niedziela, 19 stycznia 2014

Droga.



Bloga prowadze siedem lat. Bloga BARDZO REGULARNEGO, ale nigdy przez te siedem lat nie poczulam potrzeby podzielenia sie z Czytelnikami informacja o tym, ze dwa razy bralam udzial w pielgrzymce pieszej na Jasna Gore. Nie wiem dlaczego? Moze poprzez atmosfere medialna jaka wytwarzana jest przy kosciele katolickim? Moze przez ostroznosc, aby nie byc opluta przez ludzi, ktorzy tematu, ktory bede chciala przedstawic, nigdy by nie zaczaczyli? Raz sprobowalam: napisalam o tym jak zmienilo sie na studiach moje podejscie do sredniowiecza...i zebralam zniwo, ze hej.

Nigdy nie bylam pobozna, praktykujaca katoliczka. Nie wyroslam w obrazku rozmodlonych rodzicow. Mama posylala nas do kosciola, a sama szla od przypadku do przypadku- przykladu wlasciwego nam nie dawala, twierdzac, ze kiedy byla mala to biegala na Msze i nikt nie musial jej tam zapedzac. Nie widzialam, ale do wiadomosci przyjelam. Dziecko wychowuje sie poprzez dawanie wlasnego przykladu. Ojciec zlewal to totalnie, choc ... wierzyl. W co? Twierdzil, ze w Boga. Pod koniec zycia poszukiwal w wielu religiach. Cos tam nawet przebakiwal, ze ta wlasciwa jest judaizm. Srednia siostra w okresie dojrzewania pochlaniala rozmaite ksiegi tyczace sie wiary , religioznawstwa, dzieki czemu na lopatki rozkladala dyskutujacych z nia swiadkow Jehowy. Cholernie mi imponowala, kiedy potrafila wytknac im bledy interpretacyjne zwiazane chociazby z niewlasciwa interpunkcja zmieniajaca totalnie sens czytanych fragmentow Pisma Sw. Nie uczeszczala jednak na lekcje religii. Wypisala sie bez zgody rodzicow. Rodziciele dowiedzieli sie wtedy, kiedy skonczyla szkole. Tak samo zreszta jak to mialo miejsce przy najmlodszej ich pociesze. Ja lazilam, ale ... nie dlatego, ze mamusia tak chciala, tylko, ze mnie interesowaly te wszelkie pogadanki tyczace sie dylematow naszej wiary. W czwartej klasie dostalismy ksiedza etyka i po prostu to bylo COS! Traktowalam to bardziej jako filozofie, nauke etyki, a nie wiare. Do kosciola oczywiscie nie chodzilam, ale w wieku 18 lat, po otrzymaniu swiadectwa do klasy maturalnej, postanowilam w wakacje, z pewna Dorota, pojsc na pielgrzymke w intencji matury. Nie wiem co mna powodowalo? Bo z pewnoscia w danym momencie nie towarzyszyl mi strach przed niezdaniem egzaminu dojrzalosci. Nie myslalam o tym zbyt intensywnie. Nie wiedzialam jeszcze z czym to sie je:)
Bylam. Przez 14 dni swoje przeszlam i nauczylam sie, ze ... niezdawalam sobie sprawy z tego, co to za bol (!!!)- po przejsciu 29 kilometrow - po pierwszym etapie, a dlugosc odcinka do przejscia z dnia na dzien wzrastala. Robilo sie srednio dziennie po 48 km. Nauczylam sie tez, ze trzeba miec dobre buty z gruba podeszwa- moje wyladowaly zdarte na maxa, w koszu na smieci na Jasnej Gorze i.... moje problemy zwiazane z matura, to zadne problemy, ludzie maja o wiele wieksze gory zyciowe do przejscia. Kiedy nasluchalam sie intencji z jakimi pomykali, wtedy sobie intencje zwiazana z egzaminem odpuscilam. I dziwnym bylo dla mnie to, ze ja mature zdalam ( nawet niezle), a Dorota zawalila.

Po pielgrzymce na Jasna Gore kosciol odlozylam na polke i zylam sobie tak, jak zylam dotychczas. Skonczylam studia i... dopiero - pare latek po- strzelilo mnie, pomieszalo mi sie w glowie i ...zaczelam WIERZYC, nawracac sie. To jednak temat na innego posta.
Drugi raz na pielgrzymke udalam sie majac skonczone 30 lat. Czegos mi w zyciu bylo po prostu brak. Potem zalapalam, ze najnormalniej w swiecie brakowalo mi matczynej milosci. Potrzebowalam jej bliskosci, a ona nie kumala absolutnie co jest nie tak z okazywaniem przez nia milosci dzieciom. Gdzies z tylu glowy switala mi mysl, potrzeba odwiedzenia Jasnej Gory.... mialam zamiar na poczatku wakacji wsiasc do pociagu. Pojechac do Czestochowy i tego samego dnia powrocic z powrotem.
Plany sie jednak zmienily, gdy spotkalam znajomego ksiedza ( z ktorym notabene do tej pory utrzymuje kontakt, chrzcil moja CORKE). Ni z gruchy ni z pietruchy zaproponowal mi pielgrzymke. Organizowal ekipe z Ostrody. Przyjelam to jako zaproszenie z GORY, aby odbylo sie to wlasnie tak, na pieszo a nie pociagiem. No i poszlam zabierajac do plecaka sporo intencji ludzi mi znanych, ktorzy modlitwy potrzebowali. Oczywiscie nie wszyscy o tym wiedzieli. Ciezkie sa przejscia z pielgrzymkowa droga. Ludzie wysiadaja. Najbardziej rozwalaja tacy, ktorzy nie doswiadczyli ani razu, a czupurza sie, ze co to jest zrobic dziennie 30 km na pieszo. Wielu rezygnuje po trzech etapach. Zbieraja manele i wracaja na chate. Sa tacy, ktrorzy wierza i ...placza, ze nie moga a przeciez chca. No i rozwalil mnie, ale pozytywnie, ow znajomy ksiadz. Widzielismy go moze podczas drogi pare razy. Raz na postoju dosiadl sie do mnie i zagadal ( 4 lata starszy ode mnie).
-Kurcze. Myslalem zem mocny, a ja cienki jestem.
-Pierwszy raz, co?
-No..... Zobacz, a ten zamiast spokojnie siedziec to gra na gitarze i tanczy. Jak on to robi?
-Ma dyche mniej na karku niz ty.
-Mowisz?
- yhy.
-Jeny, no nie moge!!! -Zmagal sie ze swoja slaboscia ksiadz, bo jemu akurat powrot na chate nie wypadal.

Kazdego dnia droge, ktora mialam przebyc poswiecalam zabranym ze soba ( myslnie zabranym) ludziom- o swoich sprawach rowniez nie zapominalam. Byly w tych intencjach prosby zwiazane z uwolnieniem innych od uzaleznien. Zawsze kiedy takich ludzi omadlalam trafialam na noclegownie nore, a mozna bylo tylko poprosic, aby ksiadz przydzial noclegowy zmienil. Byly to miejsca bez bierzacej wody. Mycie sie pod pompa. Kiedys tak zmoklysmy, ze nie szlo wysuszyc przez noc ciuchow ... spalysmy w stodole, w ktorej brakowalo desek w scianach. Pizdzilo, ze hej. Myslalam, ze plus w tym taki, iz w tym przewiewie ciuchy poschna...a gdzie tam. Rano mokre nalozylysmy na siebie i dalej. Dzieki temu wyschly. W plecaku by zasmiardly. Bralam to jako duchow znak, materialny pokaz biedy duchowej ludzi, ktorych omadlalam. Moja mama miala problem z papierosami. Palila dwie paczki dziennie. Zaczynala dzien od fajek i konczyla fajkami. Bez papierosa dostawala emocjonalnych jazd. Kiedys palac plakala, ze nie chce tego, wiec gdzie ten Bog? Przeciez powinien jej meke zakonczyc.
-Czyli jak to rozumiesz?-Pytalam- Powinien zstapic najwyzszy z nieba i wyjac ci fajke z ust? Zakonczyc etap meki zwiazany z brakiem dymka? Przeciez on moze ci tylko pomoc przetrwac moment pragnienia, jezeli bedzie widzial twoje szczere checi.- Tak to rozumialam. Tylko tak umialam z nia rozmawiac. Niczego na tym swiecie nie ma bezbolesnie. Wlazl czlowiek w nalog, musi poniesc pewne konsekwencje wyjscia z niego. Pewien trud. Ale wierze tez, ze inni moga chocby modlitwa wesprzec.
Zostaly trzy dni do konca. Pokatnie dowiedzielismy sie, ze czeka nas najdluzszy, pagorkowaty, bardzo meczacy etap. Mielismy do przewalenia 57 km. Organizatorzy nie rozpowszechniali zbytnio info o dlugosci trasy, aby slabsi sie nie podlamali. W sumie slabych na tym etapie drogi juz nie bylo. Kto mial nie przejsc, juz dawno siedzial w domu. Wysiadal na krotszych odcinkach. Wzielam ten etap za mame i jej fajki. Podczas drogi zaczal towarzyszyc mi bol barkow. Plecak podreczny ciazyc tak, jakbym niosla ciezar nie do udzwigniecia. Po prostu STRASZNE to bylo!!! Nogi wiodly , a plecy wysiadaly. Masaze na postojach mozna bylo wsadzic sobie tam, gdzie slonce nie dochodzi. Ludzie ( stare pielgrzymkowe wygi, znajace przebieg dnia) nawijali, ze w miejscowosci, do ktorej podazamy, kazdy dostanie przydzial do mieszkania.
-To nie wies, to miasteczko- Prawili dajac nam nadzieje na wode w kranie, lozko i cieply posilek. Przyjmujacy pielgrzymow potrafili byc bardzo hojni.

Jakiez bylo nasze rozczarowanie, kiedy przydzial noclegowy okazal sie zamknietym salonem gier z niezamieciona, zakurzona do granic mozliwosci podloga- mozna bylo na niej pisac palcem. Pomieszczeniem bez lozek. Dawno nikogo tutaj nie bylo. zaniedbane, opuszczone miejsce. Kiedy poprosilysmy o wode do umycia sie, gosdpodarz przyniosl nam kubek cieplej wody na cztery niewiasty.
-Co robimy?- Zapytala Ewka.- Ide do ksiedza. Tylu chetnych bylo do zabrania pielgrzymow na noc, nie dla wszystkich "nas" starczylo. Ze tez musilalysmy trafic do kogos takiego. Ja mam dosc po dzisiejszej drodze- Biadolila.
-Zostaniemy tutaj.- Stanowczo sprzeciwila sie Beata.- Niech bedzie tak, jak jest. Przyjmij wszystko tak, jak byc powinno.
Skojarzylo mi sie miejsce, w ktorym przyszlo nam spac, z bieda duchowa przecietnego palacza. Szczegolnie ow kurz. Nic nie trzeba bylo zmienac. Trudno, niektorzy ludzie przyjmujacy pielgrzymow odbijali na nas swoje, zwiazane z kosciolem, frustracje, rozczarowania.... niechec do niego. Niech bedzie.
Po przydziale wody, dorwalysmy sie do jakiejs pompy zza plotem i tak dokonalysmy tego, czego dokonac trzeba bylo a potem udalam sie na poszukiwanie chleba. Sklepy mialy sie tuz tuz ku zamknieciu. Pozno zesmy zawitali do miejscowosci. Ceny prowiantu powalaly. Ja wiem, ze niektorzy w pielgrzymach widza niezle zrodelko dochod. Przy okazji, w drodze powrotnej namierzylam jakas budke telefoniczna i popelnilam telefon do mamy.
-O matko! Jaka jestem padnieta!-Smecilam.
-Wracaj- Zarzadzila mama.
-Dlaczego? Zostaly mi tylko dwa dni! Tyle przeszlam. Jestem u celu i nie bede rezygnowac.
-Dziecko. Na cholere ci ta meka?
- No nie wiem. Dzisiaj szlam np.: za nalogi naszego domu.- Mowilam oglednie. Nie chcialam jej osobiscie dotknac.
-Coreczko! Odpusc sobie. Ojciec z uzaleznienia nie wyjdzie, trzeba postawic na nim krzyzyk. Bez sensu jest to, co robisz.- Nie powiem . Wnerwila mnie mauska do granic trzewi. Zesz ...twoja mac!! Ojciec, ojciec....spielam sie w sobie i mowie spokojnie.
-Alez ja wcale nie mialam na mysli ojca. Przeciez ty tez masz swoje male, slodkie uzaleznionko, nieprawdaz?- w telefonie zapadla cisza. Cisza, cisza.....cisza.-Jestes tam?-Pytam kontrolnie.
-Jestem.- Padla odpowiedz.-Rob jak uwazasz. Dorosla jestes.

Miesiac po moim powrocie z pielgrzymki mama udala sie na odtrucie nikotynowe...do tej pory nie pali... w sierpniu minie jej 14 lat bez fajki.


Ciagnie mnie do zrobienia trasy sw. Jakuba ( robi sie ja indywidualnie) ... do Santiago de Compostela. Martin chce mnie tam zawiezc samochodem- nie dam sie!




12 komentarzy:

  1. Uff... jakoś udało mi się wreszcie otworzyć pole komentarzy po wcześniejszym zalogowaniu na konto Google, ale łatwe to nie było... trzy razy próbowałem :)

    Co do posta - tak to już jest, że po zamknięciu bloga dla osób przypadkowych porusza się niektóre tematy, których wcześniej się nie poruszało... to chyba naturalne, coś w człeku siedzi, ale tak całkiem publicznie niezbyt chętnie o tym opowiada.
    Ciekaw jestem, czy po tej drugiej pielgrzymce rozmawiałaś jeszcze o tym z Mamą zanim poszła na odtrucie nikotynowe... no bo przecież równie dobrze można założyć, że jakbyś nie poszła wtedy na pielgrzymkę, bądź nie przeszła tego etapu z taką intencją, to i tak wszystko mogło się potoczyć dokładnie tak samo, jak się potoczyło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie widzieć od razu swój komentarz :)

      Usuń
    2. Ja z nia o tym sobie pogadalam, ale do tej pory dochodza mnie jeszcze opowiesci jej znajomych, z ktorymi na ten temat wchodzi.
      Wiem ....wszystko Smurffie wiem. Moglo byc tak, inaczej lub na opak. W zyciu wszystko moze sie zdarzyc, ale zdarzylo sie to, co opisalam. Bo dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. konfiguracji nie do ustawienia, przypadkowych sytuacji. Poza tym, ja nie patrze na ten watek mojego, "naszego" zycia jako na cud . Ogolnie to ...milosc Smurffie. obustronna milosc. Moja milosc do Mamy spowodowala, ze przeszlam odcinek, ktory przezylam mniej wiecej tak- jak opisalam...a jej odpowiedzia na moja milosc bylo poddanie sie nikotynowemu odtruciu- docenila moje zmagania o nia...moj duchowy boj:) Tak zesmy sobie wzajemna milosc okazaly. Milosc czyni cuda:)) No i widocznie musiala mnie wkurzyc gadka o ojcu, bo inaczej nie dowiedziala by sie ze to o nia szlo:)) W "ustawieniu" okreslonej sytuacji widze ewentualny Bozy palec- nic poza tym. Albo az to:))

      Usuń
  2. Może i Cię wysłuchano, może Mama trud Twój doceniła i się wzięła za siebie. Każdy wierzy tak, jak mu pasuje albo jak chce wierzyć :)
    Na takich pielgrzymkach to człek w ogóle zauważa, że jego problemy to mały miki. Też byłam :) trzy razy, tyle, że na "oszukanej", bo lekko ponad 100km tylko. Ale tam to szło nie o samo "iście", tylko o ewangelizacje jeszcze - koncerty, przedstawienia, czuwania do nocy. Miło wspominam, ale ze względu na ludzi tam poznanych, a nie samego celu czy niesionych intencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie Kasiu tak, jak piszesz. Odpisalam juz Smurffowi. Docenila, pokazala mi, ze nie trudzilam sie na darmo, ze skoro ja tak, to ona tego nie zmarnuje i tez sie postara- dzwignelam ja przykladem do gory, ale oczywiscie bez milosci jest to niemozliwe:))
      Pominelam celowa cala rozywkowo- kuluralna czesc pielh+´grzymki, bo wiadomo , ze ona wymiata. Gdybym relacje z tego zdarzenia pisala jako 19 latka, dwudziesto paro latka, byc moze wlasnie "rozywka" pielgrzymkowa wysunela by sie na plan pierwszy w moich relacjach,a le poniewaz drugi raz przeszlam ten etap bardziej swiadomie, wiec realcja jest taka, jaka jest. To tak widzialam.

      Kiedy o owe kilosy biega . Pierwsza pielgrzymka trwala dwa tygodnie i w nogach mialam grubo ponad 600 km. W drugiej wystartowalismy z franciszkanami z Torunia i bylko ponad setke mniej, Jakies 530 km i trwalo to 10 dni, ale swoje przeszylsmy:)))

      Usuń
    2. ups ...ale swoje przeszlismy:))

      Usuń
  3. pkanalia pisze...
    każda religia, wyznanie składa się z grubsza z czterech elementów: transcendencji umysłu, eschatologii, higieny psychicznej i moralności na doczepkę... ponieważ szybko dotarło do mnie, że każdy ma swoją moralność, którą musi sobie sam dopracować, chrześcijaństwo /i inne religie księgi/, które na tym czwartym aspekcie głównie się koncentruje odpadło u mnie od razu... eschatologia jest ciekawa w każdej religii, ale należy ją traktować niedosłownie, z dystansem, jak rodzaj literatury sci-fi... najwięcej transcendencji, której głównie szukałem, znalazłem w buddyzmie, który przy okazji dostarcza niezłych narzędzi higieny psychicznej... zabawne jest to, że jest to religia bez żadnego boga /nie licząc nurtów, które zdeifikowały Buddę/, co potwierdza że to pojęcie jest zbędne do osiągnięcia wspomnianej transcendencji...
    ale na pielgrzymce byłem... przypadkiem się dołączyliśmy jako małolaci buszując autostopem po kraju... była darmowa micha i spanie w wiejskich stodołach, a do tego dziewczyny, które jeszcze nie zdążyły zgłupieć od swojej religii i miały prawidłowe podejście do spraw zasadniczych...
    pozdrawiać :D...

    21 stycznia 2014 17:31

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie...jakbys nie zaczynal to i tak konczy sie na dziewczynach (p) :))) Ty mozesz pisac o oprawianiu ryby i tak zakonczy sie na kontakcie z jakas dziewczyna... o zakupie butow w sklepie wedkarskim , a i tak zaloze sie, ze bedzie w to wmieszana jakas dziewczyna (p) :)))

      Natomiast mnie najbardziej w religii interesuje transcendencja...moralnosc jest tylko jej pochodna:) I kiedy czytam zalecenia buddyzmu, to w ogolnym zarysie sa one podobne do chrzescijanstwa, nawet nasze przykazania maja z buddyjskimi wskazaniami wiele wspolnego.

      Religia jest tylko srodkiem, pewnym zbiorem metod, kazda ma inny... ale czy Ty bedziesz czytal metoda gloskowania, czy sylabami...wazne abys posiadl nauke czytania...nie wazne w sumie jakim, srodkiem, jaka metoda, wazne aby dotrzec do transcendencji... aby pooddychac jej klimatem- powietrzem....a kiedy juz to osiagniemy to moralnosci bedzie w kazdej religii taka sama:)

      Usuń
  4. wskazania buddyjskie /pięć pierwszych, bo dalsze dotyczą już nauczycieli, mnichów etc./ są sformułowane bardzo spójnie, syntetycznie... generalnie buddyzm /w wersji zen/ postuluje tworzenie sobie moralności samemu, zaś wskazania to tylko pewne podpowiedzi, sugestie sformułowane przez mistrzów na przestrzeni wieków, które mogą być pomocne podczas poruszania się wśród ludzi, czyli zgodnie z nazwą wskazania, a nie sztywne przykazania... dodatkowo postuluje się elastyczność, co oznacza, że człowiek na pewnym poziomie rozwoju wie, kiedy ma się wskazania trzymać, a kiedy nie, zaś najwyższy stopień, gdy wskazania odrzuca, są mu zbędne, gdyż zawsze spontanicznie postępuje właściwie... elastyczność dotyczy też samej litery i interpretacji... na przykład jedna szkoła postuluje nie odurzanie się, druga nie odurzanie się nadmiernie... tzw. "nieuprawianie niewłaściwego seksu" dla jednych oznacza nie zdradzanie partnera, dla drugich odrzucenie pewnych form, technik... samo wskazanie "nie odbierania życia" również jest elastyczne, dla jednych może oznaczać wegetarianizm lub weganizm, dla innych nie zabijanie bez zbędnej potrzeby... sporo tu koresponduje z laveyanizmem, tak swoją drogą...
    transcendencja bez bozi jest faktem, można ją osiągnąć na różne sposoby, począwszy od psychodelików, muzyki, seks /np. tantra/ lub prozaicznego spaceru po parku... transcedencja jest amoralna w tym sensie, że przekracza moralność, która jest tylko dodatkiem "na przylepkę" do każdej... katolicyzm jest bardzo ubogi w transcendencję w porównaniu np. z praktykami protestanckimi /spektakularne msze gospel lub nawet zwykła praca/, bo Kościoła interesuje rządzenie ludźmi, to jest główna funkcja religii, którą eksponuje... tylko niektórzy mistycy potrafią w nim odnaleźć transcendencję, nazywa się to "kontakt z Bogiem", ale np. taki buddyzm wznosi się jeszcze wyżej, na poziom w którym pojęcie "boga" znika... dlatego tak cenię buddyzm /choć sam buddystą nie jestem, bo pewne buddyjskie postulaty odrzucam/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *zjedzone słowo, ma być: "na przylepkę do każdej religii"...

      Usuń
    2. Kiedy pojawilo sie chrzescijanstwo od razu w pewnych kregach ( nazwijmy to filozoficznych) powstaly dyskusje na temat tego, ze jest ono kontra do buddyzmu. W chrzescijanstwie biega o milosc w buddyzmie o porzekroczenie nawet i tego. Wiem, ze sa w Polsce klasztory probujace laczyc oba nurty, czerpac z siebie...sam wiesz. Taka ekomunizacja na szczeblu polaczenia miedzyreligijnego. ja mysle, ze ci wszyscy mistycy sa w stanie sie dogadac, beda mowic o tym samym...czy beda siebie rozumiec ( ech ta wieza babel) mysle, ze tak, bo beda opisywac doswiadczenia zwiazane z zetknieciem sie z transcendencja a nie zatrzymaja sie na poziomie pojeciowym. Ukladania swiata w pojecia, bicie sie na poziomie ," nie uzywajmy zwrotu oswiecenie ( buddyjskie), bo to niejednoznaczne z objawieniem (chrzescijanskie) ) etc...

      natomiast nie ukrywajmy szkoly medytacyjne chrzescijanskie czerpia sporo z technik wschodu. Przypomne Mistrza Eckharta- wykletego w swoim czasie przez kosciol, jego pisma znalazly sie w indeksie ksiag zakazanych...byl prekursorem tzw.nadrenskiej szkoly medytacyjnej. wtamtych czasach swiat nie byl tak otwarty, aby idea szybko przeplynela z panstwa do panstwa, albo z kontynentu na kontynent. On uczyl medytacji poprzez wchodzenie w siebie. Szukanie transcendencji w sobie..mial uczniow, co niektorzy przeszli w tym samego Mistrza. byla taka pewna jego uczennica, spalona swego czasu na stosie, ktora ( no jak sie ja czyta to robi wrazenie), ktora mowila, ze w pewnym momencie musisz , aby spotkac ZRODLO, odstawiasz Komunie swieta, nie jest czlowiekowi potrzebna, bo przestaje byc "metoda" do zetkniecia sie...odpadaja przekonania od czlowieka, odpadaja obrazy, ktore na poczatku pomagaja potem juz nie etc.
      Mistrz Eckhart wraca do lask. odkrecaja go. Byl w swoim czasie "konkurencja" do tezy sw. Augustyna, ktory twierdzil, ze Boga pelno jest na zewnatrz: Ale kosciol sredniowieczny cala swoja teologie zbudowal na Augustynie. Bo przyznasz, ze wchodzenie w siebie i szukanie tam transcendencji mocno wynosi rodzaj ludzki w gore,
      To co w moralnosci bardzo mi lezy i daje niesamowita wolnosc to slowa wypowiedziane prze sw. Augustyna- "Kochaj i rob co chcesz". Jezeli kochasz to bedziesz tak postepowal wobec ludzi, ze nikt przez ciebie ( przez mnie) nie bedzie musial na tym padole plakac, cierpiec i bolec....tylko trzeba najpiewrw dojsc do poziomu milosc- wtedy znikaja wytyczne moralnosci, dobra zla, ocen ludzkich zachowan etc. Dopoki nie umiemy kochac mamy te cale koscielne lekcje nauki moralnosci.:))

      Usuń
    3. kurzce no...ekumenizacja *

      Usuń

Drogi Czytelniku. Prosze podpisuj sie. Komentarze anonimowe nie beda publikowane.