poniedziałek, 24 sierpnia 2026

I jeszcze o tej pracy.

 Firma jest w porządku. Wypłacalna. Płaci na czas, a to obecnie ważne.... do tego dostajemy dodatek wakacyjny, bożonarodzeniowy i takie tam.  Znam wielu, którzy chętnie by w naszej firmie osiedli, ale nie jest to wcale takie proste.  Ogólnie to trzeba mieć chyba znajomości. Choć mi udało się bez znajomości, ale łatwe to nie było. Musiałam pracować dwa razy ciężej. 

Ostatnio sporo u nas nowych ludzi z agencji. Z umowami czasowymi, chyba każdy obecnie od takiej umowy zaczyna. Mało jest teraz firm, które zatrudniają bezpośrednio. 

I napiszę coś co świadczy o starości: ZA MOICH CZASÓW. 

Tak,  za czasów mojej młodości matka nie pozwoliłaby nam nie pracować. Do roboty trzeba było iść. Robota to podstawa, bo jak popłacisz rachunki? Jak można bez roboty istnieć? Robota jak kromka chleba...żywi, daje wolność, niezależność. Zapewnia emeryturę, czyli byt na starość.  I roboty trzeba się trzymać. 

Wracając do naszych pracowników przysyłanych z agencji. Jest jeden chłopak bardzo chcący u nas zostać, ale kiedy mowa o pracowitości ....oj ciężko ci u niego. Stara się nawiązać odpowiednie znajomości, bo... i w sumie chyba ma rację... nie ważne jak pracujesz, ważne kto za tobą stoi. Kto cię popiera. Poparcie najważniejsze- praca,  to ot taki tam dodatek. 

- Nawet nie wiesz jak my teraz mamy- żalił się.- Nie ma moje pokolenie wielkich szans na stałą umowę o pracę. Zaginamy latami jako pracownicy agencji. Jestem na rynku pracy już 12 lat i ... nigdzie nie mogę  zaczepić się na stałe. 

Jest też jeden chłopak, a raczej był, który pojęcie o pracy miał nawet niezłe, niestety.... ze względu na nasze pokierane zmiany, nie wysypiał się. Organizm nie współgrał. 

I tak sobie myślę:  czy ja mogłabym w domu zakomunikować rodzicom, że muszą mnie utrzymać przez jakiś czas, bo system zmian mi w pracy nie odpowiada. No nie wiem, nie wiem... nigdy nie próbowałam. 🤔

Był też  chłopak, z którym świetnie się gadało. Nie robił różnicy:  młody ktoś czy stary. Potrafił dogadać się z każdym.  Szczególnie ze starszymi pracownikami. Dał się lubić.  Był bardzo pomocny. Nazywał się A. 

Ostatnio nie widziałam go dość długo. W końcu zapytałam: " Gdzie jest A.?"

- Nic nie wiesz ? 

- Co mam wiedzieć? 

- Chociażby to, że on dojeżdżał do pracy z kumplem z drugiego działu? Raz ten kumpel zaniemógł i szefowa tamtego działu pozwoliła mu tzn. kumplowi wrócić do domu.  A. poszedł do naszego szefa i zakomunikował, że nie może zostać, bo mu transport spiernicza. Musi wracać do chaty wraz z kolegą. Szef na to, że może przecież zabrać się z kimś innym. Pogadać z innymi i z pewnością go podrzucą.  Roboty jest od huku i każdy jest potrzebny ( faktycznie- sezon urlopowy i ludzi do pracy mało) .  Na co A. prawdopodobnie stwierdził, że trudno. On wraca teraz  a szef może mu przysłać wypowiedzenie.

niedziela, 16 sierpnia 2026

Mam dosyć...

.. tych ludzi. A ci ludzie mogą powiedzieć, że dosyć mają tej starej, zrzędzącej Anki.

Coraz bardziej dosyć. 

Moja teściowa w wieku 85 lat stwierdziła, że ona  nie pasuje już do tego świata. Bo ten świat nie pasował  do jej wspomnień. Pod koniec, po śmierci teścia, teściowa żyła w przeszłości.

Lubiła rozpamiętywać zamierzchłe czasy. Opowiadała o dzieciństwie, w którym panowała bieda, ale wszyscy ponoć byli szczęśliwi. Hm...trudno mi w to uwierzyć. Szczęśliwi ludzie nie wszczynają wojen. 

Opowiadała o wiejskich festynach, kiedy to idąc z rodzicami na imprezę, dostawały ( ona i jej siostry) po cukierku lakrycowym.  Przyklejały go sobie na rękę i lizały przez czas trwania festynu. Było na co czekać. Choćby na tego cuksa. Rarytas. 

Drażnił ją przesyt Marysinych zabawek . 

- Nam ciotka przywoziła po słodkiej bułce z cukierni z miasta. Zajadałyśmy się, aż nam się uszy trzęsły. - Zwykła mawiać.

To był podtekst do nadmiaru prezentów robionych przez moje siostry dla Marie. 

Jeszcze nie żyje wspomnieniami, ale pewnych spraw mam dość.... 



Nie lubię arogancji. Drogi na skróty. I mnóstwa innych ludzkich cech, które powodują, że życie staje się czasami nie do zniesienia. 

I nie chcę powiedzieć, że jestem przezroczysta jak kryształ, pozbawiona tych chol**ernych przywar. Wszak wszyscy jesteśmy tacy sami. Mama nigdy nie pozwoliła nam myśleć o sobie w kategorii wyjątkowości. 

Raz chciałam się jej poskarżyć na matematyczkę,  w zamian dostałam reprymendę że mam się uczyć. Zostać taką matematyczką i wtedy mogę coś w danym temacie powiedzieć. Ogólnie szło jej o to, że powinnam zrównać się z tym kimś doświadczeniem skoro mam zamiar go oceniać. 

Zmęczona jestem. 

U nas w pracy są zatrudnione 32 narodowości. Mix i misz masz... 

Jestem otwarta. Lubię słuchać opowieści jak ludzie się tutaj znaleźli. Lubię , jeszcze lubię, próbować innych kuchni. Słuchać róźnorodnej muzyki... Nie przeszkadza mi, kiedy ludzie mówią przy mnie innymi językami. Oceniam po sobie. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś mówiący przy mnie niezrozumiałą dla mnie mową, mógłby mnie akurat obgadać. Niestety jesteśmy różni i różnie pojmujemy pewne zjawiska... Bywa, że w tym  temacie dochodzi tutaj pomiędzy ludźmi do scysji

Okazuje się, że mamy odmienne pojęcia o  dobrej pracy, pracowitości. Nie dość, że większość chce przyjść do pracy i się nie narobić- wszak życie jest jedno- to jeszcze inaczej to " nienarobienie się" rozumieją. 

Weźmy pod lupę ludzi z Azji. Oni urodzili się dla pracy. Niegrzecznie jest wychodzić z roboty przed szefem. Szef wychodzi pierwszy, reszta po nim. Niemcy pracują logicznie ( mi to akurat odpowiada). Nie przerabia się rzeczy, które są zatrzymane...stoją i czekają na decyzję z góry. Nie zawala się innych działów niepotrzebnymi w danym momencie produktami. Rosjanie pracują ilościowo. Akord to ich ulubiony system pracy.  Dużo ...aby liczby rosły, więc wezmą na warsztat i to, co jest odstawione na później. Coś co będzie przeszkadzać komuś, gdzieś indziej. Przecież to nic złego. Ważne, że zrobione. 

Raz byłam z koleżanką na dziale i ... pracowałyśmy , według mnie, logicznie. Na co skomentowali nas koledzy ze wschodu, że z nami się źle pracuje. 

Nie dogodzisz...każdy ciągnie w swoją stronę. I to mnie męczy. 

Co mnie jeszcze osłabia? Dzisiaj osłabiła mnie koleżanka (nie ważne skąd). Stwierdziła, że gdyby jeszcze tak ze dwa dnia popracowała, jak pracuje dzisiaj, to schudłaby z 50 kg. 

Matko ty moja.... przerobiła jedną grupę przez całe 8 godzin, kiedy normalnie ludzie przez godzinę robią to, co ona przez cały dzień. No ale w końcu .... niedziela. I trzeba się oszczędzać. Jej zadaniem było jeszcze podejść do nowej pracownicy i poinstruować ją w dokumentach. Jak prawidłowo odczytywać skróty. Inni nie robią z tego zagadnienia. Instruują nowych niejako pomiędzy.  Koleżanka po tych inskruktażach wykorzystywała czas na pogaduchy na innych działach. Do szefów zaś podnosiła wartość swego zaganiania i przepracowania. Wiem .... kto się nigdy nie obijał niech pierwszy rzuci kamieniem  Tyle tylko, że kiedyś znosiłam tego typu sytuacje spokojniej a teraz nie. Bo są kobiety, które uważają, że faceci, którzy mają w zadaniach zarobić na rodzinę, powinni być im dozgonnie wdzięczni za to, że one pomagają im w ich obowiązkach. Szkoda, że ci panowie nie pomagają swoim połowicom - partnerkom w pracach domowych.  Poza tym w mentalności, co niektórych kobiet w robocie zarobkowej należy dawać z siebie jakąś 1/3 gwizdka, bo właśnie w chacie czeka na nie  sterta do przerobienia. 

Czego jeszcze mam powyżej dziurek w nosie? Lekceważenia....starzeję się. Młodzi chyba łatwiej to znoszą i raczej nie czynią z tego zagadnienia. Starsi są bardziej wrażliwi. 

Pod koniec zmiany miałam awarię na rentgenie. Przerobiłam to, ustawiłam na poprawny bieg. Zajęło mi to jakieś 40 minut i .... zmęczyło. Chciałam dziewczynie, która będzie mnie zmieniać o tym opowiedzieć, żeby nie była zaskoczona kiedy i jej to się przytrafi. Zaczynam gadkę. Jestem w połowie zdania, ona zaś zobaczyła kogoś zaprzyjaźnionego i nie mówiąc :" Poczekaj chwilę. Zaraz przyjdę." odwróciła się i odeszła. Zagotowało się we mnie. Typowe zachowanie ludzi z tej zmiany. 

Dokończyłam robotę a przechodząc obok niej i jej szefa zatrzymałam się i zagadałam:" Słuchaj kochana. Ja wiem, że wasza zmiana wie wszystko zanim wejdzie na dział, ale ... tamta maszyna ma problem. Ja zaś mam ochotę iść już do domu". 

Szłam i mlełam w duchu, żeby jej ta machina dzisiaj dała w dooopę. 

Oj Anka, oj.... człowiek, który mantruje nie powinien mleć takich słów. Nie wyszkoliłaś się koleżanko. 

Wiem ... wszystko bez ładu i składu.