Dla siebie samej. Nie myslac czy to sie komus spodoba czy nie...
No to se zrobie fajnie:
Kiedy bylam dzieciakiem obchodzilo sie te wszystkie swieta np.: pierwszomajowe pochody. Obchody rewolucji pazdziernikowej horonowalo sie apelami w szkole... Nie chce teraz dywagowac czy to dobre, czy zle i co to nam narobilo w naszych swiatopogladach, duszach i psyche...
Pamietam jak w szkole na muzyce przerabialismy wszelkiego rodzaju szturmowki, Marylianke, My pierwsza Brygada, Przybyli ulani pod okienko, O moj rozmarynie...
Jako dzieciak, wiszac glowa w dol na trzepaku, darlam sie: Rozkwitaly paki bialych roz... To byl chyba moj ulubiony w dziecinstwie hit. Jak na tamten okres mojego dojrzewania - byl to moj przeboj wszechczasow. Biale roze przycmiewaly Maryle Rodowicz i jej Malgoske.
Nie szkodzi, ze Malgoska w okresie mego dorastania byla juz zgrana na wszelkie mozliwe sposoby. Nadal byla znana. Po latach zostala utworem nr 1 na 95 lecie Polskiego Radia.
Bardzo milo sie tego slucha.
Przyjemnosc zrobilam sobie pijac dzisiaj z rana kawe na nieprzygtowanym jeszcze na sezon letni, tarasie... za to przygladajac sie zwierzakom- ( ktos wsadzil Milce do klatki infantylnego kroliczka ... ciekawe ... to nie ja :) )
Tylko sie przy nich polozyc. 😏
Dzisiaj w Niemczech Dzien Matki. Zrobiono mi przyjemnosc.
Teraz ja" musze "- powinnam- zrobic przyjemnosc tym, ktorzy mnie obdarowali. Mezowi , choc nie jestem jego matka, ale sfinansowal prezencik od corki, no i corke.
Kupilam kiedys ksiazke. Ksiazka nie byla droga, przeceniona ( 2 euro) ... nie schodzila. Znajdowaly sie w niej ciekawe zdjecia dajace sporo rozwiazan, pomyslow na zapakowanie prezentow: "Pelne milosci prezenty z kuchni". Pomyslam, ze : " Ach najwyzej ... niech strace". Wcale nie stracilam.
Sciagnelam juz kilka rzeczy stamtad i chyba bede jeszcze sciagac... np.: zrobilam konfiture z suszonych moreli.
Hit - wloska Focaccia. Kupowalam gotowa z Aldi, ale srednio smaczna byla, dopoki nie znalazlam tego przepisu.
Zagniesc ciasto z :
-600 gr. maki pszennej ( moze byc maka do pizzy).
- W ksiazce podaja "szyczypta soli". Ja daje porzadna szczypte- okolo lyzeczki od ( do (?)) herbaty. Z sola sami sobie uregulujcie, ile kto lubi. Do maki jednak zawsze powinno dodawac sie sol.
-350 ml. przegotowanej, cieplej ( ale nie goracej) wody.
-25 gr. swiezych drozdzy ( dodaje tez suche i wychodzi). Drozdze rozpuszczam , czy tez rozprowadzam najpierw w wodzie.
- Pol lyzki miodu.
- 100 ml. oliwy- ja dodaje oliwy z oliwek.
Na poczatku wydawac by sie moglo, ze ciasto bedzie za rzadkie, tak jednak nie jest. Trzeba to tylko porzadnie wyrobic i odstawic do wyrosniecia. Przy ciescie drozdzowym porzadne jego wyrobienie jest wazne.
W ksiazce podaja przepis na Focaccie z miesnymi kulkami , czyli malymi mielonymi- mieso wyrobic tak, jak na kotlety mielone i zrobic z nich male kuleczki. Powtykac w Focaccie jeszcze przed jej wypieczeniem. Tez to robilam dopoki w domu wszyscy byli miesozerni. Teraz robie inaczej.Wykladam ciasto na blache ( na papier do pieczenia, albo ot tak na blache wysmarowana oliwa, blache z wysokim brzegiem). Rozprowadzam ciasto rekoma nie za bardzo zwracajac uwage na to aby bylo porzadnie ulozone. Smaruje je pedzlem zanurzonym w resztce oliwy. I przetykam malymi pomidorami oraz mini mozzarella. Posypuje swiezym tymiankiem i rozmarynem . Kiedy chodzi o ziola, to mozna dodac takie, jakie sie lubi. Suszone tez moga byc. Posypuje delikatnie gruboziarnista sola ( nie trzeba jednak tego robc)
Zostawiam chwile na blacie i nagrzewam w tym czasie piekarnik. Mam program na pizze, wiec trudno mi powiedziec na ile stopni nastawic sprzet. Wydaje mi sie , ze na jakies 200 stopni celcjusza i piec okolo 25 minut. Bedziecie widziec kiedy ciasto sie zarumieni.
U nas Focaccia schodzi jak swieze buleczki. Polecam.
I moze jakas komedia? Klik










jakież proste czasem można sobie zafundować przyjemności (kulinarne), na przykład przypalone na patelni grzanki z razowca...
OdpowiedzUsuńtak btw bardzo mi się podoba pomysł konfitur z suszonych moreli, też w sumie bardzo proste, dlaczego sam na to nie wpadłem?...
ale to nadal są przyjemności "do dzioba", jeszcze prościej i równie przyjemnie właśnie jest położyć się przy zwierzaku /u mnie to zwykle akurat jest kot (mam dwa do wyboru), ale sierściuch to sierściuch, jaka różnica?/, jednym zdaniem bardzo mi się podoba /znaczy mam z tego przyjemność/ ten Twój post...
p.jzns :)
I jak przyjemnosc rozchodzi sie dalej. Mi zrobilo sie przyjemnie, opisalam to... przy okazji tobie sie podobalo ( tzn miales z tego przyjemnosc) . Calkiem mozliwe ze ta przyjemnosc poszla dalej.
UsuńZ konfiturami z suszonych moreli. Ja nie robie nie wiadomo ile sloikow, bo i te morele nie tanie ( co za sknera ze mnie), ale tak ze trzy, cztery i styka. Na prezent tez mozna dac ( dawalam). Smacznego zycze.
faktycznie, suszone morele zbyt tanie nie są, ale chyba każde suszone owoce muszą kosztować...
Usuńza to świeże morele pewnego roku nic mnie nie kosztowały: sąsiadka miała klęskę urodzaju i rozdawała je całymi wiaderkami... myśmy z nich robili wtedy dżem na żelfixie, sporo tego wyszło nawet...
ale to trochę inna bajka: suszone owoce inaczej smakują, bo podczas suszenia zmienia im się skład chemiczny...
Bardzo lubie morele i chcialabym miec taka sasiadke;))
UsuńJa znowu lubie powidla sliwkowe- ze sliwek wegierek. Gotuje sie je co prawda 24 godziny, na wolnym ogniu, ale sa pyszne. Niemcy bardzo lubia te wlasnie powidla, w sumie to ich przepis. I maja jeszcze dzemy wisniowe po schwarzwaldzku - pychota, ale tych dzemow robic niestety nie potrafie. Nigdy nie natknelam sie ma dobry przepis.
Kiedy chodzi o sklad chemiczny jakichkolwiek owocow, wysiadam. Mozesz mi napisac co chcesz i wszystko lykne. Mozesz mi tekst w konwencji prowokacji Sokala wmontowac i nie bede wiedziec w czym rzecz :)
pieprzyć detale tego składu chemicznego, sam ich nie znam... zwłaszcza że sama metoda suszenia ma wpływ na ten skład i w konsekwencji smak...
Usuńsam przepis /nie tylko na dżemy/ to nie wszystko... żeby skopiować jakiś wyrób /potrawę, przetwór/ podpatrzony od sąsiadki trzeba mieć np. takie same garnki i to też jeszcze nie wszystko...
tu mi się przypomina, jak kiedyś w moim rodzinnym Milanówku pojawił się nowy cukiernik i hitem był sernik po wiedeńsku... w następny weekend na naszym stole w domu znowu zagościł ten sernik, ale coś w nim było nie tak, nie ten smak... mój Stryj miał proste wytłumaczenie: po prostu syn szefa firmy zajrzał do dzieży i kapło mu z nosa, a tydzień później już nie zajrzał i w ogóle nie miał kataru...
tak przy okazji:
Usuńkiedyś w Szczecinie można było kupić zajebiste śledzie: w śmietanie, w musztardzie, czy innych sosach... ale firmę wykupił Lisner, wprowadził swoje przepisy i śledzie zrobiły się nagle do dupy, ludzie przestali je kupować... gdy firma /już filia Lisnera/ była na krawędzi bankructwa ktoś poszedł po rozum do głowy żeby wrócić do poprzednich przepisów... to uratowało sytuację: klienci byli zadowoleni, a firma znowu zarabiała dutki...
Tak z tym sernikiem , to powiem ci, ze ... obrzydziles mi chyba:)
UsuńPrawda jest to, co piszesz, ze nie u wszystkich dana potrawa smakuje jednakowo, pomimo, ze robiona ponoc w ten sam sposob. Moja mlodsza siostra robi takie golabki, ze nikt w rodzinie nie potrafi jej przebic. Robilam wedlug jej przepisu i nie wyszly takie jak u niej. Czasami to wina miesa... moze rodzaj skladnikow nie taki (?).
Moja Mloda uwielbia zupy. U babci jadla szczawiowa. Wrocila do Niemiec, do domu, i zrobilam jej, bo sobie zazyczyla, szczawiowke. Niestety nie przeszla moja zupa, bo jajko nie bylo tak posiekane jak u babci. Moglabym na glowie stawac i to jajo robi taka roznice, ze u mnie Dziecie me zyczy sobie szczawiowa bez jajka ( mam sie nie klopotac, do mistrzostwa babci nie dojde).
Pamietam jak kuzynka opowiadala mi, ze u nich w domu ona przezywa stres, kiedy mielone robi, bo maz uwaza, ze nigdy, w wypieczeniu mielonych, nie dorowna jego matce. Kuzyn mowil, ze mielone jego zony sa ok, smaczne, ale... mamusi sa bardziej chrupiace.
I to prawda, to moze byc kwestia garnkow, roznimy sie tez zmyslem smaku- matka moze miec np.: tak zwany lepszy zmysl do przyprawiania i jedno deko robi roznice....
Czytalam bloga kulinarnego Lady Kitchen- dziewczyna ( pani) pochodzi z Zakopanego bodajze, no i zaczynaja sie nia interesowac kucharze prowadzacy programy na "Kuchnia +". Przy omawianiu , na swoim blogu, ajvaru (ajvara (?)) powiedziala cos takiego, ze nigdy nie powinnismy probowac potraw ta sama lyzka. Probujemy, odkladamy lyzke. Do kolejnej proby powinna byc uzyta nowa lyzka, bo spierniczymy smak potraw.
Taka niby mala rzecz, a robi roznice:)
no, i stąd taki komiks, który kiedyś widziałem:
Usuńpani uwija się w kuchni, pichci coś według wskazówek z ekranu telewizora, potem na tym ekranie kucharz zajada ze smakiem efekt swojej pracy, a ona zagląda do swojego garnka drapiąc się w głowę z niemym pytaniem: "co to w ogóle jest?"...
...
na koniec anegdota autentyczna... za moich małolackich czasów moja matka miała odjazd na robienie pizzy w prodiżu i świetnie jej to wychodziło... któregoś dnia wracam do domu i okazuje się, że przyjechała do nas ciotka i miała zanocować... w pewnym momencie matka mnie pyta, czy mam ochotę na kawałek pizzy na kolację... zaproszenie przyjąłem, jem tą pizze i w pewnym momencie mówię: "wiesz mamo, chyba ta pizza dziś ci trochę nie wyszła"... zrobiło się cicho i lodowato, ciotka wyszła blada z pokoju, a do mnie dotarło jaką gafę strzeliłem...
jak pamiętam, to nigdy się z tą ciotką za bardzo potem nie lubiliśmy :)
Z ta pania , ktora pichci wedlug wskazowek z ekranu. To sa czasami drobnostki, ale dosc istotne. Nie wszystko tez kucharze na ekranie od razu zdradzaja.
UsuńU nas w domu nigdy nie gotowalo sie potraw na alkoholu. Kiedys w jakims programie widzialam jak kucharze nie szczedza trunkow do tego, co pichca. Cudenka , nie tylko dodaja do potraw ( roznymi rodzajami alkoholow podkrecaja smaki), ale i flambiruja ( tez roznymi rodzajami trunkow) .. Kiedys sprobowalam i mi nie wyszlo- praktyke zaniechalam. Potrawa nie byla udana. Po czasie w moim ulubionym programie kucharskim ( oczywiscie Kuchnia +) pewna starsza Wloszka, pani , ktora rozpropagowala dobra kuchnie wloska po wojnie w Anglii, podawala przepis na domowe ragout. Podlewala je winem i wtedy wlasnie dodala taka wypowiedz: "Nigdy nie uzywajcie w kcuhni trunku, ktorego sami byscie nie wypili", czyli nigdy nie uzywaj wina marki wino, albo czar PGRu, bo to w potrawie zostanie. Do potraw wytrawnych nie dodaje sie slodkich, czy tez polslodkich alkoholi- no chyba ze takie jest zamierzenie, mysl przewodnia. Nie lubisz siary? Nie gotuj na siarze:) Od tego momentu moja kuchnia oparta na winie nabrala smaku:)
A z ta ciocia i pizza. Mialam podobnie. Przyjechala do nas ciotka, zona lesniczego z jakas przerobiona z lasu zwierzyna ( sarna, jelen...). Zaczela roztaczac opowiesci jakiz to ona wspanialy gulasz nam zaserwuje. Pichcila u nas caly dzien. dodala jablko, owoce jalowca, suszone grzyby, wino.... Pachnialo pachnialo nieziemsko, niestety nie smakowalo zbytnio. Oczywiscie nie skomentowalismy smaku tej potrawy, ale nikt o dokladke nie poprosil:) Calkiem mozliwe, iz tak jej wyszlo, bo nie gotowala u siebie. Ja zas na lata zapomnialam o dziczyznie. Dziczyzna w kuchni wydawala sie mi nie mozliwa do przygotowania- jakis wyzszy stopien wtajemniczenia, az ... kiedys, sama, jakis przepis znalazlam. Posiedzialam nad tym i wyszlo tak, ze na rodzinnych imprezach domagaja sie dziczyzny:)