Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiara. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2023

Koleżanka poprosiła to napisałam i jej przesłałam oraz na blogu wkleiłam.

 „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.” (Dzieje Apostolskie 4,31)



Córka moja, 16 latka, przyjmowała niedawno Sakrament Bierzmowania. Jak już wspomniałam, niełatwo jest wychować współcześnie dziecko w wierze. Nie tylko dlatego, że obecna młodzież opiera się w większym stopniu na wiedzy. Cierpi na brak autorytetów, ale też ze względu na panujący obecnie kult młodości, w którym starsi niewiele mogą owym młodym zaproponować. Tak sie przynajmniej im wydaje. W dyskusjach nie wiek współrozmówcy gra pierwszą rolę i świadczy o jego mądrości, ale jakość użytych argumentów jest dla młodych przekonywującą siłą. Na dodatek wśród nastolatków to grupa rówieśnicza i jej zdanie staje się ważniejsze niż to, co powie rodzic. Dlatego ważnym jest aby nasze dzieci trafiały na mądre rówieśnicze środowisko.

Od 14 roku życia nie można w Niemczech przymusić dziecka do uczestniczenia w religijnych rytuałach. To ono samo decyduje czy chce pójść do kościoła na Msze, wziąść udział chociażby w pogrzebie członka rodziny. Samo decyduje czy przyjmie Sakrament Bierzmowania... Oczywiście tyczy się to nie tylko religii katolickiej ale jakiejkolwiek istniejącej. Tak samo nastolatka wychowywana w rodzinie islamskiej na prawo niezgodzić się na założenie hidżabu, a jeżeli ktokolwiek z rodziny będzie na nią naciskał, może taką sprawę zgłosić w odpowiednim urzędzie. Dzieci pouczane są na temat swoich praw na lekcji polityki. Nauczyciel jest zobowiązany przekazać im odpowiednią wiedzę. Proszę nie myślcie sobie, że w takim układzie w tutejszych rodzinach panuje jeden wielki donos. Nie jest aż tak źle, ale prawdą jest też to, że wielu rodziców nie nalega. Nie chcą łamać prawa i nie przymusza. W końcu w Niemczech uczy się obywateli przestrzegania regulacji. 

Nie naciskałam, choć bardzo mi zależało aby moja nastolatka została ochrzczona w Duchu Św. Ona zaś po otrzymaniu zaproszenia z parafii mającego przygotować ją na to wydarzenie orzekła, że zapyta koleżanek. Jeżeli nie będzie miała z kim na spotkania chodzić to też nie weźmie w nich udziału. Wszystko zawisło więc na zdaniu bliskich jej sercu rówieśnic. 

Do bierzmowania przekonała moją córkę koleżanka z dość pogmatwaną domową sytuacją, kiedy chodzi o sprawy wiary. Ojciec katolik pozostawił żonę i córkę dawno temu i zaniechał kontaktu. Mama ewangeliczka żyła od lat w drugim związku. Dziewczynka miewała od czasu do czasu kontakt z babcią- matką swojego ojca. Całkiem możliwe, że to ona wymodliła wnuczce bierzmowanie. 

- Skoro E. idzie to i ja pójdę. We dwie będzie nam raźniej.- Stwierdziła moja córka. 

Przygotowania trwały rok. Ogólnie było to jakieś 6-7 spotkań. 

Świadkiem na bierzmowaniu u mojej córki był syn mojej siostry. To nie ważne, że mężczyzna. Ważne aby był bierzmowany. W przypadku świadka wystarczyła jego deklaracja, że sakrament takowy przyjął. Nie trzeba było zwozić kwitów. Dzieci nie wybierały sobie imion. Biskup pytał o ich własne imię i takim się do nich zwracał wypowiadając regułę namaszczenia. 

Myślę, że owe zrezygnowanie z nadawania sobie kolejnego imienia podczas bierzmowania może wiązać się z tym, że młodzież tak czy siak nie wybrałaby sobie imion świętych tylko takie jakie by się im podobały. A w kraju, w którym niemieckie dziecko jest chrzczone jako Sasza, dziewczynka jako Tanja, Tanja to swego czasu było dość popularne imię dla dziewczynek w Niemczech, trudno jest uzmysławiać jakie imiona nosili święci. 

Syn moich niemieckich sąsiadów nosi imię Janek. Trudno by było komuś, kto chciałby takie imię przybrać na bierzmowaniu, wyjaśnić, że świętego Janka nie było. Jeżeli już to Jan, albo z niemieckiego Johannes. 

Tak. Dla Niemców imię Janek i Jan to dwa odrębne imiona. Tak samo jest z Anną, którą my zdrobniany na Ania lub stwardniamy na Anka. U nich są to trzy ròżne imiona: Anna, Anka i Anja. Przekonaj  teraz bierzmowanego, że imienia Anja nie powinien sobie nadawać, a jeżeli już to Anna. A jeżeli wpadnie na pomysł nazwania siebie Fatimą. No to jak to tak? Od nazwy świętego miejsca, czy imienia z islamskim rodowodem?



niedziela, 28 maja 2023

O co chodzi?

 Za moment na polskiej ziemii dojdzie do kolejnych wyborow. Jak zreszta co jakis czas. Nic w tym wyjatkowego. Nie raz przezywalismy owe polityczne chwile. Jak wybrac aby bylo dobrze, bo dotychczas te wybory pokazuja, ze co /kogo bysmy nie wybrali, dobrze wcale nie jest. Nic sie nie polepsza a tylko sie spieprza. Komuna byla spieprzeniem , a od czasu jej upadku to tylko lawina postepujacych po sobie mniejszych lub wiekszych wyborczych tragedii. Takie przynajmniej odnosze wrazenie czytajac polskie blogi. Polacy nie pisza o tym co dobrego dzieje sie na ich scenie politycznej, a pisza tylko jak to nie znosza jednych albo drugich, dokuczajac sobie tym niemozebnie, klocac sie i plujac na siebie. 

Mam dziwne wrazenie, ze ci mieszkajacy w kraju nie potrafia spojrzec na siebie z pewnej perspektywy, a nie potrafia bo siedza we wlasnych grajdolach, nie umiejac wysciubic nosa poza obreb lokalnych spolecznosci piejacych pod ich muzyke, lub dla odmiany pod przeciwna i wedlug nich falszujac okrutnie. Czasami dzieci, ktore wybyly na zachod wpadna, zadzwonia i dadza powiew nowosci , innego stylu zycia. Czasami  nasi rodacy tam zawitaja bo dzieci zaprosily i na podstawie malutkich obserwacji tworzy sie obraz calosci zycia gdzie indziej. Tam gdzie trawa jest zielensza, a ludzie szczesliwsi. Choc wcale tak byc nie musi. Czasami nie  zauwaza sie podczas owych pobytow owej zielenszej trawy ( moja mama tak patrzyla, ona gdzie indziej-poza Polska -zyc by nie mogla i nie chciala). Czasami jest ta zielen  wlasnie brzydsza a trawniki nie przyciete tak, jak w kraju rodzinnym. No ale coz nie robi sie dla chleba... niech te dzieciaki znosza owe brzydoty, aby tylko byt ( ekonomia) byl zapewniony. 


Powiadaja jednak, ze nie samym chlebem czlowiek zyje. Choc pan z powyzszego teledysku spiewa, ze nie potrzeba  mu nic wiecej, jak do pracy rece dwie... i jest to , wedlug mnie, prawdziwe stwierdzenie. Potem, kiedy juz zaspokoi sie podstawowe potrzeby ( chleb najlepiej z okladem, silka, niezly woz, super laska u boku...) zacznaja pojawiac sie potrzeby troche inne. Bardziej wysublimowane i drazaco- drazniace. Gdyby wykonawcy bylo faktycznie dobrze z danym fudamentem zycia, to na co pisac teksty, spiewac, realizowac sie w jego przypadku artystycznie? Cos mu widocznie wiecej w duszy gra . Niewatpliwie jednak podstawa jest najwazniejsza i to z jej powodu, z powodu niemoznosci zaspokojenia finasowych aspiracji, ktore nie musza byc specjalnie wygorowane, mlodzi, lub ten kto moze, wybywaja z kraju. 

To nie jest zdrowa sytuacja. Kazdy moralny, dbajacy o obywatela rzad powinien mu podstawy zapewnic. Czy polskie rzady zapewniaja to wlasnym obywatelom? Nie. Zaden z nich nie zapewnial i nie zapewnia. Mlodzi jak nawiewali, tak nawiewaja nadal. Zadna fala migracyjna nie zostala od lat zastopowana. Pozbawiamy sie bardzo wartosciowych fachowcow czy tez ludzi wyksztalconych, myslacych, bo kazdy chce miec najpierw pelna miche. Czy to pracownik fabryki, czy doktor filozofii na uniwersytecie. Ci drudzy maja gorzej... nie moga ot tak wyjechac i wlasna swiatla mysla wspierac rozwoju innych panstw. Myslicieli na swiecie nie potrzeba az tak wielu. Poza tym pracuja oni w okreslonym srodowisku kulturowym, bazujac na znanym im  kodzie srodowiskowym. Sa cenni dla swojego obszaru kulturowo-obyczajowego bedac przy okazji bezuzytecznymi dla innych. Mieli ci oni lepsze perspektywy wyjazdu w czasach komuny jako ci niezrozumiani przez wladze, jako jej wrogowie, ale teraz kiedy mowic mozna wszystko co sie zywnie podoba, pisac wszystko co sie chce, tego typu ucieczki z kraju stracily racje bytu. Teraz emigruje sie z powodow ekonomicznych, aby ulzyc sobie w zwiazku z byciem finasowym niewolnikiem. Idzie sie tam, gdzie to niewolnictwo bywa lzejsze do zniesienia. 

Czy istnieje w Polsce jakas opcja polityczna, ktora zadbalaby o te sfere ludzkiego zycia? Ktos mi powie, ze przeciez obecnie rzadzacy stawiaja na chleb dla ludu. Moze i tak to w mediach wyglada, ale wiadomo, ze tak przeciez nie jest. Nie wszyscy sa zadowoleni z tych datkow rzucanych w tlum. Oni nie chca zaspokoic sie datkami. Maja zdolne do pracy rece dwie i jakos nie moga dorobic sie z tych rzucanych ( szczegolnie przed wyborami) ochlapow: wlasnego dachu nad glowa, jakiegos porzadnego pojazdu w garazu, i wakacji co rok za granica.... 

Boli mnie, kiedy grupka blogerow , zaslepiona wyborczymi walkami stajac sie przy okazji orezem jednej ze stron, broni swoich racji bo... ich duma zostala urazona, honor ponizony, bo jeden ze swietych zostal dotkniety. Jezeli to jest ta Polska - duma, honor i swieci;  i tym chca nakarmic kolejne pokolenia to calkiem mozliwe , ze dojedziemy do poziomu Polnocnej Korei. No bo po co pelen zoladek, skoro byli swieci, ktorzy zyli tylko Komunia Sw. ? Absolutnie nie neguje takich przypadkow i solennie w nie wierze, nie wyszycy jednak potrafia zyc na modle wielkich swietych. Nie kazdy chce zyc ciezko orajac i przy okazji nic z tego nie miec. Przymierac glodem na przednowku, a dzieki temu przypodobac sie Bogu i dorobic sie miana meczennika. Nalozyc korone meczenska w niebie, nobilitujaca go posrod innych ktorzy tam sie dostali. 

Mysle, ze nie tedy droga. 

Ale co ja moge wiedziec. W koncu od 19 lat zyje gdzie indziej i patrze juz na to wszystko z innego  punktu siedzenia. Polskie realia moga byc dla mnie niezrozumiale. 


środa, 10 maja 2023

Chodzi o zasade i o tworzeniu wlasnych teorii na zycie.

 Nawet nie wiem jak zaczac, bo mam w srodku emocjonalny chaos. 

Zaczne wiec normalnie... no wlasnie, ale co to jest to "NORMANIE, NORMALNY, NORMALNA...?" . To ma chyba zwiazek z jakas norma, ogolnie przyjetymi zasadami postepowania ... to co dla wiekszosci normalne, to jest owa norma i normalnosc. 

Normalnie to jest tak, ze przezywam jeszcze zalobe po mamie. Udalo mi sie WYDUSIC  za nia AZ jedna KROPLE LZY w swieta Wielkanocne. Nie rozpaczalam nad grobem nie dlatego, że mamy nie kocham. Pogrzeb byl traktrowany przeze mnie zadaniowo. Trzeba to bylo organizowac i na tym sie skupiac. Nie moglam wiec lac lez, bo nie mialam ku temu warunkow. Zadnego wspomagacza w postaci ciszy, wewnetrznej zadumy tylko akcja... refleksje nadeszly potem. Wspominam mame czesto. Nie zawsze te wspomnienia sa pozytywne, ale kiedys  gdzies wyczytalam, ze to sa ponoc prawa zaloby. 

W kazdym badz razie siedzi to we mnie i chyba dlawi. Nie wiem czy przechodze wszystko tak, jak powinnam przejsc, ale tez... ostatnio nie wiem  czy nasz swiat jest taki, jaki byc powinien. Przerabiam tyle dziwnych refleksji, ze az mdli od nich... i czasami chwytam sie nadzieji jak ostatniej deski ratunku. 

Moze po prostu mam taki moment w zyciu. 

W zwiazku z zaloba wyrobilam sobie nastepujaca teoryje, ze ... kiedy bliski zmarly od nas odchodzi to jego energia, ktora tutaj jeszcze pozostaje - takie lawirowanie pomiedzy swiatami- wspomaga nas, nasze decyzje i plany. Nie wiem dlaczego ale niesamowicie sprawnie, jak na polskie warunki, ida nam formalnosci zwiazane z pozbywaniem sie rzeczy po mamie. Mysle sobie wlasnie, ze tuz po uroczystosciach pogrzebowych wykonalysmy kupe roboty zwiazanej z mama i urzedami. Nie ma zadnych dlugow, niedoplat, utrudnien.... siostra szybko ogarnela jej mieszkanie... ale im dluzej mamy przy nas nie ma ( moja teoria na zycie, ze energia sie wyczerpuje) tym pojawia sie coraz wiecej innych utrudnien. Chociazby spadek  moich dobrych notowan w pracy. Nawet ostatnio mam takie mysli, ze tyramy, tyramy, tyramy... gonimy kroliczka a za to nalezec sie nam bedzie na koniec pudelko metr na dwa. Nie wazne czys ty krol, czy sprzataczka. Ze goly przyszedles na ten swiat i nagi z niego odejdziesz ( slowa w jednej z ksiag Pisma Sw.). 

Co jednak zrobic? Tak zycie tutaj jest urzadzone i wpadamy za innymi w ow trans gonienia kroliczka. Ktos nas kiedys tego nauczyl i do tej pory nie potrafimy z transu sie wydostac dopoki emerytura, albo smierc nas z tego nie zwolni. 

Znam co prawda takich zwolnionych juz za zycia. Wypadli z systemu. Siedza pod kosciolem lub na ulicach z wyciagnieta reka po datek... widzialam ich na ulicach NY. I Wy ich tez widzicie. Kiedys nawet slyszalam jak w niemieckiej telewizji pracownicy socjalni wspomagali tych spiacych na chodnikach i jeden z nich wyrazil sie, ze on do zadnej noclegowni nie da sie namowic. Nigdzie z nikim nie pojdzie, bo takiej wolnosci jakiej doswiadcza spiac w spiworku na swiezym powietrzu nigdy i u nikogo nie zaznal i nie widzial.. 

Pewnie, to sa jakies plusy. Minus  zas jest taki, ze moga tak koczujacego  spiacego latwo zadzgac. Okrasc z jego smieci. Zrobic mu krzywe. A zdrowia i zycia nikt nam nie zwroci. 


Nie, choc gonienie kroliczka coraz bardziej mnie zniecheca i zniesmacza, to ulicznego stylu zycia tez sobie nie wyobrazam.  Wychodzi na to, ze musze jednak gonic... Kazdy z nas pojecie wolnosci nosi w sobie i dla kazdego jest to cos innego. Jeden goni bo chce wolnosci finansowej, drugi nie goni bo chce wolnosci polegajacej na tym, ze nikt nie bedzie mu dyktowal kiedy ma wstawac bo budzik do roboty wzywa, klasc sie, myc zeby... wolnosci od systemu. 

O co chodzi z tymi teoriami na zycie? Mowi sie np.: ze prawda zawsze zwycieza. Nie powiem necacy to przysmak dla kogos, kto w prawdzie zyc chce, ale ... powiedzmy sobie, ze kazdy owa prawde ma inna. Spor o prawde powstal juz  w Nowym Testamencie podczas rozmowy Jezusa z Pilatem. Przyznam sie Wam, ze to jeden z cytatow Swietej Ksiegi nie dajacych mi wczesniej dlugo  spokoju,  dopoki jakos tego w sobie nie ogarnelam.

 "Pilat zatem powiedzial do niego : " A wiec jestes krolem?" (Odpowiedzial Jezus) "Tak, jestem krolem. Ja sie na to narodzilem i na to przyszedlem na swiat, aby dac swiadectwo prawdzie. Kazdy, kto jest z prawdy, slucha mojego glosu." Rzekl do Niego Pilat: " Coz to jest prawda?" To powiedziawszy, wyszedl ponownie do Zydow i rzekl do nich : " Ja nie znajduje w nim zadnej winy."

Jan 18; 37-38

Prawda jest, ze Pilat nie widzial w Jezusie winy. Prawda dla  pobratymcow Jezusa bylo to, ze wine w nim jednak  widzieli. Chociazby stawianie sie na rowni z Bogiem. Dla nich Jezus byl najzwyklejszym czlowiekiem. A stawianie sie czlowieka na rowni z Bogiem zaslugiwalo w tamtej spolecznosci  na ukaranie kamieniowaniem.  I co z tym zrobic? Zetknely sie jakies dwa swiaty. Starly sie ze soba dwie prawdy? 

Nie bede mowic chlopcu, ktory w robocie donosi, ze ... tak sie nie robi, ze to nie jest prawda, to, co on rozpowiada, bo albo celowo nie zrozumial przekazu danej informacji i celowo ja podkrecil dla wzmocnienia negatywnego  wizerunku osoby, o ktorej gledzi, albo nie zdaje sobie sprawy z tego co klepie?  Dla zasady nie powinien, ale ... tamten (przeciwnik) tez nie przestrzega zasad. 

Co powiedziec? Cos w stylu: " Rybko nie rob tak, bo krzywidzsz te osobe, o ktorej rozsiewasz ploty?". Ow rozpowiadajacy  ktos nosi inna prawde w sobie, ze ow obgadywany przez niego czlowiek zasluguje na to. Dorobil sie, bo kiedys o nim wpowiedzial sie niepochlebnie. Ot i taka prawda. 

Razu ktoregos kolezance Wandzi powiedzialam, a chcialam ja przestraszyc, zeby nie mielila jezorem wraz z tlumem, bo powroci do niej to mielenie i bedzie bolalo. Wandzia na to, ze nie biore pod uwage, iz jej mielenie jest li tylko powrotem zla, na ktore obmielana osoba sobie zasluzyla.  Czyli swieta Wandzia jest narzedziem w reku Opatrznosci i oddaje to, co ludziom sie slusznie  nalezy. 

Choc staram sie nie obgadywac i karma nie powinna do mnie powracac, to biore pod uwage fakt , ze bywam obgadywana. 

Kolejna teoryjka, ze dobro zawsze zwycieza. Wiara w bajki, ze zlo zawsze przegrywa. Wierzacy beda mi mowic, ze tam w niebiosach jest wlasciwa odplata. A jak nie ma owej odplaty? Takie czekanie na odplate moze byc postrzegane w kategoriach zapieklosci: " No nareszcie dojechali cie bratku", w kategorii nieumiejetnosci przebaczania. Moze swiadczyc zle o tym, kto w dana doktryne swiecie wierzy. 

 Po lekturze "Dzeci nazistow" dochodze do wniosku, ze niekoniecznie zlo jest karane. Mengele nigdy nie odpowiedzial za popelnione zbrodnie. Dobrze sie skryl i dozyl pelni lat w spokoju i dostatku zaszyty gdzies w Ameryce Poludniowej. 

Jak powiedziec komus: " Nie idz po trupach do zwyciestwa", skoro zycie pokazuje, ze niekoniecznie uczciwa praca ludzie sie bogaca ? Jak powiedziec komus, ze dany czlowiek jest pracowity, kiedy za moment pojawi sie ilus niekoniecznie wiarygodnych swiadkow, ktorzy beda klepac, ze absolutnie to nie prawda, bo widzieli jak szedl iles razy podczs roboty do toalety i ... ktorys z tych razow to bylo stanowczo za wiele- i najprawdopodobniej migal sie ow ktos w robocie, z tego wiec wniosek, ze nie jest pracowity. 

Jak powiedziec komus : " Nie dojezdzaj dziewczyny, bo czyz nie widzisz, ze ma tendencje do chlastania siebie?", a reszta "specjalistow"nieukow powie, ze to wina jej rodziny. Moze i tak byc, ale niekoniecznie taka jest prawda o danej osobie. 

Czekanie zas na Boza odplate, nieublagany sad... kojarzy mi sie z pewna zapiekloscia, a moze pragnieniem sprawiedliwosci? Pragnienie sprawiedliwosci-. to akurat dobrze swiadczy o osobie zlaknionej, oby nie bylo w tym jednak owej drobiny zapieklosci. 

Wszyscy wierzacy - powinniscie wziasc  pod rozwage, ze koncepcja nieba "waszego" nieba, to moze byc  tylko pewna hipoteza . Ja biore taka mozliwosc pod uwage. W koncu to jest wiara, a wiec nic pewnego. 

piątek, 22 lipca 2022

Zimno i krwawo.

 

Tak goraco, ze zaczelam o krajach Skandynawskich czytac i mnie wciagnelo. Przewodnik ( gruby) turystyczny przerabiam. Cytowac bede co ciekawsze tresci historyczne o danym zakatku. Cytaty powiazuje z niektorymi problemami wspolczesnosci. 

Np.: taki zwiazany z naszym globalnym ociepleniem. 

"Zycie w Norwegii zawsze zalezalo od uksztaltowania terenu i klimatu. Pierwsi mieszkancy na norweskiej ziemii skupiali sie na wybrzezu. Wplyw cieplego Pradu Zatokowego sprawial, ze codziennosc byla tu znosniejsza niz w glebi ladu (...) Po wielkiej odwilzy zapanowal klimat tak lagodny, jak jeszcze nigdy dotad, ale okolo 500 r. p.n.e., w okresie , w ktorym zelazo zaczelo wypierac braz, a Atenczycy  gotowali sie do budowy Partenonu, klimat z niewyjasnionych przyczyn sie zmienil. Skutki naglego ochlodzenia i podniesienia wilgotnosci okazaly sie dramatyczne."

Za slaby przemysl mieszkancy Skandynawii mieli, stad to nagle oziebienie. Za malo gazow cieplarnianych emitowali.  O dziwo, owe oziebienie klimatu spowodowalo, ze ludzie zamiast wiesc polkoczownicze zycie osiedli. Skupili sie na gromadzeniu zapasow dla siebie i zwierzat, prowadzeniu gospodarstw. Prawdopodobnie z tego powodu budowano domy dwuizbowe. Z jednej strony ludzie , z drugiej zwierzeta... takie wspoistnienie zapewnialo cieplo, choc do higienicznych sie nie zaliczalo. 

"Podobnie jak prawie w calej Europie, klimat w Norwegii ochlodzil sie ponownie w XIV w., co pociagnelo za soba zapasc gospodarcza. Wkrotce potem okrutne zniwo zebrala czarna smierc, czyli dzuma. Liczba rycerzy w Norwegii  zmniejszyla sie wowczas z 270 do 60."

Zaiste , panstwa w tamtych czasach byly zaludnione po brzegi. Slyszalam kiedys od mojego historyka, ze 10 jezdnych na drodze to bylo multum luda. A powiadaja , ze czasy te sprzyjaly plodnosci i dzieciorobstwu. Ciemny koscielny czas. Moze i tak , sprzyjaly, ale nie za bardzo ludziom owe robienie dzieci wychodzilo. Ciezko zaludnialo sie ow swiat. Ciagle jakies przeszkody. 


Cywilizowany swiat lekcewazyl Polwysep Skandynawski do konca VIII w. Najwiekszym postepem dokonanym przez Skandynawow w izolacji byla ewolucja lodzi. Fenicjanie mieli juz niemaly dorobek w podejmowaniu zdumiewajacych podrozy morskich, ale byly to podroze zwiazane z trzymaniem sie wod przybrzeznych. Mieszkancy dzisiejszej  Norwegii pracowali nad lodziami , ktorymi mozna sie bylo wypuszczac na otwarty ocean. 
Niezle. Izolacja nie musi oznaczac zastoju. 
Wikingowie, morscy rozbojnicy , po raz pierwszy dali o sobie znac w 793 roku pladrujac klasztor na wyspie Lindisfarne ( dzis polnocna Anglia). W nastepnym roku podobny los spotkal osade monastyczna w Jarrow. Przez 40 lat wikingowie kierowali swa aktywnosc ku Irlandii, a to z tego powodu, ze angielski krol dawal rade odeprzec ich ataki. 

"Slowo "wiking" dla ofiar agresji pod koniec IX i w X w. jednoznacznie kojarzylo sie z rozlewem krwi i utrata mienia. (...) Mieszkancy Norwegii byli wiecznie glodnymi ziemii poszukiwaczami przygod. Nie mieli zadnych skrupulow mordujac mnichow , w swoim rozumieniu postrzegali chrzesciajnstwo jako heretyckie zagrozenie dla wlasnych odwiecznych wierzen (...) Male najezdzcze oddzialy wikingow sialy zniszczenie i dopuszczaly sie okrucienstw, ktore dobrze sluzyly zalozonemu celowi- wrog wolal raczej uciec z placu boju niz stawac do walki z bezwzglednymi rozbojnikami. Taktyce zastraszenia sluzyly tez "dzikie wybuchy triumfujacej radosci", ktorym towarzyszylo przebijanie dzieci wloczniami i picie z czaszek zabitych wrogow."
 Opisywany czas, to czas poganstwa.  Powtarzanie jak mantra, ze chrzescijanstwo przynioslo swiatu wojny, mordy nie ma sensu. Tacy byli wowczas ludzie bez wzgledu czy byli poganinami, czy chrzescijanami. Tak tamtejszy czlowiek umial zalatwiac sprawy. Swiat byl prosty- to wrog, to przyjaciel . Wrogow sie uniecestwialo. Wojny? Na nich stal owczesny porzadek ekonomiczny. Dawal zarobek, byt, gwarantowal przetrwanie grupie-choc to akurat, z tym przetrwaniem, dziwnie brzmi. 

Moralnosc poganska. W tej branzy daleko nie odskoczylismy. Natura ludzka jest jaka jest.

"Normanskie kobiety pod pewnym wzgledem byly wyemancypowane. W 844r.  norweski krol wladajacy na zamku w Dublinie wymienil poselstwo z emirem Abderrhamanem II, mauryjskim przywodca ( dzisiejsza Hiszpania). Na dublinski dwor przybyl poeta Alghazal, a tam oczarowala go krolowa. Chetnie posunalby sie dalej w znajomosci, ale powstrzymywala go obawa przed tym, co zrobi krol, gdy sie dowie. Krolowa zapewnila wowczas poete: "Zazdrosc nie lezy w naszym zwyczaju. Nasze kobiety zostaja ze swoimi mezami tylko tak dlugo, jak same maja ochote, a opuszczaja ich wedle wlasnego wyboru" . Najwyrazniej nie dodala, ze mezowie postepuja tak samo . Gdy znudzila im sie zona, wowczas sprzedawali  ja lub obdarowywali przyjaciela". 

Jakos  dziwnie sie czuje. Byc oddana kumplowi jako towar przechodni, albo sprzedana... hm... no faktycznie. Ciekawe czy ona mogla go sprzedac, albo oddac przyjaciolce? 

No coz i w mojej naturze zazdrosc nie lezy, ale ... powiadaja , ze przezorny zawsze ubezpieczony. Ja sie zabezpieczam. "Toc gupia nie jestem", nieprawdaz?  Yntelygencja na kilometry tryskam. Moj malzonek siedzi sobie z dzieckiem na urlopie.... ja w domciu sama... przy komputerze ... z nudow juz nie wiem co robic... Ciekawe co on tam wyczynia? Zeby po powrocie nie sprzedal mnie na targu niewolnikow. 
Mam sposob. Barometr taki... Kobiety patrzcie i uczcie sie. 

Widzicie ten niebieski, przecudnej urody kwiatuszek?  Nie wiem jak on sie po polsku  nazywa. Tlumaczac luzno  z niemieckiego  zwie sie on " meska wiernosc". 
O tu, dla lepszego obadania mam cale wiadro- wiadomo.


Obsluga tegoz urzadzenia namierzajacego jest prosta jak drut. Kwiecie rosnie ladnie- chlop wierny.
 Rosnie byle jak,  przyjrzyj sie uwaznie chlopu.   

Zrodlo: Norwegia. Podroze marzen- Biblioteka Gazety Wyborczej. 

środa, 20 lipca 2022

Skandali ciag dalszy (?)

 Takich z gruntu mojej lokalnosci. 

Do kosciola chodze rzadko ze wzgledu na zmiany  w pracy. Jakby ktos z Was nie wiedzial , zdarza mi sie pracowac w niedziele. Stop inaczej - zdarza mi sie jedna niedziele w miesiacu miec wolna. To brzmi prawdziwiej. Nie znam nowego- starego w sumie juz- proboszcza. Jest u nas od 5 lat. Nigdy go na oczy nie widzialam, bo nie mialam przyjemnosci do lokalnego kosciola wdepnac. W tygodniu Msze Sw. sa rozstrzelane. Raz w piatek, raz w czwartek, raz wcale... nie polapiesz sie, a do kosciola - choc w sumie niedaleko mam- nie zachodze i gazetki z wypisem jak to koscielne uroczystosci na dany tydzien sie zapowiadaja nie biore. Rozrozniam, juz sie nauczylam, koscielne dzwony. Wiem, ktory dzwoni z informacja, ze zmarl parafianin. Z reguly pietnascie minut przed dwunasta odzywa sie dzwon zalobny. Dzwoni jakies 10 minut.... potem przerwa i o dwunastej w poludnie, odzywa sie dzwon na Aniol Panski. 

Kiedy chce... kiedy dusza zaczyna potrzebowac, wsiadam w samochod i jade 13 km dalej. Do klasztoru Benedyktynow. Oni  odprawiaja codziennie Msze Sw. wieczorna wraz z kompleta. 

Cudnie choraly gregorianskie im wychodza. Mozna zasiasc i odjechac..... wyciszyc sie ile wlezie. Duchowego SPA zaznac. 

Niestety choral nie z kosciola, do ktorego zajezdzam. Nic w necie nie znalazlam, a szkoda. 
 

Ta muzyka w zalozeniach ma wyciszac. Uspokajac... wzniesc ... a pewne sprawy powinny przy niej opasc i pozostac na ziemskim padole. Chociazby seksualne dreczenia. Kiedys slyszalam taka teoryje, ze muza ta oparta jest na dzwiekach , ktore w zalozeniu maja wyciszyc sfere seksualna. Czyli panowie i panie majacy w planach pograsowac dzisiejszej nocki.... nie sluchajcie tego. 

W opowiesci mojej zmierzam do punktu, ze nie jestem przywiazana do miejscowego kosciola. Nie znam za bardzo ludzi... nie wiem jak dzialaja , wszak spolecznctwo jest u Niemcow wyznacznikiem pewnego rodzaju swietosci. Nie mozna tylko kleczec . Modlic sie. Prowadzic pustelnicze zycie. Czlowiek musisz pokazac sie w dzialaniu na rzecz lokalnej spolecznosci. 

 Tutejszy  kosciol mnie nie trzyma i to stanowilo zgryzote  rodzinnej starszyzny: " Tam dom wasz, gdzie kosciol wasz!"- Suchalismy. 

No niestety , nie udalo sie nas przywiazac. 

Ocknelam sie niedawno, ze przeciez Mloda, w mysl zamyslu zwiazanego z jej wiekiem, powinna chyba w tym roku bierzmowanie zaliczyc, ale ze nic nie zglaszala to jakos  i to umknelo nam w potoku codziennych zajec. A moze Ona nas po prostu kolowala? Nie chce to i nie opowiada co na religii sie dzieje. Musze sprawie sie przyjrzec. 



Ostatnio siedzac na przerwie w pracy przeczytalam w komorce wiadomosc z lokalnej gazety o odwolaniu z parafii nieopodal; ksiedza, ktory na stolku danej gminy zasiadal od 12 lat. Skoro odwolali- kosciol , tzn. biskup miejsca sie wypowiedzial, pokazali twarz kaplana w lokalnej gazecie i ujawnili jego dane ... to znaczy , ze sprawa jest gruba. 

Tak po polsku od razu mi sie nasunelo: " Chyba cos w temacie seksu", bo Polacy tylko takie skandale  uznaja... inne lagodniej przechodza. Nie emocjonuja sie az tak. 

Od nitki do klebka okazalo sie, ze duszpasterz mial  problemy na tle behawioralnym-  czyli zaburzenia w zachowaniu. Poczytalam dalej...  no tak... behawioralne - podlegaja temu  uzaleznienia typu hazard, komorka .... 

"Moze dlugow narobil w kasynach?"- przeszlo mi przez mysl.  Dlugi to jest skadnal na miare zachodnich spolecznosci. Nie toleruja krzywdzenia dzieci, nieuczciwosci finansowej.... natomiast sprawy lozkowe- hm.... jezeli rzecz dzieje sie pomiedzy dwojka doroslych ludzi , nie wnikaja. Niech to rozsadzaja odpowiednie instytucje, zas opinia publiczna sie nie miesza. Co nie znaczy, iz nie brak takich, ktorzy z przekasem wyraza wlasne zdanie. 

Glebiej jeszcze sprawe sledzac doszlam do informacji, ze bylo cos nie tak z traktowaniem grupy kaplanow z Indii i jakiegos innego azjatyckiego kraju.... no coz- to tez jest zachowaniem nie przystajacym stanowi kaplanskiemu. 

Linkow nie podam, wybaczcie... 


Dzisiaj sennie pod wzgledem muzycznym... czasami i tak musi byc. 


niedziela, 20 lutego 2022

Herbata mocy.

 Wlasnie ugotowalam takowa i sie nia racze. Popijam "tęgo "-  owa herbate juz od dluzszego czasu, a przepis na nia znalazlam o ... tutaj. 


Polecam. Smakuje niezle. Daje moc i zdrowie. Oczywiscie, jak we wszystkim, nie od razu Krakow zbudowano. Najpierw trzeba sie tego troche opic. Wprowadzic do organizmu odpowiednie skladniki i ... czekac na efekt. Mozolna praca nas czeka zanim taki efekt osiagniemy. Bo ile to trzeba sie nagotowac: lazic do sklepu po skladniki, zainwestowac w dziwne przyprawy, stac przy kuchence, przecedzac...? Szkoda gadac. Ilez to sie czlek musi narobic zanim efekt Mocy bedzie widoczny. 

Szaflarska przed chwila w filmie "Pora umierac" emitowanym na TVP Kultura, wypowiedziala zdanie, ze chetnie by sie napila herbaty, ale ... nie ma kto zrobic i przyniesc. Trzeba sie zadowolic wisniowka , bo ta znajduje sie pod reka. Co za pech! Trzeba by bylo , choc juz sie nie da, poinformowac pania, ze istnieje cos takiego jak telekineza i ... nalezalo w zyciu tylko zaciecie cwiczyc. Wyginac umysl latami, a herbatka sama by sie na stole pojawila. Tzn. nie tak znowu sama, zostala by zrobiona przez umysl i postawiona na stole. 

Mloda napalila sie na kolejne zawody. W marcu , w Kolonii- mistrzostwa ( kurna nie wiem jak to przetlumaczyc (?) taekwondo Jugend A. Dziecie me , poinformowalo mnie, ze ono nie jest juz juniorem ( to maluchy), a nalezy do wiekowej grupy Jugend A ( mlodzi A). Ludzie-  nie pytajcie. Nie potrafie wyjasnic. To jak czary. Jakies terminy, nazwy...  obca, kosmiczna  terminologia- nie ograniam. Napalila sie Dziecina   na owe mistrzostwa i mac jedna stanela na drodze do wzrostu i kariery. 

-Przeciez jeszcze masz druty w obojczyku. A na ostatnim zdjeciu rentgenowskim sprawa nie przedstawiala sie dobrze...

- Oj mamo! Lekarka pozwolila mi cwiczyc. Jezdzic na rowerze i biegac. 

To prawda. Lekarka pozwolila jej cwiczyc dolne partie ciala, czyli nogi ... pozwolila na jogging - ale ostroznie aby sie nie przewrocila. Ma pozwolone na jazde na rowerze... na proby strzelania goli do bramki...  Ot takie tam, aby nie zastygla. Nic poza tym. 

Poniewaz sprawa zaczela przedstawiac sie dramatycznie. Rodzina nie mogla osiagnac konsensusu, a zycie domowe z powodu braku zezwolenia na zawody napalonemu na sport Dziecku, stalo sie nieznosne, postanowilismy zapytac pania lekarz i oprzec sie na jej zdaniu. Ortopedka kategorycznie zabronila, a Mloda sie pobeczala. Ilez to przyszly Mistrz Swiata w Teakwondo musi zniesc rozczarowan, wewnetrznych rozdarc, bolu i cierpienia... Szkoda mi Dzieciny , ale... nikt nikomu nie obiecywal, ze droga do sukcesu to laka pelna pachnacego kwiecia. To deski, pot, mozolne cwiczenia, przegrana tez wchodzi w rachube. Posiascie mocy to nielatwy chleb. Nie wiem nawet, czy samo posiadanie jej to latwizna i splendor:) 

Kiedys, kiedy bylam mloda nauczycielka przezylam cos na modle mistycznego- nie, to za duzo powiedziane- doswiadczenia. Mielismy  ucznia na nauczaniu indywidualnym. Opisywalam go razu pewnego w komentarzach. Czesto wymieniano mu nauczycieli, bo dzieciak nalezal do trudnych. Nie bylo to latwe zawodowe zadanie. Uczylo sie go jakies 15 minut, a reszta? Reszta to byla zacheta ( "walka") , proby przekazania mu wiedzy. Chlopak wyskakiwal podczas lekcji przez okno ( mieszkal na parterze) i biegl pod plot pobliskiej szkoly aby szokowac podczas przerw swoim zachowaniem normalnych uczniow. Wyrywal sobie wlosy w taki sposob, ze golarka lepiej nie daloby sie przejechac i wkrecal wyrwane owlosienie w nos, bo tak fajnie laskotalo.  Wyrywal sobie tez brwi, rzesy... i miewal niepohamowane zapedy aby robic to osobom znajdujacym sie w jego towarzystwie. Czesto matke tak obskubywal. Jesienia przerywal zajecia i wypadal na podworko aby zasiac  pod pobliskim drzewem i obsypywal sie zeschlymi liscmi. Tak milo szelescily, piescily cialo.  Mniejsze okazy probowal, oczywiscie, wkrecac- bez kozery powiem, ze we wszystkie otwory swego organizmu- wygrywal zawsze nos.  Robil przy okazji taka mine jakby doznawal nieziemskiej ekstazy. Kiedys wyprowadzil ojcu wszystkie krawaty z szafy i obrzucil nimi druty elektryczne... droga do domu naszego ucznia obwieszona byla trzepoczacymi na wietrze meskimi zwisami. Ktos tam probowal z tym robic porzadek, ale po ktorejs z koleji interwencji sluzby odpuscily i pozwolily krawatom lopotac beztrosko na wietrze, dzieki czemu chlopak zaznal wewnetrznego spokoju i zaniechal kolejnych powtorek zwiazanych z upiekszaniem, ojcowskimi  elementami garderoby,  najblizszej okolicy. 

Wydano mu orzeczenie o uposledzeniu, ale szkolna psycholog byla przekonana, ze to problemy psychiczne dzieciaka, a nie uposledzenie. Bylam podobnego zdania. 

Ojciec wybywal z domu...matka chlopca przypominala chodzace zombie. Jakies dziwne leki przezywala i przejawiala... Przyznam sie, ze i ja czulam sie padnieta po dniu zajec u mojego ucznia. 

Razu pewnego, wracajac po takowych lekcjach, wstapilam do znajomej na umowiona kawe. Kawa zaparzona. Aromat super, smak tez... nagle poczulam przyjemne rozluznienie i doswiadczylam uczucia, jakbym cos zasysala. Jak odkurzacz, do rury ktorego przystawia sie dlon... odczucie w okolicach zoladka. Znajoma spojrzala raz na mnie... drugi... 

-Poczekaj przytrzymaj tylko glowe. Mocno ciagniesz. 

Ludzie ratunku! Uswiadomilam sobie, ze czegos nie widzimy, nie slyszymy, ale... dzieje sie. Niewatpliwie cos zasysalam. Kolezanka duzo nie gawedzila na dany temat i niewatpliwie  jakies tam pojecie posiadala. 

Potem poczytalam. Dotarlam do "zrodel". Chcialam zrozumiec to, co sie stalo. Nie znajdzie sie wyjasnien w ksiegach strikte naukowych. Trzeba siegnac po wiedze z zakresu parapsychologi. Tam co nieco na dany temat mozna znalezc. 

Wychodzi mi na to, ale pewna nie jestem, ze chlopak- uczen- byl kims w rodzaju "wampira energetycznego", oczywiscie, ze nieswiadomego tego co sie dzieje. Ojciec wybywal z chalupy, nie siedzial w niej, wiec jakos sie w tym wszystkim potrafil uchowac. Matka chodzace , zaleknione zombie... szukajace pomocy u energoterapeutow, jasnowidzow , wieszczow- nikt nie potrafil tego ogarnac. 

Czesto zmieniajacy sie nauczyciele ? Bylismy widocznie tak wydojeni ( jakos to trzeba bylo sobie wytlumaczyc) po roku pracy z dzieciakiem, ze nie dziwota iz dyrekcja samoistnie, zmieniala klientowi naszej placowki,  nauczycieli tak, jak przyslowiowe rekawiczki.  

To, co zaszlo u znajomej, tlumacze jako uzupelnieniem oddanej energii. Czerpac ja ponoc mozna ze wszystkiego. Sa specjalisci zalecajacy przytulanie sie do drzew.  

Nigdy wiecej nie zaznalam czegos podobnego , ale...na dany temat poczytalam.

I powiem szczerze, ze jak informacje o mocach wydawaly mi sie z tych fantastycznych , ciekawych i fajnych tak posiadanie odpowiednich umiejetnosci w realu juz niekoniecznie takimi sie wydawalo. Wyobrazmy sobie, ze ktos umie rozrozniac ludzka aure. Widzi pole energetyczne czlowieka. Widzi , ze ktos jest smiertelnie chory... jak moze czuc sie z takim widzeniem? 

Musi zawiadomic dana osobe, ze powinna udac sie do lekarza. Jak to umiejetnie zrobic? Jak podejsc do obcej osoby i oznajmic: " Idz do specjalisty, jesli tego nie zrobisz - zle skonczysz?"  Ludzie mogliby wziasc kogos takiego  za impertynenta,  a jesli ow ostrzegajacy to chory psychol? Bywaja tacy, ktorzy kopia poslow niefajnych przeslan w  zadek, albo  miazdza im twarz.  



niedziela, 23 stycznia 2022

Powroty i inne zmiksowane wiadomosci.

 Powroty 


... na TVP Polonia. 

Chlopak wyjechal, zaraz po studiach ( wraz z zona),  do Irlandii. Tam urodzily sie jego dzieci. Powrocili. Osiedlili sie w malej wsi Gorajec. Kupili szkole... Organizuja miejscowa ludnosc. Wymierajaca wies przeksztalcili w wies rozwijajaca sie. Jest ( sa) organizatorem  "Folkowiska". Panie z zespolu Niezapominajki wpadly na pomysl zaproszenia na Folkowisko Micka Jaggera. Nagraly dla niego muzyczna pocztowke. 


Jagger, chwalil, ze tak dobrych pierogow, jakie ulepily panie z Niezapominajek nigdy nie jadl. 

To sa dobre powroty. Powroty z pomyslem. 


Jezus dla ateistow ( ale tylko katolickich). 

"Jezus Niechrystus to „mowa o religii” do wykształconych spośród tych, którzy w dogmat chrześcijański już nie wierzą, ale bardzo chcieliby pozostać chrześcijanami. Cokolwiek by to miało oznaczać."

To wstep z recenzji ksiazki "Jezus Niechrystus" Piotra Augustyniaka. Recenzji podjal sie Tadeusz Zatorski . Recenzja znajduje sie tutaj. 

Nie chce jej przepisywac, ale ... zajrzalam do "Swiat Maryjnych Objawiem"  Wincentego Laszewskiego. Watykan uznal 17 Objawien Maryjnych w przeciagu dziejow. Dwa mialy miejsce w Polsce. Lezajsk i Gietrzwald. Lubie Gietrzwald. Jezdze tam, kiedy jestem w Polsce. 

Pierwsze Objawienie Maryjne mialo miejsce w Saragossie w 40 roku n.e.

Nie jest to miejsce uznane przez Watykan, ale odwiedzil je papiez wyrazajac w ten sposob pozytywny stosunek do danego wydarzenia. Odbywa sie tam  kult religijny , zdarzaja sie cuda . 

Mnie zas zastanawia...: " Jak to?  Matka Jezusa jeszcze zyla i pomimo to objawiala sie w innych miejscach? Objawienia za jej zycia? " Trudno to ludzkim rozumem objac.  Przy czym kosciol zaznacza, ze nie byl to cud bilokacji.  Hm... 

Znalazlam w Biblii cos mniej niewiarygodnego niz Objawianie sie, jeszcze za ziemskiego zycia Matki Boskiej tak, jakby juz mieszkala w niebie - zaznacze, ze sama nie rozumiem tego co wlasnie napisalam ( przepisalam). 

Wracajac do Biblii. O leku: 

"Strach bowiem nie jest niczym innym, jak odrzuceniem pomocy zdrowego rozsadku."

Ksiega Madrosci 17; 11

I to zdanie mnie zastanowilo, zatrzymalo i uspokoilo. Nie jest to odkrycie na miare Einsteina, ale na miare prywatnych potrzeb. Slyszalam takie wypowiedzi wiele razy. Nie chodzi jednak o mnozenie slow. Wystarczy jedno zdanie i nagle ... dostepujemy osobistej Eureki! Boimy sie wtedy, kiedy nie myslimy logicznie, kiedy nie myslimy zdroworozsadkowo.  


Feminizm po polsku. 

W Niemczech istnieje wiele meskich imion majacych zenski odpowiednik. Martin-Martina, Andreas- Andrea, Benedikt-Benedikta, Johannes-Johanna... W Polsce tez sie zdarza np.: Franciszek- Franciszka. 

Nie o to jednak biega. Niemcy nie odmieniaja imion przez przypadki. Kiedy moja mama  mowi cos w stylu: "Zapytaj Martina...", to Martin odwraca sie i szuka w poblizu kobiety o imieniu Martina. 

To  odnosnie wstepu. Czytam "Viva Polonia" Steffen´a Möllera. Wiecie niewatpliwie kto to (klik).


 

Jest tam fragment- pozwole sobie nieudolnie przetlumaczyc. Sa to pierwsze wrazenia autora z Polski. Wysiadl na dworcu w Krakowie i ruszy pod wskazany adres. Tam, gdzie miala znajdowac sie szkola jezykowa. Przechodzil przez stare miasto... 

" (...) ciagne swoja walizke , az nagle , po drugiej stronie ulicy zauwazam rozciagnety baner reklamowy, a na nim kilka slow, ktore udaje mi sie rozszyfrowac. "Festiwal muzyczny, IX symfonia Ludwiga van Beethovena". Oczywiscie jest to reklama muzyki feministycznej. Jakas sprytna kompozytorka wymyslila sobie pseudonim "Ludwiga van Beethovena", aby tym wszystkim szowinistom zademonstrowac, ze kobiety rowniez potrafia komponowac. "Oryginalna idea"- mysle (...) "

Ta ksiazka wywoluje u mnie usmiech, pogodny nastroj... bawi. 

Steffen Möller- rocznik 1969. Wychowany w Wuppertalu. Studiowal filozofie i teologie w Berlinie. Od 15 lat ( to bylo w 2013 roku) mieszka w Polsce. Za swoje zaslugi na plaszczyznie budowania pozytywnych relacji niemiecko-polskich, odebral w 2005 Federalny Krzyz Zaslugi.  

wtorek, 11 maja 2021

Katolicyzm katolicyzmowi nierowny.

 Z katolicyzmem bywa tak, ze jego wyznawcom wydaje sie, iz jest on jednolity na calym swiecie. Tak chyba powinno byc, ale... niestety roznimy sie bardzo. Z katolicyzmem jest tak samo, jak z islamem i jak z kazda inna religia. Inny jest islam w Turcji, inny w Arabii Saudyjskiej jeszcze inny w Afryce. Jedna religia. Jeden Mahomet ( zalozyciel), ale w kazdym z krajow podleglym danej religii islam przybiera inne oblicze.  

Podobnie sprawa sie ma z katolicyzmem. 

Kiedy przyjechalam do Niemiec wydawalo mi sie, na samym poczatku, ze moj maz i ja nalezymy do roznych kosciolow. Czas kiedy wyjezdzalam z Polski to byl zmierzch krytyki ( debaty toczacej sie w naszym kraju) przyjmowania  Komunii na reke. W Niemczech 90% wiernych wyciaga reke po Hostie . Przyjmowanie Oplatka do ust praktykuja osoby chore, niesprawne, ktore nie moga posluzyc sie rekoma. I nie przecze, bywaja tacy, ktorzy  z przyzwyczajenia lub konserwatywnych zapatrywan nie wyobrazaja sobie innego przyjmowania Komunikantu jak ten tradycyjny. Tesciowa opowiadala, ze kiedy  ow pomysl w  kosciele zaswital- papiez zezwolil- tutejszy proboszcz byl przeciwny nowej modzie . Zapowiedzial, ze swoim parafianom niczego w nowomodny sposob podawal nie bedzie. Wowczas parafianie ostrzegli,  ze do kosciola nie przyjda. Pasterz ustapil. 

Praktyka spowiedzi. 

Powiem szczerze, ze tam gdzie ja chadzam nie widze takiej spowiedzi jak w Polsce. Nie ma kleczenia w konfesjonale.  Ponoc, jezeli ktos znajduje sie  w potrzebie, moze zadzwonic i umowic sie na spotkanie.  Standardowym zas obrazkiem sa konfesjonaly zarastajace pajeczyna. Spowiednik siedzacy i czekajacy przed Msza Sw na pokutnika to tylko w Polskiej Misji Katolickiej. Moja tesciowa u spowiedzi byla prawdopodobnie raz w zyciu. Zmarla w wieku 89 lat. Chodzic do obcego czlowieka i opowiadac mu o wlasnych slabosciach, albo przewinieniach? Nie do pomyslenia:) 

W Polsce ksiazki o Harrym Potterze sa palone na stosie przed parafia, w Niemczech sprzedawane w parafialnej ksiegarnii. 

Nie o tym jednak chcialam. 

Na zachodzie w katolickim kosciele , nie wiem dokladnie od kiedy, praktykuje sie blogoslawienstwo par jednoplciowych. Nie jest to rownorzedne z sakramentem malzenstwa, tego akurat tlumaczyc nie trzeba, ale jest znakiem uczynienia kroku ku parom gejow i lesbijek. 

Na Watykanie zawrzalo, konkretnie zawrzalo w marcu , w kregach Kongregacji Nauki i Wiary i powiedziano "nie" owym praktykom. 

Jak uzasadniono owe stanowisko?  (Tutaj) Jak to na Watykanie: " Kochamy Was, ale jednak lepiej by bylo, gdyby Waszego stylu zycia nie blogoslawiono". Jakie jeszcze slogany mozna w to wmontowac (?)

 -  "Nie lekajcie sie Bog jest Miloscia!" , 

-" "Nie" dla blogoslawienstwa zwiazku, nie oznacza "nie" dla osoby" ? 

Z tym ostatnim moze nawet moglabym sie zgodzila, bo kosciol w sumie nie mowi "nie" dla blogoslawienstw poszczegolnych homoseksualistow, ale ... no wlasnie musi byc jakies "ale",  objeci nim powinni byc  homoseksualisci ( lesbijki) bierni. Czyli osoba LGBTQ, idaca droga wstrzemiezliwosci seksualnej, moze byc obdarzona takim dobrodziejstwem. 

Kosciol niemiecki postrzegany jest jako katolicka awangarda. Uznawany jest za kosciol silny, tzn. idacy jednym frontem, choc i tu zdarzaja sie patriarchowie wylamuajcy sie z szeregu. Liczne katolickie stowarzyszenia i ponad 280 profesorow teologii ( Zeit Online mowi o ponad 280 )  z krajow niemieckojezycznych protestowalo przeciwko watykanskiemu stanowisku. 

  W ostatnia niedziele w okolo 100 niemieckich parafiach odbyly sie nabozenstwa , ktorym przyswiecalo motto:  " Milosc zwyciezy". Podczas nabozenstw mialo miejsce blogoslawienstwo par bez znaczenia czy sa to pary gejowskie, lesbijskie, czy hetero. 

Zakaz blogoslawienstw popiera konserwatywny kardynal z Kolonii i zapowiedzial rozmowy z ksiezmi, ktorzy owego zakazu nie przestrzegaja. Komitet Katolicki w Köln byl zdziwiony taka postawa konserwatywnego hierarchy szczegolnie po tym, jak usprawiedliwial on awans pewnego kaplana wmotanego w seks z 17 letnia prostytutka. 

Ksiadz Urlich Hinzen, ktory odprawial takie nabozenstwo w kolonskiej parafii Zmartwychwstania Chrystusa, powiedzial, ze oczekuje reakcji ze strony zwierzchnika i ze zmierzy sie z tym. Nie boi sie rozmowy i nie obawia sie sankcji. Uwaza, iz "seksualnosc jest cennym darem roznorodnosci Bozego dziela".  Mowi: "Nasz kosciol powinien zapytac siebie krytycznie (spojrzec na siebie krytycznie), czy sztywna koscielna moralnosc seksualna nie przyczynila sie rowniez do niedojrzalosci seksualnej niektorych ksiezy wykorzystujacych dzieci i mlodziez". Moralnosc seksualna podlega zmianom zwiazanym z przeobrazeniami zycia , z uplywem czasu i Kosciol tych zmian nie moze po prostu uniknac.

Za : https://www.wz.de/politik/inland/akt-des-ungehorsams-priester-segnen-homosexuelle-paare_aid-58027623


niedziela, 27 grudnia 2020

Objawienia.


Podoba mi sie ta piosenka. Jest wykonywana przez wielu artystow i za kazdym razem milo mi sie jej slucha. Kazde wykonanie jest, wedlug mnie, super. 

Gietrzwald lezy niedaleko miejscowosci, z ktorej sie w Polsce wywodze. Jakies 17 km od mojego dawnego miejsca  zamieszkania i 20 km od Olsztyna. W dziecinstwie o Gietrzwaldzie nie slyszalam, a jezeli nawet ktos cos, to nic mi w pamieci z tego nie pozostalo. Rodzice nas tam nie wozili, pomimo dobrego  polaczenia autobusowego i pomimo tego, ze mieli prywatny samochod. U mnie w domu rodzinnym sie nie wierzylo. Rodzice byli letni. Z kosciolem mieli tyle wspolnego, co doprowadzenie dzieci do podstawowych sakramentow.  Sami do kosciola chadzali slabo i slabo korzystali z ofiarowywanych tam "uslug". 
Miejsce dawnych objawien odkrylam bedac tuz przed trzydziestka. Zajezdzalam tam dosc czesto, zbaczajac z drogi powrotnej z Olsztyna. W sumie to nawet nie zbaczajac, ale wysiadajac, po drodze, z autobusu.  Pobylam w sanktuarium chwile , po czym zabieralam sie kolejnym transportem PKS do domu. 

Dwa lata temu zakupilam w gietrzwaldzkiej przykoscielnej ksiegarni : "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie. Przedruk wydania z 1883 roku" Warminskie Wydawnictwo Diecezjalne Olsztyn 2012. 
Zainteresowala mnie owa pozycja. Podczas lektury budzily sie we mnie rozmaite mysli i uczucia. Zaznacze moze, ze owe mysli i uczucia niekoniecznie byly pozytywne, choc nie zaprzecze, iz pozytywow tez doznalam. 
Wierzenie w objawienia, przekazy swietych, nie jest warunkiem koniecznym do zbawienia. Ma tylko wspomoc wiare, ale jezeli potraktujemy je lekko, jako cos malo znaczacego; nie czekaja nas z tego powodu piekielne ognie. Oczywiscie sprawa tyczy sie tylko wierzacych, niewierzacym i tak to zwisa. 

Mieszkajac przez cale zycia blisko jedynego miejsca w Polsce, ktorego objawienia zostaly uznane przez Watykan, warto bylo zapoznac sie z jego historia  i z tym, co tam sie wydarzylo. Matka Boska nawiedzala kosciol, dokladnie mowiac - klon przy kosciele- okolo 3 miesiecy. Od 27 czerwca 1877, do wrzesnia tego samego roku.
Trzynastoletnia Justyna Szafrynska po egzaminie przygotowujacym do pierwszej Komunii Sw.  wracala z rodzicielka, okolo 21.00 do domu. Zrobily jeszcze zakupy w Gietrzwaldzie i odwiedzily brata matki. Udawaly sie do pobliskiej wioski, w ktorej mieszkaly,  zwanej Nowymlyn. Przy kosciele rozlegl sie akurat dzwon wzywajacy na Aniol Panski ( drzewiej Aniol Panski byl odmawiany trzy razy w ciagu dnia: rano , w poludnie i na wieczor). Matka idac poczela odmawiac pacierz , Justyna zas zwrociwszy twarz  ku kosciolowi rzekla: "Poczekajcie, matko, az zobacze, co to jest to biale tam na drzewie i gdzie sie podzieje." Zniecierpliwiona matka ponaglala corke, chciala ja jeszcze raz wezwac, ze czas ruszac gdy doszedl do nich, wracajacy ze spaceru, proboszcz parafii ks. Weichsel.   Chcial zagadac, zapytac dziecko, czy jest zadowolone ze zdanego egzaminu, ale dziewczynke niewiele interesowaly slowa ksiedza. Dowiedziawszy sie od rozdraznionej matki ze  Justyna: "nie chce ruszyc sie z miejsca, ze sie ciagle na klon przy plebanii obraca twierdzac, ze widzi wielka jasnosc i biala jakas postac.", ksiadz, po krotkim namysle, wprowadzil Justyne do swego ogrodu, aby mogla sie widzeniu lepiej przyjrzec i opisac. Gdy Justyna po okolo 10 minutach wrocila do czekajacej w pewnym oddaleniu matki, ta zapytala ja : "Co zes tam teraz takiego widziala?" "O mateczko"-odpowiedziala Justyna-" bardzo piekna panne i byla zywa. Spogladala na mnie i na ks.proboszcza, a taka byla nad nia jasnosc, takie jasne promienie, ze wytrzymac nie moglam (...)".
Wiesc o tym, co Justyna widziala szybko rozeszla sie wsrod miejscowych, tak ze wieczorami ludzie zaczeli zbierac sie przy klonie na odmawianie modlitw. 1 lipca do widzacej dolaczyla jej kolezanka, zarazem dalsza kuzynka,  mlodsza o rok ( dwunastoletnia) Barbara Samulowska. To, co opowiadaly dziewczynki podczas widzen bylo bardzo zbiezne... nie roznily sie w zeznaniach. Byly rozdzielona i podczas widzen i w zyciu codziennym. Chciano miec pewnosc, ze nie spotykaja sie gdzies potajemnie i nie ustalaja wersji wydarzen.  Raz tylko doszlo do pewnej niescislosc, po ktorej ks. Weichsel chcial zakazac dziewczynkom przychodzenia pod klon i modlenia sie. Chcial jak najszybciej sprawe ubic. A ze rzecz zwiazana z Gietrzwaldem rozniosla sie po okolicy, wiec zaczely schodzic sie tu tlumy potrzebujacych, chorych i zwyklych gapiow, ciekawskich podgladaczy. Ksiadz przywolal do siebie niektorych z obecnych pielgrzymow i zalecil im , aby w jego imieniu powiadomili swoich duchownych , ze w skutek zaszlych watpliwosci maja zakazac swym parafianom, az do czasu, odbywac pielgrzymki do Gietrzwaldu.   
Niescislosc , ktora spowodowala ostra reakcje proboszcza, polegala na tym, ze podczas jednego z przesluchan Justyna stwierdzila, ze  Matka Boska rzekla do niej: "Tu maja byc podczas Rozanca choragwie i krzyz". Barbara zas oswiadczyla, ze widziala przy Matce Boskiej krzyz i dwie chorogwie. Jedna slyszala  gdzie krzyz i choragwie maja sie znajdowac, druga to widziala. Ks. Weichsela, podczas gietrzwaldzkiego zamieszania, przeciwnicy wyszydzali i wysmiewali. Przyjaciele zas ostrzegali aby byl przezorny i ostrozny, pomny na nauke i zwyczaj Kosciola Sw. Owa niescislosc uznal proboszcz za oznake wczesniejszego dogadywania sie dzieci ,  w tym zas przypadku widocznie panny sie niedogadaly i niescislosc wyszla na jaw lub , ze ktos nimi sterowal i podpowiadal co maja zeznawac. 
Postanowienia proboszcza wplynely przygnebiajaco na parafian, dotknely ich... Dziewczynki nie nalezaly do dzieci rozrabiakow, nie byly dzieciakami szukajacymi sensacji- trzeba tez wziasc pod uwage czasy w jakich owe nastolatki byly wychowywane. Wowczas wychowywano mlodziez w wiekszej dyscyplinie i posluszenstwie niz wspolczesnych nam ich rownolatkow. Jak na tamte czasy, byly najnormalniejszymi, zdyscyplinowanymi, szanujacymi doroslych dziecmi. Poza tym zauwazono, ze zeznania dzieci roznily sie tylko na pozor. W gruncie rzeczy nie zawieraly w sobie prawdziwej, istotnej sprzecznosci. 

Z zeznan dzieci wywnioskowac mozna, ze Postac z widzenia nie nalezala do rozgadanych. Po prostu byla. Odpowiadala , kiedy ja o cos pytano. Na zapytanie : "Kto Ty jestes?", udzielila odpowiedzi: "Jam jest Najswietsza Marya Panna, niepokalanie poczeta." , zas zapytana w ojczystyn jezyku ( gwara warminska) przez Justyne czego chce, w tym samym jezyku odpowiedziala: "Zadam, abyscie codziennie odmawiali rozaniec." 
Z ta modlitwa, osobiscie uwazam ja za jedne ze zrodel przynoszacych wewnetrzny pokoj, spokoj. Za cos,  co wyznawcy buddyzmu uzyskuja przez swoje ommmmmmm... a wyznawcy innych religii przez jakies inne praktyki modlitewno- medytacyjne. Gdyby ludzie znalezli sposob na wyciszenie wewnetrznej wojny w sobie, chyba zapanowalby wowczas swiatowy pokoj w kazdym zakamarku naszej planety. 
Inna sprawa przekonywujaca mnie do danych objawien jest niepodburzanie ludzi do dzialania, zycia w nieposzanowaniu danych zwyczajow, obyczajow, a nawet wladz ( nie mieszanie sie do tzw. polityki) . Choc owczesne wladze uznawaly Objawienia za cos groznego. Niepodobaly sie wladzom pruskim pielgrzymki. To, ze Postac przemawia gwara ( jezykiem ojczystym) wiesniakow, ktora probowano za wszelka cene wyrugowac. Chciano ludnosc danego terenu zgermanizowac. Takie zas zgromadzenia , a okoliczni pielgrzymi, i nie tylko oni, walili do Gietrzwaldu drzwiami i oknami, uwazano  za zarzewie mogacego nastapic buntu. 
Ks. Weichsel nie mial latwego zycia w zwiazku z obajwieniami. Zarobiony byl na maksa, obserwowany, wyszydzany i oddany niesamowicie przybywajacym do parafii pielgrzymom. 
12 lipca do widzacych ( zeznala, ze tez ma widzenia)  dolaczyla 45 letnia wdowa Elzbieta Bylitewska, a rownoczesnie z nia 24 letnia panna Katarzyna Wieczorek. 
Widzacych poddano badaniom lekarskim, aby ustalic czy sa zdrowymi - pod wzgledem psychicznym- osobami, czy w ich rodzinach nie bylo przypadkow chorob psychicznych, padaczek ...
Badania przeprowadzalo trzech niezaleznych i pochodzacych z roznych miejscowosci  lekarzy: Dr. Dittrich, Dr. Poschmann i Dr. Sonntag z Olsztyna. Badania wykonywano osobno, kazdy lekarz przybywal innego dnia. "Uznali oni,- o co tu glownie chodzilo,- cztery widzace osoby jako calkiem zdrowe, i nie znalezli, o ile to podczas krotkich wprawdzie, ale nieprzerwanych zadna miara wizyi, bylo niemozliwem, zadnego sladu katalepsyi, kurczow lub innej jakiej ukrytej choroby. Objawienia te zatem nie mogly miec swego zrodla w osobliwej kompleksyi ciala lub zludzeniach zmyslowych."

Teraz zas bedzie ciutke skandalicznie o Gietrzwaldzie. O pozniejszych losach widzacych - najwiecej wiadomo o najmlodszej wizjonerce Barbarze Samulowskiej. Mozna kupic w gietrzwaldzkiej ksiegarni ksiazki , czy tez informacje o jej pozniejszych dziejach. Z tego chyba powodu, ze tylko ona jedyna zostala objeta patronatem kosciola- o ile tak mozna to nazwac. Zmarla  w 1950 roku, jako ponad 80 siecioletnia staruszka w klasztorze w Gwatemalii, w ktorym pelnila bodajze funkcje matki przelozonej. Obie dziewczynki po zakonczeniu objawien, zostaly umieszczone u Siostr Milosierdzia w Lidzbarku Warminskim. Potem wraz z siostrami zostaly przeniesione do Chelmna i tam  w 1883 wstapily do Zgromadzenia Siostr Milosierdzia. Po zamknieciu seminarium przeniesiono je do domu zakonnego w Paryzu. Justyna Szafrynska zostala przypisana do pracy z  sierotami. Codziennie odmawiala - zgodnie z poleceniami w Objawieniach Gietrzwaldzkich- rozaniec, natomiast miala powazne braki w zwiazku z pokora i oglada, ponoc byla uparta. Najprawdopodobniej miala problem z zakonna dyscyplina. Zostala przyjeta jako aspirantka do Stowarzyszenia Dzieci Maryi. Z nieznanych przyczyn w 1897 wystapila ze zgromadzenia. Od tego momentu niewiele wiadomo o losach Szafrynskiej. Podobno w wieku 33 lat wyszla za maz za jakiegos Francuza. Zyla w skrajnej nedzy i tak tez zmarla, niedoczekawszy poznej starosci. 

Inaczej sprawy przedstawialy sie z Elzbieta Bylitewska i Katarzyna Wieczorek. Po objawieniach Bylitewska zaczela miec wizje zwiazane ze sw. Jozefem. Przychodzila do proboszcza i o nich opowiadala. Do widzen dolaczyla  Katarzyna Wieczorek... po czasie okazalo sie, ze obie kobiety spotykaly  sie poznymi wieczorami i ustalaly wersje swoich nowych objawien, ktorymi raczyly ks. Weichsela. Kosciol uwaza, ze jezeli cos pochodzi od czlowieka ( chociazby owe widzenia, objawienia)  wczesniej czy pozniej upadnie, wyda sie... Wieczorek dreczona wyrzutami sumienia powiedziala o wszystkim proboszczowi parafii. Wladze kosciola nakazaly wymazac ich nazwiska  z nazwisk  widzacych. Ks. Weichsel wstawial sie za Katarzyna Wieczorek, mowiac, ze  byla prosta , zwykla dziewczyna, do ktorej zaczely podczas obajwien przybywac wazne damy, panie i traktowac ja niemalze jak ksiezniczke. Widocznie ustanie zainteresowania przeszkadzalo Bylitewskiej i Wieczorek i dopuscily sie pozniejszego klamstwa tyczacego sie objawien zwiazanych ze sw. Jozefem. Wieczorek, po rekomendacjach proboszcza Gietrzwaldu zostala przyjeta do klasztoru, zas o Bylitewskiej nic konkretnego nie wiadomo. Wiadomo tylko, ze jedna z jej corek ( a moze to byla jej wnuczka(?))- Jozefa -wstapila do klasztoru Siostr Milosierdzia w Srodzie Wielkopolskiej. 


czwartek, 22 lutego 2018

Wkurzylam sie...o radosci bedzie...

Wkurzylam sie wpisem u Asmodeusza. Wydaje mi sie, ze nie ma co u ciebie Asmodeuszu sie wypisywac, bo owe wypisywanie sie jest bez sensu - BEZOWOCNE. Trzeba stworzyc cos u siebie, a ze blog zamkniety to z grubej rury pociagnac moge. Jezeli kiedykolwiek bloga otworze, wtedy wpis ow skasuje. Nie dla wszystkich ci on ...

Asmo stworzyl zacny post o RADOSCI. Ogolnie ludziom jej brak, no bo skad owa radosc brac skoro usposobienie odziedzyczylo sie smutne, a nawet jezeli nie odziedziczylo sie pesymistycznego podejscia do zycia,  to otaczajaca rzeczystosc i walka o dzien codzienny nie nastraja nas do bycia super zadowolonym z tego co nas spotyka. Ale nie tylko to nie nastraja nas optymistycznie. Nie wazne , sprobuje to jednak jako tako omowic....
Asmo uwaza, ze ludziom brakuje radosci poprzez katolicka indokrynacje w naszym zyciu. I szczerze powiedziawszy nudnosci we mnie wezbraly, bo do jasnej ciasnej ilez to mozna tak w kolko przypierdalac sie do katolikow, szukac winnych w innych a nie w sobie, w swoich wyborach , w ukladach zyciowych jakie nas zastaly czy tez spotkaly. To zaczyna byc  niesmaczne. Jakos dziwne, ze kosciol nie przeszkadzal ludziom w czasach komuny, ze nie przeszkadzal im wczesniej...dopiero teraz,  kiedy wszystko wolno zaczyna sie walka z kosciolem , ktory uwaza, ze  wszystkiego nie wolno, ze sa sprawy i rzeczy, ktore przynosza szkode czlowiekowi,  ze pod przykrywka pseudowolnosci robi sie kupe krzywdy nie tylko innym ale i sobie samemu.  Trzeba zburzyc ostatnie bastiony tych, ktorzy twierdza, ze czlowiekowi nie wolno wszystkiego! Ktorzy uwazaja , ze to nie czowiek jest Bogiem.
Do rzeczy jednak, bo sie nigdy z tego nie wygrzebie, mam na mysli owe dygresje...

W moim domu rodzinnym trudno bylo o radosc. Trudno, bo ojciec pil, przepijal, bil, kurwil sie... Matka to pczciwa kobieta, ale bardzo slabo radzila sobie z problemami z mezem. Zbudowala swoja twierdze meczenstwa i cierpietnictwa na dziwnych przeslankach, typu:
-"slub koscielny to swietosc, nikt w rodzinie sie nie rozwodzil"- Blad w jej mysleniu polegal na tym, ze slub jest swietoscia, ale kosciol dopuszcza separacje z czlowiekiem, ktory uwala nam zycie. Ona swoj lek, strach przed samotnoscia..."co to bedzie jak meza nie bedzie, jak ja sobie poradze !" skrywala za misternie ulozonymi haselkami. Zawsze to cos, ktos , nie ona.

- "...zeby o was nie mowiono, ze jestescie dziecmi z rozbitej rodziny".- Przeciez ta rodzina byla i tak rozbita. Nalog ojca do tego doprowadzil, wiec czego matka sie obawiala, czyzby rozbitego rozbicia?  Chciala zachowac pozory przed ludzmi, bo razu pewnego moja wychowawczyni omawiajac przypadek jednego z uczniow wyrazila sie na wywiadowce z rodzicami, ze: "... ten dzieciak tak ma, bo pochodzi z rozbitej rodziny".

- "... dokad niby mialam z wami sie udac?"- Blad, bo miala gdzie sie udac. Dziadek i babcia oferowali jej schronienie.

-"... tak, tak... wiem jakby to wygladalo...  na poczatku, gdybym przeprowadzila sie do rodzicow wszystko byloby ok, ale potem bysmy zaczely im przeszkadzac."- Calkiem mozliwe, ze i tak by bylo, ale dziadkowie czesto udzielali mojej mamie wsparcia.

W domu nie bylo radosci, ale nie bylo tez w tym wszystkim kosciola, wiary, milosci, nadzieji.... nie bylo nic.  Ot takie tam przykrywanie humorem, co niektorych wyczynow ojca, ale w srodku , w kazdej z nas panowal potezny smutek, przygnebienie, brak perspektyw na przyszlosc... i kazda z nas czula sie w tym stadle sama. Ojca nie interesowalysmy wcale. Z czasem przestal dokladac sie do wspolnej domowej kasy, zrzucaja ow obowiazek z wielka checia i szczodroscia na usamodzielnajace sie dzieci.
-A na co ja was mam?-  Powiadal.- Abyscie mi sluzyly.

Jebaka z niego byl nieprzecietny. Mial gosc spore  potrzeby, a ze matka urabana zyciem z nim, zakrecala kurek, w sumie ja na jej miejscu tez  bym zakrecala, bo co to za przyjemnosc pojsc do lozka z napranym, nieprzytomnym, wyzywajacym cie od kurew czlowiekiem? Ojciec wiec znajdowal sobie babki na boku. Ostatnia jaka udalo mu sie wykosic to byla rozwodka, z dwojka dzieci, o cztery lata starsza ode mnie.

Ojciec schodzil na psy, choc zewnetrznie to byl szanowany pan urzednik, ktory jak to moja rodzicielka mawiala, szedl rano wyperfumowany, wygolony, super odziany do pracy, a wracal nawalony diabel, ktory nie pozwalal, nie dawal nam sposobnosci spokojnego spania, odrabiania lekcji, bo .... dzialo sie , oj dzialo!

W takim otoczeniu nic, ale to nic nie zacheca czlowieka do bycia radosnym. Z czego masz owa radosc czerpac? Z pustego to i Salomon nie naleje. Z pewnoscia to byl powod katolickiego wychowania mojej matki, ktora ponoc jako dziecko lazila do kosciola, ale  rzeczy tam odbywaly sie po lacinie, wiec nikt nic nie wiedzial co w kosciele piszczy. Gdyby, jako mezatka, chadzala do spowiedzi to byc moze trafila by w koncu na kaplana, ktory dalby jej sile do zostawienia meza. Opowiedzialby jej o mozliwosci  separacji , ktora jest uznawana przez kosciol katolicki. Niestety matka sie razu ktoregos na kaplana podczas spowiedzi obrazila i zaniechala owego sakramentu na kupe lat... z pewnoscia na dobrych 20 lat. Obrazila sie z powodow typowo dzieciecych, tak na owe sprawy obecnie patrze. . Ojciec kosciol uznawal tylko podczas  chrztow, komunii, slubow i pogrzebow. Do kaplanow zwracal sie "prosze pana", pil z nimi wodke, na panienki z nimi nie chadzal bo niewatpliwie nie omieszkalby sie tym pochwalic.

Matki jako wsparcia nie mialam nigdy, wsparcia od ojca tez nie doswiadczylam, bo ojca w sumie poza awanturami, zdradami i wyzwiskami w naszym zyciu nie bylo. Na starosc probowal sie jakos z grzechow wykupic. Cos tam ktorejs z siostr zasponsorowac, ale ....
Pamietam czas, a bylam juz dorosla dziewczyna, mialam jakies 27 lat, kiedy strasznie potrzebowalam matki. Matka ma zas, tez potrzebowala wsparcia matki.  Swoja oszczedzala bo chorowita byla, wiec szukala matki we mnie. Coz za paranoiczna sytuacja, dzieciak, ktory musi dziwigac rodzica... zreszta mialam tak caly czas, tylko nie uswiadomialam tego sobie.
I wiecie co? Nie wiem co by ze mna sie stalo, gdyby nie wspolnota w kosciele katolickim. Niewatpliwie bylabym zrzedliwa, zakompleksiona, mam nadzieje ze bez nalogow, zmurszala stara panna w tym zlym tego slowa znaczeniu, bo ja w sumie nic do starych panien nie mam. Moga byc swietnymi, super realizujacymi sie kobietami. Mi natomiast skrzydla do samorealizacji bardzo mocno podcinal domek, to , co sie w nim dzialo.

Mnie kosciol uwolnil. Nabralam tam oddechu. Mi tam nikt nic nie nakazywal, nie narzucal, nie zmuszal, nie nakladal ciezarow. Dopiero tam zdjelam okowy i ciezary... popuszczaly wszystkie gorsety ukrywania, skrywania czegos ...

"Przyjdzcie do Mnie wszyscy, ktorzy utrudzeni i obciazeni jestescie, a Ja was pokrzepie."
Mt 11, 28

W kosciele, we wspolnocie trafilam  na ludzi wierzacych i praktykujacych.
Spotkalam tam zatwardziala  Olge, ktora rozwiodla sie z mezem alkoholikiem ( uwazam, ze w Polsce to jedna z glownych przyczyn braku radosci w rodzinach, wsrod ludzi... alkoholizm jest uznany w Polsce za chorobe spoleczna, a nie katolicyzm wierzacych). Olga to kobieta, ktora swoim synom probowal zrekompensowac brak ojca. Byla zatwardziala, ortodoksyjna i z sercem na dloni... To ona wspierala moj remont starego mieszkania, ktore zakupilam za uciulane z trudem pieniadze. Pozyczala kase i mowila, ze terminow splat mi nie wyznacza... zawierzala moje splaty Bogu, a ja staralm sie z nich szúmiennie wywiazywac. Wyklocala sie w moim imieniu z robotnikami, ktorzy probowali robic mnie w konia.
Tam spotkalam Wiesie, ktora miala super meza, za to kosmiczne problemy z synem recydywista. Wychodzil z wiezienia. pobyl na wolnosci jakies trzy miesiace i znowu cos zmajstrowal.
-"Wiecie, to ta boziulka z kosciola, co ma synka w kiciu"- Mawiali o niej  inni, owi niedzielni katolicy, albo i tacy co z kosciolem mieli tyle wspolnego co nic.
- "Taka modlaca sie rodzinka, pierwsze lawki w kosciele i prosze jaki syf w rodzinie"- Komentowano o Wiesi. A Wiesia nie zrazajac sie niosla ow krzyz upokorzenia dalej, bo jak go zdejmiesz, kiedy inni dbaja abys go nigdy nie zdjela? Szkoda tylko, ze ci inni , niewierzacy, lub uwazajacy sie za wierzacych, a komentujacy nie przyjrzeli sie  swoim rodzinnym syfkom czesto i gesto zamiatanym , dla ludzkiego oka,  pod dywaniki wszelakie.  Maz Wiesi rowniez angazawal sie mocno w moje problemy remotowe. Na rodzicow zbytnio liczyc nie moglam. Za slabi byli. Ojciec , fachowiec w dziedzinie remontow i budownictwa, wszedl do zakupionej przeze mnie schedy , zerknal z lekka. Stwierdzil: "-Ales sie wpierdolila"- i wyszedl. I tyle moglam liczyc na jego pomoc.Nie polecil mi fachowcow, a znal ich mnostwo. Nie stanal jak na faceta- ojca przystalo i nie powiedzial czegos w stylu:
-"Chlopaki te rurki sa o roznej grubosci i nie laczy sie ich razem"- a byl przeciez specem od jakosci robot budowlanych. Byl panem kierownikiem.

Dopiero tam, w kosciele,  odczulam co to znaczy miec ludzi przy sobie...ludzi sprzyjajacych czlowiekowi. Dopiero wtedy odetchnelam i nauczylam sie dziekowac Bogu za te pomoce, radosci jakich mi dostarczal przez innych. Dlatego nikt mi nie bedzie pieprzyl, ze katolicy to smutasy, ze katolicyzm odbiera czlowiekowi radosc zycia. Mojejmu ojcu niewatpliwie takowa radosc by odebral, bo powiedzialby mu ow katolicyzm cos w stylu:
 "-Sluchaj brachu. Odrzuc alkohol. Niszczysz tym siebie i rodzine!"- Toz to dopiero byly  by dla niego szatanskie wersety. Zasmucilby sie niewatpliwie.
 "- Przestan pieprzyc sie po alkoholu . Przestan pieprzyc sie, dojdz do porozumienia z zona, zacznij ja szanowac"-  To dopiero by bylo! To tak, jakby kazali mu z diablem w konszachty wejsc.

Dlatego tez wierze w ten kosciol, pomimo tego, ze spotkalam tam kaplanow alkoholikow. Trafil sie rowniez taki, ktory zdefraudowal i przepuscil parafialne pieniadze. Bywali tacy, ktorzy lubili panienki.... Trafialam na takich, ktorzy namawiaja "oddaj na tace wszystko co masz, a dostaniesz jeszcze wiecej". Oczywiscie, ze jestem odporna na tego typu namowy, daje tyle ile uwazam za sluszne. Ostatnio zostawilam w Gdansku puszke z pieniedzmi, z ktorych to oplacamy przejazdy autobana. Moglo tam byc drobniakami jakies 80 zl. Niech maja :)  Tym bardziej , ze z tej kasy sa finasowane rekolekcje dla tych, ktorzy chca a nie maja za co na nie sie udac. Wiem, ze tak bywa, bo i ja,  dawno temu,  z takowej pomocy skorzystalam. Natomiast nie wydebia ze mnie ani grosza wiecej jezeli nie jestem do tego grosza przekonana. Wole swoja dziesiecine oddac blizniemi w postaci chociazby zafundowania mu bietu do teatru.

Amen.


poniedziałek, 18 września 2017

Roznie pojmowana swietosc, albo rozne rodzaje swietosci.

Niemcy maja swojego swietego. Takiego ich... domowego, ktorego wiekszosc swiata z pewnoscia nie zna. Co prawda, nie zostal on oficjalnie wpisany przez kosciol katolicki do spisu swietych, ale wsrod autochtomow zmarl w takiej wlasnie opini. W 1991 roku Jan Pawel II wyniosl go na oltarze i nadal miano blogoslawionego. Dosc pozno, wziawszy pod uwage, ze Adolf Kolping, bo o nim tu mowa , zmarl w Kolonii w 1865 roku.
To byl ksiadz spolecznik. Bronil praw ubogich, robotnikow, ubogiej ludnosci miejskiej w czasach rozwijajacego sie kapitalizmu. Zalozyl kolonski zwiazek katolickich czeladnikow. Organizowal biedakow tak, jak wspolczesnie w Polsce robi to  siostra Chmielewska.
Ktoz, z wierzacych Niemcow, nie znalby Kolpinga? Znaja go wszyscy. Maja swoje grupy koscielne pod kolpingowskim patronatem. Sporo domow Kolpinga, w ktorych kiedys, w czasach swiatowego kryzysu, mogli znalezc schronienie biedni znajdujacy prace daleko od  stron rodzinnych. Dzielo Kolpinga trwa wsrod Niemcow do dzisiaj
I tacy wlasnie, wedlug mnie, sa Niemcy w pozytywnym patrzeniu na nich. ( bo minusow tez mozna przeciez zawsze sporo wywalic na wierzch- ale innym razem moze). Sa spolecznikami. Dla nich swiete zycie, to zycie spoleczne. Robienie czegos dla lokalnej spolecznosci. Dzieki temu zyskuje sie szacunek wsrod ludzi- sprawa bardzo istotna dla autochtonow. Szacunek zyskasz dzieki lojalnosci, uprzejmosci i pomaganiu innym. Moze w tym tkwi roznica w podejsciu do ludzi ze szczytu na wschodzie i zachodzie, do  tych bedacych na dole?
To ja- ten na gorze- dzieki cechom jakie powinien rozwinac w sobie spolecznik, pelnie wobec tych na dole role sluzebna. To nie oni mi sluza , ale ja im. Stad , byc moze, rzady zachodnie przejawiaja wieksza troske o obywatela?  Dba sie o swoj prestiz- choc w dobie wladzy mediow , prestizem, czyli wizerunkiem spolecznym mozna manipulowac , jak sie tylko chce.  Ale kiedys przeciez tak nie bylo i to "kiedys" pozostalo chyba jeszcze w mentalnosci ludzi zachodu. Swoje funkcje, chociazby w rzadzie,  traktuja jako sluzenie, a nie jako dorwanie sie do koryta i napasienie sie ile wlezie. Choc nie ukrywajmy, koryta z reguly tucza. Wazne jest chyba zachowanie proporcji, ktorych "wschodni spolecznicy" nie potrafia zachowac.

Kiedy opowiadalam moim tesciom o sw. ojcu Pio , nie powiem, byli zainteresowani. W koncu przywracanie slepym wzroku. Powodowanie, ze chorzy wstaja to nie takie znowuz nic. Ale mieli problem ze sw. Faustyna.
-Co ona robila dla ludzi, dla ubogich?- Pytali.
-Sama byla uboga. Dzielila sie z nimi zywnoscia z klasztornej kuchni.
- Tak. Tak to i ja sie podziele kiedy proszacy zapuka do moich drzwi, a za swietego sie nie uwazam.
-Miala wizje. Prosta kobieta, ktora dala swiatu przekaz o Bozym Milosierdziu.
-Aha... miala wizje?
I na tym rozmowa z reguly sie konczyla. Nie rozumieli.

Wracajac do Adolfa Kolpinga. Zwiazki kolpingowskie powziely kiedys,  akcje pomocy meksykanskim rolnikom. Sprowadzaja od nich kawe. Staraja sie, aby jak najwiecej kasy z tego handlu trafilo w rece meksykanskich chlopow . Kawa jest super dobra . Nie znajdzie sie jej na polkach w sklepach. Rozprowadzana jest pocza pantoflowa lub sprzedawana w kolpingowskich domach. W naszej miejscowosci jest taka domowa kanciapa, ktora jest czynna  godzine dziennie. Ktos to prowadzi poza godzinami swej pracy , spolecznie, wiec nie jest to "interes" otwarty cala dobe.
Kiedy chce zrobic kawoszowi mily prezent, kolpingowsko- meksykanska kawa nigdy mnie jeszcze nie zawiodla.

W ramach owego spolecznego udzielenia sie....  eM, po smierci rodzicow, odzyl.  Staje sie bardzo aktywny spolecznie. Poniewaz uwazany jest przez okolicznych za zlota raczke, to wszedl  (zostal polecony) w cos na styl , wypozyczania ludziom  sprzetu do obrabiania swoich ogrodkow, domow etc. Nie masz kosiarki? Dzwonisz do eMa i masz za niewielka oplata. Nie masz sprezarki do czyszczenia kamieni na posesji, dzwonisz i masz....  oczywiscie wszystko jest ksiegowane. Idzie na reperacje sprzetu- choc drobne naprawy eM potrafi zrobic sam...
Maz zaczal wciagac w to co robi Marie. Mala cieszy sie, bo prowadzi ojcu ksiegowosc- oczywiscie pod kontrola.

- Jak ty sie udzielasz spolecznie?- Zagadnela mnie raz "somsiadka".  No bo przeciez eM taki juz prawie  z aureola na glowie, Mala powoli tez... tylko ja ogony ciagne.
-Dbam, aby ci dwaj swieci w naszej rodzinie mieli poprane , wyprasowane gacie, ciepla miche, czysto i ...dorzucam pelna, szczodra reka kase do domowego budzetu,  abysmy mogli miec na chleb z okladem.

Polecam Wam kawe Kolpinga.

piątek, 23 września 2016

Tak sie jakos zainteresowalam...



...objawieniami Matki Boskiej. Zadziwiajacy to fakt. Niesamowity.
Kupilam w Gietrzwaldzie "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwaldzie" Przedruk wydania z 1883r. Zainteresowal mnie temat. Wynika z tego wszystkiego, z tych objawien, ze Matka Boska nie bywa gadatliwa. Kazde jej slowo, gest ma znaczenie. Zasila, tak to ujme,  ludzi na danym terenie swa moca. Przekazuje istotne dla swiata badz otoczenia informacje. Nie wpiernicza sie w polityke. Robi obok swoje.
Zainteresowalam sie Objawieniami rowniez po przeczytaniu ksiazki "Tajemnice Jana Pawla II" Antonio Socci. Pociagajacy temat.

Matka Boska ukazala sie w  Gietrzwaldzie  27 czerwca 1877 r. Justynie Szafrynskiej. Dziewczyna wracala z rodzicielka do domu po odbyciu egzaminu z katechizmu . Egzamin ow poprzedzal przystapienie dzieci do pierwszej komunii swietej. Justyna Szafrynska miala wowczas 13 lat. Zobaczyla najpierw cos dziwnego na klonie obok kosciola. Jasnosc jakas wyjatkowa. Pierwsze widzenie bylo niewyrazne i ...dosc pobiezne. Matka dziecka stala nieopodal i pospieszala corke, zdziwiona jej zagapieniem sie. Chciala zdarzyc przed zmrokiem do domu. Potem poszlo prawie jak z platka. Nie chce opisywac wygladu postaci, ktora zobaczyla Justyna Szafrynska. Jest to piekna Pani i bardzo realna- tak twierdza wszyscy widzacy, czy to w Gietrzwaldzie, czy w Fatimie, Medzugorje, Kibeho, La Salette, Guadelupe, ....  Druga widzaca -Barbara Samulowska - zapytana kiedys na misjach  przez postulantke:

 "" Czy to prawda, ze siostra, bedac mloda dziewczyna, widziala Matke Najswietsza?" Siostra Stanislawa (vel Barbara Samulowska) usmiechnela sie dobrotliwie i odpowiedziala pytaniem: "O, jaka panienka jest ciekawa. Kto panienke zdazyl juz tak szybko poinformowac o tym?".
Postulantka widzac na biurku siostry asystentki piekna figurke Niepokalanej Dziewicy, pytala dalej: "Czy Maryja Dziewica, ktora widziala siostra, byla podobna do tej na biurku i byla tak piekna jak na Cudownym Medaliku?". Wtedy siostra Samulowska przeczaco pokrecila glowa i nadal zachowujac usmiech, odparla: "Jakze panienka jest natarczywa. Przygotuj sie, abys z gorliwoscia odprawiala postulat i kiedys zasluzyla sobie na laske zobaczenia Najswietszej Dziewicy". I, spogladajac na sliczna figurke na biurku, powiedziala to, co od dziecka nosila w swoim sercu jako najwiekszy skarb i tajemnice:"Niepokalanie Poczeta jest niewyslowiona pieknoscia". Tylko tymi slowami pozwolila sobie zdradzic swoja tajemnice siostra Stanislawa Barbara Samulowska. Tylko tyle, i az tyle. "

"Barbara Samulowska. Z gietrzwaldzkich objawien". Sanktuarium Matki Bozej Gietrzwaldzkiej.

Wyglad Matki Bozej nie jest w tym wszystkim moze, az tak bardzo istotny. Bo jezeli to AZ TAKIE PIEKNO, wtedy slowa sa zbedne, nijakie i marne...mozna opisac cos niecos, ale oddac slowami realnego piekna sie nie da.  Dla tych, ktorzy rozeznaja objawienie, ma to z pewnoscia znaczenie, tak, jak i wiele innych szczegolow. Dla nas zwyklych , nie jest to chyba az tak istotne. Dla mnie istotne jest- bylo to, w jaki sposob Matka sie przedstawila,  dala sie poznac, kim Ona jest. Imie mowi wiele. Kiedy Justyna Szafrynska zapytala (poproszona wczesniej przez proboszcza parafii) : "Kto ty jestes?" (...) uslyszala odpowiedz: "Jam jest Najswietsza Maryja Panna, niepokalanie poczeta". Justyna zapytala jeszcze przed pytaniem o imie czego zada postac, ktora sie jej, a po czasie i innym ukazywala. Najswietsza Maryja Panna przemowila do Justyny jezykiem, ktorym dziewczyna zapytala ( po polsku, z pewnoscia gwara warminska) : "Zadam, abyscie codziennie odmawiali rozaniec".

Wypadaloby chyba zaznaczyc, ze czasy objawien gietrzwaldzkich to czasy rzadow pruskich na terenach Warmii ( Gietrzwaldu). Czas ostrego germanizowania tamtejszej ludnosci. Przemowienie do ludzi w jezyku polskim- jezyku, ktory byl zwalczany przez sprawujacych wowczas wladze to ...no jakby na wiesc o objawieniu takowym zareagowali wspolczesni dygnitarze, gdyby na dokladke dowiedzieli sie , ze widzenie przemawia w jezyku, ktorego sie zakazuje, probuje wyplenic? Najpiewniej stwierdziliby, ze to prowokacja, prowokacja roztropnych chlopkow, ktorzy sa tak szczwani, ze nawet Boga ( kosciol) probuja w swa walke wmontowac. Los widzacych do latwych nie nalezy. Oni sa po prostu uwazani za swirnietych, sa poddawani badaniom psychiatrycznym, dziwnym testom ( i to w sumie kazdy widzacy mial tak pod gore) , a w miejscach gdzie rzady sprawuja rezimy, widzacy czesto zaliczaja wiezienia. Tak bylo w przypadku dzieciakow w  Medzugorje zas Barbara Samulowska nawiala daleko od domu....do konca zycia nie powrocila do rodzinnej schchedy, pomimo tego, ze nastal czas kiedy juz mogla i miala ku temu okazje. Przebywajac w klasztorze w Gwatemalii, gleboko trzymala swoja tajemnice, aby siostry w otoczeniu za bardzo sie nie orientowaly w czym rzecz- jak jednak bywa (?) ludzie niosa wiesci na jezykach.
 Tak mi sie wydaje, ze gdyby to nie bylo prawda,  to widzace dzieciaki by w koncu pekly. Podpisalyby wszystkie podstawione im do podpisu papiery....poddalyby sie, ot i tyle w temacie. Chcialyby pod pierzyne do cyca matki, do domu.  Widocznie bylo (jest) to, co mialy okazje doswiadczyc, prawda.
Dlaczego Matka Boska ukazuje sie w takim czasie w pipidowie na Warmii? Byl to czas goracy. Wrzalo wowczas na Warmii. Ludnosc w miazdzacej wiekszosci polska, nie chciala poddac sie germanizacji i...czyzby dostala wsparcie? Najpewniej tak. Pokoj , brak rozlewu krwi zapewnia modlitwa, jak na dodatek jest to zgodna modlitwa tlumow, to .... nie ma bata. Jest to jedyny duchowy sposob na nierozlewanie krwi, na powstrzymanie cierpienia i lez wielu.

Owe objawienia nie sa tez , wedlug mnie, sprawa przypadku. Ot nagle tutaj w Gietrzwaldzie, bo tak sobie Matka chciala, taki kaprys miala, albo w Medzugorje, tez kaprys ja naszedl, albo Kibeho.... Ona przychodzi tam, gdzie niedobrze sie dzieje.
Kibeho to dla mnie najbardziej dramatyczne objawienia. Dzieciaki widzace mialy oprocz przepieknego odczuwania obecnosci Maryji rowniez niezachecajace wizje. Wizje, ktore z czasem sie wyjasnily...dzieciaki widzialy rzeki krwi, rozpaczy... Ostrzegala je Matka Boza o majacej nadejsc przyszlosci. Przyszlosc nie jest zdeterminowana, to co zle mozna uniknac, a unika sie go poprzez nawrocenie, czyli zmiane sposobu myslenia...Pomoca, orezem jest modlitwa. Widocznie w Kibeho zabraklo ludziom powaznego potraktowania tych objawien. Pare lat pozniej Ruande niszczyla bardzo krwawa i okrutna wojna domowa.
Dla czlowieka wierzacego spotkanie  Matki Bozej, bycie jej wyslannikiem, wybranie- bo to jest wybranie- moze okazac sie nie lada zaszczytem. Jest to w pewien sposob zaszczyt, wyroznienie, ale nie takie jak to pojmuje wspolczesny swiat. Nie jest to gwiazdrostwo. O ludziach tych nie pisze sie na pierwszych stronach gazet. Nie fotografuje na czerownym dywanie. Przesluchuje sie ich, niedowierza, wysmiewa, wysyla na badania psychiatryczne, czesto do wiezien...czy tak mozna wyobrazc sobie kogos cool? Gwiazde? Na pewno nie. Gwiazda ma medialne przebicie, kazde jej slowo, wydarzenie z zycia prytwanego szeroko sie komentuje, podglada- co moze byc i upierdliwe, ale w sensie uwielbienia, wystawania pod drzwiami takich ludzi....nasladowania ich zycia, wyczekiwania autografu....Widzacy maja inaczej. Z drugiej strony, kiedy dzielo sie wypelnia nikt ( poza Bogiem)  nie interesuje sie nimi czy cierpieli, kiedy np.: oddzielono ich od rodzicow, albo nakuwano- tak zachowywano sie wobec widzacej w Kibaho, sprawdzano reakcje na bodzce wtedy, kiedy dziewczynka miala widzenia.
A sam wybor? Wydaje mi sie, ze ktos taki ma w sobie to "cos"...to "cos" czego szuka, ceni Bog. To "cos" , co Go przyciaga. To nie musi byc najlepszy uczen w klasie, prymus wzorowo sie zachowujacy.  Alphonsine Mumureke prosila Matke Boza, aby znalazla sobie kogos innego, bo pomimo tego, ze przebywanie z Matka jest piekne, ekstatyczne to... wszyscy sie z niej nasmiewaja, nie wierza w to, co mowi. Alphonsine nie uczyla sie najlepiej, nie byla skoncentrowana, interesowalo ja wiele, miala temperament po prostu, nie nalezala do najgrzeczniejszych i najbardziej ukladnych dziewczat szkoly i internatu. Matka Boza spelnila jej prosbe i .... zamiast wymienic dziewczynki dolaczyla jeszcze kogos, kto wydawal sie otoczeniu bardziej wiarygodny. W Fatimie zas za pierwszym razem wybor byl , byc moze ( choc nie wydaje mi sie aby Ona tego nie wiedziala) nietrafiony. Oprocz Lucji zobaczylo zjawisko jeszcze dwoje dzieci, ktore poza Lucja zaczely grac na siebie:" A my widzimy cos, czego nie widzicie wy." Nadawaly sobie ziemska waznosci i znaczenia. Przestaly wiec widziec, a ich miejsce zajely Hiacynta i Franciszek.
Mirjana z Medzugorje powiedziala kiedys, ze mocno ja uderzylo razu ktoregos zrozumienie tego, co czyni i jak mowi Maryja. Ona mowi nie do samych widzacych, ona mowi do nas wszystkich. To jest tak, jakbysmy byli dla niej jedno... wyjatkowe jedno. Przeslanie odnosi sie do  kazdego  z nas.

Mlodzi w kosciele... spiewaja roznie. Kazdy chwali, jak umie.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Uwolnic sie.

Nie macie czasami tak ? Nie przezywacie nigdy podobnych chwil? Zeby sie tak uwolnic od .... wszystkiego. Od wszystkiego tutaj to nas tylko smierc  uwolni. A co dalej? Zobaczymy, przekonamy sie, lub tez nie zobaczymy i nie przekonamy sie. Bo wszystko co poza zasiegiem naszych zmyslow, to nazywa sie   wiara- to nie jest wiedza. Poczciwa wiara, ktora gory prawdopodobnie przenosi. Przeniesliscie kiedys kilka gor? Mi sie wydaje, ze cos tam kiedys przenioslam, tzn. ponioslam z kims na spolke- niektorzy nazywaja to  miloscia. Czyli uskrzydlona miloscia, niekoniecznie damsko-  meska i niekoniecznie damsko - damska, stalam sie silaczka i cos tam z kims ponioslam przez moja ziemska chwile, dana mi z owym kims ( wespol wzespol). Bywaja tacy wierzacy, ktorzy posiadaja cos w stylu pewnosci wiary. W takich momentach zaczynam sie obawiac czy to przypadkiem nie traca fanatyzmem. Co prawda nie musi, ale od takiego stanu , stanu pewnosci wiary, blisko do fanatycznych posuniec.
 Pan Bog dal ludziom nie tylko serce ( czucie, intuicje...), ale i rozum aby unikali, rozstrzygali, wartosciowali, oceniali, pojmowali.....

Wieczorem wlaczam telewizor i ..... no troche ambitniej by sie chcialo, wiec na wiadomosci sruuuu.... w nich zas info o tym, ze niejaki Kim Dzong Un skierowal pocisk dalekobiezny na Japonie i nawet udalo sie temu pociskowi dojechac jakies 1000 km. Ja pitole, swiat to znosi....toz Korea Polnocna to tylko prowincja. Bez zasobow, interesujacych mineralow, wiec coz...po co tam lezc i uspokajac, wtracac sie? W imie czego? W imie demokracji bez ropy? Nie ma  po co tam wyslylac ludzi z misjami pokojowymi.
   Przestrzegam:)  Powinno tez uwazac sie na to, co sie pisze, wypowiada na rozmaitych forach, blogach, gdyz .... cos tam  nie spi, widzi, kontroluje i te inne. I nie chodzi mi o "nasze" rzady, ale .... kiedy Hitler podczas drugiej wojny swiatowej wszedl ze swoimi na podbite tereny,  dokladnie orientowal sie w temacie.  Kogo nalezy sie pozbyc. Kto cos tam kiedys napisal w gazecie, namalowal na plotnie, nabazgral na murze, powiedzial przy kuflu z piwem..... a internetu dostepnego dla wszystkich oni wtedy nie mieli, oj nie mieli.
Walnieta dawka porzadnych informacji postanowilam sie uspic umyslowo. Zaaplikowac se umyslowy kit, lekka bajeczke dla grzecznych kobietek i ....znalazlam. Na ktoryms z programow : "Seks w wielkim miescie". Powtarzaja odcinki.  Lepsze to i niewygolone lono Mirandy- to dopiero akcja!- niz Kim Dzong Un.  Niewygolenie lona przez Mirande podnosi adrenaline.  Miranda i zniesmaczona jej postawa Samantha. Czy niedoskonale lono  zniszczy kilkuletnia przyjazn?  Konflikt pomiedzy tymi paniami to dopiero cus.
 Powiem szczerze, bo to tak wiecie- tylko szczerze sie mowi wszystko- nie doczekalam konca , rozstrzygniecia, rozwiazania problemu tylko se zaaplikowalam kolejna dawke mediow. Tym razem  na pobudke, na wyrwanie z uspienia. Panstwo islamskie. Francuski odcinek o tym co to, jak to, kiedy to..... wypowiedzi imamow, francuskich ekspertow, muzulmanskich ekspertow od sekt etc. Ciekawe nie powiem, ale i bardzo niepokojace. Zastanawiajace...co dalej ...w jakim kierunku zmierza nasz swiat? Dokad idziemy? Czego ludzie chca?  Dokad chca dotrzec?
Chca miec z pewnoscia na chleb, najlepiej z okladem. Chca fury, komory i skory.....dobrego zdrowia. Faceci ( dodajmy moze "mlodzi faceci", jak to  ze wszystkimi bywa nie mam pojecia) spelnienia seksualnego. Kobiety uczuciowo -emocjonalnego, choc i seksualnego- bo sie ostatnio czesto o tym kobietom przypomina.  Spelnienia w zwiazku, w macierzynstwie, ojcostwie. Spelnienia w dzialaniu czy to w pracy , czy tez gospodarstwie domowym. Spelnienia w pracy naukowej. Czegos szukaja i  chca to znalezc... Kopia biedaki, kopia na rozne sposoby aby dojsc do prawdy, istoty rzeczy. Maja taka napedzajaca ich wewnetrznie maszynke.

    Ludzie chca zycia w pokoju, tak mi sie wydaje. Tyle tylko, ze uwazaja nagminnie , iz do pokoju dochodzi sie poprzez wojne. Bo pokoj musi byc obwarowany warunkami. Pokoj na moich warunkach- to daje poczucie bezpieczenstwa , ale komu? Temu, ktory warunki wymysla, ustala, narzuca.

   Wojne mamy wszedzie. Na blogach chociazby. Byla taka wojenka blogowa, ktora nie scalila ludzi, ale ich poteznie podzielila. I w imie czego? W imie tego, ze ktos nie potrafi zniesc pogladow drugiego i za szczyt moralnosc bedzie uwazal pozbycie sie niewygodnego , znienawidzonego przeciwnika? Utluczenie insekta- to dopiero hicior. Stosuje taki ktos wszelkiego rodzaju metody nieczyste aby "insekta" sie pozbyc- obsmarowuje mu dupe wszedzie gdzie sie da. Prywatnie na mailach, naciskajac na wlasciciela bloga aby skopal dupe danej osobie, bo tak byc powinno. Wymierzyl jej zasluzona banicje....  Ludzie w tej wojnie zaczeli sie jasno okreslac po czyjej stronie zostaja. Ci wlasciciele blogow, nie umiejacy podjac decyzji, okreslic sie za konkretnymi komentatorami...no coz, doprowadzili do sytuacji, ze decyzja sama sie,  w ich imieniu,  podjela. Bywalcy , w moim miemaniu madrzejsi, wybyli z tych niby otwartych, przyjaznych dla wszystkich miejsc.  Drudzy, ci bardziej okresleni, odwazniejsi , sami podjeli decyzje i wyprosili co niektorych, przy czym glowny bandzior tego calego przedsiewziecia, ten walczacy w imie swojej swietej moralnosci, prowadzacy swoj prywatny dzihad, tez pare razy zostal wykopany z roznych blogow na zbity ryj. Po czym zaczal wykopujacych go, non stop, sukcesywnie oczerniac. No nie umie sie ten ktus pogodzic z przegrana. Pluje swym jadem nadal. Brzydka to postac internetu. I nie dzialajaca absolutnie po Bozemu. Nie dzialajaca w imie pokoju, zjednoczenia , dogadania sie...Spuscic czasami z rury rowniez potrafi, ale tylko przy osobach mu miekkich, ktore uwaza za przyszlych kandydatow do swego swietego grona. Ludzie stabilini  w swoich pogladach (widocznie szef nie ma mocy, ani daru slowa dotarcia do wszystkich) sa z automatu skreslani. Wiem, wiem... czasami nie warto dyskutowac, przekonywac, bo to dzialanie bez sensu.... ale moze  obawia sie ta persona, ze jej arumentasy bledna w obliczu kogos o mocniejszym slowie i sile przekonywania? Strach jest przyczyna wojen. Zycie w pokoju nigdy do nich nie prowadzi. Zycie w wewnetrznym niepokoju, poszukiwaniu, wewnetrznej walce doprowadza do  wchodzenia w konflikty. Wojne w sobie przenosi sie na wojne na zewnatrz. Boga nie ma w wojnie.  Bog jest w ciszy. W pokoju, wewnetrznym wyciszeniu sie go znajduje. Szkoda, ze ludzie do tego typu wnioskow dochodza czesto po rozmaitych "rzeziach"....kiedy ran jest tyle, kiedy zadali tyle ciosow, spieprzyli tyle relacji miedzyludzkich, iz tylko zgliszcza pozostaly i nie ma juz na czym, oraz z czego budowac.
Tesc przed smiercia czesto plakal przypominajac sobie czasy wojny, ze po co to wszystko bylo? W imie czego? Dla kogo?

Ogladaliscie relacje ze SDM? Chodzi mi o moment, kiedy to papiez odwiedzal oboz koncentracyjny w Oswiecimiu. Relacja jak kazda inna, jednak bardzo ciekawe byly komentarze, wspomnienia bylych wiezniow tego miejsca. Garstka ich pozostala. Jeden z panow opowiadal o  pewnym transporcie nowo przybylych wiezniow. Zaczelo sie rozdzielanie dzieci od matek. Krzyki, wrzaski , lamenty..... krzyczano : "Boze! Gdzie jestes?!!". Na moment, te lamenty wzywajace Boga, zainteresowaly nazistow. Wywiazala sie dyskusja, ze jak to? Przeciez Bog jest z nimi, z nazistami.  Pokazywali wyryte na paskach od mundurow slowa "Gott mit uns." Jakby Go  z nimi nie bylo, to.....