Dlugo bedzie... ja tak mam , ze krotko nie potrafie.
Nie, nie biore sie za odbrazawianie czegokolwiek i kogokolwiek, bo aby do czegos takiego sie zabierac to wypadaloby posiadac nieprzecietna wiedze na dany (odbrazawiany) temat. Po kolei moze...
Slowem wstepu. Dlugiego wstepu.
Pamietacie lektury za Waszych czasow, ktore musieliscie przerobic w szkole podstawowej? Chodzi mi konkretnie o lektury mowiace o czasie wojny. Wydaje mi sie, ze ( polowa lat osiemdziesiatych- koniec mojej szkoly podstawowej) przerabialam Aleksandra Kaminskiego "Kamienie na szaniec". Byly tez wiersze Baczynskiego i bodajze, w ramach patriotycznego wychowania, Broniewskiego.
Wiedzialam o wojnie , teraz juz wiem, ze ( wtedy ) tyle o ile. Tresci, ktore nam wowczas podawano niewatpliwie jako dorastajaca i wrazliwa nastolatka mocno przezylam. Poczulam wowczas pewien ciezar polskiej martyrologii.
Potem byl czas liceum. Wiadomosci sie poszerzaly. Doszly nowe lektury- Nalkowska. "Pozegnanie z Maria" , "U nas w Auschitz", "Prosze panstwa do gazu" Borowskiego. Zaskoczyla mnie wowczas informacja , ze w Auschwitz funkcjonowal dom publiczny, ze odbywaly sie walki bokserskie. Wiedza nie do pomyslenia w podstawowce.
Pamietam, ze spore wrazenie zrobila na mnie lektura Bratnego "Kolumbowie rocznik 20". Zrozumialam , dlaczego dziadek niechetnie wspomina czas wojny. Babcia sporo opowiadala, ale ona byla wowczas dorastajaca nastolatka i z podziemiem nie miala nic wspolnego.
I tak od nitki do klebka, chcac czy nie chcac, a moze wlasnie bardziej chcac... doczytywalam informacje na temat obozow koncentracyjnych, zycia w tamtym okresie... Im wiecej czytalam, tym mniej wiedzialam, rozumialam. Wszystko stawalo sie niejasne, przynajmniej nie tak jasne, jak to bylo w podstawowce czy liceum. To byly (sa) czasy bardzo trudne do oceny, do wysnucia jednolitych wnioskow.
Wracajac do meritum. Razu pewnego sluchalam wspomnien obozowych . Mnostwo tego w sieci znajdziecie. Nie chce tutaj nic polecac, bo informacje tego typu do latwych nie naleza i trzeba na to byc troche przygotowanym ( miec dzien (?) ). Trafilam na wspomnienia, ktore byly nieco odmienne niz pozostale. Pani udzielajaca wywiadu opowiadala na styl Borowskiego. Zainteresowala mnie. Podczas owych opowiesci padlo nazwisko pewnej polskiej funkcyjnej (blokowej), ktora notabene rozmowczyni owa wspominala niezbyt cieplo: ze byla straszna, ze krzyczala , ze kiedy zmarla na bloku pewna pulkownikowa to ponoc darla sie: "Zabierzcie mi stad to scierwo". Innym razem owa Polka - funkcyjna dostala polecenie od SS-manow , aby oglosic, ze poszukuja oni kobiet do lzejszych prac. Szly wiec nieswiadome niczego wiezniarki aby zapisac sie do owej lzejszej pracy. Ona je spisywala, ale nie uprzedzila, ze zapisuja sie do komor gazowych. Dokonuja samoistnej selekcji. Uslyszalam wowczas po raz pierwszy nazwisko owej funkcyjnej i nie wiem dlaczego, ale sprawe troche podrazylam. Zaczelam poszukiwac o danej osobie wiecej informacji.
Przyznam szczerze, ze bardzo trudno jest trafic na informacje po polsku. Co nieco mozna na wikipedii doczytac, a poza tym... poza tym trzeba szukac. Funkcyjna, o ktorej mowa, nazywala sie Stanislawa Starostka. Przez wiezniarki nazywana Stenia, Stania, Stasia... dorobila sie tez wlasnej nieprzychylnej ksywy. W polskiej (niemieckiej) wikipedii podaja, ze zostala skazana podczas procesu zbrodniarzy z Bergen Belsen na 10 lat ciezkiego wiezienia. 10 maja 1946 roku popelnila samobojstwo. W Jewiki zas, ze przesiedziala w wiezieniu do 1950 i zostala zwolniona. Dalsze jej losy sa nieznane. Kto ma racje?
Nie jest to postac jednoznaczna. Wedlug mnie, z cala pewnoscia tragiczna. Bo spotyka sie i takowe wypowiedzi o niej, podczas zeznawania wiezniarek na procesie, ze zaslynela ze sprawiedliwego rozdzielania zywnosci. Dopilnowywala aby zywnosc nie trafiala w rece handlujacych nia kapo. Byla ostra i surowa, ale i jej nie traktowano jako pania do rozpieszczania. Nie mozna zapominac, ze ci ludzie funkcjonowali w nieludzkich warunkach . Ona zas odpowiadala za utrzymanie porzadku i dyscypliny, z czego niewatpliwie byla rozliczana. Gdyby sie nie sprawdzila skonczylaby jako zwykla wiezniarka.
"Pozycja kapo nie była jednak nienaruszalna. Jeśli któryś nie sprawdzał się na swoim stanowisku, mógł stracić funkcję i dołączyć do szeregowych więźniów. Był wówczas narażony na to, co inni: ciężkie roboty, poniżanie, bicie, śmierć z wycieńczenia lub na skutek selekcji. Dodatkowo groziła mu zemsta ze strony dawnych podwładnych. To wystarczyło, aby większość znienawidzonych nadzorców jeszcze sumienniej przykładała się do swoich obowiązków."
Za "Bez nich obozy koncentracyjne nie moglyby funkcjonowac . Kim byli kapo?" Eugeniusz Wisniewski.
Zarzucano Starostce, ze popychala kobiety na druty. Obwiniana przeczyla. Na procesie bronila sie mowiac, ze byloby to niewykonalne, poniewaz pomiedzy drutem kolczastym a obozem byl gleboki row z woda o szerokosci 6 jardow i gdyby chciala pchac ludzi na druty musialaby przeniesc ich przez ow row.
Nie mowie, ze oskarzenia byly bezpodstawne, ale ... niewatpliwie potrzebny byllby ktos, kto moglby to zbadac. Sprawdzic miejsce. Porozmawiac z innymi, ktorzy mogliby to potwierdzic... Byly tez i takie glos, ktore twierdzily, ze Starostka dokonywala selekcji, czyli sama wskazywala ludzi do gazu. Okazalo sie, ze stala przy ssmanie i spisywala numery osob przez niego wyznaczonych.
Byly tez wsrod zeznajacych wiezniarki, ktore wypowiadaly sie o osadzanej pozytywnie. Krystyna Janicka zeznawala, ze na bloku bylo sporo dziewczyn, ktore Starostki nie lubily, ale tez i takie, ktore ja lubily. Po raz pierwszy spotkala Starostke na bloku nr. 7 gdzie ta pelnila funkcje starszej blokowej. Przestrzegana ja, ze idzie na najgorszy blok z powodu bardzo zlej starszej blokowej. Ale po pobycie tam Janicka zmienila zdanie. Uznala Stenie za bardzo energiczna i probujaca zapewnic innym sprawiedliwa dystrybucje zywnosci. Stanislawa Chudziak potwierdzala owe zeznania. Utrzymywala, ze Stenia uczestniczyla podczas selekcji jako spisujaca numery wyznaczonych wiezniow i jezeli tylko mogla , probowala ich ratowac. Uratowala ponoc 20 dziewczyn z wyslania do komor gazowych.
Kto chce wiecej, moze zerknac tutaj. Material niestety ( a moze stety) po angielsku.
Czytajac ksiazke "To nie deszcz, to ludzie" Halina Birenbaum w rozmowie z Monika Tutak-Goll , natknelam sie na takowy opis. Wierze, chce wierzyc, ze chodzi o Starostke.
"Mialam zapalenie pecherza, co chwile potrzebowalam do ustepu, probowalam zalatwic sie pod barakiem, bo wiadra byly pelne. Szura dorwala mnie, zaczela kopac jak w pilke. Zawlokly mnie do baraku wspolwiezniarki, Basia i Fruma. Obmyly mi rany, nakarmily jablkiem. Stanelam na nogi. Pomogla mi tez Polka, Stasia, sztubowa. Dala mi ktoregos dnia wody po makaronie, slona polewke (...) Nie stalam i nie blagalam: "Nalej mi prosze!". Sama z siebie mnie zawolala: "Chodz, masz!".
Stasia uratowal ci tez zycie podczas selekcji.
Ktoregos zimowego dnia zarzadzili w obozie zbiorke, stanelysmy calkiem nagie, mroz dwadziescia stopni. Stasia miala nas pilnowac. Ja- wrzody na calym ciele, sina od mrozu. Stasia zapytala mnie: "A ty jak?". "Pani Stasiu, ja juz nie przejde". A ona nic. Mine zrobila taka, jakby to ja gowno obchodzilo. Odwrocila sie ode mnie. Zawstydzilam sie, ze jej powiedzialam, jaka jestem slaba. Po co? Ale po chwili rzucila do mnie: "Uciekaj!". Darowala mi. Zaczelam biec. Nikt z nadzorcow nie patrzyl. Schowalam sie w baraku. Zawdzieczam Stasi zycie.
Gdzie ja poznalas?
Na dwudziestym siodmym bloku ( Starostka pelnila funkcje tez i na tym bloku- dopisek moj) . Surowa , ostra, chlodna. Miala trzydziesci kilka lat, moze mniej, nie wiem. Nie powiedziala nigdy dobrego slowa do nikogo, ale pomogla nie raz. Nigdy jej po wojnie nie spotkalam. Nie wiem jak sie nazywala. Ale pamietam ja dobrze. Byla religijna kobieta. I szanowala religie innych. My z wiezniarkami nie wiedzialysmy, jaki dzien, jaka godzina, a ona dowiedziala sie gdzies, ze mamy swieto Jom Kippur, Sadny Dzien. I kiedy zawolali nas, zeby isc po kawe- czwarta rano, trzeba bylo dzwigac zelazne kotly, ciezkie, piecdziesiat litrow, niejedna sie sparzyla przy tym i wyladowala przez to w komorze- Stasia powiedziala: "Zydowki nie nosza dzis garow z kawa, nie maja zadnych dyzurow. Dzis ich najwieksze swieto, Jom Kippur".
A gdy wieczorem pchalysmy sie, aby wejsc z powrotem do baraku, Stasia stanela naprzeciw drzwi na gornej kojce, zapalila swiece i wyszeptala: "A teraz modlmy sie razem, kazdy w swojej religii, zeby stad wyjsc".
Tu pali sie ten ogien z komina, na zewnatrz czarna noc, a my stoimy po cichu, kilkaset kobiet. Modlimy sie. Nigdy w zyciu modlitwa nie zostawila we mnie takiego sladu. Tyle ludzi zameczonych, a my tu razem, wszystkie. Prawdziwa swietosc. "
Jezeli ktos z Was zajrzal do Wiki, wie, ze Starostka znalazla sie w obozie za przynaleznosc do polskiego podziemia. Byla jedna z pierwszych polskich wiezniarek w Auschwitz. Przesluchiwana, bita, przymuszana do obozowej dyscypliny. Po oswobodzeniu osadzona w pierwszym procesie zbrodniarzy z Bergen Belsen na 10 lat ciezkiego wiezienia. Po czyms takim, po wysluchaniu tylu zarzutow, do czego miala wracac? Do Polski? Jedni by ja publicznie linczowali drudzy byc moze oslaniali. Prawdopodobnie popelnila samobojstwo. Tragiczna , kontrowersyjna postac.
Ciekawa historia. I otwarta, bo jedni Stasię przeklinali, inni błogosławili. Ale kto z nas ma prawo osądzać?
OdpowiedzUsuńNo wlasnie. Mnie zainteresowalo jak ona mogla tak swoim robic, ale czemu tu sie dziwic (?). W takich warunkach kazdy chcial przezyc. Poza tym ona chyba stwardniala na amen- sypala przeklenstwami, niefajnymi tekstami... a z drugiej strony sa tacy, ktorzy mowia o niej dobrze. W kazdym badz razie wszedzie w papierach istnieje jako zbrodniarka.
UsuńWydaje mi sie, ze ten proces byl zbyt szybko przeprowadzany.
pierwszą książką "obozową", jaką przeczytałem /w wieku podstawówkowym zresztą/ było "Pięć lat kacetu" Grzesiuka i miało to znaczący wpływ na moje postrzeganie tego tematu, a inne książki poźniej również postrzegałem przez pryzmat tej pierwszej... o tej Starostce dowiaduję się teraz od Ciebie i nic mi lepszego nie przychodzi na myśl, jak właśnie cytat z Grzesiuka:
OdpowiedzUsuń"Ci, co nie byli w obozie – niech powstrzymują się od wydawania swego sądu o ludziach i wypadkach, bo sądem swym skrzywdzić mogą tych ludzi".
taki obóz widzę jako sytuację skrajną, "obszar osobliwy" ze swoistymi "regułami gry", więc co o tej sytuacji może wiedzieć ktoś, kto jej nie zaznał?... większość mend i kurew osądzili sami współwięźniowie dokonując na nich samosądów przy wyzwalaniu... a jeśli jakaś miała farta i przeżyła to sito, to może tak właśnie miało być?...
p.jzns :)
Czasami, kiedy czytam o pewnych wydarzeniach, zachowaniach z czasow wojny bywa, ze cos nie zdumiewa- przytlacza. Zastanawiam sie :" Jak mozna bylo?" Potrzebuje czasu aby to w sobie przerobic, ale staram sie nie oceniac.
UsuńGrzesiuka czytalam jako licealistka. Nie byly to tresci latwe dla mnie do przebrniecia.
Powtórzę za Grzesiukiem - niech powstrzymują się od wydawania swego sądu o ludziach i wypadkach.
OdpowiedzUsuńI tylko tyle przychodzi i do głowy - jeśli sam(a) nie byłeś kapo, to dziękuj losowi i na tym skończ.
Kiedy czytam tego typu ksiazki to dziekuje, ze nie musialam sie w tamtych czasach urodzic.
Usuń