środa, 28 kwietnia 2021

Bieda biedzie nierowna.

 " Nowakowski, przybywszy z Polski do Niemiec, odniosl wrazenie, ze "przyjezdza do kraju ladu i porzadku, od ktorego mozna uczyc sie solidnej roboty, do kraju po prostu wzorowego". Oczywiscie nie zawsze porownania wychodzily na korzysc Polski i Polakow. Znajdziemy w tekscie i takie wyznanie: "Och, jakzebym chcial, aby nasi mieszkali jak tutejsi "nedzarze", ktorych domy sa jeszcze palacami w porownaniu z domami u nas!". Tak jak przed nim Boleslawa Prusa, zachwycily Nowakowskiego dorodne, silne i zdrowe niemieckie dzieci. " Przypomnialy mi sie-napisze- dzieci naszych szkol wiejskich i miejskich, patrzylem wiec upokorzony, smutny, zly. Pelen zazdrosci, ktorej miejsce wreszcie zajela irytacja." ". 

Z przedmowy do " Za zamknietymi drzwiami. Reportaze z Niemiec 1933. " Zygmunt Nowakowski. 

Nie, nie bedzie o wojnie i o swiadomosci historycznej Niemcow. Jako wstep do przemyslen wcisnelam ow fragment z reportazy Nowakowskiego. Moja tesciowa, kiedy rozmawiala ze mna o czasach wojny, o tym jak to sie stalo, mowila o panujacej wowczas biedzie. Ta bieda miala byc niejako jednym z wielu argumentow na usprawiedliwienie owczesnego zachowania jej narodu. Blad owego argumentu byl taki, ze nie znali wowczas ludzie realiow zycia gdzie indziej. Nie przemieszczali sie, nie podrozowali. Mieli mala wiedze. Byli ksenofobiczni, zamknieci w sobie. Dla nich calym swiatem byla ich miedza. Wydawalo sie im, ze tylko u nich jest tak zle, niedobrze. Caly glob oplywa w zbytku a oni co? Nie mieli punktu odniesienia. To co dla Niemcow w tamtych czasach bylo doskwierajaca bieda- ojciec mojej tesciowej przez 6 lat nie mogl znalezc pracy- gdzie indziej jawilo sie jako nadmiar. 

Punkt widzenia  zmienia sie w zaleznosci od miejsca siedzenia. Pamietam, co prawda rzadkie,  opowiesci mojego ojca. Nie chce tu przytaczac calej historii jego rodziny. Byla ona niewatpliwie podobna do  wielu historii polskich rodzin zza Buga. Ojciec nie opowiadal chetnie. Wiecej rodzinnych historii sprzedawaly nam jego siostry, ale razu pewnego ojca wzielo na wspomnienia. 14 letnia gowniara wtedy bylam. Mowil o tym jak czekali na przednowek, na pierwsze pokrzywy. Mozna bylo wowczas gotowac tzw kapusniak.  Ten "kapusniak" gotowalo sie w sumie tylko z pokrzyw, bo kapusty nie bylo. Wychodzi mi na to, ze ludziska cierpieli glod. 

-Nie mogliscie pozyczyc kapusty od sasiadow?

-Nie moglismy , bo wszyscy mieli to samo, czyli nic. Nikt nie mial kapusty. Pokrzywy , jak sie tylko pojawily, byly wyciete w pien. 

Ojciec jako pierwszy z rodziny i nie najstarszy, po skonczeniu szkoly ( dorobieniu sie matury) i osiagnieciu wieku 19 lat, wyemigrowal z powodu danej sytuacji gospodarczej do Polski. Za nim podazyla reszta rodziny. 

Wspomnialam o tym, razu ktoregos pewnej Polce narzekajacej na biede w czasach komuny i ktora to ( owa nedza)  spowodowala, ze rozmowczyni ma uciekla do Niemiec.

-Przynajmniej byli zdrowi, jak sie tych pokrzyw objedli. - Lekcewazaco odniosla sie do przypadku mojego ojca. 

Przestalam o tym komukolwiek mowic. Wychodzi mi na to, ze bieda biedzie nierowna. I kazdy widzi tylko czubek wlasnego nosa. 

Z czasem przyszlo mi pracowac w osrodku, gdzie miala przyjemnosc uczyc sie mlodziez i dzieciaki w 90% wywodzace sie z rodzin tzw "niewydolnych wychowawczo" ( nie mam pojecia czy obecnie tego slowa mozna wobec tego typu rodzin uzywac (?)). Biednie u nich bylo, ze hej! Przypominam sobie sytuacje, kiedy matki wysylaly swe pociechy pod sklepy po tzw.  prosbie. Dzieci owe byly czesto odstawiane do szkoly poprzez przypadkowych ludzi  zbulwersowanych dana sytuacja. 

-Dziecko co ty tu robisz?- Zapytala raz naszego wychowanka pewna babcia wychodzaca ze sklepu.- Nie powinienes byc wlasnie w szkole na lekcjach?

-Nie... nie mamy lekcji. Odwolane. Da pani na chleb? 

Wzywalismy potem matke dziecka, a ona...

-Co mialam poczac? Co by pani zrobila na moim miejscu? Nie mialam co do garnka wlozyc. Mi juz nie dadza. Ja nie wzbudze zalu, litosci. Beda kazali mi sie do roboty ruszyc, ktorej notabene nie ma... a jemu ktos jeszcze cos da. 

Pamietam te czasy. Czasy konca lat 90. Pewnej stagnacji. Wolnej amerykanki w gospodarce. Agresywnego kapitalizmu. Jedni sie szybko dorabiali, drudzy szybko biednieli... Przedsiebiorstwa upadaly jak grzyby po deszczu, likwidowano PGRy. Wyprzedawana wszystko co panstwowe i dalo sie wyprzedac. 

Pamietam cwaniactwo naszych uczniow, ktorym dyrektor zalatwil sponsora na zimowe , cieple odzienie. Bo i takie sytuacje przezywalismy w naszym osrodku, ze matka przywozila dziecko do szkoly. Stawiala pod sciana i mowila: 

-Pani. Dzieciak nie ma butow na zime. Zalatw.

Po czym sie odwracala i wychodzila. 

Dyrektor zalatwil sponsora na ciepla odziez. Pedagozka sukcesywnie brala kilkoro uczniow ze soba na zakupy. Wracali obkupieni w ciepla kurtke, czapki, buty, rekawice, szaliki.... a po dwoch dniach psuli suwaki w kurtkach. Domagali sie reklamacji. Mysleli, ze dostana druga nowa kurtke. Stara , z zepsutym suwakiem zatrzymaja dla siebie, nowa sie opchnie. Dzwigajac w ten sposob rodzinny budzet. 

Bieda rodzi cwaniactwo. Jest niemoralna. Jestesmy w nia wkrecani przez system. Czasami zdarza sie ludziom z powodu ich niewydolnosci, nieumiejetnosci, uzaleznien... czasami ludziom wychodzi tak , jak wychodzi i rodza sie w tego typu srodowisku. Niejako zycie skazuje ich na biede. 

Jestem za wysmiewanym i wyklinanym przez czesc polskiego spoleczenstwa 500+ . Jestem za polityka socjalna, ktora w Polsce latami kulala. Pamietam jak raz tlumaczylam eMowi o co ten caly szum z powodu 500+ w mojej bylej ojczyznie i malzonek nie mogl zalapac powodu niezadowolenia. Przeciez socjal jest normalny w krajach demokratycznych. Trzeba pomoc tym, ktorym nie wychodzi. Co prawda ludzie tutaj zzymaja sie na niepracujacych, nie darza leniow sympatia, ale sa za jako taka pomoca socjalna. 

Natknelam sie dzisiaj na tekst na jednym z blogow traktujacych o Kubie ( tutaj).  Autorka to Polka, ktorej maz pochodzi z Kuby.  Tekst bardzo szczery i dajacy w pysk wszelkiej masci nieprzygotowanym turystom. Jedno jest pewne. Odwiodl mnie bardzo mocno od odwiedzenia tej wyspy. Wole jezdzic tam gdzie wiem, ze moje pieniadze nie pojda do kieszeni politycznych prominentow. Rozwalily mnie tez komentarze pod danym postem. Jest tam biednie, a bywaja i tacy, ktorzy mowiac slowami autorki komentarza: "Chca pojechac na Kube zanim Fidel umrze". Skansen komunizmu i atrakcja turystyczna sama w sobie. Ech ludzie! 

Nie nie jestem za tym, zeby dawac sie skubac. Nie znosze byc skubana, ale wiem rowniez ze pomagac trzeba umiec. Jezeli umiesz to powinienes pomagac, a nie zlewac sytuacje, czy tez opierac sie na stwierdzeniu : "sami sobie winni". 

Ogladam tez vlogi ludzi, ktorzy przybyli do Polski np.: z Ukrainy. Oni mowia, ze odnalezli tu spokoj, ze moga planowac swa przyszlosc. Niepojete , nieprawdaz? Kiedy sie slucha tych wszystkich wqrwionych Polakow, to tego typu wypowiedzi sa jak nie z tej ziemii. Kto tu moze znalezc spokoj, stabilizacje? Bo pogda nie taka, bo uksztaltowanie terenu nie takie, bo nawietrznienie nie takie, bo rzad nie taki, " bo sie qr*a dzisiaj rano obudzilem".  Moja sis sama stwierdzila po fakcie wynajecia przez ukrainskie malzenstwo mieszkania pietro nizej: "Matko jak u nich musi byc zle, skoro oni do takiej Polski sie rwa?". 

Klik

Tak kiedys mowilismy o roznicach pomiedzy zachodem i Polska. Kiedys... nie teraz. Polska sie  zmienia-zmienila. 

24 komentarze:

  1. Jeśli zdjęłaś szlaban na mnie (a chyba zdjęłaś, bo ów komentarz znikł niczym kamfora ;) ) pozwolę sobie zabrać głos, choć nie po to, aby Ci udowadniać, że pewnych kwestiach się mylisz, ile po to, aby wyrazić swoją opinię (czytaj: zdanie odrębne).

    Zacznijmy od lat trzydziestych ub. wieku. Jestem pewien, że poczucie biedy na Zachodzie było większe niż na terenach na wschód od Odry. Początek lat trzydziestych to jeden z największych kryzysów gospodarczych, jaki dotknął świat (pomijając wojny). Dla bogatego społeczeństwa to był szok, stąd nie dziwi mnie ten tekst Nowakowskiego. Kraje na Wschodzie z biedą stykały się i przed owym kryzysem, dlatego łatwiej z nią sobie radziły.

    Teraz o tej pokrzywie. Nie posądzam Twojego ojca o to, że kłamie, myślę, że odrobinę przesadza. Na przednówku nikt nie jadł kapusty, bo jej po prostu nie było. Jej zbiory przypadają na jesień. Nie wszyscy mieli jej wystarczające zapasy. Pamiętam czasy, kiedy ów przednówek wszystkim kojarzył się nieciekawie. Moi rodzice byli zwolennikami szczawiu (pojawie się mniej więcej w tym samym czasie, co pokrzywa), i do dziś niektórzy czekają na ten okres, aby sporządzić solidną zupę szczawiową, a przecież takiej biedy nie ma jak kiedyś. Moja babcia też zbierała pokrzywę. Gotowała i drobniutko siekała, ale po to, aby dodać ją do karmy dla kur.

    Biedy w patologicznych rodzinach nie porównywałbym do biedy rozumianej w szerokim pojęciu. „Chwyt” na biedne dziecko jest stosowany do dziś

    Zbyt mało czytasz o tym programie 500 plus. Dziś już można go ocenić i wnioski są dwa. Ani nie przyczynił się do wzrostu dzietności, ani nie zlikwidował patologicznej biedy. Na obu tych obszarach poniósł klęskę. Tak naprawdę poprawił sytuację tych, którym wcale nie było aż tak źle, to znaczy tym, którzy i bez tego programu dawali radę. Dużo by pisać, może później.

    Najbardziej bulwersuje mnie ostatni akapit: „Tak kiedyś mówiliśmy o różnicach pomiędzy zachodem i Polska. Kiedyś... nie teraz. Polska się zmienia-zmieniła”. To prawda, Polska się zmieniła, ale jeśli dziś Morawiecki i Kaczyński snują marzenia, że dogonimy Zachód poziomem życia i wynagrodzeniem za... za trzydzieści lat w wariancie optymistycznym, Twój optymizm jest tylko pobożnym życzeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale na ciebie szlabanu nie zdjelam. Wykasowalam tamte komentrarze aby nie robic ci sita. A w sumie to czym ja sie przejmuje? Twoim sitem?

      W latach 30 ubieglego wieku- kryzys dotknal zachod. Jak widac dla wielu zwyklych polykaczy chleba to wystarczajacy powod aby rozpoczac wojny, aby zapewnic sobie i swoim przestrzen do zycia. Kraje wschodzú zyjace non stop w biedzie jakos na ten "cywilizowany" sposob rozprawienia sie z bieda nie wpadly. Moja babcia- rok starsza od tesciowej- miala w domu dostatek. Byla gosdpodarska corka, im powodzilo sie dobrze. Gorzej bylo z dziadkiem, ktory za parobka u wlasnego brata ( brat z pierwszego malzenstwa ojca) robil, a ten ponoc batow i roboty mu nie szczedzil, jadla zas skapil. Dziadek znal i rozumial przedwojenna biede. To co mi opowiadala tesciowa, o biedzie u nich, to ... ja tak mialam za komuny. Glodu nie bylo, ale nie bylo kasy na np.: zeszyty, wystawne jedzenie ( typu banan), ciuchy... wedlug mnie to norma wtedy byla. Bo z tymi cerowanymi cuchami to ogolnie ludzie wowczas tak zyli. Wiekszosc tak miala. Moja matka juz w latach 60 siatych mowila, ze miala kiecke na swieto i codzienna i to wszystko. Potem jak dorosla to probowala sie stroic, czyli kiedy za maz wyszla w latach 70 siatych.

      Ojciec nic nie zmyslil. Zyl na Litwie. Tam w latach cztersziestych i piecdziesiatych sie nie przelewalo. Szczegolnie w tych kolchozach. Tam walili zywnosc do miast, aby ewentualnego niezadowolenia ludzi nie bylo. Miasta duze wiec i ludzi sporo- tam trzeba bylo sie martwic aby do rozruchow nie doszlo. Wsie ledwo dychaly. I z ta pokrzywa mi historia utkwila. To byla jedyna zupa, ktora do konca robil sobie moj ojciec w domu i jadl ja tylko on. My tego jedzenia nie rozumialysmy i nie tykalysmy. Szkoda , bo obecnie to rarytas. Zdrowotnosc i te inne. Kapusta u mojej babci byla do przednowka, jak nie slodka w ziemianca to kiszona- tak, ze spoko.
      Nie wiem dlaczego moj ojciec gotowal sobie owa zupe. Przyzwyczajenie? Smak dziecinstwa i mlodosci? Trudno powiedziec, ale tez niewatpliwie bieda, bo nie z luksusu zycia zdecydowal sie moj rodziciel jako pierwszy przetrzec szlaki do Polski. Nie zostawilby ojcowizny, ktora notabene przy rzadach komunistycznych im zabrano.

      Nie wazne czy 500+ rozwazalo problem polskich slumsow. Moja siostra slumsem nie byla, ale sobie po rozwodzie z dorastajacymi chlopakami nie radzila finansowo. Ja to 500 + wspomoglo. I dlatego ja nie mam nic przeciwko jezeli ktos skorzystal. Musialbys znalezc sie w sytuacji takich kobiet, ludzi... i jeszcze jedno, kiedy o owa patologie chodzi. Mielismy w naszym osrodku dzieciaki bardzo biedne, ale rodzice jak tylko mogli probowali tego nie pokazywac, bo sie wstydzili. I oni najczesciej tez zalapywali sie niejako przy okazji na owe bonusy sponsorskie pozyskiwane przez naszego dyrektora. No ale bylo tez gro takich wlasnie niewydolnych ludzi, ktorzy stawiali dzieciaka i : "zalatw mu".

      Spokojnie Polska dogoni zachod. Sprawy z pandemia tak sie komplikuja, ze i zachod zaczyna odczuwac spadek finansow. Wschod z zachodem spotkaja sie gdzies po srodku. Polska dobije do zachodu.

      Usuń
    2. Skoro nie zdjęłaś, no coment(-arzy) ;))

      Usuń
    3. Odnośnie programu 500+,w 100% zgadzam się z DeLu.
      Pomagać powinno się,ale po rozpatrzniu indywidualnych potrzeb.a nie wszystkim jednakowo.
      Program ten spowodował to ,że wiele kobiet wyleciało z rynku pracy,bo wg.nich nie opłacało się im pracować.
      Nie będą kiedys miały kiedyś emerytur i znowu będą obciążeniem dla państwa/czyli nas ludzi pracujących ciężko całe życie/.
      Znałam wielu przedsiębiorców narzekających na to,że nie mogą znaleźć ludzi do pracy.
      Powstanie i już powstaje grupa ludzi nastawiona roszczeniowo,że im się wszystko należy.
      Powiększy sie również grupa rodzin patologicznych,gdzie dzieci będa widziały,ze mamusia,a często i tatuś nie pracuje,i tak żyć się da.To po co ja mam pracować


      Pamiętaj ,ze te pieniadze ,która państwo rozdaje ciepłą raczką ktoś musin zarobić,aby znalazły się w kasie państwowej.
      Tymi osobami zarabiajacymi jestem ja,moja sąsiadka,moje dziecko i jej dzieci itd.
      Należało najpierw dać wędkę/czyli miejsca pracy dla tych ludzi/,a nie odrazu rybę.
      To co zostało zrobione to jest psucie społeczenstwa i rynku pracy.
      Pozdrawiam.


      Usuń
    4. Przy 36 milionach ludnosci nie da sie tak indywidualnie. Zawsze sie cos przeoczy, biurokracja tego nie ogarnie... nie ma takich systemow, ktore temu sprawdzaniu i indywidualnemu rozpatrywanu podolaja. :)) Utopia:) Trwaloby to wieki.

      Polacy maja troche jeszcze mentalnosc wschodu. Taka, o ktorej ludzie znajacy wschod mowia... nie ma tradycji filantropii w sensie wiekszych ruchow spolecznych ( u nas chlubny przyklad to WOSP), ale ogolnie wschod sie tego uczy.
      Dlatego nam trudniej pododzic sie z pewna forma rozdawnictwa.
      Z reszta wystarczy popatrzec na przyklad zjednoczonych Niemiec. W tej czesci wschodniej wiecej demonstracji chociazby w zwiazku z pandemia, naplywem imigrantow... czesc zachodnia jest ciut spokojniejsza.

      Roszczenia? Bardzo szeroki temat. Jakby sie za niego wziasc to okzalaby sie, ze maja je wszyscy:))

      Usuń
    5. Nalezy przyjąć odpowiednie kryteria,a wtedy się da.
      Chyba żatrujesz,Polska i brak filantropii.
      Bierzemy udział we wszystkich akcjach pomocowych/dla indywidualnych osób/,grup społecznych w Polsce i na świecie i jesteśmy bardzo hojni
      Nie wiem jak długo już nie mieszkasz w Polsce,ale masz nieaktualne wiadomości.
      Pomagać tak,rozdawnictwo nie /już z samej nazwy jest pejoratywne/.
      Roszczenia mają wszyscy???
      Ja i zapewne wielu ludzi nie ma roszczeń.
      Roszczenie też mi się niedobrze kojarzy
      i na to sie nie godzę

      Usuń
    6. Roszczenia potraktowalam dosc szeroko. Nawet jako niewinny trzepot rzeskami aby cos sobie przyspieszyc w zalatwianiu chociazby spraw:))

      Z ta pomoca- chodzi mi o cos innego. Na zachodzie pomaganie znajduje sie w rekach instytucji. Tu nie ma w zwyczaju pukania do drzwi sasiada i proszenie o sol bo wlasnie sie skoczyla i do sklepu nie poszlam. Ogolnie nie ma takiego rodzaju biedy jaka jest na wschodzie, gdzie ludzie sa skazani na wzajemno- sasiedzka pomoc. W panstwach wschodnich pomaganie lezalo zawsze w rekach wzajemno ludzkich. Trzeba bylo miec znajomosci, dobrze zyc z sasiadami , bo jak bieda przycisnie to oni ewentualnie pomoga. Kiedy panstwo idzie owa droga demokracji to normalnym sie staje, ze zaczyna niejako przejmowac tez funkcje opiekuncze nad obywatelami- zapewnia socjal.
      Czyli owe 500+ jest w sumie normalne. Powiem ci, ze ja tutaj spotkalam sie z takim nastawieniem co niektorych, ze nie chca wspomagac ot tak prywatnie potrzebujacych, bo sa od tego odpowiednie instytucje.

      Polacy filantropie jako taka mieli... tzn prywatna. Z tych szerszych akcji, zorganizowanych to Caritas i WOSP. No i w "Lalce" Prusa mozna poczytac jak wielkopanstwo zabawialo sie filantropia.

      Usuń
    7. Pożyczanie od sąsiada soli to normalne zżycie i życzliwość sąsiedzka.I to było u nas fajne,że mogłaś na kogoś liczyć.oczywiście jak to było sporadyczne,a nie jak sobie z kogoś robiłaś prawie ,ze zastępstwo sklepu.
      Tego u nas juz prawie nie ma.
      My jesteśmy Słowianami i te narody na wschodzie też. Jesteśmy
      bardziej otwarci, ciepli, gościnni z tego słyniemy. I ta pomoc sąsiedzka z tego płynęła.A filantropia zaczęła się od prywatnych osób ,a potem to trochę się zmieniło dołączyły się do tego instytucje. Załatwianie po znajomości to nie roszczenie tylko protekcja.Pozdrawiam Noneczka

      Usuń
    8. Tak , ze niby Slowianie goscinni a ci inni nie.)) Ludzie bardziej na wschod zyjacy mowia, ze jestesmy zimni i zamknieci. Tak nas postrzegaja, wychodzi mi na to, ze my o sobie samych troche zyczeniowo myslimy. Za bardzo zyczliwie samych siebie postrzegamy. Nie potrafimy spojrzec na siebie z dystansu. Bieda zmusza ludzi do pewnej wspolpracy w przetrwaniu. Pozyczenie soli, cukru, jajka to normalna sprawa. W pokoleniu ludzi, ktorzy przezyli komune to tez norma. Nic zdroznego ani niewlasciwego. W krajach gdzie ludzie maja pieniadz nie praktykuje sie zwracania glowy sasiadom jajkiem , ktorego zabraklo. Trzeba zebrac manele i nie pukac do drzwi ludzi, ale ruszyc sie do sklepu. W Polsce tez to wspomaganie chociazby lyzeczka cukru niedlugo zaniknie.
      Ci bardziej ze wschodu postrzegaja nas jako zamknietych. Sluchalam kiedys opowiesci pewnej Bulgarki o Polakach. Ona mowila , ze u nich nawet obcy potrafia zatrzymac sie i na ulicy pogadac, po czym na kawe sie wybrac, u nas az takiej otwartosci brak. I raczej nie chodzilo owej opowiadajacej o sytuacje ze starszymi paniami zagadujacymi w kolejkach u lekarzy innych i rozprawiajacych o swych dolegliwosciach:))
      Tak na wypadek mowie o owym przykladzie u lekarza, aby nie bylo, ze u nas tez mozna sobie z nieznajomymi ludzmi na ulicy spoko pogadac:))

      Usuń
    9. Aniu,przeczytaj jeszcze raz to co napisałam,użyłam określenia,że SŁowianie są "bardziej",serdeczni,co do tego chyba nie ma wątpliwosci.Mówi się słowianska dusza i wiadomo o co chodzi .
      Co ma pieniądz do tego ,że zabrakło mi jajka czy soli.
      Ludzie nie z biedy idą pożyczyć przysłowiową łyżeczkę soli
      tylko dla tego,że im zabrakło.
      Masz już inną mentalność,albo bez "już" być może zawsze taką miałaś.
      Napisałaś "niepraktykuje się zawracanie sąsiadom głowy jajkiem".Boże jakie to smutne.
      Chodzi o wzajemną życzliwość, pomoc w drobiazgach i u nas to jest z potrzeby serca, a to co ty mówisz ,to jest zimna kalkulacja.
      Niestety nie zrozumiemy się ,bo zabrakło ciepłego myślenia o bliźnim.
      Nie traktuj tego ,co napisałam i napiszę jako oskarżenia.
      Jeden jest lekki w pomaganiu, innemu przychodzi to z trudem i cały czas nie mówię o pomaganiu w biedzie ,tylko takim ludzkim życzliwym pomaganiu w drobiazgach.
      Kiedyś przyszła do mnie sąsiadka ,bo w trakcie obierania zepsuł jej się nożyk do warzyw .Dałam jej swój i jakoś nie poczułam,że mi strasznie zawracała głowę i nie powiedziałam jej idź sobie kup.
      Wiem,że w moim otoczeniu mogę liczyć na ciepłą życzliwość
      Ja lubię komuś pomóc.
      W twoim otoczeniu, ktoś kogoś przy jakiejś prośbie zmroził odpowiedzią,był niesympatyczny i tak poleciało dalej.
      Z tego co piszesz wyziera zima,zima prawie mróz.
      Trochę to smutne ,ale zapewne można się przyzwyczaić,ale why?
      U nas na ulicach ludzie obcy do siebie zagadują i to jest zupełnie normalne,
      Bo wierz mi, to jest normalne.
      Pozdrawiam

      Usuń
    10. E tam przesadzasz:>) Od razu zima, mroz:)

      Kiedy tego typu rzeczy opowiadalam moim starszym kolezankom to one tez ze jakos tak, dziwnie, zimno etc.
      Trzeba pozyc gdzie indziej i wtedy sprawy oceniac. Jakby to ujac? Droga do sasiada po jajo i droga samochodem do sklepu...a przy okazji okazuje sie, ze jeszcze powinno sie co nieco dokupic bo zaraz moze zabraknac.
      Ja ci powiem , ze nas ( mnie i siostry) matka wkurzala taka pomoca w stylu: "Kochanie , pani Stasi zabraklo soli. Polecisz do sklepu?". A pani Stasi corka miala za godzine wrocic z lyzew. Wedlug mnie, pani Stasia powinna godzinke na pocieche poczekac, jezeli sama nie zamierzala do sklepiku a nie walic po dzieciach sasiadow. :)) Moja matka nigdy nie angazowala innych dzieci w pomoc sobie, ale nas w pomoc innym ( tez czesto dzieciatym) bardzo chetnie.))
      Tutaj nie idzie sie do sasiadow, bo kiedy masz kase ( nie mowie, ze przesyt) to sobie to kupisz tylko nogami trzeba potuptac. :) Jakby to ujac (?), na razie jest mi z tym wygodnie, nie chce jednak mowic hop - poki nie przeskocze zycia:) Oni po prostu maja to, co potrzebuja. Inaczej tez robia zakupy- bardziej hurtowo, aby nie wloczyc sie po sklepach . Takich sklepikow osiedlowych to tu jak na lekarstwo. Gdzie niegdzie jeszcze.

      Pamietam jak sasiadka wiza- wi nas przychodzila i pozyczala non stop odkurzacz. Pozyczala raz w tygodniu. My odkurzylismy po czym wchodzila ona i brala do swego domostwa. No coz... rodzice zyli z sasiadami w dobrej komitywie, wiec pozyczali. Tyle tylko, ze jak sie odkurzacz zepsul, to bez slowa nam go owa somsiadka wniosla i postawila , ze niby oddaje. Rodzice nic nie powiedzieli- slowa nie pisneli. Naprawili, ale... mam siostre. Dorastala wtedy i cos jej ta sasiadka nie pasowala- do tej pory jej nie pasuje. I ona, dorastajaca osiemnastka, dziamgala na ta sasiadke. Rodzice ja stopowali , ale nie szlo czasami przed wyrazaniem wlasnych opini mojej siostry powstrzymac. To nie byl przypadek li tylko odkurzacza... maszynka do miesa szla czesto do nich...maszyna do szycia , wlasnie owej siostry- bo cos trzeba bylo podgiac, i inne takie tam rzeczy. Dlatego ja z taka serdecznoscia komunalna to troche ostrozna jestem. Nie odmawiam , ale innym staram sie nie narzucac.
      Moi rodzice byli bardzo otwarci na wzajemna- sasiedzka pomoc i wspolprace, ale ... co za duzo to tez uwazam ze niezdrowo.
      Kiedys uslyszalam w jednym z programow, ze kobiety lubiace tak wlasnie pomagac, przyjmowac gosci u siebie, lubia byc w centrum zainteresowania. Dlatego chyba moja mama tak sie wyrozniala w owej wspolpracy sasiedzkiej, bo lubila byc w centrum zainteresowania.
      Zas moja dorastajaca sis byla typem raczej introwertycznym i ja jakos nie przekonywal styl zycia moich rodzicow i sasiadow. Ja zas zawsze stalam po srodku.
      Nie spokojnie... jestem za pewna rownowaga.
      I pewnie, ze nie raz spotkalo sie takich co to mieli a nie wsparli, bo im nie starczy, bo wystali w kolejce, bo sie natrudzili i nie beda uprawiac dobroczynnosci, bo w imie czego? Byc moze sie pare razy z owa dobroczynnoscia nadziali?

      Usuń
    11. Ja mówię o drobnej sąsiedzkiej pomocy,a Ty mi dajesz przykład tego ,że sąsiedzi byli cwani,korzystali z Twoich rodziców jak ze sklepu i wypożyczalni. W jednym wpisie odniosłam się do tego .Rodzice niestety dali się wykorzystywać i nie byli asertywni.Tu w 100 % rozumiem Twoja siostrę,która widziała ,że coś jest nie tak.
      A kobieta lubiaca pomagać ma ~ chęć bycia w centrum zainteresowania ~ to jakieś dziwne spostrzeżenia.
      W jakimż to ja znajdę się centrum zainteresowania,jak ja komuś lub on mnie pożyczy jajko lub nożyk do warzyw.
      Bardzo wielkie wnioski do malutkich życzliwych czynów.
      Życzliwość jest życzliwością i nie ma narodowości,albo jest,albo jej nie ma.Pozdrawiam

      Usuń
    12. Pal licho to jedno jajo, albo nozyczki... ale jakby nie bylo wspolnotowosci nie lubie. Zle mi sie kojarzy. A jezeli owych jaj za duzo to tez paszli won i tyle w temacie:)) Tutaj, w kazdym badz razie, nie ma zwyczaju ot tak leciec do sasiadow np.: po lyzeczke miodu:) Choc moja tesciowa opowiadala, ze dawniej bylo inaczej. Ludzie zyli bardziej wspolnotowo.
      Pozdrawiam rowniez.

      Usuń
    13. Trzeba było odrazu mówić ,że życzliwość to nie Twoja bajka ,bo masz uprzedzenia i wygodniej Ci tak żyć i tyle w temacie.
      Pstryk... i wszystko jasne.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    14. Uwielbiam tego typu oceny. Nie wiem, moze nie zauwazylas. Nie chce spierac sie o jajko czy tez pozyczenie odkurzacza. Wymiekam w tej dyskusji. Masz swoje zdanie, ja mam swoje a i tak wszystko weryfikuje zycie.
      Pozdrawiam i zycze ci wszystkego dobrego:)

      Usuń
  2. przypomniała mi się historia z dawnych czasów, w których długie kolejki pod sklepami były na porządku dziennym... unikałem takich sytuacji jak tylko można, ale któregoś dnia jako dorastający małolat dałem się wkręcić w taką manianę... stoimy tak wszyscy, stoimy, w pewnym momencie wzdłuż kolejki idzie mały chłopiec, dość mizernie ubrany i oferuje ludziom jakiś kryształ do kupna... nikt za bardzo się nie kwapił do transakcji, ale za to jedna paniusia zaczęła łajać chłopca, żeby wrócił do domu i zaniósł to, co zeń wyniósł... chłopiec poszedł dalej, zaś paniusia głośno komentowała sytuację twierdząc, że "na pewno ukradł" i takie tam... nikt z nią nie nawiązał dialogu, zaś po jakichś piętnastu, dwudziestu minutach chłopiec wraca... bez kryształu, ale z siatką chleba, jakieś kilka bochenków... wszystkie oczy ludzi w kolejce zwróciły się na paniusię, ciśnienie było takie, że wyszła z tej kolejki i poszła gdzieś sobie...
    dodam tylko, że to było przed jakimiś świętami, a kolejka była do Hortexu, niedawno otwartej cukierni w centrum Warszawy, znanej z wypasionych ciast i takichże cen...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia jakich wiele swego czasu mozna bylo spotkac. Nigdy sie nie wkurzalam na zebrzacych, chocby i na wino zbierali, ale tez ( sprawa wyboru chyba) nie kazdego zebrzacego wspomagalam.
      Dzieciaki z reguly podpytywalam dlaczego stoja i prosza np.: o bulke. Nie chcialy gadac, bo szlaban na gadanie od starych mialy, ale z reguly przy pogawedce, kiedy mnie urabiali ( tak mysleli) ja urabialam ich i dowiadywalam sie tego, co wiedziec chialam. Przede wszystkim na jaki grunt ta pomoc trafi i co ludziom ewentualnie kupic- forse rzadko do reki dawalam, bo jak rodzinka pijaca to szlo na wode, wtedy lepiej bylo cos typowo dzieciakom kupic.
      Paniusia jakas taka niezyciowa sie Wam w tej kolejce trafila. Przeciez kazdy wtedy kombinowal jak mogl.

      A poza tym trafio mnie w danej opowiesci to, ze kurcze - jak to sie wtedy co niektorym powodzilo, ze za ciastem stali do Hortexu:)))
      W sumie bieda , ale w tej biedzie tez pewna hierarchia biedakow. Tacy, ktorzy musieli pozbywac sie cennych rzeczy, aby miec na bochenek chleba i tacy, ktorych bylo stac na stanie w kolejce po ciasto przed swietami. :)) Odpowiednia hierarchia nawet w biedzie:))
      U nas , w mniejszym miescie, przed stanem wojennym byla jedna jedyna cukiernia , do ktorej szlo sie na lody. Swietne lody tam robili- nie zaznalam nigdy potem tego smaku lodow owocowych, ktore tam wytwarzano. Niepowtarzalny smak dziecinstwa. Ciasta kupowaly wlasnie paniusie miastowe, moja matka jako, ze ze wsi sie wywodzila, piekla sama, a wypieki wszelakie wychodzily jej srednio. Popytu na jej produkty w domu nie bylo i dziwila sie dlaczego:))
      Wolalysmy wszelkiego rodzaju irysy, ktore kleily "mordy", niz ciasta rodzicielki:)) A za irysami trzeba sie bylo tez nastac. Ale np.: jedno mojej matce trzeba przyznac, ze kiedy kakao dorwala i sztuczne mleko to potrafila swietne czekolady samodzielnie wyczarowac. Znikaly na poczekaniu:))

      Usuń
    2. I jeszcze cos mi sie nausnelo w zwiazku z twoim komentarzem. Oczywiscie ja sie teraz madrze siedzac w moim wygodnym domciu i majac zapas, ale nie wiem czy wyslalabym wlasne dziecko na taka eskapade z krysztalem, albo czymkolwiek innym. To bardzo upokarzajace , wiec kochajac swa Pocieche nie chialabym aby cos takiego przezywala- w koncu to rodzice sprowadzaja na ten swiat dzieci, wiec nalezaloby to udzwignac.
      Drugie , ze te dzieciaki wysylajac na tego typu eskapady wystawia sie na niebezpieczenstwo. Akurat ten dzieciak z twojej opowiesc trafil na nafafana ( nadasana) paniusie, ale cholera wie kto moze sie do takiego dzieciaka doczepic. Jakis milosnik mlodych chlopcow, jakis streczyciel, a nawet ktos kto chce wyladowac w danym momencie agresje i... skopie mu tylek, ot tak dla wlasnej ulgi i sportu.

      Usuń
  3. Do wielkiej biedy w Niemczech oprócz kryzysu przyczyniły się postanowienia "Traktatu Wersalskiego",po II wojnie światowej,już nie podpisano tego typu dokumentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie i Hitler je bardzo ladnie ( tzn w kurtuazyjny sposob) lamal. Kiedy go upominano pisal bardzo kulturalne w swym tonie listy o tym, ze nie moze sie wywiazac:))

      Usuń
  4. Polecam świetną książkę Julii Boyd"Wakacje w Trzeciej Rzeszy",
    tam jest mnóstwo ciekawych informacji a'propos naszej rozmowy i wytłumaczenie wielu zjawisk i wydarzeń dziejących się w okresie międzywojennych w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy poczytam... tez moge ci kupe ksiazeczek polecic.:) Obecnie wzielam sie za "Mity Niemcow" Münkler`a. I juz od wstepu zaczyna sie ciekawie:))

      Usuń
    2. Noneczko chce sie zaoytac. Skad jestes? Bo twoj nick przewinal mi sie dawniej w komentarzach i czasami na innych blogach, ale wlasnie nie wiem. Bo w swiecie blogowym nie ma w sumie ludzi nieznanych. Z reguly siedza tu starzy bywalcy, rzadko ktos nowy dobija. Bywaja tacy z kilkoma nickami, ktorzy u jednych komentuja pod takim nickiem u innych pod innym; gdzie mozna sprawdzic ich konto. Co pisza , jak mysla itd. U mnie mozesz byc Noneczka, a gdzies indziej np: Maria:)) Lubie wiedziec z kim mam do czynienia:))

      Usuń
  5. Jestem z Polski
    Bywałam u Ciebie dawniej i zawsze mam ten sam nick.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.