocny pacierz. Ks. J. Twardowski)


-Co to znaczy zmartwychwstac- w odniesieniu do czlowieka?

Znaczy to, ze czlowiek, tak jak Pan Jezus, tez musi przejsc przez to, czego sie boi, co stanowi dla niego wielka niewiadoma, przede wszystkim przez smierc. Smierc nie jest jednak koncem, lecz brama, przez ktora przechodzi sie dalej. Nie mozna tej bramy ominac, nie zauwazyc. Trzeba przez nia przejsc by wejsc do domu Ojca. Zmartwychwstac- znaczy: wrocic do Boga, ktory jest naszym Ojcem. Czlowiek zmartwychwstaly nadal zyje, takze po smierci.

"Zgoda na swiat. Z ks.Janem Twardowskim rozmawia Milena Kindziuk."



Juz kiedys o tym pisalam, moze sie powtorze, nic to...
Znacie z pewnoscia jako tako Biblie. To i owo obilo sie Wam o uszy, w razie co odpowiednie fragmenty mozecie sobie wyszukac. Bede pisala ogolnie- luzne przemyslenia.
Zastanawia mnie kilka spraw zawartych w Biblii ( oby tylko kila, sporo mnie w sumie zastanawia...) Jest sobie Piotr, na ktorym Jezus postanawia zbudowac kosciol. Dygresja krotka- Piotr nie nazywal sie na poczatku Piotrem, potem imie takowe otrzymal. Imie bylo bardzo wazne, mowilo cos niecos o cechach charakterologicznych danej osoby. Piotr z cieniasa, ktory zapiera sie Jezusa, staje sie skala nie do zdarcia. Taka skala staje sie tez wczesniejszy przesladowca chrzescijan- Pawel. Obaj Apostolowie sa silni, wytrwali, zdolni zniesc dla wiary w Jezusa mnostwo ponizen, biczowan, uwiezien...ale kazdy z nich jest inaczej silny. Srodowisko chrzescijan bylo podzielone. Chrzescijanie wywodzacy sie z narodu zydowskiego zachowali obyczaje przodkow. Nie jadali tego co nieczyste, czyli swininy, przestrzegali swoich rytualnych obmyc, pasch- pomimo tego, ze pascha po smierci Jezusa przybrala dla nich inny wymiar. Nadal pozostali w danym kregu kulturowym i zyli wedlug wytycznych danej obyczajowosci. Piotr przebywajac z zydowskimi chrzescijanami zachowywal wszystkie reguly zycia tej spolecznosci, kiedy pojawial sie u pogan zyl tak, jak zyli poganie. Pawlowi to sie nie podobalo. Nie lubil skakania z kwiatka na kwiatek. Nie podobalo mu sie kiedy Piotr u jednych chrzescijan zachowywal sie tak a u drugich siak. Ktoregos razu Pawel nie zdzierzyl, nerwy mu puscily i wywalil Piotrowi to, co mu sie nie widzialo . Poklocili sie panowie i rozstali. Piotr zostal w srodowisku zydowskim. Pawel poszedl do pogan. Patrzac oczami wspoczesnego czlowieka, o pierdoly w ogolnym rozrachunku im poszlo.
Nie wazne ci to...mowia, ze dzieki temu wiara sie rozprzestrzenila jeszcze bardziej.
Zastanawia mnie dlaczego czlowiek znosi biczowania, ciagle zagrozenie zycia, siedzenie w obskornych wiezieniach, ponizanie, wystawia sie na oplucia, publiczny ostracyzm... czy dlatego, ze to wszystko w co wierzy, co wie jest nieprawda? Dla pieniedzy to robi? Cienkie wytlumaczenie....po pierwszym porzadnym laniu forsa by mi z glowy wywietrzala. Po kilku laniach, po niedogodnosciach pogodowych ( spanie na deszczu, niedojadanie, upaly pustyni....brak wody) po przezyciu z tonacego okretu zapomnialabym o forsie. Dlaczego wiec owi ludzie szli i mowili o Jezusie, dlaczego wystawiali sie na kamieniowanie, kopanie po tylku, ponizenia?





Mozna zerknac jeszcze TUTAJ


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozwazania nad grzechem.

Zastanawiam sie wlasnie, czy cos takiego jak grzech w ogole istnieje? Czy istnieje jakias obiektywna definicja zla, czy to tylko i wylacznie nasze wnetrze- sumienie - rozstrzyga co jest ok, co nie? Nie oszukujmy sie... to co mam w srodku gra powoduje, ze pewne rzeczy i sprawy uwazamy za moralnie niedopuszczalne ,a inne ujda. Poluzowujemy sobie wewnetrzny gorset- niech bedzie, ze tak mozna, bez wzgledu co powie o tym ksiadz proboszcz,"somsiadka", kolezanka z pracy, albo ciotka....

Co ksztaltuje nasze sumienia? Skad wiemy, w ktorym moralnie kierunku powinnismy sie zwrocic, jakimi drogami zycia podazac?
Sumienie to pewna wartosc w nas ( hamulce) uksztaltowana przez lata rozwoju naszej cywilizacji. Oczywiscie granice owych hamulcow kazdy ma inne. Jeden zahamuje wczesniej, szybciej...ograniczy sobie poletko jazdy, a drugi pojedzie dalej. Pozwoli sobie na wiecej, a kiedy inni beda go zaganiac do zagrody, bo tak "niby" nie wolno, bo za daleko sie zagalopowal.... to taki "zaganiany" ktos bedzie nazywal owych "zaganiaczy", ze sa bezwolnymi owcami tuptajacymi poslusznie za stadem, ze obawiaja sie pojsc dalej, ze zawezaja poletko wolnosci ludzkiej....

I mamy we wspolczesnym swiecie pewne kwiatki, nie do zerwania jak na razie, bo zdania sa tak sprzeczne i podzielone, ze ....nie poradzisz czlowieku. Takim tematem jest znowu ta wszedzie wyplywajaca na wierzch aborcja. Temat- "dylemat moralny", temat -"zaslona dymna", aby odwrocic uwage spoleczenstwa od glownych problemow panstwa, od rozmaitych brudow ...temat dla ludzi jak kosc dla psa, zeby sie czyms zajal.

Czytam ostatnio krotkie wypowiedzi profesorow roznych swiatowych uniwersytetow. Ogolnie, owi profesorowie sa bardzo pozytywnie nastawieni kiedy biega o ewoluowanie nas jako ludzkosci. Dostrzegaja pozytywne zmiany chociazby cywilizacyjne. Prawdopodobnie stajemy sie coraz mniej agresywni, pomimo wybuchajacych jeszcze konflikow zbrojnych i przerowadzaniu akcji wojskowych. Rozumieniemy, ze dzieci nie powinno traktowac sie pasem. Ta swiadomosc wzrasta w rozmaitych spolecznosciach. Przeciez pas to byl glowny srodek wychowawczy, glowna metoda stosowana u naszych chociazby dziadkow. Pamietam ekscesy w szkolach, kiedy pani nauczycielka lala chuliganow po tylkach wskaznikiem, albo dawala po lapach linijka. Teraz jest to nie do pomyslenia. Nie do pomyslenia jest traktowanie klapsem dzieci w domu. Trzeba tlumaczyc, rozmawiac, komunikowac sie, wyjasniac dziecku dlaczego czegos nie mozna. W zwiazku z tymi pozytywnymi zapatrywaniami sie naukowcow na zycie , na nas jako gatunek, moze doczekamy sie czasow kiedy to jednoznacznie rozstrzygnie sie problem aborcji? Zaczniemy szanowac wlasny zarodek.... nie tylko krzyczec o prawach zwierzat. Bo zarodek przeciez to nie zyjacy wsrod nas czlowiek, a zwierze to zyjace wsrod nas stworzenie. Moze dojdziemy do takiego poziomu swiadomiosci, ze nie bedziemy stosowac przemocy nad tym co w nas, w sumie za nasza zgoda ( bo seks powinien wiazac sie ze swiadomoscia zostania rodzicem) zaczelo zyc? Nie bedzie agresji stosowanej wobec tego, ktoremu dalismy zalazek zycia.

Czy tylko kosciol gada o moralnosci? Czy tylko kosciol jest instytucja uzurpujaca sobie prawo do budowania naszych sumien? Wedlug mnie nie tylko kosciol. Polityka tez to robi. Ustala przeciez pewne normy, ustawy, zasady...ktore pozwalaja nam poruszac sie w okreslonych widelkach prawnych, a te ograniczenia wplywaja tez na nasza moralnosc. Mozna przeciez nie wierzyc w Boga i miec wytyczne kosciola w tyle...no bo kto to powiedzial, no kto? Kilku czarnych w kieckach? Albo sam Bog? Panstwo tez tworzy normy prawne a poprzez owe normy moralne wytyczne. To, ze Bog powiedzial: "Nie kradnij", moze dla wielu nie miec znaczenia, ale skoro za kradzieze groza restrykcje od strony spolecznosci- panstwa, wtedy zaczyna sie czlowiek owych restrykcji obawiac i naginac sumienie, ktore czasami podpowiada: " a coz to takiego? Przeciez to nic zdroznego". Mialam nauczycielke w liceum, ktora kiedys, w luznych rozmowach z nami przyznala sie, ze ma takowy dryg, aby wziasc sobie cos bez zaplaty ze straganu na rynku. Ot , chociazby jedno jablko, pomidora zaiwanic.... jej sumienie z pewnoscia by sobie owe jablka, pomidory odpuscilo. No ale... przeciez istnieje wytyczna prawa. NIE MOZNA. NIE UCHODZI. KRADZIEZ. Wytyczna prawa i zwiazane z przekroczeniem jej spoleczne napietnowanie- nauczycielka i zlodziejka? Kazdy moze w sobie owa granica zwiazana z kradzieza manipulowac.

Niewatpliwie pierwsza instytucja ksztaltujaca nasze sumienia jest rodzina. Srodowisko, w ktorym wzroslismy. Za plotem u sasiada rosnie agrest. Sasiad agrestu nie zbiera. Czasami ma na niego ochote to se pojdzie i nazrywa, reszta spada na ziemie i gnije. Agrest od sasiada przechodzi na nasza strone ogrodka. Babcia bez ustalenia z wlascicelem owocowego krzaka pozwala Marie agrest zrywac i jesc, ja zas jestem zwolenniczka aby najpierw ustalic to z wlascicielem. Po prostu NALEZY zapytac czy mozna. Tesciowa nie rozumie mnie, a ja dziwie sie, ze ona tego nie rozumie. Moje granice sa inne, granice tesciowej tez sa inne....

Mysle sobie, ze przekraczanie zasad, norm, ustaw, niekoniecznie tylko tych pisanych, jest powodem naszego cierpienia.... Przypuscmy, ze sasiad od agrestu okazalby sie czlowiekiem wewnetrznie uwiklanym w jakies problemy( niestety jest...naduzywa alkoholu) i moglby ktoregos dnia, pomimo tego, ze wczesniej nie reagowal, nagle zareagowac i ... krzyknac: " Moje to! Spieprzac!!!". W koncu jego owoc, nieprawdaz? Moze z nim zrobic to, co mu sie podoba. Moze pozwolic komus to zerwac, ale moze tez pozwolic temu zgnic, robic za nawoz pod krzakiem. Szkoda by bylo mi wowczas mojej Coreczki, ktora narazilaby sie na nieprzyjemne doznania. Wiem, wiem... to wszystko takie slizgajace sie po niuansach wszelakich, brak tu konkretnych, jaskrawych przykladow naruszania prawa, ale.... przypomnijcie sobie Wasze, byc moze niewielkie, wczesnodzieciece zranienia, ktore zapamietaliscie na cale zycie...wywarly na Was wrazenie, pozostwily slad. Niby nic, a jednak...

Nie moge pominac w tym temacie fenomenu Jezusa, jego nauk. On powiedzial cos takiego ( nie cytuje majac przed soba otwarte PISMO SWIETE): " Nie przyszedlem prawa zniesc. Przyszedlem je wypelnic". On nie ma nic przeciwko naszym ludzkim ustaleniom prawnym. On nie ma nic przeciwko naszej ludzkiej ogranizacji prawno moralnej. On to prawo tylko uczlowiecza. Wypelnia miloscia. Istnieje pewna Ewangelia. Ewangelia o jawnogrzesznicy. Dzisiaj powiedzielibysmy, ze to prostytutka. Wyciagneli kobiete przylapana na naruszaniu prawa. Ich prawo, prawo tamtejszej spolecznosci nakazywalo tego typu kobiety kamienowac. Tamtejsi ludzie nie czynili nic zlego. Postepowali wedlug wlasnych sumien uksztaltowanych takim, a nie innym prawem. Kobieta drzy, boi sie, za moment ma umrzec...bedzie bolalo, KONIEC... i wkracza w to Jezus. Powstrzymuje rozjuszony i zgorszony postepowaniem jawnogrzesznicy tlum. " Jezeli ktos jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem" zwraca sie do tlumu... porusza ich sumienia, przywoluje w nich wspomienie przekraczania przez nich samych Bozych ustaw, przekraczanie prawa... Odpuszczaja, odchodza porzucajac zebrane kamienie- PRZYPOMNIELI SOBIE to, co gleboko zakopali w podswiadomosci i nagle, pod wplywem Jezusa powrocilo to do nich. SUPER JEST TEN JEZUS, wie jak zagadac, jak do ludzi dotrzec. Ratuje zycie prostytutce, ale..... czy po zajsciu uzala sie nad nia? "Moja ty mala rybeczko. Coz za brzydcy, sfrustrowani wewnetrznie ludzie. Chcieli cie skopac bezboznicy jedni"- czy tak , albo w takim stylu do niej przemawia? Nie. Nie tak... pyta ja czy ktos ja potepil, ona odpowiada, ze nikt... daje jej jednak pouczenie, upomnienie, nauke: " Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»."
Idz, a od tej chwili juz nie grzesz! Przyznal, ze grzeszyla. Stanal pomiedzy jej grzechem a ludzmi, ktorzy chieli ja rozszarpac. Nie powiedzial, ze kamieniujacy nie mieli racji. MIELI, mieli racje...idz i nie zyj tak, nie grzesz tak, jak to mialo miejsce wczesniej w twoim zyciu. Ludzie byli wzburzeni zyciem prostytutki. Mieli racje. W ich spolecznosci kobieta szlajajaca sie za wojskami, albo rozkladajaca nogi dla wielu byla zgorszeniem. Zareagowali zgodnie ze swoim prawem , Jezus zas tego prawa nie potepil. Nie powiedzial, ze chlopaki i dziewczyny od kamieni to brzydcy, fuj ludzie...stanal tylko na przekor metodzie. Nie tedy droga. Ona grzeszyla. Robila kuku sobie samej i obnizala morale ludzi wokol. Tylko..... porzuccie te kamienie. Prawo jest ok, natomaist metoda postepowania z grzesznikiem nie jest oparta na milosci. Jawnogrzesznica przekraczajac prawo cierpiala, chociazby z tego powodu, ze dotykal ja silny spoleczny ostracyzm. Jeny! To sie dzialo ponad 2000 lat temu. Wsrod ludzi uksztaltowanych w innej obyczajowosci, ale czy teraz prostytutki nie spotykaja sie z pewnego rodzaju cichym ostracyzmem? Nadal jest to przez wielu obyczajowo nieakceptowane. Nie powinna wiec nas dziwic reakcja ludzi sprzed 2000 lat.
Zastanawiam sie, czy we wpolczesnych nam czasach prostytutka dobrowolnie przyszlaby do Jezusa? Taka np.: prostytutka z Holandii, gdzie to co robi uznane jest za legal? Mysle ze ta, ktora czulaby sie z tego powodu chora wewnetrznie niewatpliwie przyszlaby do Jezusa. Przyszlaby po milosc i wolnosc. Nie oszukujmy sie. Slyszalam wypowiedzi tego typu szczerych pan- pan tkwiacych w zawodzie. Powoduje on wiele emocjonalnych wypaczen. Niestabilnosc emocjonalna...czyli inaczej mowiac chorobe wnetrza, zatrzymanie dojrzewania emocjonalnego, emocjonalno- uczuciowego spelnienia sie. Grzech, przekraczanie wytycznych moralnych...nie wychodzi ludziom na dobre.

Ps. Jezeli chaotycznie to...wyrwijcie z tego chaosu fragmenty dla siebie.