Dobrze mi, bo nic konkretnego nie robie. Leniuchuje. Cos w TV ogladam... slucham tez youtube. Bardzo sie ciesze, ze zwalczylam siebie i ogarnelam posesje przed domem. eM zrobil za domem. Sezon letni powoli sie do nas przybliza. Marie, zamiatajac ulice przed budynkiem zauwazyla, ze ona woli mieszkanie. I malo prawdopodobne sie jej wydaje, aby kiedykolwiek dazyla do posiadania wlasnego ceglaka. Skwitowala, ze za duzo przy tym roboty i zabiegania.
No fajnie, nie powiem... my tu z mysla o niej, a ona... jak to mloda i gniewna.
Znacie " Je suis Malade" ? Juz to kiedys linkowalam, ze dwa posty temu. Z pewnoscia wiecie o czym to, ale gdyby ( za wiki pojade).:
Podmiot liryczny ( zabrzmialo jak przy omawianiu wiersza w szkole), otoz podmiot liryczny opisuje jak sie czuje, kiedy zostaje porzucony przez ukochana osobe. Nie spi. Co noc upija sie. Nie ma przyszlosci, ani przeszlosci. Wygasa w nim zycie. Czuje sie jak w dziecinstwie , kiedy noca, chorego pozostawiala go matka samego w pokoju...
Stworzenie tego muzycznego utworu nie zajelo prawdopodobnie jego tworcom zbyt wiele czasu. Poszlo jak z bicza strzelil. Niestety utwor pojawil sie na muzycznym rynku 2 lata po napisaniu. Wytwornia muzyczna nie byla entuzjastycznie do niego nastawiona. Mowila cos o przytlaczajacym tytule ( "Jestem chory") mogacym kojarzyc sie spoleczenstwu z farmacja, dieta i termometrem...
Utwor wylansowala Dalida
A potem poszlo.
Przepiekne , bardzo dramatyczne ( dobrze odspiewane i zagrane ) wykonanie Lary Fabian . Swoja droga, ta artystka jest niesamowita.
Cos przyciaga mnie w tym wykonaniu. Nie potrafie dojsc co. Nie umiem tego zdefiniowac, nazwac... Piekne.
tak mi skojarzyło:
OdpowiedzUsuńkiedyś Carlos Santana opowiadał w wywiadzie, jak skomponował swoją "Sambę pa ti"... siedząc w barze zobaczył na ulicy przyglądającego mu się przez witrynę wujka wyglądającego na homelessa... gość w jednym ręku miał saksofon, w drugim butelkę w torebce i wyraźnie miał kłopot z decyzją, co przytknąć do ust, ustni saksofony, czy wylot butelki... i to potem jakoś natchnęło Santanę do tej kompozycji... nie wspomniał już jednak komu dedykował ten utwór, kto był owym "ti" w tytule...
p.jzns :)
Zabawna historia. Pomyslalam sobie wlasnie, ze nawet z naszymi postami bywa podobnie. Nagle cos zobaczymy, cos uslyszymy, albo gdzies cos przeczytamy. Natchnie nas i w sumie chwila - mamy gotowy post . A czasami czlek szuka inspiracji i nic, albo chce z siebie jakas mysl, skojarzenie wyrzucic, wyrazic i nie idzie, lub idzie jak po grudzie:))
Usuńfaktycznie tak jakoś jest... czasem mam jakąś koncepcję, międolę ją w głowie, coś napiszę, potem poprawiam, kasuję, w końcu po tygodniu nieraz wychodzi coś zupełnie innego...
Usuńa czasem jest "czysty zen": usłyszę srokę za oknem, siadam do kompa i w kwadrans mam gotowy post o zmutowanych sześciorękich autobusach z kosmosu /na przykład/...
ten drugi rodzaj postów jakoś lubię bardziej... tych pierwszych, "siłowych" ostatnio mi się wręcz nie chce...
A nie przyszlo ci do glowy , aby napisac cos konkrtetnego? Zamiast produkowac sie na blogu, w sumie za nic , moglbys po tylu latach blogowania cos swojego stworzyc. Takiego co mozna wziasc do reki ( ksiazka, zbior felietonow).
UsuńBo ja miewam czasami takie mysli, ze te 15 lat blogowania to w sumie na nic. Ku pamieci rodziny, ktora moze tego potem nawet nigdy nie przeczytac:)))