piątek, 25 sierpnia 2023

Dzieje sie.

 Sporo dzieje sie obecnie w moim zyciu i nie sa to sprawy latwe, czasami niemile. Nie dotyczy mnie to bezposrednio ale bloto bryzga.  A  mi zalezy na swietym spokoju. Zaszyc sie... przespac... i obudzic sie kiedy burze mina. Niestety, nie da sie... 

W sumie wygrywam (?)- coz za wzgledne okreslenie.  Po ludzku wygrywam, ale tez dostaje za to po dooopie. Wygrana nie cieszy mnie,  bo zdaje sobie sprawe, ze Łaska Panska na pstrym koniu jezdzi i za jakis czas moze byc inaczej. Wszystko moze sie poodwracac. Przyjdzie nowa sytuacja, ktora powywraca wszystko do gory nogami. 

A  mi zalezy na swietym spokoju. Zaszyc sie w pieleszach domowych nie moge, bo mam zobowiazania wobec swiata. Trzeba zwlec sie z wyra. Udac sie do pracy. W domu trzeba ogarnac to i owo, choc od tygodnia nie gotuje i rodzina przystaje na taki uklad. Zywia sie czym popadnie. Zazdroszcze eMowi, ktory przyklada glowe do podusi i zasypia snem sprawiedliwego. 

Trafilam na niezle kazanie Mistrza Eckharta. O wygnaniu kupcow ze swiatyni. Znacie te Ewangelie. Nie trzeba jej przypominac. Eckhart byl pozno sredniowiecznym chrzescijanskim kaznodzieja. Wykluczonym ze wspolnoty kosciola przez Watykan. Wowczas obowiazywala metoda szukania Boga na zewnatrz w pieknie swiata, w jego  stworzeniu, w widzeniu swojej marnosci i te inne ( metoda sw Augustyna) . Eckhart prawil o porzadkowania wlasnego wnetrza. Szukaniu Boga w sobie. No, no.... niebezpieczna teoryjka, bo moglaby zachecic czlowieka do stawiania siebie samego na rowni z Bogiem. 

Nie wazne juz kto komu , co i jak... dawno to bylo. Teraz kosciol przywraca Eckharta do lask. Kaznodzieja ow jest chrzescijanska odpowiedzia na zagrazajace nam praktyki wschodu. 

Wracajac do rzeczy. Eckhart mowi o grzebaniu w sobie, nie w swiecie. Na zasadzie , ze jezeli zmienisz cos w sobie to tak jakbys troche ulepszyl swiat. 

Podoba mi sie jego podejscie do wyrzucenia kupcow ze swiatyni. Swiatynia to nasze wnetrze. Jezus chce tam wejsc ale w miejcu tym panuje ciagly chaos. Kupcza, sprzedaja odpusty, na oltarzu jajca licza ( to z jakiegos wczesniejszego naszego pisarza) ... jezeli wpuscisz Faceta do swego przybytku zacznie strzelac batem i robic porzadki. Wypierniczac te kupczenia i dupczenia z nas. Chce w tej swiatyni pozostac sam w ciszy. 

"Kupcami sa ci wszyscy, ktorzy wystrzegaja sie wiekszych grzechow, chcieliby byc ludzmi dobrymi i spelniaja na chwale Boza roznego rodzaju dobre uczynki: posty, czuwania, modlitwy i tym podobne. Ale pelnia je po to , by Pan im za nie dal cos w nagrode albo zeby Bog w zamian uczynil im cos milego. Wszyscy oni sa kupcami. Musimy tym slowom nadac takie najprostsze znaczenie, gdyz ludzie tacy chca dawac jedna rzecz w zamian za inna i w ten sposob kupczyc z Panem. I przez to wlasnie bladza. Bo nawet gdyby zlozyli w ofierze wszystko co posiadaja, i zrobili, co lezy w ich mocy, gdyby oddali Bogu wszystko i czynili wszystko ze wzgledu na Niego, On wcale nie bylby zobowiazany cos im dac i dla nich uczynic- chyba ze chcialby sam, z wlasnej woli i za darmo." 

Kupcze, bo chodzi mi o rozwoj duchowy w zamian za tzw. swiety spokoj. Cos na zasadzie, ze ok chwyce te marchewke zwaca sie "rozwoj duchowy" bo ona bedzie dostarczycielka mojego upragnionego pokoju. A tu klops. Figa z makiem. Cos na zasadzie : " Rozwijaj sie kobieto duchowo, ale to Ja musze zechciec owa marchewka cie uraczyc". 

Rozwoj duchowy to droga, az do konca naszego istnienia na tym lez padole bedziemy w drodze. Dopoki zyjemy i czegos sie uczymy, raczej spokojnie nie bedzie. Musze sie wiec przygotowac, ze niepokoje, problemy to staly element towarzyszacy rozwojowi. 

Marie wczoraj sie rozkleila. Plakala dwie godziny przed moim wyjsciem do pracy. Nazbieralo sie jej problemow. Boi sie nowych egzaminow. W tym roku beda jakies unowoczesnienia w szkole. Sa pierwszym rocznikiem, ktory musi zdac egzaminy koncowe- choc to jeszcze nie matura a przedsionek. Nauczyciele nie wiedza jak to bedzie wygladac. Uczniowie nie maja kogo podpytac jak to bedzie przebiegac. Jedni i drudzy boja sie i nakrecaja nawzajem, czyli jest nerwowo. Mloda przejmuje sie ( po mamusi) i czuje sie osamotniona. Do tego dorastajace kolezanki. Kloca sie miedzy soba. Nie chca ze soba gadac, a za piec minut biegaja i probuja nazwiazac kontakt. Mloda nie wie jak sie w tym wszystkim odnalezc ... odsuwa sie i zostaje sama - samotnosc z wyboru. Oj ciezkie jest to dojrzewanie. Juz chyba zapomnialam jak to bylo. Na zajeciach fakultatywnych z literatury dosiadla sie do niej kolezanka z sasiedniej klasy. Ponoc caly czas obgaduje innych. Innego tematu nie idzie z nia rozpoczac.... Dziecie me wymieka. 

Hm... pochwalilam droge, ktora wybrala. W momentach obgadywania pouczylam aby sie wylaczala i myslala wtedy o przyjemnych rzeczach, ktore przezyla. Przenosila sie w myslach do zdarzen, ktore sie jej podobaly. 

Eh to zycie.... 

PIEKNY film. Zachecam. Doborowa obsada. Pokazuje jak to ludzkie losy potrafia sie platac. KLIK. Po kliknieciu trzeba przycisnac przycisk na ikonce, potwierdzajacy , ze ma sie ukonczone 18 lat. 

37 komentarzy:

  1. coś tam pobieżnie słyszałem o tym Eckharcie, mądry wujek Poraj-Żakiej bardzo nim się jara, ale nie wgłębiałem się w jego teksty, bo xiańska retoryka do mnie nie trafia, dawno i bezpowrotnie wypisałem się z tej maniany...
    ale opowieść o wyrzuceniu kupców z chramu mi się podoba, co prawda kiedyś różne rzeczy mi się zdarzało robić w takich miejscach, ale to było kiedyś i nieprawda, generalnie uważam, że chram jest do odprawiania pow-pow i zwiedzania, a nie do handlowania... niemniej jednak pewne chramy w Polsce bym chętnie przebranżowił, bo za dużo tego jest w tym kraju, ale to już osobna sprawa...
    no cóż, małolacki wiek ma to do siebie, że człowiek czasem się rozkleja, sam się kiedyś rozklejałem, to wiem... ale dobrze, że się tego nie wstydzi, nie udaje twardszej od twardzieja, bo to zdrowiu i urodzie szkodzi... poza tym ma wsparcie, Twoje i Twojego chłopa, więc takie rozklejenie tylko na dobre Jej wyjdzie...
    film przetestujemy wieczorem, właśnie kombinowałem nad jakimś pomysłem, co by tu sobie obejrzeć tą porą...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą chrześcijańską retoryką różnie bywa. Jest taka dla ludu, dla tych co czasu nie mają i nie czują potrzeby zgłębiania. Którzy chcą aby im wskazać kierunek, bo życie przynagla ich w swej codzienności i tacy co chętnie w tym dłubią, zgłębiają. A kiedy się to zgłębia wtedy stwierdza się, że to niegłupie podejście jest.
      Myślę, że podobnie jest we wszystkich religijnych systemach. Powierzchowność wszędzie ta sama, a jak się wkroczy głębiej to całkiem możliwe, że dochodzi się do podobnych wniosków. Czy to chrześcijanin czy Hindus czy buddysta...
      Ten obecny małolacki czas jest inny, niż ten za naszych małolackich czasów. Ale rozklejanie się to samo.

      Usuń
    2. jak mówił Wilhelm z Baskerville /"Imię Róży"/: "każda religia to dwie religie, jedna dla prostaczków, druga dla filozofów"...
      coś w tym jest...

      Usuń
    3. Bo tak to wlasnie jest.

      Usuń
  2. Do końca życia uczymy się żyć, wyciągamy wnioski. Najlepiej mi to wychodzi na starość, bo mam już swój upragniony (względny) spokój i czas, żeby zobaczyć z boku, spoza wiru codziennych wydarzeń, oprzeć się na tym, co było, a nie co będzie.
    Nie mam potrzeby ulepszać się jako osoba. Raczej przeciwnie. Życie nauczyło mnie, że powiedzenie o miękkim sercu i twardej doopie jest w pełni uzasadnione.
    A naście lat to najtrudniejszy okres w życiu. Wnuczka ma zupełnie te same problemy, co Marie: szczuj albo poszczujemy na ciebie. Skąd się to w tym młodych ludziach bierze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulepszanie siebie. Nie wiem jak to ugryźć, czy też jak to ująć, jak to zgrabnie wyłuszczyć.

      Mówisz o wzajemnym szczuciu sie obecnej młodzieży i pytasz skąd to się w nich bierze? Można zwalać na wiele spraw i zjawisk. Ludzie widzą problem wszędzie tylko nie w sobie. To szczucie się idzie od nas. To metody starych. Przykład z góry.
      Mamy w pracy starszą odchodzącą na emeryturę panią, która na przerwach użala się, że wnuk jest szczuty w szkole i stawiany przez kolegów pod ścianą. W danym momencie płacze, za chwilę wchodzi w jakieś układy przeciwko innym, bo jej koleżanka na kogoś z zespołu się poskarżyła. Koleżance wierzy bardziej, ufa jej i wchodzi we wspieranie jej przeciwko innej osobie, która ponoć jest winowajczynią złego samopoczucia ulubionej koleżanki, bo zwróciła uwagę na jakiś błąd.
      W takich momentan mam ochotę powiedzieć coś w stylu:" Usiądź zazen, albo klęknij...weź róźaniec, albo skrzyżuj ręce i przemyśl sytuację. Rusz ten syf w sobie. Sprzątnij stajnię Augiasza."

      Usuń
    2. Tak, masz rację. Moi chłopcy przyjaźnili się ze wszystkimi, a jak chcieli opisać kogoś, kto się źle uczy, to krążyli, żeby nie powiedzieć o nim czegoś złego: "wiesz, bo on ma trochę gorsze stopnie" :) Wielu z ich kolegów szkolnych zeszło na złą drogę, ale synowie nie bali się chodzić po zmroku, bo w każdej "bandzie" mieli jakiegoś kolegę, który nie pozwolił ich skrzywdzić. I dlatego bardzo się dziwiłam, że jednego z klasowych Młodszy z resztą prześladuje. Przestałam się dziwić, kiedy poznałam jego matkę. Kobieta na wywiadówce tak mi podniosła ciśnienie, że miałam ochotę jej lutnąć. Obrzydliwa persona. Ale chłopaka i tak mi szkoda...

      Usuń
    3. To nie chodzi o to aby przejsc przez zycie nie powiedziawszy na nikogo slowka zlego, bo tak sie nie da. Ale aby eliminowac jak sie da pewne niewlasciwe zjawiska, zachowania . Nie nazywac tego co jest niewlasciwe, ze to zalezy z ktorej strony sie na dana sprawe popatrzy.
      Nie rozeznamy zlych rzeczy dziejacych sie w naszej okolicy ( klasie, sasiedztwie, w domu) jezeli sami nie wezmiemy sie najpierw za siebie. No bo jak mozna np.: uczyc dziecko nie obgadywanai skoro samemu sie to robi i taki przyklad daje? Albo aby nie szczul innych skoro samemu taka technika wobec innych sie stosuje?
      Potem siadaja ludzie i placza jaki ten swiat jest brzydki.

      Usuń
  3. Za link do filmu dzięki bardzo, zerknę, bo trudno znaleźć cos dobrego, ze swej strony polecam serial TRUST.
    Dojrzewanie jest trudne, zwłaszcza gdy dusza wrażliwa, a otoczenie raczej miałkie. Rozwój duchowy tez nie przelewki, bo trzeba ze sobą na poważnie pogadać, czasem cos doczytać, dla siebie przyswoić.
    O tak, z wiekiem wzrasta zapotrzebowanie na święty spokój, tez tak mam! A tu czasami trzeba decyzje jeszcze podejmować, innym doradzać, może tylko bezludna wyspa nas uratuje?
    Ale tam tez problemów od groma!
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem , co nas uratuje bo z ludzmi zle ale bez ludzi tez nie jest fajnie. Kazdy czlowiek to inny swiat, kazdy nosi swoje zranienia, patrzenie na swiat, czegos chce, czegos oczekuje... kazdy jakis jest.
      Mi zaczyna przeszkadzac ludzki tlum.
      Za polecenie serialu dziekuje. Zerkne w wolnej chwili na pewno.

      Usuń
  4. Jakoś ostatnio mam czas pomieszania w kwestii podstaw moralnych w życiu i tego typu spraw. Jakiś miesiąc temu postanowiłem sobie, że przeczytam chociaż trochę Biblii. Jednak wydarzenia z wczoraj odrzuciły mnie od takiej myśli, właściwie odrzuciło mnie w stronę ateizmu wręcz. Jakoś absurd tej sytuacji spowodował u mnie niechęć do Stwórcy i nie zrozumienie pewnych zamierzeń jego.

    SF to nie jest mój ulubiony gatunek. Parę książek niczego sobie przeczytałem w życiu. Ogólnie jednak za dużo w tym techniki.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... pomieszanie w kwestii podstaw moralnych to trudna sprawa, bo to tak jaby ktos nam fundamenty rozbieral.
      A fundament czyli dom jak napisalne jest w Biblii powinno stawiac sie na solidnym podlozu. Najlepiej na skale:) Zas ludzie buduja najchetniej w latwym materiale... np.: na piasku. Potem przychodzi ktos, kopie domek noga i .... ruinka sie z tego robi:))

      Usuń
    2. Myślałem, że uda mi się przejść od agnostycyzmu w pobliże wiary. Nie wiem z obecnego punktu widzenia po co, jednak miałem taki plan. Niestety w piątek w rodzinie jednej z najważniejszych dla mnie osób w wypadku zginęła 21-latka. W tym momencie cały mój plan się zawalił, całe fundamenty zbliżania się do wiary poszły z dymem. Bo co mogę myśleć o jakimś Bogu/bogach, którzy robią coś takiego, godzą się na to. Albo można myśleć, że jest to zły Stwórca, albo po prostu, że go nie ma. Nijak nie umiem sobie wyobrazić co musi czuć matka tej dziewczyny, która też była w tym samochodzie. Nie umiem sobie też odpowiedzieć jaki w tym może być sens. Coś jak w próbach Hioba, tylko bez zwrócenia na koniec wszystkiego co ważne.

      Widać chyba, że muszę skierować się w stronę innych fundamentów, by wzmocnić swoje podstawy moralne. Niby moje imię oznacza skałę, jednak teraz jest tak jak napisałaś, że zrobił się w niej piasek. A ja mam mętlik w głowie, nawet podchodzący w stronę filozoficznych przemyśleń. Jednak nic mi z tego myślenia nie wychodzi.

      Usuń
    3. Cos mi sie wydaje, ze my za duzo temu Bogu/bogom przypisujemy. Jak mozesz sie do Niego zblizyc skoro z zalozenia przypisujesz Mu zle zamiary? "To On, to Ten sprawca naszych nieszczesc:" Znalazles winowajce i na co ci taka niefortunna koneksja. Po co, patrzac twoimi oczyma, zadawac sie z takims tak szemranym, nieprawdaz?

      Usuń
    4. Nie wiem na razie co myśleć o tym wszystkim. Chciałem poza jakimiś zwykłymi zasadami wyniesionymi z domu oprzeć się jakby drugą nogą na wierze. A teraz sam nie wiem co myśleć, iść w tą stronę czy nie iść. Po prostu niezrozumienie dla takich wydarzeń działa na mnie jak łyżka na wodę, zamieszanie jakie powstaje we mnie jest nawet trudne do opisania. Chyba muszę jeszcze sobie przemyśleć pewne sprawy z tym związane.

      Już wielcy filozofowie łamali sobie głowy dlaczego na świecie jest zło. I właściwie nikt nie doszedł do ostatecznego wniosku. Jedni uważali, że tylko zły Bóg zezwala na zło. Inni, że Boga nie ma skoro na świecie jest zło. Teorii było jeszcze więcej, właściwie ile szkół filozoficznych tyle opcji.

      Usuń
    5. Chcialem(?). Chcenie to dobra sprawa, ale to nie moze byc na zasadzie : " No to ja teraz sprobuje oprzec sie na kolejnej ideologii...". To chcenie to musi rwac Ciebie od srodka. A nie ze ja sobie sprobuje i zobaczymy co z tego wyniknie- najprawdopodobniej niewiele.
      Poza tym wiara to zadna spokojna przystan. Tam jest wiecej znakow zapytania niz pewnosci. Przypomnij sobie co DeLu pisal o swoim ateizmie. On sie uspokoil, kiedy wszedl na owa droge. Wydaje mi sie, ze to byl Czlowiek, ktory chcial wiedziec a nie dryfowac po meandrach niepewnosci...
      Ale .... i tu dochodzimy do pewnego absurdu ( wydawac by sie moglo) cos co nazywa sie "pewnosc wiary". Ich wlasnie owa "pewnosc wiary", ktorej DeLu nie otrzymal, uspokaja, a nie niepewnosc wiedzy wszelakiej:))
      Dobrze , ze szukasz. Poszukiwanie to dobra sprawa.... a mowia, ze kto szuka ten znajduje:)

      Usuń
    6. Ich, tzn ludzi, ktorych cechuje "pewnosc wiary":)

      Usuń
    7. Właśnie całość jest dość złożona. Z jednej strony jak spora część Polaków dostałem pewną porcję wiary, która jednak starczyła do liceum mnie więcej. Potem coraz mniej ciągnęło mnie do poznawania chrześcijaństwa. W okolicach studiów znów poczułem jakiś impuls, aby zbliżyć się do Boga.

      A teraz znów mam etap oddalenia.

      Chyba jeszcze jestem w miejscu, gdzie ,,wiem, że nic nie wiem". Bo im więcej rzeczy się dzieje wokół mnie, które są w jakiś sposób nacechowane negatywnie, tym mniej czuję związek z religią, z kroczeniem taką drogą.

      Na razie chyba pozostaje mi określić się jako agnostyk, który dryfuje w stronę ateistyczną bardziej niż wcześniej. Czy dojście do ateizmu da mi spokój, nie mam pojęcia.

      Usuń
    8. Mi sie wydaje, ze moze potrzebujesz duchowego kierownictwa. Nie wiem jak to ugryzc, bo bujasz sie, na razie, na falach i nie wiesz do ktorego brzegu. Gdybys znalazl kogos obczajonego w sprawach duchowosci to znalazl bys kierunek , ktory to brzeg:) Ale nikogo zaangazowanego w podpowiadanie , ze katolicyzm be, a ateizm cacy, albo na odwrot... ze katolicyzm cacy, a buddyzm be, albo ateizm do kitu:)

      Usuń
    9. Właśnie w tym jest cały problem. Bo na tych falach unoszę się już jakiś czas, a nie za bardzo wiedzę dokąd mnie one zanoszą. Nie znam też nikogo, kto mógłby w taki jak opisujesz sposób przekazać mi kierunek rozwoju duchowego. Bo większość takich osób jednak angażuje się po jakiejś stronie religijnej.

      Usuń
    10. Tak wlasnie jest, ale sa tez uczciwi kaplani ( nazywam tak i mistrzow wszelich innych systemow religijnych), ktorzy nie ciagna ludzi na sile w swoim kierunku, tylko pozostawiaja im wybor i podjecie decyzji. I trafienia na kogos takiego Ci zycze:)

      Usuń
  5. Moja starsza zaczela liceum w tym roku.Co jest dla mnie ciekawe to to jej najlepsze kolezanki sa wszystkie z domow dwujezycznych. Ostatnio przyszla do domu i mowi ze najlepiej sie dogaduje z dziecmi, ktorych rodzice sa obcokrajowcami.
    Mojej koleznaki (tez Polka) syn ma to samo, najlepsi znajomi to dzieci z bilingual house.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i Twoja starsza pochodzi z domu dwujezcznego wiec te dzieciaki sie rozumieja. Moja sie dogaduje i z jednymi i z drugimi, ale ja juz np.: lepiej czuje sie w srodowisku dwujezcznym, choc sa wyjatki.

      Usuń
    2. Ja tez tak mam, lepiej sie dogaduje z emigrantami, chociaz wlasnie sa wyjatki. Ale wiadomo ze nikt tak nie zrozumie emigranta jak i inny emigrant:)

      Usuń
    3. Oj, roznie bywa:) Z kilkoma nam nie wyszlo, choc ogolnie bilans jest dodatni. :)

      Usuń
  6. Ulepszać siebie...
    Wyznam, że nie bardzo podoba mi się ten egocentryzm, nawet nie dlatego, że pachnie buddyzmem.
    Przecież tak łatwo zamiast się wewnętrznie ulepszać można zrobić coś co może pomóc innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeby robic rzeczy pomocne innym trzeba tez miec ku temu wewnetrzne podloze.
      Chodzenie do spowiedzi. Coz to za egocentryzm! Przeciez tam sie wlasnie ulepsza siebie . Zbawia sie siebie, a nie caly swiat. Sami egocentrycy:)

      Usuń
    2. Wewnętrzne podłoże żeby coś dobrego zrobić?
      Nie widzę takiej konieczności, wiele osób robi to bez zastanowienia i chyba tak powinno być.
      Spowiedź, nie widzę tu wiele związku z treścią wpisu, ale...
      polecam książkę - Religia dla ateistów - autor - Alain de Botton - stwierdza, że religia to jedyne "miejsce", które praktycznie zajmuje się sprawami, którymi zabrania nam się zająć poprawność polityczna, takimi jak śmierć, smutek po stracie kogoś bliskiego, poczucie własnej nicości.
      Według niego (jest Żydem) właśnie religia katolicka podchodzi do tego najlepiej.
      Pisze i o spowiedzi, Izraelici będą ja odprawiać publicznie za 4 tygodnie - Yom Kippur.
      Według niego spowiedź to bardzo dobra psychoterapia. Poprawia samopoczucie, w rezultacie pomaga być osobą pogodną i życzliwą, a to może dać lepszy efekt praktyczny niż długie rozważania jak zbawić świat.

      Usuń
    3. Prawdopodobnie najlepsze rzeczy jakie sie w zyciu zrobilo to takie, o ktorych nie wiemy, ze cos fajnego uczynilismy. Kiedy Bog pozostawia nas nieswiadomymi o dobru , ktore sie dzieki naszej dzialalnosci zadzialo.
      Piszesz, ze zamiast ulepszac siebie mozna zrobic cos, co moze pomoc innym.
      Hm... nie wiem jak to ugryzc, bo z jednej strony jezeli powiedzmy sobie alkoholik ulepsza siebie - przestaje pic, walczy o swoja trzezwosc to przy okazji zyskuje na tym jego otoczenie. Powiedzmy sobie, ze przestaje ubozyc rodzine, poprzez przepijanie pieniedzy. Moze zona lepiej sie czuje, bo ma wreszcie przespane spokojnie noce. Egoista ulepszajacy siebie a przy okazji uwalniajacy bliskich od wlasnych dysfunkcyjnych zachowan.
      Podaje przyklad z alkoholikiem, bo jest dosc spektakularny. Najlepiej to ulepszanie siebie na takim przykladzie zaprezentowac, ale to nie musza byc az tak spektakularne ulepszania siebie. Moga byc troche mniejsze a pomocne dla ludzkiego wspolzycia.
      A poza tym to robienie czegos pomocnego innym tez moze byc egocentryzmem. Mozemy pomagac dla swojej chwaly a nie dla innych. Zbuduje ktos studnie i chelpi sie w swoim wnetrzu, ze to dzieki niemu ludzie maja tak dobrze, ze gdyby nie on to by dalej nosili wode w wiadrze z rzeki:)
      Ponoc dobrymi intencjami pieklo jest wybrukowane:) Tak powiadaja, ale ja sie nie znam.
      A spowiedz. Chodzilo mi o to, ze i katolicyzm ma owa przestrzen ulepszania siebie samego ( nie tylko buddyzm) i jest nia spowiedz. Konfesjonal. Miejsce, w ktorym w zalozeniu ma odbyc sie pogawedka o tym : "W ktorym to jeszcze miejscu powinienem jeszcze nad soba popracowac i sie ulepszyc".:)

      Usuń
  7. Problemy mlodych znam tylko teoretycznie jako ze moje wnuki zawsze mieszkali/wychowywali sie mieszkajac daleko ode mnie czyli spotkania byly czyms zbyt szybkim by zawieraly ten temat. Ale wiem ze zawsze swe szkoly i przyjaciol, profesorow bardzo lubili. Dogadywali sie z kazdym kolega a przeciez tez ich szkoly byly pelne ras i kolorow. Niemniej mieli bardziej scisle kolka blizszych kolegow, takich z ktorymi spotykali sie poza szkola, odwiedzali wzajemnie, urzadzali weekendy spania raz u jednego , innym u drugiego, do dzis maja takich u ktorych moga spedzac czesc wakacji bo rodzice posiadaja letnie domy w atrakcyjnych miastach. Wydaje mi sie wiec ze miedzy mlodymi istnieje naturalna selekcja - ogolnej przyjazni a takze tej blizszej polegajacej na wspolnych zainteresowaniach a takze takim czuciu sie dobrze ze soba.
    Ja ? - dawno temu czesciowo idizolowalam sie od "swiata" - zyje glownie swa rodzina i prywatnym zyciem, ma mala grupke bliskich przyjaciol z ktorymi sie czasem spotykamy a wtedy nie roztrzasamy problemow swiata prowadzac swobodna rozmowe nie prowokujaca opinii i ustosunkowan - to zostawiamy w domu i kazde dla siebie.
    Rozumiem ze mi jest latwiej niz Tobie bo nie pracuje, nie mam w domu dorastajacego dziecka - moge myslec i postepowac wedlug siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby Ci to Serpentynko powiedziec. mysle, ze mialy i Twoje Dzieci swoje szkolne problemy, przyjaznie i wasnie, bo tak urzadzony jest ow swiat i nie wszedzie spotykany ludzi nam przyjaznych, tylko z uplywem czasu, kiedy sie juz to i owo skonczylo wyluzowalas i zapomnilas. Tak funkcjonuje nasz mozg. Sam sie resetuje. Dazy do szczescia. I choc w pewnym okresie swojego zycia przechodzimy gehenny, niepwenosci i o cos walczymy to po czasie, kiedy juz to przejdziemy wybielamy te wspomnienia w sobie. Na zasadzie, ze nie taki diabel straszny jak go maluja:)
      A dlaczego odizolowalas sie od swiata skoro on taki przyjazny i dobry? :) Skoro masz grupke przyjaciol to powinnas mowic to co myslisz a nie unikac tematow. Z przyjaciolmi mozna o wszystkim i bez leku, ze zostanie sie zle ocenionym. A nawet jezeli dojdzie do nieporozumienia to w koncu to sa Twoi przyjaciele i powinno byc ok, a nie trzymac sie ciagle aby byla pewna tzw. poprawnosc polityczna:)

      Usuń
  8. Nigdy nie chciałabym wrócić do czasów nastoletnich. Obgadywanie doskonale pamiętam, tak samo szkolne grupki. Być w którejś z grupek źle, być poza też źle. A taki młody człowiek się wszystkim nadmiernie przejmuje. Niektórym dorosłym to obgadywanie zostaje, ale raz, że nie aż tak bardzo na porządku dziennym, a dwa przynajmniej już wiem, że takich ludzi lepiej trzymać na dystans.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamietam tylko, ze sie meczylam wewnetrznie z tymi wszystkimi zmianami hormonalnymi zwiazanymi z dojrzewaniem. Z ta cala zmieniajaca sie gospodarka hormonalna. Latwe to nie bylo. No i oczywiscie kolezanki.... to juz swoja droga
      Mnie to jeszcze sprawy swiatopogladowe dreczyly... typu sens zycia i takie tam inne.
      A obgadywanie. W pewnym sensie wszyscy to robimy, ale jedni robia te rzeczy dyskretniej a inni pelna para. Jedno wiem, ze jak nie chce aby cos ujrzalo swiatlo dzienne to najlepiej nikomu tego nie mowic, bo wszyscy jestesmy tylko ludzmi i zdarza sie nam wtopic- powiedziec cos nie tak do innych i ci inni na nasz temat tez robia podobnie do innych:)
      I tez mam tak, ze pewnych ludzi unikam.

      Usuń
  9. "Zaszyć się... przespać... i obudzić się, kiedy minie..." w sumie nie wiem, co, bo za dużo tego jest. No i nie wiem, ile musiałabym spać...
    Wspomniany przez Ciebie święty spokój to mój ulubiony święty. Zanoszę do niego modły o przyjście. Póki co, bezskutecznie. Podobnie zresztą, jak niegdyś do wspomnianego przez Ciebie Jezusa. Już dawno nie wierzę w nic...
    Słowa o liczeniu jajec na ołtarzu pochodzą z "Krótkiej rozprawy między trzema osobami..." Mikołaja Reja :-))
    Córkę pociesz, że nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele płaczą przed powrotem do szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnas sie go jednak obawiac, owego ulubionego swietego, bo z nim jest wlasnie tak, ze on kurna chata non-stop niepokoi:)
      Nie, nie da sie przespac zycia. Choc ludzie spia wlasnie poprzez alkoholizm, narkomanie, anoreksje, hazard... nie polecam takiego zasniecia.
      Wiem, ze i nauczyciele placza przed powrotem do szkoly. 11 lat w tym robilam i pod koniec tez juz plakalam, ze wakacje sie koncza:))

      Usuń
    2. Mój ukochany święty nigdy minie zrobił brzudkiego kuku, więc jednak się go nie obawiam.

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.