Spaß ( szpas) to zabawa, przyjemnosc, ubaw, uciecha, zart.... Spaß to bardzo wazna sprawa, bez tego ani rusz. Spaß-u zyczy sie komus kto wybiera sie do kina, na spotkanie kolezenskie, na disco, na urodziny do rodziny.... Nawet praca powinna dawac czlowiekowi ow Spaß. W koncu w robocie spedza sie 1/3 zycia i Niemcy sa nauczeni, maja wpojone, ze zawod wybiera sie w takim kontekscie aby dawal przejmnosc, radoche. Ich styl pracy ( solidnosc, dokladnosc, uwaznosc...) wymaga sporego zaangazowania w to, co sie robi, wiec kiedy jest ta przyjemnosc, radocha, satysfakcja z wykonywanych czynnosci, to chce sie czlowiekowi kazdego ranka stemplowac karte, podpisywac liste obecnosci. Oczywiscie czasy sie zmieniaja i ... oni rowniez maja coraz mniej Spaß-u, a coraz wiecej koniecznosc, ale glowne zalozenie pozostalo, czyli szukaj sobie takiego zajecia, ktore da ci spelnienie . I to co robisz rob dobrze, dokladnie, solidnie. Niemcy sa niesamowici w owej dokladnosci. Nie pracuja na zasadzie: " No dobra panie Mietku, jakos to sie upcha, pakuj dalej". CNOTA JEST ZAUWAZANIE bledow, korygowanie ich... nie przechodza nad jakims bublem do porzadku dziennego ( choc i im zdarza sie ups! ). Zdajecie sobie sprawe, ze takie ZAUWAZANIE bledow potrafi byc bardzo stresujace szczegolnie dla tych, ktorzy te bledy popelniaja i nie widza ich? Potem przeciez i tak wylazi szydlo z wora.
Ogladalam ostatnio w TV program o ludziach, ktorzy popadli w powazne finansowe tarapaty. Nabrali kredytow i ...nie szlo im spalcanie. Sprawami tymi zajmowal sie bardzo dobry prawnik-ekonomista. Zanim oglosil prywatna insolwencje zbieral info na temat dochodow swoich klientow. Rozbawila mnie pewna kobieta. Miala mniej przychodu niz miesiecznych rat do spalacenia- jak ona to zrobila? Pojecia nie mam. Doradzca zaproponowal jej podjcie pracy ( pracowal tylko partner owej pani, ona siedziala z dziecmi w domu, prowadzila chate). Cos jej nawet znalezli dzieki TV , ale kobieta owa po dwoch tygodniach zrezygnowala bo.... zajecie to nie dawalo jej Spaß-u !!!!
Moje Dziecie to raczej czlowiek zachodu. Nie wiem ile odziedziczy i ile uda mi sie przekazac jej z mojej mentalnosci. W sobote MUSIALAM zabrac sie za ogarniecie jej pokoju. Oboje z Martinem tego nie znosimy. Marie tnie papiery i zbiera majmniejsze nawet scinki do rozmaitych pudelek, do plastikowych opakowan po jogurtach... niczego nie mozna wyrzucic, bo wszystko jej sie przeciez przyda...wszystko jest wazne. Ulotki z kina, gazetki reklamowe z bankow, opakowanie po popcornie zakupionym w kinie, pogryziona slomka, kamienie znalezione po drodze do przedszkola lub z przedszkola, patyki, stare kasztany..... Trzy tygodnie temu pokoj Dziecka posprzatal Martin. Tydzien temu musialam do dziela przystapic ja. Marie tez pchala sie do udzialu w sprzataniu, ale do takiego udzialu, ktory by jej najbardziej odpowiadal, dawal Spaß. Czyli scieranie kurzy odpada...nie dosiegnie wszedzie tam, gdzie nalezy dosiegnac. Mycie podlog tez, bo zamoczy panele...ukladanie, hm... nawet , nawet, bo ciuchy sklada niezle. Trzeba bylo jednak pozbyc sie jej z pomieszczenia coby w czasie jej nieuwagi (a DZIECIE moje robi sie bardzo spostrzegawcze, nasiaka cnota ZAUWAZANIA) mozna bylo wypierniczyc te wszystkie ulotki, slomki , patyki, scinki......
-Chodz. Bedziesz myla lalki. Wez ten kosz i idziemy do lazienki.-Mloda byla bardzo podekscytowana. Czynnosc ja pochlonela, ale w miedzy czasie dochodzilo do niej, ze matka odwala najbrudniejsza robote.
-Jestes na mnie zla, ze ci nie pomagam?- Pyta.
-Dlaczego? Przeciez robisz swoja czesc.- Odpowiadam. Widocznie oceniala po minie i wnioskowala, calkiem slusznie, zem niezadowolona z tego co przyszlo mi robic.
-Bo wiesz mamo? Moja praca wcale, ale to wcale nie jest bezstresowa...nie daje mi Spaß-u. - Wypalila powaznym tonem probujac mi uzmyslowic, ze pomimo wszystko, jej nie jest tak latwo, jakby moglo sie wydawac.
Ja zrobiłam Młodej porządek tylko raz (raz odkąd jest na tyle duża, żebym tego od niej wymagała), w środę dokładnie. I do tej pory słyszę, że to nie tam stać ma, ten miś ma nieswoją czapkę, nie na tej półce te puzzle.. Stanowczo wolę więc, żeby sama robiła. Choć przyznać muszę, że też pół tony ścinków wyrzuciłam pod jej nieobecność ;)
OdpowiedzUsuńMoja natomiast ma dziwne poczucie porzadku. Nie ogarnia tego, widze to....temat trzeba z nia przerabiac. bo dla mnie porzadkiem nie jest zrobienie przejscia na podlodze dla starych i trzymanie zabawek pod sciana.
UsuńOstatnio mi powiedziala, ze jej kolezanka nie sprzata i jakos zyje ( w pokoju ma nieporzadek) i ona tez tak chce, bo to w koncu jej przestrzen, no nie? :)))
U nas to też nie tak hop siup z tym sprzątaniem. Za każdym razem słyszę "ale CO ja mam posprzątać?" i za każdym muszę powtórzyć, że z biurka, z krzeseł, z łóżka i z podłogi graty i ciuchy swe ma pozgarniać i ułożyć. Za każdym razem muszę odpowiadać DLACZEGO ma być porządek i PO CO mamy mieć w domu ładnie i czysto.. Ale jak już przebrniemy przez dyskusje, to sprząta :)
UsuńNo wlasnie...moja idzie "niby" sprzata, po czym wchodze ja i ....zaczynam:" A na lozku patrz ile gratow pominelas. Pod stolem walaja sie kredki. Zbierz te papiery, ktore wykorzystywalas do rysowania i albo je zloz do pudla, albo do kosza na smieci. skarpety pochowaj do szuflady..." No i zaczyna sie jej grymaszenie i ze mi sie nic nie podoba:))) Ale temat jakos dla wlasnego dobra- dla dobra matki- trzeba z nia ogarnac:))
Usuń