... taka, ze pies nie ma ochoty za potrzeba sie udac. Woli przelezec i przetrzymac. Cos z moim odbiorem tej pogody nie teges sie dzieje, bo nie przespalam nocy. Powieki mi opadaja, ale zasnac nie moge.
Pisze owego posta po przerwie.... Nie moglam jakos sie za niego zabrac.
Pada, pada i pada...... pada....czasami wyjrzy slonce i wtedy, kiedy nie jestem akurat w pracy, korzystamy. Wychodzimy z Marie i psem na spacer. Bardzo czesto nie mam ochoty na owe wyjscia, ale zbieram sie i robimy to, co zrobic nalezy. Ostatnio w TV3 ( nie mam zbyt wielkiego wyboru polskich programow, czasami jednak owe lokalne programy bywaja lepsze niz ogolnopolskie) uslyszalam, ze czlowiek powinien , dla lepszego samopoczucia i dobrego fizycznego funkcjonowania ( mowa byla o seniorach) , przejsc dziennie 10 km . Mam taka trase, ktora wynosi 4 km, taka tez pokonuje.....Matko ty moja, jak w ciagu dnia, kiedy trzeba jeszcze pracowac, ogarnac chalupe, obiad, pranie ... zrobic owe 6 kilosow? Dla mnie to zadanie nie do wykonania. W kazdym badz razie, kiedy mozna to korzystamy:
Lazimy polnymi drogami - wewnetrznymi drogami tutejszych rolnikow. Pozna jesien i bezsniezna zima sa super momentem, bo nie ma prac polowych, wiec traktowy, kombajny nie jezdza, za to korzystaja z tych drog wszelcy fani joggingu, nordic walking, wlasciciele psow z milusinskimi, rowerzysci, ale ci niewyczynowi i zwykli spacerowicze......
Pieska , po rozeznaniu sytuacji, spuszczamy czesto ze smyczy, niech sie wybiega. Luna biega wtedy pomiedzy Marie i mna i pokonuje podwojnie owa trase, ktora pokonujemy my.
Lubie to miejsce, bo mam widok na cala okolice i nawet dalej., gdyz pola, po ktorych spacerujemy sa polozone wysoko, za to pizdzi tam niesamowicie. Wieja tam takie wiatry, ze trzeba sie cieplej ubrac, niz normalnie.
Przechodzimy okok betonowych budowli obecnych czasow.
-Jakiez to fajne i ladne.- Podniecalam sie na poczatku mojej bytnosci w Niemczech , widokiem z okna.
- Coz fajnego i pieknego widzisz w tych slupach, ktore szpeca okolice?- Zastanawial sie eM.
Teraz .... juz niczego pieknego w tym nie widze. Ot , nadaja troche innego charakteru pejzazowi.
Poza tym.... odkrylam, ze robie o wiele za malo rzeczy, ktore daja mi radosc, rozprezaja, ze nawet juz zapomnialam co owa rodosc i odprezenie mi sprawia. Spacer z psem staje sie koniecznoscia. Fajnie kiedy eM owa koniecznosc na siebie przyjmuje. Gorzej kiedy mi przypada zmiana:) Nie koncentruje sie wtedy na ....niczym, tylko ciagle musze myslec, czy jakies inne psy w oddali ze swoimi wlascicielami nie wyjda: "Chwytac juz Lune i na smycz ja brac, czy jeszcze chwilke poczekac (?)..." takie to wszystko nastawione nie na moja przyjemnosc, ale na obowiazek. Marie owe spacery niewatpliwie sprawiaja radoche. Moze zabrac swoje jezdzace urzadzenia, czy to wlasnie owa deche, czy hulajnoge, czy tez rolki.... ona ma frajde. Gorzej, kiedy nie dopilnuje naladowania akumulatora w swoim jezdzacym ustrojstwie i ..... trzeba martwic sie o transport tego cudu do samochodu. Ciezki to sprzet, oj ciezki.
Filmy w kinie tez nie sprawiaja mi wielkiej przyjemnosci, pomimo tego, ze kino lubie, bo lazimy z reguly na wszelkie dzieciece premiery. Na filmy dla nas czasu brak. Nudze sie na filmach dzieciecych bardzo. Ostatnio zastrzeglam sobie, ze ok, ze pojde z Mloda do kina, ale na nowy odcinek Star Wars. Marie nie w sosie, bo glowa ja rozbolala od obrazu 3D, bo ona na takie filmy chodzic nie moze... Wyszlam ustaysfakcjonowana i akcja, i obrazem i powrotem do starych dobrych czasow, kiedy to do kina chodzilo sie na to samo trzy a nawet, o ile rodzice nie stawiali okoniem i kase dawali, wiecej razy.
Nie satysfakcjonuja mnie rozmowy z kolezankami w pracy. Najchetniej spedzalabym, co jakis czas, przerwe sama i zanurzala sie w jakiejs pozytecznej lekturze, ale nie da rady.... Wszelkie ich rozmowy schodza na obgadywanie innych: "Ten nie pracuje, tamtem pracuje, ale nie tak, jak nalezy..." Z kims sobie gawedza, a po dwoch dniach traci ow ktos laski w ich oczach, poniewaz jest za cichy , albo za glosny, albo nie tak, jak nalezy sie o czyms wypowiedzial.... Mam takie wrazenie, ze tym paniom nie chodzi o jakas konstruktywna konwersacje- o chociazby, co dzisiaj ugotowac na obiad, ale o samo gadanie byle czego ( czasami zdarza sie , ze maja racje, nie wiem czy to sprawa przypadku, czy glebszych przemyslen).... Na dodatek nakrecaja sie swymi madrosciami zyciowymi i czuja sie powolane do zmiany swojego najblizszego otoczenia. Sa to panie starsze, wszystkowiedzace, wszechmocne i nie do ruszenia. Nie raz widzialam je w sytuacjach w pracy, kiedy robily toczka w toczke te same rzeczy, za ktore innych obgadywaly, a kiedy sie je na takowej sytuacji przylapalo z reguly slyszalo sie od nich komentarz: " Wszyscy inni TO robia i TO moga robic, ale jak ktoras z nas TO uczyni to dopiero jest hallo!". Sprawa jednak nie przedstawia sie tak czarujaco i latwo.... Zawsze musza miec kogos na swojej jezornej tapecie.
Mlodszy kolega z zespolu powiedzial mi kiedys, ze u nich tak wlasnie rzeczy funkcjonuja, ze owe panie raz obgaduja jedna osobe, potem biora sie za druga, a ta ktora byla wczesniej na ich tapecie dolacza do nich w obgadywaniu owej kolejnej, cieszac sie przy okazji, ze z niej zeszly i drogi odtajaly i w taki oto sposob kolko sie zamyka....sa w ciaglym stanie wewnetrznej wojny, ktora niestety promieniuje na nas wszystkich. Bo to nie jest tak, ze jak ktos jest ciagle wkurzony i ciagle szuka nowych podniet do bycia wkurzonym to to dotyczy tylko i wylacznie tej wkurzajacej sie osoby. To funkcjonuje jak promienie sloneczne, ktore rozchodza sie na wszystkich.
Razu ktoregos pracowalam z takowa niewiasta, taka tuz przed zejsciem na emerytura ( w innej firmie niz obecna), ktora dopuscila mnie do wspolpracy ze soba, bo uznala, ze mam dobra, ulozona rodzine.
"Tam? - Skomentowala kolegow z dzialu obok.- Tam jest odzdzial rozwodnikow. Nigdzie sie nie ruszaj i siedz ze mna". Oczywiscie, ze nawialam przy pierwszej nadarzajacej sie okazji.W pracy spedza sie 1/3 swojego zycia, tyle samo co z domownikami i warto by bylo, aby panowaly tam zdrowe relacje. Niestety takowych relacji wszedzie jak na lekarstwo.
Poza tym owa niemiecka reguly zycia, ze w domu nie rozmawia sie o pracy, z nikim sie o tym tutaj nie gada, powoduje, ze dusi czlowiek wiele w sobie.
Ostatnio bylam swiadkiem pewnej sytuacji, jak kolezanka omawiala ( ale taka kumpela z olejem w glowie) jak to jej sasiad opowiadal, ze on w swojej firmie pracowal dwa tygodnie ciurem- bez sobotnio-niedzielnej przerwy. Jakies tam przecieki o owej firmie mialam i opowiesci tej tresci nie byly dla mnie nowoscia, ani zaskoczeniem, natomiast reakcja owej kolezanki na opowiesci sasiada wbila mnie w krzeslo.
-Zadzwonilam do owej firmy. Tak ... zgadza sie, ze musza czasami pracownicy pracowac tam ciurem, ale za to szef stara sie dac im dluzsze wolne w innym terminie.
Zadnego z niemeickich kolegow siedzacych przy stole sytuacja owa nie zdziwila, albo ...nie okazywali zdziwienia- trudno odgadnac. Jest to reakcja dosc czesto spotykana, typowa....
- Dlaczego ona zadzwonila do firmy i dopytywala sie u szefow, czy to prawda co sasiad powiedzial? Szlo jej o praworzadnosc, czy co?
-Gdyby jej szlo o praworzadnosc to by zalatwila sprawe inaczej. Zglosilaby zaslyszany incydent do urzedu pracy, czy jakos tak.... wedlug mnie, - wyjasnial eM - szlo o sprawdzenie prawdomownosci sasiada.
Kurcze, przeciez jak ludzie zyja ze soba dluzej to znaja sie na wylot. Wiedza wiele na swoj temat...czy klamia, czy sa prawdomowni, czy sa leniwi, czy pracowici...no takie rzeczy sie po prostu wie, bo zycie i kontakty z sasiadami wiele weryfikuja....







Przypomniałaś mi, więc krótko opowiem. Na kopalni było niewiele kobiet, same urzędniczki i sprzątaczki, oraz pracownice sortowni. Dwie ostatnie grupy podlegały jakiemuś kierownikowi. I wyobraź sobie, że były problemy ze znalezieniem kogoś na to stanowisko. Ja ni chcę generalizować, ale coś w tym było, że faceci się bali „rządzić” kobietami.
OdpowiedzUsuńSam się niejednokrotnie zastanawiam, skąd się bierze gromada ludzi zazdrosnych i nieufnych tzw. obgadywaczy, a to już nie jest przypadłość samych kobiet. Praktyka nauczyła mnie, że nie warto być otwartym, szczególnie w pracy, ale i między sąsiadami. To się z reguły źle kończy, zamiast przyjaciół zyskujemy wrogów. Problem w tym, że my takich przyjaciół, nawet przez małe „p” potrzebujemy. Nie wiem jak kto sobie z tym problemem radzi, ja jestem zawsze bardziej niż ostrożny, stąd mam ich niewielu.
Zapomniałaś, że do tych czterech kilometrów powinnaś dodać to, co przechodzisz w domu czy w innych okolicznościach niż spacer ;)
Pozdrawiam.
Nie wiem, co z kobietami z wiekiem sie dzieje. Moze faktycznie owe powiedzenie jest trafne, ze jak jest mloda to jest wrozka- przede wszystkim ma spore zainteresowanie plci przeciwnej, zycie pod wieloma wzgledami jest dla niej latwiejsze, chociazby koledzy zrywaja sie jak na komende, bo mloda lacha do pomieszczenia weszla...bywa i tak, ze sie przescigaja w uslugach dla niej- no oczywiscie nie wszyscy, ale tak mniej wiecej to funkcjonuje. Z wiekiem zas traci sie te walory zewnetrznej estetyki i ...no coz- nie ma takiego zainteresowania i odzewu natury od plci przeciwnej, wiec trzeba se zrzedliwoscia radzic i przypominac od czasu, do czasu swiatu, ze jeszcze sie zyje i ma sie swoje potrzeby. I z tych mlodych pieknych wrozek stajemy sie czrownicami.
UsuńPoza tym kobiety sa szczegolarami, zwracaja baczna uwage na drobiazgi. Drobiazg potrafi wiele zniszczyc lub polepszyc, wiec z wiekiem staja sie jeszcze bardziej drobiazgowe i mamy, w niektorych kobiet niezla kaszane charakterologiczna.
Jest jeszcze inna strona medalu, na ile na starosc czlwoeik wyrobil w sobie pogodzenie ze zmianami w swym ciele, na ile jeszcze czerpie ze swiata przyjemnosci, na ile czyta, podrozuje ( moze go nie byc stac...) . No po prostu wiele czynnikow gra tu role.
Z kobietami jest jeszcze tak, ze jak sa mlode to sa zyciowo elastyczniejsze. Wyszly spod piorek rzadzacych nia rodzicow, ale powoli ucza sie juz rzadzenia i zarzadzania na swej wlasnej schedzie. I potem rosna z nas kobiet takie szefowe, ktore nie moga pogodzic sie, ze w pracy kolezanka szefuje lepiej niz ona, wiec sie przescigaja i wychodza z tego niezle klocki:)))
Nie wiem jak inni, ja gdy patrzę w lustro wciąż nie popadam w tragizm, ba czasami się do odbicia w lustrze głupkowato uśmiecham, a on mi odpowiada tym samym.
UsuńMam przyjaciółkę, bez żadnych podtekstów, która na moją uwagę o jej wyglądzie (zawsze pozytywną) reaguje agresją. Tego to już w żadnej mierze pojąć nie mogę, a mimo to, co jakiś czas ryzykuję ;) Tak się zastanawiam, czy jednak w tym temacie, kobiety nie powinny bardziej polegać na opinii innych?
Nie postrzega ta pani siebie dobrze, ale kobiety tak maja. Pypec na nosie, albo nowa zmarszczka psue wszystko, przede wszystkim samopoczucie.
UsuńAle to tez nie jest tak, ze my tylko siedzimy i wypatrujemy owe zmarchy. O tak, zaskakuja nas i doluja...
Praca, praca.. Ja w trakcie rozsyłania CV jestem. A nuż się uda gdzieś lepiej?
OdpowiedzUsuńMnie spacery z psem odprężają, ale jak sama z nim chodzę, ewentualnie z koleżanką, bo jak Młoda idzie to pies głupieje ciągle :)
10km dziennie powiadasz? Możliwe, że dzisiaj spacerując zrobiłam tyle, ale.. wraz z psem padłam spać po powrocie :) Nie wyobrażam sobie tak w dni robocze jeszcze spacerować, kiedy mam np. 13 godzin na nogach w robocie - w życiu! :)
Nie ma lepiej Kasiu. Wszedzie sa ludzie ze swoimi problemami, ambicjami, urazami, upodobaniami...
UsuńJakos sie pozbylam fantazji w glowie, ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma. Wszedzie ten sam syf.
A zwierzeta i dzieci to ten sam chaos, tyle tylko, ze dzieciaki kiedys tam dojrzewaja, zwirzeta trzeba dobrze wychwac, wyrobic w nich nawyki. Bedzie dobrze.
Ludzie i ich poglądy i fanaberie to jedno, a warunki zatrudnienia i płaca to drugie. Znalazłam sobie lepiej - tak myślę, a co będzie - się okaże.
Usuńhej, witam jeszcze noworocznie!
OdpowiedzUsuńTrzeba sobie zrobić jakąś wycieczkę weekendową dla rozluźnienia, a nie rozważać babskie starzenie i nastroje. Ja, jak mi wiadomo dobrze ponad dekadę starsza, zawsze pod dyskretną opieką koleżanek psycholożek, doskonale wykorzystuję ich sugestie, jeszcze te z młodości. Zgadzam się, że praca jest najważniejsza i współczuję, jak się ktoś męczy. Uwielbiam swoją pracę, czuję się spełniona pod każdym względem i nie mam zamiaru iść na emeryturę, chociaż mam tzw wiek. Najlepiej samemu sobie stworzyć miejsce pracy, po latach człowiek rozeznaje się w zapotrzebowaniu.
Dzieci wyrastają, ale ich potrzeby są coraz wieksze, a potem są wnuki, ktorych jeszcze bardziej chce sie rozpieszczac, a na to potrzebne są pieniadze. Dlatego trzeba szukac takich mozliwosci, zeby być zadowolonym finansowo i towarzysko.
A od szczegółowych i drobiazgowych kobiet to z daleka, jak się da, lepiej z facetami niegroźnie flirtować, z klientami np, jesli są w poblizu. Ja tez mam kobiety w pracy, ale wszystkie na poziomie i glupot nie gadają, tylko się wspieramy. Też dlatego, ze zadna nikomu nie zagraża. Na komplementy zawsze reaguję pozytywnie, ale wiem, ze niektore sie obrazaja, no cos ty,chcesz mnie pocieszyc? jaka juz stara jestem itd To jest kwestia wypracowania poczucia wartosci, juz przez rodzicow i potem przez męża, facetow i siebie przede wszystkim. Tak sie teraz zastanawiam, ze wlasciwie ja komplementy slysze codziennie i gdybym nie uslyszala, to bym sie zdziwiła.
Wszystkiego najlepszego na ten rok 2018!
Bylam wlasnie w Polsce, dzisiaj w nocy wrocilam. Rozluznilam sie? Chyba nie, bo sporo spraw do zalatwienia mnie tam czekalo. Za duzo mam do zrobienia, jakos nie moge z tym wszystkim...wszystko trzeba a nic nie sprawia mi latwosci. nie ma tak, ze mi sie chce, tylko wlasnie, ze trzeba cos tam zrobic, zaiczyc , nauczyc sie.
UsuńFajnie z ta wlasna dzialalnoscia, niestety nie wiem, w ktorym kierunku mam ta wlasna dzialalnosci rozpoczac. Mi sie chce swietego spokoju:)))