Zainspirowal mnie post u Szarabajki, bede wiec czasami robila odniesienia do jej wpisu.
Zakonczylam wlasnie moj tydzien pracy- po 6:00 wrocilam do domu i ... mam labe do piatku rano. Wiadomo , najpierw trzeba bylo odespac swoje i tak sie zlozylo, ze spalam dzisiaj dlugo.
Robilam od kilku dni ambitne plany na to moje wolne. Zamierzalam dzisiaj sprzatac kuchnie. Za tydzien Wielkanoc, wiec owe domowe miejsce wypadaloby doprowadzic do ladu. Nie, nie mam w domostwie syfozy. Jest przyzwoicie, ale .... znam wlasne katy i wiem gdzie przydaloby sie wsadzic rece. Trudno sie mowi i zyje sie dalej. Wybralam postawe biblijnej Marii. Siadlam i, z ludzkiego punktu widzenia, oddaje sie nierobstwu.
Siedze, pije kolejna herbate, dochodze do siebie i nawet palcem w kapciu nie chce mi sie kiwnac. Pisze glooopi tekst na blogu i delektuje sie jednym z odcinkow "Ukrytej Prawdy" w TVN. To dopiero odmozdzacz jak te wszystkie seriale srednich lotow. Mnostwo tego w ofercie programowej polskiej telewizji ( w niemieckiej nie lepiej). Chyba glupiejemy. Stajemy sie coraz mniej wymagajacym intelektualnie spoleczenstwem.
Maria to choc madrosci zyciowych w meskim kregu sluchala , a ja mam tego typu madrosci , szczegolnie meskie, w glebokim powazaniu. Sama sobie poczytam , o ile bede chciala, i to mezczyzni skorzystaja , jesli beda chcieli posluchac. To ci dopiero czasy nastaly aby "baba" rownala sie w wiedzy z meskimi umyslami:)
Plany ambitne tez mielismy aby na Wielkanoc zawitac do mamy. Plany byly czynione przed jej smiercia, teraz stracily sens.
Istnieje taka jedna biblijna Marta w mojej rodzine. Ambitna kobieta. Jak ona cos zrobi, to nie ma bata we wsi. Zapobiegliwa, pracowita, martwiaca sie o to, o co nikt jej nie prosil... Ciotka, zona mamy brata, ktora od momentu pogrzebu mojej rodzicielki chyba oszalala. Nasze kurtki nie przystajace do pogrzebowej okazji wypomina gdzie sie tylko da. Maci, placze i dojsc do siebie nie moze . Gdybysmy posluchaly tylko jej madrych porad, pogrzeb bylby jak ta lala, a tak (?) wyszlo jak wyszlo, czyli "bylejak". Zarzuca mi i rozpowiada po rodzinie jakiz to ja nietakt popelnilam zmawiajac za rodzicielke, i to publicznie, czesc rozanca. Niepojeta jest zapobiegliwosc naszej rodzinnej Marty, ale najprawdopodobniej szlo jej o to, ze nie okazywalam rozpaczy a bylam na tyle przytomna na ciele i umysle, ze rozaniec przed pogrzebem ( jedna dziesiatke) prowadzilam. Nie uchodzi po prostu. Zamiast godnie cierpiec, to ja sie modlilam.
Nie mam na nia sily. Jest nieustepliwa i tak pewna swych racji, ze to trzeba pozostawic chyba w spokoju i poddac sie procesowi rodzinnego obgadywania. Kto madry, zrozumie. Kto nie- ten pojdzie za nasza rodzinna Martusia:)
Martusia przyjezdza na grob naszej rodzicielki ( a ma jakies 30 km) i przestawia nam wience. Jej , przepiekny i okazaly ciagle sie przewracal, wiec siostra go polozyla na grobie. Hm... nie polezal tam dlugo,bo ciotka przyjechala i go postawila, a ze sie WLASNIE przewracal , wkopala go w ziemie i oparla o krzyz. Za kazdym podmuchem wiatru wieniec napiera na krzyz i go przewraca. Mamy dosc. Trzeba bedzie montowac pomnik bo inaczej ciotka nas zajezdzi.
I nagorsze jest to, ze, z reguly, te wszelkie okoliczne, rodzinne Martunie dzialaja w dobrej wierze. Nie mozna im zarzucic pewnej zapobiegliwosci, przewidywalnosci ... a przy okazji dreczenia innych.
Powiem teraz cos, co dla wielu moze okazac sie niesprawiedliwym osadem, ale bezdzietne kobiety maja czasami tyle opiekunczych uczuc w sobie, ze przelewaja je na sytuacje w dalszej rodzinie. Maja czas. Nie sa zajete mysleniem o swych pisklakach, jak je ogarnac, jak zorganizowac im dzien i wpierdzielaja sie innym w zyciorys. Cierpia na nadmiar wolnego i brak zaprzatniecia glowy czyms intelektualnym. Zyja na zewnatrz a nie w sobie. No i mamy lekki , rodzinny dramat. Az chce sie im powiedziec: " Usiadz kobieto na dooopsku i poczytaj cos. Moze zaloz bloga i sie rozerwij?"