wtorek, 27 kwietnia 2021

Zakupy.



Nie lubie, bardzo nie lubie robic zakupow, ale ...czasami musze ( nie chcem, ale muszem). Chetnie zepchnelabym ow obowiazek na malzonka. Niestety- tak sie nie da. Mam inne oko do produktow, on tez inne. Pietruszke od kopru odrozni, ale jak ma sam sie obsluzyc i np.: przyniesc pietruszke karbowana, albo naciowa to zaczynaja sie schody. Tak samo z selerem : seler korzen i seler naciowy. No i  inne takie... nie wazne. Czasami po prostu musze wybyc sama. A nie znosze zakupow ... 
choc moze inaczej to ujme- kupowac to ja lubie, tylko ten moment przy kasie bywa tragiczny, kiedy widzi  sie rachunek.  Poza tym takie czasy nastaly, ze lepiej nabrac towaru  na zapas, coby za czesto po sklepach nie lazic, niz za malo i znowu ciagac sie z maseczka po boskich przybytkach konsumpcji. 
A potem ? Potem trzeba to czesto na przymus przerobic, zeby sie nie zepsulo. Zaplacilo sie to nie mozna zmarnowac. Poza tym , kiedys jechalo sie we dwojke i zapelnianie wozka szlo szybciej. Teraz kazdy musi wziasc oddzielny wozek. Rodzinka ciaga sie z kilkoma koszami na kolkach, a jaki korek przy kasie robia (?) - szkoda gadac. My jezdzimy pojedynczo. 
Czasami tylko Mloda chce sie przewietrzyc. Coz za niebywala forma wietrzenia, nieprawdaz?  Pyta wowczas:
- Jedziesz do duzego marketu, czy tutaj w okolicy do tych mniejszych? 

Sama obskoczyla bym te mniejsze, okoliczne, ale z Marie wybywam do tych wiekszych. Nie marudzi wtedy, ze zostaje w samochodzie, bo nie bedzie snula sie po sklepie z dwoma koszami. W tych duzych bierze drugi wozek i ... towarzyszy, pomyka tam , gdzie znajduje towar dla siebie. Lubi tez jezdzic do  marketow z polsko-rosyjskimi produktami. Tam dzieciaki do 14 roku zycia sa zwolnione z przymusu przebywania w sklepie z koszykiem. Sa traktowane jako osoby przy rodzicach. 
W piatek ruszylysmy na lowy do miejscowosci oddalonej od nas o dobre 50 km. Daleko, ale  sklep maja dobrze zaopatrzony. Produkty polsko- rosyjskie, znalezc mozna tez tureckie, zas wlascicielem , jak sie okazalo , jest Turek. 

Podczas jazdy Mloda raczy mnie powyzszym przebojem. Pomidorowej u nas nie bylo od wiekow. Szkoda, bo dobra robie. 



W wozku laduja wtedy kisiele- w Niemczech ksielu nie znaja. I kupa innych produktow. Lubie pieprz w potrawach jako przyprawe. Czasami sypnie do zupy, albo do sosu niezmielone ziarna. W danym sklepie, sprzedaja tego typu produkty niemal hurtowo. Pieprz czarny w opakowaniu pol kilogramowym. Maja wszelkie bliskowschodnie przyprawy... po prostu maja tam to, co lubie i potrzebuje. 



Zdarza sie, ze probujemy tez czegos nowego. Jeszcze probujemy, bo za jakies 10 lat , jak mi sie uloza w glowie odpowiednie smaki to za nic nowosci nie rusze. Bede przywiazana do tradycji i koniec. Bede meczyla wszystkich, ze tego nie zjem, tamtego nie tkne.... to zle wyglada. Ograncze przypawy bo to szkodzi, tamto szkodzi , a tego nigdy na oczy nie widzialam  i eksperymentowac juz nie mam zamiaru. Ogolnie rzecz ujmujac nalezy korzystac dopoki mozna. 
    Mam kolezanke, ktora jest obecnie po szescdziesiatce. Umeczyla mnie podczas ostaniej wizyty, wlasnie owym :
-Co to jest? Na czym gotowalas? O nie, tego mi nie podawaj ... nie lubie. Dlaczego nie dodalas ziela angielskiego? Bez ziela? Co za bieda! A te banany to skad? 
 
Zawsze mnie zastanawialo dlaczego na tych wszystkich urlopach all inclusive serwuja niedoprawione  jedzenie. Skoro pokazuja wlasna kuchnie to powinni nam smakowo "dokopac". Potem przyjrzalam sie owym urlopowiczom, wsrod nich jest przewaga ludzi we wspomnianym wieku , czyli: zeby soli nie bylo za duzo bo cisnienie, zeby nie bylo za piernie bo problemy gastryczne... 
Slyszalam jak w  programach kulinarnych zawodowi kucharze apelowali : "Nie bojcie sie przyprawiac!". Smakuja jakas potrawe i komentuja: "Och ta kuchnia amatorska"- czytaj  slabiutko doprawiona. W kuchni plus omawiaja przepis i zapowiadaja " Odrobina soli", a ta odrobina to na moje oko lyzeczka od herbaty. 
Zostawmy jednak ow temat, kazdy orze jak moze. Mowiac prosciej- niech kazdy gotuje tak, jak lubi. 

Kuchnia mnie inetresuje. Kiedys od jednej z blogerek uslyszalam i uznalam to za lecewazace: " A o czym mam pisac? O gotowaniu?". Jakby rozmowa o wlasciwie przyrzadzonym  kotlecie byla nudna i nic nie wnoszaca w zycie. W sumie, niejako- tak wlasnie jest. Natomiast te wszelkie polityczne zatargi, slowne bijatyki z innymi blogerami to dopiero adrenalina! Przypieprzenie jak w niezlej kuchni:)  Jedzenie to bardzo wazna czesc naszego bytowania. Jak to okreslila w pewnym  z wywiadow Maria - jurorka The voice of Poland.  (?), ze ucza w szkolach tylu malo przydatnych rzeczy, a cos tak istotnego jak umiejetnosc wlasciwego odzywiania sie jest ignorowana. Dodam od siebie, ze przy tak zmieniajacym sie  swiecie, takze pod wzgledem zywieniowym, uwazam tego typu nauczanie za bardzo cenne. 

Wracajac jednak do tematu. Po sutych zakupach, tradycji musiala stac sie zadosc i uderzylysmy na Piroschki ( po polsku pierozki, Rosjanie i miejscowi mowia "pirozki"). Zaraz po drugiej stronie ulicy. Rosjanie serwuja tu swoj delikates. Ponoc Wareniki i Piroschki sprzedaja tez na transsyberyjskiej trasie, podczas postoju pociagu. Babki robia to domowym sposobem, a potem  serwuja turystom na stacjach. 



Akurat w tym miescie, smakuja najlepiej pierozki ( to jest spory kawal ciasta drozdzowego, z roznym rodzajem farszu, przerabiany na frytkownicy) z pieczarkami. Widocznie jedna z kucharek posiada dobry przepis . Ja zas, przy innych sklepach ze wschodnia zywnoscia,  lubie ow produkt z posiekanym  jajkiem i szczypiorem. Jest dobry tez miesny z kolendra. 

Przy tego typu wycieczce, oprocz naszego rytualu jedzeniowego,  zaliczamy jeszcze ksiegarnie. W tym celu nalezy dotrzec do centrum. Bez ksiegarni, z Mloda u boku, sie nie obejdzie. Ksiegarnia musi byc i tyle w temacie. Teraz, przy owych obostrzeniach, nie jest latwo do danego przybytku sie dostac. Ilosc koszykow swiadczy o ilosci kupujacych znajdujacych sie wewnatrz. Jezeli zabraknie koszyka, trzeba stac i czekac przed sklepem. No coz- czekamy. 
Ostatnio natknelam sie na polkach na ksiazki Marty Dymek wydane po niemiecku. Uwazam ta pania za super klasy veganska kucharke. Wyprobowalam niejeden jej przepis. Fachu uczyla sie w Berlinie. Polecam. Mam kilka jej pozycji po polsku, poza tym regularnie odwiedzam jej bloga. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.