Grzebaliscie kiedykolwiek w smietniku? Ja , jako glupie dziecie, grzebalam. Grzebalam bo potrzebowalam rekwizytow do zabawy w dom. Fantazja dziecka bywa niepohamowana, wiec na smietniku, a dawniej smietniki bywaly otwarte , mozna bylo znalezc przydatne ku owej zabawie skarby. Razu pewnego i takie cudenka wygrzebywalam jak lalki z powylamywanymi konczynami. Sadzalo sie je w podbalkonowych oknach piwnicznych, jako dekoracje domowej poleczki... No co? Kto nie chcialby tak zaradnej zony, ktora bez wielkich nakladow finansowych potrafi urzadzic chate?
Etap grzebania mam za soba. Teraz sie w to nie bawie. Teraz musi byc kasa, bo gazetami - zamiast tapet scian raczej nie wykleje. Musialoby mi sie cosik w glowie pomieszac ( tfu, tfu... odpluc na psa urok). Znaczy sie pomieszanie w glowie odpluc.
Cieszac sie ostatnimi dniami urlopu pojechalam wczoraj z Mloda, za sprawami kultury, do Dortmundu. Dosc juz tego siedzenia. Zalatwilysmy w dortmundzkiej operze to, co zalatwic zamierzalysmy. Oczywiscie trzeba wszedzie okazywac paszporty covidowe. Po czym ruszylysmy na stare miasto ( centrum), ot tak polazic. Do ludzi troche wyjsc. Papatrzec co nowego w wielkim swiecie slychac.
Nic nie slychac. Ponuro, buro, szaro, ludzie w maseczkach i nie ma tlumow. Nie ma gdzie isc. Na kawe? Moznaby bylo, ale wszedzie kolejki. Czeka sie na wolny stolik. Wstep bez ograniczen chyba tylko do ksiegarni i spozywczakow. W kazdym innym sklepie ograniczony limit osob w srodku. Ciec na bramce sprawdzajacy czy jest sie zaszczepionym i wpuszczajacy wtedy, kiedy ktos ze srodka wychodzi.
Zajrzalysmy wiec do ksiegarni. Lubie ksiegarnie, ale ... nie powinnam. Skupuje ksiazki. I ta bym chciala przeczytac i tamta, a czasu na to wszystko brak. Nie wyszlam jednak bez niczego.
Chcialam zobaczyc co nowego w pandorze mozna zobaczyc, czy tez w sklepie ze starymi plytami. Nie dotarlysmy w takowe zakatki, ale zalapalysmy sie po drodze na kawe do czegos co nazwalabym szybka jadlodajnia. Backwerk
Zdjecie znalezione w sieci.
Zakupilysmy kawe- dobra. Bulki trzy, choc bylysmy tylko we dwie- od przybytku glowa nie boli. Zasiadlysmy i oddalysmy sie zajeciu konsumpcji. W ciszy, bo jakos dyskutowac sie nam nie chcialo. Zmeczona bylam ciezka torba z ksiazkami. Maseczka i ciagle zaparowanymi okularami, ktorych nie mialam mozliwosci zdjac i odlozyc. Wyciaganiem i chowaniem komorki aby udowodnic, zem szczepiona i ewentualnym okazywaniem dowodu aby dowiesc, ze ja to ja.
Zjadlysmy po bulce. Trzecia? Co zrobic z trzecia? Mloda zorganizowala torebke papierowa. Zapakowalam z zamiarem zabrania do domu.
-Mamo. Co ta pani robi?- Wyciagnela mnie Marie z bezmyslnego gapienia sie juz sama nie wiem na co.
W odleglosci okolo 3 metrow, starsza niewiasta poruszajaca sie za pomoca balkonika, przegladala odstawione do odebrania tacki z resztkami po posilkach. Szurala tymi tackami, przygladala sie, ale ... nic nie znalazla, bo ludzie zjedli swoje do ostatniego okrucha.
-Widocznie ma za mala emeryture. Na jedzenie jej nie starcza i szuka w smieciach. Zycie nie bywa zawsze rozowe i dostatnie.... Coreczko.
Mloda poruszyla ramionami, niby w odruchu "co mi tam". Ale zauwazylam, ze dla mego Dziecka, zyjacego w dostatku, obrazek ow byl szokiem!
Kobieta pogrzebala, poszurala, nic nie znalazla i odwrocila sie z zamiarem wyjscia na zewnatrz.
- Ma pani ochote ?- Wyciagnelam do niej reke z papierowa torebka, w ktorej znajdowala sie kielbasa zapieczona w bulce.
Kobieta usmiechnela sie. Wziela torebke . Skinela glowa na znak podziekowania i wyszla.
Waw!! Jestem cudowna. Zawsze to wiedzialam. I jaki dobry przyklad Mlodej dalam. Od poczatku na podobny moment polowalam i niewatpliwie dobrze go wykorzystalam.
Spokojnie. Nie tak szybko. Oblukalam owa pania. Zadbana. Nie brudna i nie smierdzaca. Spodenki na kancik. To zadna, chodzac z tobolkami penerka . Na reku srebrne piersionki- moze podroba srebra, ale ... kobitka ma i chce sie ladnie prezentowac.
No dobrze. Kto to? Ktos komu brakuje, czy ktos kto nie lubi marnotrastwa i przychodzi zbiera i dojada resztki, ktore beda wyrzucone do smietnika? Moja tesciowa nie znosila kina, bo dzieciaki rozsypywaly tam popcorm na podloge. Tyle glodu na swiecie. Bolalo ja z tego powodu serce. Sklonna byla padac na kolana i zbierac rozsypany popcorn.
Trudno ustalic. Styl zycia podlug nowego trendu zwiazanego z niemarnowaniem zywnosci? Czy niedostatek? A moze starcze dyrdum w glowie?
Jesli to styl zycia, to chrzanie dojadanie po kims. Wiem, ze ludzie wyciagaja ze smietnikow prawdziwe skarby. Jeszcze zafoliowane, z przy markerowych kontenerow na odpady. Takie, kiedy sie je dobrze wymyje- czemu nie. Jestem w stanie wyobrazic sobie, iz mozna to zjesc, ale po kims i to w dobie corona virusa?
Z drugiej strony lokalsi nie lubia pokazywac wlasnych niepowodzen. Zyciowych klesk. Nie beda marudzic, ze im zle i trudno tylko wyprostuja sie, dobrze ubiora, podniosa glowe i wyjda na zewnatrz.
Dwa razy widzialam cos podobnego w mojej nowej ojczyznie. Pierwszy- Marie byla wtedy malutka, siedziala w wozeczku. Wybralysmy sie z kolezanka na spacer z maluchami. Przysiadlysmy w parku na lawce. Dzieciaki w wozkach spaly. Pewna niestara jeszcze, rowniez dobrze ubrana pani, grzebala w parkowych smietnikach. Wygrzebala niedojedzone frytki. Ulokowala sie nieopodal i zabrala sie za konsumpcje. Popsula nam komfort i sielanke beztroskiej paplaniny.
W Polsce zdarzalo sie widziec smietnikowych nurkow, ale byli to ludzie zaniedbani, smierdzacy nieprzetrawiona jeszcze gorzala. Lezacy pod sklepem fani tanich win. Wylazacy z krzakow , wlezali w nich bezdomni. Takich eleganckich, smietnikowych dam w Polsce nie spotkalam.
O tym pierwszym filmiku. Mam mieszane uczucia, bo nigdy nie zrozumiem wegetarian. Ale ich sposób trudno nazwać żywieniem się ze śmietników. Wybierać na bazarze pozostawione „kwiatki”, temu daleko do tradycyjnego śmietnika, gdzie możesz znaleźć nawet zwłoki niemowlęcia. To samo kontener pod supermarketem. A te lodówki społeczne??? Tu już postępują nieuczciwie. Zostawiają jakieś zwiędłe badyle a wybierają luksusowe towary. Całość dyskredytuje ta diabetyk, niczym komunistyczny agitator, gdy mówi, niczym Bóg przy stworzeniu świata – i to jest dobre. (sic!)
OdpowiedzUsuńNie wiem, co napisać o tej kobiecie w srebrach. Może to też nawiedzona inaczej? Faktem jest, że są ludzie tak skąpi, nawet wobec siebie, dusigrosze, że woli iść na żebry byle nie wydać złotówki. Może ona Was zaobserwowała i odegrała teatrzyk, aby zmiękczyć Wasze serca? W Polsce raczej takich osób nie spotkasz. „Poławiacze pereł” w śmietnikach nawet nie próbują nawiązać z obcymi kontaktu, inna sprawa, że między nimi jest ostra rywalizacja, czasami dochodzi do bójek. Ja się tak zastanawiam, dlaczego osiedlowe śmietniki są zamykane na zamki? Oni by jedną trzecią śmieci usunęli (papier, złom)
Ale jest też jeszcze jedna grupa. Wujka takiego miałem. Miał emeryturę, niczego mu nie brakowało, bo dzieci prawie codziennie do niego zaglądały. Mimo to on nie mógł sobie odmówić wizyt na śmietnikach i znosił do domu rupiecie. Podobno to jest jakaś psychiczna choroba, ale nie wiem, więc się tu wymądrzał nie będę.
Muza straszna ;))
Ja wegetarian rozumiem, trudniej mi z postrzeganiem spraw u wegan, ale rezygnacja z miesa- bywa ze jestem za czyms takim. Tylko problem w tym, ze ja akurat mieso lubie. Choc jak ostatnio zakupilam przerobione przez ludzi z krajow arabskich warzywa, to na takiej wegetarianskiej diecie spokojnie bym sie odnalazla:)
UsuńTo prawda, ze to, co oni robia trudno nazwac zywieniem sie stricte smietnikowym. I mi zadrzalo sie ze straganow, bo to juz resztki byly, znosic do domu pozostawione kwiaty:)
Kiedys ogladalam reportaz niemiecki o tym jak pewien stomatolog z ekipa zaprzyjaznionych sobie ludzi raz w tygodniu noca robili wypad na przymarketowe kontenery. Zwozili stamtad zywnosc , potem rowno dzielili na czlownkow wyprawy. Oni robili to bardziej jako niezgode na wspolczesne marnotrawstwo. Poza tym slyszalam , ze markety ponoc zamykaja owe kontenery, nie jest tak latwo sie do nich dostac, bo wlasnie wynikaja jakies sprawy prawne , kto jest wlascicielem owych odpadkow? Ja bym pozwolila ludziom w tym grzebac , o ile nie naswiniliby mi wokol i nie musialabym po nich sprzatac.
Nie, nie sadze, aby pani owa odegrala teatrzyk i sobie nas przyobserwowala. Widocznie tak juz ma. Zywi sie z resztek i calkiem mozliwe ( spodobala mi sie twoja teoria), ze to ludzie skapi, ktorzy grosza nie wydusza. I ida zywic sie na miasto:) Ale z drugiej strony daj spokoj. Zjadac tak po nieznajomych- a jak ci nieznajomi jakas chorobe mieli?
Razu ktoregos w Polsce. Studentka bylam. Wyladowalam na dworcu centralnym w Wawie- przesiadke na cos mialam. Dlugo trzeba bylo czekac. Kupilam sobie cynaderki w dworcowym barze. Nie byly dobrze wymoczone i nie szlo tego zjesc. Pogrzeblam troche i zostawilam na stole. Nim sie spostrzegalam juz jakis wyglodnialy pener to konczyl.
W sprawie twojego wujka. Wiem ze bywa iz ludzie maja taka chorobe- nie potrafia wyrzucic nawet skorupy od jajka. Zasmiecaja sie. Sciagaja ze smietnikow. Ponoc przypadlosc trudna do wyleczenia.
W ogole w Niemczech oszczednosc jest wielka cnota. Znam takie panie ( starsze pokolenie), ktore potrafia rzucac robote np.: na kuchniach bo nie moga patrzec na marnowanie zarcia. Przerazaja je kontenery resztek przygotowywane na oddanie rolnikom dla np.: swin.
Kiedys tez ogladalam reportaz o tym jak facet zszedl na emeryture i nie mial z soba co zrobic. Chodzil po roznych stadionowych, otwartych imprezach i zbieral plastikowe butelki ( tutaj zbiera sie plastikowe butle i oddaje z powroten do sklepu, tak, jak w Polsce ze szklem bywalo, dostaje sie za to kase). Pan ow nazbieral przez bodajze 7 lat na nowke przyczepe campingowa:))
A z muzyka. Wez przestan- tak sie gralo za moich czasow. Nie zauwazyles jak gitara ladnie ciagnie? :))
Ja sobie nie wyobrażam życia bez mięsa. Oczywiście nie przesadzam, choć czasami to mięso jest tańsze od ryby czy od torebki zmrożonych warzyw. Dałem się raz namówić na wegetarianiznę w chińskiej knajpie. Skłamałem od niepamiętnych czasów, że mnie ząb rozbolał, a przecież warzywa lubię.
Usuń„Zjadać tak po nieznajomych- a jak ci nieznajomi jakaś chorobę mieli?” mówiąc szczerze mnie się niedobrze robiło, gdy żona jadła to, co mi pozostało na talerzu...
Raz w barze (czasy komuny) zamówiłem sobie naleśniki. Jeszcze jednego nie zjadłem a tu podchodzi facet i mi z talerza zgarnął ręcami dwa.
Powiadasz, że on ładnie ciągnie gitarą? A to spoko, bo ja myślałem, że on... na niej gra :D
eM nie je miesa juz chyba 3 rok. Wykryli mu artretyzm i aby wyniki krwi staly sie w miare znosne podpowiedziano mu diete. Przeszedl- ponoc dobrze mu na tej diecie, ale je ryby. Czasami zmiana diety jest korzystna dla zdrowia. Natomiast nie zauwazylam aby domowe rachunki zwiazane z przejsciem jednego czlonka rodziny na warzywa, spadly. Warzywa nie sa wcale tanie.
UsuńCo ci sie w warzywach po chinsku nie spodobalo? To nie sa jarzyny tak po chinsku przyrzadzane jak w Chinach. Oni tutaj rezygnuja z wielu azjatyckich przypraw bo wiedza, ze Europejczyk nie jest do tego przyzwyczajony, zas te arabskie, ktore przyszlo mi spozyc byly tak zrobione, ze waw!
W domu, od swoich, choc to moze i niefajnie, podjadanie sobie z talerzy nie jest az takim obrzydlistwem. W restauracjach zdarzalo sie nam podskubywac- probowac nawzajem z talerzy rozne potrawy, ale dojadanie po obcych - kurcze przykre i niebezpieczne.
Takie zgarnianie komus z michy, kiedy ow ktos jest w trakcie jedzenia, jest oznaka desperacji, albo najzwyklejszego chamstwa, Widzialam raz latem w Polsce jak kobieta facetowi- turyscie- przy stoliku kufel piwa wyszarpala , uciekala z nim i duszkiem pila. Penerka chyba na glodzie alkoholowym.
:)) Tak sie mowi, ze gitara ladnie ciagnie, a nie ze muzyk ja ciaga po posadzce:)
Byłem chory i tak obolały, że od kilkunastu dni nic nie jadłem, a nawet z piciem wody miałem problem. Przychodzi lekarz z wizytą domową i mówi mi..., mówi mi, że powinienem zmienić dietę. Gdybym nie był taki obolały i słaby... Było już lepiej i on (tym razem w gabinecie) znów to samo, że mięsa powinien mniej jeść. Kuźwa, ja pół roku jakieś papki i chude zupki żarłem...
UsuńKiedyś, dawno temu miałem problemy z krążeniem krwi w nogach. Lekarka przepisała mi dietę, a ja głupi dałem ją żonie. Wiesz ile się musiałem naszukać lekarza, który jej (żonie) wytłumaczył, że jestem tak chudy, że jeśli jeszcze miesiąc będę na tej diecie to po prostu umrę. Poskutkowało, bo ona nie chciała być wdową ;)
Ja nie wiem, co oni w te warzywa ładowali, ja się na tym nie znam i nie zamierzam więcej próbować tam jeść.
Coś w tym jest, bo ja pozwalałem jeść, skoro się z nią całowałem. Ale sam bym nie spróbował.
Wiesz, w piwie jest alkohol a to odkażalnik ;) Ja już dokładnie nie pamiętam ale był taki dowcip, jaka jest reakcja Niemca, Ruska i Polaka gdy do kufla wpada mucha. Wiem tylko, że Polak wyjmuje ją palcami i dalej to piwo pije.
Ojciec mojego przyjaciela w czasach, gdy słuchaliśmy bluesowych przebojów mówił, że to mu się kojarzy z wrzaskiem obdzieranego ze skóry kota. A na gitarzystów mówił szarpidruty i to była właściwa nazwa. Gitara to instrument strunowy szarpany. Więc pewnie zrozumiałbym, o co Ci chodzi gdyś mi napisała, że on ładnie szarpie gitarą ;) Posłuchaj tego:
https://www.youtube.com/watch?v=k_-JKfRmVBg
i wtedy mi mów, że „gitara ładnie ciągnie” a facet całe serce wkłada w to ciągnięcie. Słucham tego (w oryginalnej wersji) od pół wieku i jeszcze mi się nie znudziło.
Czyli masz problem ze zlym cholesterolem zapychajacym zyly. Wiesz. Wtedy zmiana stylu zywienia jest wskazana. I ten lekarz to ci akurat jako lekarz powiedziec- zalecic powinien. I nic, ze chudy jestes. Chudzielce tez moga miec z tym problem, nie tylko grubi- choc kiedys gawedzilam z lekarzem na te tematy i on powiedzial, ze nie na super scislych dowodow i powiazan na to, ze grubi szybciej zapadaja na zawaly, miazdzyce i inne... Sa tam jakies powiazania, ale nie az takie, aby uznac ze za drastyczne wytyczne, ze tylko otyli etc:) Znam chudych z takimi chlesterolami i grubych w normie ze az dziwi. Tak samo jak z cisnieniem. Chuda a cisnienie takie, ze wymiata...
UsuńTo diete wegetarianska tez chyba troche nie tak rozumiesz, bo jak sie posluzysz w niej kaszami, makaronem, pieczywem to masz takie kalorie jak i przy miesie, przy spozywaniu tluszczu zwierzecego. Przy czym mozesz zniwelowac zly cholesterol w diecie.
Wegetarianin nie znaczy chudy. Wegetarianin albo lubi warzywa, nie ciagnie go do miesa albo robi to , bo solidaryzuje sie w pewien sposob ze swiatem zwierzecym. Moja babci na starosc stala sie wegetarianka. Nie znosila zapachu miesa , odrzucalo ja. Jesc tego nie mogla.
Powiem ci, ze kiedy pomysle sobie iz np.: w Korei, Chinach z takiego psiaka jak nasza Luna gotuja wywary to ... nie pojete dla mnie wrecz. Wzburza. Przypominam sobie chinskich znajomych, ktorzy lekko podrwiowali sobie z naszego psiaka w domu ( wyksztalceni ludzie, czyli nie jakis tam ciemnogrod). Nie wiem jak tam jest, ale calkiem mozliwe, ze dla nich obrazek psa w domu to tak, jakbysmy my podeszli do trzymania swini w domu. Rozumiem tez ludzi z krajow, w ktorych swinina nie jest w menu, patrza na nas jak na dzikich ludzi:))
"Lekarka przepisała mi dietę, a ja głupi dałem ją żonie."
Ech faceci. Brak mi slow. :) To tak, jak z moim. Lekarz mu mowi, ze powinien inaczej jesc, a on przychodzi wrecza mi owa wiadomosc, co znaczy, ze to ja mam mu owa diete zorganizwac, bo on sobie z tym nie radzi. Poszukac, naczytac sie, nauczyc sie inaczej gotowac. A on je i wybrzydza... a ja dalej szukam, testuje, probuje.... :)) Dobrze, ze te feministki dra jape:)
" Ja nie wiem, co oni w te warzywa ładowali, ja się na tym nie znam i nie zamierzam więcej próbować tam jeść."
Znam takich typkow. Niekoniecznie mezczyzn, ale mezczyzni jednak sa w danej grupie w przewadze. Musi byc jak u mamusi, albo zonusi. Nic nowego do buzi nie wezma:)
Moge sie zgodzic, ze w piwie jest dezynfekcja, ale daj spokoj wyrywac komus publicznie i uciekac z tym jak z jakims skarbem, a potem to pic? Jakiez to musi byc pragnienie?!
Sluchalam. Rock and roll, bluesrock. Lubie. To byly wasze czasy- ta muzyka akurat mi sie podoba, ale po was przyszlo jeszcze cos mocniejszego hard rock, heavy metal, psychedelic rock :) Choc ten ostatni to juz w twoich mlodzienczych czasach sie pojawil:)
akurat kiedyś gazety służyły jako znakomity podkład pod tapety... głównie chodziło o przyczepność, a przy okazji jako dodatkowa izolacja... i to diałało...
OdpowiedzUsuńinna sprawa, że wtedy gazety znajdywały wiele innych zastosowań, ale to już osobny temat...
...
między znajdywaniem czegoś na śmietniku, a grzebaniem w ramach szukania jest pewna różnica, niekoniecznie subtelna...
no cóż, takie określenia jak "fajansiarz", czy "nurek śmietnikowy" zwykle pełnią rolę pejoratywu, ale jak pomyśleć ile wartościowych rzeczy ludzie potrafią na ten "fajans" wyrzucić, to ta pejoratywność wymaga pewnej rewizji...
oczywiście najwięcej emocji wzbudza żarcie pozyskiwane na śmietniku, bo higiena, bo data ważności, bo coś tam jeszcze... poniekąd słusznie, bo najłatwiej sobie wtedy zrobić krzywdę na drodze biochemiczno epidemiologicznej... ale zauważ, że obecnie "jeść śmieci" bardziej odnosi się do żarcia z fastfoodów, niż do frigańskiego stylu odżywiania... i coś w tym jest...
p.jzns :)
Widzialam razu pewnego w Tv jak na chinskich wsiach ludzie tapetuja gazetami chaty. Koszmarnie to wyglada. Gazete jako podklad pod cos z sensem jestem w stanie przyjac, ale tak, aby upiekszyc chate- e tam, troche badziewiakowato:)
UsuńMnie nie bulwersuje kiedy ktos cos ze smietnika wydobywa. Mamy taka sasiadke w Polsce. Samotna. Mieszkanko dosprzatane na cacy, ale zdarza sie jej cos spd smietnika na chate przytaszczyc. Jakis fajny stolek , bo ktos wyrzucil, polke bo jej sie spodobala. Ona traktuje te podsmietnikowe akcje jak promocje w sklepach. Lubi za promocjami po sklepach latac. Bardzo czesto i inni sasiedzi z jej pomocy i uslug zakupowych korzystaja. Moja matka jest wrecz benificjentka jej latania po promocjach:)
Zarcie ze smietnika. No nie... szkoda mi ludzi, ktorzy albo musza tak sie zywic, albo chca. W to drugie trudno mi uwierzyc. Poza tym wlasnie, na smietniku moze byc smietnikowe zarcie na dodatek. Frytki to chyba fastfood? Stary hamburger wywalony do kosza w miescie tez?
A z drugiej strony istnieje ow problem zarcia taniego, nie majacego nic ze zdrowa zywnoscia wspolnego nazywane " jedzeniem smietnikowym". Na kielbasach w Polsce zauwazylam , ze jest napis ile miesa w miesie one posiadaja, np.: produkt zawiera 60% miesa, albo 70%. Mojej mamie trzeba bylo dluuuugo tlumaczyc, ze tanie nie znaczy dobre. Ona z pokolenie, ze drozyzn sie nie kupowalo. Z drugiej strony wielu nie stac na pelnowartosciowe pozywienie. Kurcze co za czasy nastaly. Ja o nich czytala, ze nadejda, ale nie myslalam , ze juz... teraz... za chwile:)
pierwszy raz tzw. "wystawki" zobaczyłem kiedyś w Niemczech... na ulicach stały, leżały różne sprzęty, meble, drobiazgi... pamiętam, że mieszkając na campingu przynieśliśmy sobie krzesełka i stoliczek... widziałem, że ludzie dość chętnie grzebali i przebierali w tych rzeczach i wcale nie wyglądało jak śmietnik... w Polsce takie graty wystawia się na śmietnik właśnie lub jakoś obok i ten fakt wielu ludzi blokuje, bo już obciach... sam mam np. suszarkę na pranie znalezioną na śmietniku... przechodziłem, patrzę, stoi, jak nowa, tylko jeden drut nie trzymał, ale w domu go przylutowałem i wszystko działa... kiedyś wynosząc własne śmieci zobaczyłem dziecięcą domową huśtawkę... wystarczyło coś tam tylko dokręcić i na giełdzie rzeczy używanych sprzedała się od ręki... a gdy potrzebuję styropianu jako wypełniacz do paczki to od razu walę na śmietnik, tam zwykle jest tego mnóstwo po zakupionych sprzętach AGD-RTV...
UsuńJa z nich nie korzystam, z tych wystawek. Nie wystawiamy , ale tez nie szperamy w obcych. Jak mamy cos do zdania i jest to cos w miare dobrego to rozpytujemy wsrod znajomych czy ktos nie chce, tak ze w sumie albo smietnik, albo idzie do ludzi, ktorzy tego chca. Nigdy nie umialam korzystac np.:z ciucholandow w Polsce. Kolezanki fajne fatalaszki tam wynajdowaly, ja wchodzilam i nic . Przerzucalam - nie potrafilam w tego typu ciuchach znalezc nic mnie przyciagajacego. Poza tym te miejsca mnie przygnebialy. Jedna wielka zwala ciuchow, ktorych sprzedawczynie nie dawaly rady ulozyc, bo tyle luda to ciagle przewalalo i mietosio. Nie powiem- idea byla ok na pozbycie sie dobrej jeszcze garderoby. Ktos korzystal i dzieki takim miejscom realizowalo sie chociazby hasla o niemarnotrawieniu rzeczy.
UsuńNatomiast lubie, kiedy mozna cos jeszcze zreperowac, uratowac przed wyrzuceniem i nie wydawac kasy na nowe.
Nie wiem co to jest, ale mnie mdli, kiedy musze wyjsc na zakupy. I ta ciagla nasza konsumpcja ... kupic, miec, posiadac... Jezeli juz cos mniec to nalezy przemyslec, aby sie nie zagracac . Niech to nawet troche kosztuje, ale niech bedzie na lata.
akurat nie mam uprzedzeń do ciucholandów, aczkolwiek nie dostaję świra w dniu świeżej dostawy, jeśli tam zaglądam, to bardziej przypadkiem, jak już towar został przebrany, ale mimo to czasem coś fajnego udaje się trafić... poza tym ciucholandy sprzedają nie tylko odzież używaną, ale też końcówki serii, albo z jakimś nieistotnym defektem... tak w ogóle, to pamiętam też okres "zrzutów", czyli prywatnych paczek pomocowych z zagranicy, a w nich zdarzały się ciuchy może raz, czy dwa najwyżej używane, w dobrym stanie i były to czasem ciekawe designy i stąd też może mój brak uprzedzeń do ciucholandów...
Usuń...
osobna sprawa to ciuchy dla małych dzieci, przekazywane sobie rodzinnie lub wśród znajomych... zwykle taki dzieciak zakłada to raz, bo szybko rośnie, więc tu logika "no waste" wydaje mi się być jak najbardziej okay...
...
a co do wystawek, to znałem też wystawki spożywcze z Francji, zwykle to były piekarnie i ciastkarnie, a czasem też warzywniaki... to, co nie zdążyło się sprzedać dziś, nazajutrz już się nie nadawało, więc po co wyrzucać, skoro można oddać zapóźnionym przechodniom... ale tu również nie było klimatu śmietnika, odpady do zabrania przez służby miejskie wystawiano oddzielnie, w innych miejscach...
Funkcjonuja jeszcze cicholandy w Polsce? Pamietam moment, kiedy chcieli je pozamykac. Gwiazdy estrady wypowiadaly sie za ciucholandami. Kayah przyznawala, ze czasami tam sie ubiera:)
UsuńDla malych dzieci, jesli sie w rodzinie ma ich kilkoro, to jak najbardziej trzeba sie wymieniac. Dzieciaki tak szybko rosna, ze na serio nie warto w nic nowego inwestowac. Nowe ciuchy dla dzieciakow nie sa tanie, wiec jak najbardziej nie ma co kasa szastac.
W Polsce nie ma jeszcze az takiej umiejetnosci dzielenia sie z obcymi tym co nam zbywa. Wsrod bliskich znajomych, w sasiedztwie ludzie sie dziela, ale takie dzielenie sie
zywnoscia np.: jako pozostaloscia po sprzedazy w piekarni, albo z warzywniaka... kiedys takie akcje u siebie w miescie widzialam, potem pojawil sie problem bodajze podatku, czy zgody wlascicieli... byly pewne hocki z ta forma rozdawnictwa i akcje poszyl sie pasc.
Tu w Niemczech lubilam swego czasu w sobote tuz przed zamknieciem Kauflandu jechac na zakupy. Zamykali go o 22:00 . Wystarczylo pojawic sie 21:15 - warzywa schodzily za bezcen.
Przeceny ciuchow w sklepach w Niemczech po sezonie sa na serio dosc spore. W Polsce wielka akcja "przecena", ale sprzedawcy nie sa chetni do wielkich obnizek, znajdzie sie ze dwie przecenione szmatki a reszta ... no coz bulic trzeba. Albo robia takie przeceny, ze nie zauwaza sie roznicy pomiedzy normalna cena, a przeceniona.
Polacy albo nie potrafia handlowac tak, jak zachod. Albo nie chca, bo kasa w portfelu musi sie zgadzac, albo nie mamy takiej mentalnosci. U nas nigdy nic nie bylo za friko, tylko gadalo sie, ze marnotrastwo, ze rozdawnictwo... duzo krzyczalo nic poza tym:)
Ja bym chętnie z jakąś sąsiadką taką spółdzielnię założyła, żeby się dzielić zakupami z promocji: często jest na przykład oferta atrakcyjna cenowo, gdy kupisz 2 kilo kaszy zamiast jednego. Ale 2 kg kaszy w domu to podwójne ryzyko zalęgnięcia się moli spożywczych, więc nie biorę, jestem uczulona w tym temacie, odkąd pierwszy raz u siebie te mole znalazłam. Czy na przykład worek 5 kg cebuli - przecież mi się zepsuje, zanim to zdążę przejeść.
UsuńA tak można by dzielić niektóre zakupy na pół.
No, ale nie mam takiej sąsiadki, niestety.
Natomiast jeśli chodzi o wystawki, to na Fb są lokalne profile Smieciarka jedzie, gdzie ludzie wstawiają zdjęcia wystawek z adresem (nieraz zobaczonych gdzieś po drodze) i czasem jest wyścig chętnych 😂
Nooo to jest niezly pomysl, tyle tylko, ze to powinna byc chyba troche wieksza spoldzielnia zakupowa, ze czterech osob. Ty potrzebujesz cebuli, ktos ze spoldzielni akurat nie, to niech bedzie jeszcze ktos, kto ta cebule (polowe) w razie co przejmie.
UsuńW Niemczech, szczegolnie wieksze miasta, to smieciarki nie maja z owych wystawek w sumie co zbierac, ludzie to przegrzebuja. Ja, kiedy pozbywalismy sie mebli, od reki pytalam kto chce , zeby nic przed chalupe nie wystawiac.
Moja babcia też była strasznie przeczulona na niemarnowanie jedzenia, bo nauczyła ją tego bieda. My trochę się rozpuściliśmy w tym zakresie. Jak patrzę, ile jedzenia ląduje w śmietnikach to mnie to przeraża. Ja staram się tego nie robić, ale niestety czasem się zdarzy. W tym roku chciałabym wyeliminować to zupełnie - zobaczymy jak mi pójdzie.
OdpowiedzUsuńWitaj:)
UsuńTo prawda, jestesmy rozpuszczonym pokoleniem. Pokoleniem dobrobytu. Biedy jako takiej nie znamy. Moja tesciowa, pokolenie wojenne, z jednym ziemniakiem pozostawionym po obiedzie biegla do zamrzazalki aby go przechowac na nastepny raz. Miala nad zamrazalka spisane co gdzie lezy ,a by szybciej owe resztki odnajdywac, a nie przerzucac wszystko na polkach. U niej to byla kuchnia zero waste. Chcialabym tak bez resztek, ale tak, jak ona nie potrafilam i nie potrafie, bo to lata praktyki powoduja, a nie, ze hop-siup, pare nauk z Tv jakis kurs i juz potrafie. Jakby nie bylo trzeba jednak probowac- zawsze to cos:) Powodzenia Ci zycze w Twoim "noworocznym postanowieniu":)
Aniu> zaglądałam tu kilka razy i...nie wiem co napisać,
OdpowiedzUsuńbo...ja po swoich dzieciach zjadałam resztki.
Tłumaczyłam to sobie tak;
"kto zjada ostatki, ten jest piękny i gładki"
a tak naprawdę, to był okres kiedy trzeba było mi
odbić się od dna biedy.
Toteż dziś dostaję... [nie napiszę brzydko] nerwicy,
gdy dzieci naszych dzieci nie maja poszanowania dla żywności
i grymaszą, wybrzydzają oraz pogardzają tym co im serwuję;
nie cierpię gdy jedzenie się marnuje, a nie ma zwierząt,
które resztkami można byłoby nakarmić.
Z bólem serca wynoszę resztki jedzenia na kompostownik.
Wiesz Aisab- zjadanie po swoich... jeszcze jakos ujdzie. Widzialam takie sytaucje jak w restauracjach z talerzy klientow zniesianych na zaplecze (nietknietych), ktos tam pakowal resztki do domu. Szkoda wyrzucac- w sumie to nawet jakies takie niemoralne ( grzeszne), kiedy tylu ludzi na wiecie gloduje.
UsuńAle juz wygrzebywanie ze smietnikow, kiedy wydawac by sie moglo ze dana osoba nie musi- troche dziwi. No i powstaje pytanie: "Co z zarazkami?" Nie obawiaja sie tacy ludzie infekcji? Bo zjadanie ze smietnikow dlatego, ze jest sie bardzo glodnym i nie ma mozliwosci inaczej sie zywic, jest przygnebiajace.
Ja bym chciala nie wyrzucac, ale z tego, we wspoczesnym swiecie robi sie cala sztuka. To trzeba umiec, trzeba nauczyc sie planowania zakupow. Chodzenia z lista. Planowania co bedziemy jesc na dluugi czas do przodu. Ludzie obecnie kupuja bezmyslnie. Wchodza do sklepu- pare rzeczy potrzebuja- a wychodza z pelnymi koszami, zeby znowu nie biegac ( do tego teraz pandemia nas niejako przymusza), a potem nie ma jak tego odpowiednio przechowac i sie wywala:)
Mnie denerwuje kiedy u mnie w domu domownicy cos otworza, dzubna tylko i zostawiaja... a to stoi, az potem musze wyrzucic.
Po swoich dzieciach zjadałam resztki, po wnukach mi nie wolno ze względu na pandemię, a to wówczas najwięcej jedzenia się marnuje. Przeraża mnie fakt, że dziś dzieci same nie wiedzą co chciałyby jeść. To jedna z przyczyn marnotrawstwa żywności. Mimo szczerych chęci nie udało mi się uniknąć tego także w te święta.
UsuńUważam, że marnowanie żywności jest grzechem.
Kiedys pajda chleba z cukrem polanym woda i to byl rarytasik, teraz maja dzieciaki za duzy wybor. Teraz chodzi o to aby wyksztalcic perfekcyjnego konsumenta- latajacego po promocjach. Kiedys mama gotowala jeden obiad i nie glowila sie, ze jednemu z domownikow nie podpasuje. U mojej tesciowej zauwazylam jak zabiegala o jadlospis swych domwych facetow. Wszystko pod nich podstosowane. Teraz w rodzinach jest tak, ze jeden chce frytki, drugi makaron i ... sie im to robi, bo chca i ludzi stac.
UsuńMi tez nie udalo sie nie wyrzucic. Salatka woda podeszla i ... poszla do smieci.
Za to podziwiam ludzki, którzy potrafią ze "śmieci" zrobić cacka; np. dać drugie życie ubraniom i różnym przedmiotom; mnie się to nie udaje.
UsuńMnie tez nie:)
UsuńTęskni mi się do kraju;
Usuń"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba....
Tęskno mi, Panie...
Mi sie teskni, ale do ogolnie pojetej ludzkiej normalnosci. Nie wazne juz gdzie, wazne aby bylo dobre ludzkie srodowisko:)
UsuńGdy jeszcze byłam na FB, zapisałam się do jakiejś grupy, nie pamiętam nazwy, ale skupiała ona osoby urządzające właśnie takie wyprawy na śmietniki. Z ciekawości, chciałam o tym poczytać (obejrzałam wcześniej jakiś dokument zachodni na ten temat, relację z próby wyżywienia się jednej pary tylko z tego, co znajdą).
OdpowiedzUsuńNo i te osoby na FB, nasze polskie, głównie licytowały się zdjęciami, co kto znalazł, a raczej wygrzebał. Ale nie chodziło o zwykłe przydomowe czy przyblokowe śmietniki oczywiście, tylko kontenery przysklepowe.
Motywacja jest szlachetna - żeby się jedzenie nie marnowało, ale jednak by mnie to brzydziło. Pewnie, że opakowania są często hermetyczne - no, ale to grzebanie w odpadkach to jednak coś, czego bym (nie przymuszona biedą) nie była w stanie przeskoczyć...
Hej:)
UsuńTe przechwalki zdjeciami, co tez oni z owych kontenerow nie wylowili, mnie nie przekonuja . Lepsze by bylo chwalenie sie co z tych wylowionych resztek wyczarowali w kuchni:)
Z kontenerow, jeszcze, co niektore produkty zafoliowane, pewnie ze ujdzie, ale stricte smietnikowe odpady? Tak jak zauwazyl Pkanalia- epidemie, choroby...nie... dopoki czlowiek nie musi i oby nigdy nie musial. Dla mnie taka z tego nauka, aby myslec nad zakupami. Planowac, ukladac liste zakupow dlugo przed.