Bo pomimo, ze jest mi "jakos tak", to staram sie funkcjonowac i owym "jakos tak" nie dobijac otoczenia.
Bliscy wiedza, ze nie jest mi za wesolo na duszy, ale ... dopoki dzban wode nosi, niech nosi. A dzban, nie chcac zalec zpulenie, nosi i juz.
Zyc jakos trzeba wiec zyje i robie te wszystkie codzienne czynnosci wokol, bo tak trzeba. W TV nic dobrego nie pokazuja. Wojna sie ciagnie i ciagnie... Do poludnia zas takie pierdoly przedstawiaja, ze glowa mala: Ukryta prawda, Dlaczego ja, Trudne sprawy... nie moge tego przejsc.
Doszo do mnie, ze od dluzszego czasu nie przeczytalam zadnej dobrej powiesci. Z mlodego pokolenia nie znam nikogo wartego uwagi. Starocia jeszcze tylko zwracaja moja uwage. Mowiac tak "ą", "ę": bulke przez bibulke- klasyka mnie pociaga. Wiktor Hugo " Katedra Marii Panny w Paryzu", Adam Mickiewicz "Pan Tadeusz", Henryk Sienkiewicz "Potop", Jane Austen...
Czyz to nie oznaka, ze sie starzeje?
Mloda chciala mnie dzisiaj na Avatara II wyciagnac, ale ... ludzie dajcie spokoj. Niebieskie ufoludy ( ufoludy, nie ufoludki- bo wysocy) leza poza zasiegiem mojego obecnego pojmowania spraw. Mloda jest na etapie podreperowywania wlasnego kieszonkowego. Zbiera butelki plastikowe i je sprzedaje. Kurna chata, za naszych czasow zbieralo sie szklo, a oni z plastiku zyja. Za plecak butelek zarobila 2 euro. No co ? Miala lepsze czasy, bo i 10 euro sie jej trafialo. W kazdym badz razie dzisiaj nie pociagnela mojego portfela. Honorowo sama sobie oplacila bilet do kina i popcorn z cola. Musialam tylko zawiezc panny do kina. eM pojechal je odebrac.
Doczytalam do konca ksiazke, ktora dosc dlugo odkladalam. Czytalam fragmentami. Zeby w TAKIM stanie wewnetrznym zapodac sobie TAKA lekture, masochizm pelna geba. Pozycja mnie momentami wzruszala. Myslalam o moich dziadkach. Szkoda, ze wtedy, kiedy jeszcze zyli, tak malo czasu poswiecalam na sluchanie opowiesci o ich zyciu.
Chociaz wlasciwie to ja sluchalam. Sluchala srednia siostra. Babcia opowiadala, zas dzadek nie opowiadal wcale. Czasami jakies watki jego zycia wychodzily na swiatlo dzienne, ale tylko w chwilach wazkich. Raz kiedy narzekal na polityke po okraglym stole, zarzucilam mu , ze dobrze jest tak sie madrzyc siedzac w wygodnym fotelu, ze kiedy byl czas, niczego jego pokolenie nie zrobilo aby bylo inaczej. Nie pamietam, jak dana rozmowa sie potoczyla, ale dowiedzialam sie wtedy, ze dziadek podczas wojny byl w partyzantce ( to akurat bylo mi znane bo mial legitymacje kombatanta) w AK ( hm... bladego pojecia nie mialam), zas w momencie wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie polskie przeksztalcili sie ( przechrzcili sie) na Bataliony Chlopskie. Nie chcieli byc przesladowani. Dziadek zawsze mowil, ze polityka to okropna qrwa. Zaufac jej nie mozna. Musialam go chyba dosc mocno sprowokowac skoro ow milczacy o swojej partyzanckiej przeszlosci dziadzio puscil nagle wodze wspomnien. To byl jednak tylko moment. Potem znowu zamilkl. Jego pokolenie nauczylo sie milczec.
Dokonczylam wiec te ksiazke, ktorej lektura szla mi opornie. Byly ( sa) to opowiesci zyjacych jeszcze Powstancow Warszawskich. Kupilam ja w muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie. Odlozylam po przyjezdzie u mamy i... ksiazka zaginela. Po roku odnalazlam ja. Potem zabralam sie za czytanie i ... musialam odkladac bo wzruszalo, wkurzalo, meczylo... teraz dopiero dokonczylam.
"Powstancy. Ostatni swiadkowie walczacej Warszawy. Prawdziwe historie"- Magda Łucyan.
Wywiady z zyjacymi jeszcze swiadkami ( zolnierzami) tamtych czasow.
" To byl okropny moment, ostatnie dni Starego Miasta, brakowalo wszystkiego wody, lekow, nie dalo sie operowac! Wiadomo bylo, ze trzeba sie stamtad ewakuowac. Powiedziano nam, ze czesc rannych bedziemy transportowac kanalami. Zaczelam sie starac, zeby przeniesc moja siostre. Nie mielismy nawet noszy , a przeciez inaczej nie bylo jej jak niesc. Zrobilismy prowizoryczne nosze z ramy okiennej, ale tu zaczely sie kolejne trudnosci. Chcielismy ja przywiazac do tej ramy, zeby sie nie zsuwala, i zrobic probe. Szybko sie okazalo, ze przeniesienie jej jest kompletnie niemozliwe. Po pierwsze ta rama byla zbyt szeroka, zeby sie zmiescila w kanale, po drugie siostra okropnie sie z niej zsuwala. To sprawialo jej tak ogromny bol, ze mdlala. Wrocilismy z nia do szpitala. (...) Jako, ze nalezalam do najlzej rannych, dostalam polecenie, by tych, ktorzy sie nadaja, przeprowadzic kanalami. Mialam im asystowac jako sanitariuszka, opiekowac sie nimi. Tlumaczyli mi, ze to jedyny sposob, w jaki mozemy komus pomoc, ze pojdziemy do Srodmiescia, a potem wrocimy do szpitala z niezbednymi lekami. Chcialam zostac z siostra, ale dostalam rozkaz i musialam go wykonac. To przeciez bylo wojsko...
Mimo to do dzis jest to moj najwiekszy bol i najwieksza desperacja , do dzis zadaje sobie pytanie, czy zrobilam slusznie, ze poszlam. Dzis, po latach, wydaje mi sie, ze nie powinnam byla tego polecenia wykonac. Wydarzenia potoczyly sie tragicznie. Niemcy zajeli Stare Miasto i szpital, w ktorym lezala moja siostra. Zanim do niego weszli, zbombardowali go , mimo, ze na dachu mial wywieszona flage Czerwonego Krzyza."
Anna Jakubowska ps. "Paulinka".
Wspomnienia jednego z powstancow a zarazem zolnierza z kampanii wrzesniowej 1939 roku.
" Nagle na horyzoncie pojawily sie cztery czolgi, nasze polskie tankietki, ale juz w rekach Niemcow! Moi chlopcy natychmiast sie poderwali, od razu chcieliby strzelac, ale powiedzialem im: "Spokojnie, chlopaki, nic nie robcie, nie palcie sie, niech no podjada nieco blizej!". Ustawilem w krzakach dzialo pancerne i czekalismy. Probowali nas sprowokowac, podjezdzali i sie cofali, i tak kilka razy. Liczyli, ze wypalimy i zdradzimy im swoja pozycje (...). W koncu trzy sie odwazyly ( podjechay blizej), a wiec szybko dalem rozkaz "Strzelac!". Pierwszy od razu trafiony i zlatwiony. Dwa kolejne zdazyly sie wycofac. Gdy mierzylismy do zalogi, ktora wychodzila z maszyny, zza plecow padlo: "Hände hoch!". Nie wiem, skad sie wzieli, ale za nami byl caly niemiecki oddzial. Zdazylem krzyknac: "Nieprzyjaciel z tylu! Ognia!", i upadlem. Trafili mnie. (...) Zaraz potem stracilem przytomnosc, wiec mam w pamieci tylko urywki. Pamietam Niemcow, ktorzy stojac nade mna mowili: " Patrzcie, to polski bandyta!", zaraz potem przybiegl ich dowodca, Slazak, ktory ich skorygowal:" Das ist polnischer Soldat!". Dal mi sie napic; ucisnal rane i zaniosl mnie do dworku. Na dobre obudzilem sie wlasnie tam, w stodole, juz opatrzony. Lezalo ze mna kilku rannych niemieckich zolnierzy. (...) Pamietam te niepewnosc: co bedzie dalej?! Stodola, w ktorej lezelismy, przechodzila z rak do rak, raz odbijali ja Polacy, potem znowu Niemcy. (...) Z Niemcem, ktory lezal obok mnie, mielismy tylko jedna menazke z woda. Zeby przezyc musielismy sie nia dzielic i z czasem nawiazalismy minimalna relacje, ktora niedlugo pozniej dla kazdego z nas okazala sie zabwienna. Gdy stodola byla w rekach Polakow- bronilem go przed naszym wojskiem, by dali mu spokoj. gdy przechodzila w rece Niemcow moj towarzysz odwdzieczal sie tym samym. Zatem nawzajem uratowalismy sobie zycie. "
plk. Kazimierz Klimczak ps. "Szron".
"Zdaje sobie sprawe, ze decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego wywoluje po latach gorace dyskusje i jest sprawa kontrowersyjna. Dla mnie jednak kluczowa nie jest ocena militarna, ani polityczna, ale ta moralna. Tamtem czas jest jednym z najwazniejszych okresow w moim zyciu i do dzis rozmyslam o tym , ze czlowiek w pewnych okolicznosciach jest gotow do niezwyklego poswiecenia w imie wyzszych wartosci. Ze jest gotow wzniesc sie ponad siebie. (...) Powstanie pokazalo mi, ze sa w zyciu sytuacje, ktore potrafia wykrzesac z ludzi cechy najlepsze z mozliwych. Nie mam watpliwosci, ze Warszawa chciala Powstania. Przez te wszystkie wojenne lata zylem w okupowanej stolicy i doskonale wiem, co mowili i mysleli zwykli ludzie. Byla to oddolna potrzeba zemsty na Niemcach za piec lat koszmaru, jaki nam zgotowali. Zewszad slyszalem: " Nie pozwolmy im tak spokojnie odejsc!". Ludzie chcieli wymierzyc sprawiedliwosc. "
Juliusz Kulesza ps. "Julek".
"Doswiadczenie zejscia w kanaly bylo nieslychanie trudne do udzwigniecia psychicznie. Jestem przekonany, ze to zawazylo na ich ( chlopcow kanalowcow) pozniejszym zyciu. Nie chodzi mi o to, ze byli wypaczeni, tylko ze ich doswiadczenia byly najciezsze ze wszystkich. Co innego byc na zewnatrz, walczyc, isc do natarcia, a co innego zginac w kanale. Trudno to wytlumaczyc, ale trzeba sobie wyobrazic taki kanal, te ciemnosc, odor, jaki tam panuje. Brak powietrza, miejsca na ruch. Jakby juz byli w trumnie. Tym chlopakom caly czas towarzyszyla swiadomosc, ze moga zginac od granatu wrzuconego na oslep przez Niemcow, ze wchodza, ale byc moze nie wyjda. Oni igrali ze smiercia. Jestem dla nich pelen uznania! Dla mnie, i mowie to z calym przekonaniem, to byli bohaterowie nad bohaterami."
Andrzej Wiczyński ps. "Antek".
Przeslanie jakie chca Powstancy pozostawic mlodemu pokoleniu:
-pomagajcie sobie nawzajem,
-nie badzcie obojetni, kiedy widzicie, ze dzieja sie zle rzeczy,
-NIE ZAPOMNIJCIE O NAS.
Wojna na Ukrainie ma sie dobrze. Jej konca nie widac. Moj szef ( nie Niemiec) pyta zdziwiony, kiedy mowie o innych : " Dlaczego cie inni interesuja?". No coz tu rzec... takie pokolenie... widocznie.