"Kazdy umiera, lecz nie kazdy zyje."
Chris Bradford. "Mlody Samuraj. Droga Wojownika."
Przeczytalam chyba cos podobnego u kogos z Was, na blogu. Spodobalo mi sie, ale zbytnio cytatem owym sie nie nakrecalam. Wrocil do mnie jak bumerang z powodu tego, co ostatnio dzieje sie wokol mnie i nadaje kierunek moim myslom ... po kolei jednak.
Kiedys, kiedy sie regularnie spowiadalam, mialam pewna konfesjonalowa sesje, ktora wbila mi cwieka. Krazyla wokol moich mysli, krazyla... kielkowala i ... nie wiem czy plon wydala? W kazdym badz razie wraca od czasu do czasu i krazy ponowie.
Petent , idac do spowiedzi powinien zajac sie swym wewnetrznym smietnikiem. Nie powinien isc w dane miejsce w sprawie innych ludzi. Mowiac oglednie nie moze plotkowac w stylu: "Moja tesciowa to mi tak za skore zalazi, bo ciagle powtarza to samo i smeci o swym zmarlym mezu. Cos sie jej w glowie chyba popierdaczylo , a poza tym to kobieta nieporzadna, chaotyczna, nie dalabym jej wlasnego kota pod opieke, nie mowiac nic o dziecku, a maz sie ze mna kloci dlaczego mamusi nie podrzucamy naszego bobasa? Ona chetnie spedzilaby z nim choc chwilke sam na sam. O nie! Takiej kobiecie nigdy w zyciu az tak bym nie zaufala, zeby dzieciaka podrzucac..."
Ze niby co? Malo prawdopodobne? Ze mlodzi jak sepy kraza wokol, szukajac kogos komu moznaby bylo wlasne jajo do gniazda podrzucic?
Mialam kumpele, ktora za nic w swiecie tesciowej pisklaka by nie oddala nawet na sekunde, ale wlasnej mamusi jak najbardziej. Problem w tym, ze ta "wlasna mamusia" niechetna byla na siedzenie z najmlodszym potomkiem rodu.
Wracajac jednak do glownego watku. Staram/staralam sie byc, podczas konfesjonalowych sesji zawsze rzeczowa i skupiac sie na tym co we mnie, a nie na tym co u innych. Razu ktoregos, musialam chyba ostro po sobie pojechac- w koncu to takie miejsce, do ktorego idzie sie czlowiek obnazyc... pokazac czy sie widzi samego siebie realnie ( czy znasz siebie i jak masz uksztaltowane sumienie). Uslyszalam wtedy od spowiednika. "Jestes szczesliwa ( zadowolona) ze swojego zycia?"
No i rozwalil mnie ten spowiednik. Odpowiedzialam, ze: " Tak, jestem szczesliwa", po czym odeszlam a pytanko zaczelo mnie drazyc i od czasu do czasu drazy nadal. No bo co to niby ma zaczyc? Piore, sprzatam, gotuje, czytam ksiazki, dziele sie przemysleniami z ludzmi wokol, wychowuje dziecko, urzadzam dom, chodze do pracy- zarabiam na zycie.....
Kurcze no! Ale czy ja to lubie?! Nie wiem... zyje tak, bo chyba tak musze. Gdybym nie posprzatala to... posprzatal by eM, albo Marie ( oni tez sprzataja), jednak zastanawiam sie, ze gdybym calkowicie zlozyla w danej materii bron, czy tolerowali by taki moj sposob na zycie? Brud, smrod, trzeba matke oprac, ogarnac, ugotowac, podac.... zarobic na nia. Ewidentnie nie jestem typem, ktory potrafi sie zyciowo ustawic. eMowi pomagam rodzine utrzymac, chociaz ... chetnie przesypialabym poranki i nie szla uzerac sie z ludzmi w robocie. Rano wstawilabym obiad, wytarla kurze, zrobilabym sobie kawe i usiadla z dobra ksiazka lub haftowala. Zajmowalabym sie samorozwojem... zapomnialam- co to znaczy "samorozwoj"? Praca, dom, dom, praca.... czasami wyjazd na urlop i znowu orka. I prosze... nie sciemniajcie, ze zyjecie tak, jak lubicie, bo zycie sklada sie z mnostwa upierdliwych rzeczy, ktore zatruwaja nam codziennosc i chetnie zwalilibysmy je na barki blizniego naszego.
Jedna z takich czynnosci zwalilam wlasnie eMowi. Myje piekarnik, myje pochlaniacze... a Mloda potrafi piekarnik przypiec az milo. Trzeba sie naszorowac... no to ojciec szoruje. Mloda natomiast sprzata "kibel" na gorze- utrzymanie gornej lazienki w czystosci to jej zadanie.
Nie lubie miejsca mojej pracy, ale kasa trzyma mnie tam mocno- oj mocno. I to nawet nie jest tak, ze nie lubie tego co robie, ale nie lubie ludzi, z ktorymi przychodzi mi miec stycznosc. Trzeba uwazac, trzeba sie nagimastykowac aby nie powiedziec czegos co mogloby ich urazic. Od jakiegos czasu urazam, bo... stwierdzilam, ze to nie ja czuje sie urazona, a druga strona wyniosla takie odczucie, wiec niech sie z tym buja (?), niech daje temu rade (?). Nie lubie tamtejszych plot, bo sa tacy, ktorzy nawet z tego co jadlas na kolacje potrafia zrobic dym. Ostatnio poszlo o to, ze jedna z kolezanka po wspolnym posilku ( bylismy w sumie wszyscy na luzie) maznela sobie przy stole- nie wyszla do toalety- usta szminka. Nie zauwazylam sytuacji choc siedzialam nieopodal zas babki siedzace dalej zauwazyly i zaczelo sie, ze to obrzydliwosc! Coz za fauxpas!
Wszyscy pracujacy mysla o czasie emerytury. O tym czasie wiecznej i niezmaconej niczym szczesliwosci, ktora dopada wiekszosc emerytow bo nie musza jak konie w kieracie wstawac do roboty. Och ilez to cudownych rzeczy moza zrobic na emeryturce! Jak to mozna w KONCU ZYC!
eM ma plan za rok zejsc na emeryture pomostowa. I jak sam stwierdzil. " Wyjezdzamy do Polski!". On mysli chyba, ze w Polsce bedzie mial wieczny urlop. Mi do emerytury jeszcze hektar pozostal, wiec slabo widze owa przeprowadzke. Czytam blogi ludzi z ojczyzny i ... kupa tam nieszczesnikow- nieszczesliwych nieszczesliwa styuacja polityczno-finansowa panujaca w kraju. Tak przynajmniej to opisuja i zaczynam sie bac. Odwodze eMa od pomyslu, a z drugiej strony musi ci on byc tez nieszczesliwy tutaj, skoro tak bardzo chce zmienic miejsce pobytu. Przeciez moze u siebie korzystac z urokow emerytury, ale nie... on tu nie chce.
Zastanawiam sie - co to znaczy zyc? Zyjecie..., halo.... wolam Was!
Primo -ochrzczonam, ślub brałam kościelny, żeby ukochana teściowa nie dziamała, do kościoła nie chodzę od 11 roku życia- gdy szłam do ślubu to powiedziałam wprost, że potrzebuję po prostu by mi podpisał kartkę. I podpisał. To w kwestii wiary. Tak mi się złożyło, że po urodzeniu córki już nie wróciłam na państwową pracę. Jeśli ktoś myśli, że nie pracując zawodowo wypocznie w domu to jest naiwny - jakoś cały dzień miałam roboty po kokardkę, a żyłam w stolicy.Owszem- miałam full luz gdy dzieweczka wyjechała po studiach na stypendium bawarskie, na którym robiła doktorat. A w 74 wiośnie życia wyemigrowaliśmy do Niemiec. I dziś widzę, że to był właściwy krok, bo w Polsce już nie mam bliskiej rodziny. Tyle tylko, że życie tu z polskiej tzw, renty rodzinnej jest nieco trudne, do tego od chwili inflacji ilekroć wymieniam złotówki na euro muszę brać coś na obniżenie ciśnienia. Oczywiście, że z niemiecką emeryturą będzie się w Polsce lepiej żyło niż z polską w Niemczech. Ale nie wiem jak go przyjmą miejscowi - nadal nie przepadają za Niemcami, Rosjanami, Ukraińcami i tymi o innym kolorze skóry, więc może być różnie. Przetłumacz ślubnemu ten krótki post. Serdeczności;)
OdpowiedzUsuńeM w Polsce czuje sie super. Moi znajomi go przyjeli, sasiedzi w bloku tez, tzn. u nas tam gdzie mamy mieszkanie i u mamy w bloku. Mysli byc moze, ze tak bedzie w kazdym zakatku Polski.
UsuńA ja własnie boje sie przeprowadzki, bo juz nie chce znowu od poczatku. Poza tym uwazam, ze start dla Marie bedzie lepszy w Niemczech. Wszedzie w Polsce nam narzekajacych na sytuacje bliskich, ale oni z reguly zawsze narzekali bez znaczenia kto byl u steru. Dlatego boje sie.
Ja uważam, że bardzo dobry pomysł z przyjazdem do Polski. Mam przykład paru koleżanek, ktore mając kolo 50 lat wrociły do kraju z mężami Anglikami ,Austriakami, Holendrami. Dzieci, na ogół prawie dorosłe zostały u siebie, na studiach lub w pracy. Prosty sposób. Sprzedali swoje domy i kupili u nas domy na wsi koło miasta, tylko mniejsze. Mieli tez prywatne emerytury, które zaczeli używać ok wieku 55 lat. Męzowie kolezanek nie pracują, natomiast żony tak. Przyjechaly stamtad i z powodzeniem pracują jako native speakers w szkołach językowych czy państwowych na zastępstwach, jesli tylko mają jakieś umiejetności nauczycielskie. Jeśli inne, to tez pracują, bo zony najczęsciej są młodsze i pełne energii. W zależności od gotówki zakładają swoje biznesy, wypożyczalnie kampera, jeśli mają, małe kafejki, sklepiki związane ze swoimi pasjami. Moi znajomki Kanadyjczycy, obydwoje polskiego pochodzenia założyli klub muzyczny, nie chciało im się czekac na wszystkie pozwolenia związane z alkoholem i jedzeniem, to mają zaufany katering. Przykłady mogę mnozyc.
OdpowiedzUsuńMój Kim tez woli zdecydowanie polski przelicznik swoich dolarow czy funtów niz Francje. To ja wolałabym jezdzić do Francji niz na Dolny Śląsk, hehe.
Gdy się nie musi pracować, to jest zupelnie inaczej. Moi znajomi obcokrajowcy są tu bardzo szczęsliwi, chodza z psami, uprawiają ogrodnictwo, stolarstwo czy mechanike.
Niemców się bardzo szanuje w Polsce teraz, moim zdaniem, jesli umie cos po polsku, to bedzie uwielbiany w malych wiejskich sklepikach. Na Dolnym Slasku mieszka bardzo duzo Niemcow, Austriakow, Holendrow. Remontuja domy, zostawiaja swoje euro i kazdy sie cieszy. Lekarze mowią po niemiecku. Moj Kim czesto brany jest za Niemca. Ale lepiej wybrac Dolny Slask niz Mazury, blizej do ojczyzny.
Ja na ogol jestem szczesliwa, zrealizowałam wszystkie swoje pasje i namietnosci zycia,nie oczekiwałam cudów, ale ni byłam tez minimalistką. Pracowalam i pracuje u siebie prawie cale zycie. Bardzo lubie swoja prace. Robiłam co chciałam, troche były kłopoty z córkami, ale się wypogodziło. Pieniadze jakies się zarabiało, ale nigdy bardzo dużo. Zależy jak kto liczy. Teraz uwielbiam moje wnuczeta, męża bardziej szanuję, udzielam się towarzysko i zyję. Dobrze byc zdrowym, bo nasz sluzba zdrowia to jednak problem, to trzeba o to dbac juz wczesniej.
I to by bylo na tyle obrony naszego kraju dla obcokrajowcow.
O i prosze jaki pozytywny, dajacy nadzieje glos:)
UsuńPrzyznam szczerze, ze chcialabym tak, jak Ty to opisujesz:)
W decyzji o powrocie lub nie do kraju Ci nie pomogę, bo nie robię tego nawet w stosunku do mojej przyjaciółki.To poważna decyzja i to ona będzie pić to piwo.
OdpowiedzUsuńCo do emerytury, to masz rację.To mógłby być wspaniały okres w życiu, gdyby tylko zdrowie dopisało. A ono po 60-tce zaczyna bardziej lub mniej szwankować, a nasza służba zdrowia...no wiesz.
I dlatego w zyciu nalezy zyc tu i teraz. Nie odkladac planow i zyciowych przyjemnosci na czas emerytury tylko korzystac za wczasu.
UsuńTrudno jednak zyc tu i teraz bo zycie to nie tylko same slodkie chwile. eM odklada üodroze na czas emerytury. Ja zaczelam teraz, bo potem nie wiadomo czy zdrowie ku temu bede miala, pieniadze, chec i inne.
A z ta Polska, nie doradzasz to prawda, ale dajesz do zrozumienia, ze to raczej nie jest dobry pomysl. Sami bedziemy pic to piwo... tak sie mowi wtedy, kiedy cos nie zapowiada sie intratnie :)
Dobrze jednak, ze piszecie - ujawniacie- Wasze zdania:)
hahahah Piwo może też być smaczne :) Ale masz rację, to dla niej byłaby katastrofa. Tak myślę. Ale to zależy od indywidualnych uwarunkowań.
UsuńJa to piwo poziomkowe lub gingen to i owszem moge wypic. Takiego, jakbym sobie nawarzyla, to chetnie bym skosztowala:)
UsuńEh.. to niewatpliwie sa indywudualne uwarunkowania,va ja sie znowuz obawiam, ze te moje moga byc niesprzyjajace nam. Tylu wokol narzeka, ze nie ma do czego wracac.
Wcięło mi komentarz. Sprawdź proszę w spamie :(
OdpowiedzUsuńJednak nie :) Jest OK.
Usuńczy człowiek szczęśliwy ma potrzebę chodzenia do spowiedzi, czy czegoś tam w tym guście?...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Nie, chyba nie ma takiej potrzeby, ale jak wiadomo nie od dzisiaj, kosciol to zbiorowisko nieszczesnikow i nieudacznikow. Nie to, co poza ta instytucja... poza nia to sami ludzie sukcesu, nie muszacy grzebac w swym wnetrzu . Same ludzkie idealy :)
UsuńNie namawiam i nie odradzam, bo emigrantką nigdy nie byłam, na sytuacje psioczymy, jak i Wam pewnie tam nie wszystko się podoba.
OdpowiedzUsuńEmerytura jest wspaniała, ale nie po to żeby wreszcie żyć, tylko aby żyć po swojemu, bez żadnego musu i pospiechu.
Szczęśliwym się raczej bywa, to tez temat niejednej dyskusji.
Uważam, że spowiedź jest bez sensu i dla wielu demoralizująca bardzo, bo jak to, ksiądz odpuka i grzeszyć można od nowa...poza tym, spowiadać musiałby ksiądz doświadczony i mądry, a nie kleryk po seminarium, co to życia nie zna. Ale pewnie wielu tej spowiedzi potrzebuje, nie wiem, ja nie potrzebowałam nigdy.
jotka
Kiedys sobie myslalam, odkladajac np.: haft na bok, ze jak dojade do emerytury to moze gdzies tam na tarasie pohaftuje, ale potem przyszla refleksja, ze :" ciekawe czy bede miala taras ... a w ogole ( patrzac na moja mame), czy mi wzrok na dana przyjemnosc pozwoli?"
UsuńI moze byc tak, ze i na tej emeryturze nie mozna zyc tak, jakby czlowiek sobie zyczyl.
Spowiedz jest bez sensu o ile ma sie w otoczeniu przyjaciol, ale takich oddanych, ktorzy akceptuja nas na maxa i potrafia powiedziec co jest z nami nie tak, a my bierzemy ich wypowiedzi o nas na powaznie, nie lekcewazymy.
Kiedy patrze czasami na to, co ludzie sobie robia nawzajem. To mysle, ze niejednemu takie chlapniecie na kolana i pogrzebanie w sobie by sie przydalo, a juz pojscie i powiedzenie o tym obcemu walniecie sie przed nim w klate i przyznanie sie, że to : " moja wina" moze byc dla co poniektorych bezcenne. Sa tez ludzie tak spieci i dbajacy o to aby srodowisko niczego o nim nie wiedzialo, ze takie anonimowe chodzenie do spowiedzi moze mu wiele pomoc. Kolezanka tak wlasnie rozwod i zwiazane z tym emocje w konfesjonale zostawiala. Dzwignela sie i tez zerknela na swoj udzial w rozpadzie malzenstwa.
Dziwne, bo spowiednik nie nalezal do wyjatkowo polecanych - widolejstwa nie lubil i bywalo, ze przerywal petentowi proponujac aby skupial sie na rzeczy. Wielu go nie cenilo, ale kumpeli pomogl.
Podobnie z terapiami, jednemu pasują, innemu nie...
Usuńjotka
Terapeuta kosztuje, ceni swoje sesje slono. Konfesjonal nic nie kosztuje.
UsuńI oczywiscie sa tacy, ktorzy nigdy do terapeuty by nie poszli, jak i ci inni nigdy nie poszliby do ksiedza.
Zyc to znaczy chwytać każdy promień słońca.... I cieszyć się nim...
OdpowiedzUsuńStokrotka
Bardzo sympatycznie:) Tak, to ponoc proste. Mnie , kiedy kregoslup boli bardzo tudno jest chwytac promyki slonca i cieszyc sie nimi Jeszcze sie na tyle do bolu nie przyzwyczailam aby przejsc nad nim, byc ponad i cieszyc sie .
UsuńWiem, ze jestem malkontentka:) Pozdrawiam :)
Dodam, ze bardzo sie staram, ale brak mi jeszcze, przychodzacego wraz z wiekiem, bo wiele obowiazkow zycie wtedy odpuszcza, zachwytu nad otoczeniem, przyroda, pogoda... glowa jeszcze pracuje w kierunku: jakiez to obowiazki nalezy ogarnac, aby sie wyrobic:)
Ja mysle, czujac sie podobnie jak Ty, ze sek nie tyle lezy w kraju zamieszkania co ludziach - bo gdzie by sie nie bylo sa bardzo podobni. Z moich obserwacji dodatkowo wynika iz mlode pokolenie jest tak inne ze nielatwo nam, starszej generacji, znalesc zrozumienie i wspolny jezyk.
OdpowiedzUsuńNa szczescie juz nie musze sie borykac ze wspolpracownikami, miec do czynienia z mlodzieza poza wnukami - emerytura i bycie we dwoje pozwala mi na duza doze wolnosci i zycia w sposob jaki lubie.
By byc sprawiedliwym dodam iz rozumiem iz urodzeni w obecnych warunkach polityczno-socjalnych sa jacy sa, a my, majacy przywilej wyrastania w odmiennych, "cierpimy" na syndrom porownywania do tego dawnego, co daje uczucia niezupelnej przynaleznosci do obecnego.
W dodatku nigdy nie bylam towarzyska wiec male grono znajomych jakie mam a o bardzo zblizonym stylu zycia , wystarcza mi.
Moj swiat, poza rodzina, to ksiazki, dom, ogrod, krotkie wypady w plener - a z reszta swiata jestem na dystans.
Rozumiem Cie - bedac pracujaca osoba, z mloda corka w domu, masz inne potrzeby i obowiazki ktore Cie zmuszaja do wielu nielubianych krokow i czesto doskwieraja - a najgorsze ze nie ma na to rady, musi sie przejsc przez ten okres.
No wlasnie:) Sek w ludziach, ktorzy nas otaczaja... tak na serio to ja nie chce wracac do pieknych mazurskich jezior i krajobrazow, ale do ludzi, ktorych tam zostawilam bedac mloda kobieta i choc wyjechalam z Polski dawno, to kontaktu z wieloma pozostawionymi tam osobami nie zaniedbalam.
UsuńDokladnie... ludzie wszedzie sa tacy sami, znaczy sie daza do tego samego, szkopul w tym jak owe dazenia realizuja. Czy po glowach innych do celu, czy maja tych wokol siebie tez na uwadze?
Kiedy tu zawitalam mialam kontakt z jednym polskim malzenstwem, ktore w Niemczech na dlugo przede mna zamieszkalo. Ona dla mnie stala sie karykutura kobiety. Wszystko widzaca, oplotkowywujaca, nie dostrzegajaca w bliznim nic pozytywnego- widzaca dobro tylko w tych stojacych od niej wyzej w spolecznej hierarchii . I robiaca to specjalnie- zlosliwie- czasami mnie nachodzilo pytanie :" ilez ona musiala zlego w srodowisku doswiadczy, ze stala sie tym kim akurat jest?" On sie jakos uchowal, bo robote mial wyjazdowa. W domu przebywal tylko w soboty i niedziele.
Pomyslalam sobie, ze nie dam sie, ze nie chce byc po ilus latach zycia na obczyznie taka karykatura kobiety.
Po tej akcji ze szminka jeszcze bardziej sie staram aby nie ulec otoczeniu, byc ponad i zmieniac to otoczenie na ile moge. Jest cholernie trudno, ale pokazuje im jak nie wchodzic w ploty- zlewam je totalnie, daje temu wyraz... niewatpliwie obrabiaja mi tyly, ale zdarza sie, ze batalie wygrywam. I to one wchodza w moj styl postepowania... nie jest to moze trwale, ale choc na jakis czas dziala i wiem, ze plotek w Polsce tez moge doswiadczyc:)
Mlode pokolenie przez rozwoj technologii, cyber przestrzeni dziela od nas lata swietlne.
Nie rozumieja nas. A my ich:)
Ludzie czyli znajomosci bo wspolpracownicy sa narzuconymi, nie mamy wyboru z kim pracujemy - z poczatku emigracji dosc trzymalismy sie polonii, szybko jednak otrzasnelismy sie z tego jako ze bylo to bardziej Kolko Plotkarskie i Chwalipiet niz grono bliskich znajomych. Na szczescie dotarlo do nas ze to MY wybieramy znajomych, ale rowniez pomogl fakt iz zamieszkalismy na prowincji gdzie pracowal moj maz. Tam mialam znajomych samych amerykanow i to dodatkowo uzmyslowilo mi ze sa inni, nie plotkuja i nie wypytuja, nie pchaja sie w czyjes prywatne zycie. Spodobalo mi sie i tak zostalo do dzisiaj.
OdpowiedzUsuńNiedawno przypadkiem odkrylam iz doslownie dwie ulice od nas mieszka polskie malzenstwo ktore przelotnie, bardzo plytko znalismy z tych pierwszych lat. Spotkalismy sie dwa razy - raz u mnie, raz u nich - i na tym urwalam ta znajomosc bo zaczelo byc za duzo plotek i chwalenia sie a takze telefony co chwila i troche mowienia mi co mam robic , jak mam robic...... Zauwazylam jak bardzo ta krotka znajomosc mi dokuczala, jak bedac grzeczna doslownie zmuszalam sie do serdecznosci a calkiem szczera nie byla. Wszystko to bylo przeciwne mojej naturze i niepotrzebne mi w sensie ze dlaczego niby mialam znosic od tej kobiety uwagi przewaznie krytycznej natury, bez powodu tylko dlatego ze postepuje inaczej niz ona, wszystkowiedzaca. Pomyslam ze ja rzadze znajomosciami i swoim zyciem i stopniowo zaczelam postepowac tak by dac do zrozumienia iz wolimy we dwoje, bez angazowania sie. Zadzialalo - odczepili sie co zrobilo mnie szczesliwsza.
Wspomnialam o mlodziezy zwlaszcza iz majac wnuki (ponad 17 i 15 lat) widze w jak innej atmosferze rosna i mysla - kompletnie co innego niz my - ale nie dokucza im to bo niczego innego nie znaja przeciez.
Pogodzilam sie z tym bo coz innego moge zrobic , niczego nie zmienie.
Mam o tyle dobrze a inaczej niz Ty ze dzieci mam odchowane i na swoim, jestem na emeryturze wiec duza czescia stylu zycia moge rzadzic wedlug swego uznania - ale przeciez mialam podobnie bo kazdy dorastajac, podejmujac prace, zawierajac malzenstwo, majac dzieci, bierze na siebie obowiazki i odpowiedzialnosc - oj jak dobrze ze mam to za soba.
Sumujac powtorze - to ludzie najczesciej powoduja jak ta inna strona naszego zycia wyglada - w moim lepiej sie czuje gdy ich mniej i tylko ci nieingerenujacy.
Tez nie lubie bycia pouczana.
UsuńTrudno jest znalezc nie ingenerujacych w nasze zycie ludzi. W pracy jest sie zaleznym od ingerencji szefa, czasami innych narzucajacych nam to co mamy robic wspolpracownikow. W srodowisku sasiedzkim bywa podobnie, bo ... chocbys chcial sobie cos postawic po swojemu to inni nie pozwalaja, moj eM toczy wojne z sasiadem o parkowanie samochodow na ulicy, ktora notabene jest wspolna. Sasiad ma kilka i od lat nie robi sobie miejsca parkingowego z polowy ziemii przy posesji tylko wali wszystkie auta na ulice. Sadze, ze gosc nie ma na to kasy, choc z drugiej strony ( och to niemieckie nie interesowanie sie stanem posiadania sasiada , a z drugiej strony owe przeliczanie, zauwazanie, widzenie... ) od lat wynajmuje gore domu dla lokatorow, wiec jakas kase posiada niewatpliwie a nie zadba o miejsca parkingowe dla ludzi. eM walczy zaciekle. Ta walka to jak walka z wiatrakami. Nie ma sensu.
Mowisz Serpentyno, ze Amerykanie... i tutaj padaja same pozytywne okreslenia na temat autochtonow, bo nie nagaduja, nie zajmuja sie plotami etc... Zaloze sie o kupe kasy, ze plotkuja i interesuje ich zycie sasiada choc tego nie okazuja, bo to niekulturalne. Przypuszczam, ze slabo ich znasz pomimo wieloletniej emigracji. Trafilam w typowo niemieckie srodowisko. Przez trzy lata po slubie nie mialam z kim zagadac po polsku... juz mi sie w glowie mieszalo. Nie rozumialam nic i niczego:) Nawet kiedy mama do mnie dzwonila i rozmawiala ze mna po polsku to mialam takie zawieszenie, ze mi sie wydawalo, iz nie rozumiem tego co ona do mnie mowi.... potem przeszlo.
Tez mi sie wydawalo, ze ci ludzie tutejsi nie obgaduja- blad, oni zyja bardziej zamknieci, nie otwieraja sie... aby zobaczyc ich prawdziwe wnetrze trzeba z nimi pozyc, zjesc z nimi - jak to sie mowi, beczke soli.
Raz bylismy na sasiedzkim grillu. Zastrzegam, ze innych narodowosci na mojej ulicy niz tutejsi nie ma. Bylo milo a potem jak sie rozkrecilo to poszedl na ruszt sasiad z nabrzeznej dzialki, bo... zywoplot taki wyhodowal, ktory zaslania wyjazd i nikt nie widzi czy z prawej ktos nadjezdza i maja obawy wyjechac na glowna ulice. A poza tym spasl sie i jak ona, bedac pielegniarka, na taka opaslosc meza zezwala?
Tak, ze wiesz prysly moje wszelkie wyobrazenia juz dawno.
Wielkim nietaktem jest rozmawianie z autochtonami o forsie. Ile zarabiasz, za ile to kupiles, ile kosztowal twoj urlop....? To sa pytania z serii owych osobistych, na ktore Polacy sobie w kraju pozwalaja, zas zachod patrzy na to jak na igerencje we wlasna prywatosc. Tu nikt takiego pytania nikomu nie zada, no chyba ze ciekawski autochton jakiemus obcokrajowcowi, zainteresowany jego dochodami i wiedzacy, ze obcokrajowcy troche inaczej funkcjonuja.... ale ... przeliczaja ludzi po tym co masz i mniej wiecej wiedza - potrafia wycenic osobista kase kogos innego.
Z gadek typu: " Ach bylam w tym roku na Ibizie. Slonce nam dopisalo. Nurkowalismy...." a w glowce u wspolrozmowcy nastepuje przeliczanie : Ibiza, dwie osoby to jakies 2500 euro, nurkowaie to jakies....
Badz troche lagodniejsza w tych swoich ocenach dla ziomkow:) Sa tacy jak i inni. Tylko moze bardziej szczersi w wypowiedziach? Chodzi mi o takie wypowiedzi, ktore wskazywalyby na zazdrosc, na to, ze sie im cos nie podoba. Pamietam eMa jak spotkal w Polsce podrozujacego motorem kogos z Niemiec. Pogadali chwile pod sklepem. Zaczepil nas facet, bo po rejestracji zauwazyl ze jestesmy rejon nieopodal jego miesca zamieszkania. eM rozmawial, niby dosc prywatnie, bo przyznal, ze zone ma Polke, dziecko... takie osobiste sprawy jak najbardziej ale glebiej nic poza... taki small talk.
Potem pytam eMa dlaczego byles taki chlodny, na co odpowiedzial: " A co to? To nie moja rodzina. Gadac to on mi moze duzo i rzesiscie ale jak jest na prawde to nie wiadomo. Trzeba trzymac dystans."
Po prostu ci Amerykanie, z ktorymi masz stycznosc, nie wchodza z Toba gleboko w rozmowy, ani Ty do tego nie dazysz i wiele Ci sie raczej wydaje, ze oni tacy lepsi. Ot tak tylko o pogodzie pogawedzicie, kiedy maz na emeryturke zejdzie, o kwiatkach w ogrodku.....
Ja się z tym zgadzam ci mówisz o Amerykanach. Tu gdzie mieszkam nie ma Polaków, więc był czas że głównie spędzałam czas z Amerykanami. Ludzie są wszyscy tacy sami, czy to w Polsce czy w USA czy Niemczech. Tylko właśnie kultura zakazuje pewnych pytań, trzeba się znać już bardzo dobrze albo być rodziną. W sumie nie będzie się powtarzać bo powiem to samo to ty Aniu. Czyli nie muszą się pytac ile zarabiasz bo jak dowiedzą się co robią to mniej więcej wiedzą ile. Wiedzą jakim autem jeździsz, na jakie wakacje i e kosztuje twój dom Natomiast czysto słyszę taka opinię Polaków że Amerykanie nie oceniają czy nie plotkują.powiedzialam to moim sąsiadom i śmiejąc się mówili: czasem nie wyprowadzają ich z błędu. Ja x kolei bardzo bym się cieszyła.jaknh. miała więcej Polaków gsizs mieszkam
OdpowiedzUsuńJa po latach- mialam juz wtedy mala Marie- znalazlam pewna Polke , tez zamezna z Niemcem ( starsza ode mnie) pracujaca w miejscowej piekarni. Poszlam tam kilka razy pogadac... odetchnac przy polskiej mowie i Polce.... bardzo sie zawiodlam, bo ta pani nic innego nie robila jak plotkowala o swoich klientach. Przychodzili tam stali klienci na kawe, herbate, zjesc rano sniadanie i ona wszystko o nich wiedziala. Gadala z autochtonami o siedzacych klientach- kiedy ci, z ktorymi obgadywala wychodzili to potem obgadywala ich czyli tych ktorzy wyszli. Siedlisko plot. Zrezygnowalam za czwartym razem kiedy to uslyszalam jak z kims obgaduje siedzacego za stolikiem nieopodal starszego faceta , ponoc prawiczka ( skad to wiedziala(?) nie mam bladego pojecia) ktos jej musial o tym opowiedziec, a moze ow facet w swej samotnosci sam sie kiedys przy niej przyznal, ze jeszcze nigdy....? Po prostu spierniczylam.
UsuńNie chce Ci jednak mowic, ze Polacy to doooopiero plotkarze- ta pani obgadywala innych z autochtonami wlasnie, wiec ci inni tez swoje mieli za uszami.
Powiem szczerze, ze przyjelam z latami sytuacje taka jaka jest. Juz nie szukam ani jednych ani drugich. Los sam stawia mi ludzi na drodze:)
Ogolnie nie chce mi sie sluchac plotek o innych, a zwlaszcza o ludziach ktorych nie znam. Jak sie mieszka w miejscu gdzie jest malo rodakow to tez i prawdopodobienstwo maleje ze sie z nimi zaprzyjaznimy. W Polsce przeciez tez nie dogaduje sie z kazdym tylko dlatego ze jest Polakiem. Mi np. brakuje ludzi z ktorymi moge pogadac o ksiazkach albo o filmach europejskich. Pomimo ze bardzo lubie kino amerykanskie to czasami mam ochote pogadac o kinie europejskim. Ale mieszkam gdzie mieszkam i raczej tych rozmow to nie bedzie.
UsuńMusialabys trafic na koneserow kina i ksiazek, bo w krajach wiodacych ekonomicznie jest ogromna arogancja dla kultur spoza ich kregu. Amerykanie sie nie zainteresuja kinem europejskim bo w sumie po co, skoro wszyscy pchaja sie do nich i chca ich kina. Wystarcza im to, co dzieje sie u nich- na ich podworku. Te kraje wysoko rozwiniete (Ameryka Polnocna, w Europie Niemcy) , do ktorych ludzie chca sie dostac nie maja potrzeby poznawac innych bo owi inni swoim pragnieniem dostania sie do ich panstwa utwierdzaja Amerykanow tylko, ze sa wyjatkowi i poza nimi cywilizacja jest najprawdopodobniej nijaka:)
UsuńA juz nie wspomne, ze sasiedzi emeryci zawsze jakos wiedza o ktorej wyjezdzam do pracy, o ktorej ide biegac itd. Nie wiem skad to wiedza, bo ja ich nigdy nie widze o tej porze:);) I faktycznie sa bardziej zamknieci niz my Polacy. Sasiad z naprzeciwka zaczal z nami rozmawiac po 8 latach mieszkania tutaj. Zna wszystkie plotki i czasami sie nawet nimi podzieli i jest wesolo wtedy. A i Amerykanie tez sie lubia przechwalac, robia to w innyc sposob niz Polacy: lubia mimochodem wspomniec po jakich resto jedza (oczywiscie drogich), ze dzieci sa w traveling team (co koszutje nawet okolo 500 dolarow od dziecka na miesiac). Chwala sie sporo, tylko na poczatku, nie wiedzialam ze sie chwala bo mi nazwy tych resto nic nie mowily, a jakies traveling team to nawet nie wiedzialam z czym to sie je.
OdpowiedzUsuńZnasz ten film "ELF" z Will Ferell? Tam jest taka scena jak Finch sie przechwala przed Elfem ile ma kasy i innych dobr, a Elf z usmiechem na ustach kiwa glowa bo jemy to nic nie mowi:))))) To jakbym siebie widziala z poczatkow emigracji😂😂.
Tez tak wlasnie na poczatku mialam, To co mi mowili przyjmowalam nie rozumiejac , ze: " niby dlaczego mi to opowiadaja?" Potem eM mi wyjasnil, ze chwala sie gdzie spedzili urlop- nauczyl mnie szacowac te opowiesci. :))
UsuńTyle tylko, ze on jest jeszcze taki, ze jednym uchem wpuszcza a drugim wypuszcza to co inni mu peroruja. A czasami jeszcze zlosliwy bywa i zlosliwie komentuje. A ja sobie wtedy mysle, ze nie bede go zatrzymywala, w koncu jest wsrod swoich:) Wie, co robi :)
Bo ja przyjmuje to co ludzie opowiadaja bez rozmyslania nad tym.... zawsze mysle sobie , ze poczekac trzeba a zycie to i owo zweryfikuje:)
U nas jest jeszcze tak, ze ja to nawet zbytnio chwalic sie dzieckiem nie musze. Pisza o niej w gazetach lokalnych wiec.... samo sie robi, tzn. opowiada:))
Ania i Viola -
OdpowiedzUsuńprawda jest ze amerykanie tez plotkuja i widza co u innych ale roznica jest to iz wiedza z kim i na ile. Obgaduja w bardzo scislym kolku osob zzytych ze soba, w rodzinie - nie ma tak by w obgadywac czy wypytywac sie w luznym towarzystwie lub pomiedzy wspolpracownikami. Przynajmniej ja mam takie doswiadczenie a moze udali mi sie moi amerykanscy znajomi? Oni uwazaja za nietakt wypytywanie sie o osobiste sprawy i zycie. Nawet to co podalas za przyklad chwalenia sie wyglada inaczej - amerykanin nie chwali sie nowym samochodem - kupuje i juz, wszyscy to widza, zreszta tutaj samochod nie jest luksusem, kazdy ma po kilka bo poniekad musi a takze wymienia na nowy model co trzy lata. To jest powszechne wiec czym sie chwalic? Z kolei nie rozumiem dlaczego robi sie z tego wielka sprawe - kupie nowy samochod to co mam z nim zrobic? trzymac w szafie by nikt nie widzial?
Pamietasz jak niedawno pisalam o spotkaniu nas, sasiadek z czego dwie byly nowymi, tyle co wprowadzonymi sie w sasiedztwo? Spedzilysmy ze soba chyba dwie godziny a o tych nowych do dzis nie wiem nic bo zadna ze "starych" sasiadek nie wypytywala. Nie wiem jakie maja wyksztalcenie, prace, rodzine itd. Rozmawialysmy na neutralne tematy i wlasnie z takim rodzajem rozmow sie spotykam , dlatego uwazam amerykanow za bardziej taktownych w tym temacie.
"prawda jest ze amerykanie tez plotkuja i widza co u innych ale roznica jest to iz wiedza z kim i na ile. "
UsuńI takich Polakow tez znajdziesz. Ja mysle, ze to jest niekoniecznie sprawa perfekcyjnej nacji ale prawa istniejacego w danym kraju. Tutaj w Niemczech ludzie tez sa ostrozni. Tez wiedza do ktorego momentu moga sie posunac z ludzmi uznanymi za slabo przez siebie znanych , czy tez tyko srednio znanych, bo gdyby posuneli sie przy osobach mniej znanych za daleko w swoich ocenach moglyby ich spotkac konsekwencje prawne. Nie wiadomo z kim ma sie do czynienia, a moze byc i tak, ze po pewnych wypowiedziach ten ktos uda sie w odpowiednie miejsce i poskarzy, ze byl slownie "przesladowany". Prawo zamyka wielu usta.
" Nawet to co podalas za przyklad chwalenia sie wyglada inaczej - amerykanin nie chwali sie nowym samochodem - kupuje i juz, wszyscy to widza, zreszta tutaj samochod nie jest luksusem,(...) "
Samochod nie musi byc produktem luksusowym - w Polsce juz tez powowli nie jest- ale moze byc przeciez luksusowy. Co to za roznica jezdzic oplem a np.: mercedesem? A jakos posiadanie owego mercedesa zaprzata mysli wielu. Mozna postawic trzy rzechy przy posesji, bo nie ma sie akurat kasy a trzy osoby w rodzinie musza jakos do roboty sie dostac i zostac nazwanym "zbieraczem zlomu". A mozna wystawic czystego lsniacego porsche, mercedesa, BMW... i pokazac - "Stac mnie na to!". U eMa takie duperele doprowadzily do wymiany samochodu jak niemoznosc wyprzedzenia innych facetow na szosie- samochod ze zbyt mala iloscia PS. On nie chcial byc ostatnim w ulicznym wyscigu. A te konie pod maska kosztuje.... niestety:)
"Pamietasz jak niedawno pisalam o spotkaniu nas, sasiadek z czego dwie byly nowymi, tyle co wprowadzonymi sie w sasiedztwo? Spedzilysmy ze soba chyba dwie godziny a o tych nowych do dzis nie wiem nic bo zadna ze "starych" sasiadek nie wypytywala."
To przeciez potwierdza to o czym ja i Viola mowimy: "Slabo sie znamy nie ma wiec wypytywania i plotkowania." Trzeba beke soli z ludzmi w danym otoczeniu zjesc aby sie otworzyli. Zrozumieli, ze moga danej osobie zaufac i pogadac o tym co im w srodku gra.
Tez o nowej sasiadce zza plotu wiem tylko tyle, ze ma dwoje dzieci, bo biegaja po ogrodku i to ze ona jest przedszkolanka- obilo mi sie o uszy od innych sasiadow. O jej mezu nie wiem nic. I nie daze do takiej wiedzy. Zycie samo to jakos ulozy. Kiedys, za pare lat ( moze za 8 lat - jak w przypadku Violi i jej sasiada) sobie byc moze pogadamy o czyms konkreniejszym niz pogoda i jak zielsko tego roku dokucza i ze kleszczy mroz nie wytepil....
Z tymi samochodami to wiadomo ze moja Toyota na nikim nie zrobi wrazenia, ale Tesla to kto wie. Pierwsze lata nie wiedzialam, jakie dobra sa tutaj symbolem statusu, wiec spytalam przyjaciolke, Amerykanke. Oczywiscie ze drogi dom ale zdziwilo mnie ze samochod, nawet mi wymienila marke, nie byla to Tesla, bo to bylo kupe lat temu.
UsuńZ tym taktem, to roznie z tym jest. Ja, drugie dziecko mialam pozno, bylam juz po 40. I jedna sasiadka, naprawde sie nie znamy, (jej meza nawet bym nie poznala poza osiedlem) zapytala mnie ile mam lat i potem czy to bylo planowane czy wpadka. Przynam ze tak mnie wrylo to pytanie, bo dosc ze wscibskie i w sumie chamskie pytanie od obcej osoby z ktora tylko mowimy sobie "hello".
Jeszcze mi sie przypomnialo jak moja przyjaciolka urodzona i wychowana tu gdize teraz mieszkam powiedziala mi ze mi zazdrosci ze jestem outsiderem i te wszystkie plotki i zlosliwosci sa poza mna.
UsuńMialam podobna sytuacje zwiazana z tym, o czym mowisz. Kuzynka eMa , mieszkajaca pare domow dalej, niezbyt lubiana przez tutejszych, nawet nie wiedzialam dlaczego, az do momentu kiedy sama przezylam na wlasnej skorze. Po Marie, kiedy ta miala dwa latka zaszlam w ciaze i niestety poronilam. Mam powazne problemy z tarczyca- przy Marie tez je mialam, ale przy odpowiednim prowadzeniu endokrynologicznym wszystko sie udalo i jest cacy. W kazdym badz razie, kolejna ciaze po urodzeniu Marie poronilam. Bylam dzien po szpitalu, wyszlam na spacer i spotkalam owa kuzynke. Byla dobrze poinformowana przez moja tesciowa co sie stalo. I poczela mnie pouczac, ze w moim przypadku zachodzenie w ciaze jest niewskazane i powinnam zamknac sklepik. Zatkalo mnie, bo gadalam z nia ze trzy razy na jakichs rodzinnych uroczystosciach, ale to nie znaczylo, ze ona moze tak mnie pouczac. Pomimo tego, ze mieszka pare domow dalej widzialam ja moze przez te nascie lat ze cztery razy. Unikam kontaktu jak ognia.
UsuńPelna zrozumienia i empatii kuzynka. Ja tamtej sasiadki tez unikam, bo kto wie o co zapyta nastpenym razem?
UsuńEmeryci życie ograniczają do siedzenia przed monitorami,, niektórzy mają piloty, inni klawiatury, komórki itp.
OdpowiedzUsuńWiosna zmieni niektórym tryb życia. Park, działka, spacery.
No i ploty, ploteczki itp. i nie tylko li starcze rozrywki słowno-muzyczne. Zostały jeszcze wycieczki krajoznawcze organizowane przez koła gospodyń i ośrodki spokojnej starości. Czasami uda się trafić do "sanatorium miłości" i wyspowiadać ze swojego dawnego, wyjątkowego życia. Bardziej gramotni zajmują się wnukami, albo dorabiają na opiekach jeszcze starszych. W sumie nie za wesoło. Chyba, że się ma pasje. Popularne są upierdliwość, nachalność, hipochondria, złośliwość i spożywanie napojów alkoholowych. Ta ostatnia nie jest tania.
"To nie jest kraj dla starych ludzi" i nie jest to też czeski film, który musi się kiedyś urwać, całkiem niespodziewanie-tylko dla tych co sobie zasłużyli.
Przeciętniak w życiu nie podskoczy wyżej balkonika. Też zrezygnowałem, ale mam pasję i nie jest to kosiarka. Pozdrawia
emeryt
Szczerze?
UsuńUsmialam sie jak norka, przy okazji pomyslalam, ze smuta perspektywa, bo co mnie czeka?
Upierdliwosc, nachalnosc, hipochondria, zlosliwosc i .... spozywanie napojow alkoholowych- coz za wyskokowe zycie:)))))
Ale swiatelko w tunelu widac... moze uda mi sie zalapac na "sanatorium milosci" i wyspowiadac ze swojego dawnego , wyjatkowego zycia:)))
No i o to biega, żeby się śmiać!
OdpowiedzUsuńSanatorium jest na pokaz dla zawiedzionych szarą teraźniejszością
starych, skażonych beznadzieją ludzi. O, jakże może być jeszcze pięknie w moim życiu!
Wystarczy poznać kulawego pana Zymka, albo Stasia z odmą, który machnie 10 pompek na bezdechu.
O kobietach nigdy źle!
Lepiej niech piszą ocenzurowane pamiętniki dla potomnych, albo wiersze erotyczne dla swoich byłych-żywych czy martwych.
Dziś za Twoje zdrowie chluśniem, potem uśniem. Bez zbytniego dokazywania-bo lata się ma!
emeryt
Ja bym ci poleciała taki artykuł, który kiedyś wklejałam na swoim blogu, może zainspiruje cię do przemyśleń i zmian, uporządkowania sobie tego, co ważne.
OdpowiedzUsuńhttp://impala-przez-zycie.blogspot.com/2017/05/aby-w-zyciu-nie-zwariowac.html
Ja też porządkuje swoje życie, ale sferę ludzką mam już uporządkowaną. Natomiast są sfery takie np. jak dietetyka, które są ważne dla mnie. Inaczej mówiąc szukam różnych ukrytych terapii ,wiele już znalazłam.
Mam takie pytanie czy ty może słyszałaś o Diecie życia Mai Błaszczyszyn? Była to dieta popularna w latach 90 tych, Szukam opinii na temat tej diety mam jedną książeczkę tej autorki, którą swego czasu buchnęłam kuzynce …;-)
Slyszalam cos tam, ale nigdy nie stosowalam. Znam natomiast osobe chorujaca na stwardnienie rozsiane. Jakies 30 lat to trwa. Chodzi , jest jeszcze czynna zawodowo.
UsuńOd lat jest na diecie Kwasniewskiego ( mieso, tluszcz). byla przy kosci, ale mocno na niej schudla i wage przez te 30 lat trzyma idealnie.
Nie wiem co zrobila dana dieta z jej organizmem, bo przez owe 30 lat lezala ze 3 razy w szpitalu w Lodzi. Lekarze mowili, ze to wrecz nieprawdopodobne przy tak silnym wstepnym ataku owej choroby.
Spotkala owa kolezanka na poczatku swej choroby kobiete, ktora cierpiala po smierci meza. Jakas znajoma jej mamy, ktora znala od dziecka. Nigdy tak dobrze jak po smierci meza pani owa nie wygladala, a nie byl on zlym czlowiekiem, ktory zatruwal jej zycie i kiedy odszedl to sie jej polepszylo. W rozmowie wyszlo, ze kobieta ta byla tak zdolowana odejsciem w zaswiaty partnera, ze o malo co sama sie nie przekrecila. I tez przez kogos trafila na diete Kwasniewskiego. Odzyskala sily, energie, wigor....
Basia poczytala. Postanowila sprobowac i ... do tej pory na tym jedzeniu trwa i ma sie w miare dobrze.
Szukam diety dla mamy. Ona jest mięsożerna, więc dieta roślinna nie wchodzi w grę. Chce ją namówić na dietę rozłączną plus post przerywany i koktajle oczyszczające inne rzeczy w jej wypadku nie wchodzą w grę. Choć jeszcze zgłębiam temat diety Paelo , Omisha i diety z niskim indeksem glikemicznym. Dla swojego faceta też coś próbuje znaleźć w stylu kuchni pięciu przemian, bo on lubi azjatyckie smaki i też wegetarianizm nie wchodzi w gre . Tylko ja siedzę w temacie dietetyki, więc na mnie spoczywa ten ciężar poszukiwań. ;-)
UsuńO doktorze Kwaśniewskim już chyba rozmawiałyśmy ja bym się obawiała w tej diecie po dłuższym jej stosowaniu objawów demencji, bo nabiał i mięso powoduje nowotwory i właśnie demencje, ale twoja koleżanka jest w specyficznej sytuacji, więc może ta dieta jest dla niej wskazana ze wzglądu na chorobę i nie ma dla niej negatywnych skutków ubocznych ..
Natomiast ja szukam teraz czegoś dla siebie, bo post dr Dąbrowskiej, jej drugi etap mi nie pasuje, mimo, że byłam tego wieka fanką. Na razie jestem na poście przerywanym po 17 00 nic nie jem i widzę pierwsze efekty. No cóż będę szukała dalej …
Wiesz chyba ze nie mozna byc cale zycie na jakichs dietach? Organizm na nie sie uodparnia.
UsuńCałe życie nie można być na diecie tu się zgadzam, ale żyjemy w takich specyficznych czasach, w których niemal wszystko jest zatrute, że musimy czy tego chcemy czy nie mieć swoje sposoby na zdrowie, bo inaczej w wieku 70 lat skończymy, jako niegramotne osoby w DPS przypięte pasami bez wody i jedzenia a potem konanie … Zamiast diety Omisha miałam napisać dieta MIND. Poszukaj sobie o niej w necie, bo jest bardzo zdrowa, ale nie wyklucza mięsa.
UsuńSkoro niemal wszystko jest zatrute ( genetyka jest zmieniona, GMO swoje zrobilo, nasze organizmy chyba jeszcze nie przystaja) to jak chcesz czyms zatrutym siebie odtruwac? :)
UsuńCo do tematu przeprowadzki ja uważam, że to zły pomysł z kilku powodów.
OdpowiedzUsuńTwój mąż nie mówi w języku polskim z tego, co wiem a rola wakacyjnej tłumaczki nie wystarczy, żeby się odnalazł w Polsce, w którym ludzie w jego wieku nie mówią ani po angielsku ani po niemiecku biegle. Skoro interesuje go Polska to dziwi mnie, że nie chciał uczyć się polskiego mając żonę Polkę a macie już jakiś staż małżeński. Jeśli twój mąż myśli o przeprowadzce to niech zacznie uczyć się polskiego choćby po to, aby rozumieć, co kto do niego mówi. Jeśli nie zacznie się uczyć a przeprowadzi się do Polski przeżyje szok i rozczarowanie, bo zderzy się mit wakacyjny z realiami.
Druga sprawa Marie. Jak Marie ma zdać maturę w języku polskim jak ona nie piszę po polsku z tego, co wiem? Pisanie w tym języku sprawia jej trudność z tego, co pisałaś. Najlepiej by była gdyby Marie skończyła gimnazjum niemieckie a potem ewentualnie po intensywnej nauce języka w mowie i piśmie możecie się przeprowadzać do Polski. Chyba, że w twoim regionie są szkoły niemieckie.
Przenoszenie Marie do polskiego liceum z inną specyfiką, z przeładowanym materiałem obecnego Ministra edukacji jest zrobieniem jej krzywdy. Poczytaj sobie o powrotach uczniów do polskich szkół po zagranicznej edukacji to jest tragedia. Wracać można z małymi dziećmi, które dopiero zaczynają podstawówkę a nie z dorosłymi prawie osobami, które szły totalnie innym systemem i programem szkolnym. Nie rób Marie traumy. Z resztą musiałaby zrezygnować ze wszystkich zajęć pozalekcyjnych, aby nadrobić zalęgłości i zderzyłaby się naprawdę z małą fajną mentalnością naszego systemu edukacji. Szkoda jej psuć miłych wspomnień z wakacji u Babci.
No i twoja sprawa to niemiecka emerytura, która jest wyższa niż polska. Naprawdę chcesz potem mieć emeryturę 1200 zł? Nie to zły pomysł. Dotrwałabym do tej niemieckiej emerytury a potem można myśleć, co dalej.
Polska się zmieniła widokowo a to bardzo zasłania rzeczywistość. Powrót do Polski może spowodować pogorszenie twojej sytuacji finansowej gdzie raczej będziesz musiała zapomnieć o wakacjach dwa razy w roku typu Majorka i Nowy York .Jeśli chcesz naprawdę przeprowadzić się do Polski to najpierw swoich bliskich przygotuj choćby pod względem językowym bez tego przygotowania będą po prostu rozczarowani a szkoda by było.
eM rozumie co do niego Polacy mowia , ale nie umie odpowiedziec po polsku. A ze to facet majacy kogos kto go jezykowo obsluzy to sie mu nie chcialo. Na poczatku mial jakies tam zapedy uczeszczania na kurs j. polskiego, ale jak sie zapalil tak tez zgasl:)
UsuńFacet po prostu... jest zona, jest corka mowiaca danym jezykiem wiec on sobie przy nas tez poradzi. Z drugiej strony nie zalatwi tylko spraw urzedowych, ale ... inne jakos rade daje. Jedzie na zakupy - tu wielkich umiejetnosci nie trzeba, ale tez jezdzi do znajomych cos przewiezc , zalatwic... a ci znajomi jak juz wspomnialas slabo w innych jezykach niz polski rozmawiaja. No ale jakos sobie eM w komunikacji z nimi radzi a oni z nim:) Przyjezdza od nich i mi opowiada co mu powiedzieli, co u nich slychac, co nowego sie wydarzylo i ze umowil sie z nimi na spotkanie. Potem dzwonie i faktycznie potwierdzaja jego dane.
Ale wiem jedno, ze to prawda- jezykowo bylabym obciazona zalatwianiami i innymi wazniejszymi sprawami.
Juz to przegadaismy, tzn mature Marie. Przynajmniej do jej matury nie bedzie zadnego wyjazdu. Zostanie tak, jak jest. eMowi wakacje w Polsce wystarcza, a my - kobiety bedziemy sobie do tego robic wyjazdy w swiat- o ile bedzie nas stac, bo wszystko robi sie drogie jak nie wiem co. Potem niech Marie decyduje gdzie i czego chce sie uczyc. Nie bede ingerowala. Z drugiej strony ja jako matka dziecka raczej samego nie zostawie, gdyby zdecydowala sie moja corka na pozostanie w Niemczech. Mysle, ze eM tez z tego powodu bylby sklonny zostac, ale on mysli jak facet: " Dorosla bedzie to bedziemy jej tylko przeszkadzac". On mysli jak zachodni czlowiek. Kazdy ma swoje zycie i ma do swoich decyzji prawo i jezeli dziecko rozstrzygnie, ze chce byc tu, a on chce byc tam to kazde ma prawo robic tak, jak kazdemu sie podoba.
Wydaje mi sie, ze punktem docelowym nie bedzie Polska. Polska pozostanie wakacyjna, Bedziemy, na ile zdrowie i zycie pozwoli dzielic miejsce zamieszkania pomiedzy dwa kraje:)
Skoro rozumie, ale słabo mówi to nie jest źle. Namów męża na naukę mówienia i pisania w języku polskim mówiąc, że jeśli chce się przenieść do Polski i dobrze się tam czuć bez asysty żony powinien realnie się przygotować do tej przeprowadzki, bo na tym poziomie językowym będzie mu trudno w Polsce egzystować. Niemcy są podobno praktyczni, więc przemówisz swojemu Em do rozumu. No i córka też powinna podszlifować czytanie i pisanie w języku polskim, też bym ją na to namówiła, bo to otworzy jej drogę np. kiedyś do studiów polskich. Ogólnie rzecz ujmując do przeprowadzki trzeba się realnie przygotować wiele osób wyjechało za granice bez przygotowania nawet wstępnego i potem koszmar przeżyli na początku swojej drogi za granicą. Dlatego realnie przygotuj się do tej przeprowadzki już teraz nawet, jeśli dopiero za wiele lat się przeprowadzicie.
UsuńSzczerze mowiac to my z kontaktow z Polska nigdy nie zrezygnowalismy. To nie bedzie na zasadzie, ze przyjedziemy do kraju, z ktorym kontaktu nie mielismy latami.
UsuńMamy tam znajomych. Spotykamy sie.
Ja Polski nie traktuje urlopowo. Dla mnie to byl kraj gdzie wiele musialam sie za kazdym razem nazalatwiac. Nabiegac przy mamie i jej sprawach.
A propos samochodów chciałam tylko cegiełkę dorzucić.
OdpowiedzUsuńMój mąż chociaż z pochodzenia Amerykanin, to światowy wagabunda. Plotkować absolutnie nie lubi, ale gdy kilka dni temu na parkingu przed zwykłym sklepem w naszym miasteczku zobaczył elektrycznego Nissana arya czy tam co, SUVa, a do niego wsiadła zwykła para ludzi w wieku około 60tki, to zwątpił, pozielenial chyba z zazdrościi i spytał skąd oni wzięli tyle pieniędzy?
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o samochody to zawsze miał bzika. Posiada w domu taką antyramę, gdzie ma przyklejone zdjęcia różnych samochodów jakie mam za młodu i tak gdzieś do 40stki.
Na emeryturze jest bardzo fajnie, gdy się ma trochę więcej pieniędzy niż średnia krajowa, danego miejsca zamieszkania. A na południu Europy jest fajnie nawet za mniejsze pieniądze, tylko pod warunkiem że się jest zdrowym , a o zdrowie trzeba zadbać w okolicy 40stki.
eM tez samochody lubi. Z wiekiem to mu ow samochodowy bzik zmalal, ale i tak dobrze w danym temacie nie jest:)
UsuńAniu jakbyś mogła mi napisać, w których miesiącach piszesz na temat pobytu w USA? Chętnie bym przeczytała o twoich wrażeniach.
OdpowiedzUsuńPoszukaj w październiku 2022 roku.
UsuńNie chodzę do spowiedzi, a i bez tego wiem, że nie jestem szczęśliwa. Bardzo nie. I wciąż odnosze wrażenie, że jeszcze nie zaczęłam zyć, choć dużo młodsi już dawno mnie wyprzedzili.
OdpowiedzUsuńWszyscy jestesmy rowno nieszczesliwi i rowno szczesliwi. kazdego z nas spotyka i jedno i drugie. Kazdy ma swoje do udzwigniecie. Szczescie , na stan przecietnej duchowosci , to sa tylko chwile i trzeba sie nia cieszyc, roztkoszowac. Gorzej ze czlowiek po czasie sobie uswiadamia, ze akurat wtedy byl szczesliwy:)
UsuńA ja jestem szczęśliwa. Pewnie, że moje życie nie jest idealne, ba nawet jest trudne. Ale lubię je właśnie takie i lubię siebie taką.
OdpowiedzUsuńI to jest super podejscie, tez tak bym chciala, ale chyba nie umiem. A tak w ogole to za specjanie nie rozmyslam nad tym... ot istnieje i tyle w temacie:))
Usuń