Zdarzalo sie Wam kiedys w takiej roli wystapic?
Mi raczej nie, ale w domu z siostrami, podczas dzieciecych klotni i rozgrywek nie raz przyszlo mi nieslusznie "cierpiec za milony". Rodzenstwu byc moze tez, choc nie wiem, bo nie pytalam. Przypuszczam li tylko. Najmlodsza z naszych siostr byla przekupna , bo stawala po stronie tej, ktora wiele jej obiecala, np.: pozwolila jej pobawic sie kudlata lalka. A jak juz pozwolila sciac tej lali wlosy, przystawala na to, aby najmlodsza na jej lalkach zabawila sie w fryzjera, to obdarowana zeznawala tak , jak darczynca zalecal:)
Gorzej sprawy sie maja, kiedy taka rola przypada komus w doroslym zyciu i to nie wsrod najblizszych, ale np.: w miejscu pracy, spolecznosci sasiedzkiej, albo co gorsza historycznie, w narodzie...
Jest pewna historyczna postac niezbyt pozytywnie oceniona, wokol ktorej naroslo przez wieki mnostwo mitow.
Rozmawialam ostatnio z Aisab na jej blogu i padlo w naszej dyskusji okreslenie " liberum veto", jako cos co cechuje nasza mentalnosc. Nic w tym nowego . Polacy sa znani z buntowniczego charakteru, a i my o owym "liberum veto"- siedzacym nam w duszy-, jako o jakiejs narodowej klatwie, potrafimy bez ogrodek rozprawiac.
W szkole podstawowej, choc moja podstawowka to komuna dazaca ku upadkowi, ale jakby nie bylo w edukacji obowiazywal jeszcze stary porzadek, za prekursora "liberum veto" podawano posla upickiego Wladyslawa Sicinskiego jako przyklad zdrajcy, zawadiaki i paliwody. Oczywiscie komuna kreslila nam w glowach odpowiednio nasza historyczna przeszlosc. Szlachta jako raptusy, kulacy wykorzystujacy biednych chlopow, pijacy bez politycznych wizji...
Za czasow Sicinskiego, czyli w roku 1652 , Polska byla panstwem federacyjnym. I nie chodzilo w tym wszystkim o nasz zwiazek z Litwa, ale o to, ze bylismy konglomeratem poszczegolnych ziem i wojewodztw. Czlowiek tamtych czasow ( nie wiem jaka swiadomosc narodowa posiadali wowczas chlopi) zdawal sobie sprawe z przynaleznosci do panstwa o nazwie Rzeczpospolita, ale byl niesamowicie przywiazany do swojej spolecznosci lokalnej. I z tego tez powodu posel, powiedzmy sobie ziemi mazowieckiej, mial na wzgledzie przede wszystkim interesy swojego srodowiska lokalnego a nie calego panstwowego tworu. Posel w sejmie nie byl przedstawicielem Rzeczpospolitej, lecz szlachty zgromadzonej na sejmiku ziemskim, ktory go wybral. Sprzeciwu nie mozna bylo rozpatrywac jako buntu poslow ( jednego posla, choc zbywano, zagluszano czasami pojedyncze sprzeciwy), lecz jako deklaracje calego "okregu wyborczego". Na sejmach obowiazywala zasada jednomyslnosci, ale chodzilo bardziej o jednomyslnosc poszczegolnych stanow sejmowych ( krola, senatu i izby posleskiej) , niz wszystkich przybylych. Jak dochodzono ze soba do jednomyslnosci nie mialo to az takiego znaczenia. Z reguly ustalano w poszczegolnych grupach wiekszosc i owa wiekszosc decydowala.
Sejmy nie dochodzily do skutkow juz za czasow Zygmunta Augusta, lecz dzialo sie to na zasadzie sprzeciwu wiekszej ilosci zebranych, nie jednego czlowieka. Jak juz wspomnialam czesto pojedyncze protesty ignorowano, przepadaly one w odchlani dziejow.
Jak sie to stalo, ze w marcu 1652 roku sejm zerwalo veto jednego posla?
Od 1505 prawo zabranialo przedluzania w nieskonczonsc obrad sejmowych. Wydluzania trwania zjazdow. W styczniu 1652 roku rozpoczal sie w Warszawie kolejny sejm walny. Podczaszy lwowski Andrzej Maksymilian Fredro wyglosil w mowie powtalnej pochwale na temat ustroju w jakim przyszlo mu zyc. Zrobilo sie dosc sielankowo i mdlawo.
Podczas debat krol kladl szczegolny nacisk na wzmocnienie obronnosci panstwa, bo pomimo tego, ze ogien na Ukrainie wygasl to nadal grozi wybuchem. Mial on na celu wprowadzenie podatkow, ktore moglyby owej obronnosci sluzyc. Poslowie zas chcieli skierowac obrady ku problemom ustrojowym. Chcieli uregulowac rozdawnictwo wakatow i miec wplyw na polityke zagraniczna monarchy. Byla to swietna okazja dla opozycji antykrolewskie, bo krol przeciwnikow mial niemalo. Posadzano go o zdrade, zbytnia ulegosc do Kozakow i ciagaty absolutystyczne. Szlachta chciala wyjasnien w sprawie podkanclerza koronnego Radziejowskiego, ktory popadl w nielaske krolewska i zostal skazany na smierc, imfamie oraz konfiskate dobr. Obrady przebiegaly w atmosferze klotni i wzajemnych pretensji a czas nieublaganie mijal. 8 marca poslowie mieli rozjechac sie do domow ale z powodu bojki, ktora wybuchla na ulicach Warszawy pomiedzy ludzmi z dwoch odrebnych obozow, zdecydowano sie przedluzyc obrady o jeszce jeden dzien aby wyjasnic zajscie.
9 marca debatowano do pozna. Na zewnatrz bylo juz ciemno, ludzie zmeczeni , kanclerz wielki koronny Andrzej Leszczynski w zwiazku z duza iloscia spraw zwiazanych z wyjasnianiem zajscia, zaproponowal aby sejm zostal przedluzony o kolejna dobe. I wtedy wlasnie z konca izby odezwal sie glos posla upickiego Wladyslawa Sicinskiego: " Nie pozwalam na prolongate !" - Nie pozwalam na przedluzenie obrad. I zanim wszyscy zorientowali sie co sie wydarzylo, Sicinskiego nie bylo juz w sali. Poczatkowo postanowiono poczekac na powrot Sicinskiego i odwolanie przez niego protestu. Dano mu czas do 11 marca. Niestety na wywolywanie przedstawiciela sejmiku upickiego odpowiadalo marszalkowi tylko echo.
Ale to zgromadzeni poslowie mieli rozstrzygnac waznosc veta Sicinskiego. To od nich zalezalo jaki nadadza temu wymiar. Prawo stalo po stronie posla upickiego- nie mozna bylo przedluzac sejmow w nieskonczonosc. Mozna nawet powiedziec, ze jego gest wynikal wprost z pobudek legalistycznych. Historiografia zaczela jednak wskazywac, ze prawne podstawy tego zdarzenia byly tylko przykrywka , choc nie ma na to jednoznaczynych dowodow.
Jeden z obserwatorow pisal : " I tak sejmowi requiem zaspiewano, ale bodaj nie zarazem requiem dla Polski."
Trzeba tez zwrocic uwage na to, ze zerwanie sejmu bylo de facto na reke kazdemu ze stronnictw. Sejmowe obrady przebiegaly chaotycznie, nie podejmowano zadnych konkretnych decyzji, a interesy dworu i opozycji byly sprzeczne. Calkiem mozliwe, ze wlasnie z tego powodu zachowanie Sicinskiego zostalo przyjete bez wiekszych sprzeciwow. Posel upicki wyswiadczyl wszystkim swoista przysluge, dokonujac czynu, na ktory nikt inny nie mial odwagi.
W historii zas zaslynal jako najwiekszy ze zdrajcow. Zarzucano mu wine za upadek dziedzictwa Jagiellonow i Piastow. Za swoj gest mial byc ukarany trafieniem pioruna, a ziemia nie chciala ponoc przyjac jego ciala, przez co zwloki Sicinskiego jeszcze w XIX wieku byly pokazywane ludziom ku przestrodze.
Trup Sicinskiego. Ilustracja znaleziona w sieci.
Zrodlo: Sebastian Adamkiewicz " Zrozumiec Polske szlachecka".