Kupiliscie juz? Bo ja jestem w trakcie. Powiem szczerze , ze gdyby nie Mloda swietowaloby sie u nas Bozenarodzenie bez tego dodatku. Przy niej jakos jeszcze to nie wychodzi. Mloda sie jara. Czeka i podaje nam propozycje co by sie jej spodobalo. Z mojej strony nic do niej nie wplynie, bo uwazam, ze temat mamy przegadany. Wyjazd do Stanow byl tym, co wydaje mi sie super prezentem roku. Mloda to rozumie. Znaczy sie wiem, ze opowiada kolezankom, ze ona dostala juz swietna rzecz i niczego nie oczekuje, ale... no wlasnie... hm... tatus... Tatus dowiedzial sie, ze corunia mysli o koncercie Cro.
Trzeba bylo eMowi pokazac kto to. Co spiewa. Zdziwil sie, ze ktos taki istnieje i w ogole .... o czym on nawija? Po przelknieciu, zakupil dwa bilet na letni koncert w Dortmundzie. Zrobil prezent nie tylko Marie ale jednej z jej kolezanek. Bo my to juz miedzy soba przedyskutowalismy. Zadne z nas na to z corka nie pojdzie. Mysle, ze i ona by nas, na danym wydarzeniu, u swojego boku nie chciala.
Taki pan z maska misia. Malo tanczy, duzo sie buja... jak to w hiphopie.
Gdyby to byl koncert Eminema... hm... sama bym ja chyba pociagnela.
albo Paktofoniki...choc w przypadku tej grupy koncert jest niewykonalny, w takim skladzie, jaki by mi sie marzyl.
Gawedzi nam, ze chce studiowac psychologie. Pociaga ja filozofia wiec ... voile.
Jeszcze zafoliowane. Male encyklopedie danych dziedzin. Mialo nic nie byc, a jednak jakies co nieco jest.
W klasie Marie tradycyjnie. Dzieciaki losuja siebie nawzajem i tez prezentuja sobie to i owo. Cos niewielkiego. Na maksa do 5 euro. Mloda zakupila dziewczynie, ktora wylosowala , kosmetyki.
No nie wiem. Nie wiem czy ucieszylabym sie z takiego podarunku.
-Mamo. Ona sie maluje. Na twarzy ma wiecej tapety niz Shakira na koncercie. Nie mysl nad tym za duzo. Bedzie dobrze. Poza tym ja jej az tak dobrze nie znam, wiec tez trudno mi ustalic co ja kreci. Wydaje mi sie, ze seks, alkohol, disco i chlopacy...
Zszokowala mnie taka jawna ocena kolezanki.
-Bo sie nie znasz moja matko. Teraz swiat wyglada inaczej. Ona/ one ( nie wszystkie oczywiscie) kumpluje sie z takim co to juz trzeci rok kibluje. Ma 18 lat, wiec zabiera ja ( je) ze soba na imprezy , bo jako opiekun moze ( dzieciaki w Niemczech kiedy nie maja ukonczonych 16 lat nie moga lazic same na disco). Nas, spokojne dziewczyny, nazywa dziwkami. Nie raz uslyszalam od niego "suko". A te co z nim kreca sa swietymi dziewicami orleanskimi.
-Moze powinnismy zainterweniowac?- Zaproponowalam.
-Nie trzeba. Poradze sobie.
No, no... odwrocenie wartosci. Dziewczyny przy nim, z nim trzymajace, nie stroniace od imprez i popijaw to godne szacunu panienki, zas te spokojne , ulozone, majace swoje zainteresowania, pasje obce towarzyszacym mu dziewojom, to suki i dziwki. Coz za dzentelmen i obronca swojego terenu.
Kazdy ma prawo patrzenia na zycie z wlasnej perspektywy i nazywania tego norma. Co wiec jest w koncu normalne? Wszystko?
Wracajac do prezentow... poszlam po najmniejszej lini oporu. eMa z jego bratem wysle na kabaret ( nawet tylka z domu nie musialam ruszyc aby cos takiego zalatwic). Marie ksiazki i koncert Cro. Mama dostala juz paczke. Pare osob tez zostanie uraczonych czyms niewielkim. A ja? A ja sie poloze i pospie sobie w spokoju.

Fajną masz córkę, lubię nastolatki i rozmowy z nimi. Ja sobie kupiłam książki, Jaskół aparat. Wnukom w Anglii przelaliśmy forsę, wnuczki w Polsce dostaną książki i maskotki. Wsio.
OdpowiedzUsuńI czekam na spokojny czas wypoczynku, ja wiecznie zalatana emerytka:)
Tez mi sie wydaje, ze mam fajna Corke;)
UsuńOna nie lubi zbytnio o swojej klasie opowiadac. Mowi, ze nie ma o czym i o kim:) Ma ze dwie kolezanki , z ktorymi lubi przebywac i to chyba wszystko:) Choc latem robili sobie wieksze grupowe wypady na koszykowke, siatkowke..
Ja juz moje prezent porozsylalam. I tak mysle sobie, ze to jest chyba nienormalne takie nie ekscytowanie sie tak rodzinnym swietem. To swieto kojarzy mi sie z robota, a przez to mi sie nie chce.
każdemu to, czym się zajmuje, malującej się mazidła, a grającemu harmonię, proste - jakby to ujął Tomuś Czereśniak :)
OdpowiedzUsuń...
pamiętam, że jako nastolatek, licealista kompletnie się nie identyfikowałem ze swoją klasą, a na rozrywki i poważniejsze zajęcia miałem towarzystwo z sąsiedniej, równoległej klasy... oni byli jakoś normalniejsi, bardziej luzaccy od sztywniaków z mojej... ale żadnych "sukach", czy innych epitetach mowy nie było, wewnątrz własnej klasy były w końcu normalne relacje i żadnej niechęci... oni byli tylko jacyś "dalsi"... poza tym miałem też swoje towarzystwo poza szkołą, zupełnie z nią nie związane...
...
prezenty... no cóż, moja Lady jeden już dostała, ale to tylko początek, mikołajki, "gra wstępna" prezentowa, a jaka ma być reszta, to już ona dba o to, żebym nie zapomniał... na szczęście nie musi być drogi, bo ja zawsze dobieram sobie kobitki, dla których dobra materialne nie są priorytetem...
p.jzns :)
p.s. pamiętam takie mikołajki ze szkoły podstawowej, gdzie trafiła mi się dziewczyna wredna, złośliwy kapuś, a do tego wstrętna, brzydsza od musztardy... prezenty miały być tanie, od 10 do 20 złotych... kupiłem grę w pchełki za 9 złotych... a sam dostałem warcaby... no, i się zrobiła afera, bo dziewczyna w bek, że prezent taki mały... ale jaka to różnica?: jedne gry są mniejsze, drugie większe... wychowawczyni wytropiła (chyba po charakterze pisma na opakowaniu), że te pchełki ode mnie, a gdy się okazało, że kosztowały złotówkę taniej poniżej limitu, to już był kompletny klops... kazała mi się z nią zamienić prezentami... w sumie to mi było wszystko jedno, bo warcaby i tak już miałem swoje w domu, ale odebrałem to jako złośliwość wychowawczyni i uznałem za niesprawiedliwość... a do tego marnowanie warcabów, bo ta dziewczyna była za głupia na taką grę...
UsuńJa nie wiem jak to bylo z tym moim towarzystwem.
UsuńW podstawowce bylam gospodarzem klasy. Chyba bylam dosc popularna- a moze tylko tak mi sie wydaje?
O kumpelstwo nigdy nie zabiegalam, teraz wiem ze w porzadku ludzie wokol to niesamowity dar od losu. Latwiej sie czlowiekowi zyje. W sumie mialam niezlych ludzi wokol siebie. Nie bylo ich, byc moze az tak duzo, ale byli fajni.
Nauczyciele w szkole mowia, ze Marie na wplyw na klase, ze kiedy jest np.: matma to klasa czeka na jej pierwsze posuniecia... co ona zagada, na jakie pomysly rozwiazania wpadnie. Nauczycielka od angielskiego mowi , ze Marie niezle puentuje, ze czasami nic dodac nic ujac; ale miala referat o Eminemie... klasa stanela za nia murem za jej prezentacja, a nauczycielka postawila jej polska dwoje:)
Z rozmow z Marie wynika, ze ona sama siebie postrzega inaczej. Jako kogos na uboczu. Nie za specjalnie popularna choc dajaca sobie z codziennoscia rade.
No i nie imprezuje- choc urodzin kolezenskich nie unika, wlasnych nie chce wyprawiac.
Dorasta, szuka wlasnego miejsca w tym swiecie. I widze, ze najlpepiej czuje sie sama ze soba- lubi chyba siebie:)
Ja tez nie imprezowalam tak, jak robily to moje kolezanki. Imprezowalam bez upijania sie do oporu, bez tracenia filmu z imprez, z rezygnacja z pewnych spotkan kiedy podejrzewalam , ze nie bedzie dobrze, bo towarzystwo to chlajusy i zaliczacce kobiecych dooop.
Nie podchodzilo mi balowanie w takim stylu.
Wolalabym karete z dyni. Wrozke zamienajaca mi kiecke w wystrzalowa kreacje. Bal na wielkiej sali i gubienie pantofelka...
No dobra... a z tymi prezentami. Nie zapominaj . Nie oczekuj podpowiedzi. Sluchaj swej Pani uwaznie a dowiesz sie czego chce. Niech ci twoja Kobieta nie musi przypominac albo podpowiadac bardzo sugestywnie co by ja zadowolilo:))
Tacy faceci kreca kobiety .
O jeny Piotrek:) Potraktowales dziewczyne "musztarde" jawnie po macoszemu . Pokazujac wielkoscia prezentu, ze masz ja tam gdzie i te pchelki:))
Ogolnie cala sytuacja do bani. Twoje podejscie, zachowanie tej laski , no i pani wychowawczyni ... zenada:)
te mikołajki w podstawówce to w sumie zawsze były do bani... generalnie to ja miałem fajny pomysł na prezent dla tej dziewczyny, pomysłowy, dowcipny, taki trochę pod jej nazwisko, ale bez żadnych złośliwości... tylko że ja naprawdę jej nie lubiłem i po prostu nie chciałem być miły, stąd też taki prezent na odpieprz się, zgodny z ogólnym trendem i może trochę przesadziłem...
Usuń...
na prezent dla mojej plan już jest gotowy, ona świetnie o tym wie i tylko tak już trajkocze z rozpędu...
...
tak mocniej to ja się rozimprezowałem dopiero na studiach, a w liceum dość skromnie jeszcze... w klasie byłem postacią dość barwną i pomysłową ku utrapieniu ciała pedagogicznego, zaś ludzie mieli do mnie stosunek rozmaity... nielubiany chyba nie byłem, dla wielu obojętny jeśli chodzi o chęć nawiązywania relacji, żyliśmy trochę w różnych światach, tylko pojedyncze osoby do mnie lgnęły, a ja zbyt specjalnie ich nie odpychałem, po prostu byli, bo byli, akceptowałem ich towarzystwo, ale bez zbytniej zażyłości...dopiero w klasie maturalnej doszedł do klasy koleś, z którym się jakoś bardziej zakumplowałem, a to się przeciągnęło jeszcze na studia, bo zdaliśmy na ten sam wydział... jednak po paru latach drogi się rozeszły...
za to z dziewczynami było dziwnie... choć było kilka w klasie i poza klasą, które mi się podobały, to w tym temacie ja się realizowałem poza szkołą... trudno mi powiedzieć, dlaczego tak to jakoś szło... dopiero na studiach zacząłem się parzyć z laskami z wydziału, ale też nie tylko... już wtedy stosowałem strategię "nie szukać, tylko znajdywać" i to działało...
Barwna postac. Mi sie skojarzylo z kolega z podstawowki. Mial dwuletnie opoznienie. Siedzial dwa lata. W koncu dobil do naszej klasy.
UsuńMy bylismy dla niego dzieciakami. On zas mial zajefajne pomysly. Palil jak smok. Dla chlopakow, byl ucielesnieniem fajnego , wyluzowanego i doroslego kumpla.
Matematyca miala z nim pod gorke. On matmy nie kumal jako i wiekszosc z nas. Bo matematyczka zamiast zajecia prowadzic, na kazdej lekcje robila sobie make up. Przymierzala buty... przegladala katalogi modowe. A klasa zyla wlasnym zyciem.
Bywalo jednak, ze musiala wykazac sie jakas nauczycielska dzialalnoscia, wiec odpytywala od czasu do czasu. To byl koszmarny moment. Wolelismy kiedy juz siedziala z nosem w zachodnich czasopismach.
Zawsze brala owego wyrosnietego, zasiedzialego
w szkole kolege do tablicy. On nie umial, jak kazdy, ale jemu przyslugiwal specjalny bonus- brala wskaznik i trzepala mu dupsko. I narzekala ( seplenila, miala wade wymowy).
- Matka ci chyba portek nie piese, co? Takie twarde, ze kij sie na nich lamie.
Kolega cos tam burczal, charczal, mamrotal...
W koncu przyszla kryska na matyska.
Razu pewnego matematyca uslyszala jak dwie nauczycielki gawedza i smieja sie na korytarzu. Zaciekawiona podeszla do drzwi. Pochylila sie zostawiajac tylek w klasie a leb wystawiajac na zewnątrz i poczela w naboznym skupieniu podsluchiwac . Kolega podniosl sie. Pokazal nam palcem przylozonym do ust, ze mamy siedziec cicho. Wzial do reki drewniane, odkrecone i lezance gdzies na parapecie oparcie od krzeselka. Plunal na nie. Zamachnal sie i krzyczac " aaaaajjjjjaaaaaaa" oddal celny strzal w nadstawione, czy tez
wystawione posladki naszego ciala pedagogicznego.
Matematyca jak byla wygieta do przodu tak do reki wygielo ja w druga strone. Ze lzami w oczach nakazala najblizej siedzacej uczennicy:
- Gabryska. Po dyrektorke. Po wychowawcynie... pedem!.-Syczala, ale tak przez zeby, coby nie zdradzic sie przed kolezankami krzykiem, ze zajmowala sie podsluchem. Ten koles to byla niezapomiana postac.:)
trzepanie portek wskaźnikiem praktykowała w postawówce nasz matematyczka, do tego wychowawczyni na dokładkę... z matmy to ja byłem korba, ale sprawowanie to już osobna sprawa, ciągle się mnie czepiała... ale uderzyć pozwoliłem się tylko raz... następnym razem po prostu wyrwałem jej ten wskaźnik i połamałem... ale była afera!!!... wezwano ojca do szkoły, ale ja go uprzedziłem o co chodzi, a on nie uznawał kar cielesnych... trochę mnie w domu opieprzył za różne szkolne wyskoki, ale temat wskaźnika w ogóle nie był poruszany... za to w szkole fama się rozeszła, po czym kilka dni później w klasie równoległej jeden z chłopaków tak samo ogarnął wskaźnik innej nauczycielki... to były ósme klasy i można rzec, że jako uczniowie wygraliśmy tą wojnę, bo do końca roku ta "metoda" wychowawcza została zawieszona... a co potem tego już nie wiem, bo poszedłem do liceum i w ogóle wyjechałem z miasta...
UsuńPolamales wskaznik i byla afera, to pomysl jakaz to byla afera kiedy ow koles trzepnal nauczycielke porecza w tylek...
UsuńSpotkalam go na klasowym zjezdzie ppodstawowkowym kiedy konczylam liceum. Starszy od nas troche i ani grama nie wydoroslal.
A jak sie jego losy dalej potoczyly? Poszukam go na fejsie. nazwisko mi sie przypomnialo:)
Prezenty gromadziliśmy od października, ale to dlatego, ze syn w grudniu ma 3 okazje, więc grudzień zawsze u nas był ciężki finansowo. No i wnuk oczywista!
OdpowiedzUsuńMy sobie nie robimy, bo kupiliśmy opony zimowe, a tak w ogóle, to bez okazji każdy sobie kupi, co lubi.
Bilety na koncerty lub inne imprezy to dobry pomysł, my dostaliśmy kiedyś od syna i synowej bilety na występ Andrei Boccelego w Poznaniu, cudo!
Prezenty w szkole to czasem niewypał, zwłaszcza gdy niektórzy kupują byle co, a inni przekraczają umówiony limit cenowy.
Wigilię robimy składkową w 3 rodziny, każdy robi, co lubi:-)
jotka
Dobrze w tym temacie jestescie. Przykladacie sie.
UsuńMnie kiedys robienie prezentow bardzo radowalo. Lubilam poswiecac temu czas, a obecnie prezentowe zaangazowanie pryslo jak banka mydlana. Dzieciaki porosly. Zarabiaja na samych siebie i chyba tylko forsa ich moze zadowolic.
A prezenty szkolne. Nie pamietam aby to byla kiedykolwiek mila impreza. Zawsze ktos czul sie urazony, niezadowolony, krecil nosem.
Prezenty.... ale tylko trafione.... to niesamowita frajda . Myślę że każdy lubi je dostawać...
OdpowiedzUsuńPewnie... tylko czasami trudno jest trafic:)
UsuńE zero prezentu... :(
OdpowiedzUsuńZnaczy jednego mi brakuje, bo reszta już wybrana. Ale brakuje najważniejszego - dla połowicy.
Oj... dla polowicy. To wazna osoba i nalezy sie przylozyc.
UsuńZ drugiej strony to ciekawe zjawisko. Dla innych jakos sie czlowiek potrafi w sprawie prezentu zdecydowac, a dla zony, meza trudniej wybrac, pomimo, ze sie dana osobe dobrze zna.
Twoja corka mysli bardzo dojrzale i rozsadnie. Podoba mi sie jej postawa i zdrowa ocena kolezenstwa, odrzucenie bycia nastepna owca w stadzie.
OdpowiedzUsuńMy zawsze prezenty kupujemy z duzym wyprzedzeniem, nie czekamy ostatniego tygodnia, tym bardziej ze sa typu iz moga lezec spokojnie i czekac. Podobnie z kartkami. Zreszta zwyczaj ubierania choinki z koncem listopada poniekad dyktuje by rownoczesnie zajac sie prezentami aby cos pod nimi lezalo.
Czesto czescia prezentow sa bilety na jakas impreze - ja mam wnuki/chlopcow wiec oni kochaja otrzymywac bilety na mecze footbolowe, tym bardziej ze nie interesuja sie koncertami rockowymi. W tym roku, jako ze sie nie spotkamy, wyslalam im gotowke i mysle ze ona ich najbardziej zadowoli bo juz wyrosli z wieku kiedy mieli zachcianki na "rzeczy".
Gdy mialam dzieci/nastolatki to tez wozilam je na koncerty i dzieki temu sama bralam w nich udzial, niekoniecznie w czasie swiat tylko kiedy odbywaly sie te ktore chcieli uslyszec.
Dodam ze tak stanowczo kazdemu mowilam iz niczego nie chce, ze wszystko mam (bo to prawda) iz nie dostane niczego poza kartami do roznych sklepow. I dobrze......
Bede u corki robic Wigilie - przeskoczymy pierogi bo do barszczu beda krokiety a za pierogami i tak nie przepadaja. Do tego na drugie ryba - latwe i szybkie i wystarczy.
Zycze udanych Swiat i samego najlepszego w Nowym Roku.
Jest i kurna jest albo bystra, albo inteligentna... juz nas rozpracowuje w sprawie koncertu. Juz nas bierze pod wlos i domysla sie ( na glos) , ze chyba bilet dostanie. Nie wie tylko, ze dla dwoch osob.
UsuńCzasy koncertów i dyskotek moich synów mam za sobą. Ufff!
OdpowiedzUsuńPewnie o tym wiesz, ale na wszelki wypadek...Ostrzeż córkę, żeby nie piła niczyjego napoju i nie zostawiała nigdzie swojego.
Sprawę prezentów mam załatwioną i to w dwie strony, bo swoich dla najbliższych jeszcze nie dałam, ale swoje dla mnie dostałam. Dzięki jednemu z nich zobaczyłam jakie masz piękne zdjęcie na stronie głównej. Niby wcześniej też widziałam, ale nie tak ostro ;)
ho, ho... dostalas nowy komputer?
UsuńOd Starszego, od Młodszego nowego iPhona, ale to prezenty łączone z urodzinowymi.
Usuńmam jakąś taką intuicję, że Marie nie jest amatorką "tych" napojów i to nawet nie ze względu na sport, tak więc przykra przygoda raczej wykluczona...
Usuńp.jzns :)
A czemu to muszą być TE napoje? Wystarczy butelka coli. Nasłuchałam się ostatnio historii, że głowa mała; niestety z wiarygodnego źródła :(
Usuńpewnie masz rację, do takiej akcji nie musi koniecznie być użyty akurat "ten" napój, w końcu impreza może być zupełnie na czysto, w tym wieku od samych hormonów może odbić, nie trzeba ich wtedy niczym podkręcać...
UsuńNo to zescie mnie troche nastraszyli. Myslalam dzisiaj o tym jej koncercie, tlumie ludzi wokol... trzeba bedzie z nia powaznie na temat pogadac.
UsuńPrezenty - dobra rzecz,
OdpowiedzUsuńJuż wyrosłam z wieku prezentowego;
wypadłam z obiegu; nie nadążam za modą;
więc jedyne co mi pozostaje to banknoty NBP
aby prezent był trafiony a odbiorca zadowolony;
P.S. rozpieszczacie swą córcię;
ale nasze wnuczęta także rozpieszczane;
bo...teraz taka moda :)
Jednak w mojej podświadomości tkwi obawa;
podyktowana sytuacją na Ukrainie;
pozdrawiam :)
Ja tez wyroslam. Kiedy pytaja czego potrzebuje, czego bym oczekiwala to nie wiem co odpowiedziec. Robie sie taka jak mama i babcia oraz tesciowa : " Wszystko mam. Niczego nie potrzebuje"
UsuńObawa jest spora. A ja mysle ze nalezy dac naszym dzieciom to, co mozemy im dac, bo czasy niepewne wiec niech sobie pozyja.
U mnie też sprawa załatwiona. Książki i kasa do kopert. Tak się dogadaliśmy. Mnie odpowiada, bo kocham książki, a kasa dla dzieciaków to tym razem moja wygoda. Coś ostatnio nie lubię latać po sklepach.
OdpowiedzUsuńAniu, wszystkiego dobrego życzę Tobie i Twojej Rodzinie, spokoju, zdrowia i jeszcze kilku fajnych wycieczek.
Pozdrawiam serdecznie...
Dzieki za zyczenia zdrowia i jeszcze kilku fajnych wycieczek. Chetnie bym owe wycieczkowe wyzwanie podjela. Tobie tez wszystkoego czego sobie tylko zapragniesz.
UsuńNie wiem co sie ze mna dzieje, ale kiedy wchodze do sklepu i sa tam tlumy to slabne.... najchetniej najszybciej bym wyszla. Dlatego nie lubie jak i Ty latac po sklepach za prezentami. Z netu najlepiej kupic cos, albo wlasnie dac kase:)
Ja tam lubie prezenty na swieta, perfumy, buty, w tym roku air fryer. W USA jest ogolnie szal na prezenty na Boze Narodzenie. Co kraj to obyczaj.
OdpowiedzUsuńTez lubie prezenty. Najbardziej takie, ktore mialam na mysli oi ktos trafil w ta mysl:)
UsuńNie lubie za prezentami biegac:) Bo bieganie za prezentami to tez koniecznosc pomyslenia o tych, ktorych chcemy obdarowac. Bywaja w mojej okolicy tacy, ktorych latwo jest uszczesliwic i bywaja bardzo wymagajacy obdarowywani:)
Kosmetyki to bardzo dobry pomysł na prezent dla mężczyzn oni sa tacy nie kumaci w tym temacie i trzeba im w tym zakresie pomóc …
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego Roku życzę . Dużo Zdrowia, Radości i Spełnienia marzeń .
Mezczyzni sa kumaci, udaja niekumatych kiedy jest im to wygodne:)) Poza tym kumanie to wysilek a wielu z nich nie lubi sie wysilac:)
UsuńI gitara jak to mawiam. Każdy jak czytam powinien być zadowolony. :)
OdpowiedzUsuńMuzycznie zgadzam się, że ten cały Cro to raczej młodzieżowa rzecz. Eminem, też bym poszedł jakby był w okolicy jego koncert. :D W sumie rap/hip-hop znam pobieżnie, raczej rzeczy zaczynające się w okolicach połowy lat 90. Późniejsze już mi tak nie wchodzą do ucha, może jeszcze Die Antwoord.
Dziękuję bardzo za życzenia. Dużo zdrowia na Nowy Rok, pomyślności wszelkiej i zadowolenia z prezentów życzę.
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/
Ta otwartoscia i deklaracja, ze poszedlbys na koncert Eminema, pozytywnie mnie zaskoczyles :)
UsuńPozdrawiam.
No jak można nie lubić prezentów?! Lubię dostawać i lubię kupować, jeśli wcześniej mniej więcej powiedzą czego chcą. Teraz nawet przedszkolaki wskażą niemalże linka do prezentów na kanałach telewizyjnych czy innych. Nigdy nie mówię wszystko mam, niczego nie potrzebuję:)) Pieniędzy nigdy nie dawałam i nie dostawałam. Lubię niespodzianki. Jeśli się człowieka zna, to można się domyśleć, co sprawi mu przyjemność mniej więcej.
OdpowiedzUsuńA ponieważ już po świętach, to mogę powiedzieć, że my mieliśmy wigilię na 11 osób i dzieci policzyły, że było 60 i kilka prezentów. Nudziły się przy stole zanim miały rozdawać prezenty i powiedziałam im, żeby posegregowały według imion i potem dawały już hurtem. Było wesoło i radośnie, jak zwykle, gdy wnuczęta pojawiły się na świecie. Były 3 rodziny i każdy coś kupował. Zięć np dostał 6 prezentów, dla dzieci na konkretne zamówienia, dla dorosłych kosmetyki, skarpetki, piżamy, do kuchni jakieś luksusowe produkty żywnościowe, kubki, głośniki bluetooth, książki, świeczki ozdobne,szaliki, rękawiczki, vouchery na masaże itd
Bilety na koncerty są dobre, ale rzeczywiście kosztowne i starczy wtedy na kilka przyzwoitych prezentów. Ja sobie sama kupuje bilety na koncert, nie oczekiwałabym od córek, a im bym nie kupowała. Jedna lubi tylko Metallice i była juz dwa razy, a drugiej by się nie chciało gdzieś zarywać dzien i noc, zeby dojechac i wrócić:)) Mąż by powiedział, a ja nie wiem co ty bedziesz robić za 8 miesięcy i czy nie zapomnisz, że masz bilety na koncert:)) A ja rzeczywiście chciałabym, zeby on kupiłby mi bilety na koncert, gdy tak o tym pomyślę. Muszę mu przesłać linka na konkretny koncert, bo mam 3 rockowe pomysły z lat 70. I rzeczywiście nie może być daleko od domu. Najlepiej w Krakowie, tam mam kolezanki i mogę się z nimi spotkać przy okazji. Ja potrzebuję mieć miejsca siedzące oczywiście. Można na urodziny wcześniej zamówić.
Tymczasem wszystkiego najlepszego na Nowy ROK.
Dzieki. Tobie rowniez wszystkiego dobrego. Moj maz dal mi bilet na koncert filharmonikow berlinskich z ich nowym dyrygentem. Oni w muzyce klasycznej sa jak The Rolling Stones w rockowej. Jedna z najlepszych orkiestr klasycznych w swiecie.
UsuńPrezent bardzo fajny, ale wlasnie musze na koncert dotrzec do ich siedziby, czyli do berlinskiej filharmonii. No i to juz jest wyczyn. No coz- starosc nie radosc... eM mnie tam zawiezie. Wszystko sprawdzil. Dopasowal wydarzenie do moich zmian. Postaral sie chlopak jak nalezy.
Marie dostala bilet na koncert i jest w siodmym niebie. Zabierze kolezanke. Nawet wakacje ustawia pod to wydarzenie. Nie trafilysmy tylko w prezent dla: " naszego domowego mezczyzny". Wydaje sie nic z tego nie robic- jakby go to wcale nie obeszlo, ale ogolnie glupio jakos tak:)