Pamietacie film "Fortepian" z 1993? Ja go swego czasu pasjami. Tak, jak w nastolatkowym czasie tluklam "Terminatora 1" . Bylam na nim w kinie chyba ze cztery razy, jak to trzeba bylo sie przy trzecim razie nakolowac rodzicow aby na bilet dali , tak w wieku okolo dwudziestki nie odpuszczalam "Fortepianowi".
Razu ktoregos obejrzalam go w domowym zaciszu, wypozyczony na kasecie video, z mama. Mama zachwycila sie wowczas postacia grana przez Sama Neill´a. Byl to nowozelandzki , ulozony farmer. Spokojny , poczciwy czlowiek, ktory mial poslubic Ade, kobiete z dzieckiem, znana mu korespondencyjnie. Rodzicielka dziwila sie, ze w filmie nie eksponuja jego postaci, a wypiera go wytatuowany awantrunik Baines grany przez Harvey´a Keitela. Wraz z rozwojem akcji serce Ady kieruje sie w strone Baines`a porzucajac zainteresowanie przyszlym mezem.
- Popatrz. Woli takiego ciola z podartymi gaciami, a nie czlowieka ustatkowanego, ktory moze zapewnic jej spokojne zycie i byt.
Mama sie dziwila. Malzenstwo miala burzliwe, wiec ow drugoplanowy mezczyzna , dajacy oparcie i spokoj wydawal sie jej szalenie atrakcyjny. No ale, wiadomo jak to jest... awanturnicy, wszelcy fifarafa, niestabilne typki czesto pociagaja spragnione przygod niewiescie serca.
Teraz moze jest inaczej. Teraz dziewczyny nie sa wychowywane na grzeczne panienki, wiec i im wiecej wypada. Same sobie owych przygod dostarczaja czesto gesto motajac w nie spokojnych chlopakow:)
A ja nie wiem czy w to wierze, ze spokojny, opanowany, ulozony gwarantuje udane zycie rodzinne? Wedlug mnie sprawa jest dyskusyjna.
Mialam kolege, ktory ponoc robil do mnie maslane oczy. Tak mowilo otoczenie. Ja zas albo slepa bylam, albo nie wiem juz co, bo jakos tych maslanosci nie wylapywalam. Fajnie sie nam gadalo. Fajnie spedzalo sie nam czas, lazilo do kina, na imprezy... Traktowalam go jako kumpla i nic poza tym. Otoczenie naciskalo coraz mocniej abym zwrocila w koncu uwage, inna uwage, bo tak nie zachowuje sie zwykly kumpel, a raczej ktos starajacy sie o wzgledy. I chocbym nie wiem jak patrzyla, to ja tego co oni nie widzialam. Pomrocznosc jakas mnie dopadla.
To byl fajny , ulozony, spokojny kumpel. Bardzo podobal sie on mojej rodzicielce, ktora roztaczala przede mna wizje spokojnego, bezpiecznego zycia u jego boku. Mialam nie przegapic okazji...
Wszystko byloby dobrze, ale ... no wlasnie ... w tym ukladzie to chyba ja musialbym mu sie oswiadczyc, czy mowiac wspolczesnie; zaproponowac zwiazek. Poza tym , dobrze, ze sie nigdy na takowa propozycje nie zdobyl, chyba nie bylam na niego gotowa choc latka swoje juz mialam. Moja babcia, gdyby zyla, rozpaczalaby niewatpliwie nad moim staropanienstwiem.
No coz ... kolega ow niedoczekawszy sie ciagu dalszego takiego, jaki planowal w koncu stracil cierpliwosc. Przestal mnie odwiedzac . Przestal rozpoznawac moich rodzicow np.: w autobusach. Udawal, ze ich nie widzi. Siostry, z ktorymi gawedzil mijal jak nieznane sobie osoby . Troche nie po dzentelmensku, jak siusiumajtek . Urazony mezczyzna.
-" A taki niby ulozony"- przychodzilo mi czasami na mysl.
Potem , za niedlugo pojawil sie moj obecny malzonek. Wiedzial czego chce i do czego dazy. Nie mial oporow, aby o tym rozmawiac. Nie bal sie widocznie ewentualnego odrzucenia... bedzie co bedzie. To on byl strona inicjatywa.
Mama czesto wzdychala, ze szkoda, iz nie wybralam poprzednika, bo przynajmniej w Polsce bym pozostala, poza tym to bradzo dobry chlopak jest i....
O poprzedniku przestalam w ogole myslec. Nigdy nie zaprzatal zbytnio mojego umyslu, choc niewatpliwie dobrze mu zyczylam. Z czasem dowiedzialam sie, ze wzial slub miesiac przede mna, ze ma dziecko - potem dorobil sie drugiego... tak jakos , jak to wsrod znajomych gawedzi sie o znajomych.
Niedawno zas temat mojego bylego absztyfikanta powrocil za przyczyna kolezanki, ktora oddawala zapijaczonego , spiacego po krzakach eksa do pobliskiego domu dla bezdomnych. Zalatwila mu tam miejsce i na bramce odbieral go nikt inny, jak ow dawny moj, z ktorym nam nie wyszlo, czy tez do niczego nie doszlo.
-Z pewnoscia pracuje w danej instytucji.
- Malo prawdopodobne. Tam nie ma zadnych pracownikow. Dostali budynki, o ktore sami musza dbac. Ustalaja reguly przyjecia... cieciem jest jeden z nich. Dostaja wsparcia z MOPSu , sa mu podlegli, ale tam nie ma nikogo na etacie. To na pewno byl on i na pewno jest mieszkancem tego miejsca.
Sprawa mnie troche zainteresowala, nie powiem... no bo jak to tak. Wyksztalcony, dobrze sie zapowiadal, ojciec dwojki dzieci ... madry mezczyzna, stateczny ...
Okazalo sie, ze wdal sie w hazard. Pozyczal kase i w koncu prawie wszyscy sie od niego odwrocili. Nie wiem czy zona odeszla od niego przed hazardowym procederem, w trakcie, czy po... Wyladowal tam, gdzie spotkala go moja kolezanka.
Gdybym sluchala mamy... mialabym niewatpliwie ciekawe zycie . Jaka tam stabilizacja? Jaki spokoj? Jakie poczucie bezpieczenstwa? Totalna niepewnosc by mnie czekala...
Dlatego drogie panie i panowie. Nie ma co zastanawiac sie, szczegolnie wtedy, kiedy nam w zyciu ( w zwiazku) nie wychodzi, ze : "Szkoda, iz nie wybralam X, a wdepnelam w takie badziewie". Z reguly kazde zycie ma sporo problemow. Nigdzie i przy nikim nie jest sielsko . Sielskosci dorabiamy sie z latami o ile obojgu chce sie nad tym pracowac. Nie wiadomo jakby bylo gdyby. Wszystkie: " Byloby tak...." to tylko nasze wyobrazenia nic konkretnego. Nie ma czego rozpamietywac. Kazda decyzja moze byc dobra jako i kazda moze byc bledna.
Przypomniala mi sie pewna postac kobieca z filmu "Nad Niemnem". Nie wiem kto ja gral , postac drugiego, a nawet i czwartego planu. Zona Fabiana Bohatyrowicza. W filmie jest taki moment kiedy to Justyna Orzelska odwiedza Bohatyrowiczow, Fabian ja u siebie gosci. Zona Fabiana wtraca ciagle, ze nie z byle jakiej rodziny pochodzi. Z domu jakas tam... z niej byla. Ciagle Fabianowi przytykami wypomina, ze stac ja bylo na lepszego kandydata na meza. Niezadowolona ze swojego zycia, gledzaca niewiasta.
Badzmy zadowoleni. Nie wazne jak wybralysmy/wybralismy. Jezeli nie da sie zyc, nalezy zwiazek zakonczyc. Jesli zas nie bylo tak , jak marzylismy to trzeba brac konkret a nie rozmyslania i marzenia , ze w innym ukladzie byloby nam o wiele lepiej. To przeciez nic nieznaczace fantazje. Nie majace z realnoscia nic wspolnego.
Kobiety maja cos takiego, ze : "Mamusia mi mowila, abym sie z X nie zadawala", albo, ze "Przestrzegano mnie przed obecnym", albo: "Mowiono mi , wybierz Y..."
A ja powiem za stand-up(erka) Olka Szczesniak. Pod koniec zalinkowanego wystepu (okolo 56 minuty i 06 sekundy filmiku) :
"Mowi sie, ze najwazniejsza w zyciu jest milosc. Najwazniejsza w zyciu jest niezaleznosc finansowa i ja wam mowie, kiedy przyszla pandemia musialam odwolac wszystkie wystepy, poplacic koszta odwolan. Moje konto sie bardzo szybciutko skurczylo. W pewnym momencie patrze na moj smutny stan konta...patrze na Tomka... i cos mi sie w mozgu przekrecilo i mowie do niego: " Aaaaa co by moj mis zjadl?" . Od razu zalaczyl sie instynkt przetrwania:" Musimy zdusic w sobie feminizm. Musimy przetrwac ten ciezki okres. Olka dasz rade, dasz rade...(...)" . Ale teraz jest ok. Wrocilismy do wystepow, ruszylam w trase. Odkulam sie. I piekna sytuacja wydarzyla sie w moim zyciu. Musze sie pochwalic, bo jaram sie. Pierwszy raz w zyciu zaczelam zarabiac wiecej od mojego partnera. Glownie dlatego, ze on stracil prace ale... i tak sie liczy. Dziewczyny na maksa polecam wam utrzymywanie faceta. Jaka to jest pewnosc siebie w zwiazku. Jaka to jest pozycja w klotni. Tomek sie cos do mnie sra, a ja mowie: "Niunius, gdzie ty pojdziesz.""