Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faceci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą faceci. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Sacrum.



Nie wierze. Ludziom nie wierze. Najlepiej opierac sie chyba, przynajmniej w moim przypadku, na wewnetrznej intuicji, sluchac siebie. Jak to powiedziala mi kiedys zaprzyjazniona pani psycholog, z ktora kilka razy gadalam w sprawie trudnych uczniow? Powiedziala cos, co chodzi za mna latami. Byla widocznie glosem proroka. Czasami zwykli, niepozorni ludzie gledza cos, co  zapada nam w duszy. Pani psycholog powiedziala, ze trzeba sluchac samego siebie, bo w nas jest madrosc i wszystkie odpowiedzi znajduja sie w nas- pod warunkiem, przynajmniej ja tak to widze, ze nie oszukujemy samych siebie. Nie wprowadzamy sami siebie, na wlasnie rzadanie, w swiat iluzji. Bo w swiecie zludzen, iluzji jest tak fajnie i bezpiecznie...tak znajomo! Tak po prostu po naszemu. Obdarcie sie ze zludzen to staniecie nago. Przed samym soba jakos ta nagosc przelkniemy,  przed ludzmi niekoniecznie latwo sie ja przelyka.
Nie wierze.... ostatnio zaczynam niedowierzac kosciolowi katolickiemu. Pomimo calej checi owej wiary, ze wiedza co czynia, dokad ida,i gdzie nas prowadza, zaczynam niedowierzac. Pomimo przebogatej tradycji mistycznej, pomino tego co zrobili dla kosciola meczennicy...niedowierzam. Bo tam tez jest polityka. Sluchalam ostatnio info o soborze watykanskim drugim...wypowiadali sie rozmaici historycy, hobbysci w temacie "kosciol", pasjonaci tematem.... Jak to sie stalo, ze "ojcowie kosciola" na soborze watykanskim II nie potepili komunizmu? Jeden z papiezy tak chcial budowac jednosc z rozmaitymi chrzescijanskimi odlamami, ze zaczelo mu ( czy tez im- reszcie braci..braciom...) zalezec na ludziac z prawoslawia. Na rozmowach z tymi z Moskwy, a ci z Moskwy zaznaczyli, czy tez przypomnieli, ze sa synami i corkami swojego kraju i zarliwie kochaja swoja ojczyzne, wiec nic co jest, lub bedzie wymierzone w ich kraj nie poprawi wzajemnych stosunkow....

     Drodzy moi! Wchodzicie w rozmowy z patriarchatem moskiewskim , wiec zero rozmow na temat ich kraju, a w zawiazku z tym, ja tak przynajmniej to rozumiem, zero rozmow o lamaniu tam praw czlowieka o tamtejszym systemie niesprzyjajacym ludziom...Usta zamknac, a skoro zamnkac to...  odciac sie od slow glow kosciola , ktore w latach 20 przeszlego wieku system komunistyczny jednak potepily. Kosciol nie jest nieomylny, ale ....  otoczka owej nieomylnosci ciagle sie do kosciola katolickiego klei. I prosze , w razie co, nie tlumaczcie mi, ze z ta nieomylnosci to tylko papiez ma cos wspolnego, i tylko w sprawach wiary, i tez tylko wtedy kiedy staje ex cathedra. Jak do tej pory w calej historii kosciola zostalo to wykorzystane przez papiezy moze dwa, czy trzy razy. Nie jest to nagminnie zjawisko. Do mnie to nie dociera- teraz nie dociera.

     Nie wierze, bo ostatnio przegladam sobie w necie sprawe tzw. "tw Bolek". Skoro historycy dysponuja faktami, a ludzie mitem to ...jak do tego doszlo, ze dosc dlugo na tym micie jechalismy? Poza tym ten mit potrwa jeszcze, bo ludzie nie lubia obdzierac sie ze zludzen. Czy kosciol nie wiedzial who ist who? Ponoc wiedzial, ale tez prowadzil swoja polityke i obstawial swoich kandydatow. I jak mial do wyboru tradycje to wszedl w kogos kto reprezentowal swym zyciem tradycyjne wartosci. Sakramentalny zwiazek, co rok to prorok..... Kosciol.... alez kosciol swiety nie jest, pomimo tego ze znajduja sie w nim swiecie- boje sie sluchac tego typu wypowiedzi. A poza kosciolem, nie mozna byc swietym? Ho, ho... sprobuj byc swietmy poza kosciolem. Przeciez tylko oni ( hierarchowie instytucji maja "narzedzia, prawo, srodki, metody...." ) maja patent na przyznawanie swietosci, uznawanie czyjejs swietosci. Swieci sa w kosciele, ale nie poza kosciolem. Choc owe nieswiete masy poza kosciolem moga miec przeciez swietych, nieprawdaz? Nieswiety kosciol ma swych swietych, ale nieswiete zewnetrze  mozliwoscia posiadania swietych nie dysponuje?

Nie wierze w mezczyzn feministow. Nie ma takich. Jezeli wchodza w feminizm to z powodu wlasnych interesow. Nie dowierzam facetowi feminiscie obok. Wystarczy zakrecic mu kurek z seksem a zacznie nazywac feministki feminazistkami. Bo feminizm dla kogos takiego jest git, kiedy wyzwala kobiety na plaszczyznie  seksualnej i o to feminista bedzie walczyl wraz z kobietami. Bedzie wspieral je w tej walce. Bredzil cos w stylu: "Niunie dobrze robicie", w podtekscie majac na wzgledzie wlasna wygode seksulana, ze babeczki pozbawione koscielnych badz jakichkolwiek ( moga byc spoleczno- obyczajowe)  pasow cnoty oddadza sie chetniej lozkowym figlom sprawiajac radoche takiemu feminiscie. Niech se kobietki pokorzystaja z tej czesci zycia...niech sie popasa na tym pastwisku- przeciez trawa tam niezle smakuje.  Sprobujcie jednak panie feninistki odebrac takiemu facetowi inne przywileje...oj bedzie niezadowolenie i dobrze by bylo gdyby kobieta zajela sie jednak dziecmi i kuchnia.
Ow wyzwolony obyczajowo zachod, coz za sciema. Zwolnili u nas ostatnio dwie kobiety. Dobre pracownice. Zostawili faceta, ktory czesto bierze sobie wolno, bo albo zona mu zemdlala, nagle natychmiast, ... albo dzieci sa chore ( coz za wzorowy tatus) , albo cos tam... normalnie mdli nas juz od tych jego przypadkow.
-Tu tak przeciez jest. - Wyjasniala mi kolezanka na przerwie.- U nas facetow sie cholubi. Maja wszedzie zielone swiatlo, bo to wlasnie owi opiekunowie rodzin. To nic, ze niedociagaja na wielu polach...przeciez to mezczyzni.
Szczena mi opadla na dol i zadzwieczalo w okolicznych okolicach, bo.... jednak wierzylam gdzies tam, ze swiat jest inny.!!!! Ze uczciwa, solidna praca ma pierwszenstwo przed plcia. Ze instytucja, ktora pietnuje grzech ma jego wieksza swiadomosci i  z zalozenia nie wspiera grzechu, klamstwa, oszukiwania, tworzenia niestworzonych mitow ....

Tak mnie jakos nosi, bo wczoraj odbylam wywiadowke w szkole. Marie nalezy do tej grupy lepszych uczniow. Ma sporo wiedzy na temat otaczajacego swiata- humanistycznie jest mocno do przodu. Matma, tej musi poswiecic sporo czasu, ale ..... angielski- niechetnie slucha polecen. Z religii wiecj niz polskie 3 pani jej nie postawi bo, z tego co sie zorientowalam nie wykazala nalezytej postawy, nie interesuje sie posiadaniem zeszytu, czy czegos tam..... Marie nie moze sobie zdarzenia przypomniec, ale ...jak juz wczesniej zaznaczylam- nie wierze. A z angielskim to prawdopodobnie poklocila sie z kolezanka na przerwie. Obgadaly obie sprawe z pania wychowawczynia, po czym kolezanka uznala chyba, ze kara , ktora spotkala Marie jest za mala, nieadwekwatna do wykroczenia, wiec udala sie na ponowna skarge do pana od angielskiego. Ten prawdopodobnie przywolywal Mloda, ale ta odgarnela sie twierdzac, ze na dany temat nie ma zamiaru ciagnac dyskusji, bo sprawa zostala juz raz przegadana z jej wychowawczynia. Odwrocila sie i odeszla.Nie wiem czy wierzyc? Moze sie zawiode?
Dostala tez Mala reprymende na swietlicy, bo nie wyplula gumy do zucia, na ktora mnie notabene naciagnela.
-K. nie wkladaj swoich wlosow do ust bo tam sa bakterie.- Pani profesor Marie pouczyla kolezanke. Ta zas odwrocila sie ( dodam, ze to ta sama kolezanka od wczesniejszego konfliktu) i pobiegla do pani od swietlicy oznajmiajac:
- Marie zuje gume!

-Dlaczego nie wyplulas?
-To glupia zasada. Nie rozumiem jej. - Odpowiedziala mi Mloda.

Nie wierze.

Wychowywanie dzieci to nielatwa sprawa.


sobota, 18 czerwca 2016

Niecodzienny gosc.

Juz od dluzszego czasu dzieciaki z grupy taekwondo, do ktorej nalezy Marie przezywaly, planowany przyjazd na ich trening  niecodziennego goscia. Gosciem tym miala byc i wlasnie byla, bo trening akurat sie odbyl, mistrzyni swiata w taekwondo z 2012 roku.
-Mamo!- Od paru dni nawolywala Mloda.- Znajdz moj stary tobok. Poprosze aby mi sie na nim podpisala.
Nie za bardzo mi sie perspektywa szukania starego taekwondowego wdzianka usmiechala, ale zrobilo sie. To znaczy zrobilo sie prawie na ostatnia chwile, gdyz wiecie jak to jest...praca, chata, rodzina i tak w kolko i mnostwo domowych spraw do ogarniecia, i czlowiek mysli w duchu : "Wez zdjecie dziecie i daj sie kobiecie na nim podpisac."
Na trening z mistrzynia pojechal z Marie nikt inny  tylko tata. Mama nie mogla...mama jak zwykle w pracy i juz pod nosem zaczelam gledzic, ze w tej rodzinie to kobieta pracuje tak, jak facet, a facet w tej rodzinie pracuje tak,  jak kobieta. Chodzilo mi o wolne soboty i niedziele, swieta wszelakie, dluzsze przerwy miedzy swietami. Maz wiec jezdzi z dziecina,  a ja organizuje wypranie, wyprasowanie, zlozenie ciucha i napawam sie potem tylko zdjeciami, albo filmem zrobionym na komorce. Od teraz jednak powiedzialam sobie dosc. Nadgodziny sa? Sa! To bede korzystac. Inni nie maja skrupulow , korzystaja , wiec zaczne i ja. Trace te najlepsze momenty z Marie poprzez owe pomaganie mezowi w zarobieniu na rodzine, ale tez nie moge byc taka zolzowata i nie doceniac wkladu mezczyzny w to nasze stadlo., gdyby on nie wszedl w "kierat". Nie przeorganizowal zycia, to bysmy nie wyrobili i o mojej pracy moglibysmy zapomniec. Sporo moj maz pomaga w domu.

Do rzeczy jednak. Mala wraz z kolezanka, przerabialy wczoraj poprzez zabawe emocje zwiazane z majacym nastapic treningiem. Kurcze, Mala jest mala jeszcze, pomimo tego, ze duza. Jeszcze potrzebuje przerabiania rzezcywistosci i przezywania rzeczywistosci poprzez zabawe. Bawily sie obie panny w restauracje i obslugiwaly ....no kogoz mogly one obslugiwac? Obslugiwaly sama mistrzynie.

Zdjecia z dzisiaj:


-Co tutaj robiliscie?
-Zadawalismy jej pytania. Yanna mowila, ze zna Polske i byla w Polsce. Na pewno byla tam, gdzie mieszka babcia.
- Na pewno.- Przytaknelam. Po co rozczarowywac dziecie.- Kto pytal ja o Polske?
-Mamo wez, no.... no kto? Ja!

Mala nie znosi nowego pasa. Jest za gruby i nie ukalda sie tak, jak powinien. Na treningi zabiera wiec stary, zolty pas...wczoraj dostala "zjebke" od drugiego trenera, ze tak nie mozna. Oczywiscie, ze to nie byla "zjebka", jak znam tutejszych wychowawcow, trenerow i nauczycieli to bylo zwykle zwrocenie uwagi, ale dzieciaki tutaj nienawykle. Marie powiedziala : "nakrzyczal"...ha,ha, ha...juz sobie to wyobrazam:)))  Ledwo ja musnal skrzydlem komara. Poza tym, dla niej te wszelkie pasy, pioropusze nie maja jeszcze znaczenia...nie kojarzy, lub tez kojarzy ale ma wyrabane...na pewno kojarzy bo na treningach ustawiaja ich rzedami w pewnej hierarchii. O stanieciu w okreslonym rzedzie decyduje posiadany pas. Na razie, w swojej grupie wiekowej,  Marie stoi w pierwszym rzedzie.
Poprawianie pasa. Dadam! Sama mistrzyni zostala do tego zaangazowana.


A tutaj juz trening. Zdjecia nie  ostre...nie ja robilam, poza tym w ruchu.


Marie kopie:)




Zdjecia za jakis czas wykasuje.

Marie zapragnela jeszcze jednej dyscypliny sportowej. Zaczyna nas naciagac na pilke nozna dla dziewczyn. Meczy, prosi... nie zaluje jej, niech i tym sie zajmnie, ale problem w tym, ze ona niedlugo czasu dla siebie samej miec nie bedzie. Przed wakacjami ma stanac jeszcze do turnieju na zielony pas.





piątek, 27 lutego 2015

Bede opowiadac...

Niedawno, w rodzinie naszej mialo miejsce pewne wiekopomne wydarzenie.


Z okazji tej, rodzina ( z obu stron), ta ktora mogla, pojawila sie u solenizanta
Jeny, jaki on 18 lat temu byl malutki, a teraz chlopie niczego sobie (p).

Ja tam tez bylam ( w koncu do rodziny sie zaliczam) miod i wode pilam...ogolnie udana rodzinna imprezka. A poza tym...Marie w objeciach "brachola", wspolne klikanie w nintendo.

Przepychanki, przewalanki....


Toffik

Oswajanie siebie nawzajem. Przyjrzyjcie sie dobrze. Pod stolem widac lape psa. Probowal zajsc Marie od "dolu":))

Julia na balkonie.

Pozniej poszlo lepiej...Marie czeka, kiedy Toffi sie obudzi. Waruje przy psie:)

Wyczekiwany spacer z Toffim:)


Znacie , ogladaliscie film "Diabolina", czy tez raczej "Czarownica" z Angelina Jolie? Jezeli znacie to bardzo dobrze, jezeli nie to zle, bo.... bede go opowiadac. Raz sie do tego filmu przymierzylam, ale nie poszlo mi dobrze. Wylaczylam w 1/3 seansu...drugi raz byl bardzo owocny. To taka bajka o spiacej krolewnie, troche podrasowana efektami specjalnymi, troche inaczej opowiedziana. Bolesna bajka.... majaca cos do przekazania. Maleficent jest czarownica. Dorasta sobie owa niecodzienna dziewczynka na ustroniach wraz ze swoimi skrzatami, elfami i tymi innymi gadzetami bajkowego swiata. Ma moc ...jest przyjazna i nie czyni, jak to dzieci, roznic wsrod tych, ktorzy ja otaczaja bo np.: sa brzydcy, maja, albo nie maja skrzydel, sa klotliwi, sa ludzmi, czy tez skrzatami...po prostu jej swiat, swiat, ktory widzi i czuje, jest przyjazny, zyczliwy, dobry. Natura wyposazyla Maleficent w rogi jak u diabola i potezne, silne , czarne, piekne skrzydla. Mloda diabolica zaprzyjaznia sie z krolewskim synem Stefanem. Dorastaja sobie owe nietypowe dzieciaki wsrod bajkowych zarosli i z czasem.... wydawac by sie moglo, ze maja sie ku sobie. Ze strony Czarownicy niewatpliwie bylo to czyste uczucie. Ufala Stefanowi, czula sie w jego obecnosci bezpiecznie, Stefan zas oplatany mania wladzy ( tatus obiecal temu, kto upora sie ze skrzydlami diaboliny krolestwo, czy tez jakas jego czesc) , oplatany rodzinnymi powinnosciami zdradza Maleficent. Upaja ja trunkiem, obcina skrzydla i zanosi do zamku. Maleficent czuje sie zdradzona, upokorzona, jest fizycznie i duchowo obolala. Koniec z fruwaniem ku gwiazdom....byc mmoze jest to rowniez koniec z umiejetnoscia szybkiego i sprawnego odpierania atakow wroga. Dwa swiaty , ten z elfami i ten ludzki, pograzyly sie na jakis czas w wojnie. Nie wiem jak wojna ustala, ale ustala....jak to z wojnami bywa. Wybuchaja .... i kiedys tam sie koncza. Pomiedzy zwasnionymi stronami pozostal kwas i swad. Po latach , krolewski synek rzezimieszek Stefan zaklada rodzine. Normalne...rzezimieszki meskie szybko sie z uczucia otrzasaja, o ile w ogole o uczuciach mozna tu mowic i szukaja kolejnej przytulanki pocieszanki. Oby tylko mila i miekka byla. Rodzi sie Stefciowi przecudana ( jak to z kazdym bobasem bywa- kazdy jest przecudny) coreczka Aurora. Oczko w glowie mamusi i tatusia. Rodzice wyprawiaja huczne chrzciny...spraszaja gosci...wrozki....zapominaja, wydaje mi sie, ze specjalnie, o Maleficent. Maleficent zas nie dala o sobie zapomniec. Zjawia sie nieproszona w kulminacyjnym momencie, w momencie, w ktorym wrozki rozdaja hojnie malutkiej Aurorze dary. Nie chce byc gorsza. Ona rowniez przynosi ze soba cos dla malucha... przynosi klatwe. Wiecie jaka..ze bedzie sobie spokojnie dziecie roslo i zylo do 16 wiosny a potem wrzeciono ja zalatwi na amen w pacierzu....Stefek Burczymucha, zuch nad zuchy, wydusza z siebie slowo "blagam", czarownice to cieszy i przystaje na blaganie samca...w sumie ma litosciwe serce... postawa Stefcia ja pociesza, jest jak plaster miodu na jej zbolale serce. Ot, skoro blagasz to masz... robi wiec klauzule w swojej klatwie, ze moze byc ona cofnieta tylko wtedy, kiedy ktos biedna Aurore pocaluje, ale pod wawunkiem ze bedzie to ktos, kto ja pokocha szczerze, gleboko i uczciwie. No coz przyszlo robic. Tatus Stefek ( nie lubie goscia i tyle w temacie- kutas jeden), chroniac swa pocieche wyslal ja wraz ze "stadem" wrozek na wies. Dal malej przednia opieke. Mala nie mogla pojawic sie na zamku wczesniej, niz po 16 urodzinach. Sam zas spakowal manatki i ruszyl na posiadlosci czarownicy...dokopac jej chcial porzadnie- no kurcze, jak w nieudanym zwiazku- ale czarownica zadbala o swoje bezpieczenstwo. Otoczyla sie poteznym murem z cierni...murem nie do zdarcia.
Latka plynely...Aurora dorastala na wsi pod okiem bardzoooo nieudolnych, niekompetentnych wrozek , kiedy o wychowywanie i opieke nad dzieckiem chodzi. Maleficent nie spuszczala z oka mlodej ksiezniczki. Sama ja tez czesto chronila przed niebezpieczenstwami. Przychodzila do malej paskudy, jak ja nazywala, w nocy i dbala o jej sny. Razu ktoregos dorastajaca Aurora zapuscila sie niespodziewanie w gaszcza, na ziemie czarownicy i ...spodobalo sie dziewczynie tam bardzo. Rozpoznala w czarownicy swoja matke chrzesna, opiekunke i aniola. Wniosla w zycie diaboliny radosc i optymizm. Nadszedl moment, ze Maleficent zapragnela cofnac klatwe, ale...klatwa to klatwa. Z nia nie ma zartow. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Dorastajaca Aurora zaprzyjaznila sie z pewnym mlodym ksiazatkiem. Mieli sie ku sobie, w razie co, w nim, w jego pocalunku, glebokosci i szczerosci jego uczuc ku wybrance lezala cala nadzieja. Naszedl ow wiekopomny moment. Nie wazne w jakiej scenerii. Nie wazne kto, co i jak, ale.... Aurora zapadla w sen, gleboki i nie do wybudzenia....Ojciec w rozpaczy, krolestwo w rozpaczy...Obled zlych , niepoprzebaczanych uczuc... Nie pomogl i mlody ksieciunio. W momencie zlozenia pocalunku na ustach spiacej, zainteresowal sie, czy przypadkiem sie nie zarazi? Przyznajcie sami, to dopiero glebia i szczerosc uczuc. Posmutniala Maleficent i przygnebila sie jeszcze bardziej, obdarta do ostatecznosci ze zludzen bezinteresownej , glebokiej milosci mogacej zaistniec pomiedzy kobieta i mezczyzna. W sumie to nie wierzyla w taka milosc od momentu obdarowywania klatwa. Wiedziala w czym bedzie tkwila moc klatwy, w tym , ze nie moze moze zaistniec glebokie, szczere uczucie pomiedzy odmiennymi plciami.
No coz....pochylila sie czarownica nad spiaca na amen w pcierzu Aurora. Przeprosila ja.... pokajala sie, przyznala do zaslepienia, przyznala ze mloda dziewczyna poruszyla jej serce do glebi i ...zlozyla na czole spiacej pocalunek. No i wiadomo co bylo potem....Okazalo sie, ze szczera milosc Diaboliny cofnela zlo.
I jaki z tego moral? Czy prawdziwa gleboka milosc istnieje? A jezeli tak to czy jest mozliwa pomiedzy osobnikami odmiennej plci? Kiedy mozna pokochac kogos gleboko i bezinteresownie...czy wtedy, kiedy wmieszane jest w te sprawy cielesne zainteresowanie i pozadanie? Normalnie gender jakich malo w tej bajce pokazali. Oczywiscie gender taki jakim go pojmuje 90% ludzkich burakow.
Angelina Jolie jest rewelacyjna w roli Diaboliny. I czy wiecie, ze film ten byl nominowany do Oscara? Jezeli wiecie to moze powiecie w jakiej kategorii i kto konkretnie byl nominowany?

wtorek, 27 maja 2014

Przemyslenia.

Jestem feministka. Razu pewnego, rok temu, "zarzucil mi" Monteki u siebie w komentarzu, ze jestem feministka. Nie bylby to byc moze zarzut ale... walnal to dosc dosadnie, dokladajac, ze jestem z tego sortu feministek podciaganych pod feminazistki. Wydaje mi sie, ze emocje mu puscily i pojechal za bardzo... mi emocje w tym momencie nie puscily, ale zastanowilo mnie to, co pisze o mnie i jak postrzega mnie drugi czlowiek.
Jestem katoliczka. Realizacja katolicyzmu wychodzi mi roznie, kwadratowo i podluznie... niemniej jednak utozsamian sie z tym swiatopogladem ( nazwijmy to wlasnie swiatopogladem). Czy mozliwe jest bycie katoliczka i przy okazji feministka? Otoz okazuje sie, ze jest to mozliwe. Feministki dzialaja w kosciele katolickim. Jedna z nich, dowiedzialam sie wlasnie, jest Elzbieta Adamiak. Tutaj znajdziecie ( dla zainteresowanych) rozmowe z owa pania i kilkoma jeszcze innymi ludzmi.

Co spowodowalo, ze przyznaje sie do faktu bycia feministka? Albo co spowodowalo, ze odkrylam w sobie ow fakt, ze feministka jestem? Tesciowa dobila mi przyslowiowego gwozdzia do trumny. Rozmowa z nia uswiadomila mi, ze mamy hektar poglodowy do siebie i pomimo tego, ze obie kobietami bez watpienia jestesmy , to obie inaczej swoja kobiecosc rozumiemy i realizujemy. Z pewnoscia na ow fakt roznic patrzenia na sprawe wplywaja nasze odrebne mentalnosci, historia , ktora nas uksztaltowala, przezycia i doswiadczenia zyciowe, a przede wszystkim potezna roznica pokoleniowa. Ona ma 88 latek, ja 44 - dziela nas dwa pokolenia. Dla mnie owa roznica w patrzeniu na sprawe, roznica pomiedzy nia a mna jest dowodem na to, ze ewoluujemy. Owa ewolucja nabiera tempa. PEDZI !

Nie jest tez prawda, ze to wlasnie li tylko tesciowa spowodowala we mnie wewnetrzny bunt i nasunela lawine przemyslen na wlasny temat. Jednym, ktory podgrzal mnie do przemyslen, byl wlasnie Monteki. Drugie zdarzenie to rozmowa z kolezanka, ktora od ponad 30 lat pracowala w przemysle ciezkim, tam gdzie faceci. I wstrzasnelo mna, ze jest licho oplacana.
-Jak to?
-No tak to. Mam polowe tego co mezczyzni.
-Nie rozumiem. Pracujesz 30 lat w przemysle ciezkim. Obslugujesz wiekszosc maszyn, w koncu naciskanie okreslonych przyciskow to robota nie tylko dla mezczyzn, to potrafia i kobiety. Faceci we wspolczesnych czasach nie dzwigaja, robia to za nich dzigi, traki, sztapla....przemysl ciezki wcale nie oznacza ciezkiej roboty i wyciagasz polowe tego co faceci? Ciezej pracuja kobiety w przemysle cukierniczym na tasmach, albo w kuchni w stolowkach, restauracjach.
-Tak. Zawsze tak bylo. Kokosow nie wyciagnelam nigdy.Oni zas tak.

Zdziwil mnie tez fakt, ze np.: na zachodzie kobieta prawnik ma mniej niz kolega po fachu.
- Jestescie kobietami. - Tlumaczyl Martin- Takie sa zalozenia abyscie zostaly w domach i spelnialy sie jako matki, zony. To ja mam zapewnic ci, wam ( mi i Marie) byt...

O zesz cholera ty jasna z tym swiatem!!!! A ja nie chce i co? !!! Nie chce, nie mam ambicji, nie keci mnie chociazby bycie kaplanem w kosciele katolickim, wiec poletka feministycznego nie bede uprawiac akurat tam. Do kosciola to ja ide odpoczac a nie sie narobic. Nie mam ochoty sluchac w konfesjonale o pokrzywionych ludzkich losach, ale aby o moim pokrzywionym losie posluchali juz mam ochote...egoistycznie wiec nie bede walczyla o feminizacje kosciola. Jak mi sie czegos tam zachce ,a bede czula ograniczenie to zawalcze... teraz czuje sie tam ok.

Uscislajac jednak. Fajnie jest kiedy moj maz zarabia na nasze potrzeby, ale niefajnie jest kiedy chcesz ta kasa zagospodarowac, stawiasz mu nawiasy stad, dotad i masz za plecami cerbera w postaci tesciowej, ktora dba o to, aby synek tych nawiasow nie mial. Krzywdze chlopa no...Chlopak pracuje wiec ma prawo do swoich finansowych realizacji tego czego chce. Niewatpliwie tak, ale skoro zalozyl rodzine to do jego forsy ma prawo i zona. No i tesciowa uznaje to moje "niby" prawo do jego forsy, ale nawiasy to mam sobie stawiac ja sama , a nie ja jemu. Niestety aby na WSZYSTKO nam starczylo do pracy chodze i ja. Niestety, pomimo mojego zarobkowania i kiedy najdzie nas bum prac wokol domu, nawiasy musza byc jeszcze bardziej zaostrzone, a moj maz tego nie umie, nie zna, nie potrafi.... i dostaje od mamusi zielone swiatlo zycia po swojemu, na tzw finansowym luzie. A ten finansowy luz, kiedy nie ma straszaka w postaci zony konczy sie z reguly poteznym minusem na koncie. Kiedy zas minus sie zdarza wtedy dobrze, aby zona ster w swe rece przejela. Wyciagnela....
Poklocilam sie z tesciowa. Powiedzialysmy sobie nawzajem ( najpierw ona mi, potem ja jej to oddalam), ze nie chcemy sie u siebie widziec. Czyli ja nie schodze do niej, ona nie przychodzi do mnie...

- Bo ty to jestes taka modna kobieta co? I to przez was , przez ta wasza mode sa te wszystkie rozwody. - Zarzucala mi tesciowa.
- Dziwne. Myslisz , ze w twoich czasach wiekszosc kobiet by sie nie rozwiodla?- Zarzucilam ja tesciowej.- Wyjscia nie mialyscie. Jedyna kariera jaka moglyscie zrobic to dobrze wyjsc za maz i miec dostawce pozywienia. Tego, kotry utrzymywal. Skoro utrzymywal, wiec mu sie sluzylo. Dogadzalo, dbalo sie o niego, bo gdyby go zabraklo wtedy bieda z nedza. Facet w rodzinie to jak Bog. Bez niego sie nie funkcjonowalo.
-No i tak ustalil Bog. I nie ma co prawa Bozego zmieniac. Kazdy z nas ma inne role.
- Nie wyobrazam sobie sytuacji , ze musze prosic faceta o kase na majtki chociazby.
-Przeciez nie prosisz. Martin nie wnika.
-Wiem, ze on akurat nie wnika, ale znam przypadki z twojego pokolenia gdzie kobieta ma teraz ponad 80 lat i facet jej grosiki wylicza chociazby na cukierki, albo na brakujaca garderobe. To ponizajace. I nie mow mi, ze tak wyglada szczescie i ona powinna pokornie glowinke spuscic i cieszyc sie, ze choc takiego co jej kase wylicza, ma, bo lepszy taki, niz zaden.
- Ty nic nie rozumiesz. Nic nie rozumiesz.... oni sa slabsi. My jestesmy silniejsze. Skoro sa slabsi maja pierwszenstwo. Silniejszy znosi slabszego.
- No ciekawa teoryjka. Skoro tacy oni slabi to czemu cale zycie siedzialas w domu. Trzeba bylo zapierniczac w kamieniolomach i na dom zarobic. Balas sie takiej ( jakiejkolwiek) pracy. Balas sie wyjscia do zakladu pracy. To bylo cos niespotykanego, a ze bylas zalezna od finansow kogos kto to zrobic potrafil , wiec znosilas go, znosilas czasami wiecej niz musialas. Przepraszam, zle sie wyrazilam...znosilyscie wiecej niz czasami musialyscie.
- Ty jednak niczego nie rozumiesz. Jestesmy silniejsze psychicznie. Znosimy wiecej. On ma prawo decydowania. Badz mu posluszna.
-Tak badz posluszna, milczy, on cie kocha , a skoro kocha to powinas czuc sie bezpieczna, sczesliwa....jestes bala, bala ( w polskim bala bala oznacza , ze masz kota).

No i w tym momencie nasza rozmowa sie zakonczyla. Ona wyprosila mnie, ja zapowiedzialam jej , ze widziec jej u siebie nie chce. Po czasie zrozumialam na czym polega to jej "kobiety sa silniejsze" . Ona nas, kobiety, stawia w pozycji aniolow. Istot wyzszego rzedu: wyrozumialych, madrych, cierpliwszych.... i skoro takie cechy posiadamy, to facet w koncu peknie. Zycie z aniolem , zycie w takim swietle przemienia.
Trudno, przyznaje sie bez bicia, JESTEM FEMINISTKA ( ale tak rozsadnie, rozsadnie...). Nie chce byc aniolem. Chce miec prawo do moich nastrojow , czasami niemilych nastrojow, do wkurzania sie od czasu do czasu, do niesprawiedliwych wybuchow... CHCE BYC CZLOWIEKIEM, i chec aby ten czlowiek obok mnie ( mezczyzna) umial to rowniez zniesc, jak ja znosze go. Nie chce byc aniolem. Chce miec prawo do niebycia chodzacym aniolem i ..... ba (!!!!!), chce miec prawo do bycia kochana taka, jaka jestem i chce aby mi w zyciu dobrze bylo. Nie wskocze wiec w role aniola, bo wiem ze do anielskosci mi daleko. A pozy tym niebycie aniolem bywa bardzo wygodne. I mezczyzni miewaja wygodne zycie.







sobota, 24 maja 2014

Nigdy sie nie dogadamy.

Aborcja to temat, na ktory spoleczenstwo, przynajmniej na tym poziomie wiedzy jaka posiadamy obecnie, nigdy sie nie dogada. Temat nie do rozstrzygniecia. Swiatopogladowo to ograniamy, a kazdy ma prawo do swojego, wiec ogarnia to po swojemu. Brak mi dostatecznych dowodow na to, ze aborcja jest zlem. Nie znajde nigdzie jednoznaczynych argmuentow na "nie dla aborcji". Czuje to po swojemu.

Pewne wypowiedzi kobiet dlaczego aborcja powinna byc legalna mnie draznia. Draznia mnie te wypowiedzi, ktore swiadcza jednoznacznie o egoizmie pani poddajacej sie zabiegowi. Inne powody zwiazane z podjeciem decyzji o aborcji jestem w stanie sobie wyobrazic. Natomiast argumenty, ze pani i pan nie sa dostatecznie przygotowani na przyjecie potomstwa, albo, ze cos innego stoi im na drodze, nie przekonuje mnie absolutnie..."Nie cykajcie sie wiec"- bym im odpowiedziala.

Polecam.

czwartek, 27 lutego 2014

Kompleksy.

Tam, gdzie pracuje, pracuje pewien Polak, ktory zyje w Niemczech ponad 30 lat. Dzwiny gosc. A moze jednak nie? Moze jest wlasnie pewnym szablonem Polaka mieszkajacego na zachodzie? Przychodzi ten pan do mojej trudnej wspolpracownicy. Lubi ja. Ow fakt bardzo mnie dziwi. No wlasnie, jak mozna lubic "kogos takiego"?
Rozmawiaja sobie czasami, zartuja. Musze przyznac, ze kolezanka, kiedy czuje sie wyluzowana, potrafi tryskac humorem. Rzadkie to, bo rzadkie, ale jednak sie zdarza.
Kolega Polak nie wiedzial zem Polka, az do czasu....
- Bo Polacy to durnie. Przyjezdzaja na zachod i pierwsze co ich nakreca to kupienie sobie wypasionego auta. Nie patrza czy potem beda mieli co do garnka wlozyc. Sam taki bylem. Kupilem dobry woz, a potem wraz z wozem pilem caly miesiac benzyne, bo najpierw trzeba bylo miec forse na uruchomienie auta. - Peroruje rodak. Hm...przypisywanie pragnienia posiadania super auta Polakom bardzo mnie dziwi, zyje w koncu z Niemcem i wiem, ze u niego wyglada to podobnie. To nie jest przypadlosc typowo polska. Dlaczego Polacy sobie dopisuja , albo sami naklejaja sobie pewne etykietki? Nasluchali sie od tubylcow?
- Gdzie jedziesz w tym roku na urlop?- Zagaja moja wspolpracownica. Moze chce zmienic temat? Nie wiem.
- Jak to gdzie? Jak zwykle do ojczyzny, do Austrii.- Odpowiada chlopie.
-Tak?- Pytam- Ja tez zawsze jezdze na urlopy do ojczyzny... do Polski.
Kolega zdebial. Kiwnal glowa i ....- Ja nie Polak. Ja Slazak jestem.- Dodal.

Od tego momentu znajomi w pracy pytaja mnie co slychac nowego w mojej ojczyznie, czyli w Austrii.
Zakompleksieni jestesmy. Nie nalezymy do narodow, ktorym sie finansowo powodzi. Wyjezdzajac za dobrami materialnymi tracimy ojczyzne. Nie jest latwo zyc bez ojczyzny. To tak, jak zycie u dobrej cioci w jej domu. To nie to samo co zycie we wlasnym. To zawsze bedzie dom cioci, to ona ustala reguly gry pod jej dachem. Moze miec humory i ...powiedziec ktoregos dnia: " A teraz dosc. Pakujesz manatki i jazda do siebie". Ciocie trzeba szanowac i liczyc sie z jej zlym nastrojem.

Kto nam wmowil pewne kompleksy? Sami sobie winni jestesmy?
Pamietacie, a moze i nie, mlodziezowa grupe popowa zwaca sie Blog 27? Grupa skladala sie z dwoch muzykujacych dziewczyn; Toli Szlagowskiej i Julii Boratyn. Dziewczyny robily kariere. Koncertowaly z Tokio Hotel w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Ich klipy pokazywala niemiecka Viva i RTL. Pierwszy album rozszedl sie w nakladzie 250 tys ( we wspolczesnych czasach to wyczyn!) egzemplarzy na calym swiecie i wyladowal na liscie bestsellerow w Japonii. Same dziewczyny mowily, ze wraz ze wzrostem popularnosci na swiecie spadal ich ranking wsrod Polakow. Zamiast doszukiwac sie w nich mocnych stron, polski swiatek skupial sie na bledach i niedociagnieciach. Doszukiwal sie tego, co zle. Zagraniczna kariera dziewczyn nie byla jednoznaczna z entuzjastycznym przejeciem we wlasnym kraju. Jak to Tola Szlagowska stwierdzila; mamy pewna blokade mentalna, ktora sciaga nas w dol i nie dopuszcza do sukcesu.


Obecnie kariere niekoniecznie trzeba robic w TV i na scenie. Wystarczy, ze glosno o kims w necie. Mamy wybranych przedstawicieli na konkurs Eurowizji. Youtube zarejestrowalo ponad 16 milionow klikniec w video polskich reprezentantow.


Czy mamy powod do dumy i trzymania kciukow, czy...znowu wszystko do dupy i nie tak?

niedziela, 2 lutego 2014

Mezczyzni mojego zycia.

Zabrzmialo jakos tak, jak podsumowanie koncowki zycia... Chce sobie o nich popisac.

*Dziadek.

Trudno mi o dziadku pisac w oddzieleniu od babci. Wiecej wspomnien mam zwiazanych z babcia niz z dziadkiem. U dziadkow bylo poczucie bezpieczenstwa, spokoj i milosc.... Kiedy sobie mysle jaki dom chcialabym miec, to od razu przychodzi mi na mysl wlasnie atmosfera siedziska moich dziadkow. A przeciez ich zycie nie minelo bez trudnosci, kataklizmow skad wiec to cieplo?
Dziadek byl facetem dajacym poczcuie bezpieczenstwa. Wiedzial z kim i w jakie wchodzic interesy, aby zapewnic rodzinie poczucie finansowego komfortu. U nich nigdy niczego nie brakowalo. Ciezko pracowal, ale i posiadal...zreszta nie tylko on- cala rodzina ( zona , dzieci). Mlodosc mial biedna - zmarl w dostatku. Babcia kojarzyla mi sie z luzem, dziadek z dyscyplina...dobrym rodzajem dyscypliny. Nieupierdliwym rodzajem dyscypliny. Po prostu przy nim wiedzialo sie czego nie wolno, umial wyznaczyc granice. Co nie mialo najmniejszego zwiazku z uczucimi jakimi nas- wnuki- obdarzal. Ogolnie dzaidek byl fajny...niestety pod koniec zycia bylo nam dosc trudno sie z nim dogadac. Nie tylko spora roznica pokolen odgrywala w tym role, ale i postepujaca demencja.




* Ojciec

Powiadaja, ze o zmarlych nie powinno mowic sie zle. A co zrobic, kiedy nie wychodzi do konca? Zamilknac, czy jednak? Hm...chwila wahania?

Ojciec to facet, ktory pokazal mi zycie na zewnatrz...nauczyl zalatwiania spraw i ...zostawil. Nauczyl dopinac swego, kiedy biegalo o urzedy. Wyrabial odwage. Nie dawal mi wsparcia nazwiskiem, przeciez tyle mozna bylo wydebic w wielu miejscach ze wzgledu na to wlasnie. Kiedy przychodzilam do niego i mowilam , ze moglby mi pomoc, zrobic droge to z reguly slyszalam, ze nie moze. A inni twierdzili, ze moze sporo, bo im wlasnie sporo ulatwil. Dla obcych byl na "tak" , dla swoich na "nie". Do tego naduzywal jednego slusznego trunku walacego w leb i na glebe. Uodpornil mnie na inwektywy, splywalo zawsze jak po kaczce i przy okazji wyrobil we mnie zdanie , ze kiedy zaloze wlasna rodzine to nie bede wyzywala swoich dzieci. Ojciec nie dawal nam poczucia bezpeiczenstwa, wrecz jej niszczyl i pomimo sporych jego dochodow do domu trzeba bylo zawsze dokladac. Mial kochanki. Ostatnia, cztery lata przed smiercia byla starsza o trzy latka ode mnie:( Spowodowal, ze do zwiazkow, jako takich nigdy sie nie rwalam.... Facet to wrog.




* Maz

W sumie pomiedzy byli jeszcze jacys mezczyzni. Krok po kroku pokazywali mi , chyba, ze facet to niekoniecznie swinia... Jedni zaslugiwali na wieksza, drudzy na mniejsza uwage...
Martin pojawil sie w moim zyciu kiedy mialam 33 lata. I.... trudno mi to jakos sensownie opisac. Domator... zaangazowany w rodzine. Obawiam sie czasami powiedziec glosno, ze czegos potrzebuje, czegos mi bark, o czyms marze, bo od razu, na drugi niemal dzien, moge to znalezc u nas w domu.... Zakupi chocby to mialo pochlonac ostatni grosz. Potrzebujesz- masz. Czesto sie z tego powodu spieramy. Nasze spojrzenie na oszczedzanie jest tak odmienne, jak slonce i ksiezyc. Ja nauczona z malej michy, on z duzej. Bardzo pracowity czlowiek ....w domu naprawi prawie wszystko:))
Pamietam taki dziwny czas w naszym malzenstwie, na jego starcie, kiedy zaczela na horyzoncie pojawiac sie byla partnerka mojego meza. Laska probowala go odbic ( szlo o forse ). Szczerze powiedziawszy to byla niezla proba dla nas obojga. Utrzymamy sie, czy pierdyknie to wszystko? Ujal mnie moj malzonek tym, ze od razu pokazywal zdecydowana postawe. Nie odbieral telefonow, nie dawal sie nabierac na podsylanie jej dzieci, bo pragnely kontaktu z nim ( przyszywanym ojcem). Czasami nawet sama zdziwona bylam, ze przeciez ona to ona- pal licho, ale te dzieci...wtedy slyszalam, ze to chwyty, ze on ja zna. Nie raz to obserwowal, ale stosowane na prawdziwym ojcu, coby wiecej kasy otrzymac. Trwalo to troche z owa ( bardzo seksowna- musze przyznac) jego byla panienka. Ostani raz sprobowala wtedy, kiedy urodzila sie nam Marie....odpuscila. Wlasnie to jego zdecydwanie, zdeterminowanie...kurcze, po prostu ten czlowiek wie czego od zycia , losu chce i mu sie to staje chocby galy sraly.... Nie gada mi czesto, ze mnie kocha, kocha i kocha, bo uwaza, ze mi to pokazuje codziennie. I po tych latach spedzonych razem dochodze do wniosku, ze faktycznie tak jest. Pomaga w spelnianiu moich pragnien, choc nie przecze, ze na poczatku, w fazie docierania sie, trudno nam bywalo...nie kumal np.: mojej potrzeby pojscia do pracy...
Jest zabawny. Moje wyimaginowane problemy sprowadza do poziomu lekkosci i niebytu.... Smieszy mnie i Marie, kiedy np.: w sklepach chodem udaje "cieplego chlopca" ( oczywiscie przerysowuje bardzo....), albo faceta cool z guma w dziobie.... Smieszy mnie, kiedy rapuje i kiedy celnie okresla przywary innych... w tym i moje... Ogolnie jest ...pozytywnie:)))



środa, 22 stycznia 2014

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz.



Ostatni post u Smurffa natchnal mnie do opisania pewnej mojej, naszej ( Martina i mojej ) przygody z policja. Opisywalam to na onetowskim blogu, ale przepadl, wiec powtorze, bo zalinkowac nijak sie nie da.

Bylismy jakies 2 lata po slubie. Sporo w tamtym okresie podrozowalismy do Polski. Troche mi sie cknilo za pozostawionymi ludzmi i miejscami. Martin tez lubil te wypady...zawsze to cos innego, nowego. Poniewaz sporo kilometrow przewalalismy, a podroz do Polski to nie pestka, wpadlismy na pomysl, aby zakupic jakis stary, niedrogi woz. Postawic go w Polandii. Latac samolotem, skarcajac czas podrozy ( czesto bilety lotnicze byly tansze niz paliwo), a u celu miec pojazd coby sie nam poprzemieszczac po kraju pozwolil. Stalismy sie (tzn. ja sie stalam) posiadaczami 12 letniego forda.
Razu pewnego, bedac akurat w moim rodzinnym kraju, mama zaczela nas nakrecac do odwiedzenie mojej siostry mieszkajacej w duzym miescie oddalonym okolo 160 km od Ostrody. Chciala pozbyc sie kilku jej ciuchow. Wpakowac nam to do auta... dzieki czemu w mieszkaniu ubylo by pare gratow. Nie czekala dlugo. Namowic dalismy sie od reki. Zaladowalismy samochod i jazda. Po drodze zahaczylismy o Mac Donalda zakupujac porcje frytek i cole- wiadomo , odzywiac nalezy sie zdrowo. Nie robilismy postoju. Zjesc zamierzalismy podczas jazdy.
-Tutaj, za tym pagorkiem czesto stoja psy. - Belkotal Martin z buzia pelna frytek. Polskie okreslenie na policjantow znal doskonale, w koncu zone mial Polke. - Musze spuscic noge z gazu. Kiedys wracalem akurat od ciebie i mandat w tym miejscu zarwalem.
Powiedzial, ale czy zrobil tak, jak mowil? Pojecia nie mam, bo na zegar odmierzajacy predkosc nie spojrzalam. Wyjezdzamy zza gorki...a tu ...ups! Slonce w oczy nam zaswiecilo i pomaranczowy, czy tez czerwony lizak dal znak aby zjechac na pobocze.
- Gowno!- Syknal Martin.- Przeciez spuscilem noge z gazu! Sama widzialas.
-Nie widzialam.
-Jak to? Mowilem przeciez, ze oni tutaj czesto stoja i ze musze zmniejszyc predkosc.
-Mowiles, ale nie zerknelam czy to zrobiles.
-O boze! O boze!...- Poddenerwowany malzonek wyciagnal papiery i ruszyl w kierunku wladzy. Dziwne, bo na zachodzie wladza podchodzi do zatrzymanego. Truchtajac podazylam za nim.

- Nie jechalem tyle!- Wkurzony maz tlumaczyl policjantom.
-Co on mowi?- Dopytywali sie chlopcy radarowcy.
-Mowi, ze nie jechal tyle.- Przetlumaczylam.
-Aha!? Tyle tzn ile?- Dociekliwie zagaili drogowcy.
-Tyle za ile go zatrzymaliscie.
- Kazdy zatrzymany tak mowi. Mozna bylo 50 , mial na liczniku 70.-Komentowali rzeczowo i pokazali policyjny radar.
-Macie stary sprzet.- Burzyl sie Martin. - Gdzie tu przebieg mojej jazdy? Moje numery rejestracyjne? Mozecie mi na tym sprzecie wcisnac kazdy kit. Moze zachowaliscie pomiar z poprzedniego auta?
-Co on mowi?- Padlo znowu.
-Mowi, ze byc moze robicie go w konia. Macie przestarzaly sprzet.
-Niech on sie tak nie stawia.-Przestrzegl jeden.
- Martin plisss...spokojnie. Wez oddech...-Prosilam meza.- Nie czupurz sie. Potrzebne ci problemy w obcym karaju z prawem?- Martin oburzony odwrocil sie i poszedl do samochodu.

- Panowie. - Probowalam jak umialam.- Nie bardzo chce mi sie wierzyc, ze on jechal tyle, ile wy podajecie, bo.....- zawiesilam glos, szukajac jakiegos sensownego wyjscia z danej sytuacji- nam inni kierowcy dawali znaki swiatlami, ze tu stoicie. Debilem trzeba byc, aby to zlekcewazyc. Nie byliscie dla nas zaskoczeniem. Zaskoczylo nas tylko to, ze jednak musielismy zjechac na pobocze. - Moi rozmowcy zaniemowili. - Poza tym.- Kontynuowalam.- On jest troche wzburzony, wiec calkiem mozliwe, ze za moment wcisnie gaz i...zostawi mnie wam na karku, a blisko do domu to ja nie mam.
- Nic z tego. Wypisujemy mandat.- Zakomenderowal straszy spuszczajac lekko z tonu.- Wszyscy zatrzymani nie sa zadowleni i probuja nam wmawiac, ze tyle to oni w zyciu, a gdzie tam, jak to mozliwe...
- E...nie przesadzajcie. Nie zdarzylo wam sie nigdy spotkac takiego, ktory od reki wyjal dokumenty i bez gadania przyznal sie do przekroczenia predkosci?
-Hm... kilku by sie znalazlo.
-No wlasnie. Nie taki swiat straszny panowie, jak go maluja. Do sedna jednak, ile to bedzie kosztowac?
-200 zl.- Odpowiedzial mlodszy i wyjal bloczek z mandatami.
-O kurcze!!!! 200 zl!? Tacy drodzy jestescie?
-yhy.
-To moze wypiszcze mi mandat kredytowy. Zaplace po dojechaniu do bankomatu. Gdzies na poczcie dokonam wplaty. Kurcze 200 zl! No nie mam, a musze jeszcze zatankowac.- Mysle, ze Bog wybaczy mi te drobne klamstewka.
-Kredytowy mandat w jego przypadku nie wchodzi w gre. Jest obcokrajowcem, wiec musi placic gotowka.
- Czyli jestesmy urzadzeni. Zostajemy z wami. Jakzesz ja sie ciesze !! Moze jakis namiot macie (?)...rozbijemy sie nieopodal.
-Ile pani ma?
-Stac mnie na 50 zlotowe szalenstwo.
-Dobrze...- Zastanawial sie starszy. Mlodszy odszedl na bok.- Wypiszemy mu postoj w zatoczce dla autobusow. To bedzie jakies 50 zlocisza. Rafal chodz! Wypisuj.
- Imie i nazwisko kierowcy?
- Frischer Fritz Hähnchen.
- Jak? Moglaby pani jeszcze raz powtorzyc?
- Frischer Fritz Hähnchen.
- Frrrr...i szszszszerrr Frizzzzzz...
-Fritz
-Frizzzzzzt.......kurna .Trudne.
-Fritz.- Korygowalam.
-No mowie ...Frizzzzt.
-Nie mowi pan. Moze sama wypisze ten mandat?- Zaproponowalam.- Szybciej bedzie.
Policjant podal mi bloczek mandatowy i po minucie bylo po sprawie.
-Poczeka pani chwileczke.- Rozejrzal sie na boki, czy nikt nie widzi- Niech mi pani to jeszcze do notesu wpisze. Taka procedura.
Wzielam notes...wpisalam dane Martina. Podziekowalismy sobie i ...komu w droge temu czas.

-Ales ty byla dla nich mila.- Zjadliwie zauwazyl maz.
-Normalna bylam. Mialam sie na nich z piesciami rzucic bo nieslusznie cie oskarzyli?
-Co wy zescie tam tak dlugo robili?
-Dane twoje spisywali, bo po okazaniu zabrales dokumenty ze soba. Troche to trwalo.

Cover


Oryginal


sobota, 21 grudnia 2013

Dwa swiaty.



Wczoraj wybralismy sie w dluzsza trase. Nie lubie autostrad. Pomimo tego, ze kiedy jade sama potrafie dac gaz do dechy, tak autostrad- miejsce, na ktorych z gazem mozna sobie pofolgowac ( szczegolnie na niemieckich autobanach, poprzez brak gornego ograniczenia predkosci)- nie lubie. A nie lubie, bo tam wszyscy naparzaja... eM traktuje takie jazdy czesto bardzo emocjonalnie. Po otrzymaniu przeze mnie prawa jazdy stalismy sie oboje ekspertami w jezdzie samochodem. Bez spiec i wzajemnych pouczan sie nie obylo, az doszlismy do wniosku, ze to sensu nie ma. Trzeba nasze style jazdy wzajemnie zaakceptowac i bedzie gralo. Gra na razie roznie, ale powoli idzie ku dobremu.
Siedze wiec sobie spokojnie obok miejsca dla kierowcy i kiedy nie mamy nic do obgadania pograzam sie w swoim swiecie przemyslanio-medytacji. Wczoraj przemysliwalam cos chyba dosc intensywnie ...
-Taka sama maszyna.- Relacjonuje eM
-Co? Jak? O co chodzi?- Dopytuje.
-Maszyna taka sama.- Powtarza maz.
-Ktora???- Dziwie sie tak, jakbym nagle znalazla sie na wykladzie z fizyki jadrowej, czyli w ktorym kosciele dzwoni i o co ci czlowieku chodzi?
-Ta przed nami- Przed nami jechal podobny do naszego samochod.-210 i dalej nie podskoczysz. Ten sam silnik.
-Scigales sie?
-Oj tam...od razu scigales. Sprawdzalem tylko. Chcialem go dogonic, ale widocznie mial tyle samo na liczniku co i ja. Udalo mu sie utrzymac dystans.
-Poluz dwie rece na kierownicy.-Proponuje podejrzliwie, weszac co tez zlego moze sie wydarzyc. Dryg drugiego kierowcy sie uruchamia. Jedzie 210 prowadzac jedna reka. I co z tego, ze ma dlugoletnia praktyke na wszelkich mozliwych pojazdach?
-Spokojnie. Panuje nad tym.


Wyladowalismy w graniczacym z Niemcami holenderskim miesie. Noeonowo bylo bardzo, swiatecznie i milo. Lazac po miescie ( starowce) natknelismy sie na kram z patelniami. Sprzedawca, pan po piecdziesiatce, reklamowal towar duszac warzywa, smazac nalesniki nie uzywajac przy tym tluszczu ... Zagail do nas.
-Nie rozumiem.... Niemiec- Krotko i zwiezle informuje eM. Mezczyzna z miejsca przerzuca sie na niemiecki. Mowi poprawnie z holenderskim akcentem. W wyniku jego zachet nabylismy mala patelnie.
-Mamo. W jakim on jezyku na poczatku mowil?- Na Marie przezyta sytuacja zrobila niemale wrazenie.
-W holenderskim.
-Hm....- dodala po chwili namyslu.- My tez jestesmy dwujezyczne, wiesz?- Stwierdza dumnie.
Dziecko moje uklada sobie klocki zwace sie zyciem... Na ten moment sa to male klocuszki. Fajnie, ze se swiat do jako takiej kupy sklada- nie raz sie on jej rozpadnie, ale co tam.... na jakims klocku trzeba, na dana chwile, stanac:))







sobota, 13 lipca 2013

Tajemnice.




Chyba mam dobry kontakt z wlasnym Dzieckiem...chyba...powierza mi wszystkie swoje tajemnice. Wychodzi na to, ze mi ufa.

Ostatnio wyskoczyla z tekstem:
-Mamo. Cos Ci powiem, ale...nie mow tego tacie. Obiecujesz?
-Obiecuje. ciekawe czegoz to tata nie powinien wiedziec?
- Bo Lars , ten z przedszkola, powiedzial, ze jak dorosnie to sie ze mna ozeni.
-Moze jednak lepiej powiedziec o tym ojcu. Niech wie, ze powoli kase trzeba na weselisko zbierac.
-Nie mow. Prossssssssssssze!
-Nie powiem, spokojnie.

Obiecajcie mi, ze nie opowiecie o tym mojemu mezowi.:)) Chyba Wam ufam, skoro TAKIE TAJEMNICE Wam wyjawiam, jak uwazacie? (P)


Po czasie sprawa sie skomplikowala. Okazalo sie, ze Lars ma zamiar posiadac wiecej zon. Obiecuje, ze hajtnie sie nie tylko z moja Corka, ale i z jej przyjaciolka. Zesz cholera...trzeba sie temu Larsowi przyjrzec. Marie sytuacja wcale, ale to wcale nie przeszkadza...mi lekko uwiera.



piątek, 24 maja 2013

Ojcostwo.

W sumie trudno mi o tym pisac, bo nie wiem jak to wyglada od meskiej strony. Moge poprzec sie tylko tym, co widzialam, zaobserwowoalam, przeczytalam.

Babcia moja powiadala, ze facet dla dzieciaka to jak byk dla cielaka. Zrobil swoje i .... jego role mozna uznac za skonczona. Nie wiem. Za malo przezylam(?). Doswiadczylam(?).

W nauce kosciola katolickiego sporo mozna na dany temat odnalezc. Nie chce jednak tylko z tej strony do problemu podchodzic.

Osho w swojej Ksiedze mezczyzn na temat ojcostwa powiedzial cos takiego:
"Instytucja ojca zostala wprowadzona przez ludzi. Nie jest ona wytworem natury. Pewnego dnia moze zniknac, nie istniala bowiem od poczatkow dziejow ludzkosci. Przez tysiace lat ludzie obywali sie bez instytucji ojcostwa.
Moze cie zaskoczyc informacja, ze slowo "wuj" jest starsze niz slowo "ojciec", poniewaz matriarchat poprzedzal patriarchat. Matke mozna bylo zawsze zidentyfikowac, natomiast ojciec dziecka mogl byc nieznany. Kobieta bowiem spotykala sie i laczyla z wieloma mezczyznami. Ktos musial byc ojcem , lecz trudno bylo stwierdzic, ktora to osoba. Wszyscy wiec potencjalni ojcowie byli wujami.
Instytucja ojcostwa pojawila sie wraz z powstaniem wlasnosci prywatnej. Ojciec reprezentujacy wlasnosc prywatna chcial, by to jego dziecko stalo sie dziedzicem posiadanych dobr. " Ja juz nie bede zyl. Jednak moje dziecko, ktore jest czescia mnie samego, powinno odziedziczyc moja wlasnosc". Najpierw pojawila sie wlasnosc prytwatna, a potem uksztaltowala sie instytucja ojcostwa.
Mezczyzni chcieli miec pewnosc, ze:" To jest moje dziecko". Z tego wzgledu we wszystkich niemal spolecznosciach obowiazywala regula, ze kobieta do chwili zamazpojscia musi zachowac dziewictwo. Dziewictwo zostalo narzucone kobietom, by mezczyzni uzyskali pewnosc, ze dziedzicem wlasnosci zostanie naprawde ich dziecko.
Instytucja wlasnosci prywatnej stworzyla ojcostwo, rodzine oraz spowodowala, ze mezczyzna stal sie wlascicielem kobiety. "


No dobrze, niech mu bedzie...kiedys dawno, dawno bylo tak, teraz zas jest siak.... i niestety, lub stety instytucja ojcostwa sie rozwinela. Sami sobie faceci dowalili- nazbierali skorup, garow, swiecidelek, muszelek i.... skoro tak im zalezalo na wlasciwym genetycznie "przyszlym posiadaczu" ich dobr, wiec maja to, czego chcieli. Wydaje mi sie, ze we wspolczesnej wlace o byt pozostawianie kobiety z dzieckiem jest swinstwem. Wychowywanie dziecka ludzkiego (homo sapiens) jest sprawa najdluzsza wsrod wszystkich gatunkow zamieszkujace nasza planete. To nie jest sprawa jednego sezonu...to TRWA!!!
Prawda jest tez i to, ze facet do swej roli dojrzewa powoli. Nie bierze sie to ot tak sobie. Kobieta ( standardowa kobieta) zachodzac w ciaze jest juz niejako przygotowana do kochanie dziecka. Ona je kocha. Facet uczy sie tego poprzez fakt przebywania z maluchem. Kiedy go nie ma, nie ma ojca, nie rodzi sie tez wiez. Dziecko pozbawione jest rowniez tego, co przwezywa, doswiadcza wiekszosc jego rowiesnikow.

Naukowcy twierdza, ze ojcowie wyzwalaja w dzieciach radosc zycia. postac ojca niemal zawsze kojarzy sie dziecku z jakas forma radosci: badz to wesolej, wspolnej z ojcem zabawy we wczesnym dziecinstwie, badz to z roznymi gratyfikacjami jakimi ojciec moze obdarzyc swoje dzieci w okresie ich dorastania. Satysfakcjonujace kontakty z ojcem sprzyjaja ogolnemu rozwojowi dziecka, sluza ksztaltowaniu otwartej postawy wobec ludzi, wyzwalaja aktywnosci i wlasnie radosc zycia. Mowi sie w badanaich naukowych, ze dojrzewanie chlopcow wychowywanych przez samotne matki jest trudniejsze. Wiecej w nich napiec, konfliktow i cierpien. Chlopcy ci silnie odczuwaja brak ojcowskiego wsparcia, ktore daje poczucie bezpieczenstwa i asekuracje psychiczna- elementy nieodzowne w trudnym procesie stawania sie mezczyna.

Natomiast problem wspolczesnych ojcow to ich ciagla nieobecnosc w rodzinach...zapracowanie, porzucanie, uzaleznienia lub inne.

Zrodlo: "Ojcostwo jako wartosc. Studium empiryczne" Zofia Dabrowska.






* "Jeżeli światu grozi zagłada, to zasadniczym jej źródłem jest kryzys męskiej miłości i męskiej odpowiedzialności, który jest zarazem kryzysem ojcostwa". /dr Jacek Pulikowski/

*"Pozytywne spojrzenie na ojcostwo jest dziś tak samo ważne, jak szacunek z jakim odnosimy się do macierzyństwa". /dr Joseph Meany/

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Faceci sa jacys dziwni.

Dobrze, ze swieta sie koncza. Niedobrze, ze za moment  trzeba zwlec sie do pracy....Fajne jest slodkie lenistwo. Niefajnie, kiedy ono sie przedluza.... Kiedys do tej roboty trzeba sie jednak zwlec.

Fajnie, ze w te swieta nie musialam sie "narobic". eM dzialal...niefajnie, ze trzeba bylo poprawiac po eMie.

Kwiaty na swiateczny stol i slodycze od zajaca dla Malej zakupione. Spisal sie facet.....bez gadania i podpowiadania.


Obrus- co prawda na lewa strone, ale ....zalozony. Kurcze, zeby prawej od lewej nie odroznic? OK- nie bawmy sie w szczegoly, powiedzmy, ze sie zdarza....

Zgrzewka jaj (30 sztuk) zakupiona, ugotowana i pomalowana, jak na swieta wielkanocne przystalo, tylko....kto to przerobi?? Kiedy po nocnej zmianie oko swe otwarlam, to myslalam, ze mnie jeszcze nocna mara nie opuscila i halucynacja jaka , czy co innego, dopadlo. Zeby nam jaj na swiatecznym stole nie zabraklo,  eM zakupil 30 "jajow" ugotowal i wymalowal. W nadgorliwosci swej, dokupil jeszcze 6 sztuk juz poddanych procesowi farbiarskiemu.... Co Wam powiem, to Wam powiem- mam przesyt jaj. Wczoraj 5 wszamalam.... wywalac nie chce. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze ja mu przed zasnieciem polozylam 10 sztuk do obrobienia. Przygotowalam farby, aby Dziecie ucieche mialo i pomimo wszystko zrobili inaczej. Dziwni ludzie ci faceci.
W zwiazku z meskimi dziwnosciami, przypomniala mi sie opowiesc kolezanki o jej obecnym mezu. Hajtali sie sporo po trzydziestce. Przyszly maz przyjechal do niej na urlop.
-W czym ci pomoc?- Pyta.
-Nic nie rob. Wroce z pracy i ustalimy co i jak. .- Zapodaje kumpela swojemu przyszlemu.
Wraca z pracy i nogi sie pod nia ugiely. Chcial byc pozyteczny ten jej przyszly. Upral i wygotowal fierany. Fierany, na ktore dziewczyna zbierala ponad rok...z jedwabiu japonskiego, czy jak mu tam. Drogie po cholerze ....jedno nieudolne pranie, a w sumie gotowanie, fieranki wykonczylo. Tak sie sklocili, ze rozstali sie na jakies 3 miesiace. Prawdziwa milosc przetrzymawszystko, nawet jedwabne fieranki i nadmiar jaj.

Mloda dumna ze swoich zajecy:) Ustawia je wszedzie. Bajki z nimi oglada. Marie wpadla na pomysl. Poprosila babcie aby jej kartke napisala. Owa kartke przykleilo Dziecie na drzwi swego apartamentu.
"Mamo i Tato"- zaczyna sie tresc.-" Czy moglibyscie, prosze, nie wchodzic do mojego pokoju?"
-Dobrze.- Mowi spokojnie ojciec.-Ja w to wchodze. mnie nie interesuje, co sie w twoim pokoju dzieje, ale zaraz przypne na drzwiach naszej sypialni kartke abys w nocy do nas nie przychodzila. Nawet mi sie to podoba, to twoje podejscie do prywatnosci.
-Nie! -Krzyczy Marie- Wy nie mozecie do mnie przychodzic, bo mam duzo pluszakow i mozecie na ktoregos nadepnac.
-To je sprzataj i nie trzymaj na podlodze.
-Nie!- Nie odpuszcza Mala.-Wy nie mozecie miec przede mna tajemnic.
Matko ty moja, coz za cerbera mamy. zazdrosnika jednego....

Po czym pod stolem, urzadzila swoj swiat. zaraz spadam, bo mnie Corka na kawe do siebie zaprasza. Choc my, dorosli, juz kawe wypilismy. Zastanawiam sie, czy nadmiar kaw nie bywa szkodliwy?


Troche muzyki. Chrzescijanski rap, jako echo poprzedniego posta.

sobota, 9 marca 2013

Powracajaca fala.

Zanim przejde do meritum, chcialabym podzielic sie pewnym wkurzajacym mnie spostrzezeniem: jak mozna miec zrabany nastroj z powodu tego, ze "nasza" druzyna rypie mecz? Pierwsza polowe przegrali.

Ciagnac watek edukacyjno- wychowawczy, kiedys zastanawialysmy sie z kolezankami na przerwie w pokoju nauczycielskim, ze uczymy te dzieciaki takich pierdol. Tyle zbednych informacji im przekazujemy, a nikt nie uczy ich (nas) jak sobie radzic w zyciu. Jak to zycie godnie przezyc omijajac wszystkie "zasadzkas". Wedlug mnie najwiekszym uniwersytetem jest zycie- wiem, ze nie glosze zadnych wyjatkowych maksym. Wiem, ze to wiecie....

Dostalam mandat. Dawno, w grudniu... Po pracy... zamyslilam sie o Marie i nie spuscilam nogi z pedalu gazu. Jakaz eM mial ucieche, szkoda gadac. Facet byl w skowronkach, bo ja mu czesto gledze, ze za szybko jezdzi. Na prawde za szybko.Raz mial juz prawko wstrzymane na pare tygodni bo przekroczyl predkosc , ze ho, ho, ho! No ale z drugiej strony, komu ja to gledze...komus kto moze jezdzic wszystkimi poruszajacymi sie maszynami oprocz motora. 
-Umiem jezdzic trakiem- Chwale sie, bo ja sie lubie chwalic. 
-Hm...gratuluje, ale na miasto by cie nim nie puscili, co?
-A to mozna po miescie tym czyms?
-Czasami mozna. Czasami jest taka koniecznosc, ale wtedy jedzie ktos kto ma specjalna grupe w prawie jazdy.
-A ty mozesz?
-Wez przestan. Pewnie, ze moge
- Nie. Wiesz? Ja to tak tylko -cos tam przewiesc, sciagnac z gory, ustawic...takie tam....

Wracajac jednak do mojego mandatu i radosci eMa. Opowiadal raz mamusce jak to zona zarypala 30 euro. Nie, nie w tym celu aby sie dowartosciowac- choc moze, kto tam wie, moze aby usprawiedliwic swoje niedociagniecia? Nie chce dochodzic. Powiedzial mi potem, ze cieszyl sie, ze nie jestem taka perfekcyjna. No w kazdym badz razie, nie na reke mi bylo, aby akurat tesciowa znala moje niedociagniecia. Ona zapominalska, wiec byc moze z glowy jej to juz wylecialo.
Tego samego , radosnego dnia i toczenia opowiesci o potknieciu perfekcyjnej zony, ruszylismy w droge...jedziemy sobie...jedziemy....na autobanie nie powinno sie nic wydarzyc, bo tam ograniczenia predkosci sa nieczeste...i eMowi nagle jasnosc sie z radaru zrobila. Obezwladniajace swiatlo go oslepilo i powalilo z siedzenia. 
-Ile tam bylo dozwolone?!!- eM wpada w lekki poploch.
- Nie widzialam. Jacys dwaj cywile sie tylko na poboczu krecili.
-Moze to burza nadchodzi i blysnelo?
-Grzmotu nie slyszalam...
-Zesz cholera by to wziela. Czlowiek sobie spokojnie jedzie, a tu jakies blyski go z rownowagi wyprowadzaja...
- He! Powrocilo do ciebie.- Wyglaszam proroctwo jak prorok.
-Co powrocilo?
-Nauka.
-Co ty gadasz?
-Powracajaca fala. Gadales matce o moim mandacie. Widocznie intencje tego gadania byly "nieczyste" i sie zapowrocilo. Zyciowa nauka.
-Ale dlaczego akurat mi? Ty tez mi gledzisz, ze za szybko jezdze, gledzisz o moich mandatach. 
-Moje "za szybko" w porownaniu do twojego "za szybko" wysiada. Grzeczna jestem i dlatego pojde do nieba.  
- Wiesz? Przyjdzie jeszcze jeden mandat , za nietrzymanie odstepu od poprzedzajacego mnie samochodu.
-Kurde! Ty to masz .... jak nie urok to sraczka. Zawsze ci mowilam , ze siedzisz ludziom na dupie.....

On sie chyba nie nauczy. Mu juz tak zostanie. Wnioski moze i wyciaga, ale ....czyzby nie byly one trwale? A ja chyba nie naucze sie nie mowienia mu, ze zawsze mu mowilam, albo : "a nie mowilam?"