Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2023

Ambitne plany.

 Zainspirowal mnie post u Szarabajki, bede wiec czasami robila odniesienia do jej wpisu. 

Zakonczylam wlasnie moj tydzien pracy- po 6:00 wrocilam do domu i ... mam labe do piatku rano. Wiadomo , najpierw trzeba bylo odespac swoje i tak sie zlozylo, ze spalam dzisiaj dlugo. 

Robilam od kilku dni ambitne plany na to moje wolne. Zamierzalam dzisiaj sprzatac kuchnie. Za tydzien Wielkanoc, wiec owe domowe miejsce wypadaloby doprowadzic do ladu. Nie, nie mam w domostwie syfozy. Jest przyzwoicie, ale .... znam wlasne katy i wiem gdzie przydaloby sie wsadzic rece. Trudno sie mowi i zyje sie dalej. Wybralam postawe biblijnej Marii. Siadlam i, z ludzkiego punktu widzenia, oddaje sie nierobstwu. 

  Siedze, pije kolejna herbate, dochodze do siebie i nawet palcem w kapciu nie chce mi sie kiwnac. Pisze glooopi tekst na blogu i delektuje sie jednym z odcinkow "Ukrytej Prawdy" w TVN. To dopiero odmozdzacz jak te wszystkie seriale srednich lotow. Mnostwo tego w ofercie programowej polskiej telewizji ( w niemieckiej nie lepiej). Chyba glupiejemy. Stajemy sie coraz mniej wymagajacym intelektualnie spoleczenstwem. 

Maria to choc madrosci zyciowych w meskim kregu sluchala , a ja mam tego typu madrosci , szczegolnie meskie, w glebokim powazaniu. Sama sobie poczytam , o ile bede chciala, i to mezczyzni skorzystaja , jesli beda chcieli posluchac. To ci dopiero czasy nastaly aby "baba" rownala sie w wiedzy z meskimi umyslami:) 

Plany ambitne tez mielismy aby na Wielkanoc zawitac do mamy. Plany byly czynione przed jej smiercia, teraz stracily sens. 

Istnieje  taka jedna biblijna Marta  w mojej rodzine. Ambitna kobieta. Jak ona cos zrobi, to nie ma bata we wsi. Zapobiegliwa, pracowita, martwiaca sie o to, o co nikt jej nie prosil... Ciotka, zona mamy brata, ktora od momentu pogrzebu mojej rodzicielki chyba oszalala. Nasze kurtki nie przystajace do pogrzebowej okazji wypomina gdzie sie tylko da. Maci, placze i dojsc do siebie nie moze . Gdybysmy posluchaly tylko jej madrych porad, pogrzeb bylby jak ta lala, a tak (?) wyszlo jak wyszlo, czyli "bylejak".  Zarzuca mi i rozpowiada po rodzinie jakiz to ja nietakt popelnilam zmawiajac za rodzicielke, i to publicznie, czesc rozanca. Niepojeta jest zapobiegliwosc  naszej rodzinnej Marty, ale najprawdopodobniej szlo jej o to, ze nie okazywalam rozpaczy a bylam na tyle przytomna na ciele i umysle, ze rozaniec przed pogrzebem ( jedna dziesiatke) prowadzilam. Nie uchodzi po prostu. Zamiast godnie cierpiec, to ja sie modlilam. 

Nie mam na nia sily. Jest nieustepliwa i tak pewna swych racji, ze to trzeba pozostawic chyba w spokoju i poddac sie procesowi rodzinnego obgadywania. Kto madry, zrozumie. Kto nie- ten pojdzie za nasza rodzinna Martusia:) 

Martusia przyjezdza na grob naszej rodzicielki ( a ma jakies 30 km) i przestawia nam wience. Jej , przepiekny i okazaly ciagle sie przewracal,  wiec siostra go polozyla na grobie. Hm... nie polezal tam dlugo,bo ciotka przyjechala i go postawila, a ze sie WLASNIE przewracal ,  wkopala go w ziemie i oparla o krzyz. Za kazdym podmuchem wiatru wieniec napiera na krzyz i go przewraca. Mamy dosc. Trzeba bedzie montowac pomnik bo inaczej ciotka nas zajezdzi. 

I nagorsze jest to, ze, z reguly,  te wszelkie okoliczne, rodzinne  Martunie dzialaja w dobrej wierze. Nie mozna im zarzucic pewnej zapobiegliwosci, przewidywalnosci ... a przy okazji dreczenia innych. 

Powiem teraz cos, co dla wielu moze okazac sie niesprawiedliwym osadem, ale bezdzietne kobiety maja czasami tyle opiekunczych uczuc w sobie, ze przelewaja je na sytuacje w dalszej rodzinie. Maja czas. Nie sa zajete mysleniem o swych pisklakach, jak je ogarnac, jak zorganizowac im dzien i  wpierdzielaja sie  innym w zyciorys. Cierpia na nadmiar wolnego i brak zaprzatniecia  glowy czyms intelektualnym. Zyja na zewnatrz a nie w sobie. No i mamy lekki , rodzinny dramat. Az  chce sie im powiedziec: " Usiadz kobieto na dooopsku i poczytaj cos. Moze zaloz bloga i sie rozerwij?"



niedziela, 16 stycznia 2022

Swiateczna konsumpcja.

Nawiazujac do poprzedniego postu... wyrzucilam dzisiaj niedojedzona puszke kukurydzy. Musze cos zrobic z moimi ludzmi, bo oni dzialaja na zasadzie, ze skubna co nieco,  a resztkami ma zajac sie "pani kuchni". Resztki wkladaja do lodowki na wieczne zapomnienie. 
Nie mam wyjscia- musze lodowke przegladac doglebnie codziennie i robic moim ludziom kolo zadka. Medzic, ze znowu cos otworzyli, nie dojedli i .... marudzic musze, inaczej nie wychowam. 
Dzisiaj, jak to w niedziele, swiateczna konsumpcja. 
Pizza z podsmazonym kurczakiem w curry, czerwona cebula, pomidorem, kaparami, winogronem i orzechem wloskim. Wszystko posypane rukola. Pizza zeszla. Zwrotow nie bylo.



Menu owe planowalam na sobotnich gosci, ale... goscie okazali sie bardzo skromni i tak zwodniczy w swych planach wyjazdu-odjazdu, mieli byc chwile zostali dluzej, a z jadlospisu zadowolili sie tostami.  

Dosc mam ograniczen zwiazanych z szalejacym wirusem. Dobija mnie to. Nie mozna tylko pracowac, jesc, spac i pracowac, zas sklepy spozywcze nie moga stanowic jedynej rozrywki, ktora ludzie zadawalaja sie na koniec tygodnia. 
Wyjscie do restauracji - obowiazuje zasada zaszczepiony i z aktualnym negatywnym testem. Kina, teatry, opery, filharmonie- zaszczepiony albo ozdrowieniec. 
Nie chce mi sie robic dodatowych testow, wiec restauracje jako rozrywka odpadaja. 
Natomiast kino, chcialam wybyc na nowego Matrixa- nie wyszlo. 

Teatr- opera - wypalil. 
Jechalismy w oparach poteznej mgly. Czego sie jednak nie robi dla sztuki. 


 




"Berlin Skandalös" wczoraj w dortmundzkiej operze grali. Muzyka Niemiec lat miedzywojennych. 

Wiadomo, nie sa to nasze polskie szlagiery typu: "Umowilem sie z nia na dziewiata", "Sex appeal to nasza bron kobieca", " Milosc ci wszystko wybaczy", "Juz nie zapomnisz mnie", "Ach spij kochanie"... 

Sa to niemieckie szlagiery tamtych czasow, np.:  przeboj Marleny Dietrich "Ich bin von Kopf bis Fuß auf Liebe eingestellt" ( dla zainteresowanych klik), czy tez "Wenn die beste Freundin" (klik). 
Pomimo, ze obce , trudno mowic o wyrosnieciu na nich, to jednak warto bylo sie zapoznac. 
Tworcy wyrezyserowali owe przedstawienie jako krotka ( poltora godzinna) historie Niemiec- Berlina tamtych czasow. Troche przypominalo mi to pomysl z przedsiewzieciem Rammstein`a  w jego teledysku Deutschland. 
Berlin lat dwudziestych i trzydziestych przeszlego wieku byl miejscem ciekawym. Trzecie co do wielkosci miasto swiata. Preznie sie rozwijajace, przyciagalo nadzieja na swietlana przyszlosc. Do miasta zjezdzali wiec wszyscy potrzebujacy pracy, oszukane dziewczyny z ofertami tyczacymi sie zatrudnienia i ladujace na parkowych laweczkach, chcacy zrobic  kariere, uciekinierzy z rewolucyjnej Rosji... 
Skoro przybywali wszyscy,  wiec zwiazane to bylo tez z szerzeniem sie prostytucji, nielegalnymi walkami, brakiem pracy,  glodem i nedza... Zdarzalo sie, ze ludzie chodzili  z tekturowymi bilbordami informujac,  ze podejma sie kazdej pracy nawet za miske strawy. 
Berlinowi nieobce byly demonstracje sufrazystek. Transwestyci, niespelnieni artysci... 

Za piosenke : "Raus mit den Männern" wykonawcy zostali nagrodzeni gromkimi brawami z czego wynika, ze nastroje feminstyczne maja sie wszedzie dobrze.
  Piosenka powstala jako figiel. Z zamiarem powiedzenie panom co sie o nich mysli zartem... a wychodzi mi na to. ze odpowiednie emocje wzbudza rowniez dzisiaj.  
Mi zas spodobal sie ten wykonawca. Przyciagal wzrok i sluch. Bardzo utalentowany artysta. Mnie powalil. Obsada swietna i polecam kazdemu z dortmundzkich okolic.