Kiedys to bylo ...Wiadomo jak bylo, lepiej niz teraz. Mlodziez lepiej wychowana, szanujaca starszych nie to co teraz. Rodziny sie kochaly, rozwodow nie bylo, dzieci sie nie porzucalo....
Wracajac z Polski po drodze wstapilismy do Lichenia. Nie bardzo to miejsce mi sie podoba pod wzgledem wystroju, za duzo tam zlota, ale jest wygodne, przestronne, dobrze zorganizowane, no ogolnie nastawione na dobrze przemyslany handel swiatynny. Mniejsza z tym, kiedy ktos szuka Boga moze znalezc go wszedzie, nawet w przepychu, to tylko kwestia okolicznosci i wystroju zewnetrznego. Lubie zas to miejsca za to, ze mozna tam spokojnie w dobrych, czystych warunkach zalatwic swoje fizjologiczne potrzeby. Wypic kawe w nie spelunie...no ogolnie wraz z wiekiem wygodna zaczynam sie robic. Ale ja nie o Licheniu chcialam, chcialam o czyms innym.
Tak mi sie wydaje, ze kosciol szczegolnie polski jest jeszcze jedyna ostoja broniaca, chroniaca ludzi starszych. Daje im nalezny szacunek, klania sie nad doswiadczeniami ich zycia, docenia je i wynosi na piedestal. Mowi sie tez o kosciele mlodych, ale poniewaz absencja wsrod mlodych jest olbrzymia kiedy biega o uczeszczanie na nabozenstwa, wiec kosciol odpowiada i mowi o tych, ktorzy w nim sa i biora udzial w Mszach Sw., pielgrzymuja, maja czas na modly przed Msza, na organizacje wewnatrzkoscielne.... Jest rowniez jedynym miejscem, w ktorym ludzie starzy moga znalezc dla siebie azyl. Nie sa uwazani za glupich, za powolnych, za zrzedliwych i nikomu niedpotrzebnych. Czlowiek z wiekiem wypada z obiegu. Powoli odchodzi w zapomnienie. Wnuki sluchaja tyle o ile, dla dzieci czesto starsi sa uwaleniem, a ich madre rady nie dostaja do warunkow w jakich przyszlo mlodym obecnie zyc. Kosciol zas docenia starosc i madrosc starosci. Choc w sumie to bardzo naciagane. Starosc to niekoniecznie madrosc. LUDZIE STARZY SA PELNI DOSWIADCZEN, NAZBIERANYCH ZYCIOWYCH KOPOW, PELNI WSPOMNIEN, PELNI ZYCIOWYCH BLEDOW ( z ktorych niekoniecznie wyciagneli wlasciwe wnioski), PELNI POWODZEN...ale to jeszcze nie swiadczy o zyciowej madrosci. Co z tej pelni kiedy nie jest ona dobrze przezyta lub przerobiona? A rady babci czy tez dziadka moga absolutnie nie zadzialac w naszym zyciu.
Bardzo mnie zmeczylo kazania w Licheniu. Ogolnie oddajmy hold starosci....a tak na serio to ustepujmy starszym we wszystkim. Nawet kiedy bredza bzdury, wyzywaja zony ( mezow) lub ludzi na blogach bo prawdziwy chlop mowi ostro, zwiezle i prawdziwie.
Rozwalily mnie tez porady tyczace sie zycia w rodzinie zaslyszane razu ktoregos w TV Trwam. Nie moge nic ujac gosciowi telewizyjnemu wypowiadajacemu sie w temacie. Czlowiek ow zglebil niewatpliwie temat, jest dobrym chrzescijanskim psychologiem, ale.... no wlasnie jak to nazwac(?)- uprawial koscielna propagande(?).
Jedna z jego porad- jezeli tesciowa gotowala cale zycie mleko w czerwonym garnuszku na lewym palniku, a synowa obok ( czyli na prawym palniku) postawi swoj zolty garnuszek to ona nie robi wedlug tesciowej INACZEJ, ona robi ZLE. I tu trzeba teraz bardzo duzo madrosci ze strony owej mlodej synowej....czyli wychodzi na to, ze cala robote zwala sie na mloda, niedoswiadczona jeszcze osobke, ktora ma juz na wstepie wiedziec jak powinna postepowac z tesciowa i wiedziec co dla tej obcej, nieznanej kobiety jest dobre lub zle. Niech sie mloda nagnie. Tak samo problem zalagodzenia konfliktu w domu pomiedzy rodzicami mlodej dziewczyny a jej mezem spoczywa na barkach tej mlodej. To ona powinna wykazac sie madroscia i umiec tak zalawirowac aby wilk byl syty ( jej rodzice) i owca cala (maz). Zemdlilo mnie. Przeciez ta starosc TAKA MADRA JEST ( wedlug nauk kosciola) , a wychodzi na to, ze raczej starosc to swieta , nietykalna krowa. Skad wchodzacy w zycie czlowiek ma wiedziec jak to bywa pomiedzy tesciowa i synowa, tesciowa a zieciem, tesciem a zieciem? Uczy sie dopiero, zbiera-zdobywa doswiadczenie, ale wedlug wymogow kosciola ma sie szybko orientowac. Natomiast stary, no coz....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie codzienne. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 sierpnia 2015
sobota, 7 lutego 2015
Zakompleksienie.
Ostatnio...z reguly zawsze dzieje sie cos ostatnio na blogach albo ot tak, w codziennym zyciu wsrod znajomych, sasiadow, w pracy; co nakreca blogera do opisania pewnych ciekawych zajwisk miedzyludzkich, zwierzecych czy tez innych np.: kosmicznych.
Istnieja, nie tylko blogowo ale zauwazam to tez w realu, ludzie, ktorzy tak bardzoooo, bardzoooooo, tak na zmiluj sie Boze, chca odbiegac od sredniej krajowej, ze az boli. Nie chca byc przecietni, nie chca aby ich za takowych uwazano. Maja jakies tam pewne rozeznanie przecietnosci. Jako tako orientuja sie w temacie i nie daj panie, aby ktos ich z przecietnoscia utozsamil. Beda trabic wszem i wobec jacyz to oni wielcy. Jak sie nosza, jak sie czesza, jak sie odzywiaja....Beda pewnego rodzaju nadymana wyjatkowoscia epatowac. Tak bardzo chca byc krolewiczem/krolewna pelna tajemnic i madrych przemyslen, tak bardzo chca byc inni, ze robia mnostwo glupot... Sam sobie czynia kuku.... gubia sie, zaklamuja, zyja w poteznej iluzji. W sumie sa to typy slepo podazajace za wspolczesnymi trendami- goniacy w pietke.
Co tez obecnie jest na topie? Np.: promuje sie singielstwo. Ja nie mam nic przeciwko, tylko to na prawde musi byc czlowieka wewnetrzne pragnienie zwiazane z zyciem samemu. Sa takowe osobniki, ktore w swoja strukture psychiczna maja wpisany introwertyzm, samotnictwo, ale i tacy tesknia czesto za kims swoim, kims kto ich rozumie, kocha, przejmuje sie ich losem...nie potrzebuja tylko wielu ludzi wokol siebie. Nie wierze zbytnio w dobrowolnosc pragnien zwiazanych z singielstwem. Czlowiek ma wpisana potrzebe realizowania sie na wielu plaszczyznach. Zrealizowac siebie samemu pod gorke mozna tylko duchowo - ale nie trzeba byc do tego singlem. Partner, partnerka nie musza wcale przeszkadzac, moga byc bardzo pomocni w naszym duchowym rozwoju- chociazby poprzez dostarczanie odpowiednich, niekoniecznie pozytywnych, doswiadczen. Poza tym i ten, ktory pod gorke idzie ma stadne potrzeby. Ustalmy moze, ze samotnicy, pustelnicy z krwi i kosci to wyjatki. Zaslugujace na odrebny opis. To nie wiekszosc, to raczej miazdzaca mniejszosc. Nie tylko miazdzaca w naszych czasach. Czesto zycie w pojedynke bywa udreczajacym przymusem, do ktorego ktos bystry moze dorobic sobie ideologie. Singielstwo- wymog naszych korporacyjnych czasow. Bedzie z tym jeszcze gorzej, jeszcze trudniej. Czlowiek aby wzrastal potrzebuje milosci, ciepla..wsparcia drugiego czlowieka. Wydaje mi sie, ze chce sie ludzi, miedzy innymi poprzez singielstwo, wprowadzic w tryb: robota, zarcie , spanie.... no i bzykanie, bo to potrzeba pol na pol- fizjologiczna kiedy brak uczuc i moze byc tez potrzeba wyzszego rzedu, kiedy w gre wchodza uczucia.
We wspolczesnych czasach rodzina, czyli stadny obraz naszego zycia jest passe. Chcesz odbiegac od stada to pokaz, ze jestes inny. Ot, udowodnij, ze to co promuje swiat to jest to! Czesto naklam sobie samemu. Niech to bedzie twoje rozwiazanie na brak milosci. Nie powiem, miewalam momenty, ze model zycia samemu wydawalo mi sie swietnym rozwiazaniem, ale chyba nie do konca, bo cos w srodku inaczej gralo. Z pewnoscia stado do zagrody mnie wzywalo. Bleeeee coz za stadny ze mnie typ. Coz za przebrzmialy osobnik ze mnie.
Bardzo mnie smiesza. W sumie jest to rodzaj gorycz zwiazany z glupota, co niektorych spotkanych, czy to w realu czy na blogu ludzi - kobiet. Facetowi, chyba wpisane to jest w jego genetyczne uwarunkowania, na potomstwie jako takim nie bardzo zalezy. Przynajmniej nie zalezy mu az tak, jak niektorym kobietom. On realizuje siebie, dodam ze w WIEKSZOSCI (czyli znowu to stado) inaczej...on realizuje siebie seksualnie. I zaden z nich pomimo tego, ze ma takie jak prawie wszyscy osobnicy jego gatunku potrzeby fizjologiczne, ktore nakrecaja go dosc mocno ( poty, poki gospodarka hormonalna sie nie wyciszy), nie bedzie z tego robil wielkiego halloooooo.....ma i juz, i on chce tak miec....stadna, nie stadna potrzeba - wyrabac na to. On jest wyjatkowy takmi, jakim jest! A ten, ktory nie realizuje sie seksualnie to chyba chory osobnik, odstrzal....jakis taki pokurczony, slaby, wspolczuc mu nalezy:)) Poza tym seks jest przyjemny a czlowiek poszukuje przyjemnosci, dazy do pozytywnych przezyc.
Kobieta (wiekszosc) realizuje sie poprzez macierzynstwo. Wspolczesny trend zaprzecza macierzynstwu. Nie wiem jak to jest, moze to poprzez promowane singielstwo (?), ba jak bedziesz matka, to nie bedziesz sprawna pszczola robotnica w owym korporacyjnym modelu swiata? I mamy nagle wyskakujace zewszad kobiety, kotre nigdy matkami byc nie chialy. To tylko obyczajowosc je ku temu pchala. Ten stary obrazek swiata, ktory nareszcie trzeba ruszyc z posad. Niech pierdyknie. Dzieki ci wspolczesny swiecie, ze wyzwoliles je z koniecznosci rodzenia, poza tym to nieprzyjemne fizjologiczne doswiadczenie- a czlowiek dazy przeciez do przyjemnosci. Wydaje mi sie to troche naciagane, bo przychodzi czas, ze pomimo swietnych metod zabezpieczenia, zostaja te czesto bardzo niechcace, te, ktore wspolczesny swiat wyzwolil, matkami. Same sie w okowy zakuwaja Wow! To ci dopiero jazda. Bywa, ze na blogach, wsrod piszacych niewiast, takich w wieku balzakowskim, widac dosc dosadnie owo zakompleksienie, pogubienie sie w potrzebach. Szukanie , ktora to moja prawa reka, a ktora lewa. Kobiety takowe pisza, ze matkami to one nigdy , przenigdy ....nie maja takiej potrzeby, nie czuja tego. A za pare miechow- po pol roku staja sie ekspertkami od wychowywania dzieci...pisza duzo na ten temat. Przyznaja sie do swoich macierzynskich uczuc:) Pedza dziewczyny, pedza za nowinkami zamiast przysiasc i pomylsec, przyjrzec sie sobie samej a nie ofertom podawanym jak na tacy przez wspolczesny swiat. Do tej pory spotkalam tylko jedny kobiete, ktora konsekwentnie twierdzila, ze macierzynstwo to nie jej bajka. I byla- jest w tym bardzo stanowcza...i ja ja szanuje bo wie kobieta czego chce. ZNA SIEBIE. Mniejmy nadzieje, ze zna.
Zakompleksieni, pogubieni ludzie- drazni ich uogolnianie. Zwracaja na to non stop uwage...bo oni to nie stado. Jezeli juz sie cos zaznacza to znaczy, ze raczej do stada im blisko, tylko na sile chca byc inaczej postrzegani. Zaznaczaja swoje wyjatkowe uzdolnienia. Posiadaja dziwne zainteresowania, na pewno nie jest to zbieranie znaczkow. Bywaja czesto tak przecietni jako ludzie, ze wspinanie po skalkach, znajomosc chinskiego czy tez znajomosc gry aktorow z czwartego planu i analiza ich umiejetnosci takiego przecietniaka nie uratuje:) Bo wyjatkowosc to milosc. Nie wazne wtedy czy jestes matka z trojka dzieci i masz nieposprzatana chalupe oraz stare meble, kapec podarty. Nie wazne, czy pracujesz w wypasionej korporacji i jezdzisz najnowszej klasy porsche. Nie wazne czy sluchasz "ambitnej muzy" czy disco polo. Naturalnosc, prawda, milosc....to we wspolczesnych czasach wyjatkowosc.
I tego WAM zycze:)
Istnieja, nie tylko blogowo ale zauwazam to tez w realu, ludzie, ktorzy tak bardzoooo, bardzoooooo, tak na zmiluj sie Boze, chca odbiegac od sredniej krajowej, ze az boli. Nie chca byc przecietni, nie chca aby ich za takowych uwazano. Maja jakies tam pewne rozeznanie przecietnosci. Jako tako orientuja sie w temacie i nie daj panie, aby ktos ich z przecietnoscia utozsamil. Beda trabic wszem i wobec jacyz to oni wielcy. Jak sie nosza, jak sie czesza, jak sie odzywiaja....Beda pewnego rodzaju nadymana wyjatkowoscia epatowac. Tak bardzo chca byc krolewiczem/krolewna pelna tajemnic i madrych przemyslen, tak bardzo chca byc inni, ze robia mnostwo glupot... Sam sobie czynia kuku.... gubia sie, zaklamuja, zyja w poteznej iluzji. W sumie sa to typy slepo podazajace za wspolczesnymi trendami- goniacy w pietke.
Co tez obecnie jest na topie? Np.: promuje sie singielstwo. Ja nie mam nic przeciwko, tylko to na prawde musi byc czlowieka wewnetrzne pragnienie zwiazane z zyciem samemu. Sa takowe osobniki, ktore w swoja strukture psychiczna maja wpisany introwertyzm, samotnictwo, ale i tacy tesknia czesto za kims swoim, kims kto ich rozumie, kocha, przejmuje sie ich losem...nie potrzebuja tylko wielu ludzi wokol siebie. Nie wierze zbytnio w dobrowolnosc pragnien zwiazanych z singielstwem. Czlowiek ma wpisana potrzebe realizowania sie na wielu plaszczyznach. Zrealizowac siebie samemu pod gorke mozna tylko duchowo - ale nie trzeba byc do tego singlem. Partner, partnerka nie musza wcale przeszkadzac, moga byc bardzo pomocni w naszym duchowym rozwoju- chociazby poprzez dostarczanie odpowiednich, niekoniecznie pozytywnych, doswiadczen. Poza tym i ten, ktory pod gorke idzie ma stadne potrzeby. Ustalmy moze, ze samotnicy, pustelnicy z krwi i kosci to wyjatki. Zaslugujace na odrebny opis. To nie wiekszosc, to raczej miazdzaca mniejszosc. Nie tylko miazdzaca w naszych czasach. Czesto zycie w pojedynke bywa udreczajacym przymusem, do ktorego ktos bystry moze dorobic sobie ideologie. Singielstwo- wymog naszych korporacyjnych czasow. Bedzie z tym jeszcze gorzej, jeszcze trudniej. Czlowiek aby wzrastal potrzebuje milosci, ciepla..wsparcia drugiego czlowieka. Wydaje mi sie, ze chce sie ludzi, miedzy innymi poprzez singielstwo, wprowadzic w tryb: robota, zarcie , spanie.... no i bzykanie, bo to potrzeba pol na pol- fizjologiczna kiedy brak uczuc i moze byc tez potrzeba wyzszego rzedu, kiedy w gre wchodza uczucia.
We wspolczesnych czasach rodzina, czyli stadny obraz naszego zycia jest passe. Chcesz odbiegac od stada to pokaz, ze jestes inny. Ot, udowodnij, ze to co promuje swiat to jest to! Czesto naklam sobie samemu. Niech to bedzie twoje rozwiazanie na brak milosci. Nie powiem, miewalam momenty, ze model zycia samemu wydawalo mi sie swietnym rozwiazaniem, ale chyba nie do konca, bo cos w srodku inaczej gralo. Z pewnoscia stado do zagrody mnie wzywalo. Bleeeee coz za stadny ze mnie typ. Coz za przebrzmialy osobnik ze mnie.
Bardzo mnie smiesza. W sumie jest to rodzaj gorycz zwiazany z glupota, co niektorych spotkanych, czy to w realu czy na blogu ludzi - kobiet. Facetowi, chyba wpisane to jest w jego genetyczne uwarunkowania, na potomstwie jako takim nie bardzo zalezy. Przynajmniej nie zalezy mu az tak, jak niektorym kobietom. On realizuje siebie, dodam ze w WIEKSZOSCI (czyli znowu to stado) inaczej...on realizuje siebie seksualnie. I zaden z nich pomimo tego, ze ma takie jak prawie wszyscy osobnicy jego gatunku potrzeby fizjologiczne, ktore nakrecaja go dosc mocno ( poty, poki gospodarka hormonalna sie nie wyciszy), nie bedzie z tego robil wielkiego halloooooo.....ma i juz, i on chce tak miec....stadna, nie stadna potrzeba - wyrabac na to. On jest wyjatkowy takmi, jakim jest! A ten, ktory nie realizuje sie seksualnie to chyba chory osobnik, odstrzal....jakis taki pokurczony, slaby, wspolczuc mu nalezy:)) Poza tym seks jest przyjemny a czlowiek poszukuje przyjemnosci, dazy do pozytywnych przezyc.
Kobieta (wiekszosc) realizuje sie poprzez macierzynstwo. Wspolczesny trend zaprzecza macierzynstwu. Nie wiem jak to jest, moze to poprzez promowane singielstwo (?), ba jak bedziesz matka, to nie bedziesz sprawna pszczola robotnica w owym korporacyjnym modelu swiata? I mamy nagle wyskakujace zewszad kobiety, kotre nigdy matkami byc nie chialy. To tylko obyczajowosc je ku temu pchala. Ten stary obrazek swiata, ktory nareszcie trzeba ruszyc z posad. Niech pierdyknie. Dzieki ci wspolczesny swiecie, ze wyzwoliles je z koniecznosci rodzenia, poza tym to nieprzyjemne fizjologiczne doswiadczenie- a czlowiek dazy przeciez do przyjemnosci. Wydaje mi sie to troche naciagane, bo przychodzi czas, ze pomimo swietnych metod zabezpieczenia, zostaja te czesto bardzo niechcace, te, ktore wspolczesny swiat wyzwolil, matkami. Same sie w okowy zakuwaja Wow! To ci dopiero jazda. Bywa, ze na blogach, wsrod piszacych niewiast, takich w wieku balzakowskim, widac dosc dosadnie owo zakompleksienie, pogubienie sie w potrzebach. Szukanie , ktora to moja prawa reka, a ktora lewa. Kobiety takowe pisza, ze matkami to one nigdy , przenigdy ....nie maja takiej potrzeby, nie czuja tego. A za pare miechow- po pol roku staja sie ekspertkami od wychowywania dzieci...pisza duzo na ten temat. Przyznaja sie do swoich macierzynskich uczuc:) Pedza dziewczyny, pedza za nowinkami zamiast przysiasc i pomylsec, przyjrzec sie sobie samej a nie ofertom podawanym jak na tacy przez wspolczesny swiat. Do tej pory spotkalam tylko jedny kobiete, ktora konsekwentnie twierdzila, ze macierzynstwo to nie jej bajka. I byla- jest w tym bardzo stanowcza...i ja ja szanuje bo wie kobieta czego chce. ZNA SIEBIE. Mniejmy nadzieje, ze zna.
Zakompleksieni, pogubieni ludzie- drazni ich uogolnianie. Zwracaja na to non stop uwage...bo oni to nie stado. Jezeli juz sie cos zaznacza to znaczy, ze raczej do stada im blisko, tylko na sile chca byc inaczej postrzegani. Zaznaczaja swoje wyjatkowe uzdolnienia. Posiadaja dziwne zainteresowania, na pewno nie jest to zbieranie znaczkow. Bywaja czesto tak przecietni jako ludzie, ze wspinanie po skalkach, znajomosc chinskiego czy tez znajomosc gry aktorow z czwartego planu i analiza ich umiejetnosci takiego przecietniaka nie uratuje:) Bo wyjatkowosc to milosc. Nie wazne wtedy czy jestes matka z trojka dzieci i masz nieposprzatana chalupe oraz stare meble, kapec podarty. Nie wazne, czy pracujesz w wypasionej korporacji i jezdzisz najnowszej klasy porsche. Nie wazne czy sluchasz "ambitnej muzy" czy disco polo. Naturalnosc, prawda, milosc....to we wspolczesnych czasach wyjatkowosc.
I tego WAM zycze:)
niedziela, 30 listopada 2014
Wyrobilismy sie.
Pisalam juz o tym kiedys, kiedys... kiedy sama mialam radoche w poznawaniu owej tradycji. Obecnie staje sie ona trudem... no bo trzeba sie zgarnac, ugniesc ciasto, wstawic na noc do lodowki. Na drugi dzien rozstawic maszynke do mielenia miesa. Mielic ciasto, ukladac na balche, wypiekac... trzeba sie nastawic i zgodzic wewnetrznie na rozpierdolnik w domu.
W tamtym roku odpuscilam, nie wyrobilam sie....praca, zmiany...wysiadlam, nie poradzilam. I dobrze sie z owym nieporadzeniem czulam. Matko czy co roku musi byc tak samo? Wedlug mnie nie musi, ale ... mam Dziecie, niech sie uczy. niech czuje, ze w domu bylo fajnie, ze kiedy nadchodzily swieta to ja emocjonowalo wspolne pieczenie swiatecznych ciasteczek. Dzieciaki lubia tego typu rzeczy- dla nich to wszystko swieze, nowe, godne poznania... Poza tym w pracy doslowny szal. Kobiety pieka. Kazda przynosi do poprobowania. Gadaja, wymieniaja sie przepisami, gadaja, chwala, samkuja, wymieniaja sie i gadaja i ... tak do bolu. Uleglam wiec. Wczoraj, w przyplywie chwili, zagniotlam ciasto - skladniki juz wczesniej sciagnelam, czyli wewnetrznie szykowalam sie na ow wielki moment. Dziasiaj on nastapil ... Dobrze, ze juz po. Na swieta Bozegonarodzenia jestesmy przygotowani. Nikt nam nie poradzi...problem w tym czy my tym ciastkom poradzimy. One maja dlugi termim przydatnosci do spozycia. W ktoryms roku moja tesciowa napiekla tych cudownosci i tak jadla, ze do sierpnia uporac sie z konsumpcja nie mogla, w koncu przyjechal moj chrzesniak i ... dokonczyl dziela, dostal jeszcze do domu. Takie niby nic ciasteczka a ... siega sie po nie, siega...
Czyli o 9 rano rodzinka stanela w gotowosci bojowej. Rodzinka... mlodego czlonka i starszego nie bralismy pod uwage. Babcia zajeta swoimi sprawami, a Mloda zajeta przeszkadzaniem i dopingowaniem rodzicow. Ostatnia blache, dla spokojnosci, dostala na swa tworczosc i nawet jej wyszlo.
Ciasto przed wypiekiem...wyjete wlasnie z lodowki. Nasz wyrob byl niestandardowy. Tz. polowe ciastek upieklismy tak, jak Pan Bog przykazal- klasycznie, tradycyjnie, a z polowa ciasta poeksperymentowalismy dodajac do jednej czesci mase marcepanowa, do drugiej zas zmielone orzeczy redukujac przy okazji, w obu przypadkach, ilosc maki.
Te eksperymentalne nie dawaly sie latwo uformowac, wiec tworzylismy, wstazki, czworki, osemki, kola .... Smakuja super.
A tutaj te grzeczne, tradycyjne, latwe w formowaniu... rowniutkie jak spod igly:)
Stygniecie. Puszki nie mozna az do wieczora zamknac, bo sie ciastka rozwala. Musza byc dobrze schlodzone, czyli przyjac temperature pokojowa.
Ostatnie pociagniecie odkurzaczem...
Rozbawila mnie pewna sytuacja, ktora wydarzyla sie w trakcie wypiekania. Zadzwonila do Marie kolezanka. Pochwalic sie chciala , ze ma ruszajacego sie zeba i jako do specjalistki, uderzyla do Marie w fachowa dyskusje jak to jest kiedy rusza sie zab? Jak dlugo trwa zanim wypadnie, czy boli i czy leje sie przy tym krew....? Mloda udzielala fachowych instrukcji, w koncu droge zwiazana z wypadajacymi pierwszymi zebami rozpoczela dosc dawno i cos niecos w temacie powiedziec moze, nieprawdaz?
Niemieckie ciastka swiateczna ( choc ja je znalam w Polsce tez...w czasach kryzysu byly pieczone na smalcu...pamietam, ze mama chyba ze dwa razy upiekla i ... fajne byly. Podaje skladniki na pol kilograma maki, ale mozna sobie to powiekszac.
Skladniki:
500 gr. maki
250 gr margaryny do pieczenia
3 zoltka
250 gr cukru,
2 torebki cukru waniliowego
plaska lyzeczka proszku do pieczenia.
Zagniatamy z tego ciasto i pakujemy na noc do lodowki. Na drugi dzien rozwalkowujemy i wyciskamy foremka lub przepuszczamy przez specjalna forme przez maszynke do mielenia miesa. Ukladamy na posmarowanej tluszczem ( nie za mocno) blaszce i pieczemy jakies 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni celcjusza. Zamin ciastka sie zamknie ( w puszcze, torebce, misce...) trzeba je ostudzic- wazne. Wazne jest tez aby nie lezaly nie wiadomo ile nie zamkniete. Dlatego tez Niemcy maja specjalne puszki, roznych wielkosci, na przechowywanie owych ciastek. Ja mam jakies metalowe wiadro, w ktorym kiedys znajdowala sie prawdopodobnie slatka sledziowa, no i oczywiscie gustowna puszke na stol.
W tamtym roku odpuscilam, nie wyrobilam sie....praca, zmiany...wysiadlam, nie poradzilam. I dobrze sie z owym nieporadzeniem czulam. Matko czy co roku musi byc tak samo? Wedlug mnie nie musi, ale ... mam Dziecie, niech sie uczy. niech czuje, ze w domu bylo fajnie, ze kiedy nadchodzily swieta to ja emocjonowalo wspolne pieczenie swiatecznych ciasteczek. Dzieciaki lubia tego typu rzeczy- dla nich to wszystko swieze, nowe, godne poznania... Poza tym w pracy doslowny szal. Kobiety pieka. Kazda przynosi do poprobowania. Gadaja, wymieniaja sie przepisami, gadaja, chwala, samkuja, wymieniaja sie i gadaja i ... tak do bolu. Uleglam wiec. Wczoraj, w przyplywie chwili, zagniotlam ciasto - skladniki juz wczesniej sciagnelam, czyli wewnetrznie szykowalam sie na ow wielki moment. Dziasiaj on nastapil ... Dobrze, ze juz po. Na swieta Bozegonarodzenia jestesmy przygotowani. Nikt nam nie poradzi...problem w tym czy my tym ciastkom poradzimy. One maja dlugi termim przydatnosci do spozycia. W ktoryms roku moja tesciowa napiekla tych cudownosci i tak jadla, ze do sierpnia uporac sie z konsumpcja nie mogla, w koncu przyjechal moj chrzesniak i ... dokonczyl dziela, dostal jeszcze do domu. Takie niby nic ciasteczka a ... siega sie po nie, siega...
Czyli o 9 rano rodzinka stanela w gotowosci bojowej. Rodzinka... mlodego czlonka i starszego nie bralismy pod uwage. Babcia zajeta swoimi sprawami, a Mloda zajeta przeszkadzaniem i dopingowaniem rodzicow. Ostatnia blache, dla spokojnosci, dostala na swa tworczosc i nawet jej wyszlo.
Ciasto przed wypiekiem...wyjete wlasnie z lodowki. Nasz wyrob byl niestandardowy. Tz. polowe ciastek upieklismy tak, jak Pan Bog przykazal- klasycznie, tradycyjnie, a z polowa ciasta poeksperymentowalismy dodajac do jednej czesci mase marcepanowa, do drugiej zas zmielone orzeczy redukujac przy okazji, w obu przypadkach, ilosc maki.
Te eksperymentalne nie dawaly sie latwo uformowac, wiec tworzylismy, wstazki, czworki, osemki, kola .... Smakuja super.
A tutaj te grzeczne, tradycyjne, latwe w formowaniu... rowniutkie jak spod igly:)
Stygniecie. Puszki nie mozna az do wieczora zamknac, bo sie ciastka rozwala. Musza byc dobrze schlodzone, czyli przyjac temperature pokojowa.
Ostatnie pociagniecie odkurzaczem...
Rozbawila mnie pewna sytuacja, ktora wydarzyla sie w trakcie wypiekania. Zadzwonila do Marie kolezanka. Pochwalic sie chciala , ze ma ruszajacego sie zeba i jako do specjalistki, uderzyla do Marie w fachowa dyskusje jak to jest kiedy rusza sie zab? Jak dlugo trwa zanim wypadnie, czy boli i czy leje sie przy tym krew....? Mloda udzielala fachowych instrukcji, w koncu droge zwiazana z wypadajacymi pierwszymi zebami rozpoczela dosc dawno i cos niecos w temacie powiedziec moze, nieprawdaz?
Niemieckie ciastka swiateczna ( choc ja je znalam w Polsce tez...w czasach kryzysu byly pieczone na smalcu...pamietam, ze mama chyba ze dwa razy upiekla i ... fajne byly. Podaje skladniki na pol kilograma maki, ale mozna sobie to powiekszac.
Skladniki:
500 gr. maki
250 gr margaryny do pieczenia
3 zoltka
250 gr cukru,
2 torebki cukru waniliowego
plaska lyzeczka proszku do pieczenia.
Zagniatamy z tego ciasto i pakujemy na noc do lodowki. Na drugi dzien rozwalkowujemy i wyciskamy foremka lub przepuszczamy przez specjalna forme przez maszynke do mielenia miesa. Ukladamy na posmarowanej tluszczem ( nie za mocno) blaszce i pieczemy jakies 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni celcjusza. Zamin ciastka sie zamknie ( w puszcze, torebce, misce...) trzeba je ostudzic- wazne. Wazne jest tez aby nie lezaly nie wiadomo ile nie zamkniete. Dlatego tez Niemcy maja specjalne puszki, roznych wielkosci, na przechowywanie owych ciastek. Ja mam jakies metalowe wiadro, w ktorym kiedys znajdowala sie prawdopodobnie slatka sledziowa, no i oczywiscie gustowna puszke na stol.
czwartek, 8 maja 2014
Blondynki- odslona ktoras tam...
Jade z G. z ta, z ktora kiedys utworzylam sztuczna kolejke przed sygnalizatorem swietlnym. Stanelysmy ( tzn. ja stanelam, bo to ja prowadzilam) za zaparkowanymi autami, myslac, ze one czekaja na zielone....
Jedziemy sobie i ...rozmawiamy jak to zazwyczaj ma miejsce...
- Pyta sie wiec moj maz, jak ten nowo poznany znajomy ma na imie.- Opowiada G.- I ja .... zastanawiam sie, zastanawiam.... "poczekaj, poczekaj...jakos na S. sie nazywa" gadam swojemu i mysle dalej, mysle, mysle.... "Aha, jest! Mam to... On nazywa sie Zbyszek".
- Fajnie. W koncu odgadlas.- Brechtamy sie obie jak Mariolka z Paranienormalnych - Odskoczylas niedaleko w alfabecie. Pomylilas sie tylko o kilka pozycji. Od S. do Z. niedaleka droga, a jak ktos jeszcze sypleni to... prawie nic. To prawie to samo. Ja kiedys inaczej zagralam z instruktorem jazdy. On razu pewnego, znuzony chyba moim brakiem orientacji w terenie, zagail bardzo kulturalnie, aczkolwiek naprowadzajaco na problem : " Sluchaj. Nastepnym razem, kiedy bedziesz jechala z mezem samochodem postaraj sie skupic i ... skoncentruj sie na tym jak on jedzie, a nie na tym, ze jedziesz i fajne ptaszki za oknem i te inne. Znajdz sobie jakies punkty orientujace cie w terenie". Przerwalam mu i wale : " Alez ja tak wlasnie robie! Jade tak, jak on jezdzi. Toczka w toczke".
- O matko przestan!. Nie wytrzymam. - Smieje sie pelna para G. - Moj to kiedys wysadzil mnie w Dortmundzie. Pytlowalam bez opamietania jak ma jechac i.... stracil anielska cierpliwosc. Uprzedzal: "Bo cie wysadze". "No to prosze."- prowokowalam. Wcisnal hamulec: "Pani G. pani tutaj wysiada"- zakomunikowal stanowczo. Wysiadlam zostawiajac torebke, portfel... myslalam, ze bedzie za mna jechal. Przeliczylam sie. Szlam dwie godziny do stacji. Nawet nie wiedzialam czy dobrze ide. Instynkt mnie wiodl ...doszlam. Na dworcu uslyszalam przy kiosku kobiete mowiaca po polsku i poprosilam ja o forse na bilet. Obiecalam , ze oddam co do grosza o ile do domu dotre. Kobieta mnie wsparla.
- Kurcze. Nie wyobrazam sobie, zeby Martin mi cos podobnego zrobil. Ja czasami miewalam ochote go wysadzic, ale zeby on mnie...no nie do pomyslenia!... Mamy sie ze soba nawzajem...plcie...Mars i Wenus... Kto to wymislil? Kto tak to wszystko skomplikowal?
- Ech tam. U nas skonczylo sie dobrze. My sie coraz lepiej oboje rozumiemy, znosimy. wiemy jak mamy sie zachowac wobec siebie, kiedy drugiemu aktualnie palma odbija. Choc owego odbijania palm jakby coraz mniej.- Odpowiada G.- Owa historyjka z Dortmundem to obecnie rodzinny, wspomnieniowy, rarytas.
Jedziemy sobie i ...rozmawiamy jak to zazwyczaj ma miejsce...
- Pyta sie wiec moj maz, jak ten nowo poznany znajomy ma na imie.- Opowiada G.- I ja .... zastanawiam sie, zastanawiam.... "poczekaj, poczekaj...jakos na S. sie nazywa" gadam swojemu i mysle dalej, mysle, mysle.... "Aha, jest! Mam to... On nazywa sie Zbyszek".
- Fajnie. W koncu odgadlas.- Brechtamy sie obie jak Mariolka z Paranienormalnych - Odskoczylas niedaleko w alfabecie. Pomylilas sie tylko o kilka pozycji. Od S. do Z. niedaleka droga, a jak ktos jeszcze sypleni to... prawie nic. To prawie to samo. Ja kiedys inaczej zagralam z instruktorem jazdy. On razu pewnego, znuzony chyba moim brakiem orientacji w terenie, zagail bardzo kulturalnie, aczkolwiek naprowadzajaco na problem : " Sluchaj. Nastepnym razem, kiedy bedziesz jechala z mezem samochodem postaraj sie skupic i ... skoncentruj sie na tym jak on jedzie, a nie na tym, ze jedziesz i fajne ptaszki za oknem i te inne. Znajdz sobie jakies punkty orientujace cie w terenie". Przerwalam mu i wale : " Alez ja tak wlasnie robie! Jade tak, jak on jezdzi. Toczka w toczke".
- O matko przestan!. Nie wytrzymam. - Smieje sie pelna para G. - Moj to kiedys wysadzil mnie w Dortmundzie. Pytlowalam bez opamietania jak ma jechac i.... stracil anielska cierpliwosc. Uprzedzal: "Bo cie wysadze". "No to prosze."- prowokowalam. Wcisnal hamulec: "Pani G. pani tutaj wysiada"- zakomunikowal stanowczo. Wysiadlam zostawiajac torebke, portfel... myslalam, ze bedzie za mna jechal. Przeliczylam sie. Szlam dwie godziny do stacji. Nawet nie wiedzialam czy dobrze ide. Instynkt mnie wiodl ...doszlam. Na dworcu uslyszalam przy kiosku kobiete mowiaca po polsku i poprosilam ja o forse na bilet. Obiecalam , ze oddam co do grosza o ile do domu dotre. Kobieta mnie wsparla.
- Kurcze. Nie wyobrazam sobie, zeby Martin mi cos podobnego zrobil. Ja czasami miewalam ochote go wysadzic, ale zeby on mnie...no nie do pomyslenia!... Mamy sie ze soba nawzajem...plcie...Mars i Wenus... Kto to wymislil? Kto tak to wszystko skomplikowal?
- Ech tam. U nas skonczylo sie dobrze. My sie coraz lepiej oboje rozumiemy, znosimy. wiemy jak mamy sie zachowac wobec siebie, kiedy drugiemu aktualnie palma odbija. Choc owego odbijania palm jakby coraz mniej.- Odpowiada G.- Owa historyjka z Dortmundem to obecnie rodzinny, wspomnieniowy, rarytas.
wtorek, 4 marca 2014
Zwierzenia - marzenia.
Czas leci jak szalony. Marie wczoraj byla mala , dzisiaj jest wieksza. To tak jakby czlowiek nagle odkryl, ze pare lat mu przelecialo niewiadomo jak. Tak naprawde to nigdy nie mialam parcia na bycie matka. A na pewno nie takiego parcia jakie mialy moje niektore znajome. Przemeczona i nasycona bylam dzieciakami w pracy. Dzieci to byla moja codziennosc. Czasami marzylo sie, aby od nich odpoczac. Pamietam pewien moment, ktory mi uswiadomil, ze jezeli miec juz cos z mlodzieza do czynienia to tylko z "wlasna". Uczniowie przepisywali notke z tablicy.
Cisza jak makiem zasial, ale cisza po akcji z jednym, ktorym miotnelo porzadnie. Bojke chyba wszczal. I z lekka umeczona siadlam se na moment i pomyslalam, ze: "Boze, to nie ma sensu. Widze te dzieciaki raz w tygodniu po dwie godziny lekcyjne, po czym ida dalej. Nic w nich z "moich" nauk wychowawczych nie zostaje. Poza tym to nie ja( my) mam na nich przemozny wplyw, to ich rodzice. Jezeli juz cos komus w zyciu przekazywac to tylko swojemu dziecku." Narastalo to we mnie, ale nie z palpitacjami serca i dreczacymi myslami, ze CHCE BYC MATKA. Jezeli by mi sie bycie matka nie przytrafilo, to w sumie wielkiego smutku, ani rozpaczy tez by nie bylo.
Po czasie pojawila sie Marie. Przeczytalam gdzies...przeczytalam u Osho, ze to dzieci wybieraja sobie nas na rodzicow, ale to nie znaczy, ze powiedziec "nie" nie mozemy. Mozemy. W koncu posiadamy wolna wole. Powiedziec "nie" mozemy na wiele sposobow. Wyrazem woli, antykoncepcja, no i w ostatecznosci aborcja. Choc do tej ostatniej mam mieszane odczucia.
Ciesze sie , ze pozwolilismy pojawic sie Marie u nas. A czy jestem dobra matka i spelniam powinnosc prawidlowo? Nie mam pojecia. W sumie nalezy byc w tych wszystkich rolakach jakie przyszlo nam w zyciu pelnic SOBA, wiec i pomylki, bledy i niedociagniecia musza byc w to wliczone. Najprawdopodobniej Mala zbierze jakis tam pakiet moich i Martina niewlasciwych posuniec wychowawczych, ktore bedzie zmuszona w zyciu doroslym ogarnac. Nie ma rodzicow idealnych- wszyscy popelniamy bledy. Najwazniejsze jednak aby w tym wszystkim istnialo tez dazenie do milosci.
A teraz panna jak sie patrzy. Ostatnio przezywa karnawal. Umyslila sobie w tym roku, ze bedzie ... no wlasnie, jak myslicie, kim mogla zachciec byc Marie? Oczywiscie, ze krolikiem i to na dodatek rozowym.
Swietuje w tej chwili ostatnia karnawalowa impreze w szkole tanca. Pojechala z ojcem. Fajnie jest siedziec w domu ...cicho, spokoj...muza i ja:) Ciesze sie poki czas, bo za chwile sie to zmieni:) Gwarno sie zrobi.
Tak mnie naszlo, ze w zyciu rodzinnym gubie siebie. Rodzina to zawsze jakas tam wspolnota. Kazdy w tej wspolnocie domaga sie swego, choc przychodzi pewien moment ( powinien przyjsc), ze wszyscy ( o ile rodzina zmierza w dobrym kierunku) dochodza do sedna dobrze pojetej wspolpracy ( u nas teraz duzo daje Martin z siebie, ale bywaly momenty kiedy ja bylam pierwszoplanowym dawca)...poza tym, bez ludzi wokol nie damy rady. Potrzebujemy siebie nawzajem. Oby w tych potrzebach byla rownowaga dawania i brania. Na razie , my jako rodzice, jestesmy ssani przez dzieciaka, ale mam nadziej, ze z czasem ssanie sie zmniejszy i przjdzie w rownowage wymiany potrzeb. A bywa przeciez tez, ze potem to rodzice potrzebuja wsparcia i ...ssaja.
Zatracam moje marzenia, nawet czasami zastanawiam sie nad tym : "O czym to ja w ogole marze, czy jest cos czego bym bardzo chciala?". Spelniam siebie mimochodem. Trudne jest to spelnianie.
Zastanawialam sie ostatnio nad tym, czy dobrze postapilam zamykajac bloga i zegnajac sie z niektorymi blogerami. Po zamknieciu tego miejsca nie robilam podsumowan...teraz, po czasie, nie robie ich tez, ale powrocily mysli. Dochodze do wniosku, ze to bylo wlasciwe, dobre dla mnie posuniecie. Chce byc czlowiekiem o jednej twarzy. Taka sama w zyciu codziennym, w pracy i na blogu. Nie potrzebuje towarzystwa ludzie wczuwajacych sie w rolki: no to teraz jestem blogerem i ...nastepuje naciagniecie odpwiedniej maski. Chociazby maski czlowieka, ktory powie swiatu co o nim mysli, wywali swoje frustracje, zrzuci bagaz nieopowodzen...nawrzuca sasiadowi zza sciany. A kiedy wyjdzie wyrzucic smieci to bedzie z tym sasiadem cwierkal o pogodzie i polityce, czesto przyznajac mu racje i bedzie pasl jego ego ( pasc czyjes "ego"- Arletta , to Twoje). Albo w necie robi rzeczy niehonorowe- raz znajomy, ktorego mialam za bardzo uczciwego mezczyzne, przykladnego meza, pomylil sie i wyslal maila na nasz adres zamiast do jakiejs poznanej w nocy w necie cizi. Zaloze sie, ze zona spokojnie spala w pokoju obok, zas po odstawieniu kompa z pewnoscia poszedl ow znajomy, przytuli sie do zonki i smacznie chrapal jak przykladny mezus.
Nie chce tego. Nie chce i juz. Moze zauwazyliscie , ze bardzo czesto blogerom chodzi o licznik? O ilosc wejsc na ich bloga? Wysilaja sie na kontrowersje w dziedzinie zycia obyczajowego, politycznego, religijnego...a potem pojda i ochrzcza dziecko. Beda trabic o tym, ze aborcja jest fuj, a kiedy im przytrafi sie niechciana ciaza wtedy sami po cichu dokonaja aborcji, bo...taki moment nieciekawy chociazby ekonomicznie im sie przytrafil. Moze byc tez odwrotna sytuacja, trabia niektorzy o tym, ze po co se zawracaj dupe. Najlepiej pozbyc sie balastu w postaci dziecka, a kiedy sami zostana rodzicami placza w poduche po nocach jakie to brednie wczesniej gledzili, bo te miniaturkowe nozki, raczki....i jak by to moglo byc aby tego dziecka teraz nie bylo? Ludzie graja.
Ciesze sie, ze bloga zamknelam. Wiecej o zyciu mowia mi posty Malgosi Poludniak niz wypasiona kontrowersja na temat naszych rzadzacych, albo o konflikcie w Syrii, na Ukrainie. Wiecej mowia mi posty Kasi( niestety, Kasia ma bloga zamknietego), niz przerabianie ciagle odgrzewanych tematow o aborcji, malzenstwach, kosciele. Wiecej daja mi posty Kacpra i Krakuski niz sensacje zawiazane z celebrytami. Wiecej mowi mi o zyciu codziennosc Amishy i kulinarne posty Emilki ,niz wywody ludzi silacych sie na "poziom" i kontrowersje.
I niech tak pozostanie.
Cisza jak makiem zasial, ale cisza po akcji z jednym, ktorym miotnelo porzadnie. Bojke chyba wszczal. I z lekka umeczona siadlam se na moment i pomyslalam, ze: "Boze, to nie ma sensu. Widze te dzieciaki raz w tygodniu po dwie godziny lekcyjne, po czym ida dalej. Nic w nich z "moich" nauk wychowawczych nie zostaje. Poza tym to nie ja( my) mam na nich przemozny wplyw, to ich rodzice. Jezeli juz cos komus w zyciu przekazywac to tylko swojemu dziecku." Narastalo to we mnie, ale nie z palpitacjami serca i dreczacymi myslami, ze CHCE BYC MATKA. Jezeli by mi sie bycie matka nie przytrafilo, to w sumie wielkiego smutku, ani rozpaczy tez by nie bylo.
Po czasie pojawila sie Marie. Przeczytalam gdzies...przeczytalam u Osho, ze to dzieci wybieraja sobie nas na rodzicow, ale to nie znaczy, ze powiedziec "nie" nie mozemy. Mozemy. W koncu posiadamy wolna wole. Powiedziec "nie" mozemy na wiele sposobow. Wyrazem woli, antykoncepcja, no i w ostatecznosci aborcja. Choc do tej ostatniej mam mieszane odczucia.
Ciesze sie , ze pozwolilismy pojawic sie Marie u nas. A czy jestem dobra matka i spelniam powinnosc prawidlowo? Nie mam pojecia. W sumie nalezy byc w tych wszystkich rolakach jakie przyszlo nam w zyciu pelnic SOBA, wiec i pomylki, bledy i niedociagniecia musza byc w to wliczone. Najprawdopodobniej Mala zbierze jakis tam pakiet moich i Martina niewlasciwych posuniec wychowawczych, ktore bedzie zmuszona w zyciu doroslym ogarnac. Nie ma rodzicow idealnych- wszyscy popelniamy bledy. Najwazniejsze jednak aby w tym wszystkim istnialo tez dazenie do milosci.
A teraz panna jak sie patrzy. Ostatnio przezywa karnawal. Umyslila sobie w tym roku, ze bedzie ... no wlasnie, jak myslicie, kim mogla zachciec byc Marie? Oczywiscie, ze krolikiem i to na dodatek rozowym.
Swietuje w tej chwili ostatnia karnawalowa impreze w szkole tanca. Pojechala z ojcem. Fajnie jest siedziec w domu ...cicho, spokoj...muza i ja:) Ciesze sie poki czas, bo za chwile sie to zmieni:) Gwarno sie zrobi.
Tak mnie naszlo, ze w zyciu rodzinnym gubie siebie. Rodzina to zawsze jakas tam wspolnota. Kazdy w tej wspolnocie domaga sie swego, choc przychodzi pewien moment ( powinien przyjsc), ze wszyscy ( o ile rodzina zmierza w dobrym kierunku) dochodza do sedna dobrze pojetej wspolpracy ( u nas teraz duzo daje Martin z siebie, ale bywaly momenty kiedy ja bylam pierwszoplanowym dawca)...poza tym, bez ludzi wokol nie damy rady. Potrzebujemy siebie nawzajem. Oby w tych potrzebach byla rownowaga dawania i brania. Na razie , my jako rodzice, jestesmy ssani przez dzieciaka, ale mam nadziej, ze z czasem ssanie sie zmniejszy i przjdzie w rownowage wymiany potrzeb. A bywa przeciez tez, ze potem to rodzice potrzebuja wsparcia i ...ssaja.
Zatracam moje marzenia, nawet czasami zastanawiam sie nad tym : "O czym to ja w ogole marze, czy jest cos czego bym bardzo chciala?". Spelniam siebie mimochodem. Trudne jest to spelnianie.
Zastanawialam sie ostatnio nad tym, czy dobrze postapilam zamykajac bloga i zegnajac sie z niektorymi blogerami. Po zamknieciu tego miejsca nie robilam podsumowan...teraz, po czasie, nie robie ich tez, ale powrocily mysli. Dochodze do wniosku, ze to bylo wlasciwe, dobre dla mnie posuniecie. Chce byc czlowiekiem o jednej twarzy. Taka sama w zyciu codziennym, w pracy i na blogu. Nie potrzebuje towarzystwa ludzie wczuwajacych sie w rolki: no to teraz jestem blogerem i ...nastepuje naciagniecie odpwiedniej maski. Chociazby maski czlowieka, ktory powie swiatu co o nim mysli, wywali swoje frustracje, zrzuci bagaz nieopowodzen...nawrzuca sasiadowi zza sciany. A kiedy wyjdzie wyrzucic smieci to bedzie z tym sasiadem cwierkal o pogodzie i polityce, czesto przyznajac mu racje i bedzie pasl jego ego ( pasc czyjes "ego"- Arletta , to Twoje). Albo w necie robi rzeczy niehonorowe- raz znajomy, ktorego mialam za bardzo uczciwego mezczyzne, przykladnego meza, pomylil sie i wyslal maila na nasz adres zamiast do jakiejs poznanej w nocy w necie cizi. Zaloze sie, ze zona spokojnie spala w pokoju obok, zas po odstawieniu kompa z pewnoscia poszedl ow znajomy, przytuli sie do zonki i smacznie chrapal jak przykladny mezus.
Nie chce tego. Nie chce i juz. Moze zauwazyliscie , ze bardzo czesto blogerom chodzi o licznik? O ilosc wejsc na ich bloga? Wysilaja sie na kontrowersje w dziedzinie zycia obyczajowego, politycznego, religijnego...a potem pojda i ochrzcza dziecko. Beda trabic o tym, ze aborcja jest fuj, a kiedy im przytrafi sie niechciana ciaza wtedy sami po cichu dokonaja aborcji, bo...taki moment nieciekawy chociazby ekonomicznie im sie przytrafil. Moze byc tez odwrotna sytuacja, trabia niektorzy o tym, ze po co se zawracaj dupe. Najlepiej pozbyc sie balastu w postaci dziecka, a kiedy sami zostana rodzicami placza w poduche po nocach jakie to brednie wczesniej gledzili, bo te miniaturkowe nozki, raczki....i jak by to moglo byc aby tego dziecka teraz nie bylo? Ludzie graja.
Ciesze sie, ze bloga zamknelam. Wiecej o zyciu mowia mi posty Malgosi Poludniak niz wypasiona kontrowersja na temat naszych rzadzacych, albo o konflikcie w Syrii, na Ukrainie. Wiecej mowia mi posty Kasi( niestety, Kasia ma bloga zamknietego), niz przerabianie ciagle odgrzewanych tematow o aborcji, malzenstwach, kosciele. Wiecej daja mi posty Kacpra i Krakuski niz sensacje zawiazane z celebrytami. Wiecej mowi mi o zyciu codziennosc Amishy i kulinarne posty Emilki ,niz wywody ludzi silacych sie na "poziom" i kontrowersje.
I niech tak pozostanie.
środa, 22 stycznia 2014
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz.
Ostatni post u Smurffa natchnal mnie do opisania pewnej mojej, naszej ( Martina i mojej ) przygody z policja. Opisywalam to na onetowskim blogu, ale przepadl, wiec powtorze, bo zalinkowac nijak sie nie da.
Bylismy jakies 2 lata po slubie. Sporo w tamtym okresie podrozowalismy do Polski. Troche mi sie cknilo za pozostawionymi ludzmi i miejscami. Martin tez lubil te wypady...zawsze to cos innego, nowego. Poniewaz sporo kilometrow przewalalismy, a podroz do Polski to nie pestka, wpadlismy na pomysl, aby zakupic jakis stary, niedrogi woz. Postawic go w Polandii. Latac samolotem, skarcajac czas podrozy ( czesto bilety lotnicze byly tansze niz paliwo), a u celu miec pojazd coby sie nam poprzemieszczac po kraju pozwolil. Stalismy sie (tzn. ja sie stalam) posiadaczami 12 letniego forda.
Razu pewnego, bedac akurat w moim rodzinnym kraju, mama zaczela nas nakrecac do odwiedzenie mojej siostry mieszkajacej w duzym miescie oddalonym okolo 160 km od Ostrody. Chciala pozbyc sie kilku jej ciuchow. Wpakowac nam to do auta... dzieki czemu w mieszkaniu ubylo by pare gratow. Nie czekala dlugo. Namowic dalismy sie od reki. Zaladowalismy samochod i jazda. Po drodze zahaczylismy o Mac Donalda zakupujac porcje frytek i cole- wiadomo , odzywiac nalezy sie zdrowo. Nie robilismy postoju. Zjesc zamierzalismy podczas jazdy.
-Tutaj, za tym pagorkiem czesto stoja psy. - Belkotal Martin z buzia pelna frytek. Polskie okreslenie na policjantow znal doskonale, w koncu zone mial Polke. - Musze spuscic noge z gazu. Kiedys wracalem akurat od ciebie i mandat w tym miejscu zarwalem.
Powiedzial, ale czy zrobil tak, jak mowil? Pojecia nie mam, bo na zegar odmierzajacy predkosc nie spojrzalam. Wyjezdzamy zza gorki...a tu ...ups! Slonce w oczy nam zaswiecilo i pomaranczowy, czy tez czerwony lizak dal znak aby zjechac na pobocze.
- Gowno!- Syknal Martin.- Przeciez spuscilem noge z gazu! Sama widzialas.
-Nie widzialam.
-Jak to? Mowilem przeciez, ze oni tutaj czesto stoja i ze musze zmniejszyc predkosc.
-Mowiles, ale nie zerknelam czy to zrobiles.
-O boze! O boze!...- Poddenerwowany malzonek wyciagnal papiery i ruszyl w kierunku wladzy. Dziwne, bo na zachodzie wladza podchodzi do zatrzymanego. Truchtajac podazylam za nim.
- Nie jechalem tyle!- Wkurzony maz tlumaczyl policjantom.
-Co on mowi?- Dopytywali sie chlopcy radarowcy.
-Mowi, ze nie jechal tyle.- Przetlumaczylam.
-Aha!? Tyle tzn ile?- Dociekliwie zagaili drogowcy.
-Tyle za ile go zatrzymaliscie.
- Kazdy zatrzymany tak mowi. Mozna bylo 50 , mial na liczniku 70.-Komentowali rzeczowo i pokazali policyjny radar.
-Macie stary sprzet.- Burzyl sie Martin. - Gdzie tu przebieg mojej jazdy? Moje numery rejestracyjne? Mozecie mi na tym sprzecie wcisnac kazdy kit. Moze zachowaliscie pomiar z poprzedniego auta?
-Co on mowi?- Padlo znowu.
-Mowi, ze byc moze robicie go w konia. Macie przestarzaly sprzet.
-Niech on sie tak nie stawia.-Przestrzegl jeden.
- Martin plisss...spokojnie. Wez oddech...-Prosilam meza.- Nie czupurz sie. Potrzebne ci problemy w obcym karaju z prawem?- Martin oburzony odwrocil sie i poszedl do samochodu.
- Panowie. - Probowalam jak umialam.- Nie bardzo chce mi sie wierzyc, ze on jechal tyle, ile wy podajecie, bo.....- zawiesilam glos, szukajac jakiegos sensownego wyjscia z danej sytuacji- nam inni kierowcy dawali znaki swiatlami, ze tu stoicie. Debilem trzeba byc, aby to zlekcewazyc. Nie byliscie dla nas zaskoczeniem. Zaskoczylo nas tylko to, ze jednak musielismy zjechac na pobocze. - Moi rozmowcy zaniemowili. - Poza tym.- Kontynuowalam.- On jest troche wzburzony, wiec calkiem mozliwe, ze za moment wcisnie gaz i...zostawi mnie wam na karku, a blisko do domu to ja nie mam.
- Nic z tego. Wypisujemy mandat.- Zakomenderowal straszy spuszczajac lekko z tonu.- Wszyscy zatrzymani nie sa zadowleni i probuja nam wmawiac, ze tyle to oni w zyciu, a gdzie tam, jak to mozliwe...
- E...nie przesadzajcie. Nie zdarzylo wam sie nigdy spotkac takiego, ktory od reki wyjal dokumenty i bez gadania przyznal sie do przekroczenia predkosci?
-Hm... kilku by sie znalazlo.
-No wlasnie. Nie taki swiat straszny panowie, jak go maluja. Do sedna jednak, ile to bedzie kosztowac?
-200 zl.- Odpowiedzial mlodszy i wyjal bloczek z mandatami.
-O kurcze!!!! 200 zl!? Tacy drodzy jestescie?
-yhy.
-To moze wypiszcze mi mandat kredytowy. Zaplace po dojechaniu do bankomatu. Gdzies na poczcie dokonam wplaty. Kurcze 200 zl! No nie mam, a musze jeszcze zatankowac.- Mysle, ze Bog wybaczy mi te drobne klamstewka.
-Kredytowy mandat w jego przypadku nie wchodzi w gre. Jest obcokrajowcem, wiec musi placic gotowka.
- Czyli jestesmy urzadzeni. Zostajemy z wami. Jakzesz ja sie ciesze !! Moze jakis namiot macie (?)...rozbijemy sie nieopodal.
-Ile pani ma?
-Stac mnie na 50 zlotowe szalenstwo.
-Dobrze...- Zastanawial sie starszy. Mlodszy odszedl na bok.- Wypiszemy mu postoj w zatoczce dla autobusow. To bedzie jakies 50 zlocisza. Rafal chodz! Wypisuj.
- Imie i nazwisko kierowcy?
- Frischer Fritz Hähnchen.
- Jak? Moglaby pani jeszcze raz powtorzyc?
- Frischer Fritz Hähnchen.
- Frrrr...i szszszszerrr Frizzzzzz...
-Fritz
-Frizzzzzzt.......kurna .Trudne.
-Fritz.- Korygowalam.
-No mowie ...Frizzzzt.
-Nie mowi pan. Moze sama wypisze ten mandat?- Zaproponowalam.- Szybciej bedzie.
Policjant podal mi bloczek mandatowy i po minucie bylo po sprawie.
-Poczeka pani chwileczke.- Rozejrzal sie na boki, czy nikt nie widzi- Niech mi pani to jeszcze do notesu wpisze. Taka procedura.
Wzielam notes...wpisalam dane Martina. Podziekowalismy sobie i ...komu w droge temu czas.
-Ales ty byla dla nich mila.- Zjadliwie zauwazyl maz.
-Normalna bylam. Mialam sie na nich z piesciami rzucic bo nieslusznie cie oskarzyli?
-Co wy zescie tam tak dlugo robili?
-Dane twoje spisywali, bo po okazaniu zabrales dokumenty ze soba. Troche to trwalo.
Cover
Oryginal
niedziela, 15 grudnia 2013
W zyciu nie wszystko trzeba rozumiec.
Bo w zyciu nie wszystko trzeba rozumiec. Z pewnoscia spiewaja o uczuciach.
Mala bawi sie w sklep. Powyciagala zabawki. Poustawiala na lozku. Powyciagala swoja letnia odziez , czyli bedzie sprzedawac. Powypisywalam jej kartki:
-Musisz napisac :"sklep zamkniety", "sklep otwarty".- Komenderuje Dziecko.
-Nie wystarczy :"zamkniete", "otwarte"?
-Nie.
Dobra jest. Wywieszki na zyczenie zrobione.
-Mamooooooo, mamoooooooooo....chodz!- Wola mnie po czasie Corka. Z pewnoscia chce abym zrobila u niej zakupy. Pocielam gazete na kwadratowe kawalki, ktore mialy odgrywac role pieniedzy. Poszlam i kupilam to i owo. Po chwili Mloda zagaja.
- Mamo. Potrzebuje prawdziwej forsy.
-Do czego? Do zabawy w sklep?
- Tak.
-E tam... te scinki z gazety wystarcza.
-Tato.- Mala uderza do ojca. -Potrzebuje prawdziwych pieniedzy.
-Ja tez.- Odpowiada ojciec.
-No wez, no....tatoooooooo- zaczyna dziecko
Poniewaz nie bylo odzewu, ojciec olal jej finansowe potrzeby, matka tez, wiec Mala dorwala sie do skarboni z pretensjami, ze dlaczego nikt tu nic od dluzszego czasu nie wklada. Smiac nam sie zachcialo na tego typu zagrywe.
-Ty przeciez musisz skarbonke zapelnic, nie my.-Tlumaczymy.
-Ale ja nie mam pieniedzy!- Uzala sie Mloda.
Ojciec przekonany wyciagnal portfel i poszedl na zakupy. Wrocil z jakimis miskami pluszowymi.
-Ile zaplaciles?- Pytam zaciekawiona
-Euro piecdziesiat. Ona jeszcze niezorientowana finansowo, wiec mi sie upieklo.
-Podaj mi portfel.-Prosze meza. eM wyrozumiale wyciaga swoj i wygrzebuje z niego dwa euro. Kupilam opaske na wlosy i letnia bluzke dla dzieci. Mala uradowana podreperowala wlasne, skarbonkowe oszczednosci.
Nie wiem juz jaki byl wstep do naszej wspolnej rozmowy, ale ......
- Bo Jonas powiedzial, ze ja i Matias jestesmy zakochana para i sie seksimy.
-Wow! Tak? - Przelknelam sline. Trudna rozmowa sie szykuje.- Seksicie sie?????
- Nie.
-Wiesz chociaz co znaczy slowo "seksic sie".
-Wiem. Nie wiedzialam , ale poszlam do Ramony i zapytalam ja.- Ramona to kolezanka mojej Corki. Razem pojda w tym roku do szkoly.- Ramona mi powiedzial, ze wtedy dziewczyna lezy na chlopaku i ......
-I co dalej? - Pytam wielce zainteresowana.
-I......nie wiem, lezy tak na nim.
- Czyli mam rozumiec, ze ty i Matias tego nie robicie i nie jestescie zakochani?
-Tak.
W taki oto sposob, dzieki bardziej wtajemniczonym kolezankom i kolegom Dziecie moje zdobylo podwaliny wiedzy na temat seksu. Obylo sie bez naszej ( rodzicielskiej) pomocy. Zostalismy wyreczeni. Mnie zas troche szokuje, ze to tak wczesnie teraz sie odbywa :((
środa, 30 października 2013
Uciekinierzy.
* Nie mam zbytniego doswiadczenia ze zwierzetami domowymi. Jako dziecko, oprocz kilku przemyconych kotow i to tylko chwilowo, nic nie posiadalam i chyba nic posiadac nie chcialam. Nie mialam parcia na :" Mamusiu, tatusiu kupcie mi pieska!" A nawet gdyby, to ojciec raczej nigdy by na to nie przystal. Byl zwolennikiem zwierzat , ale podworkowych. "Pies musi sie wyszalec. Musi miec przestrzen. Gdzie on tu, na tych 40 metrach kwadratowych, sie wyszaleje?"- Gadal. Mama popierala pod tym wzgledem ojca, wiec zwierzat domowych nie bylo.
Moja corka ma. Tzn. ona ma radoche, ze ma kroliczki. My, a konkretniej ja, mamy przerabane. Kiedy cos sie dzieje, jestem z tymi "potworami" sama. Kiedy cos kombinuja, eM siedzi w pracy, Marie w przedszkolu i wychodzi, ze to ja mam sie bujac.
Na zime przenieslismy stworzenia do garazu, aby nie marzly. Maja wygrodzony kawalek. Garaz do malenkich nie nalezy. Ma tyle, a nawet troche wiecej, co dawne mieszkanie moich rodzicow. Otwieramy im drzwi garazowe dla swiatla i powietrza. Siedza sobie "pluszaki" w swoim niby garazowym ogrodku. Przed wyjsciem do przedszkola, Marie idzie je karmic , jezeli trzeba zmienia wode, glaszcze, buzi , buzi....
Razu pewnego otwieramy, wczesnym rankiem, drzwi do garazu, a Max siedzi se na srodku, za wyznaczonym dla niego terenem, i przyglada sie naszym glupim minom. Zdebialam! Jak on wylazl? Gora chyba nie przeskoczyl? Gdzie Rozja? Trwalo troche zanim zbiega dorwalam. Sprawny to kundel nieslychanie. Rozja siedziala za ogrodzeniem i z zaciekawieniem przygladala sie mojemu miotaniu po garazu, a Marie miala nieslychana radoche- jeszcze kroliczka nagrodzila slodkim westchnieniem-"Och Maksiu! Jestes niesamowity!". O uganianej mamusi tak nie powiedziala. Zapodal mi siersciak dawke sportu i palpitacji serca...sam zreszta takowych tez sie nabawil. Po rodzinnym przegadaniu sprawy, wyszlo na to, ze Max wyskoczyl gora. eM zalozyl siatke na gorna czesc ogrodzenia, taka , jaka chroni sie te zwierzatka przed nalotem drapieznych ptakow. Siatka funkcjonowala niezle, az do momentu, kiedy...siedze se spokojnie w fotelu. Nareszcie chwila relaksu. Nikogo nie ma. Nikt nie przeszkadza tylko... czyjes szybkie i ciezkie kroki po schoda, wytracaja mnie z blogiej zadumy.
- Sluchaj! Kroliki kicaja po podworku!- Alarmuje tesciowa.
- Jak to?!!???
-Nie wiem "jak to", ale sa na podworku.
W klapkach lazienkowych, czyli w pelnej gotowosci bojowej, wyskoczylam na zewnatrz. Maxa nie widac! Rozji tez nie, ale...chwila, chwila...w podwiedlych kwiatach siedzi jakis bialy czerep, czyli robie sus. Ona tez, tyle tylko, ze w przeciwna strone. Tesciowa wykazywala ochote aby pomoc, lecz zwinnosc krolicy ja zniechecila. Poszla se, czy jak?? Zniknela. Zostawila mnie ...a Rozja wlazla w jakas szczeline, pomiedzy plotem i nasza buda znalazla schronienie ...rozbieraj bude, albo plot, jezeli chcesz miec krolika.
. Prawie, ze cip, cip zaczelam nawolywac. Jakies dziwne dzwieki z siebie wydobywalam, mialo to byc "inteligentne" nasladowanie kroliczej mowy, ktorej nigdy w sumie nie slyszalam. Jak te "zbiry" sie miedzy soba porozumiewaja? Com sie "nacipala", nabiegala, narzucala na trawnik, ... prawie jak Oliver Khan przy obronie bramki. W koncu krolice zlapalam. Bidula nawet sie nie szarpala. Szybciej sie poddaje. Przytulilam gada. Nagadalam, ze nie wolno i, ze jak nawieje to nie przezyje, ze tu ma pelna miche. Chleb z okladem i... gdzie sie pcha? W paszcze nieprzyjaznego swiata chce lezc?
W tym samym czasie kiedy ja z Rozja przechodzilam to nasze tete-a-tete. Tesciowa z siasiadka i jej corka naganiala Maxa na "wlasciwa droge". Co szesc nog to nie dwie. Zagonily go w koncu, tzn. sam wpadl, do garazu, a one zamknely drzwi pozostawiajac mi reszte roboty. Zostawilabym trutnia, niestety- obawialam sie, ze szkod narobi.W jakis smar moze wlezc, cos zrzucic...on jest wszedobylski i bardzo ciekawski. Pogon garazowa pomime. W kazdym badz razie, musialam w koncu przyjac technike na "cichego Indianina". Przygladac sie, nie poruszac i .... zarzucic sieci. Za trzecim razem sie udalo. A jak sie miotal skubaniec, nie chcial na rece! Rozi, kiedy dopadla swojego partnera cieszyla sie nim tak, jakby jakis skarb odzyskala. Lizala lobuza...poza tym przyjrzalam sie jaka kroliki maja metode na ucieczke. Podnosily pyszczkami ogrodzenie. Tak cwiczyly, az je poluzowaly. Zrobily sobie pod plotem szczeline, przez ktora sie przeslizgiwaly. Cwane bestie. A miny mieli takie jakby chcieli mi powiedziec : " I tak wam jutro uciekniemy".
eM prawdopodobnie umocnil podstawe ogrodzenia. Niestety, nie wierze, za niedlugo wynajda inny sposob.
* Odkrycie:
Lena Piekniewska
Marcin Styczen
wtorek, 15 października 2013
Powroty.
Wiem. Jestem nieslowna. Bije sie w piersi i przepraszam. Postaram sie poprawic. Mialam juz tutaj nie zagladac, ale... slucham fajnej muzyki i ogolnie czemu nie wpasc na stare smieci (p)?
Wrocilam z Polski. Wiadomo- fajnie bylo. Fajnie bo w 70% robilam to, co chialam. Nigdzie sie nie spieszylam. Sprawy do zalatwienia, powoli zalatwialam. A teraz jest inaczej.
eM schudl. Powiedzcie mi, bo ja tego nie rozumiem. Jak mozna w ciagu 12 dni zrzucic 5 kg.? Az mi gul skacze- i nie tam abym lubila eMa wypasionego. On to zrobil, bez specjalnej diety cud. Jadl makarony, biegal i nic nie robil...Nic . Skoro nas nie bylo mu sie nic nie oplacalo robic. Czyli wychodzi na to, ze my to jego sila napedowa, motor zycia. Wymiekl by facet jak nic, zniklby na makaronowej diecie. Teraz wszystko wraca na wlasciwe tory. Tak, ciekawe ktore to tory wlasciwe? Czy ten model zycia z rodzina, czy ten samopas? Wiem, wiem...kazdy musi sam sobie na to odpowiedziec.
W Polsce oprawilam moje rekodzielo i teraz zdobi sciane tutaj.
Chwalcie. Nie powstrzymujcie sie:))
Pomidory jeszcze dojrzewaja.
Dorobilam sie nowej pary butow- zachwalajcie...zachecam. Nie skapcie slow uznania:))
A poza tym...w glowie mam pustke. I to by bylo na tyle.
Chociaz nie. Cos mi sie przypomnialo. Jest pewien niemiecki raper, zwie sie Bushido. Nieglupi facet. Jego telewizyjne wypowiedzi to jedne z madrzejszych. Lubie goscia. Ktoregos razu nakrecil teledysk, ktory na youtube byl wyposazony w winiete. Nie zachecano do "konsumpcji" oweg teledysku. Bushido chyba zalazl komus za skore (oczywiscie spekuluje) swoja szceroscia i bystroscia wypowiedzi, bo zrobil sie wokol wideo szum. No ze agresywny. Przekazujacy niewlasciwe wartosci mlodziezy...tak ogolnie, wiecie jak to jest. Nawet muzyka na kozetke w TV posadzono i rozprawiano z ekspertami o jego dziele. Zniklo to na jakis czas...sprawa ucichla, az tu nagle oczom i uszom nie wierze. Widocznie moment rehabilitacji przeoczylam. Bushido i Sido odbieraja nagrode za najlepsze wideo na szczeblu krajowym.
Tu mozecie popatrzec na owo kontrowesyjne dzielo. Zycze Wam milego ogladania, o ile uda sie Wam je otworzyc. Powiedzcie, czy w filmach dla mlodych nie ma wiecej agresji? Spece przyczepili sie wielu monentow. Dla mnie to wideo z podtekstem. Sporo w nim symboliki: religie, okultyzm, Illuminati...on cos w drugim planie opowiada.
Na wyciszenie:
Wrocilam z Polski. Wiadomo- fajnie bylo. Fajnie bo w 70% robilam to, co chialam. Nigdzie sie nie spieszylam. Sprawy do zalatwienia, powoli zalatwialam. A teraz jest inaczej.
eM schudl. Powiedzcie mi, bo ja tego nie rozumiem. Jak mozna w ciagu 12 dni zrzucic 5 kg.? Az mi gul skacze- i nie tam abym lubila eMa wypasionego. On to zrobil, bez specjalnej diety cud. Jadl makarony, biegal i nic nie robil...Nic . Skoro nas nie bylo mu sie nic nie oplacalo robic. Czyli wychodzi na to, ze my to jego sila napedowa, motor zycia. Wymiekl by facet jak nic, zniklby na makaronowej diecie. Teraz wszystko wraca na wlasciwe tory. Tak, ciekawe ktore to tory wlasciwe? Czy ten model zycia z rodzina, czy ten samopas? Wiem, wiem...kazdy musi sam sobie na to odpowiedziec.
W Polsce oprawilam moje rekodzielo i teraz zdobi sciane tutaj.
Chwalcie. Nie powstrzymujcie sie:))
Pomidory jeszcze dojrzewaja.
Dorobilam sie nowej pary butow- zachwalajcie...zachecam. Nie skapcie slow uznania:))
A poza tym...w glowie mam pustke. I to by bylo na tyle.
Chociaz nie. Cos mi sie przypomnialo. Jest pewien niemiecki raper, zwie sie Bushido. Nieglupi facet. Jego telewizyjne wypowiedzi to jedne z madrzejszych. Lubie goscia. Ktoregos razu nakrecil teledysk, ktory na youtube byl wyposazony w winiete. Nie zachecano do "konsumpcji" oweg teledysku. Bushido chyba zalazl komus za skore (oczywiscie spekuluje) swoja szceroscia i bystroscia wypowiedzi, bo zrobil sie wokol wideo szum. No ze agresywny. Przekazujacy niewlasciwe wartosci mlodziezy...tak ogolnie, wiecie jak to jest. Nawet muzyka na kozetke w TV posadzono i rozprawiano z ekspertami o jego dziele. Zniklo to na jakis czas...sprawa ucichla, az tu nagle oczom i uszom nie wierze. Widocznie moment rehabilitacji przeoczylam. Bushido i Sido odbieraja nagrode za najlepsze wideo na szczeblu krajowym.
Tu mozecie popatrzec na owo kontrowesyjne dzielo. Zycze Wam milego ogladania, o ile uda sie Wam je otworzyc. Powiedzcie, czy w filmach dla mlodych nie ma wiecej agresji? Spece przyczepili sie wielu monentow. Dla mnie to wideo z podtekstem. Sporo w nim symboliki: religie, okultyzm, Illuminati...on cos w drugim planie opowiada.
Na wyciszenie:
poniedziałek, 20 maja 2013
...
Jestem zmeczona. Sezon ogrodkowy nastal. Uporalam sie z kilkoma zadaniami ogrodkowymi. Zblizaja sie nastepne. Mysle sobie czasami, ze nienormlana jestem. Zamiast sobie zycie ulatwiac to ja je utrudniam.
Marie zbierala pieniadze w skarbonce na hulajnoge. Pojechala do Polski i... wrocila z hulajnoga. Babcia spelnila marzenie. Skoro sie stalo, a kasa sie ostala to czemu by rodzicow nie pociagnac w innym, wlasciwym dla niej kierunku? Moje dziecie, od kiedy w Polsce, rok temu, ujrzalo w domu u kogos krolika nie odpuszcza nam i domaga sie co jakis czas zwierzatka domowego. Zbywalismy to gadanie, bo Mloda za mala jeszcze jest. Obowiazek opieki nad pupilem spadlby na nas..... W koncu sie doprosila:
-Mamo- bede bardzo przyjacielska dla krolika. Obiecuje.
-Wydaje mi sie , ze nie sciemniasz. Chodzi jednak o cos innego. Udowodnij mi, ze umiesz sprzatac swoj pokoj.
-Dwa razy posprzatalam. Sama widzialas.
-Tak, tylko rzecz w tym, abys sprzatala go regularnie....zebys sama to robila, a nie dwa razy. Jak osiagniesz taki poziom dostaniesz krolika.
-Mamo, nooooo...prezciez bede sprzatala...
-Nie obiecuj, bo i tak nie dotrzymasz i po co wypowiadac puste slowa?
Doprosila sie ...
Pojechalismy z nia poogladac. I nie bylo zmiluj sie. Tak nas nakrecila, nakrecala.... Dla niej jest jasne jak slonce, ze skoro bylismy w sklepie z krolikami tzn. ze dostanie krolika. Wywalila cala skarbonke. Uzbieralo sie 70 euro. Starczy na krolika i 2/3 klatki. 1/3 brakujacej forsy dolozymy. Na zwierze trzymane w domu nie stac nas "lokalowo"..... jezeli ma sie wielka chate, wtedy mozna. Tutaj kroliczki powinny miec klatki dlugosci przynajmniej 1,20cm. Nagadali nam w sklepie ( potem jeszcze sie naczytalam), ze lepiej kiedy kroliki sa dwa, ze wzgledu na ich stadna nature. O matko ty moja! Same problemy. Czyli dwa. Jak to teraz rozwiazac przestrzennie? No i rozwiazalismy. Kroliczki moga zyc na zewnatrz. Klatke zakupilismy. Z internetu, wiec taniej. Odwiedzilismy kogos kto zajmuje sie hodowla i sprzedaza tych stworzen. Bobasy sa jeszcze za male aby je do domu przetransportowac. Powinny jeszcze dwa tygodnie pozostac przy matce.
Marie wybrala dwa kroliki. Dokonala przedplaty, czyli ...za dwa tygodnie jedziemy po zwierzaki.
Gupia jestem, bo to bedzie z pewnoscia moj obowiazek, dopoki Malej nie wdrozy sie w opieke nad pupilami- mam nadzieje, ze nad jej pupilami.

MAX

ROZJA.
Marie zbierala pieniadze w skarbonce na hulajnoge. Pojechala do Polski i... wrocila z hulajnoga. Babcia spelnila marzenie. Skoro sie stalo, a kasa sie ostala to czemu by rodzicow nie pociagnac w innym, wlasciwym dla niej kierunku? Moje dziecie, od kiedy w Polsce, rok temu, ujrzalo w domu u kogos krolika nie odpuszcza nam i domaga sie co jakis czas zwierzatka domowego. Zbywalismy to gadanie, bo Mloda za mala jeszcze jest. Obowiazek opieki nad pupilem spadlby na nas..... W koncu sie doprosila:
-Mamo- bede bardzo przyjacielska dla krolika. Obiecuje.
-Wydaje mi sie , ze nie sciemniasz. Chodzi jednak o cos innego. Udowodnij mi, ze umiesz sprzatac swoj pokoj.
-Dwa razy posprzatalam. Sama widzialas.
-Tak, tylko rzecz w tym, abys sprzatala go regularnie....zebys sama to robila, a nie dwa razy. Jak osiagniesz taki poziom dostaniesz krolika.
-Mamo, nooooo...prezciez bede sprzatala...
-Nie obiecuj, bo i tak nie dotrzymasz i po co wypowiadac puste slowa?
Doprosila sie ...
Pojechalismy z nia poogladac. I nie bylo zmiluj sie. Tak nas nakrecila, nakrecala.... Dla niej jest jasne jak slonce, ze skoro bylismy w sklepie z krolikami tzn. ze dostanie krolika. Wywalila cala skarbonke. Uzbieralo sie 70 euro. Starczy na krolika i 2/3 klatki. 1/3 brakujacej forsy dolozymy. Na zwierze trzymane w domu nie stac nas "lokalowo"..... jezeli ma sie wielka chate, wtedy mozna. Tutaj kroliczki powinny miec klatki dlugosci przynajmniej 1,20cm. Nagadali nam w sklepie ( potem jeszcze sie naczytalam), ze lepiej kiedy kroliki sa dwa, ze wzgledu na ich stadna nature. O matko ty moja! Same problemy. Czyli dwa. Jak to teraz rozwiazac przestrzennie? No i rozwiazalismy. Kroliczki moga zyc na zewnatrz. Klatke zakupilismy. Z internetu, wiec taniej. Odwiedzilismy kogos kto zajmuje sie hodowla i sprzedaza tych stworzen. Bobasy sa jeszcze za male aby je do domu przetransportowac. Powinny jeszcze dwa tygodnie pozostac przy matce.
Marie wybrala dwa kroliki. Dokonala przedplaty, czyli ...za dwa tygodnie jedziemy po zwierzaki.
Gupia jestem, bo to bedzie z pewnoscia moj obowiazek, dopoki Malej nie wdrozy sie w opieke nad pupilami- mam nadzieje, ze nad jej pupilami.

MAX

ROZJA.
wtorek, 30 kwietnia 2013
Wyjazd.
Młoda wyjeżdża jutro nad ranem z ojcem do Polski. Robią sobie tygodniowy urlop. Nie powiem.... i ja, w pewiem sposób, przez ten czas odpocznę. Spakowani.Młoda wykapana. Rysunki dla najbliższych wykonane....
-Jak to tak? Bez mamusi? Dasz radę?- Pytam.
-Nie wiem. Muszę sprawdzić.
-Do kogo mam się w nocy przytulić? Ciebie nie będzie...
- Maaaaaaamo nooooo, weź przestań.
- Miśka przytulę, bo inaczej nie zasnę.
-Maaaaamoooooo!! Przestań!
-Dobrze, to se na ten czas znajdę innego dzieciaka.-Ależ totalny brak dorosłości z mojej strony...i głupota. Tak się z dzieckiem nie gada.
- Nie, nie możesz....a jezeli przygarniesz innego dzieciaka to go wywalisz, kiedy przyjadę z powrotem!
- Nie wywalę. Jak się kogoś wzięło to się go nie wywala. Trzeba wytrwać. Szczególnie kiedy idzie o dzieci.
-Jak to tak? Bez mamusi? Dasz radę?- Pytam.
-Nie wiem. Muszę sprawdzić.
-Do kogo mam się w nocy przytulić? Ciebie nie będzie...
- Maaaaaaamo nooooo, weź przestań.
- Miśka przytulę, bo inaczej nie zasnę.
-Maaaaamoooooo!! Przestań!
-Dobrze, to se na ten czas znajdę innego dzieciaka.-Ależ totalny brak dorosłości z mojej strony...i głupota. Tak się z dzieckiem nie gada.
- Nie, nie możesz....a jezeli przygarniesz innego dzieciaka to go wywalisz, kiedy przyjadę z powrotem!
- Nie wywalę. Jak się kogoś wzięło to się go nie wywala. Trzeba wytrwać. Szczególnie kiedy idzie o dzieci.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Faceci sa jacys dziwni.
Dobrze, ze swieta sie koncza. Niedobrze, ze za moment trzeba zwlec sie do pracy....Fajne jest slodkie lenistwo. Niefajnie, kiedy ono sie przedluza.... Kiedys do tej roboty trzeba sie jednak zwlec.
Fajnie, ze w te swieta nie musialam sie "narobic". eM dzialal...niefajnie, ze trzeba bylo poprawiac po eMie.
Kwiaty na swiateczny stol i slodycze od zajaca dla Malej zakupione. Spisal sie facet.....bez gadania i podpowiadania.
Obrus- co prawda na lewa strone, ale ....zalozony. Kurcze, zeby prawej od lewej nie odroznic? OK- nie bawmy sie w szczegoly, powiedzmy, ze sie zdarza....
Zgrzewka jaj (30 sztuk) zakupiona, ugotowana i pomalowana, jak na swieta wielkanocne przystalo, tylko....kto to przerobi?? Kiedy po nocnej zmianie oko swe otwarlam, to myslalam, ze mnie jeszcze nocna mara nie opuscila i halucynacja jaka , czy co innego, dopadlo. Zeby nam jaj na swiatecznym stole nie zabraklo, eM zakupil 30 "jajow" ugotowal i wymalowal. W nadgorliwosci swej, dokupil jeszcze 6 sztuk juz poddanych procesowi farbiarskiemu.... Co Wam powiem, to Wam powiem- mam przesyt jaj. Wczoraj 5 wszamalam.... wywalac nie chce. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze ja mu przed zasnieciem polozylam 10 sztuk do obrobienia. Przygotowalam farby, aby Dziecie ucieche mialo i pomimo wszystko zrobili inaczej. Dziwni ludzie ci faceci.
W zwiazku z meskimi dziwnosciami, przypomniala mi sie opowiesc kolezanki o jej obecnym mezu. Hajtali sie sporo po trzydziestce. Przyszly maz przyjechal do niej na urlop.
-W czym ci pomoc?- Pyta.
-Nic nie rob. Wroce z pracy i ustalimy co i jak. .- Zapodaje kumpela swojemu przyszlemu.
Wraca z pracy i nogi sie pod nia ugiely. Chcial byc pozyteczny ten jej przyszly. Upral i wygotowal fierany. Fierany, na ktore dziewczyna zbierala ponad rok...z jedwabiu japonskiego, czy jak mu tam. Drogie po cholerze ....jedno nieudolne pranie, a w sumie gotowanie, fieranki wykonczylo. Tak sie sklocili, ze rozstali sie na jakies 3 miesiace. Prawdziwa milosc przetrzymawszystko, nawet jedwabne fieranki i nadmiar jaj.
Mloda dumna ze swoich zajecy:) Ustawia je wszedzie. Bajki z nimi oglada. Marie wpadla na pomysl. Poprosila babcie aby jej kartke napisala. Owa kartke przykleilo Dziecie na drzwi swego apartamentu.
"Mamo i Tato"- zaczyna sie tresc.-" Czy moglibyscie, prosze, nie wchodzic do mojego pokoju?"
-Dobrze.- Mowi spokojnie ojciec.-Ja w to wchodze. mnie nie interesuje, co sie w twoim pokoju dzieje, ale zaraz przypne na drzwiach naszej sypialni kartke abys w nocy do nas nie przychodzila. Nawet mi sie to podoba, to twoje podejscie do prywatnosci.
-Nie! -Krzyczy Marie- Wy nie mozecie do mnie przychodzic, bo mam duzo pluszakow i mozecie na ktoregos nadepnac.
-To je sprzataj i nie trzymaj na podlodze.
-Nie!- Nie odpuszcza Mala.-Wy nie mozecie miec przede mna tajemnic.
Matko ty moja, coz za cerbera mamy. zazdrosnika jednego....
Po czym pod stolem, urzadzila swoj swiat. zaraz spadam, bo mnie Corka na kawe do siebie zaprasza. Choc my, dorosli, juz kawe wypilismy. Zastanawiam sie, czy nadmiar kaw nie bywa szkodliwy?
Troche muzyki. Chrzescijanski rap, jako echo poprzedniego posta.
Fajnie, ze w te swieta nie musialam sie "narobic". eM dzialal...niefajnie, ze trzeba bylo poprawiac po eMie.
Kwiaty na swiateczny stol i slodycze od zajaca dla Malej zakupione. Spisal sie facet.....bez gadania i podpowiadania.
Obrus- co prawda na lewa strone, ale ....zalozony. Kurcze, zeby prawej od lewej nie odroznic? OK- nie bawmy sie w szczegoly, powiedzmy, ze sie zdarza....
Zgrzewka jaj (30 sztuk) zakupiona, ugotowana i pomalowana, jak na swieta wielkanocne przystalo, tylko....kto to przerobi?? Kiedy po nocnej zmianie oko swe otwarlam, to myslalam, ze mnie jeszcze nocna mara nie opuscila i halucynacja jaka , czy co innego, dopadlo. Zeby nam jaj na swiatecznym stole nie zabraklo, eM zakupil 30 "jajow" ugotowal i wymalowal. W nadgorliwosci swej, dokupil jeszcze 6 sztuk juz poddanych procesowi farbiarskiemu.... Co Wam powiem, to Wam powiem- mam przesyt jaj. Wczoraj 5 wszamalam.... wywalac nie chce. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze ja mu przed zasnieciem polozylam 10 sztuk do obrobienia. Przygotowalam farby, aby Dziecie ucieche mialo i pomimo wszystko zrobili inaczej. Dziwni ludzie ci faceci.
W zwiazku z meskimi dziwnosciami, przypomniala mi sie opowiesc kolezanki o jej obecnym mezu. Hajtali sie sporo po trzydziestce. Przyszly maz przyjechal do niej na urlop.
-W czym ci pomoc?- Pyta.
-Nic nie rob. Wroce z pracy i ustalimy co i jak. .- Zapodaje kumpela swojemu przyszlemu.
Wraca z pracy i nogi sie pod nia ugiely. Chcial byc pozyteczny ten jej przyszly. Upral i wygotowal fierany. Fierany, na ktore dziewczyna zbierala ponad rok...z jedwabiu japonskiego, czy jak mu tam. Drogie po cholerze ....jedno nieudolne pranie, a w sumie gotowanie, fieranki wykonczylo. Tak sie sklocili, ze rozstali sie na jakies 3 miesiace. Prawdziwa milosc przetrzymawszystko, nawet jedwabne fieranki i nadmiar jaj.
Mloda dumna ze swoich zajecy:) Ustawia je wszedzie. Bajki z nimi oglada. Marie wpadla na pomysl. Poprosila babcie aby jej kartke napisala. Owa kartke przykleilo Dziecie na drzwi swego apartamentu.
"Mamo i Tato"- zaczyna sie tresc.-" Czy moglibyscie, prosze, nie wchodzic do mojego pokoju?"
-Dobrze.- Mowi spokojnie ojciec.-Ja w to wchodze. mnie nie interesuje, co sie w twoim pokoju dzieje, ale zaraz przypne na drzwiach naszej sypialni kartke abys w nocy do nas nie przychodzila. Nawet mi sie to podoba, to twoje podejscie do prywatnosci.
-Nie! -Krzyczy Marie- Wy nie mozecie do mnie przychodzic, bo mam duzo pluszakow i mozecie na ktoregos nadepnac.
-To je sprzataj i nie trzymaj na podlodze.
-Nie!- Nie odpuszcza Mala.-Wy nie mozecie miec przede mna tajemnic.
Matko ty moja, coz za cerbera mamy. zazdrosnika jednego....
Po czym pod stolem, urzadzila swoj swiat. zaraz spadam, bo mnie Corka na kawe do siebie zaprasza. Choc my, dorosli, juz kawe wypilismy. Zastanawiam sie, czy nadmiar kaw nie bywa szkodliwy?
Troche muzyki. Chrzescijanski rap, jako echo poprzedniego posta.
sobota, 9 marca 2013
Powracajaca fala.
Zanim przejde do meritum, chcialabym podzielic sie pewnym wkurzajacym mnie spostrzezeniem: jak mozna miec zrabany nastroj z powodu tego, ze "nasza" druzyna rypie mecz? Pierwsza polowe przegrali.
Ciagnac watek edukacyjno- wychowawczy, kiedys zastanawialysmy sie z kolezankami na przerwie w pokoju nauczycielskim, ze uczymy te dzieciaki takich pierdol. Tyle zbednych informacji im przekazujemy, a nikt nie uczy ich (nas) jak sobie radzic w zyciu. Jak to zycie godnie przezyc omijajac wszystkie "zasadzkas". Wedlug mnie najwiekszym uniwersytetem jest zycie- wiem, ze nie glosze zadnych wyjatkowych maksym. Wiem, ze to wiecie....
Dostalam mandat. Dawno, w grudniu... Po pracy... zamyslilam sie o Marie i nie spuscilam nogi z pedalu gazu. Jakaz eM mial ucieche, szkoda gadac. Facet byl w skowronkach, bo ja mu czesto gledze, ze za szybko jezdzi. Na prawde za szybko.Raz mial juz prawko wstrzymane na pare tygodni bo przekroczyl predkosc , ze ho, ho, ho! No ale z drugiej strony, komu ja to gledze...komus kto moze jezdzic wszystkimi poruszajacymi sie maszynami oprocz motora.
-Umiem jezdzic trakiem- Chwale sie, bo ja sie lubie chwalic.
-Hm...gratuluje, ale na miasto by cie nim nie puscili, co?
-A to mozna po miescie tym czyms?
-Czasami mozna. Czasami jest taka koniecznosc, ale wtedy jedzie ktos kto ma specjalna grupe w prawie jazdy.
-A ty mozesz?
-Wez przestan. Pewnie, ze moge
- Nie. Wiesz? Ja to tak tylko -cos tam przewiesc, sciagnac z gory, ustawic...takie tam....
Wracajac jednak do mojego mandatu i radosci eMa. Opowiadal raz mamusce jak to zona zarypala 30 euro. Nie, nie w tym celu aby sie dowartosciowac- choc moze, kto tam wie, moze aby usprawiedliwic swoje niedociagniecia? Nie chce dochodzic. Powiedzial mi potem, ze cieszyl sie, ze nie jestem taka perfekcyjna. No w kazdym badz razie, nie na reke mi bylo, aby akurat tesciowa znala moje niedociagniecia. Ona zapominalska, wiec byc moze z glowy jej to juz wylecialo.
Tego samego , radosnego dnia i toczenia opowiesci o potknieciu perfekcyjnej zony, ruszylismy w droge...jedziemy sobie...jedziemy....na autobanie nie powinno sie nic wydarzyc, bo tam ograniczenia predkosci sa nieczeste...i eMowi nagle jasnosc sie z radaru zrobila. Obezwladniajace swiatlo go oslepilo i powalilo z siedzenia.
-Ile tam bylo dozwolone?!!- eM wpada w lekki poploch.
- Nie widzialam. Jacys dwaj cywile sie tylko na poboczu krecili.
-Moze to burza nadchodzi i blysnelo?
-Grzmotu nie slyszalam...
-Zesz cholera by to wziela. Czlowiek sobie spokojnie jedzie, a tu jakies blyski go z rownowagi wyprowadzaja...
- He! Powrocilo do ciebie.- Wyglaszam proroctwo jak prorok.
-Co powrocilo?
-Nauka.
-Co ty gadasz?
-Powracajaca fala. Gadales matce o moim mandacie. Widocznie intencje tego gadania byly "nieczyste" i sie zapowrocilo. Zyciowa nauka.
-Ale dlaczego akurat mi? Ty tez mi gledzisz, ze za szybko jezdze, gledzisz o moich mandatach.
-Moje "za szybko" w porownaniu do twojego "za szybko" wysiada. Grzeczna jestem i dlatego pojde do nieba.
- Wiesz? Przyjdzie jeszcze jeden mandat , za nietrzymanie odstepu od poprzedzajacego mnie samochodu.
-Kurde! Ty to masz .... jak nie urok to sraczka. Zawsze ci mowilam , ze siedzisz ludziom na dupie.....
On sie chyba nie nauczy. Mu juz tak zostanie. Wnioski moze i wyciaga, ale ....czyzby nie byly one trwale? A ja chyba nie naucze sie nie mowienia mu, ze zawsze mu mowilam, albo : "a nie mowilam?"
sobota, 16 lutego 2013
Czas leci...
Pierwszy snieg jaki przezyla Marie. Zachwycona nie byla....
A tu my dwie. Marie ma 7 miesiecy, a mama 38 lat.


I Mala sama ...latem
Lubie tego chlopaka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
