Zastanawiam sie ostatnio, czy oplaca sie pisac na blogu o wlasnym prywatnym zyciu? Uchylam tutaj tylko rabeczek wiadomosci o sobie, ale pomimo wszystko ludzie wyciagaja wnioski takie, jakie im sie podobaja. Maja jakies wyobrazenia i na tym buduja wlasna rzeczywistosc.
Kiedys pokazywanie siebie slabo mnie obchodzilo, ale teraz... zaczynam uwazac , ze to nierozwazne. Nierozwazne z mojej strony. Wystawiam sie na oceny i porownania niekoniecznie uczciwe.
Uchyle jednak jeszcze male co nieco. Ota moja weranda. Przygotowana do sezonu- tylko kawalek, zeby nie bylo...
Mama miala zawsze duuuuuzo kwiatow na balkonie i taki chyba styl zycia przejelam... po rodzinie. Uwielbiam kwiatowy przepych.
Pojade jeszcze kulinarnie zanim do sedna dobije. Zamarynowalam na styl Bliskiego Wschodu baklazana. Nie przepadalam za tym warzywem, czy tez owocem... nie bylam nauczona go jesc. W domu sie go nie przyrzadzalo. Zaznajomila sie z nim tu w Niemczech. W duzych marketach po odejsciu od kasy mozna natknac sie na stoiska z zywnoscia z roznych czesci swiata. Azja w tym Indie, sprzedaja swoje makarony, kurczaki w curry z ryzem...Wlosi oliwki nauralne ,ale tez nadziewane, nadziewane pomidory, marynowane w oleju pomidory, przyprawione owoce morza. Turcy rozmaicie nadziewany börek, pasty twarogowe, papryki... W zwiazku z tym przyszlo mi sie zetknac z przyrzadzonym w tamtejszym stylu baklazanem. Nie wiem czy on turecki, czy syryjski. W kazdym badz razie pochodzi z tamtej czesci swiata. Kupuje u nich czasami trzy sztuki i zachwycam sie w domu jego smakiem. Jest pikantny, uwaga- czosnkowy i jeszcze jakis , ale trudno mi bylo to odgadnac az ... sama w koncu go zamarynowalam i wyszedl podoby, jak nie lepszy.
Nie wyglada to moze zachecajaco, bo stylistka jedzenia nie jestem, ale smakuje przednio. Wyjscia nie macie- musicie uwierzyc mi na slowo.
Skladniki:
Baklazan,
dobra oliwa,
zmielone chili ( ostrosc sami uregulujcie, moje jest ostre),
trzy zabki czosnku starte na tarce albo rozgniecione nozem na miazge,
suszone oregano ( lyzeczka od herbaty),
suszone , marynowane w oleju pomidory ( akurat mialam w lodowce); nie trzeba duzo ze trzy , cztery platki drobno pokrojone, dolalam tez troche zaprawy z pomidorow do mojej marynaty,
opcjonalnie ze dwie lyzki soku z cytryny, ale to nie jest konieczne- ja nie mialam,
sol.
Wykonanie:
Baklazana pociac w paski o grubosci 1 cm. Polozyc na tacce, lub kuchennym papierze i posypac z dwoch stron sola. Odczekac jakies 10 minut, az baklazan pusci wode. Osuszyc baklazany kuchennym recznikiem lub czysta sciereczka. Nastawic piekarnik na funkcje grila i grliowac z kazdej strony jakies 7 minut. Jezeli nie posiada sie grila, wtedy mozna warzywo usmazyc w niewielkiej ilosci oleju. W miedzyczsie przygotowujemy marynate. Mieszamy oliwe ( zalezy od ilosci baklazana 1/3 , 1/2 szklani oliwy), z oregano, zmiazdzonym czosnkiem, zmielonym chili, pomidorami i zaprawa z nich, opcjonalnie z sokiem z cytryny i dodatkiem soli. Z sola nalezy uwazac, bo baklazany byly juz solone w celu puszczenia wody. Zaprawe mieszany. Cieple baklazany ukladany warstwowo w jakims naczyniu. Kazda warstwe smarujemy marynata . Zostawiamy na jakis czas ( najlepiej na noc w lodowce) aby smaki sie przemieszaly a marynata weszla w warzywo. Ja dalam im jakies trzy godziny ( bez lodowki) i probowalam. Jak dla mnie super. Dzisiaj sa jeszcze bardziej wyraziste smakowo.
Na razie jem to tylko ja. eMowi przeszkadza czosnek. Marie zbyt duza ilosc oleju. Powiedzmy sobie, ze od czasu do czasu mozna czyms takim sie uraczyc. Chociazby kanapka z baklazanem.
A teraz do sedna. Ktos pomysli, ze tyle sie tutaj naprodukowalam i jeszcze zamierzam do jakiegos sedna isc?
Otoz tak.... mam taki zamiar.
Kiedys, w polskim kosciele w Niemczech poznalam pewna Gosie. Gosia jest ode mnie jakies 10 lat starsza. Ma dorosle dzieci. Pracuje kobieta ciezko. Maz Franek rowniez... maja zadbane , wynajete mieszkanko i ... okrutnie bylo mi ich szkoda poniewaz przychodza do nich firmy energetyczne aby wylaczyc im prad. Nie placa regularnie rachunkow. Nie maja kasy. Franek w czasie kiedy trzeba bylo pracowac i dorabiac sie emerytury, pracowal od przypadku do przypadku. Zaciagal sie na jakies budowy a poniewaz mial tendencje do nie wylewania za kolnierz, wiec nie utrzymywal sie w robotach zbyt dlugo. Zaczal na prosta wychodzic, kiedy spotkal Gosie, ale swiadczen emerytalnych nie ma tutaj powalajacych. Musi dalej pracowac choc krzyz i stawy mu siadaja.
Razu ktoregos Franek sie zwierzyl: "Wiesz, glupi bylem. Smialem sie z mojego szefa bo starym, wylinialym golfem jezdzil. Co to za szef? Szef powinien miec wypasiona fure ... robic wrazenie. A to byl chlopak w dzinsach. Siedzacy w starym samochodzie i mnie to bawilo. Kiedys po wodeczce odkrylem moje mysli o nim przy nim i uslyszalem wtedy, ze dla niego wazne jest, aby najpierw poplacic ludziom naleznosci, a na dobry samochod przyjdzie jeszcze czas. Robote tam stracilem. Nie utrzymalem sie w siodle."
To wlasnie takie dziwne myslenie. Nie wiem czy nasze rodzime, czy tez swiatowe, gdyby tak bylo przynajmniej w tej dziedzinie mielibysmy cos ze swiatowcow.
Siostra mi opowiadala, ze u niej w firmie sa takie stanowiska , do ktorych nie trzeba znac dobrze, a nawet w ogole jezyka niemieckiego. Czasami zatrudniaja tam Polakow, ktorzy przybyli i szukaja szczescia. Po jakims czasie Polacy kupuja sobie quady. Jezdza, robia halas... popisuja sie a niemieccy koledzy pukaja sie w glowe i pytaja: "Stac ich na to?"
Mysle, ze raczej ich stac. Wynajmuja w kilku pokoj i rozkaldaja oplaty na wieksza ilosc osob. Zywia sie jako tako. Nie zarabiaja oszalamiajaco, ale... quadow sie dorobili. W sumie to kazdy ma to, do czego dazy. Nigdy tego w Polsce by nie mieli a tutaj prosze , po osmiu miesiacach roboty ... Poza tym sprawa z tego typu pojazdami to rzecz sezonowa. Ludzie biora to na sezon a po sezonie parkingi przy salonach samochodowch zapelniaja sie tym sprzetem. Oddaja. Chca sprzedac...
Oczywiscie, nie wszyscy tacy jestesmy.
Tak. Jade do Wenecji, bo ciezko na takie cos pracuje. Tak- stac mnie na to i byc moze w Polsce nie mialabym takich atrakcji. Dobrego samochodu ( swojego) dorobilam sie niedawno, choc mi nie przeszkadzalo jezdzenie smartem prawie na zdechu- wazne , ze jezdzil. W sumie to potem eM nim jezdzil, ja jezdzilam naszym glownym wozem. W Polsce ciulalam grosz do grosza na stara kawalerke i tutaj tez ciulam. Jestem ciulaczem. Dusigroszem. Wstaje rano o czwartej do roboty, chodze tez na nocne zmiany... ucze sie zycia tutaj i ciezko pracowalam aby dostac sie do mojej firmy. Nie, eM niewiele w sprawie mojej roboty mi pomogl, bo on staroswiecko chcial zamknac mnie w domu przy dziecku. Tak jego mama zyla, tak widzial i czyms takim nasiakl. Nie opieralam sie na jego znajomosciach, bo ich w danej firmie nie mial. Potem zmadrzal i pomagal duzo przy malej Marie, obym tylko mogla w firmie zaistniec.
Kazdemu tak, jak chce.

































