sobota, 18 marca 2017

Przemyslenia znad talerza zupy.

Nie mam nastroju. Wczoraj mialam lepszy. Dzisiaj nie mam dobrego nastroju z kilku powodow:
- nie udalo mi sie odebrac w Dortmundzie biletow na balet, bo przybylismy za pozno ( te cholerne korki i ludzie podrozujacy nie wiadomo dokad i gdzie....) . Musze  pojechac jeszcze raz
-odebralismy za to sukienke komunijna dla Marie. Sukienka, wedlug  mnie,  zostala lekko spierniczona. W sklepie tego nie zauwazylam, tzn.: zauwazylam ale myslalam, ze to kwestia niedporasowania przodu, w domu okazalo sie, ze to kosmetyczna niedorobka, ktora schrzania z boku wyglad kiecki.

eM poszedl na to konto szybciej spac - faceci przesypiaja problemy... mnie ponioslo. Trzeba bedzie reklamowac, albo samej cos improwizowac. A sukienka niebagatela, swoje kosztowala. W ogole drogi mamy rok przed soba.


Lubicie smakowac zycie? Jak je smakujecie? Jakie macie na to metody?

Gotowalam wczoraj zupe rybna. Mam w domu prawdziwego, wytrawnego zupiarza. Kotlet schabowy niewazny i przegrywa rywalizacje z zupa.  Zupy gotuje oczywiscie na wywarze z miesa i warzyw. Gotuje go dlugo, bo podstawa w tym dziele jest dobry, gotowany na malym ogniu wywar z kilku rodzajow mies ( skrzydelko kurczaka, skrawek wolowiny- antrykot, moze byc kawalek wieprzowiny- choc ja wieprzowine pomijam). Gotuje dlugo, bez przykrywki ale, nie dluzej niz 4 godziny. Zupy owe sa ponoc pracochlonne, choc- czy ja wiem? Nastawiam wszystko w garze. Dodaje lisc laurowy, ze trzy kulki ziela angielskiego, i lyzeczke czarnego pieprzu w kulkach. I tak pyrka sobie zupina, a ja w tym czasie robie rzeczy zgola inne.... Oddaje sie szalenstwu sprzatania, prania, prasowania... czytania .... maseczkowania  lub blogowania.  Jezeli zrobisz dobra baze do posilku, to reszta jest fraszka.
    Najlepsza zupa, wedlug Marie,  jest szczawiowa, ktorej ja w dziecinstwie nie znosilam ze wzgledu na jej kwaskowaty posmak. Mala zas za nia przepada. I choc tyle serca wkladam w ugotowanie owego pelnowartosciowego posilku to.... nie moge wygrac rywalizacji szczawiowkowej z babcia, bo babcia..... no wlasnie, co ta babcia takiego robi, czego nie potrafie zrobic ja? Otoz babcia sieka  jajko tak drobno, ze moje jajo posiekanie na drobno nigdy nie bedzie jajem babcinym. Koniec i kropka. Taki tam szczegolik, a  do idealu nie doskocze. Jajo do szczawiowej, jako dodatek, jest zarezerwowany  w wykonaniu babci. Matka ma robic owa potrawe bez jaj...czy tez precyzyjnie powiedziawszy: bez jaja.
Poniewaz mam w domu wytrawnego smakosza zup-  Dziecie me odziedziczylo owa przypadlosc po polskim dziadku, tak wiec czasami szukam nowych przepisow kulinarnych w tym zakresie. Doszkalam sie- samoksztalce ... ogolnie- jakos wlasnie tak to idzie.... Znalazlam ostatnio w necie przepis na wegierska zupe rybna podany przez Magde Gessler. Przepis znajdziecie tu. Za pierwszym razem nie miksowalam warzyw, tylko drobno je skroilam i zesmazylam, po czym przelalam zawartosc  patelni do garnka. Nie posiadalam rowniez wedzonej,  sproszkowanej papryki- nawet nie wiedzialam gdzie ja znalezc. Dodalam normalna , slodka sproszkowana papryke i zupa byla wysmienita. Wczoraj zrobilam ja wedlug scislych wskazowek w przepisie, lacznie z dodaniem wedzonej papryczki , niestety zamiast dwukolorowej papryki postawilam na dwie papryki w tym samym kolorze, czyli zolte, ktore zdominowaly kolor potrawy, ale ...czy to az takie wazne(?) . Zupa wyszla swietna. Wedzona papryka podkrecila caly smak. Mala podchodzila do mojego nowego kulinarnego wyrobu jak diabel do swieconej wody. Za pierwszym razem w ogole tej zupy nie tknela. Dzisiaj szamala az sie jej uszy trzesly. Znawcy zup powinni docenic smak tej potrawy.

Wracajac do przepisu- najpierw ugotowalam baze, czyli wywar. Rybe zakupilam w rosyjskim sklepie. Tylko Rosjanie tu, gdzie mieszkam, posiadaja ryby cale, nie wyfiletowane. W sklepach niemieckich spotkac mozna wyfiletowane ryby, lub wyfiletowane mrozonki, ryby w calosci ( glowa, pletwy, ogon...) wystepuja w Niemczech rzadko- zreszta Niemcy nie maja takich zupnych tradycji....
Wywar gotowalam z bardzo duzej czesci karpia, ktorego i tak podzielilam na dwa razy, wiec zamiast w dwoch litrach wody wyszedl mi 5 litrowy gar. Nic to - troche sie wygotowalo, troche ubylo kiedy przecedzilam etc... Zupa rybna smakuje lepiej kiedy gotujemy ja z kilku rodzajow ryb, choc oczywiscie nie musimy tak robic...  Pierwsza zupe gotowalam z moiwy ( blekitek). Kosztowala grosze i  smakowala przednio.
Czyli wywar z ryby ( na wolnym ogniu i niech sie troche pogotuje, co prawda nie 4 godziny , ale poltorej spokojnie moze)  z dodatkiem czterech lisci laurowych i trzech ziaren ziela angielskiego oraz jednej cebuli...



Pomidory ( duze, duze..) obrac ze skorki, pozbyc sie gniazd nasiennych z papryki, cebula, seler naciowy...zamiast sproszkowanej chilli dodalam jedna papryczke chilli....  skroilam warzywa i podsmazylam na dwoch lyzkach smalcu...





Nastepnie warzywa zmiksowalam a wywar rybny przecedzilam... Zmiksowana papke przelozylam do wywaru...




To czerwone to wedzona papryka. Niesamowicie podkreca smak... czuje sie wedzonke w zupie- fajne smakowe doznanie.

Kosztuje to nie malo, tzn.: nie 100 zl , ale 20 chyba juz tak- ( moja tyle kosztowala). Jest to papryka wytwarzana przez Hiszpanow... co tez ludzie nie wymysla. I nie zapomnijcie o soli... doprawcie do smaku. Polecam!

Ja tu sobie gadu, gadu o zupce Maryny, a gdzie te przemyslenia zawarte w temacie? Ano chyba poszly sie pasc. Otoz.... kiedy skrobalam rybe to odpadaly z karpia ogromne jak zlotowy luski. Uswinilam sobie troche zlew, wiadomo jak to bywa podczas gotowania. Przypomnial mi sie wowczas ojciec. On przestrzegal jednego zabobonu. Kiedy oskrobywal wigilijnego karpia, wtedy zbieral z niego luski, owijal w chusteczke higieniczna i kilka takowych lusek nosil w portfelu. Mialy mu one zapewnic finansowy dostatek. W sumie to ojcu memu wiodlo sie finansowo nienajgorzej. Byl rozchwytywanym fachowcem. Z finansow owych rodzina raczej nie korzystala- w niewielkiej tylko czesci, bo ojciec nalezal do osob lubiacych panienkowe rozrywki. Inaczej mowiac, tracil kase na baby. Kiedys bylam na niego bardzo zla;  wtedy, kiedy dorabialam w Polsce, w wakacje na zmywaku, staralam sie zebrac pieniadze na  kupno mieszkania, a stary nie chial mi pomoc w oplacie czegos tam. Nawet nie prosilam go aby mi kase dal, prosilam rodzica o pozyczke, ktora deklarowalam sie w odpowiednim terminie zwrocic i ...  zobaczylam fige. Jak wiesc gminna niesie, mial wowczas moj rodziciel jakas nowa kobiete. Starsza ode mnie o cztery lata rozwodke z dwojka dzieci. Rozwodka owa przygotowywala akurat swej latorosli impreze komunijna i jej wydatki wygraly z moimi. Zreszta ... bylo minelo. Dosc dodac, ze pani owa zostawila po dwoch latach mego ojca i odeszla do jego "bogatszego" kolegi. Dobrze, ze mialam uczciwa, solidna , pracowita matke... ktora pokazywala nam zycie z innej strony. Szkoda, w zwiazku spelniona osoba moja mama nie byla.
Hm... w Polsce pracowalam, pomimo wyksztalcenia i posiadanego mgr przed nazwiskiem, na zmywaku, a nigdy nie musialam tego robic na zachodzie. Wsrod Polakow kraza przeciez anegdotki, o tym, ze ktos jest dobrze wyksztalcony, a na zachodzie gary w restauracjach zmywa. Ponoc zadna praca nie hanbi, oprocz tej jednej...  Skoro chcesz "cos" osiagnac, to zakasujesz rekawy. Wiecie co? Nie, nie chce sie chwalic, ale mnie posiadanie kasy satysfakcjonuje. Daje poczucie bezpieczenstwa i o dziwo, to musi byc moja kasa, a nie mezowska. Choc eM nigdy mi grosika nie wypomnial, czasami slyszalam wypowiadane przez niego ze zniecierpliwieniem slowa: "no i po co mi mowisz co chcesz kupic? Potrzebujesz to kupuj." , to jednak fajnie jest miec swoja kase. Glupia jestem- wiem... Wiekszosc kobiet nie ma takich objekcji. I czuje sie spelniona, bo eM wrocil z podatkowych rozliczen i wyszlo, ze zarobilam w tym roku o pare tysiecy wiecej niz on. Przewyzszam mego malzonka w zarobkach. A przeciez jak wiesc gminna niesie , wiesc gminna z ust parszywych, zawistnych rodakow na obczyznie, to my Polki czesto hajtamy sie z autochtonami dla kasy, awansu spolecznego i ...qrwa, za przeproszeniem, nie wiadomo jeszcze dlaczego. Te mierne parszywce nie biora wcale pod uwage czegos takiego jak uczucie.

Poza tym dzisiaj w Dortmundzie widzialam cmentarz dla zwierzat.
Myslalam, ze takie rzeczy to w Ameryce tylko, a tu prosze.... pieknie ozdobione groby, ze swieczkami, kwiatami...no normalnie wypas. Nie dziwie sie, ze Pawlak chcial brata na takowym cmentarzu pochowac...Marie miewa czasami  hopla, aby ustroic miejsce pochowku swych pierwszych kroliczkow, ktore znajduje sie pod ogrodowa jablonka. Mala kupuje wtedy kolorowe kamyki, bratki za 45 centow i idzie dekorowac grobik swych milusinskich- bawi sie  dosc makabrycznie, ale i ja pamietam jak, jako dziecko, sprawialam pogrzeby zdechlym, niedozartym przez koty ptakom.
Nie jestem przekonana do cmentarzy dla zwierzat. To musi byc wielka milosc, ktora nakazuje sporzadzic swemu zmarlemu zwierzakowi grob na takowym cmentarzu. Na wszystkim da sie zarobic...wszystko to towar-podaz i popyt....
I ta nasza ludzka przebrzydla konsumpcja. Pamietacie czasy, kiedy sklepy byly w sobote zamkniete? Czlowiek szedl z siatami zrobic zakupy w piatek  i co robil w sobote? Odpoczywal....ale jak odpoczywal? Teraz ludzie nie potrafia odpoczywac. Obecnie w ramach rozrywki lazi se po galeriach handlowych. Dzisiaj w Dortmundzie nie moglismy znalezc wyjscia z centrum handlowego. Luda mnostwo, multum, multiko... i Audrey mi mowi, ze w Europie nie ma ludzi na ulicach. Ulice sa puste... ja pitole! Jestem jednak wiesniakiem... umeczyl mnie ten roznobarwny, roznorodny tlum....i chocbys czlowieku nie chcial kupowac to specyfika takowych miejsc powoduje, ze wychodzisz stamtad z czyms w lapach. ja np.: wyszlam dzisiaj z galerii handlowej z nowa ksiazka.



6 komentarzy:

  1. Jestem "zupiarą". Uwielbiam zupy na bazie rosołu- mogę nie zjeść "drugiego dania", ale samą zupę i jest dobrze.
    Moi wnukowie jeszcze nigdy w życiu nie jedli zupy- to pokłosie jedzenia w przedszkolu i szkolnej stołówce. Zupa - na zachodzie rzecz mało znana, no może poza zupą-kremem z zielonego groszku. To prawda - u nas pokutuje pogląd, że Polki wydają się za cudzoziemców głównie dla mamony, co nie jest wcale prawdą.Od chwili
    urodzenia dziecka wiele lat spędziłam w domu, ale nigdy nie miałam z mężem żadnych dyskusji na temat wydawania przeze mnie pieniędzy, które on zarabiał. Od samego początku małżeństwa pieniądze były wspólne i każde z nas brało tyle, ile potrzebowało.Miał dom, żonę i dziecko "z głowy" bo tym wszystkim ja się zajmowałam.
    Sukienkę wyreklamuj, zwłaszcza, że sporo kosztowała.
    Co do zup - wzbogacaj ich smak dodatkiem różnych przypraw- osobiście do każdej niemal dodaję łagodne curry, obowiązkowo kurkumę (bo działa p.nowotworowo), często dodaję zioła prowansalskie a do zwykłej polskiej kartoflanki dodaję również szczyptę startej gałki muszkatołowej. No i obowiązkowo robię do niej sama zacierki.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te zupy wszelakie to ja wprowadzalam Marie od wczesnego dzieciectwa. Mala urodzila sie z atopowym zapaleniem skory i na poczatku lekarze sprawdzali wszelakie czynniki alergiczne dzialajace na nia z zewnatrz i wewnatrz. Pamietam jak lekarz pouczal mnie , ze dziecko nie musi jadac wyjatkowo i wykwintnie, czyli nie kurczaczki i spaghetti codziennie- choc ja spaghetti za wykwintnosc nie uwazam. I problem mialam:" co tu jej znowu na ta papke zmiazdzyc?" Zupy wiec wygraly. W nich jest wszystko, czyli w mysl zasady czym skorupka za mlodu nasiaknie...no i nasiaknela.
      Zachod nie zna zup, tzn.: maja jakies tam swoje i ewentualnie raz od wielkiego dzwoniu gotuja i podaja domownikom. U mojego meza z zup to znany byl rosol, podawany z reguly wtedy, wtedy kiedy dzieciaki chorowaly, a poza tym to jakas tam zupka warzywna i koniec. We Francji maja chyba zupe cebulowa, ale moge sie mylic. Moj malzonek nauczyl sie jeszcze jadac nasza polska pomidorowke i sobie ja chwali.... W przedszkolu u Mlodej preferowali dla dzieci jedna zupe- raz w tygodniu znajdowala sie ona w menu. Byla to zupa z soczewicy. Czyli Dziecko me nie zna grochowki, fasolowki, w zamian za to nauczylam sie gotowac zupe z soczewicy. Mala tez ja jada pasjami. Jest lzejsza, latwiej strawna niz grochowka, czy fasolowka- nie wytwarza, za przeproszeniem takich gazow (p) :)))
      Z przyprawami do zup...ja to ogolnie uwazam bo nie wszystko do wszystkiego pasuje. Przyprawa mozna podkrecic smak, ale mozna tez zepsuc. Sprobuje z ta kurkuma, nie wiedzialam, ze mozna...

      Facetami wyminajacy zonom, ze oni tyraja a ona w domu baki zbija, to ja miewalam takie przypadki w okolicy, wsrod znajomych. To czesto byli fajni panowie, a tak ranili te swoje wspolmalzonki, partnerki zycia owymi glupimi wstawkami i przypominaniem kto tu utrzymuja rodzine....takie wychowanie anabell. Musial ich ktos nauczyc takowego podejscia do zycia. Teraz zas uswiadamia sie facetow i np.: mowi im ile chca panie sprzataczki np.: za umycie okien, za prasowanie...- cennik gosposi domowych. Dla wielu z nich byloby to prog finansowy nie do przekroczenia. Moja mama czasami slyszala od meza, ze nie jest dobra gospodynia skoro jej do pierwszego nie starcza. Cale zycia pracowala aby wspomoc budzet domowy- nas dzieciakow bylo trojeczka, a ojciec zyl se swobodnie i darzyl ja tekstami o tym, ze nie jest gospodynia skoro jej nie styka. Sam tracil kase tak, jak tracil...
      Dlatego tez malzenstwo dlugo, dlugo jawilo mi sie niezbyt atrakcyjnie.

      Usuń
  2. Z tymi łuskami karpia to podobno przesąd, który się sprawdza :) My karpia w święta nie jadamy (w ogóle świątecznie nie jadamy jak wiesz), więc nie mam skąd łusek wziąć.
    Ja mam trzy ulubione zupy - rosół, krupnik i ogórkową. Rybnej nie jadłam wieki, choć gdzieś tam wspomnienie mam z dzieciństwa samego jej zapachu. Zjadłoby się! :) Co do galerii to nie lubię. Bardzo rzadko bywam, przeważnie z Młodą, która lubi ruchome schody :) Zakupy tam męczą strasznie. W życiu w weekend wolny bym się nie wybrała! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubie ogorkowa, ale poniewaz zupy gotuje sie u nas ze wzgledu na Marie, a ona ogorkowa niekoniecznie, wiec tez czesto ta zupa nie gosci u nas na stole. Choc jak juz ugotuje to Mloda je az milo:)) Ryby lubie dlatego tez szukam nowych przepisow aby nie bylo ciagle tak samo. Zupa rybna jest w smaku delikatniejsza od tej na miesnym wywarze, no i chudsza. Krupniku wieki nie jadlam, bo tu odpowiedniej kaszy nie uswiadczysz, tez trzeba do Rosjan po to jezdzic, dlatego krupnik to w ogole dawno, dawno temu byl.

      Ja lubie Galerie, ale musze miec cel, isc kupic, ewentualnie obejrzec co tam nowego Maja, ale zeby lazic - choc w sumie jak sie nawet idzie za jakas istotna dla nas rzecza, ktory mozna tam nabyc to i tak sie przy okazji lazi po okolicznych sklepikach-butikach. No i w sumie nie powiem wygoda z tymi galeriami handlowymi, wszystko pod reka, ale z drugiej strony to olbrzymie centra konsumpcji. Ja wysiadam w takich molochach gdzie pelno ludzi, gwar, tloczno....

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.