Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrodek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrodek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2023

Oplaca sie, nie oplaca sie.

 Zastanawiam sie ostatnio, czy oplaca sie pisac na blogu o wlasnym prywatnym zyciu? Uchylam tutaj tylko rabeczek wiadomosci o sobie, ale pomimo wszystko ludzie wyciagaja wnioski takie, jakie im sie podobaja. Maja jakies wyobrazenia i na tym buduja wlasna rzeczywistosc. 

Kiedys pokazywanie siebie slabo mnie obchodzilo, ale teraz... zaczynam uwazac , ze to nierozwazne. Nierozwazne z mojej strony. Wystawiam sie na oceny i porownania niekoniecznie uczciwe. 

Uchyle jednak jeszcze male co nieco. Ota moja weranda. Przygotowana do sezonu- tylko kawalek, zeby nie bylo... 


Mama miala zawsze duuuuuzo kwiatow na balkonie i taki chyba styl zycia przejelam... po rodzinie. Uwielbiam kwiatowy przepych. 

Pojade jeszcze kulinarnie zanim do sedna dobije. Zamarynowalam na styl Bliskiego Wschodu baklazana. Nie przepadalam za tym warzywem, czy tez owocem... nie bylam nauczona go jesc. W domu sie go nie przyrzadzalo. Zaznajomila sie z nim tu w Niemczech. W duzych marketach po odejsciu od kasy mozna natknac sie na stoiska z zywnoscia z roznych czesci swiata. Azja w tym Indie,  sprzedaja swoje makarony, kurczaki w curry z ryzem...Wlosi oliwki nauralne ,ale tez nadziewane,  nadziewane pomidory, marynowane w oleju pomidory, przyprawione owoce morza. Turcy rozmaicie nadziewany börek, pasty twarogowe, papryki... W zwiazku z tym przyszlo mi sie zetknac z przyrzadzonym w tamtejszym stylu baklazanem. Nie wiem czy on turecki, czy syryjski. W kazdym badz razie pochodzi z tamtej czesci swiata. Kupuje u nich czasami trzy sztuki i zachwycam sie w domu  jego smakiem. Jest pikantny, uwaga- czosnkowy i jeszcze jakis , ale trudno mi bylo to odgadnac az ... sama  w koncu go zamarynowalam i wyszedl podoby, jak nie lepszy. 


Nie wyglada to moze zachecajaco, bo stylistka jedzenia nie jestem, ale smakuje przednio. Wyjscia nie macie- musicie uwierzyc mi na slowo. 

Skladniki:

Baklazan,

dobra oliwa, 

zmielone chili ( ostrosc sami uregulujcie, moje jest ostre),

trzy zabki czosnku starte na tarce albo rozgniecione nozem na miazge,

suszone oregano ( lyzeczka od herbaty),

suszone , marynowane w oleju pomidory ( akurat mialam w lodowce); nie trzeba duzo ze trzy , cztery platki drobno pokrojone, dolalam tez troche zaprawy z pomidorow do mojej marynaty, 

opcjonalnie ze dwie lyzki soku z cytryny, ale to nie jest konieczne- ja nie mialam,

sol. 

Wykonanie:

Baklazana pociac w paski o grubosci 1 cm. Polozyc na tacce, lub kuchennym papierze i posypac z dwoch stron sola. Odczekac jakies 10 minut, az baklazan pusci wode. Osuszyc baklazany kuchennym recznikiem lub czysta sciereczka. Nastawic piekarnik na funkcje grila i grliowac  z kazdej strony jakies 7 minut. Jezeli nie posiada sie grila, wtedy mozna warzywo usmazyc w niewielkiej ilosci oleju. W miedzyczsie przygotowujemy marynate. Mieszamy oliwe ( zalezy od ilosci baklazana 1/3 , 1/2 szklani oliwy), z oregano, zmiazdzonym czosnkiem, zmielonym chili, pomidorami i zaprawa z nich, opcjonalnie z sokiem z cytryny i dodatkiem soli. Z sola nalezy uwazac, bo baklazany byly juz solone w celu puszczenia wody. Zaprawe mieszany. Cieple baklazany ukladany warstwowo w jakims naczyniu. Kazda warstwe  smarujemy marynata . Zostawiamy na jakis czas ( najlepiej na noc w lodowce) aby smaki sie przemieszaly a marynata weszla w warzywo. Ja dalam im jakies trzy godziny ( bez lodowki) i probowalam. Jak dla mnie super. Dzisiaj sa jeszcze bardziej wyraziste smakowo. 

Na razie jem to tylko ja. eMowi przeszkadza czosnek. Marie zbyt duza ilosc oleju. Powiedzmy sobie, ze od czasu do czasu mozna czyms takim sie uraczyc. Chociazby kanapka z baklazanem. 

A teraz do sedna. Ktos pomysli, ze tyle sie tutaj naprodukowalam i jeszcze zamierzam do jakiegos sedna isc? 

Otoz tak.... mam taki zamiar. 

Kiedys, w polskim kosciele w Niemczech poznalam pewna Gosie. Gosia jest ode mnie jakies 10 lat starsza. Ma dorosle dzieci. Pracuje kobieta ciezko. Maz Franek rowniez... maja zadbane , wynajete mieszkanko i ... okrutnie bylo mi ich szkoda poniewaz  przychodza do nich firmy energetyczne aby wylaczyc im prad. Nie placa regularnie rachunkow. Nie maja kasy. Franek w czasie kiedy trzeba bylo pracowac i dorabiac sie emerytury, pracowal od przypadku do przypadku. Zaciagal sie na jakies budowy a poniewaz mial tendencje do nie wylewania za kolnierz, wiec nie utrzymywal sie w robotach zbyt dlugo.  Zaczal na prosta wychodzic, kiedy spotkal Gosie, ale swiadczen emerytalnych nie ma tutaj powalajacych. Musi dalej pracowac choc krzyz i stawy mu siadaja. 

Razu ktoregos Franek sie zwierzyl: "Wiesz, glupi bylem. Smialem sie z mojego szefa bo starym, wylinialym golfem jezdzil. Co to za szef? Szef powinien miec wypasiona fure ... robic wrazenie. A to byl chlopak w dzinsach. Siedzacy w starym samochodzie i mnie to bawilo. Kiedys po wodeczce odkrylem moje mysli o nim przy nim i uslyszalem wtedy, ze dla niego wazne jest, aby najpierw poplacic ludziom  naleznosci, a na dobry samochod przyjdzie jeszcze czas. Robote tam stracilem. Nie utrzymalem sie w siodle."

To wlasnie takie dziwne myslenie. Nie wiem czy nasze rodzime, czy tez swiatowe, gdyby tak bylo przynajmniej w tej dziedzinie mielibysmy cos ze swiatowcow. 

Siostra mi opowiadala, ze u niej w firmie  sa takie stanowiska , do ktorych nie trzeba znac dobrze, a nawet w ogole  jezyka niemieckiego. Czasami zatrudniaja tam Polakow, ktorzy przybyli i szukaja szczescia. Po jakims czasie Polacy kupuja sobie quady. Jezdza, robia halas... popisuja sie a niemieccy koledzy pukaja sie w glowe i pytaja: "Stac ich na to?"

Mysle, ze raczej ich stac. Wynajmuja w kilku pokoj i rozkaldaja oplaty na wieksza ilosc osob. Zywia sie jako tako. Nie zarabiaja oszalamiajaco, ale... quadow sie dorobili. W sumie to kazdy ma to, do czego dazy. Nigdy tego w Polsce by nie mieli a tutaj prosze , po osmiu miesiacach roboty ... Poza tym sprawa z tego typu pojazdami to rzecz sezonowa. Ludzie biora to na sezon a po sezonie parkingi przy salonach samochodowch zapelniaja sie tym sprzetem. Oddaja. Chca sprzedac... 

Oczywiscie, nie wszyscy tacy jestesmy. 

Tak. Jade do Wenecji, bo ciezko na takie cos pracuje. Tak- stac mnie na to i byc moze w Polsce nie mialabym takich atrakcji. Dobrego samochodu ( swojego) dorobilam sie niedawno, choc mi nie przeszkadzalo jezdzenie smartem prawie na zdechu- wazne , ze jezdzil.  W sumie to potem eM nim jezdzil, ja jezdzilam naszym glownym wozem. W Polsce ciulalam grosz do grosza na stara kawalerke i tutaj tez ciulam. Jestem ciulaczem. Dusigroszem. Wstaje rano o czwartej do roboty, chodze tez na nocne zmiany... ucze sie zycia tutaj  i ciezko pracowalam aby dostac sie do mojej firmy. Nie, eM niewiele w sprawie mojej roboty mi pomogl, bo on staroswiecko chcial zamknac mnie w domu przy dziecku. Tak jego mama zyla, tak widzial i czyms takim nasiakl. Nie opieralam sie na jego znajomosciach, bo ich w danej firmie nie mial. Potem zmadrzal i pomagal duzo przy malej Marie, obym tylko mogla w firmie zaistniec. 

Kazdemu tak, jak chce. 

poniedziałek, 23 maja 2022

Ladne otoczenie.

 Lubie , jak na typowa kobiete przystalo kwiaty. Faceci tez je lubia. Lubia ladne otoczenie , choc mozliwe, ze wielu z nich nie za bardzo chce sie owe ladne otoczenie  zorganizowac.  Organzacja ladnego otoczenia wcale nie jest az taka prosta. Nalezy o nie dbac, zabiegac.  Wymaga to wysilku fizycznego i powtarzalnosci pewnych czynnosci absorbujacych nasz czas, w ktorym mozna by bylo wygrzac kanape lub skoczyc na piwo z kolegami. 

Z ladnym otoczeniem  mecze sie juz od paru dni. Najpierw trzeba bylo umyc donice,  poprzycinac krzewy te rosnace w ziemi, nawiezc towaru do upiekszenia. Ziemia schodzi jak przyslowiowe cieple rogaliki. Robie to ja, bo eM ma za zadanie zadbac o ogrod, a ogrod w tym ukladzie to: koszenie trawy ( trawe tez nalezy z chwastow oczyszczac)  i niestety pan Malzonek dodal sobie roboty.... wsadzil na okolo trawnika piekne krzaki hibiskusow ( uwaga - pod krzakami trzeba pielic, on to zgrabia) . Problem w tym, ze nie umie moj Pan o rosliny zabiegac. Ja tez nie umiem. Nawet nie probuje sie nauczyc, bo jak sie naucze to przejme obowiazek na siebie, a w domu mam ich wystarczajaco.

 eM jest cwany. Tak urzadza ogrod, aby roboty bylo w nim jak najmniej... czyli minimalistycznie do sprawy podchodzi. Ja sie nie wtracam, choc pan Malzonek bledy popelnia. Potem mu nie wychodzi. Pyta dlaczego? Odpowiadam, daje porade - jezeli wiem w czym rzecz-  albo nie udzielam wyjasnienia, bo nie wiem...  Tez sie uczylam metoda prob i bledow i czytaniem forum ogrodniczego. 

Ogarniecie werandy to moja robota. eM montuje na niej tylko to, co facet powinien zamontowac. 









Wszystko jeszcze male i nie "zalesione". Zrezygnowalam w tym roku z wielu roslin , bo ... drogo sie zrobilo. Niektore kupilam po przecenach, gdyz lekko podsuszone byly i odratowywalam. 

Wczoraj tez przy kwiatach siedzialam, choc to niedziela, ale ... skoro tylko wtedy, jako tako wolnym czasem czlowiek dysponuje,  to  czemu nie porobic niektorych rzeczy w niedziele? Co prawda nie chcialam draznic ma aktywnoscia  sasiadow ( zeby nie bylo, zem taka pracowita i sie wywyzszam),  robialam to niejako w ukryciu. Pomimo tego, ze w rekawiczkach pracowalam i tak dlugo trwalo zanim paznokcie doprowadzilam do porzadku ( mam krotkie, dlugie nie sa do roboty).  

Dawno dawno temu odwiedzila mnie  kuzynka. Dziewczyna bardzo elegancka. Mieszkajaca w blokach, ale majaca przy bloku skrawek wlasnej ziemi , o ktora dba. Skrawek nie jest ponoc latwy do pielegnacji. Podbiera od czasu do czasu woda... no jakos tak niefortunnie miejsce wybrala ( wybrali z mezem). 

Siedziala u mnie troche , goscila sie, a potem ... zarzucila mi pretensjonalnym tonem, ze mam kase na takie ladne kwiatki, ze ogrodek mam... niefajnie mi sie zrobilo. Wyrzucila z siebie to,  co wyrzucic chciala przynoszac  sobie ulge, a mnie pozostawila w lekkim zdumieniu i zaklopotaniu.  

Pokajalam sie w duszy, ze mnie stac na to, na co jej nie stac ,  ze tak mi sie w zyciu ulozylo, iz skrawek fajnie urzadzony posiadam, a ona z mezem nie posiadaja. Szczesciara ze mnie i nad losem tych, ktorzy nie maja powinnam sie milosiernie pochylic. 

Po czasie doszlo do mnie, ze to troche nie tak. Przy wlasnym obejsciu trzeba sie pomeczyc, popracowac, popocic... kto  zabiega ten wyprowadza swoja posesje i warunki zycia na prosta. Kuzynki nie stac na tak piekne kwiaty, ale stac ja na bransoletke z pandory i dodatkowe do niej zawieszki. Stac ja na fryzerow. Oszczedza czas na  manicure  , badz ma kase aby regularnie salon odwiedzac.... Co tez ona mi naplotla? Wystarczy  mniej zawieszek z pandory, a wiecej kwiatow. Ja pandore kupilam sobie wlasnie tydzien temu- po przemysleniu spraw zwiazanych z kuzynka. Postanowilam lazic do manicurzystki, a nie pilowac szpon samej bo taniej... a w ogole to  szpony zapuszcze, aby moc takie kuzynki nimi straszyc. Nie mam czasu na salon pieknosci ( no chyba ze w urlopie), bo zmiany ( cholerne ci one sa) , bo w domu trzeba ogarnac... zreszta wiekszosc kobiet pracujacych wie w czym rzecz. 

Natchnely mnie do popelnienia dzisiejszej notatki dwa blogowe posty. Nie bede przytaczala , ani linkowala. Oba tyczyly sie pomocy uchodzcom. W jednym dziewczyna jest wykonczona praca . Obslugiwaniem . Dbaniem o porzadek  w pokojach zajmowanych przez uchodzcow. Panie  przy sobie nie za bardzo maja zamiar ogarnac, w koncu sa goscmi. Wyfiokowane, wymanicurowane... czytaj:" z paznokciami nie do roboty". Nie  mam nic przeciwko dbaniu o siebie. To pozytywna sprawa. Nie mam nic przeciwko paniom majacym czas na zabiegi upiekszajace... ale kurcze , skoro jestescie "tutaj" jakis juz czas to przejmijcie obowiazki zwiazane z porzadkiem wokol siebie. Piekny pazur , a dookola... no coz - od tego sa ludzie bez "pieknych pazurow". 

Wiem... bywaja tacy, ktorzy maja pewna wrazliwosc ( takich jest tez niemalo wsrod uchodzcow), ktora umozliwia im spojrzenie na sprawy ciut glebiej i umozliwia zerkanie,  jak rzeczy przedstawiaja sie u osoby obok. Wychodzac z toalety pozostawia po sobie porzadek. Doczyszcza muszle klozetowa, podniosa papierowy recznik... a inni stwierdza, ze : "Sa przeciez od tego ludzie. Za to im placa. Nie bede wykonywal roboty za kogos", zas tamtem ktos, dbajac o czyste otoczenie,  pada juz na ryj.  

Druga krytykowala krytykujacych sytuacje z uchodzcami Polakow. Ona dawala i dawac bedzie i bedzie to dawanie na blogu eksponowac, bo ... trzeba pokazywac inne swiadectwo , a nie narzekajac na styuacje z np.: zadbanymi paniami, rozpoczynac nagonke na tych, ktorych przyjelismy pod dach.  Trzeba sprawe niejako lekko upudrowac. Nie skupiac sie na  ladnym i szykownym wygladzie co niektorych , a posluchac o ich traumatycznych przezyciach.  

A jaka jest prawda? Ona lezy zawsze posrodku. Kiedy pomagamy, powinnismy nie patrzec na los calosci ( to ogolnik) , a miec przed oczami konkretnego czlowieka z jego historia. 

Pomagam uchodzcom. Nie przynosilam im moze  ciuchow, zywnosci, srodkow higienicznych, ale kasa rzucilam na polski i niemiecki Czerwony Krzyz  dzialajacy na terenach objetych wojna. Podsponsorowalam tez pewien klasztor przyjmujacy uciekinierow.  Dolozylam sie do organizowania pomocy finansowej w naszym landzie.... Oczywiscie przyoszczedzilam na domowym poletku, aby ow sponsoring udzwignac. Za takowa kase mialabym kupe wizyt w salonach pieknosci. 

Niczego nikomu nie wymawiam. Nie jestem zazdrosna. Pomagac bede dalej. Jestem za przyjmowaniem ludzi z terenow objetych wojna. Nie chce pyskowki : " Bo tamci maja za friko, a my tyramy". Staram sie cieszyc tym, co posiadam. Ogolnie jednak rzecz ujmujac -zycie nie bywa sprawiedliwe. Pomaganie moze zmeczyc, a poza tym pomagac trzeba umiec. 

No i ujeta pozytywnym przykladem dbania o siebie w kazdych warunkach, postanowilam jednak ciut zatroszczyc sie o wlasny image. Pomyslec o sobie. Umowic sie na kilka wizyt w salonach pieknosci.  

wtorek, 17 maja 2022

Ktorys z rzedu kogiel mogiel.

 Lubie kolorowe , ale nie pstrokate buty.  Najfajniejsze sa oczywiscie czerwone. Mialam  drzewiej , no i obecnie posiadam  pare czerwonych trampek. Do tego czarne spodnie, czarna koszula i wymiatasz czlowieku. 

Terazniejsze  trampy kupilam chyba cztery lata temu ( tez mi terazniejsze , no nie(?) ) w moim rodzinnym miescie w Polsce. W miejscowej galerii z siostra szalalysmy -  eh , to za duzo powiedziane.



Podczas owego szalenstwa przykulo moja uwage obuwie w witrynie ... sportowe... czerwone... ale kurna chata sklep byl z meska odzieza. Zadne tam kobiece trampeczki. Ot meskie trampy.  Kolor bil po oczach, no i mnie tez uderzyl. Nie, nie przeszlam obojetnie. Wlazlam do sklepu i poprosilam numerek 41 ( to chyba byl najmniejszy z meskiej rozmiarowki). Dobry, nie powiem, ale ja starszawa sie robie i w obuwiu wygoda musi istniec. Wygoda to podstawa. Poprosilam o dwa numery wiekszy model... dyskretnie, nie wymieniajac ze chodzi mi o 43. Wiadomo kobietki chca byc takie malusie. A baba, sprzedawczyni, na caly regulator :

-Zdziska podaj klientce te czerwone trampki w rozmiarze 43!!

-Jaki rozmiar?!

-43!

Matko ty moja! Toz to nie stopa, toz to kobiecy kajak, a te ryje dra i zero dyskrecji. Marzenia o byciu malenka  poszly sie pasc. 

No coz... prysly zmysly.



Zalozylam buciory. Siostra sie pochylila , sprawdzila palec. Stwierdzila, ze za duze , a ja... chyba z przekory , kupilam te trampki. Sa spore, ale jak sie scisnie sznurowadla to noga sie trzyma. Nie chodze w nich zbyt czesto. Na imprezy grillowo- ogniskowe. 

Chcialam je eMowi opylic, ale on butami nie prowokuje , no i ... troche ci one za male dla niego. 

Dzisiaj pojezdzilam za kwiatami. Trzeba wystroj przed domem zmienic. Zwiozlam  kupe kwiatow i jakies 160 litrow ziemii. Upakowalam w moj niewielki samochod i o dziwo... dalo sie wszysko przewiezc, choc na boku siedzialam, na jednym poldupku.

Kwiatowy wybor jak dla mnie sklepy maja nijaki. Mnostwo ludzi w  ogrodniczych marketach. Towar schodzi az milo. Nie chialo mi sie specjalnie wyszukiwac dziwnych kolorow i modnych roslinnych  polaczen. Wzielam jak leci,  patrzac tylko czy sadzonki sa zdrowe. 

Dziewczyny w pracy zachwycone, ze juz mozna w ogrodku dzialac, a mnie jakos niezbyt to zachwyca. 

Bratki przed domem poszly w niebyt. Na ich miejsce weszly geranie. Jesli dopisza, beda kwitly do pazdziernika. 




Najpierw chcialam same czerwone , jednokolorowe, ale ... 

Deszcz przeganial mnie dzisiaj dwa razy z kwiatowa robota. W koncu  ( i to zadecydowalo o zakonczeniu na dzisiaj) zabraklo mi ziemii-  100 litrow  zeszlo w mig... reszta roslin czeka na dokonczenie. Czeka na uboczu w roboczym zakatku. 

 



W tym roku obrabiam wszystko jakby od niechcenia. Nie mam radochy z zieleniny. Ot- trzeba zadbac o zewnetrzna strone misy i to wszystko. 

Kupilam jeszcze w kwietniu turki - tak moja mama nazywa te kwiaty. Dowiedzialam sie, ze sa bardzo wytrzymale. Znosza upaly i lekka suchosc... wsadzilam na dosc trudnym plotku. Rzadko cos sie nam na nim uchowalo. Okazalo sie, ze to sa jedyne kwiaty, ktore przyciagaja. Miniaturki, swietnie sie rozrastaja... cudne!



Niestety... nie sa ci one czerwone, ale piekne.

 Prosty, niewyszukany, niezbyt pachnacy kwiat, a wzrokowo powala. 

Marie jest juz po zabiegu wyciagniecia drutu z obojczyka. Juz ja ciagnie do wiekszej sportowej aktywnosci. Kolega zaprosil Mloda na silownie. Nabawila sie zakwasow w ramionach. Za moich czasow na randki szlo sie chyba do kina... oni teraz chodza na silownie. Z drugiej strony dokad zaprosic dziewczyne, ktora uprawia taekwondo, kopie pilke? Jak jej zaimponowac? Podnoszac ciezary. 

Rozpiescilam siebie dzisiaj. Zrobilam sobie deser. Kaiserschmarrn. Deser pochodzi z Austrii, ale Niemcy tez go lubia. Znajduje sie w menu wielu niemieckich restauracji. Jest to rodzaj slodkiego omletu. 

Przepis znalazlam w ksiazce  znanego austriackiego kucharza i sprobowalam... on go robi bardzo klasycznie, bez rodzynek... ja lubie z rodzynkami. 




Skladniki ( na 4 osoby):

- laska wanilii (strak wanilii),

-1 cytryna ( wyparzyc),

-500 ml mleka, 

-250 gr. maki,

-80 gr. cukru, 

- 9 jajek,

-50 gr. masla.

Dokladam jeszcze pelna lyzke rodzynek wymoczonych przez jakis czas w mleku. 




Z wanilii wyciagnac jej "szpik"- wnetrze. Otrzec skorke z wyparzonej cytryny. Namoczyc rodzynki w niewielkiej ilosci mleka. 

Do mleka dodac 2/3 z podanej ilosci cukru, wanilie, otarta skorke z cytryny. Ubic (do rozpuszczenia cukru) po czym stopniowo dodawac make , energicznie mieszajac. W osobnym naczyniu roztrzepac jajka. 


Roztrzepane jajka dolozyc do maki i mleka. Wymieszac drewniana lyzka. Na patelni roztopic maslo. Dodac resztke cukru. Na podgrzany tluszcz  wylac mase i posypac ja odsaczonymi rodzynkami. 




Mase podgrzac przez minute na patelni , a potem patelnie wlozyc do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pamietajcie aby patelnia nie miala plastikowych elementow, bo moga sie  roztopic. Podpiec omlet na brazowo. 




Kaiserschmarrn szarpie sie na mniejsze kawalki na patelni ( odrywa sie je, odcina). Serwuje sie z czym kto lubi. Tutaj dodatkowo posypuja go drobnoziarnistym cukrem, ale mozna tez cukrem pudrem. Niektorzy jedza Kaiserschmarrn ze sliwkami z kompotu. Mozna tez uzywac sezonowych owocow i bitej smietany. 

sobota, 15 czerwca 2019

Pora monsunowa.

Pada, pada i ...schnie. Duszno przy tym , choc temperatury niby nie powalaja.
Nie o tym jednak chcialam, a o mojej zieleninie. Kto by przypuszczal , sama bym nie przypuszczala, ze bede sie w zyciu zajmowala roslinami, dbala i ogolnie …
Inny tryb zycia prowadzilam wczesniej. Uczylam sie , uczylam i uczylam. Kladlam sie spac pozno , odsypialam porankami .... Do pracy przykladalam sie jako i teraz , czyli jak malo kto 😎, znaczy sie solidnie. Jak juz cos robic to niech to ma sens.

       Goscie u mnie byli. Fajni goscie. Mlodzi , wyluzowani… nie przytloczeni zyciowymi obowiazkami. Milo sie z nimi spedzalo czas. Zrobilam  pare zdjec dla ich rodzicow,  to pomyslalam sobie, ze : "Co beda sie te zdjecia tak kisic w jakims zapomnianym folderze. Wrzuce je na bloga. Powspominam przy okazji".
     Pare lat temu , okolo trzech, powstal w naszym domu dosc scisly podzial obowiazkow. Kiedys robilismy rzeczy wtedy, kiedy mielismy na nie czas. Z reguly tego czasu nam brakowalo, wiec i chaotycznie sprawy sie toczyly. Teraz domem w srodku zajmuje sie ja , poza pomieszczeniami piwnicznymi , te sa jeszcze wspolne do ogarniecia. Na zewnatrz zas : garaz, ogrodek, skladzik i pol skladzika,  przypadlo do ogarniecia  eMowi.
Stanelo wtedy , ze strony mojego meza, ze w domu zrobione jest wsio po mojej mysli ( zaprotestuje - nie wszystko w srodku toczylo sie po mojej nieskazitelnej, niezmaconej niczym mysli, jakies 90% pomyslow na rozwiazanie przestrzeni w srodku  to ja - 10 % eM) , na zewnatrz on - eM - chcial  przejac wladze, kontrole i zrealizowac swoje fantazje. Bardzo sie z tego ucieszylam. Nawet sobie obiecalam, ze sie nie bede wtryniac. Spoko leszcza. Hm... jak to z tym spokojem leszcza bylo? Niekoniecznie bylo spokojnie. Przed domem rozwiazalismy problem pol na pol . Czyli przedyskutowywalismy rozne pomysly i wyszlo, mniej wiecej   tak :



I troche starsze zdjecie . Z tamtego roku. Inne kwiaty. Tzn. gatunek ten sam, ale kolorystycznie inaczej to w tamtym roku wygladalo .



Dobrze, ze malzonek moj szanowny,  nie wtrynia sie w sprawy  kwiatow, te sa  na mojej glowie. Raz , pan maz, chcial zrobic dobrze. Kwiata nie lubiacego strumienia wody tak podlal, ze kwiat zdechl. No ale … przelknelam, pochwalilam dobre checi i od tej pory staram sie wyprzedzic mojego lubego z konewka.

Zielenina na werandzie, z tylu domu, rowniez prezentuje sie niezle. A co Wy na to?








   Wiecej nie bede Wam tu zdjec kwiatow wciskac bo,... nie wypada sie chwalic? 
Ogrodek zas w calosc, jak to oporzadzil eM chyba zamieszcze. 

Wiem, wiem... jeszcze trzeba w to wlozyc troche pracy. To jeszcze nie wszystko, ale wyjscie z wykopow do takiej pozycji chyba zasluguje na upamietnienie? 

Poniewaz zrezygnowalismy z ogrodu na styl uprawny i postawilismy na wygode ( choc trawa to niekoniecznie wygoda… kto ma ten wie , ze starania  w to tez trzeba wlozyc).

Mi sie zas warzywnej czesci nadal chcialo, ale bez uprawnych polaci …. problem rozwiazlam nastepujaco- na werandzie donica z pomidorem i na podworzu druga.





Salata i kalarepa 

Zdaje sobie sprawe, ze to smieszne, ale … no wlasnie, a moze nie smieszne? Ogladalam ostatnio plany zagospodarowania Paryza. W 2030 architekci chca to miasto miec zielone. Sprzyjaja zagospodarowaniu balkonow wlasnie na takowe ogrodki . Na plaskich dachach domow i gmachow zakladaja ogrody uprawne- warzywniaki. Ponoc nie kazdy dach nadaj sie na uprawy, na planach architektonicznych przedstawialo sie to zarabiscie. W rzeczywistosci zaczyna rowniez ciekawie wygladac. Ponoc w  USA tez sprzyja sie takiemu zagospodarowywaniu przestrzeni. 


                                                                                                                                                                   

Uwielbiam roze i powojniki. Roz mam cztery. Powojnikow piec. 

To nasza najstarsza rozowa latorosl. Nie trzyma sie dobrze, a i ja, kiedys tam, polozylam na niej lache. Pomimo wszystko rozyczka owa stara sie utrzymac. Starenka ci ona, troche wyleniala, ale chyba nalezy sie jej ciut uwagi z mojej strony? Choc ja sie akurat kwiatami zajmuje. 



To zas zakupiona przez internet,  jakies 13 lat temu, sadzonka rozy herbacianej. W paku roza owa jest herbaciana, ale kiedy sie rozwija staje sie coraz bledsza, bielsza, traci kolor. 





I najmlodszy nasz nabytek. Z tamtego roku. Roza biala z piekna rozowa obwodka na koncach platkow. Zauroczyla mnie. 


Jeszcze jeden kwiat , o korym chce Wam napomknac. To powojnik zwacy sie Warszawska Nike. Kupilam go w sklepie ogrodniczym w Niemczech. Ma przepiekne , ciemnofioletowe kwiaty. Tak mi sie spodobal i jest tak zywotny, ze rok temu sadzonke powtorzylam. Mam teraz dwa takie powojniki. Oto nasza zeszloroczna roslinka.



Podziwiajcie. Nie zazdrosccie. Trzymajcie kciuki 😋


wtorek, 29 czerwca 2010

Po łapach.

Muszę sobie dać po łapach. W moim życiu nie dzieje się nic ważnego ( no i niech to trwa- tak sobie życzę, gdyż ważne sprawy- a dobre to jak najbardziej, zaś ważne a złe nie bardzo mnie kręcą). Teraz fiksuje na punkcie udoskonalania techniki jazdy (p). Zasłużyłam widocznie na całkowite zaufanie, ponieważ.... gdyż.... dlatego że.... mój małżonek doczepił do mojego pliku kluczyków ten od samochodu i garażu. No i w niedzielę "publicznie" ogłosił, iż jeżdżę jak pół Schumachera :)Nie wiem.... ja to przyjęłam jako komplement:) Chociaż- może temat powinnam drążyć i dopytać się co M. konkretnie miał na myśli?
Muszę sobie dać po łapach, bo nic wyskokowego do powiedzenia nie mam- a przyłażę tutaj i piszę. Mój mózg zrobił sobie wakacje. Przez te upały znajduję sie na etapie pisma obrazkowego. Mogę Was jedynie katować filmikami "edukacyjnymi" z youtube, albo zanudzac "własnoręcznie" zrobionymi zdjęciami ogródka, no i Małej.
Dobra więc... moja siostra chwali sie wyczynami Syna, faktycznie ma czym- podczepić się pod to nie mogę, ale tez okrutnie pocznę się chwalić moją Córką, która obecnie zajmuje się "malowidłami naskalnymi" no i czasami wskoczy na poziom tatuażu.

Zastanawiające... jak ona dała radę to pod pachami zrobić?


A to domywanie. Z twarzy schodzi najtrudniej, bo Mała niezbyt lubi czystą facjatkę i płacze przy jej myciu. Mówi, że ją nos boli.


No i .... a jakżeby ( tylko bez pochwał pilsssssss (p) )













Pt.: "Szczoteczka do zębów". Ona tym "myje" sobie ząbki:)




Popatrzcie. Jakież mądre i świadome dzieci" posiadamy".

piątek, 4 czerwca 2010

Ogródek.

Ciepło nastało. Słonce dogrzewa. Od dwóch dni siedzimy na dworzu. Na wieczór schodzimy do domu. W ogrodzie robimy to, co zrobić trzeba, ale i wypoczywamy. Mamy z nim trochę problemów. W myśl powiedzenia:" Gdzie kucharek sześc, tam nie ma co jeść". Są dwie ogrodniczki i...sporo dyplomacji potrzeba, abyśmy się dogadały. Mogę iść na wiele ustępstw, jednego jednak nie przejdę. Nie bedę linijką wymierzać rządków do wsiania nasion. Nie da rady. Moje grządki są nierówne i tak jest perfekcyjnie. Poza tym jest jeszcze kilka dyrdymał związanych z tym miejscem, nie będę Was jednak zanudzać.
Najważniejsze, że swoje kilka metrów kwadratowych tam mamy i nikt w te metry nie ingeruje. Reszta to dogadywanie się, dogadywanie, dogadywanie....

*"Moje" ekologiczne pomidory. Niemodyfikowane genetycznie. Jestem z nich niesamowicie dumna, bo wyhodowałam je od ziarenka w donicach, a teraz proszę. Ten rodzaj pomidorów nosi nazwę "dyplomacja". Ciekawe jak ta dyplomacja smakuje.


Pora nauczyć się piec ciasto rabarbarowe... Rabarbaru u nas dostatek. Kojarzy mi się to ze schedą babci. Ona tego sporo miała.






Marie rozkoszuje się zapachami kwiatków. Widocznie zapach szczypioru jej podpasował.




Młotek, gwoździe, wiertarka i deski ze starej szafy... tak się zaczyna wielka przygoda. Pukam, stukam bo wiem dobrze o tym...




A oto nasze "królestwo".


Najwięcej fraidy ma jednak Marie. Dzisiaj wrzeszczała, ze nie może udać się na poobiednią drzemkę, bo musi się kąpać.Nie chciała za nic wyjść z wody. Żadna "marchewka" na nią nie działała i nie kusiła.




Drogie Panie. Prawdziwa kobieta musi być zawsze w gotowości. Może by tak z torebką do wanny?


Dobrze by było gdybyśmy na technice też się znały i umiały swoje pojazdy reperować. W sumie bez facetów też można. No nie :)


Na zakończenie chcę Wam powiedzieć, że zauroczył mnie film " Avatar".