czwartek, 4 sierpnia 2022

W malinowym chruśniaku.

 Dylemat miałam czy o tym pisać, ale... napiszę: "Rodzice. Słuchajcie własnych dzieci!" 

Starszemu pokoleniu trudno jest słuchać  "młodych": "Cóż te żółtodzioby mogą im o zyciu nowego powiedzieć? ". W końcu starsi przeżyli swoje. Są pełni doświadczeń. To oni  są skarbnicą wiedzy wszelkiej,  a nie jakiś  młokos, gołowąs.  Nikt nie będzie uczył ojca dzieci robić, a jeszcze gorsza z toalety korzystać .

W mojej polskiej okolicy wybudowano autostradę Gdańsk-Warszawa. Autostrada ta  wiele ułatwiła.  Przede  wszystkim rozluźniła,  i to mocno, ruch na bocznych drogach  krajowych. Z drugiej pozbawiła zarobku wiele przydrożnych barów, niezłych restauracji, drobnych handlarzy, którzy na samochodach rozstawiali  swój towar: miód, jagody, wystrugane domki  dla ptaków i inne.

Co zrobić- życie nie stoi w miejscu. Zmienia się. 

Wybrałyśmy  sie razu któregoś, z Rodzicielką  mą, wdową, do niezbyt pobliskiej jej kuzynki. Obie panie się lubią. Niestety nie mają częstych okazji na obopólne odwiedziny.  Mama skorzystała z zaproszenia. Wszak córka się pojawiła- córka posiadająca  środek lokomocji.

Ustaliłyśmy, którą trasą będziemy podążać. Padło na szosę krajową, boczną. Miałyśmy  poprzyglądać się zmianom zaistniałym w okolicy. W jakim stylu obecnie się buduje? Jakież to osiedla w mijanych wioskach powstały. Autostrada była nam ku temu nie potrzebna.

Rodzicielka się wyfiokowała. Odstawiła. Ruszyłyśmy w trasę.

 Problem z moją Mamą jest taki, że  zażywa sporo lekarstw,  jak to  zresztą w pewnym wieku bywa. Przed podróżą uraczyła się tabletką na odwodnienie. 

Ujechałyśmy połowę drogi. I Starszyźnie mojej zachciało się do toalety. Zaproponowałam jej mając nastąpić za 5 km.  stancję Orlen lecz stwierdziła ci ona,  że nie dojedzie. Najlepiej jak za starych dobrych czasów,  czyli:" Panie na prawo. Panowie na lewo" i  tyłkiem w lesie poświecić.  Hm... w naglącej potrzebie można i tak, ale... luknęłam na nią i ...

- Nie poradzisz. Nie te lata. Jedziemy na Orlen.

- Nie gadaj głupot. Nie dowiozę. Zatrzymuj sie natychmiast. Kucanie w lasku pod brzózką mnie przecież nie dobije. 

- Czasy się zmieniły.  Teraz takie potrzeby załatwia się na stacjach benzynowych.

W końcu autorytet matki i jej przekonywanie zwyciężyło. Zatrzymałam się w dość przyjaznym otoczeniu. Na skraju drogi.  Trzeba było tylko zejść na  poletko a tam malowniczy zagajnik. Na dodatek ruch na drodze, prawie że zerowy. Przez połowę drogi minęły nas  aż dwa samochody! Wszystkie wyniosły się na pobliską autostradę. 

Bezpiecznie znaczy się, a może jednak niebezpiecznie? Trudno ustalić. 

Mama poszła, bo są miejsca do których król piechotą chadza, do tego sam. Poszła.... poszła.... i poszła... i nie wraca.  Czekam... daje jej jeszcze minutę .... idę.  

I :

-Ania! Ania! Ania! Ratunku! Pomocy!POMOCY!- Rozlegało sie dookoła.

Rodzicielki nie było widać, za to słychać było ja dobrze. Pędzę więc na słuch. Ładnie woła,  bo krzyczy "Ania", kiedy jest wkurzona z reguły drze się:"Anka". 

Jest. Zguba się znalazł. Leżała zaplątana w malinowym chruśniaku. Młode pędy malin oplotły jej nogi ... omotały ją i zacieśniły objęcia (próbuję nadać poetyckości temu wydarzeniu).  Padła chcąc zrobić krok do przodu. 

- Przybyłaś tutaj leżeć czy siku zrobić?

- Nie gadaj tylko pomóż mi się podnieść.- Ozwała się płaczliwym tonem.

Najpierw trzeba było pozbierać jej halki, tzn.  naciągnąć. Jeszcze podciągać to i owo.  No to się Seniorka urządziła. Za czorta nie szło jej podnieść i jakaś taka niepomocna i bezradna się  stala.

-Spróbuj tą nogę poruszyć. Jakoś trzeba Cię z tej sytuacji wyplątać.... Wiesz co? Poleż chwilę wyskoczę na ulicę... może zatrzymam kogoś ku pomocy. 

Planu nie miałam. Nic innego do głowy mi nie przychodziło, oprócz rzucenia sie komuś na maskę samochodu i zlożenia mu propozycji udania się wraz ze mną do pobliskiego zagajnika.  Pustka w głowie... coż za desperatka- na mamuśkę łowi:" I obyś Panie dał, aby w tym samochodzie, pod który mam zamiar się rzucić, czy też, na który mam zamiar  się rzucić mężczyzna jakiś siedział."

Nic... totalna posucha... nikt nie jedzie, a ja faceta pragnę jak kania dżdżu.  Facet potrzebny od zaraz. 

No cóż trzeba się było do leżącej zapowrócić. Koncept jakiś wymyśleć... podnieść. Trzy razy się zapierałam i w końcu poradziłyśmy. 

Panowie gdyby jakaś szalona na maskę Wam parła, to... nie nawiewajcie. To tylko ja. 

Rodzicielce solennie obiecałam, że historyjkę ową opowiem (umiejętnie opowiem) wszeż i wzdłuż ku przestrodze, aby nagabywani przez nią nasi familijni kierowcy nie ulegali jej zapewnieniom, że ona jeszcze w lesie to i owo może. 

Starszych zaś proszę, aby młodych nie traktowali jak nierozumnych głupków z pomysłami na bakier. 

25 komentarzy:

  1. tia, pięć kilometrów, dyskusja się toczy, czas zjada, a Orlenu jak nie widać, tak nie widać...
    obawiam się, że nie przekonała mnie ta historia...
    i co to za argument, że czasy się zmieniają?... prawa fizjologii kanalizacji się nie zmieniają i jak starsza pani mówi, że nie dowiezie, to wie, co mówi...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy zdania to chyba nie na pięć kilometrów? W zwolnionym tempie musiałybyśmy je wypowiadać. :)
      Czasy się zmieniają... coraz mniej gołodupców za potrzebą po lasach się kręci. Stacji benzynowych porobiło sie jak grzybów po deszczu. Można tego typu potrzeby kultutalmiej czyli bez adrenaliny załatwić , że ktoś w lesie podejrzy nasze tyły. Choć to akurat bardziej problem kobiet, niż facetów. No ale... jeśli ktoś lubi sporty ekstremalne to czemu nie.
      Wiem co to znaczy "nie dowieźć"... dlatego też spełniłam prośbę seniorki.:)

      Usuń
    2. to przecież nie było w lesie przy granicy białoruskiej, gdzie pełno jest uchodźców, których priorytetem jest podglądanie czyichś tyłów?...
      bez adrenaliny nie ma rozwoju kultury...
      ale Twoja Mama też nie jest tu żadną Niewinną Agnieszką, bo w końcu trzeba patrzeć, gdzie się sika...
      generalnie to jednak jest wina Tuska, bo nie pobudował klopów odpowiednio gęsto przy drogach publicznych, tylko malin mu się sadzić zachciało... a kto w cywilizowanym kraju chodzi na maliny?... sklep od tego jest...
      to ostatnie to na faktach:
      poszedłem kiedyś z koleżanką na maliny, które obrodziły gęsto obok pola golfowego w Oslo... trochę zbieramy, trochę jemy, jak to na malinach... za to ile kibiców na alejce kilka metrów obok... chyba wszyscy się zatrzymywali i gały wybałuszali co tam się wyprawia w tych malinach, dla nich takie żarcie malin z krzaka było czymś niepojętym...

      Usuń
    3. No...cywilizowany kraj sprzedaje maliny w sklepach, samemu sie nie zrywa. To takie niespotykane niszczyć publicznie (zrywac i jeść na oku ogółu- barbarzyństwo) coś, co ma zrobić i tylko sobie być. Ta czerwień malin z tą zielenią liści.
      A Mama powinna uważać. Wszak można, w Polsce jeszcze we wnyki wdepnąć, albo na kable pod prądem nasikać. To by była dopiero pieszczota.
      Ogólnie sytuacja owa była z tych trudnych do ogarnięcia.

      Usuń
    4. zdobić * , nie zrobić.

      Usuń
    5. tak w ogóle, poza wszystkim, to jakoś niedawno zrobiłem sobie powtórkę z "Pulp Fiction" by Tarantino i tam jest taki wątek, jak chłopacy mają ból głowy z drobnym nieporządkiem, który zaistniał nagle w ich samochodzie...
      czytając Twój post uparcie mi się pcha do głowy podobna sytuacja, choć nieco mniejszego kalibru:
      "Ania się uparła, Mama nie dowiozła, a teraz Ania ma ból głowy z autem" :)

      Usuń
    6. A jakże. Sprzątanko byłoby na mojej glowie.

      Usuń
  2. Podsunęłaś mi temat do notki, wiesz?
    Pamiętam jak kpiłaś ze mnie, żem stary a chcę zrozumieć młodzież, że taki niby śmiesznie nowoczesny jestem. A tu proszę – nawet apele do starszych wysyłasz... ;))

    A ja Ci napiszę, że wina leży po Twojej stronie. Było macierz nie zostawiać samą, tym bardziej, że jesteś kobietą, w dodatku córką i nie byłoby żadnego obciachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, inaczej być nie moglo.:) Sobie nawet pomyślałam:" Gdzie DeLu z krytyką się zapodział"? :)
      "Nowocześnie śmieszny", może nie aż tak, tylko zdradzałeś między wierszami pewne własne zapatrywania i czuć było, że one sie gryzą z bronioną przez ciebie nowoczesnością:)
      Kobiety kobietami, ale i my lubimy czasami same pobyć i towarzystwa w pewnych miejscach nie potrzebujemy. Macierz nie przedstawiała się aż tak niesprawnie, coby jej przy sprawach fizjologicznych pomagać trzeba było;)

      Usuń
    2. „zdradzałeś między wierszami pewne własne zapatrywania i czuć było, że one się gryzą z bronioną przez ciebie nowoczesnością” – moje zapatrywanie kształtowałem przez siedem dekad i nie mam zamiaru się ich pozbywać, ale z nimi jest tak, że są elastyczne, stąd tak łatwo mi zrozumieć i aprobować poglądy młodych.
      Nie dalej jak wczoraj przychodzi do mnie sąsiad mieszkający nade mną z pytaniem, czy się nie denerwuję, gdy jego dzieciak biega i skacze po mieszkaniu? Nie rozumiem, dlaczego miałbym się denerwować? Młodość przecież musi się wyszumieć...

      Przecież nie chodzi o to abyś macierz trzymała za rączkę.

      Usuń
    3. Życie w blokach uodparnia. Na wiele trzeba umieć przymknąć oko, albo zdobywa sie "Złotą Malinę" za najbardziej nielubianego, upierdliwego sąsiada roku, któremu wszystko przeszkadza:)
      Czasami owej nowoczesności broniłeś pod prąd, wbrew sobie. I to bywało zastanawiające:) Komiczne?:)

      Usuń
    4. I dalej będę bronił. Śmieszne jest trwanie w gorsecie tradycjonalizmu i konserwatyzmu, gdy świat wręcz pędzi do przodu. Skąd Ty możesz wiedzieć na temat tego, co dla mnie jest „wbrew sobie”? Przejawiasz typowe chciejstwo, podobnie jak Rademenes.

      Usuń
    5. Raz u ciebie na blogu rozmawialiśmy o upodobaniach seksualnych, to może za dużo powiedziala, ale o to mniej więcej szło.
      Przyznałeś wtedy, że sporo ciebie w obecnej obyczajowości "mierzi". Pomyślałam wówczas, że postępujesz wbrew sobie. Trochę bez sensu. Lepiej w takich sytuacjach milczeć, niż perorować, że współczesność to takie cacy.:)

      Usuń
    6. Nie, niczego nie muszę perorować. W zdecydowanej większości tematów współczesność to najwspanialszy wynalazek jaki się mi przytrafił. Jedynie rządy obecnej prawicy mi do tego obrazu nie pasują. Na szczęście wszystko przemija, nawet PiS ;)

      Usuń
    7. Czyli wychodzi na to, że poza chwilami jesteś szczęśliwym człowiekiem.:)

      Usuń
  3. Jeśli starsza pani mówi, ze nie dowiezie to wie co mówi. A własna córcia powinna dotrzeć w te krzaczory razem z matką i pomóc jej w tym kucaniu. Poza tym jak się jedzie w drogę z osobą starszą należy ją zaopatrzyć w produkt TENY, czyli odpowiedniej wielkości i chłonności podpaski dające jej komfort w trakcie drogi i pewność, że majciąt nie zasika, co najwyżej zmieni podkładkę, Są również tej produkcji specjalne majtusie. No i mogłaś wykazać więcej zainteresowania lekami swej Mamy i dopilnować kolejności ich zażywania, by nie łykała odwadniaczy przed wyjściem z domu. Bo skoro wzięła je przed drogą, to pewnie jakieś przeszkolenie się jej należy, by tego nie robiła nawet tylko przed wyjściem do sklepu.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i teraz dopiero, po tym zajsciu, zmądrzałam i dopilnowywuję, aby przed wyjsciem nie brała odwadniaczy. Nie myślałam, że one aż tak.
      A Mama nie za bardzo słucha porad pieluchowo-podpaskowych, bo ona jeszcze przecież poradzi...uważa, że młoda kózka z niej.:)
      To nie jest zawsze tak, źe senior słucha młodych, chce jeszcze im przewodzic, a potem...wyprowadza ich w las:)

      Usuń
  4. Nie rozumiem dlaczego blogowicze robie z tego wydarzenia wielka dyskusje - kobiecie zachcialo sie sikac, nie miala toalety pod reka wiec poszla w krzaki i tyle. Glowe dam ze wielu z nas mialo taki przypadek - ja mialam i wcale nie bylam wtedy w starszym wieku.
    Raczej fakt ze wybrala sobie takie niefortunne miejsce jest sednem sprawy. Nie wyobrazam sobie byc zaplatana w kolczaste galezie zwlaszcza na pol rozebrana.
    Mama teraz wie i z pewnoscia na przyszlosc urzadzi sie inaczej. Mam nadzieje ze nie za bardzo odrapana wyszla z tej zasadzki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisałam tylko scenkę rodzajową. Wydaje mi się, że nie jest ona opisana wulgarnie, czy też poniża opisywaną osobę.
      Natomiast blogowicze radzą i nie przecze, że oczekiwalam reakcji starszego pokolenia, bo chce wiedziec czy starsi widza , nazwijmy to "dziwactwa swojego wieku", potrafią mówić o "swoich" problemach .czy też problemach swojego wieku i tu ukłon w strony Anabell, bo poradziła tematowi. Czy też korony im z głow pospadają?
      Dlatego też miałam dylemat czy o tym pisac, bo obawiałam sie, że większość będzie obużona.

      Usuń
  5. No rzeczywiście - słuchać młodzieży, że trzeba do Orlenu, albo do Lidla albo na Netflixa.
    Oczywiście, że najzdrowiej w malinach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie... wolność Tomku w swoim domu. Ale kiedy jest sie na wyjeździe to dobrze jest posłuchać podpowiedzi jak chociażby problem toalety rozwiązać.
      Ja jeszcze uczę się od innych. Słucham ich podpowiedzi. Ostatnio mnie w Niemczech autochtonki nauczyły, aby nie kupować drogiego proszku P, tylko iść do sklepu na A. Tam zaś na półce stoi proszek na inna literkę o połowę tańszy i to jest to samo, co ów wynoszony pod niebiosa proszek na P. Ten sam producent. Chodzę teraz do wskazanego sklepu i kupuję tańszą wersję droższego.

      Usuń
  6. biedna mama, tak z gołym tyłkiem w malinach, te kolce, te robaki, łeeeee,
    to musiało być dla Was bardzo przykre doświadczenie, może w przyszłości nie będzie taka uparta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to dla niej jakas nauka. Myslę, że to nauka dla mnie na przyszłość, jak mam się przygotowywać na jazdę z mamą.;)

      Usuń
  7. Tez uwazam ze mama powinna cie posluchac - zamiast platac sie po krzakach powinna ci nasikac na tapicerke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usune nastepnym rtazem ten komentarz. jest bez podpisu ,a prosilam aby sie podpisywac.
      A ty masz noltowizor, czy rentgena w oczach? Skad wiesz, moze juz nasikala?

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.