Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 lipca 2023

Odpowiedz przychodzi zawsze we wlasciwym czasie.

 


Mieliscie ( miewcie) w zyciu  pytania zagadki? Pytania drazace wasze mysli? Zwiazane czesto z Waszym zyciem codziennym, ot takie typu: " Kto podstawil mi w pracy noge? Ewka czy Bohdan? ", a potem z czasem okazywalo sie, ze to zadna Ewka, tym bardziej zaden Bohdan. To byla Kasia.  Odpowiedz przyszla nieoczekiwanie i zycie pokazalo nam powiazania i drogi, ktorymi  doszlo do podstawienia nam przez kolezanke nogi. Czasami owe drogi i ludzkie zaleznosci bywaja tak zawile, ze nigdy nie wpadlibysmy na rozwiazanie gdyby powiedzmy jakis traf sie nie wydarzyl. Ot przy kawie nagle slyszymy, ze Kasia jest zwiazana z rodzina meza sekretarki w naszym zakladzie, a ta kumpluje sie z vice i bywa, ze spotykaja sie  prywatnie. Kasia sie do tego wszem i wobec nie przyznaje , ale powiazania to powiazania. W pracy profesjonalizm pelna geba, a prywatnie ... wiadomo kazdy orze jak moze. 

To tylko taki przyklad. 

Razu pewnego znajoma glowkowala jak to moglo sie stac, ze ludzie wiedza i tutaj padalo z reguly to, co wiedza. Bidula potrafila kilka nocy nie przespac aby rozwiklac  frapujaca ja zagadke. Mowila mi, ze nie moze inaczej. Tak to u niej funkcjonuje i co zrobisz jak nic nie zrobisz? Wydaje mi sie, ze to od owego nocnego wysilku myslowego kumpela przeszla cztery mikro udary. Po czwartym bylo juz niestety widac chociazby to, ze pociaga noga. 

Pewnie, ze jej mowilam: " Idz spac. Wyspij sie... odpowiedz z czasem przyjdzie sama. Nawet nieproszona ci sie wepchnie". 

Bo ja tak mam. Zastanawiam sie : "Jak moglo do tego dojsc?", ale odkladam na polke, a po czasie eureka. Bylo mi dane poznac! Trzeba bylo tylko troche poczekac. To "tylko"  to niekoniecznie "tylko", czasami bywa to tylko, tylko, tyyyylko, tyyyyylkoooooo.... Juz zapomnialam, juz przetrawilam i bec!

Przydlugi wstep? Wiem... zdaje sobie sprawe, ze umiem przynudzac... 

Otoz jak juz wiecie walkuje rejestrowane przy boku naszego najwiekszego wladcy jego partnerki. Wlasciwie to dojechalam do konca. Pare stron mi pozostalo. 

Kiedys od kolegi historyka , mietolac nasza mentalnosc- cos mi tam nie lezalo w naszym polskim zachowaniu, ze trudne i te inne- uslyszalam , ze to zaczelo sie od Jagielly- pierwszego nie pochodzacego z rodzimej dynastii krola. 

Cos nam przeszkodzilo w dalszej dyskusji. Odlozylismy temat na polke, a poza tym  jak to tak? Najwazniejszy z naszych wladcow i to on winny polskiemu warcholstwu? Ogolnie Jagiello mial poprzez wieki dosc dobry pijar, a jednak .... 

To wydarzylo sie za czwartego jego slubu z Sonka Holszanska. Mlodym, ponoc bardzo urodziwym i zywiolowym dziewczeciem. Zwiazek Jagielly z Elzbieta z Pilczy tak wyklinana przez moznowladcow, byl prawdopodobnie zwiazkiem z milosci. Sprzeciwajacych sie doradcow i moznych krol zastraszal, ze zlozy urzad i zapowroci sie do domu. Na jakis czas jego argument zadzialal. Smierc Elzbiety wyzwolila siedzacych przy Jagielle i przeciwnych temu zwiazkowi ze wstydu i troski o los panstwa. No bo jak to tak? Z poddanka, bez krolewskiego rodowodu, na dodatek w posunietych jak na tamte normy latach, ktore nie pozwola sie parze doczekac dziedzica. 

Natomiast na starosc , bo w wieku okolo szescdziesieciu lat, krolowi nagle zachcialo sie pozostawic po sobie meskiego potomka. Krol w zalobie wybyl w litewskie puszcze, a  tam... zajal sie nim Witold. Troche chyba przy sprawie pogmeral i ...   Wladyslaw skierowal wzrok ku pannie Holszanskiej wychowywanej w druckim zamku sasiadujacym z moskiewskimi ziemiami. Panna byla religii ortodoksyjnej, bo tamtejsze ziemie pomimo przynaleznosci do korony podlegaly wplywom ruskim. Byla srednia z siostr. 



Powiadano, iz troche glupio sie stalo, ze Jagiello wlasnie ja obral na kolejna swoja partnerke. Nie wypadalo aby mlodsza wchodzila w zwiazek malzenski przed starsza. Oczywiscie starszej , na predce uklepano jakiegos meza. No i stalo sie. Jagiello wprowadzil na Wawel czwarta pania Jagiellowa. Dokuczano jej tam, wsmiewano mowe, zwyczaje. Corka Jadwiga ze zwiazku z Anna z Celje, szykujaca sie po ojcu do objecia wladzy, nie znosila macochy. 

Sonka byla otwarta, towarzyska... niewatpliwie dziewczyna czula sie na zamku okrutnie samotna. Przymajmniej przez pierwsze lata siedzenia tam. Jagiello jak to Jagiello wzial slub i wyruszyl w objazd ziem. Krol w wieczej drodze. Niektorzy z doradcow zaczeli sie zastanawiac czy Jagiello zdaje sobie sprawe skad biora sie dzieci?  Byly to czasy niesamowitych teoryj zwiazanych z zaplodnieniem i rozwojem plodu. Czasami takich smiechu wartych, ale jedno wiedziano, ze dziecko sie nie zjawi, dopoki Jagielo nie pozostawi w zonie nasienia. 

Jagiello pytal lekarzy krolewskich czy on, w jego wieku, moze jeszcze.... zostac ojcem... moze szlo tez o to, jak okielznac impotencje- nie wiem, ale podczas owej rozmowy doszlo do wyzwania przez Jagielle jednego z lekarzy od kiepow. 

Wszystko pieknie, ale jak to z tym Jagiella bylo, ze co niektorzy historycy powiadaja, ze to wlasnie on dal zaczatek polskiemu warcholstwu. Otoz panowie moznowladcy przy wyborze czwartej zony krola nie dali sie juz nabrac, czy tez zastraszyc, ze odda ci on korone... nie dzialaly na nich takowe argumenty. Poza tym postrzegali Litwinow jako tych stojacych nizej. I co z tego, ze Holszanska nosila niezly tytul i mogla zasiasc u boku krola jezeli byla Litwinka i to na dodatek swiezo konwertowana na katolicyzm. Nie nadawala sie w ich oczach na zone polskiego wladcy. A jak jeszcze ow wladca , nie daj Panie, wpadnie  na pomysl koronowania Sonki na krolowa Polski?! Oczywiscie, ze wapdl... wszystko jednak malymi kroczkami. 

Przeszkadzali krolowi mocno tak, jak i przy Elzbiecie z Pilczy. Teraz tez Jagiello musial wysunac mocniejsze argumenty albo lizaki dla panow maznowladcow. Teraz , dochodzacy mocno do glosu stan szlachecki, domagal sie konkretnych przywilejow wzamian za posadzenie Rusinki na polskim tronie. Krol podpisal status warcki, ktory ograniczal uprawnienia krolewskich urzednikow  i przede wszystkim zdecydowanie wynosil szlachte ponad pozostale stany. Na jego mocy zahamowano rozwoj miast. Zezwalano na usuwanie zbyt majetnych i nieposlusznych soltysow i odgornie potwierdzono prawo panow do karania wloscian za samowolne opuszczanie wsi. Status warcki poglebial samowole szlachty, torowal droge do przyszlego warcholstwa, ale przede wszystkim byl symbolicznym kamieniem  kilkusetletniej niewoli polskich chlopow, zmuszanych do katorzniczej pracy, rugowanych z majatkow i obciazanych panszczyzna , ktora z biegiem czasu osiagnela wymiar dluzszy niz liczba dni w tygodniu. Taka byla cena wyniesienia Zofii do rangi krolowej.

Moze Jagiello nie chcial zle, poluzowal a historia potoczyla sie wlasnym torem. Zawsze jest cos, za cos. 

Zrodlo: Kamil Janicki "Damy Wladyslawa Jagielly".

Ps. I na marginesie jeszcze. Co znaczylo w staropolskim kiep? Wyzwanie kogos od kiepow nalezalo do dosc wulgarnych wypowiedzi. 



czwartek, 27 lipca 2023

Rozne spojrzenia.

 ... zeby tak mozna bylo oceniac ludzi bezproblemowo, jednozancznie. Zeby tak wszyscy mieli podobne zdania. Wiele zalezy od moralnosci oceniajacego. Od tego z jakiej strony poznal oceniana osobe... ocenianie nas przez innych to tez miedzy innymi sprawa jak dalismy poznac sie innym.  Jakie ci inni mieli z nami zyciowe doswiadczenia, bo to, ze my postrzegamy samych siebie za bezblednych, ze mielismy powod tak, a nie inaczej sie zachowac i  mamy powody do rozgrzeszania siebie  samych nie ulega watpliwosci. Inaczej to jednak moze postrzegac swiat. 

Dla doroslych ludzi nie prawie tu spraw nowych i dla nich odkrywczych. Wiadomo jak jest. 

Moja tesciowa ( znowu tesciowa(?), no coz czlowiekiem byla i nic co ludzkie nie bylo jej przeciez obce) miala pewne przykre dzieciece doswiadczenie. Kolezanke, ktora raz w szkole wysmiala jej cerowane rajstopy. Bieda wtedy byla. Ludzie cerowali swoje ciuchy , nie pozbywali sie ich. Jednak fakt wysmiania byl dla mojej swiekry tak ponizajacy i tak zapadajacy jej w pamiec, ze nawet w poznej starosci czesto go przypominala. Jakis niemyslacy dzieciak bez zastanowienia zrobil blad... wysmial swoja kolezanke i ... nie wiedzal , ze natknal sie na twardy grunt. 

Tak owym wysmianiem zranil. Tak owym wysmianiem wplynal na zycie mojej modlacej sie i slyszacej o przebaczaniu tesciowej, ze w sumie zamiast zapomniec , machnac na to reka , do konca swoich dni nosila to w sercu. Owa kolezanka zmarla ze dwa lata przed tesciowa i wtedy dopiero zrozumialam jak powazne byly wewnetrzne rany swiekry. Powiedziala mi wtedy, ze przezyla ta, ktora ja ponizyla. Sprawiedliwosci musi stac sie zadosc. Nieprzyjemne zdarzenie z lat dzieciecych wplynelo na pozniejsze postrzeganie tej pani przez swiekre i jej bliskich.  Tesciowa rozumowala chyba w sposob, ze dluzsze zycia jakim obdarza nas Wszechmogacy w stosunku do ludzi cos nam winnych ( "katow"), to okazanie przez Niego sympatii ku nam. Poglaskanie nas po glowie i uznanie naszej niewinnosci(?). Trudno mi z tym dywagowac, ale ... tak to chyba u naszej seniorki funkcjonowalo. Zreszta to nie jedyny przypadek czlowieka  w dosc podeszlym wieku, ktory podobnie pojmowal sprawy zwiazane z kara i nagradzaniem. Zaloze sie, ze sprawczyni po paru dniach zapomniala o swoim bezmyslnym wysmiewaniu. Oddala sie normalnemu zyciu, a strona przeciwna..... mietolila to, mietolila, mietolila latami.  Rozumiem ta mietolaca i rozumiem tez ta niemietolaca strone. 

No dobrze, ale o czym to ja chcialam. 

Ano o tym, ze czytam ksiazke Kamila Janickiego: " Damy Wladyslawa Jagielly" . 

Wciagnela mnie. Pokazuje czasy tego wladcy w perspektywie rozprawiania o otaczajacych go kobietach, bo wiadomo wszem i wobec, ze Jagiello wielkim politykiem byl, ale obok niego staly tez pewne panie, ktore albo utrudnialy mu zycie, albo mu je ulatwialy. Doczytalam sie do trzeciej wybranki jego serca ( to byla chyba jedyna zaslugujaca na takie miano kobieta, bo te inne wybierali mu doradcy, mozni panowie krolestwa) Elzbiety Toporowny pani na Pilczy... i stanelam w miejscu, aby Wam to i owo opisac. 


Przywyklismy pieknie postrzegac i mowic o pierwszej zonie Jagielly Jadwidze Andegawenskiej. Niewatpliwie pani ta zasluguje na nasz wielki szacun. Historycy ow szacun przenosza chyba nader chetnie na pozycie krolewskich malzonkow. W jednym z internetowych opracowan wspomniano, ze byla to ulubiona zona wladcy. Z tego co czytam u Janickiego,  nic bardziej mylnego! On wrecz okresla zwiazek tych wladcow jako toksyczny. Jagiello nie mial wtedy zbyt znaczacej pozycji na polskim dworze. Wladza musial dzielic sie z Jadwiga; osoba oczytana, wyksztalcona, korespondujaca z papiezem- niewatpliwie przewyzszajaca Litwina wyksztalceniem. Narzucajaca glowny nurt polityce polskiej tamtych czasow. Mowi sie, ze to dzieki niej nie doszlo za jej zycia do zbrojnego starcia z Krzyzakami. Ze to ona polozyla podwaliny do zwyciestwa Jagielly pod Grunwaldem. 

Hmm.... dziwne. Nie zyla juz od  11 lat, dlaczego mialyby wiec obowiazywac zwasnione strony stare sentymenty, czy tez wspomnienie polityki Jadwigi?  Jak dla mnie, obserwujacej zmieniajace sie stosunki przy kazdej wymianie wladzy w firmie, tego typu wnioski, ze to dzieki Jadwidze, sa zbyt dalekosiezne i pochopne. Mamy wplyw na wiele spraw kiedy przebywamy na tym lez padole, kiedy odchodzimy sprawy sie zmieniaja. Maja prawo sie zmienic... zycie nie stoi przeciez w miejscu. 

O tym, ze pozycie tych dwoch wladcow do harmonijnych nie nalezalo swiadczyc moze fakt, ze nie mieli oni  zbyt wielkiego kontaktu ze soba. Ona siedziala na Wawelu , stamtad rzadzila. On byl w ciaglej podrozy. Objezdzal kraj, jak na krola przystalo. Mowia jednak, ze Jagiello posrod innych byl w tym ewenementem.  Nie znosil Wawelu. Za duzo oczu, ktore podgladaly, za duzo uszu, ktore szpiegowaly... Uciekal stamtad. Nie czul sie na krolewskim dworze komfortowo. Nie doczytalam jak wygladalo  pozycie seksualne danej pary (😏), ale skoro faceta w domu ciagle brak to i dzieci sie z nim nie plodzi. W koncu naciskany zjawial sie tam na jakis tydzien, poltora. Robil swoje i wyjezdzal. 

Na lozu smierci Jadwiga wybrala ponoc Jagielle kolejna kandydatke na zone -Anne z Celje. Zapamietana u nas jako Anne Cylejke- wnuczke Kazimierz Wielkiego. Jak to genetyka odgrywala wtedy ogromna role. Z kogos narodzon marny czlecze, kim byl twoj ojciec i dziad?  

W "Koronie Krolow" pokazuja i to malzenstwo Jagielly jako niedobrane. Jagiello zobaczyl wjazd Anny do Krakowa i ... zrazil sie. Zrozumial, ze nadal nie bedzie uznany za pelnoprawnego wladce, ze bedzie musial sie znowu dzielic i ... ciekawe co to za jedna? Tlumy 10 tysiecznego Krakowa wylegly na powitanie Anny. Mowiono, ze piastowskie orlatko wyladowalo, zapowrocilo sie do rodzinnego gniazda, w koncu potomkini Wielkich Piastow. Jagiello sie wkurzyl. Poza tym byl podejrzliwy. Nie ufal swoim malzonkom. Widocznie miewal czesto sprzeczne z nimi interesy. Doradcy sie wcinali. Jagiello chcial inaczej rozwiazywac co poniektore problemy, a tu kolejna wyksztalcona nastolatka, ktora wcisnie zaraz na glowe krolewska korone. Wybyl w zwiazku z tym z zamku i nie pojawial sie dosc dlugo. O slubie ani widu , ani slychu. Zarzucil Annie nieumiejetnosc porozumiewania sie po polsku.... i jakies inne dyrdymaly. Rozpowiadano w naszych dziejach, ze byla to dziewczyna nieladna ( nie wiadomo- raczej normalna, miala to, co nalezy). Poza tym , ze za bardzo wchodzila w poufalosc z wojami krola ( w koncu mloda laska- chciala smiac sie, zartowac). Potem juz po slubie zostala oskarzona przed Jagiella, ze sie puszcza. Oj, a to byl czuly punkt wladcy. Niewatpliwie frakcja Krzyzacka moczyla w tym wszystkim raczki. Krolowa byla wowczas przy nadzieji i nastepca tronu polskiego nie byl zbyt chetnie przez sasiadow wyczekiwany- wielu ostrzylo sobie pazury na to aby para nie doczekala sie potomkow.  To za zycia Cylejki doszlo do bitwy z Krzyzakami w 1410 roku. I to dzieki jej koneksjom i pertraktacjom Wegrzy znajdujacy sie w sojuszach z Krzyzakami  nie uderzyli na nas od poludnia. 

Kobiety u boku Jagielly w sumie mu pomagaly, ale niekoniecznie na sposob jaki sobie Jagiello wyobrazal. Jadwiga chyba wrecz konkretnie nie zgadzala sie z pewnymi jego posunieciami- hamowala, nie pozwalala na niezaleznosc. Uwazala chyba jak i wiekszosc, ze to poganin i trzeba trzymac reke na pulsie. Cylejka byla bardziej poddana, ale Jagiello zdawal sobie sprawe, ze lud poprzez jej pochodzenie lgnie do niej. Dopiero pogloski o jej niefrasobliwym zyciu podkopaly nieco autorytet krolowej Anny. 

Krol przy obu zonach nie siedzial czesto. Tyle ile wymagala koniecznosc. Prowadzil ascetyczne zycie. Nie nosil sie po pansku. Nie wydawal kasy, pieniadze sluzyly mu tylko jako narzedzie wladzy. Do obdarowywania doradcow. Powiadaja, ze po bitwie pod Grunwaldem chcac odpoczac polozyl sie na golej ziemii podkladajac sobie galezie pod glowe. Ponoc prowadzil higieniczny tryb zycia. Myl sie kilka razy w tygodniu i zachecal do tego wlasna swite. Nie pil alkoholu- stronil od wina- byl niesamowicie podejrzliwy rowniez w sprawach tyczacych sie  jedzenia. Za jego mlodosci, na dworze litewskim, tak rozwiazywano wiele konfliktow ( trucizna w jedzeniu albo winie). Nie przejadal sie. Musial udawadniac, ze jest gorliwym chrzescijaninem, wiec bral udzial w codziennej porannej Mszy Sw. 

Jak radzil sobie z potrzebami seksualnymi ? Janicki tego nie opisuje. Skupia sie na rejestrowanych zwiazkach Jagielly. Mowi tez, ze w porownaniu z innymi wladcami Jagiello byl bardzo pod danym wzgledem dyskretny. Nie chwalil sie konkubinami na prawo i lewo. Nie wprowadzal na pokoje... 

Trzeci jego zwiazek  z bogata poddana Elzbieta Toporowna wzbudzi wiele nieprzychylnych emocji. Pania zblizona wiekiem do wladcy, przy ktorej czul sie dobrze, ufal jej... Byl to zwiazek dojrzalego mezczyzny i dojrzalej kobiety. Wielki Litwin czul sie chyba coraz bardziej samotny. Chcial w koncu odpoczac. Znalezc schronienie... nie jezdzic, nie przemieszczac sie z taka intensywnoscia z jaka czynil to dotychczas. Zwiazek ten, co niektorzy nazywali zwiazkiem lwa z maciora. Ludziom w glowie sie nie miescilo jak krol mogl na zyciowa partnerke wybrac zwykla poddanke , co prawda dobrze urodzona, bogata ale nie krolewskiej krwi? Byl to ponoc skandal na cala owczesna , sredniowieczna Europe. 

W mysl zasady... chyba Jagiello byl ulubiencem Boga.... powiadaja, ze zyl dlugo. Skandal skandalem... podwazanie obyczajowych regul, ale nie do zdarcia ci on. Moze Bog mu blogoslawil?

środa, 17 maja 2023

Koziol ofiarny.

 Zdarzalo sie Wam kiedys w takiej roli wystapic? 

Mi raczej nie, ale  w domu z siostrami, podczas dzieciecych klotni i rozgrywek nie raz przyszlo mi  nieslusznie "cierpiec za milony". Rodzenstwu byc moze tez, choc nie wiem, bo nie pytalam. Przypuszczam li tylko. Najmlodsza z naszych siostr byla przekupna , bo stawala po stronie tej, ktora wiele jej obiecala, np.: pozwolila jej pobawic sie kudlata lalka. A jak juz pozwolila sciac tej lali wlosy, przystawala na to, aby najmlodsza na jej lalkach zabawila sie w fryzjera, to obdarowana zeznawala tak , jak darczynca zalecal:) 

Gorzej sprawy sie maja,  kiedy taka rola przypada komus w doroslym zyciu i to nie wsrod najblizszych, ale np.: w miejscu pracy, spolecznosci sasiedzkiej, albo co gorsza historycznie, w narodzie...  

Jest pewna historyczna postac niezbyt pozytywnie oceniona, wokol ktorej naroslo przez wieki mnostwo mitow. 

Rozmawialam ostatnio z Aisab na jej blogu i padlo w naszej dyskusji okreslenie " liberum veto", jako cos co cechuje nasza mentalnosc. Nic w tym nowego . Polacy sa znani z buntowniczego charakteru, a i my o owym "liberum veto"- siedzacym nam w duszy-, jako o jakiejs narodowej klatwie, potrafimy  bez ogrodek rozprawiac.  

W szkole podstawowej,  choc moja podstawowka to komuna dazaca ku upadkowi, ale jakby nie bylo w edukacji obowiazywal jeszcze stary porzadek, za prekursora "liberum veto" podawano posla upickiego Wladyslawa Sicinskiego jako przyklad zdrajcy, zawadiaki i paliwody. Oczywiscie komuna kreslila nam w glowach odpowiednio nasza historyczna przeszlosc. Szlachta jako raptusy, kulacy wykorzystujacy biednych chlopow, pijacy bez politycznych wizji... 

Za czasow Sicinskiego, czyli w roku 1652 , Polska byla panstwem federacyjnym. I nie chodzilo w tym wszystkim o nasz zwiazek z Litwa, ale o to, ze bylismy konglomeratem poszczegolnych ziem i wojewodztw. Czlowiek tamtych czasow (  nie wiem jaka swiadomosc narodowa posiadali wowczas chlopi) zdawal sobie sprawe z przynaleznosci do panstwa o nazwie Rzeczpospolita, ale byl niesamowicie przywiazany do swojej spolecznosci lokalnej. I z tego tez powodu posel, powiedzmy sobie ziemi mazowieckiej,  mial na wzgledzie przede wszystkim interesy swojego srodowiska lokalnego a nie calego panstwowego tworu. Posel w sejmie nie byl przedstawicielem Rzeczpospolitej, lecz szlachty zgromadzonej na sejmiku ziemskim, ktory go wybral. Sprzeciwu  nie mozna bylo rozpatrywac jako buntu  poslow ( jednego posla, choc zbywano, zagluszano czasami pojedyncze sprzeciwy), lecz jako deklaracje calego "okregu wyborczego". Na sejmach obowiazywala zasada jednomyslnosci, ale chodzilo bardziej o jednomyslnosc poszczegolnych stanow sejmowych ( krola, senatu i izby posleskiej)  , niz wszystkich przybylych. Jak dochodzono ze soba do jednomyslnosci nie mialo to az takiego znaczenia. Z reguly ustalano w poszczegolnych grupach wiekszosc i owa wiekszosc decydowala. 

Sejmy nie dochodzily do skutkow juz za czasow Zygmunta Augusta, lecz dzialo sie to na zasadzie sprzeciwu wiekszej ilosci zebranych, nie jednego czlowieka.  Jak juz wspomnialam czesto  pojedyncze protesty ignorowano, przepadaly one w odchlani dziejow. 

Jak sie to stalo, ze w marcu 1652 roku sejm zerwalo veto jednego posla? 

Ilustracja znaleziona w sieci.

Od 1505 prawo zabranialo przedluzania w nieskonczonsc obrad sejmowych. Wydluzania trwania zjazdow. W styczniu 1652 roku rozpoczal sie w Warszawie kolejny sejm walny. Podczaszy lwowski Andrzej Maksymilian Fredro wyglosil w mowie powtalnej pochwale na temat ustroju w jakim przyszlo mu zyc. Zrobilo sie dosc sielankowo i mdlawo. 

Podczas debat krol kladl szczegolny nacisk na wzmocnienie obronnosci panstwa, bo pomimo tego, ze ogien na Ukrainie wygasl to nadal grozi wybuchem. Mial on na celu wprowadzenie podatkow, ktore moglyby owej obronnosci sluzyc. Poslowie zas chcieli skierowac obrady ku problemom ustrojowym. Chcieli uregulowac rozdawnictwo wakatow i miec wplyw na polityke zagraniczna monarchy. Byla to swietna okazja dla opozycji antykrolewskie, bo krol przeciwnikow mial niemalo. Posadzano go o zdrade, zbytnia ulegosc do Kozakow i ciagaty absolutystyczne. Szlachta chciala wyjasnien w sprawie podkanclerza koronnego Radziejowskiego, ktory popadl w nielaske krolewska i zostal skazany na smierc, imfamie oraz konfiskate dobr. Obrady przebiegaly w atmosferze klotni i wzajemnych pretensji a czas nieublaganie mijal. 8 marca poslowie mieli rozjechac sie do domow ale z powodu bojki, ktora wybuchla na ulicach Warszawy pomiedzy ludzmi z dwoch odrebnych obozow, zdecydowano sie przedluzyc obrady o jeszce jeden dzien aby wyjasnic zajscie. 

9 marca debatowano do pozna. Na zewnatrz bylo juz ciemno, ludzie zmeczeni , kanclerz wielki koronny Andrzej Leszczynski w zwiazku z duza iloscia spraw zwiazanych z wyjasnianiem zajscia, zaproponowal aby sejm zostal przedluzony o kolejna dobe. I wtedy wlasnie z konca izby odezwal sie glos posla upickiego Wladyslawa Sicinskiego: " Nie pozwalam na prolongate !" - Nie pozwalam na przedluzenie obrad. I zanim wszyscy zorientowali sie co sie wydarzylo, Sicinskiego nie bylo juz w sali. Poczatkowo postanowiono poczekac na powrot Sicinskiego i odwolanie przez niego protestu. Dano mu czas do 11 marca. Niestety na wywolywanie przedstawiciela sejmiku upickiego odpowiadalo marszalkowi tylko echo. 

Ale to zgromadzeni poslowie mieli rozstrzygnac waznosc veta Sicinskiego. To od nich zalezalo jaki nadadza temu wymiar. Prawo stalo po stronie posla upickiego- nie mozna bylo przedluzac sejmow w nieskonczonosc. Mozna nawet powiedziec, ze jego gest wynikal wprost z pobudek legalistycznych. Historiografia zaczela jednak wskazywac, ze prawne podstawy tego zdarzenia byly tylko przykrywka , choc nie ma na to jednoznaczynych dowodow. 

Jeden z obserwatorow pisal : " I tak sejmowi requiem zaspiewano, ale bodaj nie zarazem requiem dla Polski."

Trzeba tez zwrocic uwage na to, ze zerwanie sejmu bylo de facto na reke kazdemu ze stronnictw. Sejmowe obrady przebiegaly chaotycznie, nie podejmowano zadnych konkretnych decyzji, a interesy dworu i opozycji byly sprzeczne. Calkiem mozliwe, ze wlasnie z tego powodu zachowanie Sicinskiego zostalo przyjete bez wiekszych sprzeciwow. Posel upicki wyswiadczyl wszystkim swoista przysluge, dokonujac czynu, na ktory nikt inny nie mial odwagi. 

W historii zas zaslynal jako najwiekszy ze zdrajcow. Zarzucano mu wine za upadek dziedzictwa Jagiellonow i Piastow. Za swoj gest mial byc ukarany trafieniem pioruna, a ziemia nie chciala ponoc przyjac jego ciala,  przez co zwloki Sicinskiego jeszcze w XIX wieku byly pokazywane ludziom ku przestrodze. 

                                                                Trup Sicinskiego. Ilustracja znaleziona w sieci. 

Zrodlo: Sebastian Adamkiewicz " Zrozumiec Polske szlachecka".

niedziela, 9 kwietnia 2023

Menu.

 Czeka sie na to wolne, czeka... a ono tak szybko przemija. Jutro poniedzialek i znowu do roboty. 

Nudno?  A gdzie tam. Lubie taka nude. Nic nie robienie... przysiascie z ksiazka... dobra herbata, albo kawa, a moze cos ciekawego w TV? 

Po sutym sniadaniu Marie wybyla na rower. eM przy Wielkiej Niedzieli zabral sie za wymierzanie rolety zewnetrznej , bo sie zaciela. Nie drazni sasiadow, bo robi to w domu, nie wdza go, ale ja go widze i ....  mnie to drazni. 

Trzeba zmienic punkt siedzenia ... niech robi. Bedzie to z korzyscia dla domu. 

Sami jestesmy i bardzo mnie to cieszy... cisza ... lazenie w dresie  .... W <tv >Kmicic prosi Wolodyjowskiego aby go dobil i oszczedzil mu wstydu- pojedynek panowie tocza. Jednym okiem podgladam dobrze mi znany film , drugim czytam " Przezyj rok w sredniowieczu". Juz Wam o tej pozycji  wspominalam. Cytowalam fragmenty i zrobie to tez teraz. 

Nie wiem czy to zbieg okolicznosci, czy faktycznie tekst ow czekal na dany moment , bo jest obecnie  pasujacy do sytuacji zywieniowej panujacej w wielu domach. 

Szczerze mowiac, wychowalam sie w swiecie , w ktorym byly wieczne braki: butow, zywnosci, wyposazenia domowego, ubran... za wszystki  trzeba bylo stac w kolejkach. Teraz zyjemy , przynajmniej nasza strefa europejska, w wielkim przepychu i marnotrastwie.

Chcialam w tym roku skromnie do sprawy podejsc, ale rodzinka wyglodzona, bo matka pracowala i gotowaniem zajmowala sie od przypadku do przypadku. Wszystko co wyprodukowalam w Wielki Piatek zniknelo do soboty. Jak na moje oko, niewiele przygotowalam wiec dla moich ludzi byl to piatkowy  skromny i sobotni suty posilek. Stracilam wyczucie  czy jak? Kolezanka w pracy opowiadala, ze ma trojke dorastajacych dzieci i jedza tak, ze co by sie na stol nie postawilo, od reki znika. I ogolnie nie sa to ludzie otyli. 

Dorobilam wiec jedzenia: salatke, odmrozilam mieso i utluklam schabowe. Mlodej przygotowalam niewielki garneczek malutkich golabkow z malej glowki kapusty. Upieklam buleczki pizzowe i soczewicowy pasztet. Nadzialam szpinakiem makarony muszle.... Zerknelam na dzisiejszy stol i pomyslalam , ze starczy tego wszystkiego az do wtorku. Chodze i podjadam... i na co to wszystko?

Glupio mi sie zrobilo, bo czytam takie mniej wiecej fragmenty w ksiazce: 

" Marne plony decyduja wprost o losie mieszkancow, gdyz wies nie posiada prawie zadnych zapasow na czarna godzine. (...) Pusty zoladek wywoluje u ludzi meczace uczucie. Byc moze krol Barbarossa nie wie, co to glod, moze arcybiskup Kolonii glodu nigdy nie zaznal, kazac sobie serwowac najznakomitsze przysmaki, lecz tu , na prowincji, wszyscy juz glodowali. Nie raz jeden , gdyz czasy sa zle, wiek XII jest stuleciem glodu. (...) Dla sposobu postrzegania swiata to jednak kwestia drugorzedna. Decydujace jest gorzkie osobiste doswiadczenie; kazde pokolenie tamtej epoki, niemal kazde dziecko i w zasadzie wszyscy dorosli doswiadczyli kleski glodu- i przy odrobinie szczescia zdolali ja przezyc. 

  W najgorszych przypadkach glod staje sie wrecz slyszalny. Krzyki glodujacych niosa sie daleko, zwlaszcza gdy biedakow dotyka tak zwany ogien sw. Antoniego, ergotyzm. Wywoluje go sporysz, grzyb atakujacy spozywane przez czlowieka ziarno zyta i pszenicy. Powstaja wowczas toksyczne zwiazki, powodujace trudnosci w oddychaniu i problemy z krazeniem, a w konsekwencji przykurcze miesni, w skrajnych przypadkach martwice konczyn. To potwornie bolesna dolegliwosc. Przerazliwe wrzaski cierpiacych  roznosza sie echem  po wsiach i miasteczkach , poniewaz chorzy maja poczucie palenia zywcem. "

" Pewien kronikarz opisujacy rok 1099 donosi o zrozpaczonej  matce, ktorej glodujace dziecko przezywa na jej oczach potworne katusze. Gdy nie moze dluzej zniesc jego cierpienia, usmierca je trujacym  zielem (...) . Kilku mnichow otacza zdesperowana matke opieka, pociesza ja i pielegnuje. Kobieta zbyt wiele jednak wycierpiala, umiera ledwie kilka dni po smierci swego dziecka."

"Kosciol moze wszak uczynic wiecej. Moze nawet usmierzyc glod. Pomoc moga wieksze klasztory, ktore prawie zawsze gromadza zapasy. Ktokolwiek zapuka do ich bram, dostanie to, czego mu potrzeba. Chocby tylko chrzescijanska jalmuzne. Tak dzieje sie na przyklad w opactwie cystersow w Heisterbach w Siedmiogorzu; tamtejszy kronikarz z perspektywy czasu opisuje wielka kleske glodu w 1197 roku: 

    "Nasz klasztor przyszedl wtedy z pomoca, choc sam byl wowczas biedny i mlody. Ci, ktorzy widzieli ubogich  stojacych przed furta klasztornu, mowili, ze jednego dnia rozdali jalmuzne dla tysiaca pieciuset  osob."

Jednakze nie wszyscy glodujacy mieszkaja w poblizu klasztoru pelnego uczynnych mnichow, nie wszyscy maja tez dosc sil na dluzsza piesza wedrowke."

"Czy to jedynie pogloski, ze niektorzy w akcie desperacji zjadaja koty i psy?  Wiemy na pewno, ze podczas wielkiego glodu zrozpaczeni ludzie mieszali bialy piasek z maka i otrebami i wypiekali z niego bochenki chleba. Ulga to krotkotrwala , dajaca ledwie poczucie wypelnienia czyms zoladka."

A my? Wyrzucamy, marnujemy, przejadamy sie. To tamte czasy rozpropagowaly ustalone przez papieza Grzegorza Wielkiego  siedem grzechow glownych. Piatym  na liscie jest nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. I nie tyczylo sie to biedoty. Biedota nie miala nic. Niejako samo zycie ograniczalo ja w danym temacie. Tyczylo sie to raczej  bogaczy.  Wysoko postawionych urzednikow koscielnych. Kiedys nadwaga , o ile w ogole cos takiego istnialo , swiadczyla o tym, ze takiemu czlowiekowi sie powodzi, zyje dostatnio. Obecnie nadwaga moze oznaczac biede. Brak dostepu ( kasy) do wartosciowej zywnosci. Odzywianie sie smieciowym jedzeniem. No coz... nie wszystko jest takie jednoznaczne. 



wtorek, 14 lutego 2023

Nie chce mi sie...

 Nie chce mi sie bardzo  wrocic jutro do pracy. Fajnie, ze moge pracowac, ale na teraz nie czuje sie na silach, aby zawitac w zakladzie.... Niestety nie chem , ale muszem.  

Kazdy z nas marzy o beztroskim zyciu. O tym aby nie trzeba bylo troszczyc sie o chleb powszedni tylko robic to, co sprawia nam przyjemnosc. 

Wstac rano. Zaparzyc kawe. Wyjsc na sloneczny taras przed wlasnym domkiem. Dobrze by bylo jakby ten domek sam sie obrobil. Posprzatal , skosil wokol trawe, podlal sie, wycial zeschle pedy kwiatow, zgrabil liscie... My , tzn. ja rozsiadlabym sie na slonecznym tarasie z kubikem kawy i dobra ksiazka. I zeby oczy byly zdrowe, co bym mogla te ksiazki przeczytac. I zeby krzyz nie bolal za mocno, kiedy siedze w jednej pozycji za dlugo, co by mozna sie bylo nad czytana trescia skupic... Zeby jeszcze jakis bliski mi czlowiek byl ze mna . Zebysmy oboje mogli wypisc te kawe . Posmiac sie z  czytanych przez nas w ksiazkach wersow. Zeby Marie wpadala dowiedziec sie co u starych slychac.... i zeby chetnie wpadala. 

Kto wie, moze dla przyjemnosci zrobilabym doktorat z psychologii- bardziej chyba z pedagogiki smierci- to mi dopiero temat, nieprawdaz?

Tego powyzszego by mi sie chcialo, tak w zarysie... Moze z czasem ow zarys sie zmieni. 

A czego Wy byscie chcieli? 

Na ten czas delektuje sie ksiazka. Kupilam znowu kilka bedac w Polsce podczas tych paru dni, kiedy to wskoczylam do mamy tuz przed jej odejsciem. 


Molendy "Dzieci nazistow" juz skonsumowalam. Szybko poszlo, bo dobrze sie czyta. Niezla bibliografia. Autor oparl sie na faktach, ale opisuje rzecz jak dla zwyklego czytelnika.  Nie jak rozprawe naukowa dla uszu i oczu wytrawnych profesorow. Z drugiej strony, czy trzeba pisac niezrozumiale? Moj starenki wykladowca na UMK powiadal, ze belkot, nagromadzenie niezrozumialego slownictwa to nie nauka. Nauka nie jest az tak skomplikowana, jak inni probuja ja komplikowac. Rzeczy moza opowiedziec prosciej. 

Trzeba zauwazyc, ze ow starenki profesor byl w takim wieku, ze mial wywalone na uczelniane pagony i dystynkcje. 

"Male zycie" to jakas powiesc , o ktorej nie mialam pojecia dopoki jej nie zakupilam i nie sprawdzilam w domu w necie co to jest. Coz za ryzyko w dzisiejszych czasach. Tyle tej pisaniny, ze z reguly mozna sie niezle nadziac i wydac kase niepotrzebnie. Jednym slowem zaszalalam. Z opisow wychodzi, ze dobrze zrobilam. Ze pozycja ta , w ktoryms roku zdobyla miano "Ksiazki roku" na portalu Lubimy czytac. Ma bardzo pochlebne recenzje i kilka nominacji. Pozyjemy zobaczymy, bo z powiesciami to ja mam problem. Rzadko je czytam. W glowie mi sie pomieszalo i uwazam, ze do  stylu "Kochanicy Francuza", "Pozegnania z Afryka" czy historyczno- awnturniczych powiesci Sienkiewicza nikt obecnie nie dorasta. Zaczelam grzebac w klasykach i kompetuje ich na polce, bo na mlodym ( nowoczesnym) rynku wydawniczym nie znam sie ni w zab. 

Kurcze... zaprawde, powiadam Wam... czuje powiew starosci. Konserwa sie ze mne robi. 

Teraz zas delektuje sie "Przezyj rok w sredniowieczu" Tillmanna Bendikowskiego- niemieckiego historyka i dziennikarza. Swietny reportaz ze sredniwoiecza. Przyblizajacy mentalnosc tamtejszego czlowieka. Choc bysmy chcieli nie damy rady wejsc w skore i myslenie sredniowiecznych ludzi, ale... dzieki poznaniu problemow z jakimi musieli sie borykac  na codzien mozna choc ciut zasmakowac ich codziennosci. 

Zmiany klimatyczne. Faktycznie- problem waw! Nie powiem , upierdliwy ci to problem, ale i oni - ludzie zyjacy jeszcze blizej natury niz my, w sumie od niej uzaleznieni- nie mieli ze zmanami klimatycznymi latwo, tzn z aktywnscia slonca w tamytch czasach nie mieli latwo. 

W dziale o podrozach znajduje taki fragment: 

"Kto rankiem otworzy oczy caly i zdrowy, wzrok kieruje ku niebu: czy pogodna aura sie utrzyma? Czy niebo zasnuja chmury? Czy nadciaga grozna burza? Czy moze dzisiaj znow nastanie letni sierpniowy dzien? (...) W rzeczywistosci pogoda bywa nieprzewidywalna. Kaprysnosc aury jest stalym elementem zycia ludzi sredniowiecza. W calej Europie wystepuja  niesamowite zjawiska pogodowe, niektore przypadki zostaly odnotowane w kronikach. Zima na przelomie 1010 i 1011 roku zamarzl Bosfor, a nurtem Nilu plyna lodowe tafle, zima 1118 roku widywano lod dryfujacy z Islandii, w Saksonii mrozy trwaja do czerwca, w dalekiej Wenecji zamarzla laguna, po lodzie mozna wjechac do samego centrum miasta. Innym znowu razem panuja wyjatkowe upaly. : w 1022 roku ludzie w Norymberdze " usychaja i dusza sie po ulicach od wielkiego goraca", a lato 1130 roku jest tak suche, ze mozna brodzic po Renie. Podobnie zreszta jak piec lat pozniej po Dunaju."

Zaciekawil mnie takze rycerski stan. Mieli ci oni co prawda swoje kodeksy i inne morale, ale zycie to tylko zycie.... 

" (...) Ten czlowiek musi sie zmierzyc z mnostwem oczekiwan. Czy to w "zbroi", czy w "smokingu", rycerz zawsze dba o swoja nieskazitelna postac. (...) Praktyka okazuje sie nieco bardziej skomplikowana... Problem chociazby w tym, ze wiekszosc rycerzy nie prowadzi wystawnego zycia na wielkich dworach, gdzie pomiedzy spiewem minnesingerow a przygodnymi turniejami mogliby odgrywac role wyksztalconych rozmowcow, szarmanckich towarzyszy uczt czy pocieszycieli dobrze sytuowanych wdow. Coz, tacy zawsze sie znajda, ale naleza do wyjatkow. Tylko nieliczni rycerze maja dostep do ksiazecych dworow, a wielu z nich nie posiada nawet porzadnego zamku na wlasnosc. Mieszkaja zazwyczaj w malych kamiennych domach w majatkach otrzymanych jako lenno od swojego feudala , ktoremu w zamian maja obowiazek sluzyc. Na co dzien gospodaruja wiec na swoich wlosciach - z lekka drwina mozna by ich okreslic mianem nieco bardziej dystyngowanych chlopow. "

Mamy wiec rozdzwiek w tym co opiewaja piesni rycerskie, a z tym co niesie rzeczywistosc. 

"Spora czesc rycerzy przypomina raczej poszukiwaczy przygod lub awanturnikow. Czasem zachowuja sie jak banici, grabiac i napadajac na podroznych, a nawet pielgrzymow. Ich znakiem rozpoznawczym jest, by tak rzec, sklonnosc do przemocy. Lepiej nie wchodzic im w droge , a w razie spotkania przynajmniej nie dawac im powodu do gniewu i zlosci. 

Czy to normalni ludzie? Coz, dla czlowieka sredniowiecza stosowanie przemocy nie jest niczym niezwyklym. Przemoc nie jest zjawiskiem nieznanym w codziennym zyciu. Nie znaczy to jednak, ze ludzie przywykli do niej bez slowa skargi. Oczywiscie nikt sie nie oburza, gdy pan obija kijem parobka, az ten padnie na ziemie, gdy maz bije zone, poniewaz jego zdaniem nie dosc ochoczo wypelnia swoje malzenskie powinnosci albo rzekomo wymyka sie na spotkanie z kochankiem. A gdy juz dochodzi do wasni albo  bijatyk, nikt nie ma zludzen, ze ktos okaze litosc.  Ludzie nie potrafia jednak zaakceptowac bezdusznej brutalnosci. (...) Na przyklad francuski mnich benedyktynski donosi, ze w fanatycznej wojnie miedzy dwoma poteznymi szlachciacami ( ktora jakoby wywolaly ich uczucia do tej samej kobiety) przeciwnikom odcinano nogi, czyniac z nich kaleki. A pojmawszy wieszano lub oslepiano. 

"Wiarydodne slyszalem wiesci od kogos , kto byl przy takowej rzezi obecny, ze w ciagu jednego dnia okolo dwunastu mezczyzn pojmanych w trakcie potyczek zawislo na szubienicy." 

Niektorzy szlachcice postepuja tak, jakby za nic mieli przestrzeganie prawa, zwlaszcza gdy krol przebywa w dalekich stronach i nie nalezy sie spodziewac slow potepienia. Wiedza o tym i prosci wiesniacy. Dlatego widok nowych warownych zamkow wznoszonych z koncem XI wieku na okolicznych wzgorzach i wzniesieniach budzi ich niepokoj. Sa one raczej siedliskiem ucisku, gwaltu i niesprawiedliwosci (...) To nie jest dobre sasiedztwo!"

A ja wyroslam na "Piesni o Rolandzie", opiewaniu Bogurodzicy... Legendzie o sw. Aleksym , co prawda pomyje na niego ludzie wylewali, a brud w sredniowiecznych miastach byl nieprzecietny. Nie umieli sobie mieszkancy z danym zagadnieniem poradzic. W zachodnich miastach wywalali miejskie odpadki, gnoj od zwierzat na pobliskie cmentarze co budzilo sprzeciw biskupow.  Jakby nie bylo moj obrazek idealnej sredniowiecznej milosci; szarmanckich , prawych i walczacych w imieniu slabszych, rycerzy legl w gruzach. Niemalo mieli tamtejsi ludzie problemow z ustalaniem i przestrzeganiem prawa, ale... mysl aby sie sprawiedliwie, prawowicie umiec zorganizowac przyswiecala im. 



piątek, 22 lipca 2022

Zimno i krwawo.

 

Tak goraco, ze zaczelam o krajach Skandynawskich czytac i mnie wciagnelo. Przewodnik ( gruby) turystyczny przerabiam. Cytowac bede co ciekawsze tresci historyczne o danym zakatku. Cytaty powiazuje z niektorymi problemami wspolczesnosci. 

Np.: taki zwiazany z naszym globalnym ociepleniem. 

"Zycie w Norwegii zawsze zalezalo od uksztaltowania terenu i klimatu. Pierwsi mieszkancy na norweskiej ziemii skupiali sie na wybrzezu. Wplyw cieplego Pradu Zatokowego sprawial, ze codziennosc byla tu znosniejsza niz w glebi ladu (...) Po wielkiej odwilzy zapanowal klimat tak lagodny, jak jeszcze nigdy dotad, ale okolo 500 r. p.n.e., w okresie , w ktorym zelazo zaczelo wypierac braz, a Atenczycy  gotowali sie do budowy Partenonu, klimat z niewyjasnionych przyczyn sie zmienil. Skutki naglego ochlodzenia i podniesienia wilgotnosci okazaly sie dramatyczne."

Za slaby przemysl mieszkancy Skandynawii mieli, stad to nagle oziebienie. Za malo gazow cieplarnianych emitowali.  O dziwo, owe oziebienie klimatu spowodowalo, ze ludzie zamiast wiesc polkoczownicze zycie osiedli. Skupili sie na gromadzeniu zapasow dla siebie i zwierzat, prowadzeniu gospodarstw. Prawdopodobnie z tego powodu budowano domy dwuizbowe. Z jednej strony ludzie , z drugiej zwierzeta... takie wspoistnienie zapewnialo cieplo, choc do higienicznych sie nie zaliczalo. 

"Podobnie jak prawie w calej Europie, klimat w Norwegii ochlodzil sie ponownie w XIV w., co pociagnelo za soba zapasc gospodarcza. Wkrotce potem okrutne zniwo zebrala czarna smierc, czyli dzuma. Liczba rycerzy w Norwegii  zmniejszyla sie wowczas z 270 do 60."

Zaiste , panstwa w tamtych czasach byly zaludnione po brzegi. Slyszalam kiedys od mojego historyka, ze 10 jezdnych na drodze to bylo multum luda. A powiadaja , ze czasy te sprzyjaly plodnosci i dzieciorobstwu. Ciemny koscielny czas. Moze i tak , sprzyjaly, ale nie za bardzo ludziom owe robienie dzieci wychodzilo. Ciezko zaludnialo sie ow swiat. Ciagle jakies przeszkody. 


Cywilizowany swiat lekcewazyl Polwysep Skandynawski do konca VIII w. Najwiekszym postepem dokonanym przez Skandynawow w izolacji byla ewolucja lodzi. Fenicjanie mieli juz niemaly dorobek w podejmowaniu zdumiewajacych podrozy morskich, ale byly to podroze zwiazane z trzymaniem sie wod przybrzeznych. Mieszkancy dzisiejszej  Norwegii pracowali nad lodziami , ktorymi mozna sie bylo wypuszczac na otwarty ocean. 
Niezle. Izolacja nie musi oznaczac zastoju. 
Wikingowie, morscy rozbojnicy , po raz pierwszy dali o sobie znac w 793 roku pladrujac klasztor na wyspie Lindisfarne ( dzis polnocna Anglia). W nastepnym roku podobny los spotkal osade monastyczna w Jarrow. Przez 40 lat wikingowie kierowali swa aktywnosc ku Irlandii, a to z tego powodu, ze angielski krol dawal rade odeprzec ich ataki. 

"Slowo "wiking" dla ofiar agresji pod koniec IX i w X w. jednoznacznie kojarzylo sie z rozlewem krwi i utrata mienia. (...) Mieszkancy Norwegii byli wiecznie glodnymi ziemii poszukiwaczami przygod. Nie mieli zadnych skrupulow mordujac mnichow , w swoim rozumieniu postrzegali chrzesciajnstwo jako heretyckie zagrozenie dla wlasnych odwiecznych wierzen (...) Male najezdzcze oddzialy wikingow sialy zniszczenie i dopuszczaly sie okrucienstw, ktore dobrze sluzyly zalozonemu celowi- wrog wolal raczej uciec z placu boju niz stawac do walki z bezwzglednymi rozbojnikami. Taktyce zastraszenia sluzyly tez "dzikie wybuchy triumfujacej radosci", ktorym towarzyszylo przebijanie dzieci wloczniami i picie z czaszek zabitych wrogow."
 Opisywany czas, to czas poganstwa.  Powtarzanie jak mantra, ze chrzescijanstwo przynioslo swiatu wojny, mordy nie ma sensu. Tacy byli wowczas ludzie bez wzgledu czy byli poganinami, czy chrzescijanami. Tak tamtejszy czlowiek umial zalatwiac sprawy. Swiat byl prosty- to wrog, to przyjaciel . Wrogow sie uniecestwialo. Wojny? Na nich stal owczesny porzadek ekonomiczny. Dawal zarobek, byt, gwarantowal przetrwanie grupie-choc to akurat, z tym przetrwaniem, dziwnie brzmi. 

Moralnosc poganska. W tej branzy daleko nie odskoczylismy. Natura ludzka jest jaka jest.

"Normanskie kobiety pod pewnym wzgledem byly wyemancypowane. W 844r.  norweski krol wladajacy na zamku w Dublinie wymienil poselstwo z emirem Abderrhamanem II, mauryjskim przywodca ( dzisiejsza Hiszpania). Na dublinski dwor przybyl poeta Alghazal, a tam oczarowala go krolowa. Chetnie posunalby sie dalej w znajomosci, ale powstrzymywala go obawa przed tym, co zrobi krol, gdy sie dowie. Krolowa zapewnila wowczas poete: "Zazdrosc nie lezy w naszym zwyczaju. Nasze kobiety zostaja ze swoimi mezami tylko tak dlugo, jak same maja ochote, a opuszczaja ich wedle wlasnego wyboru" . Najwyrazniej nie dodala, ze mezowie postepuja tak samo . Gdy znudzila im sie zona, wowczas sprzedawali  ja lub obdarowywali przyjaciela". 

Jakos  dziwnie sie czuje. Byc oddana kumplowi jako towar przechodni, albo sprzedana... hm... no faktycznie. Ciekawe czy ona mogla go sprzedac, albo oddac przyjaciolce? 

No coz i w mojej naturze zazdrosc nie lezy, ale ... powiadaja , ze przezorny zawsze ubezpieczony. Ja sie zabezpieczam. "Toc gupia nie jestem", nieprawdaz?  Yntelygencja na kilometry tryskam. Moj malzonek siedzi sobie z dzieckiem na urlopie.... ja w domciu sama... przy komputerze ... z nudow juz nie wiem co robic... Ciekawe co on tam wyczynia? Zeby po powrocie nie sprzedal mnie na targu niewolnikow. 
Mam sposob. Barometr taki... Kobiety patrzcie i uczcie sie. 

Widzicie ten niebieski, przecudnej urody kwiatuszek?  Nie wiem jak on sie po polsku  nazywa. Tlumaczac luzno  z niemieckiego  zwie sie on " meska wiernosc". 
O tu, dla lepszego obadania mam cale wiadro- wiadomo.


Obsluga tegoz urzadzenia namierzajacego jest prosta jak drut. Kwiecie rosnie ladnie- chlop wierny.
 Rosnie byle jak,  przyjrzyj sie uwaznie chlopu.   

Zrodlo: Norwegia. Podroze marzen- Biblioteka Gazety Wyborczej. 

poniedziałek, 3 maja 2021

Odbrazawianie, a moze pozlacanie?

 Dlugo bedzie... ja tak mam , ze krotko nie potrafie. 

Nie, nie biore sie za odbrazawianie czegokolwiek i kogokolwiek, bo aby do czegos takiego sie zabierac to wypadaloby posiadac nieprzecietna wiedze na dany (odbrazawiany) temat. Po kolei moze... 

Slowem wstepu. Dlugiego wstepu. 

Pamietacie lektury za Waszych czasow, ktore musieliscie przerobic w szkole podstawowej? Chodzi mi konkretnie o lektury mowiace o czasie wojny. Wydaje mi sie, ze ( polowa lat osiemdziesiatych- koniec mojej szkoly podstawowej) przerabialam Aleksandra Kaminskiego "Kamienie na szaniec". Byly tez wiersze Baczynskiego i bodajze, w ramach patriotycznego wychowania, Broniewskiego. 

Wiedzialam o wojnie , teraz juz wiem, ze ( wtedy ) tyle o ile. Tresci, ktore nam wowczas podawano niewatpliwie jako dorastajaca i wrazliwa nastolatka mocno przezylam.  Poczulam wowczas pewien ciezar polskiej martyrologii. 

Potem byl czas liceum. Wiadomosci sie poszerzaly. Doszly nowe lektury- Nalkowska.  "Pozegnanie z Maria" , "U nas w Auschitz", "Prosze panstwa do gazu" Borowskiego. Zaskoczyla mnie wowczas informacja , ze w Auschwitz funkcjonowal dom publiczny, ze odbywaly sie walki bokserskie. Wiedza nie do pomyslenia w podstawowce. 

Pamietam, ze spore wrazenie zrobila na mnie lektura Bratnego "Kolumbowie rocznik 20". Zrozumialam , dlaczego dziadek niechetnie wspomina czas wojny. Babcia sporo opowiadala, ale ona byla wowczas dorastajaca nastolatka i z podziemiem nie miala nic wspolnego. 

I tak od nitki do klebka, chcac czy nie chcac, a moze wlasnie bardziej chcac... doczytywalam informacje na temat obozow koncentracyjnych, zycia w tamtym okresie... Im wiecej czytalam, tym  mniej wiedzialam, rozumialam.   Wszystko stawalo sie niejasne, przynajmniej nie tak jasne, jak to bylo w podstawowce czy liceum. To byly (sa) czasy bardzo trudne do oceny, do wysnucia jednolitych wnioskow. 

Wracajac do meritum. Razu pewnego sluchalam  wspomnien obozowych . Mnostwo tego w sieci znajdziecie. Nie chce tutaj nic polecac, bo informacje tego typu do latwych nie naleza i trzeba na to byc troche przygotowanym ( miec dzien (?) ). Trafilam na wspomnienia, ktore byly nieco odmienne niz pozostale. Pani udzielajaca wywiadu opowiadala na styl Borowskiego. Zainteresowala mnie. Podczas owych opowiesci padlo nazwisko pewnej polskiej funkcyjnej (blokowej), ktora notabene rozmowczyni owa wspominala niezbyt cieplo: ze byla straszna, ze krzyczala , ze kiedy zmarla na bloku pewna pulkownikowa to ponoc darla sie:  "Zabierzcie mi stad to scierwo". Innym razem owa Polka - funkcyjna dostala polecenie od SS-manow , aby oglosic, ze poszukuja oni kobiet do lzejszych prac. Szly  wiec nieswiadome niczego wiezniarki aby zapisac sie do owej lzejszej pracy. Ona je spisywala, ale nie uprzedzila, ze zapisuja sie do komor gazowych. Dokonuja samoistnej selekcji. Uslyszalam wowczas po raz pierwszy nazwisko owej funkcyjnej i nie wiem dlaczego, ale sprawe troche podrazylam. Zaczelam poszukiwac o danej osobie wiecej informacji. 

Przyznam szczerze, ze bardzo trudno jest trafic na informacje po polsku. Co nieco mozna na wikipedii doczytac, a poza tym... poza tym trzeba szukac. Funkcyjna, o ktorej mowa,  nazywala sie Stanislawa Starostka. Przez wiezniarki nazywana Stenia, Stania, Stasia... dorobila sie tez wlasnej nieprzychylnej ksywy. W polskiej (niemieckiej) wikipedii podaja, ze zostala skazana podczas procesu zbrodniarzy z Bergen Belsen na 10 lat ciezkiego wiezienia. 10 maja 1946 roku popelnila samobojstwo.  W Jewiki zas, ze przesiedziala w wiezieniu do 1950 i zostala zwolniona. Dalsze jej losy sa nieznane. Kto ma racje?

Nie jest to postac jednoznaczna. Wedlug mnie, z cala pewnoscia tragiczna. Bo spotyka sie i takowe wypowiedzi o niej, podczas zeznawania wiezniarek na procesie, ze  zaslynela ze sprawiedliwego rozdzielania zywnosci. Dopilnowywala aby zywnosc nie trafiala w rece handlujacych nia kapo. Byla ostra i surowa, ale i jej nie traktowano jako pania do rozpieszczania. Nie mozna zapominac, ze ci ludzie funkcjonowali w nieludzkich warunkach . Ona zas odpowiadala za utrzymanie  porzadku i dyscypliny, z czego niewatpliwie byla rozliczana.  Gdyby sie nie sprawdzila skonczylaby jako zwykla wiezniarka. 

"Pozycja kapo nie była jednak nienaruszalna. Jeśli któryś nie sprawdzał się na swoim stanowisku, mógł stracić funkcję i dołączyć do szeregowych więźniów. Był wówczas narażony na to, co inni: ciężkie roboty, poniżanie, bicie, śmierć z wycieńczenia lub na skutek selekcji. Dodatkowo groziła mu zemsta ze strony dawnych podwładnych. To wystarczyło, aby większość znienawidzonych nadzorców jeszcze sumienniej przykładała się do swoich obowiązków."

Za "Bez nich obozy koncentracyjne nie moglyby funkcjonowac . Kim byli kapo?"  Eugeniusz Wisniewski.


Zarzucano Starostce, ze popychala kobiety na druty. Obwiniana przeczyla. Na procesie bronila sie mowiac, ze byloby to niewykonalne, poniewaz pomiedzy drutem kolczastym a obozem byl gleboki row z woda o szerokosci 6 jardow i gdyby chciala pchac ludzi na druty musialaby przeniesc ich przez ow row. 

Nie mowie, ze oskarzenia byly bezpodstawne, ale ... niewatpliwie potrzebny byllby  ktos, kto moglby to zbadac. Sprawdzic miejsce. Porozmawiac z innymi, ktorzy mogliby to potwierdzic... Byly tez i takie glos, ktore twierdzily, ze Starostka dokonywala selekcji, czyli sama wskazywala ludzi do gazu. Okazalo sie, ze stala przy ssmanie i spisywala numery osob przez niego wyznaczonych. 

 Byly tez wsrod zeznajacych wiezniarki, ktore wypowiadaly sie o osadzanej pozytywnie. Krystyna Janicka zeznawala, ze na bloku bylo sporo dziewczyn, ktore Starostki nie lubily, ale tez i takie, ktore ja lubily. Po raz pierwszy spotkala Starostke na bloku nr. 7 gdzie ta pelnila funkcje starszej blokowej. Przestrzegana ja, ze idzie na najgorszy blok z powodu bardzo zlej starszej blokowej. Ale po pobycie tam Janicka zmienila zdanie. Uznala Stenie za bardzo energiczna i probujaca zapewnic innym sprawiedliwa dystrybucje zywnosci. Stanislawa Chudziak potwierdzala owe zeznania. Utrzymywala, ze Stenia uczestniczyla podczas selekcji jako spisujaca numery wyznaczonych wiezniow  i jezeli tylko mogla , probowala ich ratowac. Uratowala ponoc 20 dziewczyn z wyslania do komor gazowych. 

Kto chce wiecej, moze zerknac tutaj. Material niestety ( a moze stety)  po angielsku. 

Czytajac ksiazke "To nie deszcz, to ludzie" Halina Birenbaum w rozmowie z Monika Tutak-Goll , natknelam sie na takowy opis. Wierze, chce wierzyc, ze chodzi o Starostke. 

"Mialam zapalenie pecherza, co chwile potrzebowalam do ustepu, probowalam zalatwic sie pod barakiem, bo wiadra byly pelne. Szura dorwala mnie, zaczela kopac jak w pilke. Zawlokly mnie do baraku wspolwiezniarki, Basia i Fruma. Obmyly mi rany, nakarmily jablkiem. Stanelam na nogi. Pomogla mi tez Polka, Stasia, sztubowa. Dala mi ktoregos dnia wody po makaronie, slona polewke (...) Nie stalam i nie blagalam: "Nalej mi prosze!". Sama z siebie mnie zawolala: "Chodz, masz!". 


Stasia uratowal ci tez zycie podczas selekcji.

Ktoregos zimowego dnia zarzadzili w obozie zbiorke, stanelysmy calkiem nagie, mroz dwadziescia stopni. Stasia miala nas pilnowac. Ja- wrzody na calym ciele, sina od mrozu. Stasia zapytala mnie: "A ty jak?". "Pani Stasiu, ja juz nie przejde". A ona nic. Mine zrobila taka, jakby to ja gowno obchodzilo. Odwrocila sie ode mnie. Zawstydzilam sie, ze jej powiedzialam, jaka jestem slaba. Po co? Ale po chwili rzucila do mnie: "Uciekaj!". Darowala mi. Zaczelam biec. Nikt z nadzorcow nie patrzyl. Schowalam sie w baraku. Zawdzieczam Stasi zycie. 

Gdzie ja poznalas?

Na dwudziestym siodmym bloku ( Starostka pelnila funkcje tez i na tym bloku- dopisek moj) . Surowa , ostra, chlodna. Miala trzydziesci kilka lat, moze mniej, nie wiem. Nie powiedziala nigdy dobrego slowa do nikogo, ale pomogla nie raz. Nigdy jej po wojnie nie spotkalam. Nie wiem jak sie nazywala. Ale pamietam ja dobrze. Byla religijna kobieta. I szanowala religie innych. My z wiezniarkami nie wiedzialysmy, jaki dzien, jaka godzina, a ona dowiedziala sie gdzies, ze mamy swieto Jom Kippur, Sadny Dzien. I kiedy zawolali nas, zeby isc po kawe- czwarta rano, trzeba bylo dzwigac zelazne kotly, ciezkie, piecdziesiat litrow, niejedna sie sparzyla przy tym i wyladowala przez to w komorze- Stasia powiedziala: "Zydowki nie nosza dzis garow z kawa, nie maja zadnych dyzurow. Dzis ich najwieksze swieto, Jom Kippur". 

A gdy wieczorem pchalysmy sie, aby wejsc z powrotem do baraku, Stasia stanela naprzeciw drzwi na gornej kojce, zapalila swiece i wyszeptala: "A teraz modlmy sie razem, kazdy w swojej religii, zeby stad wyjsc". 

Tu pali sie ten ogien z komina, na zewnatrz czarna noc, a my stoimy po cichu, kilkaset kobiet. Modlimy sie. Nigdy w zyciu modlitwa nie zostawila we mnie takiego sladu. Tyle ludzi zameczonych, a my tu razem, wszystkie. Prawdziwa swietosc. "

Jezeli ktos z Was zajrzal do Wiki, wie, ze Starostka znalazla sie w obozie za przynaleznosc do polskiego podziemia. Byla jedna z pierwszych polskich wiezniarek w Auschwitz. Przesluchiwana, bita, przymuszana do obozowej dyscypliny. Po oswobodzeniu osadzona w pierwszym procesie zbrodniarzy  z Bergen Belsen na 10 lat ciezkiego wiezienia. Po czyms takim, po wysluchaniu tylu zarzutow, do czego miala wracac? Do Polski? Jedni by ja publicznie linczowali drudzy byc moze oslaniali. Prawdopodobnie popelnila samobojstwo.  Tragiczna , kontrowersyjna postac.