poniedziałek, 5 lutego 2018

Czego Jas sie nie nauczy, Jan nie bedzie umial.

Do Polski pojechalam w konkretnym celu. W sumie to tylko wpadlam i wypadlam. Pojechalam na rekolekcyjna sesje weekendowa do Gdanska do fanciszkanow. Czlowiek tyle rzeczy sie obawia. To czy dojade do Polski, do domu rodzinnego, absolutnie mnie nie stresowalo, bo droge owa i to sama, pokonalam samochodem juz kilka razy. Stresowala mnie mysl, jak odnajde ow dom rekolekcyjny w Gdansku. jak tam sie znajde?  Po polskich miastach jezdzi sie zle. Rozkopane, slabo oznaczone. Dojechalam jednak bez wiekszych wpadek. Przy okazji, z rekolekcji skorzystala kolezanka, ktora przezywa problemy z synkiem. Synek jest mlodym chlopaczkiem ,13 letnim, a za skore potrafi zajsc okrutnie. Zabralam ja ze soba...
Obawialam sie jazdy, a w krzeslo wbil mnie przyklad  80 letniej pani, ktora przyjechala do franciszkanow z Lublina. Dwa razy musiala sie przesiadac. Pomyslalam  wtedy, ze czlowiek boi sie czasami niepotrzebnie, na wyrost.
Rekolekcje zatytuowane byly "Perla ukryta w roli", skierowane do osob szukajacych swojej wartosci , lub  do tych, ktorzy owa wartosc utracili. Na poczatku dywagowalam, ze to problematyka dla mlodych, zakompleksionych, niesmialych... Pomylilam sie. W grupie znajdowaly sie rozwiedzione kobiety ,w tym piekne , mlode laski...ktore bily sie z myslami: "Co ze mna jest nie tak, ze nie moglam utrzymac przy sobie, lub nie mam partnera na zycie?". Dla mnie to  nie do pomyslenia. Przeciez to nie musi byc cos w tobie kobieto. Po prostu wynosimy wiele rzezczy fajnych i niefajnych z wlasnego rodzinnego, uwazanego czesto przez nas samych za "swiety" ( a takowym nie jest) srodowiska i rzeczy nas spotykajace   sa  wypadkowa naszych uwarunkowan rodzinnych. Z tym, jak radzimy sobie wewnetrznie z trudnymi doznaniami, przezyciami, spotykajacymi nas sytuacjami. A baza owego "radzeni sobie"  jest nasza rodzinna scheda. To, co wynieslismy z domu.

W zwiazku z owymi rozwiedzionymi kobietami takowa  naszla mnie tez takowa mysl, ze ...pomimo uplywu lat, czasu, zmian w obyczajowosci, nadal mezczyzna jest dla kobiety tym, kto nadaje jej wartosc. Posiadanie faceta to skarb!!! Moja tesciowa czesto mi powtarzala, ze mam dziekowac  Bogu za to, ze mam meza. Uwazalam ja wowczas za osobe staromodna , ktora bez faceta nie umialaby istniec. Mezczyzna nadawal jej wyzszy,  w jej mniemaniu, spoleczny status. Pomimo tego, ze czasy sie zmienaja to problem bycia sama, bez mezczyzny istnieje. "Co ze mna jest nie tak, ze nie moge utrzymac przy sobie faceta?"- zadawaly sobie pytanie kobiety. Przypomniala mi sie moja sasiadka z Polski, ktora na sylwestra, a mialam wtedy 19 lat, skladala mi zyczenia jak najszybszego zamazpojscia, bo przeciez czas ucieka, mlode pokolenie nadchodzi, a ja bez chlopaka, narzeczonego przy boku... mlode mnie wymiota. Wyszlam za maz w  wieku 34 lat. Okropnie bilam sie z myslami , czy dobrze robie, czy dobrze wybieram. Mysle, ze moj maz przezywal podobne dylematy. I jak powiedziala moja mama:

-Jeszcze sie nazyjesz i tego miodu bedziesz miala pod dostatkiem.-  Nie oszukujmy sie, czasami kazda z nas ma owego miodu pod dostatkiem. Pomimo tego, ze nie przezywam wyjatkowych malzenskich problemow, to czasami az sie chce od siebie nawzajem odpoczac. Z drugiej strony nie dziwie sie owym samotnym , porzuconym ludziom.

Wszystkich tych, ktorzy uwazaja, ze to sprawa wyksztalcenia kobiety, jej sposobu zycia, bogactwa zainteresowan;  chcialabym jak najszybciej wywiesc z bledu. To doytka kazda kobiete i ta super wyksztalcona i ta niewyksztalcona. Ta , ktora jezdzi konno, ma samochod, jest samodzielna i niezalezna, jak  i taka, ktora nie potrafi gwozdzia w sciane wbic,  nie ma kasy na konie, a do pracy chadza z buta... Oczywiscie, ze znajdziemy mase kobiet, ktore powiedza, ze one czegos podobnego nie przezywaja a sa samotne. Zamim jednak nauczyly sie z tym zyc, to niewatpliwie przezywaly. Nie ma sie co oszukiwac.

Na rekolekcjach byli obecni tez ludzie , ktorzy mieli trudne doswiadczenie zwiazane z poszukiwaniem pracy.

Ja zas zmagam sie z wartoscia czlowieka jako taka. W czasach kiedy moze niespodziewanie przyjsc do firmy nowy menadzer i zwalniac ludzi na zasadzie rosyjskiej ruletki., albo jak  opowiadal kolega w Polsce, ze firma chce sobie zakupic pare mercedesow, wiec...trzeba zwolnic troche ludzi aby znalezc oszczednosci na nowe samochody. Oni samochody, a w domach zwolnionych pracownikow tragedia sie dzieje... Mam takie poczucie , ze wszystko jest szalenie niestabilne. Dzisiaj masz,  jutro mozesz nie miec. Wiele rekolekcyjnach tresci odnosilam do moich reacji z dzieckiem. Jak sprawic aby corka  wyszla z naszego domu z sila.... poczuciem bezpieczenstwa...?
Trzeba kochac, umiec wychowywac i nie mowic dziecku wprost czy tez podtekstami ze ZNOWU cos schrzanilo, ze nie nadaje sie, ze jest slabe..... nalezy uwazac na jezyk ( slowa) jakim rozmawiamy z naszymi Pociechami.

Zawsze warto jest na cos takiego sie udac. Pogadac z kierownikami duchowymi , z psychologami ....

Pomimo tego, iz myslalam ze sesja weekendowa bedzie nie dla mnie, okazala sie sesja dla mnie.


Ledwo przyjechalam w czwartek z wywieszonym jezorem do Niemiec, a w niedziele jazda do Dortmundu. Z Marie pojechalam na rodzinny koncert do filharmonii. Wieksze miasta to i wieksze mozliwosci, choc ja tutaj, gdzie mieszkam, staram sie prowadzac Mloda na wszelkiego rodzaju kulturalne wydarzenia. Czego Jas sie nie nauczy, Jan nie bedzie umial. Muzyka klasyczna , kurcze jakie to bogactwo! Wielu jej nie rozumie, a jest piekna. Opowiada piekne historie i to w sposob wypasiony, na bogato.
Dzieciaki mialy ubaw... ja w sumie tez:)






Realizatorom chodzilo o przyblizenie dzieciom muzyki Hauke Berheide. Trudny to kompozytor, ale akcja byla tak obmyslona, ze maluchy i mlodziez piala z zachwytu. Moja Corka chce jeszcze wiecej takich koncertow. I dostanie!


6 komentarzy:

  1. Mi właśnie czasu poświęconego Młodej brakowało. Nasze rozmowy ograniczały się do tego czy odrobiła lekcje i co chce do jedzenia.. Teraz mam więcej czasu i dla Niej i dla siebie. Możemy porozmawiać o wszystkim, pójść na spacer, do kina i po prostu pobyć ze sobą. Mniej się też denerwuje i więcej mam cierpliwości. Masz rację, trzeba uważać na słowa przy dzieciach, oj trzeba. U Młodej był czas, że zupełnie w siebie nie wierzyła, uważała wręcz, że do niczego się nie nadaje i wszystko robi źle - a ma dopiero 10 lat. Szczęściem obudziłam się w porę i przestałam narzekać przy Niej. Teraz więcej chwalę i zachęcam, a mniej karcę i widać postępy.
    Taki koncert to musiała być super sprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci trzeba kochac. Czasami nie umiem...ale przeciez nasze dzieciaki sa kochane. Moja Marie czesto sie ostatnio burmuszy, nie wiadomo za co i dlaczego...jest strasznie drazliwa, czasami nie do wytrzymania:))

      Usuń
    2. Dojrzewa :) U mnie podobnie - przetrwamy!

      Usuń
  2. Nie o same rekolekcje mi chodzi, bardziej o tematykę. Wydaje mi się bowiem, że dziś istnieje jakaś przesada z tym przekonaniem, że mężczyzna jest tym, który nadaje kobiecie wartość. Owo stereotypowe „mężczyzna to skarb” jest mocno naciągane. Nie neguję istnienia takich „skarbów” tylko mam dwie wątpliwości. Wiesz ile takich staje się domowymi tyranami? Może mniej, ale równie dużo staje się „pożytecznymi idiotami” wykorzystywanymi do granic przyzwoitości. Problem jest jednak jeszcze bardziej złożony. To, co dla Ciebie może wydawać się skarbem, dla innej będzie kulą u nogi, indywiduum nie spełniające oczekiwań. Gdzie jak gdzie, w relacjach mężczyzna – kobieta nie istnieją żadne szablony, żadne kryteria określające czym jest „skarb”. Do tego dochodzi równie niebezpieczna perspektywa „skarbu” bez prawa do własnego „ja”. Że nie przesadzam niech świadczy ciągle rosnąca ilość rozwodów, która i tak nie odzwierciedla prawdziwego stanu „zatrutych związków”. Uprzedzam, nie mam się w tej materii za alfę i omegę, nawet nie próbuję szukać jakieś metody na gwarancję szczęśliwości. Tylko z ciekawości zapytam, czy te rekolekcje dają taką odpowiedź?

    Poprzez własne doświadczenie wiem, raczej jestem przekonany, że wyolbrzymiamy rolę rodziny i jej wpływ na to, jak żyjemy w dorosłym życiu. Długo by tłumaczyć.

    Muzyka poważna, to coś, co uwielbiam, choć nie mam specjalnych okazji odbierać na żywo. I pomyśleć, że tak naprawdę polubiłem ją dość późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podawano tym kobietom zadnych metod cud. Pomagano raczej wesprzec je w stanie w jakim sa i pomoc , czy tez doprowadzic do tego aby odnalazly swa wartosc same, bez podpierania sie proteza pt: "facet". A to co opisalam i jakie podalam przyklady tak to niestety funkcjonuje w naszej obyczajowosci. Spotkac mozesz mase babek. ktore maja tak nakladzione do glowy, ze facet to skarb- ja mysle o tych sprawach troche inaczej... dlatego tak pozno za maz wyszlam. U nas w domu rodzinnym facet byl utrapieniem, co nie wyklucza, ze wiele kobiet ma inaczej i inaczej uklada swoj swiat... co tez moglam zaobserwowac na owych rekolekcjach.

      Usuń
  3. Wydaje mi się, ze wiekszy wplyw na czlowieka maja grupy rowiesnicze. Rodzicom trudno z nimi walczyc. Tak bylo ze mną i moimi corkami. A w pewnym wieku wszystkie zmadrzalysmy.
    Facet to czysta fizycznosc potrzebna dla mnie. Ja chyba mialam takie meskie podejscie, hehe. We wszystkim innym sama sobie radzilam znakomicie. Tak mi sie wydaje i psycholozki tak mnie zawsze ksztalcily. Takich facetow nieodpowiedzialnych wybieralam, zeby za nimi tesknic,i snuc fantazje. Bo sama finansowo bylam niezalezna. A potem w zyciu im przechodzilo, ja cierpialam z kolezankami, dziwilam sie, czemu on nie chce ze mna byc?! Ale potem z powodu mojego w nadmiernego ego myslam, przeziec to byl idiota po prostu, jak moglam sie z kims takim zadawac, itd, itp Zeby nie popadac w depresje, nigdy nie szukalam winy w sobie.
    Szkoda mi tylko corek, ze nie maja ojca, on akurat zmarl, ale wczesniej tez sie ze mna rozstal. Znaczy ja go z domy wyrzucilam, ale on nie walczyl, zeby wrocic. Wnuczki nie maja dziadka z naszej strony, ale jestem na etapie badania nowych kandydatow...Tak tylko dla swoje proznosci. Mieszkam sama od prawie 14 lat, bo z pozostalymi, mezem i partnerem mielismy dwa domy, czy mieszkania i pomieszkiwalismy razem najdluzej 3 miesiace i czuje sie z tym nadzwyczajnie dobrze. Jestem po prostu troche leniwa w domu, nigdy w pracy i facetom to chyba nie odpowiada. Ponadto zawsze mnie nudzili tacy praktyczni, zapobiegliwi faceci. Przeciez trafialam na takich, a teraz,to sama nie wiem. Mam tyle wolnych kolezanek, chodzimy sobie na rozne imprezy, jezdzimy razem w fajne miejsca, rozumiemy sie, to po co mi facet? Sama sobie wszystko zalatwie a weekendowe randki to z kolegami ze zjazdow szkolnych da sie zorganizowac nadzwyczaj latwo.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.