środa, 30 października 2013

Uciekinierzy.



* Nie mam zbytniego doswiadczenia ze zwierzetami domowymi. Jako dziecko, oprocz kilku przemyconych kotow i to tylko chwilowo, nic nie posiadalam i chyba nic posiadac nie chcialam. Nie mialam parcia na :" Mamusiu, tatusiu kupcie mi pieska!" A nawet gdyby, to ojciec raczej nigdy by na to nie przystal. Byl zwolennikiem zwierzat , ale podworkowych. "Pies musi sie wyszalec. Musi miec przestrzen. Gdzie on tu, na tych 40 metrach kwadratowych, sie wyszaleje?"- Gadal. Mama popierala pod tym wzgledem ojca, wiec zwierzat domowych nie bylo.
Moja corka ma. Tzn. ona ma radoche, ze ma kroliczki. My, a konkretniej ja, mamy przerabane. Kiedy cos sie dzieje, jestem z tymi "potworami" sama. Kiedy cos kombinuja, eM siedzi w pracy, Marie w przedszkolu i wychodzi, ze to ja mam sie bujac.
Na zime przenieslismy stworzenia do garazu, aby nie marzly. Maja wygrodzony kawalek. Garaz do malenkich nie nalezy. Ma tyle, a nawet troche wiecej, co dawne mieszkanie moich rodzicow. Otwieramy im drzwi garazowe dla swiatla i powietrza. Siedza sobie "pluszaki" w swoim niby garazowym ogrodku. Przed wyjsciem do przedszkola, Marie idzie je karmic , jezeli trzeba zmienia wode, glaszcze, buzi , buzi....
Razu pewnego otwieramy, wczesnym rankiem, drzwi do garazu, a Max siedzi se na srodku, za wyznaczonym dla niego terenem, i przyglada sie naszym glupim minom. Zdebialam! Jak on wylazl? Gora chyba nie przeskoczyl? Gdzie Rozja? Trwalo troche zanim zbiega dorwalam. Sprawny to kundel nieslychanie. Rozja siedziala za ogrodzeniem i z zaciekawieniem przygladala sie mojemu miotaniu po garazu, a Marie miala nieslychana radoche- jeszcze kroliczka nagrodzila slodkim westchnieniem-"Och Maksiu! Jestes niesamowity!". O uganianej mamusi tak nie powiedziala. Zapodal mi siersciak dawke sportu i palpitacji serca...sam zreszta takowych tez sie nabawil. Po rodzinnym przegadaniu sprawy, wyszlo na to, ze Max wyskoczyl gora. eM zalozyl siatke na gorna czesc ogrodzenia, taka , jaka chroni sie te zwierzatka przed nalotem drapieznych ptakow. Siatka funkcjonowala niezle, az do momentu, kiedy...siedze se spokojnie w fotelu. Nareszcie chwila relaksu. Nikogo nie ma. Nikt nie przeszkadza tylko... czyjes szybkie i ciezkie kroki po schoda, wytracaja mnie z blogiej zadumy.
- Sluchaj! Kroliki kicaja po podworku!- Alarmuje tesciowa.
- Jak to?!!???
-Nie wiem "jak to", ale sa na podworku.

W klapkach lazienkowych, czyli w pelnej gotowosci bojowej, wyskoczylam na zewnatrz. Maxa nie widac! Rozji tez nie, ale...chwila, chwila...w podwiedlych kwiatach siedzi jakis bialy czerep, czyli robie sus. Ona tez, tyle tylko, ze w przeciwna strone. Tesciowa wykazywala ochote aby pomoc, lecz zwinnosc krolicy ja zniechecila. Poszla se, czy jak?? Zniknela. Zostawila mnie ...a Rozja wlazla w jakas szczeline, pomiedzy plotem i nasza buda znalazla schronienie ...rozbieraj bude, albo plot, jezeli chcesz miec krolika.
. Prawie, ze cip, cip zaczelam nawolywac. Jakies dziwne dzwieki z siebie wydobywalam, mialo to byc "inteligentne" nasladowanie kroliczej mowy, ktorej nigdy w sumie nie slyszalam. Jak te "zbiry" sie miedzy soba porozumiewaja? Com sie "nacipala", nabiegala, narzucala na trawnik, ... prawie jak Oliver Khan przy obronie bramki. W koncu krolice zlapalam. Bidula nawet sie nie szarpala. Szybciej sie poddaje. Przytulilam gada. Nagadalam, ze nie wolno i, ze jak nawieje to nie przezyje, ze tu ma pelna miche. Chleb z okladem i... gdzie sie pcha? W paszcze nieprzyjaznego swiata chce lezc?
W tym samym czasie kiedy ja z Rozja przechodzilam to nasze tete-a-tete. Tesciowa z siasiadka i jej corka naganiala Maxa na "wlasciwa droge". Co szesc nog to nie dwie. Zagonily go w koncu, tzn. sam wpadl, do garazu, a one zamknely drzwi pozostawiajac mi reszte roboty. Zostawilabym trutnia, niestety- obawialam sie, ze szkod narobi.W jakis smar moze wlezc, cos zrzucic...on jest wszedobylski i bardzo ciekawski. Pogon garazowa pomime. W kazdym badz razie, musialam w koncu przyjac technike na "cichego Indianina". Przygladac sie, nie poruszac i .... zarzucic sieci. Za trzecim razem sie udalo. A jak sie miotal skubaniec, nie chcial na rece! Rozi, kiedy dopadla swojego partnera cieszyla sie nim tak, jakby jakis skarb odzyskala. Lizala lobuza...poza tym przyjrzalam sie jaka kroliki maja metode na ucieczke. Podnosily pyszczkami ogrodzenie. Tak cwiczyly, az je poluzowaly. Zrobily sobie pod plotem szczeline, przez ktora sie przeslizgiwaly. Cwane bestie. A miny mieli takie jakby chcieli mi powiedziec : " I tak wam jutro uciekniemy".
eM prawdopodobnie umocnil podstawe ogrodzenia. Niestety, nie wierze, za niedlugo wynajda inny sposob.

* Odkrycie:

Lena Piekniewska


Marcin Styczen

4 komentarze:

  1. Dla tych królików zamknięcie w ogrodzeniu jest rodzajem obozu koncentracyjnego. Za bardzo się z nimi pieścisz. Za ucieczkę wprowadź karę śmierci to reszta się nauczy dyscypliny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ?????? !!!!!!! ????????????? Oj......Ty brzydki , noooooooooo (p) !!!!!! ):)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Przy kroliczych pogoniach zauwazylam wlasnie jak mi kondychy brak:))

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.