Serio jednak mowiac to... my- kobiety jestesmy stworzeniami nad wyraz wyjatkowymi w pozytywnym tego slowa znaczeniu...
Wzielam sie i poklocilam z eMem. E tam- nic wielkiego, nie pierwszy i nie ostatni to raz... Mialam byc w miejscu A i odebrac malzonka, a pojawilam sie w miejscu B. On uwaza, ze nie sluchalam, ja uwazam , ze nie zostalam nalezycie poinformowana o miejscu odbioru przesylki. Jakos tak sie zrobilo, ze zamiast obrocic owe wydarzenie w zart, to zesmy sie zacietrzewili na siebie. Spadly gromy z jasnego nieba. Niestety mam lepszy repertuar, polski w tym zakresie daje niesamowite mozliwosci. eM aby mi dorownac musialby byc bardzo kreatywny a w emocjach ogolnie kreatywnosc idzie sie pasc. No i cisza, cisza , cisza.... kto teraz kogo pierwszy przeprosi? No wlasnie....byc albo nie byc- oto jest pytanie. Chociaz pierwsze symptomy powrotu do rodzinnej harmonii mozna juz powoli wyczuc...jaskolki, wiosna i te inne...
Mala sie glupio bawi. Podchodzi do mnie, chce sie przytulic po czym w burzy smiechu probuje wytrzec nos o moj policzek, rekaw, ramie... Zbywam ja , zartuje , odpycham przy kolejnej probie robienia sobie z mojego ramienia chusteczki do nosa. W koncu kategorycznie mowie, ze kazda zabawa musi miec swoje granice. Mala zas stala sie rozochocona na maxa i co krok to dalej.... W konsekwencji tata wkracza do akcji:
-Marie! Troche szacunku dla mamy...Skoncz!
Wow! Coz za rycerskie posuniecie! Coz za obronca! Powinien sam klate na Marie nos nadstawic. Nie ...faceci sie tak nie poswiecaja.
Ja zas ...hm... no tez trzeba jakis gest w kierunku swiatelka w tunelu poczynic, wiec.... zabralam sie za niedzielny obiad, taki aby wilk byl syty i owca cala, czyli wszyscy nakarmieni. No i zeby nie bylo, ze juz wszystko od razu wiadomo.
Wybor padl na rosol. Ogolnie jak mnie pamiec nie myli ( dziecieciem bedac), rosol jawil mi sie jako niedzielne pierwsze danie. Babcia gotowala go bardzo czesto. Wydawalo mi sie zawsze, z powodu owego niedzielnego gotowania rosolu, ze jest to dosc skomplikowana i wymagajaca umiejetnosci zupa. Wymaga ona umiejetnosci, ale nie karkolomnych...wymaga posiadania pewnej wiedzy gastronomicznej i gotowe. Zrobilam rosol w wydaniu niemieckim. Kazdy kraj, no prawie kazdy, zna rosol. W polskim wydaniu wiadomo jaki jest...w chinskim jadlam go z dodatkiem gozdzikow , anyzu i jeszcze kilku azjatyckich przypraw, oraz z jajkiem ugotowanym na twardo, ktore po obraniu bylo maczane, czy tez podgrzewane w sosie sojowym. Nabralo dzieki temu brazowego odcienia i sojowego smaku. Niemiecki rosol...hm... jest inny. Baza taka sama jak w Polsce. Rozne miesiwa gotowane dlugo, na wolnym ogniu, bez przykrywki z dodatkiem liscia laurowego, ziela angielskiego, pieprzu w kulkach ( wiekszosc ludzi z mlodego pokolenia zapomina o wolnym gotowaniu- potrawa najlepiej jakby byla zrobiona w 15 minut) . W koncowej fazie doklada sie warzywa: por, cebula, korzen pietruszki ( w Niemczech korzen pietruszki nie jest zbyt popularny, nac robi wieksza furore, ja korzen pietruchy nabywam zawsze na rynku bo w sklepach wystepuje rzadko), sluszny kawalek selera, ze trzy marchewki, mozna tez dolozyc zabek czosnku...
Warzywa sa bardzo istotnym elementem naszej diety. Wyczytalam ostatnio, ze np.: jedna spozywana dziennie marchewka moze obnizyc o polowe ryzyko zachorowania na nowotwor. Dolozylam wiec sporo marchewek, dwa pory, dwie cebule pomimo , ze to ta sama rodzina warzyw.....
I niech se jeszcze troche popyrczy. W miedzyczasie zabralam sie za ta czesc menu, ktora miala je definiowac jako rosol niemiecki. Wazna to czesc dzisiejszego wpisu, bo .... kiedy zawitalam do Niemiec i po raz pierwszy mialam mozliwosc sprobowania rosolowych roznic, wowczas okazalo sie, ze owa rosolowa roznica pomiedzy Polska a Niemcami to nie przelewki. No bynajmniej tak wlasnie zapowiadalo sie to w moim poczatkujacym stadle. eM i tesci pokolcili sie przy stole o ow dodatek:
- On dostal wiecej niz ja!- Zwrocil sie tesc do tesciowej wypominajac jej w ten sposob cholubienie syna.
-Wcale nie mam wiecej! Przeciez jeszcze masz ...wez sobie. Nie wszystko mama rozdzielila
-Nieprawda. Ja mam piec ty masz siedem.
-Dobra to bierz moj talerz ja wezme twoj... i zamknij sie , bo normalnie wystyd. Taki wystep urzadzasz, ze az zoladek zaciska. Ale obciach! Dzieciak...nic wiecej.
- Co niby nic wiecej...mowie tylko...to juz sie upomniec nie mozna?!
Zrozumialam wtedy, ze gotowanie rosolu w mojej rodzinie to bedzie wyczyn. Moze nie o samo gotowanie rosolu chodzi, jak wlasnie o ow dodatek, o owe rosolowe kluski.
Potrzebujemy - wedlug mnie, po polsku, chodzi o suchary, po niemiecku zas o... - "Zwieback".
Bierzemy okolo 5 kromek. Przekladamy do mozdzierza ( mozdzierza jeszcze nie posiadam, ale sie dorobie...) i parcelujemy ... na pyl, na pyl....
Z podanych skladnikow ucieram mase ( latwo sie ja uciera, skladniki szybko sie lacza) i odstawiam na chwile- niech smaki sie zmieszaja.
Formuje z owej masy, wilgotnymi ( nie mokrymi) rekami, kulki wielkosci przepiorczego jaja.
Kiedy rosol jest juz gotowy, odcedzony i te inne... zmniejszam jeszcze bardziej gaz, czy tez prad... rosol nie powinien bulgotac i wrzucam do goracego garnka kluski. Lekko mieszam, aby nie uszkodzic delikatnej struktury rosolowego dodatku . Po niecalej minucie kluski powinny wyplynac na powierzchnie zupy. Gotowe. Nalezy ostroznie nakladac je chochla , wraz z zupa, do talerza z makaronem. Jezeli kluski zostana, rosolu do ponownego serwowania ( o ile wystygl) nie zagotowywac, pogrzewac tylko .
Dadam!
Nie moge powiedziec czy z rosolem bywa tak w kazdym regionie w Niemczech. Z tego co sie orientuje nikt takich rzeczy oprocz owego starszego pokolenia Niemcow juz raczej nie wyrabia. Ludzie kupuja wszystko w gotowcach.
-Co to jest?- Zapytala Marie
Hm... Marie nie zna rosolu w takowym wydaniu. Ma 9 lat... wychodzi na to, ze okolo 9 lat nie wyrabialam kluch, czyli eM powinien danie docenic...no i docenil: "Jak za dawnych czasow!" wymamrotal jedzac druga porcje. Na dodatek nie musial z nikim o jadlo rywalizowac.









Super. Ja jednak od razu daję warzywka i gotuję ok.3,4 godz. a do tego poświęcałam się czasami i robiłam lane kluski. Czasem dobrze się jest pokłócić. Tyle tylko, że mój nie uznaje "cichych dni" i zaraz musi wszystko przegadać, więc ciężko się z nim na dobre pokłócić.
OdpowiedzUsuńJadłam kiedyś rosół z kaczki i tu ciekawostka- rosół z kaczki je się letni a w środku obowiązkowo pływają plasterki świeżego, surowego ogórka.Ale było całkiem jadalne.
Miłego;)
Moze robie cos nie tak, ale dlugie termiczne przetwarzanie warzyw powoduje wygotowywanie sie waznych skladnikow odzywczych_))) Ich rozklad.
UsuńO rosole z kaczki nigdy nie slyszalam. Czernina , jadlam, nawet lubie...chcialabym sie nauczyc,ale rosol z kaczki to dla mnie nowosc:))Poza tym miesokacze to chyba jednak dziczyzna, z tym trzeba umiec sie obchodzic.
A klotnie. No coz -jak to w zwiazkach bywa. Normalna sprawa:))
U nas w Bawarii swiateczny rosol jest z Leberknödel. Sama nie robie, poniewaz nie lubie watroby. Rosol gotuje podobie jak Ty, warzywa dodaje pozniej by, tak jak piszesz, nie tracily skladnikow odzywczych. Korzen pietruszki mozna u nas kupic w "Netto".
OdpowiedzUsuńKlotnia, jak to klotnia zdarza sie.
Milego dnia Jola
Leberknödel? No i popatrz, niby jednolity kraj a co region to i dialekt i w kuchni inaczej. Ogolnie watrobe lubie, ale taka, jaka ja robie:)) Te tutejsze np.: Leberkäse to nie ten smak. No a teraz sie dowiaduje ze mozna zrobic kluski z watroby:))
UsuńRacja, tutaj co Land to obyczaj.A znasz przysmaki z Bremy: Grünkohl mit Pinkel, Knipp albo Labskaus?
UsuńJola
Grünkohl mit Schlackwurst to znam i tylko w takim polaczeniu. Stop...jeszcze Grünkohl mit Kassler... Te pozostale polaczenia, ktore podalas wlasnie sobie wygooglowalam, bo nie znalam:))
UsuńCiekawie wygląda :) Ja gotuję od razu z warzywami, jedynie marchew najpóźniej wrzucam, bo - jak mawiała moja mama - traci kolor, czego nie zauważyłam nigdy, ale co tam ;)A jeśli chodzi o stratę wartości odżywczych, to wyczytałam gdzieś, że czas gotowania nie ma znaczenia, byleby warzyw nie krajać na drobne, a gotować w całości. Czy prawda to, czy mit, pojęcia nie mam.
OdpowiedzUsuńPrzez żołądek do serca poradziłaś sobie świetnie! :)
Z tego cowiem to clkowicie rozklada sie witamina C, no ale tego akurat nie da sie uniknac. Poza tym warzywa gotowane sa tuczace...moze nie tak jak miesiwo, ale tucza ... w koncu gotrowane w rosole nasiakaja i tluszczem zwierzecym. Zreszta to nie istotne. ja gotuje na koncu ta ostatnia godzine czterdziesci minut i potem wykladam, niestety nie zjadam, szczegolnie rozgotowanej marchewki. Na moje dolegliwosci, powinnam jej unikac. Na surowo moze byc ale nie gotowana...czyli wiesz wszystko ma plusy i minusy. Takie zycie.
UsuńI racja to bylo przez zoladek do serca:))
Ale Ty dobrą żoną jesteś :-))
OdpowiedzUsuńNo nie wiem, nie wiem...:))
Usuń